Zamieszanie na finiszu Premiership

Główny temat tygodnia to koronawirusowa eksplozja w Sale Sharks, która zdezorganizowała ostatnią kolejkę fazy zasadniczej angielskiej Premiership. Walka o półfinały ma rozstrzygnąć się do środy, ale wciąż nie wiadomo – na boisku czy przy zielonym stoliku. W Ekstralidze zielony stolik też ma co robić, ale w tym tygodniu odbyły się wszystkie mecze i wszędzie było ciekawie.

Ekstraliga

Komisja Gier i Dyscypliny błyskawicznie wykonała postanowienia regulaminu rozgrywek i już w poniedziałek ogłoszono odebranie Skrze kolejnego punktu. To już drugi w tym sezonie. Poprzednio zastanawiałem się, skąd takie lekceważenie przez Skrę postanowień regulaminu. Kłopoty czy wyrachowanie? Dostałem odpowiedź, że w składzie jest pięciu młodzieżowców, z tego dwóch kontuzjowanych, a reszta przegrywa konkurencję o miejsce w składzie. Cóż, wychodzi na to, że jedno i drugie; i trochę tych młodzieżowców mało. Szkoda. Statystyka, którą wrzuciłem na Facebooku (https://www.facebook.com/wszponachrugby/photos/a.129288331773685/376493130386536/) wskazuje na to, że próg wynikający z regulaminu nie jest postawiony na jakimś niebotycznym poziomie (choć wypadałoby z niej wyjąć zawodników zagranicznych). A jeśli młodzi nie będą grać, mało który wytrwa przy rugby po zakończeniu rozgrywek juniorskich.

Innym echem poprzedniej kolejki jest protest złożony przez Pogoń Siedlce w związku z odwołaniem meczu z Juvenią Kraków. Siedlczanie żądają walkowera. Sytuacja trochę zaskakująca, bo dzień przed meczem na stronie Pogoni znalazła się informacja, że mecz odwołano „dla dobra wszystkich”, a z obecnego komunikatu wynika, że informację otrzymali po meczu i na Juvenię oraz sędziów bezskutecznie czekali na boisku.

Co na boisku? W najciekawiej zapowiadającym się spotkaniu trzeciej kolejki Skra podejmowała w Warszawie Pogoń Siedlce. Gospodarze, w których szeregach zabrakło najskuteczniejszego dotąd zawodnika Ekstraligi, Daniela Gduli, wygrali 27:20, ale niewiele brakowało, aby wynik był całkowicie inny. Siedlczanie zaczęli od prowadzenia 7:0, ale Skra szybko wyrównała i sama objęła prowadzenie 14:7. Goście zdecydowanie dominowali w młynie i to dzięki temu na przerwę schodzili z odzyskanym prowadzeniem 17:14, po karnym przyłożeniu podyktowanym za zawalanie młyna zdążającego na pole punktowe Skry. Na początku drugiej połowy wydawało się, że Pogoń pójdzie za ciosem. Prowadziła 20:14 i na długi czas zadomowiła się pod polem punktowym gospodarzy. Skra broniła się na linii, Pogoń powtarzała młyn za młynem, w ostatniej chwili ratował warszawian często chyba najlepszy na boisku Jonathan O’Neill. Pogoni czegoś zabrakło – myślę, że dostaliby w końcu karne przyłożenie za zawalanie przez Skrę młynów, ale w którymś momencie wybrali rozegranie karnego zamiast młynem, to ręką na pięciu metrach, w innym zabrakło ostatniego podania do zawodnika na skrzydle. Gdy z boiska zszedł Isitolo Tuumotooa, dominacja młyna się skończyła i to Skra nabrała wiatru w żagle. Najpierw przyłożenie O’Neilla, potem karny Halaifonuy (w sumie 14 punktów w meczu, w tym przyłożenie z pierwszej połowy), a wreszcie na koniec wisienka na torcie – drugi w tym sezonie Ekstraligi skuteczny drop goal, w wykonaniu Palu Fihakiego. Pogoń może tylko żałować straconej szansy.

Dużo frajdy sprawili kibicom rugbyści w Lublinie, gdzie spotkały się dwie drużyny w poprzednim sezonie zdecydowanie odstające od reszty stawki, a w tym zupełnie odmienione. Edach Budowlani Lublin podejmowali Arkę Gdynia i wygrali 47:34. W pierwszej połowie lublinianie wypracowali nawet 18-punktowe prowadzenie. Przyłożenia zdobywali ciężką pracą graczy z formacji młyna, jednak Arka potrafiła się odgryźć szybkimi przełamaniami obrony. W drugiej części spotkania lublinianie jeszcze bardziej się rozpędzili i prowadzili już 47:22. Gdynianie co prawda część strat odrobili, ale ani przez moment w tym spotkaniu nie mieli szansy na wygraną. Zwracają uwagę dwa przyłożenia Piotra Wiśniewskiego, który jest liderem klasyfikacji przyłożeń Ekstraligi (ma ich już dziewięć na koncie w siedmiu meczach), podobny dorobek w tym meczu miał też Zimbabwijczyk w składzie Budowlanych Royal Mwale oraz Anton Szaszero z Arki (dwa przyłożenia i kopy na bramkę dały mu 19 punktów). A Daniel Tomanek wykorzystał absencję Gduli ze Skry i po 12 punktach z podwyższeń został liderem klasyfikacji najskuteczniejszych graczy Ekstraligi. Zwycięstwo lublinian uświetniło obchody 45-lecia rugby w tym mieście.

W sobotni wieczór odbyły się trzecie w tej rundzie derby Trójmiasta, w których Lechia podejmowała mistrzów kraju z Sopotu. W składzie Ogniwa zobaczyliśmy Piotra Zeszutka – po odbyciu połowy kary za incydent w meczu ze Spartą jej reszta została zawieszona. Mecz zaczął się zgodnie z oczekiwaniami – Ogniwo zdobyło przyłożenie już w trzeciej minucie. Jednak Lechia moment później odpowiedziała dokładnie tym samym, brakło tylko podwyższenia. W kolejnych kilkunastu minutach Ogniwo dołożyło dwa przyłożenia, ale następna chwila dekoncentracji pozwoliła Lechii odrobić część strat, a po 30 minutach przegrywała już tylko dwoma punktami. W pierwszej połowie Ogniwo dorzuciło jeszcze trzy oczka z karnego, ale Lechia pozostawała w kontakcie i wynik wciąż pozostawał otwarty. W drugiej połowie znowu Ogniwo pierwsze zapunktowało, ale Lechia zdołała odpowiedzieć. Znów jednak straciła dwa oczka, bo nie wykorzystała podwyższenia. Wynik 24:31 utrzymał się już do końca spotkania, choć Lechia pod koniec meczu na długi czas zepchnęła mistrzów do obrony i była bliska wyrównania.

W drugim spotkaniu telewizyjnym tego weekendu Orkan Sochaczew uległ Master Pharm Rugby Łódź 7:26. Pierwsze pół godziny meczu zdominowali goście, jednak nie zdołali zamienić tej przewagi na punkty. Pod koniec pierwszej części spotkania mecz się wyrównał, ale na przerwę gracze schodzili przy remisie 0:0. Także w drugiej połowie długo czekaliśmy na jakąś zmianę na tablicy wyników. Dopiero po kilkunastu minutach gry łodzianie znaleźli drogę na pole punktowe rywali. Sochaczewianie walczyli o wyrównanie, ale zaliczyli kiepski moment gry, gdy w ciągu paru minut stracili trzy przyłożenia. Honorowe przyłożenie zdobyli dopiero w ostatniej akcji meczu. Przez większość drugiej połowy oglądaliśmy młyny symulowane, a liczba kontuzji w składzie sochaczewian w tym meczu była naprawdę duża.

W ostatnim spotkaniu kolejki spotkały się dwa zespoły z dołu tabeli. Jeszcze młodsza niż zwykle Juvenia Kraków (bez kontuzjowanego Michała Jurczyńskiego, za to z kilkoma kolejnymi debiutantami) podejmowała Spartę Jarocin. Mecz lepiej zaczęli gracze z Wielkopolski: prowadzili 3:0, a potem 10:3. Juvenia jednak wzięła się do roboty i w pierwszej połowie wyszła na prowadzenie 27:10. W drugiej połowie Juvenia podniosła swoje prowadzenie do wyniku 39:10 i wtedy oddała inicjatywę jarocinianom. Ci zdobyli dwa przyłożenia i mieli apetyt na kolejne, które dałoby im punkt bonusowy, jednak ostatnie słowo należało do krakowian: świetny w tym meczu Jakub Syska podniósł piłkę w młynie i z czterdziestego metra obiegł obronę jarocinian. Juvenia ostatecznie wygrała 44:24. Dwa przyłożenia zdobył dla Juvenii świetnie pokazujący się w ostatnich meczach Maciej Dorywalski, z kolei dla Sparty pięcioma punktami do protokołu meczowego wpisał się obrońca reprezentacji Polski, Ross Cooke.

W tabeli niewielkie zmiany. Master Pharm Rugby Łódź pokonało Orkan i zmieniło go na trzecim miejscu, zrównując się punktami ze Skrą. Także o jedno oczko awansowali Edach Budowlani Łódź, którzy z piątego miejsca zepchnęli Lechię Gdańsk. Ogniwo ma już 11 punktów przewagi nad rywalami. Na dole tabeli Juvenia zdobyła kontakt z resztą stawki, a Sparta traci do najbliższego rywala aż 12 punktów.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Ogniwo Sopot 7 33
2. Skra Warszawa 7 22
3. ↑ Master Pharm Rugby Łódź 7 22
4. ↓ Orkan Sochaczew 7 18
5. ↑ Edach Budowlani Lublin 7 18
6. ↓ Lechia Gdańsk 7 15
7. Arka Gdynia 7 14
8. Awenta Pogoń Siedlce 6 13
9. Juvenia Kraków 6 12
10. Sparta Jarocin 7 0

W I lidze nadspodziewanie dużo emocji. W przypadku obu rozegranych spotkań można było przed meczami wskazać zdecydowanych faworytów i choć obaj ostatecznie wygrali, to musieli ciężko się napracować i niewiele brakło do niespodzianek. W derbach Warszawy AZS AWF wygrał z Legią zaledwie jednym punktem (27:26), a o wygranej akademików zadecydował kop w ostatniej minucie meczu. W Białymstoku tamtejszy lider tabeli pokonał Watahę Zielona Góra 36:31 i tu także losy spotkania ważyły się do samego końca. Zapowiadające się najciekawiej starcie w Rumii, gdzie Arka miała podejmować Posnanię, nie doszło do skutku i ma zostać rozegrane w innym terminie.

W II lidze dwa spotkania. Ruda Śląska pokonała Miedziowych Lubin 51:19 (pierwsze zwycięstwo Rudy i trzecia kolejna porażka Miedziowych, którzy przecież rok temu grali poziom wyżej), a Mazovia Mińsk Mazowiecki uległa rezerwom Juvenii Kraków 17:36. W tabeli na czele dwóch beniaminków, każdy z kompletem dwóch zwycięstw w dwóch meczach: KS Budowlani Łódź i Juvenia II Kraków. Na dnie Miedziowi.

Premiership

W Premiership mieliśmy finisz fazy zasadniczej sezonu 2019/2020 i sporo emocji, niestety w dużej mierze pozaboiskowych.

Przedostatnia kolejka spotkań, dwudziesta pierwsza, zaczęła się już dwa tygodnie temu od opisywanego tutaj zwycięstwa Bath nad Gloucester. Gloucester prowadziło, ale w końcówce meczu Bath nie dość, że zdołało zwyciężyć, to jeszcze z bonusem. Bardzo podobny scenariusz zafundowali swoim kibicom także walczący o play-off Wasps, którzy grali na Twickenham Stoop z Harlequins. Co prawda to oni zdobyli pierwsze punkty, ale potem na boisko wszedł Alex Dombrandt i w ciągu kilkunastu minut zdobył dwa przyłożenia. Tuż po przerwie Harlequins, mimo bardzo osłabionej formacji młyna, prowadzili po pięknej akcji Marcusa Smitha 20:8. Wtedy jednak Elia Elia postanowił w zupełnie niegroźnej sytuacji postawić Dana Robsona na głowie, zobaczył czerwoną kartkę i Wasps nabrali wiatru w żagle. Od razu zdobyli drugie w tym meczu przyłożenie, ale na kolejne kazali czekać do samej końcówki meczu. Zdołali jednak dwukrotnie przełamać osłabioną obronę Harlequins i ostatecznie wygrali 32:23 z bezcennym punktem bonusowym. Pewnie nie tak chciał pożegnać się ze swoim stadionem po latach grania w tym miejscu Chris Robshaw – puste trybuny i porażka w końcówce…

Problemu nie mieli Sale Sharks, którzy pokonali na wyjeździe z bonusem Northampton Saints 34:14. Saints ponieśli już szóstą porażkę z rzędu (i siódmą z rzędu na własnym stadionie) – pomyśleć, że przez niemal pół sezonu byli w czołowej dwójce. Zmartwieniem Eddiego Jonesa są kontuzje dwóch reprezentantów Anglii odniesione w tym spotkaniu: Manu Tuilagiego i Courtney’a Lawesa. Już wiadomo, że przerwa Tuilagiego potrwa pół roku, Lawes też nie wróci szybko na boisko. Trudniejsze zadanie miał ostatni z kandydatów do play-off, Bristol Bears. Parę dni wcześniej grali w ćwierćfinale Challenge Cup, więc musieli wystawić mocno zmieniony skład, a w głowie mieli świadomość, że wszyscy trzej rywale wygrali z punktem bonusowym. Na ich szczęście, Leicester też zaliczył pucharowy weekend i bristolczycy zdołali osiągnąć cel – wygrali 40:3, zaliczając sześć przyłożeń i nie pozwalając rywalom na ani jedno.

Poza tym w przedostatniej kolejce Exeter Chiefs (także w składzie kompletnie odmienionym w porównaniu z półfinałem Champions Cup) uległ London Irish 19:22, ale exeterczycy już wcześniej zagwarantowali sobie pierwsze miejsce w tabeli po sezonie zasadniczym. Z kolei Worcester Warriors wykorzystali osłabienie Saracens (też popucharowe) i po świetnej drugiej połowie wygrali 40:27.

Dwudziesta pierwsza kolejka nie zmieniła więc w tabeli absolutnie nic. Wszystkie drużyny pozostały na tych samych miejscach, a wszystkie walczące o trzy wolne miejsca w play-off solidarnie zwyciężyły za pięć punktów. Na pechowym, piątym miejscu, byli Bristol Bears, którzy w niedzielę musieli wygrać i liczyć na potknięcie któregoś z trzech wyżej notowanych rywali. I doczekali się potknięcia wcześniej niż mogli się spodziewać.

W piątek Anglię obiegła wiadomość o aż 21 osobach z pozytywnymi testami na obecność koronawirusa w Premiership (w tym 18 zawodnikach), z czego aż 19 przypadków (w tym 16 graczy) w Sale Sharks. To postawiło pod znakiem zapytania ich spotkanie z Worcester Warriors. Odwołanie spotkania oznaczałoby walkower i w praktyce niemal pewną utratę awansu do półfinału przez Sharks. Ci jednak chcieli grać, choćby i graczami akademii, i ostatecznie ich mecz przełożono na środę, dzień wcześniej planując serię testów dla zawodników. Wciąż zatem nie wiadomo, kto zajmie ostatnie miejsce w półfinałach i czy mecz dojdzie do skutku. Problem mieli też Northampton Saints (którzy jednak o nic już nie walczyli), bo przecież zaledwie parę dni wcześniej grali przeciwko Sharks – ich gracze z powodu meczu zostali odizolowani i nie mieli jak zestawić pierwszej linii młyna. W tym przypadku skończyło się walkowerem dla Gloucester – działacze Northampton wystąpili do władz ligi o możliwość awaryjnego wypożyczenia zawodników na zastępstwo, jednak go nie dostali. Rożne potraktowanie Saints i Sharks, a także możliwość przystąpienia przez Sharks do gry ze świadomością rezultatów innych spotkań budzi duże kontrowersje na wyspach. Na dodatek padają oskarżenia, że atak epidemii w obozie Sharks to efekt imprezy po zdobyciu Pucharu Premiership. Sale temu zaprzecza, jednak RFU wszczęło dochodzenie w sprawie przestrzegania protokołów bezpieczeństwa w tym klubie i jeśli faktycznie okaże się, że do ich naruszenia doszło, Sale oprócz walkowera może zaliczyć 10 punktów karnych.

Spośród drużyn walczących o awans wydawało się, że najtrudniejsze zadanie w ostatniej kolejce będą mieć Wasps, którzy stanęli na przeciwko liderów tabeli, Exeter Chiefs, oraz Bath, które grało z Saracens. Jednak Exeter Chiefs, którzy awans do półfinałów mieli pewny, a w perspektywie oprócz play-off także finał Champions Cup, wystawili rezerwowy skład i Wasps łatwo wygrali aż 46:5. Wygrana z punktem bonusowym zapewniła im drugie miejsce w tabeli i prawo rozegrania półfinału na swoim stadionie w Coventry. Natomiast Bath tak łatwo nie miało: dla Saracens to był ostatni mecz w Premiership przed degradacją, przygoda pucharowa też się skończyła, nie mieli zatem po co się oszczędzać. Bath świetnie otworzyło mecz, po dwudziestu minutach miało na koncie dwa przyłożenia, a do przerwy prowadziło 14:3. Jednak druga połowa nie potoczyła się po ich myśli. Co prawda zaraz po wznowieniu gry podnieśli wynik do 17:3, ale potem punktowali już tylko Saracens, którzy doprowadzili do remisu 17:17. Ten remis oznacza, że to właśnie Bath będzie czekać z duszą na ramieniu na środowy ewentualny mecz Sale: Bristol Bears, którzy liczyli na potknięcie rywali, grali przeciwko London Irish i bez problemu wygrali 36:7, przeskakując Bath w tabeli. A ostatni mecz Saracens w Premiership (przynajmniej na najbliższy rok) był też ostatnim meczem w karierze dwóch spośród gwiazd tego zespołu, Richarda Wiggleswortha i Brada Barritta.

W ostatnim spotkaniu nie było wielkiej stawki. Spotkanie Leicester Tigers – Harlequins zdefiniował przede wszystkim trzysetny i zarazem ostatni występ w barwach londyńskiej drużyny jej legendy, Chrisa Robshawa. I pożegnał się z Harlequins i Premiership zwycięstwem swojej drużyny, odniesionym zresztą po zaciętym spotkaniu. Mecz mógł się podobać, kibice zobaczyli siedem przyłożeń, a Harlequins wygrali 32:26.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Exeter Chiefs 22 74
2. Wasps 22 71
3. ↑↑ Bristol Bears 22 69
4. ↓ Bath 22 67
5. ↓ Sale Sharks 21 64
6. Harlequins 22 51
7. ↑ Gloucester 22 46
8. ↓ Northampton Saints 22 42
9. Worcester Warriors 21 37
10. London Irish 22 34
11. Leicester Tigers 22 29
12. Saracens 22 –38

Ogłoszono harmonogram kolejnego sezonu Premiership. Co prawda kluby nie chcą grać przy pustych trybunach, a na ich zapełnienie trzeba będzie sporo poczekać, jednak sezon wystartuje już 20 listopada. Pierwszy gwizdek rozlegnie się na Twickenham Stoop, gdzie Harlequins podejmą Exeter Chiefs. Format bez zmian, meczów w środku tygodnia nie ma, finał zaplanowano na 26 czerwca przyszłego roku, a więc ostatecznie wejdzie w paradę przygotowaniom do wyprawy Lions (którzy w tym terminie planują mecz rozgrzewkowy w Europie – cóż, braknie na nim zawodników dwóch najlepszych angielskich drużyn). Już widać, że aż osiem kolejek nakłada się na reprezentacyjne weekendy podczas Autumn Nations Cup i przyszłorocznego Pucharu Sześciu Narodów, a łącznie nieobecność reprezentantów zapowiada się na jedenastu kolejkach – a więc połowie sezonu (będą mogli grać tylko w trzech z pierwszych czternastu spotkań). Cóż, znów trzeba będzie udowodnić jakość rezerw.

Kłopot w żeńskiej elicie czyli Premier 15s: RFU obcięło finansowanie dla klubów z tego poziomu o 25%. Wciąż zresztą nie wiadomo, kiedy rozgrywki zostaną wznowione.

Pro14

W Pro14 także koronawirus wpłynął na spotkania tego weekendu. Na szczęście w znacznie mniejszym stopniu: izolacji musieli poddać się Johnny Williams ze Scarlets, Jamie Ritchie z Edynburga, Tom Gondor i Zander Ferguson z Glasgow Rangers.

Mistrzowie ligi, Leinster, zaczęli niezwykle mocno. Spotkali się z walijskimi Dragons i pokonali ich 35:5. Gracze z Newport jedyne przyłożenie zdobyli dopiero w drugiej połowie, gdy przegrywali już 28:0. Już w pierwszej połowie boisko opuścił Jonathan Sexton, okazało się jednak, że nie odniósł poważnej kontuzji. Także wicemistrzowie, Ulster, zaczęli od zwycięstwa i to z identycznym dorobkiem punktowym (choć gorzej było w obronie) – pokonali Benetton 35:24. Tu do przerwy był remis 21:21, bo choć Ulster zaczął od prowadzenia, Benetton wykorzystał dziesięć minut gry z przewagą jednego gracza i doprowadził do remisu. I choć ostatecznie przegrał, to pozostawił po sobie dobre wrażenie. Na tym meczu w Belfaście na trybunach pojawili się widzowie – wpuszczono 600 osób.

Prawdziwy dreszczowiec urządziła swoim kibicom trzecia irlandzka drużyna, półfinalista z ubiegłego sezonu, Munster. Grali na wyjeździe z walijskimi Scarlets i bardzo długo przegrywali. Walijczycy zmuszali ich do błędów, a Leigh Halfpenny bezlitośnie wykorzystywał dyktowane na korzyść Scarlets karne. Do przerwy drużyna z Llanelli prowadziła 12:7 (jedyne przyłożenie Munster zdobył grając z osłabieniu), a w połowie drugiej części spotkania już 24:10. Na trzynaście minut przed końcem Munster zdobył przyłożenie, ale jednocześnie stracił z czerwoną kartką jednego z zawodników po drugiej żółtej – kuriozalna sytuacja, bo przewinienie popełnił po przyłożeniu własnej drużyny. Chwilę potem Halfpenny wykorzystał dziewiątego w tym meczu karnego (statystyka: 9/9). Scarlets prowadzili 27:17, mieli przewagę jednego gracza, a do końca pozostawało tylko dziesięć minut. Co się w tym czasie stało, Walijczycy pewnie sami nie rozumieją. Dwie minuty przed końcem Irlandczycy doprowadzili do remisu. Ale jeszcze im było mało. W 81. minucie rezerwowy Ben Healy dostał szansę z karnego z własnej połowy boiska. I trafił dając Munsterowi zwycięstwo 30:27. Niesamowita końcówka.

Komplet zwycięstw Irlandczyków dopełniło zwycięstwo Connachtu nad Glasgow Warriors 28:24 po zaciętym meczu, w którym większość punktów padła w drugiej połowie. Dwoma przyłożeniami błysnęła podpora Connachtu, Bundee Aki. Do Glasgow dotarł wreszcie Leone Nakarawa, który bardzo długo przebywał w Fidżi, gdzie zresztą cieszył się świeżym ojcostwem, jednak w tym meczu jeszcze nie zagrał. Rozczarowała druga szkocka ekipa, półfinalista z poprzedniego sezonu, Edynburg. Zaczął mecz z Ospreys od karnego przyłożenia, ale przegrał go 10:25. W walijskiej drużynie błyszczała gwiazda reprezentacji tego kraju Rhys Webb, który odegrał główną rolę w dwóch przyłożeniach Matta Protheroe. Poza tym w pierwszym meczu sezonu Zebre uległo Cardiff Blues 6:16 – mimo że rywale przez pół meczu grali w czternastkę po czerwonej kartce Josha Turnbulla.

Poz. Drużyna M. Pkt. Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Leinster 1 5 1. Cardiff Blues 1 4
2. Ulster 1 5 2. Connacht 1 4
3. Ospreys 1 4 3. Munster 1 4
4. Glasgow Warriors 1 1 4. Scarlets 1 1
5. Zebre 1 0 5. Benetton 1 0
6. Dragons 1 0 6. Edynburg 1 0

A przy okazji wiadomość z niższych poziomów: w Walii pozwolono na wznowienie treningów w części kraju na poziomie amatorskim. W grupach nie większych niż 15-osobowych i w formie bezkontaktowej.

Top 14

Koronawirus niestety uderzył francuską Top 14. W trzeciej kolejce ligi dwa spotkania odwołano, a jedno przesunięto o dwa dni. Planowany na sobotę mecz między między dwiema najlepszymi drużynami poprzedniego sezonu, Lyonem i Bordeaux, został przełożony na poniedziałek (kolejne trzy przypadki w Lyonie stwierdzone na początku ubiegłego tygodnia). Później napłynęły jeszcze gorsze informacje: nowe ognisko choroby w paryskim Racingu 92 (dziewięć przypadków, z czego część wśród zawodników) spowodowało odwołanie meczu wyjazdowego tej drużyny przeciwko La Rochelle. To wielki kłopot dla paryżan, którzy przecież za dwa tygodnie mają grać w finale europejskiego Champions Cup, a mają całą drużynę w domowej izolacji, nie mogą trenować, a kiedy będą mogli zacząć i w jakim składzie, dowiedzą się dopiero w tym tygodniu. Stwierdzono też kilka przypadków choroby w Castres, wobec czego mistrzowie Francji z 2018 nie zagrali w Montpellier z drużyną, którą przed dwoma laty pokonali w finale ligi.

Kolejka zaczęła się od dwóch spotkań w piątek, w których łącznie zobaczyliśmy aż siedem kartek. Brive udowodniło, że jest śmiertelnie groźne na swoim boisku i wygrało z niepokonanym dotąd Pau 19:13. Czerwone kartki zobaczyło aż dwóch zawodników gospodarzy i jeden z Pau, a niemal wszystkie punkty padły w pierwszej połowie. W drugim spotkaniu paryski Stade Français podejmował Bajonnę i mimo atutu własnego stadionu przegrał z Baskami 19:26. Do końca miał szansę na wyrównanie, ale w 80 minucie, gdy miał młyn na pięciu metrach od pola punktowego Bajonny, zamiast zapunktować, dorobił się czerwonej kartki dla Luke Tagiego.

Ciekawie zapowiadało się niedzielne spotkanie Tuluzy z Tulonem. Zagrano bez publiczności: ponieważ w regionie wprowadzono obostrzenia pozwalające wpuścić na trybuny maksymalnie 1000 osób, władze klubu zrezygnowały z wpuszczania publiczności (chodzi o pieniądze, przy tak małej liczbie widzów, strata klubu jest większa niż na spotkaniu w ogóle bez publiczności). Wygrali gospodarze 39:19, już po pierwszej połowie prowadząc 25:0. W drugiej połowie Tulon zaczął odrabiać straty, ale gospodarze nie pozwolili mu zbliżyć się do siebie na więcej niż 13 punktów. Zwraca uwagę skuteczność Cheslina Kolbe, który w piątym meczu sezonu (łącznie z europejskimi pucharami) zdobył piąte przyłożenie.

Poza tym Clermont bez większych problemów pokonał Agen 31:12. Ciekawostka: jedynymi niepokonanymi drużynami pozostają Racing 92 (trzeci w tabeli) i Bordeaux Bègles (dziesiąte). Tak niskie pozycje wynikają z faktu rozegrania mniejszej liczby spotkań od rywali – Bordeaux wybiegło na boisko dotąd tylko raz.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. ↑↑↑↑↑ Clermont 3 9
2. ↑↑ Tuluza 3 9
3. ↓↓ Racing 92 2 9
4. ↓ Brive 3 9
5. ↓↓↓ Pau 3 8
6. ↑↑↑↑↑ Bajonna 3 8
7. ↓↓ Tulon 3 5
8. ↓ Stade Français 2 4
9. ↑ Castres 2 4
10. ↓↓ Bordeaux Bègles 1 4
11. ↓↓ La Rochelle 2 4
12. ↑ Lyon 2 1
13. ↑ Montpellier 2 1
14. ↓↓ Agen 3 1

A w wyborach na szefa francuskiej federacji Bernard Laporte, mimo podejrzeń, które skutkowały jego zatrzymaniem przez policję w poprzednim tygodniu, obronił swoje stanowisko, choć zwyciężył nad Florianem Grillem minimalną różnicą głosów.

Drobne

Pro14 / Południowa Afryka

Generalne zgromadzenie federacji południowoafrykańskiej podjęło decyzję, że cztery południowoafrykańskie franszyzy Super Rugby przyłączą się do Pro14. Będziemy mieli zatem Pro16, jeśli tylko rozmowy z władzami ligi zakończą się pomyślnie, ale po obu stronach widać wolę powiększenia ligi. Jurie Roux stwierdził, że to efekt pandemii i jednostronnej decyzji państw z kręgu transtasmańskiego (czytelna szpila pod adresem partnerów z SANZAAR). Decyzja ta oznacza także wykluczenie z Pro14 Cheetahs. Szef Cheetahs na wtorkowym spotkaniu proponował, aby wybór czterech franszyz został dokonany na boisku: niech o wyborze zadecydują wyniki zbliżających się rozgrywek krajowych. Nie miał jednak szans. Cheetahs zastanawiają się nad dalszymi krokami, bo uważają, że mają gwarantowany udział w rozgrywkach aż do 2023. Federacja zaplanowała dla nich udział w planowanej transtasmańskiej Super Series/Super 8, ale pod warunkiem, że nie będzie musiała do tego biznesu dokładać (zresztą, sama wizja tego turnieju jest na razie tylko wizją, a czas jego trwania to przypuszczalnie zaledwie kilka tygodni w roku). Cheetahs trzy lata temu przeżyli wykluczenie z Super Rugby i wówczas przecierali ścieżki dla południowoafrykańczykach w negocjacjach z Pro12. Wtedy federacja była uszczęśliwiona takim obrotem rzeczy, dziś wykorzystuje wydeptaną przez nich ścieżkę, a Cheetahs odstawia na boczny tor.

Także przyszłość argentyńskich Jaguares została przesądzona – mogą myśleć tylko przyłączeniu się do południowoamerykańskiej SLAR, o ile w ogóle przetrwają tę zawieruchę.

A swoją drogą, rozbudowa Pro14 zapewne zrodzi kolejny problem: bez skutku Północ z Południem próbowały się dogadać w sprawie ujednolicenia terminów Pucharu Sześciu Narodów i The Rugby Championships. Teraz Południowa Afryka i Argentyna mogą zmienić front. Będzie kolejna wojenka?

Południowa Afryka

Przy okazji spotkania w sprawie udziału w Pro14 uzgodniono też format Currie Cup w przyszłym sezonie. W pierwszej części (roboczo nazwanej SA Cup) weźmie udział wszystkie 14 regionalnych związków z kraju. Podzielone będą na dwie grupy, w ramach których będą grać w formacie każdy z każdym (jeden mecz, bez rewanżów). Osiem najlepszych ekip awansuje do play-off. Następnie odbędzie się właściwy Currie Cup. Wezmą w nim udział cztery franszyzy z Pro14 (czy Pro16) oraz cztery najlepsze drużyny spoza unii z franszyzami z SA Cup. Rozgrywki odbędą się w formacie każdy z każdym, mecz i rewanż, a zostaną zakończone półfinałem (jak można się domyślać: drugi z trzecim) i finałem. Pozostałe sześć drużyn spoza unii z franszyzami z SA Cup będzie grało w drugiej lidze Currie Cup.

A w sobotę odbył się w Kapsztadzie pokazowy mecz Springbok Showdown. Kapitanem drużyny zielonych był kapitan reprezentacji Południowej Afryki Siya Kolisi, a kapitanem drużyny złotych inny z bohaterów Pucharu Świata w Japonii, Lukhanyo Am. Górą byli zieloni prowadzeni przez Mzwandile Sticka, którzy wygrali 25:9, a jedno z przyłożeń zaliczył właśnie Kolisi. Mecz niestety przy pustych trybunach.

Super Rugby

Nowozelandzka federacja oficjalnie potwierdziła, że w przyszłym roku Super Rugby Aotearoa zostanie rozegrane w niezmienionej formie – a zatem nici z udziału drużyn z Pacyfiku, nici z formatu transtasmańskiego. Australia poniekąd została pozostawiona na lodzie, choć Nowozelandczycy nie wykluczają jakiejś rywalizacji z Australijczykami po zakończeniu Super Rugby Aotearoa (zapewne chodzi o pomysł ośmiozespołowego pucharu dla drużyn z regionu). Z kolei oferty drużyn z wysp Pacyfiku na jedno z trzech dodatkowych miejsc w planowanym poszerzonym turnieju są przyjmowane z myślą o roku 2022. Nieprzyjęcie tych ofert na turniej przyszłoroczny ma być podyktowane wątpliwościami co do finansowania i poziomu sportowego. Przedstawiciele oferentów z tego regionu zarzucają procesowi kwalifikacyjnemu brak przejrzystości, a wątpliwości nowozelandczyków za nietrafione. Rok czekania na pewno tym drużynom nie pomoże, a w pacyficznym świecie rugby panuje duże rozgoryczenie i pojawiają się komentarze, że należy rozmawiać z Australijczykami, a nie Nowozelandczykami, którzy już nie pierwszy raz odwrócili się do Pacyfiku plecami.

Australia

Rob Kearney, legenda irlandzkiego rugby, który właśnie pożegnał się z Leinsterem, obrał kierunek na półkulę południową. Podpisał roczny kontrakt z australijskim Western Force.

Japonia

Wiadomo, jak ma wyglądać ostatni w historii sezon Top League (przypomnijmy – od kolejnego sezonu będziemy mieli nową, w pełni zawodową ligę liczącą osiem drużyn zamiast obecnych szesnastu). W szranki zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami stanie 25 zespołów – 16 z Top League i 9 z drugiej ligi (Top Challenge League). Rozgrywki będą trzyetapowe. W pierwszym etapie odrębnie będą rywalizować drużyny z Top Challenge League i odrębnie drużyny z Top League (te podzielone na dwie konferencje). W drugim etapie wystąpią wszystkie zespoły z Top League oraz cztery najlepsze z Top Challenge League (ustalone na podstawie klasyfikacji pierwszego etapu). Te 20 drużyn zostanie podzielonych na cztery grupy. W trzecim etapie wezmą udział zwycięzcy grup – to będzie play-off w celu wyłonienia mistrza Japonii. Na podstawie wyników tego sezonu drużyny zostaną obsadzone na trzech poziomach nowych rozgrywek. Zanosi się zacięta walka.

Puchar Świata

World Rugby podjęło dość kontrowersyjną decyzję dotyczącą losowania grup Pucharu Świata w 2023. Mimo apeli o przesunięcie w czasie losowania do czasu, aż ranking zacznie odpowiadać postcovidowej rzeczywistości, postanowiła dokonać losowania grup w oparciu o ranking z 1 stycznia 2020 (w końcu od tego czasu niektóre reprezentacje nie zagrały ani jednego spotkania). Losowanie odbędzie się w Paryżu 14 grudnia, a z rankingu wynika następujące rozstawienie (pierwsze trzy koszyki obejmują drużyny, które wywalczyły awans podczas Pucharu w Japonii):

  • koszyk 1 – Południowa Afryka, Nowa Zelandia, Anglia, Walia,
  • koszyk 2 – Irlandia, Australia, Francja, Japonia,
  • koszyk 3 – Szkocja, Argentyna, Fidżi, Włochy,
  • koszyk 4 – Oceania 1, Europa 1, Ameryka 1, Azja / Oceania 1,
  • koszyk 5 – Afryka 1, Europa 2, Ameryka 2, zwycięzca repasażu.

Polacy za granicą

I znowu z tygodniowym opóźnieniem wieści z Yverdon. Polska dwuosobowa kolonia (Kacper Ławski i Patryk Reksulak) w komplecie wystąpiła w podstawowym składzie drużyny w wyjazdowym meczu w Genewie. Yverdon wygrało 19:3, a Patryk Reksulak zdobył jedyne przyłożenie w meczu i został wybrany najlepszym graczem spotkania. Nie wiadomo jednak, czy rezultat zostanie podtrzymany, ponieważ rywale złożyli protest. A w tym tygodniu kolejne spotkanie Yverdon zostało odwołane.

Oprócz „Szwajcarów”, rozgrywki zaczęli też nasi reprezentanci we Francji – w połowie września ruszyły tam ligi Federale, gdzie mamy kilku przedstawicieli.

Na poziomie Federale 1: RCBA Mateusza Bartoszka rozegrało dotąd tylko jedno spotkanie (grał od pierwszej minuty, przegrane z Rennes), kolejne odłożono z powodu stwierdzenia koronawirusa w drużynie. Vienne Kamila Bobryka grało dotąd dwukrotnie, a nasz młynarz w obu tych meczach wyszedł w pierwszym składzie. W przegranym meczu z Issoire zaliczył żółtą kartkę. Bilans: jedno zwycięstwo, jedna porażka. Andrzej Nowicki w RCHCC zagrał w obu spotkaniach. W obu wchodził z ławki, w jednym obejrzał żółtą kartkę, ale były to dwa zwycięstwa.

Na poziomie Federale 2: Tomasz Hebda zagrał we wszystkich spotkaniach swego Lourdes – wszystkie trzy przegrane, a Hebda ma na koncie już żółtą i białą kartkę. Servette Genewa Grzegorza Jańca też zagrało już trzy spotkania, ale nasz filar wystąpił tylko w pierwszym z nich i w 60. minucie zobaczył czerwoną kartkę (zresztą razem z rywalem). Można założyć, że teraz czeka na koniec przymusowej pauzy. Wreszcie Jędrzej Nowicki w Pontarlier sezon zaczął jako rezerwowy, ale już od drugiego spotkania wychodził w pierwszym zestawieniu. Lokalna prasa odnotowała jego nieudaną próbę kopu z karnego z ponad 40 m w wygranym wyjazdowym spotkaniu z Grand Dole.

A w Élite 1 czyli najwyższej lidze kobiet we Francji regularnie w składzie Rennes wybiega Katarzyna Paszczyk. Jej drużyna prowadzi w swojej grupie z trzema zwycięstwami i jedną porażką na koncie. A Paszczyk w ten weekend w zwycięskim meczu przeciwko Stade Français (57:5) zdobyła swoje pierwsze punkty we francuskiej lidze – 2 przyłożenia (na samym początku meczu i na koniec pierwszej połowy).

Major League Rugby

San Diego Legion, które straciło Ma’a Nonu, zapełnia lukę. Sprowadziło dwóch graczy z Południowej Afryki: jedenastokrotnego reprezentanta tego kraju Bjorna Bassona (ostatnio grał na Syberii, w Jeniseju-STM Krasnojarsk) i wielką gwiazdę południowoafrykańskich siódemek, Cecila Afrikę.

World Rugby

World Rugby ogłosiło, że 7 grudnia bieżącego roku zostaną przyznane (zresztą w sposób wirtualny, bo nie będzie wielkiego spędu w jednym miejscu) World Rugby Awards. Tegoroczna edycja będzie wyjątkowa nie tylko z powodu sposobu celebracji, ale także i tematyki: uhonorowane mają zostać te osoby z rugbowego świata, które miały największy wkład w walkę z pandemią. Oprócz tego zostaną wybrani najlepsi zawodnicy dekady: fani wybiorą najlepszych zawodników i najpiękniejsze przyłożenia dekady, a specjalny panel ekspertów najlepsze piętnastki.

Heineken Champions Cup / European Rugby Challenge Cup

Przed finałami europejskich pucharów ich organizator, EPCR, skrócił listę kandydatów do nagrody najlepszego gracza sezonu. Pozostało na niej pięciu zawodników, którzy w tych finałach mają szansę wystąpić: Sam Simmonds i Stuart Hogg z Exeter, Finn Russell i Virimi Vakatawa z Racingu 92 oraz Semi Radradra z Bristol Bears (gdyby otrzymał nagrodę, byłby pierwszym zawodnikiem w jej historii, który w ciągu sezonu zaliczył dwa kluby – przed epidemią grał w Bordeaux).

The Rugby Championship

Nadal mamy echa awantury o termin ostatniej kolejki The Rugby Championship. Przypomnijmy: Nowozelandczycy gorąco skrytykowali termin zakończenia rozgrywek dopiero 12 grudnia, ponieważ zawodnicy ich reprezentacji nie skończą kwarantanny przed świętami. Głośno skarżyli się na podjęcie decyzji wbrew ich stanowisku i ogłosili, że nie wyrażają zgody na taki harmonogram. Chwilę później do prasy wyciekły protokoły wcześniejszych spotkań, z których wynika, że akceptowali sześciotygodniowy czas trwania imprezy. Nowozelandczycy odpowiedzieli, że to prywatne notatki z jakichś nieoficjalnych rozmów.

Tonga

Jakiś czas temu World Rugby zastopowało finansowanie rugby w Tonga z powodu poważnych nieprawidłowości w zarządzaniu federacją. W ostatnim tygodniu poinformowało o trójstronnym porozumieniu zawartym z tamtejszą federacją oraz rządem o powołaniu wspólnego komitetu, który będzie kierować rugby na tych wyspach. Zobaczymy, co to zmieni.

Belgia

Ruszyły rozgrywki ligi belgijskiej. Z czterech zaplanowanych spotkań odbyły się trzy – wskutek przypadków koronawirusa w ekipie z Liège nie doszedł do skutku jej mecz z obrońcami tytułu mistrzowskiego z La Hulpe.

Rugby 10

Znany angielski sędzia rugby JP Doyle, który padł ofiarą cięć budżetowych w RFU, ma być sędzią podczas pierwszego w historii turnieju World Tens Series, który odbędzie się na przełomie października i listopada na Bermudach. Ma to być cykliczny turniej dziesiątkowy, w którym będą uczestniczyć zawodowe drużyny. Znane jest już pięć drużyn, które na Bermudach zagrają: Ohio Aviators i Miami Sun ze Stanów Zjednoczonych, SX10 z Południowej Afryki, Asia Pacific Dragons z Singapuru (trenerem jest zdobywca Pucharu Świata Toutai Kefu, a w składzie m.in. złoty medalista w rugby 7 z Rio de Janeiro, Osea Kolinisau) oraz London Royals z Anglii.

Inne

W Poznaniu o tytuł mistrzów Polski zagrało pięć ekip weteranów z całego kraju. Zwycięzcą bez straty punktu została ekipa krakowskiej Juvenii, chyba najmłodsza w stawce. Najlepszym zawodnikiem turnieju wybrano krakowianina Janusza Wilka.

O innych ligach: Szwajcaria

Początki rugby w Szwajcarii są niezwykle dawne (pierwszy mecz w Lozannie w 1869, jednak tamtejszy klub podążył potem w rozwoju za regułami „association football”), ale zorganizowana działalność na szerszą skalę to znacznie młodsza sprawa, bo właściwie dopiero koniec lat 60. XX w. Szwajcaria pozostawała na uboczu światowego rugby – w opisach historii rugby pojawia się bardzo rzadko, np. Huw Richards wspomina ją tylko dwukrotnie, przy czym raz na kompletnym marginesie, a raz jako bohaterkę anegdoty obrazującej, jak wyglądało amatorskie rugby na peryferiach świata w latach 70.: ponoć reprezentacja tego kraju grała kiedyś spotkanie wyjazdowe, na które dotarło tylko 12 zawodników, wobec czego zwerbowano do gry kierowcę i dwóch dziennikarzy (w innej wersji jest kierowca i jeden dziennikarz). Federacja powstała dopiero w 1972 i zrzesza oprócz klubów oraz trzy federacje regionalne. W 1975 przystąpiła do rozgrywek FIRA Trophy, ale nie odnosiła w nich nigdy większych sukcesów. Na drugi poziom rozgrywek organizowanych przez Rugby Europe awansowała dopiero w 2016 (gdy przekształcono je w obecne Rugby Europe International Championships) i obecny sezon był ich najlepszym: zwycięstwo z Holandią mogło dać im pierwsze miejsce i prawo do gry w barażu o awans na najwyższy poziom REIC, jednak ostatecznie do spotkania nie doszło i pozostali na drugim miejscu grupy Trophy.

Rozgrywki o mistrzostwo kraju także zainaugurowano na początku lat 70. XX w. Pierwszy tytuł zdobyła w 1973 drużyna IOC z Genewy. Początkowo dominował w nim klub RC CERN, który w ciągu pierwszych 19 sezonów zdobył 12 tytułów (sześć oddał Stade Lausanne). To najstarszy wciąż istniejący klub rugby w Szwajcarii, a założył go personel znajdującego się przy granicy szwajcarsko-francuskiej międzynarodowego centrum badań naukowych CERN (niekiedy korzystają z obiektów po francuskiej strony granicy). W latach 90. ligę zdominował inny klub spod Genewy, z niewielkiego miasta na granicy francuskiej, RC Hermance, który między 1992 i 2004 sięgnął po 11 tytułów mistrzowskich, a rekord ten wyśrubował w 2013, dokładając dwunasty taki sukces. W ostatnich latach żadna z drużyn nie dominowała w takim stopniu, a obrońcą tytułu mistrzowskiego (przyznanego ostatnio w 2019, w 2020 rozgrywek nie dokończono) jest Grasshoppers Zurych.

Męska liga piętnastek zorganizowana jest w cztery poziomy. Najwyższa liga to LNA (czyli Ligue nationale A). Gra w niej osiem drużyn, systemem ligowym, mecz i rewanż. Następnie cztery najlepsze ekipy awansują do fazy play-off: półfinały (pierwszy z czwartym i drugi z trzecim), a następnie finał. W ostatnim sezonie zawody przerwano po rundzie jesiennej – na wiosnę już zespoły nie wróciły do gry. Liderem tabeli w chwili przerwania sezonu był rekordzista w licznie tytułów mistrzowskich, Hernance, który wraz z Nyon zdecydowanie dominował w rozgrywkach (dość powiedzieć, że mieli dwukrotnie więcej punktów niż odpowiednio trzecia i czwarta drużyna, choć czwarta ekipa, obrońcy tytułu z Zurychu, mieli akurat dwa mecze zaległe, więc mogli część tej straty zniwelować). Na tym poziomie gra RC Yverdon, gdzie od tego roku występują nasi reprezentanci, Kacper Ławski i Patryk Reksulak. W inauguracyjnym spotkaniu sezonu bardzo wysoko wygrali z Nyonem, a więc odnieśli niemały sukces.

Niżej mamy poziomy LNB i LNC, w których także mamy po osiem zespołów i rozgrywki w formacie ligowym (bez play-off). Na czwartym poziomie, LND, jeszcze w ubiegłym sezonie rozgrywki przebiegały podobnie, a brało w nich udział 7 drużyn. W obecnym, właśnie rozpoczętym sezonie, mamy dwie grupy: wschodnią liczącą cztery ekipy i zachodnią z udziałem pięciu drużyn. Dwie spośród drużyn grupy wschodniej to drugie drużyny klubów drugoligowych (z LNB). Oprócz tej hierarchii ligowej mamy jeszcze ligę utworzoną specjalnie dla drugich drużyn z klubów grających na najwyższym poziomie: Excellence A. Grają tam rezerwy wszystkich klubów z LNA.

Oprócz tego Szwajcarzy mają rozgrywki pucharowe. W Pucharze Szwajcarii bierze udział osiem drużyn z LNA, które rozgrywają kolejno ćwierćfinały, półfinały i puchar. Analogiczny format ma równoległy turniej dla rezerw klubów z LNA – Puchar FSR (czyli tamtejszej federacji).

Jeden ze szwajcarskich klubów, założony w 2014 Servette RC Genewa (choć tradycje rugby w Servette sięgają XIX w.) gra nie w ligach szwajcarskich, ale we Francji, na piątym poziomie ligowym czyli w Federale 2 (swoją drogą, z naszym Grzegorzem Jańcem w składzie). Zaczynał tam od zera, ale awansował regularnie sezon w sezon (przed tym sezonem z Federale 3). Dwukrotnie po drodze został mistrzem Francji na swoim poziomie: w 2015 i 2018. Czy w tym roku się uda? Byłoby ciekawe przekonać się, do którego poziomu władze francuskiego rugby dopuszczą tę drużynę. Gdy kiedyś we francuskich ligach grał RC Luxembourg, w pewnym momencie jego awans zablokowano. Teraz gra w lidze niemieckiej. Jak będzie z Genewą?

Kobiecych piętnastek starczy w Szwajcarii na dwa poziomy. Rok temu występowało w nich po sześć zespołów, a cztery najlepsze z obu poziomów miały uczestniczyć w swoich play-offach (począwszy od półfinałów). W tym roku drużyn przybyło, a na poziomie wyższym (LNFA) gra już osiem ekip, natomiast na niższym (LNFB) pozostało sześć drużyn. Drugi poziom istnieje od 2016. Obrończyniami tytułu z 2019 są Mermigans z Nyon, ale ja pozostaję pod wrażeniem nazwy drużyny wicemistrzowskiej: Walkirie z Zurychu.

Zapowiedzi

W najbliższy weekend przerwa w rozgrywkach ekstraligowych na pierwszy po lockdownie mecz międzynarodowy w rugby union. Rugbowy świat na moment zwróci oczy na Siedlce, gdzie w sobotę Polska podejmie Ukrainę. Tylko zwycięstwo da nam szansę na wyciągnięcie się z ostatniego miejsca w tabeli Rugby Europe Trophy.

Niestety, z terminem meczu reprezentacji nakłada się pierwszy turniej mistrzostw Polski w rugbowych męskich siódemkach, zaplanowany dzień później. Zapewne da to dodatkową przewagę gospodarzowi turnieju i zarazem obrońcy tytułu, Posnanii. Trzeci turniej mistrzostw siódemkowych mają też zagrać kobiety, tym razem w Rudzie Śląskiej.

Na świecie pierwszy międzynarodowy hit od wiosny: zaledwie dzień po meczu w Siedlcach, w Wellington, przy pełnych trybunach, w pierwszym meczu z serii Bledisloe Cup Nowa Zelandia podejmie Australię. Swoją drogą, jest też zielone światło dla zapełnienia widowni na drugim teście, tydzień później w Auckland.

Bardzo ciekawie w angielskiej Premiership: do końca sezonu zostały nam trzy spotkania, a w ten weekend odbędą się dwa z nich – półfinały. Gospodarzami będą Exeter Chiefs (szykujący się do finału Champions Cup zaplanowanego za dwa tygodnie) i Wasps, a ich przeciwników poznamy w środę. Pewni gry są Bristol Bears, ale nie wiadomo, czyim będą rywalem.

W drugiej kolejce Pro14 najciekawiej będzie chyba w starciach Munsteru z Edynburgiem oraz Glasgow Warriors z walijskimi Scarlets.

Czwarta kolejka Top 14 to przede wszystkim mecz Racingu 92 z Tuluzą (spotkanie dwóch francuskich drużyn, które dopiero co zagrały w najlepszej czwórce Champions Cup), starcie dwóch potentatów finansowych, Tulonu z Montpellier, a także mecz Bordeaux z Clermont.

A w Południowej Afryce rusza Super Rugby Unlocked. Hitem pierwszej kolejki będzie na pewno mecz Sharks z Lions.

Nietypowo, bo w środę zaczynają się rozgrywki gruzińskiej Didi 10 (w której wbrew nazwie w tym roku zagra 12 zespołów).

Mają wystartować też mistrzostwa Polski młodzieżowych piętnastek – centralne ligi juniorów i kadetów. W obu tych kategoriach ciekawie zapowiadają się pojedynki Orkana z Juvenią i KS Budowlanych Łódź z Budowlanymi Lublin.

6 komentarzy do wpisu „Zamieszanie na finiszu Premiership”

  1. Niestety, eliminacje do PŚ to parodia:( Uwielbiam ten sport ale działacze trzymający władze w WR, to dla mnie kompletna porażka. Zasady kwalifikacji są BARDZO niesprawiedliwe. To jest wręcz kryminał. Już samo to, że nie wszystkie kraje świata zrzeszone w światowej federacji dostają szanse awansu do PŚ jest zbrodnią na tej pięknej dyscyplinie sportu. Od lat powtarzam uparcie że oni chcą się utopić we własnym sosie. Nie pozwolą by inne kraje skosztowały ich tortu. Nie ma najmniejszych szans by słabsze zespoły nawet w sparingu spotkały się z pierwszą reprezentacją Irlandii, Anglii, Nowej Zelandii czy RPA. Tutaj panuje jeszcze mentalność z piłki nożnej z XIX wieku. Tam tez Anglicy brzydzili się grac z byle kim i otaczali siebie jakimś nienormalnym kultem dopóki nie przyjechała reprezentacja Węgier i dwukrotnie złoiła im skórę.
    Teraz mamy około 12 reprezentacji narodowych w rugby, prawie zawsze tych samych a reszta nie ma najmniejszych szans na rozwój. Jak nie grasz z najlepszymi (nawet gdy wysoko przegrywasz) to nie poprawisz swojego poziomu. Identyczną sytuacje mamy w hokeju na lodzie. Tam tez są wciąż jedne i te same kraje w grze o medale gdyż światowa federacja przydzieliła kraje do lig i najlepsi graja ze sobą, średniacy ze średniakami a słabi ze słabymi. Biedniejsi kiszą się we własnym sosie bez szans na sukcesy. Oczywiście że taka Polska przegrywałaby z Nową Zelandią ponad 100 punktami, ale po 10 latach różnica poziomów musiały się się zmniejszyć. A teraz sami łapiemy się na tym że jakby ktoś zaproponował nam mecz z powiedzmy Nową Zelandią to nasi włodarze z PZR, zawodnicy, a nawet kibicie pomyśleliby że nie jesteśmy godni z kimś takim wychodzić na boisku. To jest chore. Do tego doprowadziły ruchy World Rugby, ale nie tylko ich. A niestety z najlepszymi trzeba grać jak chce się poprawić własne umiejętności. Ale wtedy trzeba by w przyszłości do tortu dopuścić innych konsumentów, a na to nikt sobie nie pozwoli. Psuja ten cudowny sport jak tylko mogą.

    Mam też pytanie. Za co Peter O’Mahonny otrzymał drugą żółta kartkę??? Oglądam to i oglądam, i nie mam pojęcia. Ktoś mi odpowie, bo przerosło mnie to;)

    Wielkie dzięki za wyszperanie występu Polaków w niższych ligach. To super że można o tym poczytać!!!

    Jaki jest powód że Servette Genewa gra w piątej lidze francuskiej zamiast we własnej lidze? Faktycznie tam mają z tego większy pieniądz i wyższy poziom? Z tego co zrozumiałem z artykułu to we Francji przeciskają się od samego dołu ale na szczyt i tak nie pozwolą im się dostać, więc jaki mają cel?

    Odpowiedz
    • Co do Pucharu Świata i kartelu – pełna zgoda. Nie chcą się dzielić tortem i duszą ten sport.
      Co do O’Mahony’ego – sędzia pokazał zdaje się, że uderzył barkiem. Mi się wydaje, że to było uderzenie raczej ramieniem niż barkiem (ale i całym ciężarem ciała) w leżącego przeciwnika, gdzieś w okolicach jego głowy. Sytuacja dyskusyjna, ale ostatnio tego typu zagrania są na cenzurowanym.
      Nie wiem, czy na poziomie Federale 2 jest poziom wyższy niż w lidze szwajcarskiej, ale przypuszczam, że tak może być. Jednak sądzę, że projekt Genewy sięga dalej, a zawodowej drużyny w szwajcarskiej lidze nie byłoby sensu budować. Czy ich dopuszczą? Nie wiem, ale chyba są traktowani na nieco innych prawach niż luksemburczycy (już zaszli dwa poziomy wyżej, dopuścili ich do mistrzostw Francji na poszczególnych poziomach, czego luksemburczykom odmawiali…). Zobaczymy co będzie gdy będą awansować z Nationale do Pro D2 🙂

      Odpowiedz
      • Dziękuję za błyskawiczną odpowiedź:)

        Może faktycznie jest tam uderzenie ramieniem… Na pewno nie barkiem;) Ciekawe co na to nasi sędziowie:)? Może Jakub Sieradzki kiedyś porozmawia w swoim programie z którymś z obecnych lub byłych polskich sędziów i będziemy mieli rozwiane różne kontrowersje, tak jak kiedyś w Canal+ plus piłkarskie sporne sytuacje rozstrzygał Wit Żelazko czy obecnie Pan Sławek:)

        Wbrew pozorom w Polsce tez mieliśmy podobne dylematy jak być może we Francji będą mieli z Servette Genewa za kilka lat. W naszej lidze żużlowej kilka lat temu łotewski Lokomotiv Daugavpils awansował najpierw z drugiej ligi do pierwszej, a następnie z pierwszej do Ekstraligi, ale tam już Łotyszy nie wpuszczono mimo że spełnili wszystkie wymagane warunki. Uznano że łotewski klub o mistrzostwo Polski nie powalczy. Z drugiej strony w Hiszpanii o mistrzostwo w koszykówce gra zespół z Andory a we Francji o złoto w piłce możnej gra AS Monaco. Jestem ciekaw jak to będzie z Servette, ale na to jeszcze troszkę poczekamy;).

        Odpowiedz
        • Co do rozmów z sędziami: byłoby bardzo fajnie, ale trzeba byłoby mieć zapewne zgodę stacji na publikację fragmentów transmisji (?), a na dodatek mogłoby się zdarzyć, że autor „Ataku” musiałby wystąpić w podwójnej roli w tej samej sprawie i chyba nie dałoby się tego łatwo pogodzić 🙂 Co do dylematów, to i w rugby chyba je mieliśmy, przynajmniej w siódemkowym – w mistrzostwach Polski startował Baltrex Szawle, teraz w regulaminie jest to zabronione (co innego w lidze). A we francuskich ligach rugby mamy też drużyny z Andory i Monako 🙂

          Odpowiedz
  2. Wg mnie dobra decyzja!

    Niestety boję się że już zbyt długo rugby nie pooglądamy:(

    Żal mi tego meczu z Ukrainą:(
    Już widziałem się na stadionie w Siedlcach…
    Obawiam się że w tym roku w Polsce rugby już nie zobaczymy…

    Świat jeszcze gra ale jak długo? Zobaczymy…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz