Wreszcie wygrywamy ze Szwajcarią

W ten weekend najbardziej interesował nas mecz reprezentacji Polski. Po dwóch porażkach w poprzednich sezonach udało nam się wreszcie pokonać Szwajcarów i rundę zimową kończymy w lepszych nastrojach, niż panowały po bolesnej porażce z Niemcami. W Europie sporo emocji w drugiej kolejce meczów grupowych pucharów (z dramatycznym remisem Munsteru z Racingiem 92 i pogromem w wykonaniu Saracens na czele). A tak w ogóle, w rugby w ten weekend grał prawie cały świat.

Reprezentacja Polski / Rugby Europe International Championships

Dwa ostatnie mecze ze Szwajcarami przegraliśmy nieznacznie (dwa sezony temu sześcioma punktami, ostatnio tylko trzema). Dziś wzięliśmy rewanż i podobnie nieznacznie wygraliśmy: 23:20. Zwycięstwo to tym cenniejsze, że po pierwsze na terenie rywala, a po drugie na pewno nieco podniosło nastroje po porażce z Niemcami. Brakło punktu bonusowego i Szwajcarzy są w klasyfikacji dalej przed nami o dwa punkty, a my zajmujemy piąte miejsce wśród sześciu drużyn, ale przed wiosną można czuć jakiś optymizm.

Sam mecz początkowo nie układał się po naszej myśli. Simon Perrod i Jędrzej Nowicki wymieniali się skutecznymi kopami z rzutu karnego, ale w młynie to rywale mieli przewagę i kilkakrotnie ratowała nas świetna dla odmiany postawa przy wrzutach z autu rywali. Mimo to na przerwę schodziliśmy przegrywając 6:13. Po przerwie obraz mecz się odmienił. Jędrzej Nowicki co prawda kopał ze zmiennym szczęściem, ale po dwóch skutecznych karnych było już tylko 12:13. Wydawało się, że kolejne punkty są kwestią czasu, mieliśmy przewagę, ale jeden błąd spowodował, że mieliśmy ośmiopunktową stratę – Szwajcarzy przechwycili piłkę na swojej połowie i bez problemu przyłożyli. Znowu trzeba było odrabiać straty, a Szwajcarzy mieli kolejną świetną okazję (szybki atak skrzydłem powstrzymał w ostatniej chwili Michał Jurczyński). Po kolejnym karnym Nowickiego było 15:20 i wtedy wreszcie udało nam się zdobyć przyłożenie. Akcję zaczął niezmordowany Craig Bachurzewski, a skończył – no właśnie: z protokołu meczowego i informacji na stronie PZR wynika, że Krystian Pogorzelski (czyli numer 11), natomiast z transmisji wynika, że piłkę doniósł na pole punktowe rywali gracz z numerem 15, czyli Patryk Reksulak. Tak czy owak łodzianin 😉 Niestety, Nowicki się pomylił przy podwyższeniu i był remis. Ten sam gracz był jednak bezbłędny kilka minut później i wyprowadził nas na trzypunktowe prowadzenie, którego nie oddaliśmy do końca (w czym pomogła nam na pewno żółta kartka dla Szwajcara na kilkanaście minut przed finałowym gwizdkiem).

Postawa drużyny na pewno była lepsza niż w meczu z Niemcami. Popełnialiśmy mniej błędów, choć brakowało nam dobrych przełamań przez linię obronną rywali. Drugą połowę mieliśmy naprawdę niezłą. Cóż, z Holandią pewnie nie powalczymy (nie dość, że Holandia prezentuje się naprawdę dobrze, to jeszcze gramy z nimi na wyjeździe i przed ligowym sezonem), ale szanse na trzecie miejsce mamy spore. Ciekawostką jest fakt, że trener Lindsay wprowadził tylko czterech zawodników z ławki, ale jeszcze mniej zmian przeprowadzili Szwajcarzy, którzy na przykład nie zmienili ani jednego zawodnika z pierwszej linii młyna.

Kilka godzin wcześniej zagrały reprezentacje U20 Polski i Szwajcarii w kwalifikacjach do mistrzostw Europy. Zgodnie z informacjami podanymi przez Rugby Suisse z trzech zespołów uczestniczących w tych kwalifikacjach (są jeszcze Czechy), aż dwa mają awansować do finałowego turnieju w Coimbrze (kwiecień 2020). Szwajcarzy wygrali minimalnie, 27:25. Tutaj proporcje były odwrotne niż w meczu seniorów – to rywale konsekwentnie budowali wynik karnymi, a my zdobyliśmy więcej przyłożeń. Do przerwy prowadziliśmy 11:9, potem w ciągu kwadransa Szwajcarzy odskoczyli nam na 27:11 i choć podjęliśmy pogoń, zabrakło czasu.

Heineken Champions Cup

Za nami druga kolejka fazy grupowej europejskich pucharów. Nic nie jest jeszcze rozstrzygnięte, choć na pewno drużyny, które zaliczyły po dwa zwycięstwa mogą się czuć nieco bliżej awansu do ćwierćfinałów.

W grupie pierwszej dużo emocji przyniosło kibicom spotkanie włoskiego Benettona z Northampton Saints. W meczu padło aż osiem przyłożeń (po cztery każdej drużyny). Włosi pod koniec pierwszej połowy prowadzili 25:8, jednak goście ruszyli w skuteczną pogoń. Na dziesięć minut przed końcem meczu był remis 32:32, a ostatnie słowo należało do Dana Biggara – w 80. minucie zdobył 3 punkty z karnego, które dały zwycięstwo angielskiej ekipie. Walijski kopacz ponownie budził podziw skutecznością, w tym meczu zdobył 15 punktów. Liderom ligi francuskiej, Lyonowi, nie widzie się w europejskich pucharach – w drugim meczu tej grupy, zapowiadanym jako jeden z hitów tej kolejki, gracze Lyonu ponieśli drugą porażkę. Co prawda grali u siebie, ale ich przeciwnikiem była irlandzka potęga, Leinster. Goście wygrali 13:6, choć to Lyon miał przewagę optyczną w tym meczu – cóż z tego, skoro jedynym jej efektem były tylko punkty z dwóch karnych pod koniec meczu. Na czele tabeli grupy po dwóch kolejkach dwie drużyny z dwoma zwycięstwami: Leinster i Northampton. Ich zmagania w grudniu zapowiadają się bardzo ciekawie.

W grupie drugiej doszło do starcia dwóch świetnych klubów: Exeter Chiefs podejmowali Glasgow Warriors i wygrali 34:18. Co prawda to Szkoci zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu, a po pół godzinie meczu było 10:10, to potem kolejne punkty dokładali Anglicy. Tuż przed końcem meczu prowadzili już 21 punktami i dopiero wtedy gracze z Glasgow zdobyli swoje drugie przyłożenie, które w tym meczu już niczego zmienić nie mogło. Co ciekawe, to Glasgow w tym meczu częściej było przy piłce i gra toczyła się częściej na połowie exeterczyków. Wynik jednak mówi za siebie, skuteczność Anglików była zabójcza. W drugim meczu także górą Anglicy: Sale Sharks pokonało La Rochelle 25:15. Drużyna z Francji początkowo miało przewagę, ale pod koniec pierwszej połowy straciła jednego z zawodników po czerwonej kartce (zresztą, zasłużonej w wyjątkowo głupi sposób: https://www.epcrugby.com/video/highlights-sale-sharks-v-la-rochelle/, 0:50). Sale wygrało, ale przez prawie dwadzieścia minut, gdy miało przewagę dwóch zawodników, nie zdobyło żadnych punktów. Przyłożenie skrzydłowego Sharks, Chrisa Ashtona, było jego czterdziestym w europejskich pucharach. Komplet zwycięstw w tej grupie (i to bonusowych, w czym nikt w Champions Cup im nie może równać) mają Exeter Chiefs. Czy po paruletniej niemocy w końcu Chiefs przebrną fazę grupową?

Tę kolejkę Champions Cup rozpoczął piątkowy mecz w grupie trzeciej: Ulster podejmował Clermont. Spotkały się dwie drużyny, które w pierwszej kolejce odniosły zwycięstwa, a szczególnie imponująco zaprezentowała się drużyna francuska. Tym razem nie dała jednak rady pokonać Irlandczyków. Fantastyczny mecz rozegrał łącznik młyna Ulsteru, John Cooney, który zdobył 13 z 18 punktów swojej drużyny (świetne przyłożenie po solowej akcji skrzydłem, podwyższenie i dwa karne). Ulster wygrał 18:13. Spotkanie Harlequins przeciwko Bath nieco zawiodło. Mnóstwo twardej walki, ale jej efektem nie było ani jedno przyłożenie. Londyńczycy prowadzili nieprzerwanie od drugiej minuty meczu i wygrali 15:9. W sieci chyba więcej niż o samym meczu mówi się o tym przedmeczowym wywiadzie z Joe’m Marlerem: https://twitter.com/Harlequins/status/1197182819836944384/video/1.W grupie prowadzi oczywiście Ulster.

W „grupie śmierci” pierwsze zwycięstwo odnieśli londyńscy Saracens. Pokonali walijskich Ospreys (którzy będą chyba najsłabszą drużyną w tej rywalizacji) aż 44:3. Walijczycy nie mieli żadnych szans, mimo że w drużynie Saracens znowu zabrakło części gwiazd. Zadebiutował natomiast w ich drużynie Elliot Daly, który najpierw otworzył wynik wykonując karnego z trudnej pozycji, a potem otworzył drogę offloadem Rotimiemu Segunowi do pierwszego przyłożenia. Wydarzeniem drugiego spotkania był powrót Simona Zebo do Limerick. Przez wiele lat występował w barwach Munster, dziś zagrał przeciwko swej dawnej ekipie w barwach paryskiego Racingu 92. Jego zasługą było jedno z przyłożeń dla gości, którzy do przerwy prowadzili 14:11, krótko zaś po niej już 21:14. Fantastycznych emocji dostarczyli gospodarze tuż przed końcem. Najpierw Andrew Conway przyłożył przy samym rogu boiska, a następnie JJ Hanrahan podwyższył spod samej linii bocznej. Był remis, zostało pięć minut i w chwilę po wznowieniu gry Irlandczycy ponownie znaleźli się pod polem punktowym Racingu. Hanrahan w spróbował dropgola, ale spudłował i mecz skończył się wynikiem 21:21. To było prawdziwy dreszczowiec. Na czele grupy właśnie Racing 92 i Munster.

Występujące w piątej grupie irlandzkie Connacht grało na wyjeździe przeciwko mistrzom Francji, Tuluzie. Mecz, rozgrywany w ulewnym deszczu, nie zachwycił. Do przerwy Tuluza prowadziła 15:14, po przerwie co prawda Connacht wyszedł na dwupunktowe prowadzenie po skutecznym dropgolu, jednak ostatecznie wygrali Francuzi aż 32:17. Irlandczycy długo walczyli o sukces, a potem chociaż o punkt bonusowy, ale ich nadzieje ostatecznie rozwiało przyłożenie zdobyte przez graczy Tuluzy w ostatniej akcji meczu. W drugim meczu na południu Francji Montpellier podejmowało angielski Gloucester. Francuzi w pierwszej połowie wypracowali sporą przewagę (było 24:10), potem Anglicy zaczęli powoli odrabiać straty. Ich szanse na zmianę wyniku zwiększyła czerwona kartka dla gracza Montpellier na 25 minut przed końcem meczu (przy stanie 27:17), ale początkowo to ekipa z Francji mimo osłabienia prezentowała się lepiej i była nawet bardzo bliska przyłożenia. Dopiero na parę minut przed końcem ta sztuka udała się Anglikom, zmniejszyli stratę do trzech punktów, ale w ostatnich minutach grę kontrolowało Montpellier i Gloucester przegrało 27:30.

European Rugby Challenge Cup

Ponownie jako pierwsi na boisko w całej kolejce europejskich pucharów wybiegli gracze w Krasnodarze. Krasnojarski Jenisej grał tam z walijskimi Dragons. Zaczęło się nieoczekiwanie wyrównanie: w pierwszej połowie oba zespoły zdobyły dwa przyłożenia, Jenisej nawet prowadził siedmioma punktami, i do przerwy było 14:14. Po przerwie zdecydowanie dominowała drużyna walijska, która w tej części spotkania zdobyła pięć przyłożeń i wygrała 49:22. W drugim meczu francuskie Castres pokonało Worcester Warriors 17:9, nie dając gościom zdobyć ani jednego przyłożenia. W tabeli na czele nieoczekiwanie Dragons.

Dużo emocji było w meczu grupy drugiej, pomiędzy Tulonem i walijskimi Scarlets. Drużyny szły łeb w łeb, ale krótko przed końcem meczu Walijczycy wyszli na prowadzenie 16:10. Jednak całą drugą połowę grali w osłabieniu po czerwonej kartce i w ostatniej akcji meczu Liam Messam zdobył przyłożenie dla Tulonu, który wygrał ostatecznie minimalnym stosunkiem punktów 17:16. W drugim meczu spotkali się tegoroczni beniaminkowie swoich lig: London Irish podejmowało Bajonnę. W meczu padło aż 12 przyłożeń, a miła dla oka mogła być zwłaszcza pierwsza połowa, gdy zdobyto aż dziewięć z nich. Wygrała drużyna angielska 47:31. Goście stracili szanse na zwycięstwo pod koniec pierwszej i na początku drugiej połowy. W grupie lideruje francuska potęga, Tulon.

W grupie trzeciej w zapowiadającym się emocjonująco spotkaniu Edynburg podejmował świetnie sobie radzące w tym sezonie Bordeaux. W spotkaniu padł remis 16:16, choć gospodarze prowadzili już 16:6. Przyłożenie dla Bordeaux zdobyła w tym meczu jedna z gwiazd niedawnego Pucharu Świata, Semi Radradra. W drugim meczu nie było niespodzianki: w Coventry Wasps pokonali francuskie Agen 32:14. To jedyna grupa w Challenge Cup, w której nie ma drużyny z kompletem zwycięstw, prowadzą z równą ilością punktów Edynburg i Bordeaux.

W czwartej grupie francuskie Brive, które w domowych meczach w lidze pokonało dotąd wszystkich rywali, podejmowało Bristol Bears. Gospodarze ponieśli pierwszą porażkę w tym sezonie na własnym boisku, ba, nie zdobyli w meczu ani jednego punktu. Przegrali 0:36. W drugim meczu po zdarzające im się rzadko w tym sezonie zwycięstwo sięgnęło Stade Français, które na wyjeździe pokonało słabe włoskie Zebre. Zwycięstwo jednak mało przekonujące, bo tylko 13:12 (do przerwy paryżanie prowadzili 13:5, tuż przed końcem Zebre zbliżyło się na punkt dzięki karnemu przyłożeniu). Na czele tabeli drużyna z Bristolu.

W grupie piątej francuskie Pau podejmowało włoskie Calvisano. Francuzi pierwsze przyłożenie zdobyli już w pierwszej minucie meczu, w pierwszej połowie mieli ich aż pięć, a w całym meczu dziewięć. Zdecydowanie dominowali i wygrali 61:10. Dużo bardziej wyrównany był drugi mecz w tej grupie, w którym Cardiff Blues podejmowali Leicester Tigers. Angielska drużyna, która kiepsko sobie radzi w lidze, w Challenge Cup odniosła drugie zwycięstwo. Wygrała 14:11, a sukces zapewnił jej rzut karny w ostatniej minucie meczu.

Drobne

Premiership

Tuż po opublikowaniu poprzedniego tekstu rozstrzygnęła się kwestia ukarania Saracens przez władze angielskiej Premiership. Londyński klub, który pierwotnie twierdził, że kara jest zbyt surowa i zamierza się odwołać, ostatecznie zrezygnował z tego kroku. W tej sytuacji Saracens, w poprzednią niedzielę zajmujący jeszcze trzecie miejsce w ligowej tabeli, wylądowali na jej dnie z ujemną liczbą punktów i stratą do przedostatnich Leicester Tigers wynoszącą aż 26 punktów. Jest też bardzo wysoka kara finansowa, która na pewno klub bardzo zaboli.

Decyzja w sprawie Saracenów wywołała falę komentarzy. Trener reprezentacji Anglii Eddie Jones obawiał się, że klub klub będzie mniej chętny dla gry swoich zawodników w reprezentacji. Wypowiedź Jonesa uruchomiła lawinę opinii na temat tego, jak gracze Saracens powinni się zachować i jakie powinny być konsekwencje odmowy występu w reprezentacji. Saracens z kolei odpowiedzieli, że nie tylko będą utrudniać startów w reprezentacji, ale wręcz ich zachęcać.

Rugby Europe International Championships

Drugi mecz w Rugby Europe Trophy zagrali Niemcy. Ich młoda drużyna, która ostatnio pokonała Polskę w Łodzi, zagrała w Heidelbergu przeciwko drugiemu z faworytów tych rozgrywek, Holandii. Co prawda po kwadransie było 7:7, a do przerwy Niemcy przegrywali tylko 7:10, ale w drugiej połowie Holendrzy wzięli się do roboty i wygrali aż 37:7. Zadecydował ostatni kwadrans, gdy Niemcy osłabli, a Holendrzy zdobyli trzy przyłożenia. Z kolei w Conference 1 w wyspiarskim pojedynku między Maltą i Cyprem nieco nieoczekiwanie górą byli Cypryjczycy, którzy wygrali na wyjeździe 18:16.

Krążą plotki, że za kilka tygodni możemy doczekać się decyzji o reformie rozgrywek REIC. Mowa jest w nich o poszerzeniu najwyższego poziomu rozgrywek do ośmiu zespołów. Tym bardziej szkoda niedawnej porażki z Niemcami.

Mistrzostwa Oceanii kobiet

W pierwszej kolejce kobiecych mistrzostw Oceanii w rugby piętnastoosobowym, rozgrywanych w Fidżi, Samoa pokonała Papuę-Nową Gwineę 65:12, a rozwojowa piętnastka Nowej Zelandii zwyciężyła Fidżi 53:0. W piątkowej drugiej kolejce młode Nowozelandki pokonały rezerwową Australię 50:0, a Fidżi pokonało Samoa 26:7 (choć do przerwy mieliśmy remis 7:7). Nie odbyły się mecze z udziałem ekipy Tonga, która została wycofana z rozgrywek. Pierwszy jej mecz odwołano z powodu podejrzenia odry u jednej z osób w kadrze, a następnie poddano całą reprezentację 18-dniowej kwarantannie. Odra wskutek oporu przeciwko szczepieniom jest ostatnio poważnym problemem w tym regionie, a w poprzedni weekend w Samoa ogłoszono stan wyjątkowy z powodu jej epidemii, która zaczęła pochłonęła już kilkadziesiąt ofiar.

Mecze towarzyskie

W środę Barbarians zagrali w São Paulo przeciwko Brazylii. Największe gwiazdy z wyjątkiem Mapimpiego zaczęły mecz na ławce, a w składzie dominowali gracze z południowej półkuli i obu Ameryk (w piętnastce był tylko jeden zawodnik z Europy, drugi, Rory Best, wszedł z ławki). Barbarians wygrali ten mecz 47:22, a zdecydowała o tym głównie druga połowa: do przerwy prowadzili tylko 19:15, zresztą to Brazylijczycy zdobyli w tym spotkaniu pierwsze przyłożenie (zresztą po niecodziennej akcji: https://youtu.be/Wn0gKxWA43Q?t=19). W sumie kibice zobaczyli 11 przyłożeń, a wart wzmianki jest fakt, że ostatnie podwyższenie w meczu, tuż przed końcowym gwizdkiem, skutecznie wykonał kończący karierę młynarz Rory Best.

Tego samego dnia spotkały się w San Diego towarzysko kobiece piętnastki Stanów Zjednoczonych i Kanady. Mecz toczył się w ulewnym deszczu i zakończył się zwycięstwem Kanadyjek 19:0. W niedzielę Kanadyjki ponownie były górą: po świetnej drugiej połowie meczu wygrały 52:27.W innych kobiecych spotkaniach Angielki rozgromiły Włoszki 60:3 (Emily Scarratt tym razem nieszczególnie kopała i na punkty zamieniła tylko dwa podwyższenia, ale za to zaliczyła przyłożenie), natomiast Szkotki przegrały z Japonkami 20:24 (mimo że na 20 minut przed końcem prowadziły 10 punktami). Wśród mężczyzn Hiszpania pokonała Hongkong 29:7.

Stopniowo ogłaszane są terminy testów najlepszych reprezentacji w 2020 roku. Wygląda na to, że znakomitych przeciwników będzie miała Szkocja: w lipcu jej reprezentacja wyjedzie na dwa mecze przeciwko mistrzom świata, Afryce Południowej (a co warte uwagi, po meczach przeciwko Szkocji przeciwnikiem Springboks będą Gruzini), z kolei w listopadzie będzie gościć Nową Zelandię (obok Argentyny i Japonii).

Rugby Africa Cup

Odbyły się pierwsze dwa mecze eliminacyjne do fazy grupowej Pucharu Afryki. Awansowały Ghana (pokonała Botswanę 36:25, choć do przerwy przegrywała) i Wybrzeże Kości Słoniowej (rozgromiło Rwandę 60:3).

Kwalifikacje olimpijskie

Za nami ostatni męski turniej kontynentalny w ramach kwalifikacji do olimpijskich rozgrywek rugby 7. Tym razem w koreańskim Incheon grało dziewięć drużyn azjatyckich. Ciekawy był format rozgrywek – po pierwszym dniu do fazy pucharowej awansowało osiem z tych dziewięciu ekip. Awans na igrzyska wywalczyli gospodarze, którzy w finale po dramatycznym meczu (rozstrzygniętym w dogrywce) pokonali siódemkę Hongkongu. Do obsadzenia pozostało już tylko jedno miejsce na igrzyskach wśród mężczyzn i dwa wśród kobiet – o tym, kto je zajmie, zadecydują czerwcowe turnieje repasażowe w Biarritz (weźmie w nich udział po dwanaście zespołów z całego świata).

Major League Rugby

Coraz więcej uznanych nazwisk ściąga do północnoamerykańskiej Major League Rugby. Wśród ostatnich nabytków amerykańskich klubów są były reprezentant Nowej Zelandii Rene Ranger (Colorado Raptors) oraz reprezentujący odpowiednio Fidżi i Samoa na ostatnim Pucharze Świata Veremalua Vugakoto i Dwayne Polataivau (Utah Warriors).

Liga Sul Americana de Rugby

Zanosi się także na to, że w lutym ruszy profesjonalna liga rugby w Ameryce Południowej (Liga Sul Americana de Rugby, LAR) – trwają jeszcze negocjacje, być może w pierwszym sezonie zagra w niej 5 franszyz z Argentyny (zlokalizowana w Córdobie), Urugwaju, Chile, Paragwaju i Brazylii.

Ekstraliga

Bardzo ciekawy i długi wywiad z trenerem Ogniwa Sopot Karolem Czyżem opublikowało TVP Sport. Polecam: http://sport.tvp.pl/45464480/rugby-w-polsce-wywiad-z-karolem-czyzem.

Inne

A jako ciekawostka link do tekstu na stronie BBC na temat niedawnego remisu 0:0 zanotowanego na siódmym poziomie angielskiego rugby oraz innych takich przypadków: https://www.bbc.com/sport/rugby-union/50487140. Swoją drogą, takie wyniki także u nas w przeszłości padały – jak wynika z przeglądu „Encyklopedii polskiego rugby” i archiwaliów na stronie PZR na najwyższym poziomie rozgrywek stało się tak sześć razy: październik 1958 AZS Lublin – Włókniarz Łódź, październik 1959 Czarni Bytom – AZS Warszawa (mecz decydujący o mistrzostwie Polski), wrzesień 1960 Lotnik Warszawa – Posnania, listopad 1966 Skra Warszawa – Orzeł Warszawa, kwiecień 1970 Budowlani Łódź – Czarni Bytom (w dwóch ostatnich meczach grał Ryszard Wiejski), kwiecień 1971 Posnania – Budowlani Łódź, wrzesień 1973 Polonia Poznań – AZS AWF Warszawa (tu z kolei wystąpił m.in. Andrzej Kopyt). Taki remis padł też w spotkaniu naszej reprezentacji: w meczu z Czechosłowacją rozegranym w maju 1963 w rumuńskiej Hunedoarze.

Po Pucharze Świata sporo dzieje się w światku trenerskim, a największe zainteresowanie budzi obsada stanowiska selekcjonera reprezentacji Nowej Zelandii. Jamie Joseph, jeden ze szkoleniowców łączonych potencjalnie z All Blacks, postanowił jednak przedłużyć kontrakt z Japonią. Inny z kandydatów do następstwa po Hansenie, Dave Rennie (dotąd prowadził Glasgow Warriors) ostatecznie obejmie inną reprezentację z południa – zostanie następcą Michaela Cheiki na stanowisku trenera kadry Australii.

Zapowiedzi

Polskie rugby zapada w sen zimowy, zaczyna się dwumiesięczna przerwa w rozgrywkach Rugby Europe International Championships, pozostają zatem klubowe rozgrywki europejskie. Co prawda puchary są mocno zagęszczone z uwagi na niedawny Puchar Świata, jednak w kolejny weekend mają przerwę i na jedną kolejkę wracamy do rozgrywek ligowych.

W Pro14 najciekawiej zapowiadają się starcia pomiędzy potęgami z Irlandii i Szkocji. Glasgow Warriors będą gościć niepokonany dotąd Leinster, a Munster zagra przeciwko drużynie z Edynburga.

W Premiership uwaga będzie odtąd na równi skupiać się na walce o tytuł mistrzowski, jak i na pościgu Saracens za resztą stawki. Obrońcy tytułu w piątej kolejce będą grać na wyjeździe z Bath

We Francji odbędzie się już dziesiąta kolejka Top 14. Lider, Lyon, zagra na wyjeździe z Montpellier, wicelider, Bordeaux, wystąpi w Paryżu przeciwko Racingowi 92.

Grać będą Barbarians, i to dwie drużyny: męska i żeńska. Obie zagrają w sobotę w Cardiff przeciwko reprezentacjom Walii.

W Pucharze Afryki odbędą się dwa pozostałe mecze eliminacyjne.

Trwają kobiece mistrzostwa Oceanii. Dwie kolejne kolejki odbędą się we wtorek i w sobotę. W te same dni towarzyski dwumecz zagrają kobiece piętnastki Holandii i Hongkongu.

Dodaj komentarz