Exeter Chiefs z dubletem tytułów

Najważniejszym meczem weekendu był finał Premiership, w którym Exeter Chiefs wywalczyli drugi tytuł w tym sezonie – mistrzostwo Anglii dorzucili do wywalczonego tydzień temu Champions Cup. Najgłośniejszym meczem weekendu był chyba ten, który się nie odbył – Anglii przeciwko Barbarians. A w kraju koronawirus powoli paraliżuje sport – rozegrano tylko cztery mecze rugby, w tym dwa ekstraligowe.

Ekstraliga

Po trzech tygodniach wróciło ekstraligowe granie, ale w ograniczonym wymiarze. Z pięciu zaplanowanych spotkań nie odbyły się trzy: Edach Budowlanych Lublin z Ogniwem Sopot (koronawirus w Ogniwie, a i ponoć u Budowlanych też), Skry Warszawa ze Spartą Jarocin (jak donosi Skra – koronawirus gdzieś w otoczeniu Sparty) i Arki Gdynia z Master Pharm Rugby Łódź (tu epidemiczne kłopoty łodzian). Pozostały zatem wyłącznie dwa spotkania telewizyjne. Dobre i to.

W sobotę w Gdańsku Lechia podejmowała Juvenię Kraków. Rok temu po górą byli goście. W ten weekend przyjechali do Gdańska odmienieni – najmłodsza drużyna Ekstraligi w tym sezonie (dość powiedzieć, że w wyjściowej piętnastce było tylko czterech zawodników powyżej 21 roku życia). I w pierwszej połowie dali się całkowicie zdominować znacznie bardziej doświadczonym gospodarzom, którzy bezlitośnie wykorzystywali fizyczną przewagę i po pięciu przyłożeniach (w tym po dwa Milana Kossakowskiego i Tomasza Rokickiego) prowadzili 31:0. Juvenia popełniała mnóstwo błędów i ani razu w tej części spotkania nie zagroziła gdańszczanom. Ba, traciła punkty nawet grając w przewadze po żółtych kartkach dla graczy Lechii. Obraz meczu zmienił się w drugiej połowie, która była znacznie bardziej wyrównana, a Juvenia zaczęła pokazywać niezłą grę. Na zmianę wyniku było jednak już zdecydowanie za późno i to Lechia wygrała spotkanie 38:5.

W drugim meczu Orkan Sochaczew podejmował Awentę Pogoń Siedlce. Tutaj przed meczem zanosiło się na jednostronne widowisko, bo Orkan z kłopotami zestawiał pierwszą piętnastkę. I mecz zaczął się zgodnie z przewidywaniami. Siedlczanie dominowali i po pół godzinie prowadzili już 19:0. Pod koniec pierwszej połowy nastąpiło przebudzenie sochaczewian, którzy zdobyli dwa przyłożenia, ale Pogoń także nie odpuszczała i do przerwy gospodarze przegrywali 12:26, a Pogoń miała już na koncie bonus ofensywny. Jednak początek drugiej połowy odmienił obraz meczu. Orkan Sochaczew naparł na gości z wielkim animuszem i przez ponad 20 minut zupełnie dominował na boisku. Przez pierwsze dziesięć minut ta gra nie przynosiła efektów (choć kilka razy było blisko przyłożenia), potem jednak wreszcie te się pojawiły, a po karnym Kacpra Wróbla (który niemiłosiernie ślizgał się po boisku) Orkan wyszedł na prowadzenie 27:26. Szybko jednak wypuścił je z rąk. Pogoń wreszcie przebudziła się (a może dała o sobie znać słabsza niż zwykle ławka Orkana) i odzyskała prowadzenie po karnym Przemysława Rajewskiego (aż 23 punkty, w tym dwa przyłożenia, a mogło być więcej), a potem zaczęła gnębić gospodarzy kolejnymi akcjami, po których do swego dorobku dorzuciła trzy przyłożenia. Pogoń zasłużenie wygrała 48:27.

W tabeli trwa marsz Pogoni Siedlce w górę – po awansie o trzy pozycje po walkowerze za mecz ze Skrą, teraz znowu skoczyła dwa oczka i awansowała do czołowej trójki. A kto wie, co jeszcze wydarzy się przy zielonym stoliku. Oczywiście, wpływ na kształt tabeli ma nierozegranie przez drużyny równej liczby spotkań.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Ogniwo Sopot 7 33
2. Master Pharm Rugby Łódź 7 22
3. ↑↑ Awenta Pogoń Siedlce 7 22
4. ↑↑↑ Lechia Gdańsk 8 20
5. ↓↓ Orkan Sochaczew 8 19
6. ↓↓ Edach Budowlani Lublin 7 18
7. ↓ Skra Warszawa 7 17
8. Arka Gdynia 7 14
9. Juvenia Kraków 7 12
10. Sparta Jarocin 7 0

W pierwszej lidze sporo zamieszania. Postanowiono rozegrać zaległą, ostatnią kolejkę pierwszej rundy, a nie planowaną na ten weekend pierwszą kolejkę rundy rewanżowej. A ostatecznie odbyło się tylko jedno spotkanie z trzech: nie zagrały Wataha Zielona Góra z Arką Rumia i Posnania z AZS AWF Warszawa. Legia Warszawa podjęła liderów tabeli, Rugby Białystok, i uległa im zdecydowanie: 14:87 (już do przerwy tracąc siedem przyłożeń, a po przerwie kolejne sześć). Białostocczanie z kompletem bonusowych zwycięstw umocnili się na prowadzeniu w tabeli, a Legia nadal na koncie ma komplet porażek.

W drugiej lidze zabrakło meczu KS Budowlanych Łódź z Miedziowymi Lubin. Natomiast do Rudy Śląskiej zawitały rezerwy Juvenii i wygrały 20:18, zwyciężając trzeci raz w trzecim meczu (i to trzecim wyjazdowym).

Puchar Sześciu Narodów

Po ponad siedmiu miesiącach dokończona została czwarta kolejka tegorocznego Pucharu Sześciu Narodów. Irlandia podejmowała Włochy i trudno było oczekiwać tutaj innego wyniku, niż zwycięstwa gospodarzy. Przewidywania się sprawdziły: Irlandczycy zdobyli aż siedem przyłożeń i wygrali 50:17, już w przerwie prowadząc 24:3. Co prawda mecz zaczęli od żółtej kartki Conora Murray’a, ale już grając w osłabieniu zdobyli pierwsze przyłożenie. Wyraźnie przeważali, a na listę przykładających wpisały się takie gwiazdy jak CJ Stander, Jonathan Sexton (w sumie 18 punktów) czy Bundee Aki. Jednak więcej uwagi przyciągnęły dwa znakomite debiuty: skrzydłowego Hugo Keenana (dwa przyłożenia w pierwszej połowie, ponad 100 metrów z piłką) i rwacza Willa Connorsa (przyłożenie po maulu, trzy odzyskane piłki i tytuł najlepszego gracza meczu). Po włoskiej stronie kolejną porażkę nieco osłodził świetny debiut młodego łącznika ataku Paolo Garbisiego, który zdobył 12 punktów, w tym przyłożenie w ostatnich chwilach meczu po znakomitym przełamaniu linii obrony Irlandczyków. Nieszczęściem Irlandczyków jest utrata przed meczem z Francją świetnego środkowego Garry’ego Ringrose’a, który złamał szczękę. Zawiedli też nieco obaj łącznicy – Sexton i Murray – i wydaje się, że w meczu z Francją gracze z Zielonej Wyspy będą musieli postarać się nieco bardziej.

Irlandia awansowała na pierwsze miejsce tabeli i teraz wszystko ma w swoich rękach, choć zadanie przed nią niełatwe. Szanse na zwycięstwo mają tylko oni i Anglicy. Francuzi też, ale w zasadzie tylko matematyczne, bo potrzebowaliby potknięcia Anglików. Ci grają w ostatniej kolejce z Włochami i raczej trudno się spodziewać, że nie wygrają za pięć punktów. To samo muszą zatem zrobić Irlandczycy, ale ci będą grać na wyjeździe z Francją, a to nie będzie spacerek i nie tylko o pięć, ale nawet o cztery punkty będzie znacznie trudniej niż w tę sobotę.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. ↑↑↑ Irlandia 4 14
2. ↓ Anglia 4 13
3. ↓ Francja 4 13
4. ↓ Szkocja 4 10
5. Walia 4 7
6. Włochy 4 0

Wśród kobiet Irlandki także pokonały Włoszki (21:7), za to dramatycznie było w drugim spotkaniu, w którym Szkotki (dotąd komplet porażek) zremisowały z Francuzkami 13:13 po przyłożeniu zdobytym w ostatnich minutach meczu przez debiutantkę. Ten remis oznacza, że Francuzki pozbawione zostały nadziei na zwycięstwo w Pucharze – nikt już w tym roku nie zagrozi Angielkom, które mają sześć punktów przewagi nad Francuzkami i Irlandkami, a każdej z tych ekip pozostało już tylko jedno spotkanie. Anglia gra za tydzień z Włochami i ma o co walczyć – wszak można też uskładać wielkiego szlema. Do drewnianej łyżki najbliżej Walijkom, ale w dolnej połówce tabeli jeszcze wszystko może się zdarzyć.

Mecze towarzyskie

Wielkie rozczarowanie związane z planowanym na Twickenham meczem Anglii z Barbarians: w czwartek dwunastu zawodników zaproszonych do składu Baabaas, wybrało się na obiad na mieście łamiąc procedury „bańki antycovidowej”. Wszyscy automatycznie zostali odizolowani od reszty ekipy i skreśleni ze składu. Wśród feralnej ekipy był Chris Robshaw, który w ten sposób miał się żegnać ze świątynią angielskiego rugby, a także co najmniej kilku zawodników Saracens (w tym żegnający się z grą w rugby Richard Wigglesworth). Początkowo mówiono o możliwości uzupełnienia składu Barbarians i podobno w piątek rano udało im się zebrać 23 zawodników. Jednak w trakcie sprawdzania okoliczności feralnego incydentu okazało się, że podobna eskapada miała miejsce także w środę. Do sieci wyciekł film pokazujący graczy na mieście (piwko w pubie – kto z nas dziś nie miałby na to ochoty). Efekt – RFU zdecydowało o odwołaniu spotkania. Sprawcy przepraszają, ale to niewiele zmienia. Wielka porażka wizerunkowa Robshawa (na którego spłynęła największa fala krytyki), Barbarians (mimo że przecież zebrało tę grupę zawodników po raz pierwszy parę dni temu, taka już natura tego klubu) i wreszcie angielskiego rugby (choć to nie wina RFU). Dla angielskiej federacji to także problem sportowy (to przecież miała być rozgrzewka przed ostatnim meczem Pucharu Sześciu Narodów przeciwko Włochom) i finansowy (w końcu z tego meczu miała być transmisja). Być może RFU będzie dochodzić odszkodowania od Barbarians, a na uczestników incydentów mogą zostać nałożone kary dyscyplinarne.

Na Murrayfield Szkocja podejmowała Gruzinów, podobnie jak rok temu przed Pucharem Świata. I podobnie jak rok temu, wygrała wysoko, 48:7. Wynik jednak nie jest specjalnie zaskoczeniem – i nie chodzi tu o różnicę klas, ale o fakt, że spora część składu gruzińskiego to byli zawodnicy z klubów z Gruzji, a tam liga wystartowała po kilkumiesięcznej przerwie kilkanaście dni temu temu. Gruzini zresztą mają kolejny kłopot: ich plan gry obejmował mecz z Rosją, ale ten Rugby Europe zdecydowało się odwołać. A przecież przed nimi Autumn Nations Cup i mecz z Rosją miał być elementem przygotowań, a tak – kolejny tydzień bez grania. Przed meczem wiele uwagi przyciągał powrót do reprezentacji Szkocji Finna Russella, który podczas wiosennych meczów został usunięty ze składu.

W Paryżu grały Francja z Walią – starcie najcięższej wagi w ten weekend. Tu uwagę przyciągał weteran Alun Wys Jones, który wychodząc na boisko wyrównał światowy rekord 148 spotkań w reprezentacji (ustanowiony przez Nowozelandczyka Richiego McCawa) oraz debiutant, znakomity młodziutki skrzydłowy z Gloucester, Louis Rees-Zammit, który wreszcie dostał szansę w reprezentacji Walii (wszedł z ławki na ostatnie 20 minut). Mecz lepiej rozpoczęli Walijczycy, bo pierwsze przyłożenie Leigh Halfpenny zdobył już po minucie gry. Po ośmiu minutach Walia prowadziła 10:0, ale w pierwszej połowie zdołała dorzucić do swego dorobku już tylko trzy punkty, natomiast Francuzi aż 21 (w tym dwa przyłożenia Antoine’a Duponta). W drugiej połowie Francja nadal przeważała, dorzuciła jeszcze dwa przyłożenia i ostatecznie wygrała 38:21. Kiepska passa Walijczyków, którzy od czasu odejścia Warrena Gatlanda są ewidentnie pod kreską – Wayne Pivac zaliczył czwartą kolejną porażkę z rzędu (poprowadził do zwycięstwa Walię tylko w pierwszym meczu sezonu, przeciwko Włochom). Francuzi po raz kolejny zaimponowali i na pewno Irlandczycy będą mieli trudne zadanie za tydzień. Nie wiadomo, czy zagra Bernard Le Roux – wyciągnął za szyję z przegrupowania Aluna Wyna Jonesa, dołożył jeszcze łokciem w twarz i choć sędziowie tego nie zauważyli, czeka go postępowanie dyscyplinarne w tej sprawie.

W Ameryce Południowej niespodzianka w środę: Chile pokonało gospodarzy Sudamericano Cuatro Naciones, uczestników ostatniego Pucharu Świata, Urugwaj 22:21. W drugim meczu w środku tygodnia niespodzianki nie było: Argentyna pokonała Brazylię 40:15. W ostatniej kolejce Chile pokonało Brazylię 26:13, a Argentyna gospodarzy 53:19. Argentyńczycy turniej wygrali, ale największym zaskoczeniem jest świetna postawa Chilijczyków (zaledwie jednym punktem przegrali z Argentyną, pokonali Urugwaj i Brazylię) – niezależnie od tego, że nie były to oficjalne testy.

Premiership

Wyniki testów koronawirusowych z ubiegłej soboty, ogłoszone w poniedziałek, zwiększyły wątpliwość co do tego, kto stanie w finale Premiership na przeciw Exeter Chiefs. W Wasps ujawniono kolejne cztery przypadki zachorowań (trzy wśród zawodników i jeden wśród personelu, łącznie z ubiegłotygodniowymi było to więc jedenaście). Ostatecznie jednak „Osy” wybroniły się przed wycofaniem z finału. Wyniki wtorkowych testów, ogłoszone w środę, dały im zielone światło do występu na Twickenham. I dobrze, bo ich potencjalne zastąpienie przez Bristol Bears już było krytykowane w mediach. Byli jednak osłabieni – z ich składu przed finałem musiała zostać skreślona jedenastka zawodników (kontuzje, covid lub izolacja). Koledzy zabrali na trybuny ich makiety. Zabrakło też planowanego na sędziego Wayne’a Barnesa, który także otrzymał pozytywny wynik testu – zastąpił go sporo młodszy Craig Maxwell-Keys, dla którego to pierwsze takie wyzwanie w karierze.

A mecz toczył się przy pustych trybunach stadionu Twickenham, w ulewnym deszczu, który nie sprzyjał szybkiej i efektownej grze, i był nieoczekiwanie zacięty. Faworytami byli Exeter Chiefs, który dopiero co wygrali finał Champions Cup, podczas gdy Wasps byli osłabieni i po przymusowej w przerwie w treningach. I to Chiefs mieli na boisku przewagę (gra rzadko trafiała na ich połowę), ale do przerwy prowadzili zaledwie 13:10. Zaczęli od przyłożenia Henry’ego Slade’a, ale odpowiedział Jacob Umaga (po jedynej akcji Wasps w polu 22 m rywali) i przewagę zawdzięczali jedynie karnemu Joego Simmondsa kopniętemu na koniec pierwszej połowy. W drugiej połowie Chiefs nadal zdecydowanie przeważali, ale Wasps znakomicie grali w obronie i fantastycznie odzyskiwali piłki w decydujących momentach (raz uratował ich już na linii pola punktowego uznany za najlepszego gracza Premiership w tym sezonie Jack Willis) ˜– wynik długo się nie zmieniał. Tuż przed 60. minutą Wasps wyrównali na 13:13 – to Chiefs kopali piłkę w aut, ale Wasps ją wyciągnęli nad linią boczną, a potem wręcz podręcznikowo przycisnęli łapiącego piłkę Hogga. Parę minut później Chiefs nie powtórzyli błędu, wykopali piłkę z karnego w aut znacznie bezpieczniej, a potem Joe Simmonds dostał kolejną szansę z karnego, którą wykorzystał. Pięć minut przed końcem Wasps po raz drugi w tym meczu zawitali na pole 22 m rywali. Mieli karnego, ale zamiast kopać na słupy na remis, wybrali kop w aut i w tym aucie piłkę stracili. Ta sytuacja zaważyła na wyniku. Półtorej minut przed końcem w podobnej sytuacji znaleźli się Chiefs i też kopnęli piłkę w aut. Chcieli przetrzymać piłkę na połowie rywali i im się udało. A zarobili przy okazji karnego kilkanaście metrów od słupów, niemal na wprost od nich, którego znowu wykorzystał Joe Simmonds (podobno nie pomylił się w kopach z podstawki od sierpnia) i wygrali 19:13.

Wygrana Exeter zasłużona – fantastyczny sezon, przewaga w meczu, na dodatek moralna rekompensata za tytuły utracone w zmaganiach z oszukującymi Saracens. Ale Wasps pokazali się – biorąc pod uwagę okoliczności – nadspodziewanie dobrze. To drugi tytuł mistrzowski Chiefs – poprzedni zdobyli trzy lata temu, także po zaciętym finale z Wasps.

Top 14

W szóstej kolejce Top 14 nareszcie zobaczyliśmy wszystkie planowane mecze, chyba pierwszy raz w tym sezonie. Wydarzeniem weekendu był derby Paryża, w których faworytem był niedawny finalista Champions Cup, Racing 92. I wygrał, ale ten sukces nie przyszedł mu łatwo. Po dziesięciu minutach to Stade Français prowadził 6:0, ale przed przerwą gracze Racingu wyszli na prowadzenie 11:6. Po przerwie obraz gry zupełnie się zmienił: przez 20 minut punktowali wyłącznie gospodarze – przyłożenie z podwyższeniem i trzy karne dały im prowadzenie 22:11. Końcówkę połowy jednak ponownie mieli lepszą goście. Co prawda, gdy zmniejszyli straty do jednego punktu, State Français odskoczył ponownie dzięki drop goalowi Jorisa Segondsa, ale w ostatnich trzech minutach dwa karne Antoine’a Giberta dały Racingowi skromne zwycięstwo 27:25.

Aż 11 przyłożeń zobaczyć można było w innym ciekawym spotkaniu, w którym potężny Clemont podejmował niespodziewanie dobrze grające w tym sezonie Pau. Już po kwadransie Clermont prowadził 17:3, ale potem gra się nieco uspokoiła. Krótko przed końcem pierwszej połowy gospodarze zwiększyli prowadzenie do 24:3, ale wkrótce potem żółtą kartkę zarobił Sebastien Vahaamahina i goście to wykorzystali zdobywając dwa przyłożenia (jedno przed przerwą, drugie po niej). Było 24:15, ale w drugiej połowie ponownie skuteczniejsi byli gracze z Owernii. Dorzucili jeszcze cztery przyłożenia (w tym jedno karne), podczas gdy rywale tylko dwa, i ostatecznie Clermont wygrał 50:29.

Lider z Tuluzy podejmował Lyon, który znakomicie prezentował się w poprzednim sezonie, a w tym także radzi sobie całkiem przyzwoicie. I to goście byli górą – wygrali 16:7. Choć punktów w tym meczu padło bardzo mało, to francuska prasa bardzo chwali Lyon za znakomity występ. Szczególnie mogła podobać się ich nieustępliwość i skuteczność w obronie. Jednak w Tuluzie były spore braki w składzie, brakło nie tylko reprezentantów Francji, ale także niesamowitego skrzydłowego Cheslina Kolbego.

Poza tym Tulon pokonał Castres 19:6 (tylko jedno przyłożenie w meczu, 14 punktów Louisa Carbonela), Montpellier pokonało Brive 30:6 (połowę dorobku punktowego zwycięzcy zawdzięczają Alexowi Lozowskiemu), La Rochelle pokonało Bordeaux 20:6 (trwa fatalna passa najlepszej drużyny poprzedniego sezonu), a czerwona latarnia tabeli, Agen, po raz szósty z rzędu przegrała, tym razem z Bajonną 15:26. Ten ostatni mecz wart jest jednak chwili uwagi: Agen od 8. minuty grali w czternastkę i w tym okresie ich bilans wyniósł zaledwie 15:19 – a jedyne przyłożenie w tym czasie stracili grając w podwójnym osłabieniu.

W tabeli na czele La Rochelle oraz dwie potęgi – Clermont i Tuluza. Pau wypadło z trójki, a wspina się w jej kierunku Racing 92 (tylko cztery spotkania rozegrane). Na dole bez zmian, nadal w beznadziejnej sytuacji Agen.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. ↑ La Rochelle 5 18
2. ↑↑ Clermont 5 18
3. ↓↓ Tuluza 6 18
4. ↑ Lyon 6 16
5. ↓↓ Pau 6 14
6. Racing 92 4 13
7. ↑ Tulon 5 13
8. ↑↑↑ Montpellier 5 12
9. Bajonna 6 12
10. Stade Français 5 9
11. ↓↓↓↓ Brive 5 9
12. Bordeaux Bègles 4 5
13. Castres 4 4
14. Agen 6 1

Pro14

W krajach, których ekipy grają w Pro14, wracają obostrzenia koronawirusowe – w Walii i Irlandii. Póki co dotyczą treningów i rozgrywek drużyn amatorskich (te ostatnie i tak nie zostały wznowione od marca), natomiast ekipy zawodowe mogą kontynuować rozgrywki. Jednak kto wie, co się nam zdarzy w przyszłości. Liga zatem zagrała trzecią kolejkę, choć na pewno wpływ na poziom gry miał brak reprezentantów we wszystkich drużynach (w Pro14 uderzający znacznie bardziej niż w inne zawodowe ligi Europy – wszak 12 klubów stanowi podstawę czterech reprezentacji, odpływ zawodników jest więc bardzo duży).

Pierwszy mecz weekendu w Pro14, piątkowe starcie Leinsteru z Zebre, było swego rodzaju przygrywką przed sobotnim meczem Irlandii z Walią. Oczywiście, oba zespoły były mocno osłabione z powodu braku reprezentantów krajów. To nie przeszkodziło jednak Leinsterowi bez problemu wygrać 63:8. Zdobył dziewięć przyłożeń, a do tego komplet podwyższeń Harry’ego Byrne’a (grał jako łącznik ataku, ponieważ zarówno Sexton, jak i jego etatowy zmiennik, brat Harry’ego Ross, są w kadrze). Wydarzeniem był powrót do składu dublińczyków po ponad półtorarocznej przerwie spowodowanej kontuzją rwacza Dana Leavy’ego.

Pierwsze zwycięstwo w sezonie na konto włoskich drużyn chciał w tej sytuacji zapisać Benetton, jednak przegrał u siebie z także przegrywającymi dotąd Scarlets 3:10, zresztą po rozczarowującym spotkaniu. Jedyne przyłożenie padło 10 minut przed końcem meczu. Chwilę później Morgan Jones zobaczył czerwoną kartkę za paskudną szarżę, ale Benetton mimo przewagi jednego zawodnika, walki do samego końca i wielkiej szansy na przyłożenie nie zdołał wyrównać. Kiepska passa Scarlets przełamana, ale o stylu lepiej zapomnieć.

Komplet porażek obok drużyn włoskich ma także świetny w poprzednim sezonie Edynburg. Tym razem podejmował irlandzki Connacht. Normalnie byłby faworytem, ale podczas meczów reprezentacji był znacznie bardziej osłabiony od rywali. Dobrze zaczął mecz, ale na prowadzeniu był zaledwie kilka minut. Gracze Connachtu zdobyli w tym meczu pięć przyłożeń, a edynburczycy odpowiedzieli czterema i ostatecznie przegrali 26:37. Świetny mecz zaliczył łącznik młyna Connachtu, który popisał się znakomitą grą nogą (dwukrotnie podkopnięciami piłki otworzył drogę do przyłożeń, z czego jedno sam zdobył).

Poza tym Ospreys zdobyli drugi szkocki skalp w tym sezonie, pokonując Glasgow Warriors 25:13 (choć po kwadransie przegrywali 3:12, a ostatnie dziesięć minut grali w osłabieniu), a Ulster rozgromił Dragons 40:17 (do przerwy było już 35:3).

Najciekawszy mecz trzeciej kolejki, Munsteru z Cardiff Blues, dopiero dziś wieczorem – to pierwszy z zapowiedzianych wcześniej poniedziałkowych wieczorów z Pro14. Okaże się wówczas, czy Connacht zachowa prowadzenie w konferencji B, ale najgorsze co może go spotkać to drugie miejsce. W konferencji A na czele jedyne drużyny z trzema zwycięstwami w lidze, Leinster i Ulster (ma szansę dołączyć do nich Cardiff Blues).

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Leinster 3 15
2. Ulster 3 14
3. ↑↑ Ospreys 3 8
4. ↓ Glasgow Warriors 3 5
5. ↓ Dragons 3 5
6. Zebre 3 0
Poz. Drużyna M. Pkt.
1. ↑↑ Connacht 3 9
2. ↓ Cardiff Blues 2 8
3. ↓ Munster 2 4
4. Scarlets 3 5
5. Edynburg 3 2
6. Benetton 3 1

Drobne

Mistrzostwa Polski rugby 7 kobiet

Trzeci turniej kobiet przed dwoma tygodniami padł ofiarą zamieszania z reprezentacją. Odwołano jednak też turniej czwarty, który miał odbyć się w ten weekend. Czy dziewczyny wrócą do rugby jesienią? Podobno organizatorzy wciąż liczą na chociaż jeden turniej przed zimą.

Polacy za granicą

Andrzej Charlat tym razem znalazł się poza składem Provence, które na drugim froncie ligowym we Francji zremisowało 22:22 z Rouen Normandie (są na siódmym miejscu w tabeli).

Na poziomie Fédérale coraz więcej meczów przekładanych. Koronawirus i godzina policyjna (w rugby amatorskim zazwyczaj drużyna chce wrócić tego samego dnia). Kilka meczów drużyn z Polakami na pokładzie doszło jednak do skutku w Fédérale 1. RCBA z Mateuszem Bartoszkiem w składzie zremisowało na wyjeździe z Limoges 12:12 (drużyny sąsiadują w tabeli, mniej więcej w środku stawki). Vienne pokonało na wyjeździe Drancy 22:3 (Kamil Bobryk znowu z ławki) i lideruje w grupie 2 po czwartym zwycięstwie z rzędu. RCHCC z Aleksandrem Nowickim w składzie poniosło pierwszą porażkę w sezonie – 20:23 z La Seyne, ale pozostało na prowadzeniu w tabeli grupy 3 (rywale mają punkt mniej, ale także jedno spotkanie rozegrane mniej).

Dobry start Yverdon w szwajcarskiej lidze może pójść na marne. Sezon sypie się pod naporem koronawirusa i pojawiły się plotki, że zostanie rozpoczęty na nowo wiosną, w skróconej formule.

W składzie Espoirs ekipy AS Mâcon znalazł się (na początek na ławce rezerwowych) znany nam z Juvenii młody Jakub Kijak. Jego drużyna wygrała z Châteaurenard 20:12.

Rugby Europe International Championships / reprezentacja Polski

Nie dane jest dokończyć rugbystom sezonu 2019/2020 REIC. Rugby Europe wydało komunikat o zawieszeniu wszelkich spotkań do końca listopada. Nie zostaną zatem rozegrane zgodnie z planem mecze ostatniej kolejki Rugby Europe Championship, baraż o awans na ten poziom i mecze Rugby Europe Women’s Championship. Ponadto nie odbędą się zgodnie z planem pierwsze mecze nowego sezonu Rugby Europe Trophy, w tym planowany za tydzień mecz polskiej reprezentacji z Ukrainą (i kolejny, ze Szwajcarią, który zgodnie z informacją ze strony PZR był planowany na koniec listopada).

Super Rugby

W Super Rugby Unlocked także tydzień zaczął się od wieści koronawirusowych. Po poprzedniej kolejce spotkań okazało się, że czterech graczy Lions jest zarażonych, a w Stormers (przeciwnikach Lions sprzed tygodnia) dwóch graczy trafiło do izolacji. Lions ponownie przebadano i po stwierdzeniu dwóch kolejnych przypadków ich mecz przeciwko Cheetahs odwołano. Jeśli nie uda się ustalić nowego terminu, zostanie zweryfikowany jako remis.

W zapowiadającym się interesująco starciu dwóch franszyz Super Rugby Bulls zdecydowanie pokonali Sharks 41:14. Jednak nieoczekiwanie znacznie ciekawiej było w meczu Pumas przeciwko Stormers. Zdecydowanymi faworytami byli Stormers i to oni zdobyli pierwsze przyłożenie po nakrytym kopie rywali. Pumas jednak błyskawicznie odpowiedzieli, a po 60 minutach prowadzili aż 37:14. Wydawało się, że tylko katastrofa mogłaby im odebrać zwycięstwo. Ale „Pumom” brakło sił. Na dziesięć minut przed końcem było 37:21, a w ostatnich dziesięciu minutach Stormers dołożyli trzy kolejne przyłożenia i wyszarpali zwycięstwo 42:37. Niesamowity powrót graczy z Kapsztadu. Zmartwieniem zwycięzców jest kontuzja Siyi Kolisiego, który musiał zejść z boiska w pierwszej połowie.

Tri Nations

Zgodnie z oczekiwaniami – wycofanie się Springboks z The Rugby Championship to ogromny cios dla turnieju. Obcięcie liczby spotkań o połowę i brak mistrzów świata oznacza bardzo znaczące obcięcie dochodów z imprezy. A to najbardziej boli gospodarzy, którzy przecież ten rok mają pod względem finansowym po prostu katastrofalny. Na dodatek wycofanie się z turnieju zrodziło plotki o możliwym opuszczeniu SANZAAR przez Południową Afrykę.

British & Irish Lions

Poznaliśmy szczegółowy rozgrzewkowego spotkania „Lwów” przed wyjazdem na półkulę południową. Tego samego dnia, gdy ma się odbyć finał angielskiej Premiership (co wykluczy z ekipy graczy z dwóch najlepszych angielskich klubów), Lions zagrają w Edynburgu przeciwko reprezentacji Japonii, dla której będzie to pierwsze takie wyróżnienie.

Australia

Koniec rozgrywek w nieco egzotycznym dla rugby zakątku najmniejszego kontynentu świata – w Australii Południowej. W starciu dwóch drużyn ze stolicy stanu, Adelaide, Brighton pokonał Old Collegians 43:22. Zwycięzcy, najbardziej utytułowany klub w regionie, sięgnęli po to trofeum po raz dwudziesty ósmy (rok temu przegrali jednym punktem z Burnside).

Karierę kończy 83-krotny reprezentant Australii (choć urodzony w Zimbabwe), rwacz David Pocock. Ostatni rok spędził w Japonii i postanowił nie przedłużać kontraktu z Panasonic Wild Knights.

Hiszpania

Ostatnio kibice cieszyli się finałem Pucharu Króla, a w ten weekend ruszył nowy sezon ligowy w División de Honor. Z sześciu zaplanowanych spotkań pierwszej kolejki rozegrano pięć. W szóstym miał grać zespół Bathco, ale krótko przed startem rozgrywek wycofał się z ligi i będzie zastąpiony przez Les Abelles z Walencji. W pierwszych ligowych meczach solidarnie zwyciężyły obie dominujące w lidze od paru lat drużyny z Valladolid: VRAC pokonał na wyjeździe Ciencias 35:6, a El Salvador u siebie Burgos 32:0. W derbach Barcelony Barça pokonała Santboianę 18:12.

Irlandia

Irlandzka federacja poinformowała o deficycie odnotowanym w ostatnim roku obrachunkowym (trwającym wyjątkowo 15 miesięcy) – wynosi prawie 36 mln euro.

Rugby 10

W niedzielę (opóźniony o jeden dzień z powodu huraganu) wystartował wspominany tu wcześniej inauguracyjny turniej z cyklu World Tens Series, rozgrywany na Bermudach.

Przed startem uwagę świata rugby przyciągnął skład drużyny London Royals – znalazły się w nim dwie niekwestionowane angielskie gwiazdy rugby 7, kapitan reprezentacji Wielkiej Brytanii z Rio (zdobyła tam srebro) Tom Mitchell oraz rekordzista WRSS w liczbie przyłożeń Dan Norton, a także kapitan reprezentacji Bermudów, Aldo Campbell. Stawkę siedmiu drużyn uzupełniły dwie ekipy ze Stanów Zjednoczonych: Phoenix oraz kalifornijscy Rhinos.

Mecze rozpoczęły się wczoraj i trwają jeszcze dziś. Są do oglądnięcia na żywo na kanale YouTube serii: https://www.youtube.com/channel/UC_eTzMMPsvfxhAQoEJFQn_Q.

Rugby league

W Australii odbył się wielki finał głównej ligi rugby league na półkuli południowej: National Rugby League. Melbourne Storm pokonali Penrith Panthers 26:20. Świetny początek ekipy z Melbourne, która prowadziła już 26:0, ale końcówka należała do rywali, którym jednak brakło czasu na przechylenie szali na swoją stronę. Melbourne odzyskało tytuł po dwóch latach dominacji Sydney Roosters.

O innych ligach: Niemcy

Choć Niemcy nie należą do światowej czołówki rugbowej, był to jeden z pierwszych krajów, gdzie gra ta trafiła z Wysp Brytyjskich. Prawdopodobnie w rugby grano już w 1850 w czołowym niemieckim ośrodku uniwersyteckim – Heidelbergu, a z pewnością – w latach 60. tego samego stulecia w Stuttgarcie. Z lat 70. pochodzi informacja o przetłumaczeniu reguł gry na niemiecki przez nauczyciela z Brunszwiku, który poznał grę w Anglii. W 1900 powstała federacja (początkowo wspólna dla obu kodów futbolowych, rugbowa wydzieliła się w kolejnym roku), także w 1900 reprezentacja kraju zagrała na igrzyskach olimpijskich w Paryżu: rozegrała tam tylko jeden mecz (przegrała z Francją 17:27, choć do przerwy prowadziła), a do domu przywiozła medale (no, dostała je pocztą). Intensywniejszy rozwój rugby nastąpił w okresie międzywojennym dzięki faktowi, że Francja została wykluczona z rozgrywek Pucharu Pięciu Narodów i szukała rywali na kontynencie. Regularne spotkania zaczęły się w 1927: pierwszy swój prawdziwy test Niemcy przegrali w Paryżu, ale w drugim we Frankfurcie w obecności 12 000 widzów zdołali wygrać 17:16. W 1934 znaleźli się wśród założycieli FIRA. W 1936 zorganizowano w Berlinie pierwszy turniej europejski FIRA (przy okazji igrzysk olimpijskich): w finale Niemcy ulegli Francji 14:19. W okresie przedwojennym regularnie wygrywali z innymi krajami europejskimi (poza spotkaniami z Francją ponieśli wówczas tylko dwie porażki), a w 1938 drugi raz zdołali pokonać Francję, udowadniając, że osiągnęli wysoki poziom. Ten wzrost przerwała wojna. Szesnastu reprezentantów Niemiec (w tym trzech z ostatniego wygranego meczu z Francuzami) podczas niej zginęło. Po jej zakończeniu kraj był zniszczony, a Francja wróciła do towarzystwa wyspiarzy. Gdy w 1946 do Niemiec zawitała ekipa Khaki All Blacks, grała tylko przeciwko reprezentacjom wojsk alianckich okupujących kraj. Jednak gdy wznowiono mistrzostwa FIRA w 1952, Niemcy Zachodnie brały w nich udział od pierwszej edycji, a w 1956 reprezentacja wybrała się nawet na Wyspy Brytyjskie, gdzie przegrała z Cardiff. W 1951 rugby pojawiło się też w Niemczech Wschodnich, które w 1956 przystąpiły do FIRA. Warto wspomnieć, że ekipy NRD i RFN były pierwszymi rywalami polskiej reprezentacji w oficjalnych spotkaniach: pierwszych pokonaliśmy w Łodzi, z drugimi przegraliśmy w Krakowie. NRD grało zresztą tylko mecze towarzyskie, głównie z innymi krajami bloku wschodniego, nie występowało w turniejach organizowanych przez FIRA. A trzecie miejsce w pierwszej powojennej edycji turnieju FIRA Niemiec Zachodnich było jedynym takim osiągnięciem na długie lata. Powtórzone zostało dopiero w 2018 dzięki odebraniu punktów trzem rywalom za udział nieuprawnionych zawodników. Ten sukces dał Niemcom szansę na awans na Puchar Świata w Japonii, jednak w turnieju repasażowym zajęli drugie miejsce, ulegając Kanadzie. Był to ostatni moment rozwoju rugby w kraju, który zawdzięczano pieniądzom Hansa-Petera Wilda (w 2007 założył w tym kraju akademię rugbową). Gdy ten wycofał się ze sponsorowania Niemców, reprezentacja spadła z najwyższej grupy REIC. A federacja pogrąża się w konfliktach.

W 1870 powstał pierwszy klub w Heidelbergu, w 1878 nadal istniejący DFV Hanower, a dwa lata później (z połączenia dwóch wcześniej istniejących drużyn) także wciąż istniejący FC 1880 Frankfurt. W 1900 rozpoczęto rozgrywanie dorocznych meczów Północ – Południe, a pierwsze mistrzostwo kraju zdobył w 1909 FC 1897 Hanower. Tuż przed drugą wojną światową w kraju istniały 52 kluby. Mistrzostwa kraju kilkakrotnie przerwano, przy czym na okresy dłuższe niż rok tylko w okresie wojen światowych: tytułów nie przyznano wówczas w latach 1915–1919 i 1943–1947. Po drugiej wojnie światowej i podziale państwa niemieckiego rozgrywki na zachodzie wznowiono już w 1947, natomiast na wschodzie dopiero w 1952. W zachodniej części Niemiec w 1972 mistrzostwa przekształcono w Bundesligę. Najwięcej tytułów mistrzowskich ma klub, który w praktyce zdominował wschodnioniemieckie rugby: BSG Stahl Henningsdorf 27-krotnie sięgało po tytuł mistrzów NRD i oddało go w inne ręce zaledwie jedenastokrotnie. Byli pierwszym i ostatnim mistrzem tego kraju, a na uwagę zasługują dwie nieprzerwane serie mistrzostw: od 1965 do 1977 i od 1980 do 1990. Natomiast rekordzistą Niemiec w liczbie mistrzostw bez wliczania NRD, za to wliczając zawody prowadzone w RFN, jest TSV Victoria Linden – zdobyła 20 tytułów, pierwszy w 1929, a ostatni w 1996. Na drugim miejscu tej statystyki znajduje się Heidelberger RK, który zdobył 14 mistrzostw (pierwszy w 1926), przy czym zdecydowanie zdominował niemiecką ligę w ostatnim okresie. W ciągu dziewięciu sezonów od 2009 do 2018 osiem razy został mistrzem, a raz uległ w finale TV Pforzheim. Klub stał się w ten sposób rekordzistą Bundesligi (z 11 zwycięstwami). Ta dominacja heidelberczyków była wynikiem finansowania ich przez wspomnianego wyżej Wilda. Również jednak i tu napotkał kłopoty: gdy w 2018 jego klub dotarł do finału European Rugby Continental Shield (istniejącego do niedawna trzeciego poziomu pucharowego w Europie) i awansował do European Rugby Challenge Cup (na drugi poziom), EPCR nie dopuściło go do tych rozgrywek, uznając, że zachodziłby konflikt interesów – Wild rok wcześniej został właścicielem potężnego paryskiego klubu, Stade Français, który również w nich miał w tym samym sezonie wystąpić. Wild porzucił Niemców, a gdy jego pieniędzy zabrakło, HRK obniżyło loty. Ostatnim mistrzem, z 2019, jest jeden z najstarszych niemieckich klubów, SC 1880 Frankfurt, który pokonał w finale TSC Handschuhsheim.

Na szczycie rozgrywek ligowych w Niemczech znajduje się 1. Bundesliga. W ubiegłym sezonie wzięło w niej udział 16 drużyn. W pierwszej fazie podzielone one były na dwie ośmiozespołowe grupy: północno-wschodnią i południowo zachodnią. W tych grupach mecze rozgrywano systemem każdy z każdym, mecz i rewanż. Dwie najlepsze drużyny każdej grupy miały awansować do półfinałów, a ich zwycięzcy rozegrać finał o mistrzostwo Niemiec. Najsłabsze drużyny z każdej grupy miały natomiast grać w barażach o utrzymanie ze zwycięzcami play-off 2. Bundesligi. W grupie północno-wschodniej dominowały liczebnie drużyny z Berlina i Hanoweru (po 3), poza tym grały w niej drużyny z Lipska i Hamburga. Przed zawieszeniem rozgrywek prowadził w tabeli Hannover 78. W grupie południowo-zachodniej najwięcej było ekip z Heidelbergu (aż 4), poza tym mieliśmy dwie drużyny z Frankfurtu (przed epidemią w tabeli przewodziła jedna z nich, obrońca tytułu mistrzowskiego), jedną z Pforzheim i – niespodzianka – klub z zagranicy, RC Luxembourg. Historia tego klubu jest wyjątkowo interesująca: założyli go 1973 brytyjscy ekspaci i początkowo dołączył do francuskiego systemu ligowego, grając na poziomie regionalnych lig z Alzacji i Lotaryngii. W 1995 przeniósł się do ligi belgijskiej, gdzie po dwóch sezonach na drugim poziomie awansował na najwyższy poziom ligowy. Od 2002 ponownie występował w ligach francuskich, w 2008 nawet wygrywając ligę alzacko-lotaryńską. Ponieważ jednak nie mógł grać o mistrzostwo Francji na swoim poziomie ani awansować wyżej, w 2009 przeniósł się właśnie do Niemiec, gdzie w 2016 awansował na najwyższy poziom (po relegacji powrócił na niego w 2018).

Drugi poziom to 2. Bundesliga. Ta podzielona jest już na cztery grupy (północną, południową, wschodnią i zachodnią), z których trzy liczyły w ostatnim sezonie po siedem zespołów, a jedna (południowa) osiem. Do fazy finałowej miały awansować po dwie drużyny z każdej grupy, przy czym miały one toczyć pojedynki w zestawieniu podobnym jak podział na grupy 1. Bundesligi: półfinały, a następnie finał miały rozegrać między sobą drużyny z grup północnej i wschodniej oraz osobno południowej i zachodniej. Dzięki temu play-off wyłania drużyny awansujące do poszczególnych grup 1. Bundesligi. W grupie północnej grał wspomniany wyżej rekordzista Niemiec w liczbie tytułów mistrzowskich, TSV Victoria Linden, a we wschodniej rekordzista NRD – Stahl Henningsdorf (w ostatnim, przerwanym sezonie, obie zajmowały miejsce w środku stawki w swoich grupach). Także i tu wyraźnie widać grupowanie się klubów w głównych ośrodkach rugbowych: w grupie północnej mieliśmy aż trzy drużyny z Hanoweru, we wschodniej pięć z Berlina i najbliższych okolic, w południowej tylko jedna z Heidelbergu, za to trzy z Monachium, a w zachodniej grała kolejna drużyna z Frankfurtu (drugi zespół obecnego mistrza Niemiec). W tej grupie mieliśmy też kolejnego „rodzynka” z zagranicy – RC Walferdange z przedmieścia miasta Luksemburg. Klub powstał w 1990 i długo grał w ligach belgijskich (głównie na drugim poziomie), jednak w 2018 przeniósł się do ligi niemieckiej. Co ciekawe, dziewczyny z tego samego klubu grają na najwyższym poziomie w Belgii – mamy zatem klub z drużynami grającymi w rozgrywkach ligowych organizowanych przez dwie różne federacje.

Trzeci poziom rozgrywek to ligi regionalne – to jedyny poziom, na którym rozpoczęto rozgrywki nowego sezonu, choć póki co tylko w formie regionalnych pucharów (1. Bundesliga ma ruszyć dopiero w nowym roku). Odrębnych regionów na trzecim poziomie w ostatnim sezonie mieliśmy osiem. Trzy na południu: Badenia-Wirtembergia (9 drużyn), Bawaria (8) i Hesja (8), trzy na zachodzie: Nadrenia (6), Westfalia (6) i Nadrenia-Palatynat (5, w tym drugie drużyny luksemburskich klubów RC Luxembourg i RC Walferdange), a oprócz tego grupa północna (7, głównie Hamburg i okolice) i północno-wschodnia (8, głównie Berlin).

A kobiece rugby? Na arenie międzynarodowej Niemki zaliczyły dwa występy na kobiecych Pucharach Świata: w 1998 i 2002. Łącznie 8 porażek i 1 zwycięstwo. W tym dwa mecze z Nowozelandkami – najpierw 6:134, a potem 0:117. W efekcie najpierw 14., a potem ostatnie, 16. miejsce.

Mistrzostwa kraju w damskich piętnastkach rozgrywane są już od 1988, początkowo w formie turniejowej, a od 1992 w regularnie w formie ligowej jako Frauen Bundesliga. W rozgrywkach tych dominowały trzy drużyny: w latach 90. SC Neuenheim (z Heidelbergu, 14 mistrzostw, w tym serie 1988–1993 i 1996–1999, ostatni raz w 2017 i 2018, do tego 13 tytułów wicemistrzowskich), w pierwszej dekadzie XXI w. FC St. Pauli (z Hamburga, osiem mistrzostw, w tym seria 2005–2008), a w ostatniej dekadzie Heidelberger RK (siedem mistrzostw, w tym seria 2010–2016). Ostatni tytuł mistrzowski zdobył RSV Köln po zwycięstwie w finale nad Neuenheimem. Przez pewien czas istniała też 2. Bundesliga, gdzie grano w rugby 10. Liczba drużyn w Bundeslidze się zmienia, np. w 2011 było ich dziesięć, a w ostatnim sezonie sześć. W tym ostatnim, przerwanym, wyraźnie dominowały trzy ekipy: Heidelberger RK, RSV Köln i SC Neuenheim – taki układ sił zresztą panuje tutaj od pięciu sezonów. Obecnie trwają rozmowy nad kształtem przyszłego sezonu i nie jest wykluczone, że w 1. Bundeslidze pozostanie pięć zespołów, a szósty, wyraźnie odstający od stawki, oraz trzy inne ekipy, planujące powrót do rozgrywek ligowych, stworzą 2. Bundesligę.

Zapowiedzi

Rugbowe emocje już w środę, choć nie boiskowe: EPCR przeprowadzi losowanie fazy grupowej europejskich pucharów.

Co zobaczymy na krajowym froncie, tego jeszcze nie wiemy. Ekstraliga miała już nie grać, planowany był wyjazdowy mecz Rugby Europe Trophy z Ukrainą i turniej mistrzostw Polski siódemek w Krakowie. Mecz z Ukrainą odwołano, terminy listopadowe zarezerwowane pod europejskie Grand Prix Sevens też są zwolnione, więc czas jest. Czy jednak uda się nadrobić jakieś zaległości z tego sezonu – zobaczymy. Czy ktoś zagra, a jeśli tak to kto i gdzie – dowiemy się zapewne przed weekendem. Póki co uzgodniony jest na sobotę termin meczu ósmej kolejki Pogoni Siedlce z Lechią Gdańsk. Ale i to przecież w tych czasach może się zmienić.

W rugby międzynarodowym przed nami ostatnia, rozstrzygająca kolejka tegorocznego Pucharu Sześciu Narodów: w sobotę zagrają Walia ze Szkocją, Włochy z Anglią i (tu najciekawiej) Francja z Irlandią. Na południu rusza Tri Nations, a pierwsze spotkanie to trzeci mecz o Bledisloe Cup – w sobotę Australia podejmie Nową Zelandię (przynajmniej ten jeden mecz wydaje się być niemal absolutnie pewny). Towarzysko ma zagrać Urugwaj z Hiszpanią (czy zagra, jeśli Hiszpanie nie mają do czego się przygotowywać?). Oprócz tego mecze Pucharu Sześciu Narodów kobiet (zestawienie par identyczne jak u mężczyzn). Tu warto zwrócić uwagę, że Francuzki zgodziły się zagrać na wyjeździe zamiast w domu – wszystko z powodu konieczności dwutygodniowej kwarantanny Irlandek po powrocie do kraju, gdyby to one grały we Francji.

Mimo meczów reprezentacji grać będą także ligi Top 14 i Pro14. W siódmej kolejce ligi francuskiej zapewne najciekawiej będzie w spotkaniach Lyonu z Montpellier, Pau z La Rochelle i Stade Français z Tuluzą. W czwartej kolejce „Celtów” wyjątkowo interesujące starcie Leinsteru z Glasgow Warriors, pewnie warto też będzie obejrzeć mecz Cardiff Blues z Ulsterem.

A w Australii będziemy mieć finał lig regionalnych w dwóch stanach, w których rugby union ma się najlepiej: w Nowej Południowej Walii i Queenslandzie.

7 komentarzy do wpisu „Exeter Chiefs z dubletem tytułów”

  1. Sporo było czytania:) Super!

    Niestety Ekstraligi w sobotę nie będzie:( Mimo to znowu trzeba będzie wybierać które mecze odpuścić a które obejrzeć bo zanosi się na kolejny bardzo obfity w wydarzenia weekend. Mecze P6N obowiązkowo, do tego Nowa Zelandia-Australia oraz Auckland-Waikato w Mitre Cup. Niestety w sobotę nie widzę szans na Super Rugby ani na Top 14:( Mecze się nakładają i z czegoś trzeba będzie zrezygnować. Za to niedzielne transmisje zapowiadają się dużo przystępniej jeśli chodzi o godziny rozgrywania meczów.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz