Leinster kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa

Pierwszy zespół, który jest w 100% pewny awansu do ćwierćfinału Champions Cup na dwie kolejki przed końcem fazy grupowej to irlandzki Leinster, zmierzający po odzyskanie utraconego w ostatnim sezonie trofeum. Zanosi się na to, że już kolejny sezon z rzędu problem z awansem będą mieć angielskie (pewni wydają się jedynie Exeter Chiefs) – dominują ponownie ekipy z lig Pro14 i Top 14. W kraju cieszy nas zwycięstwo młodzieżowej reprezentacji nad Czechami dające awans na mistrzostwa Europy U20 – wraz z wyborami Zarządu PZR były to ostatnie akcenty rugbowej jesieni w Polsce.

Heineken Champions Cup

Dużą niespodziankę mieliśmy w grupie pierwszej: lider francuskiej Top 14, który tydzień temu pokonał Benetton 28:0, tym razem w starciu z tym samym przeciwnikiem przegrał 22:25. Benetton świetnie zaczął mecz, po kwadransie prowadził 12:0, ale potem na prowadzenie wyszli Francuzi. Zwycięstwo włoskiej drużynie zapewniło przyłożenie Marco Lazzaroniego na kilka minut przed końcem spotkania. Drugi mecz zapowiadał się na hit kolejki, wszak niezwyciężeni w tym sezonie Irlandczycy z Leinsteru podejmowali liderów Premiership, Northampton Saints. Tydzień temu, w Anglii, Leinster zdecydowanie wygrał (43:16) i Anglicy liczyli na rewanż. Ich szanse zwiększał brak w barwach Leinsteru Sextona, który po kontuzji odniesionej w poprzedni weekend będzie pauzować kilka tygodni – jednak wystąpił on w tym sezonie w bardzo nielicznych meczach swej drużyny, która mimo to kroczy od zwycięstwa do zwycięstwa. W sobotę już w ciągu pierwszych minut meczu Gary Ringrose zdobył dwa przyłożenia, a po kolejnych paru minutach było już 17:0 dla drużyny z Dublina. Sytuację Northampton Saints w pierwszej połowie utrudniły dodatkowo dwie żółte kartki (tak się kończy w rugby m.in. ciągnięcie za koszulkę gracza bez piłki), ale przyłożenie zdobyte tuż przed przerwą mogło dawać im nadzieję – przegrywali wówczas 14:31. Tę nadzieję rozwiały pierwsze minuty po przerwie, gdy Irlandczycy dobili przeciwników kolejnymi dwoma przyłożeniami (w tym trzecim w tym meczu Ringrose’a). Skończyło się na siedmiu przyłożeniach Leinsteru i wyniku 50:21. Wbrew pozorom mecz wyglądał na dość wyrównany, ale Irlandczycy świetnie potrafili wybronić się pod swoim polem punktowym, a po drugiej stronie boiska byli po prostu skuteczniejsi. Leinster jest już pewny awansu z kompletem zwycięstw i 19 punktami, drudzy są Northampton Saints z 9 punktami. Walka o drugie miejsce może być zacięta, ale paradoksalnie – jest spora szansa na to, że z grupy, w której występują najlepsze obecnie drużyny w trzech ligach wysyłających swoje kluby to tych rozgrywek, do ćwierćfinału awansuje tylko Leinster, a Lyon i Saints pozostaną z niczym.

W grupie drugiej rewanż za porażkę po zaciętym spotkaniu przed tygodniem wzięło francuskie La Rochelle, które pokonało 12:7 Glasgow Warriors. Znowu mieliśmy thriller. Wszystkie punkty padły w pierwszej połowie – po kwadransie Glasgow prowadziło 7:0, potem swoje 12 punktów zdobyło La Rochelle. W drugiej połowie, rozgrywanej w coraz gorszych warunkach atmosferycznych, nie padły już żadne punkty, choć dramatyczny przebieg miała praktycznie ostatnia akcja meczu. Scott Cummings przyłożył piłkę na polu punktowym rywali, co dawało Glasgow remis i szansę na dwa punkty z podwyższenia, ale sędziujący to spotkanie Wayne Barnes skorzystał z TMO po to, aby wyrzucić z boiska z czerwoną kartką kolegę z drużyny Cummingsa, Matta Fagersona (za uderzenie łokciem przeciwnika w gardło), a zdobyte przyłożenie unieważnić. Z kolei w spotkaniu dwóch angielskich drużyn, Exeter Chiefs przeciwko Sale Sharks mieliśmy znacznie mniej emocji niż przed tygodniem. Chiefs dominowali przez większość czasu i zdecydowanie wygrali 35:10. Praktycznie zapewnili sobie w ten sposób awans, bo zwiększyli przewagę nad kolejnym w tabeli Glasgow do 10 punktów.

Tydzień temu po świetnym meczu Ulster zaledwie jednym punktem pokonał londyńskich Harlequins. W piątek doszło do rewanżu, w którym Harlequins wystąpili w bardzo osłabionym składzie (kilku kluczowych zawodników kontuzjowanych, kilku innych po prostu odpoczywało, dając tym samym sygnał, że Champions Cup już przed tym meczem był dla londyńczyków skreślony). Tym razem przegrali wyraźnie, 10:34. Przez pierwsze pół godziny Ulster zdecydowanie dominował, ale wynik brzmiał 3:3. W końcówce pierwszej połowy, gdy to Harlequins zdobyli przewagę i wydawało się, że zamienią ją na punkty, to gracze Ulsteru wykonali zabójczą kontrę i po przyłożeniu niesamowitego Johna Cooney’a wyszli na prowadzenie 10:3. W drugiej połowie Ulster od początku przycisnął i dołożył jeszcze 4 przyłożenia (w tym kolejne Cooney’a, już czwarte w tym sezonie Champions Cup – to znakomity występ, już kolejny w tym sezonie łącznika młyna z Belfastu), na co Harlequins zdołali odpowiedzieć tylko jednym. W drugim spotkaniu Clermont zdecydowanie wygrało z Bath. Już po pierwszych 20 minutach miało na koncie cztery przyłożenia i punkt bonusowy (26:0), a w sumie skończyło na aż ośmiu przyłożeniach. Osłodą dla drużyny angielskiej był tylko punkt bonusowy za cztery przyłożenia. Ostateczny wynik: 52:26. W tabeli na czele Ulster, który ma jedno zwycięstwo więcej (ale tylko jeden punkt więcej) od Clermont. Zanosi się na to, że obie te drużyny zobaczymy w ćwierćfinałach. Angielskie drużyny już straciły nawet matematyczne szanse na awans.

W czwartej grupie tydzień temu Munster wygrał z Saracens zaledwie 10:3. W rozegranym w ten weekend rewanżu również nie obejrzeliśmy wielu przyłożeń (tylko dwa), a dla odmiany wygrali Saraceni 15:6 (do przerwy było 3:3). Oba przyłożenia, które zadecydowały o wyniku meczu, londyńczycy zdobyli dopiero w końcówce meczu. Irlandczycy stracili po kontuzjach aż trzech graczy (pierwszego jeszcze na rozgrzewce). Do tego mieliśmy niemiły incydent w drugiej połowie – starcie, w które zaangażowali się chyba wszyscy zawodnicy na boisku, zapoczątkowaną podobno nieprzyjemną uwagą lekarza Munsteru pod adresem Jamiego George’a, związaną z jego wagą. Zdarzenie to będzie miało ciąg dalszy przy zielonym stoliku (na pewno zachowanie sztabu drużyny będzie wzięte pod uwagę), ale kto wie, czy nie ono było iskrą mobilizującą Saracenów do świetnej końcówki. Zwłaszcza, że jego bezpośrednim wynikiem był karny dla Munsteru za to, że kapitan Saracens, Farrell, przyłączył się do incydentu. W meczu Racingu z Ospreys lepsi byli paryżanie, którzy znowu zdobyli 40 punktów. Wygrali 40:27, zdobywając cztery przyłożenia już w pierwszej połowie, ale niezły finisz mieli Walijczycy, którzy w 55. minucie przegrywali 40:5, a następnie zdobyli 4 przyłożenia i 22 punkty. Dało im to jednak tylko punkt bonusowy. W tabeli grupy na czele niepokonany dotąd Racing 92 z 17 punktami i 6 punktami przewagi nad Munsterem oraz 7 nad Saracens. Munster wciąż może liczyć na zwycięstwo w grupie, ale łatwo mu nie będzie.

W piątej grupie już chyba wszystko rozstrzygnięte. W pierwszym meczu Connacht zrewanżował się Gloucester za ubiegłotygodniową porażkę. Wygrał u siebie 27:24 po emocjonującym spotkaniu. Gospodarze prowadzili już 10:0, by na pięć minut przed końcem przegrywać 13:24 (ozdobą meczu było na pewno trzecie przyłożenie dla Gloucesteru: link, od 1:15). Jednak w ciągu tych ostatnich pięciu minut zdobyli dwa przyłożenia z podwyższeniami, które dały im zwycięstwo. To była fantastyczna końcówka, w której Gloucester został zdemolowany, jednak raczej nie da Irlandczykom awansu do ćwierćfinału, bo w drugim meczu czwarte kolejne zwycięstwo odniosła Tuluza, która na wyjeździe pokonała Montpellier 26:18. Tuluza ma już dziesięć punktów przewagi nad Connachtem i Gloucester (mają identyczną liczbę punktów, mimo że Connacht odniosło jedno zwycięstwo więcej) i tylko katastrofa mogłaby odebrać Francuzom pierwsze miejsce w grupie. Z kolei reszta stawki ma niewielkie szanse na awans, bo w porównaniu z wynikami w innych grupach, dorobek punktowy drużyny z drugiego miejsca jest mizerny (tylko 8 punktów w czterech meczach).

European Rugby Challenge Cup

I znów pierwszy mecz pucharowego weekendu był meczem grupy pierwszej z udziałem Jeniseju. Drużyna z Rosji grała tym razem na wyjeździe w Castres. Zgodnie z oczekiwaniami przegrała (10:22), ale jeszcze na dwadzieścia minut przed końcem mieliśmy w meczu wynik remisowy. Z kolei Dragons zrewanżowali się Worcester Warrios za ubiegłotygodniową porażkę – w Newport wygrali 25:16, przy czym o zwycięstwie zadecydowała skuteczność Sama Daviesa z rzutów karnych: w 49. minucie Dragons przegrywali jeszcze 13:16, ale odtąd punktował wyłącznie Davies (w sumie zdobył 20 punktów). Dragons umocnili się dzięki temu na prowadzeniu w grupie, ale Warriors i Castres mają niewielką stratę i wciąż walijska drużyna nie może być pewna awansu.

Kolejne, czwarte już zwycięstwo w rozgrywkach grupy drugiej odniósł Tulon, grający na wyjeździe przeciwko London Irish. Francuzi wygrali 26:20. Znacznie bardziej imponujące zwycięstwo odnieśli walijscy Scarlets nad francuską Bajonną – grając przed własną publicznością wygrali 46:5, honorowe przyłożenie pozwalając zdobyć przeciwnikom dopiero tuż przed końcem meczu. W tabeli na prowadzeniu z kompletem zwycięstw i 18 punktami Tulon, cztery punkty za nim Scarlets i oba zespoły mają dużą szansę awansu do ćwierćfinału. Z kolei na dnie tabeli obaj tegoroczni beniaminkowie swoich lig, London Irish i Bajonna, którzy raczej koncentrują się na walce o to, aby po pierwszym sezonie w najwyższych ligach nie spaść z powrotem na drugi poziom rozgrywek krajowych.

W zawodach trzeciej grupy, w starciu Wasps z Edynburgiem ponownie górą byli Szkoci, jednak tym razem wygrali tylko 9:7. W meczu padło tylko jedno przyłożenie, a jeszcze parę minut przed końcem Wasps prowadzili 7:3. Jednak dwa karne w ostatnich minutach dały zwycięstwo Edynburgowi. W meczu Bordeaux z Agen także bez niespodzianki, pewne zwycięstwo gospodarzy, choć jego rozmiary były znacznie niższe niż przed tygodniem (tym razem, po pięciu przyłożeniach, 33:6). Sytuacja w tabeli grupy jest już jasna. Bordeaux ma punkt przewagi nad Edynburgiem i sprawa pierwszego miejsca jest otwarta, ale prawdopodobnie oba zespoły awansują do ćwierćfinału (są w znacznie lepszej sytuacji niż drugie drużyny z innych grup). Wasps i Agen już bez szans na awans.

W czwartej grupie Brive, które beznadziejnie radzi sobie na wyjeździe, ale w domu dla odmiany świetnie, pewnie pokonało włoskie Zebre 24:10 rewanżując się za trzypunktową porażkę we Włoszech tydzień temu. W drugim meczu Stade Français także chciało zrewanżować się Bristol Bears za wysoką porażkę, jednak bez powodzenia. Co prawda paryżanie prowadzili jeszcze na pięć minut przed końcem spotkania, ale przyłożenie z podwyższeniem bristolczyków w ostatnich chwilach meczu dało im zwycięstwo 18:16. Bristol Bears pozostali dzięki temu jedyną niepokonaną drużyną w grupie, w praktyce pewną już awansu do ćwierćfinału. Reszta stawki blisko siebie i raczej bez szans na awans nawet z drugiego miejsca.

Pierwszy punkt w rozgrywkach zdobyło włoskie Calvisano grające w grupie piątej. Przegrało z Leicester, ale dzięki przyłożeniu zdobytemu w ostatniej akcji meczu (mimo grało od dwudziestu minut w czternastkę) przegrało tylko 13:20. Mecz Pau z Cardiff Blues, który pierwotnie miał odbyć się w piątek, ale z powodu obfitych opadów deszczu w regionie przełożono go na sobotę, zakończył się tym razem zwycięstwem drużyny francuskiej, która po trzech kwadransach prowadziła już 31:7. Co prawda Walijczycy zerwali się do walki, a gospodarze w końcówce obejrzeli trzy żółte kartki, zdołali jednak utrzymać prowadzenie i ostatecznie wygrali 34:26. Skrzydłowy Josh Adams, który poprzednio zaliczył dla Cardiff hat-tricka, tym razem został zastąpiony w tej roli przez drugiego skrzydłowego drużyny, Owena Lane’a. Goście narzekali na brak TMO – obie drużyny miały wątpliwości w odniesieniu do kilku sytuacji na boisku, które najlepiej byłoby rozstrzygnąć w ten sposób. Leicester Tigers z kompletem zwycięstw mają pięć punktów przewagi nad Cardiff Blues. Bez szans na awans jest już Calvisano z jednym punktem na dnie grupowej tabeli.

World Rugby Sevens Series

Najlepsze siódemki świata oglądała na żywo publiczność w południowoafrykańskim Kapsztadzie. Zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn triumfowały reprezentacje Nowej Zelandii.

Wśród mężczyzn już w fazie grupowej zaliczyliśmy kilka niespodzianek. Czwarta przed tygodniem Samoa przegrała wszystkie trzy spotkania i zajęła ostatnie miejsce w grupie. Wraz z nią z ćwierćfinałami pożegnała się Australia, a sensacyjnie awansowały do nich z tej grupy dwie znacznie niżej od rywali notowane ekipy: Kenia i Irlandia. Na uwagę zasługuje też zwycięstwo Szkotów nad czwartymi ostatnio Anglikami – po meczu, który, zdawałoby się, Anglia miała już pod kontrolą. Do ćwierćfinału nie awansowali Amerykanie, ale znaleźli się w grupie z dwoma rywalami z najwyższej półki: Fidżi i Afryką Południową, więc to trudno uznać za niespodziankę. Ostatecznie Fidżi skończyło na czwartym miejscu, pokonane w półfinale przez Nową Zelandię, a w meczu o brąz nieoczekiwanie po dogrywce przez Francję. W finale Nowa Zelandia pokonała po zaciętym meczu z zaledwie dwoma przyłożeniami gospodarzy, Afrykę Południową.

Wśród kobiet rezultaty znacznie bardziej przewidywalne. O małą niespodziankę ponownie w fazie grupowej postarały się Francuzki, które pokonały nieco wyżej notowane Kanadyjki. To spowodowało, że zawodniczki Kanadyjki trafiły w ćwierćfinale na Amerykanki i po zaciętym meczu pokonały je jednym punktem. To pierwszy przypadek, gdy ekipa Stanów Zjednoczonych nie awansowała do półfinału od półtora roku. Kanadyjki z Francuzkami spotkały się w meczu o brąz i tym razem górą były zawodniczki z Ameryki Północnej, które jednak do zwycięstwa potrzebowały dogrywki. W finale Nowozelandkom uległy Australijki.

Drobne

Młodzieżowe Mistrzostwa Europy

W sobotę w Sopocie odbyło się spotkanie Polski z Czechami, decydujące o awansie na przyszłoroczne mistrzostwa Europy U20. Potrzebowaliśmy zwycięstwa i odnieśliśmy je, ale na pewno nie było o nie łatwo. W pierwszej połowie nasza reprezentacja po czterech przyłożeniach (w tym jednym karnym) zdobyła sporą przewagę. Było 24:8. Druga połowa zaczęła się jednak bardzo źle, w ciągu dziesięciu minut dwa przyłożenia zdobyli Czesi i zrobiło się tylko 24:20. Przez ostatnie pół godziny meczu jednak żadnej drużynie udało się zdobyć już punktów, a wynik dawał awans obu ekipom. W grupie zajęliśmy drugie miejsce (punkt za Czechami i punkt przed Szwajcarią) i w marcu zagramy w Portugalii.

Polski Związek Rugby

Drugie wydarzenie w świecie rugby w Polsce miało miejsce poza boiskiem. Odbyło się walne zgromadzenie PZR, na którym udzielono absolutorium ustępującemu zarządowi (miało je otrzymać pięciu jego członków, z czego wynika, że czterech pozostałych nie zostało pozytywnie ocenionych) i wybrano nowy. Na stanowisku prezesa bez zmian, pozostanie nim Dariusz Olszewski, jednak reszta składu zarządu niemal w całości została wymieniona (pozostał jedynie Jacek Zalejarz, inni dotychczasowi członkowie nie ubiegali się o reelekcję). Warto zauważyć wysoką frekwencję na zgromadzeniu.

Kontynentalna Liga Rugby

Wspomniane tu jakiś czas temu planowane rozgrywki klubowe dla krajów spoza Pucharu 6 Narodów coraz bardziej się krystalizują. Mamy już logo i nazwę (w wersji angielskiej chyba nie najszczęśliwiej: Continental Club Rugby League, bo fraza „rugby league” jednak kojarzy się z innym kodem rugby). Pewny jest już pucharowy format i udział siedmiu drużyn (cztery z Rosji, dwie z Rumunii i jedna z Niemiec), ósme miejsce zajmie ekipa z Belgii albo trzecia drużyna z Rumunii. Więcej (po rosyjsku) tu i tu. Rozmowy z Gruzinami o ich przyłączeniu się w kolejnym sezonie trwają, ale wizje poszerzenia ligi na Hiszpanię i Włochy wydają mi się mało realne. Finansować ligę ma rosyjski sponsor, zresztą pojawia się tam coraz więcej pieniędzy w rugby (budżet federacji na rok 2020 wzrasta dwukrotnie w porównaniu z 2019).

Major League Rugby

Pojawiły się nowe informacje dotyczące rozwoju amerykańskiej Major League Rugby. Od dawna już wiadomo, że w 2020 rozgrywki powiększą się do 12 drużyn i amerykańskim zwyczajem zostaną podzielone na konferencje. Teraz pojawiły się konkretne informacje o powiększeniu ligi o dwie kolejne drużyny w 2021 i o dwie następne w 2022. W 2021 skład ligi zasilą ekipy z Dallas oraz Los Angeles. W 2022 zapewne dołączy drużyna Miami, za którą stoi dotychczasowy właściciel francuskiego Tulonu, Mourad Boudjellal. O drugie miejsce konkurują m.in. planowane kluby z Chicago i San Francisco. Od jakiegoś czasu wiadomo też, że w najbliższym sezonie pięć spotkań ligowych odbędzie się w Las Vegas.

Inne

Poznaliśmy wreszcie nazwisko trenera All Blacks. Został nim Ian Foster, który przez ostatnie osiem lat był asystentem dotychczasowego trenera reprezentacji Steve’a Hansena, a wcześniej trenował występującą w Super Rugby drużynę Chiefs.

Konkurent Fostera do stanowiska selekcjonera, Scott Robertson z Crusaders został natomiast wyróżniony na gali dorocznych nagród dla osób związanych z nowozelandzkim rugby. Najlepszym zawodnikiem roku 2019 został uznany Ardie Savea. Najlepszym przyłożeniem – to nagradzane już wcześniej przez World Rugby, TJ Perenary z meczu reprezentacji Nowej Zelandii z Namibią na Pucharze Świata.

Wzruszające momenty przeżyli członkowie japońskiej reprezentacji na Pucharze Świata, którzy po kilku miesiącach od zakończenia imprezy odbyli paradę ulicami Tokio, pozdrawiani przez około 50-tysięczny tłum kibiców.

Zapowiedzi

W pucharach europejskich zaczynamy kilkutygodniową przerwę, podobnie w rozgrywkach World Rugby Sevens Series. Grudzień to tradycyjnie okres rozgrywek najlepszych lig europejskich. Ciekawie jest szczególnie w lidze Pro14, w której w tym okresie zestawiane są pary zgodnie z kluczem regionalnych derby. Najciekawsze będą derby Irlandii i zarazem spotkania na szczycie obu konferencji: Leinster – Ulster i Connacht – Munster. Szkocja będzie żyć meczem między Glasgow i Edynburgiem.

We francuskiej Top 14 już jedenasta kolejka, a w niej starcie gigantów: Tulon – Clermont. Mistrz z 2018, Castres, będzie podejmować liderujący Lyon, a Bordeaux zagra przeciwko La Rochelle. Zmierzą się ze sobą także beniaminkowie.

W Premiership najciekawiej zapowiada się mecz Saracens ze świetnie radzącymi sobie w tym sezonie (obecnie wiceliderzy) Bristol Bears. Interesująco powinno być także w meczu Sale Sharks – Northampton Saints.

A w Moskwie pierwsze mistrzostwa Europy w rugby na śniegu. W rywalizacji kobiet i mężczyzn weźmie udział po osiem drużyn. Ciekawostka: drużyny rozstawiono zgodnie z wynikami z mistrzostw Europy w rugby plażowym 🙂

Dodaj komentarz