Historyczny sukces Argentyny

Obrazkiem, który z tego weekendu zostanie w mojej pamięci nie będzie żadne przyłożenie czy akcja z boiska, ale przeszczęśliwy Mario Ledesma, trener Argentyny udzielający wywiadu jeszcze na murawie tuż po pierwszym w historii zwycięstwie jego drużyny nad Nową Zelandią. Zwycięstwie niespodziewanym i przyćmiewającym niezbyt imponujący start europejskiego Autumn Nations Cup.

Tri Nations

Oj, skoro przyćmiewające, to przyćmiewające – Tri Nations musi w tym tygodniu znowu znaleźć się na pierwszym miejscu. W sobotni poranek po raz trzeci w tym turnieju zagrali All Blacks, a ich rywalem była grająca pierwszy test od czasu ubiegłorocznego Pucharu Świata Argentyna. Co gorsza, to nie tylko pierwszy oficjalny mecz międzynarodowy Pum – duża część zawodników tej ekipy od wiosny praktycznie nie grała. Jeszcze we wrześniu zmagała się z atakiem koronawirusa w zespole, a jedynym ograniem przed tym meczem były dwa nieoficjalne spotkania rozegrane w ramach rozgrzewki w Australii. Na dodatek nigdy dotąd Pumy nie pokonały All Blacks. Nie dziwota, że mało kto stawiał na Argentynę w tym meczu, choć to przecież też drużyna ze światowego topu.

I większość fatalnie się pomyliła. Choć All Blacks na pewno nie odpuścili tego meczu, mieli naprawdę silne zestawienie, to zawiedli. Argentyńczycy pokonali ich intensywną, niesamowicie zaciekłą obroną. W piątej minucie fantastycznie zaczęli – to były co prawda tylko trzy punkty, ale karny Nicolasa Sancheza z dokładnie środka boiska robił wrażenie. Co prawda parę minut później było 3:3, ale to był ostatni remis w tym meczu. W 18. minucie Nicolas Sanchez po piłkarskiej akcji przyłożył piłkę między słupami, a potem dorzucił podwyższenie i dał Argentynie prowadzenie 10:3. W pierwszej połowie Sanchez dorzucił jeszcze dwa karne (w tym jeden ze sporego kąta z 40 m) i Argentyna do przerwy prowadziła 16:3.

W drugiej połowie Argentyńczycy powiększali swój dorobek punktowy tylko po karnych Sancheza (zdobył w tym meczu wszystkie punkty dla Pum), a All Blacks wreszcie dwukrotnie przełamali ich obronę i zdobyli dwa przyłożenia. Ale to nie wystarczyło. Skuteczność z podstawki Sancheza pozwalała Argentyńczykom utrzymać dystans (było 19:3, potem 22:10). W ostatnim kwadransie Nowozelandczycy niemal nie opuszczali połowy Argentyny, ale ta znakomicie broniła. W 74. minucie odzyskała piłkę na swojej połowie, przeniosła kopem grę w okolice linii środkowej, a potem uzyskała rzut karny na linii połowy boiska. I Sanchez odebrał resztki nadziei Nowozelandczykom, po raz kolejny zdobywając punkty po arcytrudnym kopie. Mecz skończył przyłożeniem Caleb Clarke, ale ono już nic nie mogło zmienić. Fantastyczna Argentyna wygrała 25:15. Zadecydowała obrona (m.in. pięciokrotnie odzyskiwali piłkę w przegrupowaniach) i skuteczność Nicolasa Sancheza (spudłował z podstawki tylko raz). A deser bezcenny widok Mario Ledesmy: https://youtu.be/eQSXCQhVxY8.

Przed Nową Zelandią już tylko jeden mecz w turnieju i choć w tabeli prowadzi, nie jest już tak zdecydowanym faworytem Tri Nations i musi liczyć nie tylko na siebie, ale i na korzystne wyniki innych spotkań. A druga porażka z rzędu ściągnęła gromy w ojczyźnie na głowę Iana Fostera, którego nominacja na trenera All Blacks miała przecież wielu przeciwników.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Nowa Zelandia 3 6
2. ↑ Argentyna 1 4
3. ↓ Australia 2 4

A czerwone kartki z ubiegłotygodniowego ostatniego meczu z cyklu Bledisloe Cup oznaczają dla ukaranych nimi zawodników, Lachlana Swintona i Oli Tu’ungafasiego odpowiednio cztery i trzy tygodnie zawieszenia. Przewinienie było w zasadzie identyczne, ale Swinton miał bardziej obciążoną kartotekę. Kilku zawodników z Nowej Zelandii już wróciło do domu (All Blacks pozostał już tylko jeden mecz w Australii), natomiast Australijczycy powołali do składu zawodnika, który parę tygodni temu grał jeszcze w rugby league (poprowadził do triumfu w NRL zespół Melbourne Storm): Suliasi Vunivalu podpisał kontrakt z Reds i jest wielką nadzieją Wallabies.

Autumn Nations Cup

Autumn Nations Cup zaczął się od zamieszania z koronawirusem. Dwa tygodnie temu wykryto ognisko choroby w reprezentacji Fidżi. Tydzień temu wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą i Fidżijczycy zagrają. Tuż przed weekendem w mediach pojawiła się informacja, że wystąpią, tyle że bez swego kapitana, niesamowitego Semi Radradry, który padł ofiarą choroby. Jednak okazało się, że to nie tylko Radradra (we wtorek stwierdzono cztery przypadki, a to oznaczało izolację większej liczby zawodników) i mecz odwołano, bo Fidżi nie było w stanie wystawić konkurencyjnej piętnastki. Szkoda, bo przecież ostatnie spotkanie Fidżi z Francją kibice pamiętają do dziś. Czy wyspiarze zagrają za tydzień z Włochami – nie wiadomo, istnieje ryzyko, że Fidżi w ogóle nie weźmie udziału w turnieju. Decyzje mają zapaść w poniedziałek. Póki co Fidżijczycy nie trenują i cała drużyna w izolacji, każdy w swoim pokoju. A francuscy zawodnicy mogli wrócić na weekend do swoich klubów – szczęście w nieszczęściu dla ich trenera, ograniczonego w czasie dysponowania zawodnikami kompromisem zawartym z klubami przed jesiennym okienkiem międzynarodowym. Jednak mało który trener klubowy zdecydował się na zmiany w składach w ostatniej chwili przed meczami (decyzję o odwołaniu meczu ogłoszono w piątek).

Turniej zainaugurował mecz Walii z Irlandią. Ofiarą kiepskiej passy reprezentacji w ostatnich spotkaniach stał się trener ataku Walii, Byron Hyward, zwolniony tydzień przed meczem (swoją drogą, wieloletni współpracownik głównego trenera reprezentacji, Wayne’a Pivaca). A Alun Wyn Jones, śrubując rekord występów w międzynarodowych meczach (to był mecz nr 150) mniej świętował, a bardziej martwił się, o to, aby w końcu któryś rekordowy mecz zakończyć zwycięstwem. Tym razem się nie udało. Walia była wyraźnie słabsza od Irlandii, mimo że tam mieliśmy parę eksperymentów w składzie. W pierwszej połowie Irlandczycy zdecydowanie dominowali, a Walia rzadko kiedy zbliżała się do pola punktowego gospodarzy. Irlandia prowadziła 16:6, ale mogła wyżej. Walijczycy mieli poważne kłopoty w autach (raz ich własny aut na 5 m omal nie skończył się przyłożeniem Irlandczyków), a czasami także w młynach (tu także potrafili przegrać własny młyn na 5 m). Popełniali błędy skutkujące karnymi, które Irlandczycy bezlitośnie wykorzystywali (stuprocentowa skuteczność z kopów, choć kopało aż trzech graczy, podczas gdy u Walijczyków trzy udane próby z pięciu). Irlandia z kolei nie umiała swojej przewagi zamienić na przyłożenia – Walijczycy kilkakrotnie wybronili się w bardzo trudnych sytuacjach. W ostatniej minucie dopiero drugie przyłożenie dla Irlandii zdobył James Lowe, który zaliczył całkiem niezły debiut w reprezentacji (pochodzi z Nowej Zelandii, ale ostatnie lata spędził w Irlandii). Na łączniku młyna znowu zabrakło Johna Cooney’a, ale zawodzącego ostatnio Connora Murray’a zastąpił Jamison Gibson-Park, który był jednym z najlepszych graczy na boisku. Nieźle pokazał się też kapitan drużyny z Zielonej Wyspy Jonathan Sexton (rozgrywający setny mecz międzynarodowy), który jednak po 30 minutach musiał opuścić boisko z kontuzją uda; jego zmiennika w tym spotkaniu, debiutanta Billy’ego Burnsa (jego brat gra dla Anglii), spotkał podobny los w drugiej połowie. Skończyło się wynikiem 32:9. Szósta z rzędu porażka Walii – ekipy, która wystąpiła w półfinale ubiegłorocznego Pucharu Świata. Żadną pociechą jest dla jej kibiców fakt, że George North zaliczył setny występ w reprezentacji jako najmłodszy zawodnik w historii rugby union (ma 28 lat). W składzie na Gruzję spodziewane są spore zmiany, m.in. szansę w pierwszym składzie ma dostać Louis Rees-Zammit. A samo spotkanie jednak zawiodło, aż 31 karnych…

W dwóch pozostałych spotkaniach faworyci byli dość pewni i obaj wygrali. Znacznie trudniej zwycięstwo przyszło Szkotom, którzy w jedynym spotkaniu grupy B grali z Włochami. Musieli o nie poważnie zawalczyć. Włosi wyszli na prowadzenie już po pięciu minutach meczu i byli na nim przez większość spotkania. Co prawda w 24 minucie dali się wyprzedzić o punkt Szkotom, ale już minutę później odpowiedzieli przyłożeniem. Na kwadrans przed końcem prowadzili 17:14 i wtedy obudzili się Szkoci, którzy w ciągu 10 minut zdobyli 14 punktów, odzierając rywali z nadziei na przełamanie złej passy. Skończyło się wynikiem 28:17. Włosi mieli przewagę w posiadaniu piłki, ale grali nią głównie na swojej połowie. Nie pomogła im nawet lepsza dyscyplina (popełnili mniej przewinień skutkujących karnymi). Wciąż po prostu nie weszli na poziom pozwalający im zwyciężać. Szkoci zaś co prawda odnieśli piąte zwycięstwo z rzędu, jednak jak to często bywa, nie byli nazbyt przekonujący. Wobec kontuzji dwóch podstawowych łączników ataku w poprzednim meczu, po czterech latach nieobecności w kadrze przeprosili się z Duncanem Weirem.

W ostatnim spotkaniu Anglicy bez problemów pokonali Gruzję. Całkowicie ją zdominowali i właściwie nie pozwolili na stworzenie jakiegokolwiek poważniejszego zagrożenia. Już po pierwszej połowie mieli na koncie cztery przyłożenia, z których pierwsze zdobył debiutujący w reprezentacji najlepszy gracz ostatniego sezonu Premiership, Jack Willis, a dwa kolejne Jamie George po nie dających się powstrzymać Gruzinom maulach autowych. Anglicy właściwie zamieszkali pod polem punktowym rywali. Ci solidnie się bronili, ale po prostu nie da się bronić bez błędu non stop przez 40 minut. W drugiej połowie gra nieco się wyrównała, choć nadal Anglia miała przewagę, a Gruzja nie potrafiła stworzyć sobie szans. Anglicy dorzucili dwa przyłożenia (hat-tricka dopełnił Jamie George jako pierwszy młynarz w historii reprezentacji Anglii, znów po maulu autowym) i wygrali 40:0. To był pierwszy mecz Gruzji przeciwko Anglii poza Pucharami Świata. I niestety mecz, do którego ekipa gruzińska nie mogła się przygotować. Nigdy nie byłaby faworytem, ale na pewno różnica w ograniu zawodników z Premiership i Didi 10 jest aż nadto widoczna. Cóż, za tydzień Gruzja gra z Walią, która niewątpliwie jest w dołku. Trudno stawiać na Gruzinów, ale w meczach grupowych to chyba ich jedyna szansa na lepszy rezultat. A czy mecz o siódme miejsce na koniec turnieju w ogóle się odbędzie? Cóż, nie wiadomo. Pół Anglii zastanawia się, dlaczego Eddie Jones, mając tylu świetnych rasowych rwaczy, na pozycji 6 ustawił Maro Itoje.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Anglia 1 5
2, Irlandia 1 4
3. Walia 1 0
4. Gruzja 1 0
Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Szkocja 1 5
2. Włochy 1 0
Francja
Fidżi

Pro14

Poprzedni tydzień zaczął się już tradycyjnie od ostatnich meczów kolejki z poprzedniego weekendu – piątej w tym roku. W obu grały drużyny szkockie i zaprezentowały się ze zmiennym szczęściem. Edynburg podejmował Cardiff Blues i choć niczym specjalnym nie błysnął, wygrał 18:0. Mecz będzie zapamiętany głównie z powodu mgły, która podczas spotkania coraz bardziej gęstniała i w drugiej połowie zupełnie opanowała Murrayfield. To pierwszy przypadek w tym sezonie Pro14, gdy jakaś drużyna pozostała bez dorobku punktowego. Zwycięstwo (drugie w sezonie) pozwoliło Edynburgowi wspiąć się na drugie miejsce w konferencji B (zrównał się punktami z Cardiff Blues i Scarlets, a tylko punkt traci do niego Connacht, który rozegrał o dwa spotkania mniej).

W drugim poniedziałkowym spotkaniu było znacznie ciekawiej. Tu zmierzyły się Ulster z Glasgow Warriors. Początek meczu był wyrównany. Pierwsi przyłożenie zdobyli Szkoci, szybko odpowiedzieli Irlandczycy i po kwadransie było 7:7. Dalsza część spotkania przebiegła jednak już po myśli Ulsteru. Co prawda początkowo Szkoci mieli swoje szanse (dwukrotnie ich szybkie ataki zostały zatrzymane przez belfastczyków tuż przed linią pola punktowego), ale to Ulster już w pierwszej połowie zdobyli cztery przyłożenia, dające im bonus punktowy i prowadzenie 28:10 (świetna zwłaszcza końcówka tej części spotkania). W drugiej połowie Ulster szybko dołożył kolejne dwa przyłożenia pieczętując zwycięstwo i odbierając nadzieję rywalom. Końcowy wynik: 40:15, a Ulster nadal niepokonany – podobnie jak Leinster i Munster. Błyszczał John Cooney (m.in. przyłożenie w samej końcówce pierwszej połowy), który jest liderem ligi w liczbie zdobytych punktów (53). Z kolei liderem ligi pod względem liczby zdobytych przyłożeń został po tym meczu jego kolega z drużyny, wiązacz młyna Marcell Coetzee (4).

W ten weekend tylko dwa mecze (trzy kolejne dzisiaj). W pierwszym Connacht podejmował Scarlets i przegrał 14:20. Walijczycy mieli jednak sporo szczęścia, bo w drugiej połowie gospodarze przeważali i trzykrotnie byli o włos od przyłożenia. Bardzo trudne były warunki, w których toczył się mecz, a Connachtowi zapewne na dobre nie wyszła przymusowa trzytygodniowa przerwa przed tym spotkaniem (w dwa poprzednie weekendy jego spotkania odwoływano z powodu zachorowań u przeciwników).

W niedzielnym spotkaniu, kolejnym irlandzko-walijskim, tym razem górą byli Irlandczycy. Co prawda to Ospreys zdobyli w tym meczu pierwsze przyłożenie, ale kolejne pięć padło już na konto Munsteru, którzy zdecydowanie dominowali. Ospreys przebudzili się w samej końcówce, przycisnęli gospodarzy i zdobyli dwa przyłożenia (w tym karne po serii młynów na 5 m), ale było już za późno aby odmienić wynik meczu, który Munster zasłużenie wygrał 38:22. Trzy przyłożenia dla Munsteru zdobył zastępca CJ Standera, Gavin Coombes. Dorzucił je do dwóch wcześniejszych (także przeciwko irlandzkiej drużynie, Cardiff Blues) i został liderem klasyfikacji najlepiej przykładających ligi.

Nadal niepokonane są trzy drużyny irlandzkie, zdecydowanie dominujące nad resztą stawki: Leinster, Ulster i Munster. Najlepiej spoza irlandzkich drużyn prezentują się walijscy Scarlets, którzy odnieśli trzecie zwycięstwo w szóstym meczu sezonu. Poniżej oczekiwań Szkoci. Bez zwycięstwa tylko Benetton, który nie miał okazji na poprawę dorobku i ma już trzy zaległe spotkania.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Leinster 5 25
2. Ulster 5 23
3. Ospreys 6 9
4. Glasgow Warriors 5 5
5. Dragons 4 5
6. Zebre 5 5
Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Munster 5 22
2. ↑ Scarlets 6 14
3. ↓ Cardiff Blues 5 10
4. ↑ Edynburg 5 10
5. ↓ Connacht 4 10
6. Benetton 3 1

Top 14

Do wieści o odwoływaniu meczów z powodu koronawirusa w Top 14 już się przyzwyczailiśmy – w dziewiątej kolejce padło na spotkanie, które zapowiadało się na jej największy hit, czyli starcie Clermont z Lyonem (drugiej z trzecią drużyną tabeli). Przyczyną były zachorowania w ekipie Lyonu.

Weekend zaczął się od piątkowego spotkania Casters z Bordeaux i emocji w nim nie zabrakło (przynajmniej w drugiej połowie). Długo w tym meczu punkty padały wyłącznie z karnych, a drużyny zmieniały się na prowadzeniu. Do przerwy było 9:9, a w 56 minucie goście z Bordeaux prowadzili 18:15. Gdy chwilę później zdobyli przyłożenie z podwyższeniem, wydawało się, że przejęli kontrolę nad spotkaniem, jednak Castres wykorzystało przewagę po żółtej kartce, odpowiedziało dwoma przyłożeniami (oboma podwyższonymi) i wyszło na prowadzenie 29:25. Było już tylko pięć minut do końca, ale Bordeaux zdołało wyszarpać zwycięstwo: w ostatniej akcji meczu przyłożenie zdobył rezerwowy Afaesetiti Amosa i choć podwyższenia zabrakło (doszło za to do bójki na boisku), Bordeaux wygrało minimalnie 30:29. To był dobry dzień obu kopaczy: Benjamin Udrapilleta zdobył dla Castres 19 punktów, a Matthieu Jalibert dla Bordeaux – 20.

W drugim ciekawie zapowiadającym się meczu Pau grało z Tuluzą. I znowu doznało porażki (16:22), ale podobnie jak tydzień temu – niewysokiej, po wyrównanym meczu z przeciwnikiem najwyższej klasy. Pierwszą połowę miało lepszą i prowadziło po niej 13:6. Na początku drugiej połowy Tuluza zdobyła jednak 13 punktów w ciągu dziesięciu minut (w tym przyłożenie Maxime’a Medarda) i wywalczoną w ten sposób przewagę dowiozła do końca spotkania, choć w międzyczasie gospodarze zmniejszyli stratę do trzech punktów i dość długo zachowywali taki dystans. Warto zwrócić uwagę, że wszystkie punkty dla Pau zdobył Antoine Hastoy.

Wisienką na torcie dziewiątej kolejki miał być mecz Clermont z Lyonem. Do skutku nie doszedł, jednak godnie zastąpił go pojedynek Stade Français z liderami z La Rochelle, którzy mieli na koncie pasmo pięciu zwycięstw ligowych z rzędu, a w ostatniej kolejce odprawili z kwitkiem Clermont. Początek kiepski dla paryżan: już po pięciu minutach żółta kartka i trzy punkty z karnego dla gości znad Atlantyku. Jednak reszta pierwszej połowy była już zdecydowanie pod dyktando gospodarzy: trzy przyłożenia, dwa podwyższenia, karny i drop goal dały im prowadzenie do przerwy 25:6. Na początku drugiej połowy roszelczycy wykorzystali kolejny okres gry w osłabieniu gospodarzy i zmniejszyli straty. To było jednak wszystko. Najlepszy na boisku Sekou Macalou zdobył swoje drugie przyłożenie w tym meczu dla Stade Français i ostatecznie ta drużyna wygrała 35:13, zdobywając cenny punkt bonusowy. Cieniem na występie gospodarzy kładą się tylko żółte kartki. A Francuzi zastanawiają się, skąd taka odmiana La Rochelle – być może to efekt ciężkiego starcia sprzed tygodnia, podczas gdy paryżanie mieli wymuszony odpoczynek.

Poza tym Agen poniosło dziewiąta porażkę w sezonie, tym razem 9:38 z Tulonem (zwycięstwo tulończyków zasłużone, choć rozmiar może nieco zbyt wysoki; do gry w Tulonie wrócił po amerykańskich wojażach weteran Ma’a Nonu), Bajonna pokonała Montpellier 29:20 (mimo przebudzenia rywali w końcówce, w której Baskowie zobaczyli dwie żółte kartki), a Brive przegrało z Racingiem 92 19:23 (choć miało świetną pierwszą połowę i jeszcze do 80. minuty prowadziło – po długim naporze Racing zdołał zdobyć przyłożenie, które dało mu zwycięstwo).

W tabeli nadal na czele La Rochelle (mimo że ma jeden mecz mniej od wicelidera, Tuluzy), ale za plecami spora stawka drużyn które mają dwa mecze zaległe (Clermont, Tulon, Racing 92). Powoli idzie w górę tabeli najlepsza drużyna poprzedniego sezonu, Bordeaux, spada natomiast rewelacja początku sezonu, Pau. Ostatnie Agen, nadal bez zwycięstwa, traci do najbliższego rywala już osiem punktów, choć jako jedna z zaledwie trzech drużyn w tabeli rozegrała komplet spotkań.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. La Rochelle 8 26
2. ↑↑ Tuluza 9 24
3. ↓ Clermont 7 23
4. ↑↑ Tulon 7 23
5. Racing 92 7 22
6. ↓↓↓ Lyon 7 20
7. ↑ Bordeaux Bègles 7 19
8. ↑ Stade Français 7 19
9. ↑↑ Bajonna 8 16
10. ↓↓↓ Pau 9 15
11. ↓ Montpellier 6 12
12. Castres 7 11
13. Brive 8 10
14. Agen 9 2

Drobne

Puchar Sześciu Narodów

Przyznanie nagrody najlepszej zawodniczki tegorocznego turnieju Emily Scarratt o tydzień wyprzedziło ogłoszenie zakończenia zawodów mimo nierozegrania wszystkich meczów. Problem w tym, że większość składów stanowią amatorki, a w tym zakresie ograniczenia sportu nie pozwalają na swobodne podróżowanie i rozgrywanie meczów. Co prawda Angielki byłyby zwyciężczyniami niezależnie od tego, czy pozostałe spotkania byłyby rozegrane, ale trochę szkoda, że nie zobaczymy meczu, którego stawką byłoby drugie miejsce: Francja – Irlandia (Francuzki były na drugim miejscu w tabeli, ale miały identyczną liczbę punktów jak trzecie Irlandki).

Swoją drogą, Irlandki, Włoszki i Szkotki oraz zwyciężczynie żeńskiego REIC miały brać udział w grudniu w turnieju kwalifikacyjnym do Pucharu Świata, który będzie w przyszłym roku rozegrany w Nowej Zelandii. Turniej jednak postanowiono przełożyć, nowa data nie jest znana.

Południowa Afryka

W Super Rugby Unlocked sporo niespodziewanych emocji w meczu Griquas (dotąd komplet porażek, najsłabsza drużyna w stawce) z Sharks (potęgą aspirującą do zwycięstwa w turnieju). Do przerwy gospodarze nieoczekiwanie prowadzili 9:7 po trzech karnych. Początek drugiej połowy mieli znakomity – choć do Sharks zaczęli od skutecznego karnego, to Griquas po dwóch fantastycznych przyłożeniach zdobytych w ciągu kilku minut prowadzili już 23:10, a po wymianie kolejnych przyłożeń (znowu piękne w wykonaniu gospodarzy) 30:17. Jednak nie zdołali go utrzymać i Sharks odpowiedzieli dwoma przyłożeniami i wyszli na jednopunktowe prowadzenie. Dosłownie na kilka sekund przed wybiciem 80. minuty Griquas wyszli na prowadzenie po karnym i wydawało się, że odniosą zwycięstwo. Sharks jednak odzyskali piłkę po wznowieniu i odpowiedzieli swoim karnym. Ostatecznie wygrali 34:33. Żal Griquas, byli tak blisko sensacji.

W drugim meczu natomiast można było spodziewać się wyrównanej walki między dwoma kandydatami do końcowego zwycięstwa: Stormers i Cheetahs. Tymczasem Stormers zdecydowanie wygrali 30:13, pozbawiając w ten sposób Cheetahs szans na zwycięstwo w Super Rugby Unlocked. Sporo efektownych akcji, ale największymi ozdobami meczu były drop goal Damiana Willemse z ponad 40 m i jedyne przyłożenie dla Cheetahs po indywidualnej akcji Rosko Specmana.

Z powodu kilku przypadków zachorowań na COVID-19 w drużynie Pumas nie odbyło się jej spotkanie przeciwko Lions. Zakładając, że zostanie zweryfikowane jako remis, już tylko trzy drużyny zachowały realne szanse na końcowy triumf: Bulls oraz mający po dwa punkty straty do nich Stormers i Sharks. W ostatniej kolejce obie te drużyny zagrają przeciwko sobie, ale trudno oczekiwać, aby Bulls stracili punkty w meczu przeciwko Pumas.

Nowa Zelandia

Zakończyła się faza grupowa Mitre 10 Cup. Tegoroczne rozgrywki były niesamowicie wyrównane. Wszystkie drużyny wyższej ligi, Premiership, zmieściły się na przestrzeni dziewięciu punktów, a przed ostatnią kolejką kilka drużyn miało zarówno szansę awansować do półfinału, jak i wisiało przed nimi spadku do Championship. I ostatnia kolejka nie zawiodła – zwłaszcza niedzielne spotkania dostarczyły mnóstwa emocji. Bay of Plenty wygrywając 37:33 z North Harbour uchroniło się przed spadkiem i awansowało na trzecie miejsce, zaś rywale zostali zdegradowani – gdyby wynik był odwrotny, również i sytuacja w tabeli by się odwróciła. Przed spadkiem dzięki zwycięstwu zaledwie jednym punktem uratowała się też niezwykle utytułowana ekipa Canterbury (w 14-letniej historii turnieju triumfowała aż dziewięciokrotnie). Wygrała 34:33 z Auckland, która już wcześniej zapewniła sobie pierwsze miejsce i jako jedyna była spokojna przed tą ostatnią kolejką. A bezcenne zwycięstwo dał jej karny z ponad 50 m w ostatnich minutach meczu, wykonany przez 19-latka: https://youtu.be/ZKuPqrXylug?t=257.

Do półfinału Premiership awansowały ekipy Auckland, Tasman, Bay of Plenty i Waikato. Zabrakło finalisty z ubiegłego sezonu, Wellingtonu, i wspomnianego Canterbury. Dla tej ostatniej drużyny to dopiero drugi taki przypadek w historii – dotąd tylko raz zabrakło jej w ćwierćfinałach, w pierwszej edycji imprezy po jej przekształceniu z mistrzostw prowincjonalnych, w 2006.

North Harbour ma zostać zastąpione w Premiership przez zwycięzcę Championship, Hawke’s Bay. Jak jednak rozgrywki będą wyglądać w przyszłym roku, nie wiadomo. W prasie pojawiają się informacje o możliwości zmiany całego formatu i rezygnacji z dwóch lig – w pierwszej fazie rozgrywek drużyny miałyby być podzielone na dwie grupy, północ i południe.

Ogłoszono zasady i terminarz turnieju Super Rugby Aotearoa na przyszły rok. Dwie zasadnicze zmiany w porównaniu z turniejem tegorocznym. Przede wszystkim Nowozelandczycy pozazdrościli Australijczykom finału (i słusznie) i postanowili mieć taki także u siebie. Dwie najlepsze drużyny po fazie ligowej zagrają w spotkaniu, które zadecyduje o tytule. Ponadto uzyskali sponsora tytularnego (telewizję Sky). Start 26 lutego, a finał 8 maja.

Australia

Jeden z wielkich kłopotów australijskiego rugby na najlepszej drodze do zamknięcia. Po bardzo długim procesie ogłoszono uzgodnienie głównych warunków nowego kontraktu telewizyjnego. Po bodajże ćwierć wieku koniec współpracy z telewizją Fox, do gry weszło Nine Entertainment, właściciel sieci telewizyjnej Nine Network. Umowa ma być zawarta na trzy lata i warta 100 mln dolarów australijskich. Do tego opcja przedłużenia na kolejne dwa lata. Niestety, większość spotkań (a w grę wchodzi tu m.in. Super Rugby i The Rugby Championship) ma być na płatnej platformie Stan – w naziemnej, darmowej telewizji pojawią się jednak po jednym meczu kolejki Super Rugby AU, finał tych rozgrywek oraz wybrane (ale bliżej nieokreślone) mecze międzynarodowe. Opłatą objęte będą też mecze stanowych rozgrywek Shute Shield i Hospital Challenge Cup. W planach zorganizowanie od 2022 odpowiednika State of Origin (prestiżowych meczów między Queenslandem i Nową Południową Walią w rugby league) – State of Union.

Jak te pieniądze wyglądają w praktyce? Wiadomo, że nie cała kwota 100 mln dolarów jest płatna w gotówce, część będzie stanowił barter. Jak dużą, tego nie wiemy. Poprzednia umowa ze stacją Fox dawała RA 57 mln dolarów rocznie. Ta umowa w najlepszym przypadku będzie dawać 33 mln dolarów rocznie, ale nie wiemy, ile z tego będzie stanowić gotówka. Ostatnia oferta Foxa wynosiła podobno 28 mln dolarów rocznie. Pieniędzy będzie zatem w Australii mniej niż dotąd, ale też nikt nie spodziewał się innego rozwiązania. Postawienie na nowego nadawcę ma na pewno jedną zaletę: w Foxie Super Rugby było zawsze płatne, tutaj spory kawałek tych rozgrywek trafi do bezpłatnej, naziemnej telewizji. Nie znamy jednak szczegółów umowy i nie wiemy, czy te transmisje bezpłatne będą odbywać się na żywo i w najlepszym czasie ekranowym. Ale obecność rugby w naziemnej telewizji oznacza szansę na wzrost zainteresowania rugby union w kraju, w którym ostatnio przegrywało z konkurencyjnymi kodami futbolowymi.

Jednocześnie z Super Rugby Aotearoa ogłoszono także plan rozgrywek Super Rugby AU. Tu nie będzie zmian w formacie (a więc faza play-off złożona z półfinału dla drugiej i trzeciej drużyny oraz finału dla lidera tabeli i zwycięzcy finału), start tydzień wcześniej (19 lutego), a finał także 8 maja.

Super Rugby Trans-Tasman

A na deser krajowych rozgrywek w Australii i Nowej Zelandii odbędą się w 2021 zawody między drużynami z obu tych krajów: Super Rugby Trans-Tasman. To będzie kolejne sześć tygodni gry na najwyższym poziomie, począwszy już od 15 maja – każda franszyza z Australii ma zagrać kolejno z wszystkimi franszyzami z Nowej Zelandii (i odwrotnie), a na zakończenie dwie najlepsze drużyny tabeli mają zagrać w finale. W fazie zasadniczej każda drużyna zagra dwa mecze w domu, dwa mecze na wyjeździe, a środkowa, trzecia kolejka, zostanie rozegrana w szczególnej formule, w jednym miejscu. Finał 19 czerwca.

Kwalifikacje do Pucharu Świata kobiet

Choć europejskie kwalifikacje są przesunięte, a czasu na rozegranie barażu międzykontynentalnego coraz mniej, już w tym tygodniu losowanie grup największej imprezy w światowym rugby, a jej start zaplanowany na wrzesień. W ten weekend ostatnie rozstrzygnięcie w strefie Oceanii: w nowozelandzkim Auckland zmierzyły się ze sobą Samoa i Tonga. Górą były Samoanki, które zdecydowanie wygrały 40:0, dzięki czemu awansowały do wspomnianego turnieju barażowego. Tongijki zobaczyły w drugiej połowie dwie żółte i jedną czerwoną kartkę.

Dotąd kwalifikację zdobyły:

  • z Europy – Anglia, Francja i Walia (wszystkie automatycznie zakwalifikowane dzięki miejscom zajętym w poprzedniej edycji turnieju),
  • z Ameryki – Kanada i Stany Zjednoczone (kwalifikacja automatyczna),
  • z Oceanii – Nowa Zelandia (gospodarz), Australia (kwalifikacja automatyczna) i Fidżi (zwycięzca kwalifikacji kontynentalnych),
  • z Afryki – Południowa Afryka (zwycięzca kwalifikacji kontynentalnych).

Do obsadzenia są jeszcze trzy miejsca przeznaczone dla zwycięzców kwalifikacji europejskich i azjatyckich oraz barażu międzykontynentalnego.

Mecze towarzyskie

Poza wszystkimi opisanymi wyżej turniejami jeden test mecz, także kobiecy. Grały ze sobą Angielki i Francuzki (w Grenoble, za tydzień rewanż). Wygrała Anglia 33:10.

Toczy się postępowanie dyscyplinarne wobec zawodników Barbarians, których zachowanie spowodowało odwołanie meczu tej drużyny z Anglią. Okazuje się jednak, że gracze, przeciwko którym postępowanie jest prowadzone przedstawili nowe okoliczności sprawy: podobno przedstawiciele RFU pozwolili im na spacer do Hyde Parku i wizytę w kawiarni. Ta jednak była mocno zatłoczona i dlatego zawodnicy znaleźli się w znacznie bardziej pustym pubie. To może znacznie złagodzić kary dla nieszczęsnej trzynastki.

Heineken Champions Cup / European Rugby Challenge Cup

European Professional Club Rugby ogłosiło szczegółowy terminarz fazy zasadniczej pucharów europejskich w nowym sezonie. Dla uczestników Challenge Cup to była okazja, gdy poznali swoich rywali (nie wszyscy byli znani na podstawie rozstawienia). Sezon zacznie się w piątek 11 grudnia hitem w Champions Cup – spotkaniem Ulsteru z Tuluzą. Także w Challenge Cup na początek spotkanie ze smaczkiem: mecz Leicester Tigers – Brive, czyli powtórka z pamiętnego dla nas finału Champions Cup sprzed 23 lat.

Premiership

W wieku 83 lat zmarł prezes Worcester Warriors, Cecil Duckworth. To on wyprowadził ten klub z ligowych nizin do Premiership.

Po 23 latach spędzonych w Leicester Tigers odchodzi z niego legenda tego klubu, Geordan Murphy. Niegdyś zawodnik, przez cztery lata kapitan, ośmiokrotny mistrz Anglii, później trener, a ostatnio dyrektor.

Polacy za granicą

Tym razem żadnego Polaka za granicą. W Pro D2 co prawda Provence grało zaległy mecz szóstej z kolejki z Montauban (przegrało na wyjeździe 15:30), ale Andrzej Charlat nie pojawił się w składzie (drugi raz w tym sezonie).

Rugby league

Drugi mecz State of Origin, tym razem w Sydney, i wyrównanie stanu serii na 1:1. Nowa Południowa Walia wzięła rewanż za porażkę z Adelajdy i wygrała z Queenslandem 34:10. Decydujące spotkanie w środę w Brisbane.

O innych ligach: Ukraina

Powoli wkraczam z cyklem „O innych ligach” w takie zakątki świata, które z punktu widzenia jego centrum są wyjątkowo egzotyczne – w żadnej z historii rugby, które mam na półce, nazwa „Ukraina” nawet się nie pojawia. Mimo to rugby istnieje tam już od dość dawna. Gdy zaczęło rozwijać się w Związku Radzieckim w latach 60. XX w., objęło to także Ukrainę. Co prawda nie była ona dominującym ośrodkiem tego sportu, ale kluby z Kijowa osiągały pewne sukcesy w strukturach rugbowych ZSRR. Reprezentacja Ukrainy swój pierwszy mecz rozegrała w 1991, po uzyskaniu przez kraj niepodległości. Przeciwnikiem była inna dawna republika radziecka – Gruzja. W 1993 nasi sąsiedzi przystąpili do rozgrywek organizowanych przez FIRA: czterech domowych meczów nie rozegrali, w czterech wyjazdowych odnieśli komplet zwycięstw. Zdarzało się im nawet grać o poziom wyżej niż Polska, a dwukrotnie (w 2004 i 2010) awansowali na najwyższy poziom tych rozgrywek europejskich. W obu przypadkach jednak nie utrzymywali się na nim (za pierwszym razem komplet 10 porażek, za drugim 9 porażek i 1 zwycięstwo, 35:33 nad Portugalią).

Pierwsze klubowe mistrzostwo Ukrainy przyznano już w 1965, a więc wcześniej niż pierwsze powojenne mistrzostwo Związku Radzieckiego. Wszystkie tytuły mistrzowskie za czasów komunizmu (a więc do 1991) zdobyły drużyny z Kijowa, pierwszy trafił do Dynama, drugi do klubu związanego z siłami lotniczymi – Awiatora, i ten ostatni niemal całkowicie zdominował ten okres historii ukraińskiego rugby klubowego. Na początku kilkakrotnie oddał tytuły mistrzowskie Dynamu, a pomiędzy 1972 a 1991 tylko pięciokrotnie musiał uznać wyższość innych klubów (czterokrotnie, w tym w 1991 – Politechnika). W całej historii mistrzostw komunistycznej Ukrainy Awiatora zabrakło na podium tylko trzykrotnie. Kluby spoza Kijowa sięgały w tym czasie co najwyżej po wicemistrzostwa – najczęściej Sokił z Lwowa, a w latach 80. dwukrotnie Olimp z Charkowa.

Największym sukcesem Awiatora było mistrzostwo Związku Radzieckiego, po które sięgnął w 1978. Poza tym trzykrotnie był wicemistrzem (1974, 1975, 1981) i pięciokrotnie brązowym medalistą (1976, 1982, 1984, 1987 i 1990). Żadna inna drużyna z Ukrainy nie zdołała wspiąć się na podium tych rozgrywek. Oprócz tego Awiator trzykrotnie wystąpił w finale Pucharu ZSRR i we wszystkich przypadkach zwyciężył (1979, 1982, 1984). W pierwszym z tych finałów zagrał przeciwko innej drużynie z Kijowa, Politechnikowi, dla którego było to jedyne takie osiągnięcie.

Oczywiście, udział w rozgrywkach radzieckich przerwany został wraz z rozpadem ZSRR. Mistrzostwa krajowe stanowiły od 1992 najwyższy poziom rozgrywek. I tu Awiator musiał oddać palmę pierwszeństwa. W pierwszym sezonie zdobył wicemistrzostwo, w trzech kolejnych trzecie miejsca, natomiast ligę zdominował lokalny rywal, Politechnik. Zdobył pierwsze sześć tytułów mistrzowskich niepodległej Ukrainy z rzędu, a potem zastąpił go w tej dominacji utworzony w końcu lat 80. klub Agro (podobnie jak Awiator powiązany z lotnictwem, tyle że cywilnym). Ten zdobywał tytuły przez kolejnych osiem sezonów z rzędu, do 2004. Po zakończeniu tego sezonu postanowiono zreformować rozgrywki i stworzono dla najlepszych klubów kraju istniejącą do dziś Superligę. Tę całkowicie zdominował klub spoza Kijowa – Olimp Charków, który w ciągu szesnastu sezonów istnienia ligi sięgnął po 15 tytułów mistrzowskich. Tylko raz, w 2007, uległ klubowi Kredo-63 z Odessy, który od tego czasu regularnie zdobywał tytuły wicemistrzowskie (wyjątkiem są lata 2017–2018, kiedy zdobyła je Podilia Chmielnicki, w kolejnych dwóch sezonach trzecia). Podobnie zresztą było w tym roku: kilka tygodni temu Olimp pokonał Kredo w finale rozgrywek sezonu 2020. Kluby z Kijowa w okresie istnienia Superligi rzadko odnosiły sukcesy: w pierwszych latach kilkakrotnie na podium znalazły się Awiator i Agro, a ostatni raz, w 2017, brąz wywalczył Antares.

W sumie Awiator ma na koncie 17 tytułów mistrzowskich (wszystkie z czasów ZSRR), Olimp 15 (wszystkie z czasów niepodległej Ukrainy), a jedynym klubem, który był mistrzem Ukrainy w obu epokach jest Politechnik (10 tytułów, z czego 6 od 1992).

Rozgrywki ligowe męskich piętnastek na Ukrainie od 2005 toczą się na dwóch poziomach: Superliga i wyższa liga. Superliga w ostatnich latach liczy sześć zespołów, choć trudno tu znaleźć regułę i wahania w ilości klubów są spore – np. w 2017 było ich w Superlidze dziesięć, a rok później tylko cztery. Nie ma też regularnego formatu. W 2016 mieliśmy fazę grupową (dwie grupy po trzy zespoły) i niewielki play-off (grały ze sobą drużyny z tych samych miejsc w grupach – w finale ich zwycięzcy). W 2017 mieliśmy fazę grupową (dwie grupy po pięć zespołów) i play-off od ćwierćfinałów (z udziałem sześciu drużyn). W 2018 i 2019 mieliśmy format ligowy, bez play-off. W 2020 mieliśmy format ligowy, a następnie kadłubowy play-off – w finale grały dwie najlepsze drużyny z tabeli, o brąz trzecia i czwarta, a o piąte miejsce – piąta i szósta. Obecnie na tym poziomie mamy drużyny z Charkowa (Olimp), Odessy (dwie: Kredo-63 i Politechnik), Lwowa (Sokił), Chmielnickiego (Podilia) i tylko jedną z Kijowa (Antares).

Na drugim poziomie, w wyższej lidze, też sporo zmian w ostatnich latach. W 2016 wystąpiło w niej 13 drużyn (do fazy zasadniczej awansowało sześć). W 2017 wyższa liga nie grała. W 2018 grało w niej siedem ekip (w pierwszym etapie podzielone na trzy grupy, w drugim na dwie). W 2019 i 2020 mieliśmy prosty format ligowy – w 2019 pięć zespołów, a w 2020 sześć. W ostatnim sezonie najlepsze były rezerwy Kredo-63 i Politechnik Kijów. Grało na tym poziomie już więcej drużyn ze stolicy: Politechnik, Rebels, Kijew-Darnica, a ponadto ekipy z Charkowa (Tech-A-S), Odessy (rezerwy Kredo) i Krzywego Rogu (Krywyj Rih).

Oczywiście, problemy targające Ukrainą w ostatnich latach, miały wpływ także na rozgrywki rugby. Kluby z Krymu (na drugim poziomie grały wcześniej ekipy KIPU Symferopol i Morie Teodozja) odpadły z rozgrywek po aneksji Krymu przez Rosję. Tworzą teraz oddzielną federację, a reprezentacja Krymu uczestniczy w rosyjskich zawodach siódemkowych (Puchar Rosji) i plażowych. Przed konfliktem ukraińsko-rosyjskim w strukturach ligowych Ukrainy występowała też drużyna z Naddniestrza – Dynamo-Centr z Tyraspola.

Zapowiedzi

Przed nami druga kolejka fazy grupowe Autumn Nations Cup. Dwa mecze na pewno przyciągną mnóstwo uwagi: Anglia – Irlandia oraz Szkocja – Francja. Poza tym Włochy – Fidżi (czy się odbędzie?) oraz Walia – Gruzja (większej szansy na przełamanie ekipa Wayne’a Pivaca długo nie dostanie). W Tri Nations tym razem mecz Australii z Argentyną. Dojdzie też do dwumeczu Portugalii z Brazylią (choć miał zostać odwołany) – pierwsze spotkanie w najbliższy weekend.

Dzisiaj trzy ostatnie spotkania szóstej kolejki Pro14. A wśród nich Leinster – Edynburg. W kolejny weekend siódma kolejka i m.in. mecze Leinster – Cardiff Blues, Ulster – Scarlets i Glasgow Warriors – Munster. Miała odpoczywać liga francuska, ale na pierwszy wolny weekend w sezonie zaplanowano kilka zaległych spotkań: Stade Français – Bordeaux-Bègles z pierwszej kolejki, Montpellier – Castres i La Rochelle – Racing 92 z trzeciej, Bajonna – Tulon z siódmej. Najciekawiej zapowiada się na pewno mecz w La Rochelle, ale też warto będzie patrzeć na spotkanie w Paryżu.

W rugby ligowym przed nami także pierwsza kolejka angielskiej Premiership. Jako pierwsi na boisko wybiegną w piątek o 20:45 gracze Harlequins i Exeter Chiefs. Ciekawie zapowiada się też starcie Wasps z Bristol Bears i pierwszy występ po rocznym zesłaniu w Championship drużyny Newcastle Falcons (zagrają na wyjeździe przeciwko Bath).

W Południowej Afryce ostatnia kolejka Super Rugby Unlocked. W Nowej Zelandii półfinały Mitre 10 Cup.

A jeszcze przed większością tych emocji, w piątek, losowanie grup kobiecego Pucharu Świata 2021. Sama impreza rozpocznie się 18 września przyszłego roku. W pierwszym koszyku mamy rozstawione Nowozelandki, Angielki i Kanadyjki.

Dodaj komentarz