Początek wiosny w Ekstralidze

Na świecie Francja straciła szansę na pierwszy od szesnastu lat Wielki Szlem po nieoczekiwanej porażce ze Szkocją, a w siódemkowym cyklu WRSS świetnie zaprezentowali się gospodarze turnieju, Kanadyjczycy, którzy pokonali m.in. Fidżi i Afrykę Południową. Natomiast w kraju ruszyła Ekstraliga. Moc udowodniło Ogniwo, które wzmocnione w przerwie zimowej zamierza walczyć o tytuł. Dwa pozostałe mecze były znacznie bardziej wyrównane: Edach Budowlani Lublin niespodziewanie wygrali z Orkanem Sochaczew, a w najciekawszym meczu, o Trofeum Królów, Skra Warszawa pokonała Juvenię Kraków.

Ekstraliga

Przede wszystkim bardzo może podobać się to, co dzieje się wokół boisk Ekstraligi. Kluby ze sobą współpracują (przynajmniej tak to wygląda z zewnątrz), pojawił się kanał w serwisie Youtube (nie tylko transmisje, ale spoty promocyjne, wywiady, komentarze, konferencje prasowe), sympatyczne logo. A przecież są jeszcze zainaugurowane już jesienią transmisje meczów w telewizji Polsat Sport Fight. Wygląda to ładnie, kluby traktują ligę jako produkt i chcą go jak najlepiej sprzedać, i coraz lepiej im to wychodzi. Myślę, że idąc w tym kierunku być może uda się powoli zwiększyć pieniądze obecne w lidze. A jeśli dobrze zrozumiałem Roberta Małolepszego, w jesiennej rundzie ma być jeszcze lepiej (mecze mają pojawić się w portalu polsatsport.pl). Szkoda tylko, że w tej pierwszej kolejce mecze jednak na siebie zachodziły – zapowiadano, że inne spotkania nie będą kolidować z meczami „telewizyjnymi”, ale w tej pierwszej kolejce to zdecydowanie się nie udało. Mam nadzieję, że to tylko drobna wpadka na początek.

Wiele klubów w przerwie zimowej się wzmocniło. O Ogniwie już tu wspominałem. W Łodzi zobaczymy graczy z Afryki Południowej, którzy wracają po półrocznej przerwie (czyżby Paul Walters po kontuzji?). Skra, która już miała zaciąg zagraniczny, a w nim dwóch niezwykle skutecznych Tongijczyków, ściągnęła kolejnego ich rodaka. Orkan do pierwszej linii młyna pozyskał graczy z Argentyny i Afryki Południowej. Juvenię zasiliło dwóch graczy z Afryki Południowej, a trzeci jest spodziewany (w miejsce czterech z rundy jesiennej). W Gdańsku ma być dwóch nowych graczy z Kamerunu. Ciekawe prognozy, zwłaszcza walki o medale, można przeczytać w artykule opublikowanym na stronie Polsatu Sport: https://www.polsatsport.pl/wiadomosc/2020-03-05/ekstraliga-rugby-kto-mistrzem-polski-eksperci-zabrali-glos/.

W pierwszym, telewizyjnym spotkaniu, ostatnia drużyna tabeli, Arka Gdynia, która dotąd poniosła same porażki, podejmowała obrońców tytułu mistrzowskiego, Ogniwo Sopot. Tu nie mogło być niespodzianki i nie było. Sopocianie pozwolili rywalom na zdobycie tylko jednego przyłożenia, a za to sami zaaplikowali ich im aż osiem. Po trzy zdobyli rwacz Władysław Grabowski i skrzydłowy Oleksandr Czasowski, a Wojciech Piotrowicz wykorzystał komplet podwyższeń bijąc kolegów o jeden punkt. Końcowy wynik: 5:56.

Mała niespodzianka za to w Lublinie. Co prawda już jesienią Orkan miał kłopoty z Budowlanymi, ale po rundzie jesiennej to Budowlani byli jedną z dwóch najsłabszych drużyn w lidze. Zimą nastąpiły jednak tam zmiany i ich efekt zobaczyliśmy na boisku. Pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem gości, a jedyne punkty zdobył Michał Kępa z karnego (dwa wcześniejsze kopy były chybione). W drugiej połowie Kępa podniósł prowadzenie Orkana do 6:0, ale na tym skończyły się zdobycze sochaczewian. Wkrótce potem lublinianie zdobyli przyłożenie i tracili już jeden punkt. I choć Orkan miał swoje szanse, to gospodarze przeważali w tej części meczu (wrażenie robiły zwłaszcza maule, którymi potrafili zdobywać po kilkadziesiąt metrów) i w ostatniej akcji zdobyli drugie przyłożenie, które dało im zwycięstwo 10:6. Sporo wykluczeń, na końcu meczu na boisku brakowało aż trzech rugbystów.

Mecz Juvenii Kraków ze Skrą Warszawa zapowiadał się najciekawiej w tej kolejce. Obie drużyny sąsiadowały ze sobą w tabeli i rywalizują między sobą o miejsce w czwórce walczącej o medale. Mecz nie był efektowny, ale zobaczyliśmy mnóstwo walki i twardej obrony obu drużyn. Do przerwy Juvenia prowadziła 6:5 – na dwa karne Artura Bryla Skra odpowiedziała przyłożeniem po efektownej, szybkiej akcji Violetiego Kolo i Martina Mangongo. W drugiej połowie Skra zdobyła trzy punkty z karnego i było 6:8. O zwycięstwie warszawiaków zadecydowała solowa akcja Kolo pod koniec meczu zakończona przyłożeniem i okupiona kontuzją barku. Było 6:15. Co prawda Artur Bryl zdobył jeszcze trzy punkty z karnego i zmniejszył stratę do sześciu punktów, ale na więcej Juvenii nie było już stać. Przegrała 9:15 i to Skra zabrała ze sobą do Warszawy świeżo obmyślone przez oba kluby Trofeum Królów, które odtąd ma być stawką w meczach Skry i Juvenii (bardzo miły akcent). Na otarcie łez krakowianom pozostał punkt bonusowy. Wygrała drużyna lepsza, ale warto zwrócić uwagę, że z wyjściowej piętnastki Juvenii aż trzynastu graczy miało 23 lata lub mniej, a jedenastu – najwyżej 21 lat. Zawiódł nieco nowy łącznik ataku krakusów, Brendon Venter, który kilkakrotnie posyłał kopy z karnych w ręce graczy Skry zamiast w aut. Swoją drogą, dziewięć punktów Juvenii to najmniejsza jej zdobycz punktowa w tym sezonie.

Czwarte spotkanie dziesiątej kolejki, Lechii Gdańsk z Master Pharm Rugby Łódź, przełożono z powodu prac na stadionie Lechii. Odbędzie się za dwa tygodnie.

W tabeli żadna drużyna nie zmieniła swojej pozycji. Ogniwo przybliżyło się do łodzian na trzy punkty, ale ci ostatni przecież nie grali. Skra po zwycięstwie nad Juvenią zmniejszyła stratę do swoich rywali do dwóch punktów. Budowlani Lublin odskoczyli ostatniej Arce już na osiem punktów, ale do siódmego Orkana nadal sporo tracą. Ten ostatni nie stracił jeszcze szans na walkę o medal, ale na pewno jest mocno zmniejszył.

Puchar Sześciu Narodów

W sobotnim spotkaniu Anglia podejmowała na Twickenham Walię. Anglicy wciąż myśleli o zwycięstwie w turnieju, a Walijczycy chcieli zatrzeć kiepskie wrażenie z dwóch ostatnich pojedynków. Mecz lepiej zaczęli Anglicy. Piękne przyłożenie Anthony’ego Watsona dało im szybkie prowadzenie, pół godziny później z drugiej strony boiska przykładał Eliot Daly. Walijczycy odpowiedzieli w tej części spotkania tylko trzema karnymi Dana Biggara (którego występ stał pod znakiem zapytania), choć mieli swoją szansę na punkty z przyłożenia. Wynik do przerwy: 20:9. Pierwsza akcja drugiej połowy i przyłożenie dla Walii: piękną, drużynową akcję sfinalizował Justin Tipuric, a strata zmalała do czterech punktów. Później jednak to Anglicy punktowali – najpierw dwa karne, potem przyłożenie z podwyższeniem i było już 33:16. Na dziesięć minut przed końcem Walijczycy wreszcie zadomowili się pod polem punktowym Anglików. Ci stracili dwóch zawodników (swoją drogą, obu z Leicester Tigers), najpierw Ellisa Genge’a z żółtą kartką, a potem Manu Tuilagiego z czerwoną. Przewagę dwóch zawodników Walijczycy zdyskontowali dopiero w 78 minucie przyłożeniem Biggara (podwyższonym kopem z dropa). Kolejne przyłożenie (znów Tipuric) zdobyli już po upływie 80 minut. Biggar podwyższył spod linii bocznej, ale to Anglia wygrała 33:30. Różnica w wyniku niewielka, ale przewaga Anglii zdecydowana, a jej obrona szczególnie imponująca. Przynajmniej przez 70 minut. Po meczu świat obiegły zdjęcia Joego Marlera chwytającego za przyrodzenie Aluna Wyna Jonesa (link). Doświadczony Jones nie dał się sprowokować, ale angielskiego pierwszoliniowca mogą czekać z tego powodu poważne kłopoty.

Drugi mecz odbył się w Edynburgu: Szkocja podejmowała Francję. Faworytami byli goście, którzy odnieśli dotąd komplet zwycięstw, podczas gdy Szkoci zdołali pokonać tylko Włochów. Tymczasem to Szkoci pierwsi wyszli na prowadzenie – po dwóch karnych Hastingsa było 6:0. Francuzi, którzy już w pierwszych minutach stracili kontuzjowanego Ntamacka, odpowiedzieli przyłożeniem Penauda i zdobyli jednopunktową przewagę. Jednak kilka minut później, tuż przed przerwą, doszło do zwrotnego momentu w meczu: czerwoną kartkę zobaczył francuski filar Mohamed Haouas (za kompletnie bezmyślne uderzenie Jamie’go Ritchiego). Hastings wykorzystał karnego, a moment później Szkoci zaliczyli przyłożenie i na przerwę schodzili z prowadzeniem 14:7. Zaraz po przerwie Sean Maitland po raz drugi przyłożył na polu punktowym Francuzów i Szkoci mieli już 14 punktów przewagi. Francuzi walczyli, ale ostatecznie to Szkoci wygrali 28:10.

Kiedy zagra Irlandia z Włochami – nie wiadomo, pewnie jesienią. Wynik turnieju jest jeszcze otwarty, a szansę na sukces mają wciąż trzy ekipy: Anglia (która wyszła na prowadzenie), Francja (z identycznym dorobkiem punktowym) i Irlandia (która ma trzy punkty mniej, ale i jedno spotkanie mniej rozegrane). Szkoci awansowali na czwarte miejsce. Warto zwrócić uwagę na fakt, że Anglicy zdobyli Potrójną Koronę (odnieśli komplet zwycięstwa w meczach z rywalami z Wysp Brytyjskich).

W kategorii U20 dwa zacięte spotkania. Szkocja przegrała z Francją, a Anglia jednym punktem uległa Walii. Na czele tabeli Irlandia, mimo przełożenia jej meczu z Włochami. Na drugie miejsce awansowała Francja.

Jeszcze mniej grania było w kobiecym Pucharze 6 Narodów. Już wcześniej odwołano mecz Irlandia – Włochy, a tuż przed weekendem także spotkanie Szkocja – Francja. Powodem tej ostatniej decyzji było stwierdzenie obecności feralnego koronawirusa w organizmie jednej ze szkockich rugbystek oraz konieczność izolacji kilkorga dalszych członków ekipy. Szkotki dwa tygodnie temu były we Włoszech (choć wróciły nie rozegrawszy meczu, który został wówczas odwołany). W tej sytuacji w ten weekend zagrały tylko Angielki przeciwko Walijkom i odniosły kolejne zdecydowane zwycięstwo – od Wielkiego Szlema dzieli je już tylko jeden mecz i mało kto wierzy, że coś im przeszkodzi w osiągnięciu tego celu. Absolutnie zdominowały rywalki i pokonały je aż 66:7. Zdobyły 10 przyłożeń (w tym trzy – Poppy Cleall z drugiej linii młyna), a Emily Scarratt dorzuciła 16 punktów z podwyższeń.

Włosi wprowadzili zakaz uczestnictwa publiczności na imprezach sportowych. Efektem jest przełożenie zaplanowanego na przyszły tydzień w Rzymie spotkania Włoch z Anglią (odłożono też mecze kobiet i U20). Organizatorzy stali przed wyborem: albo rozegrać mecz przy pustych trybunach, albo w innym terminie.

W uzupełnieniu do ubiegłotygodniowej wiadomości o szansie płatnej telewizji Sky na przejęcie praw do transmisji w Wielkiej Brytanii: brak łączonej oferty bezpłatnych, naziemnych telewizji BBC i ITV, które obecnie mają prawa do transmisji, nie wynika z woli tych nadawców, ale z faktu, że Six Nations nie dopuściło tym razem takich ofert. Reakcję już mamy: w Izbie Gmin brytyjskiego parlamentu pojawił się projekt złożony przez kilkunastu deputowanych z Walii, aby mecze Pucharu Sześciu Narodów przenieść do wyższej kategorii wydarzeń sportowych, które zgodnie z prawem brytyjskim muszą być nadawane w bezpłatnej, naziemnej telewizji. Jak to przyjmują na Wyspach – najlepiej przekonać się czytając teksty w serwisie Planetrugby.com: https://www.planetrugby.com/loose-pass-rugby-needs-its-shop-window/ czy w Guardianie: https://www.theguardian.com/sport/blog/2020/mar/02/six-nations-paywall-would-cut-cord-to-thousands-of-fans-rugby-depends-on.

Rugby Europe International Championships

Przed meczem na szczycie Championship, pomiędzy Portugalią i Gruzją, pisałem, że jest to szczyt w połowie nieoczekiwany. Raczej bowiem nikt przed sezonem nie stawiał na to, że Portugalczycy będą drugą siłą zaplecza europejskiej elity. Ten mecz pokazał, że mają potencjał i długo grali z Gruzinami jak równy z równym, a chwilami mieli przewagę. Szala długo przechylała się z jednej strony na drugą. Decydująca chwila nadeszła jakiś kwadrans przed końcem. Przy dwupunktowej przewadze (a mogłaby być wyższa, gdyby Portugalczycy byli skuteczniejsi z karnych) jeden z Portugalczyków przerwał podanie Gruzinów pod portugalskim polem punktowym, nie łapiąc piłki. Sędzia przyznał Gruzinom karne przyłożenie, a winny zamieszania powędrował na ławkę kar. W osłabieniu gospodarze szybko stracili dwa kolejne przyłożenia i było już po meczu. Ostatecznie Portugalia przegrała z Gruzją 24:39, ale pozostawiła po sobie dobre wrażenie. Swoją drogą, ciekawostka, mecz odbył się w Paryżu.

Za plecami liderów dwa starcia pomiędzy drużynami, które dotąd miały po jednym zwycięstwie na koncie. Najpierw Rosjanie pokonali Rumunów 32:25. Na początku mecz był dość wyrównany. Drużyny wymieniały się kopami z karnych i było 6:6. Pierwsze przyłożenie w meczu zdobyli Rumuni, ale końcówka pierwszej połowy należała do gospodarzy, którzy zdobyli dwa przyłożenia i wyszli na prowadzenie. Tego nie oddali już do końca, a przyłożenie z podwyższeniem Rumunów w samej końcówce pozwoliło im zdobyć tylko defensywny punkt bonusowy.

W drugim meczu Belgowie ulegli Hiszpanii 23:30. Goście prowadzili przez pierwszą połowę, Belgom udało się wyjść na prowadzenie na początku drugiej. Długo udawało im się je utrzymywać, ale Hiszpanie 10 minut przed końcem meczu odzyskali przewagę. W ostatniej akcji meczu Belgowie zdecydowali się na rzut karny, który pozwolił im zmniejszyć rozmiary porażki z 10 do 7 punktów i dał im punkt bonusowy.

W tabeli Championship na prowadzeniu oczywiście Gruzini z kompletem zwycięstw. Nad Portugalią i Hiszpanią mają już 10 punktów przewagi i zapewnili sobie zwycięstwo w turnieju (które niestety nie daje im szansy na awans nigdzie wyżej). Pozostała nam tylko jedna kolejka spotkań i ponieważ drugą Portugalię dzielą od ostatniej Rumunii tylko cztery punkty, tutaj wszystko jeszcze może się przemieszać. O drugim miejscu zadecyduje jednak najprawdopodobniej bezpośrednie starcie Hiszpanii z Portugalią. Matematyczne szanse ma też Rosja, ale potrzebowałaby korzystnego wyniku w starciu rywali i swojego zwycięstwa za pięć punktów – a w ostatniej kolejce zagra na wyjeździe przeciwko Gruzinom.

Na niższym poziomie, Trophy, drugi tydzień z rzędu grali Holendrzy i znowu wygrali, ale też znowu dali się postraszyć. Co prawda strachu było nieco mniej niż tydzień temu w meczu z Polską, ale przed przerwą wynik zrobił się dość nieoczekiwany. Choć to Holendrzy na początku meczu punktowali, to Litwini zdołali wyjść na prowadzenie (17:12), a na przerwę schodzili przy remisie 17:17. W drugiej połowie jednak nie zdobyli już ani jednego punktu, a faworyzowani gospodarze zaliczyli trzy przyłożenia i wygrali ostatecznie 36:17 umacniając się na fotelu lidera Trophy. Na uwagę zasługuje wyczyn obrońcy holenderskiego, Joshuy Gascoigne’a, który zaliczył aż cztery przyłożenia. Holendrom został już tylko ostatni mecz ze Szwajcarią i tylko ten rywal ma jeszcze realną szansę odebrać im zwycięstwo w rywalizacji.

Premiership

Wiele uwagi przyciągnęło paradoksalnie spotkanie dwóch ostatnich drużyn w tabeli, które łącznie 15-krotnie sięgały po tytuły mistrzowskie: Saracens podejmowali Leicester Tigers. To Saracens zaczęli punktowanie w tym meczu (przyłożenie Aleksa Lewingtona, który swoją karierę zawodową zaczynał w „Tygrysach”), ale do przerwy prowadzili tylko 7:6, a po przerwie, po dobrym okresie gry, Tigers wyszli na prowadzenie 13:6. Jednak od tego momentu przeważali Saracens, którzy dołożyli jeszcze dwa przyłożenia (w tym drugie Lewingtona) i wygrali ostatecznie 24:13.

W innym ciekawie zapowiadającym się starciu lider z Exeter podejmował Bath. Tu nie było wyrównanej walki, a gracze z Exeter nie pozostawili rywalom żadnych szans. Wygrali 57:20, a 23 punkty dla zwycięzców zdobyli bracia Simmondsowie: 10 z przyłożeń wiązacz młyna Sam, a 13 z kopów na bramkę łącznik ataku Joe. Bath w drugiej połowie walczyło przynajmniej o punkt bonusowy za cztery przyłożenia, ale udało im się zdobyć tylko trzy.

Przed meczem Wasps z Gloucester faworytami wydawali się gospodarze. Co prawda przez niemal cały sezon Gloucester walczył o play-off, a Wasps pozostawali w dole tabeli, ale przed tą kolejką gospodarze wreszcie awansowali do górnej połówki ligi i przeskoczyli gości. Zaczęli też świetnie mecz. Po 30 minutach, podczas których zdobyli trzy przyłożenia, do których dołożyli dwa podwyższenia i drop goala, prowadzili 22:0. Gloucester odpowiedział dwoma przyłożeniami (w tym jednym Ollie’go Thorley’a), ale tuż przed przerwą Wasps dołożyli kolejne punkty i prowadzili 29:10. W drugiej połowie nie wypuścili już prowadzenia z rąk i wygrali 39:22. Gloucesterowi na pocieszenie pozostał punkt bonusowy.

W ostatnim meczu kolejki Bristol Bears (trzeci w tabeli) pokonali Harlequins 28:15. Bears zaczęli mecz od prowadzenia 7:0 już w pierwszej minucie meczu (zapewne podrażnieni czekaniem na spóźnionych rywali), i choć Harlequins po kilkunastu minutach zdołali odpowiedzieć i nawet wyszli na jednopunktowe prowadzenie, to Bristol Bears szybko pokazali im miejsce w szeregu. Do przerwy prowadzili już 25:8 i choć pod koniec meczu Harlequins zdobyli drugie przyłożenie (a Dombrandt w 80. minucie trzecie, jednak nieuznane), nie zagroziło to bristolczykom.

Poza tym w piątkowych meczach Worcester Warriors przegrali z Northampton Saints 10:16 (Saints ostatnio mieli kiepską passę, ale ich przeciwnikiem była chyba najsłabsza realnie ostatnio drużyna ligi), a wiceliderzy, Sale Sharks, gładko pokonali beniaminka, London Irish, 39:0 (dwa pierwsze przyłożenia dla graczy z Manchesteru zdobyli bracia grający jako dwaj środkowi: Sam James i Luke James; Sam dorzucił jeszcze jedno w drugiej połowie, gdy Sharks całkowicie zdominowali rywali – zdobyli cztery przyłożenia w 20 minut).

W tabeli właściwie bez zmian (jedyna rotacja to awans Wasps z szóstego na piąte miejsce, najwyższe w tym sezonie; w drugą stronę powędrowało Bath). Na miejscach premiowanych awansem do play-off są kolejno Exeter Chiefs (45 punktów), Sale Sharks (40), Bristol Bears (38) i Northampton Saints (35). Wasps tracą do Saints tylko dwa punkty.

Transfery: tydzień temu pisałem o przejściu do Leicester Tigers skrzydłowego Nemali Nadolo, zaraz potem ogłoszono też wzmocnienie pierwszej linii młyna tego klubu – z rosyjskiego Jeniseja-STM trafi tam gruziński młynarz Szalwa Mamukaszwili (grał już w Premiership, parę lat temu w Sale Sharks). Z Sale Sharks odchodzi w trybie natychmiastowym reprezentant Anglii, skrzydłowy Chris Ashton, który dołącza do Harlequins.

World Rugby Sevens Series

Najlepsze męskie siódemki świata przeniosły się z Los Angeles do kanadyjskiego Vancouver. Wygrali Nowozelandczycy (trzeci raz w tym sezonie), ale najpiękniej sprawili się gospodarze. Po pierwsze, wypełnili szczelnie trybuny – było na nich niemal 40 tys. ludzi (już pierwszego dnia). Po drugie, świetnie sprawili się na boisku. Już w grupie eliminacyjnej ich ekipa pokonała niespodziewanie Fidżi. W efekcie mistrzowie olimpijscy trafili w ćwierćfinale na Nową Zelandię i nie awansowali do najlepszej czwórki, natomiast Kanada trafiła na najsłabszą w stawce Hiszpanię i nieoczekiwanie zameldowała się w półfinale. Tu przegrała z Australią, ale po dramatycznej końcówce – przy pięcopunktowej stracie tuż parę sekund przed wybiciem końcowego gongu odzyskali piłkę na połowie rywala i dosłownie centymetrów (jeśli nie milimetrów brakło im do przyłożenia). A w meczu o trzecie miejsce pokonali faworyzowaną Afrykę Południową. Warto zwrócić uwagę też na słaby występ Francji, która przegrała wszystkie mecze w grupie eliminacyjnej (w tym z Kanadą).

W klasyfikacji cyklu Nowa Zelandia powiększyła swoją przewagę nad drugą Afryką Południową już do jedenastu punktów. Sporą stratę do tych drużyn ma już Fidżi, po którego plecach depta Australia. Natomiast coraz bliżej spadku Walia, która ma już dwudziestopunktową stratę do Hiszpanii.

Rozlosowano grupy kobiecego Challengera, który ma zostać rozegrany za trzy tygodnie w Kapsztadzie. Bardzo nas interesującego z uwagi na udział Polek. Nasza reprezentacja trafiła do grupy z dwoma niezwykle groźnymi przeciwnikami: Chinami i Afryką Południową. Obie te reprezentacje dwa lata temu spotkały się w finale turnieju kwalifikacyjnego w Hongkongu, Chinki w zeszłym sezonie grały we wszystkich turniejach WRSS, a Afryka Południowa to w końcu gospodynie turnieju. Do kompletu mamy Meksyk, który też regularnie grywa w turniejach kwalifikacyjnych. Łatwo nie będzie, ale z roku na rok mamy progres, więc może i tym razem coś więcej osiągniemy?

Drobne

Reprezentacja Polski w rugby 7 kobiet

Dziewczyny, przygotowujące się do gry o awans do WRWSS, zagrały w silnie obsadzonym międzynarodowym turnieju w Montpellier, w którym zajęły piąte miejsce (na sześć startujących drużyn). Cieszy zwłaszcza mecz z Kanadą – ekipą z absolutnej światowej czołówki. Co prawda przegrany, ale po walce. Poza tym pokonaliśmy dwukrotnie Hiszpanię, przegraliśmy z Irlandią, Francją i Rosją. Świetne turniejowe przetarcie, a postawa naszych dziewczyn może dawać nadzieję na dobry występ za dwa tygodnie.

Pro14

W zaległym meczu (przełożonym nie z powodu epidemii, ale pogody) Dragons podejmowali u siebie włoski Benetton i ulegli 25:37. Włosi świetnie zaczynali obie połowy. W pierwszej po parunastu minutach prowadzili 14:0 i choć Walijczycy doprowadzili tuż przed przerwą do stanu 13:17, to już w pierwszej akcji drugiej połowy zostali pozbawieni złudzeń. W tabeli Benetton zrównał się punktami z piątymi w konferencji B Cardiff Blues.

Swoją drogą, znakomity mecz poprzedniej kolejki wspieracza Ryana Bairda z Leinsteru (trzy przyłożenia, tytuł Man of the Match) zaowocował powołaniem go do kadry Irlandii. Z kolei zmagający się z kontuzją od ponad pół roku świetny łącznik ataku Munsteru, Joey Carbery, nie zagra do końca sezonu.

European Rugby Challenge Cup

We Włoszech pojawiła się informacja, że European Professional Club Rugby zaprosi do rozgrywek Challenge Cup w przyszłym sezonie mistrza Top 12. Zanosi się więc na to, że pierwszy raz od kilku lat nie będzie w tych rozgrywkach drużyny z Rosji (drugie miejsce wcześniej zaoferowano klubom hiszpańskim).

Top 14

Francuska prasa podała, że La Rochelle podpisało kontrakt z reprezentantem Australii, wspieraczem Willem Skeltonem. Jest kolejnym graczem, który opuszcza Saracens. Żałują ponoć w Australii, bo liczyli na powrót tego gracza do kraju (grając w Europie i nie mając na koncie 60 występów w kadrze, nie może być powoływany do reprezentacji).

W Pro D2 (czyli na drugim poziom rozgrywek ligowych we Francji), w klubie z Aix-en-Provence, od tego sezonu występuje Andrzej Charlat, skrzydłowy reprezentacji Polski. Jest podstawowym zawodnikiem drużyny, a ostatnie tygodnie to wyjątkowy jego popis. Zdobywał przyłożenia w trzech ostatnich meczach z rzędu, a w spotkaniu z zeszłego weekendu z Aurillac – aż cztery. W ten weekend nie było go jednak na boisku.

Super Rugby

Na południowej półkuli zwraca uwagę przede wszystkim pierwsze zwycięstwo w rozgrywkach południowoafrykańskich Bulls, odniesione nad najsłabszą obecnie drużyną z Nowej Zelandii, Highlanders. Swoją drogą, w tym meczu w pierwszej połowie obie drużyny biegały w strojach, które dało się odróżnić wyłącznie na zbliżeniach, co powodowało, że spektakl był odrobinę kuriozalny. Poza tym solidarnie odnosiły zwycięstwa drużyny z najlepszym dorobkiem punktowym: Sharks (którzy pokonali wicemistrzów, Jaguares), Brumbies, Chiefs, Crusaders (ci jednak mieli problemy z australijskimi Reds, wygrali 24:20) i Blues.

Major League Rugby

Pierwszą porażkę w sezonie poniósł kanadyjski rodzynek, Torono Arrows. Przegrał na wyjeździe z kiepsko dotąd radzącymi sobie Colorado Raptors 19:22. Natomiast passę samych zwycięstw kontynuuje lider konferencji zachodniej, San Diego Legion, który podejmował Rugby United New York i wygrał po zaciętym meczu 24:20. To zresztą była kolejka, w której wiele spotkań rozstrzygało się na styku – m.in. mistrzowie ze Seattle przegrali (znowu) z Utah Warriors 31:33, podobnie dwoma punktami ekipa z Atlanty uległa drużynie z Waszyngtonu (29:31).

San Diego ma już jedenaście punktów przewagi nad kolejną drużyną w swojej konferencji, Utah Warriors. Na wschodzie Toronto utrzymało się na prowadzeniu, tu jednak stawka znacznie bardziej wyrównana – zajmujący czwarte miejsce nowojorczycy tracą do liderów tylko cztery punkty.

The Rugby Championship

W nowozelandzkiej prasie pojawiła się informacja o planowanych zmianach w rozgrywkach The Rugby Championship. Dotąd cztery drużyny grały ze sobą systemem każdy z każdym, mecz i rewanż. Każda zatem rozgrywała sześć spotkań, w tym trzy w domu i trzy na wyjeździe. Wyjątkiem były lata z Pucharem Świata (jak 2019), gdy nie rozgrywano rewanżów. Nowa formuła ma ograniczyć liczbę spotkań każdej ekipy do czterech. Australia będzie grać nadal mecz i rewanż z Nową Zelandią, a Afryka Południowa z Argentyną, ale pozostałe starcia będą ograniczone: przykładowo Nowa Zelandia ma co drugi rok grać z Afryką Południową w domu, a co drugi rok na wyjeździe.

Global Rapid Rugby

W ten weekend wystartowała nowa liga zawodowa w Ameryce Południowej (Súper Liga Americana de Rugby), a za tydzień mamy inaugurację pierwszego oficjalnego sezonu innej profesjonalnej rywalizacji: po dwóch latach przygotowań i meczów pokazowych rusza Global Rapid Rugby. Skupia na razie sześć drużyn z południowo-wschodniej Azji, Australii i Oceanii. Kołem zamachowym przedsięwzięcia jest australijski bogacz Andrew Forrest, który jest właścicielem drużyny Western Force z Perth. Po tym, jak jego klub został wyeliminowany z Super Rugby, postanowił urządzić odrębne rozgrywki. Wprowadzono tam kilka zmian w zasadach gry: mecze trwają po 70 minut (zamiast 80); wprowadzono limity czasu na młyny i wrzuty z autu (w normalnej grze są dla kopów na bramkę); kopy w aut z własnego pola 22 metrów nie przenoszą gry dalej, chyba że piłka przed wyjściem na boisko dotknie ziemi (czyli tak jak w normalnych zasadach dla kopów z innych części boiska); i wreszcie „superprzyłożenie” warte aż 9 punktów (bez podwyższenia) – jeśli przyłożenie zostanie dokonane po nieprzerwanej akcji rozpoczętej na własnym polu 22 metrów. Jednak bardziej niż zmiany zasad cieszy szansa dla zawodników z wysp Pacyfiku (w stawce są drużyny z Fidżi i Samoa).

Zapowiedzi

W drugiej kolejce Ekstraligi zobaczymy między innymi drużyny, które w pierwszej nie wybiegły na boisko. Najciekawiej zapowiada się rewanż za ubiegłoroczny finał: Master Pharm Rugby Łódź podejmie Ogniwo Sopot. Jesienią górą byli w Sopocie łodzianie, teraz będzie to pierwszy prawdziwy test obu drużyn wiosną. Transmisja na kanale Ekstraligi w serwisie Youtube (sobota, godz. 15:00). Interesująco powinno być też w meczu Pogoni Awenta Siedlce z Lechią Gdańsk. Dwa pozostałe mecze: Orkan Sochaczew – Arka Gdynia (transmisja w Polsat Sport Fight, niedziela, godz. 13:00) i Budowlani Lublin – Juvenia Kraków.

W Pucharze Sześciu Narodów mieliśmy mieć finałową kolejkę i decydujące spotkania. Tak dobrze nie będzie. O ile nic się nie zmieni, zobaczymy dwa mecze: Walii ze Szkocją oraz Francji z Irlandią. Spotkanie Włochy – Anglia nie odbędzie się w planowanym terminie.

W Rugby Europe Championship dla odmiany wszystko dotąd odbywało się zgodnie z planem i ma dojść do ostatecznych rozstrzygnięć. Gruzja, która już zapewniła sobie zwycięstwo, będzie podejmować Rosję w meczu pełnym podtekstów. Ponadto Rumunia zagra z Belgią, a o tym, kto jest najlepszy na Półwyspie Iberyjskim (i najpewniej także o tym, kto będzie w tym roku na drugim miejscu), zadecyduje mecz Hiszpanii z Portugalią. Oprócz tego jeden mecz Rugby Europe Trophy: Holandia ma zagrać trzeci weekend z rzędu (zresztą, zarazem ostatni mecz w tym sezonie RET), tym razem na wyjeździe ze Szwajcarią. Holendrzy zwycięstwem lub remisem mogą zapewnić sobie triumf w Trophy. Porażka oznacza, że to Szwajcarzy będą bliscy pozbawienia ich tytułu.

Ligi zachodnioeuropejskie w komplecie pauzują, nie grają też siódemkowe reprezentacje.

Dodaj komentarz