Potrójna korona Walii i teatr jednego aktora w Siedlcach

Walia odniosła trzecie zwycięstwo w Pucharze Sześciu Narodów, ale po raz trzeci obarczone wątpliwością, czy przydarzyłoby się w „normalnych” warunkach – wygrała zasłużenie, ale bardzo wiele się mówi o występie sędziego Pascala Gaüzère. W Siedlcach bohaterem o wiele bardziej pozytywnym był Przemysław Rajewski. Poza tym grał cały świat.

Ekstraliga

Wróciło nam krajowe granie. Zaczęliśmy od nadrabiania jesiennych zaległości i od razu zaliczyliśmy małą „skuchę” – odwołano mecz Ogniwa Sopot z Edach Budowlanymi Lublin. Zgodnie z informacją zamieszczoną na profilu Ogniwa powodem był problem z przygotowaniem gości do meczu „wskutek trudnych warunków atmosferycznych”. Hmm, tydzień temu Budowlani grali test z Pogonią. Nic to, nowy termin meczu to 17/18 kwietnia. W ten weekend rozegrano więc tylko trzy mecze.

Początek wiosny mieliśmy już w sobotę o 11:00: w zaległym meczu szóstej kolejki jesiennej Awenta Pogoń Siedlce podejmowała Juvenię Kraków. Faworytami byli gospodarze, którzy przedmeczowe kalkulacje potwierdzili na boisku wygrywając 33:12. Jednak wynik nie do końca oddaje przebieg meczu. Młodziutka Juvenia w pierwszej połowie długimi okresami dominowała na boisku. Zagrali w jej barwach dwaj Południowoafrykańczycy – znany nam z 2019 Juan van der Westhuizen i debiutujący Dylan Kruger (kilka fajnych wejść). Brakowało jednak wykończenia, a o wyniku spotkania zadecydował w praktyce jeden zawodnik bezlitośnie wykorzystujący błędy krakowian: obrońca siedlczan, Przemysław Rajewski, który czterokrotnie przedarł się indywidualnymi akcjami przez linie obronne Juvenii i zdobył cztery przyłożenia (dublując swój dotychczasowy dorobek w tym zakresie z tego sezonu). Przed pierwszym z nich wynik brzmiał tylko 7:5 i wszystko było możliwe. Jednak po koncercie Rajewskiego było już „pozamiatane”. To był one man show, który popsuła tylko kontuzja jego bohatera w samej końcówce meczu. W sumie zdobył w meczu 26 punktów (dorzucił do tego trzy podwyższenia – kolejne dorzucił debiutujący w barwach Pogoni Ashwill Botha z RPA, który jednak nie najlepiej czuł się jako łącznik ataku) i po tym spotkaniu został liderem klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników ligi z 99 punktami na koncie.

Skra Warszawa podejmowała beniaminka z Jarocina i bez większych problemów wygrała 45:20. Jarocinianie dotrzymywali kroku tylko do stanu 7:6 dla Skry. Później fantastyczna gra formacji ataku warszawian przeważyła szalę meczu. Świetnie spisywali się środkowi, Kamil Matysiak i Paweł Krajewski, swoje trzy grosze dorzucił Daniel Gdula (jego rola nie skończyła się na 10 punktach z kopów) i w sumie Skra zaliczyła aż siedem przyłożeń. Spartanom wypada oddać, że się odgryzali. Zdobyli dwa przyłożenia, jedno z nich zaliczył (gdy wynik spotkania był przesądzony) rozgrywający pierwsze spotkanie w ich barwach, pozyskany z Pogoni Siedlce Daniel Trybus.

Chyba najciekawiej było w meczu Arki Gdynia z Master Pharm Rugby Łódź. Arka skazywana była na pożarcie, zwłaszcza, że nie mógł grać kontuzjowany Szymon Sirocki, a w barwach łodzian zobaczyliśmy m.in. Patryka Reksulaka, na co dzień grającego w Szwajcarii. W tym meczu jednak naprawdę zapachniało niespodzianką. Co prawda już po paru minutach faworyci prowadzili 10:0, ale potem zaczęła punktować Arka. Najpierw piękna akcja Antona Szaszero zakończona przyłożeniem Sama Hampsona, potem dwa błędy łodzian pod ich polem punktowym wykorzystane przez gdynian i do przerwy mieliśmy sensacyjne prowadzenie gospodarzy 19:10. Generalnie bardzo ładna gra Arki w tej części spotkania. Jednak po przerwie łodzianie zaczęli odrabiać straty. Na kilka minut przed końcem prowadzili 25:22 i Arka wciąż liczyła na sprawienie niespodzianki. Jednak to Master Pharm zdobył kolejne punkty w ostatnich chwilach spotkania i ostatecznie wygrał 35:22. Niemal połowę dorobku zwycięzców zdobył Michał Kępa – 17 punktów, w tym przyłożenie.

W tabeli łodzianie i siedlczanie solidarnie zdobyli po pięć punktów – pozostali na swoich miejscach, ale zmniejszyli dystans do liderującego Ogniwa do sześciu oczek (choć sopocianie mają jeden mecz więcej do rozegrania). Do najlepszej czwórki doszlusowała Skra Warszawa spychając w dół niegrające jeszcze w ten weekend ekipy Lechii, Orkana i Budowlanych Lublin. Pokonane w ten weekend ekipy okupują bez zmian trzy ostatnie miejsca tabeli.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Ogniwo Sopot 7 33
2. Master Pharm Rugby Łódź 8 27
3. Awenta Pogoń Siedlce 8 27
4. ↑↑↑ Skra Warszawa 8 22
5. ↓ Lechia Gdańsk 8 20
6. ↓ Orkan Sochaczew 8 19
7. ↓ Edach Budowlani Lublin 7 18
8. Arka Gdynia 8 14
9. Juvenia Kraków 8 12
10. Sparta Jarocin 8 0

Choć gra ruszyła, wciąż mamy istotną niewiadomą dotyczącą rundy wiosennej – dotyczącą transmisji telewizyjnych. W ten weekend kibicie musieli obejść się smakiem i zadowolić się tylko jedną klubową transmisją w internecie (w Siedlcach na własną rękę działał Paweł Narojek – chwała mu za dobrą wolę, jednak wiatr nieco torpedował jego wysiłki). Na stole są w PZR ponoć dwie oferty telewizyjne, choć jednak okazuje się, że żadna nie daje szans na transmisje naziemne (choć czy młodzi jeszcze w ogóle oglądają telewizję?). Decyzji mamy się spodziewać w przyszłym tygodniu. Fajnie, że tym razem jest z czego wybierać. Szkoda, że wybór następuje tak późno. Na transmisje zapewne możemy liczyć dopiero od pierwszej prawdziwie wiosennej kolejki (czyli 20–21 marca). Mówimy o profesjonalizacji ligi, a działania jakieś takie nieprofesjonalne. A tę sytuację opisaną przez Mirosława Jabłońskiego można pozostawić bez komentarza.

Puchar Sześciu Narodów

Początek ostatniego tygodnia urozmaicały nam informacje o kolejnych zachorowaniach we francuskiej ekipie. Na początku tygodnia doszliśmy do 10 zawodników (wśród nich znalazł się m.in. kapitan drużyny Charles Ollivon), ale w środę ogłoszono, że kolejne testy nie dały wyników pozytywnych, co wskazywało na to, że plaga jest pod kontrolą i Francuzi mogą grać ze Szkotami (choć mocno zmienionym składem). Dzień później jednak odkryto kolejne zakażenie, drużynę posłano do izolacji, a mecz odwołano. We Francji mała afera i szukanie przyczyn takiego stanu rzeczy, o naruszenie zasad bańki antycovidowej oskarżany jest Fabien Galthié. Nie będzie walkoweru, ale na rozstrzygnięcie możemy znowu poczekać do listopada. Co prawda Francuzi proponują 8 marca lub 27–28 marca, ale na pierwszy termin zapewne nie zgodzą się Szkoci (to dwa dni po kolejce ligi angielskiej, w której będą grać jej kadrowicze), a na drugi zapewne kluby Top 14, które musiałyby zwolnić kadrowiczów na tydzień dłużej niż planowały. Z kolei w letnim okienku Francja jedzie do Australii, a najlepsi szkoccy zawodnicy liczą na wielką przygodę z British & Irish Lions.

Pozostały nam zatem tylko dwa mecze. Jak zwykle kolejkę zaczęli Włosi, którzy podejmowali Irlandię – do której składu wrócili kluczowi zawodnicy tacy jak Sexton czy Ryan. Przed meczem ten pierwszy był bohaterem mediów, bo jedną z jego wypowiedzi media zinterpretowały jako zapowiedź skończenia kariery przed Pucharem Świata w 2023. Sam Sexton jednak dementował – on po prostu nie myśli jeszcze o tak dalekiej perspektywie. W meczu dwóch drużyn, które dotąd nie zaznały smaku zwycięstwa, górą byli Irlandczycy, którzy wygrali 48:10. Włosi jak zwykle ostatnio mieli sporo piłki w rękach i nieraz byli na połowie rywali, ale niewiele z tego wynikało. Irlandczycy natomiast punktowali ich bez litości i zdobyli sześć przyłożeń (z czego jedno w momencie gdy grali z przewaga dwóch zawodników), trzy kolejne unieważnił sędzia (pierwsze – sam nie wiem dlaczego, trzecie – cóż, aptekarski przód :)). Debiut zaliczył łącznik młyna Munsteru, Craig Casey, który dostał prawie 20 minut, a po meczu był chwalony przez Sextona. A sam Sexton – 18 punktów z kopów, piękna asysta przy ostatnim przyłożeniu. Jednak ten mecz, choć wywindował Irlandię na trzecią pozycję w tabeli, nie świadczy jeszcze o przełomie. Wszak grała z Włochami, prezentującymi się jeszcze słabiej niż w poprzednich meczach. Trener ekipy z Italii, Franco Smith, powiedział po meczu, że jego drużynie dojście do poziomu najlepszych może zabrać osiem lat.

W drugim spotkaniu Walia podejmowała Anglię. Gospodarze mogli wykorzystać z kilku zawodników pauzujących w poprzedniej kolejce z powodu kontuzji (m.in. George’a Northa, który zaliczył jako najmłodszy zawodnik w historii swój setny mecz międzynarodowy). Za to Anglia prawie bez zmian, Eddie Jones nadal stawiał na graczy Saracens (a powołanego awaryjnie George’a Martina posadził na ławce i tam zostawił przez pełne 80 minut). Mecz długo był na styku. Walia prowadziła od piątej minuty meczu, ale Anglicy cały czas trzymali dystans i dwukrotnie doprowadzili do remisu. Dopiero w ostatnich kilku minutach Walijczycy odskoczyli i wygrali 40:24 (a niewiele brakło do kolejnego przyłożenia Reesa-Zammita). Zwycięstwo chyba zasłużone (przy poprzednich dwóch były co do tego poważne wątpliwości), ale wszelkie przewagi graczy w czerwonych koszulkach zostały przyćmione przez kontrowersyjne okoliczności, w jakich zdobyli oba przyłożenia z pierwszej połowy. Anglicy mają pretensje do francuskiego sędziego, Pascala Gaüzère: przy pierwszym przyłożeniu nakazał Farrellowi przeprowadzić rozmowę dyscyplinującą z zawodnikami, a potem odgwizdał start akcji i pozwolił na szybką grę Walijczykom, zanim angielscy gracze mogli wrócić na pozycje – Anglicy jeszcze słuchali swego kapitana zgromadzeni przy słupach, raczyli się wodą, a Walijczycy wykorzystali to do błyskawicznego przekopu na skrzydło, gdzie nie było żadnego obrońcy; przy drugim przyłożeniu sędzia nie odgwizdał sytuacji, w której Reesowi-Zammitowi wypadła piłka z rąk (nawet Walijczycy nie liczyli na uznanie przyłożenia, tymczasem sędzia przyznał im je po TMO). Po pierwszej z tych sytuacji sfrustrowany Farrell praktycznie napadł na sędziego. Portal planetrugby.com podsumował arbitra pisząc o „komediowej niekompetencji lepiej pasującej do inspektora Clouseau w prima aprilis”. Nic to, błędy sędziego to część gry, Anglików zgubiła przede wszystkim duża ilość karnych, które podarowali rywalom, a i odnośnie tej najbardziej kontrowersyjnej sytuacji pojawiły się głosy, że Anglicy są sami sobie winni, bo zbyt się rozluźnili – i coś w tym jest. 40 punktów to największa zdobycz Walijczyków przeciwko Anglikom. Walia zdobyła potrójną koronę, wracając na tory, którymi podążała za czasów Warrena Gatlanda. Czy jednak to starczy na Francję?

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. ↑ Walia 3 14
2. ↓ Francja 2 9
3. ↑↑ Irlandia 3 7
4. ↓ Anglia 3 6
5. ↓ Szkocja 2 5
6. Włochy 6 0

Premiership

W poniedziałkowych testach koronawirusowych w angielskiej lidze tylko jeden przypadek pozytywny (tydzień wcześniej były cztery osoby, w tym trzech graczy). A w ten weekend osiągnęliśmy półmetek fazy zasadniczej – rozegrano jedenastą kolejkę spotkań.

Zaczęło się od emocjonującego meczu Sale Sharks z Exeter Chiefs. Pierwsze przyłożenie zdobyli gospodarze (świetne podanie Fafa de Klerka), ale w 25. minucie było 8:12 (przepiękne przyłożenie zdobył Facundo Cordero). Wtedy jednak obie drużyny zostały osłabione: ekipa z Manchesteru tylko na dziesięć minut (żółta kartka dla kapitana, Jono Rossa, za szarżę na zawodnika w powietrzu), natomiast obrońcy tytułu mistrzowskiego mieli grać w czternastkę już do końca meczu (spotkanie ramienia Jacka Yeandle’a z głową przeciwnika). I do przerwy stan meczu wyrównał się na 15:15. Krótko po przerwie osłabieni goście wyszli na prowadzenie (kolejne przyłożenie świetnego Sama Simmondsa). Jednak to grający z przewagą manchesterczycy mimo niesamowitej obrony gości zdobywali potem punkty i ostatecznie wygrali 25:20 (choć Chiefs przez 6 minut po 80. minucie walczyli o odwrócenie losów meczu pod polem punktowym gospodarzy).

Druga porażkę z rzędu ponieśli Harlequins, którzy grali na wyjeździe przeciwko Newcastle Falcons. Londyńczycy byli zupełnie inną drużyną niż w poprzednich tygodniach – Newcastle dominowali na boisku i prowadzili niemal przez całe spotkanie. Jedno z przyłożeń dla nich zdobył Adam Radwan. Na pięć minut przed końcem co prawda Harlequins doprowadzili do remisu, ale chwilę potem stracili po żółtej kartce Simona Kerroda, a Falcons grający z przewagą zdobyli karnego, którego zamienili na 3 punkty i wygrali 25:22. Powody do zadowolenia w ekipie Quins mógł mieć tylko debiutujący w pierwszej piętnastce południowoafrykański skrzydłowy Tyrone Green – dwa przyłożenia, a jedno z nich naprawdę imponujące (trzech pokonanych obrońców).

W niedzielę arcyciekawie było w meczu Northampton Saints z Bath. Po 30 minutach gospodarze mieli już na koncie trzy przyłożenia i prowadzili 19:3. Jednak przyłożenie w ostatniej akcji pierwszej połowy dało nadzieję Bath. Co prawda w drugiej połowie długo punkty padały tylko z karnych, a Saints utrzymywali się na prowadzeniu, jednak w 68. minucie Zach Mercer zdobył swoje drugie przyłożenie w tym meczu, Rhys Priestland podwyższył i dzięki temu Bath wygrało jednym punktem 23:22.

Poza tym: Bristol Bears pokonali Leicester Tigers 17:3 (spotkanie było bardziej zacięte niż wskazuje na to wynik), Wasps przegrali 10:16 z London Irish (gracze z Coventry nadal w dołku), a w starciu dwóch drużyn z dna tabeli drugie zwycięstwo w sezonie odniósł Gloucester – pokonał Worcester Warriors 22:14 (choć stracił przyłożenie już w pierwszej akcji meczu).

W tabeli bez wielkich zmian. Bristol Bears dzięki zwycięstwu powiększyli przewagę nad goniącymi ich drużynami – ma już sześć punktów więcej od obrońców tytułu, Exeter Chiefs. Do czołowej czwórki wrócili Sale Sharks, wykorzystując potknięcie Northampton Saints. Na dole Bath co prawda nie opuściło dziesiątego miejsca, ale zrównało się punktami z Leicester Tigers; podobnie na dnie tabeli Gloucester.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Bristol Bears 11 41
2. Exeter Chiefs 11 35
3. Harlequins 11 33
4. ↑ Sale Sharks 11 32
5. ↓ Northampton Saints 11 31
6. Newcastle Falcons 11 29
7. London Irish 11 29
8. ↑ Wasps 11 25
9. ↓ Leicester Tigers 11 24
10. Bath 11 24
11. Worcester Warriors 11 15
12. Gloucester 11 15

Transfer w Saracens: do drużyny dołączy Ruben de Haas, łącznik młyna reprezentacji Stanów Zjednoczonych, ostatnio grający w Cheetahs.

Pro14

W trzynastej kolejce Pro14 komplet zwycięstw drużyn irlandzkich. Najbliżej innego rozwiązania było w meczu Benettona z Connachtem. Irlandczycy prowadzili 7:0, ale pod koniec pierwszej połowy osłabiła ich żółta kartka i ich gra się posypała – Benetton wyszedł na prowadzenie 14:7. A w drugiej połowie, choć Connacht wyrównał i było 14:14, Włosi nie tracili animuszu i długimi fragmentami atakowali. Na kilka minut przed końcem dzięki karnemu wyszli na trzypunktowe prowadzenie i wydawało się, że odniosą pierwsze zwycięstwo w sezonie – tym bardziej, że odzyskali piłkę po aucie na swojej połowie i pozostawały tylko dwie minuty gry. Jednak popełnili błąd, stracili piłkę, a Irlandczycy grali o pełną pulę – zamiast kopać z karnego na bramkę, posłali piłkę w aut, a potem Bundee Aki po potężnym maulu autowym przyłożył piłkę na polu punktowym rywali zapewniając Connachtowi skromne zwycięstwo 19:17.

Zacięte spotkanie także w Edynburgu, gdzie gościem byli walijscy Scarlets. Już w trzeciej minucie gospodarze zdobyli przyłożenie, ale w pierwszej połowie drużyny wymieniały cios za cios i zmieniały się na prowadzeniu. Na koniec pierwszej połowy Edynburg prowadził 20:17, jednak na początku drugiej części spotkania stracił w ciągu pięciu minut 10 punktów i przegrywał 20:27 (iście piłkarska akcja Steffa Evansa). Zdołał odpowiedzieć przyłożeniem, ale brakło skutecznego podwyższenia i przegrał 25:27. W końcówce Szkoci spudłowali karnego z niemal połowy boiska. Skromna porażka Edynburga boli tym bardziej, że na boisku przeważał zdecydowanie (w statystykach posiadania piłki i terytorium blisko 70%), popełniał mniej błędów skutkujących karnymi. Miał też paru graczy z reprezentacji Szkocji zwolnionych w ostatniej chwili (na taki luksus nie mogli liczyć Scarlets). Ale w ostatecznym rozrachunku liczy się tylko statystyka punktów, a w tym elemencie edynburczykom zabrakło skuteczności – Walijczycy w decydujących momentach byli świetni w obronie.

W niedzielę mecz Leinsteru z Glasgow Warriors. Parę lat temu byłby to hit, dziś mało kto stawiał na Szkotów. I po ośmiu minutach mieliśmy prowadzenie dublińczyków 14:0 – najpierw przyłożenie Harry’ego Byrne’a, które także podwyższył, potem jego świetny przekop w narożnik boiska i karne przyłożenie (niestety, Byrne zszedł z kontuzją głowy jeszcze w pierwszej połowie). Tuż przed końcem pierwszej połowy czerwoną kartkę zarobił Adam Hastings (złapał piłkę w powietrzu, ale spadając kopnął w twarz przeciwnika). Wydawało się, że wynik jest przesądzony, zwłaszcza że chwilę potem Leinster zdobył czwarte przyłożenie i było 28:7. Ale druga połowa zaczęła się świetnie dla Warriors. Zaraz po gwizdku niesamowity przebój Granta Stewarta pozwolił Szkotom na zdobycie drugiego przyłożenia w meczu, kilka minut później zaliczyli kolejne i było już tylko 28:21. Gra się wyrównała i żadna z drużyn nie była w stanie zdobyć punktów. Decydujący moment nastąpił na 10 minut przed końcem – jeden ze Szkotów zobaczył żółtą kartkę i goście musieli grać w trzynastkę. Do końca meczu stracili 12 punktów – Leinster wygrał 40:21.

Poza tym: Cardiff Blues uległo Munsterowi 11:20 (tu najwięcej uwagi przyciągnął powrót na boisko po praktycznie półtorarocznej przerwie spowodowanej kontuzją świetnego łącznika ataku Joey’a Carbery’ego – zagrał tylko kilkanaście minut, ale wpisał się na tablicę wyników podwyższając decydujące przyłożenie swojej ekipy w samej końcówce meczu), Ulster pokonał Ospreys 21:7 (choć stracił przyłożenie już w pierwszej minucie), ale znów zabrakło mu punktu bonusowego, a włoskie Zebre pokonało Dragons 26:15 i walczy o awans do Champions Cup.

W tabeli jedna istotna zmiana: dzięki zwycięstwu z bonusem (i zwycięstwu bez bonusa Ulsteru) Leinster zwiększył swoją przewagę nad rywalami z Belfastu do sześciu punktów. W konferencji A także skok w górę Zebre, które walczy o miejsce w najlepszej czwórce (dające awans do Champions Cup). Ma jednak minimalną przewagę nad Glasgow Warriors i Dragons, a rywale mają jeden mecz do rozegrania więcej.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Leinster 13 60
2. Ulster 13 54
3. Ospreys 13 31
4. ↑↑ Zebre 13 17
5. ↓ Glasgow Warriors 12 16
6. ↓ Dragons 12 13
Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Munster 13 50
2. Connacht 13 41
3. Scarlets 14 34
4. Cardiff Blues 14 26
5. Edynburg 12 20
6. Benetton Treviso 12 6

Top 14

Na najwyższym poziomie ligowym we Francji, w Top 14, tylko trzy zaległe mecze (pozostał do rozegrania już tylko jeden, pomiędzy dwoma ostatnimi drużynami w tabeli). W najciekawszym spotkaniu, zaległym z piętnastej kolejki, spotkały się dwa zespoły z czołowej trójki: La Rochelle podejmowało Tuluzę. Mieliśmy niespodziankę w składzie gości, bo świetny południowoafrykański skrzydłowy Cheslyn Kolbe tym razem zagrał na pozycji łącznika ataku. Mecz lepiej zaczęli gospodarze, którzy do przerwy prowadzili 8:0. W drugiej połowie Tuluza jednak zaczęła gonić wynik, ale na prowadzenie wyszła dopiero w 75 minucie po przyłożeniu Yoanna Hugeta, wykorzystując grę z przewagą jednego zawodnika. Ostatecznie La Rochelle przegrało 11:14 (pierwsza przegrana w domu od dwóch lat – poprzednio też ulegli Tuluzie), a sobotni rywale zluzowali roszelczyków na czele tabeli Top 14.

Poza tym niespodzianka w Tulonie: walcząca o play-off miejscowa ekipa w zaległym meczu czternastej kolejki uległa broniącej się przed spadkiem Bajonnie 14:16 (i to pomimo 30 minut z przewagą – Baskowie zobaczyli aż trzy żółte kartki, ale właśnie grając w osłabieniu zdobyli większość swoich punktów). Bez niespodzianki za to w Agen, gdzie miejscowi, choć zdobyli przyłożenie już po dwóch minutach gry, przegrali z Clermont 16:52 w zaległym meczu szesnastej kolejki. Bajonna, nadal trzynasta w tabeli, traci już tylko punkt do Pau i dwa punkty do Montpellier, a ma o jeden mecz rozegrany mniej (zaległy z Agen, a zatem można spodziewać się wygranej Basków).

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. ↑↑ Tuluza 18 61
2. ↓ La Rochelle 18 59
3. ↓ Racing 92 18 58
4. Clermont 18 55
5. Bordeaux Bègles 18 49
6. Tulon 18 48
7. Lyon 18 43
8. Stade Français 18 40
9. Brive 18 39
10. Castres 18 39
11. Montpellier 18 32
12. Pau 18 31
13. Bajonna 17 30
14. Agen 17 2

Duża kontrowersja w kobiecej lidze, Elite 1. Do fazy finałowej awansowały po dwie najlepsze drużyny z czterech grup. Podzielono je na dwie kolejne grupy czterozespołowe. Kontrowersje wzbudził awans ekipy z Bordeaux. Przed ostatnią kolejką meczów grupowych była ona na drugim miejscu z punktem przewagi nad Bobigny. W ostatniej kolejce przegrała z Romagnat. Wielką szansę na awans miało zatem Bobigny, jednak mecz tej drużyny przeciwko Grenoble (najsłabszej drużyny grupy) został odwołany z powodu koronawirusa w ekipie przeciwników. Działacze Bobigny wprost mówią o niesprawiedliwości.

Super Rugby

W ten weekend inauguracja drugiego sezonu nowozelandzkiego Super Rugby Aotearoa. Highlanders (z nowym trenerem Tonym Brownem, a także z Aaronem Smithem w składzie – zabrakło natomiast jeszcze Japończyka Kazuki Himeno) ulegli obrońcom tytułu, Crusaders 13:26. Świetny początek w wykonaniu gości – dwie fantastyczne akcje zakończone przyłożeniami w pierwszym kwadransie. Potem Highlanders zaczęli się odgryzać i na początku drugiej połowy zmniejszyli stratę do jednego punktu. Reszta meczu należała jednak do Crusaders. W drugim meczu Hurricanes (z Ardiem Saveą jako nowy kapitan) ulegli Blues 16:31. Jeszcze na pięć minut przed końcem Blues mieli przewagę zaledwie pięciu punktów. Zwycięstwo gości przypieczętował przyłożeniem Rieko Ioane po przechwycie podania na własnej połowie. Pauzowali Chiefs, gdzie Warrena Gatlanda, przygotowującego się do wyprawy (?) Lwów zastąpi tymczasowy trener Clayton McMillan.

W Australii druga kolejka Super Rugby AU zaczęła się od szalenie emocjonującego meczu Reds z Rebels. W pierwszej połowie bez przyłożeń, tylko karne i goście prowadzili do przerwy 12:6. Na początku drugiej połowy to prowadzenie nawet podnieśli, ale wtedy Alex Mafi zdobył pierwsze przyłożenie w meczu i przewaga Rebels zmalała do pięciu punktów. W 57. minucie czerwoną kartkę zobaczył Feao Fotuaika i szansa gości na zwycięstwo wzrosła. Jednak w samej końcówce meczu Alex Mafi drugi raz przyłożył dla Reds, a skuteczne podwyższenie dało zwycięstwo ekipie z Queenslandu 23:21. Rebels w ostatniej akcji meczu mieli szansę z karnego – jednak Matt Toomua, który w ten sposób zdobył w tym spotkaniu 18 punktów, tym razem spudłował. W drugim meczu było dużo mniej emocji: Brumbies rozgromili Waratahs aż 61:10 (rekordowy wynik w starciu tych zespołów), zdobywając dziewięć przyłożeń, z czego hat-trick zaliczył skrzydłowy Mack Hansen. Koszmarny początek sezonu w wykonaniu Waratahs.

A przed przyszłorocznym Super Rugby dobra informacja: fidżijska federacja przedłożyła skorygowany biznes plan dla Fiji Drua, który miałby być jedną z drużyn z wysp Pacyfiku w tych rozgrywkach. Fidżijczycy zdecydowali się szukać prywatnego inwestora, który obejmie większość udziałów w tym zespole (liczą na 10 mln dolarów nowozelandzkich).

Spora dawka emocji także na początek Franchise Cup w Południowej Afryce. Lions podejmowali Pumas i zgodnie z oczekiwaniami wygrali, ale tylko 32:28 (a na kwadrans przed końcem przegrywali). Jeszcze ciekawiej był w starciu Stormers z Cheetahs: gospodarze ulegli drużynie z Bloemfontein zaledwie 33:34 (dla Cheetahs zwycięstwo ma na pewno dodatkowy smak – po wykluczeniu z Pro14 bardzo pragną udowodnić swą wartość). W pozostałych dwóch meczach bez niespodzianek: Bulls rozgromili Eastern Province (aż 12 przyłożeń zwycięzców), a Sharks bez problemu pokonali Griquas.

Drobne

Polska kobieca reprezentacja siódemkowa zagrała w drugiej odsłonie Madrid 7s. Z turnieju wycofały się Francuzki, więc w stawce pozostało tylko pięć drużyn. Pierwszego dnia Polki poniosły porażki z Amerykankami i Rosjankami. Drugiego dnia pokonały Kenijki, a następnie minimalnie uległy Hiszpankom. Z tymi ostatnimi spotkały się w meczu o trzecie miejsce i tym razem wygrały 19:17. Niezły początek sezonu naszych dziewczyn.

Oficjalnie potwierdzono przedłużenie Pucharu Świata we Francji. Liczba meczów się nie zmieni, ale w fazie grupowej zawodnicy będą mieli więcej odpoczynku między spotkaniami (dotąd faktycznie bywało z tym różnie, niektóre reprezentacje grały mecze w odstępie czterech dni). Impreza zacznie się o tydzień wcześniej, 8 września 2023, a skończy 28 października 2023, a zawodnicy będą mieli co najmniej 5 dni odpoczynku między spotkaniami. Zdecydowano też o powiększeniu składów drużyn z 31 do 33 zawodników. No i znamy dokładny harmonogram spotkań. Zacznie się od trzęsienia ziemi – meczem otwarcia będzie starcie Francji z Nową Zelandią czyli ten mecz fazy grupowej, na który chyba wszyscy najbardziej ostrzą sobie apetyty.

EPCR ogłosiło też wreszcie informacje o formacie rozgrywek pozostałej części pucharów europejskich. Przypomnijmy: styczniowe dwie kolejki fazy grupowej nie zostały rozegrane. W tej sytuacji, zgodnie z wcześniejszymi informacjami, za ostateczne uznano wyniki fazy grupowej po zaledwie dwóch rozegranych kolejkach, a do play-off w Champions Cup dopuszczono 16 drużyn a nie 8, jak pierwotnie planowano (dwumecze ćwierćfinałowe zastąpiono pojedynczymi meczami 1/8 finału i ćwierćfinału). Do fazy pucharowej Challenge Cup trafią nie drużyny z miejsc 5–8 grup Champions Cup, ale z miejsc 9–12. Gwarantowane mecze 1/8 finału w domu będą miały ekipy z dwoma zwycięstwami na koncie (pod warunkiem, że oba odniosły na boisku). Losowanie par 1/8 finału 9 marca – ekipy z tej samej ligi nie będą mogły na siebie trafić. Oczywiście, jest to wyjście pewnie najbardziej sensowne z dostępnych, ale i tak pozostawia bez szans na przykład świetny Ulster, a daje szansę Sale Sharks z zaledwie 1 punktem na koncie. Mam zresztą obawy, jak będzie wyglądać ta faza pucharowa – nie da się wykluczyć, że także i ją pokiereszują walkowery…

Kolejne spekulacje dotyczące tegorocznych British & Irish Lions: premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson stwierdził, że do 21 czerwca powinny być zniesione w kraju wszystkie obostrzenia koronawirusowe i zaczęto z powrotem głośniej mówić o organizacji serii meczów Lwów właśnie na domowym gruncie. Przy czym w takiej sytuacji liczba testów mogłaby zostać zwiększona do czterech. Decyzja ma zapaść do końca marca. Organizatorzy poprosili o gwarancje od rządów Australii oraz Wielkiej Brytanii, aby mieć zabezpieczenie finansowe na wypadek zamknięcia stadionów z powodu nawrotu epidemii. Wciąż zatem obie opcje są na stole, ale Warren Gatland już szuka bazy dla swojej drużyny na wyspie Jersey.

W hiszpańskiej División de Honor zakończyła się pierwsza faza rozgrywek. Na czele ligowej tabeli bez niespodzianki: prowadzi VRAC. Ekipa z Valladolid przegrała tylko raz i to tylko jednym punktem – z madryckimi Alcobendas, którzy zajmują drugie miejsce. Teraz stawka zostanie podzielona na dwie grupy po sześć drużyn, w ramach których zostaną rozegrane rewanże tylko z przeciwnikami z tej samej grupy. Wszystkie zespoły z pierwszej grupy i dwa najlepsze z drugiej awansują do play-off.

Grały też hiszpańskie dziewczyny – kobieca reprezentacja kraju rozgromiła Holenderki 87:0 i pewnie wywalczyła mistrzostwo Europy oraz awans do europejskiego turnieju kwalifikacyjnego o udział w kobiecym Pucharze Świata. Cztery przyłożenia zdobyła w tym meczu skrzydłowa Alba Vinuesa. W walce o awans do RWC rywalkami Hiszpanek będą Irlandki, Szkotki i Włoszki. Cóż, mam nadzieję, że zawodniczki z Półwyspu Iberyjskiego utrą nosa nacjom z Pucharu Sześciu Narodów (tym bardziej, że Hiszpanki kiedyś w tej imprezie z sukcesami grały, ale je usunięto, aby ujednolicić rozgrywki z męską imprezą).

W drugiej kolejce japońskiej Top League Beauden Barrett zdobył tylko osiem punktów (jego Suntory Sungholiath pokonało Honda Heat 31:14). TJ Perenara zdobył dwa przyłożenia (jego Red Hurricanes pokonali Green Rockets 38:19), przyłożenie zaliczył też Brodie Retallick przyczyniając się do zwycięstwa Kobelco Steelers nad Canon Eagles 73:10, tu jednak prawdziwą gwiazdą był zdobywca pięciu przyłożeń, tongijski wiązacz Taumua Naeata. A tydzień temu rozegrano finał kobiecych mistrzostw kraju. Mie Pearls pokonały Morning Bears 41:10. Można obejrzeć pod linkiem https://youtu.be/o0NxgywabNY.

Zapowiedzi

W kraju grać ma Ekstraliga. Tym razem kompletna, ósma kolejka planowana jesienią i odwołana z powodu zakażeń w reprezentacji. W planach mecze Arki Gdynia ze Spartą Jarocin (zmiana gospodarza), Master Pharm Rugby Łódź z Edach Budowlanymi Lublin, Ogniwa Sopot z Orkanem Sochaczew, Awenta Pogoni Siedlce z Lechią Gdańsk i Skry Warszawa z Juvenią Kraków (także zmiana gospodarza, na dodatek mecz o Trofeum Królów). Najciekawiej będzie chyba w Siedlcach, choć mam nadzieję na walkę w Łodzi oraz Warszawie.

W Pucharze Sześciu Narodów przerwa, ruszyć ma natomiast nowy sezon Rugby Europe Championship (o Rugby Europe Trophy nadal żadnych wieści i zapewne ten sezon można już skreślić). W planie mecze rewelacji ostatnich rozgrywek, Portugalii, przeciwko Gruzinom i Rosji z Rumunią. W pierwszym meczu faworytami są goście, drugi to wielka niewiadoma.

Grają wszystkie trzy największe europejskie ligi. Dwunasta kolejka angielskiej Premiership, a w niej najlepsze w niedzielę: mecz Harlequins z Northampton Saints. Osiemnasta kolejka francuskiej Top 14, a tutaj także najlepsze na koniec (tyle że w sobotę): mecz Tulonu z Racingiem 92. I wreszcie 14 kolejka Pro14 (tu już zbliżamy się do końca fazy zasadniczej, zostały nam tylko trzy rundy) i tu arcyciekawe debry Irlandii: Ulster – Leinster i Munster – Connacht. Dla Ulsteru i Connachtu to mecze o wszystko – bez zwycięstwa żegnają się z jakimikolwiek marzeniami o awansie do finału. Oprócz tego ma wystartować drugi poziom w Anglii – Championship (Saracens pierwszy mecz zagrają przeciwko Cornish Pirates).

Na antypodach: W trzeciej rundzie Super Rugby AU mecze Brumbies – Rebels i Waratahs – Western Force. W drugiej rundzie Super Rugby Aotearoa do gry wchodzą Chiefs, którzy podejmą Highlanders, a Crusaders zagrają z Hurricanes.

Dodaj komentarz