Wielki dzień Piratów z Penzance

Saracens wrócili do gry o punkty po kilku miesiącach przerwy. W Championship, którą mieli wygrać w cuglach. I polegli na pierwszej przeszkodzie – Cornish Pirates. Poza tym w Ekstralidze wygrywali faworyci, w czołowych ligach europejskich zazwyczaj też (parę większych niespodzianek tylko we Francji), a Portugalczycy postraszyli Gruzinów.

Ekstraliga

W Ekstralidze kolejne nowe twarze – kluby, które tydzień temu nie grały, teraz zgłaszały nowych zawodników. Sporo obcokrajowców. W Orkanie Sochaczew dwóch graczy z Południowej Afryki oraz Namibijczyk Pieter Willem Steenkamp, reprezentant swojego kraju oraz gracz Welwitschias. W zaciągu Edach Budowlanych Lublin: Kudakwashe Nyakufaringwa z Zimbabwe (cztery występy w reprezentacji – tu autoprezentacja na facebooku federacji), oprócz tego Duńczyk i Namibijczyk. W Ogniwie Sopot wzmocnienie ataku: ze szkockiego Hawick przyjeżdża pochodzący z Południowej Afryki środkowy Wiaan Griebenow, i wzmocnienie młyna: reprezentant Holandii Ross Bennie-Coulson, na początku jesieni grający w Jarocinie. W Lechii Gdańsk Zimbabwijczyk, w Sparcie Samoańczyk, a w Juvenii ma pojawić się Alwyn van Vuuren, który zaliczył m.in. grę w amerykańskiej MLR.

Pozytywna informacja: aż cztery spotkania były transmitowane staraniem klubów w Internecie, a i piąte dało się też obejrzeć. Ponoć też coraz bliżej jesteśmy załatwienia sprawy transmisji telewizyjnych (i kto wie, czy nie dojdzie w tym zakresie do zmian).

A na boisku mieliśmy komplet meczów ósmej kolejki, odwołanej jesienią. I w sumie nie tylko bez żadnych niespodzianek, ale z wyraźnymi zwycięstwami faworytów. Na początek Awenta Pogoń Siedlce podejmowała Lechię Gdańsk. Można było liczyć na walkę, bo przecież Lechia po jesieni zajmowała czwarte miejsce w tabeli. Jednak na boisku dominowała Pogoń. Co prawda Przemysław Rajewski nie powtórzył wyczynu sprzed tygodnia (zamiast 4 przyłożeń, 4 punkty z podwyższeń), ale świetnie prezentowali się jego koledzy, którzy zdobyli pięć przyłożeń i siedlczanie wygrali zasłużenie 29:13.

Jeszcze wyraźniejszą przewagę mieli zawodnicy Arki Gdynia nad Spartą Jarocin: wygrali 55:16. Co prawda w barwach jarocinian zobaczyliśmy debiut Samoańczyka Dicki’ego Tafui, który w debiucie zdobył nawet przyłożenie, ale to było zdecydowanie za mało. Po stronie gospodarzy błysnęła zagraniczna para: ukraiński łącznik młyna Anton Szaszero zdobył aż 30 punktów (w tym hat-trick przyłożeń), a angielski obrońca Sam Hampson dwa przyłożenia. Piękne akcje obu tych graczy, imponujący wynik, ale zwycięstwo odniesione nad zdecydowanie najsłabszą drużyną w stawce.

Po raz drugi o Trofeum Królów zmierzyły się Skra Warszawa i Juvenia Kraków. Faworytami byli oczywiście warszawiacy i wyraźnie wygrali 39:15. Błysnęły zwłaszcza zagraniczne ogniwa warszawskiego zespołu: Bercho Botha, Jonathan O’Neill, Vaha Halaifonua czy Violeti Koło, którzy kilkakrotnie wykorzystywali błędy Juvenii i pięknymi akcjami zapewniali punkty dla gospodarzy. Juvenia niezwykle młoda (w piętnastce aż ośmiu zawodników z U21), a mimo to w pierwszej połowie przez długi okres dominująca. Wynik bardziej jednostronny od obrazu meczu, ale zwycięstwo Skry zasłużone, a na dodatek w krakowskiej ekipie całkowicie zawiodło kopanie na bramkę.

W Sopocie liderujące Ogniwo zdecydowanie wygrało z Orkanem Sochaczew. Ekipa z Mazowsza miała dobre momenty w pierwszej połowie, ale przez bardzo długi czas punktowali wyłącznie gospodarze. Do przerwy prowadzili 12:0, a kolejne dwa przyłożenia dorzucili w drugiej połowie i wygrali z bonusem 26:5. Orkan jedyne przyłożenie zdobył w końcówce meczu i starał się o więcej, jednak bezskutecznie. Niezły debiut w barwach Ogniwa zanotował Bennie-Coulson, który był bliski przyłożenia po solowym rajdzie.

A w jedynym niedzielnym spotkaniu Master Pharm Rugby Łódź nie dało żadnych szans Edach Budowlanym Lublin, którzy wyszli na boisko z aż pięcioma zawodnikami zagranicznymi w piętnastce (czyżby zapowiedź walkowera? – ponoć lublinianie zamierzają walczyć o to, aby zawodnicy z krajów UE byli traktowani jak zawodnicy krajowi). Już do przerwy gospodarze prowadzili 22:3, a po przerwie przewagę jeszcze powiększyli, choć Budowlanym udało się zdobyć honorowe przyłożenie. Łodzianie wygrali 34:10. Przyłożenie zdobył m.in. reprezentant kraju Patryk Reksulak, korzystający z zawieszenia ligi szwajcarskiej.

W tabeli bez wielkich przetasowań, ale coraz bardziej odskakuje od reszty stawki czołowa czwórka, solidarnie wygrywająca w ten weekend z bonusem. Czwarta Skra Warszawa ma już siedem punktów przewagi nad piątą Lechią. Z kolei środkowa grupa odskakuje coraz bardziej przedostatniej Juvenii, tracącej do poprzedzającej ją drużyny już sześć punktów.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Ogniwo Sopot 8 38
2. Master Pharm Rugby Łódź 9 32
3. Awenta Pogoń Siedlce 9 32
4. Skra Warszawa 9 27
5. Lechia Gdańsk 9 20
6. Orkan Sochaczew 9 19
7. ↑ Arka Gdynia 9 19
8. ↓ Edach Budowlani Lublin 8 18
9. Juvenia Kraków 9 12
10. Sparta Jarocin 9 0

Rugby Europe International Championships

W Pucharze Sześciu Narodów przerwa, ruszyła natomiast nowa edycja Rugby Europe Championship. Co prawda jednego z uczestników jeszcze nie znamy, ale reszta gra. Na niższych poziomach (w tym na naszym – Rugby Europe Trophy) bez szans na grę – coraz głośniej się mówi, że ten sezon będzie skreślony, a z REC tym razem nikt nie spadnie.

Mecz Rosji z Rumunią miał jako stawkę nie tylko punkty w REC i do kwalifikacji do Pucharu Świata (wliczane są dwa sezony REC: obecny i przyszłoroczny), ale także właśnie ustanowiony Puchar Księcia Pawła Kisielewa (rosyjskiego generała administrującego ziemiami rumuńskimi w latach 1829–1834, faktycznie dla Rumunów zasłużonego). Pierwszy mecz o ten puchar odbył się w Rosji (w Soczi) i tam – odrobinę nieoczekiwanie (choć przecież Rumuni już poprzedni sezon mieli fatalny) – puchar pozostał. Co prawda jedyne przyłożenie w meczu zdobyli Rumuni (już na samym początku meczu, po pięknym przeboju Ionuța Dumitru), ale Rosjanie regularnie punktowali z karnych (wszystkie w wykonaniu Ramila Gajsina, jeden nawet z połowy boiska) i ostatecznie wygrali 18:13.

Nadspodziewanie dużo emocji było w drugim spotkaniu, gdzie Portugalia podejmowała Gruzję. Co prawda gospodarze byli rewelacją poprzednich rozgrywek, ale Gruzini akurat byli wtedy poza jakąkolwiek konkurencją. Tymczasem w sobotę zapachniało niespodzianką: Portugalczycy na początku meczu prowadzili 6:0, na koniec pierwszej połowy 13:10, a na kwadrans przed końcem przegrywali zaledwie jednym punktem. Mieli jednak problem w formacji młyna, zwłaszcza z gruzińskimi maulami autowymi, i Gruzini to bezlitośnie wykorzystali. Choć w wielu innych elementach gry mieli problemy, wygrali z bonusem (aż pięć przyłożeń, tylko jedno podwyższenie) 27:16.

Dobra informacja jest taka, że Rugby Europe zapewniło profesjonalny anglojęzyczny komentarz na cały sezon REC. Gorsza, że na stronie Rugby Europe w celu oglądania meczów na żywo trzeba się logować, a moja rejestracja trwała niemal całą pierwszą połowę meczu Rosjan z Rumunami.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Gruzja 1 5
2. Rosja 1 4
3. Rumunia 1 1
4. Portugalia 1 0
Hiszpania 0 0
Belgia lub Holandia 0 0

Premiership

Na początek dwunastej kolejki duże emocje w meczu Leicester Tigers z London Irish (obie drużyny w dolnej połówce tabeli, choć Irish ostatnio powstrzymali Wasps i Bristol Bears). Sporo przyłożeń (aż siedem, w tym jedno karne) i kartek (cztery, w tym jedna czerwona). Już w pierwszej minucie Irish zdobyli punkty, po kwadransie prowadzili 10:3, ale do przerwy mieliśmy remis 13:13. Po przerwie to Tigers przeważali, a gdy Irish odrobili część strat, po czerwonej kartce Terrence’a Hepeterny zaczęli grać w osłabieniu i Tigers znowu budowali przewagę. Na dwie minuty przed końcem byli na bezpiecznym prowadzeniu 33:18. Irish nie mieli szans, ale mimo to zanotowali fantastyczną końcówkę odrabiając po dwóch przyłożeniach 14 punktów. Przegrali, ale tylko 32:33, a mimo porażki zapisali na konto dwa punkty.

Na koniec kolejki odbył się najciekawiej zapowiadający się mecz: Harlequins podejmowali Northampton Saints. Obie drużyny walczą o miejsca w czołowej czwórce. Początek znakomity: w ciągu pierwszego kwadransa kibice zobaczyli aż cztery przyłożenia, a Harlequins prowadzili 17:12. Potem tempo zdobywania punktów nieco osłabło, ale gospodarze powiększali przewagę. Do przerwy prowadzili już 27:12 i choć po przerwie to Saints zmniejszyli straty zdobywając przyłożenie, długo jedynymi wydarzeniami na boisku były żółte kartki. W ostatniej minucie Harlequins przypieczętowali swoje zwycięstwo przyłożeniem dającym im punkt bonusowy – wygrali 37:19. A gwiazdą był znowu łącznik ataku Marcus Smith – 15 punktów z kopów, ale jeszcze bardziej imponuje inna statystyka, 16 szarż. Świetny też Alex Dombrandt, ale temu humor popsuła na pewno żółta kartka.

Poza tym: Sale Sharks pokonali Newcastle Falcons 31:16 (miało być ciekawie, ale dwa przyłożenia Sale z pierwszego kwadransa ustawiły mecz i choć Falcons mieli ogromną przewagę, nic z niej nie wynikło; jak zwykle świetny był Faf de Klerk, ale ozdobą meczu było to podanie znad bocznej linii na offloadzie AJ MacGinty’ego: https://twitter.com/i/status/1368169809129668611), Bath uległo Exeter Chiefs 16:38 (już 13. przyłożenie Sama Simmondsa w sezonie – Eddie Jones go ignoruje, co wywołuje coraz bardziej gorzkie komentarze w angielskich mediach pod jego adresem, ale w tym meczu oglądał Exeter Warren Gatland, trener British & Irish Lions), Wasps przegrali z Gloucester 19:20 (goście wygrali mimo gry w osłabieniu od 27. minuty, o ich zwycięstwie zadecydował karny z samego końca meczu; dla Gloucester to drugie zwycięstwo z rzędu i wreszcie wydobyło się z dna tabeli), a Worcester Warriors ulegli Bristol Bears 23:24 (najsłabsza ekipa ligi przegrała zaledwie jednym punktem z liderami – dla Bears spory kawał roboty odwalił skrzydłowy Ratu Naulago, który zdobył trzy przyłożenia).

W tabeli bez wielkich zmian. Czołowa czwórka odniosła solidarnie zwycięstwa i powiększyła przewagę nad resztą stawki. Na dnie tabeli znaleźli się Worcester Warriors z zaledwie jednym zwycięstwem w sezonie i fatalną passą w ostatnich meczach (choć przecież w ten weekend postraszyli lidera).

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Bristol Bears 12 46
2. Exeter Chiefs 12 40
3. Harlequins 12 38
4. Sale Sharks 12 36
5. Northampton Saints 12 31
6. ↑ London Irish 12 31
7. ↓ Newcastle Falcons 12 29
8. ↑ Leicester Tigers 12 28
9. ↓ Wasps 12 26
10. Bath 12 24
11. ↑ Gloucester 12 19
12. ↓ Worcester Warriors 12 16

Ruszył też wreszcie drugi poziom ligowy, Championship. Tu oczywiście najwięcej uwagi przyciągał mecz Cornish Pirates – Saracens. Myślę, że warto przeczytać gorzkie przedmeczowe słowa właściciela Pirates, Dicky’ego Evansa, na temat RFU i nierównego traktowania klubów Premiership i drużyn z niższych poziomów. Niech zresztą przemówią liczby: ekipy Championship nigdy nie mogły liczyć na miliony, ale w tym roku dostają tylko po 140 tys. funtów. Tymczasem na same testy covidowe będą musiały wydać większość tej kwoty. A na dodatek oczekuje się od nich, że podzielą się przychodem ze streamingu meczu. Cały, bardzo ciekawy tekst: https://www.theguardian.com/sport/2021/mar/05/cornish-pirates-penzance-rfu-saracens-rugby-union-championship.

A wynik tego meczu też wart uwagi: Cornish Pirates wygrali 25:17. Saracens co prawda bez swoich gwiazd, ale dla ekipy z Penzance to był naprawdę wielki dzień. Zwłaszcza, że to był ich pierwszy mecz o punkty od prawie roku, że nigdy nie grali na najwyższym poziomie ligowym w Anglii. Ich kibice pewnie poczuli się prawie jak ich pradziadowie w 1908 – szkoda tylko, że nie mogli być na stadionie. A gdy mowa o braku gwiazd, to nawet bez nich wyjściowa piętnastka Saracens miała podobno na koncie w sumie 165 meczów międzynarodowych (uwaga – nie sprawdzałem, wierzę na słowo brukowcowi). Nie spodziewam się, że Saracens będą seryjnie przegrywać, dysproporcja finansowa między nimi a resztą ekip w stawce jest zbyt duża, ale zimny prysznic na początek Championship się przyda. Zresztą, może zanim kadrowicze wrócą z Pucharu Sześciu Narodów, ktoś to powtórzy? A to poważnie zachwiałoby szansami londyńczyków na awans do finału… A póki co, to zwycięstwo da na pewno paliwo do walki z podziałem angielskiego rugby.

Pro14

W czternastej kolejce Pro14 najciekawsze miały być derby Irlandii – dla Connachtu i Ulsteru była to ostatnia szansa na to, aby zachować choćby niewielkie szanse na awans do finału. Obie drużyny jednak zadaniu nie podołały. Connacht grał na wyjeździe z Munsterem i kilkuletnim już zwyczajem przegrał. Porażka jednak bardzo honorowa, bo tylko 17:20. Goście świetnie zaczęli mecz, piękna asysta Carty’ego na skrzydło i prowadzili 7:0. Jednak nie poszli za ciosem i do przerwy mieli tylko trzy punkty przewagi. Po przerwie to Munster wyszedł na prowadzenie, i choć szybko zrobiło się 17:17 (znów udział Carty’ego w przyłożeniu swej drużyny), to Joey Carbery, który wszedł po raz drugi na końcówkę meczu, zapewnił z karnego zwycięstwo swojej drużynie. Connacht kilkakrotnie w ciągu tego meczu kradł auty gospodarzom, ale to było za mało. Bundee Aki, świetny poniekąd, w drugiej połowie najpierw zarobił żółtą kartkę, potem sprezentował rywalom decydującego karnego.

W drugim starciu międzyprowincjonalnym w Irlandii Ulster podejmował Leinster. Początek wymarzony dla gospodarzy: po żółtej kartce dla Devina Tonera zdobyli dwa przyłożenia i prowadzili 12:3. Potem jednak nastąpiła katastrofa. Najpierw mimo kolejnej żółtej kartki dla dublińczyków stracili przyłożenie, a wkrótce potem najpierw sami stracili zawodnika z żółtą kartką, a trzy minuty później z czerwoną kartką rezerwowego filara Andrew Warwicka, który pojawił się na boisku moment wcześniej. Czekało ich 50 minut gry w osłabieniu, z czego kilka w podwójnym (a na domiar złego chwilę potem z kontuzją zszedł z boiska Marcell Coetzee, autor pierwszego przyłożenia) i Leinster bezlitośnie to wykorzystał. Do przerwy prowadził 24:12, a wygrał mecz 38:19. W końcówce widzieliśmy kolejne dwie żółte kartki (wyrównanie sił pozwoliło Ulsterowi zdobyć jeszcze jedno przyłożenie).

Poza tym Zebre w bardzo ważnym meczu uległo Glasgow Warriors 20:31 (obie drużyny walczą o awans do Champions Cup; świetna końcówka pierwszej połowy w wykonaniu Włochów, ale druga część spotkania należała do Szkotów; tu także aż cztery żółte kartki), a Ospreys ulegli walczącym o Champions Cup Dragons 20:31 (świetna końcówka „Smoków”).

Nie rozegrano dwóch spotkań. Mecz Scarlets z Cardiff Blues odbył się awansem kilka tygodni temu (wygrali Blues 13:10), a spotkanie Edynburga z Benettonem zostało odwołane z powodu zachorowania na covid-19 we włoskiej ekipie. Nie wiadomo, kiedy zostanie nadrobione: wolnych terminów już nie ma, obie drużyny mają zaplanowane inne zaległe spotkania w weekend finału, więc zapewne zostanie rozegrane już po finale sezonu. A będzie miało stawkę…

Skład finału już jest pewny: zagrają w nim Leinster i Munster. Dla Leinsteru to szansa na czwarty tytuł z rzędu, dla Munsteru to pierwszy finał od czterech lat. Trener Ulsteru narzeka na brak półfinałów w tegorocznym formacie i trudno się z nim nie zgodzić. Prawdziwa walka przez dwa najbliższe tygodnie (oraz w spotkaniach zaległych) toczyć się będzie o miejsce w czołowej czwórce obu konferencji, gwarantujące awans do Champions Cup. W konferencji A w tym tygodniu swoje nadzieje pogrzebali raczej Włosi z Zebre, a walka toczy się między Glasgow Warriors i Dragons. W konferencji B walczą Edynburg z Cardiff Blues: Szkoci mają 6 punktów straty, ale aż dwa spotkania więcej do rozegrania.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Leinster 14 65
2. Ulster 14 54
3. Ospreys 14 31
4. ↑ Glasgow Warriors 13 21
5. ↑ Dragons 13 20
6. ↓↓ Zebre 14 17
Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Munster 14 54
2. Connacht 14 42
3. Scarlets 14 34
4. Cardiff Blues 14 26
5. Edynburg 12 20
6. Benetton Treviso 12 6

Z wieści pozaboiskowych: Cardiff Blues w kolejnym sezonie nie będą już Cardiff Blues, ale Cardiff Rugby. Są ostatnim walijskim regionem, który pozostawił miasto w swej nazwie.

Top 14

Sensacja na początek osiemnastej kolejki Top 14: w piątek Montpellier, walczące o wydostanie się ze strefy spadkowej, pokonało bliskie awansu do play-off Clermont. Gracze ekipy Altrada lepiej zaczęli mecz i po kwadransie prowadzili 10:3. Jednak do przerwy to Clermont wyszło na prowadzenie dzięki przyłożeniu w ostatniej akcji pierwszej połowy. Decydujące okazało się ostatnie 10 minut: gracze Clermont popełniali błędy, a Alex Lozowski zamienił trzy karne na punkty (w sumie 17 punktów w meczu). Z kolei Camille Lopez pudłował w tym meczu z podstawki dwukrotnie. Ostatecznie Montpellier wygrało 22:16.

Niespodzianka też w sobotę: Castres podejmowało La Rochelle i wygrało 22:15. La Rochelle w tym meczu było długo wyjątkowo bezzębne – przez trzy czwarte meczu zdobyło zaledwie trzy punkty. Na kwadrans przed końcem Castres prowadziło 22:3. Dopiero wtedy roszelczycy wzięli się do roboty i wreszcie zdobyli dwa przyłożenia, jednak mimo 10 minut walki o wyrównanie, nic z tego.

Hitem kolejki było spotkanie Tulonu z Racingiem 92. Punktowanie zaczęli paryżanie przyłożeniem Virimiego Vakatawy, ale zanim minął kwadrans, tulończycy wyrównali. Odtąd punkty padały już niemal wyłącznie z karnych. Do przerwy Tulon prowadził 13:10. Po przerwie zwiększył przewagę do 9 punktów, ale Racing zdobył przyłożenie, a na siedem minut przed końcem zmniejszył stratę do zaledwie jednego punktu. Mnóstwo emocji w końcówce, jednak to gospodarze wykorzystali kolejnego karnego i wygrali 25:21. 20 punktów Louisa Carbonela dla Tulonu i oddech ulgi po dwóch kolejnych porażkach na swoim stadionie.

Poza tym bez niespodzianek: Tuluza pokonała Brive 42:17 (niesamowita końcówka tuluzańczyków – cztery przyłożenia w ostatnich 20 minutach, z czego dwa karne, a Brive zaliczyło w tym okresie aż trzy żółte kartki), Bordeaux pokonało Pau 29:23 (Pau w coraz gorszym położeniu, ale w tym meczu długo trzymało kontakt; 19 punktów Matthieu Jaliberta), Bajonna przegrała z Lyonem 20:28 (Jonathan Wisniewski zaliczył swojego czwartego w tym sezonie drop goala), a Stade Français pokonało Agen 40:21 (o lepszą okazję graczom z Agen na pierwsze zwycięstwo w sezonie będzie trudno – od 16 minuty paryżanie grali w osłabieniu po czerwonej kartce, a mimo to zdobyli w tym okresie cztery przyłożenia).

Tuluza wykorzystała porażki drużyn z miejsc 2–4 i zwiększyła swoją przewagę na czele tabeli – nad drugim La Rochelle ma już 7 punktów. Potknięcia wyżej notowanych rywali wykorzystały też ekipy Bordeaux i Tulonu, które znacząco przybliżyły się do czołowej czwórki. W dolnych regionach swoją sytuację umocniło Montpellier – powiększyło przewagę nad strefą spadkową do sześciu punktów.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Tuluza 19 66
2. La Rochelle 19 59
3. Racing 92 19 59
4. Clermont 19 55
5. Bordeaux Bègles 19 53
6. Tulon 19 52
7. Lyon 19 47
8. Stade Français 19 45
9. ↑ Castres 19 43
10. ↓ Brive 19 39
11. Montpellier 19 36
12. Pau 19 31
13. Bajonna 18 30
14. Agen 18 2

Z wieści pozaboiskowych: podpisano nowy kontrakt na transmisje Top 14 we Francji. Obejmuje cztery sezony i da organizatorom przychód w wysokości 454,4 mln euro (113,6 mln euro rocznie). To o 17% więcej niż dotychczas i zdecydowanie więcej, niż udało się uzyskać w Anglii za transmisje Premiership (ok. 36 mln funtów rocznie). Ba, we Francji ta kasa trafi do klubów z trzech poziomów rozgrywek, podczas gdy w Premiership nie ma na to szans. Nabywcą praw jest Canal+, a więc Top 14 pozostaje w tych samych rękach, co dotychczas. Tym to ciekawsze, że piłkarska Ligue 1 ma ogromny problem ze znalezieniem satysfakcjonującej oferty.

Transfery: Bajonna zakontraktowała reprezentanta Szkocji, Huw Jonesa z Glasgow Warriors. Ma wzmocnić Basków od nowego sezonu, jednak pod warunkiem, że utrzymają się w Top 14.

Na drugim froncie, w Pro D2, fatalną passę kontynuuje Provence z Andrzejem Charlatem w składzie. Tym razem uległo 19:21 ekipie Soyaux Angoulême. Charlat grał cały mecz, a na dziesięć minut przed końcem zdobył swoje pierwsze przyłożenie w tym sezonie. Wyprowadziło ono jego ekipę na prowadzenie, ale nie utrzymała go do końcowego gwizdka.

Super Rugby

W Nowej Zelandii w piątkowy poranek niesamowity pokaz gry dał skrzydłowy Highlanders Jona Nareki. Jego ekipa grała na wyjeździe z Chiefs i po 30 minutach przegrywała 6:20. Potem jednak Nareki przechwycił piłkę na swojej połowie i po rajdzie przez całe boisko zdobył przyłożenie. W drugiej połowie dołożył jeszcze dwa przyłożenia i chyba najpiękniejszą z tego wszystkiego asystę (rajd przez ponad pół boiska, dwóch obrońców pokonanych, podanie na offloadzie). Jego drużyna wygrała ten mecz 39:23. Chiefs co prawda bez Gatlanda, ale kontynuują fatalną serię z zeszłego roku. W drugim meczu Crusaders podejmowali Hurricanes i po pierwszej połowie mieli na koncie już cztery przyłożenia oraz prowadzili 26:6. Po pięciu minutach drugiej części spotkania było już 33:6 i choć później ekipa ze stolicy kraju zdobyła dwa przyłożenia, nie miała szans przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę – mecz skończył się zwycięstwem obrońców tytułu 33:16. Dla Crusaders to drugie zwycięstwo w turnieju, dla Hurricanes druga porażka.

Trzecia runda Super Rugby AU przyniosła wreszcie bardzo długo wyczekane zwycięstwo drużyny Western Force (pierwsze od czasu wykluczenia ich z Super Rugby w 2017). Ich przeciwnikami byli Waratahs, których poprzednie dwa spotkania były katastrofami. Tym razem po 30 minutach meczu sydnejczycy prowadzili 13:0, ale potem to goście z Perth punktowali i choć przy prowadzeniu 17:13 stracili po czerwonej kartce jednego gracza (kuriozalne zachowanie Andrew Ready’ego – uderzył pięścią przeciwnika, a potem wydawał się zdziwiony kartką: https://twitter.com/i/status/1367783635080728579), a Waratahs nawet zmniejszyli straty do jednego punktu, ostatecznie wygrali 20:16. Dużo emocji także w meczu Brumbies z Rebels: Matt Toomua zaczął kopać karne dla drużyny z Melbourne już w pierwszej minucie i łącznie uzbierał ich w trakcie meczu osiem, długo utrzymując swoją drużynę na prowadzeniu. Na 10 minut przed końcem Rebels prowadzili 21:17, ale Brumbies (grający w osłabieniu) zdobyli wtedy trzecie przyłożenie w meczu. Chwilę później Toomua dorzucił ósmego karnego i był remis po 24. Jednak ostatnie słowo należało do mistrzów: w 84. minucie Ryan Lonergan przyćmił wszelkie dokonania Toomuy – kopnął nie dość, że z własnej połowy boiska, to jeszcze z miejsca położonego o jakieś 10 m od linii bocznej. Fantastyczny kop i ostatecznie 27:24 dla obrońców tytułu.

W tabeli Super Rugby AU Brumbies z kompletem trzech zwycięstw na czele, komplet zwycięstw (ale tylko dwa) mają też Reds. Dwie drużyny też z kompletem porażek, ale w jakże odmiennych sytuacjach: Rebels mają dwie porażki w sumie zaledwie pięcioma punktami, tymczasem Waratahs ponieśli trzy porażki, z czego dwie były koszmarnymi klęskami i bilans małych punktów to po tych trzech spotkaniach aż –89.

Coraz czarniej wygląda perspektywa Super Rugby Trans-Tasman: nie tylko mamy dwutygodniową kwarantannę na wjeździe do Nowej Zelandii, ale także w Australii wprowadzono kwarantannę dla wjeżdżających z Nowej Zelandii. Media zaczęły pisać o wcześniejszym zaszczepieniu zawodników jako jedynej możliwości doprowadzenia do rozgrywek, ale to raczej w grę nie wchodzi (nie mogą spodziewać się go przed lipcem), a ponadto i tak nie ma pewności, że coś to da w kwestii przekraczania granic. Dla Australijczyków odwołanie zawodów byłoby dotkliwym ciosem finansowym.

Drobne

Sędzia ubiegłotygodniowego spotkania między Walią i Anglią, Pascal Gaüzère, miał przyznać się do obu głośno omawianych w mediach błędów w rozmowie z szefem sędziów 6 Nations, Joëlem Jutge. Pozostaje jednak w grupie sędziów wyznaczonych do prowadzenia meczów Pucharu Sześciu Narodów w tym sezonie. A w mediach przypomniano Owenowi Farrellowi, że dziś skarży się na sytuację bliźniaczo podobną do tego, co sam w 2013 zrobił w meczu Saracens przeciwko Edynburgowi (https://twitter.com/andrewfrugby/status/1367064841706430464) – jak to punkt widzenia zależy od punktu siedzenia…

Na zaległy mecz Pucharu Sześciu Narodów między Francją i Szkocją prawdopodobnie jednak nie będziemy czekać do jesieni. Angielskie kluby zgodziły się zwolnić szkockich zawodników na 26 marca, wszystko także wskazuje na to, że podobnie zdecydują francuskie o zawodnikach swojej reprezentacji. A powody przeniesienia długo były na tapecie: media opisywały wizytę Fabiena Galthié na meczu syna czy wypad na gofry zawodników w Rzymie. Francuska minister sportu Roxana Maracineanu zagroziła, że jeśli nie zostanie przeprowadzone poważne dochodzenie, Francuzi mogą pożegnać się z dalszym udziałem w turnieju. Szef federacji Bernard Laporte musiał tłumaczyć się przed panią minister, ale na szczęście groźba nie została zrealizowana. Komitet medyczny jako „pacjenta-zero” wskazał trenującego z reprezentacją zawodnika francuskich siódemek (jego test przed rozpoczęciem treningów był negatywny). Dziwi jednak brak jakichkolwiek konsekwencji za naruszenie zasad bańki antycovidowej.

Oprócz Covidu innym problemem w składzie Francji jest kolejna kontuzja Demby Bamby – ledwo został powołany do składu po wyjściu z jednego problemu, już musi go opuścić i w tegorocznym Pucharze nie zagra. Za to do gry ma być gotów na Anglię m.in. Romain Ntamack.

Puchar Świata kobiet zagrożony. Miał być rozgrywany jesienią w Nowej Zelandii, ale póki co nic nie wskazuje, że do tego czasu zostanie zniesiona kwarantanna na wjeździe do tego kraju, na pewno będą też problemy z przygotowaniem do turnieju. Pamiętajmy, że uczestniczki zawodów to w dużej mierze amatorki, a ponadto sporo pozostało jeszcze do rozegrania kwalifikacji (w międzyczasie w mediach pojawiła się informacja o planie rozegrania meczu Hiszpanek z Irlandkami za tydzień). Organy World Rugby mają decyzję o przesunięciu imprezy na przyszły rok zatwierdzić na początku tego tygodnia.

Nieco lepsze wieści z World Rugby Sevens Series. World Rugby ogłosiło harmonogram sezonu 2021 (dotąd system jesień – wiosna, teraz inaczej, a większość turniejów właśnie jesienią). W planach dwa turnieje kobiet w maju we Francji, męski turniej na koniec października w Singapurze, trzy połączone turnieje w listopadzie i grudniu w Hongkongu, Dubaju i Kapsztadzie. Oprócz tego możliwe są jeszcze męskie turnieje w Londynie i Vancouver. Cóż, zobaczymy czy takie ambitne plany się powiodą. Ani słowa o turniejach kwalifikacyjnych do cyklu, ale przecież muszą zostać rozegrane ostatnie turnieje kwalifikacyjne do igrzysk (w drugiej połowie czerwca w Monako) i (oby!) same igrzyska (koniec lipca). Ciekawostka, zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami w tym sezonie Anglia, Szkocja i Walia mają wystawić wspólną drużynę brytyjską (choć efekt przygotowań do igrzysk zostanie drastycznie obniżony przez fakt, że większość sezonu nastąpi po tej najważniejszej imprezie). Dzięki temu jednak w każdym turnieju mają wystąpić dwie zaproszone drużyny, może więc Polska (gdyby nie pandemia nasze dziewczyny zagrałyby w zeszłym roku w Paryżu).

Coraz konkretniejsze plany dotyczące gier British & Irish Lions w tym roku. Oferta Australii została odrzucona i pozostały tylko cztery opcje: gra w Południowej Afryce, gra na Wyspach Brytyjskich, przełożenie o rok lub odwołanie. Jeśli Lions zagrają w domowych pieleszach, cztery testy przeciwko Afryce Południowej miałyby zostać rozegrane w czterech stolicach: Cardiff, Dublinie, Edynburgu i Londynie. Oprócz tego cztery inne mecze: z Japonią, Barbarians, Afryką Południową A i Stanami Zjednoczonymi. Amerykanie mieliby też zagrać przeciwko Afryce Południowej.

Jonathan Sexton przedłużył na kolejny sezon kontrakt z federacją irlandzką. Pozostanie zatem w Leinsterze i reprezentacji.

Brytyjski parlament rozpoczyna dochodzenie w sprawie uszkodzeń mózgu związanych z uprawianiem obu odmian rugby oraz piłki nożnej (ostatnio demencję stwierdzono u Bobby’ego Charltona). Taki krok może oznaczać, że sprawa może spowodować zmiany legislacyjne w Wielkiej Brytanii (choć to daleka droga).

A w Japonii nadal błyszczą nowozelandzkie gwiazdy. Znowu błyszczał Beauden Barrett, ale tym razem niekwestionowanym bohaterem był TJ Perenara dzięki temu pięknemu przyłożeniu w ostatniej minucie, dającemu zwycięstwo jego NNT Docomo Red Hurricanes: https://twitter.com/i/status/1368207072362430465.

Zapowiedzi

W kraju na przyszły weekend zaplanowano pierwszy w tym sezonie turniej mistrzostw Polski siódemek męskich, który ma być rozegrany w Warszawie. Cieszy obecność Hegemona Mysłowice i drugiej drużyny poznańskiej. Smuci fakt, że w stawce jest zaledwie dziewięć drużyn.

Na arenie międzynarodowej przede wszystkim czwarta runda Pucharu Sześciu Narodów. W planie spotkania: Włochy – Walia (to powinna być formalność dla gości), Anglia – Francja (jedni i drudzy będą gryźć ziemię, a ciekawe jest, jak Francuzi zaprezentują się po izolacji i ilu zakażonych zawodników wróci do składu) i wreszcie Szkocja – Irlandia (również może być bardzo zacięte spotkanie).

Oprócz tego druga kolejka Rugby Europe Championship (znów okrojona, pauzuje i czeka na rywala z barażu Rosja). Szlagierem kolejki będzie starcie Hiszpanów z Gruzinami, a oprócz tego Portugalia zagra z Rumunią.

W angielskiej Premiership najciekawiej zapowiadają się mecze Exeter Chiefs – Harlequins i Northampton Saints – Sale Sharks. W Pro14 już przedostatnia kolejka rundy zasadniczej. W niej tylko korespondencyjne pojedynki drużyn walczących o awans do Champions Cup. Wreszcie we francuskiej Top 14 tylko jeden mecz, ostatnie zaległe spotkanie z udziałem dwóch drużyn z dna tabeli (Bajonna – Agen).

Na antypodach: W trzeciej rundzie Super Rugby Aotearoa bardzo ciekawe zmagania Crusaders z Chiefs oraz Blues z Highlanders. W czwartej rundzie Super Rugby AU mecze Western Force – Rebels i Brumbies – Reds (odpoczywają pokiereszowani Waratahs).

Dodaj komentarz