Tylko Walia i Francja

Francuzi w ten weekend stracili szansę na wielkiego szlema w Pucharze Sześciu Narodów, ale jako jedyni oprócz Walijczyków zachowali szansę na zwycięstwo w imprezie. Z wyścigu o nie odpadli natomiast Szkoci. Niemal wszystkie międzynarodowe mecze tego weekendu trzymały w napięciu do ostatniej minuty, a to jest w rugby najpiękniejsze.

Mistrzostwa Polski w rugby 7 mężczyzn

Po wielomiesięcznej przerwie zobaczyliśmy wreszcie mistrzostwa kraju w męskich siódemkach. Turniej rozegrano w Warszawie, a na starcie stanęło dziewięć drużyn. Nie było ekip z Łodzi ani Trójmiasta, za to pojawiły się dwie drużyny z Poznania oraz Hegemon Mysłowice. Losy czołowych miejsc rozstrzygały między sobą te same cztery drużyny, które dominowały w ubiegłorocznych mistrzostwach – i nawet końcowa kolejność była podobna. Oba mecze o medale były zacięte: w finale Posnania pokonała Orkan Sochaczew zaledwie jednym przyłożeniem, 17:12, a Juvenia do zwycięstwa nad Skrą (19:14) potrzebowała dogrywki. To był zresztą rewanż za porażkę krakowian w fazie grupowej. Nieźle zaprezentowała się Kaskada Szczecin (z braćmi Bracikami w składzie): w grupie tylko jednym przełożeniem przegrała z Orkanem i nie zakwalifikowała się do półfinału różnicą małych punktów, ale pozostałych przeciwników odprawiała z dorobkiem co najmniej 50-punktowym – i kto wie, jak sprawdziłaby się w starciu ze Skrą lub Juvenią. Najlepszym graczem turnieju został Daniel Gdula, tym razem reprezentujący nie gospodarzy turnieju, ale swój macierzysty klub – Posnanię.

Puchar Sześciu Narodów

Czwarta kolejka Pucharu Sześciu Narodów jak zwykle zaczęła się od meczu Włochów. A raczej – jak zwykle od ich porażki, tym razem z Walią. Na Stadio Olimpico w Rzymie goście wygrali aż 48:7, zaliczając siedem przyłożeń. Zadanie ułatwili im gospodarze – dwie żółte kartki i 20 minut gry w osłabieniu, podczas których Walia zdobyła cztery przyłożenia. Mecz był rozstrzygnięty już po 30 minutach, gdy Walia prowadziła 27:0, a Włosi jedyne punkty zdobyli dopiero w drugiej części spotkania. Warte uwagi są dwa przyłożenia młynarza Kena Owensa – w wcześniejszych 80 meczach w barwach Walii uzbierał ich trzy.

Prawdziwym hitem kolejki było starcie Anglii i Francji. Le Crunch zaczął się wyśmienicie dla gości, dla których przyłożenie zdobył po błyskawicznej akcji Antoine Dupont. Ale to Anglicy zdominowali pierwsze minuty meczu, przytłoczyli rywali ogromną intensywnością gry w ataku. Po paru minutach wyrównali (przyłożył uznany za najlepszego gracza meczu Anthony Watson), a po 20 minutach prowadzili 13:7. Z czasem jednak mecz się wyrównał, Francuzi nie odpuszczali, a przed przerwą zdobyli jeszcze drugie przyłożenie i wyszli na prowadzenie 17:13. W drugiej połowie zwiększyli przewagę do siedmiu punktów po karnym Jaliberta, ale tym samym odpowiedział Farrell. Anglicy walczyli, ale nie mogli przebić się przez obronę Francuzów. Dopiero nad pięć minut przed końcem przedarł się na pole punktowe Maro Itoje i zrobiło się 23:20. Tym wynikiem mecz się skończył i trzeba przyznać, że wygrała drużyna odrobinę lepsza. Cóż, być może Francuzom zaszkodziła koronawirusowa izolacja – zdawało się odrobinę brakować im energii, a Anglicy, którzy zagrali najlepszy mecz w tym roku, po prostu zostawili na boisku większy kawał serca. I pogrzebali szansę Francji na wielkiego szlema, choć nie na zwycięstwo w turnieju.

W ostatnim meczu weekendu starły się Szkocja i Irlandia. Obie ekipy już bez szans na końcowy triumf w imprezie, jednak na boisku nic to nie zmieniło. Zobaczyliśmy świetne widowisko, które zdecydowanie lepiej zaczęli Irlandczycy. Jonathan Sexton świetnie rozprowadzający kopami piłkę, kradzione Szkotom auty i po paru minutach było 8:0 (przyłożenie Robbie’go Henshawa po świetnym kopie na skrzydło Sextona). Dopiero potem Szkoci zaczęli się odgryzać, a po trzydziestu minutach wyszli na prowadzenie dzięki nieco szczęśliwej akcji Stuarta Hogga, którą wykończył – też z dużą dozą szczęścia – Finn Russell (wykorzystując złą decyzję Garry’ego Ringrose’a i nieporadność fatalnego w defensywie Jamesa Lowe’a). Mimo to na przerwę z prowadzeniem schodzili Irlandczycy – po dwóch karnych Sextona (i pudle z karnego Russella) było 14:10. W drugiej połowie goście powiększali przewagę – najpierw przyłożenie Taidgh’a Beirne’a, kolejny karny Sextona i było 24:10. Szkoci długimi fragmentami nie potrafili wyjść ze swojej połowy. Dopiero rezerwowy Huw Jones wykończył akcję znowu z decydującym udziałem Hogga i Russella i straty zostały zmniejszone do 7 punktów. I choć Russell opuścił boisko z powodu urazu głowy, Szkoci atakowali – po długim naporze na pole punktowe Irlandczyków wyrównali kilka minut przed końcem. Jednak ostatnie słowo należało do Sextona, który wykorzystał karnego z trudnej pozycji (w sumie 17 punktów w tym meczu, skuteczność z kopów 6/7) i dał Irlandii zwycięstwo 27:24. A wisienką na torcie był zwody, jakimi Tadhg Furlong oszukał dwóch Szkotów: https://twitter.com/patmccarry/status/1371122835331158022.

Pozostały tylko dwie drużyny z szansami na zwycięstwo: Walia i Francja, z wyścigu odpadli Szkoci. Francuzi mają o mecz więcej do rozegrania (pozostał im zaległy ze Szkocją), ale aby marzyć o końcowym triumfie, muszą wygrać za tydzień z Walią. To będzie niemalże jak finał.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Walia 4 19
2. ↑ Irlandia 4 11
3. ↓ Francja 3 10
4. Anglia 4 10
5. Szkocja 3 6
6. Włochy 4 0

Za tydzień „super-sobota”, ale wciąż nie wiadomo, kiedy zostanie rozegrane ostatnie, zaległe spotkanie Francji ze Szkocją. Data 28 marca wciąż jest niepewna – nie wiadomo, czy będą mogli zagrać najlepsi gracze, bo to dzień poza okienkiem międzynarodowym.

Ponadto 6 Nations ogłosiło oficjalnie dobicie targu z CVC: firma, która już objęła udziały w Premiership i Pro14, zostanie wspólnikiem 6 Nations z identyczną ilością udziałów jak każda z sześciu federacji. Zapłaci za nie 365 mln funtów (w ciągu 5 lat, przy czym kwota ta nie jest równo rozdzielona między pozostałych udziałowców – Anglicy dostaną 95 mln funtów, trochę mniej Francuzi, trzy pozostałe federacje z Wysp Brytyjskich po około 50 mln funtów każda i najmniej Włosi). Transakcja musi jeszcze przejść przez ścieżkę formalności, ale wygląda na to, że dwuletnia saga się skończy. Przy okazji dużo pięknych słów o rozwoju, ale ta transakcja raczej grzebie nadzieje na głębsze zmiany w Pucharze Sześciu Narodów – no, chyba że zmiany te przyniosą jego właścicielom większe pieniądze. Już w kolejnym sezonie kibice z Wysp Brytyjskich najprawdopodobniej pożegnają się z możliwością oglądaniem Pucharu w otwartej telewizji – faworytami wyścigu o prawa telewizyjne są BT, Sky i Amazon.

Rugby Europe International Championships

W drugiej kolejce Rugby Europe Championship sporo emocji w obu meczach. W spotkaniu Portugalczyków z Rumunami gospodarze mieli gości „na widelcu”, przez zdecydowaną większość meczu byli na prowadzeniu, ale ostatecznie przegrali. Do przerwy było 17:9. Dopiero w drugiej części spotkania Rumuni zdobyli pierwsze przyłożenie i zmniejszyli stratę do trzech punktów, ale Portugalczycy znowu odskoczyli i na pięć minut przed końcem prowadzili 27:14. I wtedy zdarzyła się katastrofa. Rumuni zdobyli drugie przyłożenie w meczu i zmniejszyli stratę do 6 punktów. Na chwilę przed upływem czasu Portugalczycy mieli piłkę w rękach i wciąż mogli dowieźć zwycięstwo do końca. Jednak z autu podali piłkę Rumunom prosto w ręce, sprezentowali na dodatek karnego i skończyło się kolejnym przyłożeniem Rumunów i ich jednopunktowym zwycięstwem 28:27.

Nieoczekiwanie napięcie także w meczu Hiszpanów z Gruzinami. Co prawda Gruzini już po dwóch minutach zdobyli pierwsze przyłożenie, ale moment później Hiszpanie odpowiedzieli tym samym. I w pierwszej połowie, choć Gruzini wielokrotnie zagrażali polu punktowemu Hiszpanów, nie mogli się na nie przedrzeć. Gospodarze zadziwiali intensywnością gry w obronie. Pierwsza połowa skończyła się remisem 10:10, a Hiszpanie mogli nawet prowadzić (karny w słupek). Lepiej zaczęli też drugą połowę i wyszli na trzypunktowe prowadzenie. Jednak Gruzini za moment odpowiedzieli przyłożeniem po szybkiej akcji skrzydłem, kolejne dorzucili po sprawnym maulu, ale Hiszpanie trzymali kontakt dzięki karnym. W końcówce, mając sześć punktów straty, długo próbowali zmienić wynik, ale w decydujących momentach popełniali błędy – trzykrotnie odzyskiwali piłkę na połowie rywali i czterokrotnie ją stracili. Gruzja wygrała 25:19.

Pauzowała Rosja. Na czele tabeli Gruzini, którzy jednak nie wygrywają tak gładko, jak przed rokiem.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Gruzja 2 9
2. ↑ Rumunia 2 5
3. ↓ Rosja 1 4
4. ↑ Hiszpania 1 1
5. ↓ Portugalia 2 1
Belgia lub Holandia 0 0

Grający dla Rumunii Florin Vlaicu zdobywając w sobotę dziewięć punktów z karnych, jako siódmy zawodnik w historii przekroczył próg 1000 punktów w meczach międzynarodowych. Liderem tej klasyfikacji jest Dan Carter z absolutnie nieosiągalnym obecnie wynikiem 1598 punktów, a spośród grających obecnie zawodników najwyżej jest Owen Farrell z 1044 punktami.

A na marginesie: nie kończy się kryzys w federacji gruzińskiej. W grudniu jej szefem wybrano Irakliego Abuseridze, a już w ubiegłym tygodniu odbyły się kolejne wybory (tym razem wybrany został Joseb Tchemeładze). Abuseridze nie został zarejestrowany w publicznym rejestrze i zbojkotował nową elekcję.

Premiership

W cieniu Pucharu Sześciu Narodów trzynasta kolejka Premiership. Najciekawiej zapowiadał się mecz Exeter Chiefs – Harlequins, z setnym występem w barwach londyńskiej drużyny Marcusa Smitha, właśnie wybranego najlepszym graczem ligi w lutym. I były emocje. Dwukrotnie Harlequins zdobywali przyłożenia, na które tym samym odpowiadali Chiefs, ale londyńczycy utrzymywali się na prowadzeniu dzięki karnym. Na pięć minut przed końcem mieli przewagę 20:14, ale wtedy obrońcy tytułu przełamali dotychczasowy schemat i zdobyli bezcenne przyłożenie z podwyższeniem, które dało im jednopunktowe zwycięstwo 21:20.

Ciekawie też zapowiadało się spotkanie innych dwóch drużyn walczących o play-off, Northampton Saints i Sale Sharks. Tu gospodarze budowali przewagę – do przerwy było 8:0, po kwadransie drugiej połowy 14:0, ale wtedy Sharks zaczęli się odgryzać. Jednak choć na kwadrans przed końcem zmniejszyli stratę do trzech punktów, Saints zdołali zwycięstwo dowieźć do końca meczu – wygrali 17:14. Warto zwrócić uwagę, że gospodarze wystawili całkowicie angielską piętnastkę, wypełnioną graczami wywodzącymi się ze swojej akademii – i mimo to pokonali naszpikowaną południowoafrykańskimi gwiazdami drużynę z Manchesteru.

Liderzy z Bristolu pokonali przeżywających kłopoty Wasps 37:20. Tiff Eden z Bears trzykrotnie tego wieczoru obił z karnych słupek, ale jedno z tych wydarzeń zaowocowało przyłożeniem dla jego ekipy, a sam z kopów i tak zdobył 17 punktów. Fajna sytuacja w czasie meczu: gdy Joe Joyce zdobył przyłożenie dla Bristol Bears (przy ich prowadzeniu zaledwie 16:13), a sędzia chciał je sprawdzić na TMO, James Gopperth z Wasps powstrzymał go i potwierdził, że przyłożenie było prawidłowe. Swoją drogą, Gopperth zdobył w tym meczu 10 punktów i został dzięki temu siódmym graczem w historii Premiership, którzy przekroczyli granicę 1500 oczek.

Poza tym Newcastle Falcons odrobinę nieoczekiwanie ulegli Bath 19:38 (zdecydował znakomity w wykonaniu gości początek drugiej połowy), Gloucester uległ Leicester Tigers 14:20, a London Irish pokonali Worcester Warriors 20:17 (mimo zdecydowanej dominacji na boisku gości – aż 81% terytorium, 73% posiadania, a bilans podarowanych karnych to 16:3).

W tabeli bez istotnych zmian. Porażki Harlequins i Sale Sharks nie odebrały im odpowiednio trzeciego i czwartego miejsca, ale odskoczyli im prowadzący Bristol Bears i Exeter Chiefs, a ze środka tabeli niebezpiecznie zbliżyli się do nich Northampton Saints i London Irish. Bath wreszcie opuściło końcową trójkę, a ich miejsce zajęli ubiegłoroczni wicemistrzowie, Wasps.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Bristol Bears 13 51
2. Exeter Chiefs 13 44
3. Harlequins 13 39
4. Sale Sharks 13 37
5. Northampton Saints 13 35
6. London Irish 13 35
7. ↑ Leicester Tigers 13 32
8. ↓ Newcastle Falcons 13 29
9. ↑ Bath 13 29
10. ↓ Wasps 13 26
11. Gloucester 13 20
12. Worcester Warriors 13 17

W ramach programu testów koronawirusowych – po dwóch tygodniach, w których stwierdzono po jednym zawodniku zakażonym, w ubiegłotygodniowej serii badań nie było żadnego pozytywnego przypadku.

A przy okazji, jeszcze na fali ubiegłotygodniowego zwycięstwa Pirates nad Saracens – polecam dwa ciekawe teksty w angielskiej prasie, poniekąd dotyczące wątku, o którym pisałem niedawno w tekście Ring-fencing czyli ogradzanie. Pierwszy z nich – Roberta Kitsona w Guardianie m.in. o podcinaniu Championship, słowach Eddie’go Jonesa na temat tej ligi i tym, czego Anglicy mogą uczyć się od Francuzów: https://www.theguardian.com/sport/blog/2021/mar/09/cornish-pirates-saracens-eddie-jones-english-rugby. Bardzo trafne w podsumowanie w dosłownie kilku słowach: To thrive it has to be for the many… (aby się rozwijać, rugby musi być dla wielu – a nie dla garstki najbogatszych klubów). Drugi – Chrisa Foy’a w Daily Mail z porównaniem stanu rugby ligowego w Anglii i Francji: https://www.dailymail.co.uk/sport/rugbyunion/article-9343691/French-club-rugby-gold-standard-offer-lessons-English-game.html. Cytuje m.in. Simona Gillhama, szefa francuskiego Brive, który krytykuje ogrodzenie Premiership i podkreśla, że choć jego ekipa co roku balansuje na krawędzi spadku z Top 14, nigdy nie zgodziłby się na ich likwidację. Porażka Saracens przypomniała Anglikom, że poniżej Premiership też istnieje rugby, ale myślę, że włodarzom Premiership do myślenia daje co najwyżej kontrakt telewizyjny zawarty przez LNR (o którym pisałem tydzień temu), wskazujący na to, jak rozgrywki we Francji rosną, w przeciwieństwie do Premiership.

A Saracens tym razem wygrali – zaaplikowali siedem przyłożeń Jersey Reds. Na fali są jednak też ich pogromcy sprzed tygodnia, Cornish Pirates.

Pro14

Przed piętnastą, przedostatnią kolejką fazy zasadniczej Pro14 to, co najważniejsze było już jasne (skład finałów). Kika drużyn walczyło jednak korespondencyjnie o awans do przyszłorocznego Champions Cup (czyli miejsce w pierwszej czwórce swoich konferencji).

W konferencji A krok w tym kierunku zrobili Glasgow Warriors, którzy pokonali Ospreys 30:25 – mimo że po kwadransie przegrywali już 0:12. Potem jednak to gospodarze punktowali i ostatecznie odnieśli stosunkowo pewne zwycięstwo, a błysnął młodziutki łącznik ataku Ross Thompson. Konkurujący ze Szkotami Dragons podejmowali Ulster i przegrali 22:26 mimo świetnej końcówki. Finisz dał im jednak punkt bonusowy i szansa na przegonienie graczy z Glasgow wciąż istnieje (przed obiema drużynami bezpośrednie starcie). Szansę pogrzebało natomiast włoskie Zebre. Nie pomogło Włochom zdobycie rekordowej ilości punktów w meczu w tym sezonie – grali z Leinsterem i nie mieli żadnych szans, zwłaszcza że Dave Kearney pokusił się o hat-trick przyłożeń. Irlandczycy wygrali 48:31.

W konferencji B o awans walczą Edynburg i Cardiff Blues, a i pewni do końca awansu nie są Scarlets. Szkoci nieoczekiwanie pokonali irlandzki Connacht. Zwycięstwo zawdzięczają przyłożeniu i podwyższeniu z ostatniej akcji meczu – wygrali zaledwie jednym punktem, 15:14, a ostatnie 25 minut grali z przewagą jednego zawodnika. Cardiff Blues co prawda przegrywali z Benettonem 3:14, ale ostatecznie wygrali z bonusem 29:14. Jedynie Scarlets z tej grupy ponieśli porażkę – grali z Munsterem i jedyne przyłożenie zdobyli w ostatniej akcji meczu, natomiast w barwach Irlandczyków błysnął grający po raz pierwszy po kontuzji w wyjściowym składzie Joey Carbery – jego fantastyczna akcja dała Irlandczykom drugie przyłożenie i został uznany najlepszym graczem meczu (choć nie ustrzegł się błędów).

W tabeli bez zmian. Pewne już jest, że w obu konferencjach dwa pierwsze miejsca zajmą drużyny irlandzkie – absolutna dominacja w tym sezonie. Drugie miejsce to szczególny sukces dla Connacht (tylko raz udało im się w historii ligi zagrać na tym poziomie – w 2016, gdy wygrali ligę pod wodzą Pata Lama). Awans do Champions Cup ma też zapewniona jedna drużyna walijska, Ospreys. Reszta ekip walijskich i Szkoci wciąż walczą. Bez szans Włosi. Szkoda trochę Zebre, bo pojawiały się plotki o zamiarze zastąpienia ich inną drużyną i na pewno awans do Champions Cup kazałby się pomysłodawcom takiego kroku drugi raz nad tym zastanowić (choć jeszcze gorzej radzi sobie Treviso, które w całym sezonie nie zdołało ani razu wygrać).

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Leinster 15 70
2. Ulster 15 59
3. Ospreys 15 32
4. Glasgow Warriors 14 25
5. Dragons 14 21
6. Zebre 15 17
Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Munster 15 59
2. Connacht 15 43
3. Scarlets 15 34
4. Cardiff Blues 15 31
5. Edynburg 13 24
6. Benetton Treviso 13 6

Pojawiła się ciekawa plotka transferowa: ponoć jest możliwość powrotu Simona Zebo z paryskiego Racingu 92 do Munsteru. Nie wiadomo, czy Racing 92 zaoferuje mu przedłużenie kontraktu (klub ponoć myśli o ściągnięciu Gaëla Fickou), a dla Zebo gra na „Zielonej Wyspie” oznaczałaby szansę występu na Pucharze Świata w 2023.

Toczą się też rozmowy na temat nowego kontraktu telewizyjnego – obecny, wart 30 mln funtów rocznie, wygasa w tym roku. Władze ligi liczą na większe pieniądze w związku z poszerzeniem rozgrywek o cztery franszyzy z kraju mistrzów świata, Południowej Afryki. Faworytami są podobno Sky i BBC.

Super Rugby

Na początek znakomita informacja pozaboiskowa z Australii: World Rugby zapewniło darmowe transmisje Super Rugby AU w większości krajów świata, w tym w Polsce. Dostępne są one za pośrednictwem strony: https://www.world.rugby/super-rugby (wymaga założenia konta). Pierwszy mecz, który można było obejrzeć niestety zawiódł. Western Force przegrało z Rebels 7:10. I może naprawdę żałować – gdyby z karnych kopało na bramkę, a nie szukało autów (czasami nieskutecznie) lub wybierało młyny, w których popełniało błędy (jak w ostatniej akcji meczu), zapewne ten meczy by wygrało. Mnóstwo emocji, ale i wyższy poziom w starciu Brumbies z Reds – dwóch niepokonanych dotąd ekip w meczu stanowiącym rewanż za finał rozgrywek z poprzedniego sezonu. Po kwadransie obrońcy tytułu z Canberry prowadzili 17:0 i utrzymywali się na prowadzeniu niemal do końca meczu. Jednak to „niemal” to w sporcie za mało. Reds powoli odrabiali straty i choć na pięć minut przed końcem przegrywali ośmioma punktami, zdołali w ostatnich minutach zaliczyć ich dziesięć: najpierw karnego, a tuż przed końcem meczu przyłożenie z podwyższeniem. Wygrali 40:38, ale nie przeskoczyli Brumbies w tabeli – obie drużyny mają po trzy zwycięstwa, ale Brumbies trzy punkty bonusowe, a Reds tylko jeden. Jednak w kolejnej kolejce Brumbies będą pauzować. Na dnie tabeli Waratahs z zaledwie jednym punktem.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Brumbies 4 15
2. Reds 3 13
3. Rebels 3 6
4. Western Force 3 5
5. Waratahs 3 1

W Nowej Zelandii trzecia runda Super Rugby Aotearoa. Zaczęło się od spotkania Crusaders z Chiefs. Goście zaliczyli fantastyczny początek – przyłożenie w pierwszej akcji meczu, swoją drogą znakomitej. Dorzucili karnego i po paru minutach prowadzili 10:0. Ale potem to mistrzowie wrzucili wyższy bieg i bezlitośnie punktowali przeciwników. Z 0:10 zrobiło się przez kolejne kilkadziesiąt minut 39:10, a pierwsze 5 z tych 39 punktów zdobył Leicester Fainga’anuku w absolutnie akrobatyczny sposób (jakaś zagadka grawitacyjna): https://youtu.be/nJSzCtTOJG4?t=51. Ostatecznie Crusaders wygrali 39:17. W drugim meczu Blues nie dali żadnych szans Highlanders i pewnie wygrali 39:17. W tabeli na czele niepokonani Crusaders i Blues, a na dnie z zerowym dorobkiem Hurricanes i Chiefs.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Crusaders 3 14
2. Blues 2 9
3. Highlanders 3 5
4. Hurricanes 2 0
5. Chiefs 2 0

Dobre wieści odnośnie planowanych w przyszłym roku rozgrywek. Federacja nowozelandzka zgodziła się na podział dochodów z kontraktu telewizyjnego z dwiema franszyzami z wysp Pacyfiku, które mają dołączyć do rozgrywek (zapewne Moana Pasifika i Fiji Drua). To ważny krok, bo przecież potencjał marketingowy rynków wyspiarskich jest niewielki z uwagi na małą liczbę ludności w tych krajach. Znajdą jednak wielu kibiców wśród emigrantów w Nowej Zelandii. Przed franszyzami wyspiarskimi kolejny ważny krok w celu uzyskaniu licencji Super Rugby: zebranie składów.

A w ciągu tygodnia toczyły się rozgrywki Franchise Cup w Południowej Afryce. Bez niespodzianek, może poza jednym spotkaniem: Cheetahs zdobyli już drugi skalp na ekipie, która ich kosztem wystąpi w Pro14. Tym razem pokonali Sharks. Do przerwy prowadzili 28:12 (4 przyłożenia na koncie gospodarzy), ale po przerwie znakomicie zagrali rywale z Durbanu (4 przyłożenia w tej części spotkania) i tuż przed końcem było 36:38. Ostatnie słowo należało jednak do Fransa Steyna, który w ostatniej minucie z karnego dał zwycięstwo Cheetahs 39:38. W innym spotkaniu Eastern Province przegrało z Lions 24:54, ale wart uwagi jest przede wszystkim fakt aż dwóch czerwonych dla graczy EP (pierwsza z nich już po dwóch minutach) – a mimo to zdołali zdobyć aż cztery przyłożenia, w tym dwa grając w trzynastkę.

Drobne

W Ekstralidze przerwa i pozaboiskowe informacje – Pogoń Siedlce poinformowała, że Skra Warszawa odwołała się od orzeczenia KGiD o walkowerze na korzyść siedlczan orzeczonym po spotkaniu tych drużyn w październiku. Rundy jesiennej zatem nie mamy jeszcze całkiem zamkniętej (no, jest też jeszcze jedno spotkanie zaległe planowane do rozegrania w kwietniu). Powiększa się też południowoafrykańska kolonia w Polsce: kolejnych dwóch zawodników z tego kraju zgłosiła do gry Lechia Gdańsk.

Nie ma oficjalnych wiadomości w dwóch sprawach niezwykle interesujących kibiców rugby w Polsce: transmisji telewizyjnych ze spotkań Ekstraligi oraz wyboru trenera reprezentacji. W tym pierwszym zakresie można się domyślać zmian i pojawienia się rugby w TVP. Gdy chodzi o trenera – wyścig trwa.

We Francji tylko jedno spotkanie w Top 14, nadrobienie ostatnich (jak do tej pory) zaległości. Spotkały się dwie ostatnie drużyny z tabeli i Bajonna wygrała z Agen aż 48:20. Zabójcze miała zwłaszcza pięć minut między 61. a 66. minutą, gdy zdobyła aż 21 punktów. Dzięki temu zwycięstwu przeskoczyła Pau w tabeli i wyskoczyła ze strefy spadkowej.

A poziom niżej Provence z Andrzejem Charlatem w składzie kontynuuje fatalną passę. Tym razem przegrało z Perpignan aż 3:42. W tabeli nieustająco obsuwa się w dół, powoli zbliżając się do strefy spadkowej. Na czele Vannes i Perpignan. Kłopoty finansowe ma inny klub Pro D2 z baskijskiego Biarritz (zresztą pięciokrotny mistrz Francji, ostatni raz w 2006). Pojawiła się plotka o możliwości przeniesienia drużyny na drugi koniec kraju, na północ, do Lille. Być może jednak to zagranie, które ma zmusić władze miasta do większego zaangażowania w rozwój infrastruktury klubu.

Wylosowano pary 1/8 finału europejskich pucharów. W Champions Cup chyba najwięcej emocji budzą zestawienia Munsteru z Tuluzą i Leinsteru z Tulonem (oba mają być rozegrane w Irlandii). Obrońcy pucharu, Exeter Chiefs, podejmą Lyon, a jeśli wygrają – trafią na Leinster lub Toulon. Z kolei w Challenge Cup losowanie trochę pechowe dla faworytów imprezy: Harlequins i Ulster spotkają się już na tym etapie rozgrywek. Mecze 1/8 finału obu pucharów zaplanowano na weekend 2–4 kwietnia, tydzień później mają się odbyć ćwierćfinały. Zobaczymy jednak, czy na te międzynarodowe rozgrywki pozwoli pandemia, która już w styczniu sparaliżowała ich fazę eliminacyjną.

Za moment startuje Major League Rugby, a LA Giltinis (nowy klub w stawce, z koszmarną nazwą) ogłosił chyba największe nazwisko w tym sezonie w lidze (obok Chrisa Robshawa w San Diego Legion) – do ekipy dołączy ponad stukrotny reprezentant Australii, dwukrotny wicemistrz świata, Matt Giteau. Ma 38 lat, a kilka ostatnich sezonów spędził w japońskim Suntory Sungoliath.

W Japonii czwarta kolejka spotkań i pierwsze mecze odwołane (w tym hitowe między Toshibą Brave Lupus i Suntory Sungoliath – tu przyczyną jednak nie covid, a burza, mecz przerwano po 12 minutach). Kieran Reed zaliczył przyłożenie w zwycięskim meczu Toyoty Verblitz z Munakata Sanix, ale błysnął inny Nowozelandczyk, Tiaan Falcon: zdobył dla Verblitz aż 24 punkty (2 przyłożenia i 7 podwyższeń), wszystkie zresztą w pierwszej połowie. Przyłożeniami błysnęli w tej kolejce m.in. Hadleigh Parkes (jego Wild Knights pokonali Red Hurriacens 26:13) oraz Brodie Retallick (Kobelco Steelers znów o włos górą – 20:19 z Black Rams). Obie ich drużyny są na czele „białej grupy”, zaś w „czerwonej grupie” niepokonane są trzy ekipy: Spears Kubota, Toyota Verblitz i Suntory Sungoliath.

Zmiana we Włoszech: w wyborach na szefa tamtejszej federacji poległ z kretesem dotychczas pełniący tę funkcję Alfredo Gavazzi, a wygrał Marzio Innocenti. Nowy prezes zapowiada sporą reformę rozgrywek krajowych.

World Rugby potwierdziło przeniesienie kobiecego Pucharu Świata na przyszły rok. Poniekąd słuszna decyzja, biorąc pod uwagę fakt, że rozgrywki amatorskie kobiet na świecie są w praktyce sparaliżowane (większość zawodniczek na RWC to amatorki), trudno mówić o przygotowaniach, a co dopiero o ukończeniu kwalifikacji, a do tego dochodzą wątpliwości związane z możliwością kwarantanny na wjeździe do Nowej Zelandii. Dokładne nowe daty turnieju nie są jeszcze znane, ale już odłożono wstępnie planowany na ten weekend mecz kwalifikacyjny Hiszpanek z Irlandkami.

W Wielkiej Brytanii powstał program, którego celem jest zorganizowanie British & Irish Lions także w wersji kobiecej. Cóż, obecnie na Wyspach zawodowa liga rugby istnieje tylko w Anglii, ale też póki co mowa tylko o wykonaniu studium wykonalności takiego przedsięwzięcia – a zatem daleka droga. Ciekawe byłyby kierunki potencjalnych wypraw, nieco inne niż wśród mężczyzn: pewnie najwyżej notowana byłaby obok Nowej Zelandii Ameryka Północna.

Koniec rugbowej kariery ogłosiła legenda nowozelandzkiego rugby, Sonny Bill Williams. Dwukrotny mistrz świata, uczestnik igrzysk olimpijskich w Rio zamierza wrócić do boksu.

A World Rugby ogłosiło wytyczne dotyczące oceny przez sędziów ataków na głowę (Head Contact Process): https://www.world.rugby/news/622925/world-rugby-furthers-head-injury-prevention-commitment-with-expanded-head-contact-process.

O innych ligach: Malta

Malta to była kolonia brytyjska i kulturalne wpływy Wielkiej Brytanii są tam na pewno większe niż w innych krajach europejskich. W sumie aż dziw bierze, że pierwszy klub rugby powstał na wyspach dopiero w 1946 – Overseas RC, który rozgrywał swoje mecze przeciwko reprezentacjom brytyjskich sił zbrojnych (lotnictwa, armii i marynarki) stacjonujących na Malcie. Sam zresztą składał się w dużej mierze z przybyszy z Wielkiej Brytanii. W latach 70. rugby pojawiło się też w maltańskich koledżach. Jednak w 1979 brytyjscy żołnierze opuścili Maltę i rugby na pewien czas zniknęło. Kilka lat później, w 1983 powstał klub pod nazwą Phoenicians i od tego czasu nastąpił ponowny wzrost dyscypliny. Wskrzeszono Overseas, powstał klub na miejscowym uniwersytecie, wkrótce dołączyły kolejne drużyny (Kavallieri z dużą grupą waterpolistów, potem Stompers). Okazją dla maltańskich ekip były częste wizyty innych drużyn na wyspach, przeciwko którym niekiedy występowała nieoficjalna reprezentacja kraju.

W 2000 federacja została przyjęta do IRB, a reprezentacja zaczęła rozgrywać oficjalne spotkania. Pierwszym była w listopadzie tego roku porażka z Mołdawią na trzecim poziomie European Nations Cup (i jednocześnie w kwalifikacjach do Pucharu Świata 2003). Pierwsze zwycięstwo Maltańczycy odnieśli rok później – 8:0 nad Monako i w tym sezonie wygrali swoją grupę awansując do grupy 2. W trzech ostatnich sezonach Rugby Europe International Championships Maltańczycy kończyli rozgrywki na czele swojej grupy na poziomie Conference z szansą awansu na nasz poziom, czyli Trophy. W 2017 i 2018 przegrali jednak baraże (odpowiednio z Czechami i Litwą), a w 2019 zrezygnowali z gry w barażu z Ukrainą. W ostatnim, nieukończonym sezonie na pewno niespodzianką była ich porażka w domu z Cyprem.

Rozgrywki ligowe nie mają wielkich tradycji, a wobec skromnej liczby drużyn nie ma tu wielopoziomowych struktur. Poniekąd to zrozumiałe – kraj liczy około pół miliona ludności, a więc znacznie mniej niż na przykład Kraków. Na stronie federacji mamy wymienionych sześć klubów maltańskich, a w mistrzostwach kraju (toczących się pod szyldem Cisk League – sponsorem tytularnym jest browar Cisk) w ostatnim sezonie 2019/2020 wzięły udział cztery z nich, wszystkie z miejscowości otaczających stolicę kraju, La Valettę. Te cztery ekipy to: Overseas (w lidze od 1990, 9 mistrzostw), Kavallieri (od 1992, początkowo jako rezerwa Overseas, 9 mistrzostw), Stompers (od 1998, 8 mistrzostw) i Falcons (najmłodsza z drużyn, aktualny mistrz). Planowano dziewięć kolejek spotkań, a zatem każda drużyna grała trzykrotnie z wszystkimi rywalami, a wszystkie spotkania były rozgrywane w jednym miejscu – w kompleksie sportowym w Marsie.

Rozgrywki ligowe na Malcie zainaugurowano już w 1990 z udziałem trzech drużyn: Overseas, Phenicians i University. W pierwsze cztery edycje wygrali Overseas (ogółem w pierwszej dekadzie zwyciężali sześciokrotnie, ich pasmo przerwali Alligators i Kavallieri). W 2000 swój jedyny tytuł w swoim przedostatnim sezonie w lidze osiągnęli Phoenicians. Siódmy tytuł Overseas zdobyli w 2001. Od tego czasu mistrzostwami zaczęły regularnie dzielić się drużyny Kavallieri i Stompers. Jedynym przerywnikiem był powrót po kilkunastu latach na najwyższy stopień podium Overseas w 2014 i 2016. Kolejne trzy sezony, 2017–2019 padły łupem Stompers. W ostatnim sezonem mistrzem kraju została po raz pierwszy w swojej historii ekipa Falcons. Najwięcej drużyn, sześć, uczestniczyło w rozgrywkach w sezonie 2007/2008.

Od 2000 rozgrywano także puchar federacji (ostatnio pod szyldem Medirect Group Cup) – pierwszy zdobyli Overseas, w pierwszym dziesięcioleciu XXI w. dzieliły się nim Kavallieri i Stompers, a w kolejnej dekadzie – Stompers i Overseas. Ostatnim zdobywcą pucharu, z 2019, są Stompers. Był też i superpuchar – Ray Elliot Cup.

Rozgrywek w kobiecych piętnastkach póki co na wyspach nie ma.

Zapowiedzi

Za tydzień wraca Ekstraliga. I to już nie nadrabianie zaległości z jesieni, ale pierwsza prawdziwie wiosenna runda spotkań. Gdzie najciekawiej? Chyba w Sochaczewie, gdzie Orkan podejmie Juvenię i choć jest faworytem, to pewnie jest największa szansa na niespodziankę. W pozostałych meczach o takie będzie nieco trudniej: Sparta Jarocin – Master Pharm Rugby Łódź, Arka Gdynia – Ogniwo Sopot, Edach Budowlani Lublin – Pogoń Siedlce. Mecz Lechii Gdańsk ze Skrą Warszawa ma zostać przeniesiony. Zaległości zaczyna też nadrabiać I liga – na początek mecz Arki Rumia z Posnanią.

Oczywiście na świecie największym rugbowym wydarzeniem jest piąta kolejka Pucharu Sześciu Narodów. W normalnych warunkach turniej właśnie by się kończył, tymczasem pozostanie nam na później arcyważne spotkanie Francji ze Szkocją. W najbliższy weekend grać będą Szkoci z Włochami, Irlandczycy z Anglikami i Francuzi z Walijczykami. To ostatnie to zwarcie dwóch drużyn walczących o zwycięstwo.

Grać będą też ekipy poziom niżej czyli w Rugby Europe Championship. Tym razem starcie Rosji z Gruzją oraz Rumunii z Hiszpanią.

Na frontach ligowych w Europie grać będą Anglicy i Celtowie. W Premiership chyba najciekawiej zapowiada się spotkanie Northampton Saints z Bristol Bears. W Pro14 natomiast ostatnia kolejka sezonu zasadniczego, choć warto pamiętać, że finalistów już znamy, a o awansie do Champions Cup będą przesądzać także spotkania zaległe, zaplanowane na późniejszy termin. Dwa ostatnie mecze kolejki – w poniedziałek.

Na antypodach oczywiście grają oba turnieje Super Rugby. W Nowej Zelandii runda czwarta: Hurricanes – Chiefs i mecz na szczycie Blues – Crusaders. W Australii kolejka piąta czyli półmetek fazy zasadniczej: Rebels – Waratahs i Reds – Western Force (odpoczywają obrońcy tytułu z Canberry).

Rusza też Ameryka. Już jutro start drugiego sezonu południowoamerykańskiej Superliga Americana de Rugby (rok temu udało się rozegrać tylko trzy mecze, a potem pandemia rozpędziła towarzystwo). Zaplanowano zamknięcie drużyn w bańce antycovidowej. Pierwsze dwie kolejki, w najbliższym tygodniu, mają zostać rozegrane w stolicy Chile, Santiago. Pierwszy mecz już zdaje się odwołany: starcie Jaguares XV z brazylijskimi Cobras, z powodu zachorowań wśród „Węży”. A w weekend rusza północnoamerykańska Major League Rugby. Tu na początek ciekawe starcie najlepszej drużyny poprzedniego sezonu, San Diego Legion, z Rugby United New York. Wszyscy też zastanawiają się, na co stać debiutanta o dziwacznej nazwie, ale niezłym składzie – LA Giltinis zagrają z New England Free Jacks z Bostonu.

3 komentarze do wpisu „Tylko Walia i Francja”

  1. Kilka słów chciałbym napisać o REIC. Mecze w ten weekend były bardzo wyrównane, lecz rozgrywane w nieco spacerowym tempie, ale emocji z pewnością nie brakowało. Przyczepie się jednak do komentarza. Duet damsko męski kompletnie nie w temacie. Tak jakby o rozgrywkach REIC dowiedzieli się tuż przed meczem. Nie wymawiali prawie żadnych nazwisk zawodników. Zawodnik 9 podał do zawodnika 14. Numer osiem przyłożył piłkę na polu punktowy. Tak jakby zawodnicy z krajów poza P6N nie posiadali nazwisk. Straszna amatorka, a miało być tak zawodowo. Często można też usłyszeć delikatną szydercę co do poziomu meczu, a zawodnicy często się kompromitują i powinni się wstydzić że w ogóle grają w rugby na takim nędznym poziomie. W niedzielę jeszcze ten wkurzający pogłos przy komentatorze numer 1 był mocno irytujący. Tak sobie ponarzekałem celowo nie podając nazwisk komentatorów idąc za ich przykładem;) Może tak jest profesjonalnie;)
    Same mecze były niezwykle zacięte i bardzo emocjonujące. Ostatnie dwa sezony w REIC są tak wyrównane że szkoda wielka że mecze z naszej Ekstraligi często nakładają się na europejskie rozgrywki. Lubię oglądać mecze w ramach REIC, bo nigdy nie wiadomo kto z kim wygra. Nawet Gruzini nie mają już w tych spotkaniach takiej przewago na boisku. I dobrze:)

    Super że jest kolejny odcinek lig zagranicznych. Jeszcze nie czytałem, ale jak wróce z pracy to sie wczytam:) Malta rugbowa to dla mnie biała karta:)

    Odpowiedz
    • Przyznaję, widziałem jeden mecz, a komentarz przepuszczałem między uszami, bo człowiek robił dwie rzeczy jednocześnie. Więc nie zwróciłem uwagi, ale tych parę komentarzy, które wychwyciłem, było raczej akuratne 🙂 A czy ten wyrównany poziom ma nas cieszyć? Mam wrażenie, że Gruzja nieco obniżyła loty w tym sezonie, a nie odwrotnie 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz