Dreszczowiec w Paryżu, Ekstraliga w TVP Sport

O włos od wielkiego szlema byli Walijczycy, ale w dramatycznej końcówce meczu z Francją stracili zwycięstwo i muszą czekać na wynik meczu Francji ze Szkocją. Poza tym piękny występ Irlandczyków na pożegnanie CJ Standera z reprezentacją, nieoczekiwane zwycięstwo Budowlanych Lublin nad dotkniętą pozaboiskowymi ciosami Pogonią Siedlce i wiele innych rugbowych spraw.

Ekstraliga

Przede wszystkim przed weekendem wreszcie odkryto karty w zakresie transmisji telewizyjnych z Ekstraligi. Pożegnaliśmy się z Polsatem Sport Fight (mam nadzieję, że więcej nie usłyszę o „zespołowym sporcie walki”), a powitaliśmy TVP Sport. Mecze Ekstraligi (po jednym w każdej kolejce, niekiedy dwa) nie trafiły jednak na „normalną” antenę, ale do telewizji hybrydowej – na szczęście będzie dało się je bez problemu obejrzeć w internecie (i w aplikacji). W głównym, telewizyjnym paśmie TVP Sport pojawi się finał rozgrywek, mecze reprezentacji, a także podobno turnieje siódemkowe z udziałem reprezentacji kobiet i mężczyzn. Umowa obowiązuje do 2024.

Przed weekendem zdarzył się także – miejmy nadzieję – przedostatni akord jesieni (bo ostatnim będzie zaległy mecz Ogniwa z Budowlanymi Lublin). Skra Warszawa odwołała się od walkowera orzeczonego po spotkaniu z Pogonią Siedlce (na boisku zwycięstwo warszawiaków 27:20, jednak w pewnym momencie w jej barwach było tylko 11 Polaków i 4 obcokrajowców) i Komisja Odwoławcza zamieniła go na karę finansową. To oznaczało awans Skry na drugie miejsce w ligowej tabeli. Co o tym myśleć? Cóż, treść uzasadnienia Komisji jest dostępna na stronie PZR, a komentarz ze strony siedlczan stanowią zapewne słowa trenera Andrzeja Kozaka na łamach lokalnych mediów. Także w reakcji na to orzeczenie właściciel tytułowego sponsora Pogoni – firmy Awenta, ogłosił zawieszenie sponsorowania klubu (jako znak protestu przeciwko takim praktykom).

I jakby tych nieszczęść Pogoni było mało, na boisku przydarzyło im się kolejne. Siedlczanie grali na wyjeździe z Edach Budowlanymi Lublin. Na pewno niepokojący był wynik przedsezonowego testu, w którym wygrali lublinianie. I teraz, w meczu o punkty ten wynik powtórzyli, sprawiając sporą niespodziankę. Obie połowy zaczynali znakomicie, bo od przyłożeń, które zdobył ten sam zawodnik: świeży nabytek z Zimbabwe, Kudakwashe Nyakufaringwa. Oba zresztą w znakomitym stylu. Pogoń w każdej z połów odpowiedziała co prawda swoimi przyłożeniami (świetna akcja Patalesio Siliego w drugiej połowie), ale dzięki karnym wykonywanym przez Smilko Debrienliewa Budowlani wygrali 20:14. Pogoń może żałować, bo miała na boisku przewagę, ale w decydujących momentach często popełniała błędy (tak było w ostatniej czy przedostatniej akcji, o włos od pola punktowego gospodarzy).

Drugim akordem ekstraligowej soboty były derby Trójmiasta: Arka Gdynia podejmowała Ogniwo Sopot. Zdecydowanym faworytem byli liderujący w tabeli goście, jednak swoją przewagę udokumentowali dopiero w końcówce meczu. Zaczęli od prowadzenia po pierwszym kwadransie 12:0 (wynik otworzył swoim pierwszym ekstraligowym przyłożeniem w karierze młody Wiktor Wilczuk), ale potem się zatrzymali. Przed końcem pierwszej połowy tylko gdynianie zapunktowali i na przerwę gospodarze schodzili przegrywając tylko 7:12. Drugą połowę otwarło przyłożeniem znowu Ogniwo (wybrany potem najlepszym graczem meczu Jan Mroziński), ale Arka odpowiedziała tym samym (ładny przekop na skrzydło), a gdy dorzuciła karnego, przegrywała już tylko 17:19. Potem jednak z boiska musiał zejść lider gdynian, Anton Szaszero, i otworzył się worek z przyłożeniami sopocian: zaczęli świetnymi akcjami Mateusz Plichta i Roman Żuk, a to nie był koniec. Tuż przed ostatnim gwizdkiem było już 50:17 dla Ogniwa i dopiero wtedy Arka zdołała odpowiedzieć. Przegrała ostatecznie 24:50.

Pierwszym meczem telewizyjnym w TVP Sport było starcie Orkana Sochaczew z Juvenią Kraków (komentowane przez Roberta Grzędowskiego i Kajetana Cyganika). Na początku parę minut dla Juvenii, która jednak nie zdobyła punktów. A potem na boisku dominował już Orkan, który nie wypuszczał Juvenii ze swojej połowy, choć sam też rzadko przebijał się pod pole punktowe rywala. W pierwszej połowie sochaczewianie seryjnie kradli wrzuty z autów rywali i świetnie wykorzystywali grę z silnym wiatrem (znakomicie kopał Pieter Steenkamp), do tego przez cały mecz przeważali w przegrupowaniach. Co prawda w pierwszej połowie zdobyli tylko jedno przyłożenie (do przerwy 13:0), ale dwa kolejne dorzucili na początku drugiej połowy i było 27:0 (wiodącymi postaciami byli gracze z południowej półkuli – dwa przyłożenia zdobył Andre Meyer). Dopiero w końcówce Juvenia wykorzystała błąd po stronie Orkana i Igor Kocimski zdobył honorowe przyłożenie. Sochaczewianom brakło do szczęścia bonusu za cztery przyłożenia, ale mimo przewagi, nie potrafili sobie stworzyć więcej okazji. Skończyło się nadspodziewanie wysokim zwycięstwem Orkana 27:5, a krakowianie ponownie przegrali i to był najsłabszy ich występ tej wiosny.

Ostatni mecz kolejki, w którym Sparta Jarocin podejmowała Master Pharm Rugby Łódź zgodnie z oczekiwaniami. Łodzianie od początku budowali przewagę i już po parunastu minutach Sparta została odarta z jakichkolwiek złudzeń, a przed przerwą Master Pharm prowadził już 31:0. Ciekawiej zaczęła się druga połowa: gospodarze po znakomitej, szybkiej akcji zdobyli przyłożenie, a w kolejnych minutach byli bliscy następnego. Na tym jednak był koniec ich zdobyczy, ostatecznie faworyci wygrali 41:7.

Mecz Lechii Gdańsk ze Skrą Warszawa został przeniesiony na wielkanocną sobotę, zatem warszawiacy oddali łodzianom dopiero co zdobyte przy zielonym stoliku drugie miejsce w tabeli.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Ogniwo Sopot 9 43
2. Master Pharm Rugby Łódź 10 37
3. ↑ Skra Warszawa 9 32
4. ↓ Awenta Pogoń Siedlce 10 29
5. ↑ Orkan Sochaczew 10 23
6. ↑↑ Edach Budowlani Lublin 9 22
7. ↓↓ Lechia Gdańsk 9 20
8. ↓ Arka Gdynia 10 19
9. Juvenia Kraków 10 12
10. Sparta Jarocin 10 0

Zobaczyliśmy też pierwszy po zimie mecz pierwszoligowy. Zaległości z jesieni nadrabiały Posnania i Arka Rumia. Arka, która przecież jeszcze dwa lata temu walczyła o awans do Ekstraligi, tym razem była chłopcem do bicia. Posnania wygrała aż 57:8 i awansowała na drugie miejsce w tabeli. Warto zwrócić uwagę na pięć przyłożeń Bartosza Kubalewskiego i przyłożenie Jesusa Canizalesa, Wenezuelczyka do niedawna grającego dla Juvenii Kraków. Posnania ma jeszcze jedno zaległe spotkanie i traci 9 punktów do liderów z Białegostoku.

A na froncie drugoligowym informacja pozaboiskowa. KS Budowlani Łódź zyskali sponsora tytularnego – firmę Commercecon, która w tej roli występuje już w sekcji koszykarek tego klubu dla sekcji siatkarek ŁKS. I zatrudnili dyrektora sportowego, którym został Duaine Lindsay, dotychczasowy trener naszej reprezentacji.

Puchar Sześciu Narodów

Super-sobotę (czyli ostatnią kolejkę Pucharu Sześciu Narodów) zaczęło starcie Szkotów z Włochami. Skończyło się zgodnie z przewidywaniami, nawet mimo eksperymentów w ustawieniu zespołu gospodarzy (Finn Russell tydzień temu miał uraz głowy i na pozycji łącznika ataku wystąpił kapitan drużyny, Stuart Hogg). Ciekawie było tylko na początku. Pierwsze przyłożenie zdobył kapitan Włochów Luca Bigi i było 7:0. Ale to było jedyne przyłożenie Włochów w tym meczu, tymczasem Szkoci zatrzymali się dopiero na ośmiu. Pomogły im żółte kartki gości – grali w przewadze w sumie przez prawie pół godziny. Włosi w tym meczu nie mieli absolutnie nic do powiedzenia (z meczu na mecz coraz gorsi) i Szkocja wygrała 52:10. Warto zwrócić uwagę: jeszcze nigdy w historii swoich startów w Pucharze Włosi nie mieli tak niekorzystnego bilansu punktowego (–184). Katastrofa, która powinna dać do myślenia organizatorom, ale pewnie nic nie zmieni.

Zadziwiająco jednostronne okazało się też kolejne spotkanie. Irlandia podejmowała Anglię i choć przez pierwszych parę czy paręnaście minut wydawało się, że Itoje może wygrać ten mecz dla Anglii, to okres naporu gości skończył się ich prowadzeniem zaledwie 3:0. A potem do roboty wzięli się Irlandczycy. Fantastyczne (i odrobinę szczęśliwe) rozegranie autu i Keath Earls zameldował się w rogu boiska. A pod koniec pierwszej połowy jeszcze piękniejsza, zespołowa akcja Irlandczyków, wykończona przez Jacka Conana. Do tego niemylący się z podstawki Jonathan Sexton (tego dnia znakomity) i do przerwy było 20:6. W ciągu kolejnych 20 minut Irlandia dzięki następnym karnym Sextona powiększyła przewagę do 20 punktów. Wtedy czerwoną kartkę zobaczył Bundee Aki, który wrócił do reprezentacji, i moment później Anglicy zdobyli przyłożenie. Nie było już jednak na boisku ani Owena Farrella, ani Billego Vunipoli (obaj zeszli z boiska na HIA). I choć Anglia miała przewagę jednego zawodnika, Irlandia nie dawała sobie w kaszę dmuchać, a Sexton kopał kolejne karne (8/8 z podstawki, łącznie 22 punkty) i pięć minut przed końcem było 32:11. Wtedy Irlandczycy zostali już w trzynastkę (żółta kartka dla Conora Murray’a), co wykorzystał Jonny May. A na dodatek z trudnej pozycji z drop goala fantastycznie podwyższył Elliot Daly. Ale chwilę później usłyszeliśmy końcowy gwizdek i Irlandia zasłużenie wygrała 32:18. Być może był to ostatni jej mecz z CJ Standerem w składzie, więc pożegnanie dostał znakomite. Zaledwie 30-letnia ostoja Munsteru ogłosiła koniec rugbowej kariery po tym sezonie, bo chce spędzać więcej czasu z rodziną. Ostatnim jej akordem ma być lipcowe okno międzynarodowe, jednak kto wie, czy wówczas będzie grał dla Irlandii, czy też założy czerwoną koszulkę British & Irish Lions.

No i na koniec mecz, któremu najbliżej było do finału rozgrywek – bezpośrednie starcie dwóch drużyn, które jako jedyne zachowały przed tą kolejką szanse na końcową wygraną. Walijczycy mieli na dodatek szansę na wielkiego szlema i byli o włos od jego skompletowania: mecz w Paryżu przegrali w ostatnich sekundach. A samo spotkanie o niesamowitej dramaturgii, z TMO rozgrzanym do czerwoności, show jak się patrzy. Zaczęło się od wymiany cios za cios. Przez pierwszy kwadrans obie drużyny na przemian wykańczały swoje akcje przyłożeniami i mieliśmy wynik 14:14 (ozdobą było przyłożenie Antoine’a Duponta). Potem obrona była już skuteczniejsza po obu stronach i pierwsza połowa skończyła się przy remisie 17:17. Drugą połowę znacznie lepiej zaczęli Walijczycy, którzy zbudowali dziesięciopunktową przewagę (choć przyłożenie Josha Adamsa nie było pozbawione kontrowersji) – było najpierw 27:17, a na 20 minut przed końcem 30:20. A mogło być więcej, bo na pole punktowe Francji przedarł się Louis Rees-Zammit, jednak piłkę przyłożył u podstawy narożnej chorągiewki (akcja skończyła się 3 punktami z karnego i żółta kartką dla Mohameda Haouasa). Jednak ostatni fragment meczu to niemal nieustanny napór Francuzów. W 68. minucie zdobyli przyłożenie, ale okazało się, że wcześniej Paul Willemse włożył przypadkiem palce w oko rywala i sędzia pokazał mu czerwoną kartkę oraz przyznał karnego Walijczykom. Chwilę potem jednak to Francuzi grali w przewadze: w ciągu paru minut dwóch Walijczyków obejrzało żółte kartki i ich drużyna musiała grać w trzynastkę. A Francuzi naciskali. Potrzebowali dwóch przyłożeń i trudno zrozumieć, dlaczego w tej sytuacji, na pięć minut przed końcem wybierali rozgrywanie karnych na 5 m w formie młyna. Charles Ollivon zdobył przyłożenie, ale wciąż to było o 3 punkty za mało. Po wznowieniu gry Walijczycy odzyskali piłkę, ale nie zdołali jej utrzymać i Francuzi zyskali jeszcze jedną szansę. I Brice Dulin, który wcześniej zdobył unieważnione przyłożenie, zrobił to jeszcze raz. TMO, po którego pomoc Luke Pearce sięgnął po raz ostatni tego dnia (wcześniej tych przypadków było niezliczenie wiele), tym razem nie podważyło prawidłowości tej akcji, i Francja wygrała 32:30. Walia straciła wielkiego szlema, ale zachowała szansę na zwycięstwo – zwłaszcza dzięki defensywnemu punktowi bonusowemu.

W tej sytuacji o tym, kto wygra Puchar Sześciu Narodów zadecyduje zaległe spotkanie Francji ze Szkocją. Przed Francuzami bardzo trudne zadanie, bo muszą wygrać za 5 punktów i albo z przewagą minimum 21 punktów, albo z przewagą 20 punktów i sześcioma przyłożeniami. Długo trwały rozmowy o dacie tego meczu (głównie z klubami z Anglii, gdzie grają niektóre gwiazdy szkockiego zespołu z ich kapitanem Stuartem Hoggiem na czele). Ostatecznie odbędzie się w najbliższy piątek, a angielskie kluby dogadały się w sprawie rekompensat z tego tytułu.

Dwie lokaty w tabeli są jednak już pewne – te ostatnie. Włosi na końcu stawki bez ani jednego punktu, a Anglicy na rozczarowującym piątym miejscu. Oczywiście na Eddiego Jonesa spada krytyka, ale też trzeba pamiętać, że podobnie było w 2018 – na rok przed zdobyciem przez Anglię wicemistrzostwa świata.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Walia 5 20
2. Irlandia 5 15
3. Francja 4 15
4. ↑ Szkocja 4 11
5. ↓ Anglia 5 10
6. Włochy 5 0

Rugby Europe International Championships

W trzeciej kolejce Rugby Europe Championship dwa niezbyt porywające mecze. W Kaliningradzie Rosja podejmowała Gruzję i wyraźnie przegrała 6:23. Gruzini bez problemu wykorzystywali błędy rywali, błysnął młodziutki obrońca Davit Niniaszwili. Gruzini wykonali plan, wyjechali z Rosji z punktem bonusowym i pewnie zmierzają po kolejne zwycięstwo w rozgrywkach (pozostały im dwa mecze w domu: z Rumunią oraz zwycięzcą barażu).

Więcej emocji w drugim spotkaniu, pomiędzy Rumunią i Hiszpanią, jednak były to emocje wynikające nie z pięknej gry, ale z licznych błędów po obu stronach oraz koszmarnego braku dyscypliny (jakby w głowach Hiszpanów wciąż siedział rumuński sędzia z meczu w Brukseli przed paroma laty). W pierwszej połowie gra była wyrównana, drużyny wymieniały się karnymi i na przerwę schodziły przy remisie 6:6. Zaraz po przerwie Hiszpanie zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu i wyszli na siedmiopunktowe prowadzenie – Rumuni jednak zniwelowali je do jednego oczka dwoma kolejnymi karnymi. I wtedy nastąpiła katastrofa Hiszpanów: najpierw czerwona kartka (kopnięcie kolanem w twarz przeciwnika w przegrupowaniu), zaraz potem dwie żółte kartki i zostało ich na boisku dwunastu. Jednak Rumuni dali się początkowo odepchnąć od pola punktowego osłabionych rywali, nawet sami stracili kolejne trzy punkty. Ostatecznie zdobyli jednak przyłożenie, ale na pewno nie wykorzystali potrójnej przewagi tak, jak powinna klasowa drużyna – parę minut przed końcem Hiszpanie przegrywali tylko 16:22 i mieli szansę na zwycięstwo. Ostatnie pięć minut spędzili pod polem punktowym Rumunów (na dodatek przy wyrównanych siłach – czternastu na czternastu), ale nie zdołali zmienić już wyniku. Cenne zwycięstwo Rumunów (zwłaszcza, że ich zawodnikom brakuje ogrania po zimie).

W tabeli bez zmian na pozycjach, ale zwycięstwa Gruzji i Rumunii pozwoliły im powiększyć przewagę nad resztą stawki. Ekipy z Półwyspu Iberyjskiego, błyszczące w poprzedniej edycji rozgrywek, wciąż bez zwycięstwa na koncie.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Gruzja 3 14
2. Rumunia 3 9
3. Rosja 2 4
4. Hiszpania 2 2
5. Portugalia 2 1
Belgia lub Holandia 0 0

Rugby Europe oficjalnie potwierdziło, że w sezonie 2020/2021 nie odbędą się rozgrywki niższych poziomów Rugby Europe International Championships, w tym naszej grupy Rugby Europe Trophy. Wiadomość poniekąd od dawna spodziewana. Jest natomiast nadzieja na zorganizowanie turniejów siódemkowych Grand Prix, zarówno kobiet, jak i mężczyzn, w czerwcu i lipcu.

Premiership

Na początku ubiegłego tygodnia dobra wiadomość: już drugi tydzień z rzędu w procesie testowania nie stwierdzono żadnego przypadku zakażenia koronawirusem.

Czternastą kolejkę zaczął piątkowy mecz Newcastle Falcons z Wasps. Gospodarze nieźle zaczęli mecz i do przerwy prowadzili 18:6. Ale druga połowa należała do Os, które zaczęły od przyłożenia, a drugie dołożyły wykorzystując podwójne osłabienie ekipy z północy Anglii (dwie żółte kartki w odstępie minuty) i dzięki temu wygrały 20:18. Przełamały w ten sposób wyjątkowo kiepską passę, jaką miały od kilku tygodni. Najwięcej chyba jednak mówi się o incydencie z wpychaniem przez Matea Carrerasa z Falcons paluchów do oka przeciwnika – przegapionym przez sędziego.

Wesoło było natomiast w sobotę. W trzech spotkania rozegranych tego dnia padło szalone 35 przyłożeń (średnio prawie 75 punktów na mecz). Exeter Chiefs pokonało Leicester Tigers 47:31. Po kwadransie, przy prowadzeniu obrońców tytułu 7:0, czerwoną kartkę obejrzał gracz gości, Kobus van Wyk. I w ciągu kolejnych 20 minut zrobiło się 28:0. Potem gra się wyrównała, goście mimo osłabienia jeszcze pod koniec pierwszej połowy odpowiedzieli dwoma przyłożeniami. Skończyło się na 7 przyłożeniach Chiefs (w tym czternastym w sezonie Sama Simmondsa; jego brat Joe zdobył zaś 12 punktów z podwyższeń) oraz 5 przyłożeniach Tigers. Także 12 przyłożeń padło w meczu Harlequins z Gloucester – tu jednak przewaga gospodarzy w tym elemencie gry wyniosła aż 9:3 (a wynik 59:24). Tu także po 30 minutach było 28:0, tu też obejrzeliśmy czerwoną kartkę (jednak goście zostali osłabieni już w końcówce meczu), a dwa przyłożenia zdobył m.in. Alex Dombrandt, który zapewne przydałby się tego dnia w Dublinie… O jedno przyłożenie mniej padło w Bath, ale scenariusz był bardzo podobny: gospodarze prowadzili po pierwszej połowie 40:0, w drugiej punktowali głównie goście, jednak nie byli w stanie zniwelować aż takiej przewagi. Bath pokonało Worcester Warriors, 47:22. Jedyna odmiana w tym spotkaniu to brak czerwonych kartek. W sumie wyniki nie dziwią – najsłabsze drużyny tabeli, Gloucester i Worcester, pozbawione groźby spadku z ligi, postawiły na składy absolutnie rezerwowe…

W niedzielę odbyło się najciekawiej zapowiadające się spotkanie kolejki. Walczący o play-off Northampton Saints podejmowali liderów – Bristol Bears. Lepiej mecz zaczęli Bears, którzy wyszli na prowadzenie 14:0. Gospodarze dopiero w ostatniej akcji pierwszej połowy odpowiedzieli przyłożeniem, ale świetnie zaczęli drugą część spotkania: kolejne przyłożenie i trzy karne dały im siedmiopunktową przewagę. Koniec meczu należał jednak do rozdrażnionych „Niedźwiedzi”. W ciągu paru ostatnich minut zdobyli dwa kolejne przyłożenia i wygrali, na dodatek z punktem bonusowym, 28:21. „Świętym” na osłodę pozostał tylko bonus defensywny.

A w ostatnim meczu kolejki Sale Sharks bez problemu pokonali London Irish 39:13. Irish nie wykorzystali nawet gry z przewagą dwóch zawodników w ostatnich minutach meczu, przeciwnie – dali wówczas zdobyć trzecie przyłożenie w tym meczu Byronowi McGuiganowi.

W tabeli nadal na czele Bristol Bears przed Exeter Chiefs oraz Harlequins i Sale Sharks. Czołowa czwórka dzięki solidarnym zwycięstwom powiększyła przewagę nad ścigającymi ich rywalami.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Bristol Bears 14 56
2. Exeter Chiefs 14 49
3. Harlequins 14 44
4. Sale Sharks 14 42
5. Northampton Saints 14 36
6. London Irish 14 35
7. ↑↑ Bath 14 34
8. ↓ Leicester Tigers 14 33
9. ↑ Wasps 14 30
10. ↓↓ Newcastle Falcons 14 30
11. Gloucester 14 20
12. Worcester Warriors 14 18

Z rynku transferowego wieści o przyszłości Danny’ego Ciprianiego. Łącznik ataku, który nagle opuścił Gloucester, podobno negocjuje roczny kontrakt z Bath.

A na drugim froncie, w Championship, nadal niepokonane trzy drużyny: Ealing Trailfinders, Doncaster Knights i Cornish Pirates.

Pro14

Za nami ostatnia kolejka sezonu zasadniczego Pro14. Skróconego po to, aby zrobić miejsce na Rainbow Cup z udziałem drużyn z Południowej Afryki. Bolą zwłaszcza dwie rzeczy: play-off zredukowany do finału (brak półfinałów) oraz fakt, że zdecydowana większość sezonu była rozgrywana bez udziału reprezentantów krajów (ba, za tydzień finał i wielu spośród jego uczestników będzie grała w klubie pierwszy mecz po kilkutygodniowej przerwie).

W piątek, na początek kolejki, dwie ekipy irlandzkie, choć nie błyszczały specjalnie, nie miały większych problemów z poradzeniem sobie z rywalami z Włoch, pozbawionymi już szans na awans do Champions Cup. Najpierw Munster pokonał Benetton Treviso 31:17 (Włosi zaskoczyli zdobywając pierwsze przyłożenie, ale więcej uwagi niż gra zwrócił fakt, że kobiety pełniły funkcję zarówno głównego sędziego, jak i sędziego TMO), a potem Ulster pokonał inną włoską drużynę Zebre aż 49:3 (po 34 minutach było tylko 7:3, ale wówczas jeden z Włochów zobaczył czerwoną kartkę, drugą połowę Włosi grali już w trzynastkę i z młynami symulowanymi, więc Ulster bezlitośnie to wykorzystał).

Duża niespodzianka za to w trzecim piątkowym meczu (też w sumie bez stawki – Leinster pewny finału, Ospreys pewni awansu do Champions Cup i bez szans na poprawę pozycji). Zaczęło się poniekąd zgodnie z oczekiwaniami: Leinster (dla którego wspieracz Devin Toner zagrał po raz 261., wyrównując w ten sposób rekord drużyny) do przerwy prowadził 10:3, a chwilę później po niej już 17:3. Ale na 13 minut przed końcem żółtą kartkę obejrzał Andrew Smith (zaledwie trzy minuty po pojawieniu się na boisku) i Ospreys wykorzystali to w imponujący sposób: przez 10 minut gry w przewadze zdobyli trzy przyłożenia i odnieśli szokujące zwycięstwo na wyjeździe 24:19. Ich świetną pogoń pięknie zwieńczył rezerwowy łącznik ataku Josh Thomas: nakrył kop Harry’ego Byrne’a, wykorzystał minięcie się z piłką innego z dublińczyków, do przyłożenia dorzucił trzecie w ciągu paru minut podwyższenie i w ten sposób zapewnił zwycięstwo swojej drużynie.

W niedzielę bezpośrednie starcie dwóch ekip walczących o Champions Cup w konferencji A: Glasgow Warriors podejmowali Dragons. W Cardiff górą okazali się Walijczycy. Co prawda do przerwy przegrywali 9:17, ale w drugiej połowie tylko oni punktowali, zdobyli 17 punktów, i choć w końcówce grali w osłabieniu, wygrali ze Szkotami 26:17. Do pełni szczęścia zabrakło Dragons czterech przyłożeń i punktu bonusowego – nie zdołali przeskoczyć rywali w tabeli, zrównali się z nimi punktami, ale przegrywają bilansem małych punktów. Teraz muszą liczyć na odrobinę szczęścia w spotkaniach zaległych.

Dwa ostatnie mecze kolejki, mające ogromne znaczenie w walce o awans do Champions Cup w konferencji B (Cardiff – Edynburg i Scarlets – Connacht) dopiero dzisiaj. A kiedy zostaną rozegrane spotkania zaległe? Nie wiadomo. Planowano początkowo zagrać większość z nich za tydzień, ale biorą w nich drużyny szkockie, a przecież reprezentacja tego kraju ma zagrać zaległy mecz w Pucharze Sześciu Narodów. Czyżby zatem na ostateczne rozstrzygnięcia trzeba było czekać dłużej (np. do meczów Rainbow Cup)?

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Leinster 16 71
2. Ulster 16 64
3. Ospreys 16 36
4. Glasgow Warriors 15 25
5. Dragons 15 25
6. Zebre 16 17
Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Munster 16 64
2. Connacht 15 43
3. Scarlets 15 34
4. Cardiff Blues 15 31
5. Edynburg 13 24
6. Benetton Treviso 14 6

Informacja o finansowych kulisach przyłączenia drużyn z Południowej Afryki do Pro14: dotąd federacja południowoafrykańska płaciła 6 mln funtów rocznie za udział dwóch drużyn. Po powiększeniu liczby drużyn do czterech ma płacić 10 mln funtów. A coraz więcej wątpliwości pojawia się w kontekście zaplanowanego na wiosnę Rainbow Cup, którego kosztem skrócono obecny sezon Pro14: im bliżej startu rozgrywek, tym mniej prawdopodobne stają się podróże międzykontynentalne, które zaplanowano w ramach tej imprezy. A przecież ma ona stanowić rodzaj trampoliny dla graczy z Południowej Afryki przed serią testów z British & Irish Lions.

Zmiany możliwe także we Włoszech – nowy prezes federacji, Marzio Innocenti, wspomniał w wywiadzie o ofercie zastąpienia Zebre w Pro14 przez Petrarkę Padwa. Zebre jest niemal w całości finansowana przez FIR (w przeciwieństwie do Benettona) i federacja oczekuje bardziej samodzielnej drużyny. Niemniej Innocenti uważa, że najważniejsze jest skoncentrowanie się na krajowych rozgrywkach.

Super Rugby

Czwarta kolejka Super Rugby Aotearoa zaczęła się od wydarzenia bardzo długo wyczekiwanego – pierwszego zwycięstwa w tych rozgrywkach Chiefs. Grali oni w Wellingtonie przeciwko tamtejszym Hurricanes i początek meczu nie zapowiadał ich wygranej. Gospodarze w pierwszej połowie deklasowali gości i po czterech przyłożeniach prowadzili 26:7. Co prawda w samej końcówce dwukrotnie Chiefs byli bliscy odpowiedzi, ostatecznie jednak skończyli z niczym. W drugiej połowie oglądaliśmy jednak zupełnie inne spotkanie. Po kwadransie bez punktów Chiefs zdobyli w ciągu dwóch minut dwa przyłożenia (jedno z nich palce lizać: https://twitter.com/i/status/1373177522347724802), parę minut później dołożyli trzecie i wyszli na prowadzenie. Hurricanes odzyskali je dzięki karnemu Jordiego Barretta (jedyne ich punkty w drugiej połowie, chwilę wcześniej Barrett spudłował w podobnej okazji), ale tylko na moment – wkrótce potem Chiefs kolejny raz przebili się na ich pole punktowe i ostatecznie wygrali 35:29.

W drugim meczu starły się dwie niepokonane dotąd drużyny: Blues podejmowali Crusaders. I choć obie ekipy zdobyły w tym meczu po cztery przyłożenia, zdecydowanie górą w tym starciu byli Crusaders. Richie Mo’unga do czterech podwyższeń dorzucił pięć karnych (i przyłożenie – razem 28 punktów) i zapewnił swojej drużynie zwycięstwo 43:27. Dzięki temu w tabeli Crusaders mają już dwa razy więcej punktów niż kolejna drużyna, właśnie Blues. W kolejnej kolejce jednak odpoczywają, więc rywale będą mieli szansę nieco zmniejszyć dystans. Crusaders dotychczasowymi występami jednak bardzo mocno zaznaczyli swoją chęć sięgnięcia po piąty tytuł mistrzowski z rzędu.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Crusaders 4 18
2. Blues 3 9
3. Highlanders 3 5
4. ↑ Chiefs 3 4
5. ↓ Hurricanes 3 1

Za nami półmetek rundy zasadniczej Super Rugby AU. Zaczęło się od starcia Rebels z Waratahs. Był to pierwszy mecz Rebels w Melbourne od ponad roku – w poprzedniej edycji Super Rugby AU nie mogli grać na własnym boisku z powodu ograniczeń w podróżowaniu do i z Wiktorii. A powrót na swój stadion wypadł imponująco: Rebels nie dali żadnych szans Waratahs i na kilka minut przed końcem prowadzili 33:0. Dopiero w paru ostatnich minutach Waratahs zdobyli dwa przyłożenia i ostatecznie gospodarze wygrali 33:14. Straszna mizeria w tym sezonie w wykonaniu ekipy z Sydney.

W drugim meczu znacznie więcej emocji. Reds mieli nadspodziewanie ciężką przeprawę z Western Force. Choć na samym początku spotkania ekipa z Brisbane szybko wyszła na prowadzenie 11:0, do przerwy prowadziła już tylko 14:13, a po kwadransie gry w drugiej połowie mieliśmy remis 19:19. Dopiero pod koniec meczu Reds zdołali zdobyć punkty, które przesądziły o ich zwycięstwie 26:19. W samej końcówce Force próbowało doprowadzić do remisu, ale wszystkie karne na połowie rywali zamieniali na kopy w aut, a na pole punktowe Reds nie udało im się przedrzeć.

W połowie fazy zasadniczej w tabeli prowadzą Reds przed mistrzami z poprzedniego sezonu. Na dnie wciąż bez zwycięstwa Waratahs.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. ↑ Reds 4 18
2. ↓ Brumbies 4 15
3. Rebels 4 10
4. Western Force 4 6
5. Waratahs 4 1

W Południowej Afryce przedostatnia kolejka turnieju Franchise Cup. Niespodziewanie Cheetahs (którzy mają na koncie dwa zwycięstwa nad poważniejszymi rywalami) przegrali z Pumas, a sporo emocji było w starciach Bulls ze Stormers (gospodarze wygrali 34:29, ale w ostatniej akcji Juarno Augustus ze Stormers miał piłkę nad polem punktowym rywali, jednak nie zdołał jej prawidłowo przyłożyć) i Lions z Sharks (tu aż 12 przyłożeń, a prowadzący niemal cały mecz Lions uratowali zwycięstwo dzięki karnemu w ostatniej minucie – wygrali 43:40).

Trwa kryzys w federacji Western Province: otwarta wojna między prezesem, a zdymisjonowanym niedawno wiceprezesem to tylko kolejny akord trwającego od dawna gigantycznego zamieszania (kosztowało ono już prowincję inwestora, który zdecydował się włożyć pieniądze w konkurencyjnych Sharks).

Major League Rugby

Wystartowała północnoamerykańska Major League Rugby. W tym sezonie (póki co) wyłącznie w Stanach Zjednoczonych – kanadyjscy Toronto Arrows, w związku z utrudnieniami w poruszaniu się między krajami związanymi z epidemią musieli znaleźć bazę w Stanach (gości ich ekipa z Atlanty). Tymczasową przeprowadzkę zorganizował też San Diego Legion, który gra w Las Vegas.

Ogłoszono też testowanie nowinek w regułach gry. Jest wśród nich koszmarna zasada związana z czerwonymi kartkami, pozwalająca wpuścić na boisko nowego gracza w miejsce usuniętego po 20 minutach. Pozostałe są już nieco mniej kontrowersyjne: 60 sekund na kop na bramkę z podstawki (i zegar odliczający ten czas), brak podwyższeń, gdy przyłożenie jest zdobyte między słupami (automatyczne 7 punktów), maksymalnie jedna powtórka młyna oraz poprowadzenie linii spalonego przez korytarz w młynie.

A na boisku już pierwszego dnia dwa bardzo ciekawe pojedynki: w meczu stanowiącym według wielu przedsmak finału stawiany w roli faworyta San Diego Legion podejmował Rugby United New York. I choć Kalifornijczycy prowadzili po pierwszej połowie, pozwolili rywalom na zdobycie aż sześciu przyłożeń i ostatecznie przegrali 29:36. Z kolei debiutujący w lidze LA Giltinis (obrzydliwa nazwa, nie dość że kuriozalna, to niemająca nic wspólnego z duchem rugby) pokonali bostońskich New England Free Jacks 42:27. Dla Kalifornijczyków punktowały ich gwiazdy: dwa przyłożenia zdobył DTH van der Merwe, jedno Adam Ashley-Cooper, a 10 punktów z przyłożeń zaliczył Matt Giteau.

Drobne

Trwa wyścig o posadę trenera reprezentacji Polski. Adam Mauks na łamach „Dziennika Bałtyckiego” opublikował bliższe informacje: w ubiegłym tygodniu miały toczyć się rozmowy z kandydatami z „krótkiej listy”: byłymi trenerami reprezentacji Tomaszem Putrą oraz Duaine’m Lindsay’em, asystentem Lindsay’a Karolem Czyżem startującym w duecie z Kamilem Bobrykiem, a także trzema innymi trenerami z zagranicy: Conradem Boshoffem i Philipem Coetzeem z Południowej Afryki oraz Chrisem Hittem z Walii.

World Rugby ogłosiło nowy format światowych rozgrywek kobiecych piętnastkowych pod nazwą WXV. Rozgrywki obejmą 16 drużyn, podzielonych na trzy poziomy: dwa wyższe po sześć drużyn i trzeci z czterema ekipami. W pierwszej połowie roku mają odbywać się turnieje kontynentalne i baraże, które dadzą kwalifikację do turniejów światowych. Turnieje mają odbywać się corocznie w połączonym okienku międzynarodowym trwającym we wrześniu i październiku (poza latami z Pucharem Świata – a więc start w 2023), każdy w wyznaczonym miejscu. Pomiędzy drugim a trzecim poziomem mają być spadki i awanse, pomiędzy pierwszym i drugim ich nie przewidziano (przynajmniej na początku). Nie jest do końca jasne, jak to ma działać – czy kwalifikacje kontynentalne będą tylko do pierwszego turnieju, czy też spadki i awanse będą dotyczyć nie konkretnej drużyny, ale miejsca przyznanego danemu kontynentowi. Za tą pierwszą opcją zdaje się przeczyć zapowiedź barażu między ostatnią drużyną z WXV3 a najmocniejszą z pozostałych drużyn w rankingu World Rugby.

Kiepska wiadomość dotycząca kwalifikacji do Pucharu Świata we Francji: w Ameryce Północnej zrezygnowano z rozegrania turnieju, który wyłoniłby dwie drużyny uczestniczące w play-off z ekipami z Ameryki Południowej – Kanada i Stany Zjednoczone zostały zakwalifikowane do niego bez walki. Co prawda szanse, że na boisku wynik byłby inny są minimalne, jednak i tak szkoda. Poznaliśmy za to kilka prawdopodobnych terminów innych spotkań, stanowiących element kwalifikacji do Pucharu Świata we Francji: baraż o awans do Rugby Europe Championship pomiędzy Belgią a Holandią ma być rozegrany 29 maja. Mistrzostwa Azji (z udziałem Hongkongu, Malezji i Korei Południowej) ruszają 22 maja. Oceania Cup prawdopodobnie odbędzie się od 15 do 27 czerwca w Port Moresby (Papua-Nowa Gwinea). Warto zwrócić uwagę, że pierwszymi spotkaniami kwalifikacji do francuskiej imprezy są odbywające się tegoroczne zawody w ramach Rugby Europe Championship (o awansie będzie decydować połączona kwalifikacja tegorocznego i przyszłorocznego turnieju).

We wtorek wystartowała południowoamerykańska zawodowa Superliga Americana de Rugby (SLAR). W pierwszej kolejce, na początku ubiegłego tygodnia, z trzech spotkań rozegrano dwa: urugwajski Peñarol pokonał paragwajską (aczkolwiek większość graczy jest z Argentyny) Olimpię Lions, a chilijski Selknam zwyciężył kolumbijskich Cafeteros Pro. Mecz Cobras z Jaguares XV nie doszedł do skutku z uwagi na problemy z covidem. Cobras i Jaguares XV weszli do gry dopiero wczoraj, obie drużyny zwycięsko: Brazylijczycy przegrali z Peñarolem, a Argentyńczycy zaaplikowali aż 11 przyłożeń Cafeteros Pro. Poza tym Selknam odniósł drugie zwycięstwo, tym razem nad Olimpia Lions. Kolejne trzy kolejki odbędą się w chilijskim Valparaiso.

Włodarze europejskich pucharów zastanawiają się nad lokalizacją finałów tegorocznych rozgrywek. Marsylia miała je gościć w 2020, obecnie jest planowana jako gospodarz obecnych rozgrywek, ale nie jest pewne, czy znowu cała historia nie przesunie się o rok. Decyzja ma zapaść w ciągu dwóch tygodni.

We Włoszech tydzień temu doszło podczas meczu Lazio z Viadaną do nagłego zasłabnięcia jednego z zawodników drużyny gości, Ramiro Finco. Trafił natychmiast do rzymskiego szpitala i do dziś przebywa tam na intensywnej terapii.

Nigel Owens powoli schodzi z boiska. Ale najpopularniejszy sędzia rugby zaczyna istnieć poza nim. Od kilku tygodni co środę na kanale World Rugby w serwisie YouTube pojawiają się krótkie filmy pod tytułem Whistle Watch (m.in. z komentarzem do kontrowersyjnych sytuacji z poprzedniego weekendu). Warto pooglądać: https://www.youtube.com/playlist?list=PLRIjnHtGua1gplz1L7K0kHIKrgEvO2hyo.

A na koniec ciekawostka z Hiszpanii: warto rzucić okiem na zdjęcie z nagłówka znajdującego się pod tym linkiem. To niższy poziom rozgrywek ligowych, regionalny. Na wyższym obowiązkowe są testy, na niższych organizatorzy rozgrywek muszą dogadywać się z lokalnymi władzami. I czasami wychodzi właśnie tak.

Zapowiedzi

Za tydzień jedenasta kolejka Ekstraligi: Lechia – Sparta, Skra – Orkan, Juvenia – Budowlani Lublin, Pogoń – Arka, Ogniwo – Łódź. Bez wątpienia szlagierem jest ten ostatni mecz, starcie dwóch drużyn będących faworytami wyścigu o tytuł mistrzowski. Pozostałe spotkania mają już bardziej zdecydowanych faworytów, choć pamiętajmy, że jesienią siedlczanie polegli w Gdyni, a Juvenia pokonała lublinian. Poza tym ciekawa zaległość z I ligi: Poznania zagra z AZS AWF Warszawa.

Do gry wracają w naszym kraju kobiety. W Rudzie Śląskiej ma zostać rozegrany trzeci turniej siódemkowych mistrzostw Polski. Mają grać też ligi centralne piętnastek juniorów i kadetów (na obu poziomach ciekawie powinno być w meczach Orkana z Juvenią).

Na świecie uwagę przyciąga przede wszystkim ostatni mecz Pucharu Sześciu Narodów pomiędzy Francją i Szkocją. Czy Francuzi zdołają pokonać rywali wystarczająco wysoko? A może Szkoci sprawią jednak niespodziankę? Poza tym już czwarta, ostatnia przed kilkumiesięczną przerwą, runda Rugby Europe Championship: Gruzja wreszcie zagra w domu i podejmie Rumunię, a oprócz tego derby Półwyspu Iberyjskiego: Portugalia – Hiszpania (obie drużyny dotąd bez zwycięstwa).

W rozgrywkach ligowych przed nami przede wszystkim pierwszy z finałów w Europie – mocno przyspieszony finał ligi Pro14, w którym zagrają dwaj odwieczni irlandzcy rywale: Leinster (szansa na czwarty tytuł z rzędu) i Munster (powrót do finału po czterech latach). A już dziś dwa ostatnie spotkania ostatniej kolejki fazy zasadniczej. W Premiership kolejka piętnasta, a w niej najciekawiej zapowiada się starcie Bristol Bears z Harlequins. A w Top 14 runda już dwudziesta druga. Tu hitem jest mecz Tuluzy z Racingiem 92.

W Australii początek rundy rewanżowej i starcia Brumbies z Western Force i Waratahs z Reds. W Nowej Zelandii piąta kolejka i mecze Highlanders z Hurricanes i Chiefs z Blues. Gra też MLR, a także SLAR (ta ostatnia liga już w czwartek).

16 komentarzy do wpisu „Dreszczowiec w Paryżu, Ekstraliga w TVP Sport”

    • Nic oficjalnego nigdzie nie widzę. Ale przed majem pewnie będą chcieli pograć, żeby reprezentacja nie skończyła jak kobiety z Hiszpanią (choć Belgowie tu są w identycznej sytuacji jak oni) 🙂

      Odpowiedz
      • Myślę że za rzadko chwalimy nasz związek za to że jednak nasza liga ruszyła. Kiedy trzeba krytykować to krytykujemy, ale za to że Ekstraliga gra należą się Panom w granatowych marynarkach wielkie brawa. Obiektywizm musi być:)

        Odpowiedz
  1. To ja może zadam kilka pytań.

    Czy JN nie miał racji który od dłuższego czasu wykazuje opieszałość pracy KKiD? Czy JN nie miał racji mówiąc że w komisji odwoławczej zasiadają ludzie bez jakiej kolwiek wiedzy prawniczej? Osoby które przez środowisko rugby zostali skreśleni?
    Czy prawdą jest że w KO zasiada wioślarz który zniszczył i zatopił prowadzony przez siebie związek? Czy ta osoba nie dostała się z układu Warszawskiego kilka lat temu do Zarządu pzr? No i czy ten gość od hoteli od kilku lat nie wspiera finansowo SKRY?
    Czy może ten pan wyłączył się z orzekania?
    Ups napisałem to…..

    To może tytuły dla sprawy powinny wyglądać tak:
    Wycofuje się sponsor Pogoni, bo sponsor Skry przyznał im punkty pod stołem?

    Halo Polskie rugby czas na pobudkę !!!!
    Wszystkie kluby powinny oficjalnie zaprotestować a Pogoń dać sprawę do MS czy PKOLu lub wyżej za granicę.

    Pamiętacie przypadek Legii Warszawa w piłkę nożną i grę nieuprawnionego zawodnika kilka sekund? WALKOWER dla Legii i koniec przygody w Europejskich Pucharach!!!

    Odpowiedz
    • O opieszałości KGiD trudno mi wyrokować, bo nie znam kuchni tej instytucji. O kulisach działania KO nie wiem absolutnie nic. Jednak orzeczenie w sprawie meczu Skry z Pogonią na pewno jest kontrowersyjne i nie dziwię się słowom trenera Kozaka.

      Odpowiedz
  2. Jeśli chodzi o rugby w TVP Sport to uważam to zdecydowanie za krok do przodu. Może w przyszłości relacje z Ekstraligi będą produkowane przez TVP i doczekamy się statystyk, normalnego rugbowego zegara meczowego, podpisów zawodników po akcji punktowej i ekspertów w studiu, analizujących przebieg meczu.

    Drużynowy sport walki w ustach Roberta Małolepszego brzmiał zabawnie i mam nadzieje, że on też wypowiadał te słowa z dużym dystansem, zwłaszcza że robił to niemal w każdym meczu;) Swoją drogą w ostatnim spotkaniu Orkana był spikerem i darł się w niebogłosy zagłuszając komentatorów TVP: Roberta Grzędowskiego i Kajetana Cyganika. Było to trochę straszne, bo na stadionie nie było kibiców. Może Pan Małolepszy chciał jednak skomentować ten mecz dla TVP i chyba trochę mu się to udało;)

    Andrzej Kozak bardzo ostro skrytykował decyzję KO PZR i obawiam się że mogą mu za to grozić kary, ale… ma 100% racji. To jakaś farsa jest. Mam nadzieję że Jakub Sieradzki podczas „Ataku na młyn” (jeśli zdecyduje się na odcinek podsumowujący ostatnia kolejkę) wyjaśni kibicom tę decyzję, bo jest ona dla mnie nadal niezrozumiała. Co w takim razie z innymi walkowerami, które zostały przyznane w rundzie jesiennej za to samo i nie zostały cofnięte? Co może sobie o takiej decyzji pomyśleć przeciętny kibic rugby siedzący z boku i obserwujący naszą ligę tylko dlatego że uwielbia rugby? Ja mam lekki niesmak i brzydkie skojarzenia. Nie rozumiem natomiast dlaczego Awenta wstrzymała się od sponsorowania klubu? Kogo oni taką decyzja karają? Bo chyba tylko klub który ich reklamuje na polskich boiskach, a zamiast wsparcia dostaje karę za decyzje KO PZR.

    Odpowiedz
    • To po kolei.
      Kanał hybrydowy trochę odstrasza, szkoda, że kibic nie może trafić na to po prostu przeskakując kanały, ale liczę na to, że przy okazji meczów reprezentacji (oby kiedyś wreszcie nadeszły) rugby będzie bardziej eksponowane niż dotąd w Polsacie. Zwłaszcza, gdyby faktycznie transmitowali nasze dziewczyny w siódemkach. Mi osobiście jest wygodniej, człowiek nie jest uzależniony od telewizora.
      Odnośnie sportu walki: Uderz w stół, a nożyce się odezwą – https://www.facebook.com/czasnarugby/posts/3727995283986027 🙂
      Co do „Ataku na młyn” to mam odwrotną nadzieję – liczę, że póki autor jest w KGiD, nie będzie poruszał wątków związanych z jej pracą, bo efekt byłby dramatyczny. A co do Awenty, to mam nadzieję, że skoro to zawieszenie, a nie wycofanie, to i powrót będzie szybki, a gest bardziej symboliczny. Choć też zdziwiła mnie forma protestu.

      Odpowiedz
      • Oj, czyli jednak dystansu nie było, ale patrząc na to szerzej, to każdy sport drużynowy jest sportem walki jeśli nie będziemy tego rozumieć dosłownie;)

        Mam ważne pytanie dla kibiców naszej reprezentacji. Co to znaczy powolny powrót do gry reprezentacji nizszego szczebla??? Szykuja sie jakieś mecze towarzyskie? Nasz związek planuje grać? Znalezienie przeciwnika to pikuś. Jestem pewien że Czesi, Litwini, Ukraińcy, Niemcy aż pala się do gry. A jak nie to zawsze może to być mecz nieoficjalny czyli z jakimiś zagranicznymi klubami z lig które tylko trenują a nie grają. Może to szansa to zagrania meczu z kimś z ligi All Ireland League czy innych niegrających lig wyspiarskich, ale tez z jakimś klubem z Niemiec, Holandii, Belgii czy Szwajcarii. Oczywiście najlepiej aby było to spotkanie międzypaństwowe. Wiadomo coś w PZR na ten temat. Są jakieś przecieki? Reprezentacja musi grać, bo bez grania cofniemy sie do epoki kamienia łupanego.

        Co do „Ataku na młyn” to nie doi końca się zgadzam. Przecież taka decyzja musiała być podjęta z cała stanowczością. KO nie zmienia decyzji bez powodu więc chyba potrafią sensownie uargumentować. Osobiście nie lubię chowania głowy w piasek i gdybym był w jakimś związku sportowym gdzie obrzydzały by mnie decyzje tam podejmowane lub nie rozumiałbym ich argumentacji, to uciekałbym gdzie pieprz rośnie. Chętnie bym posłuchał wyjaśnień, zwłaszcza że kibicom raczej one się należą, bo w taki sposób Ekstraligę możemy rozegrać na Menadżerze rugbowym a uzyskane wyniki wklepać w tabelę i ogłosić medalistów MP. Nie cierpię jak te same przepisy są stosowane dla różnych ludzi inaczej…

        Odpowiedz
        • Byłoby fajnie, gdyby z kimś zagrać. Np. wykorzystać fakt, że Belgia i Holandia muszą się przygotować do barażu, który rozegrają 29 maja – a przecież u nich ligi stoją i ogrania będą potrzebować. Nie wiem tylko, czy my w maju mamy jakąś dziurę w kalendarzu. Natomiast Niemcy sezon obecny już skreślili, a na ich stronie www można znaleźć wypowiedź ich szefa medycznego, który stwierdził, że oni grać nie mogą w przeciwieństwie do nas, bo u nas wszyscy poszczepieni 😉
          Z orzeczeniem KO sam mam problem (cóż, prawo być może było surowe, ale jednakowe dla wszystkich, a teraz ktoś otworzył puszkę Pandory), ale nie sądzę, aby jakakolwiek otwarta rozmowa wyjaśniła coś więcej niż samo orzeczenie. Przeciwnie, mamy dwie strony o diametralnie różnych stanowiskach, nie wierzę, aby którakolwiek z nich była gotowa do ustąpienia, i pewnie tylko by to zaogniło kolejną wojnę na szczytach polskiego rugby.

          Odpowiedz
          • To może ktoś z koneksjami w PZR szepnąłby tamtejszym działaczom że skoro TVP będzie pokazywać mecze naszej reprezentacji to może najwyższy czas aby takie mecze zacząć organizować?

            Po przemyśleniu sprawy z decyzją KO jednak przyznaję Ci rację:) Faktycznie „Atak na młyn” to program dla kibiców i tam się liczą emocje związane ze sportem, a to o czym mowa to rozgrywki działaczy przy zielonym stoliku. Argumenty redaktora „W szponach rugby” całkowicie do mnie trafiły:) Zupełnie inaczej by to wyglądało gdyby Kuba Sieradzki udzielił wywiadu dla jakiegoś portalu rugbowego, np. „W szponach rugby” jako Przewodniczący Komisji Gier i Dyscypliny. Wtedy wypowiedziałby się jako osoba która kieruje tą komórka i w pewnym sensie bierze za to odpowiedzialność.

            Kilka słów na temat MLS. Mnie się większość zmian podoba:) Ta z czerwonymi kartkami jest co prawda niedorzeczna ale cała reszta powinna znacząco przyspieszyć grę i ograniczyć czas który często jest marnotrawiony na ustawianie piłki do podwyższenia czy rezygnacja z podwyższeń na wprost słupów. W zawodowej lidze taki kop to formalność i nie ma szans aby został spudłowany, chociaż w naszej lidze takie „perełki” się zdarzają;) Notoryczne zawalanie młyna bez konsekwencji tez mnie irytuje i można w ten sposób ukraść sporo cennego czasu często bez konsekwencji, więc taki przepis też mi się podoba:) Poza tym to chyba najbardziej wyrównana liga na świecie. Tam serio może wygrać każdy z każdym i w meczach nie ma faworytów. Fajnie się tę ligę ogląda:) Jak widać informacja o jej śmierci była mocno przesadzona;) Co do nazwy to jak ją przełożyć na język polski? Pozłacani? Czy jakoś inaczej? W USA dziwne nazwy to norma;)

            Odpowiedz
            • Ja koneksji w PZR nie mam, ale szepnę gdzie mogę.
              Wywiad mi ostatnio przyszedł do głowy, ale od pomysłu do realizacji _bardzo_ daleka droga i bardzo niepewna, i to na pewno nie byłby taki wywiad 🙂
              A co do MLR… Ta nazwa nawet jak na USA jest kuriozalna. Właścicielem LA Giltinis (i Austin Gilgronis) jest niejaki Adam Gilchrist (współwłaściciel sieci siłowni F45). I on łączy nazwę popularnego drinka ze swoim nazwiskiem (jeszcze parę zastrzegł), zdaje się z zamiarem wprowadzenia takowego na rynek. A do mojej wyobraźni jakoś nie przemawiają kibice na meczu rugby popijający martini czy negroni (nawet jeśli to będzie martini z puszki).
              A zmiany w przepisach są OK, poza tą nieszczęsną czerwoną kartką, choć 7 punktów pod bramką to byłaby zmora dla moich formuł w statystykach. Ja bym poszedł dalej: w ogóle zabrałbym kopaczom podstawki i kazał kopać z dropa. Skończyłaby się ta celebracja, 15 sekund i po krzyku 😉 Jak w siódemkach. I wtedy nawet kopanie sprzed słupów miałoby większy sens 🙂

              Odpowiedz
              • Taka to etylomogia:P

                Myślałem że to od słowa gilt;)

                Szkoda że więcej osób nie dyskutuje tutaj o rugby:(

                Mogłoby być ciekawie:)

                Odpowiedz

Dodaj komentarz