Tydzień rozstrzygnięć

Tydzień pełen rozstrzygnięć. Poznaliśmy nowego trenera reprezentacji Polski (zaskakujący wybór młodego Walijczyka), zwycięzców Pucharu Sześciu Narodów (jednak Walia) i Rugby Europe Championship (czwarty raz z rzędu Gruzja) oraz mistrzów Pro14 (czwarty raz z rzędu Leinster). Przed nami oddech od rugby międzynarodowego, wracają europejskie puchary.

Reprezentacja Polski

Początek ubiegłego tygodnia przyniósł nam wieść dawno oczekiwaną. Co prawda męska reprezentacja piętnastkowa nie ma widoków na grę przed jesienią, Rugby Europe odwołało obecny sezon REIC na poziomach niższych niż Championship, ale w końcu kadra do gry wróci i jakiś trener będzie potrzebny. Wywołujący dużo emocji w polskim środowisku rugbowym proces wyboru selekcjonera wreszcie się zakończył z odrobinę zaskakującym rezultatem. Sporo bowiem mówiło się o kandydatach polskich, a tymczasem postawiono na Walijczyka Chrisa Hitta.

Człowiek młody, ale pracował kilka lat dla federacji walijskiej (m.in. koordynator rugby w dolinach na południu Walii), ostatnie bodaj dwa lata współpracował z Niemcami (był w sztabie szkoleniowym męskiej reprezentacji, prowadził też siódemki). W międzyczasie pojawił się też na krótko w Polsce (siódemkowe drużyny dziewcząt, jakaś współpraca z Duaine’m Lindsay’em). Ponoć przedstawił bardzo merytoryczną ofertę. Cóż, chyba niemal każdy ma wątpliwości, ale pozostaje mieć nadzieję, że podoła wyzwaniu. Swoją drogą, jako 31-latek jest najmłodszym trenerem reprezentacji od co najmniej 30 lat.

A co do powrotu reprezentacji Polski do gry… Skoro Belgia i Holandia zaplanowały baraż na 29 maja, to zapewne będą potrzebowały jakiegoś przetarcia. Wiem, że maj mamy zapchany w Ekstralidze (a okoliczności covidowe mogą go zapchać jeszcze bardziej), ale mecz reprezentacji po ponad rocznej przerwie nie tylko zostałby powitany z aplauzem przez kibiców, ale być może byłby na rękę telewizji, z którą podpisaliśmy przecież kontrakt. Może więc warto pomyśleć?

Ekstraliga

Za nami jedenasta kolejka Ekstraligi, znów jednak niekompletna. W ekipie Master Pharm Rugby Łódź pojawiły się zakażenia zawodników, w związku z czym nie doszedł do skutku najbardziej chyba wyczekiwany mecz wiosny (no, poza finałem) czyli starcie łodzian z Ogniwem Sopot. Mecz przełożono o tydzień. A sytuacja wokół nas taka, że można się zastanawiać, czy za tydzień polskie rugby w ogóle nie będzie zamknięte (póki co odwołano tylko rozgrywki młodzieżowe).

Rugbową sobotę zaczął mecz Awenty Pogoń Siedlce z Arką Gdynia. Gdynianie nie byli faworytami, na dodatek przyjechali bez swojego lidera, Antona Szaszero, jednak mimo to mecz długo był bardzo wyrównany, a niemal do samej przerwy mieliśmy wynik 0:0. Dopiero w samej końcówce pierwszej połowy padły punkty – najpierw Arka po karnym wyszła na prowadzenie, a w ostatniej akcji tej części spotkania przyłożenie zdobyli wreszcie gospodarze i prowadzili do przerwy 7:3. W drugiej połowie nie było już jednak żadnych wątpliwości, kto jest lepszy. Siedlczanie dorzucili do swojego dorobku pięć kolejnych przyłożeń (trzy z nich po pięknych, szybkich akcjach, w których błysnęli Krystianowie Olejek i Adamiak) i ostatecznie wygrali 42:8. A Przemysław Rajewski zrównał się w liczbie zdobytych przyłożeń z dotychczas samodzielnie liderującym w tej klasyfikacji Piotrem Wiśniewskim z Lublina.

W kolejnym meczu Lechia Gdańsk podejmowała Spartę Jarocin. Goście skazywani byli na pożarcie, i gdy po pięciu minutach meczu przegrywali już 0:14, a internetowa transmisja się zawiesiła, wielu pewnie odeszło od ekranów komputerów, myśląc, że dojdzie do kolejnego pogromu. Nic z tego. Co prawda wkrótce gdańszczanie prowadzili już 21:3, ale pierwszą połowę Spartanie skończyli dwoma przyłożeniami (niestety niepodwyższonymi) i było już tylko 21:13. A początek drugiej połowy też był wyrównany i goście zmniejszyli stratę do 5 punktów. Wystarczył jednak jeden przechwyt Kewina Bracika (dwa przyłożenia w meczu) i zrobiło się 26:16 dla Lechii. Sparta chciała odrobić stratę, ale kolejne przyłożenie też padło łupem gdańszczan. Ostatecznie Lechia wygrała 33:21, ale to był jeden z najlepszych występów Sparty w Ekstralidze.

Telewizyjnym spotkaniem był mecz Skry Warszawa z Orkanem Sochaczew. Faworytem byli gospodarze, ale Orkan, który tydzień temu nadspodziewanie wysoko pokonał Juvenię, wysoko postawił im poprzeczkę. Ostatecznie Skra wygrała 29:17, ale Orkan przez długi czas był w kontakcie, zacięcie walczył, i w pierwszej połowie trzymał kontakt (piękny rajd Marcina Krześniaka skrzydłem, nawet jeśli przyłożenie mimo wszystko po aucie). W drużynie warszawskiej błyszczał jednak Arkadiusz Janeczko, który zanotował na swoim koncie hat-trick przyłożeń, a czwarte, dające punkt bonusowy i przesądzające o zwycięstwie zdobył przybyły do Polski z Francji Jędrzej Nowicki. Ostatecznie Skra wygrała 29:17, ale Orkan być może wreszcie jest na drodze nawiązania walki z najlepszymi drużynami w Ekstralidze. Wrażenie robi zwłaszcza pozyskany w przerwie zimowej z Południowej Afryki łącznik ataku Pieter Steenkamp. Sochaczewian jednak nie omijają kontuzje – w tym meczu stracili kolejnych graczy i trzeba było go kończyć z młynami symulowanymi.

W ostatnim rozegranym meczu kolejki Juvenia Kraków podejmowała Edach Budowlani Lublin. Jesienią górą byli krakowianie, ale tym razem Budowlani przyjechali do nich opromienieni zwycięstwem nad Pogonią Siedlce i byli faworytami tego spotkania. Juvenia jednak użyła tajnej broni, znacznie zawyżając średnią wieku zespołu – na pozycji łącznika młyna zagrał trener ekipy, były zawodnik lublinian, Konrad Jarosz. I w pierwszej połowie lepsi byli krakowianie: przyłożenia zdobyli znakomity w tym meczu Dylan Kruger, a następnie właśnie Jarosz. Bez podwyższeń (kopy w Juvenii znowu zawodziły strasznie, także te w aut) i do przerwy Juvenia prowadziła 10:3. Na początku drugiej połowy świetna akcja Michała Jurczyńskiego i było 17:6 (podwyższył młynarz krakowskiego zespołu, Kruger). Ale od tej pory do roboty wzięli się Budowlani, którzy pod koniec meczu zdecydowanie dominowali nad gospodarzami w młynie. Dwa przyłożenia zdobył Michał Musur, punkty z kopów dorzucał Smilko Debrenliew i ostatecznie lublinianie wygrali 20:17, pozostawiając Juvenii na pociechę jedynie bonus defensywny.

W tabeli bez wielkich zmian. Ogniwo mimo dwóch meczów zaległych niezagrożone na prowadzeniu, za nim łeb w łeb idzie para drużyn, które walczą o drugie miejsce w finale: Skra i Master Pharm. Na piąte miejsce awansowali Budowlani Lublin, ale ich strata do strefy play-off to już 8 punktów, a walka o miejsca od 5 do 7 jest bardzo wyrównana.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Ogniwo Sopot 9 43
2. ↑ Skra Warszawa 10 37
3. ↓ Master Pharm Rugby Łódź 10 37
4. Awenta Pogoń Siedlce 11 34
5. ↑ Edach Budowlani Lublin 10 26
6. ↑ Lechia Gdańsk 10 25
7. ↓↓ Orkan Sochaczew 11 23
8. Arka Gdynia 11 19
9. Juvenia Kraków 11 13
10. Sparta Jarocin 11 0

Zbliża się koniec okienka transferowego. Na tym froncie w ubiegłym tygodniu chyba najciekawiej zabrzmiała nowina z Lechii Gdańsk – trafił tam 19-letni Kacper Palamarczuk, syn byłego zawodnika Marka Palamarczuka, który odznacza się na szkolnym poziomie rozgrywek w Irlandii – został kapitanem drużyny Connachtu i grał w reprezentacji Irlandii. Z kolei po krótkim romansie Pogoń Siedlce straciła Ashwilla Bothę, ale pozyskała łącznika ataku z Południowej Afryki (od ponad trzech lat w Sparcie Praga), Romeo Nkoane.

W ostatnim zaległym meczu pierwszoligowym Posnania nie dała szans AZS AWF Warszawa i wygrała 64:17. Zanosi się na ciekawą walkę poznaniaków z białostocczanami o awans do Ekstraligi – póki co przewagę w tym wyścigu mają gracze z Podlasia po zwycięstwie z jesieni, ale i tak ta klasyfikacja rozstrzygnie tylko o tym, kto w drugiej fazie rozgrywek będzie miał przewagę własnego boiska. Posnania zresztą w ten weekend zdobyła inny skalp, wygrywając turniej ligi rugby 7 w Pruszczu Gdańskim.

Mistrzostwa Polski w rugby 7 kobiet

Z pierwszego po przerwie zimowej (a trzeciego w całym sezonie) turnieju mistrzostw Polski kobiecych siódemek niewiele bliższych wieści, poza wynikami na stronie PZR. Ale warto zwrócić uwagę, że choć Biało-Zielone Ladies Gdańsk wciąż wygrywają, to pierwszy raz w tym sezonie grające przeciwko nim drużyny Black Roses i Legii Warszawa zdobyły w tych meczach przyłożenia. Wrażenie robią zwłaszcza wyniki warszawianek, które w grupie przegrały z Biało-Zielonymi 5:25, a w finale już tylko 14:24. I ponoć nie był to wreszcie spacerek dla gdańszczanek Cóż, jest na pewno ciekawiej niż rok temu, i może wreszcie ktoś faktycznie podgryzie Biało-Zielone. Póki co mamy realną walkę o srebro – po tym turnieju w klasyfikacji ogólnej Legia o jeden punkt wyprzedziła Black Roses.

Warto zwrócić uwagę, że kolejny raz nieźle się zaprezentowały drugie drużyny Biało-Zielonych oraz Legii. Ta pierwsza wygrała bez większych problemów rozgrywki I ligi, ale poziom wyżej już nie awansuje – awans w tej sytuacji wywalczyła Juvenia, która zmieni tam gospodynie sobotniego turnieju.

Puchar Sześciu Narodów

Zaległy mecz Francji ze Szkocją dał ostateczne odpowiedzi dotyczące tegorocznego Pucharu Sześciu Narodów. Francuzi mieli szansę na końcowy sukces, musieli jednak pokonać Szkotów z bonusem i ze sporą przewagą punktową. Szkoci mieli szansę na drugie miejsce. Więcej szans dawano Francji, ale ta zaczęła jakoś minimalistycznie (karny na 5 m po zdominowanym młynie zamieniony na kop na bramkę, choć przecież wiadomo, że potrzeba dużo przyłożeń), potem popełniła błędy w obronie i szybko przegrywała 3:10. Jednak reszta pierwszej połowy przebiegała pod dyktando gospodarzy i Szkoci mogą mówić o odrobinie szczęścia, że schodzili na przerwę przegrywając tylko 10:13. Drugą połowę Francja zaczęła od drugiego przyłożenia i zdawało się, że wskakuje na właściwe tory. Nic z tego, Szkoci odpowiedzieli i choć Francja wróciła na prowadzenie (23:20), a Finn Russell zobaczył czerwoną kartkę za atak przedramieniem na szyję rywala (na dodatek przewrócił mu się na tę szyję), było już za późno, aby walczyć o triumf w Pucharze. Na dodatek także Francuzi zostali osłabieni (żółta kartka dla Baptiste’a Serina tuż po jego wejściu na boisko), a ostatnią, wielominutową akcję meczu zakończył swoim drugim przyłożeniem Duhan van der Merwe. Tylko dlaczego Francuzi wypuścili piłkę z rąk? Brice Dulin mógł zrobić wiele, ale doprowadził do straty piłki, i Szkoci wygrali 27:23.

Podsumowanie tegorocznych rozgrywek? To był naprawę niezły turniej, mnóstwo zaciętych pojedynków rozstrzyganych w ostatnich minutach (poza meczami z Włochami), ale z głównych bohaterów zapewne żaden nie jest w pełni zadowolony. Walijczycy podskoczyli z piątego miejsca z zeszłego roku na pierwsze, ale żałują pewnie wielkiego szlema, którego mieli na wyciągnięcie ręki, a tak do końca byli niepewni swego losu. Drużyna nigdy nie zeszła poniżej niezłego poziomu, ale przynajmniej dwa zwycięstwa miała dość szczęśliwe. Francja obroniła drugie miejsce, ale drugi raz miała zwycięstwo w imprezie o krok. I znowu przegrała ze Szkocją. Irlandia wykonała plan minimum (trzecia), z czego pewnie się cieszy, bo po pierwszych meczach nic na to nie wskazywało, ale właśnie ten początek rzuca się cieniem na ocenę. Szkocja znowu może być zadowolona z postawy drużyny (imponujące zwycięstwa wyjazdowe z Anglią i Francją, pierwsze od XX w.), ale mimo to jest znowu czwarta. Na pewno znacznie gorsze nastroje w krajach z dwóch ostatnich miejsc. Anglicy przeszli drogę w odwrotną stronę niż Walia – z miejsca pierwszego na piąte, sporo kontrowersji swoimi wyborami wzbudził Eddie Jones. Zapowiedziano przegląd jego pracy, i choć nie spodziewam się, aby doszło do jego zwolnienia, pojawiły się spekulacje na temat jego zastąpienia przez Warrena Gatlanda (ten ma już szukać mieszkania w Twickenham ;)). Z drugiej strony – Anglicy mieli najbardziej ograniczony skład w stawce (układ z Premiership ograniczający listę do 28 nazwisk), a sztab szkoleniowy posypał się na samym wejściu z powodu covidu. Z kolei Włosi – absolutna beznadzieja, z meczu na mecz coraz gorzej i sumarycznie chyba najgorszy występ w historii. Ale cóż, Francuzi na pierwszy wygrany Puchar czekali jakieś 40 lat od pierwszego startu…

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Walia 5 20
2. ↑ Francja 5 16
3. ↓ Irlandia 5 15
4. Szkocja 5 15
5. Anglia 5 10
6. Włochy 5 0

Na liście sześciu nominowanych do tytułu najlepszego gracza turnieju nie ma ani jednego Anglika. Są za to: Louis Rees-Zammit i Taulupe Faletau z Walii, Tadhg Beirne i Robbie Henshaw z Irlandii, Hamish Watson ze Szkocji i Antoine Dupont z Francji.

Podjęto decyzje dyscyplinarne w sprawie czerwonych kartek sprzed tygodnia. Bundee Aki dostał karę czterech tygodni bez gry, a Paul Willemse dwóch. Sporo kontrowersji wzbudził jednak brak kary dla Ellisa Genge’a, który w meczu Irlandii z Anglią, leżąc w rucku na Jonathanie Sextonie kilkakrotnie uderzył go łokciem w głowę: https://youtu.be/g437MLi4nvA.

Nieoczekiwany zwrot akcji w walce o prawa telewizyjne do Pucharu Sześciu Narodów w Wielkiej Brytanii w przyszłych latach. Okazuje się, że Amazon jest mniej zainteresowany (chciałby natomiast zdobyć prawa do jesiennych testów), a Sky i BT nie są chętne do zakupu praw bez całkowitej wyłączności (ponoć organizatorzy chcieliby zachować część transmisji na otwartej antenie). W tej sytuacji faworytem może być połączona oferta BBC i ITV dająca gwarancję transmisji naziemnych – ponoć włodarze tych stacji podnieśli oferowaną sumę aby spełnić oczekiwania Six Nations.

Rugby Europe International Championships

W czwartej kolejce Rugby Europe Championship (piątą zobaczymy dopiero latem) trzeci kolejny mecz na swoim stadionie grała Portugalia i wreszcie odniosła zwycięstwo, tym cenniejsze, że w derbach Półwyspu Iberyjskiego. Co prawda początek meczu należał do Hiszpanów, którzy po kwadransie prowadzili 14:0, a schodząc na przerwę 21:14, ale w drugiej połowie dominowali Portugalczycy, którzy zdobyli kolejne 22 punkty. Dopiero na sam koniec meczu Hiszpanie zdobyli czwarte przyłożenie, odbierając w ten sposób Portugalczykom bonus ofensywny, ale mimo wszystko gospodarze są zadowoleni z triumfu 43:28. Hiszpanie znów mieli problemy z dyscypliną: kolejna czerwona kartka w turnieju, przy stanie 21:21, na pewno w dużym stopniu wpłynęła na ostatnie pół godziny meczu.

Od piątku znamy zwycięzcę Pucharu Sześciu Narodów, w niedzielę poznaliśmy zwycięzcę Rugby Europe Championship. [Poprawka: wciąż szanse na pokonanie Gruzinów mają Belgia lub Holandia oraz Rosja – ale to szanse czysto teoretyczne]

Gruzini podejmowali w pierwszym domowym meczu tego sezonu Rumunię i zgodnie z oczekiwaniami wygrali. Była to jednak wygrana okupiona dużo bardziej zacięto walką, niż spodziewano się przed pierwszym gwizdkiem, a największa „zasługa” w tym doświadczonego młynarza gruzińskiego, Szałwy Mamukaszwilego, który w 20. minucie spotkania, przy prowadzeniu swojej drużyny, zarobił czerwoną kartkę dzięki spóźnionej, brutalnej szarży w szyję Ionela Melinte, który wcześniej pięknie zatańczył przy linii bocznej. Gruzini grali przez 3/4 meczu w osłabieniu i pewnie dzięki temu mecz nie był jednostronny. Jednak choć Rumuni walczyli, kilkakrotnie zmniejszyli straty nawet do 3 punktów, to ostatecznie Gruzini wygrali 28:17. Niezłe spotkanie, a wisienką na torcie był jego ostatni akord: przy prowadzeniu 25:17 Giorgi Babunaszwili zamiast wykopać piłkę w aut posłał ją z drop goala między słupy rumuńskiej bramki.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Gruzja 4 18
2. Rumunia 4 9
3. ↑↑ Portugalia 3 5
4. ↓ Rosja 2 4
5. ↓ Hiszpania 3 2
Belgia lub Holandia 0 0

Przed nami przerwa aż do lata, ale to będzie już walka o drugie miejsce tegorocznych rozgrywek, a przy okazji i walka o kwalifikację do Pucharu Świata w 2023. A trochę smutne (choć nie zaskakujące), że w głównych anglo-, francusko- czy włoskojęzycznych mediach sportowych jakoś brak o tym wzmianki – jedyny dłuższy tekst znalazłem paradoksalnie na americasrugbynews.com. A to przecież druga europejska liga, choć z zatrzaśniętymi drzwiami do pierwszej, i kwalifikacje do Pucharu Świata.

Ps. Ile razy można wypełniać test CAPTCHA na tej samej stronie internetowej, aby dostać się do jakichś treści? Cóż, w niedzielę dane mi było przejść przez maraton aż siedmiu testów na stronie Rugby Europe, zanim zostałem zalogowany 😉

Pro14

Poznaliśmy pierwszego mistrza w europejskich ligach w tym roku. W sytuacji nietypowej, bo finał Pro14 rozegrano mając jeszcze spotkania zaległe z rundy zasadniczej. A w decydującym meczu spotkały się dwie irlandzkie drużyny: liczący na czwarte mistrzostwo z rzędu Leinster, oraz grający pierwszy raz od czterech lat w finale Munster, marzący o odzyskaniu tytułu po 10 latach przerwy. W Leinsterze na ławce został Sexton (wszedł w drugiej połowie, ale po zaledwie pięciu minutach powędrował na HIA i już nie wrócił na boisko), z kolei dla Munsteru od pierwszej minuty grał Joey Carbery. Na boisku był też CJ Stander: tytuł mistrzowski byłby dla niego fantastycznym zwieńczeniem kariery. Jednak nie było niespodzianki: Leinster wygrał rozgrywki po raz ósmy w historii, pokonując Munster 16:6 i mając wyraźną przewagę na boisku. Zaczęło się od trzech karnych w pierwszym kwadransie: po dwóch w wykonaniu zastępującego Sextona Rossa Byrne’a Leinster prowadził 6:0, odpowiedział Carbery i było 6:3. I pierwsza połowa długo nie przynosiła zmiany tego wyniku (znacznie bliżsi przyłożeń byli dublińczycy), dopiero na sam jej koniec drugiego karnego dołożył Carbery i mieliśmy remis 6:6. Sprawa była otwarta, ale na początku drugiej połowy przyłożenie dla Leinsteru zdobył Jack Conan i jak się później okazało, było ono jedynym w tym w meczu. Munster w drugiej połowie nie zdobył ani jednego punktu, a dla Leinsteru trzeciego karnego dorzucił Byrne.

Wracając do rundy zasadniczej: w poprzedni poniedziałek gracze kończyli ostatnią, szesnastą kolejkę. Dwa spotkania i oba zakończone zwycięstwami Walijczyków, rozstrzygającymi losy awansu do Champions Cup z konferencji B. Scarlets podejmowali Connacht i w tym spotkaniu trudno było wskazać faworyta. Pierwsza połowa wskazywała jednak jednoznacznie na Irlandczyków: mimo że pierwsze przyłożenie zdobyli gospodarze, Connacht prowadził po tej części spotkania 33:12 mając aż pięć przyłożeń na koncie (najładniejsze było trzecie z nich – świetna akcja zapoczątkowana na własnej połowie i zakończona przyłożeniem przez tego samego gracza, Seana O’Briena). Druga połowa to był jednak zupełnie inny mecz: Scarlets aż czterokrotnie przedarli się na pole punktowe rywali i z 33:12 zrobiło się 33:41. Connacht w końcówce odrobił tylko trzy punkty z karnego i Walijczycy ostatecznie wygrali 41:36. Z kolei Cardiff Blues podejmowali Edynburg i tu też do przerwy prowadzili goście. Jednak druga połowa należała do gospodarzy, którzy wygrali 34:15 (aż 19 punktów Jarroda Evansa) i w ten sposób rozwiali nadzieje Szkotów na awans do Champions Cup. Awans zapewniły sobie obie drużyny z Walii. W tej sytuacji jedyną prawdziwą niewiadomą przed tym weekendem pozostały losy czwartego miejsca w konferencji A. A cztery zwycięstwa walijskich drużyn w jednej kolejce Pro14 nie zdarzyły się od pięciu sezonów.

W ten weekend nadrobiono część zaległości z poprzednich kolejek. Glasgow Warriors pokonali włoski Benetton 46:25. Szkoci mimo braku reprezentantów swego kraju, zdecydowanie dominowali i ich zwycięstwo było niemal niezagrożone. Niemal, bo Benetton zanotował dobry start w drugiej połowie, gdy zmniejszył na chwilę stratę do pięciu punktów. Ale nawet cztery przyłożenia mu nie pomogły, a Glasgow Warriors tym zwycięstwem w praktyce wywalczyli sobie awans do Champions Cup. Nadzieję na ich przegonienie w wyścigu o awans do najważniejszego europejskiego pucharu mieli walijscy Dragons, którzy grali z Edynburgiem. Znając wynik z Glasgow, wiedzieli, że ich szanse są dość iluzoryczne (nie tylko potrzebowali zwycięstwa z bonusem, ale z przewagą co najmniej 45 punktów (albo 44, ale za to z 7 przyłożeniami). Wygrali, ale bez bonusa i zaledwie siedmioma punktami.

Do rozegrania pozostaje wciąż zaległy mecz dwóch najsłabszych drużyn w konferencji B. Ale to będzie już spotkanie stricte towarzyskie – nie ma najmniejszych szans, aby cokolwiek zmieniło w tabeli. Choć Włosi z Treviso na pewno nie chcą skończyć sezonu z kompletem szesnastu porażek i to będzie ich ostatnia szansa, aby przed tym się uchronić.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Leinster 16 71
2. Ulster 16 64
3. Ospreys 16 36
4. Glasgow Warriors 16 30
5. Dragons 16 29
6. Zebre 16 17
Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Munster 16 64
2. Connacht 16 45
3. Scarlets 16 39
4. Cardiff Blues 16 36
5. Edynburg 15 25
6. Benetton Treviso 15 7

Powoli włodarze Pro14 przymierzają się do Rainbow Cup, czyli zaplanowanej na wiosnę przygrywki przed przyszłoroczną Pro16. Na razie jednak pandemia krzyżuje ich plany: pierwsze trzy kolejki meczów odbędą się bez podróży międzynarodowych (z wyjątkiem starć szkocko-włoskich), bo podróże do/z Afryki Południowej to wciąż problem. Cóż, nie wygląda to różowo. Ale trudno było spodziewać się, że obejdzie się bez problemów w takich czasach, jeśli chce się zorganizować rozgrywki z udziałem drużyn z dwóch końców świata. A swoją droga, ponoć i tu myślą o wprowadzeniu możliwości zastąpienia zawodnika ukaranego czerwoną kartką po dwudziestu minutach gry w osłabieniu…

Trwa przetarg na prawa telewizyjne do Pro14 (a raczej Pro16). Faworytem w wyścigu ma być telewizja Sky, ale elementem układanki ma być część meczów dostępnych w BBC i S4C.

Premiership

Wyniki ubiegłotygodniowych testów koronawirusowych niego gorsze niż w ostatnich tygodniach (przez poprzednie dwa tygodnie było żadnych przypadków). Tym razem trzy przypadki z trzech różnych klubów, z czego dwóch „przyłapanych” to zawodnicy.

A piętnasta kolejka ligowa zaczęła się od niespodzianki: Gloucester, przedostatnia ekipa tabeli pokonała wiceliderów, Exeter Chiefs 34:18. Do przerwy walka była wyrównana, a na prowadzeniu byli goście (choć tylko jednopunktowym; warto obejrzeć piękne pierwsze przyłożenie Josha Hodge’a po rajdzie przez ponad pół boiska). Po przerwie jednak Gloucester zyskał przewagę, ale do końca Exeter był blisko. Jednak przy zaledwie sześciopunktowej stracie na pięć minut przed końcem zawodnicy wicelidera zamiast przycisnąć, zaliczyli dwie żółte kartki i Gloucester zdobył kolejne 10 punktów, w tym karne przyłożenie, które dało mu punkt bonusowy. Usprawiedliwieniem dla obrońców tytułu jest jednak fakt, że Rob Baxter zdecydował się wystawić praktycznie rezerwowy skład, w przeciwieństwie do Gloucester (tu wrócili m.in. Jonny May i Louis Rees-Zammit).

Hitem kolejki miało być sobotnie spotkanie liderów z Bristolu z trzecimi w tabeli Harlequins. I mecz nie zawiódł. Przed przerwą mieliśmy wymianę przyłożenie za przyłożenie. Jedno więcej zdobyli Bristol Bears i oni prowadzili 21:17 (świetny Semi Radradra przy trzecim przyłożeniu Bristolu, Fidżijczyk wrócił do gry po dłuższej przerwie). Po przerwie Harlequins wyszli na prowadzenie: Marcus Smith z karnego, Danny Care z drop goala i było 21:23. Na kwadrans przed końcem londyńczycy dorzucili kolejne siedem punktów po przyłożeniu Joego Marchanta, a na osiem minut przed końcem po kolejnym karnym Smitha prowadzili już 33:21. Ale liderzy z Bristolu nie poddali się. Na pięć minut przed końcem zdobyli karne przyłożenie, a na ławkę kar powędrował Marchant. Bears mieli przewagę i grali do końca: w ostatniej akcji meczu przełamali obronę londyńczyków po raz piąty i Kyle Sinckler przyłożeniem wyrównał stan meczu na 33:33, a podwyższenie Calluma Sheedy’ego dało zwycięstwo Bristolowi 35:33.

Bardzo dużo emocji w meczu ekip ze środka tabeli: London Irish podejmowali Bath. Do przerwy gospodarze prowadzili 17:13. Po przerwie to goście wyszli na prowadzenie: przyłożenie Anthonego Watsona, karny Bena Spencera i w 52. minucie było 17:23. Jednak wtedy na boisku zaczęły się dziać przedziwne historie. 55. minuta: 24:23 (przyłożenie Toma Partona). 59. minuta: czerwona kartka dla Toma Dunna, Bath gra w czternastkę. 61. minuta: 31:23 (przyłożenie Bena Loadera) i żółta kartka dla gracza Bath (goście w trzynastkę). 62. minuta: czerwona kartka dla Charliego Ewelsa i Bath gra w dwunastkę. 66. minuta: 36:23 (przyłożenie Curtisa Rony). 71. minuta: Bath w trzynastkę, za to Irish w czternastkę po żółtej kartce Jacka Cooke’a. 72. minuta: 36:28 (przyłożenie Josha McNally’ego). 77. minuta: żółta kartka Bena Donnella i obie drużyny w trzynastkę do końca meczu (hmm, prawie jak rugby league). 79. minuta: 36:33 (przyłożenie Jacka Walkera). Na tym się skończyło. Niesamowita walka Bath w osłabieniu, do szczęścia brakło im podwyższeń przy dwóch ostatnich przyłożeniach albo jeszcze odrobiny czasu…

Poza tym Worcester Warriors zostali rozniesieni w strzępy przez Northampton Saints 14:62 (aż dziewięć przyłożeń zwycięzców, w tym cztery skrzydłowego Olliego Sleightholme’a), Wasps przegrało z Sale Sharks zaledwie 19:20 (Wasps mieli świetną okazję na zwycięstwo, bo gracze Sharks zobaczyli w drugiej połowie aż cztery żółte kartki – jednak pod sam koniec meczu to „Osy” grały w osłabieniu, a drużyna z Manchesteru zdobyła decydujące 7 punktów), a Leicester Tigers bez problemu pokonali Newcastle Falcons 26:12 (16 punktów George’a Forda).

W tabeli bez wielkich zmian. Najważniejsza to chyba powiększenie przewagi liderujących Bristol Bears nad kolejnymi drużynami w tabeli – drudzy Exeter Chiefs tracą już 12 punktów. Na trzecie miejsce wrócili Sale Sharks, którzy zepchnęli o jedno oczko Harlequins. Gloucester, mimo zwycięstwa nad wiceliderem, wciąż na przedostatnim miejscu.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Bristol Bears 15 61
2. Exeter Chiefs 15 49
3. ↑ Sale Sharks 15 46
4. ↓ Harlequins 15 45
5. Northampton Saints 15 41
6. London Irish 15 40
7. ↑ Leicester Tigers 15 37
8. ↓ Bath 15 36
9. Wasps 15 31
10. Newcastle Falcons 15 30
11. Gloucester 15 25
12. Worcester Warriors 15 18

Fajna informacja jeszcze z poprzedniej kolejki: symbolem przypadającego 21 marca Światowego Dnia Zespołu Downa jest zakładanie dwóch różnych się skarpetek. Zawodnicy Sale Sharks w rozgrywanym tego dnia meczu przeciwko London Irish zaprezentowali się właśnie w ten sposób. Bardzo ładny gest.

Kluby Premiership mają dostać łącznie 88 mln funtów pożyczki rządowej, a kibice na trybuny mają wrócić 17 maja.

Danny Cipriani (ostatnio trenował z Jonnym Wilkinsonem) podpisał na przyszły sezon kontrakt z Bath. Ma zastąpić tam Rhysa Priestlanda, który po sezonie wraca do Walii.

W Championship w meczu dwóch niepokonanych dotąd drużyn Doncaster zwyciężyło pogromców Saracens, Cornish Pirates, 17:15.

Top 14

Coraz bliżej końca fazy zasadniczej francuska liga Top 14 – w ten weekend rozegrano 20. kolejkę spotkań, w związku z zaległym meczem reprezentacji, nadal bez udziału reprezentantów kraju. Wszystkie mecze rozegrano w sobotę. Na początek kolejki paryskie Stade Français podejmowało Clermont i długo walczyło z faworyzowanymi gośćmi jak równy z równym. Do przerwy prowadziło 17:16, a po niej nieco zwiększyło przewagę i było 24:21. Jednak paryżan zgubił brak dyscypliny: w ostatniej części meczu zobaczyli dwie żółte kartki i jedną czerwoną i w efekcie ulegli zespołowi spod znaku Michelina 27:34. Skrzydłowy Clermont Alivereti Raka zdobył swoje czwarte przyłożenie w ostatnich trzech meczach.

Po fatalnym początku sezonu (a właściwie jego większości) odradza się jak feniks z popiołów Montpellier. Co prawda na walkę o mistrzostwo trudno liczyć, tym razem pokonał na wyjeździe liderów tabeli, Tuluzę. Początek meczu niezbyt ciekawy, punkty padały tylko z karnych. Dopiero w ostatniej akcji pierwszej połowy padło pierwsze przyłożenie, które dało Montpellier prowadzenie do przerwy 16:6. I choć w drugiej połowie gospodarze odpowiedzieli dwoma przyłożeniami, Montpellier wygrało 29:16. Cóż, to strefy play-off traci 12 punktów. Niby sporo, ale przecież niedawno broniło się przed spadkiem, a teraz pogromiło najpierw Clermont, a teraz Tuluzę. Gdyby odrobiło tę stratę, byłby to fantastyczny finisz sezonu ekipy Altrada.

Bardzo ciekawie zapowiadał się mecz Lyonu z Tulonem – obie ekipy na granicy strefy drużyn awansujących do play-off. Lyon fantastycznie zaczął mecz, aplikując rywalom dwa przyłożenia. Po niespełna 30 minutach prowadził 15:6 i wtedy czerwoną kartkę zobaczył Ma’a Nonu. Tulon grał do końca w osłabieniu, choć lyończycy pomagali jak mogli – zarobili w tym czasie trzy żółte kartki. Jednak dominowali na boisku zdecydowanie, po dwa przyłożenia zaliczyli Australijczyk Colby Fainga’a i Fidżijczyk Josua Tuisova. Lyon wygrał aż 54:16 i zrównał się punktami ze swymi rywalami.

Poza tym: wielka niespodzianka w kraju Basków – broniąca się przed spadkiem Bajonna pokonała 23:13 walczący o mistrzostwo Racing 92 (druga porażka paryżan z rzędu), w meczu zespołów z czołówki tabeli Bordeaux nadspodziewanie łatwo uległo La Rochelle 11:26 (do przerwy było 3:6, ale w drugiej połowie roszelczycy zdobyli trzy przyłożenia i zdecydowanie wygrali atlantyckie derby), Castres wygrało z Pau 38:33 (prawdziwy festiwal punktów, m.in. aż sześć karnych Antoine’a Hastoy’a dla Pau w pierwszej połowie), a Brive rozgromiło czerwoną latarnię tabeli, Agen, aż 57:3.

W tabeli niewielkie przesunięcia. Prowadząca Tuluza straciła sporą część swojej przewagi nad La Rochelle, goni ją także Clermont. Nieoczekiwane zwycięstwo Bajonny pozwoliło odskoczyć jej od strefy spadkowej – Pau, który znalazł się tam niedawno, miał świetny początek sezonu, jednak ostatnio wiedzie mu się fatalnie. To jednak nic w porównaniu z Agen, które od trzeciej kolejki spotkań zajmuje ostatnią pozycję w stawce i zdołało zgromadzić zaledwie dwa punkty.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Tuluza 20 66
2. La Rochelle 20 63
3. ↑ Clermont 20 59
4. ↓ Racing 92 20 59
5. Bordeaux Bègles 20 53
6. ↑ Lyon 20 52
7. ↓ Tulon 20 52
8. ↑ Castres 20 47
9. ↓ Stade Français 20 45
10. Brive 20 44
11. Montpellier 20 40
12. ↑ Bajonna 20 39
13. ↓ Pau 20 32
14. Agen 20 2

Nowym prezesem LNR (czyli organizacji zarządzającej zawodowymi rozgrywkami ligowymi we Francji – Top 14 i Pro D2) został René Bouscatel, wieloletni prezes Tuluzy (1992–2017). Z rynku transferowego: Gaël Fickou, obecnie grający dla Stade Français, po sezonie zmienia klub, choć pozostaje w Paryżu – podpisał kontrakt z Racingiem 92. Z kolei Clermont ma pozyskać irlandzkiego łącznika ataku JJ Hanrahana z Munsteru.

Na zapleczu Top 14, w Pro D2, nadal nie wiedzie się Provence. Siódma porażka z rzędu, tym razem 16:18 ze Stade Montois i spadek już na 14. (trzecie od końca) miejsce w tabeli. Andrzej Charlat ponownie cały mecz na boisku. Na czele z dużą przewagą nad resztą stawki nadal Vannes i Perpignan.

Super Rugby

W piątej kolejce Super Rugby Aotearoa największym wydarzeniem był popis Jordiego Barretta. Gracz Hurricanes zdobył aż 30 punktów (po 3 przyłożenia, podwyższenia i karne) – wszystkie punkty swojej drużyny – i zapewnił jej zwycięstwo 30:19 nad Highlanders. A w drugim meczu drugie zwycięstwo Chiefs, tym razem nad Blues. Choć to Chiefs wydawali się mieć przewagę, długo zanosiło się na zwycięstwo Blues, którzy byli po prostu skuteczniejsi. Dopiero w ostatniej akcji meczu Damian McKenzie kończąc niesamowitą akcję zdobył przyłożenie, które przechyliło szalę zwycięstwa na rzecz gospodarzy – Chiefs wygrali 15:12.

W tabeli na półmetku fazy zasadniczej pauzujący w tej kolejce Crusaders utrzymali niemal nietkniętą przewagę nad resztą stawki – drudzy Blues tracą do nich aż 8 punktów. A wspomnianą resztę stawki dzielą stosunkowo skromne różnice punktowe i tu w rundzie rewanżowej zdarzyć się może wszystko.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Crusaders 4 18
2. Blues 4 10
3. ↑ Chiefs 4 8
4. ↑ Hurricanes 4 5
5. ↓↓ Highlanders 4 5

Początek rundy rewanżowej w Super Rugby AU. W piątek mistrzowie z Canberry podejmowali Western Force i bez problemów wygrali 42:14. W pierwszej połowie kompletnie zdominowali gości, zdobywając cztery przyłożenia i właściwie nie pozwoli rywalom na nic. Druga połowa była bardziej wyrównana, ale gracze z Perth nie mieli już szans na odwrócenie wyniku. W drugim meczu wynik o podobnych dysproporcjach: Waratahs ulegli na swoim stadionie liderom z Brisbane, Reds, aż 14:46. Kibice ekipy z Sidney dobre humory mogli mieć tylko na początku meczu, ale im dłużej trwał, tym wyraźniejsza była przewaga drużyny z Queenslandu. A rezerwowy młynarz Reds, Alex Mafi, zaliczył w drugiej połowie hat-trick przyłożeń.

W tabeli bez zmian. Zdecydowanie dominują Reds i Brumbies, a faworytem do zajęcia trzeciego miejsca (dającego grę w półfinale) są Rebels. Nadal beznadziejna sytuacja Waratahs – ofiarą serii porażek stał się zwolniony trener zespołu, Rob Penney, a Dave Rennie do 40-osobowej grupy powołanej na konsultacje kadry australijskiej włączył tylko 4 graczy z tej ekipy.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Reds 5 23
2. Brumbies 5 20
3. Rebels 4 10
4. Western Force 5 6
5. Waratahs 5 1

Kolejne dobre wieści dla fanów wyspiarzy: dwie franszyzy mające występować w Super Rugby od przyszłego roku (Fiji Drua i Moana Pasifika) zyskały finansowe wsparcie od World Rugby. To 1,2 mln funtów rocznie przez pierwsze trzy lata. W skali potrzeb kwota może niezbyt imponująca (i dość skromna rekompensata za lata, a właściwie dekady drenowania wysp i wyzysku graczy stamtąd pochodzących), ale zawsze krok do przodu. Kto wie, może gra zawodników na tym poziomie przysłuży się poziomowi sportowemu wyspiarzy podobnie jak występy Jaguares Argentyńczykom?

W Południowej Afryce bodajże ostatnia runda towarzyskiego turnieju z udziałem ośmiu drużyn. W meczu Sharks z Bulls (45:12 dla Sharks) zadebiutował w drużynie gospodarzy pozyskany niedawno ze Stormers kapitan Springboków, Siya Kolisi. Swoją obecność na boisku zaznaczył przyłożeniem. Z kolei dawna drużyna Kolisiego, Stormers, rozgromiła Lions 44:12.

Drobne

W British Journal of Sports Medicine opublikowano w ubiegłym tygodniu artykuł na temat nowej metody diagnozowania wstrząśnień mózgu, opracowany przez naukowców zajmujących się tym problemem wśród rugbystów z Premiership (badania częściowo finansowało RFU). Odkryto biomarkery związane ze wstrząśnieniami mózgu, które pojawiają się w ślinie w ciągu kilku minut od urazu i są obecne tam przez kilkadziesiąt godzin. Badanie próbki śliny ma pozwolić na ocenę nie tylko tego, czy do wstrząśnienia doszło (skuteczność rzędu 96%), ale także na temat reakcji organizmu człowieka na taki uraz. Odkrycie zapewne będzie miało znaczenie wykraczające poza świat rugby i sportu w ogóle. Na razie w planach jest przygotowanie testu, który miałby zastosowanie w HIA.

Kolejne karty odkryte w ramach eliminacji do Pucharu Świata we Francji – tym razem w Ameryce Południowej. Kwalifikacje do udziału w decydujących spotkaniach przeciwko ekipom z Ameryki Północnej (przypomnijmy – tam Stany Zjednoczone i Kanada otrzymały takie prawo bez żadnych przeszkód po drodze) będą dwustopniowe. Ruszają w czerwcu turniejem z udziałem Brazylii, Kolumbii, Paragwaju i Chile. Zwycięstwa turnieju stanie naprzeciw Urugwaju. Przypomnijmy: z Ameryki bezpośrednio awansują dwie drużyny. Pierwszą z nich będzie zwycięzca dwumeczu między mistrzami obu kontynentów (a więc zwycięzcami pojedynków Stanów z Kanadą oraz Urugwaju z drugą drużyną z Ameryki Południowej). Drugą będzie zwycięzca dwumeczu między przegranym z pierwszego dwumeczu, a zwycięzcą z pojedynku obu wicemistrzów. Z kolei przegrany z tego starcia awansuje do międzykontynentalnego barażu.

Szefostwo British & Irish Lions oraz federacji południowoafrykańskiej wydało komunikat w sprawie planowanej na lipiec wyprawy „Lwów”: zgodnie z nim ma się ona odbyć zgodnie z planem, w Południowej Afryce, a zatem porzucone zostaną pomysły z rozegraniem serii testów w Wielkiej Brytanii. Cóż, na pewno jeszcze wiele w międzyczasie może się przydarzyć. Takie czasy… Póki co Daily Mail przedstawia wizję meczów bez kibiców (w tym bez dziesiątek tysięcy brytyjskich kibiców, którzy zazwyczaj podążają za Lwami), zawodników w bańce antycovidowej i zastanawia się, czy wszyscy najlepsi z Wysp zdecydują się na udział w takiej eskapadzie. Na pewno zawiedzeni są Amerykanie – gdyby seria miała odbyć się w Wielkiej Brytanii planowano dwa spotkania reprezentacji USA: jedno z Lwami, drugie ze Springbokami. Teraz nic z tego.

Zaczynają się rozmowy na temat The Rugby Championship. I znowu może być tak, że zawody odbędą się w jednym kraju, a ochotę na ich organizację zgłosiła ponownie federacja australijska. A jeśli w najbliższym czasie nie zostaną złagodzone wymagania związane z podróżami między Australią i Nową Zelandią, prawdopodobnie w Australii swoją bazę na kilka miesięcy założy siódemkowa reprezentacja kobiet Nowej Zelandii, przygotowująca się do igrzysk w Tokio i pragnąca przeciwników do przetestowania się przed tą imprezą.

Richie McCaw otrzymał nagrodę Halberga jako najlepszy sportowiec (wśród mężczyzn) ostatniej dekady w Nowej Zelandii. Również i w tym przypadku nagrody za dekadę zastąpiły tradycyjne nagrody dla najlepszych sportowców roku – te McCaw otrzymał wcześniej za lata 2010 i 2011 (do tego trzeba dorzucić kilka nagród grupowych dla All Blacks). Co ciekawe, przez ostatnich 30 lat, poza drużynowymi wyróżnieniami, indywidualne nagrody dla sportowców roku w kategorii mężczyzn i kobiet otrzymało tylko trzech rugbystów: oprócz McCawa byli to Jonah Lomu w 1995 i Jeff Wilson w 1997. W rywalizacji o tytuł drużyny dekady, All Blacks i Black Ferns wyprzedziła dwójka wioślarska Hamish Bond i Eric Murray (dwukrotni złoci medaliści olimpijscy i wielokrotni mistrzowie świata).

W Major League Rugby po pierwszej kolejce pełnej zaciętych pojedynków, w drugiej zobaczyliśmy już nieco więcej wyraźnych zwycięstw. Przegrali m.in. nowojorczycy, którzy ulegli nowoorleańczykom aż 28:51 (trzy przyłożenia dla zwycięzców Joeliego Tikoisuvy). Przegrali też (i to po raz drugi) mistrzowie – Seattle Seawolves. Rozgromiła ich aż 57:26 nowa siła w MLR – LA Giltinis (a gracze z Kalifornii mieli w tym meczu nawet 43 punkty przewagi). Skromne zwycięstwo 14:11 nad inną drużyną że „stajni” Gilchrista, Austin Gilgronis, odniósł San Diego Legion, jednak na pierwsze swoje punkty w meczu kazał czekać do ostatniego kwadransa. Swoją drogą, MLR można oglądać na żywo, bez opłat i legalnie w Internecie: https://www.therugbynetwork.com/join-free.

W japońskiej Top League starcie na szczycie w grupie czerwonej: w meczu dwóch niepokonanych dotąd drużyn Toyota Verblitz uległa Suntory Sungoliath 36:39, mimo 14-punktowej przewagi po pierwszej połowie. Ekipie Sungoliath po raz kolejny pomógł nowozelandzki duet Tevita Li – Beauden Barrett. Li zdobył dwa przyłożenia, a Barrett 9 punktów z kopów, w tym wykorzystał karnego w ostatniej akcji meczu, decydującego o zwycięstwie jego drużyny. Poza tym podobnie jak ostatnio przyłożenia zdobywali m.in. Hadleigh Parkes (dwa w meczu niepokonanych dotąd Wild Knights przeciwko Green Rockets, 62:5) czy TJ Perenara (jego Red Hurricanes pokonali 26:25 Hino Red Dolphins, a inne z przyłożeń dla jego drużyny zdobył Makazole Mapimpi).

W południowoamerykańskiej lidze SLAR trzecia kolejka, a w niej kolejny raz swą zdecydowaną wyższość nad rywalami udowodnili Jaguares XV (nawet mimo faktu, że to cień drużyny z Super Rugby) – tym razem rozgromili 65:8 chilijski Selknam, dla którego to pierwsza porażka w sezonie. Trzecie zwycięstwo odniósł urugwajski Peñarol (jednak nad słabymi Kolumbijczykami). A zaległy mecz z pierwszej kolejki między Jaguares XV a Cobras zweryfikowano jako walkower dla Argentyńczyków.

Nieoczekiwany wynik w Gruzji. W tamtejszej Didi 10 toczy się druga faza rozgrywek, w której drużyny podzielone są na dwie sześciozespołowe grupy: mistrzowską i spadkową. W tej ostatniej jej liderzy, Charebi Rustawi, pokonali Dżiki Gori aż 116:0. Łącznik młyna zwycięzców, Giorgi Petriaszwili pobił osiągnięcie Jordiego Barretta z tego weekndu: zdobył aż 34 punkty (z czego 26 z samych podwyższeń).

Po ponad roku przerwy wrócili do grania rugbyści na stadionie Makis Andohatapenaka w Antananariwie. Rozegrano baraże o awans do Gold Top 20 czyli czołowej ligi rugby na Madagaskarze.

Bardzo ciekawa statystyka pandemiczna opublikowana na łamach The Rugby Paper. Porównano wyniki spotkań rozgrywanych przed epidemią i w czasie epidemii. Okazało się, że podczas gdy wcześniej prawie 66% spotkań wygrywali gospodarze, gdy trybuny opustoszały odsetek ten spadł do niespełna 54% (a więc szanse niemal jak 1:1). Brak wsparcia publiczności i dodatkowej mobilizacji, brak presji trybun na sędziów, a może coś innego – kto wie?

Za nami międzynarodowy dzień rugby, przypadający w rocznicę pierwszego spotkania międzynarodowego, rozegranego pomiędzy Szkocją i Anglią. Rocznicy w tym roku wyjątkowo okrągłej, bo sto pięćdziesiątej. Z tej okazji co prawda nic nowego nie pisałem, ale zapraszam do lektury artykułu napisanego kiedyś na potrzeby Wikipedii: Mecz rugby Szkocja – Anglia (1871), w sobotę prezentowanego na głównej stronie projektu.

Zapowiedzi

Za tydzień znacznie spokojniej. Bez meczów międzynarodowych, bez Ekstraligi. No, z Ekstraligą w niewielkich ilościach, bo nadrabiamy zaległości: na najbliższy weekend zaplanowano spotkanie Lechii ze Skrą oraz arcyciekawy mecz Ogniwa z Łodzią (prawdopodobnie transmisja w hybrydzie TVP Sport).

Nie będzie też lig europejskich, za to ma odbyć się pierwsza faza play-off (1/8 finału) obu europejskich pucharów. Tu kilka znakomicie zapowiadających się starć, przy czym w tych najciekawszych zaangażowane są ekipy irlandzkie – w Champions Cup Munster – Tuluza i Leinster – Tulon, a w Challenge Cup Harlequins – Ulster.

No i rusza Puchar Sześciu Narodów. Ten kobiecy, rozgrywany w dwóch trzyzespołowych grupach (w pierwszej kolejce: Anglia – Szkocja i Francja – Walia). W Anglii najwięcej zainteresowania wzbudziła informacja, że ostatni mecz Angielek (zapewne będzie to finał turnieju) będzie transmitowany w otwartym kanale BBC. A w ekipie Włoch odkryto zakażenie koronawirusem i zawieszono treningi.

12 komentarzy do wpisu „Tydzień rozstrzygnięć”

  1. Szkoda wielka że w maju nie da rady:(
    To może czerwiec z Czechami, Litwą lub Ukrainą chociaż. Cokolwiek… Nawet Słowacja. Niech grają…

    Fakt, kontaktu bezpośredniego jest sporo, ale w mma, boksie czy zapasach jest go jeszcze więcej a tam rywalizacja toczy się w najlepsze.

    Co do Krakowa to zostaje tylko live z drona lub zmiana obiektu, np. na stadion Cracovii;)

    Zgadzam się, że rywalizacja w tegorocznym P6N była ciekawa:) Zachowanie Ellisa Genge’a w mojej opinii było karygodne i powinien zostać za takie ciosy rodem z klatek mma surowo ukarany. Co do praw telewizyjnych na Wyspach dotyczących P6N to zdecydowanie bardziej mnie interesuje do kiedy takie prawa na platforma Canal+;)

    Zaraz, zaraz. Gruzja już wygrała REIC??? Ale przecież jeśli Holandia lub Belgia wygrywa wszystkie mecze w grupie to wyprzedzi Gruzję. Czy się mylę i oni zagrają tylko o awans na przyszłoroczne rozgrywki? Ja oglądałem derby półwyspu Iberyjskiego jednym okiem bo w tym samym czasie grała Ekstraliga, ale niedzielny mecz obejrzałem już dokładnie:)

    R

    Odpowiedz
    • Fakt, Gruzja wygra REIC dopiero w czerwcu, gdy pokona Belgię lub Holandię. Wielkie dzięki za uwagę, wyjątkowa wpadka 🙂
      Do kiedy Canal+ ma 6N, nie wiem, ale nie sądzę, aby tu była podobna konkurencja jak w UK. A wyprowadzka Juvenii z Błoń byłaby… smutna. Zwłaszcza, że bardziej prawdopodobne jest niestety boisko na Darwina, na końcu świata 🙂 Ale jeśli igrzyska europejskie dojdą do skutku, rugby 7 ponoć ma być właśnie na Cracovii.

      Odpowiedz
      • Wyjątkowa wpadka, ale też ten sezon jest wyjątkowy. Zresztą to tylko formalność, bo szósta drużyna powalczy raczej o przedostatnie miejsce w tabeli. I trzeba też pamiętać że w tym roku raczej nikt nie spada. Zastanawiam się z jaką częstotliwością będą się odbywały mecze Holandii lub Belgii, ale szykuje się niezły maraton. Co do logowania to ja nie mam z tym żadnych problemów. Zapisałem sobie hasło w przeglądarce i za każdym razem wchodzę na Rugby TV bez konieczności potwierdzania że ja to ja;)

        Przyszedł mi do głowy kolejny szalony pomysł;) Można teraz spróbować lobbować aby na TVP (może być tylko w necie) zrobić krótki, półgodzinny magazyn rugby. Przegląd najważniejszych wydarzeń z kraju i ze świata, skróty meczów naszej Ekstraligi, ciekawostki, króciutkie reportaże. Pewnie takie skróty nie byłyby drogie, a jeśli nawet, to można ograniczyć się tylko do polskiego poletka. Swój magazyn miały na TVP już hokej, piłka nożna, piłka ręczna, nożna czy boks. Rozpropagujmy ten sport. Im więcej rugby w rodzimej tv tym lepiej. Niech trafi wreszcie do mas:)

        Co do tego meczu międzypaństwowego to wg mnie sprawa jest znacznie ciekawsza niż się wydaje:) Szkocja od 1707 roku nie była już niepodległym krajem więc ciężko uważać ten mecz za spotkanie międzynarodowe. Anglia i Szkocja w 1871 roku były już od dawna jednym narodem. Może Anglia – Nowa Zelandia z 1889 roku jest takim meczem? Kto to wie;)

        Odpowiedz
        • Belgowie/Holendrzy mają grać w „okienkach” międzynarodowych w lipcu i listopadzie. Pierwszy mecz, z Gruzją, prawdopodobnie w ostatni weekend czerwca.
          Magazyn rugbowy chętnie bym obejrzał, ale na takie cuda nie liczę. Tym bardziej w telewizji, gdyby mieli wykorzystać materiały jakości, no cóż, hmm, nietelewizyjnej. Ale gdyby Ekstraliga się dogadała, zrobić coś takiego w Internecie… Cóż, jest „Atak na młyn” (choć dzisiaj przegapiłem w imię wyższej idei), rok temu nawet tego nie było, a może Kuba się rozwinie 🙂
          A czy Nowa Zelandia w 1889 była niepodległa? (pomijając, że w grudniu 1888 Natives grali z Irlandią). Nie, nie wywracajmy historii do góry nogami 😉

          Odpowiedz
          • Ok nie wywracajmy historii, chociaż Nowa Zelandia była mniej więcej tak samo niepodległa wtedy jak teraz czyli średnio;) Irlandia wcale, Szkocja, Walia też nie. Ciężko to rozstrzygnąć. Można by się z tego doktoryzować;)

            Tez przegapiłem „Atak na młyn” i to nie w imię wyższej idei, ale cóż. Życie wymaga kompromisów;) Dzisiaj sobie posłucham:)

            Co do programu Jakuba, to brakuje mi tam jeszcze zabawy typu wybór piętnastki kolejki. Mógłby to być wybór subiektywny albo zabawa dla widzów. Ewentualnie coś takiego mogłoby znaleźć się w „Szponach”. Na wyspach kilka portali typuje swoje piętnastki, to dlaczego my mamy być gorsi;) Na gracza kolejki proponuję Pana Janeczko. Zdobył aż 26 punktów!!! 15 dla Skry, 6 dla Lechii i 5 dla Juvenii. To jest wyczyn!!!;)

            Pozdrawiam serdecznie i życzę wielu rugbowych emocji:)

            Odpowiedz
            • Oj, w „szponach” takiej piętnastki nie będzie. Trzeba by było obejrzeć uważnie wszystkie mecze Ekstraligi, a na takie cuda nie ma co liczyć 🙂 Również pozdrawiam!

              Odpowiedz
  2. Co do naszej reprezentacji, to bardzo popieram autora bloga!!! Polska powinna grać, bo wszystko to co do tej pory udało się wypracować przepadnie:( A reprezentacja kraju w każdej drużynowej dyscyplinie sportu powinna być NAJWAŻNIEJSZA.

    Kilka przemyśleń jeśli chodzi o ostatnią kolejkę Ekstraligi. Bardzo zmartwiła mnie informacja o ewentualnym odwołaniu nadchodzącej kolejki w polskiej lidze. Mam wielką nadzieję, że jednak uda się tego uniknąć. Rok temu już to przerabialiśmy i raczej trochę na wyrost, bo piłkarska Ekstraklasa i żużlowa Ekstraliga grały w najlepsze i to z kibicami. Powinniśmy się na nich wzorować i podążać ich śladem aby w BEZPIECZNY sposób dokończyć rozgrywki. No chyba że te dwie sztandarowe dyscypliny też staną ale jeśli nie, to PZR powinien stanąć na wysokości zadania i poszukać rozwiązań aby dokończyć sezon.

    Mam pytanie co do meczu Pogoni z Arką. Dlaczego sędzia nie uznał przyłożenia Przemysława Rajewskiego na początku spotkania? Paweł Narojek współkomentujący ten mecz troszkę się pogubił i do stanu 0:3 utrzymywał że Pogoń prowadzi 7:0. Przyłożenie nie zostało jednak uznane. Dlaczego? Oglądałem tę sytuację kilka razy i niestety nie wiem… To pytanie na poważnie ale mam też pytanie prosto z rugowego plotkarskiego pudelka;) W drugiej połowie w „kabinie komentatorskiej” panowały strasznie trudne warunki i nagle coś gruchnęło i było słychać mamrotanie komentatorów. Przez chwilę zachowywali się jak po nokdaunie, ale doszli do siebie. Czy ktoś wie co tam się stało?;)

    Warto też zauważyć że nazwisko Janeczko w tej kolejce aż cztery przyłożenia. Trzy Arkadiusza dla Skry i jedno Bartłomieja dla Juvenii;) Każdy kto oglądał mecz Juvenii z Lublinem z cała pewnością miał wiele ciekawych doznań;) Zwłaszcza w pierwszej połowie gdy nie było dźwięku działy się ciekawe rzeczy;) Jestem osoba która lubi sobie podczas meczu pogadać i troche pokomentować otaczającą nas rzeczywistość i z innymi widzami podziwialiśmy niebo nad Krakowem, rusztowanie mocno upstrzone ptasimi odchodami, menu kamery i inne ciekawe historie. Mało jednak było tego rugby… Na całe szczęście w drugiej połowie głos Kajetana Cyganika dotarł juz do widzów i wszystko było do końca ok;)

    Odpowiedz
    • Jak mówią, w maju nie da rady 🙁
      Co do covida, to z rugby jest ten problem, że z gier zespołowych na otwartym powietrzu w tej najwięcej jest bezpośredniego kontaktu. I dlatego wszyscy się dziwią nam, że gramy, podczas gdy oni stoją. A swoją drogą, mam obawy, nawet jeśli nie zamkną Ekstraligi, jak to będzie wyglądać. Hit za tydzień też ponoć nie dojdzie do skutku, bo jak nie covid tu, to covid tam…
      Dlaczego sędzia nie uznał pierwszego przyłożenia Pogoni nie wiem, ale cofnął akcję, więc musiało to być coś wcześniej, po aucie. A Janeczkom dorzuć jeszcze parę podwyższeń w Lechii.
      A w Krakowie jak to w Krakowie. Przy dwóch kamerach na tej wieży rury ominiesz jakoś, ale przy jednej nie ma szans 🙂 A nawet gdyby Juvenia chciała postawić jakąś sensowną wieżę, to konserwator zabytków się nie zgodzi, bo to Błonia. I choć Juvenia ma teren od 110 lat, to chętniej by ją stamtąd wywalili, niż zgodzili się na postawienie czegokolwiek, co wystaje ponad grunt (a i nawet pod gruntem konserwator się nie zgadzał, choć to wtedy o inny kawałek chodziło). Więc zostają tylko stałe prowizorki. A swoją drogą, pogoda była idealna, żeby się na mecz wybrać i z trybun obejrzeć, a tu trzeba było przed komputerem. Mam wrażenie, że Kajetan C. pół meczu mówił, nie wiedząc, że to trafia tylko do operatora 🙂

      Odpowiedz
      • Aa jednak w maju LITWA – POLSKA!!!

        Nie jest to Holandia ale obu zagrali. Strasznie jestem wyposzczony brakiem naszej meczów kadry.

        Odpowiedz
          • No cierpię prima aprilis. Litwa była mało prawdopodobna po ostatnich przejściach, ale Ogniwo na chwilę mnie nabrało…

            Odpowiedz
            • Na fb PZR wczoraj ukazała się informacja że na Kanale Sportowym będzie program o rugby. Na to akurat się nie nabrałem, bo regularnie podglądam KS i wiedziałem że nic takiego nie będzie miało miejsca. A szkoda, bo byłaby to wielka promocja rugby w Polsce.

              Odpowiedz

Dodaj komentarz