Francuski dublet w europejskich pucharach

Wydarzeniem weekendu były finały europejskich pucharów. Oba trofea dostały się w ręce drużyn z Francji, co zdarzyło się pierwszy raz od 24 lat (wtedy m.in. po Puchar Heinekena sięgał Grzegorz Kacała). Poza tym klaruje się skład finału w Ekstralidze, a coraz ciekawiej robi się w walce o miejsce w meczu o brąz. A Nowozelandczycy odnieśli kolejny komplet zwycięstw w Super Rugby Trans-Tasman.

Ekstraliga

Na początek o echach incydentu z ubiegłotygodniowego meczu Arki z Lechią. Jego efektem są sześcio- i siedmiotygodniowe (czyli w praktyce do końca ekstraligowego sezonu) zawieszenia po trzech zawodników z każdej drużyny. Szczególnie boleśnie dotknęły one Arkę Gdynia – z drużyny wypadł lider zespołu, Anton Szaszero, który przecież dopiero na ten mecz wrócił po kontuzji do składu, a także dwóch innych ważnych graczy. Dodatkowo Arka postanowiła ukarać swoich zawodników finansowo (na cele charytatywne) i zobowiązać ich do udziału w edukacyjnym spotkaniu z młodzieżą. Nie wiem, czy akurat kara finansowa to najlepszy model karania w sporcie amatorskim, ale sam fakt podjęcia jednoznacznej i szybkiej decyzji przez sam klub godzien pochwały.

Ocena tych sankcji podzieliła środowisko. Pojawiło się jednak sporo komentarzy przeciwnych, wskazujących, że to przecież nic takiego, że taki to już urok rugby. Widziałem komentarze o „małej przepychance”, oderwaniu od rugbowej rzeczywistości, nieznajomości ducha rugby, wreszcie o tym, że na Zachodzie wyśmianoby taką decyzję. Ja chciałem zauważyć, że „przepychanka” różni się dość znacząco od bijatyki na pięści, którą zobaczyliśmy w Gdyni, a w cywilizowanym świecie rugby choćby jedno uderzenie pięścią kończy się odesłaniem z boiska i kilkutygodniowym zawieszeniem. I pewnie dlatego zwykle nieporozumienia na boisku kończą się na szarpaniu za koszulki. Bo każdy gracz na boisku wie, że walenie przeciwnika pięścią to gigantyczny problem dla niego i jego drużyny. Dość wspomnieć Mohameda Haouasa, który podczas ubiegłorocznego Pucharu Sześciu Narodów w trakcie przepychanki wyprowadził tylko jeden cios pięścią (https://youtu.be/T7SlxJlsD40) – czerwona kartka i trzy tygodnie zawieszenia (tylko dzięki czystej kartotece). Za tego typu przewinienie o ciężkim charakterze zgodnie z zasadami World Rugby nakłada się od 10 do 52 tygodni dyskwalifikacji i na Zachodzie nie ma litości. Rugby to sport wystarczająco twardy, aby nie dorzucać tego typu wątpliwych ozdobników. Absolutną rację mieli prowadzący ostatnie wydanie „Ataku na młyn”. Takie zdarzenia nie pomagają przyciągnąć do rugby nowych, młodych twarzy, zachęcić rodziców by powierzyli swoje pociechy trenerom czy pozyskać nowych sponsorów. Wręcz przeciwnie. Bardzo cieszę się, że opamiętanie na boisku przyszło szybko, i że po meczu zawodnicy zachowywali się z klasą. Ale te kilkanaście sekund szaleństwa nie mogło pozostać bez reakcji. I mam nadzieję, że szybko w polskiej lidze się nie powtórzy.

W piętnastej kolejce Ekstraligi nieco zawiódł mecz na szczycie, ostatnia praktyczna szansa włączenia się Skry Warszawa do walki o złoto, w którym warszawiacy podejmowali obrońców tytułu mistrzowskiego – Ogniwo Sopot. Nie pomogły na pewno warunki panujące w Warszawie – padał ulewny deszcz, akcje były rwane, a zawodnicy mając okazję do zdobycia trzech punktów z podstawki, zwykle nie wahali się ani chwili, począwszy już od pierwszej minuty meczu. Zdarzały się kopy z karnych nawet z własnej połowy (jedno z dwóch pudeł Paula Waltersa). W efekcie mieliśmy pierwszy od lat ekstraligowy mecz, w którym nie padło ani jedno przyłożenie. Lepiej w tym pojedynku kopów poradzili sobie goście – Paul Walters zdobył z karnych 18 punktów, podczas gdy jego vis-à-vis, Daniel Gdula, o połowę punktów mniej i mecz skończył się wynikiem 18:9.

W Krakowie nie padało, a miejscowi kibice obawiali się, że mecz Juvenii z Awentą Pogonią Siedlce będzie jednostronnym widowiskiem. Szczególnie, że gospodarze przystąpili do gry mocno osłabieni (wśród tych osłabień smutną informacją jest wyjazd Michała Jurczyńskiego na rok do Szwecji). Początek meczu wskazywał na to, że te przewidywania się ziszczą, ale po pierwszym przyłożeniu siedlczanie nie poszli za ciosem, a Rafał Lewicki kopami z karnych wyprowadził Juvenię na prowadzenie. Dopiero pod koniec pierwszej połowy Przemysław Rajewski swoim trzynastym przyłożeniem po klasycznym dla siebie przełamaniu linii obrony w sezonie dał Pogoni przewagę, a po kolejnym przyłożeniu na początku drugiej połowy (fatalny błąd Juvenii) było 9:19 i wydawało się, że Pogoń nie wypuści zwycięstwa z rąk. Jednak to Juvenia zaczynała zaznaczać coraz większą przewagę na boisku, zdobyła dwa przyłożenia bez żadnej odpowiedzi gości (w tym jedno Lewickiego – 16 punktów gracza, który świetnie ostatnio sobie radził w rezerwach) i sensacyjnie wygrała 21:19, odnosząc pierwsze ligowe zwycięstwo nad Pogonią od kilkunastu lat.

Bardzo ciekawie było też w pierwszej połowie meczu Lechii Gdańsk z Master Pharm Rugby Łódź. Oglądaliśmy widowiskową grę i efektowne akcje po obu stronach. Ilekroć łodzianie wyszli na prowadzenie, gdańszczanie odpowiadali, cały czas pozostając w kontakcie. Na sekundy przed końcem pierwszej części spotkania przegrywali 21:24 i nieoczekiwanie wydawało się, że wszystko w tym meczu będzie możliwe. Jednak w ostatniej akcji po przeboju Witalija Kramarenki goście zdobyli kolejne przyłożenie i zwiększyli przewagę do 10 punktów (31:21), a w drugiej połowie punktowali już tylko oni. W krótkim czasie po przerwie rozstrzygnęli mecz na swoją korzyść, podnosząc prowadzenie do stanu 41:21. A cały mecz skończyli wygraną 52:21. Warto odnotować 22 punkty Michała Kępy (dziewięć kopów z podstawki).

Poza tym Orkan Sochaczew rozniósł osłabioną Arkę Gdynia 66:0. Już i tak mającym kłopoty kadrowe gdynianom nie pomogły trzy dyskwalifikacje, a w trakcie meczu sypnęło się sporo kontuzji – mecz kończyli w trzynastkę (podobnie zresztą sochaczewianie, co bardzo im się chwali). Natomiast po przeciwnej stronie szalał Pieter Steenkamp, który zdobył 29 punktów, w tym 15 z trzech przyłożeń. Z kolei Edach Budowlani Lublin pewnie wygrali ze Spartą Jarocin 44:10 (19 punktów Smiłko Debrenliewa z kopów).

Porażka Skry w meczu z Ogniwem w praktyce odebrała jej już szansę na walkę o złoto. W tabeli praktycznie już tylko jedna niewiadoma: kto zagra ze Skrą Warszawa o brązowy medal. Porażka Pogoni z Juvenią i zwycięstwo Orkana nad Arką spowodowało, że te dwie drużyny zrównały się punktami. Wydaje się jednak, że Orkan ma kalendarz trudniejszy, bo w najbliższych dwóch kolejkach czekają go starcia z dwiema czołowymi drużynami tabeli, a w ostatniej wyjazdowe, bezpośrednie starcie z Pogonią. Szansę na awans do starcia o brąz zachowała jeszcze teoretycznie Lechia, ale traci do dwóch poprzednich drużyn sześć punktów.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Ogniwo Sopot1567
2. Master Pharm Rugby Łódź1560
3. Skra Warszawa1550
4. Awenta Pogoń Siedlce1541
5. Orkan Sochaczew1541
6. Lechia Gdańsk1535
7. Edach Budowlani Lublin1531
8. Arka Gdynia1524
9. Juvenia Kraków1522
10. Sparta Jarocin150

W ostatniej planowanej kolejce fazy zasadniczej I ligi rozegrano tylko dwa spotkania. Wataha Zielona Góra po emocjonującym spotkaniu pokonała Arkę Rumia 29:24 zapewniając sobie przywilej rozegrania w fazie play-out dwóch spotkań na swoim boisku, a Legia Warszawa uległa Rugby Białystok 5:67 (trzy przyłożenia grającego trenera Artura Sulimy, obchodzącego zresztą 34. urodziny). Nie odbył się mecz AZS AWF Warszawa z Posnanią – goście polecieli do Hiszpanii na siódemkowe zgrupowanie.

Teoretycznie wszystkie kolejki fazy zasadniczej rozegrane, ale brakuje do kompletu trzech meczów – oprócz starcia, które miało się odbyć w tym tygodniu, wciąż czekamy na rozegranie spotkania Arki Rumia z AZS AWF Warszawa oraz rozstrzygnięcie afery związanej ze spotkaniem Posnanii z Rugby Białystok. Faza końcowa (grupy play-off i play-out) mają ruszyć zgodnie z kalendarzem za dwa tygodnie, a raczej wszystkich zaległości do tego czasu się nie nadrobi. W praktyce pozostała nam już tylko jedna niewiadoma co do rozstawienia drużyn w drugiej fazie – kto będzie na czele tabeli i rozegra dwa mecze w domu w grupie play-off, Białystok czy Posnania?

W drugiej lidze rugbyści z Rudy Śląskiej przez pewien czas stawiali opór KS Budowlanym Commercecon Łódź, ale ostatecznie przegrali 18:41, a Mazovia Mińsk Mazowiecki w meczu rozegranym w trzynastoosobowych składach pokonała Miedziowych Lubin 26:17 (zanosi się na komplet porażek Miedziowych w tym sezonie).

Heineken Champions Cup

Finał najbardziej prestiżowych europejskich rozgrywek, Heineken Champions Cup, choć rozegrany na londyńskim Twickenham (w obecności 10 tys. widzów), był wewnętrzną sprawą dwóch francuskich ekip: Tuluzy, czterokrotnego triumfatora tych rozgrywek (jednak ostatni raz przed jedenastu laty, potem nie grała nawet w finale) oraz La Rochelle, grającego o swoje pierwsze wielkie trofeum w historii (dotąd nigdy nie grało nawet w finale Top 14). Choć wśród 30 zawodników wybiegających na boisku, tylko połowa była Francuzami.

Nie było to piękne spotkanie – zażarte, ale niewiele było w nim finezji i ładnych akcji i trudno było go z przyjemnością oglądać. Duże znaczenie miała czerwona kartka, zresztą pierwsza w historii finałów Champions Cup. Przy stanie 6:6, po zaledwie 27 minutach meczu, zobaczył ją fidżijski środkowy Levani Botia z La Rochelle, za atak barkiem w głowę Maxime’a Médarda. Krótko potem żółtą kartkę zobaczył jeden z graczy Tuluzy, ale drugą połowę tuluzańczycy grali z przewagą jednego zawodnika. I choć do przerwy przegrywali 9:12, właśnie w drugiej rozstrzygnęli spotkanie na swoją korzyść, choć walka trwała do końca. Co prawda atak Cheslyna Kolbego na skrzydle powstrzymał w ostatniej chwili Geoffrey Doumayrou (https://twitter.com/i/status/1396153462518390785), ale później decydujące przyłożenie zdobył argentyński środkowy Juan Cruz Mallía. Romain Ntamack dorzucił podwyższenie i kolejnego, piątego już karnego (stuprocentowa skuteczność) i na dziesięć minut przed końcem zrobiło się 22:12. I choć roszelczycy odpowiedzieli jeszcze przyłożeniem (Ihaia West spudłował podwyższenie, a wcześniej nie zaliczył dwóch karnych), ostatecznie Tuluza wygrała mecz 22:17 i zdobyła Champions Cup po raz piąty, stając się najbardziej utytułowaną drużyną w historii tych rozgrywek. Najlepszym zawodnikiem finału został trzecioliniowiec François Cros z Tuluzy.

A European Professional Club Rugby przyznał tytuł najlepszego zawodnika tych rozgrywek kapitanowi zwycięskiej drużyny, pierwszemu Francuzowi z tym tytułem, Antoine’owi Dupontowi (brzmi nieprawdopodobnie, ale dotąd nagradzani zawodnicy francuskich drużyn bez wyjątku pochodzili z innych krajów). Z kolei Romain Ntamack powtórzył sukces swojego ojca, Émile’a Ntamacka, który wraz z Tuluzą wygrał Puchar Heinekena ćwierć wieku wcześniej.

European Rugby Challenge Cup

Dzień przed finałem Champions Cup, również na Twickenham, rozegrano spotkanie finałowe w pucharze przeznaczonym do drużyn, które poziom wyżej się nie załapały. Grały dwie duże marki europejskiego rugby: Leicester Tigers, kiedyś wielokrotny mistrz Anglii i zdobywca Pucharu Heinekena, oraz Montpellier, jedna z najbogatszych francuskich drużyn, w której jednak pieniądze przekładają się na nieco mniej sukcesów, niż oczekiwałby tego właściciel, Mohed Altrad. To coś w rodzaju pucharu pocieszenia, ale obie drużyny były bardzo głodne sukcesu. Angielska drużyna mogła liczyć na większe wsparcie z trybun, ale szali na jej korzyść to nie przechyliło.

Po trzydziestu minutach mieliśmy prowadzenie Montpellier 10:3. Wtedy zaczęły się kłopoty Francuzów: dziesięć minut gry w osłabieniu w końcu pierwszej połowy, potem dziesięć minut gry w osłabieniu na początku drugiej z siedmiu punktów przewagi zrobiło się siedem punktów straty – każdy okres gry w przewadze Tigers wykorzystywali zdobywając przyłożenie z podwyższeniem, choć bezcenne okazały się trzy punkty zdobyte z karnego dla Montpellier pod koniec drugiego z tych okresów. Dzięki nim Francuzi mieli tylko cztery punkty do odrobienia i przyłożenie Johana Goosena po świetnym przełamaniu Gabriela N’gandebe wkrótce po powrocie do gry w piętnastkę dało im zwycięstwo 18:17 (nawet mimo tego, że Benoît Paillaugue nie trafił z podwyższenia obijając oba słupki). Do końca pozostało jeszcze co prawda 20 minut i choć Leicester Tigers zdecydowanie dominowali w tym meczu w maulach, George Ford próbował szczęścia z drop goala, wynik się już nie zmienił.

Dla Montpellier to drugi triumf w Challenge Cup (poprzedni przed pięcioma laty). I na tym właściwie kończy się lista jego wielkich sukcesów – ani razu nie wygrali w Top 14, ani w Champions Cup.

Super Rugby

Na drugą kolejkę Super Rugby Trans-Tasman czekaliśmy z pewnym niepokojem – w pierwszej kolejce drużyny australijskie poniosły komplet porażek, choć były promyki nadziei w dwóch spotkaniach, które mogły skończyć się innymi rezultatami. W ten weekend jednak rywalizacji było jeszcze mniej, wyniki znacznie bardziej jednostronne, a kompletu porażek drużyn australijskich nie osłodził żaden choćby najmniejszy promyczek nadziei. W efekcie narzekają i jedni i drudzy. W australijskich mediach zaczęły pojawiać się głosy, czy przypadkiem Super Rugby Trans-Tasman jest na pewno dobrym pomysłem – jeśli to będzie dalej tak wyglądać, może raczej zaszkodzić popularności rugby w tym kraju, niż pomóc. A pamiętajmy, że tutaj nie jest ono sportem numer 1 i rywalizacja o zainteresowanie kibiców pomiędzy dyscyplinami jest bardzo zacięta. Jednak propozycja, która pojawiła się w The Roar, aby zmusić Nowozelandczyków do wyrównania poziomu poprzez utworzenie większej liczby franszyz na wyspach (przez co ich najlepsi zawodnicy nieco się „rozwodnią”) jest nieco kuriozalna – pamiętajmy, że przy rozmowach na temat nowego formatu to Nowa Zelandia chciała zmusić Australijczyków do ograniczenia liczby franszyz do dwóch lub trzech, aby najlepsi gracze z tego kraju skupili się w mniejszej liczbie drużyn. I jakoś na to Australijczycy wtedy się nie zgodzili…

Hitem drugiej kolejki miało być bezpośrednie starcie zdobywców tytułów mistrzowskich Super Rugby w obu krajach przed dwoma tygodniami. Reds podejmowali Crusaders i zostali całkowicie zdemolowani. Po 30 minutach meczu przegrywali 0:28, a wynik w całym meczu brzmiał 28:63. Klasą sam dla siebie był Richie Mo’unga, który zaaplikował ekipie z Brisbane aż 31 punktów: 3 przyłożenia (ostatnie fantastyczne: https://twitter.com/i/status/1396063825128951814) i 8 podwyższeń (stuprocentowa skuteczność). Australijczycy upokorzeni.

Podobnie było w spotkaniu finalistów obu rozgrywek – Chiefs i Brumbies – choć zarówno zwycięstwo Chiefs nieco niższe (choć i tak zdecydowane, 40:19), i dorobek Damiana McKenziego nieco skromniejszy (15 punktów – przyłożenie i pięć podwyższeń). Poza tym kolejny mecz bez historii Rebels (przegrali na wyjeździe z Hurricanes 13:35), bez szans byli też Waratahs (pokonani przez Blues 48:21 – trzy przyłożenia w meczu zdobył Bryce Heem, który w tym roku powrócił do Nowej Zelandii po kilku latach spędzonych w Europie). Najniższą porażkę z wszystkich australijskich ekip ponownie poniosło Western Force, które przegrało z Highlanders 15:25. Ale cóż, w sporcie nie chodzi o odnoszenie najniższych porażek.

Rywalizacja zanosi się na nieco kuriozalną – jeśli te rozgrywki dalej tak będą wyglądać, o awansie do finału będą decydować wyłącznie punkty bonusowe (bo przecież w fazie zasadniczej nie grają między sobą drużyny z tego samego kraju).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Blues210
2. ↑Hurricanes210
3. ↑Crusaders29
4. ↓↓Highlanders29
5. Chiefs29
6. Western Force21
7. Brumbies21
8. Waratahs20
9. Reds2o
10. Rebels20

Testy HIA w ramach rozgrywek Super Rugby Trans-Tasman uzupełniono o nową technologię, o której wspominałem jakiś czas temu: urządzenie do śledzenia ruchów gałek ocznych (NeuroFlex VR). Dokładność tej techniki ma wynosić ponad 90%. Jest ona przeznaczona także do używania w późniejszym procesie oceny możliwości powrotu zawodnika do treningów i gry. Tutaj można znaleźć filmik pokazujący sposób działania: https://youtu.be/JEfPWXsQ5dE.

Drobne

W rozgrywkach młodzieżowych za nami ostatnia kolejka rundy zasadniczej juniorskich piętnastek. W meczu dwóch niepokonanych dotąd drużyn Budowlani Łódź pokonali Orkan Sochaczew 30:13. W drugim meczu smutny akcent: ostatnia w tabeli Skra, już bez szans na awans do półfinałów, nie przyjechała na mecz do Krakowa.

Na początku ubiegłego tygodnia rozegrano brakujące trzy spotkania dziewiętnastej kolejki angielskiej Premiership – pierwsze mecze z udziałem publiczności w lidze po dłuższej przerwie. Bristol Bears rozgromił Gloucester 39:7 (z pięciu przyłożeń bristolczyków trzy w ostatnim kwadransie, goście przez 3/4 meczu grali w czternastkę), Newcastle Falcons nieoczekiwanie pokonali Northampton Saints 18:10 (w czym pomogło im przyłożenie Adama Radwana; Saints nie wykorzystali potknięcia Harlequins i tą porażką praktycznie pogrzebali szansę na awans do czołowej czwórki, z kolei dla Falcons zwycięstwo oznacza utrzymanie nadziei na awans do Champions Cup), a London Irish przegrało z Exeter Chiefs 12:31 (w drużynie obrońców tytułu brylowali bracia Simmondsowie, którzy zdobyli łącznie 26 punktów – jedyne przyłożenie inne zawodnika Chiefs, Toma O’Flaherty’ego, padło w kuriozalnych okolicznościach, gdy obrońca Irish czekał aż piłka wejdzie na pole punktowe by tam ją przyklepać i dał się wyprzedzić skrzydłowemu rywali). Sam Simmonds w tym ostatnim meczu zdobył trzy przyłożenia i ma ich już w tym sezonie 19 w 19 meczach – to rekord Premiership (poprzedni, 17, ustanowiono prawie ćwierć wieku temu), a przecież sezon jeszcze trwa. Nie sposób jednak odmówić udziału w tym osiągnięciu Eddiemu Jonesowi, który konsekwentnie ignorował będącego w świetnej formie Simmondsa przy powołaniach do kadry Anglii, dzięki czemu ten mógł wyżywać się na rywalach ligowych. Simmonds zresztą pobił też inny rekord: osiągnął 50 przyłożeń w lidze najszybciej w historii (potrzebował tylko 66 meczów).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Bristol Bears1976
2. ↑Exeter Chiefs1968
3. ↓Sale Sharks1964
4. Harlequins1961
5. Northampton Saints1950
6. Leicester Tigers1944
7. London Irish1943
8. Wasps1942
9. Bath1942
10. ↑Newcastle Falcons1939
11. ↓Gloucester1936
12. Worcester Warriors1821

Z tej ligi jeszcze dwie wieści: nadzieję na założenie koszulki Harlequins ma jeszcze Mike Brown – odwołał się o decyzji o sześciotygodniowym zawieszeniu za nadepnięcie na twarz rywala. A właściciel Saracens Nigel Wray kolejny raz budzi demony związane z salary cap – pojawiła się informacja, że za pośrednictwem jednej ze swych spółek przejął pomiędzy spory pakiet udziałów w spółce Owen A Farrell Ltd., należącej oczywiście do Owena Farrella. Wray zarzeka się jednak, że inwestycja została przeprowadzona przed nałożeniem ubiegłorocznych sankcji na klub i że była przeprowadzona za zgodą osoby odpowiedzialnej w Premiership za kwestie limitu wynagrodzeń.

Odbyła się też przedostatnia kolejka na drugim angielskim poziomie ligowym, w Championship. Tu już wszystko jasne – w finale spotkają się dwie ekipy z Londynu, Ealing Trailfinders i zdecydowani faworyci rozgrywek, Saracens. Obie drużyny w sezonie przegrały tylko po jednym razie – Saracens w pierwszej kolejce z Cornish Pirates, a Ealing Trailfinders właśnie z Saracens. W ten weekend Ealing Trailfinders pokonali trzecią drużynę ligi, Doncaster Knights, 38:15, a Saracens roznieśli w strzępy Coventry (piąte miejsce w tabeli) aż 73:0.

W Anglii także finałowy etap rozgrywek kobiecych piętnastek. W ten weekend rozegrano półfinały Premier 15s. Harlequins pokonały Wasps 25:14, a Saracens Loughborough 28:24. W ten sposób w finale spotkają się dwie najlepsze drużyny fazy zasadniczej i będziemy mieć zarazem derby Londynu: Saracens – Harlequins.

W Top 14 rozegrano jedno zaległe spotkanie. Bordeaux Bègles bez problemów pokonali Agen: zdobyli siedem przyłożeń i wygrali 49:3. Umocniło swoją pozycję w walce o awans do play-off. W Agen na grę poziom niżej w przyszłym sezonie czekają już chyba jak na zbawienie.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza2473
2. La Rochelle2472
3. Racing 922468
4. ↑Bordeaux Bègles2467
5. ↓Clermont2367
6. Stade Français2462
7. Tulon2462
8. Castres2460
9. Lyon2460
10. Montpellier2350
11. Brive2450
12. Bajonna2444
13. Pau2441
14. Agen242

Ostateczne rozstrzygnięcia zaczęły się w drugiej francuskiej lidze, Pro D2. W ćwierćfinałach górą były ekipy wyżej notowane w tabeli ligowej, które grały na własnych boiskach. Oyonnax pokonało Colomiers dzięki świetnej drugiej połowie 28:22, a Biarritz wygrało z Grenoble 41:14 (trzy przyłożenia nowozelandzkiego skrzydłowego Gavina Starka). W półfinałach Perpignan zagra z Oyonnax, a Vannes z Biarritz.

W Rainbow Cup grały tylko ekipy z Afryki Południowej i oba spotkania okazały się wyjątkowo zacięte. W obu też zwycięstwa odniosły drużyny niżej notowane przed tą kolejką. Lions przerwali swoją passę samych porażek oraz zwycięski marsz Bulls i wygrali z nimi 34:33, a Sharks ulegli Stormers 22:25 (po raz drugi z rzędu o zwycięstwie Stormers decydowały karne Tima Swiela w samej końcówce).

Poznaliśmy mistrza japońskiej Top League (ostatniego mistrza Japonii przed reformą rozgrywek). Na tron po pięciu latach przerwy powrócili Panasonic Wild Knights, trenowani przez Nowozelandczyka Robbiego Deansa (byłego trenera reprezentacji Australii). Po dwudziestu minutach prowadzili z Suntory Sungoliath (którzy ostatni tytuł mistrzowski zdobyli przed trzema laty) 20:0. I choć potem rywale zaczęli pogoń, zabrakło im czasu. Na minutę przed końcem zdobyli czwarte przyłożenie, Beauden Barrett kopnął podwyższenie i zmniejszyli stratę do pięciu punktów. Jednak czasu pozostało za mało i Wild Knights wygrali 31:26. Barrett raczej kiepsko zapamięta swój ostatni mecz w Japonii, bo pierwsze przyłożenie Suntory straciło po przechwyceniu przez rywali jego podania. Tytułem mistrzowskim skończył karierę reprezentant Japonii Kenji Fukuoka, a przypieczętował to takim przyłożeniem (trzynastym w sezonie): https://twitter.com/i/status/1396427654010638338.

W rosyjskiej Lidze Stawok pierwsze z serii meczów finałowych, decydujących o medalach. W pierwszym meczu o złoto Jenisiej-STM Krasnojarsk zrobił pierwszy krok do obrony tytułu mistrzowskiego i pokonał najlepszą drużynę ubiegłorocznego sezonu zasadniczego, Lokomotiw Penza, aż 48:6. Natomiast w zmaganiach o trzecie miejsce Metałłurg Nowokuźnieck pokonał w pierwszym meczu etatowych dotąd wicemistrzów Rosji, Krasnyj Jar Krasnojarsk, 13:11.

We włoskiej Top10 rozegrano półfinałowe rewanże. Petrarca przegrała z Emilią 23:24, ale dzięki zwycięstwu jedenastoma punktami z pierwszego meczu awansowała do finału. W drugiej parze obrona zaliczki z pierwszego spotkania przez Calvisano się nie udała: w pierwszym meczu pokonali Rovigo 31:22, ale w ten weekend to Rovigo było górą 17:6 i awansowało do finału.

W hiszpańskiej División de Honor na początku ubiegłego tygodnia zapadło przy zielonym stoliku rozstrzygnięcie nierozegranego ćwierćfinału Alcobendas – Ciencias (do spotkania nie doszło z powodu zarażenia covidem i kwarantanny w zespole Ciencias). Ponieważ zespół z Sewilli chciał przesunięcia ćwierćfinału do co najmniej 30 maja, co rozsadziłoby kalendarz play-off, awans do półfinału przyznano drużynie Alcobendas (liderzy tabeli po rundzie zasadniczej). A w ten weekend rozegrano półfinały. Alcobendas zagrali z Barceloną i wygrali zdecydowanie 43:14 (zadecydowała druga połowa, gdy gracze spod Madrytu zdobyli cztery przyłożenia, a barcelończycy nie zdołali zaliczyć ani jednego punktu). Znacznie więcej emocji w derbach Valladolid (które w tym roku starły się w półfinale, choć przez ostatnie pięć lat okupowały dwa najwyższe stopnie podium): VRAC pokonał El Salvador zaledwie 16:13. Na pięć minut przed końcem to El Salvador prowadził trzema punktami, ale VRAC zdołał wyrównać, a w ostatniej akcji meczu zamienił karnego na zwycięskie punkty.

Za nami ćwierćfinały gruzińskiej Didi 10. W półfinałach zobaczymy pary: AIA Kutaisi – Koczebi Bolnisi (awansowali po dramatycznym ćwierćfinale, wygranym dwoma punktami dzięki przyłożeniu z podwyższeniem w przedostatniej minucie meczu) i Batumi (obrońcy tytułu) – Akademia Tbilisi.

W portugalskiej Divisão de Honra rozegrano półfinały. Najlepsza drużyna sezonu zasadniczego, Direito, pokonała bez problemu CDUL, natomiast znacznie bardziej wyrównany był drugi mecz, pomiędzy Técnico i Belenenses. Górą było Técnico 13:9, a w meczu padło tylko jedno przyłożenie. Zwycięzcy staną przed szansą na pierwszy tytuł od 23 lat. Obrońcy tytułu, Agronomia, skończyli sezon na piątym miejscu, nie awansując do fazy play-off.

W Major League Rugby w ten weekend tylko cztery mecze, z których najciekawszy rozegrały nowoorleańskie NOLA Gold i Utah Warriors z Salt Lake City. Górą byli gospodarze 29:24. Kolejną, już siódmą porażkę w sezonie ponieśli obrońcy tytułu mistrzowskiego, Seattle Seawolves. W konferencji zachodniej na czele mimo pauzowania LA Giltinis z aż 14 punktami przewagi nad Austin Gilgronis i Utah Warriors. Na wschodzie różnice punktowe dużo mniejsze, Rugby ATL ma dwa punkty przewagi nad RUNY i NOLA Gold. A przy okazji ciekawostka z ubiegłego tygodnia: mecz LA Giltinis z Utah Warriors został rozegrany na niedawno oddanym do użytkowania najdroższym stadionie świata, SoFi Stadium w Inglewood. Kto wie, może to był pierwszy mecz rugby na stadionie, który będzie areną finału Pucharu Świata w 2031?

Ogłoszono harmonogram The Rugby Championship, czyli najbardziej prestiżowego turnieju na półkuli południowej. W stawce po jednorocznej przerwie z powrotem cztery drużyny (powrócili mistrzowie świata), start 14 sierpnia od meczu Południowej Afryki z Argentyną, a w finałowy weekend 2 października. Najwięcej uwagi przyciągną zapewne dwa mecze w dwa ostatnie weekendy – starcia Nowej Zelandii z Południową Afryką. Mecze podzielono między różne kraje. Oba spotkania Południowej Afryki z Argentyną odbędą się w Południowej Afryce, a potem te dwie ekipy pojadą do Australii i Nowej Zelandii. Tam cała reszta turnieju, w obu krajach po 5 spotkań, Australia i Nowa Zelandia będą grać przed własną publicznością, a ich bezpośrednie starcia (których stawką jest Bledisloe Cup) podzielono: jeden mecz w Australii, drugi w Nowej Zelandii. Całą imprezę poprzedzi pierwszy mecz o Bledisloe Cup, który zostanie rozegrany 7 sierpnia w Auckland.

Australijczycy rozpoczęli też kampanię o przyznanie im organizacji Pucharu Świata w 2027. Nie ma mowy o pojawiającym się kiedyś pomyśle rozgrywania części spotkań w Nowej Zelandii. Decyzja o przyznaniu prawa organizacji imprezy ma być podjęta przez World Rugby w maju 2022.

Nie zaczęły się jednak mistrzostwa Azji i kwalifikacje w tej strefie do Pucharu Świata 2023. Nie tylko nie rozegrano planowanego na ten weekend meczu Korei Południowej z Malezją, ale z kalendarza zniknęły wszystkie spotkania tych rozgrywek. Z informacji umieszczonej na Twitterze przez malezyjską federację wynika, że planowane jest rozegranie mistrzostw w formie wymagającej mniej podróży, poprzez zebranie ekip w jednym miejscu (w Hongkongu), zapewne w tej sytuacji też nie dwu- ale jednorundowo. Kiedy? Tego jeszcze nie wiemy.

Mecz British & Irish Lions przeciwko Japonii na Murrayfield w Edynburgu ma obejrzeć 16,5 tysiąca widzów. Stadion może pomieścić 67 tys. widzów i dotąd organizatorzy mieli nadzieję, że uda się go zapełnić w większym stopniu. Ale to i tak prawdopodobnie jedyne tegoroczne spotkanie „Lwów”, na którym w ogóle pojawi się publiczność – póki co wszystko wskazuje na to, że mecze w Południowej Afryce będą rozgrywane przy pustych trybunach.

Six Nations ogłosiło terminy dla turnieju młodzieżowego (U20) Pucharu Sześciu Narodów. Mecze mają się odbyć od 19 czerwca do 13 lipca. Rok temu młodzieżowy Puchar w ogóle nie został rozegrany. A wszystko wskazuje na to, że „normalny” Puchar Sześciu Narodów pozostanie w Wielkiej Brytanii w telewizji naziemnej: ustalono już główne punkty nowego, czeroletniego kontraktu telewizyjnego z dotychczasowymi nadawcami, BBC (pokaże domowe mecze Szkoci i Walii, a także mecze kobiet) i ITV (domowe mecze pozostałych drużyn).

W Szkocji zapowiedziano odmrożenie rugby niezawodowego. Młodzież ma mieć możliwość rozgrywania meczów już w czerwcu, a seniorzy od 5 lipca.

W rozmowach na temat sprzedaży udziałów w All Blacks pomiędzy federacją nowozelandzką i tamtejszym związkiem zawodników (NZRPA) chwilowy impas. Obie strony wypowiadają się przez komunikaty prasowe, a zawodnicy odrzucili propozycję spotkania w ostatni piątek.

World Rugby ogłosiło zasady kwalifikacji do przyszłorocznego Pucharu Świata w Rugby 7, planowanego między 9 i 11 września 2022 w Kapsztadzie. 1/3 miejsc jest obsadzona (wśród mężczyzn 8 z 24: Nowa Zelandia, Anglia, Południowa Afryka, Fidżi, Argentyna, Stany Zjednoczone, Francja i Szkocja; wśród kobiet 5 z 16: Nowa Zelandia, Francja, Australia, Stany Zjednoczone i gospodynie). Cieszy, że los pozostałych miejsc nie będzie zależał od wyników World Rugby Sevens Series, ale wyłącznie od kontynentalnych kwalifikacji, co zwiększa szanse na udział naszych zawodników (przede wszystkim zawodniczek). Łatwo nie będzie, ale wszystko jest możliwe – zarówno wśród mężczyzn, jak i u kobiet na Europę przypadają po cztery wolne miejsca do obsadzenia.

Ogłoszono utworzenie w Ameryce Północnej rozgrywek Premier Rugby 7s. Przedsięwzięcie komercyjne, polegające na serii czterech turniejów z udziałem sześciu drużyn męskich i czterech żeńskich. Pierwszy turniej ma się odbyć po igrzyskach, prawdopodobnie we wrześniu. Kontrakty miało podpisać kilka największych gwiazd północnoamerykańskich siódemek, z Perrym Bakerem na czele.

Federacja francuska dopuściła do kobiecych rozgrywek rugby zawodniczki transpłciowe (czyli mężczyzn uważających się za kobiety). Co prawda postawiła warunki, jednak są one łagodne: 12 miesięcy terapii hormonalnej i maksymalny poziom testosteronu. Przeciwnicy tego podejścia podkreślają, że nawet zmniejszenie poziomu testosteronu nie zmniejsza przewagi fizycznej takich zawodniczek uzyskanej we wcześniejszym okresie życia, co czyni rywalizację niesprawiedliwą i bardziej niebezpieczną dla „zwykłych” kobiet.

Z rynku transferowego: Nowozelandczyk Kieran Crowley (prowadził Kanadę na dwóch Pucharach Świata, przez ostatnie pięć lat trenował Benettona Treviso) zostanie trenerem reprezentacji Włoch. Z kolei były szkoleniowiec Australii, Michael Cheika, ma trafić do Japonii i objąć posadę trenera NEC Green Rockets. Na emeryturę odchodzą były reprezentant Szkocji Alex Dunbar (od roku bez gry) i były reprezentant Anglii Kyle Eastmont (ostatnio w Leeds Rhinos w Super League).

Zapowiedzi

Ekstraliga nie zwalnia, za tydzień szesnasta kolejka. Zanosi się na pięć ciekawych spotkań – każde ma faworyta, ale w każdym można liczyć na walkę i może jakąś niespodziankę. Awenta Pogoń Siedlce – Skra Warszawa, Ogniwo Sopot – Lechia Gdańsk, Master Pharm Rugby Łódź – Orkan Sochaczew, Arka Gdynia – Edach Budowlani Lublin i Sparta Jarocin – Juvenia Kraków. Oprócz tego w Gietrzwałdzie szósty, przedostatni turniej mistrzowski kobiecych siódemek a w Łodzi turniej finałowy centralnej ligi piętnastek kadetów.

Na arenie międzynarodowej kończymy wreszcie sezon 2019/2020 barażem o awans do Rugby Europe Championship pomiędzy Belgią i Holandią. Mecz w sobotę o 14:00, zapewne transmisja na stronie RE.

W czołowych ligach: We Francji już jutro zaległy mecz Bordeaux z Montpellier, a w weekend przedostatnia kolejka fazy zasadniczej Top 14. Trzy starcia z największym ciężarem, drużyn bezpośrednio zaangażowanych w walkę o play-off: Tuluza – Clermont, Tulon – Bordeaux i Stade Français – Lyon. W angielskiej Premiership niewiadomych mniej, a najwięcej uwagi przyciąga mecz na szczycie Sale Sharks z Bristol Bears. Toczy się też gra w Rainbow Cup. Na południu trzecia runda Super Rugby Trans-Tasman, a w niej m.in. mecze Blues z Brumbies i Reds z Chiefs.

Poza tym m.in. ostatnia kolejka fazy zasadniczej angielskiej Championship, półfinały francuskiej Pro D2, gruzińskiej Didi 10 i hiszpańskiej División de Honor, finały rosyjskiej Ligi Stawok i portugalskiej Divisão de Honra.

1 komentarz do “Francuski dublet w europejskich pucharach”

Dodaj komentarz