Na dziewczyny można liczyć

W ten weekend wreszcie mogliśmy oglądać polskie reprezentacje, póki co siódemkowe, ale walczące o najwyższe cele. Dobrze spisały się dziewczyny, gorzej z wynikami było u mężczyzn, ale postawa na boisku chyba nieco lepsza od rezultatów. Poza tym ostatni wiraż minęła francuska Top 14, a bliscy ostatniej prostej jesteśmy w Premiership i Super Rugby Trans-Tasman.

Rugby Europe Sevens

Długo czekaliśmy na widok polskich reprezentacji na boisku i wreszcie się doczekaliśmy. W Lizbonie odbyły się pierwsze tegoroczne turnieje Rugby Europe Championship, w których zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet, zobaczyliśmy drużyny w biało-czerwonych koszulkach. Turnieje co prawda w okrojonym składzie w stosunku do tradycyjnych dwunastek – wymiksowały się z nich drużyny Francji, Anglii i Irlandii, grające we własnym gronie (oby i wśród siódemek nie doszło do wyłomu ze strony 6 Nations), a ponadto Walia wśród mężczyzn oraz Włochy i Holandia wśród kobiet.

Dziewczyny zaczęły turniej świetnie, od rozgromienia Walijek 36:0 (rywalki praktycznie nie były w stanie wyjść z własnej połowy, przegrały większość wznowień kopanych przez Polki). Potem przyszła porażka z Belgijkami – rywalki były zdeterminowane w obronie i wygrały minimalnie, ale zasłużenie 10:7. W grupie Polski zajęły drugie miejsce. W drugiej fazie kolejna trzyzespołowa grupa i na początek kolejne zdecydowane zwycięstwo: nad Niemkami 35:7, a potem porażka z Hiszpanią 14:20 (Hiszpanki miały znacznie więcej z gry). W efekcie Polki w trzeciej już trzyzespołowej rywalizacji walczyły o czwarte miejsce w turnieju. I to czwarte miejsce wywalczyły: najpierw poradziły sobie (po trudnym początku meczu) z gospodyniami – Portugalkami 21:10, a następnie pokonały Szkocję 14:10 (taktyka gry na utrzymanie wyniku w ostatniej minucie budziła grozę, choć okazała się skuteczna). Bardzo dobry występ polskiej reprezentacji, ale w drugim turnieju liczymy na więcej – wciąż jest szansa na historyczny medal mistrzostw Europy. Na pierwszych trzech czołowych miejscach kolejno Rosja, Hiszpania i Belgia, a przynajmniej te dwie ostatnie ekipy są w naszym zasięgu. Rosjanki było w ten weekend absolutnymi dominatorkami – komplet zwycięstw, z których najniższe odniosły w ostatnim meczu z Hiszpanią (24:5). W żadnym meczu nie straciły więcej niż 5 punktów (oprócz Hiszpanek punkty przeciwko nim zdobyły Walijki), a w żadnym spotkaniu poza tym ostatnim nie zeszły poniżej 38 zdobytych punktów.

Mężczyźni w fazie grupowej przegrali wszystkie trzy spotkania, ale pozostawili niezłe wrażenie. W pierwszym meczu przegrali z Hiszpanią zaledwie 17:22 (a przecież rywale to drużyna regularnie grająca w World Rugby Sevens Series, o którym to poziomie my możemy tylko marzyć – a w tym meczu permanentnie było widać naszych rywali na nieodgwizdywanym spalonym). W drugim meczu Polacy prowadzili z Włochami także należącymi do europejskiej czołówki, ale ostatecznie również minimalnie przegrali 14:17. Nie udał się tylko ostatni mecz z Rosją, przegrany 0:17. W ćwierćfinale Polacy stanęli naprzeciwko obrońców tytułu mistrzowskiego, Niemców. Przegrali 7:17 (w pierwszej połowie mieli kłopoty z wyjściem z własnej połowy nawet grając w przewadze), ale do przerwy prowadzili 2 punktami i niemal do końca byli w kontakcie. Przegrali również z Gruzją – do przerwy było 0:0, ale zaraz po niej okres gry w osłabieniu okupiliśmy dwunastoma punktami straty, a potem rezultat już się nie zmienił. Na koniec przyszło najgorsze spotkanie: w meczu o siódme miejsce przegraliśmy z Litwą aż 5:43 i zajęliśmy ostatnie, ósme miejsce w turnieju. Miejsce kiepskie, ale postawa w wielu meczach przyzwoita – brakło odrobiny szczęścia i zimnej głowy, aby z Lizbony wywieźć jedno czy dwa zwycięstwa. Może warto jednak pomyśleć o tym, aby krajowe mistrzostwa siódemkowe organizować bezpośrednio przed europejskimi imprezami tego typu. Turniej wygrała Hiszpania po zaciętym finale z Niemcami (19:17), a trzecie miejsce zajęła Rosja po skromnym zwycięstwie nad Portugalią.

Grały też poziomy Conference, w Belgradzie. Wśród kobiet wygrała drużyna Izraela, która w finale zwyciężyła Austrię 14:10, a wśród mężczyzn Bułgaria (ze Smiłko Debrenliewem w składzie), która w decydującym meczu pokonała Monako 21:15.

Top 14

Ostatnia kolejka Top 14 to zacięta walka o awans do play-off oraz o uniknięcie barażu o utrzymanie w lidze.

W jedynym meczu bez wielkiej stawki (no, Lyon miał szansę na ósme miejsce dające awans do Champions Cup) Lyon dopełnił formalności pokonał Agen 52:7. Osiem przyłożeń i ostatni mecz w karierze Jonathana Wisniewskiego, który w tym występie zdobył 15 punktów (przyłożenie i pięć podwyższeń). I dobicie ostatniego gwoździa do trumny Agen, które skończyło sezon z kompletem porażek. W tym meczu honorowe przyłożenie zaliczyło w samej końcówce meczu, unikając ostatecznej kompromitacji.

Lyon nie zdołał awansować na ósmą lokatę, ponieważ mające cztery punkty przewagi nad nim Castres także wygrało swój mecz. Mistrzowie z 2018 wciąż liczyli na potknięcie rywali i awans do czołowej szóstki grającej w play-off, a ich przeciwnikiem był jeden z bezpośrednich rywali, mający dwa oczka więcej i zajmujący szóste miejsce Tulon. Po 25 minutach Castres przegrywało 0:17 i wydawało się, że może pożegnać się z marzeniami. Jednak jeszcze przed przerwą wyrównało, a po przerwie dorzuciło cztery przyłożenia i wygrało z bonusem 48:24 (aż 26 punktów Benjamína Urdapillety, w tym dwa przyłożenia – z dorobkiem 323 oczek został najskuteczniejszym zawodnikiem fazy zasadniczej). Jak się jednak okazało, ten wynik oznaczał brak awansu do ćwierćfinałów dla obu rywalizujących w nim zespołów.

Odebrały im go zespoły Stade Français i Clermont. Clermont grał w starciu gigantów przeciwko finalistom Champions Cup, La Rochelle, walczącym o bezpośredni awans do półfinału. Wygrał 25:20, a sukces ten w dużej mierze zapewnił mu Morgan Parra, znakomicie kopiący piłkę z podstawki – z sześciu karnych i podwyższenia zdobył 20 punktów i choć La Rochelle miało na koncie o jedno przyłożenie więcej od swoich przeciwników, zadowoliło się defensywnym punktem bonusowym, który dał mu i tak bezpośredni awans do półfinału.

Także Stade Français odniosło zwycięstwo w trudnym pojedynku – ich rywalem była broniąca się przed koniecznością gry w barażu o utrzymanie w lidze Bajonna. Paryżanie wygrali na wyjeździe 12:9 po meczu bez ani jednego przyłożenia i mimo że przegrywali do przerwy 3:9. Zwycięstwo skromne, ale wystarczające dla przeskoczenia w tabeli Tulonu i awansu na upragnione szóste miejsce. Bajonna z kolei zdobyła tylko punkt bonusowy i musiała liczyć na korzystny przebieg meczu ich rywali, Pau.

Nie doczekała się. Pau podejmowało niemający już żadnego celu w tych rozgrywkach Montpellier i pokonało go 41:25. Już na minuty przed przerwą prowadziło 22:3 i do końca meczu w większym stopniu musiało się obawiać o zdobycie punktu bonusowego niż o to, że zwycięstwo wymknie się mu z rąk. Dwukrotnie udawało im się uzyskać przewagę trzech przyłożeń nad rywalami, ale w obu przypadkach ją tracili. Jednak w ostatniej minucie meczu swoim szóstym przyłożeniem zapewnili sobie zwycięstwo za pięć punktów. Ta dramatyczna końcówka pozwoliła im zrównać się punktami z Bajonną, a dzięki lepszemu bilansowi bezpośrednich spotkań zdołali awansować na 12., bezpieczne miejsce.

Zażarta walka toczyła się też o drugie miejsce, gwarantujące uniknięcie ćwierćfinałów. Przed tą kolejką La Rochelle miało cztery punkty przewagi nad Racingiem 92 i w ostatniej rundzie spotkań do swojego dorobku dorzuciło defensywny punkt bonusowy. I mimo że Racing 92 wygrał za pięć punktów, pokonując Brive (także już zabezpieczone przed spadkiem i niemające szans na nic więcej) aż 55:12, zrównał się punktami z La Rochelle, ale pozostał na trzecim miejscu tabeli.

Pewny awans do półfinału wywalczyła natomiast najlepsza drużyna Europy, Tuluza. Przed ostatnią kolejką była na pierwszym miejscu, ale walczyła z Bordeaux Bègles – drużyną, która była pewna play-off, ale zwycięstwo bonusowe mogło dać jej bezpośredni awans do półfinałów. Gracze z Bordeaux mieli atut własnego boiska, ale po niezbyt porywającym meczu ostatecznie górą była Tuluza, 21:10.

W ćwierćfinałach zagrają Bordeaux Bègles z Clermont oraz w derbach Paryża Racing 92 ze Stade Français. W półfinałach na zwycięzców tych spotkań czekają odpowiednio Tuluza i La Rochelle.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza2681
2. La Rochelle2678
3. Racing 922678
4. Bordeaux Bègles2672
5. Clermont2671
6. ↑Stade Français2670
7. ↑Castres2669
8. ↓↓Tulon2666
9. Lyon2665
10. Montpellier2654
11. Brive2651
12. ↑Pau2646
13. ↓Bajonna2646
14. Agen262

W finale Pro D2 górą Perpignan, który w ten sposób zapewnił sobie bezpośredni awans do Top 14 w miejsce zdegradowanego Agen (powrót Katalończyków do Top 14 po trzech latach przerwy). W rozgrywanym w Montpellier finale Perpignan pokonał zdecydowanie Biarritz 33:14. Pokonani nie żegnają się jednak z marzeniami o awansie – zagrają na własnym boisku w bratobójczym barażu z inną baskijską drużyną, Bajonną.

Premiership

Koronawirus w Wielkiej Brytanii panoszy się coraz bardziej. Tydzień temu zakażenia spowodowały odwołanie meczu Ulsteru w Rainbow Cup i Hartpury w Championship, tym razem uderzyły w Premiership: covid pojawił się w zespole Gloucester, zamknięto jego obiekty sportowe i odwołano mecz przeciwko Bath. Miał on bardzo duże znaczenie dla walki o awans do Champions Cup. W tej sytuacji bliżej tego celu będzie Bath, które przy wyniku 0:0 otrzymało cztery punkty, podczas gdy Gloucester tylko dwa. W sumie w ubiegłym tygodniu w Premiership stwierdzono aż 29 przypadków pozytywnych z trzech klubów (w tym 23 graczy). Wiadomo, że dotknięte jest też Sale Sharks, ale tam tylko jeden przypadek i meczu nie odwołano (choć Manu Tuilagi jako bliski kontakt musiał wypaść ze składu).

Hitem przedostatniej kolejki Premiership miało być starcie właśnie Sale Sharks z Harlequins, czyli dwóch drużyn, które tydzień temu zapewniły sobie awans do play-off. Zaczęło się od przyłożenia Harlequins, ale londyńczycy przyjechali do Manchesteru w bardzo rezerwowym składzie i jeszcze w pierwszej połowie mający ostatnio znakomitą passę (to ósme ligowe zwycięstwo z rzędu) Sharks odpowiedzieli czterema własnymi. Po przerwie nadal dominowali (zdobyli przyłożenie nawet grając w osłabieniu po żółtej kartce Fafa de Klerka) i wygrali mecz ostatecznie aż 45:12.

Mnóstwo emocji w bezpośredniej walce dwóch drużyn walczących o awans do Champions Cup: London Irish i Wasps. Po 20 minutach Irish prowadzili już 19:3, a po pierwszej połowie 33:10, mając na koncie aż pięć przyłożeń (w tym dwa zdobyte przy grze w osłabieniu po żółtej kartce). Fantastycznego początku nie udało się im jednak zdyskontować – w drugiej połowie zdobyli tylko trzy punkty z karnego, natomiast niesamowitą pogoń przeprowadzili Wasps. Zaczęli zaraz na początku tej części spotkania przyłożeniem Jacka Willisa, który kolejne zaliczył kwadrans minut później, a mecz kończył z hat-trickiem na koncie – swoje trzecie przyłożenie (a szóste zespołu) zdobył w 85. minucie, wyszarpując zwycięstwo z rąk desperacko broniących się londyńczyków (skończyło się wynikiem 36:39).

Niewiele brakło do przegranej liderom tabeli, Bristol Bears. Grali na wyjeździe przeciwko Leicester Tigers. Do przerwy prowadzili 14:6, ale po przerwie rywale zaczęli im się powoli odgryzać, a na dodatek Bears mieli kłopoty z dyscypliną (dwie żółte kartki). Na kwadrans przed końcem Tigers zmniejszyli straty do trzech punktów i do końca walczyli o zwycięstwo. I choć większość tego czasu Bears grali w osłabieniu, a już po 80. minucie zaliczyli kolejną żółtą kartkę, udało im się wygraną 26:23 dowieźć do końca. Jakiekolwiek jednak rugby zobaczyliśmy przez 80 minut, przyćmiły je awantury z samej końcówki. Po żółtej kartce dla rezerwowego filara Pat Lam nie chciał wprowadzić z powrotem na boisko zawodnika, którego ten zmiennik zastąpił – mimo że zmiana była taktyczna, twierdził, że jest kontuzjowany. Doszło do kłótni trenerów. Ostatecznie John Afoa wrócił na boisko, gdy Pat Lam dowiedział się, że w takim razie z boiska będzie musiał zejść kolejny gracz, i miał udział w powstrzymaniu Tigers w młynie w dramatycznej końcówce, a zaraz po nim doszło do przepychanki między graczami obu drużyn (poniekąd sprowokowanej przez Afoę). Bristol mecz wygrał, ale Pat Lam jest oskarżany o próby oszukiwania. Trener Tigers Steve Borthwick, zapytany o sprawę po meczu podsumował ją tak: If you’ve not got much good to say about people, don’t say anything at all. Cała ta sprawa trochę zepchnęła też w cień rekordowy, 300. występ w Premiership Richarda Wiggleswortha, który wszedł na boisko na ostatnie pół godziny meczu.

Emocje były też w ostatnim spotkaniu kolejki, w którym Northampton Saints ulegli Exeter Chiefs 26:29. Do przerwy gospodarze prowadzili 18:0, mając na koncie m.in. drop goala Dana Biggara, który jednak wrócił do gry (ale w drugiej połowie znowu musiał zejść z boiska, podobnie zresztą jak kuśtykający Sam Simmonds – czy pojadą z Lwami?). W drugiej połowie obrońcy tytułu przeprowadzili skuteczną pogoń, do remisu doprowadzili kwadrans przed końcem, a zwycięstwo dał im karny Joego Simmondsa na pięć minut przed ostatnim gwizdkiem. Postawa Saints jednak i tak godna uwagi, skoro od 13 minuty grali w osłabieniu po czerwonej kartce wspieracza Davida Ribbansa.

Poza tym Newcastle Falcons pokonali Worcester Warriors 24:14 (zwycięstwo zdecydowane, na dziesięć minut przed końcem prowadzili 24:o). W tabeli bez istotnych zmian. Sprawę play-off mamy rozstrzygniętą (a o tym kto zagra z kim zadecyduje ostatnia kolejka, w której m.in. bezpośrednio zmierzą się Exeter Chiefs i Sale Sharks – dziś wiadomo tylko, że Bears zagrają w domu, a Harlequins na wyjeździe), nikt z ligi nie spada (a The Rugby Paper pisze o coraz bliższym przedłużeniu moratorium na spadki w zamian za dopuszczenie czternastej drużyny, być może nawet i w najbliższym sezonie), a w zmaganiach o udział w Champions Cup mieliśmy drobne przetasowania, ale nadal te same sześć drużyn walczy o ten cel.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Bristol Bears2181
2. Exeter Chiefs2178
3. Sale Sharks2173
4. Harlequins2166
5. Northampton Saints2155
6. Leicester Tigers2149
7. ↑Wasps2148
8. ↑Bath2147
9. ↓↓London Irish2146
10. ↑Newcastle Falcons2144
11. ↓Gloucester2143
12. Worcester Warriors2123

Jedyny nierozegrany mecz ostatniej kolejki Championship, pomiędzy Hartpury i Saracens, został ostatecznie zweryfikowany jako remis 0:0. Mecz mógłby być rozegrany w ten weekend, ale w Harpury nadal spora część zespołu była w kwarantannie. Żaden zespół nie otrzymał ligowych punktów, co w kluczowych sprawach nic nie zmienia, ale powoduje, że choć Saracens zagrają w finałowym dwumeczu, to przystąpią do niego jako drużyna z drugiego miejsca sezonu zasadniczego. Swoją drogą, kibice, którzy chcą obejrzeć w Wielkiej Brytanii finałowy dwumecz w telewizji mają nie lada kłopot – spotkania będą transmitowane w dwóch różnych (obu płatnych) telewizjach, pierwsze w Premier Sports, a drugie w BT Sport.

Super Rugby

W Super Rugby Trans-Tasman przedostatnia runda sezonu zasadniczego i drugi raz udało się Australijczykom pokąsać potężniejszych rywali. Tym razem byli to Brumbies, którzy pokonali Hurricanes 12:10. Wyszli na prowadzenie przyłożeniem na początku meczu, potem odzyskali je jedynymi punktami w drugiej połowie (przyłożeniem na początku tej części spotkania) i udało im się dowieźć zwycięstwo do końca. Choć końcówka była bardzo emocjonująca: unieważnione przyłożenie Canes po odrobinę kontrowersyjnym wypuszczeniu piłki do przodu, chybiony karny Jordiego Barretta z połowy boiska na dwie minuty przed końcem, wreszcie odzyskana przez Nowozelandczyków piłka na 20 sekund przed wybiciem 80. minuty i kolejna próba Barretta z karnego, znów chybiona (w sumie skuteczność z kopów: 2/5). Hurricanes zdobyli tylko jedno przyłożenie, co jest najgorszym wynikiem nowozelandzkich ekip w tym turnieju. I pozbawia tę drużynę w praktyce szansy na awans do finału turnieju.

Poza tym Nowozelandczycy wygrywali. Crusaders w częściowo rezerwowym składzie (odpoczywali m.in. Sam Whitelock, Richie Mo’unga i Sevu Reece) poradzili sobie z Western Force. Wygrali 29:21, zdobyli pięć przyłożeń (a co najmniej trzy kolejne unieważniono im po drobiazgach wychwyconych na TMO), ale do pełni szczęścia brakło im punktu bonusowego, który stracili w ostatniej akcji meczu – pozwolili Western Force odzyskać piłkę i przyłożyć po fantastycznym kopie w głąb boiska. Reds, którzy tydzień temu wygrali z Chiefs, tym razem nie poradzili sobie z Blues. Pokiereszowani kontuzjami Australijczycy ulegli nowozelandzkim rywalom, ale ich pościg pod koniec meczu na pewno napędził stracha Blues – ostatecznie przegrali 24:31. Jako pierwsi nie pozwolili jednak drużynie z Auckland na zdobycie punktu bonusowego. Highlanders rozgromili Waratahs 59:23 (wyrównana walka w pierwszej połowie, ale w drugiej Australijczycy nie zdobyli choćby jednego punktu, podczas gdy Highlanders zaliczyli cztery przyłożenia). Warto zwrócić uwagę, że najmniejsza liczba straconych przez Waratahs punktów w tym turnieju to 48… Mecz Rebels ponownie w Sydney, a nie w Nowej Zelandii (lockdown w Melbourne został przedłużony, podobnie jak ograniczenia w podróżowaniu z Wiktorii do Nowej Zelandii – również w Sydney, zamiast w Christchurch, odbędzie się ostatni mecz Rebels przeciwko Crusaders). Mimo to Chiefs (i mimo braku Damiana McKenziego, który dostał bana za czerwoną kartkę i w tym turnieju już nie zagra) wygrali 36:26, choć do przerwy mieliśmy remis.

Kto zagra w finale? Cóż, teoretycznie szansę mają wszystkie drużyny z Nowej Zelandii, ale ryzyko porażki z Australijczykami jest stosunkowo niewielkie, a więc w praktyce liczyć się będą pewnie bonusowe punkty zdobywane przez Blues, Highlanders i Crusaders.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Blues419
2. ↑↑Highlanders418
3. Crusaders418
4. ↓↓Hurricanes416
5. Chiefs414
6. ↑↑Brumbies45
7. ↓Reds45
8. ↓Western Force41
9. ↑Rebels4o
10. ↓Waratahs40

Drobne

W kraju Ekstraliga nie grała, mieliśmy zobaczyć natomiast sporo rugby w wykonaniu zaplecza i młodzieży. W I lidze wreszcie rozstrzygnięty został spór Posnanii i Białegostoku. Komisja Odwoławcza uznała, że zawiadomienie o terminie spotkania na 8 dni przed meczem, a nie 14, oznacza, że nie doszło do spotkania z winy gospodarza i wymierzyła karę Posnanii przewidzianą w regulaminie dla takich przypadków – walkowera. Czwartego już w tym sezonie (a do tego mamy jeden mecz nierozegrany, choć bez wpływu na układ tabeli), co jest statystyką dramatyczną. Ciekawostka, mimo publikacji orzeczenia w piątek, udało się rozegrać oba spotkania I ligi. I tak, w grupie play-off Rugby Białystok pokonało zdecydowanie AZS AWF Warszawa 66:14 (aż 10 przyłożeń ekipy z Podlasia), robiąc pierwszy krok do awansu. Ten drugi będzie jednak znacznie trudniejszy, a w meczu z Posnanią na pewno nikt nie będzie odpuszczać. Z kolei w grupie play-out mała niespodzianka: Legia wygrała swój pierwszy mecz w sezonie, pokonując na wyjeździe Watahę Zielona Góra 34:24 (w sezonie zasadniczym Wataha wygrała u siebie 50:19).

W II lidze z dwóch spotkań rozegrano tylko jedno. Mazovia nie przystąpiła do meczu z Juvenią, a zgodnie z informacją ze strony PZR wycofała się z rozgrywek. Cóż, ostatnie dwa jej mecze będą w tej sytuacji zapewne zweryfikowane jako walkowery, a mimo to ostatnie miejsce w lidze zajmą Miedziowi Lubin, którzy w jedynym rozegranym w ten weekend spotkaniu przegrali z Rugby Ruda Śląska 17:50. Gryfy zapewniły sobie już trzecie miejsce w rozgrywkach.

W rozgrywkach młodzieżowych zawiodła Lechia Gdańsk, co szczególnie smutne w kontekście obchodzonego w Gdańsku jubileuszu 65-lecia sekcji (okraszonego meczem pierwszej drużyny z weteranami). Lechici mieli wziąć udział w finałowym turnieju juniorskich piętnastek w Krakowie, ale nań się nie wybrali. W tej sytuacji KS Commercecon Budowlani Łódź automatycznie awansowali do ich finału, a w drugim półfinale po emocjonującym widowisku Orkan Sochaczew pokonał Juvenię Kraków 43:36. Była to wymiana cios za cios, niemal cały mecz sochaczewianie gonili wynik, ale w końcówce wreszcie wyszli na prowadzenie i obronili je do końcowego gwizdka. Po stronie pokonanych gwiazdą był Radion Jaworszczuk, autor aż czterech przyłożeń, w Orkanie błyszczał Kacper Skup, który zaliczył hat-tricka. Finał już bez historii – łodzianie bez problemu pokonali Orkan 36:0. Cóż, formuła zdecydowanie promowała w tym przypadku zwycięzców, którzy do gry przystąpili bez 70 minut twardej gry w nogach zaledwie dzień wcześniej. Zresztą, sam fakt udziału w rozgrywkach juniorskich piętnastek zaledwie pięciu drużyn (z czego dwie w praktyce sezonu nie ukończyły, a w jego trakcie rozegrano zaledwie 11 meczów!) daje niezbyt optymistyczną perspektywę polskiego rugby w przyszłości. Mówimy o profesjonalizacji Ekstraligi – kolosa póki co jeszcze nie ma, ale gliniane nogi już mamy.

Niemiłych niespodzianek nie było w innej krakowskiej imprezie dla młodzieży, w finałowym turnieju siódemek kadetek. Trzeci turniej, trzecie zwycięstwo i złoty medal (swoją drogą, także trzeci dla idącej jak burza młodzieży tego klubu w tym sezonie) KS Commercecon Budowlani Łódź. W finale pokonały inną łódzką drużynę, Venol Atomówki, które w generalnej klasyfikacji sięgnęły po brąz. Srebro dla trzecich tym razem dziewcząt z Juvenii Kraków – to pierwsze mistrzostwa siódemek kadetek, w których krakowianki dały sobie odebrać złoto. Również w Krakowie grali chłopcy w tym samym wieku, tym razem w II lidze piętnastek (a raczej dziesiątek). Podobnie jak przed tygodniem, górą było Ogniwo Sopot, a drugie miejsce zajęła drużyna z Nowej Huty – gospodarz turnieju.

Ruszyły wreszcie kwalifikacje do Pucharu Świata w 2023 poza Europą – w Wagadugu zaczął się turniej barażowy z udziałem trzech drużyn, którego stawką jest jest jedyne wolne miejsce w kolejnym, dwunastozespołowym etapie eliminacji. W pierwszym meczu gospodarze, Burkina Faso, zdecydowanie ograli Burundi 52:3 (pierwsze przyłożenie już w pierwszej minucie, do przerwy 30:0, a honorowe punkty Burundi dopiero w samej końcówce spotkania). Oprócz tego mecze towarzyskie – dwa męskie i dwa kobiece pomiędzy Zimbabwe i Zambią (pod hasłem bitwy o Zambezi). Wśród mężczyzn wygrywali Zimbabwijczycy (31:8 i 56:3), a wśród kobiet Zambijki (31:22 i 38:17).

W Rainbow Cup sześć kolejnych spotkań. Do gry wróciły ekipy południowoafrykańskie: Bulls powrócili na zwycięską ścieżkę i dzięki przyłożeniu zdobytemu w ostatniej akcji meczu pokonali Stormers 31:27 (pierwsze przyłożenie dla zwycięzców zdobył Marcell Coetzee, który zadebiutował w drużynie po powrocie z Ulsteru), a Lions ulegli Sharks 21:33. W Europie Connacht pokonał Ospreys 26:19 (wszystkie punkty w meczu padły w pierwszej połowie), Glasgow Warriors wygrali z Leinsterem 15:12 (nie tylko porażka Irlandczyków, ale i kontuzja Andrew Portera), Edynburg przegrał z Ulsterem 31:34 (w obu drużynach zarażenia i kwarantanna, ale w dwóch ostatnich seriach testów nie stwierdzono nowych przypadków i mecz rozegrano; obie drużyny miały okresy gry w trzynastkę – po dwóch zawodników z każdej w krótkich odstępach zobaczyło żółte kartki), a Cardiff Blues pokonali Zebre 37:12 (trzy żółte kartki i czerwona dla Włochów, kończyli mecz w trzynastkę). W Południowej Afryce prowadzą Bulls, ale pierwsze miejsce mogą odebrać im jeszcze Sharks, którzy mają cztery punkty straty i zmierzą się z nimi bezpośrednio w ostatniej kolejce. W Europie pozostały do rozegrania cztery spotkania, a szansę na udział w finale (niezależnie od tego, czy okaże się on międzykontynentalnym, czy europejskim) mają tylko Glasgow Warriors, niepokonany dotąd Benetton oraz Munster. W ostatniej kolejce Benetton gra z Ospreys, a Munster z Zebre.

Trzynasty tytuł mistrza Włoch zdobył zespół Rovigo (poprzedni – w 2016). Zrównał się w tej klasyfikacji z drużyną, którą pokonał w finale Top 10 – Petrarcą z Padwy. Rovigo zwyciężyło w tych szczególnych derbach regionu Wenecji 23:20. Mecz finałowy był wyrównanym, zaciętym widowiskiem, w którym brakło jednak szybkich akcji – wszystkie przyłożenia padły po zaciętej walce na linii pola punktowego, a większość gry toczyła się w środkowej strefie boiska. Decydujące przyłożenie, także po serii przegrupowań przy linii bramkowej, Rovigo zdobyło w ostatniej akcji meczu. Petrarca była zdecydowanie najlepszą drużyną w sezonie zasadniczym, ale w jego końcówce i w półfinale zanotowała kilka wpadek.

Po nieoczekiwanej przerwie wrócił play-off w gruzińskiej Didi 10. Rozegrano odwołane przed tygodniem z powodu strajku sędziów półfinały. W nich najlepsza drużyna sezonu zasadniczego, Batumi, pokonała Akademię Tbilisi 28:13 (zadecydowały trzy przyłożenia w drugiej połowie, bez jakiejkolwiek odpowiedzi drużyny stołecznej), a druga w sezonie zasadniczym AJA Kutaisi pokonała Koczebi Bolnisi 31:12.

W Hiszpanii ostatni akord sezonu czyli finał Pucharu Króla. Alcobendas, które niedawno, mimo świetnego sezonu zasadniczego, uległo VRAC w finale mistrzostw kraju, pocieszyło się nieco mniej znaczącym trofeum, pokonując w decydującym meczu 37:13 niżej notowany zespół uniwersytetu w Burgos. Kontynuuje w ten sposób niezłą serię: to trzeci Puchar dla klubu i to z rzędu.

W Major League Rugby San Diego Legion walczy o play-off i odnosi trzecie zwycięstwo z rzędu – tym razem wyjazdowe 40:30 nad Toronto Arrows. Poza tym liderzy konferencji wschodniej, Rugby ATL pokonali NOLA Gold 8:7, Houston SaberCats w derbach Teksasu ulegli Austin Gilgronis 9:28, New England Free Jacks wygrali z Old Glory DC 38:34, a Seattle Seawolves zaledwie jednym punktem przegrali z Utah Warriors 28:29, wypuszczając zwycięstwo z rąk w ostatnich chwilach meczu. Na prowadzeniu w konferencjach nadal drużyny z Los Angeles i Atlanty.

W rumuńskiej SuperLidze siódma (z dziesięciu) kolejka rundy zasadniczej, a w jej ramach SCM Timișoara wzięła rewanż za porażkę przed rokiem w finale mistrzostw (a także w drugiej kolejce obecnego sezonu) i wygrała ze Științą Baia Mare 28:25. W tabeli jest jednak dopiero na czwartym miejscu, podczas gdy ich sobotni rywale mają 8 punktów przewagi i zajmują drugą lokatę. Liderem jest Steaua Bukareszt (dotąd niepokonana, straciła punkty tylko remisem z Timișoarą). W lidze wyraźnie widać różnicę poziomów między czterema czołowymi klubami (należy do nich oprócz trzech wymienionych także Dinamo Bukareszt), a dwoma ostatnimi – w ostatniej kolejce Steaua pokonała ostatnią w tabeli drużynę z Konstancy aż 101:26. Do końca fazy zasadniczej trzy kolejki.

W Południowej Afryce rozegrano finał rozgrywek uniwersyteckich (Varsity Cup). Triumfowała drużyna uniwersytetu z Pretorii, UP Tuks, która pokonała 34:27 ekipę uniwersytetu z Kapsztadu (UCT Ikeys). Tuks prowadzili do przerwy już 31:10 i udało im się przetrwać atak rywali w drugiej połowie. Tytuł zdobyli po raz czwarty w historii (poprzedni w 2017). Tuks wykorzystali przewagę swojego boiska, a warto zwrócić uwagę, że aż do finału Ikeys pozostawali drużyną niepokonaną w tym sezonie.

Przed testami lipcowymi kolejni trenerzy powołują kadry. Najgłośniejsze było ogłoszenie reprezentacji Południowej Afryki, która zmierzy się z British & Irish Lions (a w przedmeczach z Gruzją). 46 zawodników, z czego 24 z drużyn krajowych i 22 z zagranicznych (siedmiu z Anglii, ośmiu z Francji, dwóch z irlandzkiego Munsteru i pięciu z Japonii – najwięcej, pięciu, gra w angielskim Sale Sharks). Wśród zawodników krajowych dominują zawodnicy Sharks (dziewięciu) i Stormers (ośmiu), poza tym mamy czterech graczy Bulls, tylko jednego z Lions i dwóch z Cheetahs. Jest ośmiu debiutantów, w tym m.in. Jasper Wiese z Leicester Tigers oraz Joseph Dweba z Bordeaux. Najbardziej doświadczony zawodnik też gra we Francji – jest nim Eben Etzebeth z Tulonu (81 85 występów w reprezentacji). W zestawieniu mamy wszystkich mistrzów świata z Japonii z wyjątkiem trójki, która zakończyła kariery oraz jednego kontuzjowanego zawodnika. Mamy też dwóch graczy, którzy mierzyli się z Lwami w 2009: są to Frans Steyn i Morné Steyn (ten ostatni już 37-letni i po pięciu latach bez gry w barwach Springboks). Zaskakuje chyba tylko nieobecność świetnego przecież ostatnio Marcella Coetzee – jednak miejsce dla niego w składzie może zrobić Duane Vermeulen, który w ten weekend zszedł z boiska kulejąc. Jest też pierwsza zmiana w składzie British & Irish Lions: kontuzjowanego w ostatnim meczu Leinsteru Irlandczyka Andrew Portera zastąpił Anglik Kyle Sinckler, jedno z najbardziej dyskutowanych pominięć w pierwotnym wyborze Gatlanda (swoją drogą, chwilowo też kontuzjowany, ale ma wrócić do gry na czas).

Poza tym Mike Blair, który tymczasowo zastąpi Gregora Townsenda (wybierającego się w podróż z Lions), powołał 37-skład Szkotów na mecze z Anglią A, Rumunią i Gruzją. Kapitanem drużyny będzie Jamie Ritchie (w miejsce Stuarta Hogga), a w zestawieniu jest aż 17 zawodników bez występów w granatowej koszulce. Natomiast na południu może okazać się, że w dwóch testach pomiędzy Fidżi i Nową Zelandią może zabraknąć czołowych graczy Fidżi grających w Europie, m.in. Semiego Radradry czy Peceli Yato – pomiędzy finałami Premiership i Top 14, w których ci zawodnicy mają szanse zagrać, a pierwszym testem przeciwko All Blacks jest czternaście dni, czyli za mało, aby dotrzeć do Nowej Zelandii i przejść wymaganą na miejscu kwarantannę. Może się zatem okazać, że reprezentacja Fidżi przystąpi do tych historycznych przecież spotkań w składzie okrojonym. Skład ogłosili Kanadyjczycy – w 40-osobowej grupie aż 16 debiutantów, a zdecydowana większość zawodników pochodzi z MLR (29, z czego 13 z Toronto Arrows).

Znamy kalendarz testów jesiennych Francuzów. W listopadowym okienku spotkają się z Argentyną, Gruzją (znakomita informacja) i Nową Zelandią. Kibice będą ostrzyć sobie zęby zwłaszcza na to ostatnie spotkanie, zapowiedź meczu otwarcia Pucharu Świata 2023 i starcie dwóch obecnie najlepszych drużyn na swoich półkulach (zwycięzców 6N i TRC). Na listopad przeniesiono też mistrzostwa Azji, stanowiące etap kwalifikacji do Pucharu Świata w 2023. Potwierdziły się wiadomości, że całość imprezy zostanie rozegrana w Hongkongu z tylko jedną rundą gier.

Kolejne wiadomości na temat planowanych europejskich rozgrywek „pucharowych” pod egidą Rugby Europe. Z Portugalii weźmie w nich udział stworzona w tym celu drużyna Lusitanos XV, skomponowana z zawodników krajowych klubów (podobny eksperyment, pod tą samą nazwą, miał miejsce w sezonie 2013/2014 w Challenge Cup). Zmierzy się w grupie z drużynami z Hiszpanii, Belgii i Holandii, podczas gdy w drugiej grupie będą ekipy z Rosji (tu najprawdopodobniej mistrz kraju, czyli STM-Jenisiej), Rumunii, Gruzji i Niemiec (podział zatem na zasadzie geograficznej).

Nastąpiła zmiana na szczytach nowozelandzkiej federacji rugby. Nowym szefem został Stewart Mitchell. To kontynuacja: Mitchell jest we władzach od siedmiu lat i jest zwolennikiem sprzedaży udziałów Silver Lake. Wypowiada się na ten temat jednak nieco bardziej powściągliwie niż Brent Impey, który raczej zaogniał spór z zawodnikami, niż go łagodzić. Zastępcą Mitchella została była kapitan nowozelandzkiej kobiecej reprezentacji, Farah Palmer. Myślała nawet o najważniejszym fotelu, ale zrezygnowała z ubiegania się o niego, aby nie rezygnować z kariery uniwersyteckiej.

Do poczytania: tym razem dwa teksty. Pierwszy, to kolejny felieton Lawrence’a Nolana w cyklu Loose Pass w portalu planetrugby.com – Loose Pass: Rule issues and the problem with mauls. Tym razem o przepisach, a w szczególności o tym, co w testowanych w Rainbow Cup rozwiązaniach z captain’s challenge i 20-minutową czerwoną kartką jest złe. Spodobało mi się zwłaszcza stwierdzenie: Had the captains been able to challenge for players going off their feet during the Pro D2 semi-finals on Sunday, for example, the game might now still be going on. Sam autor dostrzega jednak inne problemy – stwierdził, że z 31 przyłożeń ostatniego weekendu aż 14 padło po maulach i chyba potrzeba tu większego balansu. Drugi tekst z krajowego podwórka: Jarosław Nowicki nawiązał we wpisie na Facebooku do uhonorowania tydzień temu w Siedlcach zawodnika, który parę miesięcy wcześniej został zdyskwalifikowany dożywotnio za wtargnięcie na boisko i uderzenie sędziego. I faktycznie, sytuacja budzi niesmak.

Z rynku transferowego: do Connacht trafi z Grenoble wspieracz reprezentacji Tonga, Leva Fifita, uczestnik m.in. ostatniego Pucharu Świata (grał we wszystkich meczach swojej kadry). Wielokrotny reprezentant Walii Scott Williams nie dostał oferty przedłużenia kontraktu w Ospreys i szuka nowego klubu. Harlequins podobno myślą o zakontraktowaniu Christiana Scotlanda-Williamsona, który ostatnie dwa sezony spędził w Pittsburgh Steelers próbując się przebić w NFL, ale właśnie wrócił do Anglii. Najlepszy zawodnik ligi SLAR, reprezentant Argentyny Sebastián Cancelliere zagra w przyszłym sezonie w Glasgow Warriors.

Zapowiedzi

Za tydzień wraca Ekstraliga – przedostatnia kolejka, a najbardziej zażarta walka (bo o prawdziwą stawkę) będzie toczyć się w spotkaniach Ogniwa z Orkanem i Lechii z Pogonią. Poza tym zmierzą się Budowlani z Łodzią, Skra z Juvenią i Arka ze Spartą. Odbędzie się też druga kolejka decydującej fazy I ligi i także przedostatnia kolejka II ligi (z hitem na tym poziomie czyli spotkaniem Budowlanych Łódź z rezerwami Juvenii – wynik tego meczu może decydować o tym, czy łodzianie awansują do I ligi bezpośrednio, czy będą musieli rozegrać baraż). Młodzież gra w siódemki – w Gdyni odbędą się drugie turnieje mistrzostw Polski w kategorii juniorów i kadetów.

Na froncie międzynarodowym gra Afryka. I to zarówno kobiety i mężczyźni. Wśród mężczyzn dalszy ciąg rozgrywanego w Wagadugu turnieju barażowego do Rugby Africa Cup (i zarazem pierwszego szczebla w drodze do Pucharu Świata 2023): pojutrze mecz Burundi z Kamerunem, a w niedzielę Kamerunu z gospodarzami, Burkina Faso. Jednocześnie dwumecz barażowy o awans do kobiecego Rugby Africa Cup (oba mecze też w Wagadugu) – we wtorek i w sobotę gospodynie zmierzą się z Kamerunem.

W zagranicznym rugby ligowym znowu uwaga skoncentrowana na Francji, gdzie zobaczymy dwa mecze ćwierćfinałowe (Bordeaux Bègles – Clermont i Racing 92 – Stade Français), a także baraż o utrzymanie (Biarritz – Bajonna). W Anglii ostatnia kolejka sezonu zasadniczego Premiership (oraz pierwszy mecz finałowy Championship). Oprócz tego ostatnie kolejki głównej fazy w Super Rugby i Rainbow Cup. W Gruzji finał Didi 10. W pełni sezonu Major League Rugby.

6 komentarzy do “Na dziewczyny można liczyć”

  1. Dobrze grały dziewczyny??? Grały znakomicie. Z niesamowita ambicją i poświęceniem. Dawały z siebie 100% i szczerze mówiąc ciężko mi sobie wyobrazić żeby mogły dąć z siebie więcej. Niestety Hiszpanki dość wyraźnie przeważały taktyka nie dając naszym zawodniczkom odebrać sobie zwycięstwa. Kto wie jak nasze Panie spisałyby się w walce o miejsca 1-3, ale myślę że niebawem się o tym przekonamy bo dziewczyny są w gazie:)

    Swoją drogą mam pytanie odnośnie kontuzji w naszej kadrze. Czy wiadomo coś o ewentualnych urazach? Kilka naszych zawodniczek dość mocno się poturbowało w starciu z rywalkami. Czy wszystko jest ok?

    Panów oglądało się dość ciężko. Niby grają fajnie dla oka, są dość zgrani, nieźle przygotowani fizycznie, ale wszystko robią o tempo wolniej od rywali. Niby to samo ale jednak na zwolnionych obrotach. Takie miałem wrażenia oglądając turniej.

    Odpowiedz
    • Liczę jednak na więcej w Moskwie. W turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk do Hiszpanek brakło nam tylko trzech punktów 🙂 O kontuzjach nie wiem nic…

      Odpowiedz
  2. Cześć,
    Dzięki za lekturę. 2 sprawy:
    1. Jak na moje to Etzebeth ma 85 występów w reprezentacji, a nie 81.
    2. Czy masz może więcej info o strajku sędziów w Gruzji?
    Pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz