Mistrzowie świata pogromcami Lwów

Tegoroczna epopeja British & Irish Lions skończyła się kolejnym zaciętym spotkaniem, w którym emocje mieliśmy do samego końca: karne weterana Morné Steyna dały zwycięstwo w meczu i serii mistrzom świata z Południowej Afryki. Za to w Nowej Zelandii zaczęły się zmagania o Bledisloe Cup – tu krok w stronę obrony trofeum zrobili gospodarze.

British & Irish Lions

Przedmeczowy tydzień zaczął się od komunikatu World Rugby, że Rassie Erasmus został wezwany przez panel dyscyplinarny – osoby z obu ekip komentowały kwestie sędziowskie, ale Erasmus przekroczył wszelkie granice przyzwoitości. Niestety, wyników postępowania nie poznaliśmy przed trzecim testem i końcem wyprawy Lwów, a to oznacza, że swoje cele Erasmus osiągnął. A Marco Masotti z MVM Holding, która przejęła większość udziałów w Sharks, zapowiedział, że w razie czego rzuci „armię nowojorskich prawników” w obronie Erasmusa i stwierdził, że ten w swym kontrowersyjnym video zobrazował tylko problemy, które zżerają obecnie dyscyplinę… Z kolei Warren Gatland zdziwił się fragmentem odnoszącym się do komentarzy ze strony obu ekip, bo on przecież decyzji sędziów nie krytykował, a jedynie fakt wyboru na sędziego TMO arbitra z Południowej Afryki.

Dla odmiany błyskawicznie przeprowadzono dochodzenie w sprawie Kyle’a Sincklera, który był podejrzewany o ugryzienie rywala, ale ostatecznie został oczyszczony z zarzutów (członkowie panelu nie znaleźli jednoznacznych dowodów na to, że doszło do przewinienia). Warren Gatland uczulał sędziów przed trzecim testem na zwalnianie gry przez Springboks i niezliczone TMO, które pozbawiły grę w drugim teście płynności (a obie połowy trwały po ponad godzinę).

W składach na ostatni mecz zaszły zmiany. Znacznie większe w British & Irish Lions, gdzie Warren Gatland mocno przemeblował atak i pierwszą linię młyna. Na boisko wybiegł bardzo skuteczny w rozgrzewkowych spotkaniach skrzydłowy Josh Adams. Do drużyny weszli też Liam Williams (zamiast Stuarta Hogga, miał zapewnić wygrane pojedynki w powietrzu), Bundee Aki (irlandzka para środkowych z Henshawem), a do pierwszej linii Wyn Jones i Ken Owens. Kolejną roszadę mieliśmy na pozycji łącznika młyna: znów w pierwszej piętnastce pojawił się Ali Price, a na ławce usiadł Conor Murray. A na ławce rezerwowych miejsce Owena Farrella zajął Finn Russell. Znacznie mniej przetasowań nastąpiło w składzie Springboks. Tam jednak dwie poważne straty: z powodu kontuzji nie mogli zagrać Faf de Klerk i Pieter-Steph du Toit. Ich miejsca zajęli Cobus Reinach i Lood de Jager. Z kolei na ławce rezerwowych pojawił się weteran Morné Steyn, który przez ostatnie pięć lat ani razu nie grał w reprezentacji i nie spodziewał się, że do niej powróci. Cóż, może Nienaber liczył na podobny rozwój wypadków, jak przy ostatniej wyprawie Lwów – w 2009 to karny Steyna z ponad 50 m rozstrzygnął o wyniku serii na korzyść Springboks. I nie pomylił się.

W The Scotsman zatytułowano jeden z przedmeczowych tekstów: Rugby’s reputation on the line in third Test decider. I na boisku było nieco żywiej niż w poprzednich dwóch spotkaniach. Sporą zasługę miał w tym Finn Russell, który nieoczekiwanie wszedł na boisko już po 10 minutach gry (kontuzja Dana Biggara). Lions w tym momencie przegrywali 0:3 (karny Pollarda tuż po pojawieniu się Szkota na boisku), ale przez resztę pierwszej połowy przeważali. Rozegranie przyspieszyło, stwarzali sobie szanse, ale nie wypracowali znaczącej przewagi: jedynymi zdobyczami punktowymi były karny Russella oraz przyłożenie Kena Owensa po maulu autowym podwyższone przez Szkota. Jeszcze kilkakrotnie Lions mieli szanse, ale raz Liam Williams nie obsłużył w sytuacji 2 na 1 Josha Adamsa, a na sam koniec połowy w ostatniej chwili ratował gospodarzy Siya Kolisi. Natomiast Springboks odpowiedzieli karnym Pollarda i schodząc na przerwę Lions prowadzili skromnie 10:6. W drugiej połowie to Springboks narzucili swój styl gry, zwalniając tempo i od początku przeważając. W pierwszych kilkunastu minutach tej części spotkania co prawda nie było żadnych punktów (Handré Pollard dwukrotnie spudłował z karnych – ale Lions nawet takich szans nie mieli). Jednak po kwadransie gry Springboks dopięli swego: kolejna w tej serii wygrana górna piłka, akcja przez pół boiska, a na koniec Cheslin Kolbe oszukał przy linii bocznej dwóch przeciwników i gospodarze prowadzili 13:10. To było drugie i ostatnie przyłożenie w tym meczu, a odtąd punkty padały tylko z karnych. Najpierw wyrównał Russell, a na kwadrans przed końcem na prowadzenie wyszli ponownie Południowoafrykańczycy – kopał z trudnej pozycji Morné Steyn, który zastąpił Pollarda. Lions mieli wtedy dobry moment, ale maul autowy na 5 m nie doszedł do linii punktowej i skończyło się tylko na wyrównaniu wyniku po karnym Russella na 5 minut przed końcem. Nastąpiła seria box kicków i błąd świetnego dotąd Russella, który na swojej połowie wypuścił piłkę z rąk – zaraz potem gospodarze zyskali karnego i Steyn się nie pomylił. A w ostatniej akcji meczu Lions mieli wrzut do młyna, ale go zawalili.

Południowa Afryka wygrała mecz 19:16, a całą niezbyt zachwycająca serię 2:1. Cóż, krowa Nigela Owensa przed meczem stawiała na Springboks i się nie pomyliła. Warren Gatland zanotował pierwszą porażkę w serii w swojej karierze trenera Lwów, nie takiego pożegnania z tą drużyną oczekiwał też Alun Wyn Jones. I drugi raz w tym stuleciu Springboks wygrali serię dzięki minimalnym zwycięstwom z kopami Morné Steyn w decydujących końcówkach. A wygrana gospodarzy w serii raczej zasłużona, bo to oni potrafili narzucić swój styl w decydujących momentach przeciwnikom. Choć do historii przejdą pewnie przede wszystkim antycovidowe bańki, puste trybuny, a z grą będzie konkurować o zapis w kronikach video Erasmusa. Były szef sędziów WR Alain Rolland napisał, że gra podczas serii była „okropną reklamą” rugby, były trener Szkocji Matt Williams – niedźwiedzią przysługą, ale z kolei Handré Pollard kontrował, że od stylu jego drużyny piękniejsza jest tylko jego żona. Mam nadzieję natomiast, że szybko zapomnimy o takich obrazkach jak ten: https://twitter.com/i/status/1424071006440804357.

Nic to, seria skończona, pora na powrót Lwów do domu. Ale z tym jest problem. Zawodnicy z Irlandii nie mają większych przeszkód, natomiast ci z Wielkiej Brytanii mimo przebywania w bańce antycovidowej nie zostali zwolnieni z kwarantanny przy powrocie do kraju. W tej sytuacji zapewne gracze zamiast dać się zamknąć w hotelu, wybiorą pobyt na Jersey, skąd wyruszyli na wyprawę, i tam spędzą początek urlopów. Z kolei Springboks już przenieśli się do Port Elizabeth, gdzie czekają ich dwa mecze z Argentyną w The Rugby Championship, a do drużyny ma powrócić RG Snyman.

A powoli na przyjęcie Lwów za cztery lata zaczynają się szykować Australijczycy. Hamish McLennan zapowiada tłumy na trybunach, zupełnie inne rugby i – co najciekawsze – udział Fidżi i Tonga. I chce tradycyjnego, 12- lub 13-meczowego touru, podkreślając medialny sukces spotkań, jakie Australia rozegrała ostatnio z Francją poza weekendami. Cóż, taka wyprawa to też większy dochód dla znajdującej się w bardzo złej sytuacji finansowej federacji, ale trudno w takie cuda uwierzyć.

Mecze towarzyskie

Australijczycy zaczęli serię Bledisloe Cup jednak bez Mariki Koroibetego – choć oczyszczony z czerwonej kartki z meczu z Francją, razem z dwoma kolegami z Rebels naruszył zasady zachowania podczas zgrupowania kadry (chodziło o picie alkoholu) i cała trójka została odsunięta od składu na te mecz. Z kolei Nowozelandczycy zwolnili kilku zawodników, aby mogły zagrać w meczach pierwszej kolejki NPC, m.in. Hoskinsa Sotutu. W składzie All Blacks znowu na pozycji łącznika ataku zobaczyliśmy Richiego Mo’ungę – Beauden Barrett, podobnie jak jego dwaj bracia, Scott i Jordi, weszli z ławki rezerwowych. Uwagę przyciągał setny występ w czarnej koszulce łącznika młyna Aarona Smitha. Z kolei Dave Rennie postawił na młodość – w składzie Wallabies nie znalazł się co prawda żaden debiutant, ale większość drużyny stanowili gracze z jednocyfrową liczbą występów w reprezentacji.

Na boisku górą byli faworyci, ale to nie była absolutna dominacja All Blacks. Mieliśmy wyrównaną pierwszą połowę, gdy Wallabies nie pozwalali rozwijać szybkich akcji rywalom, mieliśmy też końcówkę pod dyktando gości. O wyniku zadecydował początek drugiej połowy, gdy Nowozelandczycy zdobyli trzy przyłożenia bez żadnej odpowiedzi Australijczyków. Jednak to spotkanie mogłoby pewnie wyglądać nieco inaczej, gdyby lepszą skutecznością z kopów wykazał się grający dopiero po raz szósty w barwach narodowych 21-latek Noah Lolesio (tylko dwie trafione z siedmiu prób). W pierwszej połowie spudłował m.in. podwyższenie po pierwszym przyłożeniu w meczu, które dałoby Wallabies prowadzenie. Zamiast prowadzenia na koniec pierwszej części spotkania strata Australijczyków powiększyła się po przyłożeniu Sevu Reece’a i do przerwy było 16:8 dla All Blacks. Pierwsze 25 minut drugiej połowy było okresem dominacji gospodarzy. Zaczęło się od błyskawicznej akcji przez całe boisko skończonej drugim przyłożeniem Reece’a, ale jedno z 9 podań było do przodu i po TMO sędzia wrócił do młyna w połowie boiska (https://twitter.com/i/status/1423948512346001409). Jednak chwilę potem Mo’unga przechwycił podanie Australijczyków na swojej połowie, a potem dwa kolejne przyłożenia dorzucili jego koledzy z ataku i Nowozelandczycy prowadzili (mimo dwóch pomyłek Mo’ungi z podwyższeń) 33:8. Australia nie rezygnowała i też skompletowała w tym meczu cztery przyłożenia: w końcówce zdobyli trzy (z czego dwa w wykonaniu obrońcy Toma Banksa) i ostatecznie Nowa Zelandia wygrała tylko 33:25.

Drugi test tych drużyn (pierwszy w ramach The Rugby Championship) jednak nie w niedzielę w Wellington, ale w sobotę także w Auckland. Pewne jest już, że Argentyna w ramach TRC nie zagra w Nowej Zelandii (mecze tych reprezentacji odbędą się w Australii), natomiast federacja cały czas ma nadzieję na przyjęcie Springboks.

Mario Ledesma powołał do kadry Argentyny dwóch kolejnych zawodników, którzy dotąd nie występowali w reprezentacji i którzy grają w SLAR, w kolumbijskiej drużynie Cafeteros Pro: są to łącznik młyna Gonzalo García (on akurat już podpisał kontrakt we Włoszech) i drugoliniowiec Lautaro Simes. Ale kilku innych graczy wciąż nie dojechało do Południowej Afryki i nie zagrają w pierwszym spotkaniu.

Drobne

Opublikowano regulamin Ekstraligi, w którym pojawiło się parę zmian w stosunku do regulacji ubiegłorocznych. Zmieniono regułę dotyczącą udziału zawodników zagranicznych – zamiast wymogu pozostawania na boisku 12 graczy ze statusem Polaka wprowadzono inne ograniczenie: maksymalnie pięciu zawodników bez statusu Polaka w protokole meczowym (a zatem jednocześnie na boisku może znajdować się cała piątka). Usunięto też „upomnienia” za niestosowanie się do zasad programu „Młodzieżowiec” – teraz każde takie naruszenie będzie skutkować odjętym punktem w tabeli (choć to wciąż dość symboliczna sankcja biorąc pod uwagę możliwy wpływ naruszenia na wynik spotkania); z samego programu usunięto wymóg wskazania zawodnika objętego programem do pierwszej linii młyna. Wprowadzono zapisy dotyczące postępowania w przypadku nieodbycia się spotkania. No i wreszcie kwestia transmisji, chyba pierwszy raz pojawiająca się w regulaminie: każdy gospodarz, którego mecz nie jest transmitowany w telewizji, będzie miał obowiązek zapewnić transmisję internetową.

Posnania ogłosiła odzyskanie kolejnego znakomitego gracza, przez ostatnie kilka lat wypożyczanego do innych klubów (ostatnia runda w Sparcie Jarocin): do Poznania wraca łącznik młyna Daniel Trybus. Inne powroty z łącznikami w roli głównej w Orkanie Sochaczew: z Master Pharm Rugby Łódź wraca do Sochaczewa Michał Kępa i Dawid Plichta. Kontrakty w Orkanie przedłużyli też na kolejny sezon świetni zawodnicy zagraniczni, w tym Pieter Steenkamp i Andre Meyer. Z kolei Edach Budowlani Lublin ogłosili kolejne południowoafrykańskie wzmocnienie (choć już nieźle zakorzenione w Ekstralidze): ma ich wspomóc Peet Vorster. W mediach społecznościowych pojawiła się też informacja o zmianie trenera w Juvenii Kraków. Kiepskie wieści z Łodzi: Express Ilustrowany doniósł, że miasto bardzo obcięło dotacje dla klubów sportowych. Pojawia się nawet sugestia strajku okupacyjnego w urzędzie miasta. Natomiast Ogniwo Sopot poinformowało dziś o odejściu Paula Waltersa.

W ramach rozgrzewki przedsezonowej Orkan Sochaczew podjął Posnanię Poznań i wygrał 19:0.

W Currie Cup bardzo dużo punktów i emocji. Griquas grali przeciwko Lions i niewiele brakło im do kolejnego zwycięstwa: ulegli 42:45 (pierwszą połowę przegrali 21 punktami, w drugiej podjęli pogoń, ale brakło im czasu). W meczu Sharks z Bulls górą byli gospodarze 35:28 (też przegrywali po beznadziejnej pierwszej połowie, ale w drugiej fantastycznie wykorzystali 10 minut gry w przewadze, zdobywając aż trzy przyłożenia). I wreszcie Western Province podczas ponownego pożegnania ze stadionem Newlands pokonali Cheetahs 40:39 (goście prowadzili jeszcze na początku drugiej połowy 15 punktami, ale świeże siły z ławki rezerwowych dały gospodarzom znaczną przewagę; Cheetahs pewnie żałują słupka z podwyższenia w drugiej połowie). W tabeli na czele Sharks i Griquas, punkt mniej od obu tych drużyn mają Bulls. Na dnie Cheetahs, tracący 5 punktów do Lions.

Wystartował nowy sezon prowincjonalnych mistrzostw Nowej Zelandii (NPC, a właściwie Bunnings Warehouse NPC). Pierwszy mecz rozegrały ekipy z drugiego poziomu rozgrywek, Championship, Manawatu i Counties Manukau i od razu mieliśmy małą niespodziankę: Manawatu, które rok temu było najsłabszą drużyną rozgrywek (tylko jedno zwycięstwo), pokonało rywali 39:21 (aż 29 punktów Bretta Camerona). Najciekawiej zapowiadały się dwa spotkania wewnątrz elity: Bay of Plenty – Tasman (rewanż za półfinał poprzednich rozgrywek) i Auckland – Canterbury. Górą wyszli z tych starć ubiegłoroczni finaliści. Tasman wygrało 27:14, a decydujące okazały się dwa przyłożenia grającego dla drużyny od 2007 (choć z przerwami) młynarza Quentina MacDonalda po maulach w drugiej połowie. Z kolei Auckland zwyciężyło 35:24 po znakomitej pierwszej połowie (25:3) z trzema przyłożeniami skrzydłowego AJ Lama (do tego 20 punktów dorzucił łącznik ataku Harry Plummer).

Dyrektor wykonawczy World Rugby, Alan Gilpin, ujawnił Financial Times, że rozpoczęto rozmowy z potencjalnymi inwestorami dotyczące ich zaangażowania finansowego w rugby, obejmujące m.in. możliwość sprzedaży udziałów w prawach komercyjnych związanych z Pucharem Świata w Rugby. Wśród rozmówców mają być CVC Capital Partners (które już nabyło udziały w Pucharze Sześciu Narodów, Premiership i URC) oraz inna wielka firma inwestycyjna Kohlberg Kravis Roberts (KKR, uczestnicząca w rozmowach na temat inwestycji z federacją australijską czy piłkarską Bundesligą). Zastrzyk gotówki ma być wykorzystany m.in. na organizację zawodów kobiet (zapewne chodzi o zapowiedziane ogólnoświatowe rozgrywki WXV, które mają ruszyć w 2023). Cóż, World Rugby wpisuje się w ogólny trend, który ogarnął rugbowy świat już przed pandemią. Musi tylko pamiętać, że za kupę kasy, którą otrzyma szybko, pozbywa się dochodów w przyszłości. I że to droga praktycznie bez odwrotu.

Ogłoszono terminy dwóch spotkań Rugby Europe Championship, przełożonych z powodu pandemii. Z pozostałych czterech meczów, trzy zobaczymy w listopadzie, a ostatni, między Holandią a Hiszpanią, ma zostać rozegrany 18 grudnia.

Znowu odwołano turnieje w World Rugby Sevens Series. Z kalendarza wyleciały w związku z pandemią męski i żeński turniej planowany w Hongkongu (obecnie mowa jest o początku kwietnia 2022, czyli w ramach nowej serii, która ma się rozpocząć po Nowym Roku), a także kobiecy turniej we Francji. Żal szczególnie tego ostatniego (przed rokiem to Polki miały dostać dziką kartę do Francji, liczyłem na to, że w tym roku byłoby podobnie). W efekcie w tegorocznej edycji pozostało pięć turniejów męskich i zaledwie dwa kobiece. A to przecież może być nie koniec odwoływania… Podobna historia w Azji: pierwszy turniej zaplanowany w Korei odwołano, pozostały tylko dwa w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Na szczęście w planach wciąż są piętnastkowe mistrzostwa kontynentu stanowiące etap kwalifikacji do RWC, ale te ponownie przesunięto, tym razem na styczeń.

Z rynku transferowego: Brumbies tracą głównego trenera, Dana McKellara. Pełni on funkcję asystenta trenera reprezentacji Australii, Dave’a Renniego, i chce skoncentrować się na pracy z kadrą. Do sztabu trenerskiego reprezentacji Anglii dołączy z Wasps Martin Gleeson. Reprezentant Fidżi, Frank Lomani, ostatnio grający w Rebels, podpisał kontrakt z Northampton Saints. To kolejny gracz, który wypada z kręgu potencjalnych zawodników Fiji Drua – zwlekanie z ostatecznym potwierdzeniem licencji do gry w Super Rugby coraz bardziej zmniejsza szanse zespołu na mocny skład.

A Puchar Świata w rugby league, zaplanowany na jesień w Anglii, z którego ostatnio wycofały się Australia i Nowa Zelandia wsparte przez wszystkie kluby tamtejszej ligi NRL, zostanie przesunięty o rok. Przy czym organizatorzy starają się wymóc na dwóch buntownikach gwarancje uczestnictwa.

Zapowiedzi

Skończyła się już wyprawa British & Irish Lions, za to startuje inna ważna impreza w rugbowym światku – The Rugby Championship. Za tydzień dwa pierwsze spotkania – Południowej Afryki z Argentyną oraz Nowej Zelandii z Australią. Poza tym rozgrywki przede wszystkim na półkuli południowej: Currie Cup, NPC i regionalne w Australii, które powoli będą zaczynać wkraczać w decydującą fazę.

Dodaj komentarz