W Polsce Ekstraliga, na antypodach koronawirus

W Polsce wróciła Ekstraliga. Cieszą widowiskowe spotkania (zwłaszcza to w Siedlcach – kilka przyłożeń palce lizać), niepokoją kłopoty Master Pharm Rugby Łódź (póki co jednak grającego i zwyciężającego). Na antypodach niestety wraca koronawirus, który zaczyna paraliżować rozgrywki w Australii i Nowej Zelandii.

Ekstraliga

Gorąco się zrobiło przed startem nowego sezonu Ekstraligi. Kluby ukarane za niespełnienie wymagań dotyczących startu drużyn młodzieżowych próbowały doprowadzić do zmiany decyzji organów dyscyplinarnych przez Zarząd PZR. Cóż, właściwym organem jest tu zdaje się trybunał istniejący przy PKOl, jednak wywalczyły drobne ustępstwa – sankcji nie zmieniono, ale odrobinę złagodzono ich wydźwięk interpretując przepisy, do których owe sankcje się odwołują. Ustalono, że zakaz transferów nie obejmuje przedłużania dotychczasowych wypożyczeń, a zakaz wystawiania zawodników niepolskich nie dotyczy obcokrajowców pozyskanych wcześniej (cóż, tu mam wrażenie, że interpretacja jest sprzeczna z literą przepisu, ale to refleksja podyktowana zawodowym skrzywieniem). Problemy ma zwłaszcza Master Pharm Rugby Łódź, które w poprzednim sezonie miało chyba najmniej liczną kadrę w lidze, a po ubytkach z wakacji jest kłopot z zestawieniem drużyny. Jeśli do tego dodać mocno obciętą miejską dotację, wygląda na to, że w Łodzi mamy poważne kłopoty. A żal byłoby, gdyby loty obniżyła drużyna nieschodząca w ostatnich latach z podium.

Przed pierwszą kolejką ogłoszono kolejne transfery. Arka Gdynia pozazdrościła rywalom i zapowiedziała wzmocnienie młyna graczem z Gruzji, a formacji ataku zawodnikami z Południowej Afryki (wygląda na to, że jeden z nich ma zająć miejsce Sama Hampsona). Swoją drogą, w tej sytuacji jedynymi klubami, które nie mają w swoich szeregach rugbystów z RPA są Posnania i Pogoń. W sumie na 44 obcokrajowców zgłoszonych do rozgrywek aż 17 pochodzi z tego kraju, a jeśli dodać do tego graczy z Zimbabwe i Namibii, okazuje się, że z tego rejonu świata pochodzi ponad połowa zagranicznych graczy w naszej lidze. Oprócz tego do młyna gdynian trafi zawodnik z Gruzji. Ciekawe nazwisko ujawnił Orkan Sochaczew – pojawił się tam kolejny Południowoafrykańczyk, Francois Pester, który otarł się o angielską Premiership (w lidze nie zagrał, ale był pewien czas w Gloucester).

Cała pierwsza kolejka została rozegrana w sobotę (niestety, mecze znowu nachodziły na siebie), a rozpoczęło ją spotkanie w samo południe w Łodzi: Master Pharm Rugby Łódź podejmowało Arkę Gdynia. Tu brakło transmisji internetowej (w tym roku obowiązkowej zgodnie z regulaminem), ale za sukces można uznać zapewne rozegranie spotkania: jeszcze dwa czy trzy dni przed meczem w mediach łódzkich pojawiały się informacje, że mecz stoi pod znakiem zapytania. Drużyna wyszła jednak na boisko (choć z krótką ławką rezerwowych, wśród których zgłoszono m.in. trenera Przemysława Szyburskiego) i wygrała, ale jej przewaga nad Arką była znacznie mniejsza niż przed kilkoma tygodniami. Już na początku łodzianie wypracowali kilkunastopunktową przewagę, a choć Arka się odgryzała, górą byli ostatecznie gospodarze, którzy wygrali 32:17 i zdobyli bonusowy punkt za cztery przyłożenia. Z kolei w Arce błysnął Anton Szaszero, który wrócił do zdrowia, przyłożenie zdobył też nowy grac z Południowej Afryki, Elden Shoeman. Za tydzień poważniejszy test dla łodzian, bo grać będą z Ogniwem Sopot. Zagrają? W tym meczu kontuzji doznał podobno Toma Mchedlidze – na ile jest poważna?

Najciekawsze miały być mecze w Sochaczewie i Siedlcach i tak faktycznie było. Orkan Sochaczew podejmował Edach Budowlanych Lublin. Gospodarze mieli fantastyczną końcówkę poprzedniego sezonu, a teraz sięgnęli po imponujące wzmocnienia. Goście jednak zapowiadali walkę, a i w ich składzie znaleźli się także bardzo ciekawi, nowi zawodnicy. I właśnie jeden z tych nabytków, James Campbell, zdobył pierwsze punkty w tym meczu z karnego po 10 minutach gry (była to jego druga próba w meczu). Odpowiadał Peter Steenkamp i pod koniec pierwszej połowy mieliśmy wynik 6:6. Dopiero wtedy zobaczyliśmy pierwsze przyłożenie w meczu po szybkiej akcji świetnie zapoczątkowanej przez innego nowego gracza Budowlanych z Południowej Afryki – Barenda Podgietera. Campbell dorzucił podwyższenie i kolejnego karnego i goście prowadzili do przerwy 16:6. Nie udało im się jednak zwycięstwa wywieźć do Lublina. Drugą połowę zaczął od ataków Orkan, gdzie na boisko wszedł wracający po latach do drużyny Dawid Plichta, i bardzo szybko po świetnej indywidualnej akcji przyłożenie zdobył Steenkamp. Campbell ponownie zapewnił gościom trzy oczka, ale na kwadrans przed końcem na pole punktowe lublinian przedarł się Jakub Budnik i gospodarze wyszli na prowadzenie 20:19. Po kolejnej wymianie karnych przez Steenkampa i Campbella było 23:22 i choć gra toczyła się jeszcze przez 10 minut, tym wynikiem skończyło się spotkanie (Orkan w tym okresie kontrolował grę, a Steenkamp spudłował z podstawki). Południowoafrykańscy łącznicy ataku obu drużyn wystąpili w tym widowisku w głównych rolach – Steenkampa już znaliśmy ze świetnej strony, ale Campbell też może być gwiazdą Ekstraligi. Orkan wygrał, ale Budowlani w tym sezonie powalczą chyba o coś więcej niż ósme miejsce.

W Siedlacach też emocje: Awenta Pogoń Siedlce podejmowała Lechię Gdańsk i chciała się zrewanżować za bardzo kosztowną porażkę z końcówki poprzedniego sezonu. Początek meczu to kłopoty gości – kontuzja Andile Ngonyamy, presja gospodarzy bliskich przyłożenia… Jednak Lechia przetrwała kwadrans naporu i sama otworzyła wynik po karnym wykonanym przez nowego południowoafrykańskiego łącznika ataku, Lusandę Xakwanę (piłka przeszła po odbiciu od poprzeczki). Mecz się nieco wyrównał, ale wówczas Pogoń zdobyła 7 punktów po karnym przyłożeniu (błąd zawodnika Lechii ewidentny, ale nie wiem, czy nie było tam jeszcze jednego obrońcy). Drużyny wyprowadzały cios za cios, a przyłożenie były coraz ładniejsze: dla Lechii zdobył je po świetnym przeboju kolejny nowy gracz z zagranicy, Claude Johannes, dla Pogoni po sprincie debiutujący wśród seniorów Kacper Skup, a potem po samotnej akcji przez 3/4 boiska Krystian Adamiak, i wreszcie znowu dla Lechii Xakwana po wykorzystaniu dziury w obronie rywali. Drużyny schodziły na przerwę przy remisie 17:17. Drugą połowę lepiej zaczęli goście (choć oglądając telewizyjne powtórki można mieć wątpliwości, czy Dawid Wesołowski kontrolował piłkę przy przyłożeniu), a na kwadrans przed końcem po przyłożeniu kolejnego obcokrajowca, Jasona Makhariego, mieli już 10 punktów przewagi. Po kilku minutach siedlczanie po kolejnej ładnej akcji zredukowali stratę do 5 punktów i do końca walczyli o zwycięstwo. Gra jednak przez większość tego czasu toczyła się na ich połowie i ostatecznie Lechia wygrała 27:22. Świetny mecz, bardzo widowiskowe akcje, znakomite debiuty. Gospodarzom brakło skuteczności z kopów (ani jednego punktu), zresztą i Xakwana wykonywał podwyższenia ze zmiennym szczęściem.

W dwóch pozostałych spotkaniach znacznie mniej emocji – zdecydowanie wygrywali faworyci. W Sopocie obrońcy tytułu mistrzowskiego, Ogniwo, podejmowali beniaminka – Posnanię – i dominowali od początku. Przez pierwsze 20 minut praktycznie co 5 minut zdobywali przyłożenie i prowadzili po tym okresie 26:3, mając na koncie bonus ofensywny. Chwila naporu Posnanii skończyła się przyłożeniem po świetnej przekopce Daniela Gduli (wcześniej zdobył pierwsze punkty beniaminka w Ekstralidze z karnego). Ogniwo jednak nie zatrzymywało się, swoje drugie przyłożenia dorzucili Jakub Burek i Piotr Zeszutek, i do przerwy było 40:10. A drugą część spotkania zaczęli od kolejnych 7 punktów po błyskawicznej akcji skrzydłem Dwayne’a Burrowsa i Wiaana Griebenowa. Od tego momentu mecz się wyrównał, obie ekipy skutecznie broniły, a dopiero w samej końcówce padły dwa przyłożenia: najpierw dla gości po ładnej, szeroko rozrzuconej akcji, a na koniec dla gospodarzy, wśród których fantastycznym indywidualnym przebojem popisał się znowu Burrows. Końcowy wynik: 54:15, a martwi zejście z kontuzjami w czasie meczu ważnych graczy obu drużyn Wojciecha Piotrowicza z Ogniwa i Daniela Trybusa z Posnani.

W ostatnim meczu kolejki Up Fitness Skra Warszawa podejmowała Juvenię Kraków. Warszawiacy byli zdecydowanym faworytem spotkania i od początku meczu dominowali. Jonathan O’Neill kilkakrotnie wybił z głowy graczom swojej byłej drużyny ofensywę, a przebojowe indywidualne akcje prezentowali Vaha Halaifonua i Martin Mangongo, mijający krakowskich graczy niczym tyczki. Okres dominacji Skry dał jej po 30 minutach prowadzenie 24:0 i zapewniony punkt bonusowy. Juvenia w ostatnich minutach pierwszej połowy wreszcie odpowiedziała i było 24:7. Początek drugiej połowy ponownie jednak dla Skry – dwa błyskawiczne przyłożenia i 36:7. Zmiany w składzie Juvenii (m.in. debiut w nowej drużynie Dana Tomanka) zdały się wnieść nieco nowej jakości do gry, czego efektem było karne przyłożenie (spory udział debiutującego wśród seniorów 18-letniego Radiona Jaworszczuka), ale w końcówce krakowianie zostali na boisku w trzynastkę i Skra zdobyła dwa kolejne przyłożenia. Błysnął w ekipie gospodarzy skrzydłowy Paweł Pasicznyk, który skutecznie finalizował akcje i w drugiej połowie skompletował hat-tricka. Skra wygrała zdecydowanie 53:14, a jedynym, czego w jej grze brakowało, była skuteczność z kopów z podstawki – tylko 4 celne z 9 wykonywanych podwyższeń (cóż, Daniela Gdulę nie tak łatwo zastąpić). Czwarty mecz o Trofeum Królów i czwarte zwycięstwo nowej stolicy nad dawną.

Z ciekawostek: w pierwszy składach drużyn wybiegło czterech zawodników z rocznika 2003, a więc ubiegłorocznych juniorów: w Juvenii Nikita Hostiuk i Aresenij Pastuchow (z ławki dołączył potem Radion Jaworszczuk), w Skrze Eryk Chain (tu też z ławki wszedł jego brat Patryk) i w Pogonii Kacper Skup. I część z nich radziła sobie znakomicie. W Juvenii kolejny raz na boisku rządziła młodość (w XV aż sześciu graczy urodzonych w XXI w.), ale najniższą średnią wieku miał Orkan.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Ogniwo Sopot15
2. Up Fitness Skra Warszawa15
3. Master Pharm Rugby Łódź15
4. Lechia Gdańsk15
5. Orkan Sochaczew14
6. Edach Budowlani Lublin11
7. Awenta Pogoń Siedlce11
8. Arka Gdynia10
9. Posnania10
10. Juvenia Kraków10

PZR ogłosiło terminarze niższych lig. Skład I ligi znaliśmy już wcześniej, w II lidze mamy zmiany: oprócz tej naturalnej (ubyli Budowlani Łódź, którzy awansowali I ligi, a na ich miejsce spadła Wataha Zielona Góra), z rozgrywek ubędą nam drużyny Mazovii Mińsk Mazowiecki (cóż, mieli kłopoty już pod koniec poprzedniego sezonu, gdy nie rozegrali dwóch swoich ostatnich spotkań) i niepokonanych rok temu rezerw Juvenii Kraków. Pojawiają się za to Hegemon Mysłowice (będziemy więc mieli po latach w lidze znowu derby Górnego Śląska – przeciwko Rudzie Śląskiej) i Res Energy Rugby Team Olsztyn (rugby piętnastkowe wraca na Warmię).

The Rugby Championship

W ten weekend zaplanowano tylko jeden mecz TRC – drugie spotkanie Południowej Afryki z Argentyną, ponownie w Port Elizabeth. Jacques Nienaber tydzień temu dał odpocząć wielu z kluczowych postaci serii testów przeciwko British & Irish Lions, ale na ten mecz wielu z tych zawodników do drużyny wróciło – w sumie aż 11 zmian w piętnastce w porównaniu z poprzednim starciem z Argentyną (a 17 w całym składzie). W Argentynie też rotacja, ale jej zasięg nieco mniejszy – Mario Ledesma wymienił w piętnastce sześciu zawodników, a szansę debiutu dostali gracze ataku, brązowi medaliści igrzysk z Tokio, Ignacio Mendy i Lucio Cinti (ten ostatni z ławki rezerwowych).

A na boisku znów niezbyt porywające spotkanie. Pierwsza połowa to wymiana punktów z karnych, a znacznie skuteczniejsi byli gospodarze – to oni schodząc na przerwę prowadzili 15:3. Zdominowali rywali grą zawodników młyna i bezlitośnie wykorzystywali problemy z dyscypliną na boisku (karne kopał Handré Pollard). Przyłożenia zdobyli na początku drugiej połowy: najpierw rozrzucili obronę Pum, potem wjechali na ich pole punktowe maulem i prowadzili już 29:3. Obie drużyny grały do końca: goście o honor, natomiast Południowa Afryka o trzecie przyłożenie, które dałoby im punkt bonusowy. Co prawda pierwszy atak Argentyńczyków po upływie 80 minuty powstrzymał w niesamowity sposób Lukhayno Am (https://twitter.com/i/status/1429314946026909698), ale ostatecznie Argentyńczycy dopięli swego i wywalczyli przyłożenie w 86 minucie – ostatecznie przegrali 10:29.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Południowa Afryka29
2.Nowa Zelandia15
3.Australia10
4.Argentyna20

Ale czy ten bonus na cokolwiek by im się przydał? Co z drugim meczem tej kolejki i w ogóle resztą The Rugby Championship? Nowa Zelandia miała grać za tydzień z Australią w Perth, tymczasem władze Australii Zachodniej zaostrzyły przepisy dotyczące przemieszczania się, wprowadzając 14-dniową, rygorystyczną kwarantannę dla przybyszy w Nowej Zelandii. Wallabies zdążyli przyjechać z Auckland do Perth przed zmianą zasad, All Blacks nie. A Perth przymierzano także do starć Australii i Nowej Zelandii z Argentyną i Południową Afryką w kolejnych tygodniach. Starania aby zrealizować plan przekreśliła decyzja All Blacks, którzy stwierdzili, że nie ma sensu próbować lecieć do Perth. Jednocześnie ogłosili, że nie odbędą się w Nowej Zelandii dwa mecze przeciwko Południowej Afryce (a na dodatek odwołali dwa planowane spotkania kobiet z Australią).

Australijczycy są niezadowoleni z faktu, że o decyzji Nowozelandczyków dowiedzieli się z mediów (Dave Rennie w ogóle krytykuje mocno ich mało elastyczną postawę w ostatnich latach), Nowozelandczycy się nie zgadzają z tym stwierdzeniem i mamy kolejną transtasmańską wojenkę. Australijczycy zaproponowali nowy termin za dwa tygodnie także w Perth i zagrozili Nowozelandczykom wystawieniem rachunku na 5 mln dolarów australijskich (ok. 3,5 mln USD). Ale jest też pomysł przeniesienia meczów do Queenslandu. Południowoafrykańczycy (którzy póki co nie wiedzą, gdzie i kiedy mają lecieć) deklarują, że chcą dograć TRC gdziekolwiek miałyby się odbyć spotkania i proponują, aby je rozegrać u nich, z kolei część mediów wskazuje jako potencjalne miejsce do rozegrania reszty turnieju Europę, która miałaby przewagę nad RPA możliwością wpuszczenia ludzi na trybuny (Anglicy są gotowi przyjąć trzeci mecz w serii Bledisloe Cup na Twickenham, choć muszą się wcześniej dogadać z klubami Premiership).

Dziś mają się odbyć kolejne rozmowy. Szef NZRPA (stowarzyszenia zawodników z Nowej Zelandii) podał w mediach, że All Blacks są gotowi polecieć do Perth, jeśli tylko uda się potwierdzić cały harmonogram rozgrywek (spotkania z Argentyną i Południową Afryką mogłyby się odbywać w Queenslandzie, jeśli tylko będzie możliwa kwarantanna tych drużyn bez ograniczeń w treningach – a jeśli nie Queensland to Europa lub Południowa Afryka).

A do składu Australii na pozostałe mecze po dwóch latach przerwy (najpierw Japonia, potem igrzyska) ma wrócić Samu Kerevi.

Drobne

Na portalu, Interia.pl, pod adresem https://sport.interia.pl/aktualnosci-sportowe/video,vId,3125898 pojawił się odcinek 1 POR – czyli Podcastu o rugby. Każda taka inicjatywa, zwłaszcza na tak popularnym portalu jest niezwykle cenna. A skoro odcinek 1, to może i będą następne – prowadzący Maciej Słomiński zaczął od deklaracji, że POR powinien pojawiać się „w miarę regularnie”. Jego gośćmi byli Adam Mauks i Karol Czyż, a rozmowy naprawdę fajnie się słuchało.

W Południowej Afryce rewanżowy towarzyski mecz piętnastek kobiecych między gospodyniami a Kenijkami przygotowującymi się do barażu o awans na Puchar Świata. I jakaż odmiana w porównaniu do pogromu 66:0 w poprzednim tygodniu – w składzie Kenii znalazły się tym razem zawodniczki, które były na igrzyskach w Tokio (aż osiem pojawiło się w podstawowym składzie, oczywiście głównie w ataku, podczas gdy w poprzednim spotkaniu zaledwie dwie z nich znalazły się na ławce) i od razu wynik wygląda inaczej. Były emocje, a zawodniczki z Południowej Afryki tym razem wygrały zaledwie 29:22. Kenijki miały świetny początek drugiej połowy, gdy od stanu 5:17 wyszły na prowadzenie 22:17 – a decydujące przyłożenie straciły tuż przed końcem meczu. Swoją drogą w nietypowej sytuacji – przy remisie 22:22 gospodynie miały rzut karny na wprost słupów, ale nie zdecydowały się na kop, ale na szybkie rozegranie…

W południowoafrykańskim Currie Cup nadal mordercze tempo – znowu rozegrano dwie kolejki w jednym tygodniu. Nadal też wysokie wyniki, choć można zauważyć jednak spadek liczby zdobywanych punktów w porównaniu do poprzedniego tygodnia. W środę najgoręcej było w meczu Cheetahs z Griquas, który po pogoni w końcówce Cheetahs wygrali 33:32 (odrobili 13-punktową stratę, którą mieli na kwadrans przed końcem; zwycięstwo dawało szansę ekipie z Bloemfontein na walkę o półfinały, a utrudniało życie Griquas). W końcówce rozstrzygnął się też mecz Pumas z Bulls – Pumas bliscy byli sprawienia niespodzianki, ale przegrali 26:33. W trzecim meczu (znów kiepski poziom i dużo błędów) Western Province pokonali Lions 35:13.

W weekend Cheetahs pogrzebali jednak ostatnie nadzieje na awans do play-off przegrywając na wyjeździe 19:28 z Pumas. Gospodarze zdominowali Cheetahs w maulach, a rywalom nie pomogły nawet kłopoty Pumas z dyscypliną, które zaowocowały trzema żółtymi kartkami (przez parę minut grali nawet w trzynastu). W drugim sobotnim spotkaniu też górą byli goście: Sharks rozgromili Lions w Johannesburgu aż 56:14 (z ośmiu przyłożeń zwycięzców aż trzy zaliczył młody skrzydłowy Thaakir Abrahams, dla którego to pierwszy sezon w Currie Cup; Lions grali już o pietruszkę – to był ich ostatni mecz w turnieju, a po tej porażce w tabeli zajęli ostatnie, siódme miejsce). W ostatnim meczu kolejki Griquas rozgromili Western Province aż 46:25. Dzięki temu Griquas są na trzecim miejscu, premiowanym awansem do półfinału, podczas gdy kapsztadczycy zajmują piątą lokatę. Na kolejkę przed końcem fazy zasadniczej pewne awansu do półfinałów są drużyny Bulls i Sharks, natomiast o dwa pozostałe miejsca walczą Griquas, Pumas i Western Province. W ostatniej kolejce dojdzie do pojedynku pomiędzy Griquas i Pumas, co daje szansę Western Province na odrobienie strat do jednej z tych drużyn – ale musi wygrać z Sharks, a to nie będzie łatwe zadanie.

Nowozelandzkie NPC po rozegraniu dwóch kolejek stanęło. Wprowadzane obostrzenia covidowe spowodowały odwołanie przez federację wszelkich rugbowych rozgrywek w ten weekend. Nie odbyły się nie tylko mecze NPC, ale także kobiecych mistrzostw (Farah Palmer Cup) oraz innych rozgrywek amatorskich (w tym Heartland Championship).

W Australii zgodnie z przewidywaniami w ubiegły poniedziałek zrezygnowano z zakończenia rozgrywek Shute Shield. W kilku stanach trwa oczekiwanie na rozwój sytuacji (nie odbyły się planowane spotkania m.in. w Australii Południowej i Wiktorii), w ten weekend grano chyba tylko w Fortescue Premier Grade w Zachodniej Australii – tu kończy się runda zasadnicza. Federacja zawiesiła wszelkie ogólnokrajowe rozgrywki młodzieżowe.

W rosyjskiej Lidze Stawok czwartą kolejkę gier rozpoczął pojedynek stanowiący rewanż za finał poprzedniego sezonu: Lokomotiw Penza podejmował Jenisej-STM Krasnojarsk. Podobnie jak w finale, górą byli gracze z Krasnojarska, którzy wygrali mecz 20:16. Pozostają niepokonani, natomiast dla Lokomotiwa to druga porażka w sezonie – w drugiej kolejce uległ odrobinę nieoczekiwanie Sławie Moskwa. Dużą niespodziankę w ten weekend sprawił beniaminek, Dynamo Moskwa, który pokonał 26:24 etatowego medalistę z ostatnich lat, Krasnyj Jar Krasnojarsk.

W Major League Rugby przeprowadzono drugi w historii ligi draft. Pierwszy raz wzięli w nim udział gracze z Kanady (poprzednio nie udało się tego przeprowadzić i z tego powodu w drafcie nie uczestniczyli Toronto Arrows). Tegorocznym numerem jeden, wybranym przez beniaminka – Dallas Jackals, został obrońca z University of California, Eric Naposki. Mistrzowie ligi, LA Giltinis, wybrali m.in. zawodnika o swojsko brzmiącym nazwisku, Sama Klimkowskiego.

Jedna z drużyn, które mają wziąć udział w Rugby Europe Super Cup (swoją drogą, bardzo cicho wokół tych rozgrywek, słabo Rugby Europe tę imprezę promuje), The Brussels Devils zagrała towarzyski mecz z francuskim klubem z Fédérale 1, Beauvais, i przegrała 3:26. Słabo to wróży poziomowi rozgrywek, ale podobno Belgowie zagrali w składzie dalekim od optymalnego.

A przy okazji – francuskie ligi poniżej zawodowych poziomów zarządzanych przez LNR wkrótce startują. Dwa najwyższe poziomy (Nationale i Fédérale 1) za dwa tygodnie, kolejny (Fédérale 2) za trzy tygodnie, a pod koniec września reszta.

W New Zealand Herald się informacje na temat planowanego formatu przyszłorocznego Super Rugby. Nie jest jeszcze oficjalnie potwierdzony, ale ponoć główne elementy są uzgodnione przez strony. W fazie zasadniczej każda drużyna ma rozegrać 14 spotkań, w tym jedną rundę (11 meczów bez rewanżów) z kompletem ekip w stawce i trzy dodatkowe spotkania z wybranymi przeciwnikami (najprawdopodobniej będzie to jeden przeciwnik z czołówki tabeli, jeden ze środka i jeden z końca). Potem play-off z udziałem ośmiu najlepszych drużyn zaczynający się od ćwierćfinałów. Cieszy informacja o 12 uczestnikach, bo wciąż nie było ostatecznego potwierdzenia licencji dla Fijian Drua (ostatnio była mowa, że nastąpi to na koniec sierpnia). Te informacje oznaczają również, że upadła koncepcja Australijczyków, którzy chcieli podziału ligi na dwie konferencje i w związku z tym fazy zasadniczej liczącej 16 spotkań z duża liczbą krajowych derby (to dawałoby im większe szanse na udział w play-off).

Niezwykle ciekawie zapowiada się kalendarz jesiennych testów kobiecej reprezentacji Anglii: dwa spotkania z Nowozelandkami, a następnie po jednym meczu z Kanadą i Stanami Zjednoczonymi. Francuzki mają zagrać z Południową Afryką, a następnie dwukrotnie z Nową Zelandią. Ale czy to wszystko tak naprawdę jest realne?

Wciąż nie ma rozstrzygnięcia przez panel dyscyplinarny World Rugby sprawy video Rassiego Erasmusa. Federacje z Wysp Brytyjskich podobno naciskają World Rugby, aby kara posłużyła jako odstraszający przykład i aby na sankcjach nie oszczędzać. Póki co jednak Erasmus znowu biegał po boisku jako chłopiec do podawania wody.

W ślad za ubiegłotygodniowym listem do Billa Beaumonta z apelem o likwidację zmian taktycznych – cytowana w tym apelu legenda walijskiego rugby, Sam Warburton, odcięła się od swoich słów sprzed lat, podkreślając, że już nie spodziewa się śmierci na boisku (z uwagi na zaostrzone protokoły antywstrząśnieniowe). Mimo to wystąpił z pomysłem powołania wspólnej ligi brytyjsko-irlandzkiej (24 drużyny, po 12 na każdym poziomie). Chodzi mu przede wszystkim o to, aby zawodnicy mieli mniejsze obciążenia – każda liga rozgrywałaby mecze bez rewanżów, puchary europejskie mogłyby być według niego rozgrywane bez fazy grupowej. Wszystko po to, by 25 meczów w roku to było maksimum dla zawodnika. Pomysły fajne, cel niezwykle ważny, ale szanse na realizację żadne – wszak Premiership właśnie zwiększyła liczbę meczów w sezonie z 22 (24 dla finalistów) do 24 (26), a za rok będą o kolejne dwa więcej.

A w kwestii apelu o likwidację zmian taktycznych – odpowiedział na niego jego adresat, Bill Beaumont. Na ukończeniu są badania naukowców z uniwersytetu w Bath, którzy wzięli pod lupę 2000 spotkań, aby zbadać ryzyko związane ze starciami zawodników wchodzących na zmiany z tymi pozostającymi na boisku od początku meczu – i World Rugby czeka na wyniki tych badań. Stwierdził też lakonicznie, że trzeba wyważyć interesy różnych grup. Ale tak swoją drogą, już Eddie Jones zwracał uwagę, że ograniczenie liczby możliwych zmian pozwoli na spore oszczędności bez uszczuplania przychodów w zawodowym rugby. Z kolei były reprezentant Anglii Maggie Alphonsi obawia się, że brak zmian mógłby ograniczyć ścieżki kariery młodszym zawodnikom i spowodować utratę przez rugby wielu talentów.

W Australii toczy się dyskusja nad zniesieniem ograniczeń w powoływaniu do kadry zawodników występujących w zagranicznych drużynach. Plusem byłaby możliwość powoływania doświadczonych graczy do kadry, co zwiększyłoby jej konkurencyjność i zapewniło lepsze wyniki, które mogłyby przyciągnąć kibiców. Minusem – brak bariery przed wyjazdem z Australii i drenowanie tamtejszych franczyz Super Rugby z talentów przez dysponujące większymi pieniędzmi kluby z Japonii, Europy, czy może nawet Stanów Zjednoczonych. I w efekcie dalszy kryzys tych franczyz, spadek zainteresowania ich meczami i w dłuższej perspektywie spadek poziomu rugby union w Australii. Tak źle i tak niedobrze.

We francuskich Supersevens drugi z trzech turniejów, tym razem w Tuluzie. Obaj finaliści poprzedniej rywalizacji tu nie dotarli do półfinałów: Pau uległo już w pierwszym meczu Barbarians, a Racing 92 w ćwierćfinale przegrał z Monako (które na ten turniej wzmocniła gwiazda południowoafrykańskich siódemek, Cecil Afrika). I właśnie obaj pogromcy poprzednich finalistów spotkali się w finale tego turnieju: Monako pokonało Barbarians 33:12, a w meczu o trzecie miejsce Tuluza zwyciężyła Biarritz 19:0. W klasyfikacji generalnej przed ostatnimi zawodami Monako prowadzi z punktem przewagi nad Racingiem 92 i trzema nad Tulonem i Barbarians. Pau spadło na szóste miejsce.

Nie wiadomo, kiedy do francuskich klubów Top 14 dołączą zawodnicy w Fidżi, którzy wakacje spędzili w ojczyźnie (m.in. w związku z igrzyskami). Nie mogą otrzymać wiz i nic nie wskazuje na to, aby udało im się to przed połową września. Wśród graczy, którzy nie mogą przyjechać do Francji jest także Leone Nakarawa, który na ten sezon podpisał kontrakt z Tulonem.

Bardzo smutna sytuacja w Walii: podczas towarzyskiego meczu w sobotę zmarł na boisku 31-letni rwacz zespołu Cwmllynfell RFC, Alex Evans. Lepsza informacja z Australii – raniony przez włamywaczy w swoim domu trener reprezentacji Samoa Toutai Kefu wyszedł ze szpitala po operacji. Do domu wrócili też jego córka i syn, w szpitalu pozostała natomiast żona, która o mało co nie straciła ręki. Napastników było czterech i mieli 13–15 lat…

Z rynku transferowego: Do Saracens przechodzi wspieracz Theo McFarland, ostatnio w kadrze Dallas Jackals – to świeżo upieczony reprezentant Samoa (zagrał w obu tegorocznych meczach o awans do Pucharu Świata przeciwko Tonga), a przynajmniej świeżo upieczony w rugby – kilka lat temu był wiodącą postacią reprezentacji swojego kraju w koszykówce, która zdobyła w tym czasie srebrny medal Pucharu Polinezji w 2018 i brązowy medal igrzysk Pacyfiku w odmianie 3×3 w 2019 (próbka umiejętności na początku tego video: https://youtu.be/qpzSMwRDnu4). W Anglii ciekawy transfer w kobiecej Premier 15s: z Saracens do Wasps przechodzi reprezentantka kraju Bryony Cleall (w Saracens zostaje jej siostra-bliźniaczka Poppy Cleall). A Leandro Leivas, niezwykle doświadczony skrzydłowy reprezentacji Urugwaju (76 występów), ostatnio grający w MLR dla Toronto Arrows, kończy swoją rugbową karierę i zaczyna nową przygodę: polo.

Z rugby league: bardzo poważnej kontuzji doznał przed tygodniem w meczu NRL Andrew Fifita z Cronulla Sharks. Atak przeciwnika spowodował złamanie jego krtani. Przeszedł operację, a następnie wprowadzono go w stan śpiączki. Swoją drogą, NRL gra w bańce antycovidowej w Queenslandzie, aby uniknąć podróży.

Zapowiedzi

W drugiej kolejce Ekstraligi niewątpliwym hitem ma być rewanż za ostatni finał (a właściwie cztery ostatnie) – w Sopocie Ogniwo podejmie Master Pharm Rugby Łódź. Poza tym pary: Juvenia – Pogoń (ostatnio siedlczanie przegrali w Krakowie), Budowlani – Skra (może być naprawdę ciekawie), Posnania – Lechia i Arka – Orkan.

Na świecie: W środę Kenia podejmie Kolumbię w barażu o miejsce na Pucharze Świata kobiet w Nowej Zelandii. W przyszły weekend rusza francuska druga liga, Pro D2, a także liga czeska. Z kolei ostatnie kolejki rundy zasadniczej mają zostać rozegrane w Currie Cup i Baltic Top League.

3 komentarze do “W Polsce Ekstraliga, na antypodach koronawirus”

  1. A co się stało z Atakiem na młyn? Dlaczego ten projekt upadł?

    Co do ligi rosyjskiej to staram się oglądać wszystkie mecze, nawet z odtworzenia. Chciałbym żeby w naszej Ekstralidze był chociaż taki poziom. Gra tam wielu znakomitych zawodników i nie mówię tylko o sportowcach spoza Rosji. Mocno się w to wkręciłem zwłaszcza że podczas meczu bardzo sympatycznie można pogaworzyć na czacie z rosyjskimi kibicami:)

    Odpowiedz
      • Pewnie jakiś konflikt interesów… Tak to jest, jak chce się zrobić coś fajnego ale nie wszystkim w klubach to się podoba…:( W Polsce wszystko potrafimy zniszczyć:(

        Odpowiedz

Dodaj komentarz