I nie było hitu…

Pod górkę mają Master Pharm Rugby Łódź: zakaz transferowy spowodował kłopoty z kompletowaniem drużyny, a gdy ta jednak się zebrała, utknęła w korku i nie dojechała do Sopotu na rewanż za ostatni finał rozgrywek. Poza tym szykuje się nam mecz reprezentacji Polski przeciwko Węgrom, a Cheslin Kolbe zmienił klub w najgłośniejszym transferze tego lata.

Ekstraliga

Druga kolejka Ekstraligi w normalnych warunkach przyciągałaby przede wszystkim hitowym pojedynkiem w Sopocie, stanowiącym rewanż za ostatni finał rozgrywek. Jednak przed meczem więcej mówiło o tym, co poza boiskiem – Master Pharm Rugby Łódź ogłosił bowiem, że wybierze się w podróż do Sopotu w piętnastoosobowym składzie (choć potem okazało się, że nie było aż tak źle, choć nadal ławka rezerwowych była krótka). Działacze łódzkiego klubu czują się niezwykle pokrzywdzeni decyzjami organów dyscyplinarnych, zapowiadają konferencje prasową w tej sprawie oraz walkę przed trybunałem arbitrażowym przy PKOl. Swoją drogą, na stronie PZR pojawiło się uzasadnienie decyzji Komisji Odwoławczej – argumentację odwołujących się klubów dotyczącą utrudnień związanych z pandemią odrzucono wskazując na fakt, że inne kluby poradziły sobie z tym problemem.

Ale gdyby łodzianom było mało kłopotów, to w niedzielę pojawił się kolejny: na mecz do Sopotu po prostu nie dojechali. Autostrada A1 została zablokowana z powodu śmiertelnego wypadku, autokar z zawodnikami utknął w korku i ponoć praktycznie stał w miejscu przez kilka godzin. Gospodarze zgłosili gotowość przesunięcia godziny rozpoczęcia spotkania, ale opóźnienie gości rosło. Ostatecznie łodzianie zawrócili z drogi, bo choć wreszcie zaczęli posuwać się do przodu, dojechaliby na miejsce na tyle późno, że mecz zacząłby się z trzygodzinnym opóźnieniem, a potem mieliby problem z powrotem do domu (można się domyślać, że z powodu nieubłaganych wskazań tachografu). Co dalej? Cóż, decyzję podejmie KGiD. Szkoda całej sytuacji, bo już i tak napięta sytuacja w rugbowym światku nie potrzebowała dodatkowych atrakcji. Nie mówiąc o tym, że to był mecz telewizyjny. Z drugiej strony, trudno szukać tu winnych, a cała sprawa miała swój pozarugbowy, tragiczny wymiar.

Z resztą spotkań problemów na szczęście nie było. Bardzo ciekawie zapowiadał się mecz w Lublinie, gdzie Edach Budowlani podejmowali Up Fitness Skrę Warszawa. Gospodarze co prawda ubiegły sezon ukończyli sporo poniżej gości, ale przed tym sezonem się wzmocnili, a w pierwszej kolejce zanotowali niezły mecz przeciwko Orkanowi. I to właśnie Budowlani lepiej zaczęli mecz: przyłożenie młodego Dominika Tomaszewskiego, punkty z kopów Jamesa Campbella i po kilkunastu minutach było 10:0 (a mogło być o trzy oczka więcej). Skra jednak zaczęła się wreszcie odgryzać – zredukowała stratę do trzech punktów (a spudłowany karny mógł dać jej remis), i choć Budowlani po przyłożeniu Michała Musura wyszła ponownie na 10 punktowe prowadzenie, końcówka pierwszej połowy należała do gości, którzy nie tylko wyrównali straty, ale schodząc na przerwę prowadzili 19:17. W drugiej połowie Skra poszła za ciosem i po kwadransie prowadziła 27:17 oraz miała na koncie ofensywny punkt bonusowy. Potem długo było bez punktów. Dopiero kilka minut przed końcem ponownie Michał Musur po maulu autowym zdobył punkty dla Budowlanych i zrobiło się tylko 27:24 dla Skry. Więcej jednak lublinianie już nie ugrali i musieli się zadowolić drugim w tym sezonie bonusem za niewielką porażkę. Niepokoi w ich przypadku krótka ławka – w tym meczu skorzystali z tylko jednego rezerwowego. W Skrze imponuje Palu Fihaki – drugi mecz i po raz drugi dwa przyłożenia na koncie.

Emocje były też w Krakowie: Juvenia grała z Awentą Pogoń Siedlce, którą nieoczekiwanie pokonała pod koniec ubiegłego sezonu. Mecz krakowian sprzed tygodnia przeciwko Skrze nie napawał jednak optymizmem. Pierwsze 20 minut tego spotkania także: Pogoń dominowała, jednak tę dominację przekuła tylko na 7 punktów po przyłożeniu Przemysława Rajewskiego. Potem Juvenia się przebudziła i dwa przyłożenia zawodników młyna pozwoliły jej wyjść na prowadzenie, jednak schodząc na przerwę przegrywała 12:14 po kolejnym przyłożeniu siedlczan. W drugiej połowie już żadna drużyna nie zdołała przebić się na pole punktowe przeciwników. Gra była zażarta, obie ekipy twardo broniły, a szanse na punkty były przede wszystkim z karnych. Daniel Tomanek wyprowadził Juvenię na prowadzenie 15:14 i ten wynik długo się nie zmieniał. Co prawda młodziutki Kacper Skup miał swoje szanse, ale piłka z jego kopów trafiała albo obok słupów, albo pod poprzeczkę. W końcówce mająca więcej sił Juvenia jeszcze dwukrotnie stworzyła sytuacje, po których Tomanek mógł skutecznie kopnąć (w poprzednim sezonie Juvenia miała kłopoty z tym elementem, teraz to się zmieniło) i wygrała 21:14. Pogoń podobnie jak Edach Budowlani Lublin: druga porażka z punktem bonusowym. W Juvenii cieszą się z poprawy defensywy w porównaniu z meczem ze Skrą.

Poza tym dwa mecze, w których niespodzianek nie było. Arka Gdynia grała z Orkanem Sochaczew i zdecydowanym faworytem spotkania byli goście (choć do składu Arki wrócił po długiej kontuzji Szymon Sirocki). I Orkan zaczął mocno, już na samym początku przepychając się na pole punktowe (punkty zdobył kapitan ekipy, Edwin Jansen). Ale potem, choć Orkan miał terytorialną przewagę, mecz zaczął się układać korzystnie dla Arki: w krótkim okresie punkty zdobyła po karnym Antona Szaszero, przyłożeniu Devona Pretoriusa (świetna, szybka akcja) i kolejny karnym Szaszero, dzięki czemu wyszła na prowadzenie 11:7, a na dodatek Orkan grał w czternastke po żółtej kartce Andre Meyera. Ale to był koniec przewag gdynian, a Orkan zaczął cisnąć. Jeszcze w pierwszej połowie Meyer po powrocie na boisko zdobył przyłożenie i sochaczewianie prowadzili 12:11. Druga połowa zaczęła się od dwóch pudeł Szaszero z karnych. Tymczasem Michał Kępa nie mylił się z podstawki, jego koledzy zdobyli dwa przyłożenia, z których godne uwagi było zwłaszcza to drugie, Pietera Steenkampa (przebiegł z piłką blisko 60 m pokonując co najmniej pięciu przeciwników) i Arka ostatecznie przegrała 11:33. Wszystkie cztery przyłożenia dla Orkana zdobyli obcokrajowcy.

Ekstraliga po niemal sześciu latach wróciła do Poznania: beniaminek, Posnania, grała z Lechią Gdańsk. Tu także goście byli faworytem i wygrali, choć nie obyło się bez walki. Pierwsze punkty w meczu zdobył Daniel Gdula z karnego dla Posnanii, potem gdańszczanie przeważali i wyszli na prowadzenie, ale Bartosz Kubalewski doprowadził do remisu. Nie na długo – Lechia błyskawicznie odpowiedziała, a potem zdecydowaną przewagę na boisku zamieniła na kolejne przyłożenie i do przerwy prowadziła 22:8. Dominacja gości trwała na początku drugiej połowy, gdy dorzucili do swego dorobku dwa przyłożenia (w pierwszej połowie przykładali dla Lechii obcokrajowcy, w drugiej Polacy, w tym Grzegorz Buczek) i było 34:8 dla Lechii. Przewaga była zbyt duża, aby wyrwać zwycięstwo Lechii, ale Posnania zaczęła wreszcie pokazywać pazury: szybkie przyłożenie Daniela Gduli (palce lizać – wyrwał się co najmniej trzem rywalom, kolejnych paru minął), a na sam koniec meczu kolejne wieńczące długi okres przewagi i honorowa porażka 22:34.

W tabeli mamy trzy drużyny z dwoma zwycięstwami na koncie i aż cztery z kompletem porażek.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Up Fitness Skra Warszawa210
2. ↑↑Lechia Gdańsk210
3. ↑↑Orkan Sochaczew29
4. ↓↓↓Ogniwo Sopot15
5. ↓↓Master Pharm Rugby Łódź15
6. ↑↑↑↑Juvenia Kraków24
7. ↓Edach Budowlani Lublin22
8. ↓Awenta Pogoń Siedlce22
9. ↓Arka Gdynia20
10. ↓Posnania20

Juvenia postanowiła nie pozostawać drużyną z najmniejszą liczbą obcokrajowców w lidze: na liście zawodników klubu pojawiło się dwóch reprezentantów Zimbabwe – młynarz Deanne Makoni (debiutował w reprezentacji XV w lipcu w kwalifikacjach do Pucharu Afryki) i skrzydłowy Sam Phiri (w czerwcu wystąpił w turnieju barażowym w Monako stanowiącym ostatni etap kwalifikacji do igrzysk olimpijskich). Kolejny zawodnik z Namibii, były młodzieżowy reprezentant kraju, środkowy Danco Burger, trafi do Orkana Sochaczew.

Polacy za granicą

Michał Jurczyński jako chyba pierwszy reprezentant Polski występujący za granicą wybiegł tej jesieni na boisko. Tydzień temu zagrał swój pierwszy ligowy mecz w barwach Stockholm Exiles. Jego drużyna rozgromiła na wyjeździe Hammarby IF 80:5, a Jurczyński zdobył w tym meczu dwa przyłożenia, zanotował też przynajmniej dwie asysty (jedna z nich po wyjątkowym zagraniu: https://youtu.be/RFpxMOZ7GM4?t=4171). W ten weekend grał ponownie (16:3 Exiles z NRK Troján), jednak tym razem bez punktów.

Andrzej Charlat nie uczestniczył w przedsezonowych meczach towarzyskich USON Nevers z powodu kontuzji odniesionej podczas zgrupowania. Nie pojawił się też w składzie na pierwszą kolejkę Pro D2 (20:16 z Vannes). Charlat wraca do Nevers po czterech latach przerwy (grał tam już przez trzy sezony).

Wkrótce powinno być więcej polskiego grania za granicami do opisywania, bo zaplanowano start niezawodowych lig w Wielkiej Brytanii i Francji. „Polacy za granicą” będą jednak zapewne w większości wypadków odnotowywać wydarzenia z przynajmniej tygodniowym opóźnieniem.

Drobne

Opublikowano miły dla oka materiał video z ostatniego zgrupowania reprezentacji Polski: https://youtu.be/fqBgfBMs-WA. Jak dla mnie, trochę mało tam treści i wciąż do końca nie wiem, jaki Chris Hitt ma pomysł na kadrę, ale to komunikacja na miarę dzisiejszych czasów, a mi nie zawsze z takimi nowinkami po drodze… Film jest efektowny, bardzo zgrabnie zrobiony, można autorom pogratulować.

A co jeszcze lepsze, zobaczymy wreszcie reprezentację w akcji. 11 września zagra w Krakowie towarzysko przeciwko Węgrom (ciekawostka: niemal sąsiedzi, ale jeszcze nigdy przeciwko nim nie graliśmy). Cieszy pierwszy towarzyski mecz od ponad trzech lat (ostatni raz w 2018 przeciwko włoskiemu Rovigo). Chris Hitt powołał na ten mecz 30 graczy (najwięcej – sześciu – z Sopotu). Jedna trzecia z nich ma szansę na debiut: Krystian Olejek, Paul Walters (przypisany na liście powołanych do Skry, choć nie może dla niej grać), Arkadiusz Janeczko, Adrian Pętlak, Bartłomiej Sadowski, Dan Tomanek, Marcin Siemaszko, Quentin Cieslinski, Eryk Luczka i Stasio Maltby.

Warto zwrócić uwagę, że zarówno na filmie, jak i w zestawieniu kadry pojawiło się nowe nazwisko wśród asystentów Chrisa Hitta – trener ataku Morgan Stoddart. To były gracz Scarlets i reprezentant Walii, obrońca, którego sportową karierę przekreśliła kontuzja odniesiona w meczu z Anglią przed Pucharem Świata w 2011. Co prawda wrócił jeszcze na boisko, ale po paru spotkaniach musiał powiesić buty na kołku. Potem został trenerem Cross Keys, które obecnie występuje na drugim poziomie ligowym w Walii.

W The Rugby Championship w ten weekend mieliśmy oglądać starcie Australii z Nową Zelandią, ale zostało odwołane z powodu decyzji All Blacks o nieprzyjeżdżaniu do Perth (o tym szerzej tydzień temu). Ostatecznie jednak trzeci mecz z serii Bledisloe Cup ma się odbyć tam gdzie go planowano, tyle że tydzień później. Udało się doprowadzić też do opracowania planu zastępczego dla pozostałej części turnieju TRC: od 12 września (po kwarantannie, zapewne dwutygodniowej) do 2 października czeka nas seria podwójnych widowisk: meczów Nowej Zelandii i Australii przeciwko Południowej Afryce i Argentynie. Tego samego dnia, na tym samym stadionie mają się odbywać po dwa spotkania. Wszystkie „dwumecze” mają zostać rozegrane w Queenslandzie: w Gold Coast, Brisbane i Townsville. Drużyny mają zostać umieszczone w bańce antycovidowej.

Świat obiegły zdjęcia ekip Południowej Afryki i Argentyny dzielących charterowy samolot w drodze do Australii. Springboks ruszyli jednak w podróż bez Rassiego Erasmusa. Ten czeka ciągle na wysłuchanie przez panel dyscyplinarny i zdecydował, że będzie lepiej dla drużyny, jeśli zostanie do tego czasu w domu. Tylko kto będzie podawał zawodnikom wodę? 😉

A już teraz wiadomo, że w przyszłym tygodniu w meczu o Bledisloe Cup obie drużyny będą dotknięte lukami w składzie spowodowanymi narodzinami dzieci zawodników: z ekipy Wallabies do domu jadą Hunter Paisami i Lukhan Salakaia-Loto, a z drużyny All Blacks trzy wielkie gwiazdy – Sam Whitelock, Aaron Smith i Richie Mo’unga. Żaden z tej trójki nie znalazł się w składzie Nowej Zelandii na pozostałą część TRC oraz na jesienną wyprawę do Europy. Pod nieobecność Whitelocka (który sam jest zastępcą kontuzjowanego Cane’a) kapitanem drużyny ma być Ardie Savea.

W Nairobi rozegrane zostało spotkanie Kenii z Kolumbią w barażu kwalifikacyjnym do Pucharu Świata kobiet w Nowej Zelandii. Odrobinę nieoczekiwanie gospodynie przegrały, 15:16. Kolumbijki prowadziły od początku, ale Kenijki zdołały odrobić 11 punktów straty i wyjść w drugiej połowie na prowadzenie 15:11. Zaprzepaściły jednak wszystko grając w podwójnym osłabieniu po dwóch żółtych kartkach – lukę w obronie wykorzystała punktująca wcześniej z kopów Maria Arzuaga. Końcówka pełna emocji, choć przez ostatnie 20 minut nie zdobyto ani jednego punktu. Na Kolumbię czeka teraz międzykontynentalny turniej barażowy z udziałem drugiej drużyny z Azji, drugiej drużyny z Europy (pierwsze drużyny z tych kontynentów wywalczą awans bezpośredni) oraz Samoa.

Wśród mężczyzn też rozegrano jedno międzynarodowe spotkanie: towarzysko zmierzyły się reprezentacje Bośni i Hercegowiny oraz Czarnogóry. Grano w bośniackiej Zenicy, a górą byli gospodarze, którzy wygrali 36:9.

W południowoafrykańskim Currie Cup odbyła się ostatnia kolejka fazy zasadniczej i mieliśmy spore emocje na zakończenie. Przed tą kolejką pewne awansu były drużyny Bulls i Sharks, a o pozostałe dwa miejsca promowane awansem do play-off walczyły Griquas, Pumas i Western Force. Griquas miało trzy punkty przewagi nad ekipą z Kapsztadu, a Pumas dwa, ale obie te drużyny czekało bezpośrednie spotkanie. Sporo w nim było zażartej walki, ale niewiele punktów i padł remis 13:13, który oznaczał, że los Pumas zależał od wyniku późniejszego meczu Western Force (cóż, Pumas na pewno żałowali sytuacji z 77. minuty, gdy nie zdecydowali się kopać z karnego na bramkę). Western Force czekało bardzo trudne zadanie, bo jego rywalami byli Sharks, a kapsztadczycy grali na wyjeździe. I jeszcze w 75. minucie to gospodarze prowadzili, ale wtedy młynarz JJ Kotze zdobył czwarte przyłożenie dla Western Force. Sharks do końca walczyli o odzyskanie zwycięstwa, ale pozwolili na przechwyt, Western Force zaliczyło kolejne przyłożenie, wygrało 35:24 i dzięki zwycięstwu z bonusem zagwarantowało sobie awans do półfinałów. W ostatnim spotkaniu Bulls pokonali Cheetahs po zaciętym spotkaniu 39:36 – choć Cheetahs grali do końca, a w ostatnich minutach mieli przewagę jednego zawodnika. W sumie w tym meczu padło 10 przyłożeń. Skład półfinałów: Bulls – Western Province i Sharks – Griquas.

W stanowych rozgrywkach w Australii gdzieniegdzie toczy się gra. Choć anulowano Shute Shield w Nowej Południowej Walii, to rozegrano półfinały Queensland Premier Rugby. Nie znaleźli się w nich obrońca tytułu, Easts, ale do finału awansowali zwycięzcy rozgrywek z dwóch wcześniejszych sezonów, 2019 i 2018: University of Queensland i GPS Old Boys.

Jako pierwsza liga we Francji ruszył w ten weekend drugi poziom rozgrywek: Pro D2. Sezon rozpoczął pojedynek spadkowiczów z Top 14, w którym Bajonna zdecydowanie pokonała Agen (37:16, przy czym przed końcem było już 37:9; 20 punktów dla Bajonny zdobył Maxime Lafage). Ozdobą meczu było to przyłożenie: https://youtu.be/ardsQOlKlz0. Bajonna została pierwszym liderem ligi – jako jedyna w pierwszej kolejce zdobyła ofensywny punkt bonusowy. Od porażek zaczęli za to sezon beniaminkowie: Bourg-en-Bresse i Narbonne.

W litewskiej (a właściwie litewsko-łotewskiej) Baltic Top League koniec fazy zasadniczej (co prawda nie rozegrano jednego spotkania, ale jego uczestnicy nie mają już szansy walki o medale): do półfinałów awansowały dwie drużyny z Szawli (Baltrex i Vairas), kowieńska drużyna Ąžuolas oraz łotewski rodzynek, Livonia (która zapewniła sobie awans w ostatnim meczu przeciwko wileńskiemu beniaminkowi Geležinis Vilkas).

Ruszyły rozgrywki u kolejnego spośród naszych sąsiadów: liga czeska. W pierwszej kolejce solidarne zwycięstwa faworytów. Broniąca tytułu mistrzowskiego stołeczna Sparta pokonała Přelouč 35:8 i została pierwszym liderem.

Nadal zawieszone są rozgrywki prowincjonalne (NPC) w Nowej Zelandii – w dużej części kraju obowiązuje czwarty stopień obostrzeń pandemicznych, a organizowanie meczów będzie możliwe wtedy, gdy zostanie obniżony do drugiego. Pod dużym znakiem zapytania stoi możliwość rozegrania finału turnieju pod koniec października, ale trudno go przesunąć w czasie – w grudniu zaczynają się przygotowania do Super Rugby, a wcześniej gracze mają mieć przerwę.

Federacja Nowej Zelandii ogłosiła przedłużenie kontraktu trenera reprezentacji Iana Fostera na kolejne dwa lata, do Pucharu Świata we Francji w 2023. Z nadziejami na objęcie posady musiał pożegnać się kolejny raz Scott Robertson, ale tego można było się spodziewać – kilka tygodni temu przedłużył o trzy lata kontrakt z wiążący go z Crusaders (ten zawiera klauzulę pozwalającą na rozwiązanie, jeśli dostanie ofertę pracy z All Blacks, więc za dwa lata szansa znowu się pojawi). Inna strategiczna decyzja Nowozelandczyków to umieszczenie na głównym miejscu koszulek All Blacks logo francuskiego Altradu. Wartość umowy sponsorskiej ma podobno sięgać 118 mln dolarów w ciągu sześciu lat, a wśród jego warunków ma znajdować się rozegranie przez Nowozelandczyków w tym okresie czterech spotkań w Montpellier.

W planach na międzynarodową jesień kolejne podwójne widowisko. Na 27 listopada już wcześniej planowano spotkanie Barbarians z Samoa na Twickenham. Teraz okazało się, że tego samego dnia na tym samym stadionie ma zagrać też żeńska drużyna Barbarians (wracająca do gry po dwóch latach przerwy), a jej przeciwnikiem będzie Południowa Afryka. Z kolei w Południowej Afryce na 6 listopada planowany jest niecodzienny mecz: na boisku ma się pojawić The Champions Team, wybrany przez kibiców spośród zawodników uczestniczących w Currie Cup. Kto będzie przeciwnikiem, jeszcze nie wiadomo.

W Południowej Afryce federacja poszła w ślad za australijską i zawiesiła wszystkie rozgrywki młodzieżowe – do końca roku. Z kolei w Walii przyspieszono powrót rozgrywek ligowych. Dotąd planowano, że rozpoczną się dopiero w styczniu, teraz postanowiono, że większość lig ruszy 13 listopada, a najwyższa, Premiership – 11 grudnia. Ogromne oburzenie w Pontypool – ogłoszono zawieszenie awansów i spadków w tym sezonie. Ta drużyna już od kilku lat odbija się od bram Premiership mimo dominacji w Championship.

Zapowiedzi zniesienia prawa Giteau w Australii spowodowały m.in. pojawienie się wątpliwości co do przyszłości Super Rugby. Już w tym roku widać było przepaść między drużynami z Nowej Zelandii i Australii. Gdyby zlikwidować prawo Giteau, australijskie franczyzy prawdopodobnie straciłyby część najlepszych zawodników i ich poziom spadłby jeszcze bardziej. Były reprezentant Nowej Zelandii John Kirwan stwierdził, że w tej sytuacji przyszłość Super Rugby stanie pod znakiem zapytania. Jednocześnie widzi możliwość rozwoju turnieju poprzez dołączenie drużyn z Japonii, Kalifornii czy nawet Chin. Z kolei Sonny Bill Williams jest zdania, że to dobry krok, bo zaoszczędzone na gażach gwiazd pieniądze federacja mogłaby przeznaczyć na szkolenie dzieci i młodzieży, a to w długoterminowej perspektywie mogłoby dać pozytywne efekty.

Najbliższa przyszłość Super Rugby to Super Rugby Pacific: ogłoszono format nowych rozgrywek. Potwierdziły się wcześniejsze doniesienia o 14 spotkaniach każdej drużyny: 11 meczach z kompletem rywali i trzech dodatkowych. Te ostatnie trzy mecze ostatecznie mają zostać rozegrane w formie krajowych derby, co daje pewną przewagę drużynom z Australii, choć prawdopodobnie nie wpłynie ona bardzo znacząco na wyniki rozgrywek. Start 18 lutego, finał 18 czerwca. Wkrótce ma zostać ogłoszony harmonogram spotkań, wówczas przekonamy się, jak problem trzech dodatkowych derbowych spotkań został rozwiązany w przypadku Fijian Drua i Moana Pasifika (rozegrają między sobą cztery spotkania w sezonie zasadniczym?). Wkrótce też federacja fidżyjska ma ogłosić, gdzie będą rozgrywane spotkanie tamtejszej franczyzy.

Ogłoszono harmonogram spotkań United Rugby Championship. Pierwsza kolejka już za niespełna miesiąc. Pierwszym mecze będzie starcie włoskiego Zebre z południowoafrykańskimi Lions. Najciekawiej w pierwszej kolejce zapowiadają się starcia najlepszych drużyn irlandzkich i południowoafrykańskich: Leinsteru z Bulls i Munsteru z Sharks. Pierwsze mecze na półkuli południowej zaplanowano dopiero po listopadowym okienku międzynarodowym. Warto zwrócić uwagę, że duża część spotkań będzie pokazywana w Walii, Szkocji i Irlandii Północnej w otwartych kanałach BBC.

Pojawiły się też wieści na temat European Rugby Challenge Cup – drugiego poziomu europejskich „pucharów”. Nic oficjalnego, EPCR milczy i wciąż nie wiadomo, kto zagra w tym turnieju i jak będzie wyglądać. Jednak trener południowoafrykańskich Cheetahs potwierdził plotki, że ta drużyna będzie uczestniczyć w tym turnieju. Także ze strony Worcester Warriors (którzy zajęli ostatnie miejsce w Premiership, co zwykle oznaczało brak startu w europejskich pucharach) wynika, że oni wezmą udział. Będzie tam zatem być może 16 drużyn: 6 francuskich, 5 angielskich, 2 włoskie i po jednej walijskiej, szkockiej i południowoafrykańskiej. A może, skoro Cheetahs tam mają się znaleźć, to zagrają też pozostałe cztery południowoafrykańskie franczyzy, przyjęte do URC?

Cheetahs przed startem Challenge Cup planują zaprosić kilka drużyn na turniej w Bloemfontein w listopadzie – wspominają o dwóch drużynach ze wschodniej Europy.

Ciekawy komentarz byłego reprezentanta Walii, Marka Ringa, dotyczący wyjazdu British & Irish Lions: jego zdaniem Gatland popełnił poważny błąd próbując ustawić swój zespół tak, aby grał podobne rugby do przeciwników. Wiadomo było, że w twardej walce w przegrupowaniach Springboks są znakomici i jego zdaniem lepiej było szukać szybkiej gry w ataku, a nie nastawiać się niemal w 100 procentach na fizyczną konfrontację. Trener All Blacks Ian Foster stwierdził, że było mu trudno nie zasnąć podczas oglądania meczów Springboks przeciwko Lions. Także Steve Hansen skrytykował grę i stwierdził, że należałoby zmienić przepisy w zakresie gry w rucku (bo rucki, jak opisano je w przepisach gry, w praktyce już się nie zdarzają, a obecna sytuacja jest niebezpieczna dla zawodników).

W La Rochelle rozegrano ostatni z trzech letnich turniejów Supersevens, czyli mistrzostw Francji w rugby 7. I po raz drugi z rzędu triumfowało Monako, które w finale pokonało Tulon 29:7. Trzecie miejsce zajęli finaliści poprzedniej edycji, Barbarians, którzy w decydującym pojedynku pokonali Clermont. Znów słabo poszło najlepszym ekipom pierwszego turnieju – i Pau, i Racing 92 przegrały w ćwierćfinałach. Przed nami ostatni, finałowy turniej cyklu, 13 listopada w Paryżu. Zagra w nim osiem drużyn: zwycięzcy dotychczasowych turniejów (Pau i Monako) oraz sześć drużyn najwyżej sklasyfikowanych w łącznej tabeli (w niej pierwsze miejsce zajęło Monako, przed Tulonem i Barbarians; w Paryżu zagrają też Racing 92, Biarritz, Clermont i La Rochelle).

Zbliżają się turnieje World Rugby Sevens Series w Kanadzie. Znamy jedenastu ich uczestników, a jako dwunastego World Rugby zaprosiło Rosję. Pojawił się jednak problem: Rosjanie nie są zaszczepieni żadną ze szczepionek dopuszczonych w Kanadzie, w związku z czym nie mogą tam wjechać. Nie dostaną zatem szansy, ale podobno mają w zamian zostać zaproszeni do turnieju w kraju, w którym będą mniejsze obostrzenia wjazdowe.

W Tokio po emocjach olimpijskich przyszła pora na rywalizację paraolimpijczyków. Rywalizacja w rugby na wózkach toczyła się w ubiegłym tygodniu, co ciekawe – w mieszanych składach (kobiety stanowiły jednak zdecydowaną mniejszość, w sumie w ośmiu zespołach były tylko cztery). Wyniki zupełnie inne niż w igrzyskach olimpijskich: drużyna nowozelandzka zajęła ostatnie miejsce w swojej grupie, Fidżi w ogóle nie było (była za to egzotyczna w zwykłym rugby Dania – też zajęła ostatnie miejsce w grupie, ale na swoim rozkładzie zanotowała obrońców mistrzostwa olimpijskiego Australię, a w meczu o siódme miejsce Nową Zelandię). W finale spotkały się Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. Górą byli Brytyjczycy, którzy wygrali 54:49 – zawsze to jakaś pociecha po czwartych miejscach siódemkowiczów. Zrewanżowali się przy tym Amerykanom za porażkę grupową – dwa dni wcześniej pozwolili im odrobić stratę pięciu przyłożeń i przegrali. Dla Amerykanów to drugie srebro z rzędu – w Rio przegrali z Australijczykami. Ci ostatni tym razem bez medalu – w meczu o brąz ulegli Japończykom.

Do poczytania: Portal WalesOnline przygotował ciekawy tekst na temat tego, jak często gwiazdy walijskiego rugby pojawiały się w ostatnim sezonie w barwach franczyz: The truth about how often each Wales player actually plays for the regions. Np. Alun Wyn Jones wystąpił w Ospreys zaledwie po pięć razy w ciągu ostatnich dwóch sezonów. United Rugby Championship zmniejszyło liczbę meczów po to, aby było mniej spotkań ligowych bez reprezentantów – ale to nie zwiększy liczby spotkań klubowych z reprezentantami w składzie, a jedynie ograniczy liczbę spotkań bez nich.

Z rynku transferowego: Prawdziwy hit we Francji, chyba najgłośniejszy transfer sezonu: barwy zmienia Cheslin Kolbe (choć może słowo „barwy” nie jest najbardziej trafione – i stary, i nowy klub posługują się tymi samymi kolorami). Mimo nieukończenia kontraktu z mistrzem kraju, Tuluzą, podpisał umowę z Tulonem, który chce wrócić do wielkich sukcesów (oprócz niego pojawią się tam m.in. Leone Nakarawa, Quinn Roux czy Cornell du Preez). Tulon miał zapłacić Tuluzie blisko 2 mln euro (ponoć największe „odstępne” w historii rugby), a Kolbe w nowej drużynie ma zarabiać 1 mln euro rocznie. W nowym klubie zobaczymy go zapewne dopiero w grudniu (najpierw TRC, potem odpoczynek, a potem testy międzynarodowe). Innego południowoafrykańskiego skrzydłowego Courtnalla Skosana (kilkunastokrotnego reprezentanta kraju przed paru latu, ostatnio w Lions) zakontraktowali Northampton Saints. Kolejne odejście ze sztabu trenerskiego Eddiego Jonesa: reprezentację Anglii na walijskich Scarlets zamienia główny analityk kadry, Joe Lewis.

Z rugby league: na Nowej Kaledonii tworzona jest franczyza, która ma brać udział w rozgrywkach Queensland Cup (a zatem poziom niżej od NRL), a będzie gromadzić zawodników z francuskojęzycznej Oceanii (oprócz Nowej Kaledonii także z Polinezji Francuskiej, Vanuatu oraz Wallis i Futuny). W tych rozgrywkach drużyna Pacifique XIII ma dołączyć m.in. do zespołu z Papui-Nowej Gwinei (PNG Hunters).

Zmarł były szef Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Jacques Rogge. Był też rugbystą – zdobywał mistrzostwo Belgii z klubem Waterloo, 10-krotnie zagrał w reprezentacji kraju.

Zapowiedzi

W pierwszy weekend września zobaczymy trzecią kolejkę Ekstraligi. Najciekawiej zapowiada się mecz Orkan Sochaczew – Ogniwo Sopot, emocje powinny być też w spotkaniu Awenta Pogoń Siedlce – Edach Budowlani Lublin, a może w starciu Lechia Gdańsk – Juvenia Kraków. Poza tym Skra Warszawa podejmie Arkę Gdynia. Rusza też I liga, gdzie m.in. mamy starcie spadkowicza z drużyną, która awansowała (Sparta Jarocin – KS Budowlani Commercecon Łódź).

Zapewne nie odbędzie się ekstraligowe spotkanie Master Pharm Rugby Łódź – Posnania. Goście (a także dziewczyny – Biało-Zielone Ladies Gdańsk i Black Roses Posnania Poznań) wybierają się na europejski turniej siódemkowy drużyn klubowych w Petersburgu.

W rugby międzynarodowym starcie Australii z Nowej Zelandią w ramach The Rugby Championship oraz powrót kwalifikacji do Pucharu Świata we Francji: Kanada zagra ze Stanami Zjednoczonymi pierwszy pojedynek w ramach dwumeczu (ponoć gospodarze bez zawodników z Europy).

Rusza pierwsza z wielkich lig europejskich – Top 14. W pierwszej kolejce rewanż za finał rozgrywek – w hicie kolejki La Rochelle zagra z Tuluzą. Zwracają też uwagę derby Paryża czy starcie finansowych potentatów, Tulonu z Montpellier. W południowoafrykańskim Currie Cup półfinały. Poza tym ruszają francuskie Nationale i Fédérale 1, amatorskie ligi angielskie (z National League 1 i 2 na czele), szkocka Premiership czy niemiecka Rugby-Bundesliga. W Australii finał Hospital Challenge Cup.

7 komentarzy do “I nie było hitu…”

    • Z Węgrami? Zgodnie z tym, co Juvenia opublikowała na swoim Facebooku, na jej stadionie. Na informacje o biletach trzeba poczekać.

      Odpowiedz
        • Cieszę się ogromnie, że mecz w Krakowie, stadion Juvenii jest w pięknym miejscu, ale mało on nomen omen reprezentacyjny (choćby gdy idzie o zaplecze) 🙂 Ale w końcu 15 lat temu na stulecie klubu reprezentacja tam zagrała. A co do telewizji, ja też liczę na to, że skoro to mecz reprezentacji, to pojawi się w głównym paśmie TVP Sport (tym bardziej, że z transmisjami siódemkowych reprezentacji się nie udało).

          Odpowiedz
          • Mimo wszystko wybieram się do Krakowa. Jestem tak wygłodniały meczów reprezentacji że przejechałbym całą Polskę żeby kibicować, a Kraków mam dość blisko, bo tylko 90 km. Pewnie oceniam innych wg siebie, bo liczyłem na to że takich jak ja będą tysiące. Że zaadoptują nieco większy obiekt, mimo że to tylko mecz towarzyski. Ale trudno, ja z całą pewnością się stawię:)

            Odpowiedz
              • W Łodzi na Widzewie czy ŁKS-ie, podczas meczów reprezentacji, udawało się ściągnąć całkiem spore grono kibiców. Po takiej przerwie cały rugbowy Kraków i okolice powinny się ruszyć;)

                Ja mieszkam w zachodniej częściej Małopolski dołączonej od dłuższego czasu do województwa śląskiego i się ruszam:) Ba, nawet Gdańsk nie będzie dla mnie problemem. Dla polskiego kibica nie ma nic bardziej prestiżowego niż mecze reprezentacyjne. Liga ligą, nasze kluby w Europie nie grają, to zostaje nam tylko kadra:) Czekam na bilety, jeśli się pojawią…

                Odpowiedz

Dodaj komentarz