Rugbowy świat się rozpędza

Rugbowy świat się rozpędza. All Blacks potwierdzili dominację nad Australię, niespodziankę sprawiła Kanada w kwalifikacjach do Pucharu Świata, w Top 14 Tuluza znowu pokonała La Rochelle, a sensacyjne zwycięstwo odniósł beniaminek z Biarritz. W kraju znakomity weekend w wykonaniu drużyn z Trójmiasta i Budowlanych Lublin.

Ekstraliga

Trzecia kolejka Ekstraligi zaoferowała nam najwięcej emocji tam, gdzie spodziewano się ich najmniej. Up Fitness Skra Warszawa podejmowała Arkę Gdynia i wydawała się być zdecydowanym faworytem spotkania. Tymczasem mecz lepiej zaczęli gdynianie: po punktach Antona Szaszero (w tym przyłożeniu po fantastycznym indywidualnym przeboju) prowadziła 8:0, a na koniec pierwszej połowy 11:5. Drugą połowę lepiej zaczęła Skra i wydawało się, że niespodzianki nie będzie: gospodarze wykorzystali 10 minut liczebnej przewagi i wyszli na jednopunktowe prowadzenie, a potem prowadzili już 19:11, gdy Jonathan O’Neill mimo trzech rywali próbujących go powstrzymać przebił się na pole punktowe. Jednak wkrótce Arka nieoczekiwanie wróciła na czoło: karny Szaszero, a chwilę potem Szymon Sirocki wykorzystał koszmarne zagapienie się warszawiaków i po szybkim karnym przebiegł praktycznie niezatrzymywany pół boiska na pole punktowe rywali. Tuż przed końcem po kolejnym karnym Szaszero (mocno szczęśliwym – piłka odbiła się od poprzeczki) było 24:19, ale Skra zdołała odpowiedzieć przyłożeniem bardzo skutecznego w tym sezonie Palu Fihakiego. Mecz skończył się remisem 24:24. Znakomity mecz Antona Szaszero, po stronie Skry natomiast świetnie pokazywali się O’Neill, Fihaki czy Mangongo. Skra mogła ten mecz wygrać: zdobyła dwukrotnie więcej przyłożeń (na polu punktowym meldowała się jeszcze częściej – np. inne przyłożenie Fihakiego po świetnej akcji Mangongo pod koniec meczu padło ofiarą bodajże podania do przodu), ale brakło koncentracji w obronie i szczęścia przy kopach młodego Patryka Chaina. Remis tym bardziej cenny dla Arki, że pojawiła się w Warszawie tylko w dwudziestkę. Swoją drogą, sięgnęła po kolejne wzmocnienie z Południowej Afryki – Thato Ngoza nie pojawił się jednak w składzie na to spotkanie.

Nieco mniej emocji niż można było oczekiwać mieliśmy za to w Gdańsku, gdzie Lechia grała z Juvenią Kraków. Obie drużyny miały na swoim „rozkładzie” Pogoń Siedlce i wygrywały z nią w podobnym stosunku punktowym. W Gdańsku jednak Juvenia pokazała siłę tylko przez pierwsze pół godziny (podobno, bo tego okresu w transmisji nie zobaczyliśmy – zresztą jakieś fatum, bo wszystkie trzy klubowe transmisje z tej kolejki były niekompletne), gdy ładnymi akcjami miał popisywać się Radion Jaworszczuk. Nie dały one jednak punktów gościom, a punktowali za to gospodarze. Do przerwy było 10:0, a po przerwie Lechia kontynuowała napór. Świetnie pokazywał się Lusanda Xakwana – łącznik ataku gospodarzy znakomicie zdobywał teren kopami za plecy krakowian, zaliczył dwa przyłożenia i jedyne, czego może żałować, to znowu kiepskiej skuteczności z podwyższeń. Dwa przyłożenia dorzucił obrońca Robert Wójtowicz i Lechia wygrała 27:0. Krakowianie zawiedli w drugiej połowie i w obronie, i w ataku (praktycznie nie zagrażali rywalom).

W niedzielę dwa spotkania, w których najtrudniej było przed meczami wskazać faworytów. Hitem kolejki był mecz Orkana Sochaczew z Ogniwem Sopot. Orkan zdobył w poprzednim sezonie brąz, a teraz znacząco się wzmocnił i mierzy wyżej. Ogniwo broni tytułu i chciało zrewanżować się za porażkę z Sochaczewa sprzed kilku miesięcy. I to sopocianom się udało: wygrali 31:9. Wynik dość wysoki, jednak nie oddaje obrazu meczu. Pierwsza połowa wyrównana: na trzy karne Pietera Steenkampa goście odpowiedzieli dwoma przyłożeniami i do przerwy prowadzili tylko 14:9. Po przerwie Steenkamp spudłował z karnego, co okazało się fatalnym prognostykiem dla całej drugiej połowy, w której sochaczewianie nie zdobyli ani jednego oczka. Co prawda kilka minut później Fursenko po znakomitym przechwycie przebiegł niemal całe boisko, ale zamiast wyjścia na prowadzenie Orkana mieliśmy powrót do korzyści dla Ogniwa, żółtą kartkę dla jednego z gospodarzy, a Piotr Zeszutek zdobył przyłożenie dające gościom prowadzenie 21:9. Orkan nie był w stanie stworzyć sobie sytuacji, dzięki którym mógłby odrobić straty, a tymczasem Ogniwo po szybkim rozegraniu autu zdobyło na 10 minut przed końcem czwarte przyłożenie (swoją drogą, Orkan słusznie po meczu zwrócił uwagę, że szybki aut nie był dozwolony, bo piłki poza boiskiem dotknęła osoba z zewnątrz). Odtąd Orkan atakował, długo walczył pod linią pola punktowego, ale pozostał bez zdobyczy, a ostatnia akcja Ogniwa dała mu jeszcze 3 punkty z karnego.

Mecz Awenty Pogoń Siedlce z Edachem Budowlanymi Lublin był starciem drużyn z kompletem porażek na koncie, ale porażek o włos i z ambicjami sięgającymi medali. Po tym meczu bez zwycięstwa pozostali gospodarze: Edach Budowlani Lublin wygrali 32:8. Siedlczan usprawiedliwiają w pewnym stopniu braki w składzie: brakło m.in. Chaduneliego i Przemysława Rajewskiego, a w składzie znalazło się jeszcze więcej młodzieży niż zwykle. Na dodatek na początku mecz musiał zejść z boiska Marek Mirosz. U gości główne role odgrywali zawodnicy pozyskani do Lublina przed tym sezonem: po dwa przyłożenia zanotowali dwaj nowi gracze pierwszej linii młyna, Barend Potgieter i Peet Vorster, a 12 punktów dorzucił najskuteczniejszy zawodnik ligi, James Campbell (jego przyłożenie mogło się szczególnie podobać – mijał rywali jak tyczki na stoku slalomowym, zdaje się nawet nie pozwalając się dotknąć). Pierwsza połowa była jeszcze dość wyrównana, ale w drugiej Budowlani przeważali zdecydowanie od stanu 8:3 doprowadzili do 25:3. Dopiero wtedy przebudzili się gospodarze, ale choć zdobyli przyłożenie, nie poszli za ciosem – przeciwnie, ponownie dali się zdominować gościom. Zasłużone zwycięstwo lublinian.

Nie doszło do meczu Master Pharm Rugby Łódź z Posnanią – poznańska drużyna siódemkowa pojechała na prestiżowy turniej do Petersburga. Łodzianie pozostają zatem po trzech kolejkach z tylko jednym rozegranym meczem, a rozstrzygnięcia dotyczącego ich niedoszłego spotkania z Ogniwem z poprzedniej kolejki jeszcze nie ma. Na czele tabeli znalazła się Lechia Gdańsk z kompletem bonusowych zwycięstw. Skra spadła na drugie miejsce, a na trzecim, z jednym zaległym meczem, jest Ogniwo Sopot.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Lechia Gdańsk315
2. ↓Up Fitness Skra Warszawa313
3. ↑Ogniwo Sopot210
4. ↓Orkan Sochaczew39
5. ↑↑Edach Budowlani Lublin37
6. ↓Master Pharm Rugby Łódź15
7. ↓Juvenia Kraków34
8. ↑Arka Gdynia32
9. ↓Awenta Pogoń Siedlce32
10. Posnania20

Zainaugurowała rozgrywki I liga. Spadkowicz z Ekstraligi, Sparta Jarocin, podejmowała drużynę, która awansowała z II ligi, KS Budowlani Commercecon Łódź. I jarocinianie zdecydowanie wygrali 65:5, zdobywając aż 11 przyłożeń (w całym poprzednim sezonie, w Ekstralidze, Sparta zdobyła 30 przyłożeń w 19 meczach; w tym meczu trzy razy przykładał piłkę grający trener Sparty, Brendon Snyman). Cóż, wygląda na to, że młodzież z Łodzi przynajmniej na razie będzie zdobywać doświadczenie na poziomie I ligi. Poza tym Rugby Białystok pod wodzą nowego trenera Marka Misiaka pokonało Legię Warszawę 51:0 (warszawiacy stawiali opór właściwie tylko w pierwszej połowie, a cztery przyłożenia dla gospodarzy zdobył nowy kapitan Andrei Cebotari), a AZS AWF Warszawa pokonał Arkę Rumia 25:19.

W cieniu Ekstraligi dalszy ciąg wojny o kary zakazów transferowych. Niestety, wygląda na to, że przy okazji nowym ogniem zapłonie konflikt łódzko-łódzki – Master Pharm Rugby Łódź nie kryją rozżalenia, że Zarząd PZR nie zmienił przepisów po orzeczeniu KGiD (choć przecież prawo nie powinno działać wstecz), ale z ich narracji wynika, że głównym ich argumentem jest umowa z KS Budowlanymi Łódź – ich zdaniem nadal obowiązująca, a przez drugi klub łódzki wypowiedziana kilka lat temu. W każdym razie mamy konferencje prasowe, oświadczenia, a czy coś dobrego dla polskiego rugby z tego wszystkiego wyniknie, to wątpliwe.

Mieliśmy też kolejną woltę w zakończonym już przecież dość dawno poprzednim sezonie. Komisja Odwoławcza uchyliła orzeczenie Komisji Gier i Dyscypliny o drugim walkowerze dla Edachu Budowlanych Lublin i przywróciła im 10 punktów. Lublinianie wrócili zatem na siódme miejsce w końcowej klasyfikacji. Powód uchylenia orzeczenia KGiD jest wyłącznie formalny (KGiD wydało swój werdykt znacząco przekraczając zakreślony w przepisach termin), w sprawie merytorycznego aspektu sporu (pewnie najbardziej interesującym lublinian – traktowania zawodników z UE jak graczy ze statusem Polaka) Komisja Odwoławcza się nie wypowiedziała.

The Rugby Championship

Tydzień później niż planowano rozegrano ostatni tegoroczny mecz o Bledisloe Cup, zarazem kończący drugą kolejkę The Rugby Championship. Losy transtasmańskiego pucharu były rozstrzygnięte już wcześniej, po dwóch zwycięstwach Nowej Zelandii w poprzednich meczach, ale Australia chciała ratować honor (ostatni raz komplet porażek zanotowała w 2018). W składach bez wielkich niespodzianek: u All Blacks wrócili do podstawowej piętnastki trzej bracia Barrettowie, u Wallabies po kilku latach przerwy zobaczyliśmy Samu Kereviego, wrócił też Izack Rodda, ale tu dominowała jak zwykle młodość.

I właśnie Samu Kerevi błysnął na początku spotkania, ale jego akcja zakończona przyłożeniem Mariki Koroibetego została cofnięta do karnego z powodu spalonego w rucku. I poniekąd tak wyglądała gra Wallabies: świetne momenty, ale efekt żaden. Tymczasem All Blacks grali swoje i punktowali, a do przerwy prowadzili 18:0. Gospodarzom nie pomogła nawet czerwona kartka dla Jordiego Barretta za kopniak w twarz Mariki Koroibetego przy chwycie górnej piłki (rodem z filmów z Brucem Lee). Na początku drugiej połowy Nowozelandczycy wrócili do gry w komplecie, i choć wreszcie gospodarze zdobyli pierwsze przyłożenie, redukując stratę do 11 punktów, kolejne dwa padły łupem gości, a gdy ponownie Australia wywalczyła przyłożenie, All Blacks znowu odpowiedzieli dwoma. Druga połowa to radosne rugby, aż siedem przyłożeń, a ostatecznie Australia przegrała z Nową Zelandią 21:38. Zwycięstwo mogło być wyższe, ale dramatycznie zawiodła skuteczność All Blacks z podwyższeń (1/6). Oczywiście po meczu nie brakło kontrowersji: trener All Blacks jest z niezrozumiałych powodów zaskoczony czerwoną kartką (przecież choć kopniak w twarz nie był celowy, to zagranie było nieodpowiedzialne i bardzo niebezpieczne). Narzeka też na zignorowanie przez sędziego niebezpiecznych uderzeń w głowę, jakich doznali Ardie Savea i Codie Taylor pod koniec pierwszej połowy – obaj zeszli z boiska dopiero po kilku minutach (potem testy HIA wyszły u nich pozytywnie). Ich występ przeciwko Argentynie jest mało prawdopodobny.

All Blacks wyszli na pierwsze miejsce w tabeli TRC, a cały rugbowy świat ostrzy sobie zęby na ich starcia za kilka tygodni z Południową Afryką – dwie znakomite drużyny i dwa tak różne style gry. Oby górą był ładniejszy (swoją drogą, twitterowe dyskusje z udziałem trenerów Południowej Afryki wciąż trwają).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Nowa Zelandia210
2. ↓Południowa Afryka29
3. ↑Argentyna20
4. ↓Australia20

Top 14

Jako pierwsza z wielkich lig europejskich wróciła francuska Top 14. I to z przytupem: hitem kolejki był rewanż nie tylko za ostatni finał mistrzostw Francji, ale także za finał Heineken Champions Cup – La Rochelle podejmowało Tuluzę i liczyło na rewanż za dwie porażki w tych dwóch najważniejszych meczach poprzedniego sezonu. Bez skutku: po zaciętym spotkaniu wygrali jednak obrońcy tytułu mistrzowskiego. Na 20 minut przed końcem roszelczycy jeszcze prowadzili 16:9, ale wtedy nastąpił zwrotny moment meczu: Will Skelton za atak ramieniem w głowę przeciwnika zobaczył czerwoną kartkę i odtąd punktowali już tylko zawodnicy Tuluzy. Dwa karne Thomasa Ramosa (w całym meczu miał ich pięć) i przyłożenie po solowym rajdzie Romaina Ntamacka (https://youtu.be/rLF3lG4kCAg) dały im zwycięstwo 20:16.

W sobotę, w pierwszym meczu sezonu, sporą niespodziankę sprawił jeden z beniaminków, drużyna z baskijskiego Biarritz. Podejmowała ona ubiegłorocznych półfinalistów ligi i Champions Cup, Bordeaux Bègles w pierwszym meczu w Top 14 po siedmioletniej przerwie (swoją drogą, ostatni mecz w 2014 wypadł jej przeciwko temu samemu przeciwnikowi). I zanotowała fantastyczny start: Baskowie całkowicie zdominowali swoich rywali i pewnie wygrali przed własną publicznością 27:15. Pierwsze przyłożenie zdobył pozyskany z Harlequins Brett Herron (w sumie 17 punktów), do przerwy prowadzili 17:3, a chwilę później już 27:3. Goście przebudzili się dopiero w ostatnich minutach, gdy zdobyli dwa przyłożenia, ale na skuteczną pogoń za Biarritz było już zdecydowanie za późno.

Ciekawie było też w meczu dwóch drużyn o ogromnych aspiracjach i ogromnych pieniądzach: Tulonu i Montpellier. Po pierwszej połowie gospodarze prowadzili 12:8 dzięki czterem karnym w wykonaniu Anthony’ego Belleau. W drugiej połowie łącznik ataku Tulonu dorzucił kolejne cztery karne, łącznie zdobywając w meczu 24 punkty – wszystkie swojej drużyny. Jednak Montpellier zdołało wyrównać dzięki podwyższonemu przyłożeniu w ostatniej akcji, zdobytemu przez debiutującego w składzie drużyny Zacha Mercera i mecz skończył się podziałem punktów (24:24).

Mieliśmy też w pierwszej ligowej kolejce derby Paryża: Stade Français podejmowało w rewanżu za ćwierćfinał ligi z poprzedniego sezonu Racing 92 i nie zdołało się odgryźć za porażkę sprzed kilku miesięcy. Racing 92 był faworytem spotkania i zdecydowanie wygrał. Do przerwy prowadził 20:6 mając dwa przyłożenia na koncie, a po przerwie stopniowo powiększał swoją przewagę. Dwa przyłożenia zdobyte w drugiej połowie przez gospodarzy nie mogły odebrać gościom zwycięstwa: Racing 92 wygrał 36:21, ale do pełni szczęścia brakło mu punktu bonusowego.

Poza tym Brive pokonało drugiego beniaminka, Perpignan, 36:15 (gospodarze jako jedyni wywalczyli w tej kolejce punkt bonusowy i dzięki temu zostali liderem tabeli; goście zaczęli swoją nową przygodę z Top 14 bez przyłożenia), Castres pokonało Pau 16:12 (tu przyłożenie padło tylko jedno), a Lyon pokonał Clermont 28:19 (mimo świetnego początku w barwach Clermont JJ Hanrahana, który otworzył wynik przyłożeniem w ósmej minucie meczu, oraz pobitego przez Morgana Parrę rekordu ligi – 42. z rzędu skuteczny kop).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Brive15
2. Racing 9214
3. Biarritz14
4. Lyon14
5. Castres14
6. Tuluza14
7. Montpellier12
8. Tulon12
9. La Rochelle11
10. Pau11
11. Clermont10
12. Bordeaux Bègles10
13. Stade Français10
14. Perpignan10

Na drugim froncie, w Pro D2, zwraca uwagę druga porażka w drugim meczu spadkowiczów z Top 14, Agen. Póki co kontynuują fatalną passę z ubiegłego sezonu (w Top 14 przegrali przecież wszystkie swoje 26 spotkań).

Drobne

Polski Związek Rugby postanowił przedstawić nowego trenera reprezentacji Polski, Chrisa Hitta poprzez wywiad video nagrany podczas lipcowego zgrupowania: https://youtu.be/YFW6w06a3XU. Pół godziny rozmowy, a wypowiedzi trenera dają parę (choć niezbyt wiele) informacji co do planów na przyszłość. Wygląda na to, że dotąd za dużo graliśmy ręką, że mocny ma być młyn i z tego mamy być znani, a z całej rozmowy zdaje się wynikać, że zaczynamy poniekąd od zera. Niewiele też dowiedzieliśmy się o samym trenerze. Oczywiście, forma tego przedstawienia całkiem zgrabna. Pierwszy prawdziwy test trenera już za tydzień – w Krakowie z Węgrami. Mecz towarzyski i przeciwnik niezbyt wymagający, ale mimo to będzie fajnie zobaczyć polską reprezentację w akcji.

Spore przetasowania w Komisji Gier i Dyscypliny. Nie ma już w niej Jakuba Sieradzkiego, Adriana Chróściela i (tego już od jakiegoś czasu) Roberta Popławskiego. W zamian są Przemysław Filar i Piotr Kosiak, a nowym przewodniczącym został Hubert Wiśniewski.

W Petersburgu rozegrano siódemkowe „klubowe mistrzostwa Europy”, w których wzięły aż trzy polskie drużyny. Znakomicie powiodło się naszym drużynom żeńskim. Biało-Zielone Ladies Gdańsk wygrały wszystkie spotkania grupowe, a Black Roses Posnania na tym etapie odniosły trzy zwycięstwa i jedną porażkę (z moskiewskim CSKA). W półfinale doszło do bratobójczego spotkania: Biało-Zielone pokonały Black Roses 32:7. W meczach o medale niestety obie ekipy poniosły porażki z drużynami z Rosji: Black Roses uległy 7:24 WWA, a Biało-Zielone przegrały 10:26 z CSKA. Mimo to drugie i czwarte miejsce polskich drużyn to fantastyczny sukces.

Gorzej poszło facetom z Posnanii: w fazie grupowej zaliczyli komplet porażek i zajęli ostatnie miejsce w swojej grupie (bilans punktowych z trzech meczów: 12:123), ale na usprawiedliwienie trzeba dodać, że mieli świetnych przeciwników: znaną ekipę Samurai RFC, a także drużyny z Gruzji i Rosji. Pozostała im zatem walka o miejsce 9: najpierw wygrali z baskijskim AVK Bera Bera, potem ponownie przegrali z Gruzinami i zajęli w turnieju ostatecznie dziesiąte miejsce na 12 startujących drużyn. Zwycięzcami zostali pogromcy Posnanii z fazy grupowej, Zastawa, którzy pokonali w finale litewski Baltrex Szawle. Trzecie miejsce zajęła ekipa Samurai.

Do walki o kwalifikację do finałów Pucharu Świata 2023 przyłączyły się drużyny północnoamerykańskie – z powodu covidu tylko dwie, Stany Zjednoczone i Kanada. Grają ze sobą dwumecz, którego zwycięzca powalczy o awans z Urugwajem, a przegrany zagra z Chile o prawo do gry z przegranym ze starcia zwycięzcy i Urugwaju. A przegrany z tego meczu dostanie jeszcze szansę w barażu międzykontynentalnym. Nieco skomplikowane. W każdym razie za faworyta dwumeczu uważano Stany Zjednoczone – Kanadyjczycy nie zdołali ściągnąć wielu spośród swoich najlepszych graczy z Europy. I pierwszy mecz, w kanadyjskim St. John’s, zaczął się zgodnie z przewidywaniami: po trzech minutach karne przyłożenie dla Orłów, żółta kartka dla jednego z graczy kanadyjskich. Ci co prawda mimo osłabienia szybko odpowiedzieli przyłożeniem, a po karnym nawet wyszli na prowadzenie, ale do przerwy przegrywali 10:14. Ale początek drugiej połowy należał już niepodzielnie do Kanadyjczyków: trzy przyłożenia, z czego ostatnie po 90-metrowym rajdzie spod własnego pola punktowego debiutującego w kadrze Brocka Webstera, rozpoczętym przechwytem podania AJ MacGinty’ego. Ostatecznie Kanada wygrała ze Stanami Zjednoczonymi 34:21 – Amerykanie zdołali zmniejszyć straty w ostatniej akcji meczu, a to może mieć duże znaczenie dla losów dwumeczu. To pierwsze zwycięstwo Kanady nad lokalnymi rywalami od ośmiu lat! Rewanż już za tydzień, tym razem w amerykańskim Glendale.

W Południowej Afryce rozegrano półfinały Currie Cup. W pierwszym obrońcy pucharu, Bulls, bez większych problemów poradzili sobie z Western Province. Ekipa z Johannesburga już po dziesięciu minutach prowadziła 17:0, a po pierwszej połowie miała na koncie pięć przyłożeń i prowadziła 38:12. W drugiej połowie kapsztadczycy zaprezentowali się lepiej (albo to Bulls się bardziej oszczędzali), ale i tak byli dalecy od odwrócenia losów meczu – ostatecznie Bulls wygrali 48:31. Bohaterami meczu byli obaj łącznicy Bulls, a jeden z nich, Johan Goosen, zdobył w sumie 23 punkty. W drugim półfinale Sharks skończyli fantastyczną przygodę Griquas, dla których już dojście do tego etapu było wielkim sukcesem. Jednak gracze z Durbanu mieli w tym meczu spore kłopoty – wygrali tylko 28:24, Griquas w końcówce zredukowali 11 punktów straty do czterech, ale odwrócić losów meczu im sie nie udało. W finale zatem będziemy mieli powtórkę z poprzedniej edycji: Bulls zagrają z Sharks.

W Australii rozegrano finał stanowych rozgrywek Queensland Premier Rugby: trofeum, Hospital Challenge Cup, po raz 24. w historii wywalczył University of Queensland, odzyskując je po roku przerwy – rok temu przegrał w finale. Tym razem pokonał na Suncorp Stadium GPS Old Boys 29:12. W kobiecych rozgrywkach triumfowała drużyna Eastern Districts, a w pokonanym polu pozostawiła także GPS (28:14).

Od meczu Heidelberger RK z Handschusheim rozgrywki zaczęła niemiecka Rugby Bundesliga. Pozbawieni wsparcia finansowego Wilda heidelberczycy, dominujący przecież w lidze w poprzedniej dekadzie, ulegli na swoim boisku rywalom aż 10:39. Obrońcy tytułu mistrzowskiego SC Frankfurt 1880, wejdą do gry dopiero za tydzień.

Ruszyły też niższe poziomy ligowe w kilku europejskich matecznikach rugby. Start drugiego poziomu ligowego w Szkocji, Premiership, urozmaiciły problemy covidowe: przełożono dwa spotkania, rozegrano tylko trzy. Udało się natomiast rozegrać komplet spotkań na kolejnym poziomie, w Division 1. Na trzecim poziomie w Anglii, National League 1, problem innego rodzaju: obchodząca w tym roku 110-lecie drużyna Old Elthamians musiała wycofać się z rozgrywek z przyczyn finansowych, w stawce pozostało zatem 15 zespołów. Na szczęście, ani w NL 1, ani poziom niżej, w NL 2, covid nie zmusił do odwołania żadnego spotkania. Podobnie jak w Anglii, trzeci i czwarty poziom ligowy ruszyły we Francji – Nationale i Fédérale 1. Tu za nami także komplet spotkań pierwszej kolejki.

Ruszyła też kobieca ekstraklasa angielska: Premier 15s (mecze do oglądania na stronie rozgrywek, https://www.premier15s.com/live-streams). Zwycięstwa odniosły obie londyńskie drużyny, finaliści z poprzedniego sezonu: Saracens pokonały Wasps 26:20 (pierwsze starcie sióstr Cleall po przenosinach Bryony do Wasps), a Harlequins rozgromiły Loughborough 50:15. Prawdziwą deklasację zafundowały zawodniczki Gloucester-Hartpury zespołowi Durham Sharks – w tym meczu padł wynik 84:0, z którego chyba nikt w Anglii nie jest do końca zadowolony. W mediach podkreśla się rozpoczęcie stosowania w tych rozgrywkach HIA.

Na Wyspach Brytyjskich sporo przedsezonowych meczów towarzyskich. Najciekawiej zapowiadały się starcia Ulsteru z Saracens (21:45, przy ostatnie trzy z siedmiu przyłożeń londyńczyków zdobył skrzydłowy Ben Harris podczas trzydziestu minut gry Irlandczyków w osłabieniu po po czerwonej kartce Ivana van Zyla), Glasgow Warriors z Newcastle Falcons (7:12 po przyłożeniu Falcons w ostatniej minucie; dla Glasgow przyłożenie zdobył wracający do drużyny po pięciu latach przerwy Duncan Weir) i Harlequins z Cardiff (45:33, aż 12 przyłożeń obu ekip). Poza tym ciekawostką były derby Coventry pomiędzy Wasps i Coventry Rugby (niespodzianki nie było, ekipa z Premiership pokonała drużynę z Championship 52:21). Warto zwrócić uwagę na wyniki dwóch innych meczów pomiędzy drużynami z tych różnych poziomów – w obu wygrały ekipy z Premiership, ale minimalną różnicą punktów (Gloucester – Ealing Trailfinders 38:36, Newcastle Falcons – Doncaster Knights 33:29).

Nadal zawieszone są z powodu pandemicznych obostrzeń prowincjonalne mistrzostwa Nowej Zelandii – NPC. Pozytywnym znakiem jest możliwość wznowienia treningów przez większość drużyn w tym tygodniu – jednak wciąż zbyt wysoki poziom obostrzeń na terenie Auckland uniemożliwia wznowienie rozgrywek. Być może uda się to pod koniec września, a władze ligi zastanawiają się nad przesunięciem finału na listopad lub wprowadzeniem gier w środku tygodnia.

Wiadomo już, gdzie będą miały swoje bazy „pacyficzne” drużyny Super Rugby Pacific: Moana Pasifika już wcześniej zapowiadała, że będzie to Nowa Zelandia, teraz Fijian Drua oznajmili, że będą bazować w Australii. Początkowo planowali rozgrywanie meczów w stolicy Fidżi, Suvie, ale biorąc pod uwagę niepewność związaną z możliwością podróżowania w erze pandemii, zdecydowali się na rezygnację z grania w ojczyźnie.

W Południowej Afryce czarne chmury nad federacją Western Province. Kłopoty ciągną się tam od lat, a działania jej szefa Zelta Maraisa tylko dolewają oliwy do ognia. W tej sytuacji federacja południowoafrykańska (SARU) postanowiła wycofać swych przedstawicieli ze wspólnego komitetu, nie widząc możliwości współpracy z kierownictwem z Kapsztadu. Obserwatorzy widzą w tym pierwszy krok do przejęcia przez SARU bezpośredniej kontroli nad regionalną federacją, pogrążoną w chaosie organizacyjnym i kłopotach finansowych.

Kolejny cios dla tegorocznych planów World Rugby Sevens Series: odwołano turnieje w Singapurze i Kapsztadzie. W tej sytuacji tegoroczna seria pozostaje absolutnie kadłubowa – w planie na ten rok pozostały tylko wrześniowe turnieje mężczyzn w Vancouverze i Edmontonie, a podwójny (kobiet i mężczyzn) turniej w Dubaju na początku grudnia postanowiono rozmnożyć do dwóch weekendów i zapisać na konto kolejnego sezonu. W związku z tym tegoroczna seria obejmie tylko dwa wcześniej planowane męskie kanadyjskie turnieje, a żeńską na gwałt sklecono zapowiadając, że w obu kanadyjskich miastach odbędą się zawody z udziałem zaledwie czterech drużyn (Francja, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i Kanada). Biorąc pod uwagę dodatkowo fakt, że do Kanady nie przyjedzie część najlepszych męskich drużyn, wygląda to wyjątkowo kiepsko. Byłoby chyba lepiej, gdyby chwilowo zrezygnować z planowania globalnych imprez, a skupić się na regionalnych. A już teraz wiadomo, że przyszłoroczna seria nie zawita do Australii ani Nowej Zelandii (zrezygnowano z organizacji turniejów w Sydney i Hamiltonie).

World Rugby ogłosiło „strategię wzrostu”. Piękna forma, ale treść to parę pięknych celów, obietnic i ogólników, z którymi wszyscy z pewnością się zgodzą, natomiast żadnych konkretów. Obejrzeć można (https://www.world.rugby/the-game/game-participation/growth-strategy), czytać w zasadzie nie ma czego. Mam wrażenie, że to objaw korporacyjnego zamiłowania do nic niewnoszących prezentacji…

Kolejna odsłona w dyskusjach na temat uszkodzeń mózgu wśród graczy rugby. Badacze University of South Wales przez jeden sezon badali 25 zawodowych rugbystów z jednego z klubów Pro14 i stwierdzili, że już po jednym sezonie widać spadek przepływu krwi w mózgu i jego funkcji poznawczych. Badacze podkreślają też, że to nie tylko efekt wstrząśnień mózgu (których w badanej grupie w tym okresie zdiagnozowano 6, a zatem ryzyko w ciągu roku wyniosło prawie 25%), ale także powtarzających się mikrouszkodzeń związanych z kontaktami (chociażby szarżami). A profesjonalny rugbysta jest wystawiony na 11 tysięcy takich zdarzeń rocznie. Pełne rezultaty zostały opublikowane w Journal of Experimental Physiology, bezpłatnie dostępny jest abstrakt: https://physoc.onlinelibrary.wiley.com/doi/abs/10.1113/EP089330. Swoją drogą, jak słusznie zauważył Andy Bull na łamach Guardiana, to jest coś, o czym już od dawna wiedzą bokserzy i trudno było się spodziewać innych wyników.

Z rynku transferowego: Ciekawy transfer ogłosiło włoskie Zebre: przechodzi tam jeden z fidżyjskich złotych medalistów olimpijskich, Asaeli Tuivuaka. Sharks wyciągają ze Stormers kolejnego reprezentanta Połudnowej Afryki: w ślady Siyi Kolisiego poszedł niezwykle doświadczony młynarz Bongi Mbonambi. Kilku znanych graczy reprezentacji Australii rusza do Europy: środkowy Tevita Kuridrani z Brumbies do beniaminka Top 14, Biarritz, Izack Rodda, który jakiś czas temu rozwiązał kontrakt z Reds, do Lyonu, a Jack Dempsey z Waratahs do Glasgow Warriors. Dwóch reprezentantów Walii wraca z Anglii do ojczyzny: Rhys Priestland z Bath do Cardiff (które zmieniło nazwę i pozbyło się dodatku Blues), a Alex Cutbert z Exeter do Ospreys. Najlepszy gracz Top 14 z 2018, Nowozelandczyk Ben Botica, przechodzi z Bordeaux do Castres. Jego rodak, Ngani Laumape, rusza z Hurricanes do Stade Français. Świeżo przetestowany w Australii jako kapitan reprezentacji Francji Anthony Jelonch opuścił Castres i zagra w Tuluzie. W Nowej Zelandii Josh Ioane przechodzi z Highlanders do Chiefs (ma wypełnić lukę po odejściu Damiana McKenziego). A reprezentant Walii Cory Hill, ostatnio w Dragons, idzie śladem wielu innych gwiazd rugby i wybiera się do Japonii – będzie grać dla Yokohama Canon Eagles. Na rynku trenerskim spore zaskoczenie wywołał były trener Brisbane Broncos, Anthony Seabold – porzuca rugby league i dołącza do sztabu trenerskiego prowadzącego reprezentację Anglii Eddiego Jonesa (oficjalnie potwierdzono też zatrudnienie tam Richarda Cockerilla).

O innych ligach: Węgry

Pierwszy mecz rugby pracownicy brytyjskiej ambasady mieli rozegrać w Budapeszcie już w 1875. Jednak potem zapadła cisza. Pod koniec lat 60. XX w. rugby zaczął popularyzować włoski dyplomata Carlo Passalaqua. Powołanie krajowej federacji i rozegranie pierwszego meczu międzynarodowego nastąpiło dopiero w 1990. Pierwsze spotkanie Węgrzy zagrali 1 lipca 1990 przeciwko NRD i przegrali je 3:7. W 1993 przystąpili do rozgrywek międzynarodowych organizowanych przez FIRA i odtąd regularnie w nich uczestniczyli, choć bez większych sukcesów. Pierwsze zwycięstwo w międzynarodowym spotkaniu odnieśli w swoim pierwszym meczu w Pucharze FIRA – nad Słowenią. Obecnie występują na trzecim poziomie Rugby Europe International Championships – Conference 1 (poziom niżej od Polski). W ostatnim ukończonym sezonie, 2018/2019, Węgry zajęły czwarte miejsce w grupie północnej.

W 1987 przyznano pierwsze nieoficjalne mistrzostwo Węgier – zdobył je uniwersytecki klub z Budapesztu ELTE-BEAC. Najbardziej utytułowanym klubem są Esztergomi Vitézek (czyli „Rycerze” z Ostrzyhomia), którzy tytuły mistrzowskie zdobywali w latach 1999–2008, 2012, 2014–2015 i 2019–2021 (tu z przerwą w 2020, gdy rozgrywek nie dokończono z powodu pandemii). Na przełomie pierwszej i drugiej dekady naszego stulecia ich monopol przełamała drużyna Battai Bulldogok („Buldogi” z Százhalombatty), a w latach 2016–2018 Budapest Exiles. W ostatnim sezonie Vitézek wygrali wszystkie swe spotkania w lidze, a w majowym finale pokonali Bulldogok 22:10. Brązowy medal zdobyli Exiles. W ten weekend ruszył nowy sezon: finaliści wygrali swoje spotkania (Vitézek pokonali drużynę z Debreczyna aż 99:5), Exiles natomiast przegrali z ekipą z Segedyna, która wzięła udany rewanż za ostatni mecz o brąz.

W przeszłości na Węgrzech rozgrywki ligowe organizowano na trzech poziomach. Uczestniczyła w nich przez pewien czas nawet drużyna rumuńska, Spartan Oradea, której właściciel zbuntował się przeciwko temu, jak go traktują władze związku i miasta. Obecnie na Węgrzech istnieją dwie ligi, w których uczestniczy 12 drużyn, po 6 w każdej. Rozgrywki zaczynają się od sezonu zasadniczego (każdy z każdym, mecz i rewanż), a następnie dwie najlepsze drużyny walczą o złoto, a dwie kolejne o brąz. Podobny system obowiązuje w II lidze. Spadków i awansów nie ma. Choć w przeszłości centrum węgierskiego rugby był Budapeszt, obecnie w rozgrywkach ligowych walczą tylko trzy drużyny ze stolicy, w tym jedynie Budapest Exiles na najwyższym poziomie.

Węgierskie kluby przez kilka lat brały udział w międzynarodowych bałkańskich rozgrywkach klubowych – Regional Rugby Championship. Był sezon, w którym uczestniczyły tam trzy drużyny z Węgier, a ostatni raz selekcja węgierskich zawodników brała udział w tych zawodach w sezonie 2014/2015. Największy sukces odnieśli Esztergomi Vitézek w 2010 – zdobyli wicemistrzostwo tej ligi.

Zapowiedzi

W Polsce za tydzień rzecz dawno nieoglądana: reprezentacja Polski na boisku. W sobotę zagra towarzyski mecz na stadionie Juvenii w Krakowie z Węgrami.

Poza tym zainauguruje rozgrywki druga liga (obaj beniaminkowie grają u siebie: Res Energy RT Olsztyn zagra z Rugby Ruda Śląska, a Hegemon Mysłowice z Miedziowymi Lubin). W planie także pierwsze siódemkowe turnieje mistrzostw Polski: w Warszawie mężczyzn (bez graczy kadry) i w Rudzie Śląskiej kobiet.

W The Rugby Championship w niedzielę dwa mecze jeden po drugim: Nowa Zelandia – Argentyna i Australia – Południowa Afryka. Poza tym rewanżowe starcie w północnoamerykańskim etapie kwalifikacji do Pucharu Świata we Francji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Kanadą. O awans na Puchar Świata walczą też kobiety, ale europejski turniej kwalifikacyjny ruszy już po weekendzie, w poniedziałek.

We Francji druga kolejka Top 14, a w niej dwa starcia wagi wyjątkowo ciężkiej: Racing 92 zagra z La Rochelle, a Tuluza z Tulonem. W Południowej Afryce finał Currie Cup. Poza tym m.in. ruszają ligi gruzińska i szwajcarska, a w Rumunii kończy się runda zasadnicza SuperLigi.

2 komentarze do “Rugbowy świat się rozpędza”

  1. Super artykuł! I wielkie dzięki za ligę węgierską!!!

    W Krakowie będę i to nawet z żoną chociaż ona za rugby nie przepada. Cieszę się strasznie z tego meczu, bo straszna jest bieda jak nasza reprezentacja nie gra:( Liga ligą, ale mecz naszej kadry to zupełnie inny poziom emocji.

    Gratulacje dla polskich klubów siódemkowych 🙂 Szkoda że tego nie widziałem:(

    Odpowiedz

Dodaj komentarz