Święto na Juvenii

Za nami długo wyczekiwany powrót reprezentacji Polski na boisko. Zwycięstwo było formalnością i widać, że przed kadrą jest jeszcze sporo pracy. Na świecie zwraca uwagę druga porażka Południowej Afryki od chwili zdobycia tytułu mistrza świata: nieoczekiwanie ulegli Australii, którą do zwycięstwa poprowadził weteran Quade Cooper.

Reprezentacja Polski

Na krakowskich Błoniach, na stadionie obchodzącej tej jesieni 115-lecie istnienia Juvenii, zobaczyliśmy w akcji po ponad półtorarocznej przerwie reprezentację Polski. Przeciwnik nie był zbyt wymagający: Węgrzy są znacznie niżej notowani od naszej ekipy, na dodatek przyjechali z drużyną pełną debiutantów (aż piętnastu, z czego ośmiu w wyjściowym składzie). Ale byliśmy ciekawi tego przetarcia, nie tylko z powodu długiej przerwy, ale także zmian na ławce trenerskiej i sporej liczby nowych twarzy na boisku. Mecz zgodnie z przewidywaniami wysoko wygraliśmy, 43:3, i nie pozwoliliśmy Węgrom na zbyt wiele. Sami jednak męczyliśmy się ze zdobywaniem punktów w pierwszej części spotkania, przynajmniej biorąc pod uwagę poziom rywali – do przerwy było 12:3. Worek z przyłożeniami rozwiązał się na szczęście w drugiej połowie.

Kilku zawodników pokazało się ze świetnej strony. Piotr Zeszutek znów (bo przecież podobnie jest ostatnio w Ekstralidze) błysnął skutecznością i zdobył dwa przyłożenia. Jednak rolę „polskiego czołgu” spróbował odebrać mu debiutant: Krystian Olejek, który wszedł na boisko w pierwszej połowie, imponował potężnymi wejściami w obronę przeciwników, dorzucił też przyłożenie (przytomnie się zachował po błędzie drużyny w rozegraniu autu). Świetnie pokazał się także inny gracz, który pierwszy raz ubrał biało-czerwony strój – Stasio Maltby. Błysnęło kilku innych graczy występujących w kadrze dopiero po raz drugi: Dawid Rubasniak (świetne ostatnie przyłożenie naszego zespołu, który samodzielnie przeszedł z młyna na pole punktowe rywali) i niesłychanie ruchliwy Artur Fursenko.

Zdecydowanie dominowaliśmy fizycznie nad rywalami, wygrywaliśmy młyny (a na tym zależy Chrisowi Hittowi). Idealnie jednak nie było: mieliśmy problemy w autach, sporo zgubionych piłek, trudno nam było konstruować szybkie, płynne akcje. Na szczęście rywale odwdzięczali się nam tym samym. Przetarcie dla kadry po tak długiej przerwie i pod rządami nowego trenera było bardzo potrzebne i niewątpliwie jakiś obóz przed trudniejszym meczem z Ukrainą nam się przyda. Trzeba popracować nad autami, nad zachowaniem w szerokim ataku. Inna sprawa to błędy indywidualne. M.in. dwukrotnie wpadki zaliczył zdaje się niezły poza tym Dawid Plichta (zdobył m.in. po świetnej akcji pierwsze przyłożenie w meczu) – już w pierwszej akcji meczu po wygranej piłce z kopu podał ją w puste pole i Węgrzy mieli okazję do szybkiego ataku, a pod koniec pierwszej połowy szybko rozegrał karnego, tylko po to, aby po kilku krokach wykopać ją w aut (gdyby wykopać ją na spokojnie z karnego, aut byłby dla nas, a tak – dla rywali). Debiut Chrisa Hitta na plus, ale trudno nazwać to prawdziwym testem. Zdziwiło na pewno ustawienie Paula Waltersa na pozycji obrońcy.

Cieszy zapowiedź kolejnego towarzyskiego spotkania, które posłuży za przetarcie przed wiosenną turą meczów w RET (mamy zagrać w lutym rewanżowy mecz z Węgrami, tym razem na ich terenie). Cieszy też nowy sponsor na koszulkach polskiej drużyny – PZU. Problemów organizacyjnych jednak się nie pozbyliśmy do końca: tym razem było jakieś zamieszanie z numerami koszulek – te same nosiło czasami po dwóch zawodników, choć na szczęście chyba nie jednocześnie (np. z 12 grał najpierw Daniel Gdula, potem Daniel Tomanek).

A przy okazji odrobina prywatny: bardzo dziękuję komentatorom TVP Sport za miłą wzmiankę na antenie i cieszę się, że mogłem choć odrobinę pomóc (a mam wrażenie, że mecz akademików z Budapesztu z 1986 da się pogodzić z tym co napisałem, choć na pewno, gdybym o nim wiedział, byłoby to cennym uzupełnieniem :)).

Mistrzostwa Polski w rugby 7 kobiet

W Rudzie Śląskiej rozegrano pierwszy turniej siódemkowych mistrzostw Polski kobiet. Już na starcie jedna smutna niespodzianka: w stawce zabrakło Juvenii Kraków, która przecież jeszcze w 2019 sięgała po medal mistrzostw Polski.

Za to na boisku – bez niespodzianek. Biało-Zielone Ladies Gdańsk były absolutnymi dominatorkami. W każdym meczu zdobywały co najmniej 50 punktów, a w żadnym nie straciły ani jednego. Bilans czterech spotkań to 238:0. W gruncie rzeczy walka toczyła się o drugie miejsce, a to zapewniły sobie zawodniczki Legii Warszawa dzięki zwycięstwu grupowemu nad Black Roses Posnanią 38:10. Do I ligi spada AZS AWF Warszawa, a na ich miejsce awansują do Ekstraligi gospodynie turnieju, Diablice. Choć na tym poziomie także triumfowały gdańszczanki – ich rezerwy bez problemu wygrywały z każdym przeciwnikiem, a jedyne przyłożenie straciły w pierwszym meczu z Diablicami.

Scenariusz mistrzostw Polski w tym sezonie zapewne będzie bardzo podobny do sezonów ubiegłych…

Mistrzostwa Polski w rugby 7 mężczyzn

Pierwszy z czterech męskich turniejów mistrzowskich w rugby 7 w tym sezonie rozegrano w Warszawie. Tu także niemiła niespodzianka: niewielka liczba drużyn (zaledwie 8), znowu brak drużyn łódzkich (a i niewiele trójmiejskich), a z ekip walczących w poprzednim sezonie na start zdecydowały się tylko te cztery z czołowych miejsc. Brakło zatem m.in. drużyn ze Szczecina, Mysłowic, Wrocławia czy Olsztyna.

Wśród tych, których rok temu nie było, a teraz się pojawili, była Lechia Gdańsk – wielokrotny mistrz Polski w tej odmianie rugby, ostatni raz w 2018, jednak od tego czasu nieobecny w rozgrywkach. I gdańszczanie wrócili z przytupem, zwyciężając w turnieju. Nie była to na szczęście dominacja na miarę ich koleżanek grających w Rudzie, zostawili rywalom cień szansy na walkę w kolejnych turniejach, ale wygrali wszystkie swoje spotkania, a w finale pokonali 32:17 obrońców tytułu z Poznania.

O trzecie miejsce walczyli ubiegłoroczni medaliści – Orkan i Juvenia. Choć w fazie grupowej górą byli krakowianie, w meczu decydującym o ostatecznej klasyfikacji to sochaczewianie byli lepsi (25:4). Najbardziej pechową drużyną była chyba Up Fitness Skra Warszawa – o wyeliminowaniu z gry o czołowe cztery miejsca zdecydowały dwie minimalne porażki w fazie grupowej (dwoma punktami z Posnanią i pięcioma z Lechią). Niewiele brakowało, by skład półfinałów był inny, a przy takiej postawie warszawiacy z pewnością włączą się do walki o medale.

The Rugby Championship

Trzecią kolejkę TRC rozegrano na jednym stadionie (w Gold Coast), jeden mecz po drugim – bardzo efektowny format. Zaczęli zawodnicy Nowej Zelandii i Argentyny. W drużynie All Blacks zobaczyliśmy Jordiego Barretta, mimo czerwonej kartki za kopniak w twarzy rywala z meczu z Australią. Panel dyscyplinarny (złożony z trzech południowców) uznał, że nie było w tym nic nieostrożnego i stwierdził, że kartotekę nowozelandzkiego obrońcy należy oczyścić. Trochę szalona decyzja, jeśli się tę sytuację obejrzy i porówna choćby z zagraniem Paolo Odogwu z Premiership sprzed niespełna dwóch lat, za które spotkało go 6 tygodni zawieszenia (a też tłumaczył się koniecznością zachowania równowagi i obawą przed upadkiem na plecy). Nie zagrali natomiast Savea i Taylor, którzy tydzień temu doznali wstrząśnień mózgu. Do kadry wrócił za to Sam Whitelock po narodzinach dziecka, ale póki co musi odsiedzieć swoją kwarantannę i w TRC już raczej nie zagra – ma jednak szansę polecieć z reprezentacją do Europy.

Na boisku nie było powtórki pięknej historii sprzed roku. Nowozelandczycy zdominowali rywali, nie dali im zdobyć choćby jednego punkciku i wygrali 39:0 po pięciu przyłożeniach. Pomogły im na pewno dwie żółte kartki rywali (po obu Argentyna traciła przyłożenia), ale i bez nich ten mecz spokojnie by wygrali. Jordie i Beauden Barrettowie punktowali z kopów – bracia zdobyli razem 14 punktów. Beauden błysnął jednak najbardziej przepiękną akcją z fantastyczną asystą na początku drugiej połowy (https://twitter.com/i/status/1436969502625853440). Argentyńczycy nieźle prezentowali się na początku meczu – co prawda All Blacks przeważali, ale po 30 minutach było tylko 7:0. Końcówkę tej części spotkania Nowozelandczycy mieli już morderczą (skończyła się 22:0), a w drugiej połowie dobili rywali. Graczem meczu został kapitan All Blacks, Brodie Retallick, a sporo krytyki spadło na australijskiego sędziego spotkania, Nica Berry’ego. Argentyna… cóż, po pandemii, bez Jaguares, wydaje się trochę cieniem samej siebie – choć przecież ostatnie mecze z Walią nie były złe.

W drugim meczu Australia mierzyła się z Południową Afryką. W drużynie gości nastąpiło kilka powrotów po kontuzjach (m.in. Duane Vermeulen i Faf de Klerk), ale też jedna strata: Cheslin Kolbe doznał urazu podczas treningu i nie mógł wybiec na boisko. Z kolei u Australijczyków po czterech latach przerwy w składzie znalazła się inna dawna gwiazda, łącznik ataku Quade Cooper (młodego Noaha Lolesio tym razem brakło nawet na ławce). I to on został bohaterem tego spotkania, a Australijczycy odnieśli niespodziewane zwycięstwo i po meczu cieszyli się niemal jak z mistrzostwa świata (zresztą, przecież pokonali mistrzów).

Mecz układał się po ich myśli: po pierwszym kwadransie, po którym mieliśmy wynik 6:6, żółtą kartkę zobaczył Siya Kolisi i gospodarze wykorzystali przewagę niemal natychmiast (jedyne ich przyłożenie). Wyszli wtedy na prowadzenie, na którym pozostali niemal do końca meczu. Po pierwszej połowie wygrywali 19:11, a gdy na początku drugiej połowy znowu grali z przewagą, wydawało się, że mają szansę mieć ten mecz pod kontrolą. Nic z tego, wkrótce sami zostali w osłabieniu, a Springboks odrabiali straty i na osiem minut przed końcem dzięki przyłożeniu Malcolma Marxa to Południowa Afryka miała punkt przewagi. W końcówce miała piłkę i wydawało się, że dowiezie prowadzenie do końca – zwłaszcza gdy na 70 sekund przed wybiciem 80 minuty sędzia podyktował na jej korzyść rzut karny. Zdarzyła się jednak niesamowita historia: Australijczycy zdominowali młyn w imponującym stylu, rywale się pogubili, sędzia podyktował rzut karny, a do piłki po raz ósmy w tym meczu podszedł Quade Cooper. I mimo sporej odległości od bramki po raz ósmy trafił, dając Australii tak upragnione zwycięstwo 28:26. I to pomimo faktu, że goście w tym meczu zdobyli trzy przyłożenia (wszystkie trzy po maulach), a gospodarze tylko jedno. Jednak z podstawki nie dorównywali Cooperowi (a z 11 podyktowanych w tym meczu karnych Australijczycy zamienili na jego kopy aż 7) – Pollard miał skuteczność 4/7, a jego zmiennik Willemse 0/1.

Cóż, może to spowoduje, że australijskie władze przemyślą swoją decyzję o odmowie przyznania Cooperowi obywatelstwa? Australia tego turnieju nie wygra, zadrą pozostanie fatalna seria Bledisloe Cup, ale to zwycięstwo nad mistrzami świata jest dla nich bezcenne.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Nowa Zelandia315
2. Południowa Afryka310
3. ↑Australia34
4. ↓Argentyna30

Top 14

Przed drugą kolejką ligi francuskiej dwa spotkania typowano na hity. W pierwszym z nich mieliśmy rewanż za półfinał z poprzedniego sezonu: Racing 92 podejmował La Rochelle i wziął rewanż za porażkę, która pozbawiła go szansy gry o ostatni tytuł mistrza Francji – wygrał 23:10. Mecz długo był wyrównany. Do przerwy paryżanie prowadzili 7:3, po przerwie roszelczycy doprowadzili do remisu 10:10. Decydujące o końcowym rezultacie wydarzenia nastąpiły w ostatnich 10 minutach: na 9 minut przed końcem Racing zdobył karne przyłożenie po faulu na Gaëlu Fickou, a goście zostali na boisku w 14. Gospodarze kontrolowali potem mecz i ostatecznie wygrali 23:10. Dla La Rochelle, wicemistrzów ligi, to druga porażka, z kolei dla Racingu to drugie zwycięstwo. Niecodzienna sytuacja nastąpiła po karnym przyłożeniu – kontuzji doznał sędzia i musiał zostać zmieniony.

W drugim zapowiadanym hicie Tuluza podejmowała Tulon. Tu jednak emocji zabrakło: obrońcy tytułu wypunktowali milionerów z Lazurowego Wybrzeża i rozgromili ich aż 41:10. Gospodarze mecz rozstrzygnęli na początku drugiej połowy bezlitośnie wykorzystując osłabienie rywali po żółtej kartce dwoma przyłożeniami. Tulończycy swoje jedyne przyłożenie zdobyli na sam koniec spotkania.

Bardzo ciekawie było za to w meczu Clermont z Castres, a efekt odrobinę nieoczekiwany: gospodarze ponieśli drugą porażkę w sezonie, a goście drugie zwycięstwo. W pierwszej połowie widzieliśmy cztery przyłożenia, a obie ekipy zmieniały się na prowadzeniu kilkakrotnie – schodząc na przerwę gospodarze prowadzili dwoma punktami, 20:18. Drugą połowę zaczęli od przyłożenia JJ Hanrahana i mieli już 9 punktów przewagi, ale gracze z Castres zdołali wyrównać dzięki drop goalowi Juliena Dumory i dwóm karnym. Na kilka minut przed końcem Clermont ponownie był na prowadzeniu dzięki karnemu Camille Lopeza (w sumie 15 punktów z kopów), ale decydujący cios wyprowadził syn reprezentanta Polski (grający już w młodzieżowych reprezentantach Francji), rwacz Kevin Konrath. Jego przyłożenie podwyższone przez Benjamina Udrapilletę dało Castres zwycięstwo 34:30.

Poza tym Montpellier pokonało Brive 39:17 (goście przespali pierwszą połowę, którą Montpellier wygrało po czterech przyłożeniach aż 32:5, ale w drugiej połowie zdołali odebrać gospodarzom ofensywny punkt bonusowy), Perpignan w powtórce finału Pro D2 z poprzedniego sezonu pokonało Biarritz 33:20 (15 punktów Melvyna Jamineta, który niedawno świetnie debiutował w reprezentacji), Pau nieoczekiwanie pokonało Lyon 21:17 (i to mimo gry w osłabieniu przez prawie 60 minut po czerwonej kartce Vudy Tagitagivalu za wejście ramieniem w twarz przeciwnika; wszystkie punkty Pau zdobył Antoine Hastoy – 6 karnych i drop goal), a Bordeaux zrehabilitowało się za porażkę z Biarritz, zdecydowanie wygrywając ze Stade Français 37:10 (choć pierwsza połowa nie zapowiadała wysokiego zwycięstwa – Bordeaux prowadziło po niej tylko 6:0).

Tuluza, obrońcy tytułu, już na czele tabeli, a na dnie bez ani jednego punktu paryski Stade Français.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑↑↑↑Tuluza29
2. Racing 9228
3. ↑↑Castres28
4. ↑↑↑Montpellier26
5. ↑↑↑↑↑↑↑Bordeaux Bègles25
6. ↓↓Lyon25
7. ↑↑↑Pau25
8. ↓↓↓↓↓↓↓Brive25
9. ↓↓↓↓↓↓Biarritz24
10. ↑↑↑↑Perpignan24
11. ↓↓↓Tulon22
12. ↓Clermont21
13. ↓↓↓↓La Rochelle21
14. ↓Stade Français20

Drobne

Ruszyła nasza II liga. Dwa mecze, gospodarzem w obu byli beniaminkowie i obaj świetnie zaczęli swoje ligowe występy zwycięstwami. Res Energy RT Olsztyn podejmowało Rugby Ruda Śląska, nieźle prezentujące się w poprzednim sezonie (i mające w składzie wracającego z Juvenii Krzysztofa Joperta). Mimo to górą byli olsztynianie, 29:17. Z kolei Hegemon Mysłowice rozgromił Miedziowych Lubin 62:0 (zwracają uwagę cztery przyłożenia skrzydłowego Adriana Szuli).

Ogłoszono kalendarze i regulaminy krajowych rozgrywek młodzieżowych. Smuci bardzo skromna liczba drużyn w piętnastkowych centralnych ligach juniorów i kadetów – podobnie jak w ubiegłym roku, w pierwszej jest tylko pięć ekip, w drugiej tylko sześć. Oczywiście, planowane są też i II ligi, ale rozgrywki w ich ramach poniekąd kadłubowe.

O krok bliżej Pucharu Świata we Francji jest reprezentacja Stanów Zjednoczonych. Amerykańskie „Orły” zdołały odrobić 13-punktową stratę z pierwszego, wyjazdowego spotkania przeciwko Kanadzie – po sporej liczbie zmian w składzie, na swoim terenie w Glendale wygrali 38:16. Gwiazdą wieczoru był zaledwie 22-letni łącznik młyna ekipy Stanów Zjednoczonych, Ruben de Haas (ostatni sezon grał w MLR w Austin Gilgronis, ale właśnie podpisał kontrakt z Saracens): popisał się niezwykłym drop goalem z ponad 40 m (świetnie wykorzystał nowinkę w przepisach – złapał piłkę po wykopie Kanadyjczyków z linii pola punktowego i im ją odesłał) oraz przyłożeniem po nakrytym kopie i rajdzie przez pół boiska. Świetnie pokazał się też rwacz Hanco Germishuys, który w pierwszej połowie zdobył hat-tricka przyłożeń i zaliczył asystę przy kolejnym. Kolejne mecze amerykańskich kwalifikacji 2 października: Stany zagrają z Urugwajem, a Kanada zmierzy się z Chile. Dwumecz Stanów Zjednoczonych z Urugwajem wyłoni pierwszego amerykańskiego kwalifikanta.

Currie Cup po raz drugi z rzędu wzięli w swoją ręce Bulls z Pretorii. Pokonali Sharks aż 44:10, bijąc rekord w stosunku punktów w finale tych ponad stuletnich rozgrywek. Bulls rozegrali znakomite spotkanie, do przerwy prowadzili 19:3, a po przerwie do końca zdominowali rywali. Zdesperowani Sharks swoje jedyne przyłożenie zdobyli na kwadrans przed końcem, gdy już nic nie mogło zmienić.

Ruszyło kilka lig europejskich. W Holandii sezon od wyraźnych zwycięstw zaczęli dwaj ostatni mistrzowie: DIOK pokonał Oemoemenoe aż 85:0, a 't Gooi wygrało z Groningen 65:0. W Szwajcarii ruszyła Ligue nationale A (czyli LNA). Z ośmiu drużyn w pierwszej kolejce zagrały jednak tylko cztery: Lozanna wygrała z Hermance 25:14, a Yverdon z dwoma Polakami w składzie (Ławski i Reksulak) pokonał Nyon 32:15. Dwa pozostałe mecze odbędą się w późniejszych terminach. We Włoszech ruszyła faza grupowa rozgrywek o puchar kraju. W pierwszej kolejce bez niespodzianek.

Kilka innych lig jest już zaawansowana w większym stopniu. W Rumunii rozegrano przedostatnią kolejkę fazy zasadniczej SuperLigi. W sumie wszystko tam już rozstrzygnięte i bez niespodzianek: cztery najlepsze drużyny to podobnie jak w ostatnim sezonie Steaua Bukareszt, Știința Baia Mare, CS SCM Timișoara i Dinamo Bukareszt. W ostatni weekend Steaua pokonała Timișoarę 29:10, a Baia Mare wygrała z Dinamem 22:20. W szóstej kolejce ligi rosyjskiej dwa spotkania derbowe: Krasnojarska i Moskwy. Więcej uwagi przyciągało to pierwsze, pomiędzy etatowymi medalistami rozgrywek – Jenisiej pokonał Krasnyj Jar 38:24, któremu wyraźnie nie wiedzie się w tym sezonie (dotąd tylko jedno zwycięstwo).

Kłopotów federacji Western Province w Południowej Afryce ciąg dalszy. Szef federacji południowoafrykańskiej Mark Alexander miał postawić ultimatum szefowi federacji z Kapsztadu, kontrowersyjnemu Zeltowi Maraisowi: albo walki wewnętrzne się skończą, albo Stormers zostaną zastąpieni w United Rugby Championship przez Cheetahs. Nie wiadomo, jaki termin został wyznaczony przez Alexandra, ale URC rusza przecież już we wrześniu. Wcześniej natomiast pojawiły się informacje o umowie między Cheetahs i Sharks, która ma pozwalać na wymianę zawodników między franczyzami – do Sharks miałby trafić m.in. kapitan Cheetahs, świetny łącznik młyna, Ruan Pienaar.

Nowozelandzkie NPC ma wznowić rozgrywki za tydzień, ale na razie bez drużyn Auckland, Manukau i North Harbour. Wszystko z powodu zbyt wysokiego poziomu obostrzeń w regionie Auckland. Jeśli będzie on utrzymywany zbyt długo, być może te trzy drużyny zostaną po prostu tymczasowo przeniesione z miasta.

W Australii z kolei zdecydowano się odwołać rozgrywki Dewar Shield w stanie Wiktoria, a pod dużym znakiem zapytania wciąż stoi dokończenie ligi John I Dent w terytorium stołecznym (rozgrywki są zawieszone od połowy sierpnia i wkrótce ma zapaść decyzja co do ich losu). Toczą się swoim torem natomiast stanowe rywalizacje w dwóch innych regionach Australii: Australii Południowej (odbyły się półfinały, finał za tydzień) i Australii Zachodniej. W tej ostatniej w ten weekend rozegrano finał: tytuł po raz dwunasty w historii, a trzeci raz z rzędu zdobyła drużyna Cottesloe. W finale pokonała 19:14 Palmyrę, która wcześniej, w półfinale, nieoczekiwanie rozgromiła najlepszą ekipę sezonu zasadniczego Nedlands. Wszystkie punkty dla Cottesloe zdobył jeden zawodnik – Jack McDermott.

Pojawiły się wreszcie informacje na temat nowego sezonu European Rugby Challenge Cup. Długo trwające rozmowy na temat przyjęcia czterech lub pięciu franczyz z Południowej Afryki zakończyły się niepowodzeniem – zbyt wiele niepewności co do rozwoju pandemii. W rozgrywkach ma być 15 drużyn – o jedną więcej niż rok temu (to dodatkowe miejsce to efekt powiększenia Premiership z 12 do 13 zespołów). Po raz drugi z rzędu niestety braknie w stawce drużyn z lig innych niż Premiership, Top 14 i Pro14/URC. W pierwszej fazie będziemy mieli trzy grupy po pięć zespołów, a drużyny będą grać każdy z każdym bez rewanżów (w sumie pięć kolejek). Potem będzie faza pucharowa: po jednym meczu w każdej rundzie, zaczynając od 1/8 finału. Do tego etapu awansują po trzy najlepsze drużyny z każdej grupy i najlepsza z czwartych ekip oraz sześć drużyn z Champions Cup, które zajmą miejsca od 9 do 11 w fazie grupowej. W sumie zatem w fazie pucharowej spośród 39 uczestników europejskich pucharów zobaczymy aż 32 drużyny – eliminacja praktycznie żadna. Smuci brak drużyn z drugiego europejskiego poziomu, format dziwaczeje (faza grupowa bez większego znaczenia, a następnie rozbudowana w porównaniu z poprzednimi edycjami – co akurat jest fajnym krokiem – drabinka pucharowa).

Kolejne mecze rozgrzewkowe toczyły się na Wyspach Brytyjskich. W najciekawszym z nich spotkali się mistrzowie ostatnich sezonów Pro14 (Leinster) i Premiership (Harlequins). Górą byli Irlandczycy, którzy wygrali 40:21 – zadecydowało mordercze w ich wykonaniu pięć minut pod koniec pierwszej połowy, podczas których zdobyli trzy przyłożenia. A wisienką na torcie było ostatnie, szóste, gdy wykorzystali bezpańską piłkę w polu punktowym Harlequins. Świetnie pokazał się m.in. Jonathan Sexton (grający pierwszy raz od pięciu miesięcy). U Londyńczyków na boisku pojawił się m.in. zastępujący Marcusa Smitha nowy nabytek z Włoch, Tommaso Allan. W innych ciekawych meczach: Cardiff (drużyna pod nowym szyldem – Cardiff Rugby zamiast Cardiff Blues) pokonało Bath 25:14, w innym walijsko-angielskim starciu górą też Walijczycy – Wasps przegrali z Dragons 24:31, Saracens ulegli Ulsterowi aż 3:33, włoski Benetton przegrał z Sale Sharks 19:28, a świetnie pokazał się kolejny z angielskich drugoligowców – Cornish Pirates przegrali z Worcester Warriors tylko 21:24.

Barbarians powoli szykują się do planowanego na koniec listopada meczu z Samoa. Trenerem drużyny ma być Dave Rennie, ujawniono też nazwiska trzech świetnych zawodników, którzy mają znaleźć się w składzie: Argentyńczyk Pablo Matera oraz Południowoafrykańczycy Duane Vermeulen i Malcolm Marx. Wszystkim trzej zdarzyło się już wcześniej grać dla zaproszeniowej ekipy.

World Rugby zaczęło odliczanie do startu Pucharu Świata we Francji. 8 września, dokładnie dwa lata przed planowanym meczem otwarcia, przedstawiło w Paryżu oficjalną piłkę meczową. A francuska prasa poinformowała, że finałowy turniej Pucharu Afryki zaplanowany na przyszły rok, stanowiący jednocześnie finał afrykańskich kwalifikacji na Puchar Świata, zostanie rozegrany właśnie we Francji.

Powoli pojawiają się terminy gier drużyn najbliższego sezonu Rugby Europe International Championships na poziomach Conference 1 i 2. Niedobrą informacją jest wycofanie się z rozgrywek grupy północnej Conference 2 reprezentacji Austrii.

Trener reprezentacji Gruzji, Lewan Maizaszwili, wreszcie wrócił do domu: przez dwa miesiące przebywał w szpitalu w Johannesburgu, do którego trafił podczas pobytu reprezentacji Gruzji w Południowej Afryce po stwierdzeniu zarażenia koronawirusem. Wygrał walkę o życie.

Poznaliśmy skład turnieju World Rugby Sevens Series w Vancouver, który odbędzie się za tydzień. Wśród mężczyzn tylko siedem „stałych” zespołów (Południowa Afryka, Kenia, Hiszpania, Wielka Brytania, Irlandia, Stany Zjednoczone, Kanada) i pięć zaproszonych (Meksyk, Hongkong, Jamajka, Niemcy i Chile). Potwierdził się brak ekip z Oceanii oraz Argentyny. Wśród kobiet ostatecznie Kanada, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Meksyk. Francuskie ekipy wypadły z obu turniejów i zostały zastąpione przez Meksyk z powodu różnic w podejściach do szczepień: we Francji za zaszczepionych uznaje się ozdrowieńców z przyjętą jedną dawką szczepionki, w Kanadzie muszą mieć dwie dawki, a w innym przypadku czeka ich kwarantanna. W sumie nie zobaczymy w Kanadzie ani jednego medalisty z Tokio.

Kolejny pomysł na uatrakcyjnienie rugby to rugby dwunastkowe. Były dyrektor wykonawczy RFU, Ian Ritchie, stanął na czele organizacji wspieranej przez Steve’a Hansena i Jake’a White’a, która chce organizować coroczną imprezę o nazwie World 12s. Drużyna w odmianie dwunastoosobowej ma liczyć sześciu młynarzy i sześciu graczy ataku, przepisy mają być dostosowane w niewielkim stopniu, a mecz ma liczyć 30 minut. Organizatorzy uważają, że to krok w naturalnej ewolucji dyscypliny. Pierwszy turniej planują latem przyszłego roku w Anglii z udziałem ośmiu drużyn, a w kolejnym roku mają dołączyć kobiety. Chcą zgromadzić czołowych zawodników i trenerów, przy czym w każdej drużynie ma się znajdować minimum dwóch graczy spoza narodów rugbowej elity, a kobietom mają płacić tak samo jak mężczyznom. Cóż, ja mam wrażenie kolejnej próby mieszania w przepisach i formatach, a działacze zarówno World Rugby, jak i Premiership, zwracają uwagę, że kalendarz rozgrywek jest już i tak zatłoczony (swoją drogą, w ustach przedstawicieli Premiership to trochę hipokryzja). To kolejna taka inicjatywa po Rugby X (pięcioosobowym) i World Tens Series, a we wszystkich chodzi chyba po prostu o wykrojenie dla siebie kawałka finansowego tortu rugby XV i rugby 7.

Ekipy Rosji wygrały finałowe turnieje Rugby Europe Beach Tour, czyli mistrzostw Europy w rugby plażowym. Zawody rozgrywano w Moskwie, Rosjanki pokonały w finale Hiszpanię 9:0, a Rosjanie wygrali w decydującym meczu z Włochami 4:3. Trzecie miejsca zgarnęły drużyny Rumunii.

Z rynku transferowego: Czołowy japoński klub, Toyota Verblitz, ogłosił dwa spektakularne transfery: grać dla nich będą w kolejnym sezonie najlepszy rugbysta świata z 2019, Pieter-Steph du Toit (ostatnio w Stormers, kolejna bolesna strata tej pogrążonej w organizacyjnych kłopotach południowoafrykańskiej franczyzy), i filar All Blacks, Patrick Tuipulotu (dotąd w Blues). Z kolei do Południowej Afryki wraca z Francji (po sześciu latach spędzonych w Montpellier) niezwykle doświadczony młynarz Bismarck du Plessis. A Sergio Parisse ogłosił, że to będzie jego ostatni sezon gry.

Polacy za granicą

Wieści, zgodnie z zapowiedzią, nie z ostatniego, ale z poprzedniego weekendu – ruszyły niższe ligi we Francji, Anglii, Szkocji, a na boisko wybiegło tam paru naszych reprezentantów:

W Fédérale 1 sezon zainaugurował Mateusz Bartoszek – wystąpił w podstawowym składzie RCBA w zwycięskim meczu z Chartres. Jego ekipa po wygranej 30:7 została pierwszym liderem tabeli swojej grupy. Vienne z Kamilem Bobrykiem na pozycji młynarza przegrało na wyjeździe pierwszy mecz z La Seyne-sur-Mer, inkasując tylko bonus defensywny (19:24). Występująca w tej samej grupie ekipa Aleksandra Nowickiego, RCHCC, zaczęła sezon od wyjazdowego remisu 23:23 z Rumilly, a Polak został wybrany przez lokalną prasę do najlepszej trójki zawodników swojej drużyny. Porażki doznał ASV Lavaur z przymierzanym do polskiej kadry Quentinem Cieślinskim (20:25 na wyjeździe z Castanet Tolosan).

W Anglii w National League 2 North zadebiutował grający wcześniej w Szkocji Ross Cooke – wyszedł w składzie Tynedale RFC w meczu przeciwko Fylde. Zdobył 9 punktów (karny i trzy podwyższenia), ale jego drużyna przegrała 24:48 (w sumie nic dziwnego, skoro równolegle z meczem odbywało się lokalne święto piwa i cydru ;)). Lepiej poszło drużynom z naszymi reprezentantami grającym poziom niżej: Bromsgrove RFC z Edwardem Krawieckim w składzie wygrało z Scunthorpe 44:24 (Krawiecki zdobył przyłożenie), a Brighton Blues ze Stasiem Maltbym pokonali na wyjeździe CS Stags 1863 57:38.

W Szkocji Craig Bachurzewski wyszedł w pierwszym składzie Biggar RFC w pierwszym meczu tegorocznych rozgrywek Division 1 – jego drużyna pokonała Dundee RC aż 47:3 i została pierwszym liderem w tabeli.

Zapowiedzi

Po emocjach reprezentacyjnych wraca Ekstraliga. Zestawienia par wyjątkowo ciekawe: Ogniwo Sopot – Up Fitness Skra Warszawa, Master Pharm Rugby Łódź – Orkan Sochaczew, Edach Budowlani Lublin – Lechia Gdańsk, Arka Gdynia – Awenta Pogoń Siedlce i Posnania – Juvenia Kraków. Na emocje zanosi się wszędzie. Oprócz tego grają także I liga (tu zapewne najciekawszy mecz jesieni – Sparty Jarocin z Rugby Białystok) i II liga (pierwszy raz w tym sezonie na boisku pojawią się rugbyści z Zielonej Góry).

Na arenie międzynarodowej przede wszystkim czwarta kolejka The Rugby Championship – w sobotę w Brisbane zagrają identyczne pary, jak w ten weekend (Nowa Zelandia – Argentyna i Australia – Południowa Afryka). W Europie już dziś zaczyna się turniej kwalifikacyjny do Pucharu Świata kobiet, kolejne dwa mecze w niedzielę.

W zagranicznym rugby klubowym przede wszystkim start angielskiej Premiership – tu znakomicie zapowiada się pierwszy, piątkowy mecz, w którym Bristol Bears zmierzą się z wracającymi po rocznym zesłaniu Saracens. Odbędzie się też trzecia kolejka francuskiej Top 14 (m.in. mecze Montpellier – Tuluza i Clermont – La Rochelle). Oprócz tego pierwsza kolejka nowych rozgrywek klubowych organizowanych przez Rugby Europe – Super Cup. Tu m.in. derby iberyjskie w grupie zachodniej i rewanż za finał ostatnich mistrzostw Rosji w grupie wschodniej.

W siódemkach najwięcej uwagi przyciągnie pierwszy (z dwóch) turniejów WRSS 2021 w Kanadzie.

1 komentarz do “Święto na Juvenii”

  1. Tak, z numerami były straszne jaja, ale nie tylko u nas, bo Węgrzy mieli nawet zawodnika z numerem zero;)
    U nas numery na koszulkach powtarzały się u następujących zawodników:
    1. Cook i Sadowski
    2. Buczek i Chróściel
    3. Bysewski i Piotrowski
    6. Łuczka i Olejek
    12. Gdula i Tomanek
    17. Fiedler i Janeczko.
    24. Krużycki i Gąska

    Sam mecz stał na dość niskim poziomie, ale strasznie się cieszę że znowu gramy:) Podszedłem w trakcie meczu do trenera Hitta, bo siedział wraz z kibicami na trybunach. Był bardzo mocno zaangażowany w ten mecz i cały czas cos zapisywał i analizował. Ja jestem podbudowany jak nasza ekipa wzajemnie się wspiera i trzyma razem tworząc jeden zespół. Nie zawsze tak było, a bez tego nie ma sukcesów:) Mam nadzieję że nie zrobiliśmy kroku w tył po Lidseyu.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz