Południowa Afryka na minusie

Springboks ponieśli trzecią porażkę z rzędu, tym razem z All Blacks (którzy zapewnili sobie zwycięstwo w The Rugby Chapmionship), franczyzy z Południowej Afryki kiepsko zaczęły swoją przygodę w URC (bilans 1:3, w tym dotkliwe porażki z najlepszymi drużynami irlandzkimi), jedyną osłodę dla kibiców rugby z RPA stanowi zwycięstwo Blitzboks w kadłubowym World Rugby Sevens Series.

Ekstraliga

W piątej kolejce Ekstraligi najciekawiej zapowiadał się mecz Up Fitness Skry Warszawa z Master Pharm Rugby Łódź. Dwie drużyny z czołowej czwórki poprzedniego sezonu, obie z zakazem transferów (w efekcie w Łodzi znowu bardzo krótka ławka, bo skład przerzedziły kontuzje sprzed tygodnia) i zacięte widowisko. Obie drużyny postawiły na twardą walkę, z zaangażowanymi przede wszystkim graczami młyna. W pierwszej połowie jedyne przyłożenie zdobyli gospodarze, goście odpowiadali karnymi, i do przerwy było 5:6. Po przerwie początkowo było podobnie. Ostatni fragment meczu warszawiacy grali w osłabieniu po dwóch kolejnych żółtych kartkach (swoją drogą, kartek mogło być więcej – Palu Fihaki w pierwszej odsłonie meczu na pewno sobie zasłużył), a dzięki przyłożeniu Witalija Kramarenki łodzianie wyszli na jednopunktowe prowadzenie. Nie utrzymali go jednak do końca. Błąd na własnej połowie, karny wyegzekwowany z zimną krwią przez młodziutkiego Patryka Chaina i to Skra prowadziła. Do końca pozostało parę minut, ale to gospodarze lepiej je wykorzystali: z młyna na środku boiska podniósł piłkę Jonathan O’Neill i pomknął samotnie kilkadziesiąt metrów, a gdy wreszcie został zaszarżowany, akcję skończył Martin Mangongo. Skra wygrała 25:16, a łodzianie ponieśli pierwszą porażkę w sezonie.

Sporo emocji także w derbach Trójmiasta, w których Lechia Gdańsk podejmowała Arkę Gdynia. Zaczęło się od błędu Mateusza Szyca, który podał piłkę wprost w ręce Lusandy Xakwany i łącznik ataku gdańszczan pobiegł przez ponad pół boiska po pierwsze przyłożenie w meczu (i jego piąte w tym sezonie). Bardzo szybko odpowiedziała jednak Arka jeszcze piękniejszym przebojem Szymona Sirockiego, który po 30 minutach gry dorzucił do wyniku kolejne przyłożenie zdobyte mimo osłabienia swego zespołu po żółtej kartce. Arka długimi fragmentami dominowała, a po dwóch błędach obu drużyn w końcówce tej części spotkania (znakomicie wykorzystanych przez Grzegorza Buczka z jednej i Pawła Grzenkowicza z drugiej strony), prowadziła 19:12. Druga połowa już na korzyść gospodarzy, którzy zdobyli trzy przyłożenia, na co Arka odpowiedziała tylko jednym. Gra toczyła się jednak do końca, jeszcze parę minut przed końcowym gwizdkiem Lechia przegrywała jednym punktem. Zdobyła przyłożenie, ale jak zwykle zawodziła z kopów podstawki (tylko dwa trafione w meczu z bodaj sześciu prób) i prowadziła 30:26. Arka miała w ostatniej akcji piłkę o jakieś dwa metry od pola punktowego gospodarzy, ale upuszczona piłka oznaczała, że wysiłek poszedł na marne.

Poza tym w sobotę dwa spotkania bez wielkiej historii. W Sochaczewie Orkan podejmował beniaminka, Posnanię, i zaaplikował mu aż siedem przyłożeń, wygrywając 47:18. Daniel Gdula (13 punktów, w tym przyłożenie i karny z połowy boiska) to niestety za mało, aby toczyć wyrównaną walkę z takim przeciwnikiem. Przez 3/4 meczu mieliśmy młyny symulowane po tym, jak poznaniacy stracili z kontuzjami kolan obu prawych filarów. Z kolei w Siedlcach pogrążona w kryzysie Awenta Pogoń nie miała szans z obrońcą tytułu mistrzowskiego: goście z Sopotu pewnie wygrali aż 57:14, zdobywając dziewięć przyłożeń. Ale i tak chyba najładniejsze jedno z dwóch zdobytych przez gospodarzy, przy którym błysnął Igor Pątek, rozpoczynający i kończący akcje.

Na koniec weekendu niedzielny mecz Juvenii Kraków z Edach Budowlanymi Lublin. Pierwsza połowa wyrównana, z długimi okresami przewagi gospodarzy, zakończona wynikiem 11:10. Sporo problemów ze skutecznością mieli kopacze po obu stronach, Dan Tomanek kilkakrotnie obijał w słupki, przy czym dwukrotnie piłka odbiła się dla niego szczęśliwie (skuteczność: 2/5). Mecz rozstrzygnął się jednak na początku drugiej połowy: najpierw dziury w obronie gospodarzy wykorzystali przebojami Michał Węzka i Maciej Grabowski, chwilę potem Juvenia została w czternastkę, a lublinianie zdobyli kolejne przyłożenie. Wszystkie trzy podwyższone i po kwadransie gry w tej odsłonie spotkania goście prowadzili 31:11. Do końca meczu wynik się nie zmienił: choć Juvenia miała zdecydowaną przewagę, w decydujących momentach popełniała jednak błędy, zaliczyła też kolejną żółtą kartkę (i nie pomogły jej dwa podobne kartoniki dla rywali). Znów skutecznością błysnął filar Budowlanych – Barend Potgieter zdobył trzy przyłożenia i z sześcioma na koncie znalazł się na czele klasyfikacji najczęściej przykładających.

W tabeli bez rewolucji. Na czele nadal Ogniwo, z którym identyczną liczbę punktów ma Lechia (jednak Ogniwo ma jeden mecz mniej na koncie). Trzecia Skra, ale liczbą punktów zrównali się z nią Budowlani Lublin. Orkan wykorzystał potknięcie łodzian i awansował na piąte miejsce, ale Master Pharm Rugby Łódź ma aż dwa spotkania zaległe.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Ogniwo Sopot420
2. Lechia Gdańsk520
3. Up Fitness Skra Warszawa517
4. Edach Budowlani Lublin517
5. ↑Orkan Sochaczew515
6. ↓Master Pharm Rugby Łódź310
7. Juvenia Kraków59
8. Arka Gdynia58
9. Awenta Pogoń Siedlce52
10. Posnania40

Przed piątą kolejką mieliśmy dyskusje zainspirowane wydarzeniami sprzed tygodnia. Ważny jest przede wszystkim kolejny głos Piotra Zeszutka na temat urazów głowy, tym razem wywołany powrotem na boisko po takim zdarzeniu Sebastiana Kostałkowskiego: https://www.facebook.com/piotr.zeszutek/videos/4540561826022232/. Naprawdę, potrzebujemy analizy takich sytuacji przez zespoły medyczne i decyzji o niedopuszczeniu takich zawodników do gry w razie potrzeby. Wzorce postępowania HIA istnieją, w zakresie analizy podczas meczu nie wymagają żadnych wielkich cudów, trzeba ich się po prostu nauczyć i zacząć stosować. Swoją drogą, myślę, że jeśli rzeczywiście w opisanej przez kapitana reprezentacji były medyczne przeciwwskazania do powrotu, to brakło sensownej interwencji sztabu trenerskiego – zawodnik może chciał wrócić na boisko, ale takie decyzje są irracjonalne i ktoś powinien o niego po prostu się zatroszczyć. Kontynuacją wątku jest wypowiedź Karola Grabowskiego: https://www.facebook.com/karol.grablowski/posts/4633922513326545 i sytuacja z końcówki sobotniego meczu z Warszawy, gdy Łukasz Jasiński odesłał na ławkę dwóch graczy po zderzeniu głowami.

A przy okazji ciekawy inny głos sprzed tygodnia, Jarosława Nowickiego, wywołany dyskusjami o przyłożeniach, których być nie powinno: https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=4661536080563912&id=100001226997005. Myślę, że dyskusji o spornych sytuacjach wśród kibiców nie unikniemy, choć kluby nie powinny się w nie angażować. Myślę też, że warto rozmawiać o tym z sędziami, bo przecież każdy się uczy i analizuje swoje postępowanie (i tu rola klubów). Ale tak naprawdę należałoby się zająć wspomnianym przez J. Nowickiego problemem małej liczby sędziów w naszym kraju. Jednak mam wrażenie, że trudno liczyć na napływ ludzi do tego zajęcia, jeśli ów legendarny szacunek do sędziów nie odnajdzie się w sferze czynów, a nie tylko słów. I nie tylko na boisku, ale i na ławkach oraz trybunach…

W trzeciej kolejce I ligi ciekawie było w Rumii, gdzie Arka podejmowała Legię Warszawa – po zaciętym meczu przegrała 18:24 i poniosła trzecią porażkę w sezonie (jest jedyną drużyną bez zwycięstwa w stawce). W pozostałych meczach zdecydowane zwycięstwa Sparty Jarocin (40:5 z AZS AWF Warszawa) i Rugby Białystok (51:12 z Budowlanymi Commercecon Łódź). Białostocczanie przeskoczyli dzięki temu AZS AWF i awansowali na drugie miejsce w ligowej tabeli, za plecami Sparty.

Mistrzostwa Polski w rugby 7 kobiet

Drugi turniej mistrzostw Polski kobiet w rugby 7 i powtórka z pierwszego, bez niespodzianek. Biało-Zielone Ladies Gdańsk były bezkonkurencyjne, i to zarówno pierwsza drużyna w Ekstralidze, jak i rezerwowa w I lidze. Pierwsza ekipa znów przekroczyła w czterech meczach dorobek 200 punktów, a straciła jedynie siedem. W finale pokonała Legię Warszawa 39:0. Trzecie miejsce dla Black Roses Posnanii, a czwarte dla Diablic Ruda Śląska. Diablice wracają więc do pierwszej ligi, a na ich miejsce awansuje z powrotem AZS AWF Warszawa. Ta drużyna co prawda zajęła w I lidze dopiero trzecie miejsce, ale przed nią były rezerwy Biało-Zielonych i Legii (w finale 24:7 dla gdańszczanek), którym awans nie przysługuje.

W imprezie debiutowała drużyna Alfy Bydgoszcz, która na dobry początek zanotowała niezły bilans dwóćh zwycięstw i dwóch porażek w II lidze.

Nowego wymiaru nabrała nieobecność w stawce Juvenii Kraków. Nie ma ich nie tylko wśród seniorek, ale także w ogłoszonym grafiku pierwszego turnieju mistrzostw kadetek (gdzie przez trzy lata zdobywały złoto, a w ostatnim sezonie srebro). Co nieco wyjaśnia opublikowany w mediach społecznościowych apel krakowskich rugbystek o środki na działalność (link do zbiórki: https://zrzutka.pl/a3wcyb). Wynika z niego, że przynajmniej część zawodniczek Juvenii czuła się zaniedbana przez zarząd i klub opuściła. Wygląda na to, że w efekcie na 115-klubu żeńskie rugby w Juvenii zamarło (choć podobno jest plan powrotu klubowej drużyny wiosną). Trochę powtórka z historii – rugbyści odchodzili z Juvenii w podobnych okolicznościach w 1987.

The Rugby Championship

Za nami setny mecz w historii pomiędzy Nową Zelandią i Południową Afryką. Z tej okazji wielu powtarzało ostatnio słowa: w tych meczach nigdy nie ma zwycięzcy, zawsze jest tylko następna bitwa. Tym razem wyjątkowo prawdziwe, bo rewanż przecież już za tydzień. Mistrzowie świata wystawili skład niezwykle doświadczony – z tylko jednym zawodnikiem z mniej niż 20 występami w kadrze, z trzema zmianami w piętnastce w stosunku do ostatniego testu z Australią. W drużynie All Blacks na pozycję łącznika ataku wrócił Beauden Barrett, grający w czarnej koszulce po raz 97., a przeciwko Południowej Afryce – 15. Miał wsparcie obu braci, a na pozycji łącznika młyna TJ Perenarę.

Mecz zaczął się znakomicie. Już po dwóch minutach przyłożenie na koncie mieli All Blacks, a trzy minuty później tym samym odpowiedzieli Springboks. Oba przyłożenia zdobyły czternastki: Will Jordan (po świetnym przełamaniu Codiego Taylora) i Sbu Nkosi (po fatalnym błędzie George’a Bridge’a przy próbie złapania piłki kopniętej przez Fafa de Klerka). Potem okazało się, że to były jedyne takie dokonania w meczu. Początkowo przewagę mieli gracze z Południowej Afryki – narzucili swój styl i wyszli na prowadzenie 11:7. Potem jednak zaczęli seryjnie darować przeciwnikom karne, a Jordie Barrett wyprowadził Nowozelandczyków na prowadzenie 13:11. All Blacks byli szybsi, ale sami popełniali błędy (zwłaszcza związane z chwytem piłki). Na początku drugiej połowy byli o włos od przyłożenia, ale znowu zadecydowała niezłapana piłka… W tej części spotkania mieliśmy sporo walki, Springboks wychodzili dwukrotnie na prowadzenie po karnych Handré Pollarda, ale za każdym razem tym samym odpowiadał Jordie Barrett (ostatni raz na trzy minuty przed końcem) i All Blacks ostatecznie dowieźli dwupunktową przewagę do końca meczu – wygrali 19:17. Zupełnie inne style gry, ale za dużo błędów po obu stronach. Jordie Barrett nie tylko skutecznie kopał, ale także świetnie sobie radził z licznymi przekopami ze strony Springboks.

W drugim meczu Australia podejmowała Argentynę. Szansę debiutu dla Wallabies dostał rwacz Rob Leota, znów na boisku zobaczyliśmy Quade’a Coopera. Z kolei Argentyna bez zmian w wyjściowej piętnastce w stosunku do meczu z All Blacks sprzed tygodnia. Wielkiej historii nie było. Australijczycy pewnie pokonali gości, choć sami nie pokazali niczego wielkiego. Po meczu, w którym pokonali rywali 27:8, najbardziej chwalono Samu Kereviego, zwrócono tez uwagę na powrót po przerwie do kadry Jamesa O’Connora (który był zmiennikiem Coopera). Australijczycy mieli jednak też problemy, zwłaszcza przy wrzutach z autu. Argentyna miała dobre chwile, ale równoważyły się one błędami.

Przed nami jeszcze szósta kolejka imprezy, ale losy tegorocznego The Rugby Championship są już rozstrzygnięte – Nowozelandczycy zwyciężyli po raz osiemnasty w historii (imponująca statystyka, biorąc pod uwagę, że turniej rozgrywano 26-krotnie, wliczając Tri Nations). Argentyna na drugim końcu tabeli bez ani jednego punktu, a pośrodku Australia i Południowa Afryka: Wallabies wyprzedzili Springboks w tabeli i są na dobrej drodze by na drugim miejscu pozostać. Wystarczy im jakiekolwiek zwycięstwo nad Pumas za tydzień. A trener Argentyńczyków, Mario Ledesma jest oburzony oficjalnym przedturniejowym zdjęciem kapitanów z trofeum – zrobiono je bez Pabla Matery.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Nowa Zelandia524
2. ↑Australia513
3. ↓Południowa Afryka511
4. Argentyna50

Top 14

W czwartej kolejce francuskiej Top 14 największym hitem było jedyne niedzielne spotkanie, Tuluzy z Clermont. Pierwsza połowa w starciu potęg wypadła na korzyść gości. Zaczęli od przyłożenia Aliveretiego Raki. Co prawda Romain Ntamack odpowiedział, a na dodatek jeden z graczy gości zobaczył żółtą kartkę, ale Clermont przed przerwą wróciło na prowadzenie – zmiennik Raki, Marvin O’Connor, zaledwie po dwóch minutach gry zdobył przyłożenie, a tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę za faul na nim żółtą kartkę zobaczył Zack Holmes. Clermont prowadziło co prawda tylko 12:10, ale grał z przewagą. Jednak Tuluza mimo osłabienia na początku drugiej połowy wróciła na prowadzenie. I choć długo wynik był na styku, w końcówce rozstrzygnęła mecz na swoją korzyść – wygrała 27:15.

W sobotę najciekawiej było chyba w Paryżu, gdzie Racing 92 podejmował Lyon. Gospodarze, podrażnieni porażką z Biarritz sprzed tygodnia, już po kwadransie prowadzili 21:0. Błyszczeli Finn Russell i Kurtley Beale. Na tym jednak zdobycze punktowe w pierwszej połowie się skończyły (było jeszcze jedno przyłożenie Racingu, anulowane po TMO). A w drugiej części spotkania jego obraz kompletnie się zmienił. To Lyon zaczął przeważać i zdobywać przyłożenia, co ułatwiła im żółta kartka Camille’a Chata. Na kwadrans przed końcem Racing 92 prowadził już tylko 24:20 i musiał drżeć o zwycięstwo. Lyończycy grali do końca i do zwycięstwa zabrakło im bardzo niewiele.

Odrobinę nieoczekiwanie mieliśmy sporo emocji także w dwóch innych spotkaniach, które miały swoich zdecydowanych faworytów. Kiepsko radzące sobie Pau podejmowało milionerów z Montpellier. Gospodarze punktowali z karnych, natomiast goście zdobywali przyłożenia. Po pierwszej połowie było 12:6, a na 10 minut przed końcem 12:9 dla Montpellier. I wtedy zaczął się mecz pełną gębą – przez te ostatnie dziesięć minut padły cztery przyłożenia. Najpierw na prowadzenie wyszło Pau, na co odpowiedziało Montpellier. Na dwie minuty przed końcem znowu przyłożenie dla Pau (oba przyłożenia były podwyższone) dało im prowadzenie 23:17. Montpellier zdołało odpowiedzieć przyłożeniem w ostatniej akcji meczu, ale Anthony Bouthier spudłował podwyższenie i Pau wygrało nieoczekiwanie 23:22. Montpellier może żałować: na cztery podwyższenia tylko jedno było skuteczne (Paolo Garbisiego w pierwszej połowie).

Drugi nieoczekiwanie emocjonujący pojedynek zobaczyliśmy w Katalonii, na stadionie beniaminka z Perpignan, który podejmował inną finansową potęgę, Tulon. Goście co prawda zagrali bez dwóch świetnych graczy trzeciej linii, których kontuzje wykluczyły z gry na kilka miesięcy – Sergio Parisse i Facundo Isy – ale i tak byli faworytami. Tymczasem ilekroć Louis Carbonel wyprowadzał tulończyków na trzypunktowe prowadzenie, karnym odpowiadał mu Melvyn Jaminet (choć zaczął mecz od pudła; zresztą, skończył także pudłem). Schemat został przełamany na kwadrans przed końcem, gdy to Jaminet wyprowadził Perpignan na prowadzenie 12:9 i ten wynik przetrwał już do końca meczu.

Poza tym La Rochelle odbiło się od dna i odniosło pierwsze zwycięstwo – pokonało beniaminka z Biarritz 59:17 (już po pierwszej połowie było 33:0, a w jej trakcie hat-trick przyłożeń zaliczył łącznik młyna Tawera Kerr-Barlow), podobnie Stade Français, które pokonało Castres 34:10 (i to pomimo gry w osłabieniu już od 3. minuty meczu po czerwonej kartce Paula Alo-Emile za wysoką szarżę), a Bordeaux pokonało 29:10 Brive, które wystąpiło z sześcioma Gruzinami, w tym czterema w pierwszym składzie (pierwsza połowa wyrównana, ale drugą Bordeaux wygrało 20:0).

Nie ma już w lidze francuskiej ekipy bez zwycięstwa, a bez porażki pozostała tylko Tuluza. Wypracowała pięć punktów przewagi nad kolejną ekipą – Racingiem 92. W tabeli ciasno – zaledwie pięć punktów dzieli drugą ekipę od dwunastej. Na przedostatnie miejsce spadł potężny Clermont, a mimo pierwszego zwycięstwa ostatnią lokatę nadal zajmuje Stade Français.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza417
2. ↑↑↑Racing 92412
3. ↓Lyon411
4. ↑↑↑↑Bordeaux Bègles411
5. ↓↓Brive410
6. ↓↓Castres410
7. ↑↑↑↑Pau49
8. ↓Montpellier48
9. Tulon48
10. ↓↓↓↓Biarritz48
11. ↑Perpignan48
12. ↑La Rochelle47
13. ↓↓↓Clermont45
14. Stade Français44

Na zapleczu Top 14, czyli w Pro D2, z czterech niepokonanych drużyn pozostały tylko trzy: w bezpośrednim starciu Colomiers pokonali Montauban aż 41:14. Lider tabeli, Mont-de-Marsan pokonał Agen 43:8. Goście, spadkowicze z Top 14, z kompletem porażek – potężny kryzys trwa. Oprócz nich bez zwycięstwa jest jeszcze tylko jedna drużyna.

Premiership

Drugą kolejkę najwyższej ligi w Anglii zaczął mecz Gloucester z Leicester Tigers. Goście, opromienieni zwycięstwem nad Exeter Chiefs sprzed tygodnia, mocno weszli w spotkanie i po kwadransie prowadzili 13:0. Mecz się toczył w rytmie: Tigers odskakiwali, potem Gloucester zmniejszali stratę i historia zaczynała się od nowa. Na 8 minut przed końcem gospodarze ponownie zmniejszyli stratę do 7 punktów, a na dodatek mieli liczebną przewagę po żółtej kartce dla gracza Tigers, który moment wcześniej wszedł na boisko. George Ford mógł co prawda podnieść prowadzenie do 10 punktów, ale spudłował z podstawki. Gracze Gloucester walczyli do końca, tuż przed wybiciem 80 minut odzyskali piłkę, w ostatniej akcji od pola punktowego gości dzieliły ich może dwa metry, ale nic nie wskórali – przegrali 26:33, inkasując jednak dwa punkty bonusowe. Ozdobą meczu była zakończona przyłożeniem akcja Harry’ego Pottera, ale ładnych akcji mieliśmy tam więcej.

Mecz Harlequins z Worcester Warriors sędziowała Sara Cox – pierwsza kobieta w historii Premiership. Harlequins sięgnęli w tym meczu po wygraną, choć Warriors nie poddali się łatwo. Obrońcy tytułu już po pierwszej połowie prowadzili 21:3 (dwa pierwsze przyłożenia to zdobycze powołanych do kadry Louisa Lynagha i Alexa Dombrandta, których oglądał na tym meczu Eddie Jones), po kwadransie drugiej połowy nadal mieli 18 punktów przewagi, ale wtedy goście zaczęli ją redukować i zmniejszyli do 4 punktów. Na pięć minut przed końcem Quins dorzucili jednak kolejne przyłożenie z podwyższeniem, a Warriors odpowiedzieli za późno, by mieć szanse na zwycięstwo. Harlequins wygrali 35:29.

Najciekawiej zapowiadał się w tej kolejce mecz Exeter Chiefs z Northampton Saints i nie zawiódł kibiców. Już w pierwszej minucie Saints mieli szansę na objęcie prowadzenia po sprincie George’a Furbanka przez pół boiska, ale nic z tego nie wyszło, a Chiefs błyskawicznie odpowiedzieli i po 7 minutach meczu prowadzili 14:0. Saints jednak błyskawicznie się otrząsnęli i po 20 minutach mieliśmy remis, a chwilę później ich prowadzenie. Chiefs koncentrowali się na grze młynem, Saints rozwijali skrzydła. Do przerwy gospodarze prowadzili 21:17. W drugiej połowie brakło przyłożeń. Chiefs dorzucili do swojej przewagi trzy oczka, ale w ostatnim kwadransie Saints stopniowo stratę odrabiali dzięki kolejnym karnym. Decydującego George Furbank kopnął na minutę przed końcem meczu i dzięki temu nieoczekiwanie Saints odnieśli zwycięstwo 26:24. Dla gości było to drugie zwycięstwo w sezonie, dla gospodarzy niespodziewanie druga porażka.

Drugą porażkę poniosła też inna czołowa drużyna poprzedniego sezonu, Bristol Bears, która przegrała na wyjeździe z zaczynającymi w tej kolejce sezon Wasps aż 8:44 (dwa przyłożenia dla „Os” w pierwszej połowie zdobył debiutujący w ich składzie Ali Crossdale, a dwa ostatnie zdobyli grając w czternastkę po czerwonej kartce dla swego kapitana Brada Shieldsa). Nieoczekiwanie przegrało też Bath (grające m.in. bez Danny’ego Ciprianiego), pokonane przez Newcastle Falcons 20:13 (Falcons już do przerwy prowadzili 20:3, a pierwsze przyłożenie zdobył Adam Radwan). Remis 31:31 padł w meczu London Irish z Sale Sharks – goście mieli znakomitą połowę, po której prowadzili 31:14 (w tym 16 punktów AJ MacGinty’ego, który jednak sfaulowany doznał na koniec tej części meczu kontuzji i musiał opuścić boisko), ale w drugiej połowie trzy przyłożenia pozwoliły gospodarzom wyrównać (gdyby nie dwa spudłowane podwyższenia…). Pauzowali Saracens.

Fotel lidera w tabeli utrzymali Leicester Tigers, dwa zwycięstwa z bonusem mają oprócz nich tylko Harlequins. Na dnie tabeli nieoczekiwanie dwie znakomite drużyny: Exeter Chiefs i Bristol Bears (bez zwycięstwa także Bath i Gloucester). Exeterczycy grają bez sponsora na koszulkach – klub wciąż ma odstraszające sponsorów kłopoty związane z wizerunkiem nawiązującym do Indian.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leicester Tigers210
2. ↑↑Harlequins210
3. ↓Northampton Saints29
4. ↓Worcester Warriors27
5. ↑Sale Sharks27
6. ↑↑↑↑↑↑↑Wasps15
7. ↑Newcastle Falcons25
8. ↓↓↓Saracens14
9. London Irish24
10. ↓↓↓Bath22
11. ↓Gloucester22
12. ↓Exeter Chiefs21
13. ↓Bristol Bears20

Na drugim froncie, w Championship, zwraca uwagę nieoczekiwana przegrana Cornish Pirates z Hartpury University (18:37). Po dwóch kolejkach tylko dwie drużyny bez porażki: Jersey Reds i Ealing Trailfinders (ci ostatni w ten weekend pauzowali).

United Rugby Championship

Pierwszy mecz sezonu zobaczyliśmy w Parmie, gdzie w piątek miejscowe Zebre podejmowało Lions z Johannesburga. Mecz o dwóch obliczach. W pierwszej połowie dominacja gości, którzy prowadzili 35:0. Na początku drugiej dorzucili jeszcze trzy oczka, a potem chyba po prostu odpuścili – i Zebre w ciągu 13 minut odrobiła aż cztery przyłożenia. Potem wynik stanął, ale ten świetny zryw w drugiej połowie pozwolił Włochom przegrać tylko 26:38 i zainkasować ofensywny bonus.

Najciekawiej w pierwszej kolejce zapowiadały się starcia pomiędzy dwoma najlepszymi drużynami Pro14 z poprzedniego sezonu i dwoma najlepszymi drużynami Currie Cup: mierzyli się ze sobą mistrzowie (Leinster – Bulls) i wicemistrzowie (Munster – Sharks). W meczu w Dublinie Leinster dał twardą lekcję gościom z drugiego końca świata. Już po kwadransie prowadził 17:0, i choć potem miał 40 minut bez punktów, cały mecz wygrał komfortowo 31:3. Równie pewnie w meczu wicemistrzów Munster poradził sobie z Sharks. W składzie gospodarzy zobaczyliśmy Simona Zebo, który wrócił tu z Francji, a u Sharks Ruana Pienaara wypożyczonego z Cheetahs (zagrał jako łącznik młyna). Więcej powodów do radości miał ten pierwszy, który zdobył dwa przyłożenia: pierwsze i ostatnie (po znakomitej akcji zespołu). Kolejne dwa dorzucił dla Munsteru niezawodny Gavin Coombes, jedno najlepszy na boisku Craig Casey, a gospodarze wygrali ostatecznie aż 42:17. Gości zaczęli odpowiadać dopiero w drugiej połowie, gdy spotkanie było już w praktyce niemal rozstrzygnięte. Rozmiary porażek gości w obu tych meczach w pewnym stopniu tłumaczy brak w składzie reprezentantów kraju.

Ciekawie było w starciu Ulsteru z Glasgow Warriors. Dziewięć przyłożeń, Ulster na prowadzeniu niemal cały mecz (od karnego przyłożenia już w 3. minucie meczu, z trwającą tylko kilka minut przerwą na przełomie połów), ale wciąż czujący oddech Szkotów na karku. Wynik 35:29 ustalił się na kwadrans przed końcem, ale goście z Glasgow walczyli o zwycięstwo do końca, brakło im jednak odrobiny szczęścia. Dość powiedzieć, że mimo porażki Warriors, najlepszym zawodnikiem meczu wybrano ich gracza, Rory’ego Darge’a. Obie drużyny potrafiły zdobywać przyłożenia w osłabieniu, a akcja Szkotów w takiej właśnie sytuacji zakończona przyłożeniem George’a Horne’a była chyba najładniejszą w tym świetnym spotkaniu.

Poza tym Cardiff pokonało Connacht 33:21 (Connacht długo trzymał się blisko, ale na kilkanaście minut przed końcem w ciągu jednej akcji stracił dwóch graczy z żółtymi kartkami i wtedy Cardiff odskoczyło – odniosło pewne zwycięstwo mimo utraty w pierwszej połowie z kontuzjami obu łączników ataku, debiutującego w zespole Rhysa Priestlanda i jego zmiennika), Benetton pokonał Stormers 22:18 (dzięki świetnym ostatnim 20 minutom, decydujące o zwycięstwie przyłożenie po świetnej akcji zdobył nastolatek Tommaso Menoncello), Edynburg zaczął sezon od zwycięstwa nad Scarlets 26:22 (po zaciętym pojedynku – Scarlets gonili wynik w drugiej połowie, ale nie podołali; u gospodarzy błyszczały nowe nabytki z Benem Vellacottem na czele), a w jedynych regionalnych derby tej kolejki Dragons przegrali z Ospreys 23:27 (dobry początek Dragons, ale 50 minut bez punktów to zbyt wiele, aby wygrać mecz).

I już po pierwszej kolejce mamy na czele tabeli stały irlandzki duet: Leinster przed Munsterem.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster15
2. Munster15
3. Lions15
4. Cardiff15
5. Ulster15
6. Edynburg15
7. Ospreys14
8. Benetton Treviso14
9. Glasgow Warriors12
10. Scarlets11
11. Dragons11
12. Stormers11
13. Zebre11
14. Connacht10
15. Sharks10
16. Bulls10

Władze ligi, aby dodatkowo uatrakcyjnić rozgrywki, postanowiły ustanowić dodatkowe nagrody (tarcze) dla czterech drużyn, po jednej z każdej grupy. Zwycięzca grupy (po podsumowaniu wszystkich 18 spotkań) awansuje bezpośrednio do Champions Cup, natomiast tarcze będą otrzymywać najlepsze drużyny po podsumowaniu wyłącznie gier z rywalami z tej samej grupy (a zatem tych o charakterze lokalnych derby).

W lidze postanowiono także zastosować nowe statystyki (xP) wzorowane na wskaźnikach EPA z NFL: punktować działania zawodników na boisku, aby ocenić ich wpływ na końcowy wynik meczu. Samo przyłożenie warte jest najwięcej, ale np. niemal tyle samo punktów zawodnik może zarobić za wygranie karnego w młynie z wrzutem drużyny przeciwnej. Póki co samych statystyk jednak nie widać.

Drobne

Chris Hitt powołał zawodników do reprezentacji Polski na mecz z Ukrainą 36 graczy. Skład mocno podobny do tego, który był powołany przed meczem z Węgrami, ale kilka zmian jest. Chyba najciekawsza to pojawienie się zawodników Arki Gdynia, których poprzednio na zgrupowaniu nie widzieliśmy, a wśród nich nie tylko Szymon Sirocki, ale także błyszczący w polskiej lidze, pochodzący z Ukrainy Anton Szaszero. Spora grupa zawodników ma za sobą tylko jeden występ w biało-czerwonej koszulce (przeciwko Węgrom, na dodatek wciąż nieobecny na oficjalnej liście spotkań World Rugby – i coś mi się wydaje, że pewnie tam się nie znajdzie), a ośmiu będzie miało szansę na pokazanie się trenerowi i absolutny debiut: Łukasz Korneć, Jan Mroziński, Michał Szwarc, Marcin Morus, Dominik Mohyła, wspomniany Anton Szaszero, Quentin Cieslinski i Jakub Małecki.

W powołanej na mecz kwalifikacyjny do mistrzostw Europy reprezentacji Polski U20 sporo ukraińskich nazwisk: aż czterech chłopaków zza wschodniej granicy ze Szkoły Gortata, którzy w tym roku zadebiutowali w Ekstralidze w barwach Juvenii. W sumie mamy w kadrze siedmiu graczy z Krakowa, sześciu z Sochaczewa oraz po czterech reprezentantów z Siedlec, Łodzi i Sopotu. Ten rozkład nie dziwi – w ostatnich latach cztery z tych drużyn stanowią trzon rozgrywek juniorskich (poza tym trzonem niewiele tam się dzieje), a do Ogniwa dość często trafiają młodzi wychowani w innych klubach.

Odbyły się pierwsze siódemkowe turnieje mistrzowskie juniorów i kadetów, oba w 12-zespołowej obsadzie. Wśród juniorów zwyciężyli gospodarze imprezy, Budowlani Commercecon Łódź, którzy w finale pokonali Juvenię Kraków 40:0. Łodzianie nie stracili w turnieju ani jednego punktu – łączny bilans w czterech meczach to 141:0, a dla krakowian to spory sukces, skoro na turniej przyjechali tylko w ósemkę. Trzecie miejsce dla Lechii Gdańsk, czwarte dla Czarnych Pruszcz Gdański. Kiepsko zaprezentowało się kilka drużyn liczących się w rywalizacji w ubiegłym roku: Pogoń, Orkan czy Skra. W rywalizacji kadetów górą była Juvenia, która w finale pokonała Ogniwo Sopot 50:5. Krakowianie jedyne punkty stracili w finale, a łączny bilans punktowy to 159:5. Trzecie miejsce zajął Orkan, a warto zwrócić uwagę na start drugiej krakowskiej drużyny, Nowa Huta RK, która zajęła 9. miejsce.

W Gnieźnie odbył się pierwszy w tym sezonie turniej ligi rugby 7 i zobaczyliśmy tam kilka drużyn, które rok temu walczyły w mistrzostwach Polski, a w tym sezonie do nich nie przystąpiły. Wygrała Kaskada Szczecin, która w finale pokonała gospodarzy, Tytana Gniezno, 12:10.

Przed ostatnią rundą europejskiego turnieju kwalifikacyjnego do Pucharu Świata kobiet wiadomo było, że z rywalizacji odpadną przegrani z ostatnich meczów – wszystkie drużyny miały po pięć punktów w tabeli, a tylko dwie drużyny mogły odnieść korzyść (jedna – bezpośredni awans na imprezę, druga – jeszcze jedną szansę w turnieju międzykontynentalnym). Pewne i wysokie zwycięstwo Włoch z Hiszpanią (34:10) dało im bezpośredni awans na największą imprezę w kobiecym rugby. W drugim meczu, w którym zmierzyły się Irlandki i Szkotki, emocje były do ostatnich chwil. Irlandki prowadziły 18:13, ale tuż przed końcem straciły zawodniczkę z żółtą kartką za postawienie rywalki na głowie, a Szkotki wykorzystały przewagę, zdobyły przyłożenie, dodały podwyższenie (remis promowałby Irlandki) i wygrały mecz 20:18. Przed nimi szansa w barażu. Dla Irlandek odpadnięcie to wielka porażka, szkoda też Hiszpanek, które jako jedyne walczyły z drużynami z Pucharu 6 Narodów (i ten turniej przecież zaczęły świetnie, od pokonania Irlandii).

W NPC wciąż echa starcia Waikato z Canterbury z ostatniej kolejki (przegranej przez Waikato jednym punktem po spudłowanym podwyższeniu z ostatniej akcji meczu) – szef nowozelandzkich sędziów, Bryce Lawrence, przyznał, że kop z podwyższenia powinien być w tej sytuacji powtórzony (zawodnicy Canterbury ruszyli zbyt szybko w kierunku piłki). W ten weekend Waikato nie zostawiło już nic na ostatnią minutę: w meczu na szczycie z Tasman wygrało na wyjeździe 39:22 (wyjątkowe zwycięstwo, bo Waikato przegrało ostatnie siedem bezpośrednich spotkań z tym przeciwnikiem, a na wyjeździe ostatni raz sukces odniosło 14 lat temu) i wyprzedziło swych rywali w tabeli. Dla obrońców tytułu była to pierwsza porażka w sezonie. Niepokonana pozostaje jedynie drużyna z drugiego poziomu (Championship), Taranaki, która odniosła już czwarte zwycięstwo w rozgrywkach – trzy z nich nad drużynami z wyższego poziomi (Premiership). W ten weekend pokonała Bay of Plenty na wyjeździe aż 55:28. Męczyło się natomiast Canterbury, które dopiero po dogrywce pokonało niżej notowany Southland 19:16.

Wciąż nie mogą dołączyć do gry trzy drużyny z Auckland – nowozelandzkie władze nie zgodziły się na ich wyprowadzkę z miasta. Trzy ekipy kobiece z tego miasta uczestniczące w Farah Palmer Cup wycofały się z rywalizacji – organizatorzy NPC mają jednak nadzieję na powrót męskich drużyn do gry. Problem w tym, że jeśli nie uda się to do 8 października, pozostaje organizowanie spotkań w środku tygodnia, a już wiadomo, że ograniczenia w Auckland potrwają co najmniej do 5 października.

W drugiej kolejce Rugby Europe Super Cup dokładnie te same zestawienia trzech par co przed tygodniem, tylko zamienili się rolami gospodarze z gośćmi. W dwóch spotkaniach też podobne wyniki: w derbach Rosji Lokomotiw Penza uległ Jenisiejowi-STM Krasnojarsk 21:44, a w starciu dwóch drużyn z Półwyspu Iberyjskiego hiszpańscy Iberians ulegli portugalskim Lusitanos 13:20. Jedyny skuteczny rewanż nastąpił w drugim meczu w grupie zachodniej: belgijscy Brussels Devils pokonali holenderską Deltę 27:14.

Ruszyła włoska Top10. Na boisku zabrakło jednak obrońców mistrzowskiego tytułu, Rovigo. Ich mecz z Mogliano nie doszedł do skutku – w Mogliano tuż przed spotkaniem stwierdzono przypadek zarażenia koronawirusem. Wygrywały natomiast pozostałe zespoły z najlepszej czwórki poprzedniego sezonu: Calvisano pokonało Fiamme Oro 19:17, Petrarca wygrała z Lyons 45:13, a Emilia zwyciężyła na wyjeździe Lazio aż 57:21.

Władze włoskiej ligi ogłosiły nowinki w przepisach, które postanowiono tam stosować. Będzie zatrzymywany czas od momentu przyznania młyna do momentu wrzutu piłki, a drużyny będą miały 30 sekund na uformowanie młyna (jeśli ktoś nie zdąży – rzut wolny). Kolejna zmiana to przyjęcie 20-minutowej czerwonej kartki (z prawem wejścia po tych 20 minutach zmiennika lub gracza, który wcześniej zszedł z boiska w ramach zmiany taktycznej). No i wreszcie nowe zasady przyznawania punktów bonusowych: przechodzą częściowo na system „francuski”, tj. bonus w przypadku zwycięstwa (lub remisu) będzie przyznawany tylko za zdobycie o trzy przyłożenia więcej od przeciwnika. W przypadku porażki zasady pozostają niezmienione (cztery przyłożenia lub porażka maksymalnie 7 punktami). Rozmyślano nad TMO, ale ostatecznie koszty zniechęciły kluby do jego wprowadzania.

Zaczęła się liga gruzińska, czyli Didi 10. Obrońca tytułu, Aja Kutaisi, miał nadzwyczaj ciężką przeprawę w meczu z beniaminkiem: co prawda pokonał Kazbegi, ale tylko 25:23 i musiał drżeć o zwycięstwo do ostatnich chwil meczu. Z kolei przegrane w ostatnim finale Batumi wygrało z jedną ze słabszych drużyn poprzedniego sezonu, Aresem Kutaisi, 22:7.

Wystartowała też portugalska Divisão de Honra. Od porażki zaczęli sezon obrońcy tytułu, Técnico, którzy przegrali z Cascais 3:18. Wicemistrzowie, Direito, pokonali Evorę 29:5. Pierwszym liderem została Agronomia po imponującym zwycięstwie nad Montemorem 69:0.

W Rumunii rozegrano ostatnią kolejkę fazy zasadniczej SuperLigi. Przed nami trzyfazowy play-off na wzór francuskiej Top 14, w którym weźmie udział wszystkie sześć drużyn ligowych. Na początek ćwierćfinały, w których zagrają Dinamo Bukareszt z ACS Tomitanii z Konstancy oraz SCM Timișoara z Universitatea Cluj. Zdecydowanymi faworytami są gospodarze – ich rywale zdecydowanie odstawali od reszty stawki i ani razu nie urwały punktów drużynom z czołowej czwórki. Bezpośrednio do półfinałów awansowała najlepsza w fazie zasadniczej Steaua Bukareszt oraz druga w tabeli Știința Baia Mare.

W 2018 ostatni raz odbyły się rozgrywki ogólnokrajowej ligi w Kanadzie (Canadian Rugby Championship). W międzyczasie pojawiła się kanadyjska drużyna w MLR, ale wewnątrz kraju pozostały regularne rozgrywki ligowe tylko w dwóch jego fragmentach: na wschodzie Eastern Canada Super League, a w stanach Alberta, Saskatchewan i Manitoba – Prairies Super League. W ten weekend wróciły rozgrywki ligowe w jednym z historycznych mateczników kanadyjskiego rugby – położonej na wybrzeżu Pacyfiku Kolumbii Brytyjskiej. W Coastal Cup bierze udział siedem drużyn: trzy uniwersyteckie, trzy regionalne i jedna drużyna rozwojowa zorganizowana przez kanadyjską federację (Pacific Pride).

W Szkocji rozważano plan porzucenia świeżo utworzonych półprofesjonalnych rozgrywek Super6. Ich przeciwnicy chcieli przywrócenia rozgrywek pomiędzy sześcioma szkockimi regionami (Glasgow, Edynburg, północ, południe, środek i „Exiles”). Uważali, że te same pieniądze włożone w Premiership dałyby podobny efekt, tymczasem obecnie kluby Super6 drenują z talentów pozostałe ekipy. Inicjatywa wyszła z Glasgow (pozbawionego reprezentanta w Super6), jednak pomysł upadł w głosowaniu w szkockiej federacji.

Sporo hałasu w mediach zrobiły powołania na listopadowe testy do reprezentacji Anglii. Eddie Jones (wspomagany przez nowych asystentów i zapowiadający odejście po Pucharze Świata w 2023) powołał ośmiu debiutantów, z czego aż trzech z Harlequins. Wśród nich najciekawsze nazwisko to błyszczący ostatnio w Quins Louis Lynagh (syn legendy Wallabies Michaela Lynagha). Kolejna dziewiątka to zawodnicy, którzy debiutowali latem (m.in. kolejny z graczy Quins Alex Dombrandt czy gwiazdy pierwszych weekendów Premiership – Adam Radwan i Freddie Stewart). Jednak najgłośniej jest o tych, którzy w kadrze się nie znaleźli – a chodzi o takie gwiazdy jak George Ford (zapewne odstawkę zawdzięcza rewelacyjnej formie Marcusa Smitha), bracia Billy i Mako Vunipola czy Jamie George – ta czwórka łącznie ma na koncie 276 testów. Eddie Jones zapewnia, że to nie oznacza odebrania szans na wyjazd na Puchar Świata w 2023, ale media wiedzą swoje. Anglicy tej jesieni zagrają trzy mecze: z Tonga, Australią i Południową Afryką. A Harlequins będą mieli kłopot w lidze – z ich zespołu powołano łącznie siedmiu zawodników.

Odwołano jednak już pierwszy mecz zaplanowany na międzynarodową jesień: 30 października w Las Vegas Stany Zjednoczone miały grać z Irlandią, ale z powodu obostrzeń związanych z wjazdem do Stanów, Irlandczycy się tam nie wybiorą. Do spotkania ma jednak dojść jesienią przyszłego roku.

World Rugby ogłosiło wytyczne dotyczące treningów: doradza znaczne ograniczenie treningów kontaktowych, podczas których ma powstawać ok. 35-40% kontuzji. Treningi w pełnym kontakcie – do 15 minut tygodniowo (i najwyżej dwa dni, przy czym bez poniedziałków i piątków; obecnie w zawodowym rugby średnia wynosi 21 minut), w kontrolowanym – do 40 minut, stałe fragmenty gry – do 30 minut. Niektóre zawodowe drużyny (m.in. Leinster i Clermont) zobowiązały się do stosowania czujników zbierających dane dotyczące uderzeń w głowę (używanych już wcześniej m.in. przez Harlequins). Oczywiście, nie wszyscy się zgadzają – trener Australii Dave Rennie ostrzega, że mniej kontaktu na treningu oznacza gorsze przygotowanie do kontaktu w trakcie meczu i większe ryzyko kontuzji właśnie w czasie gry.

W Nowej Zelandii ogłoszono zamiar rozpoczęcia w lutym rozgrywek kobiecego Super Rugby. W Australii analogiczne rozgrywki (Super W) są prowadzone już od 2018, w Nowej Zelandii będzie to debiut. W turnieju mają wziąć udział cztery franczyzy: trzy z Wyspy Północnej (Blues, Chiefs i Hurricanes – w tym ostatnim przypadku być może pod inną nazwą) i jedna na Wyspie Południowej (w Christchurch, czyli siedzibie Crusaders). Będą wprowadzone minimalne ilości zawodniczek pochodzących z odpowiednich regionów, a uruchomienie tych drużyn oznacza zawodowe kontrakty z federacją dla ponad setki rugbystek.

Po tragicznej śmierci Alexa Evansa na boisku w ubiegłym miesiącu, walijska federacja zadeklarowała wyposażenie każdego klubu rugby w tym kraju w defibrylator.

W Kanadzie rozegrano drugi i ostatni turniej mocno skróconego sezonu World Rugby Sevens Series. Wśród mężczyzn ponownie bezkonkurencyjna była Południowa Afryka. Nie mieliśmy afrykańskiego finału, bo Kenijczycy natrafili na Blitzboks już w półfinale i tam przegrali, natomiast o końcowy triumf z Południowoafrykańczykami walczyli Brytyjczycy. Ci mieli problemy w fazie grupowej (porażka z Niemcami i remis z Irlandią) – do ćwierćfinałów awansowali z trzeciego miejsca, ale w fazie play-off w drodze do finałów pokonali po zaciętym meczu Stany Zjednoczone, a w półfinale Kanadę. Dobry występ Niemców: po zwycięstwie nad Brytyjczykami w fazie eliminacyjnej, w ćwierćfinale ulegli Kenii, ale ostatecznie zajęli piąte miejsce (w decydującym o tej lokacie meczu pokonali Stany Zjednoczone). W końcowej klasyfikacji triumfowała oczywiście Południowa Afryka, na drugim miejscu Wielka Brytania, na trzecim Kenia (w przypadku równej liczby punktów liczyło się wyższe miejsce w ostatnim turnieju).

Wśród kobiet żadnych zmian w porównaniu do Vancouver: Wielka Brytania przed Stanami Zjednoczonymi, Kanadą i Meksykiem.

Do poczytania: Warto rzucić okiem na tekst Simona Thomasa w portalu Wales Online pod wielce znaczącym tytułem: Rugby just opened a can of worms as credibility of disciplinary process in tatters (link). A chodzi o coraz większe rozjeżdżanie się podejścia do przewinień zawodników na północnej i południowej półkuli, które ostatnio znalazły nowy wyraz w decyzjach panelu dyscyplinarnego podczas TRC (z najgłośniejszą sprawą czerwonej karki Jordiego Barretta, a ostatnio paskudnego wejścia Jaspera Wiese podczas meczu z Australią).

Polacy za granicą

Wieści sprzed tygodnia.

Anglia: Aron Struminski znalazł się w składzie Taunton Titans na mecz z Rosslyn Park w National League 1 – jego drużyna poniosła pierwszą porażkę w sezonie (14:40). Poziom niżej, w National League 2 zobaczyliśmy Rossa Cooke’a, który zagrał dla Tynedale przeciwko Luctonians – jego drużyna wygrała pierwszy raz w tym sezonie (18:10), a Cooke zdobył 8 punktów (2 karne i podwyższenie, jedno pudło z podstawki). Kolejny poziom niżej i tu więcej polskich nazwisk: w Midlands Premier w barwach Bromsgrove zagrał Ed Krawiecki – jego drużyna pokonała Bridgnorth 34:22 i awansowała na trzecie miejsce w tabeli. W London & SE Premier zobaczyliśmy Stasia Maltby’ego – jego Brighton przegrał na wyjeździe z Sidcup 23:32, a on zdobył 13 punktów (3 karne i 3 podwyższenia – zwycięstwo uciekło jego drużynie z rąk w końcówce meczu). Natomiast w South West Premier zagrał Eryk Luczka – Hornets pokonali 17:15 Launceston i z kompletem zwycięstw zajmują trzecie miejsce w tabeli.

Francja: W Pro D2 niezły wynik USON Nevers z Andrzejem Charlatem w składzie – remis 23:23 na wyjeździe ze spadkowiczem z Top 14, Bajonną (nasz reprezentant grał cały mecz). Na czwartym poziomie ligowym, w Fédérale 1 sporo Polaków: Bassin D’Arcachon z Mateuszem Bartoszkiem w składzie zremisował 34:34 z Limoges (sporo emocji i aż 6 żółtych kartek). Kamil Bobryk ponownie wszedł z ławki w meczu wygranym przez Vienne 20:16 z Berre L’Etang (choć przegrywali pod koniec 3:16). Także z ławki rezerwowych na boisko wchodził tuż po przerwie Quentin Cieslinski, ale jego ASV Lavaur przegrało 27:31 z TOEC TOAC (mimo 16-punktowej przewagi z pierwszej połowy). Poziom niżej, w Fédérale 2, Tomasz Hebda zagrał większość wyjazdowego meczu Lourdes przeciwko Balma, przegranego 14:30 (kiepski początek sezonu – dwie porażki). Z kolei Servette Genewa z Grzegorzem Jańcem wchodzącym z ławki odniosło drugie zwycięstwo w sezonie, 40:31 nad Meyzieu. Jędrzej Nowicki zagrał w rezerwach Pontarlier w spotkaniu derbowym z Grand Dole.

Szwajcaria: W drugiej kolejce LNA Kacper Ławski i Patryk Reksulak zagrali w zwycięskim meczu Yverdon przeciwko Avusy (18:8), a Ławski zaliczył przyłożenie i asystę. Yverdon prowadzi w tabeli ligowej, ale tylko trzy drużyny rozegrały dotąd komplet spotkań, a jedna nawet nie wybiegła jeszcze na boisko.

Zapowiedzi

W kraju przed nami weekend przerwy w Ekstralidze (nieplanowany, miała się odbyć szósta kolejka) – kadra U20 będzie grać w Pradze z Czechami o awans na mistrzostwa Europy. Zagra za to druga liga i tu ciekawie zapowiada się starcie beniaminków. Zaplanowano też pierwsze mecze centralnej ligi juniorów (Orkan z Arką i Juvenia z Lechią).

Pięć meczów międzynarodowych. Oczywiście najwięcej uwagi przyciąga ostatnia kolejka The Rugby Championship, a tam przede wszystkim starcie Nowej Zelandii z Południową Afryką (oprócz tego Australia gra z Argentyną). W decydującą fazę wkraczają kwalifikacje do Pucharu Świata w 2023 w strefie Ameryki: zostaną rozegrane pierwsze spotkania w ramach międzykontynentalnych dwumeczów. W ten weekend oba spotkania w Ameryce Północnej – o bezpośredni awans walczą Stany Zjednoczone z Urugwajem, a o podtrzymanie nadziei Kanada z Chile. Oprócz tego ruszyć mają mistrzostwa Azji kobiet (pierwszy mecz – Japonii z Kazachstanem), które stanowią zarazem azjatyckie kwalifikacje do przyszłorocznego Pucharu Świata. Ten turniej już czterokrotnie przedkładano, a i teraz można mieć wątpliwości, czy ruszy zgodnie z planem…

W Top 14 piąta kolejka, a w niej m.in. mecz Clermont z Racingiem 92, a także Biarritz z Tuluzą (beniaminek na własnym boisku odprawił już z kwitkiem dwie drużyny z czołówki). Trzecia kolejka w Premiership i tu m.in. mecze Leicester Tigers z Saracens i Sale Sharks z Exeter Chiefs. W drugiej rundzie gier w URC ciekawie może być w starciach Glasgow Warriors z Sharks czy Munsteru ze Stormers. Poza tym ruszają krajowe rozgrywki ligowe w Irlandii (All-Ireland League) i Hiszpanii, mistrza poznamy na Litwie, a w Rumunii zaczyna się play-off.

6 komentarzy do “Południowa Afryka na minusie”

  1. To że meczu Polska-Węgry nie ma na WR to nic nie szkodzi. Bardziej martwi mnie że na Rugby Europe nie ma meczu Polska-Ukraina i nie znam powodu dlaczego tak jest…

    Odpowiedz
    • Brak meczu Polska-Węgry na WR oznacza zapewne, że nie jest traktowany jako oficjalny (czyli np. występ Waltersa nie wiąże go z naszą reprezentacją?).
      Natomiast RE faktycznie nie opublikowało żadnych terminów spotkań z poziomów REIC niższych od REC. Tymczasem pierwszy mecz Conference 2 w grupie południowej jest już w ten weekend (Bośnia – Bułgaria), kolejne dwa z tego poziomu są w kolejny, równolegle z naszym spotkaniem z Ukrainą (w grupie północnej Dania – Finlandia, w południowej Turcja – Andora). W gruncie rzeczy duża część spotkań REIC ma już ustalone terminy, ale trzeba za nimi szperać po stronach federacji. Strona RE i ich polityka informacyjna to jakaś porażka. Wyniki REC publikują, ale na przykład próżno szukać na stronie informacji o zasadach punktacji w tym turnieju…

      Odpowiedz
      • Może WR po prostu nikt o tym meczu nie poinformował…

        Niech PZR wyśle nagranie i skład z tego meczu, to wtedy pewnie ten mecz będzie potraktowany jako oficjalny. Czasem tez coś takiego dzieje się w boksie zawodowym. Nie wszystkie walki są wliczane do oficjalnego rekordu, zwłaszcza te telewizyjne, ale po przesłaniu materiału wideo w 99% wynik zostaje zatwierdzony jako oficjalny.

        Odpowiedz
        • To chyba nie takie proste. Nie jestem specjalistą od przepisów World Rugby, ale zgodnie z nimi wymagana jest zgoda CEO na organizację meczu (uprzednia, jeśli dobrze czytam przepis 16.1.1, choć może jest gdzieś jakaś klauzula walidacyjna), a na dodatek jest restrykcyjny przepis dotyczący liczby zmienników (15.2.1) – a w tym meczu te limity przekroczyliśmy (choć znowu, może jest gdzieś jakaś klauzula, która przewiduje wyjątki).

          Odpowiedz

Dodaj komentarz