Lwów zdobyty!

Dla nas najważniejszym tematem jest dobry start reprezentacji Polski w Rugby Europe Trophy: wyjazdowa wygrana nad Ukrainą we Lwowie. Na świecie warto zwrócić uwagę na awans Urugwaju na Puchar Świata we Francji i wyeliminowanie pierwszy raz w historii z tej imprezy Kanady, a także niesamowity powrót Harlequins w meczu z Bristol Bears (niewiele brakło do jeszcze bardziej efektownego powrotu Sale Sharks).

Rugby Europe International Championships / reprezentacja Polski

Ruszył kolejny sezon Rugby Europe Trophy, a pierwszy akcent turnieju należał do Polski i Ukrainy, które spotkały się we Lwowie. W składzie naszej drużyny tym razem mniej debiutantów niż w meczu z Węgrami: w podstawowej piętnastce ani jednego, w rezerwie zaś dwóch: Quentin Cieslinski i Jakub Małecki. W wyjściowym składzie było też tylko dwóch zawodników, którzy zakładali biało-czerwoną koszulkę w meczu z Węgrami (Sylwester Gąska i Stasio Maltby), kolejnym w rezerwie był Krystian Olejek. Zabrakło dwóch zawodników, o których naturalizacji myślano przy tej okazji: Anton Szaszero, jak się okazało, nie może grać dla Polski i nie przyjechał na zgrupowanie, natomiast w kwestii Paula Waltersa istnieją wątpliwości, które Związek próbuje rozstrzygnąć w World Rugby. Na pozycji łącznika ataku mieliśmy zatem Jędrzeja Nowickiego, z Danielem Gdulą wspierającym go jako środkowy. Z kolei w składzie rywali kilku znajomych z ekstraligowych boisk: w podstawowym składzie Witalij Kramarenko, a w rezerwie Dmitro Mokrecow i Eduard Wertyleckij.

Wygraliśmy. To nie debiutanci zadecydowali o wyniku, ale przede wszystkim zawodnicy stanowiący o sile kadry już od kilku lat: kapitan Piotr Zeszutek (10 punktów) i Daniel Gdula (17 punktów). Mecz zaczęliśmy od okresu przewagi, długo jednak nie dawała ona efektu – przeciwnie, to rywale po karnym wyszli na prowadzenie 3:0. Wreszcie Zeszutek podniósł piłkę w młynie pod polem punktowym rywali i sam przebił się za linię bramkową. Wkrótce potem to gospodarze byli na prowadzeniu 10:5. Pod koniec pierwszej połowy jednak wyrównaliśmy – znów Zeszutek, tym razem przebił się po maulu autowym. Do przerwy mieliśmy remis 10:10, bowiem Gdula spudłował oba podwyższenia z trudnych pozycji (oba przyłożenia padły w narożniku boiska). O zwycięstwie naszej drużyny przesądził pierwszy kwadrans drugiej połowy – zobaczyliśmy płynniejsze akcje, rozwijał nam się atak, i dwukrotnie drogę na pole punktowe znalazł Gdula (przy pierwszym z udziałem Zeszutka). Skuteczne tym razem podwyższenia dały nam prowadzenie 24:10. Później jednak to Ukraińcy zaczęli walczyć o wyrównanie strat. Przyłożenie pozwoliło im zredukować stratę do 7 punktów, Gdula odpowiedział karnym. Ostatnie minuty meczu to sporo chaosu na boisko. Obie drużyny miały kłopoty w obronie, ale szybkie przebicia przez linię przeciwnika były jednak powstrzymywane. Czasami brakowało chłodnej głowy, jak w przypadku naszej drużyny po rzucie wolnym podyktowanym za przewinienie w młynie na 5 m przeciwnika (próba szybkiego rozegrania skończyła się przodem). Dopiero w jednej z ostatniej akcji meczu Ukraińcy zdobyli przyłożenie, redukując stratę do 3 punktów. Czasu na więcej jednak im brakło i wygraliśmy 27:24.

To dobry początek nowego sezonu Rugby Europe Trophy, zwłaszcza, że na wyjeździe z Ukrainą nie wygraliśmy nigdy (choć we Lwowie już wygrywaliśmy, w 1976 z Czechosłowacją 16:3 i radzieckimi juniorami 9:0). Nieźle wyglądała gra młyna (można było obawiać się dominacji bardziej doświadczonych Ukraińców), świetny kwadrans graczy ataku na początku drugiej połowy, jednak mieliśmy problemy w obronie z powstrzymaniem ataków ukraińskich, zwłaszcza pod koniec spotkania, i zbyt wiele darowaliśmy im karnych. Na pewno widzieliśmy drużynę lepszą niż w meczu z Węgrami, ale nasi następni przeciwnicy, Niemcy i Szwajcarzy, na pewno takich błędów w obronie nie będą nam darować.

Niemiłym akcentem był transparent na trybunach nawiązujący do ukraińskości tzw. Zakerzonia.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Polska14
2.Ukraina11
Belgia00
Litwa00
Niemcy00
Szwajcaria00

Oprócz spotkania we Lwowie odbyły się dwa spotkania na czwartym poziomie Rugby Europe International Championships – Conference 2. W grupie północnej rozgrywki zainaugurowali w Odense Duńczycy i Finowie. Gospodarze w pierwszej połowie mieli kłopoty, ale ostatecznie w drugiej przeważyli i wygrali 29:19 (mimo że zdobyli tylko dwa przyłożenia wobec trzech Finów). Z kolei w grupie południowej rozegrano drugie spotkanie – Turcja uległa Andorze 12:22 (w przyłożeniach remis, ale i tu zwycięzcy wykorzystali sporo rzutów karnych).

W towarzyskim meczu Austria (która wycofała się z rozgrywek Conference 2 podobno niezadowolona z przyporządkowania do grupy północnej – loty do Skandynawii) pokonała Słowenię 34:15.

Mistrzostwa Polski w rugby 7 kobiet

Trzeci turniej mistrzostw Polski i trzeci raz ten sam scenariusz. Biało-Zielone Ladies Gdańsk dominowały od początku do końca i skończyły turniej z kompletem czterech zwycięstw na koncie i średnią zdobytych punktów na mecz przekraczającą 50. Jedyną drużyną, która nieco „podgryzła” dominatorki była Legia Warszawa, która w meczu grupowym zdołała wywalczyć dwa przyłożenia (a i tak przegrała 10:31). W finale spotkały się te same dwie drużyny i tym razem Biało-Zielone wygrały do 43:0. Trzecie miejsce także już tradycyjnie dla Black Roses Posnanii – w efekcie AZS AWF Warszawa wraca do I ligi.

W I lidze dominowały rezerwy obu drużyn, które spotkały się w finale Ekstraligi. Tu górą też gdańszczanki, aczkolwiek tylko 24:12. Małą niespodzianką był wynik meczu o trzecie miejsce, gdzie Venol Atomówki Łódź, które awansowały z II ligi, pokonały Diablice Ruda Śląska (spadkowiczki z Ekstraligi) 12:5. Ponieważ rezerwy drużyn ekstraligowych nie mogą awansować, w Ekstralidze w kolejnym turnieju zobaczymy łodzianki – ostatni raz Atomówki w czołowej czwórce turnieju były przed ponad ośmiu laty. Diablice w I lidze zastąpią zwyciężczynie z II ligi, a tu także mieliśmy łódzkie zwycięstwo – z kompletem wygranych skończyły zawody Budowlane Commercecon (drugie miejsce Alfy Bydgoszcz, trzecie Rugby Gietrzwałd).

Mistrzostwa robią się trochę nudne, ale może być ciekawiej. Przed weekendem Adam Mauks zapowiedział na łamach „Dziennika Bałtyckiego” wielkie plany Biało-Zielonych Ladies Gdańsk. Zostały one zaproszone do udziału w siódemkowych, kobiecych mistrzostwach Rosji. I ponoć są duże szanse na realizację takiego pomysłu. Oczywiście, to kosztowna sprawa, ale efekt powinien być korzystny – w końcu w Rosji siódemki kobiece bardzo szybko się rozwijają, póki co jesteśmy ogrywani przez reprezentację tego kraju, a w kraju Biało-Zielone nie mają już równych sobie przeciwniczek. A może to krok w stronę profesjonalizacji drużyny? Ogrywanie rezerw w mistrzostwach Polski też uatrakcyjniłoby wbrew pozorom te rozgrywki, bo nieco wyrównałby się poziom rywalizacji.

Mistrzostwa Polski w rugby 7 mężczyzn

Drugi turniej mistrzostw Polski męskich siódemek i znów bez reprezentantów, i znów dramatycznie mało drużyn jak na mistrzostwa kraju w olimpijskim sporcie (tylko siedem, a więc jeszcze jedna mniej niż w poprzednim turnieju – zabrakło Budowlanych Lublin, potem wycofała się zgłoszona pierwszy raz w tym sezonie ekipa z Olsztyna).

Po raz drugi z rzędu zwyciężyła Lechia Gdańsk (tym razem będąca gospodarzem turnieju). W finale wyszarpała zwycięstwo nad Posnanią w ostatniej akcji – przegrywała 14:19, ale najpierw odebrała rywalom piłkę w młynie z wrzutem poznaniaków, potem zdobyła przyłożenie, a z trudnej pozycji podwyższenie dające zwycięstwo 21:19 wykonał Lusanda Xakwana. Można się zastanawiać, czy podobny wynik padłby w sytuacji, gdyby to Posnania miała w kościach jeden mecz mniej (choć w przypadku siedmiu zespołów i tylko jednego dnia sprawiedliwy format raczej nie jest możliwy) i gdyby mogła skorzystać z Daniela Gduli.

Trzecie miejsce, także podobnie jak w poprzednim turnieju, zgarnął Orkan Sochaczew, zmiana tylko na czwartym – tu pojawiła się piąta poprzednio Skra Warszawa (awansowała do czołowej czwórki dzięki skromnemu zwycięstwu 12:10 nad Juvenią).

W klasyfikacji generalnej oczywiście Lechia przed Posnanią i Orkanem (w odstępach czteropunktowych), dalej z nieco większą stratą i identyczną liczbą punktów turniejowych Skra i Juvenia.

Kwalifikacje do Pucharu Świata

Czternastym finalistą Pucharu Świata we Francji został Urugwaj, który w sobotę sprawił niemałą niespodziankę wygrywając zdecydowanie ze Stanami Zjednoczonymi. W pierwszym meczu przed tygodniem Amerykanie mieli przewagę, ale w ostatniej fazie meczu roztrwonili większość z niej i wygrali zaledwie 19:16. Mimo to wydawali się być faworytami meczu rewanżowego. Tymczasem w Montevideo wyrównany mieliśmy tylko początek (choć ze wskazaniem na Urugwaj, który do przerwy prowadził 13:8), a w drugiej połowie gospodarze wyraźnie odskoczyli. Trzy przyłożenia w ciągu 20 minut dały im prowadzenie 34:8. Goście zdołali odpowiedzieć tylko jednym przyłożeniem i choć przez ostatni kwadrans walczyli o odrobienie reszty strat, bez skutku – ostatecznie Urugwaj absolutnie zasłużenie wygrał 34:15. Awansował bezpośrednio na najważniejszą imprezę w rugbowym świecie, a Amerykanie mają jeszcze dwie szanse. Pierwszą z nich będzie kolejny baraż z wygranym z drugiego dwumeczu…

Tam ich rywalem będzie Chile, które w Valparaíso pozbawiło szans na awans Kanadę. Kanadyjczycy uczestniczyli dotąd we wszystkich Pucharach Świata, więc mamy do czynienia z niespodzianką – ale z drugiej strony nieszczególnie prezentowali się ostatnio na boisku, podczas gdy ich pogromcy, Chile, uczynili ostatnio spory postęp (którego dowodem były niezłe występy Selknamu w lidze SLAR). Przed tygodniem Kanadyjczycy co prawda wygrali pierwsze spotkanie, ale jednopunktową wygraną wyszarpali w ostatnich sekundach meczu. W rewanżu już do przerwy gospodarze wypracowali przewagę 13 punktów (16:3). Po przerwie Kanadyjczycy zmniejszyli stratę do 6 oczek, ale Chilijczycy ponownie odskoczyli i dorzucili jeszcze karnego i mieli 16 punktów przewagi. Kanadyjczycy ponownie zmniejszyli stratę, a Chilijczycy odpowiedzieli przyłożeniem. Ostatnie przyłożenie Kanady w 79. minucie meczu nie miało już żadnego znaczenia dla wyniku dwumeczu: Chile wygrało spotkanie 33:24 i pewnie awansowało do przyszłorocznego barażu. I wcale nie stoi na straconej pozycji w starciu ze Stanami Zjednoczonymi. Cieniem nad tym sukcesem kładzie się tylko sytuacja z poprzedniego spotkania (niezauważona przez sędziego), która w ubiegłym tygodniu została rozpowszechniona w mediach społecznościowych – dłubanie w oku rywala przez łącznika młyna Chile, Marcelo Torrealbę. A bohaterem ostatniego meczu był zdobywca 23 punktów obrońca Santiago Videla.

Urugwaj we Francji zmierzy się w grupie z Nową Zelandią, Francją, Włochami i zwycięzcą kwalifikacji afrykańskich. Zwycięzca zaplanowanego na przyszły rok dwumeczu między Stanami Zjednoczonymi i Chile awansuje bezpośrednio do Pucharu Świata, a przegrany dostanie kolejną szansą w repasażu międzykontynentalnym z udziałem czterech drużyn. Jednak już teraz, po odpadnięciu Kanady, możemy być pewni co najmniej jednej zmiany w stawce w porównaniu do imprezy w Japonii.

Dla ekip z Południowej Ameryki oba te zwycięstwa stanowią dowód na to, że słusznie dążyły do zmiany formuły kwalifikacji – wcześniejsza gwarantowała awans przynajmniej jednej drużynie z Ameryki Północnej, teraz ich dominacja wcale nie jest tak oczywista.

Top 14

Najciekawiej zapowiadającym się spotkaniem szóstej kolejki był mecz Bordeaux z Montpellier. W pierwszej połowie dominowali gospodarze, którzy zdobyli trzy przyłożenia, a na początku drugiej dołożyli czwarte i prowadzili już 27:6. Wtedy jednak przebudzili się goście, którzy w ciągu paru minut po dwóch przyłożeniach zmniejszyli straty do siedmiu punktów. Ostatnie kilkanaście minut grali z przewagą jednego zawodnika (dwie żółte kartki dla graczy z Bordeaux), ale ostatecznie wywalczyli tylko minimum: karny Paolo Garbisiego zmniejszył ich stratę do czterech punktów i dał im defensywny punkt bonusowy. Bordeaux wygrało 27:23.

Nieoczekiwanie emocje były też w meczu, w którym Racing 92 podejmował beniaminka z Perpignan. Zdecydowanym faworytem byli paryżanie, tymczasem w pierwszej połowie popełniali zbyt wiele błędów i do przerwy mieliśmy bezbramkowy remis. Gospodarze zaczęli punktować dopiero w drugiej połowie – po 65 minutach meczu prowadzili 17:0 i zapewne liczyli na trzecie przyłożenie, które dałoby im punkt bonusowy. Tymczasem to goście zaczęli kontratakować i w ostatnich minutach zdobyli dwa przyłożenia. Ostatecznie Racing 92 wygrał, ale jedynie 17:14.

Także zdecydowanym faworytem w swoim meczu była niepokonana dotąd Tuluza, broniąca tytułu mistrzowskiego, która podejmowała jedną ze słabszych drużyn ligi, Pau. Tymczasem po pierwszej połowie mieliśmy sensacyjny wynik 0:7 (przyłożenie Pau padło po przechwyceniu podania Romaina Ntamacka). W drugiej połowie na boisku zobaczyliśmy odmienioną Tuluzę, znacznie bardziej zaangażowaną i efektem było pięć przyłożeń i wysokie zwycięstwo 38:10.

Poza tym Biarritz nadspodziewanie łatwo uległo Lyonowi 5:40 (hat-trick przyłożeń Baptiste’a Couillouda, który grał przeciwko swemu bratu, Barnabé), La Rochelle pokonało Castres 29:10 (to dopiero drugie zwycięstwo roszelczyków w sezonie), Tulon pokonał Brive 13:9 (także dopiero drugie zwycięstwo tulończyków, a mimo jego odniesienia rugbyści schodzili z boiska żegnani gwizdami miejscowych kibiców – tak słaby start poskutkował zapowiedzią włączenia do sztabu trenerskiego byłej gwiazdy francuskiego rugby, Frédérica Michalaka), a w ostatnim spotkaniu kolejki Stade Français nieoczekiwanie wygrał z Clermont 22:14 (a mogło być wyżej – na początku spotkania paryżanie byli o włos od dwóch kolejnych przyłożeń).

W tabeli jedyna niepokonana Tuluza powiększyła przewagę na drugim Bordeaux o jedno oczko – do siedmiu punktów. Do czołowej czwórki awansowały Lyon i Racing 92. Stade Français zdołało podźwignąć się z ostatniego miejsca w tabeli (zastąpiło je tam Biarritz), ale wciąż jest w strefie spadkowej.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza626
2. Bordeaux Bègles619
3. ↑↑↑Lyon617
4. ↑↑↑↑Racing 92616
5. ↓↓Brive615
6. ↓↓Castres614
7. ↓↓Pau613
8. ↓Montpellier613
9. ↑Tulon612
10. ↑↑↑La Rochelle611
11. ↓↓Clermont69
12. Perpignan69
13. ↑Stade Français68
14. ↓↓↓Biarritz68

Szczebel niżej, w Pro D2, pozostała już tylko jedna drużyna niepokonana – Bajonna (mimo to dopiero trzecia w tabeli). W tej kolejce pierwsze porażki poniosły drużyny Mont-de-Marsan, które uległo Oyonnax 19:36, oraz Colomiers pokonani przez Nevers z Andrzejem Charlatem w składzie 17:19 (losy meczu ważyły się do ostatniej akcji). Agen tym razem przegrało tylko dwoma punktami, ale nadal ma na koncie komplet porażek (podobnie jak Vannes).

Premiership

Czwarta kolejka Premiership zaczęła się od największego hitu: rewanżu za niesamowity półfinał mistrzostw z poprzedniego sezonu – starcia Harlequins z Bristol Bears. Obie drużyny przystępowały do niego w różnych humorach: Harlequins z kompletem zwycięstw, a Bears z bilansem 1:3 i przedostatnim miejscem w tabeli. Spotkanie zaczęli z przytupem Quins, ale przyłożenie Alexa Dombrandta po świetnej akcji Louisa Lynagha zostało unieważnione, a chwilę później Dombrandt został powstrzymany tuż przed linią. Wtedy przebudzili się Bears, którzy w ciągu 10 minut zdobyli trzy przyłożenia i wyszli na prowadzenie 21:0 (piękna była zwłaszcza akcja Henry’ego Purdy’ego). Na dodatek przy ostatnim z tych przyłożeń Quins stracili kontuzjowanego Tommaso Allana, ale na jego miejsce wszedł na boisko zawodnik jeszcze lepszy – Marcus Smith. I już w pierwszej akcji po zmianie Louis Lynagh zdobył przyłożenie dla gospodarzy, choć wciąż do przerwy było 7:24. Druga połowa to był popis tylko jednej drużyny: Harlequins zdobyli w niej aż 7 przyłożeń i 45 punktów, nie pozwalając rywalom na jakąkolwiek odpowiedź, i wygrali cały mecz 52:24. Zaczął drugim przyłożeniem Lynagh, kolejne dorzucił Andre Esterhuizen (przy dwóch poprzednich miał spory udział)… Przedostatnie zdobył Marcus Smith po znakomitym kopie, a ostatnie uznany najlepszym graczem meczu Dombrandt. Znakomita druga połowa Quins, świetny występ Dombrandta, Smitha (17 punktów), Esterhuizena, Lynagha czy Care’a. A powrót Quins jeszcze bardziej imponujący niż w czerwcu, gdy również zaczynali od straty 0:21. Miłym akcentem była wielka pożegnalna owacja trybun Stoop w przerwie meczu dla Chrisa Robshawa, który rok temu skończył wieloletnią przygodę z Quins przy pustych, pandemicznych trybunach.

Niewiele brakło, a powrót Harlequins zostałby przyćmiony przez powrót Sale Sharks w wyjazdowym meczu z Gloucester. Dobry start gospodarzy dał im prowadzenie 15:0 po 20 minutach gry. Dopiero w końcówce goście zaczęli odpowiadać punktami, ale kolejne przyłożenie dla Gloucester zdobył wracający do gry po przerwie Louis Rees-Zammit i do przerwy prowadziło 20:10. W drugiej połowie wydawało się, że gospodarze mają mecz pod kontrolą. Co prawda Sharks zdobyli przyłożenie, ale Rees-Zammit dorzucił drugie w tym meczu, a Adam Hastings uzupełnił dorobek Gloucester ośmioma punktami z kopów (karny, podwyższenie i drop goal – pierwszy w jego zawodowej karierze) i na 8 minut przed końcem było 33:15. Wydawało się, że gospodarzom nic już zwycięstwa nie może odebrać. Jednak Sale Sharks zanotowali fantastyczną końcówkę: w ciągu paru ostatnich minut zdobyli aż trzy przyłożenia: w 74. (podwyższone), w 79. (odpuszczając podwyższenie, aby zdążyć przeprowadzić jeszcze jedną akcję) i wreszcie w 83. minucie. Ich imponujący wysiłek poszedł jednak w dużej mierze na marne: podwyższenie po ostatnim przyłożeniu, które mogło im dać zwycięstwo, było niecelne (ale i wyjątkowo trudne, spod linii bocznej), i musieli zadowolić się dwoma punktami bonusowymi.

Miano niepokonanych w tym sezonie stracili Northampton Saints – ich pogromcami okazali się Wasps, którzy wygrali w Coventry 26:20. W pierwszej połowie Saints dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, ale Wasps dwukrotnie doprowadzali do remisu i drużyny schodziły na przerwę przy stanie 10:10. Po przerwie nastąpił kluczowy moment meczu: to Wasps zdobyli 10 punktów. I choć w odpowiedzi goście zdobyli przyłożenie, gospodarze dorzucili dwa karne Jimmy’ego Goppertha i kolejne przyłożenie w ostatnich momentach meczu dało Saints już tylko punkt bonusowy za niewysoką porażkę. Kontrowersją spotkania była wysoka szarża Gabriela Oghre, za którą gracz Wasps dostał żółtą, nie czerwoną kartkę, mimo bezpośredniego kontaktu z głową przeciwnika.

Poza tym Exeter Chiefs bez problemu pokonali Worcester Warriors 42:5 (dwa przyłożenia znakomitego Sama Simmondsa powracającego po odpoczynku po Lwach, a Warriors uratowali honor dopiero na sam koniec meczu), London Irish przegrali 16:21 z Leicester Tigers (czwarte kolejne zwycięstwo Tigers i znowu wyszarpane w końcówce – zadecydowały dwa karne George’a Forda w ostatnich minutach), a Saracens pokonali Newcastle Falcons 37:23 (zwycięstwo nie przyszło im łatwo – po 30 minutach przegrywali 3:17, ale w drugiej połowie zdobyli trzy przyłożenia, z czego ostatnie, dające punkt bonusowy, już gdy zegar był czerwony; przyłożenia dla londyńczyków zdobywały ich gwiazdy, ostatnio pominięte w powołaniach na jesienne testy – bracia Billy i Mako Vunipola oraz Jamie George; z kolei Falcons nie pomogło przyłożenie w ligowym debiucie w ich barwach Mike’a Browna).

W tabeli Harlequins mimo jednego meczu mniej od większości drużyn w czołówce awansowali na drugie miejsce. I oni, i liderujący Leicester Tigers mają na koncie komplet zwycięstw. Na dnie jedyna drużyna bez zwycięstwa, Bath, która w tej kolejce pauzowała.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leicester Tigers418
2. ↑Harlequins315
3. ↓Northampton Saints414
4. ↑↑↑↑Gloucester411
5. ↑↑Wasps310
6. ↑↑↑↑Exeter Chiefs410
7. ↑↑Saracens310
8. ↓↓↓↓Newcastle Falcons48
9. ↓↓↓Sale Sharks49
10. ↓↓↓↓↓Worcester Warriors47
11. London Irish46
12. Bristol Bears44
13. Bath33

Na drugim froncie, w Championship, porażkę ponieśli liderujący przed tym weekendem Jersey Reds, którzy ulegli na wyjeździe Doncaster Knights 24:27. Na fotel lidera awansowali Ealing Trailfinders, którzy rozgromili Nottingham 78:19 (aż 12 przyłożeń dla zwycięzców).

United Rugby Championship

Strona internetowa URC ewidentnie nie była przygotowana na ostatni występ Boety Chamberlaina z Sharks: nie przewiduje w statystycznych raportach ani w liniach czasu sposobu na zaznaczenie punktów z drop goali. Tymczasem łącznik ataku z Durbanu w ten właśnie sposób zdobył 9 punktów w meczu przeciwko walijskim Ospreys – niecodzienny wyczyn w dzisiejszych czasach (a jeden z tych kopów był z 40 m). Chamberlain zresztą miał też spory udział przy przyłożeniu swojej drużyny, a niewiele brakło, a sam zdobyłby kolejne. Walijczykom nie pomógł powrót do składu legendy – Aluna Wyna Jonesa – i przegrali 13:27. Do przerwy było co prawda 6:6, ale potem Sharks „odjechali” gospodarzom i przyłożenie Garetha Thomasa w końcówce już nic zmienić nie mogło.

Również inna walijska drużyna, Cardiff, nie podołała południowoafrykańskim rywalom. Co prawda w meczu z Bulls szybko wyszła na prowadzenie 13:0, a do przerwy wygrywała 16:3, jednak druga połowa należała do rywali – ci zdobyli w niej dwa przyłożenia, dorzucili cztery karne i wygrali 29:19, odnosząc pierwsze zwycięstwo w lidze. Powodem do zmartwień Walijczyków jest nie tylko porażka, ale też poważnie wyglądająca kontuzja ramienia Josha Navidiego.

Najciekawiej zapowiadało się przed trzecią kolejką URC niedzielne spotkanie Scarlets z Munsterem. Irlandczycy zaczęli od błyskawicznego prowadzenia 10:0, a następnie 17:3. Co prawda jeszcze w pierwszej połowie Scarlets odrobili większość strat i zniwelowali różnicę do 4 punktów (przyłożenie zdobyli po wyjątkowo szczęśliwym odbiciu piłki, która wróciła w kierunku, z którego nadleciała), jednak to był koniec ich zdobyczy punktowych. Jeszcze w pierwszej połowie Munster dorzucił przyłożenie, w drugiej trzy kolejne bez jakiejkolwiek odpowiedzi rywali i wygrał wysoko 43:13. I to pomimo sporych roszad w składzie. Wyjątkowo łatwo przerywał obronę przeciwników – niemal wszystkie przyłożenia w spotkaniu padły po szybkich, kilkudziesięciometrowych akcjach (przykładem choćby ta: https://twitter.com/i/status/1447222193121906695, zakończona jednym z dwóch przyłożeń Liama Coombesa). Zmartwieniem dla zwycięzców jest kontuzja RG Snymana.

Poza tym Ulster pokonał Benettona 28:8 (pierwsza porażka Włochów w sezonie, a przewagę Ulster zaczął budować bezlitośnie wykorzystując żółtą kartkę dla jednego z przeciwników; zwraca uwagę 18 punktów, w tym dwa przyłożenia 19-letniego łącznika młyna Nathana Doaka), Leinster rozgromił inną włoską drużynę, Zebre, aż 43:7 (dwa przyłożenia Adama Byrne’a, który wystąpił pierwszy raz od niemal dwóch lat – przy obu asystował najlepszy na boisku Jonathan Sexton, który po 20 minutach gry zastąpił kontuzjowanego Harry’ego Byrne’a), Edynburg zremisował ze Stormers 20:20 (wszystkie punkty padły w pierwszej połowie, a zdecydowana większość z nich – w pierwszych 10 minutach, już po pięciu gospodarze prowadzili 14:0), Glasgow Warriors wygrali z Lions 13:9 (jedyne przyłożenie w meczu zdobyli Szkoci już w drugiej minucie gry, choć w kontrowersyjnych okolicznościach – Jamie Bhatti nie przyłożył piłki w polu punktowym, sędzia tego prawdopodobnie nie widział, a TMO nie interweniowało…), a Connacht uległ Dragons 22:35 (zadecydowały fatalne dziury w obronie w drugiej połowie; to druga porażka Connachtu w tym sezonie i druga z ekipą z Walii).

Na czele tabeli bez zmian – trzy irlandzkie potęgi, jedyne z kompletami zwycięstw. Za ich plecami pojawiły się obie szkockie drużyny, ale różnice punktowe są niewielkie i wszystko może łatwo się pozmieniać. Bulls i Sharks dzięki zwycięstwom podskoczyły o dwie lokaty, ale nadal na czterech ostatnich miejscach mamy trzy drużyny z Południowej Afryki, od których słabsze jest tylko włoskie Zebre. Bez zwycięstwa pozostają Stormers i właśnie Włosi.

Znaleziono winnego gryzienia po nogach z ubiegłotygodniowego meczu Munsteru ze Stormers – gracz południowoafrykańskiej ekipy, Adré Smith, został ukarany 8-tygodniowym zawieszeniem.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Munster315
2. Ulster315
3. Leinster314
4. ↑↑Glasgow Warriors312
5. ↑↑Edynburg39
6. ↓↓Ospreys38
7. ↓↓Benetton Treviso38
8. ↑↑↑↑Dragons37
9. Cardiff36
10. ↓↓Scarlets36
11. Lions36
12. ↓↓Connacht35
13. ↑↑Sharks34
14. ↑↑Bulls34
15. ↓↓Stormers33
16. ↓↓Zebre31

Z kraju

W Ekstralidze w ten weekend minął wyznaczony przez Komisję Gier i Dyscypliny (na wypadek, gdyby kluby się nie dogadały) termin rozegrania meczu Ogniwa Sopot (z którego aż 7 graczy było we Lwowie) z Master Pharm Rugby Łódź. Dogadać się raczej nie było jak (w jedynym okienku w perspektywie czasowej wyznaczonej przez KGiD zaplanowano już inny zaległy mecz łodzian z Posnanią). Z nieoficjalnych doniesień wynika, że Ogniwo odwołało się od decyzji i Komisja Odwoławcza unieważniła poprzednie orzeczenie. KGiD ma ponownie zająć się sprawą.

Grała druga liga – w obu meczach wygrywały ekipy z Górnego Śląska. W sobotę Miedziowi Lubin ulegli Rugby Ruda Śląska 7:51, a w niedzielę Hegemon Mysłowice pokonał Watahę Zielona Góra 31:27. Hegemon mimo ciężkiej przeprawy pozostaje niepokonany i lideruje w tabeli, a rudzianie dzięki zwycięstwu wyprzedzili na drugim miejscu pauzujący w ten weekend RT Olsztyn.

Po pierwszych dwóch kolejkach Centralnej Ligi Kadetów najbardziej zadowoleni są pewnie w Sochaczewie – Orkan odniósł dwa zwycięstwa, a jedno z nich szczególnie cenne, bo w meczu na szczycie przeciwko Budowlanym Commercecon Łódź. Także dwa zwycięstwa ma na koncie Juvenia Kraków (imponujący dorobek 104 punktów), po jednym łodzianie i Lechia Gdańsk. W turniejach dwóch grup drugoligowych triumfowały ekipy Ogniwa Sopot (jednak Arka tutaj twardo walczyła) oraz Nowej Huty RK (w pożyczonych od siedleckich gospodarzy koszulkach – cóż tam się stało?).

Ze świata

W pierwszym meczu rozgrywanego w Tunezji turnieju w ramach Pucharu Afryki kobiet gospodynie pokonały Senegal 14:3. W sumie w imprezie rozgrywanej w czterech niezależnych odsłonach wzięło/bierze udział 11 drużyn.

W nowozelandzkim NPC wciąż dominują sprawy covidowe. Federacja już po raz trzeci zwróciła się do władz z prośbą o zgodę na opuszczenie przez trzy ligowe drużyny Auckland, tak aby mogły przystąpić do rozgrywek. Jakby kłopotów było mało, poziom obostrzeń podniesiono w Hamiltonie – szczęśliwie jednak bazująca tam drużyna Waikato zdążyła przenieść się do Christchurch. Podobne ryzyko dotyczy obecnie drużyny Northlandu.

A na boisku znów tylko cztery spotkania i coraz trudniej uwierzyć, że uda się dokończyć rozgrywki w pełnym składzie 14 drużyn. Najciekawiej było w stolicy, gdzie Wellington podejmowało Canterbury. Rok temu górą byli gracze z Wyspy Połudnowej, którzy wygrali złotym punktem w dogrywce. Teraz Wellington zrewanżowało się dokładnie tym samym. Emocji nie brakło: Wellington prowadził na początku 17:0, ale w 80. minucie przegrywał 23:30 i już po upływie regulaminowego czasu gry zdołał wyrównać. A po dwóch minutach dogrywki zdobył decydujące o zwycięstwie przyłożenie. Na boisku pojawili się wracający po kontuzjach Dan Coles i Sam Whitelock. W innym starciu drużyn z Premiership obrońcy tytułu, Tasman, ulegli Hawke’s Bay 22:34 (zwycięzcy awansowali na pozycję lidera i obronili Ranfurly Shield), a serię samych wygranych kontynuuje ekipa z Championship, Taranaki, która tym razem pokonała Otago.

Problem w kobiecych rozgrywkach w Nowej Zelandii – Farah Palmer Cup: jedna z drużyn, które właśnie będą walczyć o finał, Waikato, straciła właśnie aż 9 zawodniczek, które pojechały na obóz kadry przed planowanym wyjazdem do Europy. Rywalki aż takich problemów nie mają. A przy okazji: zapowiedziane kobiece Super Rugby w Nowej Zelandii będzie nosiło nazwę Super Rugby Aupiki.

W szkockim Super6 rozegrano ostatnią rundę sezonu zasadniczego. Półfinaliści byli znani już przed weekendem, nieznana była tylko ich konfiguracja. W półfinałach zobaczymy następujące pary: Southern Kings (najlepsza drużyna sezonu zasadniczego, z regionu Borders) – Stirling County oraz Ayrshire – Watsonians (rewanż za spotkanie z tego weekendu, zdecydowanie wygrane przez edynburczyków 43:14). W sześciozespołowej stawce turniejowej są trzy drużyny z Edynburga i tylko jedna, Watsonians, awansowała do czołowej czwórki.

W rumuńskiej SuperLidze chyba pierwsze prawdziwe w tym sezonie mecze o prawdziwą stawkę – szkoda, że na sam koniec sezonu (w lidze mamy sześć drużyn, z czego dwie zdecydowanie odstają poziomem od czołowej czwórki, nietrudno było zatem prorokować kto zagra w decydującej fazie play-off). W półfinałach ligi zwycięstwa odniosły mające przewagę własnego boiska drużyny wyżej sklasyfikowane po sezonie zasadniczym. Steaua Bukareszt pokonała SCM Timișoara 22:18, a Știința Baia Mare wygrała z Dinamem Bukareszt 32:15. Mamy zatem w finale powtórkę sprzed dwóch sezonów, a Steaua wyraźnie celuje w odzyskanie tytułu mistrzowskiego po 15 latach przerwy. Finał za tydzień na zmodernizowanym Arcul de Triumf w Bukareszcie.

W gruzińskiej Didi 10 w drugiej kolejce z rzędu porażka obrońców tytułu: Aja Kutaisi tym razem poległa w wyjazdowym pojedynku z Lelo Tbilisi 13:31. Z kolei we włoskiej Top10 mecz, który zapewne możemy określić mianem klasyka: zmierzyły się drużyny, które stawały na przeciw siebie w pięciu spośród ostatnich siedmiu finałów. Górą było Rovigo, które na wyjeździe pokonało Calvisano 29:21. A w hiszpańskiej División de Honor znowu problemy miał obrońca tytułu, VRAC – tydzień temu przegrał z beniaminkiem CR La Vila, w ten weekend mierzył się z drugim beniaminkiem, Ciencias Sewilla. Długo przegrywał i dopiero pod koniec meczu dzięki jedynemu przyłożeniu z podwyższeniem wyszarpał minimalne zwycięstwo 13:12.

Poznaliśmy mistrza Europy U18. Została nim w Kaliningradzie zdecydowanie najlepsza w tych rozgrywkach Gruzja, która pokonała w finale Portugalię 27:0, mecz rozstrzygając w praktyce przed przerwą. Obie drużyny dość gładko przeszły przez półfinały – Gruzja pokonała Belgię (sprawczynię największej niespodzianki z ćwierćfinałów, gdy wyeliminowała gospodarzy) 37:3, a Portugalia (pierwszy raz w finale na tym poziomie) swoich iberyjskich rywali, Hiszpanię, 31:12. Brąz przypadł Hiszpanom (46:7 z Belgią). Gospodarze zajęli ostatecznie piąte miejsce.

W sobotę w Memphis rozegrano pierwszy turniej zawodowego cyklu siódemkowego w Ameryce Północnej: Premier Rugby Sevens. Rywalizowało sześć drużyn męskich i cztery kobiece, a na boisku zobaczyliśmy sporo ważnych postaci ze świata siódemek. Drużyny przyporządkowano różnym regionom Stanów Zjednoczonych: Loonies – Północ, The Team – Teksas i Wielkie Równiny, Loggerheads – północna część wybrzeża Pacyfiku, Locals – Nowy Jork, Experts – rejon Gór Skalistych i Headliners – Południe. W finale pierwszego turnieju wśród mężczyzn po dogrywce Experts prowadzeni przez Perry’ego Bakera pokonali Loggerheads, a wśród kobiet Loonies wygrały z Headliners.

Inna siódemkowa impreza w katarskiej Dosze – Qatar Women’s Sevens (w ramach Asia Rugby Sevens Women’s Trophy). Pięć ekip ze wschodniej Azji na starcie. Wygrały Zjednoczone Emiraty Arabskie, które w finale pokonały gospodynie 41:0. W meczu o trzecie miejsce Iran pokonał Syrię 5:0. Turnieju nie skończyły debiutujące na arenie międzynarodowej Irakijki: podobno przyjechały w ósemkę, a po dwóch kontuzjach pierwszego dnia nie były w stanie stanąć do walki w drugim dniu turnieju.

Echa The Rugby Championship i kolejne kampanie przeciwko sędziom w Południowej Afryce – co prawda Rassie Erasmus milczy (przynajmniej na temat sędziów), Jacques Nienaber przeprasza (trochę jak umarłemu kadzidło), ale w sieci pojawił się 10-minutowy filmik z sytuacjami z ostatniego meczu Południowej Afryki z Nową Zelandią, podkreślający błędy sędziego na niekorzyść Springboks (https://youtu.be/M8wOJNzK90U). Błędów było sporo, ale sam film wpisuje się w antysędziowską kampanię, która może zmienić ten sport w kolejną piłkę nożną – a przecież można załatwiać takie sprawy w sposób bardziej cywilizowany. Swoją drogą, błędy z jakiegoś dziwnego powodu pokazane zostały tylko w jedną stronę, interpretacja niektórych jest co najmniej zadziwiająca (jak np. oburzenie po karnym za atak Steyna na nogę Barretta – podczas gdy reszta świata zastanawia się, czy sędzia nie był tu zbyt łaskawy dla Steyna nie wyrzucając go z boiska), a niektóre fragmenty zmanipulowane (jak np. podkreślanie obu wysuniętych przed siebie rąk Damiana de Allende przed zbiciem piłki do przodu, podczas gdy w momencie kontaktu z piłką druga ręka była daleko z tyłu i nie ma mowy o jakimkolwiek prawdopodobieństwie złapania piłki). Dwa dni później ci sami autorzy pokazali filmik, pokazujący błędy sędziego na niekorzyść All Blacks, ale zrobili to dopiero po komentarzach pod pierwszym „dziełem” (i poniekąd w ten sposób udowodnili, jaką ono było manipulacją). A przesłuchania Rassiego Erasmusa doczekamy się dopiero na koniec października – przed składem złożonym przez Nowozelandczyków. Erasmus domagał się, aby jego przesłuchanie było publiczne, ale to żądanie spotkało się z odmową.

Z wieści dotyczących jesiennych testów: Barbarians ogłosili kolejne nazwiska przewidziane do składu na listopadowy mecz o Killik Cup przeciwko Samoa. Znalazł się w nim Quade Cooper, gwiazda zakończonego właśnie The Rugby Championship, i natychmiast zaprzeczył, aby miał zamiar ubrać koszulkę w biało-czarne pasy. Swoją drogą, Samoa odwołała ostatecznie swoją wyprawę do Europy i prawdopodobnie zobaczymy na Twickenham kadłubową drużynę, złożoną wyłącznie z graczy na co dzień występujących w Europie. Z kolei w Południowej Afryce ma zostać rozegrany Champions Match: zespół zawodników wybranych przez kibiców z drużyn najwyższej ligi Currie Cup ma zmierzyć się z Kenią.

Im bliżej koniec października, tym więcej mówi się o spotkaniu Walii z Nową Zelandią, zaplanowanym przed okienkiem testowym. I nie mówi się dobrze: Walia bez gwiazd z Premiership nie będzie równorzędnym przeciwnikiem i federacja jest posądzana o organizację meczu wyłącznie dla kasy.

Dave Rennie ogłosił skład Wallabies na podróż do Japonii i Europy. Jadą największe gwiazdy grające na co dzień w Japonii (Quade Cooper czy Sami Kerevi), brakło natomiast miejsca dla młodego Noaha Lolesio. W składzie, dzięki rozluźnieniu zasad powoływania graczy z zagranicy (tzw. prawa Giteau), po trzech zawodników występujących na co dzień w Japonii i Francji (w tym Willa Skeltona). W drużynie jest czterech potencjalnych debiutantów.

Udziałowcy EPCR – organizatora europejskich rozgrywek Heineken Champions Cup i EPCR Challenge Cup podpisali porozumienie na kolejne osiem lat. W jego ramach przewidziano ekspansję rozgrywek poprzez dopuszczenie od przyszłego sezonu do rywalizacji także południowoafrykańskich drużyn uczestniczących w URC. Przy okazji odchodzący szef organizacji Simon Halliday potwierdził trwające rozmowy o organizacji co cztery lata klubowych mistrzostw świata – nie wiadomo co prawda do końca jak i od kiedy (a rozmowy z Premiership i Top 14 na pewno łatwe nie będą), ale pojawiła się informacja, że impreza mogłaby zastąpić finałową fazę Champions Cup w danym roku.

Przy tej samej okazji Halliday wskazał, że rugby potrzebuje jak najszybszych zmian w przepisach redukujących ryzyko kontuzji głowy. Jako przykład podał swoich synów, którym jego żona zabroniła uprawiania rugby z uwagi na zbyt duże ryzyko związane z tym sportem.

World Rugby natomiast postanowiło zabrać o osoby cierpiące na daltonizm i ogłosiło, że począwszy od Pucharu Świata w 2027 (ciekawe, dlaczego nie wcześniej) nie zgodzi się, aby na tej imprezie na boisku grały dwie drużyny w czerwonych i zielonych strojach – najczęściej nierozróżnianych kolorach w tej grupie osób. Wśród dotkniętych ślepotą barw jest m.in. szef World Rugby, Bill Beaumont.

Do ambasadorów World 12s czyli planowanego nowego eksperymentu z rugby 12 dołączyła jedna z największych gwiazd rugby – Kieran Read.

Z rynku transferowego: Wschodząca gwiazda NRL czyli australijskiej ligi rugby league, okrzyknięta tam odkryciem sezonu 2020, Tevita Funa, zagra w przyszłym sezonie w rugby union dla Waratahs.

Mistrzostwo Super League zdobyła trzeci raz z rzędu drużyna St. Helens. Taki wyczyn zdarzył się w historii angielskich rozgrywek rugby league dopiero trzeci raz w historii (poprzednio dokonały go Wigan i Leeds). W finale St. Helens pokonało francuskich Catalans Dragons 12:10. Decydujące o zwycięstwie przyłożenie zdobył Kevin Naiqama, który po tym sezonie odchodzi na emeryturę. Francuzi w końcówce mieli szansę na zmianę wyniku, ale ostatecznie górą na Old Trafford była ekipa z przedmieść Liverpoolu.

Nie tylko reprezentacja Ukrainy w rugby union w ten weekend przegrała. Podobnie było z jej reprezentacją w rugby league, która uległa w Belgradzie Serbii 18:54 (w środę jednak rozgromiła Rosjan 96:18).

Polacy za granicą

Wieści sprzed tygodnia.

Francja: Pauzowała liga Pro D2 oraz Fédérale 2. W Fédérale 1 Mateusz Bartoszek wszedł na boisko na ostatnie pół godziny z ławki w wygranym 18:13 wyjazdowym meczu RCBA przeciwko Périgueux, a Kamil Bobryk zagrał w meczu Vienne z Bédarrides Châteauneuf przegranym 18:40.

Anglia: W National League 1 Aron Struminski zagrał w podstawowej piętnastce Taunton Titans, które wyszarpało w końcówce zwycięstwo nad niepokonanymi dotąd Rams 18:17. W National League 2 Tynedale zanotowało czwartą porażkę w sezonie: 11:17 w domu z Hull, a Ross Cooke zdobył wszystkie punkty dla gospodarzy (przyłożenie i dwa podwyższenia). Na piątym poziomie rozgrywek: w Midlands Premier Ed Krawiecki zagrał w meczu Bromsgrove z Syston wygranym 31:14 (Bromsgrove pozostało na drugim miejscu w lidze), a w London & SE Premier Stasio Maltby wystąpił w spotkaniu Bedford Blues z Sutton & Epsom wygranym 6:3.

Szwecja: Stockholm Exiles grali z Michałem Jurczyńskim w składzie w półfinale mistrzostw kraju – na wyjeździe z Pingvin RC. Stołeczna drużyna wygrała 18:11, a były gracz Juvenii zapisał się w protokole meczowym żółtą kartką. A w ten weekend Exiles sięgnęli po tytuł mistrzowski, pokonując 33:18 Norrköping Trojan (z którym dwukrotnie wcześniej przegrali w sezonie zasadniczym) – Jurczyński zagrał cały mecz.

Zapowiedzi

Wraca Ekstraliga – w teoretycznie siódmej (a w praktyce szóstej) kolejce zobaczymy mecze Lechii Gdańsk z Master Pharm Rugby Łódź, Edachu Budowlanych Lublin z Arką Gdynia, Awenty Pogoni Siedlce z Orkanem Sochaczew, Juvenii Kraków z Ogniwem Sopot i Skry Warszawa z Posnanią. Oprócz tego gra I liga, a także w planie są mecze centralnej ligi juniorów. Natomiast kobieca kadra narodowa (a także sędzia Adrian Pawlik) wybiera się na silnie obsadzony turniej siódemkowy w hiszpańskim Elche.

W siódmej kolejce Top 14 zagrają m.in. Montpellier z Clermont, Tulon z Racingiem 92 i Lyon z Tuluzą. W piątej turze Premiership m.in. mecze Sale Sharks z Harlequins i Wasps z Exeter Chiefs. W URC czwarta runda, i tu najciekawiej zapowiada się mecz Leinsteru ze Scarlets oraz irlandzkie debry Munsteru z Connacht.

W REIC przed nami kolejne spotkanie na poziomie Conference 2, Bułgarii z Serbią. W Afryce dwa mecze piętnastek kobiecych: Senegalu oraz Tunezji przeciwko Wybrzeżu Kości Słoniowej.

7 komentarzy do “Lwów zdobyty!”

  1. Mam pytanie dotyczące Biało-Zielonych. Czy one występowałyby tylko w rozgrywkach Ligi rosyjskiej czy łączyłyby to z mistrzostwami Polski? W koszykówce Zastal Zielona Góra walczy zarówno o MP jak i gra w Pucharze VTB, czyli w rozgrywkach o Mistrzowsko Rosji.

    Odpowiedz
  2. Mecz Polska – Ukraina na żywo oglądało mi się bardzo źle. Wciąż mi się zacinał obraz, ale dźwięk był ok. Zamiast oglądać miałem transmisje radiową w obcym języku. Jeśli narzekamy na naszych rodzimych komentatorów, którzy popełniają gafy podczas komentowania Ekstraligi, to po ostatnim meczu naszej reprezentacji chyba już nigdy nie skrytykuję naszych komentatorów.

    Po zakończeniu meczu byłem święcie przekonany że przyłożenia dla Polski zdobyli Wojciech Piotrowicz oraz Bartłomiej Janeczko. Skład naszej drużyny wg komentatorów wyglądał tak:

    1. Olejek
    2. Korneć
    3. Gąska
    4. Zeszutek
    5. Piotrowski
    6. Fidler
    7. Mateusz Plichta
    8. Piotrowicz
    9. Buczek
    10. Pogorzelski
    11. Cal
    12. Janeczko
    13. Fursenko
    14. Dawid Plichta
    15. Gadomski

    Uwierzyłem w ten skład, bo po przygodach z numerami z meczu z Węgrami nie łączyłem numerów z pozycją na boisku. Zdziwiłem się jak Adam Mauks napisał w artykule pomeczowym że przyłożenia padły łupem Zeszutka i Gduli:) Na szczęście obejrzałem ten mecz już dwa razy i komentarz teraz mnie bardzo śmieszy. To jest znakomity powód żeby mecze z Niemcami i Szwajcarią obejrzeć na żywo prosto ze stadionu. Kto ma ochotę posłuchać jak Janeczko przykłada piłkę może sobie włączyć retransmisję na stronie RE:)

    Ogromne brawa za to że zauważył Pan że we Lwowie nasza reprezentacja już wygrywała:) Żaden dziennikarz tego nie wiedział, a przynajmniej ta wiadomością się nie podzielił:)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz