Trójcyfrówka All Blacks

Podążające do Europy reprezentacje Australii i Nowej Zelandii zatrzymały się po drodze i postraszyły swoich przyszłych rywali zwycięstwami odpowiednio nad Japonią i Stanami Zjednoczonymi. W europejskich ligach efektowne niespodzianki sprawiły Connacht i London Irish. W kraju dotkliwymi porażkami chwilowo poskromione zostały aspiracje Lechii Gdańsk i Edachu Budowlanych Lublin.

Ekstraliga

Po raz siódmy w tym sezonie wybiegli na boisko ekstraligowicze. Kolejkę zaczął mecz Master Pharm Rugby Łódź z Juvenią Kraków. Choć obie drużyny dzielił w tabeli jeden punkt, faworytami byli gospodarze, którzy przed tym spotkaniem sięgnęli dodatkowo po gracza Sparty Jarocin, Kacpra Włodarka (jako uzupełnienie składu po kontuzji Krystiana Pogorzelskiego podczas zgrupowania kadry). Jednak mecz był zacięty, a wynik bardzo długo nieprzesądzony. Po wyrównanym początku, mieliśmy okres przewagi Juvenii (która kilkakrotnie zdominowała w tym spotkaniu młyny), a potem gospodarzy, ale długo utrzymywał się remis 0:0. Dopiero w ostatniej fazie pierwszej połowy łodzianie wyszli na prowadzenie 10:0 (wykorzystując osłabienie Juvenii po już trzeciej w tym sezonie żółtej kartce Juana van der Westhuizena). W drugiej połowie po wymianie karnych zrobiło się 13:6 i Juvenia mogła marzyć o remisie. Jednak w końcówce meczu dała się zdominować, zaczęła przegrywać młyny i to łodzianie cieszyli się z drugiego przyłożenia po świetnym rozegraniu Kamila Brzozowskiego i przyłożeniu Adriana Seerane. Ten ostatni chwilę później zszedł z boiska z czerwoną kartką za kopnięcie rywala (trudno ocenić z transmisji, czy pech, czy premedytacja, w każdym razie to pierwszy taki kartonik w lidze w tym sezonie i kolejny problem kadrowy dla trenera Szyburskiego), Juvenia wreszcie zdobyła przyłożenie, a Daniel Tomanek z bardzo trudnej pozycji podwyższył. To jednak była ostatnia akcja meczu, a zryw Juvenii dał jej tylko defensywny punkt bonusowy. Końcowy wynik: 20:13.

Ciekawie miało być w starciu Ogniwa Sopot z Edachem Budowlanymi Lublin – goście nie byli z góry skazywani na porażkę, wszak przyjechali do Sopotu z serią czterech zwycięstw na koncie, jednak spotkanie okazało się dość jednostronne. W pierwszej połowie lublinianie co prawda mieli kilka szans, ale to sopocianie rozrywali linie obrony gości i zdobywali kolejne przyłożenia, tuż przed końcem prowadząc 21:0. Dopiero w samej końcówce tej części meczu lublinianie zdobyli przyłożenie. Drugą połowę Ogniwo zaczęło jeszcze lepiej – szybkie akcje dały mu kolejne 21 punktów już po kwadransie. Na chwilę mecz się wyrównał, ale potem dwa kolejne przyłożenia dobiły gości. Do ostatniej akcji walczyli o czwarte przyłożenie, które dałoby im przynajmniej punkt bonusowy, ale tuż przed polem punktowym gospodarzy stracili piłkę i nie zdołali osiągnąć nawet tego minimalnego celu. Ogniwo odniosło zdecydowane zwycięstwo 56:19, podkopując pewnie odrobinę ambicje Budowlanych. A dla tych ostatnich znów przyłożenia zdobywała pierwsza linia młyna (kolejne dwa do swego dorobku dorzucił filar Barend Potgieter – w siedmiu meczach tego sezonu dorobił się już ośmiu). Z kolei o dominacji Ogniwa w lidze świadczy dorobek Wojciecha Piotrowicza: z samych podwyższeń zdobył w tym sezonie 62 punkty…

W trzecim sobotnim spotkaniu bez niespodzianki i bez wielkich emocji. Up Fitness Skra Warszawa zaaplikowała Awencie Pogoni Siedlce osiem przyłożeń i wygrała 54:8. Siedlczanie mieli wyjątkowo krótką ławkę rezerwowych, bo do dotychczasowych kłopotów doszła kwarantanna kilku zawodników. Pogoń zresztą próbowała spotkanie przełożyć z tego powodu, jednak ostateczne został rozegrany w planowanym terminie. Dla warszawiaków najwięcej przyłożeń zdobyli obcokrajowcy: trzy Palu Fihaki (w sumie w tym sezonie ma ich już dziewięć na koncie i jest najskuteczniejszym graczem ligi pod tym względem) oraz dwa Martin Mangongo.

W niedzielę najwięcej uwagi przyciągał mecz Orkana Sochaczew z Lechią Gdańsk – dwóch drużyn z czołówki tabeli i medalowymi aspiracjami. Na boisku jednak gospodarze byli wyraźnie lepsi: po dwudziestu minutach mieli na koncie trzy przyłożenia i prowadzili 17:3. Ten fragment w praktyce zadecydował o końcowym wyniku. Co prawda gdańszczanie walczyli – kilka razy świetnymi indywidualnymi przebojami błysnął Robert Wójtowicz, niezłą kontrę po przechwycie zanotował też Lusanda Xakwana, ale nie szły za tym żadne punkty. Orkan na początku drugiej połowy zdobył przyłożenie, które zapewniło mu bonus ofensywny, a kolejne punkty zaczęły padać pod koniec spotkania: kolejne dwa przyłożenia dla Orkana i honorowe dla Lechii. Orkan wygrał 36:8, a najlepiej punktującym zawodnikiem został szarpiący ciągle Artur Fursenko z dwoma przyłożeniami na koncie. Niestety, wyjątkowo słabo wyglądały w tym meczu kopy z podstawki (świetny zwykle Pieter Steenkamp pudłował seriami, aż zastąpił go Danco Burger, z kolei Lechia ma z tym problem od dawna). Dla gdańszczan to na pewno zimny prysznic – a przed nią kolejny bardzo trudny rywal.

W ostatnim meczu kolejki mierzyły się dwie drużyny z dolnej połówki tabeli: walcząca o pierwsze punkty w rozgrywkach Posnania podejmowała Arkę Gdynia. Faworytem byli goście i faktycznie – napędzani przez Antona Szaszero i Szymona Sirockiego, którzy zdobyli w pierwszej połowie trzy przyłożenia, wyszli na prowadzenie 17:3. Brakło jednak skuteczności w podwyższeniach, a gdy w końcówce pierwszej połowy do głosu doszli poznaniacy i dwukrotnie przyłożyli, mieliśmy remis 17:17. W drugiej połowie jednak Arka ponownie przycisnęła, zdobywała kolejne przyłożenia, a Posnania odpowiedziała dopiero w samej końcówce meczu. Gdynianie wygrali 37:24, a poznaniacy znów nie wyrwali nawet punktu bonusowego. A w indywidualnym pojedynku Daniela Gduli i Antona Szaszero padł wynik 14:22.

W ligowej tabeli przetasowania za plecami niepokonanych liderów, Ogniwa Sopot: w górę poszły Skra i Orkan, w dół Lechia i Budowlani Lublin. Zwycięstwa Master Pharmu Rugby Łódź i Arki Gdynia pozwoliły im nieco zredukować stratę do górnej połówki tabeli, wciąż jednak to jest 8 punktów.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Ogniwo Sopot630
2. ↑Up Fitness Skra Warszawa727
3. ↑↑Orkan Sochaczew725
4. ↓↓Lechia Gdańsk725
5. ↓Edach Budowlani Lublin722
6. Master Pharm Rugby Łódź514
7. Arka Gdynia714
8. Juvenia Kraków710
9. Awenta Pogoń Siedlce72
10. Posnania60

Na niższych poziomach ligowych skończone zostały pierwsze rundy sezonów zasadniczych (choć pierwszoligowcy jesienią mają jeszcze zagrać – przed nimi pierwsza kolejka rundy rewanżowej). W I lidze komplet porażek gospodarzy: Arka Rumia dopełniła kompletu porażek od początku sezonu, tym razem ulegając u siebie Rugby Białystok 12:54 (trzeci w tym sezonie, a drugi z rzędu hat-trick Andrei Cebotariego), Legia Warszawa przegrała ze Spartą Jarocin 6:19 (jarocinianie grali bez wspomnianego wyżej Kacpra Włodarka), a AZS AWF Warszawa został rozgromiony przez Budowlanych Commercecon Łódź 24:84. W tabeli bez zmian: trzej zwycięzcy z tego tygodnia stanowią czołową trójkę ligi (Sparta ma 4 punkty przewagi nad Białymstokiem, a ci kolejne 5 nad Budowlanymi).

W II lidze na koniec jesieni mieliśmy pierwsze od kilkudziesięciu lat ligowe derby Górnego Śląska. Zespół z Rudy Śląskiej podejmował Hegemona Mysłowice, a stawką były nie tylko ligowe punkty, ale także nowe trofeum: Rugbowy Kilof Górniczy. Po meczu zabrali je ze sobą do domu mysłowiczanie, którzy wygrali 22:5 i skończyli rundę z kompletem zwycięstw. W drugim spotkaniu Wataha Zielona Góra pokonała beniaminka z Olsztyna 19:15. Przed rundą rewanżową w tabeli ciekawie: na czele Hegemon, potem trzy drużyny, które mają po dwa zwycięstwa i dwie porażki (Wataha, Olsztyn i Ruda), a na końcu z kompletem porażek Miedziowi Lubin, którzy w ten weekend pauzowali. Zapowiada się zacięta walka o awans do finału w rundzie wiosennej.

Mecze towarzyskie

Za nami przystawka do międzynarodowej jesieni – do boju ruszyły dwie potęgi z antypodów. Obie zrobiły sobie przystanki w drodze do Europy, aby zagrać z niżej notowanymi gospodarzami.

Niewątpliwie trudniejsze zadanie mieli Australijczycy, którzy byli gośćmi Japończyków. Dla gospodarzy była to okazja do głośniejszego zapukania do bram The Rugby Championship. I pokazali się, podobnie jak w 2019 podczas Pucharu Świata, z bardzo dobrej strony. Mecz lepiej zaczęli goście, którzy po 25 minutach prowadzili 14:3. Ale Japończycy zaczęli odrabiać straty i zbliżyli się na zaledwie 1 punkt dystansu, a Australijczycy prowadzenie 17:13 do przerwy zawdzięczali tylko karnemu Quade’a Coopera. Po przerwie znowu goście odskoczyli, po dwóch kolejnych przyłożeniach (tym razem Cooper pudłował podwyższenia) prowadzili 27:13. Ale znów Japończycy zaczęli odrabiać straty i na pięć minut przed końcem przegrywali ponownie tylko czterema punktami. Potrzebowali przyłożenia, ale to zdobyli goście – Australia wygrała 32:23, dorzucając piąte kolejne zwycięstwo do swojej świetnej serii. Wygrała zasłużenie (było 5:2 w przyłożeniach), ale trener Dave Rennie nie był zadowolony z postawy swoich podopiecznych, widać było też brak na boisku Samu Kereviego. Australijczycy na pewno cieszą się za to z wynegocjowania z japońskim klubem, Hanazono Kintetsu Liners, zgody na wyjazd do Europy podpory drużyny, Quade’a Coopera.

Z kolei mecz Nowej Zelandii ze Stanami Zjednoczonymi można uznać za niezbyt wymagającą rozgrzewkę All Blacks. Po 30 sekundach było 5:0, po 10 minutach 19:0, po 39 – 59:0, a skończyło się na trzycyfrowym wyniku: 104:14. 16 przyłożeń zwycięzców, 23 punkty Richiego Mo’ungi (9 podwyższeń i przyłożenie), hat-trick przyłożeń Willa Jordana. Piąty (lub czwarty, zależnie od źródła – różnice dotyczą spotkania z 1980 z San Francisco) mecz Amerykanów przeciw Nowej Zelandii zawierał jednak pozytywny akcent dla gospodarzy: pierwszy raz w historii zdobyli przeciwko temu rywalowi przyłożenie (a nawet dwa). A sobotnia porażka nie powinna mieć aż takich skutków jak ta z pierwszego meczu, z 1913, która doprowadziła do porzucenia rugby przez Amerykanów. Warto zwrócić uwagę, że mecz oglądało na stadionie prawie 40 tys. widzów. A rozmiar porażki gospodarzy można tłumaczyć też tym, że zagrali bez zawodników grających na co dzień zagranicą.

Niektórzy już grają, a inni wciąż są na etapie selekcji składów. W 34-osobowej grupie wybranej przez Eddiego Jonesa po obozie treningowym na jesienne mecze reprezentacji Anglii jest czterech debiutantów, w tym błyszczący ostatnio w Premiership Nic Dolly z Leicester Tigers i Raffi Quirke z powodzeniem zastępujący Fafa de Klerka w Sale Sharks. Ponadto aż ośmiu graczy debiutowało w reprezentacji zaledwie latem (m.in. Marcus Smith, Alex Dombrandt czy Adam Radwan). Jest też Sam Simmonds. Nie ma natomiast braci Vunipola ani George’a Forda. Kapitanem ma być Owen Farrell. W 42-osobowym składzie Francji aż dziewięciu debiutantów (m.in. Matthis Lebel z Tuluzy) i także grupa zawodników, która debiutowała latem w Australii (m.in. Melvyn Jaminet z Perpignan). Nie będzie kontuzjowanego kapitana Charlesa Ollivona. Jeszcze większa grupa zawodników bez doświadczenia reprezentacyjnego w kadrze Szkocji, gdzie jest ich aż 12 w 42-osobowej grupie. Dla odmiany w drużynie Irlandii tylko dwóch zawodników bez reprezentacyjnego doświadczenia, ale tam najwięcej uwagi przyciąga powrót po czterech latach do kadry Simona Zebo. Tylko 32 zawodników zabiera do Europy trener reprezentacji Południowej Afryki, Jacques Nienaber (ma jednak ruszyć z nim najgłośniejszy chłopiec od podawania wody, Rassie Erasmus, który nie uczestniczył w TRC). W składzie jest jeden debiutant, a brakuje w nim kilku kontuzjowanych gwiazd (Kolbe, de Klerk, du Toit, Snyman). Nie ma też Morné Steyna, który latem wrócił do kadry po latach przerwy, ale teraz postanowił definitywnie się z nią rozstać.

Problemy wyspiarzy: w reprezentacji Fidżi w Europie nie zobaczymy ani jednego zawodnika i członka sztabu z półkuli południowej. Nie będzie więc z nią trenera Verna Cottera, a głównym prowadzącym kadrę podczas touru będzie odchodzący z fidżyjskich siódemek Gareth Baber, a jego asystentem legenda irlandzkiego rugby Rory Best. Podobnie jest z reprezentacją Samoa, która zagra z Barbarians – również nowy, tymczasowy sztab szkoleniowy (złożony z byłych reprezentantów kraju) i zawodnicy głównie z Europy (a żadnego grającego na co dzień w Samoa).

Top 14

W poprzedniej kolejce Top 14 mieliśmy wiele zaciętych meczów, których losy ważyły się do ostatnich minut. W ten weekend, w ósmej rundzie, tym razem sporo dość jednostronnych pojedynków. Na ciekawy zanosił się mecz Racingu 92 z Montpellier i tu faktycznie mieliśmy emocje, choć obie połowy mocno różniły się między sobą: w pierwszej piękne widowisko i dużo przyłożeń, a w drugiej twarda defensywa i niewiele punktów. Pierwszą połowę od przyłożenia zaczął łącznik młyna Montpellier, Cobus Reinach. Paolo Garbisi dorzucił karnego i było 10:0 dla przyjezdnych. Racing przebudził się i odpowiedział dwoma przyłożeniami, ale końcówka pierwszej połowy znów należała do gości – najpierw seria trzech karnych (dwa Garbisiego i trzeci, z 52 m, Handré Pollarda), a potem znów błysnął Reinach zdobywając przyłożenie. Ta świetna pierwszej części połowy wyprowadziła Montpellier na prowadzenie 26:14. I choć w drugiej połowie trenerzy Racingu wpuścili na boisko Maxime’a Machenauda i Finna Russella, a ich zespół zdobył jedyne przyłożenie w tej części spotkania (karne), goście dowieźli przewagę do końca: wygrali 32:21, zadając Racingowi pierwszą porażkę na ich boisku w tym sezonie.

Ciekawie miało być też w meczu La Rochelle z Tulonem, ale niestety na boisku dominowała jedna drużyna. Wychodzące się z kryzysu La Rochelle zdecydowanie pokonało Tulon, który dla odmiany pogrąża się w kryzysie coraz większym i zaczynają pojawiać się pogłoski o kończącej się cierpliwości właściciela klubu. Tulończycy w tym meczu nie zdołali zdobyć ani jednego przyłożenia. Do przerwy przegrywali 6:17 (warto zwrócić uwagę, że z tych sześciu punktów pierwsze trzy zdobyli po karnym Thomasa Sallesa z 55 m), a w drugiej nie dorzucili do swego dorobku już ani jednego punktu i ostatecznie ekipa z brzegów Atlantyku wygrała mecz 39:6. W ostatnich minutach Tulon usiłował ratować honor, ale TMO unieważniło przyłożenie gości, a La Rochelle zdążyło odpowiedzieć swoim piątym przyłożeniem, całkowicie pogrążając rywali. Aż 24 punkty zdobył Ihaia West – 2 przyłożenia, 4 podwyższenia i 2 karne (w tym wszystkie punkty swojej drużyny w pierwszej części spotkania).

Poza tym: Bordeaux pokonało z bonusem beniaminka z Perpignan 39:13 (po pierwszej połowie było już 17:0, a uKatalończyków zawodził tym razem Melvyn Jaminet), Stade Français pokonał Lyon 23:18 (przed tym meczem paryżanie nadali swojemu stadionowi imię zmarłego niespełna rok temu gwiazdora francuskiego rugby, Christophe’a Dominici – i ów fakt uczcili trzecim zwycięstwem z rzędu), Biarritz wygrało z Brive 37:9 (mordercza końcówka Basków – cztery przyłożenia zdobyli w ciągu ostatnich 20 minut, z czego 3 w okresie gry w przewadze po żółtej kartce dla rywali), Clermont zwyciężyło Pau 42:20 (do przerwy przegrywało 6:13, ale w drugiej połowie miało serię 36 punktów bez odpowiedzi rywali, w tym dwa przyłożenia Aliveretiego Raki; pudło z podstawki Morgana Parry oznaczało koniec serii skutecznych podwyższeń tego zawodnika – było ich aż 48), a Tuluza upokorzyła Castres zwyciężając 41:0 (a przecież Castres prezentował się dotąd w tym sezonie całkiem nieźle; przyłożenia w tym meczu zdobywali m.in. Medard, Ramos i Ntamack).

Na czele tabeli Tuluza i Bordeaux, które mają kilkupunktową przewagę nad resztą stawki. Na czele grupy pościgowej Lyon, a tuż za jego plecami Racing 92 i La Rochelle (to pierwszy raz w tym sezonie znalazło się na miejscu promowanym awansem do play-off). Na dole tabeli Biarritz wyrwało się ze strefy spadkowej – czerwoną latarnią został Perpignan, a na przedostatnim miejscu znalazł się Tulon – fatalna passa tej potęgi może skończyć się trzęsieniem ziemi w klubie.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza831
2. Bordeaux Bègles828
3. Lyon822
4. Racing 92820
5. ↑↑La Rochelle820
6. ↓Castres819
7. ↑↑↑Clermont818
8. ↑Montpellier818
9. ↓↓↓Brive816
10. ↑↑Stade Français816
11. ↓↓↓Pau814
12. ↑↑Biarritz813
13. ↓↓Tulon812
14. ↓Perpignan810

W Pro D2 wreszcie nadeszło przełamanie Agen. Po niemal dwóch latach bez ligowego zwycięstwa ta niezwykle zasłużona drużyna pokonała Aurillac 25:21, m.in. dzięki 20 punktom z kopów Thomasa Vincenta. Co prawda pozostała na ostatnim miejscu w tabeli, ale radość po meczu i tak była wielka. Na czele ligi nadal Mont-de-Marsan, ale ta drużyna w ten weekend drugi raz w tym sezonie przegrała i dzięki temu punktami mogła zrównać się z nią Bajonna.

Premiership

Największą niespodziankę w szóstej kolejce angielskiej Premiership sprawili London Irish: ekipa, która co prawda nie była na dnie tabeli, ale jeszcze ani razu w tym sezonie nie wygrała, mierzyła się na wyjeździe z jednym z faworytów do tytułu mistrzowskiego, Exeter Chiefs. I nieoczekiwanie zwyciężyła 33:21. Świetnie zaczęła prowadząc 14:0 po 10 minutach, ale na przerwę schodziła przy remisie 14:14 (Chiefs zdobyli dwa przyłożenia w odstępie dwóch minut). Jednak w drugiej połowie była skuteczniejsza i znów w ciągu pierwszych dziesięciu minut zdobyła dwa przyłożenia, później dorzuciła trzecie i Chiefs jedynie zmniejszyli rozmiary porażki na kwadrans przed końcem.

Bardzo ciekawie zapowiadało się spotkanie Leicester Tigers z Sale Sharks, ale nie zobaczyliśmy porywającego widowiska. Po pierwszej połowie Tigers prowadzili 6:3 po dwóch karnych z długiego dystansu George’a Forda, na początku drugiej zdobyli jedyne swoje przyłożenie w meczu i dzięki kolejnym karnym Forda (w sumie 14 punktów) tuż przed końcem prowadzili 19:6. Dopiero wtedy ekipa z Manchesteru zdobyła przyłożenie, ale nie zdołała przerwać serii zwycięstw gospodarzy. Końcowy wynik: 19:11.

Do meczu Saracens z Wasps goście przystąpili z okrojonym składem i sztabem. Ekipę z Coventry dopadła plaga kontuzji, która wyeliminowała aż 15 zawodników. A na dodatek dwaj asystenci trenera zostali ukarani jednomeczowym zawieszeniem. Jednym z nich jest Scott Barrow, który w ostatnim meczu z Exeter Chiefs wykopał piłkę zapobiegając szybkiemu jej rozegraniu przez rywali, doprowadzając do awantury na boisku. Drugi asystent został ukarany za komentarze pod adresem sędziego. Saracens, korzystając z osłabienia rywali, zrobili sobie powtórkę z ubiegłotygodniowego meczu z Bath: wygrali aż 56:15. Powtórkę zrobił sobie też Max Malins – skrzydłowy londyńczyków tydzień temu zdobył trzy przyłożenia, a teraz było jeszcze lepiej – uzbierał ich aż cztery. Dominacja Saracens przez większość spotkania nie podlegała dyskusji. Moment zawahania mógł przyjść między 52. i 54. minutą, gdy Wasps zdobyli dwa przyłożenia i prowadzenie gospodarzy zmniejszyło się z 32:3 do 32:15. Na tym jednak zryw się skończył, a gospodarze dobili później przeciwników.

Poza tym Northampton Saints pokonali bez problemu Worcester Warriors 66:10 (aż 10 przyłożeń zwycięzców, w tym hat-trick debiutującego w drużynie Courtnalla Skosana; to już piąta z rzędu porażka Warriors), Gloucester zwyciężył Newcastle Falcons 29:20 (goście popełniali znacznie więcej przewinień, a Lloyd Evans był nieomylny z podstawki – 5 karnych i 2 podwyższenia dały mu 19 punktów), a Harlequins wygrali z Bath 31:17 (mimo, że do przerwy Bath mogło mieć nadzieję na przełamanie serii porażek – prowadziło 17:12).

W tabeli na czołowych miejscach bez zmian: Leicester Tigers mają 6 i 7 punktów przewagi odpowiednio nad Harlequins i Saracens, ale rywale mają po jednym spotkaniu mniej na koncie. Kilka miejsc w górę tabeli podskoczył Gloucester, na dnie wciąż Bristol Bears (pauzowali w ten weekend) i Bath.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leicester Tigers627
2. Harlequins521
3. Saracens520
4. ↑Northampton Saints519
5. ↑↑↑Gloucester617
6. ↓↓Exeter Chiefs615
7. ↓Newcastle Falcons613
8. ↓Sale Sharks613
9. ↑London Irish613
10. ↓Wasps511
11. Worcester Warriors67
12. Bristol Bears54
13. Bath53

Po weekendzie przerwy wróciła druga liga: Championship. Najciekawiej było na wyspie Jersey, gdzie miejscowi Reds zremisowali z Ampthill 17:17, wskutek czego obie drużyny wypadły z czołowej trójki ligi. Na pierwsze miejsce awansowali Ealing Trailfinders, którzy pokonali na wyjeździe Coventry 73:24 (zdecydowane zwycięstwo tegorocznych faworytów ligi, którzy rozluźnili się dopiero w końcówce spotkania).

United Rugby Championship

Piąta kolejka URC przyniosła dwie niespodziewane porażki niepokonanych dotąd irlandzkich potęg. Sporą sensację sprawili Ospreys, którzy pokonali Munster 18:10. Walijczycy wykorzystywali przewinienia rywali i Stephen Myler wykorzystywał bezlitośnie karne (było ich sześć – zdobył w ten sposób wszystkie punkty swojej drużyny). Munster przeważał szczególnie w pierwszej połowie, ale wyniósł z niej tylko 3 punkty, a jedyne przyłożenie zdobył po maulu w drugiej połowie. Zwycięstwo Ospreys tym słodsze, że walijska ekipa zagrała bez reprezentantów kraju.

Drugą drużyną, która pierwszy raz doznała goryczy porażki był Ulster. Zmierzył się z Connachtem w drugich w tym sezonie irlandzkich derby. Ich gospodarzem był teoretycznie Connacht, ale zdecydował się rozegrać je na dublińskim Aviva Stadium. Było to pierwsze takie wydarzenie w Irlandii bez ograniczeń w liczebności widowni – co prawda kibice stadionu nie zapełnili, ale 10 tys. widzów to znacznie więcej niż mogłoby się zmieścić w Galway, a ci, którzy przybyli, na pewno nie żałowali. Znakomicie kierowany przez Jacka Carty’ego Connacht nie dał Ulsterowi żadnych szans. Co prawda to belfastczycy jako pierwsi objęli prowadzenie po karnym, ale po pierwszej połowie przegrywali już 6:17. A w drugiej połowie Connacht dorzucił kolejne 14 punktów, zanim Ulster zdobył przyłożenie (jak się później okazało – swoje jedyne w tym meczu). Gracze z Galway dobili rywali w doliczonym czasie gry i wygrali ostatecznie 36:11.

Ciekawie było w walijskich derbach, w których Cardiff podejmowało Dragons. Górą była stołeczna drużyna, której ekipa z Newport nie potrafiła pokonać mimo szybkiego wyjścia na prowadzenie 14:3 ani czerwonej kartki na początku drugiej połowy dla Rey’a Lee-Lo. Cardiff odrobiło straty jeszcze w pierwszej połowie i schodząc na przerwę prowadziło 18:14. Drugą zaczęło od karnego przyłożenia i miało już 11 punktów przewagi. Dragons próbowali wykorzystać osłabienie gospodarzy, jednak obrona Cardiff była wciąż szczelna. Na 20 minut przed końcem Cardiff miało 9 punktów przewagi i nie dopuściło rywali na swoje pole punktowe aż do ostatniej akcji meczu. Wygrało 31:29, a Dragons na osłodę pozostały dwa punkty bonusowe.

Arcyciekawe mecze funduje nam w tym sezonie włoski Benetton – sporo przyłożeń i minimalne różnice punktowe w większości spotkań. Tak było i tym razem, gdy grał na wyjeździe ze Scarlets, którzy dla odmiany mieli w głowach dwie ostatnie bardzo wysokie porażki z irlandzkimi potęgami. Zaczęło się od prowadzenia Walijczyków 14:0, ale Włosi zdołali doprowadzić do remisu na początku drugiej połowy. Scarlets potem ponownie odskoczyli i choć na każde ich przyłożenie Benetton odpowiadał własnym, zadecydowały dwa skutecznie wykonane karne: Scarlets wygrali 34:28. Ekipa z Treviso musiała zadowolić się dwoma punktami bonusowymi. Błyszczał łącznik młyna Dane Blacker (dwukrotnie przyłożył i mocno zapracował na przyłożenie Roba Evansa), a bardzo często wykorzystywane TMO dwukrotnie unieważniło przyłożenia skrzydłowego walijskiej drużyny Steffa Evansa.

Poza tym: Leinster nie podzielił losu Munsteru i Ulsteru i w celtyckim klasyku pewnie wygrał na wyjeździe z Glasgow Warriors 31:15 (na dodatek z bonusem), a Zebre przegrało 10:27 z Edynburgiem (bonusowe przyłożenie Szkoci wywalczyli w doliczonym czasie gry). Południowoafrykańskie drużyny spotkania z tego weekendu mają odłożone na luty.

W tabeli na czele Leinster, który jako jedyny pozostał niepokonany. Ulster i Munster mimo porażek za jego plecami, ale depczą im po piętach drużyny szkockie i Ospreys. Wciąż bez zwycięstwa włoskie Zebre.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Leinster524
2. ↓Ulster520
3. Munster519
4. ↑↑Edynburg518
5. Ospreys517
6. ↓↓Glasgow Warriors516
7. Cardiff514
8. Benetton Treviso512
9. ↑↑Connacht511
10. ↑↑↑Scarlets511
11. ↓Dragons59
12. ↓↓↓Stormers47
13. ↓Lions46
14. ↓Sharks45
15. ↓Bulls45
16. Zebre Parma51

Z kraju

W Warszawie odbył się ostatni tej jesieni turniej siódemkowych mistrzostw Polski kobiet. Niespodzianki nie było: w Ekstralidze triumfowały Biało-Zielone Ladies Gdańsk, a w I lidze ich rezerwy, a drugie miejsca zajęły ekipy Legii Warszawa. Ekstraligowy występ Venol Atomówek Łódź skończył się zbieraniem doświadczenia: wszystkie cztery mecze przegrane bez zdobytego ani jednego punktu (cóż, pierwsze koty za płoty). Tym razem na boisku pojawiło się 10 drużyn, a nie 11 (zabrakło Gietrzwałdu), w związku z czym zrezygnowano z rozgrywania II ligi.

W także czwartym turnieju Polskiej Ligi Rugby 7 trzecie zwycięstwo Tytana Gniezno.

W rozgrywkach ligowych piętnastek kadetów serię zwycięstw kontynuuje Juvenia Kraków, a te z tego tygodnia są wyjątkowo cenne, bo w Łodzi młodzi krakowianie pokonali chyba najgroźniejszych rywali do medali: Budowlanych Commercecon Łódź i Orkan Sochaczew.

Polski Związek Rugby zapowiedział pierwszy konkretny projekt w ramach zainaugurowanej hucznie kilka tygodni temu Akademii Rugby: szkolenia z pozyskiwania środków finansowych dla klubów sportowych.

A pozostając w tym temacie, Ministerstwo Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu poinformowało, że w złożonych w parlamencie projektach ustaw podatkowych znalazły się zapisy pozwalające na dość znaczne odpisy od podatku dla przedsiębiorców sponsorujących kluby i wydarzenia sportowe. To niezła informacja, gorsza jednak jest taka, że projektowane zmiany powodują utratę części dochodów przez samorządy, a jeśli samorządom zabierane są pieniądze, to zwykle jako pierwsze pod nóż idą wydatki na sport i kulturę. A dotacje samorządowe stanowią zdaje się istotny element budżetów sporej części budżetu naszych klubów…

Ze świata

W Rugby Europe Trophy rozegrano drugie spotkanie w tym sezonie. Pokonana niedawno przez nas Ukraina wybrała się do Szawli na mecz z Litwą. Goście tym razem zagrali bez zawodników z Ekstraligi, jednak mimo to odnieśli zwycięstwo. W meczu padło aż 11 przyłożeń, a walka o wygraną trwała do ostatniej minuty. Ukraińcy świetnie zaczęli mecz – dzięki dwóm przyłożeniom po 10 minutach prowadzili 12:0. Litwini zaczęli się jednak odgryzać i w ciągu kolejnych 20 minut to oni zdobyli kolejne 15 punktów (m.in. dwa przyłożenia Donatasa Trumpicksa) i wyszli na prowadzenie. Później drużyny zdobywały przyłożenia na zmianę i na przerwę z przewagą dwóch punktów (22:24) schodzili goście. Z ich dorobku aż 19 punktów zdobył Oleh Kosariew, który zanotował na swoim koncie w ciągu pierwszych 40 minut hat-trick przyłożeń. Początek drugiej połowy lepszy mieli Litwini, którzy zdobyli 10 punktów, ale kolejny kwadrans należał do gości i na 15 minut przed końcem Ukraina prowadziła 39:32. Litwa do końca walczyła o zmianę wyniku, jednak przyłożenie zdołała zdobyć dopiero w ostatniej akcji meczu (drugi raz w tym meczu przyłożył skrzydłowy Jonas Mikalcius). Podwyższenie na wagę remisu Eimantasa Bagarauskasa z niebyt trudnej pozycji okazało się minimalnie chybione i gospodarze przegrali 37:39 – musieli się zadowolić jedynie punktem bonusowym. A Ukraina awansowała na pierwsze miejsce w tabeli, ale jako jedyna ma na koncie dwa spotkania (a trzy drużyny w ogóle jeszcze nie weszły do rywalizacji).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Ukraina25
2. ↓Polska14
3. Litwa11
Belgia00
Niemcy00
Szwajcaria00

Poza tym w REIC: Na poziomie Conference 1 spotkanie inaugurujące rozgrywki w grupie północnej: Szwecja rozgromiła Luksemburg 51:5, zdobywając 9 przyłożeń. Na poziomie Conference 2 w grupie północnej Norwegia uległa Danii 0:47 (drugie zwycięstwo Duńczyków), a w grupie południowej Serbia pokonała Turcję 37:14 (awansowała na drugie miejsce w tabeli, za plecami Bułgarów). Nadciągają jednak covidowe kłopoty: na Łotwie wprowadzono ograniczenia uniemożliwiające prowadzenie przygotowań reprezentacji i w związku z tym odwołano jej dwa spotkania zaplanowane na jesień (pierwsze miało się odbyć za tydzień, w domu, przeciwko Szwecji). Federacja rozmawia z rywalami i Rugby Europe o losie tych meczów.

W Urugwaju rozpoczęła się impreza o nazwie Americas Pacific Challenge (6 drużyn z Ameryki, zasadniczo U23, ale z prawem powołania pięciu starszych zawodników). W pierwszy weekend rozegrano dwa z trzech zaplanowanych spotkań – mecz Argentyny ze Stanami Zjednoczonymi odwołano i uznano za remis 0:0, a powodem odwołania są podobno problemy z przejazdem Amerykanów. Obie drużyny maja rozegrać swoje dalsze mecze w turnieju. W dwóch rozegranych spotkaniach Chile rozgromiło Paragwaj aż 62:0, a Brazylia uległa gospodarzom, Urugwajowi, 12:28.

W Rugby Europe Super Cup trzecia kolejka spotkań (pierwsza rozegrana w całości). W grupie wschodniej, pokonane zostały obie drużyny z Rosji i to obie grające w swoim kraju. Lokomotiw Penza uległ gruzińskiemu Black Lion 11:27, natomiast mistrz Rosji, STM-Jenisiej Krasnojarsk, rozgrywający swój mecz w Moskwie (na dramatycznie złej murawie), przegrał z izraelskim Tel Aviv Heat 31:34 – zadecydowała pierwsza połowa, w której Heat w ciągu 10 minut zmienił wynik z 3:0 na 3:21 (swoją drogą, w 23-osobowym składzie Heatu było ponoć tylko dwóch Izraelczyków, z czego jeden urodzony i wychowany w RPA). Jenisiej pozostał na pierwszym miejscu w tabeli, ale tylko punkt za nim są Gruzini, przed którymi jeszcze zaległy mecz z Heatem. W grupie zachodniej mecze wygrywały faworyzowane drużyny z Półwyspu Iberyjskiego, oba na wyjeździe: holenderska Delta przegrała z portugalskimi Lusitanos 7:50, a belgijscy Devils z hiszpańskimi Iberians 7:47 (choć Hiszpanie długo nie zachwycali i rozkręcili się dopiero pod koniec pierwszej połowy, po żółtej kartce dla jednego z rywali). Tu na czele grupy Portugalczycy, zaś pozostałe drużyny mają po jednym zwycięstwie na koncie (jednak faworytami do awansu do półfinału z drugiego miejsca są Hiszpanie).

W nowozelandzkich mistrzostwach prowincjonalnych NPC od zwycięstwa do zwycięstwa nadal kroczy Taranaki, które tym razem pokonało 47:35 Manawatu. W starciu drużyn z Premiership Hawke’s Bay pokonało 41:14 rywala do przewodzenia w tabeli, Waikato (aż 29:0 w drugiej połowie) i umocniło się na prowadzeniu w lidze (a przed meczem mieliśmy piękną wspólną hakę dla uczczenia Seana Wainui: https://youtu.be/lKv3JqZCB_c). Niespodziankę sprawiło Otago, które pokonało Canterbury 22:20 (i to mimo fatalnych dziesięciu minut w pierwszej połowie, po których przegrywało 0:17). Odwołano mecz Bay of Plenty z Otago (z powodu żałoby po śmierci Wainui, który był graczem Bay of Plenty).

Tydzień temu rozegrano w Moskwie (na WTB-Arenie) finał Pucharu Rosji, w którym STM Jenisiej Krasnojarsk grał z WWA Podmoskowie. Mistrzowie Rosji wygrali 41:34, a spotkanie trzymało w napięciu do samego końca – WWA w ostatniej akcji miało piłkę pod polem punktowym osłabionych po żółtej kartce rywali, jednak nie zdołało jej przyłożyć (a początek meczu miało świetny – po kwadransie prowadziło 16:o). Mnóstwo świetnych akcji i emocji, a o poziomie tych ostatnich najlepiej świadczy czerwona kartka dla trenera Jenisieju Aleksandra Pierwuchina. Najwięcej kontrowersji wzbudziła jednak sytuacja, do której doszło chwilę po tej kartce, w 63. minucie meczu: świetną, szybką akcję WWA zakończył przyłożeniem Courtney Winnaar (swoją drogą, południowoafrykański skrzydłowy zdobył w tym meczu jeszcze dwa przyłożenia, parę minut wcześniej i parę minut później), Leighton Extin wykonał podwyższenie i drużyny przygotowywały się do wznowienia gry ze środka boiska. Wtedy sędzia tego spotkania, Artur Kaptiuch, skonsultował się z TMO i przyłożenie unieważnił. Tymczasem nie dość, że faul podczas akcji był raczej wątpliwy, to przede wszystkim taką decyzję miał prawo podjąć tylko przed wykonaniem podwyższenia. W efekcie obu sędziów spotkały dyskwalifikacje: Kaptiucha do końca tego roku (kara raczej symboliczna, bo oficjalnego grania klubów elity w Rosji przed zimą pozostało niewiele), a sędziego TMO, Walerija Dawydowa – aż do końca maja 2022.

Mniej kontrowersji w innym finale sprzed tygodnia: Silver Dragons z Szanghaju zdobyli mistrzostwo Chin po wygranej z Rams z Kantonu 21:18. To szósty tytuł tej ekipy z rzędu, ale zwycięstwo w Kantonie nie przyszło jej łatwo. Swoją drogą, w podstawowych piętnastkach obu drużyn chyba nie było ani jednego Chińczyka (w Kantonie: jedenastu graczy z Południowej Afryki, trzech z Anglii i jeden z Argentyny, w Szanghaju towarzystwo znacznie bardziej urozmaicone narodowościowo, zdaje się z ośmiu krajów). W przyszłym roku ma jednak pojawić się w stawce All-China Cup drużyna złożona z Chińczyków: istniejąca od ponad dekady najlepsza drużyna siódemkowa kraju o statusie zawodowym, Shandong, postanowiła przystąpić do rozgrywek piętnastkowych.

Poznaliśmy przedostatniego finalistę Pucharu Świata kobiet w Nowej Zelandii: decyzje zapadły przy zielonym stoliku. Ponieważ mistrzostwa Azji, które miały stanowić jednocześnie azjatycką kwalifikację do tej imprezy, kilkakrotnie przekładano (ostatni raz kilka tygodni temu), a termin barażu międzykontynentalnego nieubłaganie się zbliża, podjęto decyzję, że do Nowej Zelandii pojedzie najwyżej sklasyfikowana ekipa z tego kontynentu – Japonia. Dwie pozostałe, które miały uczestniczyć w mistrzostwach, Hongkong i Kazachstan, mają zmierzyć się w pojedynczym meczu o prawo gry w barażu międzykontynentalnym.

Stany Zjednoczone oficjalnie rozpoczęły swoją kampanię o przyznanie im praw organizacji Pucharu Świata w 2027 lub 2031 oraz kobiecego Pucharu Świata w 2029. Zainteresowanych goszczeniem imprezy jest aż prawie 30 miast, a wśród aren znajdują się stadiony drużyn NFL (m.in. ponad 90-tysięczny Rose Bowl w Pasadenie, gdzie rozegrano finał mistrzostw świata w piłce nożnej w 1994). Gdyby Amerykanom się udało, byłaby to pierwsza impreza tej rangi na półkuli zachodniej.

Z kolei RFU podjęło decyzję o rozpoczęciu starań o organizację Pucharu Świata kobiet w 2025. Głównym przeciwnikiem Anglii będzie Francja. Ostatni raz Angielki były gospodyniami imprezy w 2014, a odbywała się ona w tym kraju już dwukrotnie.

W przyszłym tygodniu panel dyscyplinarny World Rugby ma zająć się sprawą słynnego, ponad godzinnego video Rassiego Erasmusa z krytyką sędziego Nica Berry’ego po jednym z meczów Springboks przeciwko British & Irish Lions. W rugbowej prasie pojawiają się informacje odnośnie merytorycznej oceny filmu w World Rugby – podobno uznano, że spośród 26 zarzutów Erasmusa, 23 są słuszne. Jednak w przesłuchaniach nie będzie chodzić o to, czy miał rację w filmie, ale o bezpardonowy, publiczny atak na sędziego. I zapewne sprawa będzie się toczyć wokół tego, kto film Erasmusa upublicznił. On sam podobno zarzeka się, że to nie jego sprawka. Niemniej, byłoby ogromną naiwnością z jego strony sądzić, że taki film w takiej formie, rozesłany do tak szerokiego grona adresatów, nie stanie się przedmiotem publicznej dyskusji…

Południowoafrykańscy Cheetahs, odcięci brutalnie od URC, ogłosili szczegóły zaplanowanego przez nich na listopad turnieju Toyota Challenge. Weźmie w nim udział 5 drużyn: oprócz gospodarzy dwie kolejne z Południowej Afryki (Sharks i rezerwy Stormers), a także dwie z Europy – mistrz Rumunii Știința Baia Mare i Diables Barcelona (drużyna, która właśnie się tworzy).

W Południowej Afryce nastał wreszcie koniec kontrowersyjnych rządów Zelta Maraisa w federacji Western Province. Federacja południowoafrykańska straciła cierpliwości po miesiącach (jeśli nie latach) kolejnych konfliktów i afer i w ubiegłym tygodniu ogłosiła przejęcie kontroli nad kapsztadzką organizacją oraz zawieszenie Zelta Maraisa.

Moana Pasifika, nowa franczyza w Super Rugby, mająca stanowić swego rodzaju reprezentację Samoa i Tonga, od początku budzi pewne wątpliwości. Plan jej lokalizacji w Nowej Zelandii, nowozelandzcy działacze – to wszystko kazało podejrzewać, że może stać się platformą do wyciągania kolejnych młodych zdolnych z wysp Pacyfiku. Tymczasem mają trwać rozmowy federacji z wysp Pacyfiku z World Rugby na temat wprowadzenia zasady, że gra dla Moana Pasifika i Fiji Drua ma zapobiec późniejszemu przejęciu zawodników przez reprezentacje innych krajów.

Kolejne wyniki badań związanych z uszkodzeniami mózgu w związku z uprawieniem rugby opublikowano w Alzheimer’s & Dementia: The Journal of the Alzheimer’s Association. Naukowcy wzięli pod lupę grupę 146 byłych graczy, którzy przekroczyli już 50 lat. W podsumowaniu badań stwierdzono, że nie odnaleziono bezpośrednich związków między liczbą wstrząśnień i zdolnościami poznawczymi. A w kolejnym zdaniu dodano, że stwierdzono taką wyraźną zależność w grupie starszych zawodników, którzy skończyli 80 lat – ci, którzy odnieśli w ciągu kariery co najmniej trzy wstrząśnienia mózgu, mieli wyniki badań zdolności poznawczych wyraźnie gorsze od rówieśników z mniejszą liczbą wstrząśnień lub bez nich. Wyniki badań są dostępne tutaj. Ciekawostka: dwie grupy badaczy zaangażowanych w badania wydało dwa niezależne komunikaty prasowe, w których położyły nacisk na odmienne aspekty wyników badań.

Do poczytania:

  • tekst Petera Lampa w nowozelandzkim Staff o tym, jak wielkiego znaczenia nabrały maule w obecnym rugby (ze wskazaniem, że obecnie młynarze zdobywają więcej przyłożeń niż skrzydłowi),
  • dwa teksty w portalu RugbyPass na temat „chłopców od podawania wody”, którzy coraz częściej trafiają na czołówki rugbowych wiadomości – Liama Heagney’a i Paula Smitha. Ten pierwszy omawia czteropunktową propozycję Iana McGeechana: 1. mogą wejść na boisko tylko wyraźnie wpuszczeni przez sędziego; 2. nie mogą rozmawiać z sędziami; 3. muszą przebywać na ławce w pobliżu połowy boiska; 4. trenerzy nie mogą przebywać przy boisku, ale na trybunach. Ponadto zamiast wyznaczać do podawania wody członków sztabu lub zawodników, powinna zajmować się tym młodzież.

Z rynku transferowego: Ma’a Nonu wraca do amerykańskiej Major League Rugby – podobnie jak w sezonie 2020 ma występować w przyszłym roku w San Diego Legion.

Polacy za granicą

Wieści o naszych reprezentantach z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • w National League North 2 Ross Cooke miał zagrać w wyjściowym składzie Tynedale w meczu przeciwko Sheffield Tigers, mecz jednak odwołano z powodu stwierdzenia zachorowania na covid w ekipie Tynedale;
  • w South West Premier w podobnej sytuacji znalazł się Eryk Luczka: miał zagrać w barwach Brighton Hornets przeciwko Crewkerne, ale mecz odwołano – rywale mieli zbyt wielu kontuzjowanych, aby złożyć skład;
  • w SE & London Premier Stash Maltby punktował dla Brighton w meczu przeciwko Sevenoaks: wykonał karnego, dzięki któremu wyrównał wynik na 3:3. Jego ekipa przegrała jednak ostatecznie aż 3:50.

Francja:

  • w Pro D2 Andrzej Charlat nie wystąpił w meczu Nevers przeciwko Narbonne, ale na mediach społecznościowych jego klubu znajdziemy wywiad z nim (https://www.facebook.com/UsonNeversRugby/videos/910272639884007/);
  • w grupie 1 Fédérale 1 Mateusz Bartoszek wyszedł w podstawowym składzie Bassin d’Arcachon w meczu przeciwko Floirac. Jego drużyna przegrała 12:15 i to jej pierwsza porażka w tym sezonie;
  • w grupie 2 Fédérale 1 pojedynek ekip z Polakami w składzie: RCHCC Aleksandra Nowickiego podejmowało Vienne Kamila Bobryka. Nowickiego na boisku nie oglądamy od czasu czerwonej kartki sprzed miesiąca, natomiast Bobryk znalazł się w podstawowym składzie swej drużyny. Górą była ekipa z Hyères-Carqueiranne-La Crau, która wygrała 9:3 i jako jedyna drużyna bez porażki jest liderem tabeli (Vienne jest siódme);
  • w grupie 3 Fédérale 1 Quentin Cieslinski zagrał zaledwie 8 minut w meczu Lavaur przeciwko liderom z Nîmes – musiał zejść już na początku meczu z powodu kontuzji. Jego ekipa przegrała 12:56;
  • w grupie 2 Fédérale 2 Jędrzej Nowicki znalazł się na ławce rezerwowych Pontarlier w meczu z Le Creusot, przegranym 20:40 (fatalna końcówka meczu – jeszcze po przerwie Pontarlier prowadziło 20:17);
  • w grupie 3 Fédérale 2 Grzegorz Janiec zagrał od pierwszej minuty w zwycięskim meczu Servette Genewa przeciwko Clermont Cournon (47:24), a jego drużyna awansowała na trzecie miejsce w tabeli. Swoją drogą, Servette w październiku podpisało umowę partnerską z Sharks (tymi z URC, z Durbanu);
  • w grupie 6 Fédérale 2 Tomasz Hebda (który trzy dni przed meczem skończył 40 lat) również znalazł się w podstawowym składzie w wygranym meczu – jego Lourdes pokonało Layrac 33:6.

Szwajcaria: Yverdon z Patrykiem Reksulakiem i Kacprem Ławskim w składzie wygrało już piąty mecz z rzędu, tym razem z Grasshopper z Zurycha 34:21. Ławski tym razem nie punktował, ale za to dwa pierwsze przyłożenia w meczu zdobył Reksulak, drugie po samotnym 80-metrowym rajdzie.

Zapowiedzi

Przed nami ostatnia planowana jesienią kolejka Ekstraligi (choć to pewnie nie koniec emocji sportowych w tym zakresie przed zimą) – pięć meczów i pięć bardzo ciekawych starć: Arka – Ogniwo (derby Trójmiasta), Budowlani Lublin – Łódź (walka o play-off), Juvenia – Orkan (dwie najmłodsze drużyny w stawce), Lechia – Skra (także walka o play-off) i wreszcie Pogoń – Posnania (szansa na pierwsze zwycięstwo dla którejś z tych drużyn). Oprócz tego dwa mecze centralnej ligi juniorów (Juvenia – Budowlani Łódź i Lechia – Arka).

Oficjalne okienko międzynarodowe tuż tuż, a w najbliższy weekend kilka zapowiadających go spotkań: Walia – Nowa Zelandia, Szkocja – Tonga i Hiszpania – Włochy A. Grają też kobiety i tu dwa bardzo ciekawe pojedynki: Anglia – Nowa Zelandia i Stany Zjednoczone – Kanada. Poza tym kolejne cztery mecze w ramach Rugby Europe International Championships: na poziomie Trophy Litwa – Niemcy (nasi zachodni sąsiedzi wchodzą do rywalizacji), a na poziomach Conference 1 i 2 Cypr – Chorwacja, Słowenia – Malta i Andora – Bośnia i Hercegowina. W kobiecym Rugby Europe Trophy mecz Szwecji z Czechami. Do tego dwie kolejki Americas Pacific Challenge (kończące turniej).

W trzech dwóch europejskich ligach wyjątkowe hity. W dziewiątej kolejce francuskiej Top 14 Racing 92 zagra z Tuluzą (poza tym m.in. Bordeaux gra z Clermont). W siódmej kolejce angielskiej Premiership Harlequins zagrają w derbach Londynu z Saracens (a oprócz tego m.in. Northampton Saints z Leicester Tigers). W URC szósta kolejka, po której będziemy mieli miesięczną przerwę i tu również mamy wyjątkowe wydarzenie: derby irlandzkich prowincji pomiędzy Leinsterem i Ulsterem (trzecia z irlandzkich potęg, Munster, zagra z Bulls, pierwszy raz na południowej półkuli). A w URC zaczyna się miesięczna przerwa. Oprócz tego czwarta kolejka fazy grupowej Rugby Europe Super Cup.

4 komentarze do “Trójcyfrówka All Blacks”

Dodaj komentarz