Nations Cup ma zmienić światowe rugby?

Szanse na granie ligowe w niedalekiej przyszłości pozostają już tylko w Australii i Nowej Zelandii oraz być może Anglii. Jednak dziś najwięcej o reelekcji Beaumonta na przewodniczącego World Rugby i oczekiwanych oraz obiecywanych zmianach, w tym o powrocie do pomysłu cyklicznych, ogólnoświatowych rozgrywek reprezentacyjnych z systemem spadków i awansów.

Drobne

World Rugby

Nie 12 maja, jak początkowo zapowiadano, ale już w sobotę ogłoszono wynik wyborów na przewodniczącego World Rugby. Bill Beaumont pokonał Agustína Pichota stosunkiem głosów 28:23. Zdołał jednak zapewnić sobie solidarne poparcie krajów Sześciu Narodów, miał też pozyskać zrażone do SANZAAR Japonię, Fidżi i Samoę, a także Afrykę i Kanadę. Jego zastępcą będzie Francuz Bernard Laporte (ten nie miał konkurenta), który zapewne stoi za zapewnieniem Beaumontowi przynajmniej części z tych pozaeuropejskich głosów. Co ciekawe, Pichot miał pozyskać Rumunię i Gruzję, choć Rugby Europe ponoć stanęła za Beaumontem (niemiecka federacja żąda wyjaśnień na temat braku konsultacji w tej sprawie, a decyzja o głosie miała zostać podjęta zanim Pichot ogłosił przystąpienie do wyborów). 12 maja wybór ma być ostatecznie potwierdzony przez Radę WR.

Obecne wybory pokazały bardzo wyraźnie rozbieżność interesów krajów 6 Narodów i SANZAAR. I pojawiło się wiele wątpliwości, czy faktycznie wybór dotychczasowego przewodniczącego, raczej niesłynącego z rewolucyjnych pomysłów i dalekowzrocznych wizji, który przez ostatnie cztery lata tak naprawdę niewiele zrobił z problemami światowego rugby, jest najlepszym wyborem w czasach tak dużego kryzysu – który na pewno będzie wymagał wyjątkowej aktywności i twórczego myślenia.

Beaumont oczywiście wezwał do jedności w trudnej sytuacji. Jednak już w tym momencie kierujący nowozelandzką federacją Brent Impey zapowiedział, że dalsze zwlekanie ze zmianami (zwłaszcza gdy idzie o podział przychodów z testów – obecnie 100% otrzymują gospodarze meczu) będzie oznaczało upadek federacji na południowej półkuli. Dlatego domaga się szybkich zmian – alternatywą jest prywatne finansowanie tourów, czyli w praktyce odcięcie ich od WR.

A jakie zmiany przewiduje Beaumont? Najgłośniej odbił się chyba powrót do pomysłu World League (tym razem pod nazwą Nations Cup lub Nations Championship, zależnie od źródła). Ze zmianami: na boku pozostałby tym razem nietknięty Puchar Sześciu Narodów i The Rugby Championship (być może powiększonego). Jeśli wierzyć informacjom z The Sunday Times, nowe rozgrywki (dwukrotnie w cyklu czteroletnim) obejmowałyby co najmniej trzy poziomy:

  • na najwyższym 12 drużyn: 10 z Puchar Sześciu Narodów i The Rugby Championship plus prawdopodobnie Japonia i Fidżi, podzielone na dwie dywizje (północ i południe); do klasyfikacji miałyby się liczyć wyniki sześciu meczów z drużynami z drugiej dywizji, a tabela byłaby wspólna;
  • drugi 12-zespołowy poziom (emerging nations) w podobnym formacie, tutaj zapewne pozostałe osiem drużyn z ubiegłorocznego Pucharu Świata i jeszcze cztery miejsca do obsadzenia (pozostałe drużyny z Rugby Europe Championship?);
  • poniżej regionalne konferencje (tu zmieściłaby się nasza reprezentacja?) formowane przez poszczególne kontynentalne związki.

I system spadków i awansów, uwzględniający także najwyższy poziom. Mecze rozgrywane w dotychczasowych okienkach testowych. Mogłoby zatem okazać się po pierwszej edycji, że na przykład Włochy nadal będą grać w Pucharze Sześciu Narodów, ale już nie na najwyższym poziomie nowego turnieju (spadną poziom niżej i przez to stracą testy poza 6N z reprezentacjami z najwyższej półki). Dla krajów „wschodzących” (jak chce je nazywać Beaumont) z jednej strony to wreszcie jakaś jasna szansa awansu, z drugiej utrata dla takich krajów jak Gruzja szans na nieliczne testy z reprezentacjami z najwyższego poziomu. Jest to chyba bardziej realne niż poprzedni pomysł, w którym 6N i TRC miały zostać częścią rozgrywek. Podobna struktura ma być przewidziana także dla kobiecego rugby.

Z innych wypowiedzi Beaumonta: ta o podziale zysków z testów zapewne nie zadowoli krajów SANZAAR – twierdzi, że jest za takim rozwiązaniem, ale uważa to za sprawę raczej poszczególnych federacji, niż World Rugby (choć pomysł Nations Cup zamienia testy w imprezę pod egidą WR). Konkret to pomysł kumulacji lipcowego i listopadowego terminu testów tak, aby znalazły się obok siebie. Kontrowersyjny jest pomysł poluzowania reguł dotyczących reprezentowania krajów – chce pozwolić na grę w nowej reprezentacji zawodnikom, którzy grali wcześniej dla innej.

Swoją drogą, sprawa fidżijskiego poplecznika Beaumonta, Francisa Keana, który też przed wyborami został usunięty z Rady WR i zmuszony do rezygnacji z udziału w wyborach do Komitetu Wykonawczego, zatacza coraz szersze kręgi. Dan Leo, stojący na czele Pacific Rugby Players Welfare (organizacji zrzeszającej graczy z wysp Pacyfiku), jest rozczarowany brakiem śledztwa wewnątrz World Rugby dotyczącego możliwości pełnienia tak wysokich funkcji przez osobę oskarżaną o homofobię, dyskryminację i w przeszłości karanego za zabójstwo. Zapowiedział, że w przypadku braku wprowadzenia skutecznej weryfikacji kandydatów na stanowiska w WR, wystąpi do MKOl z informacją o łamaniu przez władze World Rugby kodeksu etyki tej organizacji przy nominacji czołowych urzędników i zasugeruje zawieszenie rugby jako sportu olimpijskiego.

Ekstraliga

Komisja Gier i Dyscypliny zadecydowała o ostatecznej klasyfikacji drużyn w obecnym sezonie. Inna sprawa, że niezależnie od tego, czy decydowałaby aktualna tabela (trzy drużyny z jednym spotkaniem mniej), czy klasyfikacja po rundzie jesiennej, kolejność drużyn byłaby taka sama. Praktyczny wymiar decyzja ma w podtrzymaniu kar indywidualnych do rozliczenia w przyszłym sezonie, będzie miała wpływ też na terminarz.

Pojawiają się pomysły na granie w rugby przed rozpoczęciem nowego sezonu – ponowne ożywienie Pucharu Polski. Jednak nie wszyscy chcą grać – w Łodzi i Sochaczewie podobno pomysł nie budzi zainteresowania. Z kolei w Trójmieście, jeśli pomysł z Pucharem Polski się nie powiedzie, myślą o graniu w lokalnym gronie (trzy zespoły Ekstraligi i pierwszoligowa Arka Rumia).

Póki co, rząd pozwolił trenować pod odkrytym niebem w grupkach góra sześcioosobowych. Bez korzystania z szatni. Ale przynajmniej jest do kogo piłkę podać 🙂

Premiership

W Anglii wciąż myślą o dokończeniu sezonu – bez tego przychód z kontraktu telewizyjnego zostanie drastycznie obcięty. Z wypowiedzi prezesa Gloucester wynika, że trwają uzgodnienia z rządem i być może uda się wznowić rozgrywki na początku lipca i zagrać je z kalendarzem zapełnionym częściej niż tylko raz w tygodniu. Także strona Sky potwierdziła te doniesienia i dodała, że planowane jest rozgrywanie meczów na jednym lub dwóch stadionach. Większa częstotliwość gier, konieczność izolacji i przystąpienie do kolejnego sezonu bez przerwy budzą jednak kontrowersje wśród graczy. Także piątkowe rozmowy z rządową agendą DCMS nie przyniosły konkretów, 7 maja mają zostać ogłoszone plany wychodzenia Wielkiej Brytanii z lockdownu i jeszcze nie wiadomo, jak będą wyglądać.

Sposób prowadzenia działań związanych ze zmniejszaniem kontraktów w lidze angielskiej skłonił Ellisa Genge’a do zapowiedzi utworzenia nowego związku graczy ligi angielskiej. Reprezentacyjny filar jest niezadowolony m.in. z niewystarczającego doradztwa dla zawodników w tej niecodziennej sytuacji.

Premiership ma kłopoty z kontraktem telewizyjnym. Za rok wygasa umowa z BT Sport, która daje lidze 40 mln funtów rocznie. Okres wyłącznych negocjacji z BT Sport nie dał żadnego efektu, także w rozmowach z telewizją Sky nie osiągnięto porozumienia. Na pewno proces wyboru się przedłuży, a niewykluczone, że nie uda się osiągnąć tak korzystnego porozumienia, jak obecne. To w połączeniu z nieuniknionym obcięciem dofinansowania z RFU (uzależnionego od zysków federacji), które ostatnio wynosiło 25 mln rocznie, oznacza konieczność prawdziwego zaciskania pasa w przyszłych sezonach.

Efekt zaciskania pasa widać chyba po transferach. Co prawda Leicester Tigers zapowiedziało zakontraktowanie od nowego sezonu wielokrotnego reprezentanta Szkocji, środkowego Matta Scotta, dotąd w Edynburgu, jednak odejść ma skrzydłowy Jonah Holmes, mający na koncie kilka występów w reprezentacji Walii. Prawdziwy eksodus do Kraju Wschodzącego Słońca zapowiada Daily Mail: z Bath łącznik ataku Freddie Burns (ma grać w Toyota Shokki Shuttles), z Saracens obrońca, najlepszy gracz Europy w 2019 według EPCR, Alex Goode (na roczny kontrakt) oraz wspieracz, uczestnik drużyny Lwów, George Kruis (do Panasonic Wild Knights), z Wasps wspieracz Charlie Matthews, a z Gloucester zawodnik ataku Owen Williams.

Pro14

Dave Rennie, obecny trener Glasgow Rangers, od nowego sezonu przejmujący reprezentację Australii, stwierdził, że wobec braku nadziei na dokończenie sezonu Pro14 należałoby tytuł przyznać irlandzkiemu Leinsterowi. Z jednej strony – faktycznie dublińczycy od bardzo dawna nie odnieśli żadnej porażki i ma zdecydowaną przewagę punktową nad wszystkimi konkurentami. Z drugiej – Pro14 gra w dwóch konferencjach, a sezon został przerwany na długo przed zakończeniem.

Zdaniem Daily Mail ogłoszenie zakończenia rozgrywek ligi nie nastąpiło wyłącznie z powodów związanych z ubezpieczeniami. I chyba nie możemy liczyć na to, że kluby z poszczególnych krajów będą próbowały zorganizować w zamian jakieś lokalne rozgrywki, tak jak w Super Rugby – wszak kolejny sezon ma zacząć się znacznie wcześniej niż na półkuli południowej.

Glasgow Warriors ogłosiło odejście trzech zawodników, w tym reprezentanta Kanady, czterokrotnego uczestnika Pucharów Świata i rekordzisty klubu w liczbie zdobytych przyłożeń – DTH van der Merwe. A Edynburg, oprócz wspomnianego wyżej Matta Scotta, ma opuścić aż ośmiu innych graczy, w tym były kapitan reprezentacji Szkocji John Barclay. Do stolicy Szkocji ma natomiast trafić dwóch Australijczyków, w tym dotychczasowy gracz Worcester Warriors i dwukrotny zwycięzca Super Rugby, Jono Lance. Z kolei walijskich Scarlets ma opuścić Hadleigh Parkes, który wybiera się do Japonii. Karierę kończy zaś po 13 latach zawodowego grania i ponad 30 występach w reprezentacji Irlandii gracz ataku Leinsteru Fergus McFadden.

A gdyby o kwalifikacji do Champions Cup w przyszłym sezonie miały decydować aktualne tabele konferencji, znów zobaczylibyśmy tam tylko jedną drużynę walijską (za to trzy irlandzkie i dwie szkockie). Pozostaje do obsadzenia siódme miejsce, o którym powinien zadecydować baraż (w tym momencie – między Connachtem a Dragons).

Pro14 / Champions Cup

Aż trzy organizacje rozważają apelację to Sportowego Sądu Arbitrażowego w Lozannie od decyzji o ukaraniu filara Munsteru Jamesa Cronina zaledwie miesięcznym zawieszeniem po wykryciu dopingu podczas listopadowego meczu Champions Cup. Są to Sport Ireland (agencja zajmująca się rozwojem sportu w Irlandii, w tym walką z dopingiem), WADA i World Rugby. Niezależnie od tego, czy faktycznie doping w krwi zawodnika był wynikiem przypadkowego błędu lekarza, okoliczności budzą kontrowersje – bardzo długi czas, jaki minął od stwierdzenia tego przypadku do jego ujawnienia i ogłoszenia werdyktu, oraz symboliczny wymiar kary (na dodatek przypadającej w okresie, kiedy i tak nie odbywają się rozgrywki).

Top 14

Rząd francuski ogłosił zakaz rozgrywania wszelkich większych rozgrywek sportowych (wprost wymieniając zawodowe rozgrywki rugby) do końca sierpnia. Co prawda później pojawiło się doprecyzowanie, z którego wynikałoby, że być może w sierpniu da się grać przy pustych trybunach. To w praktyce pozostawiło jako możliwy tylko jeden z planów awaryjnych opracowanych w LNR, o których wspominałem tydzień temu, zakładający grę w sierpniu. Jednak plan ten miał wiele minusów – rozgrywanie fazy play-off bez dokończenia sezonu zasadniczego (pozostało aż 9 spotkań) i grę bez porządnego przygotowania.

W środę odbyła się telekonferencja Zarządu LNR z szefami klubów. Postanowiono odwołać rozgrywki i skoncentrować się na kolejnym sezonie. Decyzja ma zostać przedłożona do zatwierdzenia Komitetowi Wykonawczemu LNR w ciągu dwóch tygodni, ale trudno spodziewać się, aby została zmieniona. Do rozstrzygnięcia oczywiście pozostały kwestie tytułu mistrzowskiego i ewentualnych spadków i awansów. Pojawiła się nawet w mediach informacja o powiększeniu Top 14 o dwa zespoły, ale z wypowiedzi prezesa lidera ligi Pro D2, Colomiers, wynika, że pogodził się z brakiem awansu, zatem raczej nie ma szans. Epidemię pewnie najbardziej przeklinają dwie zdecydowanie najlepsze drużyny w tym sezonie, Bordeaux i Lyon, które od lat nie posmakowały mistrzostwa: Bordeaux ostatni raz wygrało ligę przed 30 laty, a Lyon przed drugą wojną światową. Colomiers też nie posmakowało najwyższego poziomu rozgrywek od kilkunastu lat.

Gdyby do Champions Cup miało awansować sześć najlepszych obecnie drużyn, nie załapie się ubiegłoroczny mistrz, Tuluza. Jedyną szansa dla tej drużyny byłoby wygranie Champions Cup w tym roku, a ten też stoi pod znakiem zapytania.

Karierę kończy zawodnik Tulonu, legenda gruzińskiego rugby, Mamuka Gorgodze. Miał grać do końca sezonu, a skoro sezon się skończył przed terminem, to kariera tak samo. Zamierza wrócić do ojczystego kraju. Toulon opuszcza też południowoafrykański filar Marcel van der Merwe, który zapowiedział powrót do ojczyzny i stołecznych Bulls.

Champions Cup / Challenge Cup

Decyzja władz Francji o zakazie rozgrywek uderzyła w plany EPCR dotyczące dokończenia europejskich pucharów. W ich ćwierćfinałach jest sześć francuskich zespołów i to powoduje, że nie będzie pewnie dało się wznowić rozgrywek przed wrześniem. A jeśli angielska liga ruszy wcześniej, będziemy mieli sporą dysproporcję w przygotowaniu drużyn.

Challenge Cup / Hiszpania

Czołowy hiszpański klub, VRAC z Valladolid (który właśnie został ogłoszony mistrzem Hiszpanii mimo niedokończenia rozgrywek), wydał oświadczenie w sprawie udziału w europejskich pucharów. Hiszpanie zostali zaproszeni przez EPCR do udziału w Challenge Cup w przyszłym sezonie i początkowo odpowiedzieli pozytywnie, ale wskutek wybuchu epidemii i niepewności co do dostępnych w kolejnym sezonie zasobów, musieli z tej okazji zrezygnować.

Super Rugby

Po Toomui także były reprezentant Australii Tim Horan opowiedział się za wyłączeniem Afryki Południowej i Argentyny z rozgrywek. Opowiedział się za dołączeniem drużyn z wysp Pacyfiku, które miałyby swoje bazy w Australii i Nowej Zelandii. Poddawał też pomysły rozgrywania potem spotkań z najlepszymi drużynami Japonii czy Stanów Zjednoczonych.

W przyszłym tygodniu przedstawiciele zawodników Australii (w tym Matt Toomua) i Nowej Zelandii mają spotkać się i rozmawiać o organizacji rozgrywek właśnie w formacie „transtasmańskim”.

British & Irish Lions

Czarne chmury nad przyszłorocznym tourem British & Irish Lions? Już jakiś czas temu w paradę wielkiej imprezie weszły Letnie Igrzyska Olimpijskie w Tokio, które przełożono dokładnie na ten okres, w którym miały odbyć się trzy testy „Lwów” ze „Springbokami”. Epidemia może jednak zagrozić tourowi w jeszcze większym stopniu. Federacje z Wysp Brytyjskich liczą kasę i wychodzi im, że lepszym biznesem byłoby rozgrywanie w tym okresie testów każdej reprezentacji z osobna – dochód z touru trafiłby w dużej części do Afryki Południowej, a one same zarobiłyby stosunkowo niewiele. A ponieważ istnieje spora możliwość utraty dochodów z tegorocznych testów, istnieje ryzyko odwołania przyszłorocznej wyprawy Lions na południową półkulę albo przynajmniej przełożenia jej na jesień.

Puchar Sześciu Narodów

Pojawiają się spekulacje odnośnie terminu przyszłorocznego Pucharu Sześciu Narodów. Jeśli chcemy upchnąć dodatkowe testmecze w październiku, europejskie ligi będą mogły ruszyć pełną parą dopiero od grudnia. W tej sytuacji Puchar w końcu zimy bardzo zawadza i dlatego pojawił się pomysł, aby wystartował dopiero w kwietniu. Także The Rugby Championship miałoby być wówczas rozpoczęte, a nie w sierpniu.

Rugby league

Wieści z dwóch największych lig rugby league. Australijska NFL zapowiedziała start rozgrywek już 28 maja. Treningi mają zacząć się dzisiaj, a w ciągu tygodnia mają zapaść ustalenia co do ostatecznego formatu. Australia świetnie radzi sobie z epidemią i nie ma obecnie już żadnej wzmianki o ewentualnym koszarowaniu drużyn na wyspie przy wybrzeżu kontynentu.

Zakaz profesjonalnego sportu we Francji do sierpnia ma wpływ na Super League, czyli angielską ligę rugby league. We Francji swoją siedzibę ma jedna z drużyn ligi, Catalan Dragons. Biorąc pod uwagę plany rozpoczęcia gier w tej lidze w czerwcu lub lipcu, pojawiły się plany przeniesienia „Smoków” na teren Anglii, tak, aby mogli uczestniczyć w ewentualnych rozgrywkach. To oczywiście może oznaczać konieczność odbycia stosownej kwarantanny, ale ekipa z Perpignan nie chce siedzieć bezczynnie.

Inne

Federacja nowozelandzka szacuje, że w tym roku nie uzyska aż 70% planowanych przychodów. Już w zeszłym roku miała stratę finansową, ale ratowała ją nadwyżka finansowa uzyskana przy okazji występów British & Irish Lions w Nowej Zelandii w 2017.

O innych ligach: Gruzja

Przenoszę się do kraju najlepszej od paru sezonów drużyny Rugby Europe Championship. Z jednej strony to kraj, w którym od wieków uprawia się rugbypodobną grę lelo. Z drugiej, swoją reprezentację ma dopiero od 30 lat czyli od momentu secesji ze Związku Radzieckiego. Rugby pojawiło się tutaj na dobre w 1959 za sprawą pół Ormianina, pół Francuza Jacquesa Haspekiana (choć można spotkać wzmianki o meczach w okresie międzywojennym). W 1964 były tam cztery kluby. Powstała lokalna sekcja radzieckiej federacji, a drużyny zaczęły grać w organizowanych od 1966 mistrzostwach ZSRR. Pierwszy medal tych rozgrywek Dynamo Tbilisi zdobyło już w pierwszej ich edycji. W 1967 zaczęto organizować oficjalne rozgrywki wewnątrzgruzińskie. W połowie lat 80. Gruzja była jednym z głównych centrum rugby w ZSRR: Aia z Kutaisi trzykrotnie zdobyła mistrzostwo kraju w latach 1987–1999, a Huw Richards pisze, że z około 100 klubów rugby istniejących w Związku Radzieckim w końcu lat 80. aż 40 było z Gruzji.

Po secesji minęło kilka lat, zanim IRB uznało Gruzinów na arenie międzynarodowej. W kwalifikacjach do Pucharu Świata w 1995 ulegli nie tylko Rosji, ale także Polsce. Cztery lata później zostali pokonani przez Tongijczyków, a związek wciąż miał ogromne kłopoty. Jednak w XXI w. sytuacja się zmieniła. W 2001 Gruzja pierwszy raz wygrała Puchar Narodów Europy, w 2003 zadebiutowała w Pucharze Świata (po wyeliminowaniu Urugwaju), a przez ostatnie 12 lat tylko dwukrotnie oddała komuś przewodnictwo w stawce za plecami Pucharu Sześciu Narodów: Rumunii w 2010 i 2017 (a na podium tych rozgrywek jest nieustająco od 20 lat). W tym sezonie także była bezkonkurencyjna i na nierozegraną kolejkę przed końcem miała już zapewnione zwycięstwo. Niestety, szereg triumfów nie dał Gruzinom żadnych szans na awans poziom wyżej – Puchar Sześciu Narodów to przedsięwzięcie komercyjne i jego organizatorzy nie kwapią się do takiej zmiany (z przyczyn co najmniej w części pozasportowych). A szkoda.

Rozgrywki klubowe stoją na poziomie nieco niższym niż reprezentacja, bo zdecydowana większość kadrowiczów gra poza granicami kraju (kolonia gruzińskich zawodników młyna we Francji jest trudna do zliczenia, wielu graczy z tego kraju gra w Top 14). Najwyższy poziom rozgrywek stanowi liga Didi 10, w której gra dziesięć najlepszych klubów kraju. Spośród nich trzy są z Tbilisi, a cztery kolejne z miast i miasteczek położonych wokół stolicy. Stołeczne drużyny dominują w statystykach mistrzowskich – zdobyły aż 3/4 tytułów (21 spośród 28), a rekordzistami są Lokomotiw Tbilisi z dziewięcioma i Lelo Tbilisi (w ostatnich latach Lelo Saracens) z sześcioma. Wspomniana Aia Kutaisi, która ma na koncie trzy tytuły mistrzów ZSRR, w niepodległej Gruzji zanotowała tylko trzy mistrzostwa, dwa w dwóch pierwszych sezonach, a kolejne w 1995. Także po trzy mistrzostwa mają najstarszy klub kraju, Koczebi Bolnisi (przeniesiony do Bolnisi z Tbilisi parę lat temu), oraz aktualny mistrz kraju RC Batumi.

W obecnym, przerwanym sezonie, na czele tabeli ligowej mieliśmy z identyczną ilością punktów Lelo Saracens i RC Batumi. Bliska spadku była drużyna Armazi Marmeuli. Na szóstym miejscu (ostatnim premiowanym awansem do play-off) była ekipa Jiki Gori, w której składzie znajduje się świetny łącznik ataku, niegdyś grający w Arce Gdynia, Beka Tsiklauri. Rozegrano 14 z zaplanowanych 18 kolejek sezonu zasadniczego, a pozostawał jeszcze nietypowy, czterorundowy play-off z udziałem sześciu drużyn. W pierwszej rundzie trzecia drużyna tabeli gra z szóstą, a czwarta z piątą. W drugiej rundzie zwycięzcy z pierwszej rundy grają ze sobą, a lider tabeli z wiceliderem. W trzeciej rundzie przegrany z meczu lidera z wiceliderem gra ze zwycięzcą drugiego spotkania drugiej rundy. W finale spotyka się zwycięzca meczu drugiej rundy między liderem i wiceliderem oraz zwycięzca meczu trzeciej rundy. Nieco to skomplikowane.

Drugi poziom to I liga, w której gra także 10 drużyn. Wśród nich m.in. Dynamo Tbilisi, czyli pierwszy gruziński medalista mistrzostw ZSRR, a także trzy inne zespoły ze stolicy. Tu nie ma play-off, o zwycięstwie decyduje tabela ligowa: na najwyższy poziom rozgrywek awansuje zwycięzca, a druga drużyna gra baraże z przedostatnią drużyną Didi 10. W chwili przerwania rozgrywek (zabrakło trzech kolejek) na czele była drużyna Aresi Kutaisi, a na drugim miejscu zespół z Patardzeuli na wschodzie. Trzeci poziom rozgrywek stanowią ligi regionalne. Są dwie takie ligi, wschodnia (zdominowana przez kluby z Tbilisi i Gori) i zachodnia, obie liczą po sześć drużyn. Tu na koniec sezonu najlepsze ekipy grają między sobą play-offy o awans do I ligi. Jest też odrębna liga dla rezerw drużyn z Didi 10.

Śladów rozgrywek kobiecych piętnastek w Gruzji na stronach gruzińskiej federacji nie znalazłem. Kobiecej reprezentacji nie ma w rankingu WR, nie uczestniczy w rozgrywkach organizowanych przez RE, więc być może faktycznie dziewczyny poprzestają tam na razie tylko na siódemkach (w których na arenie międzynarodowej grają na trzecim europejskim poziomie, Conference 1).

Na zakończenie warto wspomnieć, że w grudniu ubiegłego roku gruzińska federacja podpisała umowę o współpracy ze związkiem południowoafrykańskim. Jego efektem miało być przystąpienie od tego roku gruzińskiej franszyzy do rozgrywek Currie Cup. Cóż, w tym roku jest to raczej nierealne, bo nie bardzo sobie wyobrażam podróż Gruzinów, ale porozumienie zawarto na 11 lat, a więc za rok…

W starej prasie

Tym razem tekst o futbolu amerykańskim, ale jego autor posługuje się nazwą „rugby”, więc czuję się odrobinę usprawiedliwiony. Sięgamy do najmroczniejszych stalinowskich czasów po smakowity opis gry, która służy Amerykanom do wychowania młodzieży na „bandytów, przyszłych morderców, których tak bardzo potrzebują imperialiści marząc o zrealizowaniu swych ludobójczych planów”.

Źródło: „Gazeta Krakowska” z 9 czerwca 1952 (nr 137), s. 4. Tekst pocięty i poskładany, bo w gazecie opublikowano go w wąskiej i niezmiernie długiej kolumnie.

Dodaj komentarz