Nowozelandczycy gromią, Nowozelandki rozgromione

Powoli rozkręca nam się międzynarodowa jesień. W ten weekend jej najmocniejszym akcentem był mecz na szczycie kobiecego rugby między Anglią i Nową Zelandią. Mierzyły się też potęgi w europejskich ligach (we Francji i w Anglii), ale bez reprezentantów tych krajów to nie to samo. A w naszej Ekstralidze ekipy z Gdańska i Lublina zapomniały o bolesnych porażkach sprzed tygodnia i odniosły cenne zwycięstwa.

Ekstraliga

W poprzedni weekend ekstraligowe drużyny Lechii Gdańsk i Edachu Budowlanych Lublin, walczące o wstęp do strefy medalowej, poniosły dotkliwe porażki z ubiegłorocznymi medalistami. W ten weekend znów mierzyły się z rywalami z najwyższej półki, ale wyniki były zgoła odmienne.

Edach Budowlani Lublin podejmowali Master Pharm Rugby Łódź. Łodzianie wybrali się do Lublina jak zwykle w tym sezonie z niezwykle krótką ławką rezerwowych. Ale jak na wicemistrzów przystało, od początku meczu przeważali na boisku. Co prawda to gospodarze zdobyli pierwsze punkty w meczu po rzucie karnym, ale do przerwy to Łódź prowadziła 7:3 (a miała szansę na więcej przyłożeń). Lublinianie dopiero pod koniec pierwszej części spotkania zaczęli atakować i dwukrotnie byli blisko linii bramkowej, ale nie udało im się jej przekroczyć. Presję na gości kontynuowali od początku drugiej połowy. Początkowo łodzianie bronili się skutecznie, ale po kwadransie przyłożenie zdobył bardzo skuteczny filar Barend Potgieter i gospodarze wyszli na prowadzenie 10:7. Kilka minut później łodzianie stracili z kontuzją swego medycznego „jokera”, Kacpra Włodarka, a chwilę potem stracili drugie przyłożenie po szybkiej akcji Michała Węzki. Przycisnęli wtedy mocno i długo nie wychodzili z pola 22 m gospodarzy, jednak bez efektu. Za to lublinianie skończyli przyłożeniami dwie kolejne szybkie akcje pod sam koniec meczu, które dały im zwycięstwo 29:7 (przyłożenie decydujące o bonusie padło w ostatniej akcji, po przechwycie na połowie rywali). Zwycięstwo wysokie, ale wynik na pewno nie oddaje przebiegu spotkania: łodzianie długimi fragmentami zdecydowanie przeważali, brakło im jednak skuteczności.

Z kolei Lechia Gdańsk, także na swoim boisku, grała z Up Fitness Skrą Warszawa. Tu także to raczej w gościach należało upatrywać faworytów spotkania, jednak na swoją korzyść rozstrzygnęli je gospodarze. I to mimo fatalnego początku: w pierwszej akcji warszawiacy nakryli kop Lusandy Xakwany i po niespełna minucie gry przyłożenie dla Skry zdobył Jonathan O’Neill. Potem jednak Siokivaha Halaifonua powędrował na ławkę kar i to Lechia atakowała, wykorzystywała błędy rywali i luki w obronie, zdobyła trzy przyłożenia i prowadziła 19:7 (choć jednocześnie straciła łącznika młyna Rafała Janeczkę, który odniósł kontuzję przy kopie z karnego). Zaś kolejne 20 minut to okres nieustannego naporu Skry, która zdobyła w tym czasie jednak tylko jedno przyłożenie (od kolejnych była o włos – żałować zwłaszcza może Bercho Botha, któremu piłka wypadła z ręki w momencie przykładania) i do przerwy Lechia prowadziła 19:14. Druga połowa to naprzemienne okresy przewagi obu drużyn. Zaczęło się od naporu gospodarzy, którzy zdobyli 8 punktów. Chwilę po przyłożeniu (dającym im punkt bonusowy) stracili z żółtą kartką Roberta Kwiatkowskiego, a Skra wykorzystała przewagę i było 27:19. Goście mogli myśleć o walce o zwycięstwo, ale to Lechia znowu zaatakowała, warszawiacy zostali po żółtej kartce w czternastkę i zrobiło się 38:19. Mecz był w praktyce rozstrzygnięty, Skra co prawda jeszcze zdobyła przyłożenie dające jej bonus i do końca walczyła o kolejne, ale ostatecznie gospodarze wygrali 38:26. Warto zwrócić uwagę na 18-letniego Jakuba Romanowicza – zagrał pierwszy raz w Ekstralidze w pierwszym składzie (wcześniej tylko raz wszedł w końcówce) i po kontuzji Janeczki przejął obowiązki kopacza, zdobywając 11 punktów. Może to on jest lekarstwem na problemy Lechii z kopami na słupy?

W Krakowie spotkały się dwie najmłodsze drużyny w stawce, Juvenia Kraków i Orkan Sochaczew. Zdecydowanymi faworytami byli goście i potwierdzili to na boisku, gdzie dominowali praktycznie przez cały mecz. Przez pierwsze pół godziny co prawda to nie przekładało się na wynik (prowadzili tylko 7:3), ale potem worek z przyłożeniami się rozwiązał i ostatecznie wygrali spotkanie aż 52:10, notując na koncie aż osiem przyłożeń. Gospodarzom pozwolili pograć dopiero pod koniec spotkania. Gwiazdą meczu niewątpliwie był Pieter Steenkamp, który zdobył aż 22 punkty (2 przyłożenia i 6 podwyższeń) – w sumie aż 37 punktów z dorobku zwycięzców trzeba zapisać na konto ich graczy z Południowej Afryki i Namibii.

Wysokie zwycięstwo gości także w sobotnich derbach Trójmiasta: Arka Gdynia uległa aż 14:66 Ogniwu Sopot, które kroczy w tym sezonie od zwycięstwa do zwycięstwa. Mistrzowie Polski zdobyli aż 10 przyłożeń, a hat-trick zanotował na swoim koncie Mateusz Plichta. Na pierwsze przyłożenie Plichty czekaliśmy zaledwie minutę od rozpoczęcia meczu. Anton Szaszero po dwóch karnych szybko zmniejszył stratę Arki do 1 punktu, ale Ogniwo znów odskoczyło po przyłożeniu Zeszutka. Arka odgryzała się – kolejny karny Szaszero, potem jego znakomity przebój przez linie obrony Ogniwa zakończony przyłożeniem Patryka Steindla nieoczekiwanie wyrównały stan pojedynku na 14:14. Ten wynik przetrwał jednak tylko chwilę: w ciągu paru minut Ogniwo zdobyło trzy przyłożenia (dwa Romana Żuka, a trzecie po jego asyście) i do przerwy prowadziło 31:14. A po przerwie mistrzowie dorzucili kolejnych pięć przyłożeń – zaczęli od kolejnej świetnej akcji i asysty Żuka. Arka szansę na odgryzienie miała dopiero w ostatnich minutach meczu, jednak jej nie wykorzystała.

W Siedlcach spotkały się dwie drużyny, które dotąd miały na koncie komplety porażek. Przewagę własnego boiska miała Awenta Pogoń Siedlce, jednak w ostatnich spotkaniach to Posnania zdawała się prezentować coraz lepiej na boisku, a gospodarze – wprost przeciwnie. I to Posnania mogła się cieszyć z pierwszego zwycięstwa w Ekstralidze (i jednocześnie w ogóle pierwszych punktów). Obie drużyny zdobyły po cztery przyłożenia, ale Daniel Gdula miał stuprocentową skuteczność z podwyższeń, dorzucił do tego 9 punktów z karnych (w sumie zdobył 22 punkty) i to przeważyło szalę na korzyść gości. Mecz długo miał wynik na styku: na początku spotkania Posnania odskoczyła, ale została dogoniona i siedlczanie nawet wyszli na prowadzenie. Ostatnie minuty meczu należały jednak dla poznaniaków. Warto zwrócić uwagę na sytuację z końcówki meczu, gdy Hugon Noszczyk po uderzeniu w głowę stracił przytomność – aby doszło do jego zmiany, konieczna była interwencja sędziego.

Podział tabeli coraz wyraźniejszy. W czołówce ciasno – poza prowadzącym Ogniwem, które ma komplet zwycięstw i jeden mecz zaległy, kolejne cztery drużyny dzielą zaledwie trzy punkty. Potem jednak jest przepaść: między lublinianami a łodzianami jest aż 13 punktów różnicy (choć Master Pharm Rugby Łódź ma dwa mecze zaległe). Z dna tabeli wreszcie oderwała się Posnania, a na ostatnie miejsce spadła Awenta Pogoń Siedlce.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Ogniwo Sopot735
2. ↑Orkan Sochaczew830
3. ↑Lechia Gdańsk830
4. ↓↓Up Fitness Skra Warszawa828
5. Edach Budowlani Lublin827
6. Master Pharm Rugby Łódź614
7. Arka Gdynia814
8. Juvenia Kraków810
9. ↑Posnania75
10. ↓Awenta Pogoń Siedlce83

Mecze towarzyskie

Za nami kolejny weekend z przedsmakiem międzynarodowej jesieni. Najwięcej uwagi przyciągał mecz Walii z Nową Zelandią – było nie było starcie tegorocznych zwycięzców Pucharu Sześciu Narodów i The Rugby Championship. Jednak rozegranie tego spotkania było na Wyspach krytykowane: gospodarze nie mogli skorzystać z graczy z Premiership, co w połączeniu z licznymi kontuzjami oznaczało wystawienie bardzo osłabionego składu i przewidywano wysoką porażkę. Z drugiej strony na szali były 4 mln funtów zarobku… Przed meczem z kadry Walii na dodatek ubył Willis Halaholo (swoją drogą, pochodzący z Nowej Zelandii) – test na covid-19 dał wynik pozytywny i zawodnik został odizolowany. A podczas meczu zanotowaliśmy dwa symboliczne występy: Beauden Barrett założył czarną koszulkę po raz setny, a Alun Wyn Jones zanotował swój 149. występ w kadrze Walii zostając samodzielnym liderem tej klasyfikacji na świecie (dotąd miał identyczną liczbę gier w reprezentacji narodowej, co Nowozelandczyk Richie McCaw, choć mógł do tego dorzucić kilkanaście testów w barwach British & Irish Lions).

Z tych dwóch graczy w zdecydowanie lepszym humorze kończył spotkanie Barrett, który już w jednej z pierwszych akcji meczu zdobył przyłożenie (po przechwyceniu podania swojego visàvis, Garetha Anscombe’a), a drugie dorzucił pod sam koniec meczu. Tymczasem kapitan reprezentacji Walii musiał zejść z boiska z kontuzją lewej ręki (powtórka z historii podczas meczu British & Irish Lions z Japonią) już po niespełna 20 minutach. Wynik też zdecydowanie na korzyść gości. Co prawda do przerwy ich prowadzenie nie było zbyt imponujące (18:6), a po dwudziestu minutach pierwszej połowy przewaga nie wzrosła (28:16), jednak w ostatnich dwudziestu minutach meczu dosłownie zdemolowali rywali zdobywając aż cztery przyłożenia (wystarczy popatrzeć na jedno z nich: https://twitter.com/i/status/1454674495365599234) i wygrywając ostatecznie 54:16. Nowozelandczycy oczywiście imponowali w ataku, Walijczycy nawet w okresie pierwszych 60 minut, gdy twardo walczyli, zawodzili w autach (przegrali aż pięć swoich wrzutów). Gospodarze krytykują sędziego Mathieu Raynala, zwłaszcza za niepokazanie czerwonej kartki za ich wyglądającym na celowy ataku przedramieniem w głowę rywala w wykonaniu Nepo Lualali czy za podyktowanie wyłącznie karnego za przerwanie akcji Walijczyków przez Beaudena Barretta zbiciem piłki do przodu. Ale nawet mimo tego wygrana All Blacks absolutnie zasłużona.

W Wielkiej Brytanii zobaczyliśmy nie tylko All Blacks, ale także Black Ferns, czyli kobiecą reprezentację Nowej Zelandii. Największą wagę gatunkową w ten weekend miał chyba pojedynek właśnie kobiet: spotkanie dwóch najlepszych drużyn na świecie, Anglii i Nowej Zelandii. Dla Black Ferns to był setny mecz międzynarodowy w historii i zarazem pierwszy od ponad dwóch lat (pewnie stąd aż dziewięć debiutantek). Przed meczem uczciły pamięć Seana Wainui, ale sam mecz odbiegał od ich oczekiwań: Angielki odniosły najwyższe zwycięstwo w historii starć tych drużyn, aż 43:12 (dotąd rekordowa różnica wynosiła 14 punktów). Do przerwy prowadziły 17:0, a po przerwie, choć Nowozelandki zaczęły punktować, gospodynie robiły to częściej. Cieszy 10 tys. ludzi na pełnych trybunach.

Poza tym Szkoci, grający w dość eksperymentalnym ustawieniu z czterema debiutantami nie dali żadnych szans Tongijczykom: zaaplikowali im aż 10 przyłożeń i wygrali 66:14. Cztery przyłożenia dla Szkocji zdobył grający dopiero drugi raz w kadrze skrzydłowy Kyle Steyn (po pierwszym występie miał ponad rok przerwy w grze spowodowany kontuzją), a trzy – debiutanci (wymarzony start miał zwłaszcza Rufus McLean, który po kwadransie miał na koncie dwa przyłożenia).

W innym towarzyskim spotkaniu zmierzyli się Hiszpanie i rezerwa Włoch. I choć w drużynie Włoch większość graczy stanowili zawodnicy z ich dwóch drużyn z United Rugby Championship, Hiszpanie postawili się mocno i przegrali tylko 11:13.

Zamieszanie w reprezentacji Australii. Trzech zawodników związanych z japońskimi klubami zdecydowało się pozostać w klubach i nie lecieć do Europy – w tym Quade Cooper i Samu Kerevi, którzy odmienili Australię podczas ostatniego turnieju The Rugby Championship. To niezwykle niepokojące, bo przecież mamy okienko testowe, w którym kluby mają obowiązek zwalniać zawodników. Na dodatek niektórzy podejrzewają tu o machinacje Eddiego Jonesa (trenera reprezentacji Anglii, z którą zmierzy się Australia, i zarazem konsultanta Suntory Sungoliath, gdzie gra m.in. Kerevi). Dla Australii to bolesny cios. Dave Rennie podchodzi do strat w składzie ze spokojem, gracze nie byli też związani kontraktem z federacją (a gdyby pojechali do Europy czekałaby ich po powrocie kwarantanna, przez co przygotowanie do sezonu ligowego byłoby niezwykle krótkie), ale w Australii są tacy, którzy uważają, że po tym incydencie ta trójka nie powinna już więcej zagrać dla Wallabies. Póki co kadrę uzupełnili Kurtley Beale i Noah Lolesio.

Top 14

Dziewiąta kolejka francuskiej Top 14 bez reprezentantów Francji. Z tego powodu największy hit, mecz Racingu 92 z Tuluzą, był nieco odarty z niezwykłości – brakowało m.in. Antoine’a Duponta i Romaina Ntamacka z Tuluzy. Mimo to goście zaczęli od prowadzenia po kwadransie 10:0, później jednak Racing zaczął odpowiadać i do przerwy przegrywał tylko 10:13. Początek drugiej połowy należał całkowicie do paryżan, którzy punktowali raz za razem i po kwadransie gry prowadzili 27:13, a ostatecznie wygrali 27:18. Innym wydarzeniem kolejki miało być starcie Bordeaux z Clermont. Gospodarze zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu, ale do przerwy przegrywali 5:6. Po przerwie jednak dominowali na boisku i ostatecznie wygrali 25:9, odnosząc szóste zwycięstwo z rzędu. Clermont zanotowało rozczarowujący występ – nie zdobyło ani jednego przyłożenia, w związku z czym trzy przyłożenia Bordeaux dało gospodarzom punkt bonusowy.

Sensację sprawił beniaminek – Perpignan – który przed tą kolejką zajmował ostatnie miejsce w tabeli i miał za sobą serię czterech porażek. W ten weekend grał u siebie z wicemistrzami Francji (a także finalistami Champions Cup), La Rochelle i pewnie mało kto na nich stawiał (zwłaszcza, że goście dla odmiany wygrali swoje trzy ostatnie spotkania). Tymczasem na boisku… W pierwszej połowie nie mieliśmy żadnych punktów (Tristan Tedder spudłował dwa karne dla Perpignan) aż do ostatniej akcji, po której gospodarze wyszli na prowadzenie dzięki przyłożeniu Afusipy Taumoepau. Ten sam zawodnik w drugiej połowie jeszcze dwukrotnie przedarł się na pole punktowe roszelczyków i choć goście odpowiedzieli także dwoma przyłożeniami, Perpignan mógł cieszyć się ze zwycięstwa 22:13.

Fatalna passa Tulonu, wyniki zdecydowanie nie na miarę oczekiwań, wywołały oczekiwane „trzęsienie ziemi”: właściciel klubu, Bernard Lemaître, zwolnił w ubiegłym tygodniu trenera drużyny, pełniącego tę funkcję od 2018 Patrice’a Collazo. Nowym trenerem ekipy zostanie były szkoleniowiec Clermont, Franck Azéma. Problemem jest tylko jego były klub, który zablokował podobno wcześniej jego kontrakt z Montpellier, a i teraz sygnalizuje wolę walki o odszkodowanie z tytułu związania się z inną drużyną. Swoją drogą, gwoździem do trumny Collazo była porażka Tulonu z La Rochelle, czyli ekipą, którą trenował przez 7 lat i m.in. wprowadził do Top 14. Pierwszy mecz po zwolnieniu Colazzo okazał się zwycięski: Tulon zasłużenie pokonał beniaminka z Biarritz 13:9. Skromny wynik obu drużyn (w meczu padło tylko jedno przyłożenie) w dużej mierze jest efektem rozgrywania go na kompletnie zalanym wodą boisku – wyglądało to mniej więcej tak: https://twitter.com/i/status/1454519557985652743.

Poza tym Castres po zaciętym meczu pokonał Brive 23:22 (17 punktów nogą zdobył dla pokonanych Gruzin Tedo Abżandadze, co jednak nie uchroniło ich przed czwartą porażką z rzędu), Pau wygrało ze Stade Français 18:9 (ani jednego przyłożenia, wszystkie punkty w meczu z karnych – zadecydowała seria trzech kopów Zacka Henry’ego w samej końcówce meczu), a Montpellier pokonało Lyon 30:8 (w meczu dwa karne przyłożenia i aż sześć żółtych kartek; gospodarze prowadzili w 75. minucie aż 30:3, ale wówczas goście zdobyli przyłożenie, które odebrało Montpellier ofensywny punkt bonusowy).

W tabeli zmiana na prowadzeniu: po dwóch miesiącach Tuluza oddała fotel lidera Bordeaux, obie drużyny mają jednak sporą przewagę nad resztą stawki (trzeci Racing 92 traci do Tuluzy 7 punktów). Na miejsca promowane awansem do play-off awansowały Castres i Montpellier. Tulon wydostał się ze strefy spadkowej, ale ma tylko dwa punkty przewagi nad dwoma beniaminkami zajmującymi dwa ostatnie miejsca.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Bordeaux Bègles933
2. ↓Tuluza931
3. ↑Racing 92924
4. ↑↑Castres923
5. ↑↑↑Montpellier922
6. ↓↓↓Lyon922
7. ↓↓La Rochelle920
8. ↓Clermont918
9. ↑↑Pau918
10. ↓Brive917
11. ↑↑Tulon916
12. ↓↓Stade Français916
13. ↑Perpignan914
14. ↓↓Biarritz914

W Pro D2 solidarnie swoje mecze wygrały liderujące w tabeli drużyny Mont-de-Marsan i Bajonny. Powoli krystalizuje się złożona z pięciu ekip czołówka: oprócz wspomnianych dwóch należą do niej Colomiers, Montauban i Oyonnax. Znowu przegrało Agen, a cenne zwycięstwo odniosło Vannes.

Premiership

Wielki hit czyli derby Londynu pomiędzy mistrzami Harlequins i faworytami do mistrzostwa Saracens niestety też mniej hitowy, niż można było się spodziewać – także i w Premiership zabrakło już w tej kolejce reprezentantów Anglii przygotowujących się do listopadowych testów (ciekawostka: za to reprezentanci Walii czy Szkocji nie zostali zwolnieni do swoich kadr). W sumie brakowało aż ośmiu gwiazd, choć np. w Saracens pozostali pominięci przez Eddiego Jonesa bracia Vunipola. W pierwszej połowie przewagę mieli Quins – pierwsze przyłożenie zdobyli na samym początku meczu, potem dorzucili jeszcze dwa, a Saracens trzymali dystans tylko dzięki karnym Alexa Lozowskiego. Nieźle mecz zaczął zmiennik Marcusa Smitha, Tommaso Allan, ale już w pierwszej połowie musiał zejść z boiska z powodu urazu głowy. Do przerwy było 19:9. Po przerwie obraz gry się odwrócił: Saracens zaczęli drugą połowę od przyłożenia. Harlequins odpowiedzieli drop goalem, ale po dwóch karnych Lozowskiego mieliśmy remis 22:22 na osiem minut przed końcem spotkania. Ostatnie słowo należało do Saracens: przyłożenie Jacksona Wray’a po ataku Alexa Lewingtona dało im zwycięstwo 29:22. Humor wygranym psuje wyglądająca na poważną kontuzja Billy’ego Vunipoli.

W drugim spotkaniu zespołów z czołowej czwórki Northampton Saints podejmowali niepokonanego dotąd lidera, Leicester Tigers. Goście potrzebowali zaledwie pół godziny, aby zdobyć cztery przyłożenia (w tym dwa Nemaniego Nadolo) i zapisać na swoim koncie ofensywny bonus: prowadzili 27:0. Dopiero w samej końcówce pierwszej części spotkania Courtnall Skosan zdobył pierwsze punkty do gospodarzy – do przerwy przegrywali 5:27. Druga połowa zaczęła się jednak dla nich lepiej: w 44. minucie żółtą kartkę zobaczył Richard Wigglesworth, Saints zdobyli przyłożenie, a za faul podczas tej akcji żółtą kartkę ujrzał Jasper Wiese. Było 12:27, a przed gospodarzami było 10 minut z przewagą dwóch zawodników. Nic im ona jednak nie dała, a po tych 10 minutach Tigers podnieśli prowadzenie dzięki drop goalowi George’a Forda. I choć gospodarze zdołali zdobyć w tym meczu jeszcze dwa przyłożenia, goście odpowiedzieli trzema, a do tego George Ford dorzucił dwa karne. Skończyło się wysokim zwycięstwem Tigers, 55:26.

Poza tym Gloucester przegrało z Exeter Chiefs 13:16 (zwycięstwo dały Chiefs dwa przyłożenia w wygranej 10:0 drugiej połowie), Bath uległo Wasps 17:27 (fatalna seria bez zwycięstwa Bath trwa, a na pewno nie pomogła tej drużynie czerwona kartka dla Mike’a Williamsa na początku drugiej połowy – wtedy było jeszcze 10:13), Worcester Warriors pokonali Sale Sharks 27:14 (spora niespodzianka, bo gospodarze nie byli faworytami tego spotkania, a wcześniej zdołali wygrać w tym sezonie tylko raz), a London Irish przegrali z Bristol Bears 33:45 (to dopiero drugie zwycięstwo Bears w tym sezonie; obie ekipy zaliczyły po pięć przyłożeń, ale decydujące okazało się 12 punktów Calluma Sheedy’ego z karnych w ostatnich 20 minutach meczu).

W tabeli Leicester Tigers powiększyli swoją przewagę nad rywalami, wykorzystując potknięcie Quins – teraz ma już 8 punktów przewagi. Na drugie miejsce wskoczyli Saracens. Zwycięstwa Worcester Warriors i Bristol Bears nie zmieniły ich pozycji na dole tabeli, ale zbliżyły ich do reszty stawki. Na dnie coraz bardziej osamotnione Bath, wciąż z dorobkiem zaledwie 3 punktów.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leicester Tigers732
2. ↑Saracens624
3. ↓Harlequins622
4. Northampton Saints620
5. ↑Exeter Chiefs719
6. ↓Gloucester718
7. ↑↑↑Wasps615
8. ↑London Irish714
9. ↓↓Newcastle Falcons613
10. ↓↓Sale Sharks713
11. Worcester Warriors712
12. Bristol Bears69
13. Bath63

Na drugim froncie ligowym Ealing Trailfinders potwierdzają aspiracje sięgające Premiership: wygrali z najsłabszą drużyną ligi, London Scottish aż 101:7. W tabeli jednak wielkich różnic punktowych nie ma – pierwszych osiem drużyn dzieli 8 punktów.

Z kraju

Chris Hitt powołał 37 zawodników na zgrupowanie reprezentacji Polski związane z listopadowymi meczami Rugby Europe Trophy przeciwko Niemcom (13 listopada w Gdynii) i Szwajcarii (20 listopada w Warszawie). W składzie mamy 7 potencjalnych debiutantów (Łukasz Korneć, Jan Mroziński, Przemysław Dobijański, Dominik Mohyła, Anton Szaszero, Jakub Kijak i Oscar Kolowski). Zaskoczenie budzi obecność w tym gronie pochodzącego z Ukrainy łącznika ataku Arki Gdynia, bo po zgrupowaniu przed meczem z Ukrainą pojawiły się informacje, że Anton Szaszero nie może występować w polskiej kadrze. Skrzydłowy Oscar Kolowski zdążył już grać w polskich barwach – w reprezentacji juniorów w rugby 7 przed kilku laty, a występuje na stałe w angielskim klubie Taunton RFC, gdzie jego kolegą jest inny nasz reprezentant (dwa występy parę lat temu), Aron Struminski. Inna sprawa, że w ostatnich miesiącach Kolowskiego w składzie Titans nie widać. Cieszy powrót do kadry Mateusza Bartoszka. Ciekawe, że Patrykowi Reksulakowi nie towarzyszy jego partner ze szwajcarskiego Yverdon, Kacper Ławski, choć obaj wyróżniają się w klubie.

W piętnastkowej centralnej lidze juniorów w meczu na szczycie Juvenia Kraków pokonała Budowlanych Commercecon Łódź 41:12, a w derbach Trójmiasta górą była Lechia Gdańsk, która zwyciężyła Arkę Gdynia 38:20. Juvenia z trzema zwycięstwami prowadzi w tabeli, na końcu Arka z trzema porażkami, a pomiędzy nimi trzy ekipy z dwoma rozegranymi meczami ze zmiennym szczęściem (po jednym zwycięstwie i jednej porażce): Lechia, Budowlani i Orkan.

Po latach przerwy wróciło rugby uczelniane w Gdyni rozegrano Akademicki Puchar Polski w rugby 7. Na starcie stanęło pięć drużyn, a zwycięstwo odniósł AZS ZUT ze Szczecina.

Ze świata

Bardzo mocno zaczęli swój udział w Rugby Europe Trophy Niemcy. Zagrali w Szawlach przeciwko Litwie, która niedawno minimalnie i nieco pechowo uległa Ukrainie. I choć to Litwini zaczęli spotkanie od prowadzenia 6:0, na boisku od początku przeważali goście. W 20. minucie przewagę zamienili wreszcie na przyłożenie i w pierwszej połowie uzbierali ich w sumie trzy, prowadząc do przerwy 19:9. W drugiej połowie szybko zrobiło się 27:9 i choć Litwini zmniejszyli straty dzięki przyłożeniu, do końca meczu punktowali już tylko Niemcy, którzy wygrali spotkanie z bonusem (i aż siedmioma przyłożeniami na koncie) 46:16. Od razu awansowali na pierwsze miejsce w grupie.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑↑Niemcy15
2. ↓Ukraina25
3. ↓Polska14
4. ↓Litwa21
Belgia00
Szwajcaria00

Na poziomach Conference w REIC ostatecznie rozegrano dwa spotkania, oba w grupach południowych rozgrywek. W Conference 1 pierwszy mecz grupy: Słowenia uległa Malcie 10:24. W Conference 2 Andora przegrała z Bośnią i Hercegowiną 18:19. Andorczycy w ciągu ostatnich pięciu minut wyszli ze stanu 8:16 na prowadzenie 18:16, ale ostatnie słowo należało do gości – karny w 80. minucie dał im minimalne zwycięstwo. W tej grupie za nami już 40% meczów, wszystkie ekipy mają na koncie po dwa spotkania, a w tabeli prowadzą jedyni niepokonani dotąd Bułgarzy. W obu grupach Conference 2 kolejne mecze zaplanowano dopiero w kwietniu.

W drugim meczu tego sezonu kobiecego Rugby Europe Trophy drugie zwycięstwo odniosły Szwedki. Po wyjazdowym zwycięstwie sprzed dwóch tygodni nad Finkami, w ten weekend pokonały u siebie Czeszki 31:12.

W Americas Pacific Challenge w ubiegłym tygodniu rozegrano dwie kolejki spotkań i poznaliśmy zwycięzcę turnieju przeznaczonego dla zapleczy reprezentacji. Mimo nierozegrania pierwszego meczu (z powodu kłopotów z dojazdem Stanów Zjednoczonych) i zweryfikowania go jako remis, w turnieju wygrała Argentyna, które w drugiej kolejce spotkań rozgromiła Paragwaj aż 146:7, a w ostatniej wygrała z gospodarzami – Urugwajem 24:17. Zupełnie inne nastroje Amerykanów, którzy najpierw ulegli Brazylii 20:33 (ekipa USA wyglądała jak przypadkowa zbieranina zawodników bez planu ani zgrania), a potem Chile 14:29. Co prawda nie grały tu pierwsze reprezentacje, ale kto wie, czy ten ostatni wynik to nie prognostyk przed wiosennym dwumeczem pierwszych reprezentacji o awans na Puchar Świata. Poza tym Urugwaj pokonał Chile 24:7, a Brazylia pokonała Paragwaj 58:19.

Czwarta kolejka Rugby Europe Super Cup znów niekompletna: odwołano najciekawiej zapowiadający się mecz STM-Jenisieja Krasnojarsk z gruzińskim Black Lion. Z powodów obostrzeń covidowych Gruzini nie mogli przyjechać do Soczi, gdzie miało odbyć się spotkanie – ma zostać rozegrane w innym terminie. W drugim spotkaniu grupy wschodniej Lokomotiw Penza przegrał z Tel Aviv Heat 23:29, mimo że prowadził w tym meczu już 16:0. Dzięki przyłożeniu w ostatniej akcji meczu zdobył jedynie punkt bonusowy, odbierając go drużynie z Izraela. A ta ostatnia miała świetne dwie kolejki w Rosji – pokonała na wyjeździe obie tamtejsze drużyny. W grupie zachodniej bez niespodzianek – znów wysoko wygrywały drużyny z Półwyspu Iberyjskiego, i to mimo gry na wyjeździe. Holenderska Delta (pozbawiona najlepszych graczy przygotowujących się do meczu reprezentacji z Rosją) przegrała z hiszpańskimi Iberians 7:41, a belgijscy Devils ulegli portugalskim Lusitanos 13:38.

W nowozelandzkim NPC sporo punktów i emocji: spośród czterech spotkań o punkty w trzech padło po co najmniej 70 punktów, także trzy skończyły się różnicą mniejszą niż 7 oczek (a czwarte – dziewięciu). Dwa ciekawe spotkania stoczyły między sobą drużyny z Premiership. Canterbury dzięki przyłożeniu w samej końcówce meczu pokonało 24:20 obrońców tytułu mistrzowskiego, Tasman (choć wcześniej nie wykorzystało przewagi dwóch zawodników na boisku), a Bay of Plenty przegrało z Waikato 33:37. Na czele tabeli z aż 10 punktami przewagi nad kolejną ekipą Hawke’s Bay, które pokonało na wyjeździe Manawatu 40:31.

Nietypowo, bo w środku tygodnia (w czwartek) poznaliśmy mistrza Czech. Tegoroczne rozgrywki tamtejszej extraligi toczyły się w tam w skróconej formie – osiem drużyn rywalizowało w formie ligowej, rozgrywając każdy z każdym tylko jeden mecz, bez rewanżów. Nie było też fazy play-off ani finału. Tak więc już po siedmiu kolejkach poznaliśmy medalistów, a o tym, kto został mistrzem decydowało bezpośrednie spotkanie między dwiema najlepszymi drużynami sezonu w ostatniej rundzie spotkań: Mountfield Říčany podejmował JIMI Vyškov i wygrał 26:12. Było już 19:0, potem Vyškov zmniejszył stratę do 7 punktów, ale ostatnie słowo należało do ekipy z Říčan, która dzięki temu odzyskała tytuł mistrzowski po 9 latach przerwy. Brązowy medal trafił do Tatry Smichov, a dopiero na czwartym miejscu znalazł się obrońca tytułu mistrzowskiego z 2019, Sparta Praga.

Przesłuchania Rassiego Erasmusa przez panel dyscyplinarny już za nami, ale wynik sprawy wciąż nie jest znany – zapewne poznamy go w tym tygodniu. A Jacques Nienaber ogłosił, że podczas jesiennych testów Erasmus nie będzie wbiegał na boisko (z wodą czy – jak to się zdarzało – bez niej). I tłumaczył się, że podczas meczów z British & Irish Lions było o jednego „podawacza wody” więcej niż zwykle, więc postanowili zapełnić wakat we własnym zakresie.

Powoli krystalizuje się skład Moana Pasifika. Póki co większość ogłoszonych Tongijczyków i Samoańczyków to gracze z występami w kadrach swoich krajów na końcu. Ciekawostką jest obecność gracza związanego z innym wyspiarskim krajem – Mike’a McKee pochodzącego z Wysp Cooka. Jednak niemal wszyscy zawodnicy grali dotąd w klubach w Nowej Zelandii w NPC lub Super Rugby, nieliczni w Australii i Japonii.

Dyrektor wykonawczy Pucharu Sześciu Narodów Ben Morel w rozmowie na temat potencjalnego poszerzenia imprezy o reprezentację Południowej Afryki stwierdził, że jest „bardzo ostrożny” w tej sprawie, w praktyce rozwiewając nadzieje zwolenników takiego rozwiązania. Jurie Roux niedawno mówił, że Springboks byliby zainteresowani udziałem, ale ten komunikat oznacza, że nie pojawią się oni w 6N w najbliższych latach (i zapewne także nikt inny). Morel podkreślił natomiast przymierzaną od 2024 reformę międzynarodowego kalendarza (temat, o którym ostatnio było dość cicho) i zasugerował „coś w rodzaju finału” – czyli zapewne rozgrywki pomiędzy najlepszą drużynami z północy i południa.

World Rugby ogłosiło nazwiska sześciu rugbowych znakomitości, które zostaną wprowadzone do World Rugby Hall of Fame. Liczba wprowadzonych do „galerii sław” osiągnie w ten sposób 154 (rok temu miała miejsce przerwa). Teraz wyróżnieni w ten sposób zostało czterech mężczyzn i dwie kobiety:

  • Osea Kolinisau – kapitan reprezentacji Fidżi z igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro, chorąży swojej reprezentacji olimpijskiej i złoty medalista z tej imprezy, legenda World Rugby Sevens Series,
  • Humphrey Kayange – przez 12 lat uczestniczący w rozgrywkach World Rugby Sevens Series w reprezentacji Kenii, obecnie członek MKOl,
  • Huriana Manuel-Carpenter – kapitan żeńskiej reprezentacji Nowej Zelandii w rugby 7, srebrna medalistka z Rio, zdobywczyni Pucharu Świata zarówno w siódemkach, jak i piętnastkach,
  • Cheryl McAfee – kapitan żeńskiej reprezentacji Australii w rugby 7, która zdobyła Puchar Świata w 2009, z Pucharu Świata w piętnastkach w 2010 przywiozła brązowy medal,
  • Will Carling – wieloletni kapitan reprezentacji Anglii z końca lat 80. i początku 90. XX w., ma na koncie m.in. trzy wielkie szlemy z Pucharu Sześciu Narodów i srebrny medal z Pucharu Świata w 1991,
  • Jim Telfer – kapitan reprezentacji Anglii w latach 60. i uczestnik dwóch wypraw British & Irish Lions, a następnie trener reprezentacji Szkocji, który poprowadził także Lions w 1983.

Turnieje siódemkowe na świecie: tydzień temu w Gwatemali rozegrano turniej środkowamerykański – wygrała Kostaryka, która pokonała w finale Salwador (brali udział też gospodarze i Honduras). W ten weekend w Kenii rozegrano turniej Safari Sevens. W nieźle obsadzonej stawce triumfowali gospodarze, którzy w finale pokonali Niemcy 12:5. Także wśród kobiet wygrały Kenijki.

World Rugby nie dało swojego błogosławieństwa pomysłowi światowych, profesjonalnych rozgrywek rugby 12: oznajmiło, że po rozważeniu nie zamierza zajmować się tym pomysłem. Stanowczy sprzeciw wyrazili przedstawiciele potężnych lig europejskich, a także części federacji, motywując to przeciążeniem zawodników. Trudno zresztą było oczekiwać innego stanowiska, choć organizatorzy mamili wielkimi pieniędzmi. Tego samego dnia organizatorzy zatrudnili nowego prezesa, Rowenę Samarasinhe, i nadal zamierzają uruchomić rozgrywki World 12s latem przyszłego roku – jednak bez wsparcia World Rugby może to być równie kadłubowe jak rozrywki dziesiątek.

Temat urazów mózgu wśród rugbystów uderza także w rugby league: grupa 10 byłych zawodowych graczy, ze zdiagnozowaną demencją (i być może encefalopatią urazową) rozpoczęła kroki prawnego przeciwko Rugby Football League.

Zmarł Sandy Carmichael – filar, pierwszy reprezentant Szkocji, który osiągnął 50 występów w kadrze, dwukrotny uczestnik wypraw British & Irish Lions (w tym jedynej, podczas której Lwy wygrały serię testów z Nową Zelandią – w 1971, choć akurat w testach nie zagrał po kontuzji z spotkaniu z Canterbury). Miał 77 lat.

Do poczytania: po ubiegłotygodniowym rozgromieniu Stanów Zjednoczonych przez Nową Zelandią pojawiły się wątpliwości, czy ten mecz w ogóle miał sens (oczywiście nie licząc kwestii finansowych – All Blacks mieli na nim zarobić ponad 1 mln dolarów, gospodarzom też coś skapło). O tym, że jednak miał sens, pisze Lawrewnce Nolan w cotygodniowej rubryce Loose Pass na planetrugby.com.

Z rynku transferowego:

  • Nowozelandzcy Blues podpisali kontrakt z graczem z Niemiec: ma dla nich grać Anton Segner, który wyjechał grać w rugby w Nowej Zelandii w 2017, ma 20 lat i chciałby w przyszłości założyć koszulkę All Blacks.
  • Do LA Giltinis trafi kolejny świetny australijski gracz, były reprezentant kraju, ale w rugby league – rugbowy kod zmienia wieloletni zawodnik NRL, Will Chambers.
  • Maxime Machenaud podobno nie przedłuży po tym sezonie kontraktu z Racingiem 92, gdzie gra od 10 lat. Niecodzienny jest kierunek zmiany: według plotek ma zagrać dla Bajonny, która obecnie występuje w Pro D2.

Polacy za granicą

Wieści o naszych reprezentantach z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia.

Francja:

  • w Pro D2 Andrzej Charlat zanotował piękny wyczyn: w meczu przeciwko Grenoble zdobył trzy przyłożenia. Jego drużyna zremisowała jednak ostatecznie 21:21. Skrót meczu jest dostępny pod adresem: https://www.dailymotion.com/video/x851p8m;
  • w grupie 1 Fédérale 1 Mateusz Bartoszek tym razem znalazł się na ławce rezerwowych Bassin d’Arcachon – a drużyna przegrała z wiceliderem tabeli, Rennes, 12:16 (druga porażka w sezonie i druga z rzędu);
  • w grupie 2 Fédérale 1 Kamil Bobryk zagrał cały mecz w ekipie Vienne, która wygrała z Mâcon 33:11. W tabeli tej grupy nadal na czele Hyères Carqueiranne Aleksandra Nowickiego, ale Polaka znów nie było na boisku;
  • w grupie 3 Fédérale 1 Quentin Cieslinski wszedł na boisko w meczu Lavaur z Valence D’Agen w 58 minucie – jego drużyna przeżyła porażkę najboleśniejszą z możliwych, bo zaledwie jednopunktową: 27:28, i nadal ma tylko jedno zwycięstwo na koncie;
  • w grupie 2 Fédérale 2 Jędrzej Nowicki zagrał od początku w zakończonym klęską 9:50 wyjazdowym spotkaniu Pontarlier z Orléans – jego drużyna jest przedostatnia w ligowej tabeli;
  • w grupie 3 Fédérale 2 Grzegorz Janiec wystąpił w wyjazdowym starciu Servette Genewa z Villefranche sur Saône, przegranym 31:44 – ale wynik i tak niezły biorąc pod uwagę, że jego ekipa grała w czternastkę po czerwonej kartce już od trzeciej minuty meczu;
  • w grupie 6 Fédérale 2 Tomasz Hebda wszedł z ławki w spotkaniu Lourdes z Beaumont de Lomagne, przegranym 33:40.

Anglia:

  • w National League North 2 Ross Cooke zagrał 65 minut dla Tynedale w wygranym 36:19 spotkaniu z Loughborough Students – zdobył 9 punktów (pierwsze przyłożenie dla swojej drużyny oraz dwa podwyższenia). To dopiero drugie zwycięstwo jego drużyny w tym sezonie;
  • w Midlands Premier Ed Krawiecki wyszedł w podstawowym składzie Bromsgrove, które pokonało na wyjeździe 26:17 Doncaster Pheonix. Jego ekipa prowadzi w tabeli;
  • w South West Premier Eryk Łuczka wystąpił w meczu Brighton Hornets przeciwko Bournemouth – drużyna Polaka wygrała 42:18 i jest druga w ligowej tabeli;
  • w SE & London Premier Stasio Maltby zagrał dla Brighton w przegranym 8:47 spotkaniu z North Walsham.

Szwajcaria: Yverdon Patryka Reksulaka i Kacpra Ławskiego miał grać w szwajcarskiej LNA przeciwko Stade Lausanne, ale w ostatniej chwili mecz odwołano z powodu kilku stwierdzonych przypadków covidu-19 w ekipie Polaków.

Zapowiedzi

W kraju teoretycznie jesień skończona. W Ekstralidze planowane jest nadrabianie zaległości (na pewno zaległy mecz Master Pharm Rugby Łódź z Posnanią), a w I lidze pierwsza kolejka rundy rewanżowej (ciekawie zapowiada się zwłaszcza mecz Budowlanych Commercecon Łódź ze Spartą Jarocin). Poza tym grać mają piętnastki kadetów.

Ruszają za to pełną parą jesienne testy, a ciekawych zestawień jest co najmniej kilka: Walia – Południowa Afryka, Szkocja – Australia, Irlandia – Japonia i Francja – Argentyna. Poza tym: Włochy – Nowa Zelandia, Anglia – Tonga, Hiszpania – Fidżi, Rumunia – Urugwaj (przeniesiony z Bukaresztu do włoskiej Werony), Portugalia – Kanada. Wśród kobiet mecze Anglii z Nową Zelandią, Stanów Zjednoczonych z Kanadą (dwa razy: dzisiaj i w piątek), Francji z Południową Afryką i Walii z Japonią. W to wszystko wpisują się świetnie europejskie mecze o punkty: początek końca sezonu 2021 Rugby Europe Championship (mecz Holandii z Rosją) i kolejne mecze sezonu 2021/2022 Conference 1 (Czechy – Węgry i Chorwacja – Słowenia). W kobiecym Rugby Europe Trophy Czechy zagrają z Finlandią.

Z europejskich lig kolejne rundy spotkań (mimo braku reprezentantów) zobaczymy we Francji i Anglii. W dziesiątej kolejce Top 14 najciekawiej zapowiada się mecz La Rochelle z Bordeaux, z kolei w ósmej rundzie Premiership zmierzą się m.in. Leicester Tigers z Bath i Harlequins z Wasps. W nowozelandzkim NPC ostatnia runda fazy zasadniczej.

Dodaj komentarz