Międzynarodowa jesień na całego

Za nami ostatni akcent ekstraligowej jesieni, a przed nami dwa mecze reprezentacji. Narodowe drużyny grają już w całej Europie, i to zarówno męskie, jak i kobiece. W ten weekend najwięcej emocji wzbudził mecz Walii z Południową Afryką, zakończony zwycięstwem gości z południowej półkuli. Za to w ligowych zmaganiach prawdziwy popis dali London Irish.

Ekstraliga

Ostatni tej jesieni mecz Ekstraligi, zaległe spotkanie trzeciej kolejki pomiędzy Master Pharm Rugby Łódź i Posnanią, od początku przykro zaskoczył kibiców, którzy nie mogli przybyć na stadion w Łodzi: po raz drugi w tym sezonie transmisji z Łodzi nie było. A szkoda, bo wygląda na to, że spotkanie było wyrównane i emocjonujące, a Posnania wykorzystała kłopoty wicemistrzów Polski i twardo im się postawiła. Łodzianie nieźle mecz zaczęli, bo od prowadzenia 12:0, podczas gdy Daniel Gdula pudłował z niezbyt łatwych karnych. Goście doprowadzili do remisu po dwóch przyłożeniach Bartosza Kubalewskiego, ale przed przerwą gospodarze dorzucili kolejne 7 oczek i było 19:12. Po przerwie dwukrotnie łodzianie odskakiwali na 14 punktów i dwukrotnie poznaniacy zmniejszali stratę do siedmiu. Ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy, którzy karnym ustalili wynik na 36:26.

W meczu padło dziewięć przyłożeń i obie ekipy skończyły sezon z punktami bonusowymi. Żadna nie zmieniła miejsca w tabeli, ale gospodarze zmniejszyli stratę do czołowej piątki (choć nadal pozostaje sporo do nadrobienia).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Ogniwo Sopot735
2. Orkan Sochaczew830
3. Lechia Gdańsk830
4. Up Fitness Skra Warszawa828
5. Edach Budowlani Lublin827
6. Master Pharm Rugby Łódź719
7. Arka Gdynia814
8. Juvenia Kraków810
9. Posnania86
10. Awenta Pogoń Siedlce83

W I lidze jesień skończono rozegraniem pierwszej kolejki rundy rewanżowej. Szczególnie imponująco zaprezentowała się Sparta Jarocin, która dysponująca z powrotem Kacprem Włodarkiem pokonała na wyjeździe Budowlanych Commercecon Łódź 40:0. Drugi kandydat do awansu, Rugby Białystok, pokonał także na wyjeździe i także z bonusem (choć już nie na 0 z tyłu) Legię Warszawa 24:7. A Arka Rumia przegrała z AZS AWF Warszawa 5:19. W tabeli jedyna zmiana to zamiana miejsc drużyn warszawskich – na czele nadal Sparta przed Białymstokiem i Budowlanymi.

Mecze towarzyskie

Jesienna seria międzynarodowych testów ruszyła pełną parą. Chyba najbardziej wyczekiwanym spotkaniem tego weekendu było starcie najlepszej drużyny Pucharu Sześciu Narodów z mistrzem świata czyli rewanż za półfinał Pucharu Świata z 2019: Walia podejmowała Południową Afrykę. Obie drużyny bez części gwiazd: Walia musiała obyć się bez wielu swych kontuzjowanych „Lwów”, w tym m.in. kapitana Aluna Wyna Jonesa oraz Taulupe Faletau (obaj nie mają już szans na jesienne testy, a Jonesa ma ominąć nawet kolejny Puchar Sześciu Narodów), Południowa Afryka zaś bez takich graczy jak Cheslyn Kolbe czy Faf de Klerk. Gospodarze cieszyli się z powrotu do reprezentacji Ellisa Jenkinsa, który wypadł bardzo symbolicznie – ostatni raz zagrał dla Walii przeciwko temu samemu przeciwnikowi w listopadzie 2018; został wówczas najlepszym graczem meczu, ale w ostatnich jego minutach odniósł fatalną kontuzję, która kosztowała go ponad 2 lata przerwy w grze (w tę sobotę błyszczał na boisku). Debiut odnotował Bradley Roberts – też symboliczny, bo on z kolei w Południowej Afryce się urodził. Do ekipy Walii, tydzień temu rozgromionej przez All Blacks wróciły też jej gwiazdy występujące w Premiership.

I właśnie jedna z nich na początku spotkania odgrywała główną rolę – Walijczycy dwukrotnie byli bliscy przyłożenia i dwukrotnie w akcje te zaangażowany był Louis Rees-Zammit. Jednak żadna z drużyn bardzo długo nie mogła zameldować się na polu punktowym rywali. Lało, obie ekipy prześcigały się w liczbie przewinień (zaowocowały one żółtymi kartkami dla filarów obu drużyn w końcówce pierwszej połowy), a jedyne punkty padały z karnych. Do przerwy pojedynek z podstawki Dana Biggara i Handré Pollarda wypadał na korzyść tego pierwszego – Walia prowadziła 12:9. Po przerwie było nawet 15:9, ale najpierw François Steyn z własnej połowy, a potem Pollard karnymi doprowadzili do wyrównania. Dwukrotnie goście błysnęli szybkimi akcjami, ale przyłożenie po pierwszej z nich zostało unieważnione z powodu spalonego. Na kwadrans przed końcem Walia znów prowadziła trzema punktami, ale mecz rozstrzygnęło jedyne przyłożenie dla ekipy gości – zdecydowanie dominowali w tym meczu w młynach i maulach i właśnie po 10-metrowym maulu zdobyli jedyne pięć punktów w spotkaniu. Podwyższenie było pierwszym niecelnym kopem w tym meczu, więc strata Walii wynosiła tylko dwa punkty. I gospodarze walczyli do końca, ale bez skutku, a w ostatniej akcji, po odzyskaniu piłki, zamiast przeć do przodu, cofali się, aż popełnili kolejne wykroczenie i goście dorzucili do swego dorobku jeszcze jednego karnego: mistrzowie świata wygrali ostatecznie 23:18.

Gorącym tematem była wizyta na boiska intruza, który w drugiej połowie wpakował się w sam środek szybkiej akcji Walijczyków, pachnącej przyłożeniem: https://twitter.com/i/status/1457061290766049289. Nie wiem, czy rzeczywiście ta akcja mogła się skończyć 5 punktami, ale na pewno ten incydent rozproszył zawodników, ukradł jakieś ułamki sekund, wymusił kierunek biegu. Dziś ten nieszczęsny idiota otrzymuje pogróżki. Swoją drogą: „Jarvo 69”, który tydzień temu ustawiał się do hymnu w szeregu All Blacks, tym razem wszedł w Dublinie na prezentację drużyn w japońskiej koszulce – niby wesoło, ale brak stanowczej reakcji na takie na pozór niewinne wybryki prowokuje mniej oryginalnych naśladowców do robienia takich rzeczy, jak wtargnięcie w trakcie akcji Walijczyków.

Ciekawie było też w pojedynku Francji z Argentyną. Choć goście ostatnio kiepsko radzili sobie w The Rugby Championship, tymczasem Francja ewidentnie mierzy w zdobycie za dwa lata Pucharu Webba Ellisa i wystawiła skład naszpikowany gwiazdami (zwłaszcza atak, w którym obok siebie stanęli m.in. pierwszy raz pełniący rolę kapitana Dupont, Jalibert, Ntamack, a także Jaminet, który zaliczył świetny debiut latem w Australii), na boisku mieliśmy sporo emocji. Pierwsza połowa pełna napięcia. Francuzi nie byli w stanie przebić się na pole punktowe gości, ale Melvyn Jaminet wykorzystywał karne. Gdy po dwóch z nich było 6:0 i pierwszą szansę na punkty z karnego dostali goście, Emiliano Boffelli spudłował – jednak kop obchodzącego urodziny Matthieu Jaliberta ze wznowienia na 22 m został nakryty przez Pabla Materę i Argentyńczycy cieszyli się z pierwszego przyłożenia w meczu. Jaminet odpowiedział jednak karnym z 50 m i na przerwę Francuzi schodzili ze skromnym prowadzeniem 9:7. W drugiej połowie Argentyńczycy znów zdobyli punkt przewagi po karnym, ale niemal natychmiast Francuzi odpowiedzieli swoim pierwszym przyłożeniem w meczu, zdobytym przez jedynego debiutanta w składzie – Thibaud Flamenta. Walka się toczyła, ale po kolejnym przyłożeniu Francuzi mieli już 13 punktów przewagi. Tuż przed końcem Jaminet popełnił błąd, który dał przyłożenie rywalom i różnica wynosiła już tylko 6 punktów. Nie zdołali jej jednak zniwelować – przeciwnie, Jaminet (wybrany najlepszym graczem meczu) dostał kolejną szansę z karnego i przypieczętował zwycięstwo swojej ekipy: Francja wygrała 29:20.

Mecz Szkocji z Australią był ostatnim występem w międzynarodowej karierze francuskiego sędziego, Romaina Poite (był rozjemcą w meczu testowym po raz 72.). Szkoci wystawili w składzie swoich wszystkich British & Irish Lions; Australijczycy z kolei przyjechali do Europy bez swych najjaśniejszych ostatnio postaci (Koroibetego, Kereviego czy Coopera). Mimo to oglądaliśmy emocjonujące spotkanie. Po pierwszej połowie i przyłożeniu Hamisha Watsona gospodarze prowadzili 7:0. Australijczycy co prawda odpowiedzieli przyłożeniem, ale po TMO sędzia nie tylko je unieważnił, ale i odesłał Allana Alaalatoę na ławkę kar. Drugą połowę lepiej zaczęli Australijczycy, którzy w ciągu paru minut wyszli na prowadzenie 10:7. Drużyny jeszcze trzykrotnie punktowały w tej części spotkania i trzykrotnie zmieniały się na prowadzeniu: po przyłożeniu Ewana Ashmana było 12:10 dla Szkotów, potem po karnym 13:12 dla Australijczyków i wreszcie na 10 minut przed końcem kolejnym karnym Finn Russell dał Szkotom zwycięstwo 15:13. Ta porażka oznacza przerwanie serii zwycięstw Wallabies po pięciu kolejnych wygranych.

Mecz Irlandii z Japonią okazał się absolutnie jednostronny. W dwóch ostatnich spotkaniach tych ekip mieliśmy znacznie więcej walki: wszak w 2019 Japonia wygrała podczas Pucharu Świata, a w ostatnim spotkaniu stawiła Irlandczykom twardy opór. Tym razem jednak gospodarze nie dali Japończykom żadnych szans. Ich ekipa, w której podstawowej piętnastce znalazło się aż 12 zawodników z Leinsteru, wygrała 60:5, aplikując rywalom 9 przyłożeń. Trzy z nich zdobył świetny Andrew Conway, trzy dorzucili urodzeni w Nowej Zelandii James Lowe, Jamison Gibson-Park i Bundee Aki, ale i tak największą gwiazdą był Jonathan Sexton rozgrywający swój setny występ w zielonej koszulce (no, akurat nie w zielonej, bo nie wiedzieć czemu Irlandczycy zagrali na fioletowo). Zaliczył przyłożenie, cztery podwyższenia i karnego i schodził z boiska przy ogromnej owacji publiczności (a piękny gest wykonali także rywale wręczając mu samurajski miecz). Irlandczycy od początku zamknęli rywali w ich własnym polu 22 m i ich przewaga nie podlegała żadnej dyskusji – być może spadek jakości gry Japończyków w porównaniu z 2019 wynika z faktu, że od tego czasu rozegrali zaledwie trzy międzynarodowe spotkania.

W Rzymie Włosi doczekali się wreszcie meczu przeciwko All Blacks (podczas Pucharu Świata w 2019 grupowe starcie tych ekip zostało odwołane z powodu huraganu). W składzie All Blacks zobaczyliśmy wracającego do reprezentacji jej kapitana, Sama Cane’a, za to z braci Barrettów pojawił się tylko Jordie (i to tylko z ławki). Dla Włochów był to pierwszy mecz pod kierunkiem nowego trenera, Kierana Crowley’a (świetnie znającego jednak wielu swych zawodników, bo wcześniej pięć lat pracował w Bennetonie). Oczywiście All Blacks wygrali, i to wysoko: 47:9, ale nie są zadowoleni z przebiegu meczu i jakości gry. Przez pierwsze pół godziny nie padły żadne punkty (i to Włosi byli bliżsi przyłożenia, unieważnionego z powodu bloku), a Nowozelandczycy popełniali sporo błędów. Włosi prezentowali się na tle takich rywali naprawdę nieźle, przynajmniej przez większą część spotkania.

Na wypełnionym po brzegi Twickenham Anglia zagrała przeciwko Tonga. I mimo że w składzie Anglików brakło wielu najgłośniejszych nazwisk ostatnich dni (Louisa Lynagha, Raffiego Quirke’a, Maxa Malinsa wyeliminowały drobne kontuzje, Nica Dolly’ego trener Jones odesłał do klubu, a Marcus Smith, który miał przerwę w treningach zaczął mecz na ławce), a także Owena Farrella – miał zaliczyć swój setny międzynarodowy mecz w karierze, ale na dzień przed spotkaniem jego test covidowy dał wynik pozytywny. Zamiast setki na swym międzynarodowym koncie miało czekać go 10 dni izolacji (ale dzień po meczu okazało się, że jednak zarażony nie jest). Z kolei dla Tonga pierwszy mecz zagrał Lopeti Timani – pierwszy zawodnik, który dokonał zmiany barw narodowych poprzez udział w olimpijskich kwalifikacjach (wcześniej grał dla Australii).

Anglicy mimo kłopotów ze składem zdecydowanie wygrali, a Tonga rozczarowało. Dublety przyłożeń zanotowali Jonny May, Jamie George i Ben Youngs, już w drugiej minucie swoje czwarte przyłożenie w drugim występie dla Albionu zdobył Adam Radwan, a Marcus Smith, który pojawił się na boisku na ostatnie 20 minut, schodził z dorobkiem 15 punktów (przyłożenie i pięć podwyższeń). Skończyło się 11 przyłożeniami i pogromem 69:3. A gdy już Tongijczycy byli o włos od przyłożenia, skończyło się tak: https://twitter.com/i/status/1457020990291161370. Mizerię ich występu zaakcentowało głupie zachowanie rezerwowego Viliami Fine’a, który postanowił uderzyć ramieniem w twarz leżącego Smitha i zobaczył czerwoną kartkę.

W wielu rugbowych mediach zwrócono uwagę na różnicę w wynagrodzeniach dla reprezentantów tych dwóch krajów: najlepiej opłacani Anglicy mogą liczyć na około 23 tys. funtów za każdy wygrany mecz tej jesieni, tymczasem Tongijczycy zarobią po około 500 funtów tygodniowo. Zyski z meczu Anglii z Tonga zgarnie oczywiście RFU. Co prawda zadeklarowała wypłacenie rywalom sześciocyfrowej kwoty jako gestu dobrej woli, ale w jej kieszeni zostanie zapewne o jedno zero więcej.

Mieliśmy też kilka spotkań ekip z drugiego światowego szeregu. Hiszpanie podejmowali Fidżi i na pewno nie byli faworytem spotkania. Wystawili niezwykle doświadczony skład: aż 9 zawodników z pierwszej piętnastki miało 30 lat lub więcej (jeden nawet 40). I przez pierwszą połowę pachniało niespodzianką: najpierw prowadzili 7:0, a schodząc na przerwę 13:12. W drugiej połowie obraz gry jednak się zmienił i pięć przyłożeń Fidżyjczyków (łącznie w meczu zdobyli ich 7) rozstrzygnęło sprawę – goście wygrali 43:13.

Druga iberyjska drużyna, Portugalia, schodziła z boiska w o wiele lepszych nastrojach. Co prawda Kanada notuje spadek formy (ostatnio pierwszy raz w historii odpadła z kwalifikacji do Pucharu Świata), ale i tak wygrana Portugalczyków jest bardzo cenna. Przecież to drużyna, z którą jeszcze niedawno Polska mierzyła się w Rugby Europe Trophy. Teraz od początku prowadziła: było 7:0, do przerwy 10:5, potem 15:5. Jednak w końcówce goście się obudzili i po dwóch przyłożeniach rezerwowego Corey’a Thomasa wyszli na dwupunktowe prowadzenie. Portugalczycy jednak walczyli do końca i na sam koniec po świetnej akcji Raffaele Stortiego wyszarpali przyłożenie, które dało im zwycięstwo 20:17. Przyłożenie, którego prawidłowość zakwestionował zresztą trener Kanady, żałujący, że na meczu nie było TMO.

Grały ze sobą także reprezentacje Rumunii i Urugwaju. Mecz pierwotnie miał odbyć się w Bukareszcie, jednak przeniesiono go do włoskiej Werony. Pierwsza połowa wyrównana, a jej ozdobą było przyłożenie dla Urugwaju, który prowadził schodząc na przerwę 14:13. Początek drugiej połowy jednak należał do Rumunów, którzy kilka fajnych akcji zamienili na jedno przyłożenie, dorzucili kilka karnych i ostatecznie wygrali 29:14.

No i wreszcie w ostatnim meczu towarzyskim (choć nie był to oficjalny test) w Pretorii drużyna wybrana z zawodników występujących w Currie Cup zmierzyła się z reprezentacją Kenii. Mimo że gospodarzom daleko było do reprezentacji kraju, udzielili Kenijczykom srogiej lekcji, wygrywając 85:17 (w przyłożeniach 13:2).

Grały też kobiety, a tu najwięcej uwagi przyciągał mecz Anglii z Nową Zelandią. Po dotkliwej porażce sprzed tygodnia w składzie Black Ferns doszło aż do sześciu zmian. A wśród nich – do powrotu po czterech latach do piętnastkowej reprezentacji Portii Woodman (złotej medalistki olimpijskiej z Tokio i srebrnej z Rio, mistrzyni świata zarówno w XV, jak i rugby 7). I choć Woodman zdobyła w tym meczu dwa przyłożenia, Nowozelandkom nie powiodło się lepiej niż przed tygodniem – przeciwnie, poniosły porażkę jeszcze dotkliwszą: Angielki wygrały aż 56:15. Hat-trick przyłożeń zdobyła młynarz Amy Cokayne, wszystkie trzy po niepowstrzymanych angielskich maulach.

Rozegrano pierwszy w historii Pacific Four Series (wbrew nazwie, w tym inauguracyjnym sezonie tylko dwie drużyny i dwa mecze). W obu spotkaniach Stanów Zjednoczonych i Kanady górą były Kanadyjski, a chyba najjaśniej błyszczała była gwiazda Saracens, Sophie de Goede: pierwszy mecz zaczęła na ławce, ale musiała wejść na boisko już w 4. minucie i została najlepszą zawodniczą spotkania (Kanada wygrała 15:9), w drugim zdobyła 11 punktów – przyłożenie i trzy podwyższenia (Kanada wygrała jeszcze wyraźniej, 26:13, i to mimo gry przez niemal całe ostatnie pół godziny w osłabieniu po żółtej, a następnie czerwonej kartce tej samej zawodniczki). Za rok w turnieju mają wziąć udział także ekipy Nowej Zelandii i Australii.

Poza tym Francuzki pokonały Południową Afrykę aż 46:3, Walijski wygrały z Japonkami 23:5 (Japonki jedyne punkty zdobyły w samej końcówce meczu), a Holenderki pokonały Belgijki 44:0.

Rugby Europe International Championships

Po kilkumiesięcznej przerwie wróciły rozgrywki Rugby Europe Championship, jednocześnie stanowiące kwalifikacje do Pucharu Świata (tu liczą się łącznie dwa sezony: ten, który właśnie kończymy, i ten, który ma być rozegrany na wiosnę). Beniaminek, Holandia, podejmował Rosję, dla której ten moment rozegrania meczu był znacznie bardziej dogodny niż zwyczajową porą, na przełomie zimy i wiosny. Jej gracze właśnie skończyli rozgrywki ligowe i świetnie poradzili sobie z Holendrami. Do przerwy prowadzili 14:0 – choć ostatni kwadrans pierwszej połowy należał bez gospodarzy, nie udało im się zamienić przewagi na punkty. Początek drugiej połowy wydawał się wyrównany z akcjami przenoszącymi się z jednej strony boiska na drugą, ale w punktach te 10 minut wygrali znowu Rosjanie 14:3. Chwilę potem dorzucili piąte przyłożenie i mecz w praktyce był już rozstrzygnięty. I choć Holendrzy wkrótce zdobyli swoje przyłożenie, przez ostatnie 20 minut wynik się nie zmienił i ostatecznie przegrali 8:35.

Rosjanie dzięki temu zrównali się punktami w tabeli z Rumunią, a dzięki zwycięstwu w bezpośrednim starciu wysunęli się na trzecią pozycję w tabeli. Przed nimi jeszcze spotkanie z Hiszpanią, która jak dotąd rozczarowywała w rozgrywkach.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Gruzja523
2. Portugalia514
3. ↑Rosja49
4. ↓Rumunia49
5. Hiszpania32
6.Holandia30

Na poziomie Conference 1 rozegrano po drugim meczu w obu grupach, północnej i południowej. Z impetem do rywalizacji weszły Chorwacja i Czechy. Chorwaci pokonali sąsiadów zza miedzy, Słoweńców, i to znacznie bardziej przekonująco niż udało się to Maltańczykom – wygrali w błocie 48:3 (w przyłożeniach 8:0). Czesi z kolei pokonali naszych niedawnych rywali, Węgrów, 31:13, także inkasując punkt bonusowy.

W kobiecych zmaganiach Trophy spotkały się dwie ekipy wcześniej pokonane przez Szwecję: Czechy i Finlandia. Nasze sąsiadki zdobyły aż 7 przyłożeń i zdecydowanie wygrały 39:12.

Top 14

W dziesiątej kolejce francuskiej ligi najciekawiej zapowiadało się spotkanie odzyskujących formę wicemistrzów kraju z La Rochelle przeciwko liderowi tabeli – Bordeaux Bègles. Mecz jednak okazał się jednostronny. Bordeaux jako pierwsze zaczęło punktowanie (François Trinh-Duc z karnego), ale na tych trzech punktach je skończyło. Co prawda potem przez pół godziny mieliśmy remis, ale ostatecznie La Rochelle wygrało 26:3. Obie drużyny kończyły mecz w czternastkę: więcej było w tym meczu żółtych kartek (trzy) niż przyłożeń (dwa) – a wszystkie kartki i przyłożenia w drugiej połowie.

Niespodziankę sprawiło Brive, które po serii czerech porażek pokonało Racing 92 12:10. Pierwsza połowa pod dyktando gospodarzy: naciskali paryżan, zmuszali ich do błędów, a Enzo Hervé bezlitośnie kopał z karnych. A ponieważ do tego briwijczycy twardo bronili, do przerwy było 12:0. W drugiej połowie długo trzeba było czekać na punkty. Dopiero na 20 minut przed końcem pierwsze trzy z karnego dla Racingu zdobył Maxime Machenaud. Hervé próbował odpowiedzieć z ponad 50 m, ale bezskutecznie. Racing atakował, ale przyłożenie zdobył dopiero w ostatniej akcji meczu (mimo gry w osłabieniu po żółtej kartce) – dało mu ono tylko bonus defensywny.

W ostatnim meczu kolejki Clermont podejmował Tulon – starcie dwóch potęg, w tym sezonie przeżywających jednak kłopoty i znajdujących się w dolnej połówce tabeli. Mecz lepiej zaczęli gospodarze, którzy po pierwszej połowie prowadzili 11:6 (ale na pewno żałowali, że kilku minut gry z przewagą dwóch zawodników nie wykorzystali do niczego więcej niż tylko 3 punktów z karnego). Na początku drugiej połowy podnieśli prowadzenie do stanu 21:9. W samej końcówce spotkania Tulon, grający pierwszy raz pod wodzą Francka Azémy, odpowiedział swym jedynym przyłożeniem w meczu, które zbliżyło gości na dystans 5 punktów i odebrałoby clermontczykom punkt bonusowy, gdyby ci nie odzyskali przewagi trzech przyłożeń na sekundy przed końcowym gwizdkiem. Ostatecznie wygrali mecz 31:16, nawet mimo mieszanego szczęścia Morgana Parry przy kopach z podstawki.

Poza tym: Tuluza wykorzystała potknięcie Bordeaux i dzięki zwycięstwu 37:15 nad Perpignan wróciła na fotel lidera (do przerwy mieliśmy remis 15:15, ale po przerwie punktowali już tylko mistrzowie Francji – a piąte przyłożenie zdobyte w ostatniej akcji po symulowanym młynie dało im bonus ofensywny), Lyon pokonał Castres 30:23 (bardzo dużo karnych i pojedynek dwóch dziesiątek – Léo Berdeu zdobył dla Lyonu 25 punktów, a Ben Botica dla Castres zaliczył ich 18), Pau po szalonym meczu pokonali Biarritz 33:21 (gospodarze przyłożenia zaczęli zdobywać dopiero w ostatnich 20 minutach meczu i w tej końcówce zaliczyli ich aż trzy, bez żadnej odpowiedzi rywali; bohaterem meczu został Antoine Hastoy, który zdobył 23 punkty w każdy możliwy sposób: przyłożenie, trzy podwyższenia, trzy karne i drop goal), a Stade Français przegrało z Montpellier 27:31 (mimo iż w przyłożeniach było 4:1 na korzyść paryżan; sporo emocji, drużyny zmieniały się na prowadzeniu pięciokrotnie).

Tuluza po tygodniu przerwy wróciła na pierwsze miejsce w ligowej tabeli, spychając na drugie Bordeaux. W czołowej czwórce pojawiły się drużyny Lyonu i Montpellier, ale ich strata do lidera jest spora. A za ich plecami ciasno. Nieco odstaje tylko ostatnia czwórka, w której są Stade Français, Tulon i obaj beniaminkowie.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Tuluza1036
2. ↓Bordeaux Bègles1033
3. ↑↑Montpellier1026
4. ↑↑Lyon1026
5. ↓↓Racing 921025
6. ↑La Rochelle1024
7. ↓↓↓Castres1023
8. Clermont1023
9. Pau1022
10. Brive1021
11. ↑Stade Français1017
12. ↓Tulon1016
13. Perpignan1014
14. Biarritz1014

W Pro D2 drugie zwycięstwo odniosło Agen – nie dość, że nad jednym z czołowych klubów, Montauban, to na dodatek w znakomitym stylu: na prowadzenie wyszli już po 19 sekundach gry i wygrali aż 41:17 (przy czym na 20 minut przed końcem było 41:3). Dzięki temu wydostali się ze strefy spadkowej. W meczu na szczycie, dwóch najlepszych drużyn ligowej tabeli: Bajonny z Mont-de-Marsan, górą byli goście, którzy wygrali 33:14 po świetnej drugiej połowie (20:0). Inna ekipa z czołówki, Colomiers, została pokonana przez Carcassonne jednym punktem dzięki rzutowi karnemu z ostatniej minuty.

Premiership

Dwa fantastyczne powroty w ósmej kolejce Premiership. Zaskakująco ciekawie było w derbach Londynu pomiędzy Saracens i Irish – dziesięć przyłożeń, a na końcu remis 34:34, dzięki któremu obie ekipy zdobyły po trzy punkty do ligowej tabeli. Mecz zaczął się zgodnie z przewidywaniami: już w 4. minucie Saracens zdobyli pierwsze przyłożenie i odtąd nie odpuszczali. Na dodatek Irish już od 21. minuty grali w osłabieniu po czerwonej kartce Adama Colemana (za wysoką i niebezpieczną szarżę). Do przerwy gospodarze prowadzili 13:3, a w ciągu 10 minut po wznowieniu gry zrobiło się już 27:3. Co prawda Irish zdobyli wreszcie przyłożenie, ale tym samym odpowiedział Mako Vunipola i było 34:8. Mecz wydawał się rozstrzygnięty – 19 minut do końca, 26 punktów różnicy i na dodatek przegrywająca ekipa w liczebnym osłabieniu przez 3/4 spotkania. Jednak wtedy zobaczyliśmy jeden z najpiękniejszych powrotów w historii ligi: Irish zaczęli zdobywać przyłożenie po przyłożeniu, a w ostatniej akcji, dobrą chwilę po upływie 80. minuty, Kyle Rowe zdobył swoje trzecie przyłożenie w tym meczu, Rory Jennings spod bocznej linii podwyższył i skończyło się sensacyjnym remisem. Najlepsze podsumowanie chyba na twitterowym profilu Irish – po prostu „nie do wiary”.

Losy meczu potrafili odwrócić też specjaliści w tym zakresie, Harlequins, którzy grali na wyjeździe z Wasps. Obie drużyny były mocno osłabione – bez graczy reprezentacji, ale Wasps dodatkowo z całą rzeszą kontuzjowanych zawodników (a na początku tego meczu stracili kolejnego gracza, Aliego Crossdale’a). Mimo to właśnie gospodarze lepiej zaczęli mecz. Zdobyli co prawda tylko jedno przyłożenie (po świetnym przechwycie w połowie boiska), a Harlequins mieli okresy przewagi, ale do przerwy było 16:0 dla Wasps (a niewiele brakło by było wyżej – co najmniej dwukrotnie byli bardzo bliscy kolejnych przyłożeń). Kontuzje i TMO spowodowały, że pierwsza połowa trwała w praktyce ponad godzinę. W drugiej połowie Quins odwrócili losy meczu: dominowali w młynie, przez co zyskiwali liczne karne, pierwsze przyłożenie zdobyli zaraz po gwizdku, potem dorzucili kolejne trzy i wygrali z bonusem 26:16.

Nieoczekiwanie dużo emocji w meczu ekip z dwóch końców ligowej tabeli: niepokonanych Leicester Tigers z nieustannie przegrywającym Bath. Ósme zwycięstwo w sezonie odnieśli Tigers – 40:23, ale Bath długo stawiało opór. W końcówce pierwszej połowy było bliskie remisu, ale jego przyłożenie zostało unieważnione. Przyłożenia dla Tigers zdobywali m.in. zwolniony z kadry, a świetnie ostatnio grający młynarz Nic Dolly, pominięty przez Eddiego Jonesa George Ford (w sumie aż 25 punktów – efektem są apele kibiców Tigers o powołanie go do reprezentacji), a także starszy brat Luke’a Cowana-Dickiego, Tom, który w ostatniej minucie zapewnił swojej drużynie bonus ofensywny.

Poza tym Bristol Bears pokonali Worcester Warriors 27:5 (mimo przewagi gości w terytorium i posiadaniu piłki, bristolczycy odnieśli trzecie zwycięstwo w sezonie i to na dodatek z bonusem), Sale Sharks pokonali Northampton Saints 30:6 (po świetnym początku sezonu, teraz Saints złapała zadyszka; dla odmiany Sale Sharks odbijają się od dna, a lekarstwem na ich kłopoty okazał się wracający do składu łącznik ataku AJ MacGinty, który zdobył 15 punktów), Exeter Chiefs przegrali z Newcastle Falcons 14:15 (to pierwsze zwycięstwo Falcons w Exeterze w historii Premiership).

W tabeli Leicester Tigers powiększyli przewagę nad Saracens i Harlequins do 10 punktów, ci ostatni z kolei mają 7 punktów przewagi nad Exeter Chiefs, którzy wrócili do czołowej czwórki, wypychając z niej Northampton Saints. W środkowej strefie tabeli jest ciasno. Na dole o jedno oczko podskoczyli Bristol Bears, a na dnie pozostaje nieodmiennie Bath.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leicester Tigers837
2. Saracens727
3. Harlequins727
4. ↑Exeter Chiefs820
5. ↓Northampton Saints720
6. Gloucester718
7. ↑↑Newcastle Falcons717
8. ↑↑Sale Sharks817
9. ↓London Irish817
10. ↓↓↓Wasps715
11. ↑Bristol Bears714
12. ↓Worcester Warriors812
13. Bath73

W Championship nadal większość stawki ściśnięta z niewielkimi różnicami punktowymi, ale powoli rysuje się trzyzespołowa czołówka: Ealing Trailfinders z trzema punktami przewagi nad Jersey Reds i Cornish Pirates. Ta ostatnia ekipa grała w ten weekend z London Scottish i wygrała 19:17 – Scottish zdobyli w ten sposób pierwszy punkt w sezonie, a byli bliscy sprawienia sensacji.

Z kraju

Trzy nasze reprezentantki, czołowe zawodniczki Biało-Zielonych: Karolina Jaszczyszyn, Anna Klichowska i Natalia Pamięta dostały zaproszenie do kobiecej drużyny French Barbarians. 13 listopada w pięknej rugbowej hali, Paris La Defense Arenie zostanie rozegrany finał siódemkowych mistrzostw Francji (Supersevens), a przy okazji „Barbarzynki” rozegrają dwa mecze z siódemkową reprezentacją Francji czyli wicemistrzyniami olimpijskimi. Fantastyczne doświadczenie i spory zaszczyt.

Zakończyła się runda jesienna piętnastkowych mistrzostw Polski kadetów. Na półmetku rywalizacji liderem jest niepokonana Juvenia, która w ten weekend rozgromiła AZS AWF Warszawa. Za jej plecami dwójka innych faworytów do medali: Orkan Sochaczew i Budowlani Commercecon Łódź.

Piąty turniej Polskiej Ligi Rugby 7 rozegrano we Wrocławiu z udziałem ośmiu drużyn. Wygrali gospodarze, którzy po dwóch dogrywkach pokonali trzykrotnych zwycięzców z poprzednich turniejów, Tytan Gniezno. Mimo to gracze z Gniezna pozostali liderami klasyfikacji ogólnej.

Dobre wieści z Lublina, gdzie postanowiono uruchomić drugą drużynę Budowlanych. Sporo entuzjazmu na początek, nawet zapowiedzi startu w II lidze. Byłoby świetnie. Z kolei w Sochaczewie zbliża się finał obchodów 50-lecia rugby w tym mieście.

Ze świata

W nowozelandzkim NPC poznaliśmy półfinalistów. O awans do finału powalczą Hawke’s Bay (najlepsza drużyna sezonu zasadniczego) z Tasman (obrońcy tytułu) oraz Waikato (pokonało w ostatniej kolejce Otago po emocjonującym pojedynku 27:25) z Canterbury. Canterbury i Tasman awansowały na trzecie i czwarte miejsce pokonując po emocjonujących spotkaniach wcześniej zajmujące je ekipy – odpowiednio Bay of Plenty i Wellington. W Championship także znamy półfinalistów, choć na końcu tej rywalizacji nie ma Świętego Graala w postaci awansu do Premiership: Taranaki zagra z Southlandem (Taranaki w ostatniej kolejce dopełniło kompletu zwycięstw ligowych wygrywając właśnie z Southlandem 24:10), a Manawatu z Otago.

Rozgrywki ligowe zakończyły się u kolejnego z naszych sąsiadów – w ukraińskiej Superlidze. Mistrza kraju poznaliśmy już dość dawno – po raz piętnasty z rzędu został nim Olimp Charków, który wygrał wszystkie dwanaście spotkań w lidze (w tym dziesięć z bonusem), a play-off w tym sezonie nie przewidziano. Drugie miejsce przypadło Kredo-1963 z Odessy (także bez zaskoczenia), a w ten weekend ostatnie, zaległe spotkanie decydowało o tym, kto zajmie trzecie miejsce na podium. A w nim Politechnik Kijów pokonał Podillię Chmielnicki 30:28. Wziął w ten sposób rewanż za przegrany mecz o trzecie miejsce sprzed roku i zdobył swój pierwszy medal mistrzostw od niemal 20 lat.

W hiszpańskiej División de Honor w ten weekend rozegrano dopiero czwartą kolejkę, a w jej ramach doszło m.in. do derbów Valladolid. W poprzednich sezonach byłby to mecz na szczycie, w tym jednak etatowy mistrz Hiszpanii z ostatniej dekady (tylko raz w tym czasie oddał tytuł), VRAC, radzi sobie średnio. I tym razem także przegrał – niepokonany dotąd El Salvador, lider tabeli, rozgromił mistrzów aż 43:14, absolutnie dominując w pierwszej połowie spotkania. El Salvador jest nadal liderem (jedyna niepokonana drużyna), zaś VRAC jest na szóstym miejscu w stawce 12 drużyn.

W portugalskiej Divisão de Honra przed tygodniem (w szóstej kolejce ligowej) rzadko spotykany na rugbowych boiskach wynik: Agronomia zremisowała z Benficą 0:0. Punktów zero, za to cztery kartki, w tym jedna czerwona. W tabeli z kompletem zwycięstw prowadzą Direito i Belenenses, a obrońcy tytułu, Técnico, są na siódmym miejscu w stawce 12 drużyn.

Na Wyspach Normandzkich rozegrano po dwóch i pół latach przerwy mecz, którego stawką jest jeden z najstarszych pucharów w świecie rugby: Siam Cup będący stawką w meczach Jersey przeciwko Guernsey (pierwszy raz wręczony w 1935, ale z historią sięgającą 1920). Po zaciętym meczu w tym roku zdobyło go Jersey, które wygrało 14:13. W rywalizacji kobiet zdecydowane zwycięstwo odniosło Guernsey – aż 46:7.

Bardzo ciekawa wiadomość z Walii: tamtejsza federacja postanowiła zaoferować pierwsze zawodowe kontrakty kobietom. Mają zostać podpisane z 25 zawodniczkami i wejść w życie od początku 2022. Ponadto kobiety mają dostawać wynagrodzenie za rozegrane mecze. Jednak wysokość kontraktów budzi kontrowersje: maksymalna kwota (dla 10 zawodniczek) wynosi po ok. 19 tys. funtów rocznie (na poziomie niewiele wyższym od płacy minimalnej), a pozostałe mają otrzymać tylko po ok. 7,5 tys. funtów rocznie (a więc tu nie może być mowy o pełnym profesjonalizmie).

W World Rugby pod koniec listopada ma dojść do głosowania nad nową regułą dotyczącą możliwości zmiany kraju, który się reprezentuje: według propozycji zawodnik, nawet jeśli wcześniej zagrał do reprezentacji innego kraju, mógłby zagrać dla ojczyzny swojej lub swoich rodziców po trzyletniej karencji. Gdyby takie prawo weszło w życie, największymi beneficjentami mogłyby być reprezentacje z wysp Pacyfiku (np. Israel Folau czy Charles Piutau mogliby zagrać dla Tonga, mimo że grali już odpowiednio dla Australii i Nowej Zelandii). Obawiam się jednak, że takie rozwiązanie może jeszcze bardziej zmniejszyć opory przed reprezentowaniem przybranego kraju u szczytu kariery.

W Korei Południowej radzono nad reformą lokalnego rugby – celem jest budowa drugiej ligi w Azji (po japońskiej). Problemem mają kilka, a głównym jest dominacja drużyn korporacyjnych o niewielkiej liczebności kadr (22–24 zawodników, co pomijając wszystko inne jest po prostu niebezpieczne). Wśród nowych celów i zasad jest m.in. są m.in. transmitowanie wszystkich meczów ligowych w telewizji lub internecie (tą ścieżką i my idziemy) oraz wymóg, aby każdy klub ligowy miał minimum 30-osobową kadrę.

W portugalskiej Coimbrze ruszyły mistrzostwa Europy juniorów (niestety bez udziału naszej kadry, którą wyeliminowali w kwalifikacjach Czesi). Za nami ćwierćfinały. W półfinałach zobaczymy pojedynki Hiszpanii (pokonała Niemcy 47:18) z Holandią (wygrała z Belgią 25:13) oraz Rosji (po dogrywce zwyciężyła Rumunię 26:23) z gospodarzami (ci roznieśli w pył naszych pogromców, Czechów, 64:0).

W temacie urazów mózgu: U byłego reprezentanta Nowej Zelandii, zaledwie 41-letniego filara Carla Haymana, zdiagnozowano demencję i prawdopodobnie encefalopatię urazową. Teraz przystąpił do grupowego pozwu zawodników przeciwko World Rugby i innym organizacjom rugbowym. A zakończenie kariery ogłosił zaledwie 32-letni były reprezentant Australii, obrońca Dane Haylett-Petty – powodem tego kroku także problemy z konsekwencjami wstrząśnienia mózgu odniesionego przed rokiem dzięki łokciowi Jordiego Barretta (a może i kilku wcześniejszych).

Z rynku transferowego:

  • Joe Schmidt, były trener reprezentacji Irlandii, został asystentem trenera nowozelandzkich Blues (po rezygnacji z kadry Irlandii, został zatrudniony w World Rugby, ale i stąd odszedł, chcąc więcej czasu spędzać w ojczyźnie);
  • Solomone Kata, były gracz NRL i reprezentant Tonga w rugby league, poprzednio grający w rugby union dla Brumbies, który w ten weekend zadebiutował przeciwko Anglii w reprezentacji Tonga w rugby union, został nowym graczem zespołu Moana Pasifika,
  • Bath poinformowało, że po tym sezonie odejdzie z klubu reprezentant Walii Taulupe Faletau – przechodzi do Cardiff,
  • pojawiają się plotki, że miejsce Handré Pollarda w Montpellier ma zająć w przyszłym sezonie George Ford (skoro Eddie Jones już na niego nie stawia…),
  • Provence zwolniło Ludovica Radosavljevica – zawodnika, którego niedawno ukarano 26-tygodniowym zawieszeniem (niemal do końca kwietnia przyszłego roku) za rasistowski incydent podczas meczu Pro D2.

Organizatorzy World 12s nie poddają się po czarnej polewce, jaką otrzymali od World Rugby. Kuszą pieniędzmi – ogłosili kwoty, które będzie można u nich zarobić (najlepsi zawodnicy – nawet ponad 250 tys. funtów za miesiąc gry (przy średniej 90 tys. funtów).

Polacy za granicą

Wieści o naszych reprezentantach z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia. Przy okazji podziękowania dla czytelnika za wskazanie obecnego miejsca gry Grzegorza Szczepańskiego.

Anglia:

  • w National League 1 Taunton Titans Arona Struminskiego i powołanego do kadry Oscara Kolowskiego mieli grać z Birmingham Moseley, ale mecz przełożono na kolejny weekend (covid w szeregach rywali);
  • w National League 2 North podobna sytuacja z meczem Tynedale Rossa Cooke’a – mecz przeciwko Huddersfield odwołano z powodu zarazy wśród przeciwników;
  • w Midlands Premier Ed Krawiecki w podstawowym składzie Bromsgrove, które rozgromiło 85:5 Dudley Kingswinford (aż 12 przyłożeń zwycięzców) i pozostało na pierwszym miejscu w tabeli. Zwycięstwo także Bridgenorth z Grzegorzem Szczepańskim w składzie – 45:26 z Nuneaton i szóste miejsce w stawce;
  • w SE & London Premier Brighton Blues ze Stasiem Maltbym na skrzydle przegrali na wyjeździe z Wimbledonem 15:38;
  • w South West Premier Britghton Hornets z Erykiem Łuczką (tym razem z ławki rezerwowych) wygrali na wyjeździe z Brixham 25:10.

Francja:

  • w Pro D2 Nevers z Andrzejem Charlatem w składzie grał na wyjeździe z liderem tabeli ligowej, Mont-de-Marsan, i przegrał 20:41;
  • francuskie ligi z poziomu Fédérale 1 i 2 w ten weekend pauzowały, ale Mateusz Bartoszek i tak znalazł się na prasowych łamach – w artykule o dwóch reprezentantach występujących w RCBA (https://www.sudouest.fr/gironde/la-teste-de-buch/bassin-d-arcachon-les-deux-rugbymen-internationaux-du-rcba-6749456.php). Drugim graczem tam przedstawionym jest skrzydłowy reprezentacji Belgii Thomas Wallraff, więc kto wie, czy koledzy z klubu nie spotkają się na boisku wiosną w RET?

A przy okazji wieści z Australii (choć spóźnione): Harry Siejka został trenerem drużyny rugby league Cessnock Goannas, gdzie podpisał dwuletni kontrakt.

Zapowiedzi

Za tydzień wielkie wydarzenie w Gdyni: drugi mecz Polaków w tym sezonie Rugby Europe Trophy, z jednym z najtrudniejszych przeciwników – Niemcami. Poza tym w kraju Puchar Polski kobiet w rugby 7 oraz mecze piętnastek juniorów.

W rozkwicie międzynarodowa jesień: Irlandia – Nowa Zelandia, Anglia – Australia, Szkocja – Południowa Afryka, Włochy – Argentyna, Walia – Fidżi, Francja – Gruzja, Portugalia – Japonia, Belgia – Kanada, Brazylia – Zimbabwe, Namibia – Kenia, francuscy Barbarians – Tonga i Włochy A – Urugwaj. Wśród kobiet: Francja – Nowa Zelandia, Anglia – Kanada, Irlandia – Stany Zjednoczone, Walia – Południowa Afryka i Szkocja – Japonia. W rozgrywkach europejskich oprócz meczu Polska – Niemcy w naszej grupie także starcie Szwajcarii z Litwą. Poziom wyżej (w Championship) dwa mecze: Rumunia – Holandia i Hiszpania – Rosja, poziom niżej (w grupie południowej Conference 1) także dwa: Cypr – Chorwacja i Malta – Izrael. Wśród kobiet starcie w Rugby Europe Trophy pomiędzy Szwajcarią i Czechami.

Czołowe europejskie ligi stoją, ale za to przed nami półfinały w nowozelandzkich rozgrywkach NPC.

Ma się odbyć także pierwszy turniej kwalifikacyjny do Pucharu Świata w rugby 7: o dwa miejsca na zawody w Kapsztadzie powalczą w Montevideo kobiety z krajów południowoamerykańskich.

7 komentarzy do “Międzynarodowa jesień na całego”

  1. Dwa słowa o Michale Henzelu. Mam pretensje do PZR, że tak marnie komunikuje się z kibicami. Coś takiego jak powołanie nowego zawodnika do kadry nie powinno być dla kibica rugby szokiem, a jest co najmniej zaskoczeniem. W PZPN-ie, jak Matty Cash zostawał Polakiem, trąbili na wszystkie strony. Dlaczego PZR rugby nie przekazuje kibicom co się dzieje na kadrze? Nie mamy wywiadów przedmeczowych, analizy przeciwnika, rozmów z rywalami, opinii trenera, informacji o stanie zdrowia naszych reprezentantów. Nie ma nic. Czy PZR ma rzecznika prasowego??? Jeśli tak to raczej nie spisuje się zbyt dobrze… 🙁 Dowiadujemy się jakimiś kanałami o informacjach które powinny byc na pierwszej stronie PZR. Dlaczego tak jest?

    Odpowiedz
    • Myślę, że tekst z Interii powstał po tym, jak info o Haznarze wypłynęło do dziennikarza z kręgów Związku/reprezentacji. O Cashu też zresztą najpierw prasa pisała, a na stronie PZPN było później (ale nie śledzę kopaczy, przed momentem zerknąłem i nie cofałem się w czasie zbytnio). Ale tak, zgoda, powinno być lepiej. Nie wiem jak wyglądają materiały dla prasy przed meczem reprezentacji dla mediów, ale obawiam się, że mogą w ogóle nie wyglądać…

      Odpowiedz
    • O Cashu nikt by nic nie powiedział w PZPNie gdyby nie presja mediów i wcześniejsze „plotki” dziennikarskie. Strona PZR zawiera chyba sporo artykułów, a media społecznościowe działają raczej tak jak w innych związkach (albo lepiej). Myślę, że to kwestia mediów, że powinny robić wywiady z Haznarem, robić mu zdjęcia itp. Nie ma zainteresowania czytelników, to nie ma zainteresowania mediów. Proste .

      Odpowiedz
      • Jak może być zainteresowanie czytelników jak media nic o tym nie piszą? To media powinny wykreować newsa, a związek powinien im to umożliwić. Wtedy kibic się tym zainteresuje

        Odpowiedz

Dodaj komentarz