Oczko Piotrowicza

W grze w oczko wygrywa zawodnik z 21 punktami w ręku. Wygląda na to, że w rugby także: siedem kopów z karnych Wojciecha Piotrowicza i twarda postawa naszych zawodników w obronie dała nam jakże miłe i odrobinę niespodziewane zwycięstwo nad Niemcami. Podobnie jak nam musiały smakować w ten weekend zwycięstwa rugbowe Irlandczykom: męska reprezentacja pokonała Nową Zelandię, a żeńska Stany Zjednoczone.

Reprezentacja Polski / Rugby Europe International Championships

Narodowy Stadion Rugby wypełniony w zdecydowanej większości, transmisja w głównym paśmie TVP Sport i do tego wszystkiego zwycięstwo nad Niemcami – cóż, to dodatkowy punkcik w promocji rugby w naszym kraju. Chris Hitt postawił w większości na sprawdzonych zawodników (pierwszy raz za jego kadencji w młynie zobaczyliśmy Mateusza Bartoszka). Mieliśmy jednak w składzie kilku graczy, którzy debiutowali w kadrze w tym roku (głównie na ławce rezerwowych) oraz jednego debiutanta, który wyszedł na boisko od samego początku. Tym debiutantem był Michał Haznar, który przyjechał do Polski kilka dni przed meczem z Namibii (gra w Południowej Afryce na poziomie niedostępnym dla innych naszych reprezentantów, ostatnio w Griquas w Currie Cup). Jego partnerem na środku ataku został Siokivaha Halaifonua, brakło natomiast miejsca w meczowym składzie dla tak świetnie radzących sobie w poprzednich spotkaniach Daniela Gduli i Artura Fursenki.

Zaczęliśmy ten mecz mocno. Najpierw nieskuteczna próba Wojciecha Piotrowicza (niedolot z dużego dystansu), potem docisnęliśmy rywali do pola punktowego. Niestety, straciliśmy z kontuzją Thomasa Fidlera (zastąpił go z powodzeniem Marcin Siemaszko, który wszedł na boisko znacznie wcześniej niż się spodziewał), wymieniliśmy się z rywalami skutecznymi karnymi, ale z czasem to Niemcy coraz bardziej dominowali na boisku. Trzykrotnie broniliśmy się na linii własnego pola punktowego – dwukrotnie zdołaliśmy piłkę odzyskać, za trzecim razem jednak już tak różowo nie było i sędzia przyznał gościom przyłożenie. U nas grał głównie młyn, zawodził natomiast atak, natomiast gdy Niemcy rozrzucali szerzej piłkę i w ten sposób dość łatwo zdobywali metry. I choć można się zastanawiać, czy zdobyte przez nich przyłożenie powinno być uznane, po pierwszej połowie prowadzili zasłużenie 13:3, a przebłyski lepszego rozegrania w naszej drużynie zobaczyliśmy dopiero w ostatniej akcji tej części spotkania, zakończonej daleko od celu.

Druga połowa wyglądała nieco inaczej. W gruncie rzeczy żadna z drużyn nie stworzyła już sobie klarownych sytuacji na przyłożenia. Jednak zdecydowanie skuteczniej broniliśmy, nie pozwalając Niemcom rozwinąć szybkich ataków (choć po dwóch wznowieniach Niemców na początku straciliśmy piłkę). Niemcy popełniali błędy, za które sędzia dyktował karne, a Wojciech Piotrowicz zamieniał na kolejne trzy punkty. Po pierwszym co prawda Niemcy jeszcze odpowiedzieli tym samym i było 6:16, ale potem różnica punktów systematycznie malała. Piotrowicz nie mylił się (skuteczność w meczu z podstawki: 7/8, a w drugiej połowie 6/6). Poważny problem mieliśmy natomiast w młynie dyktowanym (w pierwszej połowie praktycznie nieobecnym – odbył się zaledwie jeden w samej końcówce tej części meczu), gdzie kilkakrotnie Niemcy nas zdecydowanie zdominowali. Szczęśliwie w krytycznym momencie wprowadzenie na boisko świeżego Sylwestra Gąski pozwoliło nam oprzeć się rywalom w kolejnym takim stałym fragmencie gry, tym razem rozgrywanym na naszej połowie (a więc znacznie niebezpieczniejszym).

Ostatecznie wygraliśmy 21:1816, a szczególną w tym zwycięstwie zasługę mają (oprócz oczywiście zdobywcy wszystkich punktów, Piotrowicza) gracze młyna, którzy niezwykle twardo postawili się rywalom. Do pełni szczęścia, jeśli chodzi o wspomnianą na początku reklamę rugby, brakło ładnych, szerokich, szybkich akcji zakończonych przyłożeniami. Gra ataku, w którym mieliśmy więcej zmian niż w młynie, poprawiła się nieco w drugiej połowie. Michał Haznar, którego wszyscy chcieliśmy obejrzeć, pokazał kilka mocnych wejść. Wynik satysfakcjonuje, błędów też popełniliśmy mniej niż w meczu z Ukrainą, za to korzystaliśmy z błędów rywali. Nie byliśmy faworytami, trener Niemiec przed meczem jako głównych rywali swej reprezentacji wymieniał Belgię i Szwajcarię, więc zwycięstwo smakuje jeszcze lepiej.

Za tydzień zmierzymy się ze Szwajcarią, która trochę nieoczekiwanie start w tym sezonie RET zaczęła od porażki na własnym terenie z Litwą. W pierwszej połowie padło tylko jedno przyłożenie i zdobyli je Litwini: po fatalnym błędzie Szwajcarów na własnej połowie. I do przerwy było 3:13 (w ostatniej akcji goście wybronili się pod swoimi słupami), zaraz po przerwie 3:16, a potem nawet 6:21. Dopiero na 20 minut przed końcem gospodarze zaczęli odpowiadać i po dwóch przyłożeniach było 20:21. Zostało jeszcze parę minut, Szwajcarzy chcieli pójść za ciosem, ale ostatnie słowo należało do Litwinów: w ostatniej akcji przechwycili podanie Szwajcarów w połowie boiska, zdobyli trzecie przyłożenie i wygrali 28:20 – a gospodarze nie zdobyli nawet punktu bonusowego, który odebrało im skuteczne podwyższenie. Dla Litwinów to pierwsze zwycięstwo w trzecim meczu.

Polska wróciła na pierwszej miejsce w tabeli i jest jedyną niepokonaną drużyną w stawce (poza Belgią, która do gry jeszcze nie weszła – wszystkie mecze ma zaplanowane na wiosnę).

Warto zwrócić uwagę, że w wywiadach udzielanych przez trenera Holandii w związku z ubiegłotygodniowym spotkaniem przeciwko Rosji padły słowa wskazujące na to, że w 2023 REC może liczyć osiem zespołów: trener cieszył się, że awansowali do rozgrywek w odpowiednim momencie, który dał im dwa lata gwarantowanego spokoju (bez ryzyka spadku). To już kolejna taka wskazówka, być może zatem stawką w tym sezonie RET są aż dwa miejsca premiowane awansem?

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑Polska28
2. ↓Niemcy26
3. ↓Ukraina25
4. Litwa35
5.Szwajcaria10
Belgia00

W Rugby Europe Championship (a więc poziom wyżej) mecze o podwójnej stawce – nie tylko o zwycięstwo w turnieju, ale też o punkty w kwalifikacjach do Pucharu Świata. W sobotę w meczu Rumunii z Holandią, rozegranym na odnowionym Arcul de Triumf w Bukareszcie, nie było niespodzianki. Rumuni ładną akcją rozbili obronę Holendrów po 9 minutach gry, i choć w pewnym momencie gościom udało się zmniejszyć stratę do 7 punktów, po pierwszej połowie gospodarze prowadzili 28:10. W drugiej dorzucili następne cztery przyłożenia z podwyższeniami i ostatecznie wygrali 56:15. Hat-trick przyłożeń zaliczył skrzydłowy Ionuț Dumitru.

Więcej emocji oczekiwaliśmy w niedzielę, w meczu Hiszpanii z Rosją – Hiszpanie dotąd przegrali wszystkie swoje mecze, a tymczasem Rosjanie jesienią wydawali się mocni (tydzień temu rozgromili Holandię). Tymczasem Hiszpanie wzięli się w garść i zdecydowanie wygrali, aż 49:12. Szybko wyszli na prowadzenie 7:0, a chwilę potem, już w 10. minucie meczu, czerwoną kartkę zobaczył rosyjski filar, Walerij Morozow. Ten moment okazał się decydujący, choć przewaga Hiszpanów była na tyle duża, że można przypuszczać, że i tak mecz by wygrali. Już do przerwy prowadzili 21:0 (w końcówce pierwszej połowy grali z przewagą dwóch zawodników), a w drugiej połowie dorzucili cztery przyłożenia. Rosjanie zdołali dwukrotnie odpowiedzieć (w tym raz, gdy siły na 10 minut się wyrównały), ale to było zdecydowanie za mało.

Do zakończenia tegorocznych rozgrywek (pamiętajmy, że to spóźnione zakończenie sezonu 2021) pozostało już tylko jedno spotkanie, Holandii z Hiszpanią. W tabeli nie może ono już wiele zmienić: pierwsze trzy miejsca mają zagwarantowane kolejno Gruzja, Rumunia i Portugalia (o pierwszeństwie pomiędzy tymi ostatnimi dwiema drużynami zdecydował wynik bezpośredniego spotkania, które Rumuni wygrali jednym punktem). Ale i tak jest o co grać – wszak o awansie na Puchar Świata zdecyduje łączna klasyfikacja tego sezonu i kolejnego.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Gruzja523
2. ↑↑Rumunia514
3. ↓Portugalia514
4. ↓Rosja59
5. Hiszpania47
6.Holandia40

W grupie południowej na poziomie Conference 1 (a zatem o jeden niższym od naszego) rozegrano dwa ostatnie jesienne spotkania. Malta pokonała Izrael 15:13 (w Izraelu podobno korzystają z potencjału zagranicznych zawodników Tel Aviv Heat, którzy uczestniczą w lokalnych treningach), a Cypr uległ Chorwacji 8:29 (drugie zdecydowane i bonusowe zwycięstwo Chorwatów).

W jedynym meczu kobiecego Rugby Europe Trophy Szwajcarki poszły w ślady swoich kolegów i przegrały – aż 0:27, z Czeszkami.

Mecze towarzyskie

Za nami weekend międzynarodowych spotkań: drużyny ze światowego topu nie walczyły o punkty, ale i tak przyciągały mnóstwo uwagi. A chyba najwięcej trzy spotkania pomiędzy gigantami światowego rugby.

Na Twickenham Anglia podejmowała Australię. Tydzień temu gospodarze musieli sobie radzić bez Owena Farrella, który nie mógł wystąpić z powodu pozytywnego wyniku covidowego, ale na ten mecz wrócił – okazało się, że był to wynik fałszywie pozytywny. Za to tym razem zagrać nie mogli z powodu zarażenia filarzy Joe Marler i Ellis Genge. Na nieszczęściu kolegów skorzystał Bevan Rodd z Sale Sharks, który został awaryjnie powołany do kadry i dostał szansę debiutu, i to od pierwszej minuty. Nieszczęścia spotkały też filarów Australijczyków: Allan Alaalatoa i Taniela Tupou zostali wyeliminowani z gry z symptomami wstrząsu mózgu. A w meczu obie ekipy zdobyły 47 punktów, jednak zaledwie 10 po przyłożeniach – cała reszta padła z karnych i podwyższeń. Oba przyłożenia zaliczyli Anglicy, po jednym w każdej połowie. Już na początku meczu na prowadzenie gospodarzy wyprowadził obrońca Freddie Steward, z asystą Marcusa Smitha, ale przewaga Anglików po pierwszej połowie to były tylko cztery oczka, a na początku drugiej James O’Connor dzięki piątemu już karnemu zmniejszył stratę gości do zaledwie jednego punktu. Jednak na tym ich zdobycze punktowe się skończyły – odtąd z karnych punkty zdobywali tylko Owen Farrell i Marcus Smith, a w ostatniej minucie meczu drugie przyłożenie dla Anglii dorzucił Jamie Blamire. Końcowy wynik to 32:15, ale wygrana Anglii mogła być wyższa – gospodarze kilkakrotnie mieli jeszcze szanse. Nieźle wyglądała współpraca Marcusa Smitha z Owenem Farrellem, ale ten ostatni przed końcem meczu musiał zejść z boiska z kontuzją.

W Dublinie Irlandia podejmowała Nową Zelandię. Tydzień temu dwóch wielkich graczy, jednych z najlepszych łączników młyna na świecie, zaliczyło symboliczne występy – Jonathan Sexton i Beauden Barrett zagrali setne mecze testowe w karierze. W ten weekend stanęli naprzeciwko siebie w występach numer 101. Irlandczycy stanęli w ostatniej chwili przed widmem wykluczenia ze składu jednego z graczy (zdaje się młynarza Ronana Kellehera), jednak weryfikacja badania na obecność koronawirusa pozwoliła mu jednak wystąpić. I właśnie Kelleher był jednym z bohaterem spotkania – zdobył jedno z trzech przyłożeń swojej drużyny. Irlandczycy zagrali od początku meczu z niesamowitą intensywnością i wyszli na prowadzenie po przyłożeniu Jamesa Lowe’a (jednego z kilku ich reprezentantów urodzonych w Nowej Zelandii). Gospodarze byli bliscy prowadzenia 10:3, ale sędzia unieważnił drugie ich przyłożenie, a moment później przegrywali 5:10 po błyskawicznej akcji dwóch graczy młyna Nowej Zelandii. Druga połowa zaczęła się od dominacji Irlandczyków, którzy wyszli na prowadzenie 20:10 dzięki dwóm przyłożeniom: Kellehera, a następnie Cealana Dorisa (wybranego najlepszym graczem meczu) po świetnym przełamaniu obrony All Blacks. Na kwadrans przed końcem po przyłożeniu Willa Jordana było 20:17, a Irlandia straciła Johnatana Sexona, który musiał zejść na HIA. Godnie zastąpił go jednak Joey Carbery, który skutecznie wykonał trzy karne (z czego jeden z połowy boiska). Irlandczycy wygrali absolutnie zasłużenie 29:20 (spora przewaga w terytorium i posiadaniu, a statystyka podań w meczu wyniosła 175:57), a mecz mógł się podobać. Mieliśmy zatem powtórkę z jesieni 2018 i rewanż za przegrany ćwierćfinał z Japonii. A za rok Irlandczycy jadą latem właśnie do Nowej Zelandii i na pewno będzie ciekawie. Swoją drogą, Irlandczycy mieli wyjątkowego kibica: Joe Biden (zresztą sam były rugbysta) wysłał im list przed meczem i gratulował telefonicznie po spotkaniu.

Na Murrayfield Szkoci podejmowali mistrzów świata – Południową Afrykę. Choć ta ostatnia drużyna jest w Europie osłabiona, wciąż była faworytem meczu. Na dodatek do jej składu wrócił Willie le Roux. I choć podczas meczu obie drużyny zdobyły po dwa przyłożenia (z jednej strony punktował w ten sposób Stuart Hogg, z drugiej Makazole Mapimpi), goście pewnie wygrali 30:15. Początek Szkoci mieli kiepski: błędy Hogga i Finna Russella, liczne karne darowane rywalom, ale okres kłopotów skończył się bez straty punktu wraz ze świetnym wyjściem z głębokiej obrony Duhana van der Merwe, po którym to gospodarze zdobyli pierwsze 3 oczka. Do przerwy Szkoci prowadzili 10:8, a mogli żałować dwóch pudeł z karnych Russella. Jacques Nienaber jeszcze przed końcem pierwszej połowy wymienił całą pierwszą linię, w przerwie łącznika młyna, a od początku drugiej połowy jego drużyna zdominowała Szkotów. Drugie przyłożenie Mapimpiego i kopy Jantjiesa dały im 16 punktów w ciągu kwadransa. I choć Hogg odpowiedział swoim drugim przyłożeniem, zdecydowała fizyczna dominacja mistrzów świata, którzy w końcówce zmusili Szkotów do wielu błędów i wykorzystali kolejne trzy zdobyte dzięki temu karne.

Walia miała tym razem łatwiejszego rywala i liczyła na odbicie po dwóch porażkach z przeciwnikami z najwyższej półki – grała z Fidżi. Skład pozostał niemal niezmieniony w stosunku do meczu z Południową Afryką, ale za to wybiegli na boisko z nowym kapitanem – został nim Ellis Jenkins, który zaledwie tydzień temu w świetnym stylu wrócił do reprezentacji po trzyletniej przerwie. Debiut z ławki zaliczył młodziutki Christ Tshiunza. Spotkanie z impetem zaczęli Fidżyjczycy, którzy po paru minutach prowadzili już 10:0. Potem było 13:7, ale wówczas nastąpiła katastrofa dla gości: Eroni Sau kompletnie niepotrzebnie zaszarżował powalonego już przeciwnika, trafiając go przedramieniem w twarz i zobaczył czerwoną kartkę. Goście musieli zatem przez godzinę grać w osłabieniu jednego zawodnika. Przed końcem pierwszej połowy zostali po żółtej kartce w trzynastkę i właśnie wtedy Walijczycy wyszli na prowadzenie 14:13 (a kolejne ich przyłożenie zostało unieważnione). Co prawda na początku drugiej połowy Fidżi się zmobilizowało i po 20 minutach mieliśmy jego prowadzenie 23:14, ale kolejna żółta kartka i osłabienie do trzynastu drogo ich kosztowało: Walijczycy odrobili straty dzięki dwóm przyłożeniom (bez podwyższeń), a potem poszli za ciosem i dzięki dwóm kolejnym przyłożeniom (tym razem podwyższonym), w tym po fantastycznej solowej akcji Louisa Reesa-Zammita (trzeba zobaczyć: https://twitter.com/i/status/1459932468786700288) wygrali 38:23. Zwyciężyli, ale nie można powiedzieć, żeby specjalnie zaimponowali, a Fidżyjczykami jak zwykle momentami można było się naprawdę zachwycać: https://twitter.com/i/status/1459954204588531712. Dość powiedzieć, że w najlepszej piętnastce tygodnia portalu RugbyPass znajdziemy dwóch reprezentantów Fidżi i ani jednego Walijczyka.

Włosi w Treviso zagrali przeciwko Argentynie. Popełniali jednak sporo błędów, które rywale wykorzystywali i po 30 minutach było 0:17. Dopiero wtedy gospodarze zaczęli punktować, ale dwa karne Paolo Garbisiego pozwoliły zmniejszyć różnicę punktów przed przerwą tylko o 6 oczek. Po przerwie Argentyńczycy zdobyli kolejne trzy przyłożenia, na które Włosi odpowiedzieli tylko jednym i goście zdecydowanie wygrali 37:16. Przerwali w ten sposób swoją serię 7 kolejnych porażek w testach.

Francuzi grali z Gruzinami (zestawienie miłe dla oka fana rugby z zamiłowaniem do drużyn z zaplecza). Gospodarze od początku mieli przewagę, ale pierwsze dwadzieścia minut skończyło się remisem 3:3. Jednak Gruzinów drogo kosztował brak dyscypliny: chwilę potem Francuzi zarobili pierwsze przyłożenie w meczu, karne (po zawalonym maulu), a Gruzini zobaczyli już drugą żółtą kartkę. Grając z przewagą gospodarze dorzucili drugie przyłożenie, Matthieu Jaliberta, a potem jeszcze jedno, Damiana Penaud (oba po podręcznikowych wręcz akcjach ataku) i do przerwy prowadzili 24:3. W drugiej połowie gra Gruzji się poprawiła, ale na zmianę wyniku nie miała już szans. Gruzini zdobyli dwa przyłożenia, Francuzi odpowiedzieli trzema (w tym dwoma Peato Mauvaki po maulach) i wygrali mecz 41:15.

Ciekawie zapowiadał się mecz Portugalii z Japonią. Dla gospodarzy to był niezwykle ciekawy test (pamiętajmy, że niedawno grali z nami w RET, natomiast Japonia zwyciężała dwa lata temu Irlandię i Szkocję), a na stadionie było aż 11 tys. ludzi. I choć ostatecznie ulegli 25:38, nie musieli się wstydzić swojego występu. Pierwszą połowę przegrali dziesięcioma punktami, ale w drugiej połowie dwukrotnie zmniejszali stratę do zaledwie trzech oczek. W 62. minucie po karnym dla Japonii różnica wynosiła 6 punktów i bardzo długo się nie zmieniała. Portugalczycy walczyli o zwycięstwo, na cztery minuty przed końcem po żółtej kartce mieli przewagę jednego zawodnika, ale w ostatniej akcji to goście zdobyli przyłożenie pieczętując wygraną. Mimo to wielkie uznanie dla gospodarzy, którzy wciąż idą do przodu.

W innych meczach w Europie Belgia uległa Kanadzie 0:24 (i to pomimo gry w 14 przez 3/4 meczu po czerwonej kartce dla jednego z Kanadyjczyków w pierwszej połowie, a w drugiej połowie nawet w 13 przez 10 minut; w składzie Belgii duża grupa debiutantów, za to brak wielu najlepszych graczy; u Kanadyjczyków to zwycięstwo może odrobinę podbuduje nadwyrężone morale), w Lyonie francuscy Barbarians pokonali Tonga 42:17 (drużynę Barbarians poprowadził pochodzący z Samoa filar Tuluzy, Joe Tekori, a najlepszym na boisku uznano Léo Coly’ego, młodego zawodnika drugoligowego Stade Montois), a Włochy A wygrały z Urugwajem 31:13 (za tydzień Urugwaj zagra z pierwszą reprezentacją Włoch i ten wynik świeżo upieczonym uczestnikom Pucharu Świata z Ameryki dobrze nie wróży).

W południowoafrykańskim Stellenbosch pod Kapsztadem zaczął się mini-turniej z udziałem czterech drużyn – trzech afrykańskich (Namibia, Zimbabwe i Kenia) oraz Brazylii. W ten weekend rozegrano pierwszą z dwóch zaplanowanych rund. Brazylia grała z Zimbabwe, w którego składzie zobaczyliśmy Royala Mwale, a z ławki wszedł Deanne Makoni z Juvenii. Zimbabwe już do przerwy prowadziło 17:0 i choć w drugiej połowie Brazylia się przebudziła, afrykańska drużyna wygrała 24:22. Brazylijczycy są bardzo zawiedzeni. W drugim meczu bez zaskoczenia: Namibia pokonała Kenię 60:24. Tu było jednak też ciekawie, bo Namibijczycy do przerwy przegrywali 19:24 – w drugiej połowie jednak całkowicie dominowali. W ich składzie zadebiutował Danco Burger z Orkana Sochaczew (grał przez ponad godzinę).

W ten weekend grali nie tylko mężczyźni, ale też kobiety. W najciekawszym meczu Francuzki podejmowały Nowozelandki, które przyjechały do Pau po dwóch klęskach w Anglii. I Black Ferns przegrały trzeci raz z rzędu, i to znów wysoko: 13:38. Francuzki (w składzie mocno przemeblowanym w porównaniu z meczem z Południową Afryką tydzień temu) zaaplikowały swoim rywalkom aż sześć przyłożeń, a Nowozelandki zdołały odpowiedzieć w ten sposób tylko raz, pod sam koniec spotkania, gdy przegrywały już różnicą 32 punktów. Za tydzień rewanż, ale dotychczasowa postawa Black Ferns w Europie to sygnał do ciężkiej pracy przed przyszłorocznym Pucharem Świata kobiet, który odbędzie się w ich ojczyźnie.

Poza tym komplet czterech zwycięstw dziewczyn z Wysp Brytyjskich: Walijki pokonały reprezentację Południowej Afryki 29:19 (aż trzy przyłożenia Carys Phillips, młynarza, która wróciła do kadry Walii po dwuletniej przerwie), Irlandki, pierwszy raz grające na RDS Arenie w Dublinie, nieoczekiwanie pokonały Amerykanki 20:10 (ekipa z USA miała sporo szans na przyłożenia, a jedno zdobyte sędziowie raczej niesłusznie jej odebrali nie konsultując się z TMO), Angielki odniosły kolejne wysokie zwycięstwo, tymczasem nad Kanadyjkami (do przerwy Kanada jeszcze walczyła, ale w drugiej połowie nie istniała na boisku i Angielki wygrały aż 51:12), a Szkotki zwyciężyły Japonię 36:12 (Japonki godzinę grały w osłabieniu po czerwonej kartce, a mimo to w pierwszej połowie wyszły na prowadzenie 12:10).

Oprócz tego w Europie Włochy A pokonały Holandię 41:0, a w Afryce Namibijki przegrały z Zambijkami aż 5:75 (dla Namibijek to był drugi oficjalny test w historii – pierwszy rozegrały przed ośmioma laty).

Z kraju

Trzy reprezentantki Polski, Karolina Jaszczyszyn, Anna Klichowska i Natalia Pamięta, zaprezentowały się podczas meczów francuskich Supersevens na Paris La Defense Arenie. Podczas finałów klubowych rozgrywek siódemek we Francji zagrały w drużynie Barbarianes françaises w dwóch pokazowych meczach przeciwko reprezentacji tego kraju, wicemistrzyniom olimpijskim. W drużynie spotkały się z Francuzkami, Belgijkami, a także Angielką, Włoszką i Hiszpanką. W pierwszym meczu przegrały 5:22 (zdaniem Twittera organizatora 7:22), w drugim 5:28. Na wynik w takiej przypadkowej zbieraninie nie było co liczyć, ale doświadczenie cenne (kolejne mecze ze znakomitymi rywalkami, a do tego występy przez kilkudziesięciotysięczną publicznością). Jedno z dwóch przyłożeń swojej ekipy w turnieju zdobyła Natalia Pamięta.

W mistrzostwach Polski juniorów z kompletem zwycięstw rundę jesienną skończyła Juvenia Kraków. W ostatnim swoim meczu pokonała na wyjeździe Orkan Sochaczew 43:12, rewanżując się za porażkę w ubiegłorocznym półfinale. Pozostałe drużyny mają po jednym meczu mniej na koncie, a w drugim meczu w ten weekend Budowlani Commercecon Łódź rozgromili Lechię Gdańsk 78:5 i zajmują drugie miejsce w tabeli.

Ciekawy projekt ogłoszono w mediach społecznościowych: Winter 7’s League (czyli „zimowa liga siódemek”). Po trzy drużyny męskie i żeńskie mają się spotkać trzykrotnie zimą na turniejach (pierwszy w Poznaniu 27 listopada, kolejne 29 stycznia i 19 lutego). W stawce wśród mężczyzn Posnania, Juvenia i Lechia, natomiast wśród kobiet Black Roses Posnania, Juvenia i… reprezentacja Berlina (trzech niemieckich klubów z Berlina i Poczdamu). Zapowiada się ciekawie, a wisienką na torcie ma być powrót na boisko Katarzyny Paszczyk.

Ze świata

Nowozelandzkie NPC wkroczyło w decydującą fazę: rozegrano półfinały. W zdobycie mistrzostwa po raz trzeci z rzędu celuje drużyna Tasman, która w wyjazdowym spotkaniu pokonała najlepszą drużynę Premiership w sezonie zasadniczym, Hawke’s Bay, 33:27. Emocji nie brakowało, a w ostatniej akcji Hawke’s Bay mieli piłkę pod polem punktowym Tasman. Jednak ja stracili… Warto zwrócić uwagę, że Hawke’s Bay było beniaminkiem, a w finale NPC jeszcze nigdy nie grało. W drugim półfinale Waikato, którego w finale rozgrywek nie było od 10 lat, pokonało po zaciętym pojedynku Canterbury 17:14. W efekcie w decydującym pojedynku za tydzień będziemy mieli starcie drużyn z Wyspy Północnej i Wyspy Południowej, a jeśli w Hamilton nadal nie będzie dało się organizować sportowych wydarzeń, wielki finał może zostać rozegrany na niewielkim obiekcie w Rotorua, gdzie Waikato musiało wyemigrować z powodu covidowych obostrzeń. Na niższym poziomie, w Championship, do finału (nic niedającego, bo nie ma w tym sezonie spadku i awansu) dostały się Otago po zwycięstwie nad Manawatu 44:16 i Taranaki, które drugi raz w odstępie tygodnia pokonało Southland, tym razem 25:13.

We włoskiej Top10 w ten weekend doszło do rewanżu za finał z poprzedniego sezonu: Petrarca z Padwy podejmowała Rovigo. W meczu decydującym o mistrzostwie górą było Rovigo (wygrało wtedy 23:20), ale w tym sezonie to Petrarca dotąd była niepokonana, podczas gdy Rovigo miewało problemy. Mecz był bardzo emocjonujący, a po przyłożeniu Petrarki w ostatniej akcji meczu mieliśmy remis 25:25. Przyłożenie padło w narożniku boiska, więc podwyższenie kopacz z Padwy wykonywał z niezwykle trudnej pozycji. Mimo to skutecznie i Petrarca wygrała 27:25. Prowadzi w tabeli ligowej ze sporą przewagą nad resztą stawki. Z pięciu spotkań zaplanowanych w kolejce odbyły się jednak tylko trzy – dwa mecze odwołano z powodu z powodu pozytywnych testów na covid.

W hiszpańskiej División de Honor ciekawe spotkanie lidera tabeli, El Salvador z Valladolid z ubiegłorocznym finalistą, madryckim Alcobendas. El Salvador podtrzymał passę samych zwycięstw (to już piąte) i wygrał, ale zwycięstwo musiał wyszarpać: 23:22 dzięki decydującemu karnemu dobrych kilka minut po upływie 80. minuty. Druga drużyna z Valladolid, VRAC, nadal w kłopotach – tym razem przegrała z inną drużyną z regionu Leonu i Kastylii, Burgos, 28:30. Burgos prowadziło w tym spotkaniu już 23:0 i 30:7, ale VRAC zanotował fantastyczny pościg w końcówce (21 punktów od 72. minuty). Jednak dwóch oczek zabrakło do remisu i spadł na siódme miejsce tabeli.

Angielskie ligi odpoczywają, co oznacza okres gier o Premiership Cup. Kilka meczy zwróciło uwagę: w derbach Londynu Harlequins przegrali z Saracens 21:28 (dla Quins jedno z przyłożeń zdobył młody Litwin Matas Jurievicius), Exeter Chiefs pokonali Bristol Bears 27:33 (Chiefs świetnie zaczynali połowy, ale Bears jeszcze lepiej je kończyli), Leicester Tigers pokonali Sale Sharks 32:23, a największą uwagę zwrócił chyba pogrom, jaki Gloucester sprawiło Bath – aż 71:10.

W Major League Rugby ogłoszono szczegóły dotyczące kolejnego, piątego już sezonu ligi. Jedna drużyna więcej – Dallas Jackals (ponoć w kolejce na 2023 są dwie następne), co powoduje nierówność liczebną konferencji i pewne zawirowania w formacie rundy zasadniczej. Ponadto faza play-off ma być poszerzony o dodatkową rundę: najpierw zagrają ze sobą w każdej konferencji druga i trzecia drużyna, a potem zwycięzca tego meczu zmierzy się w finale konferencji z pierwszą. Zwycięzcy konferencji rozstrzygną między sobą sprawę mistrzostwa. Toronto Arrows tym razem sezon mają zacząć w Langford (czyli na wyspie Vancouver), a w kwietniu mają wrócić wreszcie do Toronto (przez cały poprzedni sezon domowe mecze rozgrywali w Atlancie).

W Szkocji toczą się rozmowy na temat rozwoju Super6 – półprofesjonalnych rozgrywek, których pierwszy sezon został niedawno ukończony. Nie ma jeszcze żadnych konkretnych ustaleń, ale podobno na stole jest propozycja rozszerzenia ligi o dwie drużyny (byłoby ich zatem osiem), a kandydatami na te miejsca mają być ekipa z Glasgow (zapewne Glasgow Hawks lub coś na bazie tej drużyny) oraz odrobinę zaskakująco London Scottish, mający siedzibę w angielskim Richmond i grający w angielskiej drugiej lidze – Championship (zajmują tam w tej chwili ostatnie miejsce z kompletem porażek).

Jak donosi portal rugger.info, od przyszłego roku ma wreszcie wejść w życie zawarta jeszcze przed pandemią umowa, zgodnie z którą w południowoafrykańskim Currie Cup miała wystartować gruzińska drużyna. Wygląda na to, że Black Lion będzie miał więcej okazji do gry niż inne drużyny z Super Cup: część roku w Europie, a część właśnie w Currie Cup. Co prawda będzie to jego drugi poziom, ale i tak dla rozwoju sportowego reprezentacji Gruzji to może być wielka okazja.

Przed meczem z Anglią sporo mówiło się o Australii jako miejscu rozegrania Pucharu Świata w 2027. Oczywiście, Australijczycy są najmocniejszą kandydaturą do otrzymania prawa organizacji tej imprezy. Przy tej okazji szef ich federacji, Hamish McLennan sugerował, że zbieg dwóch imprez na australijskiej ziemi, wyprawy British & Irish Lions w 2025 i spodziewanego Pucharu Świata dwa lata później, może przyciągnąć do rugby union gwiazdy australijskiego rugby league. Potwierdził też, że możliwy jest test Lions przeciwko wyspom Pacyfiku.

Francuska liga stała, ale podobno wreszcie władze klubu Biarritz dogadały się z władzami miasta, które podjęło się modernizacji stadionu Aguilera. Efektem jest zmiana decyzji o miejscu rozgrywania domowych meczów w europejskich pucharach, które pierwotnie Biarritz planowało odbyć na drugim końcu kraju (pod Lille).

W Montevideo odbył się turniej kwalifikacyjny do Pucharu Świata w Rugby 7, który odbędzie się w przyszłym roku w Kapsztadzie. Wzięło w nim udział 10 drużyn z Ameryki Południowej i Środkowej. W finale Brazylijki pokonały Kolumbijki 36:5, jednak obie drużyny awansowały do przyszłorocznej wielkiej imprezy. W pokonanym polu pozostały m.in. trzecie Argentynki, które przegrały w półfinale z Kolumbią zaledwie jednym punktem (14:15, a na trzy minuty przed końcem wygrywały 14:5). Brazylia i Kolumbia jako pierwsi kwalifikanci dołączyły do pięciu drużyn z automatycznym awansem – gospodarza Południowej Afryki oraz czterech półfinalistów poprzedniej imprezy: Nowej Zelandii, Australii, Stanów Zjednoczonych i Francji.

Wspomniany wyżej turniej Supersevens w Paris La Defense Arenie był finałem siódemkowych mistrzostw Francji. Tytuł zdobyła ekipa Barbarians, która w finale pokonała Monako aż 40:14. Trzecie miejsce zajął ubiegłoroczny mistrz, Racing 92, po zwycięstwie nad Pau 47:19. Co ciekawe, z trzech turniejów eliminacyjnych, Barbarians nie wygrali żadnego: w pierwszym wygrali Paryżanie, w dwóch kolejnych Monako (wspomagane w tej serii przez Cecila Afrikę).

Zakończyły się mistrzostwa Europy juniorów (U20) rozgrywane w Portugalii. W środę rozegrano półfinały, w których górą były drużyny z Półwyspu Iberyjskiego: Portugalczycy pokonali Rosjan 23:10, a Hiszpanie Holendrów 25:19 (tu pojedynek był nadspodziewanie zacięty, a Holendrzy nawet do przerwy prowadzili). W finale nieoczekiwanie Hiszpanie wygrali z gospodarzami 15:9. Mecz obfitował w kontrowersje. Do przerwy Portugalczycy prowadzili 9:8, a w drugiej połowie wynik się nie zmieniał. Tuż przed końcem gospodarze spudłowali z karnego, a Hiszpanie próbowali wyprowadzić akcję z własnego pola punktowego. Popełnili błąd i piłkę na połowie rywali mieliby Portugalczycy, ale doszło do bójki i sędzia, choć pokazał czerwoną kartkę jednemu z gości, to im ostatecznie przyznał piłkę. A oni wyprowadzili znakomitą, szybką akcję i zdobyli przyłożenie z podwyższeniem. Portugalczycy mieli jeszcze jedną szansę, po karnym mieli aut na połowie rywali, ale przegrali zarówno wrzut z autu, jak i cały mecz. Brąz trafił do Rumunów, którzy pokonali Belgów 34:24. Nasi pogromcy, Czesi, w meczach o miejsca 5–8 najpierw przegrali z Rumunią, a potem z Niemcami, i zajęli w turnieju ostatnie miejsce.

Z rynku transferowego:

  • Do Exeter Chiefs po zakończeniu jesiennych testów dołączy reprezentant Argentyny, Santiago Grondona (ostatnio łączyła go umowa z Newcastle Falcons, ale Grondonie w grze przeszkodziła kontuzja). W kadrze Argentyny debiutował rok temu w zwycięskim meczu przeciwko Nowej Zelandii.
  • Najlepszy zawodnik reprezentacji Stanów Zjednoczonych, łącznik ataku Sale Sharks – AJ MacGinty, w przyszłym sezonie zagra w Bristol Bears. Ściąga go tam trener Pat Lam, z którym MacGinty współpracował już w Connachcie.
  • Reprezentant Samoa, młynarz Motu Matu’u, który ostatnio wspierał awaryjnie La Rochelle, w podobnej roli pojawi się w Brive, które straciło jednego ze swych młynarzy w wyniku poważnej kontuzji.
  • Will Walbrick, srebrny medalista z Tokio, siódemkowy reprezentant Nowej Zelandii, podpisał kontrakt w drużynie rugby league, Melbourne Storm i będzie z nią grał w MRL.

Do poczytania: wydawcy kwartalnika The Rugby Journal w ubiegłym tygodniu zainaugurowali nowy projekt: Rugby Journal Weekly. W pierwszym wydaniu dwa oryginalne teksty, ale oba ciekawe: Pierre Koffmann opowiada czytelnikom z Wielkiej Brytanii o francuskim rugby małych miasteczek z lat 60. oraz swojej karierze rugbowej i… kulinarnej, a do tego mamy opis historii stadionu w Coventry w ramach interesująco zapowiadającego się cyklu (jeśli sądzić po nagłówku) Ghost Grounds – o stadionach, których już nie ma i chwale, która przeminęła (szkoda tylko, że ten drugi tekst króciutki…).

Polacy za granicą

Wieści o naszych reprezentantach z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia. Przy okazji podziękowania dla czytelnika za wskazanie obecnego miejsca gry Grzegorza Szczepańskiego.

Anglia:

  • National League 2 North: Ross Cooke rozegrał cały (zdaje się zaległy) mecz w barwach Tynedale przeciwko Sheffield Tigers, wygrany przez jego drużynę 24:18;
  • Midlands Premier: Bridgnorth z Grzegorzem Szczepańskim pokonało 26:12 na wyjeździe jedną z najsłabszych drużyn w grupie, Oundle;
  • South West Premier: Hornets z Erykiem Łuczką zaczynającym mecz na ławce (zdaniem strony RFU; w składzie ogłoszonym przez klub przed meczem go nie było) podtrzymali miano niepokonanych w tym sezonie i wygrali z Cambourne 46:13.

Francja:

  • Pro D2: Andrzej Charlat w meczu Nevers z Aurillac, wygranym przez jego drużynę 37:3, zdobył jedno z czterech przyłożeń swojego zespołu (po przechwycie podania przeciwników i samotnym 60-metrowym rajdzie);
  • Fédérale 1, grupa 1: Bassin d’Archachon z Mateuszem Bartoszkiem w składzie (grał do 65. minuty) pokonało Drancy 36:19;
  • Fédérale 1, grupa 2: Kamil Bobryk wyszedł w wyjściowej piętnastce Vienne w meczu przeciwko Rumilly, wygranym przez jego drużynę 17:15. Grał do 70. minuty z 10-minutową przerwą w pierwszej połowie po żółtej karce;
  • Fédérale 1, grupa 3: Quentin Cieslinski wszedł na boisko w 62. minucie w meczu Lavaur przeciwko Marmande. Jego drużyna przegrała 18:31 i z tylko jedną wygraną w sezonie zajmuje przedostatnie miejsce w swojej grupie;
  • Fédérale 2, grupa 2: Pontarlier z Jędrzejem Nowickim zaczynającym mecz na ławce rezerwowych pokonało 29:17 Metz, odnosząc drugie zwycięstwo w sezonie;
  • Fédérale 2, grupa 3: na ławce rezerwowych Servette Genewa Grzegorz Janiec zaczął mecz przeciwko Rillieux-la-Pape. Jego drużyna wygrała 29:24 i dzięki temu wyprzedziła swoich rywali w tabeli, awansując na trzecie miejsce;
  • Fédérale 2, grupa 6: Tomasz Hebda zaczął od pierwszej minuty mecz Lourdes przeciwko liderom tabeli, l’Isle Jourdain – jego ekipa przegrała 21:28. Polak na 10 minut przed końcem, przy stanie 21:21, zobaczył żółtą kartkę.

Szwajcaria – LNA: w Szwajcarii skończyła się właśnie runda jesienna, a mistrzem jesieni został niepokonany Yverdon (i to mimo jednego meczu zaległego i jednego punktu odjętego). W ostatnim meczu drużyna z Kacprem Ławskim i Patrykiem Reksulakiem w składzie wygrała 25:11 z Hermance.

Walia – Premiership Cup East: w rozgrywkach pucharowych Ebbw Vale z Dawidem Rubasniakiem w składzie grało na wyjeździe z Pontypridd. Przegrało 3:31. Ebbw Vale zajmuje ostatnie miejsce w sześciozespołowej grupie z dwoma zwycięstwami i pięcioma porażkami na koncie.

Zapowiedzi

Za tydzień przede wszystkim trzeci mecz naszej reprezentacji w ramach Rugby Europe Trophy – tym razem w Warszawie przeciwko Szwajcarii. Poza tym w kraju rozgrywki piętnastek juniorów (ostatni mecz jesieni).

Mecz Polaków to jedyny piętnastkowy mecz o punkty. Poza tym seria meczów towarzyskich z wybijającymi się na ich czoło hitami Francja – Nowa Zelandia i Anglia – Południowa Afryka. Poza tym: Walia – Australia, Irlandia – Argentyna, Szkocja – Japonia, Włochy – Urugwaj, Gruzja – Fidżi (też zapowiada się ciekawie), Rumunia – Tonga (Rumuni ponoć osłabieni), Rosja – Chile, a w południowoafrykańskim Stellenbosch Namibia – Zimbabwe i Kenia – Brazylia. Wśród kobiet: Francja – Nowa Zelandia, Anglia – Stany Zjednoczone, Walia – Kanada, Irlandia – Japonia.

W rozgrywkach ligowych na świecie na czoło wybijają się finały nowozelandzkich rozgrywek NPC. W rugby 7 przede wszystkim azjatyckie turnieje kwalifikacyjne w Dubaju do przyszłorocznego Pucharu Świata (jednocześnie męski i kobiecy).

Dodaj komentarz