Czekanie na sport i liczenie kasy

W piłce nożnej są podejmowane pierwsze kroki na drodze do wznowienia rozgrywek, co może dawać nadzieję, że i rugby pójdzie tym śladem. Pomysły są, zwłaszcza na południu. Tak naprawdę jednak coraz bardziej kluczowym tematem są pieniądze, bo skutki epidemii w tej mierze mogą trwać latami. Zaczynają się też spory o terminy na jesieni. A na dodatek trwają właśnie wybory szefa World Rugby.

Drobne

Premiership

Nietypowa historia, która zaowocowała ukaraniem klubu i zawodnika. Południowoafrykański środkowy Janse von Rensburg, jak się okazało, popełnił rugbową bigamię i podpisał kontrakty z dwoma klubami. Ukarano go grzywną w wysokości 32,5 tys. funtów (z czego 25 tys. trafi do poszkodowanego Gloucester) i dwutygodniowym zawieszeniem (którego termin będzie ustalony w przyszłości), drużynę Sale Sharks – grzywną 20 tys. funtów oraz odjęciem pięciu punktów w ligowej tabeli w zawieszeniu na dwa lata, a agenta zawodnika – także grzywną oraz skierowaniem do udziału w specjalnym programie edukacyjnym.

Kolejny sezon może być bardzo bolesny dla klubów Premiership, ponieważ w związku z ogromnymi stratami, jakie poniesie RFU z tytułu braku meczów międzynarodowych, zmniejszą się spore zwykle pieniądze, jakie otrzymują z tej organizacji (wielkość wypłat jest uzależniona od wielkości zysków RFU). Jeśli mecze międzynarodowe w tym roku nie wrócą, ponoć przynajmniej jeden z klubów ligi będzie zagrożony upadkiem.

Pro14

Przed epidemią dość zaawansowane były rozmowy pomiędzy władzami ligi a CVC dotyczące sprzedaży inwestorom 30% udziałów w lidze za 120 mln funtów. Epidemia spowodowała, że transakcja stanęła pod znakiem zapytania, co stawia w trudnej sytuacji drużyny walijskie, szczególnie wyczekujące zastrzyku finansowego. Coraz więcej wątpliwości budzi możliwość zakończenia obecnego sezonu, a nie wiadomo też, jak będzie wyglądał kolejny.

Top 14

Francuzi przygotowali dwa scenariusze ukończenia lig Top 14 i Pro D2. Pierwszy przewiduje rozegranie tylko fazy finałowej od końca czerwca do 19 lipca. Drugi przewiduje rozgrywki finałowe w sierpniu, bezpośrednio przed rozpoczęciem nowego sezonu. Oczywiście, wszystko zależy od tego, kiedy będzie można zacząć grać, ale wydaje się, że porzucono już oczekiwania dokończenia fazy zasadniczej.

Champions Cup

Okazuje się, że w listopadzie po spotkaniu fazy grupowej Champions Cup filara Munsteru Jamesa Cronina przyłapano na dopingu. Naruszenie przepisów uznano za niecelowe i właśnie orzeczono wobec zawodnika symboliczną karę, zawieszenie na 1 miesiąc. Sytuacja jest nieco kuriozalna zważywszy na czas, jaki upłynął i sprawia wrażenie zamiatania problemu pod dywan.

Coraz więcej rugby z wiosny i lata wszelkie organizacje chcą upchać jesienią. Sporo mówi się o przenoszeniu lipcowych test-meczów na październik, tymczasem EPCR zaprotestowało. Dwa weekendy zarezerwowane w kalendarzu na puchary europejskie zamierza wykorzystać na zakończenie przerwanego sezonu, włącznie z finałem. Cóż, zobaczymy jak to z tym październikiem będzie, kalendarza niestety się nie rozciągnie. A przecież może się okazać, że podróże międzykontynentalne, a może nawet międzynarodowe wciąż będą niemożliwe lub bardzo utrudnione.

EPCR zastanawia się też nad zasadami kwalifikacji do kolejnego sezonu oraz nad zmianą jego formatu. Takie pogłoski były już wcześniej, ale teraz być może skrócenie sezonu wymusi taką decyzję.

Super Rugby

Federacja południowoafrykańska oficjalnie potwierdziła zamiar rozegrania turnieju z udziałem krajowych franszyz Super Rugby i Pro14. Zawody mają odbywać się od czerwca do sierpnia. Jednocześnie skasowano szereg innych tegorocznych rozgrywek, choć ostał się m.in. Currie Cup.

Także w Nowej Zelandii planują podobny turniej. Tam epidemia wyraźnie już słabnie i można patrzyć z niejakim optymizmem na plany przewidujące rozegranie latem (a właściwie tamtejszą zimą) turnieju z udziałem pięciu tamtejszych franszyz. Planowany jest format ligowy, każdy z każdym, mecz i rewanż.

Jak się zdaje, obecny kryzys może spowodować bardziej stałe zmiany w Super Rugby, której format jest często krytykowany. Pojawia się coraz więcej pomysłów, począwszy od kroków stosunkowo niewielkich (jak wspomniane tydzień temu informacje o wycofaniu się Jaguares) do spekulacji o rozmontowaniu ligi i postawieniu na rozgrywki krajowe. Przykładem jest pochodzący od jednego z reprezentantów Australii postulat zamiany Super Rugby na rozgrywki z udziałem drużyn tylko z Australii i Nowej Zelandii. Jednak chociaż niemal na pewno sezonu 2020 nie da się ukończyć w sensowny sposób, a i sezon 2021 może stanąć pod znakiem zapytania (choćby z uwagi na koszty podróży, które mają mocno wzrosnąć), to całkowitemu porzuceniu rozgrywek nie służą choćby względy biznesowe (np. obowiązująca jeszcze przez pięć lat umowa telewizyjna Nowozelandczyków ze Sky). W Nowej Zelandii powołano specjalny zespół, który ma rozważyć, jak będzie wyglądała przyszłość rozgrywek w tym kraju.

Puchar Sześciu Narodów

Coraz więcej mówi się o planach rozegrania nowego, jesiennego Pucharu Sześciu Narodów, który doszedłby do skutku, gdyby nie było możliwości podróży międzykontynentalnych. Swoją drogą, z powodu epidemii odłożono rozmowy na temat zainwestowania 300 mln funtów w tę imprezę przez CVC. Walijczycy mają dodatkowy problem związany z przekształceniem Principality Stadium w szpital polowy i niepewnością, kiedy z powrotem będzie można go używać w celach sportowych.

Pojawiły się też informacje o rozważaniu przez organizatorów turnieju przeniesienia rozgrywek kobiecych. I nie chodzi tu o epidemię, ale o trwałe rozwiązanie. Przeniesienie kobiecych zmagań na inny termin mogłoby spowodować zwiększenie zainteresowania nimi zarówno ze strony widzów, jak i sponsorów (teraz są zdecydowanie w cieniu męskich, rozgrywanych przecież w te same weekendy i w atrakcyjniejszych dla telewizji terminach).

World Rugby

Przewodniczący fidżijskiej federacji, Francis Kean, został oskarżony o homofobiczne komentarze (kłopotliwe nagrania ujawniła gazeta The Sunday Times; swoją drogą, Kean był kiedyś karany za nieumyślne spowodowanie śmierci). Federacja zdecydowała się zbadać sprawę, ale Kean został wycofany z Rady World Rugby, podobnie jego kandydatura do Komitetu Wykonawczego tej organizacji. Ustąpił też ze stanowiska w federacji. Co istotne, był jednym z głównym zwolenników Beaumonta w obecnych wyborach, jednak zmiana pozbawiła go prawa głosu.

Swoją drogą, tuż przed początkiem głosowania pojawiły się pogłoski o tym, że Pichot ma szansę uzyskać głosy walijskie i irlandzkie (z tych krajów pochodzi sześciu spośród 51 głosujących, choć trudno liczyć, że Pichot odbierze Beaumontowi je wszystkie). Wśród Irlandczyków ma panować niechęć do Laporte’a (ma być wiceprzewodniczącym u boku Beaumonta), który odebrał im szanse na Puchar Świata 2023. Walijczycy podobno po prostu uznają wizję Pichota za lepszą. Wcześniej, uwzględniając ich głosy po stronie Beaumonta, ten mógł liczyć w prognozach na niewielkie zwycięstwo. Gdyby faktycznie doszło do zmiany, a nie była to tylko walka o wpływy na nowym dworze Beaumonta, taka wolta mogłoby dać zwycięstwo jego rywalowi. Beaumont podobno sięga do swoich osobistych kontaktów, aby tych głosów nie stracić. Cóż, głosowanie potrwa do czwartku, a wyniki będziemy znać dopiero 12 maja (dlaczego?).

Komu kibicować? Wydaje się, że rugby potrzebuje zmian (zwłaszcza z perspektywy krajów z drugiego szeregu), a i sytuacja związana z epidemią może wymagać niestandardowych kroków. Zmiana mogłaby być zatem wskazana.

Inne

Jedenastu byłych kapitanów reprezentacji Australii opublikowało list, w którym wezwali do zmian na czele tamtejszej federacji. Parę dni później prezeska federacji Raelene Castle ustąpiła ze stanowiska. Pełniła tę funkcję dwa i pół roku (była pierwszą kobietą w tej roli) i zapewne okres ten zostanie pamiętany głównie przez pryzmat przykrej historii z Israelem Folauem. Przed wybuchem epidemii nie zdołała też domknąć kontraktu na prawa telewizyjne do australijskich rozgrywek rugby (wciąż niezawartego), a liga nawet bez epidemii zmierzała w stronę kryzysu finansowego. Mimo to sporo osób ocenia jej rządy pozytywnie, wskazując na to, że rugby w Australii było pogrążone w zapaści już w chwili objęcia przez nią funkcji i próbowała ona wprowadzić sensowne zmiany. Sporo w mediach pisze się o nagonce na Castle, która miała spowodować ostatecznie decyzję o ustąpieniu (w zeszłym roku jakiś fan Folaua miał nawet grozić jej śmiercią).

Eddie Jones, który w tegorocznym Pucharze Sześciu Narodów podejmował nieco kontrowersyjne decyzje przestawiając zawodników angielskiej trzeciej linii młyna, stwierdził, że wobec kryzysu finansowego po epidemii kluby będą musiały ograniczać budżety, a przez to i liczebność składów. W cenie będą więc zawodnicy wszechstronni, którzy będą potrafili grać na większej liczbie pozycji.

Wszystkie rozgrywki międzynarodowe organizowane w Ameryce Południowej zostały przełożone na przyszły rok. Wyjątek stanowią siódemki, które mogą mieć nadzieję na grę w listopadzie.

Epidemia powoduje, że zawodnicy ukarani zawieszeniem nic nie tracą. Głośny przypadek stanowi Joe Marler, który przed epidemią został ukarany 10-tygodniową przerwą za swoje zachowanie wobec Aluna Wyna Jonesa w Pucharze Sześciu Narodów. Właśnie ten okres zawieszenia minął, ale Marler nie stracił ani jednego spotkania. Podobnie jest zresztą z innymi, m.in. Jamesem Croninem.

Portal Wales Online opublikował zestawienie najlepiej opłacanych rugbystów na świecie. Na liście mamy 15 graczy zarabiających rocznie co najmniej pół miliona funtów. Na samym szczycie dwóch zawodników z zarobkami sięgającymi miliona funtów: Handré Pollard w Montpellier i Charles Piutau w Bristol Bears. Generalnie dominuje Premiership – aż ośmiu graczy, w tym po dwóch z Saracens (Itoje i Farrell) i zbrojących się mocno Bristol Bears (Piutau i Luatua). Choć to Top 14 uchodzi za najlepiej płacącą ligę, jest tu tylko trzech jej zawodników, także tylu jest z Super Rugby (tu najlepiej opłacany ma być zawodnik Jaguares Nicolás Sánchez). Spoza tych trzech lig jest tylko jeden zawodnik z Pro14, Johnny Sexton. Aż siedmiu z listy to zawodnicy występujący na pozycji łącznika ataku, zaledwie trzech to zawodnicy młyna (żaden z pierwszej linii). A tak w ogóle, to w tym roku te pieniądze są już tylko teorią, a i w przyszłym kluby zapewne będą musiały zaciskać pasa.

O innych ligach: Włochy

Włochy to najmłodszy i wciąż najsłabszy członek europejskiej elity – Pucharu Sześciu Narodów. A skoro jego reprezentacja występuje w tej elicie, to także i kluby dziesięć lat temu zaproszono do zawodowej ligi Pro14. A raczej niby to kluby, niby regiony. Początkowo były to Aironi (które stanowiło wspólną inicjatywę ośmiu klubów z dominującym udziałem Viadany) oraz Benetton Treviso (który w praktyce pozostał klubem, jakim był przed przyłączeniem się do Pro14, gdy dominował we włoskiej lidze – nie dogadał się z innymi klubami ze swego regionu). Wkrótce potem Aironi upadło i zostało zastąpiono przez mającą siedzibę w Parmie i zarządzaną przez federację drużynę Zebre. Mamy zatem dwie ekipy: Zebre stanowiącą drużynę regionalną dla niemal połowy Włoch (od Piemontu po Lacjum plus Sycylia; nawiązuje zresztą nazwą do zaproszeniowej reprezentacji północno-zachodnich Włoch grającej wcześniej przez ćwierć wieku) oraz Treviso pochodzące z regionu Wenecji Euganejskiej, od 1979 mające potężnego sponsora w postaci firmy Benetton.

W wewnątrzwłoskich rozgrywkach ligowych mamy już normalny format klubowy o kilku poziomach. Pierwsze klubowe mistrzostwa kraju rozegrano już w 1929. Najwyższy poziom stanowi liga Top12 (do niedawna noszącą nazwę Eccellenza). Niemal wszystkie drużyny z tej ligi pochodzą z północy kraju, tylko dwie mają swoje siedziby w Rzymie. Na północy po cztery drużyny mają siedziby w regionach Wenecja Euganejska i Emilia Romania, a po jednej pochodzi z Lombardii i Toskanii. W ostatnich latach najczęściej po tytuł mistrzowski sięgała lombardzka ekipa Calvisano (z niewielkiego miasteczka w pobliżu Brescii). W tym sezonie, w fazie zasadniczej po rozegraniu 12 spotkań (z 22 planowanych) zajmowała trzecie miejsce premiowane awansem do play-off. Prowadziła drużyna Rovigo z Wenecji Euganejskiej, która ostatni tytuł mistrzowski zdobyła przed czterema laty, a na miejscach dających awans do półfinałów były jeszcze Valorugby Emilia i Fiamme Oro z Rzymu. Ta czwórka, wraz z piątą Petrarcą z Padwy (najbardziej utytułowaną ekipą spośród tych, które obecnie grają w Top12) miała niemal 20-punktową przewagę nad resztą stawki. Na dwóch ostatnich miejscach, które na koniec sezonu powodują relegację poziom niżej, były drużyny Lyons z Piacenzy i Lazio z Rzymu.

Swoją drogą rekordzistą Włoch w ilości zdobytych mistrzostw (aż 18) jest nieistniejąca już drużyna Amatori Milano. Większość swoich tytułów zdobyła w pierwszej połowie XX w., ale w latach 90. zainwestował w nią Silvio Berlusconi i ponownie zaczęła błyszczeć, zdobywając w tym okresie cztery mistrzostwa kraju, w tym dwa ostatnie jako sekcja AC Milan. Jednak gdy Berlusconi zrezygnował z inwestycji w rugby, po prostu drużynę sprzedał Calvisano. Co prawda odrodziła się na początku obecnego stulecia, ale po kilku latach tułaczki po niższych ligach została rozwiązana.

Drugi poziom rozgrywek ligowych stanowi Serie A. W tym sezonie rywalizowało w niej 30 drużyn, podzielonych w fazie zasadniczej według klucza geograficznego na trzy grupy po 10 zespołów. Także i tutaj dominuje północ kraju – na południe od Rzymu mają siedzibę zaledwie dwa zespoły z tego poziomu, Napoli Afragola z Kampanii i Amatori Catania z Sycylii. Tu rozgrywki były znacznie bardziej zaawansowane – do zakończenia sezonu zasadniczego zabrakło zaledwie jednej kolejki. O awansie miał zadecydować play-off z udziałem czterech drużyn: trzech zwycięzców grup i zwycięzcy miniturnieju dla drużyn z drugich miejsc. Z Serie A miały spaść cztery drużyny: najsłabsza z każdej grupy i przegrana w miniturnieju dla drużyn z dziewiątych miejsc. Na czele grup znajdowały się Akademia FIR, Verona i Noceto.

Poniżej mamy Serie B z 48 drużynami podzielonymi na 4 grupy (w tym sezonie wyjątkowo o jedną drużynę mniej). Tu awansują do Serie A zwycięzcy grup, spadają do Serie C dwie najsłabsze drużyny każdej grupy, nie ma play-off. Trzy grupy to północne Włochy, tylko jedna to pozostała część kraju włącznie z Rzymem. Niżej jest Serie C z podziałem na grupy i podpoziomy. Tutaj swoje mecze jeszcze przed paru laty rozgrywał klub z San Marino (RC San Marino), jednak dziś gra w amatorskiej lidze organizowanej przez ogólnowłoską organizację popularyzującą sport w społeczeństwie, UISP.

Oprócz lig mamy też Puchar Włoch, w którym biorą udział drużyny z Top12. W tym roku występowało ich tylko 11, bowiem ubiegłoroczny mistrz, Calvisano, grał w tych samych terminach w europejskich pucharach (na poziomie Challenge Cup). Puchar zdobyło Rovigo, które w styczniowym finale pokonało Petrarcę Padova 10:3.

Od 1984 swoje rozgrywki mistrzowskie mają kobiety. Początkowo prowadzone były pod auspicjami UISP, ale w 1991 zaczęła je organizować włoska federacja rugby. W tych rozgrywkach mieliśmy w tym sezonie (niedokończonym) 26 drużyn podzielonych na cztery grupy, przy czym grupa 1 obejmowała najlepsze drużyny z poprzedniego sezonu. Format jest nietypowy – do półfinału miał awansować bezpośrednio zwycięzca grupy 1, a o pozostałe trzy miejsca miały rywalizować pozostałe drużyny grupy 1 ze zwycięzcami pozostałych grup. Oczywiście dominują drużyny z północy Włoch, a na 26 tytułów mistrzowskich aż 24 zgarnęły ekipy z regionu Wenecji Euganejskiej (w tym szesnaście – Red Panthers, obecnie żeńska drużyna Benettona Treviso, jednak ostatni w 2011). Aktualnym mistrzem jest Villorba mająca siedzibę pod Treviso. W chwili przerwania rozgrywek w najlepszej grupie zdecydowanie dominowały drużyny, które w ubiegłym roku rozstrzygnęły między sobą finał: Villorba i Valsugana z Padwy.

Dodaj komentarz