Powrót rugby

Rugby na najwyższym poziomie i pełne trybuny – tego nam brakowało przez ostatnie trzy miesiące i to w końcu dostaliśmy, i to za jednym zamachem. Co prawda na antypodach, ale w epoce Internetu głównym problemem jest różnica czasu i prawa telewizyjne. Na północy natomiast gorsze wieści, bo zaczęła nam się wojna między klubami i zawodnikami w Anglii. No i w zeszłym tygodniu poznaliśmy ścieżki kwalifikacji na kolejny Puchar Świata, w których nasza reprezentacja została zdaje się z góry skreślona.

Super Rugby

Na początek mnóstwo emocji. Highlanders wygrali 28:27 z Chiefs, sprawiając pierwszą niespodziankę turnieju (przed epidemią zwyciężyli tylko w jednym z sześciu meczów tego sezonu, a Chiefs w czterech). Gospodarze wydarli zwycięstwo w samej końcówce, a debiut Warrena Gatlanda w roli trenera Chiefs popsuł jego syn, Bryn Gatland, który awaryjnie znalazł się na ławce rezerwowych Higlanders, a potem zadecydował o ich zwycięstwie. Po pierwszej połowie Highlanders prowadzili 22:16 mając na koncie trzy przyłożenia, w tym ostatnie zdobyte tuż przed przerwą mimo gry w osłabieniu. Kilka minut przed końcem w ponownym osłabieniu tym razem pozwolili gościom zmniejszyć stratę do jednego punktu (25:24), a chwilę później przegrywali po drop goalu Damiana McKenziego (łącznie 17 punktów z kopów) 25:27. Jednak moment później, na półtorej minuty przed 80 minutą, drop goalem w znacznie trudniejszej sytuacji (z ok. 35 m) odpowiedział wspomniany Bryn Gatland i ustalił wynik meczu.

W drugim meczu nie doszło do starcia braci Barrettów – Jordiego wykluczyła ze składu Hurricanes kontuzja, która uniemożliwi mu grę przynajmniej przez trzy tygodnie. Z kolei w Blues nie zagrał zakontraktowany chwilę wcześniej Dan Carter. Górą byli Blues, którzy wygrali 30:20. Do przerwy pojedynek był wyrównany, obie ekipy zdobyły po dwa przyłożenia (te Blues wyjątkowej urody, te Hurricanes po świetnie zbudowanych wolnych przestrzeniach na skrzydłach) i było tylko 14:13. Jednak po przerwie Blues zdominowali mecz, zbudowali przewagę i przyłożenie w końcówce dla Hurricanes nie mogło już nic zmienić. Świetnie zagrał Beauden Barrett, który pierwszy występ w składzie Blues zaliczył akurat przeciwko swoim dawnym kolegom, a 15 punktów nogą zdobył Otere Black.

Wrażenia po pierwszej kolejce? Przede wszystkim jakże miło było zobaczyć wypełnione po brzegi trybuny stadionów (43 tys. widzów w Auckland, 20 tys. w Dunedin). Ale cóż, tam po prostu koronawirusa już nie ma. Wiele uwagi przyciągały też zmiany przepisów. Tych o remisie i o czerwonej kartce nie mieliśmy okazji przetestować (przy okazji polecam komentarze na ten temat Toma Vinicombe’a z RugbyPass: https://www.rugbypass.com/news/how-super-rugby-aotearoas-new-golden-point-rule-could-backfire/ i Petera Jacksona z The Rugby Paper: https://www.therugbypaper.co.uk/features/37018/jackson-column-new-rule-gives-spirit-of-the-game-a-red-card/), natomiast trzecia zmiana, dotycząca szybszego odkładania piłki po szarży, wprowadziła trochę zamieszania. Sędziowie wielokrotnie karali drużyny rzutami karnymi za opieszałość w przegrupowaniach – widać, trudno wykorzenić stare przyzwyczajenia. Ale wydaje się, że to zmiana w dobrym kierunku, gra jest szybsza, szczególnie przegrupowania, które angażują mniej zawodników. Zresztą ta zmiana jest zmianą tylko w praktyce, bo przecież polega tylko na ścisłym egzekwowaniu istniejących przepisów. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w obu meczach mieliśmy bardzo mało młynów – w pierwszym sześć, w drugim dziewięć, z których tylko jeden był powtarzany.

W Australii potwierdzono terminarz rozgrywek, w których też pojawią się kibice na trybunach (na razie stadion 40-tysięczny ma pomieścić 10 tys. widzów), a jedna z drużyn będzie musiała zaczynać sezon poza domem (Western Force ma grać na wschodnim wybrzeżu z uwagi na brak możliwości swobodnego przekraczania granicy Australii Zachodniej). W pierwszej kolejce zobaczymy starcia Reds z Waratahs w piątek 3 lipca i Brumbies przeciwko Rebels dzień później. Co ciekawe, w Nowej Zelandii mamy format ligowy, a tutaj dołożono fazę play-off. Miła atrakcja, zawsze bowiem fajnie mieć jakiś finał. Play-off będzie składał się z półfinału (starcie drugiej i trzeciej drużyny tabeli) i finału (lider tabeli ze zwycięzcą półfinału).

Australijska federacja podpisała umowę na transmisje z Super Rugby AU z telewizją Fox (wartość umowy nie przeciekła jeszcze do mediów, ale na pewno jest znacznie niższa od pieniędzy, które federacja dostawała dotąd). Kontrakt jednak nie jest tym wyczekiwanym w tamtejszym rugby, dotyczy bowiem tylko tego turnieju, a Australijczycy wciąż nie mają partnera telewizyjnego na przyszłe lata. Związek zawodników RUPA ma natomiast nadzieję, że nawet i tymczasowy kontrakt telewizyjny pozwoli federacji odpuścić nieco z wynegocjowanej wcześniej aż 60-procentowej tymczasowej obniżki zarobków. Finansową nadzieją australijskiego rugby jest wejście zewnętrznego inwestora – są prowadzone negocjacje z Kohlberg Kravis Roberts, czyli funduszem, który ostatnio kupił duży udział w UFC, popularnej organizacji sztuk walki MMA. KKR ma być zainteresowany w dużej inwestycji w Australii, idącej w „setki milionów dolarów”.

Western Force dozbroił się trochę przed rozpoczęciem rozgrywek. Wśród kilku ściągniętych graczy jest wielokrotny reprezentant Australii, 36-letni już Greg Holmes, który ostatnie cztery lata spędził w Exeter Chiefs.

Na uboczu pozostaje Południowa Afryka. Tutaj jednak też przymierzają się do rozegrania lokalnego turnieju Super Rugby, jednak nie wcześniej niż w sierpniu. Później ma odbyć się też Currie Cup.

Coraz więcej w mediach spekulacji o przenosinach franszyz południowoafrykańskich do rozgrywek europejskich. Jurie Roux, prezes tamtejszej federacji, podkreśla, że wciąż SANZAAR szuka efektywnych rozwiązań – zmian, które pozwolą lidze na przełamanie kryzysu. Jednak jego odpowiedzi na pytania o przyłączenie franszyz do Pro14 nie były rozstrzygające, a więc i taka opcja jest brana pod uwagę. Na dodatek CVC, które niedawno kupiło udziały w Pro14, rozmawia z federacją na temat zainwestowania w południowoafrykańskie rugby.

Drobne

Puchar Świata

World Rugby ogłosiło tydzień temu reguły kwalifikacji do Pucharu Świata w 2023 we Francji. Oczywiście 12 drużyn jest już znanych: po trzy najlepsze z każdej grupy Pucharu Świata w Japonii (w tym obrońcy tytułu Afryka Południowa, gospodarze Francja, Anglia, Nowa Zelandia, Walia, Australia, Japonia, Irlandia, Szkocja, Włochy, Argentyna i Fidżi). Pozostaje więc osiem miejsc do obsadzenia, które podzielono w sposób następujący:

  • zwycięzca dwumeczu pomiędzy Samoa i Tonga,
  • zwycięzca dwumeczu, w którym zagrają zwycięzca Asia Rugby Championship z 2021 i zwycięzca rozgrywki pomiędzy przegranym z dwumeczu Samoa – Tonga i zwycięzcą Oceania Cup z 2021,
  • zwycięzca Rugby Africa Cup w 2022,
  • dwie najlepsze drużyny kwalifikacji w Ameryce (ich formatu nie ustalono – mamy tu kłopoty, bowiem pod znakiem zapytania stanęło rozgrywanie Americas Rugby Championship z powodu niesnasek między federacjami, działacze z Ameryki Południowej podobno chcą jednego bezpośredniego miejsca w turnieju dla drużyny z tego regionu),
  • dwie najlepsze drużyny kwalifikacji w Europie (początkowo wskazano dwie najlepsze drużyny Rugby Europe Championship w 2022, potem podmieniono to na dwa lata: 2021 i 2022),
  • i wreszcie zwycięzca turnieju repasażowego – wystąpią w nim cztery ekipy: przegrany w dwumeczu w strefie Azji i Pacyfiku, druga drużyna Rugby Africa Cup w 2022, trzecia drużyna kwalifikacji w Ameryce i trzecia drużyna Rugby Europe Championship z 2022.

Opis przygotowany przez World Rugby: https://www.rugbyworldcup.com/2023/qualifiers. Choć wiele szczegółów tu brakuje, i nie wiadomo czy będzie zapewniona przynajmniej teoretyczna szansa awansu dla każdemu członka WR. Z nieoficjalnych informacji z europejskiego podwórka (ale pochodzących od członka władz Rugby Europe: http://www.totalrugby.de/content/view/10249/410) wynika, że na naszym kontynencie nie będzie takiej ścieżki (poprzednio szansę dawały baraże między zwycięzcami różnych poziomów REIC – jednak podobno zrezygnowano z nich z powodu zmiany formatu REIC i wprowadzenia corocznych awansów i spadków). Jeśli tak, to okazuje się, że naszą teoretyczną szansę na awans straciliśmy przegrywając w tym sezonie z Niemcami i Holandią. Szkoda, że o tym nie wiedzieliśmy – nawet jeśli nie była to wielka szansa, to status meczu w mediach nieco się zmienia, gdy stanowi on element kwalifikacji do imprezy rangi mistrzostw świata. Trochę to smutne, gdy drużyny sklasyfikowane w rankingu światowym na miejscu 34. (my), a nawet 30. (Niemcy) w chwili ogłoszenia zasad kwalifikacji są już skreślone. No, chyba że zmieni się format rozgrywek organizowanych Rugby Europe, o czym tu i ówdzie się pojawiały się niedawno pogłoski.

Wydaje się, że znowu kraje Azji zostały potraktowane po macoszemu i ich ścieżka awansu jest niezwykle trudna (a na dodatek kraje z drugiego i niższych poziomów mają problem identyczny jak u nas). Na pewno byłoby fajnie, gdyby w finałowej dwudziestce pojawił się ktoś nowy. Czy jednak są na to realne szanse? Raczej niewielkie.

Premiership

W ubiegły poniedziałek rugbowy świat obiegła informacja o podjęciu przez kluby angielskiej Premiership decyzji o tymczasowym obniżeniu limitu wynagrodzeń. Limit ma być obniżony do 5 mln funtów plus dodatkowo kluby mają dysponować kwotą 600 tys. funtów na wynagrodzenia zawodników z własnych akademii (obecnie jest to 7 mln funtów: 6,4 mln + 600 tys.). Ponieważ na przyszły sezon kluby mają pozawieraną większość umów, obniżenie miałoby obowiązywać od sezonu 2021/2022, przy czym jeśli będą w nim obowiązywać zawarte dotąd kontrakty, do limitu będzie wliczane 75% ich wartości. Limit wróci do obecnej wysokości po zakończeniu sezonu 2023/2024. Ponadto usunięte będzie wyłączenie z limitu wynagrodzeń na roczne wypożyczenia, a od sezonu 2022/2023 zostanie zmniejszona z dwóch do jednego liczba graczy, których wynagrodzenia nie są wliczane do limitu (wyjątek będą stanowiły przypadki, gdy klub będzie miał zawarte dotąd kontrakty z dwoma takimi zawodnikami – wówczas zasada wejdzie w życie po wygaśnięciu pierwszego z nich). Najbogatszy właściciel klubu w Premiership, Steve Lansdown posiadający Bristol Bears, protestował przeciwko takim zmianom – ostatecznie jednak wypracowano między klubami kompromis, który przyjęto jednogłośnie.

Jednak w sprawie pojawił się nowy czynnik: Rugby Player Association czyli organizacja zrzeszająca zawodników. Okrojenie budżetów oznacza bowiem albo okrojenie kadry, albo niższe zarobki. Kluby idą tą drugą ścieżką i w związku z obcięciem salary cap o około 25%, przedstawiają zawodnikom do podpisania aneksy do kontraktów dotyczące przekształcenia tymczasowej redukcji wynagrodzeń o 25% w stałą. RPA zaprotestowało przeciwko dokonywaniu takich kroków bez jakiejkolwiek konsultacji z zawodnikami i stawiania ich pod ścianą – propozycje aneksów w części klubów stanowią de facto ultimatum z terminem do 18 czerwca. Pojawiają się nawet wzmianki o możliwym strajku zawodników, choć samo RPA je dementuje. Przedstawiciele RPA postanowili rozmawiać bezpośrednio z klubami, ponieważ negocjacje ze spółką Premiership Rugby uznali za stratę czasu. Według oświadczenia RPA, spółka pod koniec maja przedłożyła RPA propozycję permanentnego obcięcia płac (bez jakiejkolwiek alternatywy ani finansowej informacji), a na kontrpropozycję zorganizowania niezależnej mediacji nawet nie odpowiedziała. Sprawa się zaognia, działacze RPA niektóre posunięcia drugiej strony odbierają jako personalne ataki. Lord Myners, autor raportu w sprawie przekroczenia limitu wynagrodzeń przez Saracens, stwierdził, że trzeba dążyć do kompromisu – gracze powinni pójść na ustępstwa, bo kryzys finansowy jest nieunikniony.

Sale Sharks ogłosili plan budowy nowych obiektów klubowych. W 2003 wyprowadzili się z Sale i odtąd grali w innych miejscowościach na przedmieściach Manchesteru, Stockport, a potem Eccles. Teraz zamierzają wrócić do korzeni.

Ekstraliga / Mistrzostwa Polski rugby 7 kobiet / Mistrzostwa Polski rugby 7 mężczyzn / młodzieżowe mistrzostwa Polski

Czas kończyć sezon w kraju. Potwierdziły się zeszłotygodniowe doniesienia o starcie krajowych rozgrywek od 20 czerwca. Chyba wszystkie zostaną w jakiś sposób skrócone i większość planowana jest do zakończenia do 5 lipca. Zmiany w dotychczasowych zasadach to przede wszystkim:

  • w I lidze wycięta faza play-off i do zagrania trzy ostatnie kolejki fazy zasadniczej. Liczy się kolejność po tej fazie. Brak natomiast informacji co z II ligą i spadkami/awansami między I i II ligą – tu jest kłopot, bo Posnania walczy zarówno w II lidze, jak i w siódemkach, a turnieje siódemkowe są planowane na najbliższy czas (takiego problemu nie ma w I lidze);
  • mistrzostwa Polski męskich siódemek okrojone o jeden trudniej, rugbyści spotkają się już tylko raz. Mistrzostwa Polski kobiecych siódemek okrojone o dwa turnieje – rozegrane zostaną tylko jeszcze dwa;
  • obcięte są także kalendarze rozgrywek młodzieżowych. Na przykład w piętnastkach juniorów nie będzie turnieju finałowego, a do końca zostanie dograna faza zasadnicza. Natomiast w piętnastkach kadetów odwrotnie – obecna klasyfikacja fazy zasadniczej decyduje o składzie turnieju finałowego.

Sporo tego rugby, ale raczej bez publiczności. Na transmisje liczymy w przypadku Pucharu Polski (właściwie: Pucharu Polski Klubów Ekstraligi), w którym od 20 czerwca ma zagrać sześć drużyn Ekstraligowych (dwie grupy półfinałowe po trzy zespoły, mecze grupowe bez rewanżów, a potem finał – 11/12 lipca). Na udział w rozgrywkach nie zdecydowały się trzy drużyny z centrum kraju: Skra, Orkan i Rugby Łódź.

Rada Ekstraligi chce zacząć nowy sezon 1–2 sierpnia, ale nie znamy jeszcze kalendarza Rugby Europe, którzy może nam wejść w paradę.

Pro14

22 czerwca do treningów (na razie jednak bezkontaktowych) mają wrócić gracze szkockich drużyn Pro14, Edynburga i Glasgow Warriors.

Irlandzka federacja zaczęła się przymierzać do 20-procentowego obcięcia kontraktów zawodników z czterech prowincjonalnych drużyn. Tu jednak ponoć federacja ze związkiem zawodników rozmawiają, inaczej niż w Anglii.

A dyrektor federacji szkockiej nakazuje rozwagę przy pomyśle rozszerzenia Pro14 o cztery franszyzy z Afryki Południowej. To z jednej strony szansa rozwoju, ale z drugiej nadmierna ekspansja może doprowadzić do podobnych problemów, z jakimi obecnie boryka się Super Rugby i utraty tożsamości ligi.

Top 14

Alex Lozowski, środkowy Saracens, podpisał nowy, dwuletni kontrakt z londyńską drużyną, ale jednocześnie ogłoszono, że przyszły sezon spędzi na wypożyczeniu we francuskim Montpellier. Francuski gigant (przynajmniej jeśli patrzeć na pieniądze), zakontraktował też na trzy lata mistrza świata, Cobusa Reinacha, który ostatnio grał w Northampton Saints. Jednocześnie francuska gazeta Midi Olympique podała, że przeciwko temu klubowi może być wszczęte dochodzenie w sprawie naruszenia limitu wynagrodzeń (wynoszącego w Top 14 11,3 mln euro). To zresztą nie pierwszy taki przypadek, choć z poprzednich udało się Montpellier wybronić. Z kolei Toulon zakontraktował mistrza świata z 2011 – na Lazurowe Wybrzeże przenosi się po czterech latach w Clermont nowozelandzki obrońca Isaia Toeava. Drugoligowy Biarritz pozyskał z Reds reprezentanta Australii Henry’ego Speighta.

Niedawno opisywałem w „szponach” francuski system ligowy poniżej Top 14. Niewiele czasu minęło, a mamy w nim poważną zmianę. Francuzi ogłosili utworzenie trzeciego poziomu zawodowego rugby, ligi ogólnokrajowej, która w hierarchii ligowej znajdzie się pomiędzy Pro D2 i Fédérale 1. Wskazano już 14 klubów, które tam zagrają, a wśród nich dwóch byłych mistrzów Francji (Narbonne i Tarbes), zdobywcę pucharu Challenge (Bourgoin) i parę innych klubów z przeszłością w zawodowej Top 14.

British & Irish Lions

Federacja południowoafrykańska potwierdziła, że możliwe jest przeniesienie wyprawy British & Irish Lions z lata przyszłego roku na jesień. Ma to związek z prowadzonymi rozmowami o nowym światowym kalendarzu gry w rugby, gdzie jednym z kandydatów do zmian jest przeniesienie lipcowych serii spotkań międzynarodowych na październik.

Major League Rugby

Odbył się pierwszy draft do ligi. Wzięło w nim udział 10 spośród 13 klubów: Houston SaberCats i Rugby United New York swoje prawa do draftu przehandlowały z innymi klubami, a Toronto Arrows nie wzięły udziału z powodu nieuwzględnienia w nim zawodników z kanadyjskich uczelni. W dwóch rundach wybrano 24 zawodników, a numerem jeden został środkowy Conner Mooneyham (z Life University spod Atlanty, wybrany przez Dallas).

Rugby league

Władze Super League (angielskiej ligi rugby league) rozważają zmiany w przepisach, które mogłyby mieć zastosowanie w sezonie 2020 po jego spodziewanym wznowieniu. Wśród nich jest m.in. rezygnacja z młynów.

A w Australii krótko po wznowieniu rozgrywek NRL mamy pierwszy mecz przełożony z powodu koronawirusa. Nie stwierdzono co prawda choroby u zawodnika, ale postanowiono przesunąć mecz o kilka dni po stwierdzeniu choroby u pracownika szkoły, do której uczęszcza syn jednego z gracy Canterbury Bulldogs. Przesunięcie meczu wynika z konieczności przetestowania całej ekipy.

Inne

Trwają rozmowy o globalnym kalendarzu rozgrywek. Podobno głównym problemem przy przeniesieniu lipcowych testów na październik jest stanowisko klubów z Anglii i Francji. Na stole są ponoć dwa scenariusze. Pierwszy zakłada synchronizację Pucharu 6 Narodów i The Rugby Championship w marcu i kwietniu, międzynarodowe testy w październiku i listopadzie, zawodowe ligi europejskie startują w grudniu lub styczniu i trwają do września (z przerwą na 6N/TRC). Drugi zakłada brak wspomnianej wyżej synchronizacji 6N/TRC i start lig od końca marca. Kluby chciałyby jednak, aby to w lipcu, a nie październiku było okienko na test-mecze, tak aby klubowe rugby miało jakąś letnią przerwę (na północy kluby grałyby od września do czerwca, a na południu od lutego do listopada, turnieje międzynarodowe bez zmiany terminów, Lwy w listopadzie). Ponoć kolejne spotkania w przyszłym tygodniu.

Nie wiadomo, co z The Rugby Championship. Z wypowiedzi Jurie’go Roux, prezesa SA Rugby, wynika, że model z turniejem zorganizowanym w jednym miejscu jest możliwy pod warunkiem rezygnacji z obowiązkowej kwarantanny członków zespołów i zastąpienia jej mniej dolegliwym rozwiązaniem.

Odejście na emeryturę ogłosił Cecil Afrika, zdobywca największej liczby punktów dla południowoafrykańskich siódemek, medalista olimpijski z Rio. Nie jest to jednak emerytura bezwarunkowa – gdyby ojczyzna potrzebowała go w Tokio, jest gotów pomóc.

Rugby Europe ogłosiło przełożenie planowanego pierwotnie na wrzesień turnieju kwalifikacyjnego do Pucharu Świata w Rugby kobiet. Powodem oczywiście epidemia.

Wielki pechowiec, legenda włoskiego rugby Sergio Parisse, przedłużył o rok kontrakt z Toulonem. Dlaczego pechowiec? Chciał skończyć karierę międzynarodową podczas Pucharu Świata w Japonii, ale tajfun spowodował odwołanie ostatniego meczu grupowego Włochów, przeciwko Nowej Zelandii. Chciał zagrać ostatni mecz w Rzymie podczas Pucharu Sześciu Narodów – tym razem przeszkodziła epidemia.

Zapowiedzi

Przed nami druga kolejka Super Rugby Aotearoa w Nowej Zelandii. W sobotę o dziewiątej rano naszego czasu Chiefs zagrają przeciwko Blues, a w niedzielę o piątej rano Hurricanes podejmą w stolicy wkraczającego do gry faworyta turnieju, Crusaders. Pauzują Highlanders. Gospodarze obu spotkań na pewno będą chcieli się „odkuć” po odniesionych w ten weekend porażkach.

Sporo grania w Polsce, choć bez publiczności i nie wiadomo, co z tego będzie gdzieś transmitowane. I tak:

  • w Pucharze Polski Klubów Ekstraligi Ogniwo zagra z Lechią, a Pogoń Siedlce z Juvenią,
  • wznawia grę I liga i tu będziemy mieć mecze Miedziowych Lubin z AZS AWF Warszawa, Sparty Jarocin z Legią Warszawa i Rugby Białystok z Watahą Zielona Góra. Najciekawiej zapowiada się ten ostatni – porażka którejkolwiek z ekip może w praktyce oznaczać utratę szans na rywalizację ze Spartą Jarocin o awans,
  • mają też grać piętnastki juniorów, a tu mamy m.in. starcie dwóch niepokonanych dotąd drużyn: Juvenia podejmie Pogoń Siedlce.

W starej prasie

Tym razem nietypowe porównanie piłki nożnej i rugby: piłka nożna to gra dla dżentelmenów z regułami, a rugby bez reguł i bynajmniej nie dla dżetnelmentów 🙂 Fragment tekstu S. Czaplickiego „Krótka historja gry w piłkę nożną” z 1930 roku opublikowanego w „Dodatku Technicznym do Przewodnika Gimnastycznego Sokół”.

2 komentarze do wpisu „Powrót rugby”

  1. Zarówno światowa jak i europejska federacja rugby od lat powtarza że zależy jej na rozwoju tej dyscypliny sportu i rozpowszechnienie jej na cały świat. Ja kompletnie w to nie wierzę i mam zupełnie odmienne odczucia. Uważam wręcz że światowa federacja robi wszystko żeby nowe kraje nie zaczęły się w rugby liczyć. Chcą zachować to co jest i wcale nie chcą promować tej dyscypliny sportu. To ma być sport Commonwealthu + kilka bogatych (nie więcej) drużyn spoza tej grupy. Co byłoby gdyby na zeszłorocznym PŚ Szkoci zajęliby 4 miejsce w grupie i nie uzyskali awansu na następny PŚ? Dostaliby ten awans gratisem, tylko dlatego że grają w P6N, do którego ktoś ich zaprasza rokrocznie i wcale nie musieli walczyć by w nim grać. To zabija rugby, bo inne reprezentacje muszą przebijać się przez sito kwalifikacji. To jest z pewnością jeden z powodów dlaczego rugby w krajach takich jak Polska się nie rozwija. Już na starcie nie mamy szans zagrać w PŚ, ani nawet w w P6N. Nie ma normalnych ME, nawet raz na 4 lata. Mówi się dużo o rozwoju rugby w Gruzji, ale Jakim cudem on ma nastapić? Ten kraj leje wszystkich rok w rok na zapleczu P6N i nie ma szans zagrać w Europie w meczu o stawkę. To niedorzeczne. Mecze towarzyskie to tylko mecze towarzyskie. Jak młody rugbista z Polski, Gruzji, Hiszpanii ma się zmobilizować do uprawiania tego sportu na większą skalę skoro wie że i tak nie dostanie szansy gry o najwyższe trofea. Powód: o trofea w Europie mogą grać tylko te same kraje i jest ich 6. Koniec kropka, pozamiatane. Można więc próbować swoich sił w klubach, ale hola hola… W rugby, jako jednej z niewielu dyscyplin sportu, w europejskich rozgrywkach klubowych gra KILKA krajów. W najważniejszych rozgrywkach czyli Champions Cup występują tylko zespoły z P6N. Inne nie mają żadnych szans do tego grona dołączyć. W niższych rozgrywkach czyli Challenge Cup mogą dołączyć jeszcze kluby z Rosji, Gruzji lub Rumunii ale wcale łatwo nie jest się tam dostać po zlikwidowaniu Continental Shield. W tych nieistniejących już rozgrywkach mogły występować kluby z krajów występujących w REIC. Mogły, bo przeważnie grały tam kluby włoskie. Reasumując, w europejskich pucharach grają wszystkie kluby z najwyższych lig w na Wyspach (z Anglii gra nawet beniaminek!!!) i we Francji, a kluby z innych europejskich krajów dalej grają tylko w swoich ligach kisząc się we własnym sosie bez szans na jakikolwiek rozwój i rywalizację na arenie europejskiej. Nie podoba mi się to, ale cóż zrobić. Bardzo podobnie jest w krykiecie, netballu i innych dyscyplinach do których monopol roszczą sobie kraje anglosaskie.
    Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
    • Dziękuję za komentarz. Pełna zgoda. Marzyło mi się, aby w Japonii któryś z klubów 6N był poza grupową trójką, aby sprawdzić, co wymyślą. Ale cóż, nie udało się. A ponoć Włosi dostali ostatnio informację, że w nowym sezonie Challenge Cup nawet ich klubów z krajowej ligi nie zaproszą. Wygląda na to, ze ogródek będzie w przyszłym sezonie jeszcze bardziej zamknięty… Pozdrawiam!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz