Koniec Super Rugby

Koniec Super Rugby. A przynajmniej takiego Super Rugby, jakie znamy od ćwierć wieku. Oświadczenia szefów związków Nowej Zelandii i Południowej Afryki nie pozostawiają już żadnych wątpliwości, że nie zobaczymy ligi łączącej franszyzy z tych dwóch krajów. A w Polsce przedostatnie złoto tego sezonu zgarnęła Juvenia Kraków – jej kadetki sięgnęły po nie trzeci raz z rzędu.

Super Rugby

W Nowej Zelandii przekroczyliśmy półmetek Super Rugby Aotearoa. W pierwszym spotkaniu Hurricanes zagrali przeciwko Blues, a przeciwko sobie po raz pierwszy w zawodowym rugby stanęli Jordie i Beauden Barrettowie, obaj na pozycji obrońców. Ten ostatni zresztą musiał znosić buczenie publiczności gospodarzy, którzy nie wybaczyli mu przejścia do ekipy rywali. Publiczności, która zresztą znowu zostawiła sporo wolnego miejsca na stadionie w Wellington. Już w trzeciej minucie pokazał się bohater meczu: Ngani Laumape ograł jak dziecko niezdecydowanego Beaudena Barretta, przeszedł po Otere Blacku i było 7:3 dla Hurricanes. Chwilę później błysnął Beauden Barrett, który przebił się przez obronę rywali i było 7:10. W pierwszej połowie zobaczyliśmy jeszcze z obu stron punktowe maule, karnego Jordiego Barretta i do przerwy było 15:15. Po przerwie znowu widzieliśmy wymianę ciosów: najpierw 22:15, potem 22:22, 22:27 i wreszcie 29:27 dla Hurricanes. O końcowym wyniku zadecydowało spudłowane przez Beaudena Barretta podwyższenie – chwilę później przy próbie dla gospodarzy nie pomylił się Jordie…

Ostatnio coraz więcej zaczęto mówić o ich nowym trenerze, Warrenie Gatlandzie. Przecież to ekipa, która na początku tego roku pokonała Crusaders i Blues w przerwanym sezonie „prawdziwej” Super Rugby, tymczasem teraz miała na koncie cztery porażki z rzędu. I kolejny mecz zaniepokojonych głosów nie uciszył: Chiefs, co prawda znowu po emocjonującym meczu i znowu nieznacznie, ale przegrali z Highlanders 31:33. Kibice gospodarzy długo mogli mieć nadzieję na przełamanie. Przez pierwsze 20 minut Chiefs zdominowali rywali i wyszli na prowadzenie 24:0. Do przerwy Highlanders odrobili tylko 7 punktów, ale tuż po niej Chiefs znowu wjechali na pole punktowe gości i prowadzili 31:7. O reszcie meczu kibice gospodarzy woleliby pewnie zapomnieć. Highlanders dwukrotnie weszli w ich obronę jak w masło i odrobili część strat, ale na pięć minut przed końcem wciąż tracili 12 punktów. Jednak w tym krótkim czasie zdobyli kolejne dwa efektowne przyłożenia. Chiefs na osłodę pozostał punkt bonusowy, już czwarty w tym sezonie, ale marna to osłoda. Rozgoryczenie gospodarzy potęguje zapewne komentarz szefa nowozelandzkich sędziów, który przyznał, że unieważnienie pięknego przyłożenia Damiana McKenziego z 65. minuty było błędem. Owszem, spalony w tej akcji był, ale TMO cofnęło się wstecz o więcej, niż dwie fazy gry, jakie są dopuszczone.

W tabeli Crusaders na czele (mimo pauzy w tej kolejce), potem stawka drużyn z podobnym dorobkiem punktowym: Blues, Hurricanes i Highlanders, a na końcu Chiefs z kompletem porażek.

W trzeciej kolejce Super Rugby AU kolejna porażka Western Force i na dodatek w podobnych okolicznościach jak ostatni. Gracze z Perth znowu mieli świetny początek (po kwadransie prowadzili 14:0) i znowu zawiedli w późniejszej fazie meczu. Już dziesięć minut później przegrywali, a na przerwę schodzili przegrywając 21:19 (stratę nieco zniwelowali dzięki pięknemu przechwytowi na własnych 22 m i sprintowi przez całe boisko Byrona Ralstona – w Global Rapid Rugby to przyłożenie byłoby warte 7, a nie 5 punktów; kuriozalna była natomiast próba podwyższenia na wprost słupów, którą Ian Prior pozwolił zablokować). Po przerwie Reds zwiększyli przewagę po pięknej akcji. Kolejne emocje mieliśmy dopiero w końcówce, gdzie Western Force grające z przewagą jednego zawodnika zmniejszyło straty o pięć punktów, ale potem pozwoliło rywalom na skutecznego drop-goala, który ustalił wynik meczu. Reds pokonali rywali z zachodu 31:24.

W drugim meczu różnica punktowa jeszcze mniejsza: Waratahs przegrali z Brumbies zaledwie 23:24. Zaczęło się od błędu Willa Harrisona, który dał prowadzenie Brumbies, ale potem winny zrehabilitował się dwoma skutecznymi karnymi. Waratahs przycisnęli i po świetnej grze prowadzili już 20:5. Jednak jeszcze przed przerwą Brumbies zaczęli się odgryzać i w połowie meczu było 20:17. Po przerwie zobaczyliśmy kolejnego karnego Harrisona i długo długo nic. W samej końcówce Brumbies wyszarpali zwycięstwo siedmiopunktową akcją.

W tabeli na prowadzeniu dwie drużyny bez porażek, Reds i Brumbies. Za nimi Waratahs, a bez zwycięstwa pozostają Rebels i Western Force.

Wieść z ostatniego tygodnia o drużynie Kanaloa Hawai’i, która zamierza starać się o prawo występów zarówno w amerykańskiej MLR, jak i nowych rozgrywkach wstępnie planowanych w Nowej Zelandii, nieco się skonkretyzowała. Mianowicie okazało się, że mają to być dwie drużyny, przy czym ta planowana do udziału w nowozelandzkich rozgrywkach operowałaby z południowego Auckland. Cóż, zaangażowanie drużyny z wysp Pacyfiku w takiej postaci, bazującej nie na Fidżi czy Samoa, ale w samej Nowej Zelandii, nieco mija się z celem. Owszem, sporo w Nowej Zelandii Polinezyjczyków, ale trudniej wyspiarzom będzie identyfikować się z takim tworem (na dodatek tworzonym przez Nowozelandczyków). Warto też pamiętać, że w Auckland mamy już jedną franszyzę Super Rugby, Blues. Mam wrażenie, że to po prostu kolejny krok w celu instytucjonalizacji „trzech największych akademii rugby”, o których niedawno wspomniał Eddie Jones, czyli do wyławiania talentów z wysp, aby grali dla All Blacks.

Na australijskie głosy niezadowolenia będące reakcją na wieści, że Nowozelandczycy chcą grać w nowotworzonej lidze tylko z dwoma ekipami z Australii (m.in. na słowa Hamisha McLennana, że Nowozelandczycy układają relacje obu krajów na zasadzie pan–służący), ostatnio odpowiedział nowy trener All Blacks, Ian Foster, który stwierdził, że to nie jest impreza charytatywna i jeśli ma domknąć się finansowo, konieczna jest prawdziwa konkurencja. A w pojedynkach drużyn z Nowej Zelandii z większością ekip z Australii o nią bardzo trudno. Zewnętrzni obserwatorzy wskazują, że Australijczycy powinni być zadowoleni nawet z takiej oferty, inni z kolei zwracają uwagę na arogancję Nowozelandczyków. A które mogłyby to być te dwie drużyny? Cóż, ostatnie wyniki pochodzących stamtąd franszyz (no, z wyjątkiem Brumbies) za nimi nie przemawiają, ale solidne podłoże rugby union ma w Australii tylko w dwóch stanach: Nowej Południowej Walii i Queenslandzie.

Oficjalne informacje z Nowej Zelandii nie są w tej kwestii przesądzające: wahają się tam między ośmioma a dziesięcioma drużynami, w tym jedna ma być z wysp Pacyfiku, więc być może Australijczykom uda się umieścić w lidze cztery drużyny, choć media raczej uważają za bardziej prawdopodobną opcję z dwoma ekipami. Widać jednak wyraźnie, że Nowozelandczycy są skoncentrowani na możliwości rozwoju rugby w swoim kraju i wszystko, co zrobią, będzie podporządkowane temu celowi. Australijczycy są tu tylko klientem, a jedyny towar transferowy, który mają, to zaoferowanie rozegrania części meczów z Pucharu Świata 2027 w Nowej Zelandii – bo wielce prawdopodobne, że to Australia będzie jego gospodarzem. Przesądzone jest natomiast, że Południowa Afryka i Argentyna są już odcięte zdecydowanie.

Oświadczenie działaczy z Południowej Afryki świadczy o tym, że byli przygotowani na taki obrót rzeczy i rozglądają się za przyłączeniem do innych rozgrywek. W praktyce oznacza to potwierdzenie rozmów o rozszerzeniu Pro14 do 16 lub 18 zespołów. Choć moim zdaniem dotychczasowe doświadczenia z Cheetahs i Southern Kings nie wskazują na to, aby był to dobry krok. Zainteresowanie zmaganiami pomiędzy drużynami z dwóch końców świata jest na obu tych końcach stosunkowo mizerne.

Badania zawodników na obecność koronawirusa w Południowej Afryce przyniosły kilka pozytywnych rezultatów, m.in wśród graczy Lions i Sharks. Na dzisiaj zaplanowano początek przygotowań do rozegrania tegorocznego Currie Cup z udziałem południowoafrykańskich franszyz Super Rugby i Pro14 – póki co, treningi bezkontaktowe.

Po siedmiu latach spędzonych w Japonii (w Toshiba Brave Lupus) były skrzydłowy reprezentacji Nowej Zelandii, zdobywca Pucharu Świata z 2011, Richard Kahui wraca na południe. Zagra w australijskim Western Force.

Drobne

Młodzieżowe mistrzostwa Polski

Rozdany został przedostatni komplet medali w tym sezonie w naszym kraju. W Krakowie rozegrany czwarty turniej siódemek dziewczyn w kategorii U16. Trzy tych czterech turniejów wygrała Juvenia Kraków (w tym bezdyskusyjnie sobotni) i po raz trzeci z rzędu sięgnęła po tytuł mistrzowski. Srebro trafiło do KS Budowlanych Łódź (jako jedyne dziewczyny zdołały pokonać Juvenię w pierwszym turnieju sezonu), a brąz do Ogniwa Sopot. Dopiero po raz drugi wystąpiły w turnieju Amazonki Budowlani Lublin i po raz drugi popsuły sporo krwi rywalkom – może za rok popsują jej więcej.

Premiership

London Irish, jak zapowiadano, wracają do Londynu. Mieli występować na stadionie w Brendford, jednak ponieważ prace przy nim zawieszono z powodu epidemii, będą tymczasowo korzystać z areny Harlequins, Twickenham Stoop.

Kolejna tura badań na obecność koronawirusa i kolejne wyniki pozytywne: dziewięć przypadków, w tym siedem dotyczących graczy. Jeśli tak dalej pójdzie, restart ligi stanie pod znakiem zapytania. A premier Johnson przewiduje kibiców na trybunach w październiku.

Nowym kapitanem Worcester Warriors będzie zaledwie 21-letni rwacz Ted Hill.

Kolejni gracze Jaguares opuszczają Buenos Aires i podążają na północ: wspieracz Matías Alemanno, ponad sześćdziesięciokrotny reprezentant kraju i uczestnik dwóch Pucharów Świata, zagra w Gloucesterze, a jego niewiele mniej doświadczony kolega i imiennik, gracz ataku Matías Orlando, w Newcastle Falcons. Z kolei z hiszpańskiego El Salvador do Anglii wraca inny Argentyńczyk, Juan Pablo Socino – zagra w Saracens.

Pro14

Irlandzcy gracze porozumieli się z federacją w sprawie obniżenia wynagrodzeń do końca obecnego roku o 10%. Płatność kolejnych 10% zostanie odroczone do przyszłego roku. Obniżka obejmie tylko tych zawodników, którzy zarabiają więcej niż 25 tys. euro rocznie.

Choć premier Johnson ogłosił zamiar wpuszczenia kibiców na trybuny stadionów w październiku, w Walii są znacznie bardziej ostrożni i być może takie ewentualne poluźnienie epidemicznych restrykcji wejdzie tam w życie później niż w Anglii.

Być może dojdzie do zmian na drugim poziomie ligowym. The Rugby Paper donosi, kluby Championship otrzymały zamówiony przez siebie raport byłego prezesa Saracens, Edwarda Griffithsa. Jedną z proponowanych przez niego zmian jest reorganizacja ligi: powiększenie jej o cztery zespoły i podział na dwie konferencje (północną i południową), z których po cztery najlepsze drużyny rywalizowałyby w play-off, a cztery najsłabsze w play-out. Cóż, zwiększyłoby to szansę na awans do Premiership kogoś spoza udziałowców PRL: jedna porażka w play-off mogłaby taką drużynę pozbawić szans, a łatwiej wygrać z nią jeden mecz niż pokonać w ligowej tabeli.

Zakończenie kariery ogłosił wspieracz reprezentacji Włoch i Zebre, George Biagi. Do Scarlets z Leicester Tigers przechodzi świetny reprezentant Tonga, trzykrotny uczestnik Pucharów Świata, Sione Kalamafoni.

Top 14

Od połowy sierpnia planowane są mecze towarzyskie drużyn z Top 14 i Pro D2. Zgodnie z aktualnym planem m.in. 22 sierpnia mają zagrać ze sobą drużyny La Rochelle i Tuluzy.

DNACG, czyli organ nadzorujący finanse francuskich klubów, wydał negatywną opinię wobec projektu, który w ostatnich tygodniach przyciągał uwagę francuskich mediów: chodziło o przejęcie przez inwestorów ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich klubu z Béziers. Ponoć finansowe gwarancje były bardzo podejrzane. To kończy spekulacje o nowej europejskiej potędze. Niewątpliwym sukcesem klubu, będącego w poważnych kłopotach, jest zgoda DNACG na dalszą grę w Pro D2.

A w nowym sezonie Top 14 przerwy w meczach zostaną wydłużone z kwadransa do dwudziestu minut. Teoretycznie chodzi o zmniejszenie kolejek do barów i toalet w epoce epidemii.

Champions Cup / Challenge Cup

Z przecieków z EPCR wynika, że finały tegorocznych europejskich pucharów zostaną zorganizowane w krajach tych finalistów, którzy osiągnęli najwyższą pozycję w rankingu po fazie grupowej (podobnie jak jest w ćwierćfinałach i jak w tym roku zaplanowano też w półfinałach). To zapewne w tej sytuacji najsensowniejsze rozwiązanie. Ogłoszono natomiast oficjalnie dokładny harmonogram ćwierćfinałów zaplanowanych na weekend 18–20 września 2020.

British & Irish Lions

Już oficjalnie potwierdzono, że przyszłoroczna wyprawa „Lwów” odbędzie się w pierwotnie planowanym terminie (pierwszy mecz na południu 3 lipca 2021, a spotkania z Południową Afryką: 24 i 31 lipca oraz 7 sierpnia). Reforma globalnego kalendarza stoi pod coraz większym znakiem zapytania – były nadzieje, że ustalenia zapadną do 15 lipca, jednak data ta upłynęła bez efektów. Nie ma nawet porozumienia co do okienka międzynarodowego tej jesieni. Decyzja ta oznacza też kłopot angielskich graczy (przynajmniej z dwóch czołowych drużyn ligi), którzy będą ruszać w drogę niemal natychmiast po finale Premiership, zaplanowanym na 26 czerwca.

Puchar Sześciu Narodów

Jeszcze niedawno ze słów Bernarda Laporte’a wynikało, że transakcja Six Nations z CVC jest finalizowana. Do organizatorów miało trafić z tytułu sprzedaży udziałów 330 mln euro. Doszło jednak do konfliktu o proponowany przez CVC zapis, zgodnie z którym zaplanowane na pięć lat wpłaty byłyby zmniejszone w przypadku anulowania spotkań. CVC daje Six Nations wybór: albo zgoda na ten warunek, albo oferta niższa, zależnie od źródła, o połowę lub o 1/3. Rokowania trwają.

Mecze towarzyskie

Kolejne wieści o ewentualnym międzynarodowym turnieju w Europie na jesieni. Miały być drużyny z Pucharu Sześciu Narodów plus dwie dodatkowe drużyny. Początkowo mówiło się o Południowej Afryce i Japonii. Teraz mowa o Fidżi i Gruzji. Decydują kwestie logistyczne, te reprezentacje mają mnóstwo zawodników w najlepszych ligach Europy. Dla mnie ten pomysł też ma sporo uroku, bo świetnie byłoby, gdyby Gruzja dostała prawdziwą szansę gry z europejskimi potentatami. Planowany format: dwie grupy po cztery zespoły, a następnie finał pomiędzy zwycięzcami grup.

The Rugby Championship

Andy Marinos, szef SANZAAR, potwierdził, że tegoroczna edycja The Rugby Championship ma odbyć się w Nowej Zelandii. Początkowo mówiono o Australii, która rozpaczliwie potrzebuje zastrzyku dobrego rugby i pieniędzy, jednak plan ten porzucono (jak skomentował to profil Rugbowisko, to trochę jak kopanie leżącego, choć decydujące znaczenie mają sukcesy Nowozelandczyków w walce z epidemią). Jednak przy okazji pod znakiem zapytania stanęło rozgrywanie części z zaplanowanej serii meczów między Nową Zelandią i Australią (wszystko przez potencjalną kwarantannę po przybyciu do Nowej Zelandii).

Japonia

Jeszcze kilka tygodni temu Sunwolves odmawiali przystąpienia do nowo organizowanych zawodowych rozgrywek w Japonii, licząc na możliwość udziału w międzynarodowych rozgrywkach. Dziś takich perspektyw nie mają. Na szczęście dla nich, okienko do składania ofert do przystąpienia do nowej ligi potrwa jeszcze do końca roku.

A władze japońskiego rugby, liczą na szansę udziału najlepszych drużyn z organizowanej przez nich zawodowej ligi w klubowych rozgrywkach pucharowych z najlepszymi drużynami z Australii i Nowej Zelandii.

Igrzyska olimpijskie

Ogłoszono dokładne daty turniejów rugby 7 na igrzyskach olimpijskich w Tokio. Mężczyźni mają grać 26–28 lipca, a kobiety 29–31 lipca (oczywiście 2021). Godziny… cóż, niezbyt ciekawe, patrząc z naszej perspektywy. Poranna tokijska sesja wypadnie nam między drugą a piątą w nocy, na szczęście popołudniowa już za dnia: od 9:30 rano. Bilety na te zawody ponoć są jednymi z najlepiej sprzedających się – a mają być rozgrywane na Tokyo Stadium z 50 tysiącami miejsc. Swoją drogą, nie znamy jeszcze wszystkich uczestników rozgrywek: turniej barażowy o trzy ostatnie miejsca na igrzyskach ma zostać rozegrany, jeśli wierzyć tunezyjskiej prasie, w czerwcu przyszłego roku w Irlandii.

Przepisy

Niedawno trener reprezentacji Anglii Eddie Jones nawoływał do ograniczenia liczby rezerwowych w meczu rugby z ośmiu do sześciu. Teraz ponoć tą propozycją zajęło się World Rugby. Zmiana spowodowałaby, że pod koniec meczu byłoby na boisku więcej miejsca (bardziej zmęczeni gracze), dałaby też oszczędności (możliwość nieco mniejszych składów). World Rugby chce jednak zbadać w pierwszym rzędzie, czy nie spowoduje to wzrostu ilości kontuzji.

W World Rugby pojawił się też raport, z którego wynika, że w żeńskim rugby znacznie zwiększa się ryzyko kontuzji, gdy w grze uczestniczą transkobiety (czyli osoby, które uznano za mężczyzn, ale same uważają się za kobiety). Dotychczasowe przepisy wymagające w takich przypadkach zmniejszenia poziomu testosteronu okazują się niewystarczające.

Inne

Prawdopodobnie jednak nie dojdzie do meczu między All Blacks i Kangaroos czyli wielkiego starcia między najlepszymi ekipami świata rugby union i rugby league. Rozmowy w tej sprawie utknęły, a priorytety Nowozelandczyków są gdzie indziej.

Zapowiedzi

W Super Rugby Aotearoa dwa spotkania siódmej kolejki, które zapowiadają się (jak wszystkie w tym turnieju) bardzo interesująco: Crusaders – Hurricanes i Blues – Chiefs.

Nieco mniejsze oczekiwania mamy od meczów Super Rugby AU. Tu czwarta kolejka, a w niej spotkania Waratahs – Rebels i Western Force – Brumbies.

W Polsce cisza przed startem Ekstraligi, zapowiedzianym na połowę sierpnia.

3 komentarze do wpisu „Koniec Super Rugby”

  1. Bardzo fajny artykuł, kawał dobrej roboty – dziękuję i będę tu zaglądał częściej.
    Jedna drobna uwaga: Sione Kalamafoni grał ostatnio w Leicester, a nie Gloucester.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz