Coś się kończy, coś się zaczyna

Coś się kończy, coś się zaczyna. Super Rugby Aotearoa, która czarowała nas przez ponad dwa miesiące, zaliczyła na sam koniec cios od epidemii – odwołano spotkanie, które co prawda nie miało być finałem, ale na pewno prawdziwym świętem rugby. Wznowiono za to stary sezon angielskiej Premiership i rozpoczęto nowy polskiej Ekstraligi. Miło było znowu siąść na trybunach krakowskiego stadionu i obejrzeć mecz pełen emocji 🙂

Ekstraliga

Sezon zaczął się od spotkania najlepszej w poprzednim sezonie drużyny Master Pharm Rugby Łódź z beniaminkiem – Spartą Jarocin. Obie drużyny w ostatnim tygodniu dokonały wzmocnień. Łodzianie na miejsce opróżnione przez Daniela Gdulę ściągnęli etatowego kopacza Orkana, Michała Kępę, a ponadto zakontraktowali Gruzina, Nikę Gigauriego, mającego za sobą występy w siódemkowej reprezentacji swego kraju (dotąd grał w rodzimej lidze Didi10, gdzie ponoć problemy finansowe z powodu epidemii są szczególnie dotkliwe). Sparta z kolei zwerbowała reprezentanta Holandii z brytyjskimi korzeniami, młynarza Rossa Benniego-Coulsona (w lutym w Amsterdamie stanął naprzeciw Grzegorza Buczka; holenderska liga poczeka z wznowieniem gier prawdopodobnie do przyszłego roku). W meczu nie było niespodzianki. Faworyt rozgromił gości aż 76:7. Łodzianie zaaplikowali rywalom 12 przyłożeń (podzieliło je między siebie 10 zawodników, w tym wspomniany Giguari), do tego osiem podwyższeń dołożył Michał Kępa – łącznie zdobył 21 punktów, zostając liderem klasyfikacji najskuteczniejszych zawodników ligi. Sparcie chwali się, że punkty zdobyła, a autorem pierwszego, historycznego przyłożenia w Ekstralidze dla jarocinian był właśnie Bennie-Coulson.

W starciu mistrza kraju z ostatnią drużyną poprzedniego sezonu ligowego (i zarazem derbach Trójmiasta) też zgodnie z przewidywaniami. Ogniwo Sopot pokonało Arkę Gdynia 40:10, a na wyrównaną walkę zanosiło się tylko na początku, gdy Arka odpowiedziała przyłożeniem na pierwsze przyłożenie sopocian, pięknie oszukując rywali. Później jednak to Ogniwo dominowało, już do przerwy prowadziło 26:5. Swoje pierwsze przyłożenia w nowych barwach zdobyli dla Ogniwa Paul Walters (kopy na bramkę wykonywał „po staremu” Wojciech Piotrowicz), a dla Arki znany nam z rywalizacji w RET reprezentant Litwy Dainius Tamoliunas. Swoją drogą, Ogniwo przestało być różowe. Dlaczego?

Ciekawiej było w Siedlcach, gdzie trzecia drużyna z ostatnich sezonów ligi podejmowała Edach Budowlanych Lublin – kiepsko sobie radzących w ubiegłym sezonie, ale bardzo wzmocnionych (do ogłoszonych wcześniej nabytków w ostatniej chwili dołączył nasz świeżo upieczony reprezentant z ligi walijskiej Dawid Rubasniak). Po pierwszej połowie gospodarze przegrywali 9:12 – zdobywali punkty tylko z karnych, podczas gdy Budowlani kładli przyłożenia. W drugiej połowie sytuacja się zmieniła: od początku dominowali gospodarze, którzy zdobyli trzy kolejne przyłożenia (w tym jedno po świetnej indywidualnej akcji młodego debiutanta, Igora Pątka) i wyszli na prowadzenie 24:12. Brakowało jednak skuteczności w podwyższeniach i gdy lublinianie odrobili część straty po przyłożeniu Piotra Psuja, różnica między drużynami zmalała do siedmiu punktów. Goście do końca goście liczyli przynajmniej na remis, jednak ostatecznie Pogoń wygrała 24:17. Budowlani musieli zadowolić się punktem bonusowym, jednak ich postawa zmieniła się na pewno na plus w porównaniu z poprzednim sezonem i każdy w lidze będzie musiał się z nimi liczyć.

W ostatnim sobotnim spotkaniu potężnie zbrojąca się Skra, z mistrzowskimi ambicjami, podejmowała Lechię Gdańsk i nie potknęła się, wygrywając 29:9. Pierwsze punkty w tym sezonie dla warszawian zdobył przejęty z Łodzi Daniel Gdula (łącznie 14 punktów w spotkaniu). Do przerwy mecz był stosunkowo wyrównany, długo wynik był na kontakcie, dopiero pod sam koniec Skra zdobyła przyłożenie dające prowadzenie 16:6. W drugiej części spotkania dołożyła jeszcze dwa przyłożenia i wyraźnie wygrała, choć zabrakło do pełni szczęścia punktu bonusowego. Lechia zdobyła wszystkie punkty dzięki kopom pozyskanych graczy z Południowej Afryki, w tym Brendona Ventera, którego przejęła z Juvenii. Niemiłym akcentem była natomiast pierwsza czerwona kartka w sezonie dla trenera gdańszczan, Jurija Buchało – w poprzednim nie było ani jednej takiej kary przez całą rundę jesienną.

W niedzielę mieliśmy telewizyjne spotkanie na Błoniach w Krakowie: Juvenia podejmowała Orkan Sochaczew i tu – zgodnie z przewidywaniami – było najciekawiej. Juvenia zagrała w zestawieniu słabszym niż rok temu – bez Południowoafrykańczyków, Artura Bryla i kapitana Bartłomieja Janeczki, za to z kolejnymi swoimi dotychczasowymi juniorami (dwóch z nich nie skończyło jeszcze 18 lat) i dwoma młodymi graczami z Anglii. Orkan bez Michała Kępy, ale wzmocniony trzema graczami z argentyńskimi korzeniami (jeden z nich, Miguel Julio Leiger, w ostatnim sezonie grał w jednej z najlepszych drużyn włoskiej ligi Top12 – Rovigo – choć wystąpił tam tylko w trzech meczach wchodząc w końcówkach) i także młodzieżą. Lepiej zaczęli ten mecz goście, którzy w pierwszych minutach dominowali, a efektem było przyłożenie Bartłomieja Sadowskiego. Co prawda Juvenia zebrała się, odpowiedziała zdobytym po świetnej akcji przyłożeniem Michała Jurczyńskiego i prowadzenie kilkakrotnie się zmieniało, ale do przerwy przegrywała 11:15 po kolejnym przyłożeniu grającego do niedawna w krakowskich juniorach Michała Szwarca. Orkan zresztą mógł prowadzić wyżej, ale kilka razy nie wykorzystał kopów na słupy Sadowski. Drugą połowę wygrali już tradycyjnie krakowianie. Gospodarzy na prowadzenie wyprowadziło przyłożenie młodego Jakuba Rapacza, potem kilkakrotnie punktami z podstawki wymieniali się Igor Kocimski i Tomasz Gasik. Ten ostatni miał więcej okazji, co dało Okranowi pięciopunktową przewagę, ale pod sam koniec meczu wynik meczu wyrównał przykładając po raz drugi Jurczyński. Podwyższenia jednak nie było (Kocimski z trudnej pozycji minimalnie spudłował) i chwilę później mecz skończył się rezultatem 27:27. Znakomity mecz, świetna atmosfera na trybunach stworzona przez kibiców obu drużyn i chyba sprawiedliwy podział punktów. A z młodzieży będziemy mieć jeszcze sporo radości.

Cieszy fakt, że oprócz meczu transmitowanego w Polsacie Sport Fight, wszystkie cztery pozostałe spotkania można obejrzeć w Internecie (trzy były transmitowane na żywo). Szkoda tylko, że trudno wcześniej o informacje, adresy, nie ma też planu transmisji na kanale Ekstraligi w serwisie YouTube.

Znamy natomiast plan transmisji na rundę jesienną w Polsat Sport Fight. W sumie w tej stacji zobaczymy aż 14 spotkań, co bardzo cieszy. Reprezentacja drużyn nierówna – z jednej strony mamy Orkan, który pojawi się sześciokrotnie (a łodzianie i siedlczanie czterokrotnie), z drugiej Spartę, którą zobaczymy tylko raz (a pięć innych klubów dwa razy, w tym mistrzów kraju). Cóż, może to wynika z partycypacji w kosztach transmisji?

Odnośnie transferów, polecam ciekawy tekst Jakuba Kędziora na Onecie na temat tego, jak Ekstraliga może skorzystać na pandemii: https://sport.onet.pl/rugby/ekstraliga-rugby-zapowiedz/fjy6r8m. Nazwiska Tomasza Pozniaka czy Dawida Rubasniaka, którzy zapewne trafili w tej chwili do klubów Ekstraligi tylko dlatego, że ich rodzime kluby nie grają, świadczą o tym, że celny.

Dla zainteresowanych – pod linkiem https://bit.ly/30U2E11 dostępny jest przewodnik po rundzie wiosennej Ekstraligi z podstawowymi informacjami, składami (stan na piątek wieczór według danych z systemu PZR) i garścią statystyk (choć nie tak wielu, jak by człowiek chciał – ale jeśli pomysł chwyci, jest szansa, że za pół roku będzie ich więcej).

Premiership

Premiership jako pierwsza topowa liga w Europie wznowiła rozgrywki, a w niej jako pierwsi wystąpili przed telewidzami (cóż, trybuny puste) zawodnicy Harlequins i Sale Sharks. Wicelider z Manchesteru zbroił się w przerwie, ściągnął m.in. Manu Tuilagiego, który zadebiutował w nowej ekipie w piątek. Jednak Harlequins (bez dwóch Springboks, którzy mieli ich wzmocnić – nadal nie mogą dostać się do Anglii – podczas gdy w Sale graczy z tego kraju nie zabrakło) pokonali faworytów 16:10. Byli chyba po prostu odrobinę bardziej zażarci. Na dodatek Robert du Preez spudłował dwa kopy z karnych (jego vis-a-vis też miał trzy próby i nie pomylił się ani razu), a Manu Tuilagi wypuścił piłkę z rąk nad linią pola punktowego. Ozdobą meczu była akcja z trzydziestej trzeciej minuty, niemal piłkarska, po której jednak przyłożenie nie padło: Harlequins dwoma przekopami i kilkoma zrywami w parę sekund przedarli się z własnych 22 m pod pole punktowe rywali. No i nie można nie pochwalić Chrisa Robshawa, legendy Harlequins, powoli żegnającego się z tym klubem.

W najciekawiej zapowiadającym się spotkaniu trzeci w tabeli Bristol Bears (z debiutującym w składzie Semi Radradrą) podejmowali Saracens (ostatnich w tabeli, ale bez karnych punktów byliby wiceliderami). Londyńczycy wystąpili bez części swoich najlepszych zawodników, a media zwróciły uwagę na przybranie na wadze braci Vunipola. Spotkanie było zacięte, a bardzo długo punkty padały tylko z karnych. Do przerwy było 6:6, a na pięć minut przed końcem Bears przegrywali 9:12. Wtedy jednak gospodarze po maulu zrodzonym z autu na 5 metrach zdobyli karne przyłożenie, dające im czteropunktową przewagę. Na ławkę kar powędrował Jamie George, który dołączył z boku do maula i wypchnął gracza z piłką w aut. Mimo to Saracens byli bliscy przyłożenia, które dałoby im zwycięstwo w niemal identycznej akcji. Brakło im centymetrów, ostatecznie Bears wygrali 16:12.

W jedynym niedzielnym spotkaniu spotkaniu zmierzyły się sąsiadujące w tabeli drużyny, walczące o udział w play-off Northampton Saints i Wasps. Czwarte, premiowane awansem miejsce, musieli po nim opuścić Saints, bo przegrali 21:34. Do końca trwała walka o zwycięstwo, Saints w końcówce tracili do rywali sześć punktów, jednak to Wasps w jednej z ostatnich akcji meczu zdobyli czwarte przyłożenie dający im punkt bonusowy.

Poza tym bez wielkich niespodzianek: Bath pokonało beniaminka, London Irish, 34:17 (pierwsze punkty dla Bath w tym meczu zdobył debiutujący w tym klubie łącznik młyna Ben Spencer po niemal 80-metrowym rajdzie), liderzy z Exeter pokonali najsłabszą drużynę ligi Leicester Tigers 26:13 (obie drużyny zaliczyły po jednym karnym przyłożeniu, zresztą w odstępie trzech minut; pięknego dropgola dla Tigers zaliczył George Ford), a Worcester Warriors uległo Gloucester 15:44. Gloucester ma najlepsze skrzydła w lidze: w podstawowej piętnastce wyszli Jonny May i Ollie Thorley, a z ławki Louis Rees-Zammit – razem odpowiadali za połowę z sześciu przyłożeń swej ekipy (dwa Thorley’a po asystach Danny’ego Ciprianiego i ósme przyłożenie w sezonie Reesa-Zammita). Jonny May pograł zresztą tylko kilkanaście minut: po ataku Melani Nanai ramieniem w jego głowę musiał zejść z boiska, podobnie jak sprawca zamieszania, który dostał czerwoną kartkę – to może tłumaczyć rozmiar porażki Warriors (w chwili faulu prowadzili 5:0).

W meczach widać było skutki przerwy, ale także i podobnego podejścia do przegrupowań jak na południowej półkuli. Ma być szybciej odkładana piłka, szarżujący szybciej mają się odrolowywać. Było zatem sporo karnych.

W tabeli na prowadzeniu niezmiennie Exeter Chiefs. Zamiana na drugim i trzecim miejscu: spadli Sale Sharks, awansowali Bristol Bears, jednak jest między nimi tylko punkt różnicy. Trzy punkty do Sharks tracą Wasps, którzy pierwszy raz w tym sezonie wspięli się na miejsce premiowane awansem do półfinałów ligi. Także Bath wyprzedził dotąd czwartych Northampton Saints. Harlequins mimo zwycięstwa pozostali na siódmym miejscu, jednak zmniejszając stratę do rywali. W dolnej części tabeli jedyna zmiana to awans o jedno oczko Gloucester (z dziewiątego na ósme) i odpowiedni spadek London Irish. Saracens oczywiście na końcu z ujemnymi 62 punktami.

Jeszcze przed restartem rozgrywek sporo kontrowersji wzbudziła sprawa przyklęknięcia przez zawodników przed pierwszymi meczami, aby okazać wsparcie ruchowi Black Lives Matter. Kluby nie mogły porozumieć się w tej sprawie – sporo graczy nie widziało sensu w takim geście, nawet mimo poparcia dla celów ruchu. Gdy niedawno ruszała angielska liga rugby league, też mieliśmy kontrowersję – nie przykląkł Australijczyk Israel Folau. Każdy klub znalazł swój sposób, niektóre zamiast przyklęknięcia wybrały specyficzne ustawienie zawodników przed rozpoczęciem meczu (np. serce w Bristol Bears), inne specjalne koszulki na rozgrzewce (Saracens). A i wśród tych, co wybrali przyklękanie, różnie reagowali zawodnicy.

Przed rozpoczęciem gry przeprowadzono też szóstą i siódmą rundę testów na obecność koronawirusa. Szósta dała wynik pozytywny u jednego zawodnika (prawdopodobnie z Northampton Saints) i trzech osób z pozostałego personelu klubów. Siódma – u siedmiu osób, w tym pięciu zawodników. We wszystkich rundach dotąd wykryto 39 osób zarażonych, w tym 28 graczy.

Transfery: do Premiership trafił kolejny uchodźca znad La Platy. Rekordzista reprezentacji Argentyny pod względem liczby występów i jej kapitan, młynarz Jaguares Agustín Creevy został zakontraktowany przez London Irish. Alex Goode, gwiazda Saracens, przedłużył kontrakt, ale kolejny sezon spędzi w Japonii, w NEC Green Rockets. A Bath chce ulżyć francuskiemu Montpellier, które boryka się z łamaniem limitu wynagrodzeń i złożyło ofertę jednemu z najlepiej opłacanych zawodników na świecie, Handré Pollardowi, południowoafrykańskiemu łącznikowi ataku.

Super Rugby

Mieliśmy mieć świetny mecz na podsumowanie fantastycznego turnieju. Nic z tego. Super Rugby Aotearoa zahamowało tuż przed planowanym końcem zawodów. Niedzielne starcie w Auckland zapowiadało się jako hit (choć bez realnej stawki) i wyprzedano całą widownię, ponad 43 tys. miejsc. Jednak nie było pięknego sportowego show przy komplecie publiczności – w Auckland podniesiono stopień zagrożenia koronawirusowego (stwierdzono w mieście cztery przypadki, bez znanego źródła) do trzeciego stopnia, w którym nie mogą odbywać się rozgrywki rugby. Blues zatem nie zagrali z Crusaders. Może i dobrze, bo Crusaders już zdążyli uszkodzić wręczone im trofeum za zwycięstwo, a niewątpliwie powinni go byli zaprezentować podczas ostatniego spotkania 😉 A tak ponoć do tabel ma zostać wpisany remis, 0:0. Blues stracili dochód z dnia meczowego szacowany w tym przypadku w granicach pół miliona dolarów.

W pozostałej części kraju ogłoszono stopień drugi, który oznacza ograniczenie zgromadzeń – co oznaczało, że trybuny stadionu w Dunedin na mecz Highlanders z Hurricanes pozostały puste. Spotkanie się jednak odbyło, a gospodarze odnieśli swoje trzecie zwycięstwo w sezonie i pokonali odrobinę nieoczekiwanie stołeczną ekipę 38:21 – wynik, który powoduje, że spotkanie Blues – Crusaders nie miałoby już żadnego znaczenia dla ostatecznej kolejności w rozgrywkach. Do przerwy mieliśmy remis 14:14, a warto obejrzeć oba przyłożenia Hurricanes zdobyte po szybkich, zespołowych akcjach. Po przerwie dominowali już gospodarze – przez pierwsze dwadzieścia minut zdobyli 24 punkty (w tym karne przyłożenie, które kosztowało Hurricanes wykluczenie Ardiego Savei) nie tracąc ani jednego i mecz był rozstrzygnięty.

W tabeli bez jakichkolwiek zmian. Hurricanes mieli szansę wyprzedzić Blues, ale ją zaprzepaścili. Zwycięstwo Highlanders nie poprawiło ich czwartego miejsca, ale jeszcze bardziej osamotniło na dnie tabeli Chiefs, którzy pozostali ostatecznie z aż dziewięciopunktową stratą do najbliższych rywali.

A na zakończenie Super Rugby Aotearoa podsumowanie najlepszych momentów turnieju: https://twitter.com/i/status/1295228845377728513.

Swoją drogą, obostrzenia nowozelandzkie mogą mieć wpływ na zaplanowany za dwa tygodnie mecz północny z południem. Miał być rozgrywany właśnie w Auckland, teraz mówi się o przeniesieniu do Wellington, ale w obecnej sytuacji i tak musiałby się odbyć bez udziału publiczności…

W Australii Western Force znowu przegrali – tym razem z Waratahs 8:28 i to mimo tego, że to oni zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu. W drugim spotkaniu, walczący o awans do play-off Reds pokonali Rebels 19:3. Gracze z Melbourne jedyne punkty zdobyli z karnego na początku meczu, potem punktowali gospodarze. Jednak kto wie, jak potoczyłby się mecz, gdyby w 66. minucie Isi Naisarani nie wypuścił piłki z rąk na polu punktowym rywali po świetnym maulu – Rebels mieliby szansę wówczas zredukować stratę do czterech punktów i jeszcze kwadrans na odrobienie reszty. Tematem mediów społecznościowych są natomiast różowe majtki pierwszoliniowca Rebels, Cabousa Eloffa (https://twitter.com/i/status/1294587433808326656).

W australijskiej tabeli na pierwszych czterech miejscach ciasno. Prowadzą pauzujący w tej kolejce Brumbies, ale dwa punkty niżej są Reds, punkt dalej Waratahs i kolejny punkt niżej Rebels (którzy spadli z drugiego na czwarte miejsce). Brumbies mają jednak o mecz więcej do rozegrania. Na dnie tabeli niezmiennie Western Force z zaledwie dwoma punktami w pięciu spotkaniach. Do play-off awansują trzy najlepsze drużyny.

Z wieści o przyszłości Super Rugby: podobno Nowozelandczycy otrzymali aż cztery oferty na planowane przez nich jedno miejsce dla drużyny z Pacyfiku. Poprosili oferentów o współpracę. Obecna sytuacja w tym kraju spowodowała jednak powrót do rozważań, czy w przyszłym roku nie zobaczymy czysto nowozelandzkiego Super Rugby Aotearoa. A wciąż nierozwiązany jest problem z Australią i jej zupełnie odmiennymi oczekiwaniami.

Drobne

Pro14

Na sportową emeryturę odchodzi kilkudziesięciokrotny reprezentant Szkocji, kapitan tego zespołu, trzykrotny uczestnik Pucharów Świata John Barclay. Karierę reprezentacyjną skończył po ostatnim Pucharze Świata, teraz ostatecznie wiesza buty na kołku. Ostatnio grał w Edynburgu.

Top 14

Problemów Francuzów ciąg dalszy. Wielkich tłumów na meczach Top 14 i Pro D2 na początku sezonu nie będzie, ponieważ zakaz imprez gromadzących więcej niż 5000 ludzi przedłużono w tym kraju do końca października. Stade Français po zeszłotygodniowej historii bez treningów i w izolacji. W Montpellier zostały zawieszone treningi zespołowe po tym, jak grupa graczy miała kontakt z osobą zarażoną Covid-19 – na szczęście testy zawodników okazały się negatywne i do zajęć można było powrócić. Pau z kolei dyscyplinarnie zwolniła reprezentanta Tonga – Sione Tau jadąc klubowym samochodem spowodował kolizję, a we krwi miał alkohol.

Władze ligi zmieniły okres kwarantanny, którym mają być poddawani zawodnicy z pozytywnym wynikiem testu koronawirusowego: skróciły go z czternastu do dziewięciu dni.

Rozegrano też pierwsze spotkania towarzyskie. M.in. w granym 3 x 30 minut spotkaniu Tulonu z Grenoble padł remis 38:38.

Przepisy

World Rugby ogłosiło, że zapowiadana wcześniej zmiana w zasadach kwalifikacji graczy do reprezentacji narodowych na podstawie przebywania w danym kraju zostanie odroczona. Zmiana polega na przedłużeniu wymaganego okresu przebywania w danym kraju z 3 do 5 lat. Miała wejść w życie z końcem tego roku, ale data ta została przesunięta do 31 grudnia 2021. Wszystko przez epidemię – wiele drużyn narodowych może nie zagrać już do końca roku, a tymczasem jeśli komuś w tym roku upływa 3 lata, musiałby przed 1 grudnia wystąpić w nowej reprezentacji.

Puchar Świata

World Rugby ogłosiło kalendarium wyboru gospodarzy kolejnych Pucharów Świata. Zamierza jednocześnie wybrać gospodarzy aż dla czterech imprez: męskich Pucharów w 2027 i 2031 oraz żeńskich w 2025 i 2029. Procedura oficjalnie rozpocznie się w lutym przyszłego roku. Głosowanie Rady World Rugby nad ofertami ma mieć miejsce w maju 2022. Przypomnijmy, że faworytem wyścigu o organizację męskiego Pucharu w 2027 jest Australia (choć Władimir Putin chciałby go mieć w Rosji), a w kontekście 2031 najwięcej się mówi o Stanach Zjednoczonych.

Rugby league

W tarapaty popadła australijska liga NRL. Tydzień temu mieliśmy do czynienia z doniesieniami o łamaniu restrykcji anty-covidowych przez trenerów i zawodników klubu z tej ligi. W tym tygodniu pierwszy raz w jej historii wyrzucono zawodnika z boiska za gryzienie przeciwnika (Kevin Proctor z Gold Coast Titans potraktował tak swego kolegę z nowozelandzkiej reprezentacji, Shauna Johnsona z Cronulla Sharks).

Inne

Pojawiły się kolejne wiadomości o planowanym przez Rugby Europe turnieju klubowym. W gronie ośmiu uczestników ma znaleźć się po jednej drużynie z wszystkich sześciu krajów biorących udział w REC i dwóch najlepszych z RET.

Nowym trenerem piętnastkowej, męskiej kadry Samoa został były reprezentant tego kraju Seilala Mapusua.

Rosja i Rumunia planują towarzyski dwumecz – pierwsze spotkanie ma się odbyć pod koniec października w Moskwie, drugie w listopadzie w Rumunii.

W Niemczech rozgrywki ligowe prawdopodobnie nie zostaną wznowione w tym roku.

34-letni Namal Rajapaksa, były kapitan reprezentacji Sri Lanki (był nim m.in. w 2013, gdy Polacy uczestniczyli w rozgrywanym w Kolombo Serendib International Cup), został najmłodszym w historii ministrem sportu tego kraju. Przy okazji jest synem premiera i bratankiem prezydenta, toczy się śledztwo w sprawie prania przezeń brudnych pieniędzy i ma parę innych grzechów na sumieniu. Nepotyzm w czystej postaci.

Zapowiedzi

Przed nami druga kolejka Ekstraligi, a w niej spotkanie dwóch ekip, które w ostatnich latach ligę zdominowały, a w ten weekend pokazały siłę: Master Pharm Rugby Łódź podejmie Ogniwo Sopot. W ostatnim sezonie wygrali takie starcie łodzianie, ale składy nieco się pozmieniały. Dodatkowego smaczku doda też występ Paula Waltersa w Ogniwie (wszak stanowił podstawowe ogniwo łódzkiej drużyny przy zdobyciu bodaj trzech tytułów mistrzowskich). Ciekawie też może być w meczu Edach Budowlani Lublin – Juvenia Kraków – gospodarze znacznie się wzmocnili i wynik jest niewiadomą. Poza tym spotkania, w których faworytami są goście: Sparta Jarocin – Lechia Gdańsk (beniaminek pierwszy raz zagra na swoim boisku i tak naprawdę w ten weekend zobaczymy, czy będzie w stanie podjąć walkę choć z częścią rywali), Orkan Sochaczew – Skra Warszawa (derby Mazowsza) i Arka Gdynia – Awenta Pogoń Siedlce.

W Gietrzwałdzie w sobotę zaczną też zmagania o mistrzostwo Polski kobiety. Może wreszcie czas na to, aby ktoś podgryzł Biało-Zielone? Albo chociaż Black Roses? Byłoby ciekawiej 🙂

Rozgrywki po długiej przerwie wznawia Pro14, choć po drastycznym obcięciu harmonogramu. Z pozostałych do zakończenia sezonu rund fazy zasadniczej postanowiono rozegrać tylko dwie, które obejmują regionalne derby – w ten sposób unika się podróży zagranicznych i rozgrywa spotkania generujące największe zainteresowanie, choć w gruncie rzeczy bez realnej stawki – tylko absolutna katastrofa zmieniłaby skład półfinalistów (trzy irlandzkie ekipy: Leinster, Ulster i Munster, oraz jedna szkocka: Edynburg mają dużą przewagę nad rywalami). W ten weekend mamy sześć spotkań (nie będzie meczu między południowoafrykańskimi franszyzami Cheetahs i Southern Kings – tam dopiero niedawno wznowiono treningi kontaktowe). Zaczną w piątek włoskie drużyny Benetton i Zebre, ale najwięcej uwagi przyciągną na pewno dwa hitowe spotkania w sobotni wieczór: najpierw derby Szkocji, czyli Edynburg – Glasgow Warriors, a następnie starcie odwiecznych rywali w Irlandii: Leinster – Munster.

W Premiership kolejka piętnasta (a druga po wznowieniu), nieco przyspieszona, ale wciąż weekendowa: trzy spotkania w piątek i trzy w sobotę. Na dwa mecze szczególnie warto zwrócić uwagę: w piątek starcie wagi ciężkiej pomiędzy liderującymi Exeter Chiefs i zajmującymi trzecie miejsce Sale Sharks, a w sobotę derby Londynu Harlequins – Saracens. Co prawda obie drużyny w dolnej części tabeli (choć Saracens dzięki 105 punktom ujemnym), ale derby to derby.

W Australii przedostatnia kolejka sezonu zasadniczego Super Rugby AU. Ciekawie zapewne będzie w starciu ekip z dwóch największych australijskich metropolii: Rebels – Waratahs. Oj, przeskoczyłem o tydzień za daleko. Oczywiście, w Australii ósma kolejka Super Rugby AU, a najwięcej zainteresowania budzi mecz Brumbies z Waratahs.

No i za tydzień rusza kolejna liga w naszej okolicy: tym razem czeska (zaś za dwa tygodnie ukraińska i rumuńska).

2 komentarze do wpisu „Coś się kończy, coś się zaczyna”

Dodaj komentarz