Argentyna za burtą Pucharu Świata

Za nami już ponad dwa tygodnie Pucharu Świata. Rozstrzygają się kwestie awansu do fazy play-off. Po tym weekendzie wiadomo już, że zagrają tam Francja i Anglia, a swoją szansę zaprzepaściła Argentyna. O wszystkim zdecydowała najprawdopodobniej jedna czerwona kartka. Największe szanse na awans z drużyn drugiego szeregu mają gospodarze, którzy będą pewnie potrzebować co najmniej remisu w ostatnim meczu ze Szkocją. Mógł podobać się mecz Francji z Tonga – niemal pewni awansu Europejczycy o mało co nie otwarli na nowo szans Argentyńczykom. W kraju medaliści z poprzedniego sezonu solidarnie wygrywali.

Puchar Świata

Afryka Południowa – Włochy 49:3. Jednostronny, ale ciekawy mecz. Co prawda przed spotkaniem zdecydowanymi faworytami byli gracze z południowej półkuli, ale Włosi chcieli powalczyć. Niestety, ich pierwsza linia młyna posypała się zaraz na początku meczu. W drugiej minucie z kontuzją zszedł prawy filar Ferrari, a jego zmiennik Riccioni przetrwał na boisku tylko kwadrans i także doznał kontuzji. Odtąd młyny w meczu były młynami symulowanymi – czyli bez pchania. Włochom rzadko udawało się przedrzeć pod pole punktowe rywali – w pierwszej połowie bodajże tylko raz. Udało im się to ponownie na początku drugiej połowy (przy stanie 3:17), ale doszło do kuriozalnej sytuacji. Już po odgwizdaniu rzutu karnego dla swojej drużyny włoski filar Lovotti z pomocą kolegi postawił na głowie jednego z przeciwników. Efektem była czerwona kartka dla Lovottiego, utrata szansy na przyłożenie i gra w osłabieniu do końca meczu. Kilka razy jeszcze Włosi w obronie dokonali cudów, jednak z czasem dominacja Afryki Południowej stała się absolutna. Szkoda Włochów, bo porażka na pewno byłaby niższa, gdyby nie pech na początku spotkania. A Lovotti i jego współudziałowiec w występku Quaglio zostali ukarani po spotkaniu trzymeczowym zawieszeniem. Włosi przed ostatnim meczem grupowym z Nową Zelandią zostali zdaje się bez filarów…

Australia – Urugwaj 45:10. Tutaj także, mimo wyniku wskazującego na zdecydowaną przewagę faworytów, sporo się działo, zwłaszcza w pierwszej połowie. Co prawda Australijczycy wygrali ją 19:3, jednak Urugwajczycy napsuli im sporo krwi i kilkakrotnie byli bliscy przyłożeń. Żal zwłaszcza dwóch okazji: za pierwszym razem walczyli na piątym metrze, ale ostatecznie zdecydowali się na kop na bramkę, za drugim razem po szybkiej akcji nawet zameldowali się w polu punktowym, ale TMO dopatrzyło się błędu w rucku. Walka w tej połowie była twarda, a sędzia czterokrotnie przyłapał Australijczyków na wysokich szarżach i dwukrotnie odesłał za to graczy z boiska z żółtymi kartkami. Tym razem jednak trener Cheika zdaje się nie robił w mediach ze swojej drużyny ofiar spisku sędziów i WR. W drugiej połowie Australijczycy dominowali już zdecydowanie, ale to właśnie pod koniec tej części meczu Urugwajczycy wykorzystali swoją jedyną szansę i zdobyli przyłożenie.

Anglia – Argentyna 39:10. To miał być hit weekendu, starcie gigantów z wielką stawką. Tymczasem było takim tylko przez kwadrans – dopóki przy stanie 5:3 dla Anglików z boiska nie został wyrzucony z czerwoną kartką za szarżę barkiem w głowę Owena Farrella argentyński wspieracz Tomas Lavanini. Argentyńczycy potrzebowali w tym meczu zwycięstwa, aby myśleć o awansie do ćwierćfinału i to zdarzenie bardzo popsuło im szyki (wymowny nagłówek z Guardiana: Owen Farrell puts his head where it hurts but the pain is all Argentina’s). Jednak także i gra Anglików potem straciła na jakości. Obserwowaliśmy twardą walkę, ale nie był to poziom, którego oczekiwaliśmy. Anglicy dopiero pod sam koniec pierwszej połowy zdobyli dwa przyłożenia (oba po ciężkiej walce przy linii pola punktowego Argentyny), ale Owen Farrell w tej części spotkania nie trafił ani jednego z czterech kopów na bramkę. Druga połowa zaczęła się od szybkiego przyłożenia zdobytego dla Anglików przez Forda, kolejne pięć punktów dorzucił z kopów Farrell i mecz właściwie był rozstrzygnięty. Co prawda ambitni gracze z Ameryki Południowej na dziesięć minut przed końcem meczu zdobyli przyłożenie, ale nie byli w stanie bardziej zagrozić graczom z Albionu, a ci w samej końcówce meczu dołożyli kolejne dwa przyłożenia z podwyższeniami. Argentyna została ofiarą „grupy śmierci” i pożegnała się z Pucharem Świata. Ostatni raz na tym etapie przydarzyło się jej to w 2003, także w rywalizacji z dwoma potęgami w grupie. Z kolei dla Anglików był to pierwszy mecz z poważnym rywalem. Miał dać odpowiedź, czy będą w stanie walczyć o mistrzostwo. I tego dalej nie wiadomo, grali w końcu prawie cały mecz przeciwko czternastu rywalom. Swoją drogą, Farrell w Europie zasłynął kontrowersyjnymi zagraniami, tutaj natomiast już drugi raz stał się ofiarą ataku, który skutkował czerwoną kartką dla rywala. I drugi raz nie przeszedł w czasie meczu badania HIA…

Japonia – Samoa 38:19. Mimo dużej różnicy w punktach to było zacięte spotkanie, którego losy ważyły się bardzo długo – Samoańczycy mogli myśleć przynajmniej o remisie aż do 75. minuty. Przez 50 minut obie drużyny punktowały niemal wyłącznie z kopów z rzutów karnych, jedyne przyłożenie w tym okresie zdobyli Japończycy. Ci przeważali, ale wynik cały czas dawał graczom z Samoa nadzieję na kontakt. Po kwadransie gry było 6:6, parę minut po przerwie tylko 16:12 dla Japonii. Po 50. minucie Japończycy w krótkim czasie zdobyli 10 punktów (karny, a potem przyłożenie z podwyższeniem) i wydawało się, że mecz został rozstrzygnięty. Nic z tego, Samoańczycy dwukrotnie przedarli się pod pole punktowe rywali. Za pierwszym razem bez efektu, za drugim, w okolicach 70. minuty, zdobyli 7 punktów i było już tylko 26:19. Jednak odtąd dominowali gospodarze, którzy zdobyli w samej końcówce meczu dwa przyłożenia. Rywalizujący z Japonią o awans Szkoci pewnie nie będą mogli darować Samoańczykom ostatniej akcji, po której Japonia zdobyła ostatnie przyłożenie i punkt bonusowy – kto wie, jak by się potoczyła, gdyby gracze Samoa nie zdecydowali się na rozegranie rzutu karnego jako młyna, tuż pod własnym polem punktowym…

Nowa Zelandia – Namibia 71:9. Nowozelandczycy odnotowali rekordowy wynik punktowy na tych mistrzostwach. Choć grali w nieco eksperymentalnym składzie zdobyli aż jedenaście przyłożeń i rozgromili Namibię. Jednak pierwsze pół godziny meczu dostarczyło emocji. Co prawda Namibijczycy nie docierali pod pole punktowe rywali, ale mieli w tym okresie przewagę w posiadaniu piłki, a nawet posiadaniu terytorium. Rzuty karne dyktowane na ich korzyść pewnie zamieniał na punkty Damian Stevens (to on zdobył pierwsze punkty w meczu, z rzutu karnego wykonywanego z prawie 40. metra, spod linii bocznej boiska). Z kolei Nowozelandczycy pokazywali, że są lepsi technicznie, dwukrotnie zdobyli w tym okresie przyłożenia, ale oba podwyższenia spudłował debiutujący jako łącznik ataku w reprezentacji Jordi Barrett. W efekcie w 30. minucie było tylko 10:9 dla Nowej Zelandii. Potem jednak All Blacks udowodnili swą wyższość. Jeszcze do przerwy zdobyli kolejne dwa przyłożenia i prowadzili w połowie meczu 24:9, a w drugiej połowie raz po raz przedzierali się na pole punktowe rywali, nie dając im niemal żadnych szans na zdobycie punktów. Tylko raz w drugiej połowie Namibijczycy mieli dogodną okazję, ale z rzutu karnego ambitnie kopnęli piłkę w aut, aby walczyć o przyłożenie, jednak bez skutku. Jedynym niemiłym akcentem meczu były dwie żółte kartki dla graczy All Blacks pokazane za wysokie szarże. Namibia przyjechała na mistrzostwa po pierwsze w historii zwycięstwo i z taką grą ma szanse poradzić sobie w ostatnim meczu z Kanadą.

Francja – Tonga 23:21. To był najbardziej emocjonujący mecz tego weekendu. Francja mogła być już nieco rozluźniona po tym, jak Anglicy pokonali Argentynę, co sprawiło, że wystarczyło wygrać jej z niżej notowanym Tonga, aby być pewną awansu. Skazywani na pożarcie Tongijczycy, którzy wcześniej dość wyraźnie przegrali mecze z Anglią i Argentyną, przeciwko Francji zagrali jednak świetny mecz. Tylko dwukrotnie pozwolili Francuzom na przyłożenia, sami zdobyli ich natomiast aż trzy. Mieli przewagę w posiadaniu piłki i terytorium. Ustępowali jednak europejskiej drużynie techniką. Zaczęło się od prowadzenia Francji 10:0 już po kilku minutach meczu. Potem mecz się wyrównał, przez dłuższy czas nikt nie zdobył punktów, dopiero pod koniec pierwszej połowy Francuzi zdobyli drugie przyłożenie i podnieśli wynik do 17:0. Wydawało się, że Tonga zostanie pognębiona, jednak jeszcze przed gwizdkiem na przerwę zrobiło 17:7, a tuż po zmianie stron 17:14. Kolejne minuty to twarda walka, w której punkty po karnych zdobywali Francuzi, zwiększając przewagę do 9 punktów. Tuż przed końcem meczu Tongijczycy jednak przedarli się na pole punktowe rywali i zdobyli przyłożenie z podwyższeniem. Brakowało im dwóch punktów, ale nie zdołali opanować piłki po kopie ze środka boiska i ostatecznie przegrali. Szkoda, bo przecież w grupie C zrobiłoby się znowu ciekawie.

Awans do ćwierćfinałów w tym momencie mają już zapewniony Anglicy i Francuzi w grupie C. Jedynie teoretycznie mogą utracić go zespoły Nowej Zelandii i Afryki Południowej (w grze są tu jeszcze Włosi, ale ich szanse na zwycięstwo z Nową Zelandią są niewielkie). Także w grupie D trudno oczekiwać, aby ktoś odebrał Australii i Walii awans, choć Fidżi, Gruzja i Urugwaj pokazały, że potrafią walczyć. Najciekawiej jest w grupie A, gdzie o awans walczą Irlandia, Szkocja i Japonia. Niemal pewna może być Irlandia (wystarczy jej zwycięstwo bonusowe z Samoa), ale w starciu Japonii ze Szkocją wszystko jest sprawą otwartą.

Ekstraliga

Skra Warszawa – Rugby Łódź 22:39. W piątej kolejce Ekstraligi najciekawiej było w dwóch sobotnich meczach. W Warszawie co prawda Skra uległa niepokonanym jeszcze w tym sezonie łodzianom, ale popsuła im trochę krwi. W pierwszej połowie faworyci mieli przewagę (pierwsze przyłożenie zdobyli już po paru minutach gry), choć Skra nie składała broni – po czterdziestu minutach było 10:20. Jednak na początku drugiej połowy nieoczekiwanie to warszawianie wykonali dwie punktowe akcje i to oni wyszli na prowadzenie 22:20. Na tym jednak ich możliwości się skończyły. Do końca meczu punktowali łodzianie, którzy ostatecznie wysoko wygrali. Skra pozostała nawet bez bonusu. 14 punktów z kopów zdobył dla Łodzi Daniel Gdula, lider tabeli najskuteczniejszych graczy (w pięciu meczach zdobył 66 punktów).

Orkan Sochaczew – Lechia Gdańsk 20:19. Bardzo ciekawie było też w Sochaczewie w spotkaniu dwóch drużyn z aspiracjami do medalu. Jako pierwsi punkty zdobyli goście, którzy po kilkunastu minutach meczu prowadzili 7:0. Reszta pierwszej połowy należała jednak do gospodarzy – po szybkim ataku skrzydłem Lote Fakatau odpowiedział przyłożeniem, kolejne zdobył na drugim skrzydle Bartłomiej Sadowski. Do tego dołożyli pięć punktów z podwyższenia i karnego i do przerwy było 15:7. Na początku drugiej połowy kolejne przyłożenie i było już 20:7. Wtedy do odrabiania strat zabrała się Lechia. Tuż przed końcem meczu zmniejszyła stratę do jednego punktu, jednak na więcej nie starczyło już czasu. Pozostał jej tylko punkt bonusowy za niewielką porażkę.

Pogoń Siedlce – Arka Gdynia 54:19. Zdecydowane zwycięstwo aspirujących do medali gospodarzy nad ostatnimi w ubiegłym sezonie graczami z Gdyni. Już w pierwszej połowie Pogoń nie pozostawiła Arce żadnych złudzeń i prowadziła 39:0. Trzy przyłożenia gdynian w drugiej połowie to zapewne efekt rozprężenia w szeregach gospodarzy, jednak nie mogły one już w żaden sposób zmienić sytuacji w tym meczu.

Budowlani Lublin – Ogniwo Sopot 18:38. W transmitowanym przez Polsat Sport Fight meczu na Arenie Lublin zagrali miejscowi Budowlani i Ogniwo Sopot. Zdecydowanym faworytem byli goście – lublinianie byli ostatnią drużyną w tabeli z zerowym dorobkiem punktowym, natomiast Ogniwo to obrońcy tytułu mistrzowskiego. I choć obie połowy nieźle zaczynali gospodarze (swoją drogą, pierwszy raz w tym sezonie grający w Lublinie), to zdecydowanie przegrali. Zdobyli jednak dwa przyłożenia i nie zaprezentowali się najgorzej; kiepskim wspomnieniem będzie dla nich na pewno sytuacja z pierwszej połowy, gdy ich zawodnik dobiegając z piłką do pola punktowego już zaczął się cieszyć, ale zaszarżowany wypuścił piłkę – tymczasem miał obok siebie kolegę, który bez problemu mógł akcję skończyć.

Pauzowała Juvenia Kraków.

W tabeli Ekstraligi bez wielkich zmian. Po jednym oczku w górę przesunęły się Orkan (z piątego na czwarte miejsce) i Pogoń (z siódmego na szóste), odpowiednio przesuwając w dół Lechię i Skrę. Czołowa trójka bez zmian (Łódź, Ogniwo i Juvenia) nawet mimo tego, że Juvenia pauzowała. Na dnie nadal z kompletami porażek Arka Gdynia i Budowlani Lublin.

W I lidze mieliśmy derby Warszawy – AZS AWF nie dał żadnych szans Legii. Sparta Jarocin pokonała Watahę z Zielonej Góry, a w meczu beniaminków górą byli białostocczanie. W tabeli bez wielkich zmian. Na czele nadal z kompletem zwycięstw Sparta, a na dnie z kompletem porażek Legia.

Pro14

Drugą kolejkę meczów ligi Pro14 rozpoczęło starcie Glasgow Warriors z walijskimi Scarlets. Goście od początku mieli przewagę i krótko po przerwie prowadzili już 25:9. Szkoci zerwali się jeszcze do walki, ale zdołali tylko zmniejszyć rozmiary porażki. Przegrali 21:25.

Obrońcy tytułu, Leinster podejmowali w Dublinie walijskich Ospreys i nie dali im żadnych szans. Wygrali 55:5, pozwalając rywalom zdobyć honorowe punkty dopiero w końcówce meczu, a samemu notując aż osiem przyłożeń. Aż trzy z nich zdobył młynarz Ronan Kelleher. 

Irlandzkie Connacht podejmowało włoskiego Benettona. Obie drużyny nieźle radziły sobie w poprzednim sezonie. Tym razem zdecydowanie górą byli Irlandczycy, którzy wygrali 41:5, zdobywając sześć przyłożeń i pozwalając przeciwnikom tylko na jedno.

W innych meczach: Southern Kings ulegli Munster 20:31, choć tuż po przerwie prowadzili 13:10. Cardiff Blues przegrali z Edynburgiem 11:19, choć także tuż po przerwie byli na prowadzeniu (11:9). Kolejnym spotkaniem, w którym doszło do takiej zmiany losów gry, było starcie włoskich Zebre z walijskimi Dragons. Włosi do przerwy prowadzili 21:14, ale na początku drugiej połowy czerwoną kartkę dostał ich skrzydłowy Charlie Walker i ostatecznie przegrali 28:52 (jedyne ich punkty w tej części meczu to karne przyłożenie przyznane im w ostatniej akcji; Walijczycy zameldowali się w tym okresie na ich polu punktowym pięciokrotnie). Południowoafrykańscy Cheetahs pokonali wysoko Ulster 63:26. W tym meczu trzy przyłożenia zdobył skrzydłowy drużyny z Bloemfontein, Anthonie Volmink.

Top 14

W starciu na szczycie francuskiej Top 14 miano jedynej niepokonanej drużyny w tym sezonie udało się zachować Lyonowi. Mecz przeciwko Bordeaux dostarczył spodziewanych emocji. Lyon miał dobry moment przed 20. minutą i prowadził 10:3. Potem do głosu doszli goście, którzy po dwóch przyłożeniach schodzili na przerwę z prowadzeniem 20:10. Pod koniec drugiej połowy punktowali już jednak gracze z Lyonu i dzięki przyłożeniu na kilka minut przed końcem spotkania wygrali 25:23.

Kolejne sukcesy odnieśli obaj beniaminkowie. Brive pokonało u siebie obrońców tytułu z Tuluzy (wcześniej wygrało u siebie m.in. z wicemistrzami z poprzedniego sezonu) 23:9. Wynik został ustalony tuż po przerwie. Gracze z Tuluzy próbowali odrobić straty, jednak bezskutecznie.Z kolei rewelacyjna Bajonna wygrała na wyjeździe z Agen. Już do przerwy wygrywała 29:10, jednak po przerwie gospodarze zaliczyli zabójcze 10 minut, podczas których zdobyli trzy przyłożenia i zmniejszyli stratę do dwóch punktów (27:29). Bajonna jednak skutecznie broniła tej niewielkiej przewagi przez ostatnie 25 minut meczu. Swoją drogą, jak tu się nie zachwycać końcówką tej akcji bajończyków: https://twitter.com/i/status/1180599794894393344?

Poza tym Clermont pokonało po zaciętym meczu Montpellier 20:13. Piątą porażkę w sezonie odniósł paryski Stade Français, który na wyjeździe bardzo wysoko przegrał z Castres (16:46) – tylko na początku meczu dotrzymywał kroku rywalom, a honorowe przyłożenie zdobył w ostatnich minutach meczu, gdy niczego już zmienić nie mogło. Trzecie przed tą kolejką Pau uległo z kretesem 3:31 paryskiemu Racingowi 92, dla którego to dopiero drugie zwycięstwo w sezonie. Toulon wygrał z La Rochelle 23:3. Tu decydująca była druga połowa, w której goście nie zdobyli ani jednego punktu.

W tabeli na dwóch czołowych miejscach bez zmian, jednak różnica między prowadzącym Lyonem a Bordeaux zwiększyła się do pięciu punktów. Na trzecie miejsce wskoczył rewelacyjny beniaminek z Bajonny, który tuż za plecami ma Clermont. Na dnie tabeli pozostał Stade Français. Z trzynastego miejsca podźwignęła się druga drużyna z Paryża, Racing 92, a na jej miejsce spadli nieoczekiwanie obrońcy tytułu z Tuluzy. 

World Rugby Sevens Series

Pierwszy z ośmiu kobiecych turniejów z cyklu World Rugby Sevens Series odbył się w amerykańskim Glendale (fragmencie aglomeracji Denver). W tym roku cykl ma nieco mniejsze znaczenie niż w poprzednim sezonie, gdzie służył jako kwalifikacje do przyszłorocznych Igrzysk Olimpijskich.

Dominowały te same drużyny co rok temu: w najlepszej czwórce znalazły się Nowa Zelandia, Stany Zjednoczone, Australia i Francja. Z najlepszej czwórki poprzedniego sezonu brakło tylko trzeciej wtedy Kanady, która w grupie trafiła na Australię, a w ćwierćfinale na Stany (i przegrała z nimi minimalnie). Zwycięstwa nie odniosły jednak Nowozelandki, które przyzwyczaiły nas do tego w poprzednim sezonie – w półfinale minimalnie uległy Amerykankom i zajęły trzecie miejsce. W finale Stany Zjednoczone zdecydowanie pokonały Australię.

Z nowinek organizacyjnych – nie rozegrano tym razem meczu o 7 miejsce ani fazy Challenge dla czterech najsłabszych drużyn po fazie grupowej (o miejsca 9–12).

Drobne

Puchar Polski w rugby 7

W rozgrywanym w Pruszczu Gdańskim turnieju Pucharu Polski w rugby 7 niespodzianka – mistrzowie Polski w tej specjalności, Posnania Poznań, dopiero na trzecim miejscu. Wygrał RK Koszalin.

Młodzieżowe mistrzostwa Polski

Za nami pierwsze mecze mistrzostw Polski kadetów i juniorów. Obrońcy tytułu w obu tych kategoriach, drużyny Juvenii Kraków, wysoko pokonali swoich odpowiedników z Arki Gdynia (42:13 u juniorów i 45:12 u kadetów). Inna wiadomość z krakowskiego młodzieżowego podwórka – zgłoszona do rozgrywek II ligi kadetów drużyna Nowa Huta RK swojego pierwszego zaplanowanego meczu nie rozegrała. Podobno z przyczyn leżących po stronie rywali (AZS AWF Warszawa).

Z kolei pierwszy turniej siódemek o mistrzostwo Polski w kategorii U16 dziewczyn wygrały gospodynie – KS Budowlani Łódź. O zwycięstwie zadecydował mecz z obrończyniami tytułu, Juvenią Kraków, wygrany przez łodzianki 14:12. W imprezie wzięło udział pięć drużyn.

Zapowiedzi

Nadchodzący tydzień to spora dawka rugby na najwyższym poziomie – ostatnie dwanaście meczów grupowych Pucharu Świata. Wśród nich hitem mógłby być mecz Anglii z Francją, ale obie drużyny mają już zapewniony awans do ćwierćfinałów. Niewątpliwie jednak ogromną stawkę będzie miało ostatnie spotkanie fazy grupowej pomiędzy Japonią i Szkocją. Wiele wskazuje na to, że tylko zwycięzca tego meczu zagra piąty mecz w Pucharze. Czy będą to gospodarze, czy podobnie jak cztery lata temu wyeliminują ich Szkoci? Tym razem to Szkoci będą mieli tylko cztery dni odpoczynku przed meczem (cztery lata temu to Japończycy cztery dni po meczu z RPA grali ze Szkocją), ale na mecz z Rosją wyjdzie drużyna w dużej mierze rezerwowa. Ciekawie też powinno być w obu meczach Walii – z Fidżi i ambitnymi Urugwajczykami. Komplet spotkań w najbliższym tygodniu (godziny czasu polskiego, kanał telewizyjny z transmisją na żywo):

  • wtorek, 12:15, Afryka Południowa – Kanada (Polsat Sport Extra),
  • środa, 6:45, Argentyna – Stany Zjednoczone (Polsat Sport Fight),
  • środa, 9:15, Szkocja – Rosja (Polsat Sport Fight),
  • środa, 11:45, Walia – Fidżi (Polsat Sport Fight),
  • piątek, 12:15, Australia – Gruzja (Polsat Sport Fight), 
  • sobota, 6:45, Nowa Zelandia – Włochy (Polsat Sport),
  • sobota, 10:15, Anglia – Francja (Polsat Sport),
  • sobota, 12:15, Irlandia – Samoa (Polsat Sport Fight),
  • niedziela, 5:15, Namibia – Kanada (Polsat Sport Fight),
  • niedziela, 7:45, Stany Zjednoczone – Tonga (Polsat Sport Fight),
  • niedziela, 10:15, Walia – Urugwaj (Polsat Sport Fight),
  • niedziela, 12:45, Japonia – Szkocja (Polsat Sport Fight).

W szóstej kolejce Ekstraligi mamy kilka ciekawych spotkań. W planach: Lechia Gdańsk – Juvenia Kraków (mecz telewizyjny, obu drużynom idzie w tym sezonie zdecydowanie lepiej niż w poprzednim i powinno być ciekawie), Ogniwo Sopot – Orkan Sochaczew (trudne zadanie przed obrońcami tytułu, ale jednak trzeba ich uważać za faworytów), Rugby Łódź – Budowlani Lublin (zapewne szóste kolejne zwycięstwo gospodarzy) i Pogoń Siedlce – Skra Warszawa (faworytem są gospodarze, ale Skra umie grać w rugby). Pauzuje Arka Gdynia. Gra także I liga (tu ciekawie może być w Białymstoku, gdzie zagra lider – Sparta Jarocin) i II liga (pierwszy raz przed swoją publicznością zagra Posnania Poznań, a jej rywalem będą gracze z Rudy Śląskiej).

Siódma kolejka Top 14 to przede wszystkim pojedynek wiceliderów z Bordeaux z ubiegłorocznymi wicemistrzami z Clermont oraz starcie mistrzów z poprzedniego i przedostatniego sezonu: Tuluzy z Castres. Liderujący Lyon będzie podejmował Pau.

W trzeciej kolejce Pro14 najciekawiej zapowiadają się mecze Leinster z Edynburgiem oraz Cheetahs z Munsterem.

W mistrzostwach Polski kobiecych siódemek trzeci turniej. Tym razem gospodarzem będzie Juvenia Kraków, która w poprzednim turnieju spadła do I ligi. Czy własne boisko pomoże jej w powrocie do najlepszej czwórki?

Rozpędzają się także rozgrywki Rugby Europe International Championships. Odbędą się kolejne mecze na trzecim i pierwsze na czwartym poziomie rozgrywek: Węgry – Łotwa, Izrael – Chorwacja, Norwegia – Dania, Finlandia – Mołdawia (jeszcze parę lat temu walcząca przeciwko Polakom na poziomie drugim, teraz w głębokim kryzysie na poziomie czwartym), Turcja – Andora, Bułgaria – Serbia.

O mistrzostwo Polski drugą kolejkę meczów zagrają piętnastki w kategoriach juniorów i kadetów. Ciekawie powinno być w Gdańsku, gdzie w obu tych grupach wiekowych Lechia będzie podejmować obrońców tytułów z Krakowa.

Dodaj komentarz