Remis w hicie Ekstraligi

Trójmiasto znowu górą, ale nie wypada powtarzać się z tytułami, a najciekawiej jednak było w Siedlcach, gdzie Pogoń zremisowała z Master Pharm Rugby Łódź. Czwarte spotkanie telewizyjne w tym sezonie i drugi remis. Na świecie ciekawie w Premiership, gdzie Worcester Warriors zastosowali z zabójczym skutkiem 12-osobowego maula, a Ollie Thorley zaliczył cztery przyłożenia dla Gloucester w 20 minut.

Ekstraliga

Weekend w Ekstralidze zaczęła Komisja Gier i Dyscypliny od zweryfikowania wyniku spotkania pierwszej kolejki między Ogniwem i Arką. Przyznano walkower na korzyść Ogniwa za złe zmiany w ekipie z Gdyni. W praktyce niewiele się zmieniło: utrzymano wynik z boiska, Ogniwo pięć punktów wywalczyło też na boisku, jedynie Arce odjęto jeden punkt w tabeli.

Prawdziwe granie zaczęły w weekend ekipy Lechii Gdańsk i Orkana Sochaczew i tu mieliśmy sporo emocji. Lepiej mecz zaczęli gospodarze, którzy wyszli na prowadzenie 10:0, ale przed przerwą Orkan zdołał zniwelować stratę do pięciu punktów. Po przerwie ponownie przeważała Lechia, która zdobyła dwa przyłożenia i krótko przed końcem prowadziła zdawałoby się dość bezpiecznie 22:5. Jednak wówczas Orkan ponownie się podniósł i dzięki dwóm akcjom zmniejszył stratę do zaledwie trzech punktów. W końcówce nie zdołał jednak już nic dorzucić do swego dorobku, a Lechia zdobyła kolejne trzy punkty z karnego i wygrała 25:19. Sochaczewianom na osłodę został punkt bonusowy.

Także w sobotę zmierzyły się ekipy Skry Warszawa i Edach Budowlanych Lublin. Gospodarze, mierzący w tym sezonie bardzo wysoko, wygrali 48:32. Prowadzili od samego początku meczu, choć goście próbowali trzymać dystans. Z prowadzenia 19:3 zrobiło się 26:18 na koniec pierwszej połowy. Po wyrównanym początku drugiej części spotkania jednak to Skra dołożyła kolejne dwa przyłożenia, odskoczyła na 38:18 i ostatecznie wygrała, tracąc jeszcze w samej końcówce z czerwoną kartką (za dwie żółte) Michała Droszcza. Kibice zobaczyli aż 11 przyłożeń z obu stron, przy czym cztery Budowlanych dały im trzeci w tym sezonie punkt bonusowy. Pierwsze przyłożenie dla nowej drużyny (a właściwie dwa przyłożenia) zdobył Jonathan O’Neill, który przed sezonem przeszedł do Skry z Juvenii. Z kolei dla Budowlanych pierwszy raz punktował nabytek z Zimbabwe, Royal Mwale. Mimo trzeciej porażki lublinianie znowu nie pokazali się najgorzej. Skra skutecznym atakiem pokazuje, że faktycznie chce się liczyć w walce o złoto, ale obrona pozostawia chyba co nieco do życzenia.

W ostatnim sobotnim spotkaniu mistrz kraju Ogniwo Sopot podejmował beniaminka Spartę Jarocin. Ten ostatni tuż przed meczem ogłosił spektakularne w naszych warunkach wzmocnienie: do jarocinian dołączył Sam Stelmaszek, który zagrał w ataku naszej reprezentacji w jej trzech ostatnich meczach. Cóż, w Anglii poza Premiership nikt nie gra, warto więc skorzystać z okazji do zagospodarowania takich zawodników. Stelmaszek nie pomógł jednak swojej drużynie – mające znacznie bardziej doświadczoną ekipę Ogniwo nie dało gościom żadnych szans. Już do połowy prowadziło 42:0, a mecz skończył się wynikiem 70:0 (zwracają uwagę trzy przyłożenia Kachy Kawtaradze i stuprocentowa skuteczność z kopów Wojciecha Piotrowicza, który zanotował 10 skutecznych podwyższeń). Kompletnie niepotrzebne w tej sytuacji były nerwy na ławce Ogniwa w końcówce meczu, która zaowocowały odesłaniem na trybuny jednego z trenerów tej drużyny.

W niedzielę mieliśmy okazję obejrzeć w Polsacie Sport Fight hit kolejki, czyli starcie Pogoni Siedlce z Master Pharm Rugby Łódź. Faworytem po ostatnich meczach byli chyba łodzianie, choć obie drużyny w ostatniej kolejce doznały goryczy porażki. Pogoń wystąpiła z nowym łącznikiem młyna, Konradem Lipińskim, także wzmocnieniem z Wysp. W mecz lepiej weszli goście, którzy już zaraz po pierwszym gwizdku sędziego objęli prowadzenie 7:0. Siedlczanie próbowali odpowiadać kopami z karnych, ale Przemysław Rajewski trafił tylko za pierwszym razem, a potem zaliczył kilka pudeł. Dociskali jednak, pod koniec pierwszej części spotkania zaliczyli przyłożenie po świetnej akcji Daniela Trybusa, kolejne trzy punkty z karnego dołożył Patalesio Sili, który zastąpił w kopach Rajewskiego. Jednak chwilę później Siliego nie było już na boisku (żółta kartka) i wykorzystali to łodzianie: Michał Kępa kopnął z karnego i zmniejszył stratę łodzian do jednego punktu, a zaraz po przerwie goście wyszli na prowadzenie 15:11. Za chybione kopy zrehabilitował się potem świetnym rajdem i przyłożeniem Przemysław Rajewski. Chwilę później mieliśmy remis 18:18 po kolejny karnym. Taki wynik otrzymał się do końca spotkania, choć siedlczanie musieli kończyć je z pewnym niedosytem, bo przez bardzo długi okres byli o krok od pola punktowego rywali, a łodzianie w tym okresie zarobili kolejną żółtą kartkę.

Arka Gdynia po dwóch sezonach posuchy, gdy raz zasmakowała zwycięstwa, poszła za ciosem. Wygrała w Krakowie 23:17 po emocjonującym spotkaniu. W pierwszej połowie po karnym i przyłożeniu w wykonaniu Antona Szaszero, wyszła na prowadzenie 8:3. Jednak pod sam koniec pierwszej połowy gdynianie stracili po żółtej kartce jednego zawodnika, co wykorzystała Juvenia: przed przerwą wyszła na prowadzenie 10:8, a zaraz po przerwie było już 17:8. Wydawało się, że Juvenia ma szansę kontrolować spotkanie, ale to Arka zaczęła punktowanie i wyszła na prowadzenie 23:17. Mimo że gospodarze w drugiej połowie przeważali, zawodzili w decydujących momentach. Ostatni kwadrans Arka grała w osłabieniu (najpierw żółta, a potem czerwona kartka), ale tym razem poradziła sobie w obronie, w ostatniej akcji zatrzymała młyn krakowian i dowiozła zwycięstwo do końca.

W tabeli nadal na czele Ogniwo i Skra. Pięć punktów za nimi nieoczekiwanie Lechia Gdańsk, a kolejne dwa punkty niżej aż cztery zespoły: Master Pharm Rugby Łódź, Awenta Pogoń Siedlce, Juvenia Kraków i niespodziewanie Arka Gdynia. Bez dorobku punktowego tylko Sparta Jarocin, komplet porażek mają także Edach Budowlani Lublin, ale ci zgromadzili w trzech kolejkach trzy punkty bonusowe i w tabeli idą łeb w łeb z Orkanem Sochaczew.

Premiership

Rugby w środku tygodnia to rzecz dość rzadka. Zwykle kosztujemy jej podczas Pucharu Świata oraz wyprawy British & Irish Lions, tym razem mamy ją z powodu epidemii i woli klubów Premiership zagrania wszystkich zaplanowanych spotkań. We wtorek i środę odbyły się z tego powodu mecze szesnastej kolejki ligowej. Nie zawiodło starcie na szczycie: wiceliderzy, Bristol Bears, podejmowali liderów, Exeter Chiefs, obie drużyny były niepokonane po wznowieniu rozgrywek. Pierwsza połowa była zdecydowanie na korzyść graczy Exeter, którzy zdobyli dwa przyłożenia i dorzucili karnego, zanim Bears w ogóle zaliczyli pierwsze, skromne punkty. Do przerwy było 3:15. Jednak po zmianie stron to Bears przeważali i przyłożeniami zdobytymi w odstępie kilku minut doprowadzili do stanu 17:15. Pod koniec meczu dorzucili kolejne i prowadzili już 22:18, ale ostatnie słowo należało do Chiefs. Trzy minuty przed końcem na pole punktowe Bears przedarł się Billy Keast i ostatecznie Exeter wygrało 25:22.

Ponadto mieliśmy w szesnastej kolejce dwa bezpośrednie starcia o awans do play-off. Po poprzedniej kolejce na trzecie miejsce w tabeli awansowali Wasps spychając niżej Sale Sharks. W tej kolejce te drużyny stanęły naprzeciwko siebie, a po meczu kolejność w tabeli się odwróciła: Wasps ulegli 11:20. W spotkaniu było prawie 30 karnych, spora część z nich zamieniana na kopy, przy czym więcej takich okazji miał AJ MacGinty z Sale Sharks. Sharks prowadzili 15:6, gdy zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu. Pod koniec spotkania stracili zawodnika z żółtą kartką i Wasps próbowali jeszcze zmienić wynik, ale udało im się zdobyć tylko jedno przyłożenie. W meczu drużyn z piątego i szóstego miejsca tabeli Northampton Saints ulegli Bath 3:18. Goście w tym meczu głównie się bronili, ale robili to znakomicie, a w ataku byli po prostu skuteczniejsi od rywali.

W pozostałych spotkaniach: Worcester Warriors niespodziewanie pokonali Harlequins i to aż 29:14. Mieli zabójczą pierwszą połowę, w której zdobyli cztery przyłożenia i wyszli na prowadzenie 26:0. Niebywale skuteczną bronią okazał się aż 12-osobowy maul Warriors – na obronę przed takim atakiem londyńczycy nie byli przygotowani i dopiero w drugiej połowie zaczęli zmuszać rywali do błędów. Ten wynik może zaważyć na szansach gry Harlequins w półfinałach. Saracens pokonali Gloucester 36:20 – tu mieliśmy dość wyrównany mecz do przerwy (było 14:10), a po niej show młynarza londyńskiej ekipy, Toma Woolstencrofta, który w ciągu dwudziestu minut zdobył trzy przyłożenia. Dziewiąte przyłożenie w sezonie dla Gloucester zdobył Louis Rees-Zammit (zresztą po rajdzie przez niemal całe boisko), ale było to w ostatniej minucie meczu i niczego zmienić nie mogło. Leicester Tigers pokonali London Irish 13:7.

Po tej kolejce wyraźnie wyodrębniła się czołowa szóstka walcząca o udział w półfinałach (no, Exeter jest już ich niemal pewny, bo ma aż 11 punktów przewagi nad drugimi Bristol Bears). Z czwórki wypadli Wasps, a pierwszy raz w tym sezonie wspięło się do niej Bath, ale różnice punktowe były tu naprawdę minimalne.

W kolejce siedemnastej, weekendowo-poniedziałkowej (to z jej powodu „szpony” pojawiają się nieco później niż zwykle) kolejny bardzo cenny sukces odnieśli Sale Sharks. Zmierzyli się z wiceliderem, Bristol Bears i nie dali mu żadnych szans. Już po trzydziestu minutach prowadzili 26:0 i mieli bonus za cztery przyłożenia. Co prawda Bears przed przerwą odpowiedzieli jednym przyłożeniem, ale skończyło się 40:7. Ataki Sale niezawodnie napędzał ich południowoafrykański łącznik młyna Faf de Klerk, który zaliczył parę kluczowych podań i przyłożenie. Jednak bristolczycy wystąpili w tym meczu w mocno rezerwowym zestawieniu.

Mnóstwo emocji w innym spotkaniu drużyn z czołówki. Zajmujący czwarte miejsce Bath podejmowali piątych Wasps. Gospodarze zaczęli od prowadzenia 13:0 po dziesięciu minutach, ale rywale zdołali doprowadzić do końca pierwszej połowy do remisu. W drugiej połowie drużyny kilka razy zmieniały się na prowadzeniu, kilka minut przed końcem trzema punktami prowadziło Bath. Jednak wtedy sędzia przyznał karne przyłożenie „Osom”, a Bath w czternastkę nie zdołali już zmienić losów meczu. Przegrali 23:27. Zwycięstwo Wasps o tyle cenne, że to Bath miało przewagę w tym meczu, a Wasps już w pierwszej połowie stracili czterech zawodników z kontuzjami, w tym obu młynarzy (przez większość meczu z tego powodu młyny były symulowane).

Poza tym: Gloucester pokonał Leicester Tigers 46:30 po wstrząsającym początku meczu – po 33 minutach gospodarze prowadzili 36:6 mając na koncie sześć przyłożeń, w tym cztery zdobyte w ciągu 20 minut przez niesamowitego skrzydłowego Ollie’go Thorley’a. Exeter Chiefs potwierdzili dominację w lidze i pokonali Worcester Warriors (występujących w rezerwowym składzie) aż 59:7. W tym meczu zobaczyliśmy 29 punktów braci Simmondsów – Sam zaliczył trzy przyłożenia (podobnie jak Jonny Hill), a Joe siedem podwyższeń. Harlequins wciąż walczyli o awans do półfinałów i pokonali Northampton Saints 30:17. London Irish ponieśli już bodaj porażkę z rzędu i przegrali z Saracens 12:40.

W tabeli Exeter powiększył przewagę nad rywalami do 14 punktów: po porażce z Sale Sharks Bristol Bears spadli na trzecie miejsce (Sale zajęło drugą pozycję). Także Wasps wspięli się na czwarte miejsce spychając z niego Bath. Między drugą a piątą drużyną jest jednak tylko pięć punktów różnicy. Nieco odpadli od czołowej grupy Northampton Saints, do których zbliżyli się Harlequins i Gloucester.

Po tym jak RFU zaczęło rozwiązywać kontrakty z reprezentantami Anglii w rugby 7, zaczęli oni szukać zatrudnienia gdzie indziej. Przynajmniej kilku zdobyło kontrakty z klubach Premiership. M.in. rekordzista World Rugby Sevens Series w liczbie zdobytych przyłożeń, Dan Norton, podpisał umowę z London Irish. Z innych transferów: Bristol Bears podpisali krótkoterminowy kontrakt z kilkoma zawodnikami, w tym z byłym skrzydłowym Connachtu, Niyim Adeolokunem.

Wyniki testów antykoronawirusowych coraz lepsze: w poniedziałek przed tygodniem tylko jeden pozytywny wynik (u zawodnika), w czwartek ani jednego.

Pro14

Pierwszym wydarzeniem rugby w Wielkiej Brytanii z udziałem publiczności był piątkowy mecz Edynburga z Glasgow Warriors. Na mogących pomieścić 67 tys. ludzi trybunach zasiadło 700 osób. Niestety, kibice Edynburga nie mogli cieszyć się z sukcesu swojej drużyny: uległa Glasgow Warriors 3:15, a gwiazdą spotkania był rozgrywający setny mecz w barwach Warriors Fraser Brown, który uczcił jubileusz przyłożeniem i tytułem zawodnika meczu.

W Walii Scarlets zrobili wszystko, co się dało, aby zachować szansę na awans i pokonali na wyjeździe z bonusem Dragons 41:20. W pierwszej połowie mecz był jeszcze stosunkowo wyrównany (do przerwy Scarlets prowadzili 19:15), w drugiej jednak Scarlets byli niesamowicie skuteczni zarówno w ataku, jak i obronie – sami zdobyli trzy przyłożenia, a na jedyne punkty pozwolili rywalom w samej końcówce meczu. Munster jednak nie dał się przejść i zapewnił sobie awans do półfinału. Zdecydowanie pokonał Connacht 49:12 i jeśli coś w tym meczu jest zaskoczeniem, to fakt, że Connacht zdołał zdobyć jakieś punkty mimo gry przez większość meczu w trzynastkę po dwóch czerwonych kartkach w pierwszej połowie.

W starciu między Ulsterem i Leinsterem znowu nie udało się powstrzymać zwycięskiego marszu dublińczyków. Ed Byrne zdobył dla Leinsteru przyłożenie na samym początku meczu, Ross Byrne dołożył punkty z podwyższenia i dwóch karnych i po dwudziestu minutach było 0:13. Ulster rozpoczął napór, ale ten nie dawał większych efektów. Dopiero w drugiej połowie zdobył przyłożenie, ale to było za mało. W samej końcówce Leinster ponownie uderzył i zaliczył dwa przyłożenia (jedno z nich – kolejny Byrne, Harry) i wygrał ostatecznie 28:10. Choć kto wie, co by się stało, gdyby sędzia nie unieważnił po TMO przyłożenia Johna Cooney’a po znakomitym rajdzie przez niemal całe boisko. Cóż, ja nie widziałem tam spalonego przy przechwycie, a sukces tej akcji mógłby zmniejszyć stratę Ulsteru do czterech punktów na parę minut przed końcem meczu.

Poza tym Cardiff Blues pokonali Ospreys 29:20, a Zebre nie zdołało powtórzyć sukcesu sprzed tygodnia i uległo Benettonowi Treviso 9:16.

W półfinałach zobaczymy pary Leinster – Munster oraz Edynburg – Ulster.

Złe wieści z Munsteru. RG Snyman, świetny południowoafrykański zawodnik, który przed tygodniem pierwszy raz wystąpił w nowych barwach i po zaledwie siedmiu minutach opuścił boisko z groźnie wyglądającą kontuzją, będzie musiał pauzować minimum pół roku. Okazało się, że ma zerwane więzadła krzyżowe przednie. Na kilka miesięcy wypadł z obiegu także (z powodu kontuzji barku) łącznik młyna reprezentacji Walii, Tomos Williams z Cardiff Blues.

Nowy sezon Pro14 ma ruszyć w październiku, co oznacza, że nie będą w nim uczestniczyć drużyny Cheetahs i Southern Kings. Cheetahs zagrają w tym czasie w Currie Cup (a latanie do Europy nie będzie wchodzić w grę), a Southern Kings nawet i tam się nie pojawią: zrezygnowali z wszelkich krajowych rozgrywek do końca roku. Powodem jest zła sytuacja finansowa drużyny – przypomnijmy, że niedawno południowoamerykańska federacja wyrzuciła prywatnego inwestora, który przez jakiś czas był właścicielem franszyzy.

Drobne

Top 14

Nowe przypadki zarażenia koronawirusem stwierdzono w Lyonie i Tuluzie. Z tego powodu odwołano towarzyskie starcia tych drużyn odpowiedni z Clermont i Montpellier. Wobec takich przypadków i zbliżającego się startu nowego sezonu ligi (już za tydzień) władze LNR postanowiły, że jeśli w ciągu sezonu mecze będą niemożliwe z powodu stwierdzenia zarażenia COVID-19, będą one przekładane na inny termin. To będzie bardzo trudne wobec bardzo napiętego harmonogramu. Kto wie, jeśli takich sytuacji będzie więcej, być może LNR powróci do innej koncepcji, tj. walkowerów, choć w takim przypadku rozważane jest ograniczenie spadku z ligi do jednego zespołu (aby koronawirus nie zdecydował o być albo nie być jakiejś drużyny).

Pierwszym kandydatem do przełożenia jest mecz, który miał rozpocząć nowy sezon: Stade Français – Bordeaux-Bègles, z powodu ogromnych kłopotów z chorobą po stronie paryżan. Z tego powodu postanowiono zmienić program pierwszej kolejki, planując po dwa mecze o tej samej godzinie – tak aby kibice przed telewizorami mieli szansę obejrzeć w najlepszym czasie antenowym choć jeden pojedynek na żywo.

Swoją drogą, z artykułów we francuskiej prasie wynika, że powołanie nowej trzeciej ligi francuskiej, National, to efekt konfliktu między LNR zarządzającą Top 14 i Pro D2, a federacją francuską, wywołanego rezygnacją przez LNR ze spadków i awansów w przerwanym sezonie.

Trener reprezentacji Francji, Fabien Galthié, zaczął wypowiadać się nieco bardziej ugodowo przed nadchodzącym okienkiem międzynarodowym. Dotąd twardo odmawiał klubom domagającym się rotacji zawodników w meczach międzynarodowych=. Teraz stwierdził, że rotacja na pewno się pojawi. Swoją drogą, na 13 października francuski sąd ogłosił pierwsze posiedzenie w sprawie skargi LNR na władze World Rugby. Jednak perspektywy Francuzów są raczej kiepskie, bo w podobnych przypadkach francuskie sądy kilkakrotnie odmawiały rozstrzygnięcia.

Super Rugby

W przedostatniej kolejce fazy zasadniczej Super Rugby AU mimo stosunkowo wyrównanego początku meczu Western Force przegrało ze stołecznymi Brumbies 14:31 i pozostało już tylko z jedną, ostatnią szansą na przełamanie passy samych porażek. Mecz był historyczny, ponieważ pierwszy raz w historii Super Rugby sędziowała go kobieta: Amy Perrett. W drugim meczu było znacznie więcej emocji, a Rebels ulegli Waratahs 32:38. Przed ostatnim przyłożeniem były tylko dwa punkty różnicy, a Waratahs zawdzięczają je nakryciu kopa rywali. Mimo porażki to Rebels będą mieli większą szansę na awans do play-off. Tracą w tabeli do trzecich Waratahs cztery punkty, ale w ostatniej kolejce ekipa z Sydney pauzuje, a drużyna z Melbourne gra z Western Force, a więc ma sporą szansę na zwycięstwo. Pewni awansu do finału rozgrywek są Brumbies, którzy mają aż siedem punktów przewagi nad drugimi Reds.

The Guardian spekuluje, że stosunkowy spokój i koncyliacyjne wypowiedzi z Nowej Zelandii wskazują, że przyszłość Super Rugby może być rozstrzygnięta na korzyść australijskich franszyz. Zobaczymy.

The Rugby Championship

Złe wieści z obozu argentyńskiej reprezentacji próbującej przygotowywać się do tej imprezy. Już jakiś czas temu poinformowano o wykrytym w drużynie przypadku zarażenia koronawirusem, a w ubiegłym tygodniu liczba takich graczy powiększyła się do sześciu. Do 7 listopada na szczęście trochę czasu zostało, jednak zobaczymy, jak sytuacja będzie się rozwijać.

Japonia

Kolejna gwiazda w japońskiej lidze: w przyszłym roku zagra w drużynie Toyota Verblitz kapitan reprezentacji Australii (grał w niej 99-krotnie), obecnie gracz Waratahs, Michael Hooper.

Rosja

Garść wieści z innych zakątków Europy. W Rosji mieliśmy dziewiątą kolejkę ligową, a zatem osiągnęliśmy półmetek sezonu zasadniczego. Tu zmiana w stosunku do lat poprzednich: kluby z Krasnojarska znalazły godnego rywala. Lokomotiw Penza miał przed tą kolejką komplet zwycięstw, w tym sukces nad mistrzowską drużyną Jeniseja-STM z Krasnojarska. W ostatniej kolejce zmierzył się z drugą krasnojarską drużyną, Krasnym Jarem (wicemistrzem, który w tym sezonie przegrał tylko raz, w pierwszej kolejce z moskiewską Sławą). Tym razem Lokomotiw (swoją drogą, klub, który powstał zaledwie dwa lata temu i jest sponsorowany przez rosyjskie koleje) przegrał 7:19, pozostał jednak liderem tabeli z jednym punktem przewagi nad Krasnym Jarem i czterema nad Jenisejem-STM.

Rumunia

Rumuni w ten weekend wrócili do rozgrywek i kończą sezon 2019/2020. W nietypowy sposób. Przed epidemią w stawce było siedem drużyn, w czasie epidemii jedna z nich została rozwiązana, a pozostałe sześć w komplecie bierze udział w play-off. Można zatem stwierdzić, że sezon zaczyna się od początku, w szczątkowej, pucharowej formie. W ćwierćfinałach SCM Timișoara (do niedawna Saracens, ale umowa z londyńczykami się skończyła) pokonała Tomitanii z Konstancy 57:15, a Dinamo Bukareszt zwyciężyli Universitatea Cluj 20:13. Za tydzień półfinały (tu już czekały dwa najlepsze zespoły ligi), a finał zaplanowano na 12 września.

Gruzja

Tu wznowienia sezonu 2019/2020 ostatecznie nie będzie. Nowy sezon wystartuje w październiku, z mienionej na jeden rok formule: zarówno w Didi10, jak i na jego zapleczu nie będzie po 10 zespołów, ale po 12 (podzielonych na dwie grupy po 6).

Mecze towarzyskie

Kłopot mają organizatorzy jesiennego turnieju zaplanowanego w Europie z udziałem uczestników Pucharu Sześciu Narodów, Japonii i Fidżi. Z turnieju wycofali się Japończycy z powodu kłopotów koronowirusowych (nie mogą do Japonii przyjechać członkowie sztabu szkoleniowego). Człowiek chciałby zobaczyć na ich miejscu Gruzję, ale organizatorzy mają inny pomysł: ponoć bardzo zaawansowane są rozmowy z Południową Afryką. Tylko jak Springboks chcą to pogodzić z The Rugby Championship?

Reprezentanci Anglii za udział meczach międzynarodowych począwszy od zaległego meczu z Włochami i wspomnianego turnieju otrzymają wynagrodzenie obniżone o 25%. Inna sprawa, że 17 250 funtów to wciąż sporo kasy i najwyższa stawka w światowym rugby.

Wiadomo, z kim zamierza grać Nowa Zelandia w letnim okienku międzynarodowym (podczas wyprawy Lwów do Południowej Afryki). Spotka się z rywalami, których bardzo dawno nie gościła: jeden mecz z Fidżi i dwa z Włochami (te ekipy miały się spotkać podczas Pucharu Świata w Japonii, ale wówczas plan pokrzyżował tajfun).

Inne

Walijska federacja z powodu kłopotów finansowych zrezygnowała z programu rugby 7 mężczyzn. Reprezentacja Walii w ostatnim sezonie grała w WRSS, gdzie zajęła ostatnie miejsce. Ratunkiem dla walijskich siódemkowiczów może być niepewna na razie opcja zorganizowania łączonej drużyny brytyjskiej w najbliższym sezonie.

Kolejne awantury w Fidżi. Tym razem chodzi jednak o zachowanie na boisku. W lokalnym meczu U19 jeden z zawodników ciosem pięścią znokautował sędziego, łamiąc mu przy okazji nos. Mecz został przerwany, sprawca trafił do policyjnego aresztu, a grozi mu dożywotnie zawieszenie.

Zapowiedzi

W kraju Ekstraliga ma przerwę. Za to w Krakowie odbędzie się turniej siódemkowy dla młodzieży – Kraków Sevens. W zeszłym roku była to sympatyczna impreza, tym razem obsada z powodu epidemii niestety w okrojonej formule, bez drużyn zagranicznych.

Rusza też nasz I liga. Ciekawe, jak będą dawać sobie w niej radę beniaminkowie: dominująca na tym poziomie przed dobrowolnym spadkiem Arka Rumia i Posnania, która po paru latach wróciła do rozgrywek ligowych, a poziom niżej gromiła wszystkich bez litości. Na początek obie te drużyny zagrają z ekipami nieźle radzącymi sobie w zeszłym roku: Arka będzie grać w Warszawie z AZS AWF, a Posnania w Białymstoku (tamtejsza ekipa ogłosiła ciekawe wzmocnienie, będzie tam grać znany z boisk Ekstraligi i RET Mołdawianin Andrei Cebotari). Ten drugi mecz wygląda najciekawiej. W ostatnim spotkaniu Wataha Zielona Góry zmierzy się ze stołeczną Legią.

Na świecie najciekawiej będzie chyba w Pro14. Tutaj półfinały i starcia Leinsteru z Munsterem (po raz drugi od wznowienia rozgrywek) oraz Edynburga z Ulsterem.

W Premiership w piątek i sobotę osiemnasta kolejka. W niej najlepiej zapowiadają się mecze Northampton Saints z Exeter Chiefs oraz Saracens z Wasps.

Rusza nowy sezon francuskiej Top 14. Nie wiadomo, czy odbędzie się mecz, który miał zacząć sezon: Stade Français z Bordeaux (czyli najsłabsza i najlepsza drużyna ostatniego, niedokończonego sezonu). Najwięcej kibiców będzie czekać na dwa inne spotkania: Lyonu z Racingiem 92 i Clermont z Tuluzą (rewanż za ostatni finał, z 2019). Organizatorzy starają się, aby na trybuny na tym ostatnim meczu mogło zasiąść 10 000 osób (obecny limit we Francji to połowa tej liczby).

Na południowej półkuli sezon zasadniczy skończą australijskie franszyzy Super Rugby: Rebels powalczą o awans do półfinału grając z Western Force, a Reds zagrają w meczu bez stawki z Brumbies. Znacznie więcej uwagi w tamtym kawałku świata przyciąga jednak mecz z gruntu towarzyski: starcie drużyn Wyspy Północnej i Wyspy Południowej w Nowej Zelandii. To ma być prawdziwe święto rugby, niestety bez udziału publiczności.

3 komentarze do wpisu „Remis w hicie Ekstraligi”

  1. W kwestii tego spalonego Ulster też bym się przychylił do Twojej opinii ale… w ostatniej chwili jego kolega dołączył do rucka, przez co cofnął linię spalonego i przez to nr 9 w chwili startu był spalony.
    No i dzięki za ciekawy artykuł, tradycyjnie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz