Wielka sobota Saracens i Skry Warszawa

Świat patrzył na Dublin, gdzie doszło do rewanżu za finał ostatniego Champions Cup. Saracens znowu pokonali Leinster, przerywając niesamowitą, ponad roczną passę zwycięstw dublińczyków. Zresztą nie tylko Dublin pogrążony w smutku: pierwszy raz w historii Pro14 żadna drużyna z tej ligi nie zakwalifikowała się do półfinałów europejskich pucharów. A w Polsce prawdziwy show dała Skra Warszawa gromiąc najlepszą drużynę poprzedniego sezonu, Master Pharm Rugby Łódź.

Ekstraliga

W końcówce okienka transferowego niespodzianka, jakiej jeszcze chyba u nas nie było. Do Skry dołączył Tukiterangi Raimona z Nowej Zelandii. Filar, na koncie występy w czterech sezonach Mitre 10 Cup (Southland, potem Manawatu), gra dla All Blacks U20 na mistrzostwach świata w 2012, ostatnio zaś grał dla mistrzów Hiszpanii, VRAC. Ma jednak też na koncie wyrok za próbę wyłudzenia leków na podrobioną receptę i dwuletni ban dopingowy. Pytanie, czy to transfer na dłużej czy tylko do startu ligi hiszpańskiej (na stronie VRAC wciąż się chwalą nim w kadrze), a ta może ruszyć już w październiku. Poza tym Orkan Sochaczew oddał dwóch młodych zawodników, regularnie występujących w tym sezonie: Przemysław Dobijański trafił do Master Pharm Rugby Łódź, a Jan Mroziński do Ogniwa Sopot. Sparta Jarocin zgłosiła do rozgrywek kolejnego reprezentanta kraju, Kacpra Ławskiego, ten jednak na co dzień gra w Szwajcarii, a tam sezon już ruszył. W składzie beniaminka za to już drugi weekend z rzędu nie było Rossa Bennie-Coulsona. Cóż, za tydzień rusza liga holenderska, a jego macierzysty Diok już maluje pasy na boisku wymyślną zabawką (https://www.facebook.com/LrcDiok/videos/356909202151198). Czyżby to koniec jego polskiej przygody i sygnał początku powrotów zamorskich posiłków do swoich klubów?

A skoro mowa o końcu okienka transferowego, to i zaktualizowany przewodnik po Ekstralidze pojawił się w sieci, zgodnie z obietnicą. Jest do pobrania pod tym samym linkiem, co poprzednio, czyli https://bit.ly/30U2E11. Poza korektami na listach nazwisk i paroma drobnymi poprawkami nie ma tam zmian. Natomiast wydanie wiosenne zapowiada się na znacznie bogatsze.

W ten weekend odbyła się piąta kolejka Ekstraligi, czyli przekroczyliśmy półmetek rundy jesiennej. Na szlagier kolejki zapowiadał się pierwszy jej mecz, w którym Skra Warszawa podejmowała Master Pharm Rugby Łódź. Grały drużyny z drugiego i trzeciego miejsca tabeli i trudno było przed meczem wskazać zdecydowanego faworyta. Wszyscy spodziewali się zaciętego spotkania i walki o zwycięstwo do ostatnich minut. Tymczasem było inaczej. W pierwszej połowie Skra pozwoliła rywalom pograć przez pierwsze dziesięć minut, potem jednak zdecydowanie dominowała na boisku. Trzykrotnie świetnymi akcjami przebiła się na pole punktowe rywali i do przerwy prowadziła 21:3. Podobać się mogła zwłaszcza pierwsza z tych punktowych akcji, zapoczątkowana przez Palu Fihakiego. Być może wpływ na postawę łodzian miała kontuzja Michała Kępy, który musiał zejść z boiska z powodu kontuzji przy stanie 0:3. Gnębili oni Skrę w młynach dyktowanych, ale nic z tego nie wynikało. Druga połowa także świetnie zaczęła się dla warszawian: świetnie uwolnił się od przeciwników Jonathan O’Neill i samotnie pobiegł między słupy. Skra miała już bonusowe zwycięstwo w kieszeni. Przez większość drugiej połowy mimo wciąż szwankujących młynów kontrolowała grę, która bardzo długo odbywała się prawie wyłącznie na połowie łodzian. Od czasu do czasu podwyższała wynik kopami z karnych Daniela Gduli, który w tym meczu zdobył 22 punkty (przyłożenie i siedem kopów). Zespół łódzki przebudził się dopiero w końcówce, gdy dwie akcje dały mu wreszcie dwa przyłożenia, ale to była już tylko gra o honor. Skra zasłużenie wygrała 37:13 i pokazała, że mecz z Arką był tylko wpadką przy pracy i aspiracje do złota wciąż są żywe i realne.

Nie zabrakło emocji w drugim meczu sobotnim, w którym także wcześniej trudno było wytypować faworyta. To były drugie w tym sezonie derby Trójmiasta: Lechia podejmowała Arkę. W pierwszej połowie przewagę mieli gospodarze, ale długo jedynym jej efektem były trzy punkty z karnego na początku meczu. Nieoczekiwanie prowadzenie objęła Arka, po chyba pierwszej akcji w polu 22 m Lechii. Na przerwę jednak to gdańszczanie schodzili w lepszych humorach, bo zdobyte wreszcie przyłożenie dało im wynik 8:5. Po przerwie mecz był bardziej wyrównany, a gdynianie po indywidualnej akcji Sama Hampsona wyszli na prowadzenie 12:8. Wynik długo potem się nie zmieniał. Emocji dostarczyły ostatnie minuty: najpierw przyłożenie Lechii dało jej jednopunktową przewagę, potem Anton Shashero z karnego odzyskał prowadzenie dla Arki, ale trzy minut później lechici odpowiedzieli tym samym, a sędzia skończył mecz. Lechia wygrała 16:15.

Drugi telewizyjny mecz weekendu, między Orkanem Sochaczem i Edach Budowlanymi Lublin, zaczął się od zdecydowanej dominacji gospodarzy napędzanych przez Jakuba Budnika, który wrócił do drużyny po zawieszeniu nałożonej na niego kary. Co prawda to lublinianie zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu, dające im prowadzenie 10:6, jednak gospodarze wreszcie zaczęli dyskontować swoją przewagę i po trzech przyłożeniach na przerwę schodzili prowadząc aż 25:10. Świetnie zaczęli też drugą połowę, gdy zaliczyli dwa kolejne przyłożenia, dające im punkt bonusowy i przewagę aż 27 punktów. Dopiero w ostatniej części meczu przebudzili się lublinianie, którzy zdobyli trzy przyłożenia, zmniejszając stratę do zaledwie sześciu punktów. Jednak na nawiązanie walki o zwycięstwo było już za późno, ostatnie przyłożenie zdobyli w finałowej akcji meczu i na pocieszenie pozostał im tylko punkt bonusowy (czwarty w czwartej porażce w tym sezonie).

Na koniec dwa spotkania, w których niespodzianek nie było. W Krakowie Juvenia podejmowała Ogniwo Sopot. Rok temu na Błoniach oglądaliśmy fantastyczne spotkanie zakończone zwycięstwem gospodarzy. Dziś dość pewnie wygrało Ogniwo, które skutecznie broniło, choć samo też jakoś nie zachwyciło. Zdobyło jednak pięć przyłożeń, zapisując na swoim koncie ofensywny punkt bonusowy. Mecz był stosunkowo wyrównany tylko w pierwszej połowie, zakończonej prowadzeniem gości 10:3 – jej pierwsze pół godziny nie przyniosło żadnych punktów. W drugiej połowie punktowali już tylko sopocianie i wygrali 27:3. Słabo spisali się kopacze Ogniwa: na pięć prób podwyższeń (co prawda w większości z dość trudnych pozycji) Wojciech Piotrowicz i Paul Walters chybili w czterech.

Z kolei w Siedlcach gospodarze podejmowali beniaminka i nie pozostawili żadnych wątpliwości co do tego, kto tu walczy o medale, a kto o utrzymanie się w lidze. Siedlczanie zdecydowanie wygrali 76:10 zaliczając aż jedenaście przyłożeń (hat trick zaliczył skrzydłowy Krystian Adamiak). Sparta walczyła i na pewno na plus zapisała sam fakt zdobycia przyłożenia, ale mecze wyjazdowe naprawdę jej nie wychodzą: co prawda dotąd mierzyła się w nich z najlepszą trójką kilku ostatnich sezonów, ale żadnego nie skończyła z mniej niż 70 straconymi punktami. Na dodatek przyjechała bez większości swoich zamorskich posiłków (był tylko Ross Cooke) i tylko z trójką zmienników.

W tabeli nadal na czele niepokonane Ogniwo, na drugim miejscu Skra Warszawa. Na trzecie nieoczekiwanie powróciła Lechia, ale w końcówce rundy czekają ją trudni przeciwnicy. Na szóste miejsce spadła Łódź, a po kiepskim początku sezonu powoli pnie się w górę Orkan Sochaczew, który wskoczył na piątą lokatę. Nadal jednak różnice punktowe między pięcioma zespołami na miejscach od trzeciego do siódmego są symboliczne.

Poz. Drużyna M. Pkt. Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Ogniwo Sopot 5 24 6. ↓↓↓ Master Pharm Rugby Łódź 5 12
2. Skra Warszawa 5 19 7. Awenta Pogoń Siedlce 5 12
3. ↑↑ Lechia Gdańsk 5 14 8. Edach Budowlani Lublin 5 8
4. Arka Gdynia 5 13 9. Juvenia Kraków 5 7
5. ↑ Orkan Sochaczew 5 13 10. Sparta Jarocin 5 0

Pierwsza liga miała przerwę. W drugiej lidze kolejne wysokie zwycięstwo odnieśli KS Budowlani Łódź, którzy rozgromili zespół z Rudy Śląskiej 60:0. Dla rudzian był to pierwszy mecz w sezonie. W drugim spotkaniu kolejki Miedziowi Lubin ulegli Mazovii Mińsk Mazowiecki 17:38, mimo że goście przyjechali do Dolny Śląsk tylko w szesnastu.

Heineken Champions Cup

Champions Cup wrócił z wielkim opóźnieniem, ale i w wielkim stylu. W pierwszym ćwierćfinale mieliśmy rewanż za finał z poprzedniego roku, starcie gigantów: Leinster podejmował Saracens. Irlandzka drużyna tydzień temu została mistrzem Pro14 i miała niesamowitą passę zwycięstw – ostatnią porażkę poniosła ponad rok temu, właśnie w finale poprzedniej edycji pucharu z Saracens. I okazało się, że londyńczycy znowu byli górą. Choć to Irlandczycy mieli przewagę i zdobyli więcej przyłożeń, przegrali 17:25. W pierwszej połowie Saracens Alex Goode i Elliot Daly godnie zastępowali Owena Farrella i punktowali regularnie z karnych. Na dodatek na koniec tej części spotkania Goode dołożył przyłożenie i na przerwę gracze schodzili przy prowadzeniu 22:3. Po przerwie Leinster bardzo mocno nacisnął. Przez pół godziny intensywnie atakował, zdobył dwa przyłożenia i zmniejszył stratę do pięciu punktów. Sukces był o krok. Jednak w ostatnich dziesięciu minutach dał się uwięzić na swojej połowie. Próbował wychodzić z niej ręką, jednak Saracens twardo bronili i zmuszali rywali do błędów. I Goode, i Daly dostali w tym okresie szansę z karnych, tym razem jednak obaj spudłowali. Jednak na minutę przed końcem Goode miał jeszcze jedną okazję i tym razem się nie pomylił, zapewniając Saracenom zwycięstwo 25:17. Tym ważniejsze dla nich, że przecież to ostatnie trofeum, o jakie walczą przed co najmniej rokiem przerwy spowodowanym karną relegacją z Premiership. To nie był przypadek, wygrali zasłużenie, po prostu znakomitą obroną zneutralizowali potężną irlandzką machinę. Ten mecz był też ostatnim w karierze reprezentanta Irlandii, Roba Kearney’a.

W ciekawym pojedynku wewnątrzfrancuskim Clermont podejmował paryski Racing 92. Mecz zdecydowanie lepiej zaczęli goście, którzy do przerwy prowadzili już 24:8. Punktowanie zaczęli dwie minuty po pierwszym gwizdku i kontynuowali je do końca tej części spotkania, gdy świetną indywidualną akcją (przekopka, obrońca zmylony odbiciem piłki) popisał się François Trinh-Duc. Po prawie 20 minutach drugiej połowy było już 30:8 i wydawało się, że jest pozamiatane. Ale Clermont zaliczyło świetną końcówkę, w której zdobyło trzy przyłożenia (najpiękniejsze ostatnie, Damiana Penaud) i gdyby nie dwa karne Racingu 92 w międzyczasie kto wie, jak by się to skończyło. Ostatecznie jednak Racing 92 zwyciężył 36:27 i zagra w finale przeciwko Saracens. Ciekawostka: paryżanie zaliczyli w tym meczu dwa razy mniej przyłożeń od rywali (dwa wobec czterech), ale fantastyczną skuteczność mieli z kopów – Teddy Iribaren zdobył w ten sposób 20 punktów, a Maxime Machenaud dorzucił sześć. Sporo uwagi zwrócił sędziujący ten mecz Romain Poite, który nieustannie kasłał, co w tych czasach budzi sporo nieufności (był jednak testowany przed spotkaniem na obecność koronawirusa z wynikiem negatywnym).

W niedzielę pożegnaliśmy drugi i ostatni klub irlandzki. Na drodze finalisty Pro14, Ulsteru, stanęła Tuluza, która nie dała przeciwnikom wielkich szans. Już po minucie pierwsze przyłożenie zdobył Cheslin Kolbe, pod koniec pierwszej połowy dołożył drugie i Francuzi prowadzili 15:3 (Kolbe został zresztą uznany najlepszym zawodnikiem meczu). W drugiej połowie też Tuluza błyszczała na tle Ulsteru skutecznością: na dziesięć minut przed końcem prowadziła już 36:3. W samej końcówce przyłożenie dla Ulsteru zdobył John Cooney, ale to nic nie zmieniło: to Tuluza awansowała do półfinału po zwycięstwie 36:8.

Ostatni ćwierćfinał był sprawą czysto angielską. Dwa tygodnie temu Exeter Chiefs i Northampton Saints zagrali w lidze i górą był Exeter, dominujący w tym sezonie w Premiership. Dziś stawka była o wiele wyższa, a efekt podobny. Gracze z Northampton mogli mieć jeszcze nadzieję w przerwie, gdy ich ekipa przegrywała tylko 14:10, jednak w drugiej połowie szybko zrobiło się 28:10 i choć Saints próbowali się odgryzać, efekt tego był niewielki. Skończyło się zwycięstwem Exeter Chiefs 38:15.

W efekcie mamy dwie pary półfinałowe francusko-angielskie (i podobnie w Challenge Cup). To wielka klęska uczestników ligi Pro14 z Irlandczykami na czele: w półfinale Champions Cup tylko czterokrotnie w całej historii rozgrywek zabrakło ekip z Irlandii, Szkocji i Walii (ostatni raz w 2016, samych Irlandczyków nie było pięciokrotnie). Gdy spojrzeć na oba europejskie puchary, taka sytuacja miała miejsce tylko raz: w trzecim sezonie tych rozgrywek, w 1998. Rok temu połowa z półfinalistów Champions Cup pochodziła z Pro14, dwa lata temu aż trzech…

European Rugby Challenge Cup

Powrót europejskich pucharów zainaugurowało w piątek spotkanie dwóch klubów z dwóch brzegów Kanału Bristolskiego: Bristol Bears podejmowali Dragons. Lepszy początek zanotowali Dragons, którzy po kwadransie prowadzili 10:0. Potem jednak do roboty wzięli się gospodarze, którzy w ciągu pięciu minut zdobyli trzy przyłożenia. Do przerwy prowadzili 24:10. Po przerwie Dragons próbowali zniwelować przewagę rywali, ale zrobiło się 34:17 i taki wynik utrzymywał się dłuższy czas. W końcówce Bristol ponownie potężnie uderzył i w ciągu trzech minut zdobył kolejne trzy przyłożenia. Ostatecznie rozgromił rywali 56:17, a gwiazdą był znowu Fidżijczyk Semi Radradra.

Najciekawiej zapowiadało się dwóch drużyn, które w minionym sezonie w swoich ligach prezentowały się znakomicie: niewątpliwie najlepsza ekipa niedokończonego sezonu Top 14, Bordeaux Bègles, podejmowała obsypanego niedawno indywidualnymi nagrodami półfinalistę Pro14, Edynburg. Mecz zabójczo zaczęli Francuzi, którzy po dziesięciu minutach prowadzili 14:0. Szkoci przez resztę meczu naciskali rywali. Jednak w pierwszej połowie zdołali odrobić tylko trzy punkty, a na dodatek stracili świetnego Viliame Matę. W drugiej części spotkania dwukrotnie zdołali się zbliżyć do rywali na dystans sześciu punktów, ale ostatnie słowo należało do graczy z południa Francji: karny w ostatniej minucie dał im zwycięstwo 23:14. To czwarty z rzędu sezon, w którym edynburczycy odpadają w ćwierćfinale europejskich pucharów. I znowu żadnej szkockiej ekipy nie będzie w półfinałach. A dla Bordeaux to pierwszy europejski półfinał w historii.

W sobotę odpadła z pucharów ostatnia walijska drużyna w pucharach. Scarlets grali na wyjeździe z Tulonem. Do przerwy prowadzili po dwóch karnych 6:0 (Baptiste Serin spudłował obie próby dla Toulonu). Po przerwie jednak włoski weteran Sergio Parisse zaliczył przyłożenie, zmiennik Serina Louis Carbonel dorzucił dwa karne i Tulon wygrał 11:6. Scarlets mieli świetne szanse (w tym piłkę wypuszczoną nad polem punktowym w końcówce meczu), których jednak nie wykorzystali. To był kiepski mecz, a chyba najwięcej uwagi mediów przyciągnął dramatyczny stan murawy na stadionie w Tulonie.

Bez walki do półfinału awansowali Leicester Tigers. W obozie ich rywali przed wyjazdem do Anglii stwierdzono cztery przypadki zachorowań na COVID-19: trzech zawodników i jednego członka sztabu. W tej sytuacji spotkanie odwołano. Odpadnięcie Castres to dobre wieści dla Montpellier: ponieważ jest pewne, że Castres nie zdobędzie Challenge Cup, Montpellier jest pewne awansu do kolejnej edycji Champions Cup.

Drobne

Premiership

W Premiership w poprzedni poniedziałek odbyło się spotkanie kończące dwudziestą kolejkę spotkań. Gloucester podejmował Harlequins i obie drużyny już w zasadzie nie miały o co grać – szanse na awans do półfinałów już straciły, a ryzyko utraty miejsc gwarantujących grę w Champions Cup było już tylko teoretyczne. Mimo to nikt się nie oszczędzał. Mecz wygrali goście 28:15, ale wynik nie oddaje obrazu tego spotkania. Gra toczyła się niemal wyłącznie na połowie Harlequins, Gloucester przeważało i miało bardzo wiele szans zdobycie przyłożeń, jednak londyńczykom zawsze jakoś udało się uciec spod topora – a to Thorley’owi piłka wyślizgnęła się z rąk w sytuacji dwa na jeden, a to May dostał podanie od Ciprianiego lekko do przodu, choć w okolicy nie było żadnego obrońcy i te dwa metry nie zrobiłyby żadnej różnicy. Cipriani zresztą poniekąd przysłużył się też przy dwóch przyłożeniach Harlequins (zbyt krótki kop prosto w ręce rywala i podanie, które przechwycono). To było drugie spotkanie po wznowieniu rozgrywek z udziałem publiczności (choć to tylko 1000 widzów).

Poz. Drużyna M. Pkt. Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Exeter Chiefs 20 73 7. Northampton Saints 20 42
2. Wasps 20 61 8. Gloucester 20 41
3. Bath 20 60 9. Worcester Warriors 20 32
4. Sale Sharks 20 59 10. London Irish 20 30
5. Bristol Bears 20 59 11. Leicester Tigers 20 28
6. Harlequins 20 46 12. Saracens 20 –41

Po kiepskim wyniku testów koronawirusowych przeprowadzonych pod koniec poprzedniego tygodnia (aż 12 przypadków, w tym 6 graczy), w ostatnim było nieco lepiej: tylko dwa przypadki, oba wśród zawodników.

Super Rugby

W Australii skończyły się rozgrywki Super Rugby AU. Tego chyba zabrakło nam w Nowej Zelandii – choćby szczątkowego play-off zakończonego meczem, który można nazwać finałem. Tutaj w finale zmierzyli się Brumbies z Camberry z Reds z Brisbane. Przed dwoma tygodniami zespoły te spotkały się w fazie zasadniczej i wtedy zdecydowanie wygrali Reds – ale to był mecz bez realnej stawki. Tym razem było inaczej. Lepiej spotkanie zaczęli Brumbies, którzy po pół godziny prowadzili 15:3. Rywale jednak jeszcze w pierwszej połowie zniwelowali większość strat i gracze schodzili z boiska przy stanie 15:13. Decydujący o ostatecznym rezultacie spotkania okazał się początek drugiej połowy, świetny w wykonaniu Brumbies. Przyłożenie z podwyższeniem, drop goal, a potem karny i zrobiło się 28:13. Reds oczywiście nie poddali się i ponownie zaczęli odrabiać straty. Znowu jednak trochę im zabrakło i ostatecznie Brumbies sięgnęli po trofeum wygrywając 28:23. Niewątpliwie byli oni najlepszą australijską drużyną w tym sezonie, nie tylko w Super Rugby AU, ale w rozpoczętym na początku roku i niedokończonym sezonie Super Rugby bez żadnych dodatków. Na uwagę zasługuje występ łącznika ataku Brumbies, Noah Lolesio, który nie grał z powodu kontuzji w sześciu poprzednich meczach, a w tym zdobył 13 punktów.

Super Rugby / Currie Cup

Wiemy wreszcie więcej o planowanych rozgrywkach w Południowej Afryce. Ostatecznie okazuje się, że na jesieni siedem drużyn z tego kraju powalczy o oba trofea: Super Rugby i Currie Cup. Od 10 października do 21 listopada odbędzie się pierwsza runda ligowych rozgrywek – drużyna z największą liczbą punktów będzie zwycięzcą Super Rugby Unlocked. Lecz na tym nie koniec, od 28 listopada zacznie się druga runda i jej stawką będzie Currie Cup. Finał imprezy odbędzie się 23 stycznia.

A Southern Kings, którzy popadli w finansowe kłopoty i z tego powodu zrezygnowali udziału w tej imprezie, kilka tygodni po odebraniu spółki z rąk prywatnego inwestora przez południowoafrykańską federację, ogłosili likwidację. Nie było innego wyjścia: bardzo wysokie długi i brak perspektyw jakichkolwiek dochodów w najbliższym czasie.

Rugby Europe International Championships

Przy dwóch spotkaniach Rugby Europe Trophy na stronie Rugby Europe pojawił się wynik 0:0 (Ukraina – Niemcy i Niemcy – Litwa). Oznacza to, że jedynym spotkaniem, jakie może być rozegrane po epidemii, jest planowany na 10 października mecz naszej kadry z Ukrainą. Polacy są na ostatnim miejscu w tabeli i jeśli tego spotkania nie wygrają, na nim pozostaną. Na szczęście w tym sezonie spadek z poziomu RET odwołano.

Z kolei portal rugger.info podał informację o odwołaniu tegorocznych Grand Prix Sevens, których rozegranie planowano awaryjnie w listopadzie.

Top 14

Kontuzja Handré Pollarda z Montepellier (to jeden z najlepiej opłacanych zawodników na świecie) okazała się poważna: ma zerwane więzadło krzyżowe przednie i czeka go kilka miesięcy przerwy.

W Pro D2 znowu 80 minut zagrał Andrzej Charlat i znowu jego Provence wygrało. Trzecia kolejka i trzecie zwycięstwo, tym razem nad Nevers 25:22. Zadecydował drop goal zdobyty w samej końcówce meczu.

Na dziś zaplanowano spotkanie pojednawcze między FFR i LNR (czyli federacją oraz organizacją prowadzącą rozgrywki ligowe) w sprawie zwalniania zawodników na jesienne mecze reprezentacji. Nikt jednak nie spodziewa się załagodzenia konfliktu i wypracowania kompromisu.

Szwajcaria

Przeoczona wiadomość z poprzedniego weekendu: wystartowała liga szwajcarska. Najbardziej interesował nas występ Yverdon, który wygrał 42:5 z Nyon. W zwycięskiej drużynie zadebiutowali Kacper Ławski i Patryk Reksulak. Obaj są bardzo chwaleni za ten występ: Reksulak miał spory udział w jednym przyłożeniu, a kolejne zdobył osobiście, a Ławski dwukrotnie zaliczył asysty i w podsumowaniu spotkania został opisany jako „ten diabeł Ławski”, co chyba mówi samo za siebie.

Szkocja

Szkocka federacja opublikowała plan krajowych rozgrywek na kolejny sezon. Start ma nastąpić 31 października, a Premiership i National 1 początkowo mają odbywać się w grupach regionalnych.

Południowa Afryka

Nadchodzi Springbok Showdown. Na rozpoczęcie sezonu w Południowej Afryce zaplanowano pokazowy mecz pomiędzy drużynami Springbok Green i Springbok Gold. Nie będzie to pierwszy mecz w kraju, dwa mecze towarzyskie mają być rozegrane tydzień wcześniej, ale widać, że jest ochota na powtórzenie sukcesu nowozelandzkiego starcia między wyspami. A na boisku zobaczymy wielu spośród aktualnych mistrzów świata. Tutaj nie będzie jednak podziału regionalnego, a zawodników do swoich drużyn będą wybierać naprzemiennie (metodą „podwórkową”) ich trenerzy – asystenci trenera Springboks.

Pojawiły się pogłoski o tym, że Southern Kings stracą status franszyzy. To stawia pod coraz większym znakiem zapytania ich przyszłość w Pro14.

Mecze międzynarodowe

Ogłoszono, że spotkania Nowej Zelandii z Australią (o Bledisloe Cup) odbędą się 11 października w Wellington oraz 18 października w Auckland. Problem z treningami Australijczyków został rozwiązany: rząd nowozelandzki wydał zgodę, aby treningi pełną drużyną były możliwe już po czterech dniach kwarantanny po przylocie.

Gruzja

Tu szokująca wieść pozaboiskowa. Wiceprezes federacji gruzińskiej Merab Beselia postrzelił w nogę byłego kapitana gruzińskiej reprezentacji siódemek i prezesa jednego z klubów, Ramaza Kharazishviliego. Ten ostatni jest jednym z krytyków federacji, która jest oskarżana o niewłaściwe wydatkowanie funduszy, brak działań w celu poprawy sytuacji klubów z wyniku epidemii, a od stycznia nie jest w stanie wybrać nowego prezesa. Incydent miał miejsce w biurach federacji. Sprawca został aresztowany.

Igrzyska europejskie

W Rzymie odbyło się spotkanie organizatorów zaplanowanych na 2023 igrzysk europejskich w Krakowie z przedstawicielami Stowarzyszenia Europejskich Komitetów Olimpijskich. I coraz bliżej jesteśmy turnieju rugby 7 na tej imprezie: dyscyplina znalazła się na zatwierdzonej na spotkaniu wstępnej liście sportów, które w Krakowie mają się pojawić.

Młodzieżowe mistrzostwa Polski

W Łodzi odbył się pierwszy młodzieżowy turniej siódemek o mistrzostwo Polski w tym sezonie. Grały kadetki. Gospodynie okazały się niegościnne i nie dały szans rywalkom. W finale turnieju pokonały broniące tytułu mistrzowskiego zawodniczki Juvenii Kraków. Rok temu również łodzianki wygrały na swoich śmieciach w pierwszym turnieju, jednak sukcesu nie udało im się powtórzyć w kolejnych. Zobaczymy, czy w tym sezonie będzie inaczej. Duży pozytyw: w stawce było siedem drużyn, czyli więcej niż w którymkolwiek turnieju dwóch ostatnich sezonów. Zadebiutował w tych rozgrywkach klub z Częstochowy.

Inne

Angielski sędzia Wayne Barnes uruchomił w serwisie YouTube kanał video, w którym zaczął tłumaczyć zawiłości rugbowych przepisów. Wykorzystuje do tego celu m.in. figurki superbohaterów należące do jego syna. Pierwszy odcinek dotyczy młynów symulowanych. Link: https://www.youtube.com/channel/UCb8Ou3HkqMLSnjjQBEB5Yyg.

Gavin Henson, były środkowy reprezentacji Walii oraz British & Irish Lions, który skończył zawodowe granie w Dragons półtora roku temu, ponownie je podjął. Tym razem jednak będzie grać w rugby league w barwach West Wales Raiders, którzy grają na trzecim poziomie angielskich rozgrywek w tym sporcie.

O innych ligach: Holandia

Zwycięzcą tegorocznego, nieco niestety poszatkowanego z powodu epidemii Rugby Europe Trophy, została Holandia. Kraj z tradycjami rugby sięgającymi wieku XIX, aczkolwiek dziewiętnastowieczny to jest tylko epizod. W końcu lat 70. tego stulecia miał w Haarlem uczyć swoich kolegów tego sportu czternastoletni wówczas ojciec sportu holenderskiego, Pim Mulier. Nowsze ustalenia wskazują na założenie klubu rugby w tym mieście dopiero w 1882, a i rugby długo wówczas nie przetrwało, bo w 1883 Haarlem FC zdecydował się przejść na reguły „association football” czyli dzisiejszej piłki nożnej. Kolejny klub rugby w Holandii powstał dopiero w 1918, w Delft. W 1932 Holendrzy zagrali pierwszy mecz międzynarodowy i powstała krajowa federacja, byli też wśród członków-założycieli FIRA, a w 1937 pierwszy raz wzięli udział w organizowanym przez nią europejskim turnieju. Jednak sport ten długo pozostawał niszowy, a liczba klubów ograniczona. Duży skok dokonał się w latach 60. XX w. – pod koniec tej dekady rugby znalazło się nawet w transmisjach telewizyjnych w niedzielne wieczory. Od 1966 zaczęli też brać udział regularnie w Pucharze Narodów FIRA, z przerwą na początku lat 70. W 1975 awansowali na najwyższy poziom ówczesnego FIRA Trophy, jednak rok później z niego spadli. Po zorganizowaniu Nations Cup przez kilka sezonów grali na najwyższym poziomie, ale regularnie zajmowali ostatnie miejsce i gdy tylko zorganizowano drugi poziom rozgrywek, znaleźli się na nim. Szansę powrotu do elity rozgrywek Rugby Europe będą mieli dopiero w tym roku – czekają na rywala w zaplanowanym na listopad barażu.

Pierwsze mistrzostwo kraju przyznano w 1936, a zdobywcą był amsterdamski ARVC (Amsterdamsche Rugby Voetbal Club). Od tego czasu rozgrywki mistrzowskie mały trzy przerwy: w czasie II wojny światowej (1941–1944), w 1979 (z powodu fatalnych warunków pogodowych) i ostatni raz w roku bieżącym z powodu epidemii. W męskich piętnastkach mamy pięć poziomów rozgrywek: najwyższy stanowi Ereklasse. Rozgrywana jest dość nietypowym formacie. W ostatnim sezonie podzielona była na dwie grupy, Championship (8 zespołów) i Trophy (7 zespołów). W grupie Championship startowały cztery najlepsze zespoły poprzedniego sezonu, które we wrześniu 2019 wzięły udział w belgijsko-holenderskim Benecup. Pozostałe 12 zespołów walczyło o kwalifikację na ten poziom w trzech grupach. Najlepsze zespoły z każdej grupy (plus najlepszy spośród drugich miejsc) uzupełniły stawkę w Championship, pozostałe (z których jeden się wykruszył) grały w Trophy. W nadchodzącym sezonie system będzie inny (cóż, Benecup się nie odbył): wszystkie 16 drużyn zagra w pierwszym etapie w jednej stawce jedną rundę bez rewanżów (zaczną 26 września). Potem zostaną podzielone na dwie ośmiozespołowe grupy: Championship i Trophy. Nie ma tu fazy play-off, tylko format ligowy, jedynie dwie najlepsze drużyny Championship spotykają się w wielkim finale.

Podobny system, jak w obecnym sezonie w Ereklasse obowiązuje na co dzień w I lidze. Różnica jest jedynie taka, że mamy tam 12 zespołów, a grupy noszą nazwy Cup (dla walczących o awans) i Plate (dla walczących o uniknięcie spadku). W obecnym sezonie aż 5 z ekip na tym poziomie będą stanowić drugie drużyny ekip z Ereklasse. W drugiej lidze mamy już podział regionalny, na region północny i południowy. W każdym z tych regionów rywalizuje po 12 drużyn systemem identycznym jak ten w I lidze. Czwarty poziom czyli III liga to już cztery regiony, w ramach których rywalizacja jest prowadzona tym systemem: północno-wschodni, północno-zachodni, południowo-wschodni i południowo-zachodni, łącznie 48 drużyn. Ostatni, piąty poziom, to IV liga, a tutaj rywalizacja dotyczy się w pięciu regionach. Rywalizują tuż aż 52 drużyny. Łącznie w całej lidze mamy 151 drużyn z (jeśli dobrze liczę) 84 klubów. Osiem klubów wystawia po cztery drużyny, a jeden nawet pięć (ASRV Ascrum czyli amsterdamskie stowarzyszenie studentów, którego pierwsza ekipa poprzedni sezon skończyła na szóstym miejscu w Ereklasse).

Rekordzistą w liczbie zdobytych mistrzostw jest RC Hilversum – z niewielkiej miejscowości w pobliżu Amsterdamu. W ciągu ostatniej dekady zdobył aż sześć tytułów, w latach 2010–2012 i 2015–2017, a łącznie ma ich na koncie 19. W ostatnim sezonie w chwili przerwania rozgrywek był na drugim miejscu, lepszy był jedynie obrońca tytułu z 2019, RC Diok z Lejdy (to stąd trafił do Sparty Jarocin Ross Bennie-Coulson). Generalnie najlepsze kluby ligi pochodzą właśnie z prowincji Holandii Południowej i Holandii Północnej, położonych wokół Amsterdamu, Hagi i Rotterdamu. Należą do nich m.in. mistrz z 2014 Haagsche RC, RC ‚t Gooi (tytuły w 2008, 2013 i 2018) – w sumie to stąd pochodzi aż 10 z 16 klubów Ereklasse, a łącznie działają tam 32 kluby uczestniczące w męskich rozgrywkach piętnastek. Ciekawostką jest planowany od tego sezonu udział w rozgrywkach ligowych niemieckiego klubu RC Aachen (czyli po naszemu Akwizgran). Pierwsza jego drużyna ma grać w trzeciej lidze, a druga w czwartej. Najmniej rugby jest na krańcach kraju: w Zelandii i Limburgii po dwa kluby, Groningen i Drenthe po trzy. Specyficzna prowincja, Flevoland, położona w centrum kraju na ziemiach wydartych morzu, to tylko jeden klub na przedostatnim szczeblu rozgrywek.

Wspomniany wcześniej Benecup to doroczna impreza organizowana z udziałem najlepszych drużyn belgijskich i holenderskich. No, dorocznie to umowne sformułowanie, bo kilkakrotnie format porzucano: grali w 1997, 2005–2008 (dwie edycje wygrał holenderski Cas RC), 2012–2014 (jako Puchar Morza Północnego z udziałem Niemców, którzy za każdym razem wygrywali) i wreszcie od 2018 (w tym roku z powodu epidemii odwołano). W obecnym formacie uczestniczy osiem drużyn (po cztery z Belgii i Holandii), które są dzielone na dwie mieszane grupy, a ich zwycięzcy grają w finale. Impreza odbywa się na początku sezonu, we wrześniu. W 2018 dwie drużyny holenderskie grały w finale (RC ‚t Gooi pokonał RC Diok), z kolei w 2019 w finale grali sami Belgowie.

Kobiece rugby pojawiło się już w latach 70. XX w. To wśród kobiet znajdziemy chyba najgłośniejszą postać holenderskiego rugby na świecie: Kelly van Harskamp została uznana przez IRB za najlepszą zawodniczkę rugby 7 na świecie w sezonie 2010/2011. W Holandii rozegrano pierwszy w historii międzynarodowy mecz rugby kobiecych piętnastek: w 1982 Utrechcie gospodynie uległy Francuzkom 0:4. W 1990 Holenderki wzięły udział w pierwszym międzynarodowym turnieju w Nowej Zelandii, a potem brały udział w pierwszych kobiecych Pucharach Świata. W pierwszym, w 1992, po zwycięstwach nad Związkiem Radzieckim i Walią, zajęły 7–8 miejsce, z kolejnego się wycofały, a na dwóch następnych – z których ten w 1998 był rozgrywany właśnie w Holandii – ich osiągnięcia były znacznie słabsze niż w debiucie. W kolejnych już się nie pojawiły.

Kobiece mistrzostwa w piętnastkach są rozgrywane od 2012. Pięć pierwszych tytułów zgarnął RUS Utrecht, a w ostatnich trzech ukończonych sezonach tytuł przechodził z rąk do rąk, a obrońcą tytułu z 2019 jest AAC z Amsterdamu. Rozgrywki toczą się na czterech poziomach (Ereklasse, I liga, II liga i III liga), w trzeciej lidze stawka jest podzielona na dwie grupy. Łącznie mamy tu 34 drużyny z 30 klubów. Na trzech najwyższych poziomach stawka liczy po osiem drużyn, w obu grupach trzecioligowych mamy po pięć ekip. Dotychczasowy format Ereklasse był nieco skomplikowany: w pierwszej fazie drużyny grały ze sobą w formacie ligowym, ale bez rewanżów. Do drugiej fazy kwalifikowało się sześć najlepszych drużyn, a dwie najsłabsze grały z najlepszymi ekipami z drugiego poziomu. Te sześć najlepszych drużyn grało mecz i rewanż, a dwie najlepsze na tym etapie kwalifikowały się do finału rozgrywek. W 2019 pierwszy raz w ramach Benecupu zorganizowano zawody kobiece: mecz, w którym zmierzyły się mistrzynie obu krajów. Holenderki z AAC uległy wówczas Belgijkom z Dendermonde.

Zapowiedzi

Przed nami szósta kolejka Ekstraligi. Najciekawiej zapowiada się w Sopocie, gdzie niepokonane dotąd Ogniwo zagra przeciwko Skrze Warszawa, która tak świetnie pokazała się w ten weekend. Poza tym następujące pary: Sparta Jarocin – Edach Budowlani Lublin (faworytem są goście), Arka Gdynia – Orkan Sochaczew (to może być wyrównany mecz), Master Pharm Rugby Łódź – Lechia Gdańsk (łodzianie powinni ten mecz wygrać, jeśli mierzą w finał) i Awenta Pogoń Siedlce – Juvenia Kraków (tu także faworytem są gospodarze).

Poza tym trzecia kolejka pierwszej ligi. Najciekawiej chyba będzie w Białymstoku, gdzie przyjedzie Arka Rumia, ale po poprzednich występach trudno typować inny wynik niż zwycięstwo gospodarzy. Poza tym Wataha Zielona Góra zagra z AZS AWF Warszawa, a Legia Warszawa z Posnanią (w obu meczach zdecydowanymi faworytami są goście).

Ponownie zobaczymy kobiece siódemki: gospodarzem drugiego turnieju mistrzowskiego będzie Legia Warszawa. Po ostatnich wyczynach Biało-Zielonych nie marzę już o tym, aby ktoś im zagroził, ale może chociaż ktoś zdobędzie w meczu z nimi jakieś punkciki?

Poza granicami naszego kraju najwięcej emocji budzi decydująca faza europejskich pucharów. Przed nami półfinały. W Champions Cup Racing 92 podejmie Saracens (w fazie grupowej obie drużyny w bezpośrednich starciach zaliczyły po jednym zwycięstwie, ale w Paryżu zdecydowanie górą byli gospodarze), a Exeter Chiefs zagrają z Tuluzą. W Challenge Cup dwa starcia angielsko-francuskie: Toulon zagra z Leicester Tigers, a Bristol Bears podejmą Bordeaux Bègles.

A już we wtorek pierwsze spotkanie przedostatniej kolejki Premiership. Bath podejmie Gloucester, a ponieważ gospodarze walczą o awans do półfinałów ligi, może być ciekawie. Spotkanie o tydzień wyprzedza resztę meczów tej kolejki. Dlaczego? Daje to Bath przewagę nad rywalami do awansu, bo będą mieli znacznie więcej czasu na odpoczynek przed ostatnią kolejką.

W Lublinie odbędą się pierwsze turnieje mistrzostw Polski siódemek juniorów i kadetów.

4 komentarze do wpisu „Wielka sobota Saracens i Skry Warszawa”

  1. Kolejny świetny wpis!

    Urządzenie do malowania linii świetne, ale chyba troszkę za daleko ten samochodzik pojechał;) Po nim włączyła mi się krowa któr się cieli;)

    Szkoda byłoby gdyby zawodnicy wrócili już teraz do swoich macierzystych klubów. Swoją drogą w żużlu jest tak że zawodnik może jednocześnie występować w kilku zagranicznych i krajowych ligach jednocześnie. Bywają tacy żużlowcy, którzy w jednym sezonie jednocześnie jeżdzą w polskiej Ekstralidze, polskiej drugiej lidze, szwedzkiej EliteSerien, angielskiej Premiership, duńskiej Superligan i jeszcze okazyjnie jeżdżą w Extralidze w Czechach. Teraz w czasach pandemii takie rozwiązanie w rugby nie byłoby takie złe ale zdaję sobie sprawę że raczej niemożliwe…
    Jestem mocno zaciekawiony jeszcze bogatszym wiosennym Przewodnikiem po Ekstralidze:) Chodzi o jakieś hitowe nazwiska o których szepcze się w kuluarach czy mocno urozmaiconą formę przewodnika?
    Merab Beselia postrzelił w nogę byłego kapitana gruzińskiej reprezentacji siódemek Ramaza Kharazishviliego (!!!) To wiadomość jak z filmu. Jeśli to potwierdzone info to wreszcie o gruzińskim rugby będzie głośno również na Wyspach:P

    Na koniec chciałbym wyrazić swoją radość że wrócił cykl „O innych ligach”. Wielkie dzięki!!!

    Pozdrawiam serdecznie:)

    Odpowiedz
    • Zawodnicy, którzy łączą dwa kluby w jakimś ograniczonym stopniu chyba nam się zdarzali w Ekstralidze – mieliśmy chyba parę przypadków, gdy na decydujące mecze na wiosnę przyjechali gracze z Zachodu. Przewodnik wiosenny powinien być wzbogacony o podstawowe statystyki zawodników z rundy jesiennej (niestety, nie takie, jak by człowiek sobie życzył, bo nikt u nas nie liczy szarż, metrów itp.), ale chodzą po głowie też inne pomysły. Na pewno nic mi nie wiadomo o jakichkolwiek szokujących transferach 🙂

      Odpowiedz
      • Podszepnę kilka pomysłów, ale od razu dodam że wcale nie jest to mus nowego przewodnika, bo ten i tak jest świetny i bardzo ułatwia śledzenie meczów na żywo.

        1. Wstawienie terminarza z możliwością wpisania wyników plus tabela końcowa do uzupełnienia plus miejsce na wyniki meczów o medale.
        2. Oprócz daty urodzenia w miarę możliwości można wstawić gabaryty zawodników tj. wzrost i wagę (to trudne to w młynie często ona ewoluuje;)).
        3. Oznaczyć zawodników pod względem pozycji czyli oddzielić obronę od ataku, ewentualnie przypisać im konkretną pozycję lub kilka pozycji na boisku.
        4. Nie wiem jakie są plany co do statystyk ale to chyba będzie najtrudniejsze do zrobienia, bo w Polsce faktycznie statystyki meczowe są dosyć skromne. Swoją drogą mecze na Polsacie są zupełnie pozbawione statystyk telewizyjnych co mnie dość mocno smuci i dziwi bo ta sama stacja w siatkówce czy koszykówce raczej dość solidnie do statystyk się przykłada… Liczba meczów w Ekstralidze, przyłożeń, zdobytych w sumie punktów, oznaczenie kapitana drużyny, podanie poprzedniego klubu lub wychowanek i ? Reszta będzie bardzo trudna do skompletowania i strasznie czasochłonna.

        A z takich już zupełnych bajerów to:
        Rozmieszczenie klubów Ekstraligi na mapie Polski, mini skarb kibica niższych lig, notatka o stadionie wraz z pojemnością i adresem, tabela wszech czasów Ekstraligi, obcokrajowcy pod względem liczby, czyli ilu Polaków, Ukraińców, Gruzinów, itd., najlepiej punktujący rundy jesiennej, a także najlepsi kopacze jesieni pod względem zdobytych punktów i zawodnicy z największą ilością przyłożeń, itp.

        Wiem że ostro popłynąłem, ale może chociaż jedną z tych rzeczy uda się wprowadzić. Jeśli przegiąłem to przepraszam…

        Odpowiedz

Dodaj komentarz