One wciąż piszą historię polskiego rugby

Mistrzostwo Europy musiało mieć dla naszych reprezentantek wyjątkowy smak. Na dodatek odniesione w najpiękniejszych okolicznościach, bo przed własną publicznością. Mam nadzieję, że nagromadzonego gdzieś w sercach dopingu z Krakowa starczy im na całe lato, gdy będą jeździć po świecie, walcząc o cele (ze sportowego punktu widzenia) jeszcze ważniejsze. Panie zatem z historycznym trofeum, a panowie w Trophy… Rugbowy świat też nie spał.

Rugby Europe Sevens / reprezentacje Polski w rugby 7

Wielkie święto rugby w Krakowie: finałowe turnieje Rugby Europe Sevens Championship odbyły się na stadionie Wisły. Publiczność niestety odrobinę ginęła na wielkim obiekcie, ale z dnia na dzień było jej coraz więcej, a doping dla naszych reprezentacji był znakomity.

Polki swój marsz do historycznego sukcesu zaczęły od meczu z Rumunią i kilku zaskakujących minut, gdy rywalki zepchnęły Polki do obrony, zmuszały do błędów i wreszcie zdobyły przyłożenie. To było jednak jedyne ich takie osiągnięcie w tym spotkaniu, bardzo szybko odpowiedziała Małgorzata Kołdej, koleżanki dorzuciły sześć kolejnych przyłożeń i Polska wygrała pewnie 45:5. Swoją dominację podkreśliły w kolejnym meczu, w którym również zaliczyły siedem przyłożeń, a rywalkom tym razem nie pozwoliły już na nic – pokonały Niemki 43:0. Podobny bilans w naszej grupie miały Irlandki (w składzie wzmocnionym w porównaniu do ubiegłego tygodnia – było aż 10 zawodniczek, które grały w ostatnim turnieju WRSS w Tuluzie, pojawiła się m.in. najskuteczniejsza zawodniczka tegorocznego WRSS Amee-Leigh Murphy Crowe) i właśnie hitowym starciem z Irlandkami Polki zaczęły drugi dzień imprezy. Pierwsza połowa była zdecydowanie nie po myśli Polek: nie mogły wyjść z własnej połowy, a Irlandki zdobywały przyłożenia i do przerwy mieliśmy wynik 0:21. Po przerwie obraz meczu się zmienił: to Polki zamknęły rywalki na ich połowie, ale nie mogły przebić ich obrony (bardzo bliska przyłożenia była Ilona Zaiszliuk, ale odbita od słupa piłka pokrzyżowała jej plany). Wynik się nie zmienił. W tej sytuacji o awansie do półfinału decydował mecz z Czeszkami i tu dominacja naszych zawodniczek nie podlegała dyskusji. Do przerwy miały na koncie pięć przyłożeń, dwa dorzuciły w drugiej połowie i wygrały 43:0. Ta wygrana Polek oznaczała awans do półfinału imprezy i gwarantowała medal mistrzostw Europy.

Do półfinału nie awansowały natomiast wicemistrzynie olimpijskie, Francuzki, które przyjechały do Krakowa w składzie jeszcze słabszym niż w Lizbonie (bez ani jednej olimpijki z Tokio). Turniej zaczęły od porażki po zaciętym meczu ze świetnymi Hiszpankami 7:17. Drugi dzień też zainicjowały przegraną, tym razem 0:15 ze Szkocją. A fazę grupową zakończyły remisem z Belgijkami. Zajęły zatem w grupie dopiero trzecie miejsce, a o pierwszym decydował ostatni, pasjonujący pojedynek Szkocji z Hiszpanią – wygrany przez Szkotki 17:14. To oznaczało, że w półfinale Polska zmierzyła się ze Szkocją – turniejowy półfinał był rewanżem za finał z Lizbony i zarazem miał wagę finału mistrzostw Europy: w przypadku zwycięstwa Polki pewne były złotego medalu (niezależnie od wyniku finału), a w przypadku porażki znacznie bliżej końcowego sukcesu byłyby Szkotki (choć jeszcze bez 100% pewności). Liczenie było niepotrzebne, bo Polki znakomicie sobie ze Szkotkami poradziły: świetny początek zaowocował przyłożeniem Sylwii Witkowskiej. Szkotki próbowały odrobić straty, ale mimo dłuższego okresu obrony tuż przed polem punktowym nasza reprezentacja nie dopuściła do straty punktów. W drugiej połowie Szkotki też naciskały, ale tym razem obrona stała znacznie wyżej, a świetny kop Karoliny Jaszczyszyn otworzył drogę do przyłożenia Natalii Pamięcie. Polki wygrały 14:0 i jeszcze przed finałem mogły świętować mistrzostwo kontynentu.

W finale przyszło im się mierzyć z Irlandkami. Wszyscy marzyli o rewanżu za porażkę w fazie grupowej i ten mecz wyglądał zupełnie inaczej: to była wymiana cios za cios. To Polki zaczęły od przyłożenia (świetne przełamanie Kołdej, kolejne Katarzyny Paszczyk i na koniec przyłożenie Anny Klichowskiej), chwilę potem Paszczyk świetnie przedzierała się po drugim skrzydle, ale bez efektu, a Irlandki odpowiedziały dwoma przyłożeniami (pierwsze po sprincie przez pół boiska Murphy Crowe) i do przerwy prowadziły 14:5. W drugiej połowie odrobiły jednak straty – najpierw Klichowska, potem Pamięta przykładały piłkę i Polska prowadziła 17:14. Ostatnie słowo należało jednak do Irlandek: co prawda Kołdej dogoniła Murphy Crowe, ale chwilę potem inna gwiazda światowych siódemek, Lucy Mulhall, znalazła lukę w naszej obronie i ostatecznie nasze rywalki wygrały 21:17. Przegrana, choć w przyłożeniach był remis i brakło naprawdę niewiele – a rywalki przecież były z najwyższej światowej półki (wszak Irlandki to czwarta drużyna tegorocznego WRSS). Irlandki zajęły drugie miejsce w turnieju i zdobyły srebro mistrzostw Europy. Brąz przypadł Szkotkom mimo porażki w krakowskim meczu o trzecie miejscu z Hiszpankami.

Męska reprezentacja nieco przemeblowała skład: pojawili się w nim gracze z zespołów walczących przed tygodniem o medale Ekstraligi. Natychmiastowy przeskok z piętnastek do siódemek nie był jednak gładki. Polacy zaczęli turniej od fatalnej pierwszej połowy meczu z Hiszpanią. Pięć straconych przyłożeń zadecydowało o przegranej i nawet wygrana druga połowa (dzięki dwóm przyłożeniom w końcówce) niewiele zmieniła – było 12:38. Lepiej wypadł drugi mecz – z Włochami. Również go przegraliśmy, ale tu ponownie Polacy przeważali w drugiej połowie i można było już marzyć o dobrym wyniku (skończyło się 7:17). Świetnie zaprezentowała się Portugalia, która pokonała Włochów, aby zaraz potem przegrać nieoczekiwanie wysoko z Litwinami. Drugiego dnia Portugalczycy jednak najpierw wygrali z Polską 24:5, a na koniec fazy grupowej pokonali po emocjonującym meczu Hiszpanię 26:19. Polakom natomiast pozostały już tylko absolutnie teoretyczne szanse na uniknięcie ostatniego miejsca z grupy (i zachowania nadziei na uniknięcie spadku do grupy Trophy) – musieliby wygrać z Litwą z bardzo dużą przewagą. Zobaczyliśmy najbardziej wyrównany mecz Polaków w grupie, ale remis 19:19 (wyszarpany dzięki przyłożeniu w ostatniej akcji, po świetnej akcji Roberta Wójtowicza, który zachował głowę w sytuacji, gdy koledzy odrobinę ją tracili) nic im nie dał. Pozostał zatem mecz o dziewiąte miejsce. Tu zaczęło się od straty trzech przyłożeń i prowadzenia Czechów 21:0. Polacy co prawda zaczęli odrabiać straty, ale ostatecznie przegrali 19:21 (szkoda tego jednego nieuznanego przyłożenia) i po raz drugi w tym sezonie zajęli ostatnie miejsce w turnieju.

W turnieju triumfowali Hiszpanie, drudzy w Sewilli, którzy w finale pokonali Francję i obronili mistrzostwo Europy sprzed roku (podobnie jak Polki, pewni byli mistrzostwa już po zwycięstwie z Niemcami w półfinale). Druga w Krakowie Francja zdobyła ostatecznie brązowy medal, a srebro przypadło trzecim Niemcom.

Co dalej? Przed mistrzyniami Europy już wkrótce dwa znacznie ważniejsze turnieje. Jeśli czegokolwiek żałować w związku z krakowskim turniejem (poza zbyt dużym obiektem), to przede wszystkim faktu, że decyzje Rugby Europe odebrały tej rywalizacji najważniejszą dla wielu stawkę – miejsce na siódemkowym Pucharze Świata. Chcielibyśmy Polki zobaczyć w Kapsztadzie, ale zadanie za dwa tygodnie będzie bardzo trudne (i to pomimo faktu, że awansują aż cztery najlepsze drużyny) – choć nie będzie Francuzek, które awans mają już w kieszeni, do stawki wrócą Angielki, a pewnie i Hiszpanki wzmocnią skład. A potem wyzwanie jeszcze ważniejsze – awans na Puchar Świata byłby wielkim sukcesem, ale dałby tylko jeden występ w elicie, choć niewątpliwie w bardzo prestiżowym turnieju. Awans do World Rugby Sevens Series dałby cały rok takich występów. Turniej ma się odbyć latem w dalekim Chile, awansuje z niego tylko jedna drużyna (a może dwie? – pytanie, co World Rugby zrobi z miejscem Rosjanek).

Szczerze mówiąc, grafik turniejowy reprezentacji Polski kobiet w rugby 7 tego lata jest tak intensywny, że dziwię się, jak dziewczyny godzą to z resztą życia. I myślę, że w naszym polskim rugby profesjonalizację powinniśmy zacząć właśnie tu. I to jak najszybciej. Bo przecież one grają jak profesjonalistki.

Mężczyźni natomiast spadają z poziomu Championship do Trophy. I warto zastanowić się, co dalej z tą reprezentacją i naszymi polskimi siódemkami. Mistrzostwa Polski w ostatnim sezonie były wielkim nieporozumieniem. Przy takim harmonogramie i z takim zainteresowaniem ze strony klubów nie mają sensu i lepiej byłoby po prostu przyznawać tytuł mistrza Polski ekipom, które naprawdę w te siódemki na co dzień grają. Idealną ścieżką wydaje się oddzielenie siódemek od piętnastek. Biorąc jednak pod uwagę dominację tych drugich w naszym kraju, to mógłby być gwóźdź do trumny siódemek – musiałaby pojawić się jakaś zachęta dla zawodników, aby postawili na tę odmianę rugby. Póki co jednak organizacyjnie zawalamy nawet na najważniejszym turnieju sezonu: dorysowane pisakiem cyfry na koszulkach polskich zawodników dobrze o nas nie świadczą.

Za rok na początku lata znów wielkie emocje siódemkowe w Krakowie – Rugby Europe oficjalnie poinformowało o zawarciu umowy o organizacji turnieju rugby w ramach Igrzysk Europejskich w stolicy Małopolski. Stawką turnieju będą nie tylko medale tej imprezy (nie oszukujmy się, niespecjalnie prestiżowej), ale także awans na igrzyska olimpijskie w Paryżu. Zdobędą go tylko zwycięzcy rywalizacji.

Ekstraliga

Komisja Gier i Dyscypliny odrzuciła pomeczowy protest Rugby Białystok (z powodu jego nieopłacenia), a więc Posnania broniła się przed spadkiem z Ekstraligi w barażu ze Spartą Jarocin. Na derby wielkopolski czekaliśmy rok – od poprzedniej takiej okazji, gdy górą była Posnania, a Sparta pożegnała się z Ekstraligą. Jarocinianie nie zdołali się zrewanżować: poznaniacy wygrali 59:34 i za rok ponownie będą występować na najwyższym poziomie naszych rozgrywek ligowych.

Posnania grała bez Daniela Trybusa (który był z kadrą siódemek), natomiast z Danielem Gdulą. I właśnie ten kluczowy zawodnik już po kilku minutach gry miał na koncie dwa przyłożenia i 14 punktów. Kolejne 10 minut to okres przewagi Sparty – dwa ataki oraz karny pozwoliły jej wyjść na prowadzenie 15:14. Sparta była bardzo bliska kolejnego przyłożenia, ale w końcówce pierwszej połowy ponownie odskoczyli gospodarze: najpierw fantastyczny przebój Daniela Gduli, do tego przyłożenie w ostatniej akcji i było 28:15. Kłopotem były jednak kontuzje, z powodu których przez prawie 3/4 meczu młyny były symulowane. Drugą połowę znacznie lepiej zaczęła Posnania. Po paru minutach było już 20 punktów przewagi, potem Daniel Gdula dorzucił karnego i przyłożenie po indywidualnym rajdzie (wykop spod własnej bramki i skuteczna pogoń za nią) i różnica wynosiła 30 punktów. Mecz w praktyce był rozstrzygnięty – co prawda kibice zobaczyły jeszcze pięć przyłożeń (trzy w wykonaniu Sparty, ale dwa z nich w ostatnich sekundach meczu), ale w praktyce to niewiele zmieniło. Gwiazdą spotkania niewątpliwie był Gdula z niesamowitym dorobkiem: zdobył pięć przyłożeń i 44 punkty.

Mecze towarzyskie

Na świecie zaczęło nam się na dobre międzynarodowe lato – na boiska wybiegły światowe potęgi.

Irlandczycy swoją wyprawę do Nowej Zelandii zaczęli od rozgrzewki – meczu z Māori All Blacks. Skład europejskiej drużyny eksperymentalno/rezerwowy (z pięcioma graczami bez meczów międzynarodowych na koncie i urodzonym w Nowej Zelandii Bundee Akim jako kapitanem), ale mimo wszystko porażka 17:32 była bardzo bolesna. W ciągu ostatnich kilkunastu minut pierwszej połowy prowadzenie 10:7 zamieniło się w stratę 10:32. Wśród Maorysów błyszczał Josh Ioane. W drugiej połowie goście z Europy dużymi fragmentami dominowali, ale niewiele z tego wynikło poza przyłożeniem najlepszego w ekipie Gavina Coombesa (wcześniej, w pierwszej połowie, świetnym offloadem asystował Akiemu). Dodatkowym zmartwieniem Anty’ego Farrella były kontuzje kilku graczy, w tym Ciana Healy’ego. Krytykowane było także HIA Jeremy’ego Loughmana, który po uderzeniu w głowę w pierwszej minucie przeszedł testy i wrócił na plac gry, chociaż zanim z niego zszedł okazywał wyraźne symptomy wstrząśnienia mózgu.

W sobotę doszło do starcia Irlandczyków (tym razem w najsilniejszym, doświadczonym składzie, w którym nie znalazło się miejsce dla Coombesa, ale na ławce zobaczyliśmy uzdrowionego jednak Healy’ego) z reprezentacją Nowej Zelandii (tu przed meczem pojawił się kolejny ubytek covidowy, tym razem Will Jordan, natomiast w składzie było dwóch debiutantów, w tym w podstawowej piętnastce gorące nazwisko – skrzydłowy Leicester Fainga’anuku). Pierwsze punkty w meczu zdobyli Irlandczycy i przez kwadrans byli na prowadzeniu 5:0. Jednak o drugich 20 minutach pierwszej połowy woleliby zapomnieć: serię czterech przyłożeń zanotowali gospodarze i do przerwy prowadzili 28:5. Na dodatek przy drugim z nich Irlandia straciła kapitana, Jonathana Sextona (musiał zejść na HIA i już nie wrócił na boisko, kto wie zatem, czy w tym okienku pojawi się jeszcze na boisku). Po przerwie Irlandczycy dość szybko zmniejszyli straty, ale choć w drugiej połowie długimi fragmentami przeważali, Nowozelandczycy świetnie się bronili w pobliżu linii swojego pola punktowego (dwukrotnie szarżami w ostatniej chwili ratował ich Rieko Ioane), a sami także punktowali. Ostatecznie gospodarze wzięli solidny rewanż za porażkę z jesieni z Dublina i wygrali wysoko, 42:19. Mogą jednak stracić Scotta Barretta, którego atak na głowę przeciwnika w końcówce umknął uwagi sędziego. A ozdobą meczu było to przyłożenie Ardiego Savei: https://twitter.com/i/status/1543149238305312773.

Anglicy do pojedynku z Australią szykowali się m.in. oglądając tydzień temu z trybun jeden z meczów serii State of Origin (jednej z najbardziej prestiżowych rywalizacji w świecie rugby league). W ich składzie znalazło się trzech debiutantów (na ławce, w tym Henry Arundell), w podstawowej piętnastce po latach przerwy pojawił się Danny Care (tworzył z Marcusem Smithem parę łączników z Harlequins), a Owen Farrell podobno z trudem pogodził się faktem, że choć znalazł się na boisku, to kapitanem pozostał Courtney Lawes. W składzie Australii było dwóch debiutantów, obaj w pierwszej piętnastce: młynarz Dave Porecki i aż 33-letni wspieracz Cadeyrn Neville. Anglicy bardzo potrzebowali zwycięstwa (ostatnie wyniki nie zachwycały, a porażka z Barbarians sprzed tygodnia była bardzo bolesna), nic jednak z tego: przed prawie 50 tysiącami widzów w Perth przegrali 28:30, pierwszy raz od 2015 ulegając Wallabies. I to pomimo faktu, że Australijczyków dziesiątkowały kontuzje (m.in. Quade Cooper odpadł już w trakcie rozgrzewki, a Tom Banks zszedł z boiska ze złamaną ręką), a od 34. minuty meczu grali w czternastkę po czerwonej kartce Darcy’ego Swaina (uderzenie głową w rywala było niekwestionowane, ale jego okoliczności wzbudziły wiele kontrowersji – uderzony rywal, który wcześniej prowokował Australijczyka, też zobaczył kartkę, choć żółtą). Australijczycy przegrywali wtedy 3:6, a przed przerwą doprowadzili do remisu. Przyłożenia sypnęły się w drugiej połowie – pierwsze zdobył dla Anglików Ellis Genge, ale kolejne trzy zaliczyli Australijczycy i parę minut przed końcem prowadzili 30:14 (także dzięki Marice Koroibetemu, który uratował ich przed stratą przyłożenia). Co prawda Anglicy w ostatnich akcjach zaliczyli dwa przyłożenia (jedno z nich zdobył Arundell, zresztą znakomite: https://twitter.com/i/status/1543658231163195394), to było już za późno na zdobycie punktów, które dałyby im zwycięstwo. Dave Rennie uważa, że czerwona kartka była niesłuszna, a Eddie Jones – że po niej sędzia chciał wyrównać szanse i sprzyjał Australijczykom…

W trzecim wielkim starciu Południowa Afryka mierzyła się z Walią i tu emocji było najwięcej. Koszulki Springboks nie założyli kontuzjowany Pieter-Steph du Toit, a także Handré Pollard, który późno dołączył do kadry – mimo to w ekipie Jacquesa Nienabera było pełno mistrzów świata z 2019, a miejsca w składzie nie znalazła gwiazda końcówki sezonu URC Evan Roos. W Walii pojawił się debiutant – Tommy Reffell, były kapitan młodzieżowych reprezentacji Walii, w ostatnim sezonie świetny w barwach mistrzów Anglii. Walijczycy, choć kilku świetnych graczy wróciło po kontuzjach, byli raczej skazywani na porażkę. Tymczasem świetnie zagrali w pierwszej połowie – znakomita obrona i wykorzystywanie swoich szans dały im prowadzenie 18:3 (punkty zapisywali na swoje konto świetny Louis Rees-Zammit, który zdobył dwa przyłożenia, oraz Dan Biggar, z drop goalem, podwyższeniem i karnym). Kłopoty gości zaczęły się pod koniec pierwszej połowy, gdy właśnie Biggar zobaczył żółtą kartkę. I po przerwie gospodarze przewagę wykorzystali, a potem szli za ciosem, ale aż do 74. minuty meczu Walijczycy pozostawali na prowadzeniu. Jednak wtedy, gdy grali w czternastkę, stracili z żółtą kartką Louisa Reesa-Zammita (który moment wcześniej uratował zespół przed utratą przyłożenia), a chwilę później karne przyłożenie i kolejnego gracza z żółtą kartką – zostali zatem na boisku na moment nawet w dwunastkę. Było 24:29, Walijczycy zarobili karnego na połowie rywali, ale nie wybrali kopu na bramkę, ale grali o całość. I mimo dwuosobowej przewagi liczebnej rywali zdobyli przyłożenie po maulu autowym. Brakło podwyższenia Biggara, ale był remis 29:29. Nie udało się go jednak dowieźć do końca: kilkanaście sekund przed upływem 80 minut z niezrozumiałych powodów pozbyli się piłki, a błąd Biggara zaowocował karnym wykorzystanym przez Damiana Willemse (który zmienił oblicze Springboks po zmianie pozycji w drugiej połowie) – Południowa Afryka wygrała 32:29, ale po wyjątkowo ciężkiej przeprawie.

Kompletu porażek ekip z Pucharu Sześciu Narodów z drużynami z The Rugby Championship dopełniła porażka pozbawionej liderów reprezentacji Szkocji w Argentynie. Był to debiut Michaela Cheiki w roli selekcjonera gospodarzy – wprowadził sporo roszad w składzie, sięgając po kilku doświadczonych zawodników, m.in. wracającego po kilkuletniej przerwie Agustína Creevy’ego. Argentyńczycy po wyrównanym początku wypracowali 12-punktową przewagę pod koniec pierwszej połowy. Po przerwie Szkoci doprowadzili do remisu, ale wytrwali przy tym wyniku zaledwie kilkadziesiąt sekund: Argentyńczycy zdobyli przyłożenie, dorzucili karnego i wygrali zasłużenie 26:18.

Japończycy, rozgrzani dwoma spotkaniami z Urugwajem, podejmowali tym razem przeciwnika ze znacznie wyższej półki – Francję. Francuzi ponownie latem byli w składzie dalekim od najmocniejszego, choć tym razem tylko z trzema debiutantami. Japończyków pokiereszowały przed meczem testy covidowe (pozytywne wyniki dały u czterech zawodników, wśród nich był młynarz Shota Horie). Francja wygrała ten mecz wysoko, 42:23, ale Japończycy całkiem nieźle zaprezentowali się w pierwszej odsłonie meczu. Punktowanie zaczęło się od przyłożenia Damiana Penaud, ale po kwadransie gry na prowadzeniu byli Japończycy. Pierwsza połowa skończyła się remisem 13:13. W drugiej połowie Francuzi jednak zdominowali rywali – cztery przyłożenia (jedno z nich zdobył Yoram Moafena, który w tym spotkaniu wystąpił w towarzystwie swego stryja, Sipili Falatei), na które gospodarze odpowiedzieli dopiero w ostatniej akcji. 17 punktów zapisał na swoje konto Melvyn Jaminet z kopów.

Na sporo liczyliśmy po meczu Rumunów z Włochami (szczególnie po meczu Portugalii z Włochami). Rumuni jednak zawiedli – mając rzadką okazję zmierzyć się z tym przeciwnikiem postawili na dość eksperymentalny skład (swoją drogą, zadebiutował w nim kolejny z Mołdawian przechwyconych na podstawie birthplace transfer – Victor Leon). A i na boisku nie zaprezentowali niczego szczególnego, przegrywając aż 13:45. Parę minut przed końcem pierwszej połowy prowadzili 6:5, ale w krótkiej chwili stracili potem dwa przyłożenia, a po przerwie kolejne cztery z rzędu (tracili też graczy z kontuzjami).

Na antypodach rozpoczął się też rozgrywany w Fidżi turniej Pacific Nations Cup z udziałem Australii A i reprezentacji trzech narodów wyspiarskich. Najwięcej uwagi przyciągał mecz Fidżi z Tonga, w którym w barwach Tonga debiutowały wielkie gwiazdy, wcześniej występujące dla Australii i Nowej Zelandii – Israel Folau, Charles Piutau i Malakai Fekitoa. Ich obecność na boisku nie pomogła jednak gościom – gospodarze wygrali ten mecz aż 36:0, absolutnie dominując w młynie i przegrupowaniach (na dodatek Folau zszedł kontuzjowany z boiska już po niespełna połowie godziny – zastąpił go na boisku Tima Fainga’anuku, który w ten sposób zaliczył debiut dla reprezentacji Tonga tego samego dnia, co jego brat Leicester dla reprezentacji Nowej Zelandii). W drugim meczu tego turnieju Australia A (m.in. z Reecem Hodgem) uległa reprezentacji Samoa 26:31 – Australijczycy parę minut przed końcem doprowadzili do remisu, ale ostatnie słowo należało do wyspiarzy, którzy zdobyli przyłożenie w ostatniej akcji meczu po przechwycie podania rywali na linii ich pola 22 m.

Poza tym Kanada rozgromiła Belgię 45:0 (błyszczał szczególnie obrońca gospodarzy, Cooper Coats), przygotowująca się do starcia z Włochami Gruzja przegrała z Argentyną XV 24:30 (jedno z przyłożeń dla gospodarzy zdobył Dawit Niniaszwili, 14 punktów zaliczył Tedo Abżandadze – dwa przyłożenia Gruzinów w pierwszej połowie dały akcje tej pary, a Gruzini prowadzili po nich 11 punktami), szykujące się do walki o awans na Puchar Świata Stany Zjednoczone wygrały 26:21 z francuskimi Barbarians (z kilkoma gwiazdami w składzie; ciekawostką był drop goal Rubena de Haasa, który otworzył wynik meczu – skierował piłkę między słupy po wykopie przez Francuzów z linii bramkowej), a jedenastka wybrana z drużyn Currie Cup pokonała wędrujące po Południowej Afryce Włochy A 31:27.

A na dodatek scena z ubiegłotygodniowego meczu Holandii z Zimbabwe, wysoko wygranego przez drużynę z Afryki: https://twitter.com/i/status/1541877943844147210 – wyjątkowa końcówka prawie stumetrowej akcji Zimbabwijczyków.

Z kraju

Na stadionie Wisły rywalizowały najlepsze krakowskie siódemki, natomiast po drugiej stronie Błoń, na stadionie Juvenii, o ostatni komplet medali mistrzostw Polski w tym sezonie rywalizowali kadeci, których finałowy turniej był rozgrywany w ramach Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży. Złoto zdobyli chłopcy z Juvenii, którzy w finale rozgromili Orkana, brąz zaś trafił w ręce Budowlanych Lublin, którzy pokonali w meczu o trzecie miejsce KS Budowlanych Łódź. Najlepszym zawodnikiem turniej został gracz gospodarzy, Rusłan Konfedorat. A wręczenie medali nastąpiło na stadionie Wisły w przerwie tuż przed meczami finałowymi kobiet. Piękna sprawa dla tych młodych rugbystów. Ja się natomiast zastanawiam nad jednym: dlaczego w ramach Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży w rugby 7 medale dostają tylko chłopcy? Wiem, że dziewczęcych drużyn nie ma wiele, ale tym bardziej na to powinny zasługiwać.

Polski Związek Rugby poinformował o zatrudnieniu nowego dyrektora sportowego. Po trwającym bodaj pół roku konkursie stanowisko to obejmie od początku sierpnia Jose Gorrotxategi, dotąd zajmujący stanowisko Rugby Services Managera w Rugby Europe.

Ze świata

Na południu Francji zaczęła się finałowa faza Rugby Africa Cup (a zarazem afrykańskich kwalifikacji do Pucharu Świata), rozgrywana w formie pucharowej. W piątkowych ćwierćfinałach w Marsylii nie było niespodzianek: Namibia rozgromiła Burkina Faso 71:5 (jeśli mówić tu o niespodziance, to tylko dziwiąc się, że wynik nie był jeszcze wyższy – zasługa w tym zaciętej obrony Burkina Faso, która wytrzymała kwadrans bez straty punktów; w zwycięskim składzie byli dwaj gracze Orkana – Danco Burger w podstawowej piętnastce i Pieter Steenkamp na ławce rezerwowych, przy czym Steenkamp zdobył ostatnie przyłożenie swojej drużyny), a Zimbabwe pokonało Wybrzeże Kości Słoniowej 38:11 (zwycięzcom jednak daleko było od ideału – popełniali błędy, kiepsko radzili sobie w autach, stracili jednego z graczy na półfinał z czerwoną kartką). Także w niedzielę w Aix-en-Provence wygrywali faworyci: Kenia wygrała pewnie z Ugandą 42:7 (mimo problemów z przygotowaniami i poszukiwania funduszy na wyjazd praktycznie do ostatniej chwili), a w najbardziej wyrównanym spotkaniu Algieria pokonała Senegal 35:12 (chociaż Senegal jest w rankingu World Rugby o 45 miejsc wyżej, trudno uznać ten wynik za nieoczekiwany, skoro Algierczycy zorganizowali kadrę z zawodników występujących we Francji – w tym kilku z Top 14 i Pro D2; w tym meczu pomogła im jednak czerwona kartka jednego z Senegalczyków za postawienie przeciwnika na głowie już w pierwszej połowie – w tamtym momencie Algieria prowadziła tylko czterema punktami, a na wysokim wyniku zaważyły trzy przyłożenia graczy reprezentujących kraj z Maghrebu zdobyte w samej końcówce meczu).

W półfinałowych parach Namibia zagra z Zimbabwe (drużyna Burgera i Steenkampa będzie na pewno zdecydowanym faworytem), a Kenia z Algierią. Czy Algierczycy zmienią układ sił w Afryce?

W Azji rozgrywki o znacznie niższym statusie: grała jedna z grup dywizji 3 (czyli czwartego poziomu rozgrywek) Asia Rugby Championship. W półfinałowych meczach rozgrywanego w Biszkeku turnieju Uzbekistan pokonał Mongolię 17:10, a gospodarze, Kirgistan, zostali rozgromieni przez Kazachstan aż 115:5 (dziewiętnaście przyłożeń zwycięzców, dwóch zawodników zanotowało po cztery, a jeden trzy na swoim koncie). W finale Uzbekistan zagra z Kazachstanem.

W młodzieżowym (U20) turnieju we Włoszech swoje drugie zwycięstwa odniosły reprezentacje Południowej Afryki (33:24 nad Irlandią dzięki przewadze wypracowanej w pierwszej połowie), Włoch (34:14 nad Szkocją, dwunasta z rzędu porażka Szkotów) i Walii (30:24 z Gruzją – Gruzini prowadzili do przerwy 21:13 i gdyby w drugiej połowie nie marnowali swoich szans…). Drugiego zwycięstwa nie odnieśli tylko młodzi Francuzi, którzy przegrali z Anglią 20:29 (decydujące przyłożenie Anglicy zdobyli mimo osłabienia po czerwonej kartce).

Z kolei w Australii w Oceania Rugby U20 Championship Argentyna zaczęła turniej od zwycięstwa 24:21 nad gospodarzami (trzy z pięciu przyłożeń w meczu było karnymi przyłożeniami), a Nowa Zelandia rozgromiła Fidżi aż 74:5 (zdobywając 11 przyłożeń).

EPCR rozlosowało skład grup na pierwszym etapie Heineken Champions Cup i European Rugby Challenge Cup. Emocji związanych z losowaniem jest niewiele, bo rozgrywki na tym etapie mają format, który budzi znacznie więcej niezrozumienia niż emocji. Na kilka zestawień jednak warto zwrócić uwagę – w Champions Cup zobaczymy ciekawe pojedynki irlandzko-francuskie: Leinster będzie mierzyć się z Racingiem 92 (a na dodatek obie drużyny zagrają z Harlequins), Munster z Tuluzą, a Ulster z La Rochelle.

Jeden z najlepszych rugbystów hiszpańskich, Marco Pinto, po decyzji World Rugby o oddaleniu apelacji Hiszpanów w sprawie van der Berga postanowił ogłosić zakończenie kariery reprezentacyjnej (powodem jest pozaboiskowe fiasko dwóch ostatnich kwalifikacji do Pucharu Świata – gdy będzie rozgrywany kolejny, w 2027, Pinto będzie miał już 39 lat). W hiszpańskiej prasie pojawił się wywiad z nim i Pinto nie oszczędza w nim ani swojej federacji (która popełniała błędy takie jak z van der Bergiem, a ponadto zdaniem zawodnika źle broniła sprawy przed WR w pierwszej instancji), ani niektórych kolegów (ponoć van der Berg był ostrzegany, aby nie grał w reprezentacji, bo jego podrobione papiery to spartaczona robota, dobra na ligę, ale nie na rozgrywki międzynarodowe).

A swoją drogą, hiszpańska federacja poinformowała, że World Rugby postanowiła nie zajmować się skargą Hiszpanów na występy Jasona Tomane w reprezentacji Rumuni. Światowa organizacja wskazała Hiszpanom, że sprawa jest jej znana od początku (Rumuni informowali o nieobecności Tomane przez trzy miesiące w tym kraju przed jego pierwszym występem w kadrze i uzyskali zgodę na grę od WR z uwagi na uzasadnioną przyczynę tego wyjazdu) i nie ma tu żadnych nowych okoliczności. Hiszpanom trudno się z tym pogodzić.

Toczą się letnie testy na południowej półkuli, tymczasem pojawiają się kolejne plany jesiennych testów w Europie. Na stary kontynent wybierze się m.in. druga reprezentacja Nowej Zelandii, All Blacks XV. Jeden z meczów zagra na stadionie Tottenhamu z Barbarians.

W Walii rebranding przeszli Dragons (a raczej – po zmianie – Dragons RFC). O tyle jest to ciekawe, że celem tego działania, jak wynika z oświadczenia klubu, jest podkreślenie, że Dragons są klubem rugby, a nie regionem. Może to wskazówka dla walijskiej federacji, co dalej zrobić z kłopotliwymi regionami.

Ciąg dalszy przekształceń w japońskim Shining Arcs: koncern NTT zdecydował się powołać spółkę NTT Sports X, która przejmuje klub, który będzie w pełni zawodowy (mowa o setce zawodników z kontraktami). W planach jest też nowy stadion i szybki powrót do Japan Rugby League One.

W Niemczech z Bundesligi spada luksemburski klub – RC Luxembourg, który nie przystąpił do barażu o utrzymanie. Jego przeciwnikiem miał być München RFC, który dzięki temu awansuje do elity. Z kolei z rosyjskiej ligi wycofuje się moskiewskie CSKA (choć liczą na powrót do gry za rok), kluby informują też o odejściu kolejnych zagranicznych zawodników.

W Wielkiej Brytanii sporo też mówi się o wpadce minister kultury, mediów i sportu Nadine Dorries, która podczas wydarzenia promującego Puchar Świata w rugby league wymieniła jako bardzo ważne wspomnienie związane z tą dyscypliną decydującego o mistrzostwie świata drop goala z 2003 roku – kłopot w tym, że chodziło jej o zwycięstwo Anglii w finale Pucharu Świata w rugby union.

RFU ogłosiło 10-letnią strategię dla kobiecej ligi Premier 15s. Kluczowym elementem planu ma być powołanie odrębnej spółki z niezależnym kierownictwem do zarządzania rozgrywkami.

Rugby Europe podało informację o zatrzymaniu na Białorusi byłego członka władz Rugby Europe, Aleksandra Danilewicza. Zarzuty nie są znane.

Z wieści transferowych:

  • gwiazda drużyny Portugalii (choćby przed tygodniem) i Lusitanos z Rugby Europe Super Cup, skrzydłowy Rodrigo Marta, w przyszłym sezonie będzie występować we Francji – w grającym na poziomie Nationale 1 Dax;
  • do La Rochelle trafią m.in. Teddy Thomas z Racingu 92 i Antoine Hastoy z Pau;
  • młynarz reprezentacji Australii Folau Fainga’a przechodzi z Brumbies do Western Force;
  • mistrzostwem MLR sprzed tygodnia karierę zakończył grający ostatnio dla Rugby New York Nowozelandczyk Andy Ellis, mistrz świata z 2011.

Polacy za granicą

Wieści o reprezentantach Polski z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia (choć klubowe wakacje na całego).

Francja:

  • Kamil Bobryk (Vienne – już Nationale 2): w ubiegły weekend minęło 10 lat odkąd Vienne zostało mistrzami Francji na poziomie Fédérale 2 w 2012. Z tej okazji na łamach Le Dauphiné Libéré ukazała się dłuższa wypowiedź byłego kapitana naszej reprezentacji – jednego z dwóch graczy z tamtego meczu wciąż pozostających w drużynie. Bobryk mówi o tym, że Vienne to jego dom już na stałe. Ma 38 lat i wciąż chce grać, choć gdy miał na karku tylko trzydziestkę, uważał rugbystów w swoim obecnym wieku za szaleńców…

Zapowiedzi

Za tydzień w kraju kolejna impreza mistrzowska: w Ząbkach odbędą się mistrzostwa Europy w rugby 7 juniorów – wśród chłopaków na poziomie Championship, a wśród dziewcząt na poziomie Trophy.

Na świecie mnóstwo rugby międzynarodowego. Z letnich testów najwięcej emocji budzą drugie odsłony serii rozpoczętych w ten weekend: Nowa Zelandia – Irlandia, Australia – Anglia i Południowa Afryka – Walia. Z innych towarzyskich spotkań ciekawie zapowiadają się spotkania Argentyny ze Szkocją oraz Gruzji z Włochami. Ale mecze o stawkę też nas czekają – w kwalifikacjach do Pucharu Świata 2023 grać się będzie w strefach afrykańskiej (w środku tygodnia półfinały Rugby Africa Cup, a w niedzielę finały), amerykańskiej (Chile – Stany Zjednoczone) i azjatyckiej (decydujący pojedynek Asia Rugby Championship pomiędzy Koreą Południową i Hongkongiem). A to nie wszystko…

14 komentarzy do “One wciąż piszą historię polskiego rugby”

  1. A czy coś wiadomo odnośnie przygotowań naszego zespołu narodowego w rugby XV do występów w Championship? Belgowie (którzy awansowali razem z nami) mieli/mają sparingi z innymi reprezentacjami a my chyba póki co za wiele nie robimy 😅

    Odpowiedz
    • Mi nic nie wiadomo, ale ja nie jestem u źródeł informacji, więc nie można wykluczyć, że coś się dzieje 🙂

      Odpowiedz
  2. Żar jaki lał się z nieba w piątek i niedzielę w Krakowie zmuszał kibiców żeby uciekali chociaż na kilka minut do klimatyzowanych pomieszczeń. Od rana do wieczora nie dało się wysiedzieć na tych krzesełkach, trzeba było szukać chociaż kawałka cienia. Piękny turniej, mnóstwo emocji, znakomita gra naszych Pań. Dziękuję też Szponom za miłe towarzystwo podczas niedzielnych meczów oraz całej drużynie Bestii Kraków z którymi przyszło mi dzielić emocje podczas całego turnieju. Pozdrowienia również dla Olsztyna! Do zobaczenia niebawem!

    Odpowiedz
  3. Pełna zgoda z rozdziałem obu odmian męskiego rugby. Grasz albo w siódemkach albo w piętnastkach. Powołania na męskie siódemki to zawodnicy piętnastek. Trzeba chyba zrobić tak jak u Pań jeden profesjonalny klub ala Biało Zielone Lechia. Zbieramy reprezentacje w jednym klubie plus powołania z innych klubów. Inaczej chyba nic z tego. Kolejne ale, przed turniejem w Krakowie nie podano nawet składu, który był inny niż w Portugali.
    Zmiana pokoleniowa i trenera też chyba potrzebna. Wiadomo już coś o składzie Polski na rozgrywki Championship? I tu kolejny kamyczek do PZR który olewa własną stronę i nie aktualizuje Kadr Narodowych. Szkoda słów. Trochę długo ale się nazbierało.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • A propos powołań na www, może to było pospolite ruszenie po Lizbonie? W każdym razie to nie pierwszy taki przypadek.
      Nie wiem, czy jedna drużyna jest panaceum (Biało-Zielone mają sukces, ale na pewno im brakuje rywalizacji na co dzień, bo przecież nasze mistrzostwa to teatr jednego aktora), ale być może innego wyjścia nie ma, bo inaczej piętnastki drenowałyby siódemki z najlepszych graczy – trzeba byłoby do tego biznesu dołożyć, aby ich utrzymać…

      Odpowiedz
  4. O proszę, otwierałem stronę z myślą że pewnie jeszcze nowego wpisu nie będzie, a tu jednak Pan Grzegorz w mistrzowskiej formie tak jak i nasze rugbystki 💪
    Panie zagrały przepięknie, całe serducha oddały w ten turniej, zdecydowanie zasługują na to by rugby stało się ich pełnoetatowym zawodem, co mam nadzieję stanie się jak najszybciej. Szkoda tylko że trybuny tak świeciły pustkami.
    Rumunia zawiodła mnie bardzo, mam nadzieję że Gruzja nie pójdzie jej śladem i wystawi normalny skład. Z meczów towarzyskich najbardziej podobał mi się mecz RPA z Walią, wielki szacunek dla Walii że w trzynastu dali radę władować przyłożenie liderom rankingu światowego.

    Odpowiedz
    • Nie sądziłem, że się uda wyrobić na poniedziałek. Co do trybun: wypełniałem jak umiałem 🙂 Ale przy takim stadionie każda liczba, jaką zdołałoby przyciągnąć u nas rugby, będzie ginąć (zwłaszcza, że kto mógł uciekał przed słońcem).
      A Walijczykom powinni przyznać honorowe zwycięstwo 😉

      Odpowiedz
      • Honorowe zwycięstwo? Sam słusznie napisałeś, że przy remisie oddali piłkę rywalom… Jedyną nagrodę dałbym Dillonowi Lewisowi, bo na Trójce grać 79 minut przeciw Springboks i nie dać się zajechać (jak Coles w finale RWC 2019) to wyczyn!
        Teraz będzie ciekawie, bo RPA zrobiła 14 zmian w składzie, który o wiele bardziej mi się podoba – może być trudniejszy do rozszyfrowania i ładniejszy do oglądania.
        Pozdrawiam i dzięki za dobrą lekturę

        Odpowiedz
        • Może chcieli mimo osłabienia grać o wygraną? Tym bardziej byliby godni podziwu 😉 A ładna gra i Springboks jakoś mi nie idą w parze 🙂

          Odpowiedz
          • Jesteś widzę równie obiektywny jak ja, ino w drugą mańkę:) Masz rację o tyle, że przy tylu grających bardzo efektownie zawodnikach, wybierają taktykę defensywną i walcowanie młynem i maulami. Może w weekend będzie więcej kreatywności z taką trójką z tyłu zarówno młyna, jak i ataku!
            A co do tego kopu – to był po prostu bez sensu:)

            Odpowiedz

Dodaj komentarz