Nowozelandki i Nowozelandczycy gromią w WRSS

W kraju reprezentacja przygotowuje się do meczu z Rumunią, ale więcej mówi się o ukaraniu Skry Warszawa walkowerem i odjęciem jej 10 punktów z ligowego dorobku. Czołowe europejskie ligi grały już bez większości reprezentantów, ale na tydzień przed Pucharem Sześciu Narodów błysnęli m.in. Finn Russell czy Ange Capuozzo. W Walii i Francji nowe afery i dymisje na szczytach federacji, a w siódemkach All Blacks i Black Ferns upokorzyli swoich rywali.

Ekstraliga

Ekstraliga na boiska nie wróciła, jednak w tabeli doszło do porządnych przetasowań wynikających z nowego orzeczenia Komisji Gier i Dyscypliny. Dla przypomnienia – w połowie października ubiegłego roku KGiD zawiesiło na trzy mecze za czerwoną kartkę gracza Up Fitness Skry Warszawa Bercho Bothę. Tydzień później odbywał się turniej mistrzostw Polski w siódemkach, Skra zgłosiła do gry Bothę, który nie zagrał w żadnym z czterech spotkań, w związku z czym warszawiacy uznali karę za wykonaną i wystawili go w kolejnych meczach Ekstraligi. Już w listopadzie KGiD zajęła się meczem Skry z Edachem Budowlanymi Lublin i zweryfikowała go jako walkower na korzyść lublinian. Parę dni temu wydała orzeczenie w sprawie ostatniego spotkania z udziałem Bothy, tym razem przeciwko Master Pharm Rugby Łódź – i także orzekła walkower na korzyść przeciwników Skry, odejmując jej w tabeli tym razem nie 1, ale aż 10 punktów (drugi walkower w sezonie). Na dodatek Bothę zawieszono na 3 miesiące, a trenera Łukasza Nowosza na 6 miesięcy. Cóż, bardzo to bolesne, zwłaszcza kary indywidualne (walkower Skra ma na własne życzenie, choć i wyrokowi KGiD w sprawie Bothy można było coś zarzucić). Na pewno poczucie niesprawiedliwości może wzbudzić fakt, że potraktowano to jako recydywę, mimo że wyrok w sprawie meczu z Lublinem został wydany już po spotkaniu z łodzianami. Jednak dla kibica z zewnątrz najbardziej szokujący jest czas wydania orzeczenia – 3 miesiące po spotkaniu. Cóż, póki co łodzianie awansowali na fotel lidera, Skra zaś spadła z trzeciego na szóste miejsce. Czy na pewno? Tego nie wie nikt, bo przecież jest ścieżka odwoławcza (i pytanie, czy Skra skorzystała z niej już w przypadku meczu z Budowlanymi Lublin? Jeśli tak, to czekamy na orzeczenie już wystarczająco długo).

Inną wieścią z gatunku zielonostolikowych było orzeczenie Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu przy PKOl w sprawie gry w barwach Ogniwa Sopot jesienią 2021 Władysława Grabowskiego. TAS podobno uznał, że Ogniwo mogło traktować Grabowskiego jako zawodnika krajowego. Fragment prasowego komentarza wskazujący, że uznano go za zawodnika uprawnionego do reprezentacji Polski zgodnie z przepisami World Rugby budzi jednak zdziwienie – na dziś jest to możliwe (jeśli Grabowski przeszedł procedurę birthplace transfer możliwą po 1 stycznia 2022), ale według przepisów WR na jesień 2021 z pewnością reprezentować Polski nie mógł. A właśnie o uprawnieniu do gry w reprezentacji, a nie statusie zawodnika krajowego pisano wówczas w regulaminie Ekstraligi. Cóż, aby wiedzieć, na czym tak naprawdę TAS się oparł, trzeba zapewne poczekać na pełną treść orzeczenia.

Z wieści przyjemniejszych: Posnania ogłosiła wzmocnienie młyna (niewątpliwie potrzebującego takich kroków). Do Polski przyleciał z Południowej Afryki Wilfred Saunderson, który swego czasu grał na drugim poziomie Currie Cup w namibijskiej drużynie Welwitschias.

A wspomniany wyżej Master Pharm Rugby Łódź ogłosił nazwę, pod którą będzie występować w Ekstralidze po wyprowadzce drużyny z Łodzi: Budo 2011 Aleksandrów Łódzki. Mamy też nowe logo, choć tu chyba odrobinę zabrakło jakiegoś pomysłu.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Budo 2011 Aleksandrów Łódzki937
2. ↓Ogniwo Sopot834
3. ↑Edach Budowlani Lublin831
4. ↑Orkan Sochaczew930
5. ↑Lechia Gdańsk922
6. ↓↓↓Up Fitness Skra Warszawa918
7. Juvenia Kraków812
8. Arka Gdynia910
9. Posnania85
10. Pogoń Awenta Siedlce95

Top 14

W szesnastej kolejce Top 14 sporą niespodziankę sprawił ostatni w tabeli Perpignan, który pokonał 31:24 Stade Français (wicelidera ligowej tabeli). Po pierwszej połowie katalończycy prowadzili 17:14, ale na początku drugiej połowy wykorzystali 20 minut gry w przewadze i powiększyli prowadzenie do statnu 31:14. Potem mieli kłopoty – jeszcze grając w przewadze stracili przyłożenie, a na kwadrans przed końcem stracili z czerwoną kartką George’a Tilsley’a. W końcówce stracili jednak tylko jedno przyłożenie i dzięki temu odnieśli zwycięstwo, bezcenne w walce o utrzymanie. Paryżanom na pewno nie pomogły trzy pudła Jorisa Segondsa z podwyższeń.

Znakomite widowisko zgotowały kibicom w hicie kolejki Racing 92 i La Rochelle – zacięty mecz, który na korzyść paryżan rozstrzygnął dopiero w doliczonym czasie Finn Russell. Ten sam Russell otworzył wynik spotkania: po dwóch jego karnych w pierwszych paru minutach Racing prowadził 6:0. Nie minął jednak kwadrans gry, gdy zrobiło się 6:14 po dwóch przyłożeniach roszelczyków. Ekipy wymieniały się karnymi i przyłożeniami, ale na koniec pierwszej połowy goście mieli przewagę 12 punktów. Tę stratę Racing odrobił w ciągu pierwszych 20 minut drugiej połowy, a w końcówce ekipy kilkakrotnie zmieniały się na prowadzeniu. Na 10 minut przed końcem Racing zyskał 5 punktów przewagi po drugim w tym meczu przyłożeniu Oliviera Klemenczaka i podwyższeniu Russella, ale niemal natychmiast do remisu doprowadził Antoine Hastoy (zdobył w tym meczu 26 punktów, w tym dwa przyłożenia – spudłował jednak oba podwyższenia po własnych przyłożeniach). Ostatnie słowo należało do Russella – jego karny dał Racingowi zwycięstwo 39:36 (a sam Russell zaliczył w sumie 24 punkty z kopów).

Na koniec kolejki mieliśmy mecz lidera tabeli, Tuluzy, z obrońcą tytułu mistrzowskiego, Montpellier. W piątej minucie meczu prowadzenie gościom z karnego dał Louis Carbonel i bardzo długo były to jedyne punkty na tablicy wyników. Kolejne pojawiły się pod koniec pierwszej połowy, ale nadal widzowie nie oglądali żadnych przyłożeń – do przerwy Tuluza przegrywała 3:9. Po przerwie znów trzeba było czekać aż kwadrans na punkty, ale tym razem to kibice gospodarzy byli usatysfakcjonowani: tuluzańczycy zdobyli trzy przyłożenia i dorzucili karnego, nie pozwalając sobie na stratę ani jednego punktu (Carbonel dwukrotnie spudłował z karnych), dzięki czemu wygrali z bonusem 23:9. Gwiazdą meczu był młody Włoch Ange Capuozzo, który zdobył dwa przyłożenia – za tydzień zapewne wybiegnie na boisko przeciwko Francji.

Poza tym:

  • Lyon był zdecydowanie lepszy od Clermont i wygrał 34:14 (gościom nie pomógł powrót na boisko po ponad rocznej przerwie spowodowanej kontuzją Fidżyjczyka Peceli Yato ani zasiądnięcie na ławce trenerskiej Christophe’a Uriosa, który pierwszy raz prowadził tę drużynę);
  • Bajonna pokonała Brive 37:9 (Brive długo nie traciło dużego dystansu do gospodarzy – Baskowie odjechali gościom dopiero w ostatnich 20 minutach, gdy zdobyli trzy przyłożenia);
  • Tulon wygrał z Pau 27:17 (cieniem na zwycięstwie ekipy z Lazurowego Wybrzeża położyła się strata przyłożenia na minutę przed upływem czasu, co odebrało gospodarzom bonus ofensywny);
  • Castres wygrało 23:18 z Bordeaux Bègles (po kwadransie wicemistrzowie kraju przegrywali 0:12, ale jeszcze w pierwszej połowie odpowiedzieli karnym i dwoma przyłożeniami z podwyższeniami, dzięki czemu wyszli na prowadzenie i nie oddali go już do końca; Bordeaux punktowało tylko z karnych – wszystkie 18 punktów zaliczył Zack Holmes).

Na czele ligowej tabeli nadal Tuluza, która ponownie odskoczyła rywalom, korzystając z ich porażek. Montpellier znów spadło do dolnej połówki tabeli. Na dnie Perpignan dzięki sensacyjnej wygranej nad Stade Français zmniejszyło dystans do przedostatniego Brive do trzech oczek i bezpośrednie starcie tych dwóch drużyn za tydzień zapowiada się bardzo ciekawie.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza1654
2. Stade Français1646
3. La Rochelle1642
4. ↑Racing 921642
5. ↓Bordeaux Bègles1640
6. ↑Bajonna1640
7. ↑Lyon1640
8. ↓↓Montpellier1638
9. Tulon1635
10. ↑Castres1632
11. ↓Clermont1631
12. Pau1627
13. Brive1625
14. Perpignan1622

W osiemnastej kolejce Pro D2 mieliśmy starcie na szczycie ligowej tabeli, w którym lider z Oyonnax podejmował wicelidera z Mont-de-Marsan. Goście w tym meczu przerwali długą serię zwycięstw ekipy z Oyonnax i wygrali spotkanie 26:25, wyrywając zwycięstwo rywalom dzięki przyłożeniu z podwyższeniem w jednej z ostatnich akcji meczu (mimo to Oyonnax pozostało liderem z przewagą 14 punktów nad swoim rywalem). W ostatniej chwili zwycięstwo nad Colomiers utracił przedostatni w tabeli beniaminek – Soyaux Angoulême prowadziło z jedną z czołowych drużyn tabeli po przyłożeniu na pięć minut przed końcem, ale potem straciło zawodnika z żółtą kartką, a w ostatniej akcji przyłożenie i ostatecznie przegrało 21:25. W ostatniej chwili także Vannes przegrało z Nevers 22:24 (tu zdecydował rzut karny kończący mecz). Spośród pozostałych spotkań zwraca uwagę zwycięstwo ostatniego w tabeli Massy nad Montauban (21:10), wygrana Agen nad Biarritz (27:17, gospodarze dzięki temu awansowali na trzecie miejsce w lidze) i wysokie zwycięstwo Béziers nad Provence – 44:25 (czerwona kartka dla gracza Provence w pierwszej połowie i dwa przyłożenia portugalskiego skrzydłowego Raffaele Stortiego w końcówce meczu dla zwycięzców – ma na koncie najwięcej przyłożeń w lidze i to pomimo kilkutygodniowej pauzy z powodu kontuzji; przy okazji: kolega Stortiego z reprezentacji, Rodrigo Marta, zdobył dziesiąte przyłożenie w sezonie dla Dax w Nationale).

Premiership

Szesnastą kolejkę Premiership zaczął mecz Sale Sharks z Bath. Dwie drużyny dzieli dość sporo w tabeli ligowej, urządziły jednak piękne widowisko. Zaczęło się ono fatalnie dla gości, którzy już na samym początku spotkania stracili zawodnika z żółtą kartką, a gospodarze niemal natychmiast to wykorzystali. I choć po 10 minutach siły się wyrównały, Sale Sharks szli za ciosem – po 30 minutach mieli na koncie 4 przyłożenia i prowadzili 22:3. Na sam koniec pierwszej połowy i na samym początku drugiej Bath odpowiedziało wreszcie przyłożeniami i zredukowało stratę do pięciu oczek, ale od dalszych postępów powstrzymały tę drużynę kolejne żółte kartki. Na kwadrans przed końcem, gdy Bath znów było w komplecie, wreszcie wyszło na prowadzenie po przyłożeniu Bena Spencera. Sharks grali jednak do końca i w ostatniej akcji meczu zaliczyli swoje piąte przyłożenie, które dało im wygraną 30:27. Emocji pewnie byłoby ciut mniej, gdyby wracający po kontuzji i grający setny mecz dla Sharks Rob du Preez był pewniejszy z kopów z podstawki (spudłował 6 razy, trafił tylko dwukrotnie).

Sporo emocji było też w meczu lidera ligi z „czerwoną latarnią” ligowej tabeli, czyli Saracens z Bristol Bears. Bears wykorzystali nieobecność w gronie londyńczyków reprezentantów kraju, przeważali na boisku i powoli budowali przewagę – po 50 minutach gry prowadzili 11:0 (a mogli wygrywać wyżej po dwóch akcjach Semiego Radradry). Dopiero wtedy pierwsze punkty w meczu zdobyli gospodarze, ale choć zmniejszyli stratę do czterech punktów, na 5 minut przed końcem znowu przegrywali 10:19. Wtedy jednak zdobyli dwa przyłożenia i choć Alex Goode spudłował oba podwyższenia, Saracens dzięki nim zwyciężyli 20:19.

Poza tym:

  • także jednopunktową różnicą zakończył się mecz Leicester Tigers z Northampton Saints – tu było 18:19 (Tigers nie pomógł powrót do gry Anthony’ego Watsona oraz Jaspera Wiese – ten ostatni zresztą uniknął czerwonej kartki po wykręcaniu nogi rywalowi; ostatni mecz w ekipie mistrzów kraju zagrał przed odejściem do Nowej Zelandii Freddie Burns);
  • Exeter Chiefs pokonali Gloucester 24:17 (w pierwszej połowie pięć przyłożeń – drużyny wymieniały się nimi na zmianę, jedno z nich zdobył pominięty przez Steve’a Borthwicka Jonny May, a do przerwy Chiefs prowadzili 21:14; po przerwie zupełnie inny obraz meczu – ani jednego przyłożenia, Chiefs powiększyli przewagę dzięki karnemu, a Gloucester uratował w ten sam sposób defensywny punkt bonusowy pod koniec meczu);
  • London Irish wygrali w derbach Londynu z Harlequins 42:24 (do gry w ekipie Irish wrócił po kontuzji Henry Arundell, ale gwiazdą drużyny był 21-letni zdobywca hat-tricka, Michael Dykes, który w tym meczu debiutował w Premiership; Quins nie pomogła na pewno absencja kadrowiczów, ale także czerwona kartka w 20. minucie gry – choć już wtedy Irish prowadzili 21:7 – a kres nadziejom na come back położyła żółta kartka Joe’go Marlera na 10 minut przed końcem).

Warto zwrócić uwagę, że od tej kolejki wprowadzono w Premiership wyświetlanie na stadionach czasu na wykonanie kopów z rzutu karnego i podwyższenia.

W tabeli nadal na wyraźnym prowadzeniu Saracens, za nimi Sale Sharks, a ci też mają dużą przewagę nad kolejną drużyną. Na trzecie miejsce wrócili po kilku miesiącach Exeter Chiefs, a zepchniętych z tej pozycji po kiepskim okresie Halrequins wyprzedzili także Northampton Saints i Gloucester.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Saracens1356
2. Sale Sharks1348
3. ↑↑Exeter Chiefs1334
4. ↑↑Northampton Saints1333
5. ↓Gloucester1332
6. ↓↓↓Harlequins1332
7. ↑↑London Irish1331
8. ↓Leicester Tigers1330
9. ↓Newcastle Falcons1226
10. Bath1224
11. Bristol Bears1222

W Championship trwa niesamowita seria Caldy: kolejne zwycięstwo i kolejny awans w tabeli o jedno miejsce (na siódme). Tym razem w pokonanym polu zostawili czwartą drużynę ligowej tabeli, Bedford Blues (z 21:7 zrobiło się 21:28, ale w końcówce Caldy zdobyło trzy niepodwyższone przyłożenia i wygrało 36:28). Innym wydarzeniem czternastej kolejki była druga porażka w tym sezonie Ealing Trailinders – faworyci rozgrywek ulegli Coventry 19:22, mimo 11-punktowej przewagi po pierwszej połowie. Ta wygrana pozwoliła Coventry odskoczyć od Bedford i umocnić się na trzecim miejscu, ale dystans do prowadzącego Ealing pozostał spory – aż 15 punktów. Niewiele mniej, bo 14 punktów dzieli Coventry od drugich Jersey Reds, którzy dzięki cennemu wyjazdowemu zwycięstwu nad Cornish Pirates 34:25 zmniejszyli swoją stratę do lidera do tylko jednego oczka.

United Rugby Championship

Najciekawszym meczem trzynastej kolejki URC miało być spotkanie Ulsteru ze Stormers – drugiej i trzeciej drużyny tabeli. Jednak brakło w nim emocji – na boisku zdecydowanie dominowali gospodarze, którzy do przerwy wygrywali 21:0, a w drugiej połowie kontynuowali powiększanie przewagi, po piątym przyłożeniu będącym efektem przepięknej akcji zakończonej przez Michaela Lowry’ego prowadząc 35:0. Mistrzowie ligi honor odzyskali dopiero w jednej z ostatnich akcji, a ostatecznie Ulster wygrał 35:5. Obie drużyny grały bez reprezentantów kraju, a Stormers straciło w tym spotkaniu Evana Roosa (to był jego pierwszy mecz po kontuzji, a kolejna jest na tyle groźna, że może wyeliminować go z gry do końca sezonu).

Zmierzyły się też dwie drużyny, które co prawda dalekie były od czołówki ligowej tabeli, ale obie miały ostatnio dobry okres – Benetton podejmował Munster. Włosi zaczęli mecz od prowadzenia po kwadransie 12:0, ale po półgodzinie na prowadzeniu byli już goście. Co prawda przed przerwą dzięki karnemu Benetton zdobył punkt przewagi, ale zaraz po wznowieniu gry stracił dwa przyłożenia, przez 20 minut grał w osłabieniu i ostatecznie przegrał 30:40 (porażka byłaby wyższa gdyby nie czwarte, bonusowe przyłożenie Włochów w ostatniej akcji spotkania). Błysnął pominięty w powołaniach do irlandzkiej kadry Joey Carbery, który zdobył przyłożenie i zaliczył 5 podwyższeń.

Coraz lepiej sprawują się Scarlets, którzy po fatalnej jesieni teraz zanotowali niezłe występy w Challenge Cup, a w ten weekend pokonali będących aż 11 pozycji wyżej w tabeli Bulls 37:28 – czyżby odrodzenie walijskiej ekipy? Scarlets już po półgodzinie mecz prowadzili 27:7, ale potem przewagę zaczęli tracić i na 20 minut przed końcem spotkania wygrywali już zaledwie 30:28. Bulls mogli wyjść na prowadzenie, ale dwukrotnie w dobrych sytuacjach do kopu z karnych na bramkę wybierali odważniejszą opcję gry, po czym punktów nie zdobywali. Ostatnie słowo należało do Scarlets – przyłożenie zdobyte pod sam koniec meczu. Obie drużyny zaliczyły w tym spotkaniu po cztery przyłożenia, a różnicę zrobiły trzy karne w wykonaniu Sama Costelowa.

Poza tym:

  • Dragons nie przenieśli niezłej postawy z pucharów do ligi i ulegli Glasgow Warriors 28:42 (po 7 minutach przegrywali 0:14, po kolejnych 10 minutach wyrównali, ale potem Szkoci zbudowali 21-punktową przewagę, którą gospodarze zdołali nieco zmniejszyć w ostatniej akcji meczu);
  • Leinster pokonał inną walijską drużynę, Cardiff 38:14 (zdecydowana dominacja niepokonanych w tym sezonie Irlandczyków, który grali praktycznie bez podstawowej piętnastki, a mimo to prowadzili już 33:0, zanim rywale zdobyli jakiekolwiek punkty);
  • po chyba najbardziej emocjonującym meczu kolejki Edynburg przegrał 19:22 z Sale Sharks (Szkoci, z wracającym po kontuzji Hamishem Watsonem, po 20 minutach przegrywali 0:14, jeszcze przed przerwą wyszli na prowadzenie 19:14, ale w drugiej połowie nie zdobyli już ani jednego punktu; w doliczonym czasie gry docisnęli gości do ich linii bramkowej, ale choć byli bliscy przyłożenia, wyniku nie zmienili);
  • kompletu irlandzkich zwycięstw dopełnił Connacht, który wygrał z Bulls Lions 43:24 (hat-trick łącznika młyna Caolina Blade’a, 13 punktów Jacka Carty’ego, który w ten sposób pobił klubowy rekord wszechczasów – w sumie w karierze uzbierał już dla swojej drużyny 1159 punktów),
  • Zebre Parma przegrało z Ospreys 24:28 (Włosi byli bliscy pierwszej wygranej w sezonie – choć po 5 minutach przegrywali 0:14, po 50 wyszli na prowadzenie 24:14 – w ostatnim kwadransie stracili jednak dwa przyłożenia z podwyższeniami; na pocieszenie dopisali do swojego skromnego dorobku dwa punkty bonusowe).

W tabeli bez rewolucji: na czele nadal niepokonany Leinster, który powiększył przewagę nad drugimi Stormers do 16 punktów. Dalej Ulster, który przeskoczył w tabeli Bulls. Zwraca uwagę postęp w górę tabeli Munsteru, który awansował na szóste miejsce, najwyższe w tym sezonie.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster1361
2. Stormers1245
3. ↑Ulster1243
4. ↓Bulls1340
5. Glasgow Warriors1239
6. ↑Munster1337
7. ↓Benetton Treviso1334
8. ↑Sharks1133
9. ↓Edynburg1331
10. ↑Connacht1330
11. ↓Cardiff1329
12. ↑Ospreys1329
13. ↓Lions1224
14. ↑Scarlets1322
15. ↓Dragons1318
16. Zebre Parma137

World Rugby Sevens Series

Najlepsze siódemkowe reprezentacje świata przeleciały Morze Tasmańskie do Sydney w dokładnie takim samym zestawieniu, jak to, które grało tydzień temu w Hamiltonie – znów zaproszonymi ekipami były Papua-Nowa Gwinea wśród kobiet i Tonga wśród mężczyzn. Wyniki turniejów były jednak inne, a zdecydowanymi dominatorami okazały się zarówno wśród mężczyzn, jak i wśród kobiet reprezentacje Nowej Zelandii.

Największy zawód przeżyli chyba kibice Argentyny – męska reprezentacja tego kraju, która w Nowej Zelandii stanęła na najwyższym stopniu podium, tym razem nie przebrnęła fazy grupowej. W pierwszej fazie turnieju musiała uznać wyższość nie tylko mistrzów WRSS z ostatniego sezonu, Australii, ale także po bardzo zaciętym meczu Brytyjczyków (a z Kanadą przegrywali na dwie minuty przed końcem 5:19 i tylko świetnym finiszem wyszarpali wygraną). Z kolei odrodziło się Samoa – przed tygodniem zajęło trzecie miejsce w grupie i nie awansowało do głównej fazy play-off, a tym razem pokonało rywali i wygrało swoją grupę. A zaproszeni Tongijczycy pokonali w fazie grupowej Japonię (która wcześniej bardzo postraszyła Francję ˜– w pierwszym swoim meczu do przerwy prowadziła 17:0, ale ostatecznie uległa 17:19), w ćwierćfinale zmagań o 9 miejsce – Kanadę, w półfinale Kenię i ostatnie zajęli bardzo dobre 10. miejsce po minimalnej porażce z Argentyną (decydujące przyłożenie Tonga straciło w ostatniej akcji meczu).

W ćwierćfinałach jedyną niespodziankę sprawiła Francja, która wygrała z gospodarzami turnieju, Australią 17:14, rozstrzygając spotkanie kopem z karnego w doliczonym czasie gry. Poza tym do czołowej czwórki dość pewnie awansowały inne czołowe drużyny świata – Nowa Zelandia wygrała z Samoa 12:0, Południowa Afryka z Irlandią 26:12, a Fidżi z Wielką Brytanią 26:14. W półfinałach Nowozelandczycy rozgromili Francję 36:5, a Południowa Afryka wysoko pokonała mistrzów olimpijskich z Fidżi 36:5. W finale mieliśmy zatem zestawienie rozpalające kibiców rugby – Nowa Zelandia grała z Południową Afryką. W fazie grupowej los też zetknął te drużyny i wówczas po emocjonującym spotkaniu górą byli Blitzboks, którzy wygrali 17:14 po drop goalu w doliczonym czasie gry. W finale All Blacks wzięli rewanż i to jaki – wygrali aż 38:0. Sześć przyłożeń zdobytych, ani jednego punktu straconego – to mówi wszystko o tym spotkaniu. Nie bez powodu w Południowej Afryce piszą o upokorzeniu, zresztą to przyłożenie mówi samo za siebie: https://twitter.com/i/status/1619636704910118912. Trzecie miejsce zajęło Fidżi, które pokonało Francję.

Nowozelandczycy wygrali swój pierwszy turniej w sezonie i umocnili się na pierwszym miejscu w klasyfikacji generalnej WRSS – ich przewaga nad drugą Południową Afryką to 9 punktów, a nad trzecim Samoa to aż 17 punktów. Dalej jest jednak bardzo ciasno – aż pięć drużyn od trzeciego do siódmego miejsca dzieli zaledwie dwa punkty.

W kobiecym turnieju w fazie eliminacyjnej mniej zaskoczeń. W najbardziej wyrównanej grupie mierzyły się Brytyjki, Fidżyjki, Amerykanki i Kanadyjki – ostatecznie to te ostatnie przegrały wszystkie swoje mecze, a pozostałe trzy ekipy zaliczyły po dwa zwycięstwa. Znów do fazy play-off awansowały Japonki, choć tym razem musiały w tym celu pokonać znacznie łatwiejszą przeszkodę niż przed tygodniem – zdecydowanie odstające od reszty stawki zaproszone Papuaski.

W ćwierćfinale historia podobna jak w turnieju męskim: Francja odrobinę nieoczekiwanie wyeliminowała z turnieju Australię, wygrywając 10:5 (Australijki pierwszy raz poza czołową czwórką w tym sezonie WRSS). Identycznym wynikiem skończył się mecz Amerykanek z Brytyjkami (powtórka starcia grupowego i druga wygrana ekipy zza oceanu). Znacznie pewniejsze zwycięstwa odniosły Irlandki (26:12 nad Fidżi) i Nowozelandki (33:0 nad Japonią). Te ostatnie zresztą w fazie pucharowej gotowały pogromy wszystkim przeciwniczkom: w półfinale pokonały Irlandki 41:0, a w finale wygrały z Francuzkami 35:0 (dla tych ostatnich sam udział w finale był sukcesem). Trzecie miejsce zajęły Amerykanki po wygranej nad Irlandią 12:5.

Nowozelandki wygrały trzeci turniej z rzędu i w klasyfikacji generalnej kobiecego WRSS umocniły się na prowadzeniu. Już 12 punktów mniej mają dwie kolejne drużyny, Australia i Stany Zjednoczone, a do tych z kolei aż 14 punktów tracą dwie ekipy z Europy, Francja i Irlandia. Fidżyjki i Brytyjki do miejsc premiowanych awansem na igrzyska tracą już po 16 punktów, a do końca sezonu zostały już tylko trzy turnieje.

Ozdoba weekendu w Sydney to chyba ta akcja Urugwajczyka Guillermo Lijtensteina w meczu o 13. miejsce: https://twitter.com/i/status/1619601000658251777. A inny przykład nietypowego (ale także zgodnego z przepisami) przyłożenia mamy tutaj: https://twitter.com/ek_rugby/status/1619270467352956928.

Z kraju

Chris Hitt ogłosił kadrę, która poleci do Bukaresztu na mecz z Rumunią – 31 zawodników, więc nie wszyscy mogą liczyć na miejsce na boisku. Spośród tych, którzy przed ponad rokiem wywalczyli awans do REC brakuje kilku nazwisk regularnie pojawiających się wówczas na boisku: Radosława Bysewskiego, Eda Krawieckiego, Patryka Reksulaka, Michała Haznara, Stasia Maltby’ego, Dawida Rubaśniaka czy Krystiana Pogorzelskiego. Jest za to aż ósemka graczy, która prochu w oficjalnym meczu reprezentacji jeszcze nie wąchała, wśród nich kapitan naszej kadry U20 z ostatnich mistrzostw Europy, Dominik Mohyła (w sumie w tej grupce czterech graczy z kraju i czterech z klubów zagranicznych, testowanych zresztą w ostatnich walijskich spotkaniach). Tylko dziewięciu graczy w tym składzie ma na koncie więcej niż 10 meczów w reprezentacji – pozostali grają w niej góra od 2019. Cieszy możliwość gry zawodników z Francji – Mateusza Bartoszka, Jędrzeja Nowickiego i Quentina Cieślińskiego.

Za tydzień test drużyny w meczu z jedną z najsilniejszych reprezentacji naszego kontynentu spoza grupy Pucharu Sześciu Narodów. Regularnie występującej w Pucharze Świata, mającej na swoim rozkładzie zwycięstwa z wielkimi tego świata. Co prawda w ostatnich latach więcej w Rumunii mówi się o kłopotach niż o sukcesach (ogromne perturbacje w lidze, w której cztery zawodowe kluby wyraźnie odstają od reszty stawki, kłopoty z młodzieżą, skandale, awantury o piękny stadion, na którym zagramy), a z awansem do Pucharu Świata mieli odrobinę szczęścia, ale to wciąż przeciwnik ze znacznie wyższej półki niż nasza reprezentacja. Nie graliśmy z Rumunią od ćwierć wieku, wcześniej zawsze z nią przegrywaliśmy i to zwykle wysoko (najbardziej bolesna spośród 19 porażek – a jeśli wliczyć dwa przedwojenne mecze, to 21 – to ta ostatnia, 12:74 z 1998, też z Bukaresztu). Cudów więc się nie spodziewamy, ale walki – na pewno. Niech to będzie przetarcie przed przeciwnikami, z którymi mamy większą szansę nawiązać wyrównaną walkę. I kolejna lekcja, tak nam potrzebna.

Ze świata

W Japan Rugby League One najciekawiej zapowiadało się starcie Tokyo Sungoliath ze świetnie radzącym sobie beniaminkiem Mitsubishi Sagahimara Dynaboars. Sungoliath wygrali ten pojedynek bardzo pewnie, 51:13 – wyrównany ten mecz był tylko przez pierwsze 35 minut. Poza tym bardzo ciężką przeprawę mieli obrońcy tytułu Saitama Wild Knights, którzy wygrali z Yokohama Canon Eagles tylko 21:19 dzięki przyłożeniu z podwyższeniem zdobytym w ostatniej akcji meczu (w szóstym zwycięstwie z rzędu mistrzów najbardziej odznaczył się Takuya Yamasawa, po stronie przegranych – Faf de Klerk, który m.in. miał udział w takim nietypowym przyłożeniu: https://twitter.com/i/status/1619404700973158400). Trudną przeprawę mieli też Kubota Spears, którzy wygrali z BlackRams Tokyo 40:38 (Spears, bez Haruko Kidy, pod koniec meczu stracili prowadzenie; przywrócił im je dzięki kopowi z karnego Bernard Foley, który zdobył w tym meczu z podstawki 20 punktów – ale BlackRams mieli potem jeszcze szansę na odwrócenie wyniku i sprawienie niespodzianki, jednak Matt McGahan spudłował z karnego). Poza tym: Toshiba Brave Lupus Tokyo – Hanazono Kintetsu Liners 60:14 (9 przyłożeń zwycięzców), Kobelco Kobe Steelers – Toyota Verblitz 21:38 (mimo trzech żółtych kartek w końcówce, po których kilka minut Verblitz grało nawet w dwunastkę), Shizuoka BlueRevs – Green Rockets Tokatsu 21:0. W tabeli nadal na czele Sungoliath, Spears i Wild Knights. Cztery punkty straty do czołówki mają Brave Lupus.

Półmetek rundy zasadniczej mieliśmy w ten weekend w portugalskiej Divisão de Honra – opóźniony o tydzień, bo jednej kolejki w międzyczasie nie rozegrano. Walka jest bardzo wyrównana, na czele tabeli są obrońcy tytułu Belenenses, mistrz z 2019 Agronomia (która pierwszy raz przegrała w ten weekend, z Benfiką), i Dramatico Cascais (kolejne miejsca dzielą tu pojedyncze punkty), a kolejne cztery punkty dalej, ale za to z meczem zaległym do rozegrania jest wicemistrz z dwóch ostatnich sezonów, Direito. W rozgrywkach nie bierze udziału Técnico, mistrz z 2021, którego wiosną ubiegłego roku karnie relegowano z ligi za udział w grze nieuprawnionych zawodników – nie przystąpił jednak też do rozgrywek na niższym poziomie ligowym. Klub uzyskał w sierpniu w portugalskim Trybunale Arbitrażowym ds. Sportu wyrok uchylający decyzje komisji dyscyplinarnej i zarządu FPR, ale mimo to nie został przywrócony do najwyższej klasy rozgrywek. Co więcej, FPR uznało, że działania władz klubu podważały zaufanie do federacji i ukarało trzech ich członków rocznym zawieszeniem. Jest więc impas i wielki konflikt. Obie jego strony zwróciły się do sądu administracyjnego: federacja o anulowanie wyroku TAS, a klub o jego egzekucję i nałożenie kar na członków władz federacji.

W Afryce rozegrano mecz barażowy o ostatnie miejsce w tegorocznym Barthés Trophy – czyli mistrzostwach kontynentu w kategorii U20. Senegal grał w nim z Wybrzeżem Kości Słoniowej i przegrał 23:27, mimo że tuż przed końcem prowadził jednym punktem.

Przed Pucharem Sześciu Narodów kłopoty w składzie ma Steve Borthwick – stracił w wyniku kontuzji Courtney’a Lawesa, Jamiego George’a, Elliota Daly’ego, Henry’ego Slade’a, okazało się też, że nawet na koniec turnieju nie wróci Luke Cowan-Dickie. Inni trenerzy też są zmuszeni dokonywać zmian, ale żaden w takiej skali (np. w reprezentacji Francji kontuzję złapał Léo Coly, wrócił jednak Gabin Villière). Za to Włosi jednak mogli sięgnąć po Paolo Garbisiego.

Składy na Rugby Europe Championship ogłosili nie tylko Polacy. W ekipie Holandii znajdziemy zawodników Cheetahs i Caldy, wśród Hiszpanów – gracza Béziers i Newcastle Falcons (drużyna odmłodzona po aferze sprzed roku, ale mimo to jak zwykle spory zaciąg graczy urodzonych w Argentynie). Gruzini, zdecydowani faworyci rozgrywek, to potęga doświadczenia z Top 14, Pro D2 i Black Lion (choć z tej ostatniej ekipy jest kilku zawodników z niewielkim dorobkiem w kadrze lub wręcz potencjalnych debiutantów). Nas najbardziej interesuje skład Rumunów, a tu mamy m.in. kolejnego byłego reprezentanta Mołdawii – Andrei Mahu.

Coraz więcej głosów krytycznych pojawia się wobec planowanego od lata w amatorskim rugby w Anglii zakazu szarż powyżej pasa. Piętnowano sposób jego wprowadzenia, brak szczegółowego uzasadnienia dla takiego kroku (w tym zwraca się uwagę, że szarże w nogi mogą powodować spore ryzyko dla szarżującego – tak wspomina swoje najgorsze wstrząśnienie Sonny Bill Williams: https://twitter.com/i/status/1618928272435445761), jak i spodziewane trudności z jego implementacją. Przykładem tekst Lawrence’a Nolana z planetrugby.com, Loose Pass: Taking a closer look at the great tackle height debate, gdzie m.in. wskazuje, że zmiany protokołów dotyczących czerwonych kartek za wysokie szarże zmieniły tylko jedną statystykę: liczby czerwonych kartek. Ale na koniec zadaje pytanie: ale czy jest lepsze rozwiązania od proponowanej przez RFU zmiany? RFU przeprosiło za sposób ogłoszenia i zapowiedziało akcję edukacyjną, jednak wycofywać się z podjętego kroku nie zamierza, choć opór rośnie i pojawiają się głosy wzywające do głosowania nad odwołaniem obecnych władz federacji. Tymczasem Alan Gilpin z World Rugby w wywiadzie dla The Telegraph powiedział, że światowa federacja zamierza w przyszłości obniżyć dopuszczalną wysokość szarż także w rugby profesjonalnym (jeszcze nie wiadomo, czy aż do pasa) – ogólnoświatowe testowe zmiany przepisów w tym zakresie miałyby wejść w życie w 2024, początkowo dla rugby amatorskiego.

Dalszy ciąg sprawy Bernarda Laporte’a: w ubiegłym tygodniu odbyło się głosowanie nad akceptacją proponowanego przezeń tymczasowego zastępcy do prowadzenia francuskiej federacji, Patricka Buissona – zebrał on jednak tylko 49% procent głosów i został odrzucony. Sam Laporte po tym ogłosił rezygnację ze stanowiska (wcześniej tylko zgodził się na zawieszenie w obowiązkach). To nie uspokoiło sytuacji – FFR zaplanowało wybór nowych władz dopiero na kongresie organizacji planowanym na przełom czerwca i lipca (szefować do tego czasu miałby jej dotychczasowy skarbnik Alexandre Martinez). W efekcie z komitetu zarządzającego FFR ustąpili przedstawiciele opozycji wobec Laporte’a, a także LNR zawiadującej profesjonalnymi rozgrywkami w kraju, żądający wyborów w szybszym terminie. Sam Laporte, jakby miał mało kłopotów, został w zeszłym tygodniu zatrzymany i przesłuchany w sprawie oszustw podatkowych. Jego adwokat twierdzi jednak, że Laporte w tej sprawie nie jest oskarżony.

Południowa Afryka została wybrana gospodarzem dwóch najbliższych mistrzostw świata U20 – w 2023 i 2024. Najbliższa taka impreza odbędzie się na przełomie czerwca i lipca w czterech miastach Prowincji Przylądkowej Zachodniej. Z kolei rozgrywki drugiego poziomu, Trophy, w tym roku zostaną zorganizowane w innym afrykańskim kraju – Kenii (druga połowa lipca, zwycięzca zagra w Championship w 2024).

Dyrektor wykonawczy Pucharu Sześciu Narodów Ben Morel w wywiadzie dla podcastu The Ruck wykluczył poszerzenie imprezy o Południową Afrykę. Niestety, wykluczył też jakiekolwiek otwarcie imprezy na resztę Europy, wskazując, że one mogą szansę dostać w okienkach letnim i jesiennym. Problem w tym, że plany World Rugby zorganizowania ogólnoświatowej imprezy przewidują co prawda spadki i awanse, ale tak naprawdę oznaczają, że drużyny z zaplecza światowej elity będą miały mniej szans na grę z najlepszymi na świecie niż obecnie. A już przejawem ogromnej arogancji jest ten fragment tego wywiadu: It’s in interests of everyone more nations competitive on global scale. But at same time 6 Nations is special…

Kolejne problemy w Walii – BBC wyemitowało materiał zawierający informacje o dyskryminacyjnych praktykach w Welsh Rugby Union. Ich ofiarą miała paść m.in. Charlotte Wathan, do lutego zawiadująca żeńskim rugby w tym kraju. Do oskarżeń dołączyła się także inna była pracowniczka WRU. Efektem jest reakcja jednego z głównych sponsorów federacji, Principality Building Society, który wezwał ją do zdecydowanych działań. Pojawił się też list otwarty wzywający do zwolnienia dyrektora wykonawczego związku, Steve’a Phillipsa. WRU poinformowało, że zawarło porozumienie z Wathan, ale wszystkie cztery zawodowe drużyny wydały oświadczenia popierające wezwania do dymisji nie tylko Phillipsa, ale i całego zarządu. Ostatecznie po kilku dniach Phillips ustąpił ze stanowiska, ale problemem WRU nie była tylko jego osoba. Ta afera to tylko kolejny problem Walijczyków, którzy nie potrafią się dogadać w sprawie finansowania zawodowych drużyn i te nie mogą od paru miesięcy podpisywać kontraktów z zawodnikami.

Glasgow Warriors rozwiązało kontrakt z reprezentantem Szkocji Rufusem McLeanem, który został oskarżony o przemoc domową i przyznał się do winy.

Z kolei filar Benettona i reprezentacji Włoch Iván Nemer został zawieszony do końca sezonu – to efekt jego paskudnego prezentu dla Cherifa Traoré, który potraktowano jako wybryk rasistowski.

Szkocja federacja zabroniła udziału kobiet transpłciowych w kobiecych rozgrywkach rugby kontaktowego – idąc w ślady Anglii, Szkocji i Irlandii.

Francuskie Stade touolousain (zwane na tych łamach zwykle po prostu Tuluzą) podpisało umowę partnerską z klubem amerykańskiej Major League Rugby – Utah Warriors. W planach wspólne obozy, staże, a także spotkania towarzyskie.

Harlequins postanowili stworzyć nową tradycję – oprócz rozgrywanego na Twickenham Big Game w okresie świątecznym (w tym roku przeniesionego na marzec), postanowili też urządzić drugie takie spotkanie, tym razem jako powitanie lata: Big Summer Kick-Off. W tym roku ma się odbyć 22 kwietnia, a przeciwnikiem będzie Bath. W kolejnych sezonach pewnie zrobią to bliżej prawdziwego lata, ale obecny sezon kończy się szybciej niż zwykle z powodu Pucharu Świata.

Dobre wieści z Azji: po zapowiedzi uruchomienia profesjonalnej ligi w Korei Południowej, informacjach o zamiarze uruchomienia w 2024 zawodowej Asia Rugby Grand League i planach przejścia ligi tajwańskiej z półprofesjonalizmu na pełne zawodowstwo, kolejnym krajem z wielkimi ambicjami są Indie. Szef tamtejszej federacji, były reprezentant kraju i gwiazdor Bollywood Rahul Bose zapowiedział uruchomienie zawodowej ligi opartej na franczyzach już w końcu tego roku. Póki co w mistrzostwach Azji Indie grają z Bangladeszem i Nepalem, jednak Bose ma ambicje uczynić z reprezentacji swego kraju jedną z najsilniejszych ekip na kontynencie.

Z wieści transferowych:

  • reprezentant Argentyny Ramiro Herrera, po 12 latach spędzonych w Top 14 wybiera się do Stanów Zjednoczonych – będzie grać w Old Glory DC;
  • z kolei młody Irlandczyk Donnacha Byrne, który w ubiegłym roku występował w reprezentacji swojego kraju w Pucharze Sześciu Narodów w kategorii U20, dołączył do drużyny Super Rugby Americas, brazylijskich Cobras;
  • Mike Brown, którego kontrakt z Newcastle Falcons wygasł, ma wrócić do Premiership w barwach Leicester Tigers;
  • Rodrigo Marta, świetny portugalski skrzydłowy, po tym sezonie przejdzie z Dax (Nationale) do Colomiers (Pro D2);
  • w kategorii plotek: Manu Tuilagi ma być kuszony kontraktem w wysokości 830 tys. funtów rocznie przez Racing 92, gdzie miałby zastąpić Virimiego Vakatawę. Z kolei Billy Vunipola jest wiązany z japońskim Suntory Sungoliath, z którym współpracuje Eddie Jones. Lyon poszukuje gracza na miejsce Josui Tusiovy i ponoć w grze są Semi Radradra i Josh Adams.

I na marginesie rugby: 24 punkty Finna Russella w ligowym meczu to nie jedyny pokaz jego umiejętności – jest jeszcze to: https://twitter.com/i/status/1619452613506007041.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Anglia:

  • Craig Bachurzewski (Alnwick, Regional 1 North West): ciekawostka – w piątek grał w Cardiff, a w sobotę był zmiennikiem podczas meczu klubowego z Doncaster Phoenix, wygranego 27:20. Alnwick nadal jest wiceliderem grupy.

Francja:

  • Kamil Bobryk (Vienne, Nationale 2, grupa 1): wrócił do podstawowego składu na mecz z Bédarrides-Châteauneuf, wygrany 15:7. Vienne zajmuje piąte miejsce w lidze;
  • Mateusz Bartoszek (Bassin d’Arcachon, Nationale 2, grupa 2): na ławce rezerwowych zaczął mecz z Lannemezan, wygrany 22:14. RCBA awansowało w tabeli o jedno miejsce, na dziesiąte;
  • Jędrzej Nowicki (Pontarlier, Fédérale 2, grupa 1): zagrał 70 minut w spotkaniu z Rillieux la Pape, wygranym 32:15. Pontarlier nadal zajmuje na siódmą lokatę w swojej grupie.

Zapowiedzi

Za tydzień rusza rugby międzynarodowe czyli to, co w tym sporcie budzi najwięcej emocji. Nas oczywiście najbardziej interesuje mecz Rumunii z Polską w ramach Rugby Europe Championship. W tych samych rozgrywkach Portugalia zagra z Belgią, Hiszpania z Holandią, a Gruzja z Niemcami. Rugbowy świat patrzyć będzie jednak raczej na start Pucharu Sześciu Narodów z meczem o Calcutta Cup czyli starciem Anglii ze Szkocją na czele. Poza tym Walia gra z Irlandią, a Francja z Włochami.

Międzynarodowy rok 2023 inaugurują też kobiety meczem Rugby Europe Trophy pomiędzy Portugalią i Finlandią.

Mimo braku reprezentantów będzie kontynuować rozgrywki francuska liga Top 14. W siedemnastej kolejce ciekawie może być w meczach Tuluzy z Bajonną, La Rochelle z Lyonem czy Brive z Perpignan.

W Afryce Południowej zaległy mecz pierwszej kolejki URC pomiędzy Sharks i Stormers.

7 komentarzy do “Nowozelandki i Nowozelandczycy gromią w WRSS”

  1. Tak, zdecydowany błąd KGiD, gdyż oba przewinienia zostały popełnione przed wydaniem pierwszej kary. te 10 punktów ujemnych powinno zostać cofnięte, a KGiD powinna potraktować to jako nauczkę i w przyszłości wydawać decyzje dużo szybciej. Myślę, że Skra skończy z jednym punktem ujemnym. Pytanie co z zawieszeniem Bothy i trenera Nowosza?

    Odpowiedz
    • W kodeksie karnym o recydywie może być mowa wtedy, gdy ktoś powtórzy swój uczynek po wydaniu wcześniejszego wyroku (a może nawet uprawomocnieniu, do sprawdzenia, to nie moja działka). Jasne, tu nie kodeks karny, zasady mogą być inne, ale w innym przypadku byłoby chyba odrobinę nie fair…

      Odpowiedz
      • 100% racji. Komisja powinna chyba współpracować z jakimś prawnikiem, bo te ich decyzje kupy się niestety nie trzymają 🙁

        Odpowiedz
        • Na czele stoi prawnik 🙂 Z tego co widzę, w regulaminie dyscyplinarnym jest stwierdzenie, że momentem startu okresu dla odliczania recydywy jest „ujawnienie” pierwszego naruszenia, a nie ukaranie…

          Odpowiedz

Skomentuj Tomek Anuluj pisanie odpowiedzi