Dubliński klasyk nie zawiódł

W fazie grupowej europejskich pucharów jak zwykle – sporo meczów, które jedna strona odpuściła, ale było też kilka, które dostarczyły sporej dawki emocji. Wśród nich na czoło wysunęło się starcie w Dublinie, gdzie ze starcia dwóch różnych stylów gry zwycięsko wyszła obrona i konsekwencja gospodarzy. Ciekawie było też w Tulonie i Londynie. A my czekamy już na przyszłotygodniowe zmagania naszych pań w SVNS 3.

Champions Cup

Trzecia i zarazem przedostatnia kolejka fazy grupowej Investec Champions Cup za nami. I choć format kuriozalny (i sporo spotkań jednostronnych), zdarzyły się znakomite spotkania.

Leinster – Stade Rochelais 25:24. Takim znakomitym spotkaniem był pojedynek w Dublinie, gdzie starły się drużyny w ostatnich latach walczące między sobą o status najlepszej ekipy w Europie. W tym sezonie obie miewały kłopoty, ale w sobotę pokazały kawał znakomitego rugby. Spotkanie znakomicie zaczęli gospodarze – po 10 minutach i dwóch przyłożeniach Joshuy Kenny’ego prowadzili 12:0. Wydawało się, że Roszelczycy nie będą mieli nic do powiedzenia, jednak obraz meczu zaczął się zmieniać. Po półgodzinie akcję zespołu wykończył na skrzydle świetny Dawit Niniaszwili, a goście atakowali dalej. Zdobyli dominację na boisku i mieli sobie szereg dobrych sytuacji, ale gospodarzom albo udawało się wybronić przed linią bramkową, albo ratowały ich błędy gości (jak sytuacja w 47. minucie, gdy Niniaszwili podawał piłkę do dwóch kolegów na czystej pozycji, ale było ich tam po prostu o jednego za dużo). Szaleli młody Simeli Daunivucu, Levani Botia, aż w końcu imponujący w tym meczu z podstawki Nolann Le Garrec kopnął karnego, przyłożenie zdobył Ihaia West i zrobiło się 12:17. W ostatnim kwadransie sytuacja jednak się zmieniła – to gospodarze wyprowadzili dwie zabójcze szybkie akcje kończone na prawym skrzydle (jednak niepodwyższone). La Rochelle co prawda wróciło na prowadzenie po kolejnym przyłożeniu Westa, ale na sam koniec meczu Leinster dostał szansę kopu na słupy i choć wcześniej zarówno Sam Prendergast, jak i Harry Byrne mieli kłopoty z podwyższeniami, tym razem ten ostatni trafił gdzie trzeba i Leinster wygrał jednym punktem. Trochę żal francuskiej ekipy – jednak ich polot w ofensywie natrafił na znakomitą obronę, zwłaszcza pod polem punktowym.

RC Toulonnais – Munster 27:25. Starcie dwóch rugbowych potęg długo zawodziło. Jedyne punkty przez niemal całą pierwszą połowę padały z karnych Jacka Crowley’a, ale tuż przed przerwą po pierwszym przyłożeniu w meczu na prowadzenie wyszedł Tulon (7 punktów Mariusa Domona, którego skuteczność okazała się kluczowa dla gospodarzy – w sumie uzbierał 17 z ich 27 oczek). Dwa kolejne przyłożenia zaraz po przerwie pozwoliły Francuzom wysforować się na dystans 15 punktów, ale choć Domon potem dorzucił karnego, tę przewagę stracili, grając przez 20 z ostatnich 25 minut w czternastkę. Kilka minut przed końcem Munster odzyskał prowadzenie, ale tylko na moment – kolejny karny Domona (zresztą, podyktowany w mocno kontrowersyjnych okolicznościach) ostatecznie dał wygraną gospodarzom. Na koniec spotkania Tulon był o włos od jeszcze jednego przyłożenia, Irlandczycy jednak uratowali się ratując jednocześnie defensywny punkt bonusowy (i zapobiegając zdobyciu przez gospodarzy ofensywnego). Cóż, różnica 2 punktów na tablicy wyników to naprawdę niewiele, biorąc pod uwagę różnicę w podarowanych rywalom rzutach karnych – tu było 7:14.

Union Bordeaux-Bègles – Northampton Saints 50:28. Na jeden z hitów kolejki zapowiadało się starcie w Bordeaux, przed którym żadna z drużyn nie oszczędzała najlepszych graczy (choć składy nieco przetrzebiły kontuzje – u gospodarzy brakło Maxime’a Lucu, który nie zagra zapewne w Pucharze Sześciu Narodów, a u gości wycofanego w ostatniej chwili Fina Smitha). Maxime’a Lucu zastąpił Margin Page-Relo, który kilka razy błysnął (m.in. przyłożeniem po ładnej akcji). Emocje były właściwie tylko na początku – na pierwsze przyłożenie gospodarzy po akcji Damiana Penaud z Salesim Rayasim odpowiedział błyskotliwą akcją na skrzydle Henry Pollock. Potem jednak już ruch był poniekąd jednokierunkowy – Bordeaux przyłożyło w pierwszej połowie jeszcze trzy razy (przy grze w przewadze po dwóch kolejnych żółtych kartkach gości), a kolejne trzy razy na samym początku drugiej, odbierając wszelkie szanse przyjezdnym. Błysnął Salesi Rayasi trzema przyłożeniami (w tym po solowym, 60-metrowym rajdzie, w którym mijał rywali jak tyczki), podobnym wyczynem popisał się Cameron Woki (w tym przyłożeniem po przechwycie), a Damian Penaud zaliczył trzy asysty (dla Rayasiego i Wokiego, w tym w sytuacji, w której sam mógł spokojnie przyłożyć, ale Woki miał szansę być bliżej słupów). Pod koniec Saints się przebudzili, Pollock zaliczył drugie przyłożenie (znowu niczym skrzydłowy), koledzy kolejne dwa, ale to już była tylko gra o punkt bonusowy.

Saracens – Stade Toulousain 20:14. Na sam koniec rugbowego weekendu mieliśmy kolejne starcie wielkich marek. Pierwsze przyłożenie zdobyli co prawda gracze z Tuluzy, ale Londyńczycy zanotowali znakomitą końcówkę pierwszej połowy, gdy w ciągu 10 minut zaliczyli trzy przyłożenia (pierwsze z nich po nakrytym przez Theo McFarlanda kopie samego Antoine’a Duponta, jednak tylko jedno z nich podwyższone). Zaraz po przerwie Francuzi odrobili część strat siedmiopunktową akcją i drużyny dzieliły trzy oczka. Warunki gry jednak bardzo się pogorszyły i jedyne punkty do końca meczu zdobyli Saracens (trzy punkty z karnego Owena Farrella, który wszedł z ławki rezerwowych). Chyba najlepszy mecz Saracens w tym sezonie. Ciekawostka: najlepszymi graczami w swoich drużyna byli bracia Willisowie – u gospodarzy Tom, wybrany najlepszym graczem meczu, a u gości Jack.

Poza tym:

  • Castres Olympique – Bath 20:43 (dobry początek Francuzów, którzy prowadzili najpierw 7:0, a potem 14:7, ale po półgodzinie mistrzowie Anglii przejęli inicjatywę i ostatecznie wysoko wygrali; graczem meczu był Alfie Barbeary napędzający Bath przy większości zdobytych przez nią przyłożeń);
  • Edinburgh – Gloucester 26:24 (do przerwy Anglicy prowadzili 18:5, a jeszcze na 20 minut przed końcem mieli 9 punktów przewagi, w końcówce jednak stracili dwa przyłożenia, a przy drugim także zawodnika z żółtą kartką, co skutecznie zmniejszyło ich szansę na odrobienie niewielkiej straty);
  • Bulls – Bristol Bears 49:61 (aż 16 przyłożeń w Pretorii, z czego 9 padło w ciągu pierwszej półgodziny, absolutnie szalonej; już po 8 minutach Bears prowadzili 21:0 i prowadzenia nie oddali już do końca; zaliczyli najszybszy bonus ofensywny w historii Champions Cup; w sumie radosny mecz, w którym obie drużyny miały kłopoty z obroną; hat-trick skrzydłowego Noaha Hewarda, świetny mecz także Kalavetiego Ravouvou; dla Bears to trzecia wygrana, a dla gospodarzy – trzecia porażka);
  • ASM Clermont – Glasgow Warriors 21:33 (trzecie zwycięstwo Szkotów i trzecia porażka Francuzów; goście dominowali w pierwszej połowie, którą wygrali 26:7; po przerwie jedna akcja kosztowała ich stracone karne przyłożenie i dwóch graczy z żółtymi kartkami; Clermont zaczęło odrabiać straty i zmniejszyło dystans do pięciu punktów, ale straciło przy okazji kilku kontuzjowanych graczy, a ostatnie słowo należało do kapitana Warriors i najlepszego gracza na boisku, Kyle’a Steyna; warto zauważyć zawodowy debiut holenderskiego łącznika młyna Nieka Doornenbala w barwach Clermont);
  • Sale Sharks – Sharks 26:10 (pojedynek dwóch ekip Rekinów zdecydowanie na korzyść tej z Manchesteru – jednak drużyna z Durbanu pojechała do Anglii bez najlepszych zawodników, w tym m.in. Siyi Kolisiego);
  • Leicester Tigers – Aviron Bayonnais 57:14 (pierwsza wygrana Tigers w tegorocznym Champions Cup, i to niezwykle wysoka; pierwsze dwa przyłożenia zdobył Adam Radwan, a koledzy dorzucili kolejne siedem, w tym hat-tricka łącznika ataku Billy’ego Searle’a zaliczonego w zaledwie 10 minut);
  • Scarlets – Section Paloise 38:47 (fatalnie radząca sobie w lidze walijska ekipa mogła przez chwilę myśleć o nieoczekiwanej wygranej nad wiceliderem Top 14; zaczęło się od 3:19 po kwadransie, ale między 25. i 50. minutą Walijczycy zdobyli 5 przyłożeń i wyszli na 8-punktowe prowadzenie; jednak w ostatnich 20 minutach Pau ostatecznie przeważyło);
  • Harlequins – Stormers 61:10 (wrażenie po bardzo złych ostatnio wynikach Quins w lidze nieco zatarte – zaliczyli wysokie zwycięstwo nad rywalem z RPA, który jednak przyjechał do Londynu w rezerwowym składzie; hat-tricka zaliczył skrzydłowy Nick David).

Awans do fazy pucharowej mają już zapewniony: Bordeaux, Leinster, Glasgow Warriors, Bristol Bears (wszystkie z kompletem zwycięstw), Sale Sharks, Harlequins i Northampton Saints. Z kolei bez szans na awans są Clermont i Bajonna. Jak zwykle na koniec fazy grupowej mamy kuriozum: drużyny bez ani jednego zwycięstwa, które na kolejkę przed końcem wciąż mają szansę wejść do play-off (Scarlets i Bulls).

Challenge Cup

Trzecią kolejkę rozegrano także w rywalizacji dla ekip, które nie zakwalifikowały się do Champions Cup, czyli Challenge Cup.

Stade Français – Exeter Chiefs 27:25. Starcie dwóch niepokonanych dotąd drużyn przyniosło sporo emocji. Długo wydawało się, że zwyciężą goście, którzy jako jedyni punktowali w pierwszej połowie (choć na początku spotkania paryżanie mieli kilka świetnych okazji), do przerwy prowadzili 17:0, a zaraz po niej podnieśli swoją przewagę i wygrywali 22:0. Wtedy jednak Francuzi wreszcie zaczęli punktować. Dwa przyłożenia pozwoliły im zredukować stratę do 10 punktów, a potem nastąpił fatalny w skutkach dla gości moment – w ciągu minuty dwa zawalone maule zaowocowały dwoma żółtymi kartkami i karnym przyłożeniem dla gospodarzy. Ci tracili już tylko trzy oczka, a grali z przewagą dwóch zawodników i po kilku minutach to wykorzystali, wychodząc w końcu na prowadzenie. Co prawda mimo podwójnego osłabienia Chiefs wrócili na czoło dzięki drop goalowi Henry’ego Slade’a, ale ostatnie słowo należało do gospodarzy – wygraną dały im trzy punkty z karnego kilka minut przed końcem.

Poza tym:

  • Montauban – Black Lion 28:31 (pierwsze zwycięstwo Gruzinów w tym sezonie; krótko po przerwie prowadzili już 31:7, a gospodarze swoje jedyne przyłożenie zdobyli w kuriozalnej sytuacji; ale gdy jeden z graczy przyjezdnych zobaczył żółtą kartkę, Francuzi zaczęli odrabiać straty i niewiele im zabrakło; Akaki Tabucadze nie tylko zaliczył przyłożenie, ale w drugiej połowie także znakomitą obronę na polu punktowym – kto wie, czy nie kluczową dla losów spotkania);
  • Newcastle Red Bulls – USA Perpignan 26:19 (trzecia już wygrana drużyny z Newcastle, ale nad rywalem, któremu na tej rywalizacji specjalnie nie zależy; pierwsze przyłożenie w barwach Red Bulls zaliczył Christian Wade po akcji, w której przebił się przez trzech rywali);
  • Lions – Lyon OU 42:33 (obie ekipy walczyły o pierwszą wygraną w tych rozgrywkach; gospodarze wypracowali sobie sporą przewagę, ale pod koniec meczu Francuzi zmniejszyli dystans nawet do dwóch oczek; graczem meczu został debiutujący w barwach ekipy z Johannesburga młodzieżowy reprezentant RPA Batho Hlekani, w ostatniej chwili włączony do wyjściowej piętnastki);
  • Cardiff – Racing 92 32:13 (Cardiff w pierwszej kolejce przegrało ze Stade Français, teraz pokonało inną paryską ekipę; goście przyjechali do stolicy Walii w mocno rezerwowym składzie, mimo to pod koniec pierwszej połowy nawet prowadzili 6 punktami, potem jednak już tylko je tracili);
  • Benetton Treviso – Dragons 74:21 (Benetton wygrał swój trzeci mecz, na dodatek w imponującym stylu – aż 11 przyłożeń i czterech zawodników z dubletami);
  • Montpellier Hérault – Connacht 33:31 (goście prowadzili na kwadrans przed końcem 31:14, ale w końcówce meczu stracili trzy przyłożenia i dali sobie wydrzeć wygraną z rąk; na pocieszenie zostały im dwa punkty bonusowe; zawodowy debiut zaliczył niemiecki łącznik młyna Albert Lindner);
  • Zebre Parma – Ospreys 23:19 (Walijczycy nie podtrzymali statusu niepokonanych w fazie grupowej Challenge Cup; Włosi wygrali pierwszą połowę 13:0, po przerwie goście zaliczyli trzy przyłożenia i wyszli na prowadzenie, ale ostatnie słowo należało do gospodarzy);
  • Cheetahs – Ulster 0:28 (mecz nie odbył się i Irlandczykom podarowano pięć punktów bez gry; ekipa z Południowej Afryki, bazująca jednak na potrzeby Challenge Cup w Amsterdamie, miała problemy z boiskiem – najpierw musiała przenieść spotkanie z Amsterdamu do ‘S Hertogenbosch, gdzie spotkanie miało się odbyć przy pustych trybunach, ale i tam w dniu meczu obiekt nie nadawał się do gry).

Tutaj o fazie pucharowej mogą już myśleć Montpellier, Stade Français, Newcastle Red Bulls, Benetton Treviso (wszystkie z bilansem 3:0), Ospreys, Ulster, Cardiff i Exeter Chiefs. Bez szans są za to Montauban, Cheetahs i trochę nieoczekiwanie Racinkg 92.

Z kraju

Chris Davies podał skład reprezentacji Polski w rugby 7 kobiet, która pojedzie do Dubaju walczyć w SVNS 3. Choć w ostatnich powołaniach na zgrupowania pojawiały się w kadrze nazwiska nowych, młodych zawodniczek, skład na ten bardzo ważny turniej jest bardzo doświadczony i skupia kluczowe zawodniczki kadry z ostatnich lat, brak jedynie Hanny Maliszewskiej.

Ze świata

W pierwszym międzynarodowym starciu roku 2026 Gibraltar wygrał z Finlandią 31:24. Dla gospodarzy to był pierwszy mecz po przyjęciu ich federacji do Rugby Europe. W ciągu ostatnich kilku lat zdarzyło im się rozegrać kilka spotkań, w tym kilka miesięcy temu z tym samym rywalem (wówczas przegrali na wyjeździe 8:15).

Do gry po przerwie wróciło Pro D2 – w szesnastej kolejce spotkań triumfowali w większości faworyci. Niespodziankę mieliśmy tylko w pojedynku Dax z Agen – gospodarze wydźwignęli się z dna tabeli po wygranej 20:14 nad ekipą z czołowej szóstki ligi. W ciekawym starciu znowu zawiodło Grenoble – tym razem przegrało na wyjeździe z Provence i to aż 15:45 (w efekcie zajmują dopiero jedenaste miejsce w lidze). Po wpadce z poprzedniej kolejki do wygrywania wrócił lider z Vannes – pokonał 47:29 Mont-de-Marsan, które osunęło się do strefy spadkowej. Poza tym Aurillac przegrało w śniegu 14:15 z Colomiers (wicelider ligi odrabiał straty w końcówce i ostatecznie wygrał, mimo fatalnej skuteczności z kopów – 0/4), Soyaux Angoulême pokonało 27:3 Nevers (zaliczając przy okazji pierwszy ofensywny bonus w sezonie), Oyonnax wygrało w trudnych warunkach 33:7 z Carcassonne, Valence Romans ograło Béziers 8:0 (sporo błędów i nudy), a Brive pokonało 61:22 Biarritz (aż 9 przyłożeń zwycięzców, którzy dzięki bonusowej wygranej wrócili po długiej przerwie do czołowej szóstki). W tabeli na czele Vannes, 8-punktową stratę do lidera mają Colomiers, Provence i Valence Romans, a te drużyny od kolejnej (Oyonnax) dzieli kolejne 7 punktów. W strefie spadkowej Carcassonne i Mont-de-Marsan.

Warto przy okazji zwrócić uwagę na niecodzienny wynik z trzeciego poziomu ligowego we Francji, Nationale – w meczu dwóch drużyn z dołu tabeli Tarbes Pyrénées przegrało z Suresnes 0:3. Jedyne punkty padły z karnego na 10 minut przed końcem. Ekipa z Tarbes jest w lidze ostatnia, na czele natomiast Narbonne i Albi.

Rozegrano czwartą kolejkę w Japan Rugby League One. Na jej początek kolejną wygraną odnieśli Urayasu D-Rocks, którzy w pokonanym polu pozostawili Yokohama Eagles – było 28:22, a gospodarze po czterech kolejkach mają na koncie już tyle samo zwycięstw, co w całym poprzednim sezonie, i zajmują piąte miejsce w lidze. Najlepszym graczem meczu był Samu Kerevi. Czwarte kolejne zwycięstwa odnieśli Saitama Wild Knights (37:22 nad Shizuoka BlueRevs – do przerwy przegrywali 8:15, ale drugą połowę wygrali 29:0 dzięki pięciu przyłożeniom) oraz Spears Funabashi-Tokyo Bay (45:21 nad Mie Heat; licznik przyłożeń pompuje Haruto Kida – zaliczył już piąte w czwartym meczu). Poza tym w bardzo ciekawym pojedynku Tokyo Sungoliath uległo 20:22 Kobe Steelers (mecz o trzecie miejsce w ligowej tabeli zgromadził ponad 17 tys. widzów; gospodarze prowadzili przez większość spotkania, ale goście wyrwali wygraną karnym w ostatniej minucie; kiepsko pomógł Tokijczykom Sam Cane, który w pierwszej połowie zobaczył pierwszą, a w drugiej połowie drugą żółtą kartkę), Brave Lupus Tokyo ograli 47:22 Sagamihara Dynaboars (a gdyby nie trzy żółte kartki, rywale pewnie nie mieliby wiele do powiedzenia), a ekipa Toyota Verblitz znowu przegrała – 29:37 z Black Rams Tokyo (i z 4 punktami jest zaledwie dziesiąta w lidze; do przerwy prowadziła 29:10, ale w drugiej połowie goście zanotowali znakomity powrót, a 22 punkty dla nich zdobył Ichigo Nakakasu).

Także w Japonii dwa inne rugbowe wydarzenia. W środę po raz już 105. wyłoniono zwycięzcę ogólnokrajowej rywalizacji drużyn rugby szkół średnich, popularnie nazywanej Hanazono. W finale Toin Gauken pokonało Kyoto Seisho 36:16 i triumfowało w tych zawodach po raz trzeci z rzędu (i szósty raz w historii). W pojedynku błysnął zaledwie 17-letni Yamato Soga, który do dorobku zwycięzców wrzucił 16 punktów, w tym przyłożenie i 40-metrowego drop goala.

Z kolei w niedzielę po raz 65. rozstrzygnięto losy mistrzostw japońskich drużyn uniwersyteckich, a finał był absolutnym klasykiem – spotkały się w nim drużyny uniwersytetów Meiji i Waseba, najbardziej utytułowane w historii rozgrywek, których pojedynki nawet bez tak dużej stawki przyciągają dziesiątki tysięcy kibiców. Tym razem było ich 43 tysiące, a na ich oczach górą było Meiji, które zwyciężyło 22:10. Dla Wasedy to druga porażka w finale z rzędu, a dla Meiji to 14. tytuł w historii (poprzedni zdobyli w 2020). Teikyo, które ostatnio seryjnie triumfowało w tych rozgrywkach (czterokrotnie, w finałach na przemian wygrywając z Meiji i Wasedą), odpadło w półfinale pokonane przez Wasedę 31:21, która zrewanżowała się za porażkę w finale sprzed roku. Kilku zawodnikom z niedzielnego finału wieszczona jest znakomita przyszłość – są wśród nich mistrzowie Ryonosuke Ito i Shota Taira (który już podpisał kontrakt zawodowy z Sagamihara Dynaboars).

Rugbowe rozstrzygnięcie też na Półwyspie Iberyjskim – w Lizbonie rozegrano tradycyjne starcie pomiędzy mistrzami Hiszpanii i Portugalii o Copa Iberica. Dopiero po raz drugi w okresie ostatniej dekady triumfowała ekipa z Portugalii – Os Belenenses (która wywalczyła to trofeum już w 2023) pokonała El Salvador 23:9. Dla hiszpańskiego klubu to pierwsza porażka w tej rywalizacji – dotąd grał w takim pojedynku pięciokrotnie i zawsze wygrywał.

Nie ma spokoju w walijskiej federacji. Wciąż władze związku nie podjęły decyzji o tym, która z drużyn występujących w URC zostanie rozwiązana, kluby Super Rygbi Cymru protestują przeciwko kontroli federacji nad trenerami i lekarzami, czołowi gracze odchodzą do Anglii, a ostatnio jeden z okręgowych związków rozpoczął zbieranie podpisów pod wezwaniem do zwołania nadzwyczajnego zgromadzenia delegatów w celu m.in. przegłosowania wotum nieufności dla dwóch członków władz WRU: przewodniczącego Richarda Colliera-Keywooda i członka zarządu (a jednocześnie szefa Professional Rugby Board) Malcolma Walla. Federacja, zamiast wziąć to na klatę, zastrasza opozycję – wydano oświadczenie, że to „nieodpowiedzialna opcja nuklearna”, która zagraża stabilności finansowej i zarządzaniu federacją, a także grozi opóźnieniem w wypłatach pieniędzy dla klubów.

Z wieści transferowych:

  • nowym trenerem reprezentacji Gruzji zostanie Pierre-Henry Broncan, trener francuskiego Brive. Dołączy do kadry latem, a do tej pory zajmować się nią będzie Marco Bortolami.

Do poczytania: tekst Gavina Mairsa z The Telegraph pod znamiennym tytułem Rugby referees need to stop coaching players and get on with their job. Cóż, chodzi o temat już poruszany, czyli o to, aby sędziowie przestali pouczać/ostrzegać zawodników w trakcie gry, a zaczęli wyciągać konsekwencje. Autor widzi także ciemną stronę takiego rozwiązania (karne co chwila) i proponuje coś w rodzaju kompromisu: na początku trochę pouczania, aby zawodnicy wyczuli granice, jakie stawia sędzia, a potem już tylko gwizdek. Intrygujące.

Zapowiedzi

Zima dotąd nie rozpieszczała polskich kibiców rugby, ale wreszcie nadejdzie moment spełnienia: reprezentacja kobiet w rugby 7 zagra w Dubaju w turnieju trzeciego poziomu SVNS. Stawką będzie awans do drugiego poziomu.

W rugby piętnastkowym najważniejszym wydarzeniem będzie ostatnia kolejka fazy grupowej dwóch głównych europejskich pucharów. W Champions Cup największą stawkę będą miały pojedynki Munsteru z Castres, Gloucesteru z Tulonem, Leicester Tigers ze Stormers czy Pau z Bulls. Wśród dziewięciu pojedynków Challenge Cup zobaczymy m.in. starcie Ulsteru ze Stade Français, ale chyba najciekawiej zapowiada się pojedynek Black Lion z Zebre Parma. Do tego dojdą rozgrywane w Amsterdamie półfinały Rugby Europe Super Cup.

Dodaj komentarz