Francuskie kluby rządzą w Europie

W finałach europejskich pucharów Francja górą – i to bezdyskusyjnie. Bordeaux i Montpellier pokonali wyraźnie irlandzkich rywali i sięgnęli po pucharowy dublet, już czwarty w rękach Francuzów w tej dekadzie. Poza tym Polki wygrały Costa Blanca 7s (panowie zajęli szóste miejsce), Posnania niemal na koniec sezonu wyszła przed Hegemona w wyścigu do finału I ligi, a Malta awansowała do Rugby Europe Trophy.

Champions Cup

Union Bordeaux-Bègles – Leinster 41:19. Drugi raz w historii finały europejskich pucharów rozegrano w hiszpańskim Bilbao. Pełne trybuny, świetna atmosfera i dwa zwycięstwa francuskich drużyn. W finale Champions Cup nieoczekiwanie pierwszym skrzydłowym, który zapunktował, był Tommy O’Brien. Leinster jako pierwszy zdobył przewagę, ale zaraz potem sytuacja się zmieniła. Co prawda pierwszą świetną okazję Francuzów udaremnił szarżą w ostatniej chwili Harry Byrne, ale w kilku kolejnych minutach worek z przyłożeniami dla Bordeaux się jednak rozwiązał. Zaczął Maxime Lucu po szybkim rozegraniu karnego, potem Pablo Uberti, a jako trzeci przyłożył Louis Bielle-Biarrey po imponującym wykończeniu „niczym baletnica” (jak podsumował to komentator). Leinster próbował się zrewanżować, ale bez skutku, a tuż przed końcem pierwszej połowy Bordeaux zdobyło kolejne dwa przyłożenia – najpierw znowu Bielle-Biarrey po akcji świetnie rozpoczętej przez Damiana Penaud, a potem Yoram Moefana po przechwycie na własnej połowie. W efekcie do przerwy było 35:7 dla Francuzów i trudno już było liczyć na to, że Leinster odwróci losy meczu. Druga połowa zaczęła się co prawda od żółtej kartki Maxime’a Lucu, potem zszedł z kontuzją Cameron Woki, ale Leinster, choć zdobył przyłożenie, przy dwóch innych atakach stracił piłkę. A potem Bordeaux spokojnie kontrolowało spotkanie, dorzucając kolejne punkty z karnych (Lucu uzbierał w tym meczu 21 punktów, w tym kopnął karnego z własnej połowy). I choć w ostatnich 10 minutach Leinster zapunktował, a Bordeaux drugi raz zostało w czternastkę, było już za późno na odrobienie 29-punktowej straty. Tym bardziej, że w tej fazie gry Irlandczycy czterokrotnie stracili piłkę w polu 22 m rywali, w tym dwukrotnie pod samą linią bramkową, gdy wydawało się, że zdobycie punktów jest tylko kwestią czasu. Najlepszy atak w Europie był górą w tym meczu, ale Francuzi imponowali także w obronie. Bordeaux obroniło tytuł sprzed roku (drugi raz z rzędu zdobywając go z kompletem zwycięstw na koncie), a Leinster w pogoni za piątym triumfem musi przełknąć piątą porażkę w finale w ciągu ostatnich kilku lat (i chyba najboleśniejszą z nich wszystkich). Lucu zaś został drugi rok z rzędu najlepszym graczem finału.

Challenge Cup

Montpellier Hérault – Ulster 59:24. Dzień wcześniej, także w Bilbao, finał mniej prestiżowych rozgrywek, Challenge Cup, także kiepsko zaczęli Francuzi – karny na połowie Ulsteru, błąd w złapaniu wysokiej piłki i już Ulster był na 5 m, i już kruszył mur, a efektem było siedem punktów po przyłożeniu kapitana drużyny Nicka Timoney’a. 3 minuty później był remis, a potem historia się niemal powtórzyła: wygrana górna piłka Ulsteru, karne (i ostrzeżenie za 3 spalone dla filara Montpellier po zaledwie 8 minutach gry), do przyłożenia było o włos. Ale Montpellier ostatecznie opanowało dyscyplinę i zdobyło przewagę – każdą wizytę w polu 22 m Irlandczyków kończyło przyłożeniem i do przerwy prowadziło 26:12. Drugą połowę zaczęło od kolejnej, chyba najładniejszej piątki, a gdy po chwili zrobiło się 40:12, było już po emocjach. I choć wracający po kontuzji Rob Baloucoune zdobył przyłożenie po ładnej indywidualnej akcji, a potem zaliczył asystę, ekipa z Francji się nie zatrzymywała i jeszcze powiększyła przewagę. W efekcie Montpellier trzeci raz w historii zdobyło Challenge Cup – stawia go na swojej półce w regularnych, 5-letnich odstępach. Dla Moheda Altrada to jednak pewnie wciąż za mało – on marzy o największych trofeach, tymczasem Bouclier de Brennus udało się jego drużynie zdobyć tylko raz. A Ulster stracił nie tylko szansę na drugie europejskie trofeum w historii, ale i szansę na grę w Champions Cup za rok.

Super Rugby Pacific

Na antypodach rozegrano piętnastą, przedostatnią kolejka fazy zasadniczej Super Rugby Pacific.

Waratahs – Brumbies 21:14 14:21. Mecz z Sydney miał największą stawkę w tej rundzie – wygrana Waratahs wprowadziłaby ich do czołowej szóstki, natomiast przegrana mogła oznaczać utratę szans na awans. Spełnił się ten drugi scenariusz (no, szanse jeszcze są, ale niewielkie) – Tahs przegrali. Choć w pierwszej połowie zdawali się dominować na boisku, brakło im skuteczności i ostatecznie przegrali ją 0:14. Na pół godziny przed końcem goście prowadzili już 21:0, a gospodarze zaczęli wreszcie punktować dopiero wtedy, gdy żółtą kartkę zobaczył filar gości. Po dwóch przyłożeniach doprowadzili do emocjonującej końcówki, ale w niej nie potrafili doprowadzić do remisu.

Poza tym:

  • Moana Pasifika – Reds 31:33 (Waratahs pewnie nie liczyli specjalnie na porażkę Reds, tymczasem Moana była o włos od drugiego zwycięstwa w sezonie; wyspiarze odrobili 19-punktową stratę, jaką mieli po 45 minutach gry i na trzy minuty przed końcem to oni prowadzili 5 punktami, ale ostatecznie Reds rozstrzygnęli mecz siedmiopunktową akcją niemal na sam koniec meczu);
  • Crusaders – Chiefs 36:32 (już przed meczem mieliśmy przepychankę związaną z ponownym zakazem wnoszenia na stadion w Christchurch krowich dzwonków, tradycyjnego rekwizytu kibiców Chiefs; na boisku cios padał za cios, długo o krok do przodu byli Chiefs mimo braku Damiana McKenziego, ale 12 punktów w 10 ostatnich minutach pozwoliło wygrać gospodarzom);
  • Hurricanes – Highlanders 45:28 (liderzy ligi pokonali jedyną nowozelandzką ekipę, która nie awansowała do play-off – stołeczna ekipa za to zapewniła sobie pierwsze miejsce w tabeli na koniec fazy zasadniczej, co da im przewagę własnego boiska do końca fazy pucharowej; brakło co prawda na boisku gwiazdy Canes, Fehiego Fineanganofo, ale jego drużyna i tak pewnie zwyciężyła; Highlanders zaczęli od 20-minutowej czerwonej kartki Daniela Linerta-Browna i 21-punktowej straty po kwadransie gry);
  • Western Force – Fijian Drua 19:15 (Force potrzebowało do utrzymania się w grze o play-off zwycięstwa z bonusem, ale wygrało tylko za 4 punkty).

Jedyne niewiadome, jakie pozostały po tej rundzie: kto zajmie trzecie miejsce i będzie gospodarzem meczu w pierwszej turze play-off oraz czy Reds potwierdzi swój awans do fazy finałowej (ma 5 punktów przewagi nad Waratahs). Hurricanes już pewne pierwszego miejsca, a Chifes drugiego. Dalej są Blues, Crusaders, Brumbies i Reds.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Hurricanes1355
2.Chiefs1346
3.Blues1338
4.Crusaders1336
5.Brumbies1333
6.Reds1332
7.Waratahs1327
8. ↑Western Force1326
9. ↓Highlanders1424
10.Fijian Drua1321
11.Moana Pasifika135

Z kraju

Reprezentacje Polski w rugby 7 zagrały w turnieju Costa Blanca 7s. W składzie pań mieliśmy kilka eksperymentów (debiutujące w kadrze Karolinę Kosowską, Dorotę Krawczyk i Florę Micoud-Terreau oraz wracającą po latach Oksanę Panasenko, brakło natomiast m.in. Julii Druzgały czy Katarzyny Paszczyk). Mimo to Polki bezproblemowo radziły sobie z rywalkami i zwyciężyły w turnieju. Pierwszego dnia w meczach grupowych pokonały 58:0 Austrię, 50:14 Szwajcarki grające pod szyldem „Szwajcarek” (Switzers), a na koniec Mołdawię 54:0. Fazę pucharową zaczęły od kolejnego wysokiego zwycięstwa, 41:0 nad Norwegią. Nieco poważniejszą przeszkodę napotkały w półfinale – była nią reprezentacja Kazachstanu. Polki jednak już do przerwy miały na koncie trzy przyłożenia, a chociaż Kazaszki po przerwie dwukrotnie zmniejszały straty, nasze zawodniczki zawsze odskakiwały i wygrały 29:14 (hat-trick Ilony Zaiszluk). W finale mierzyły się z ekipą Costa Blanca Barbarians i bez problemu wygrały 35:7, jedyne punkty tracąc dopiero na sam koniec spotkania – a hat-tricka znowu zaliczyła Zaiszluk.

Wśród panów także mieliśmy sporą grupkę debiutantów, głównie grających na co dzień za granicą. Tu jednak już na start było potknięcie – grający z husarskimi skrzydłami panowie przegrali 14:19 z reprezentacją Maroka. Potem przyszła wygrana 28:14 po zaciętym meczu nad wenezuelską drużyną Alcatraz (to ciekawa historia – drużyna rugby to jeden z elementów istniejącego od ponad dwóch dekad projektu wyciągania młodych ludzi z przestępczości), a na koniec fazy grupowej znów porażka, tym razem 28:35 z Chinami (wbrew wynikowi, dość pewne zwycięstwo Azjatów). W ćwierćfinale Polacy zagrali z Litwą i ponieśli trzecią przegraną, 14:19 (tuż przed końcem było 14:14, ale Polacy oddali piłkę i pozwolili rywalom wyprowadzić zabójczą kontrę z ich połowy boiska). W półfinale zmagań o miejsce piąte nasi gracze zrewanżowali się Chińczykom za porażkę z fazy grupowej i pokonali ich 17:12 – w pierwszej połowie, wygranej 12:0, praktycznie nie schodzili z połowy rywali, natomiast w drugiej Azjaci doprowadzili do remisu i dopiero przyłożenie Daniela Trybusa tuż przed końcem dało wygraną Polakom. Udanego rewanżu nie było natomiast w meczu o piąte miejsce z Marokiem – Polacy zaczęli co prawda od prowadzenia 12:0 po trzech minutach i przyłożeniach Toma Poźniaka oraz najskuteczniejszego w naszej drużynie Kacpra Bogusza, ale jeszcze w pierwszej połowie rywale wyszli na prowadzenie. Drugą połowę Polacy znowu dobrze zaczęli, przyłożył Ksawery Struss, ale rywale znowu odpowiedzieli, doprowadzili do remisu, a w ostatniej akcji zdobyli zwycięskie przyłożenie – wygrali 24:19 i Polakom pozostało szóste miejsce w turnieju. Bilans to 2 zwycięstwa, 4 porażki, a postawa nie wróży najlepiej przed nachodzącymi zawodami Rugby Europe Championship. W turnieju wygrała Portugalia, która w finale pokonała Ukrainę.

Swoją drogą, nie tylko siódemkowiczów zobaczyliśmy na boisku – wraz z nimi naszego sędziego Adriana Pawlika.

Rozegrano przedostatnią kolejkę fazy zasadniczej I ligi. Najciekawiej zapowiadało się starcie na szczycie ligowej tabeli pomiędzy Hegemonem Mysłowice i Spartą Jarocin. Liderująca Sparta wciąż nie była całkiem pewna awansu do finału, a Mysłowiczanie potrzebowali zwycięstwa aby utrzymać się na drugim miejscu wobec pogoni Posnanii. Gospodarze zaczęli z impetem – przyłożenie na sam początek, chwilę potem od kolejnego było o włos, ale do przerwy prowadzili tylko 11:9. Drugą połowę zaczęli od ataku, ale strata i kontra Jarocinian oznaczała zmianę na prowadzeniu, a chwilę potem po niemal identycznej sytuacji było już 11:21. Mysłowiczanie co prawda ładną akcją wprost ze wznowienia zmniejszyli dystans do 5 oczek, ale gorzko potem musieli żałować spudłowanego z łatwej pozycji podwyższenia. Wybronili się przy grze w osłabieniu, a potem znowu przyłożyli, ale do wyjścia na prowadzenie brakło podwyższenia. I choć na sam koniec mieli jeszcze jedną znakomitą okazję, skończyło się remisem 21:21 (drugim tych ekip w tym sezonie – jesienią było 24:24).

Posnania tymczasem zrobiła swoje i pokonała z bonusem 58:19 Rugby Wrocław, dzięki czemu przeskoczyła Hegomona w tabeli i zbliżyła się do gry w finale ligi. Poza tym Arka Rumia pokonała 29:21 Legię Warszawa. Niestety nie doszedł do skutku mecz Watahy Zielona Góra z RK Warszawa – Zielonogórzanie, skazani już na ostatnie miejsce w tabeli i zapewne spadek do II ligi, mimo gry w domu nie zdołali zebrać 15 uprawnionych do gry zawodników (brakło jednego gracza, pechowo – filara). Stołeczna ekipa zgarnie zatem walkower, a z komunikatu Watahy wynika, że ekipa ta nie zagra też w ostatniej kolejce (na wyjeździe z Legią), a przyszłość drużyny stoi pod znakiem zapytania.

O miejsca w finale walczą trzy zespoły – niemal pewna gry w nim jest Sparta, która za tydzień podejmie Arkę Rumia. 4 punkty straty ma Posniania, a kolejne oczko mniej ma Hegemon – obie te ekipy na koniec fazy zasadniczej zagrają na wyjazdach, Poznaniacy z RK Warszawa, a Hegemon z Rugby Wrocław.

Rozegrano ostatnie spotkania fazy grupowej centralnej lidze kadetów. W ostatnim meczu grupy 2 pewny już zwycięstwa w niej Orkan Sochaczew pokonał Pogoń Siedlce 31:22. W grupie 1 były dwa mecze do rozegrania i jedna istotna niewiadoma – Lechia Gdańsk wciąż miała szansę na wyprzedzenie Budowlanych Łódź i awans na drugie miejsce, a zarazem do meczu o trzecie miejsce mistrzostw Polski. Nadzieje Lechii rozwiało jednak najlepsze w tej grupie Ogniwo, które wygrało z Gdańszczanami 50:12. W tej sytuacji w finale rozgrywek Ogniwo zagra z Orkanem, a w meczu o brąz Budowlani Łódź z Budowlanymi Lublin.

W Gdyni odbyły się mistrzostwa Polski weteranów. Tym razem zwycięsko wyszła z nich ekipa z Łodzi, Stare Wygi. Na starcie stanęło pięć drużyn – oprócz zwycięzców także ekipy z Gdyni, Gdańska, Poznania i Siedlec.

Ze świata

Mistrzostwa Azji panów zaczęły się od nadspodziewanie trudnej przeprawy ekipy, która sięgnęła w nich po sześć ostatnich tytułów mistrzowskich – Hongkong grał w Colombo ze Sri Lanką i wygrał, ale po trudnym meczu, zaledwie 15:14. Z 0:10 zrobiło się 14:10 dla gospodarzy i dopiero tuż przed końcem goście przyłożeniem wyszarpali wygraną. W pewnym stopniu tłumaczy ekipę mistrzów Azji fakt, że większość podstawowych graczy zagrała towarzysko z Japonią C – i doznała bardzo dotkliwej porażki, aż 0:80 (choć rywale grali składem bez doświadczenia międzynarodowego, którego część stanowili gracze drużyn uniwersyteckich). Kiepsko to wróży hongkońskim „smokom” przed Pucharem Świata. Zwłaszcza, że i Lankijczycy nie mieli najsilniejszego składu, bo część zawodników już przygotowuje się do sezonu siódemkowego.

W Nairobi wystartowały mistrzostwa Afryki kobiet. W pierwszej kolejce pewnie wygrywały faworytki – Południowa Afryka rozgromiła Madagaskar 62:5 (choć otwierające przyłożenie zdobyły Malgaszki), a gospodynie turnieju, Kenijki, pokonały Ugandę 43:10. Ciąg dalszy rywalizacji już w środę.

Ostatnim meczem Rugby Europe International Championships w tym sezonie był finał poziomu Conference pomiędzy Maltą i Austrią. Dla obu tych drużyn to była historyczna szansa – żadna z nich nie grała jeszcze na drugim poziomie rozgrywek pod egidą FIRA/Rugby Europe. Ostatecznie awans wywalczyła reprezentacja Malty. Gospodarze, będący faworytami spotkania, nie zawiedli, szybko wyszli na prowadzenie, i choć w pierwszej połowie Austria dzięki karnym zmniejszyła stratę do 6 oczek, dwa szybkie przyłożenia Maltańczyków na początku drugiej części rozstrzygnęły mecz. Ostatecznie Malta wygrała 39:13.

W meczu pań rozegranym pod egidą Rugby America North Meksyk ograł Jamajkę 46:14 – pierwsza połowa wyrównana (wygrana przez gospodynie tylko 15:14), ale po przerwie Meksykanki odjechały rywalkom.

Z meczów 20-latków: Gruzja pokonała Fidżi 29:23 (z 18-latkiem w roli łącznika ataku), a Południowa Afryka rozgromiła Chile aż 97:0.

We francuskiej drugiej lidze Pro D2 odbyły się ćwierćfinały. W pierwszym Oyonnax pewnie pokonało Valence Romans 39:14, dominując zwłaszcza w ostatniej półgodzinie (wygranej 26:3). W drugim spotkaniu Provence przekreśliło nadzieje na powrót do Top 14 najbogatszego klubu z drugiego poziomu ligowego, Brive – wygrało 39:21 (goście jako pierwsi zdobyli przyłożenie, ale kolejne sześć wywalczyli gospodarze i w końcówce Brive mogło już tylko zmniejszać rozmiary porażki). Pary półfinałowe: Vannes – Oyonnax i Colomiers – Provence.

Z kolei w angielskiej Champ krok dalej, już półfinały – a w nich sensacja. Ealing Trailfinders, którzy przeszli przez fazę zasadniczą jak burza, notując komplet zwycięstw, przegrali na swoim boisku z Worcester Warriors 29:34. Na kwadrans przed końcem prowadzili 10 punktami, ale rywale odrobili 8 oczek, a w ostatniej akcji meczu zdobyli zwycięskie przyłożenie. W drugim spotkaniu wygrali faworyci – Bedford Blues pokonali 58:24 Coventry. Z kolei w meczu o utrzymanie London Scottish zdecydowanie ulegli wicemistrzowi National League 1, Blackheath 7:27. Najstarszy klub rugby wraca zatem na drugi poziom angielskich rozgrywek po ponad ćwierć wieku.

W Japan Rugby League także nastał czas meczów pucharowych i zmagań o utrzymanie/awanse na różnych poziomach rozgrywek. W fazie pucharowej najwyższego poziomu mieliśmy dwa ćwierćfinały. W obu zwyciężyły drużyny wyżej notowane po fazie zasadniczej. W pierwszym Tokyo Sungoliath pokonało Black Rams Tokyo 40:35 po zaciętej walce. Zwycięzcy po kwadransie mieli na koncie 3 przyłożenia, do przerwy wygrywali 27:10, ale rywale odrobili straty i wyszli na prowadzenie, a Sungoliath ratował wygraną przyłożeniem w ostatniej akcji meczu. Poniekąd, tę ostatnią szansę darowali mu rywale – przy stanie 35:33 tuż przed końcem mieli oni trudnego karnego, ale zamiast grać na czas, kopnęli na słupy, spudłowali, i Sungoliath mógł zaatakować jeszcze raz. W drugim spotkaniu Spears Funabashi Tokyo-Bay pewnie pokonali broniących mistrzowskiego tytułu Brave Lupus Tokyo 26:3 (tym meczem pożegnał się z Japonią Richie Mo’unga). Skład półfinałów: Kobe Steelers – Tokyo Sungoliath i Saitama Wild Knights – Spears Funabashi Tokyo-Bay.

W pierwszych spotkaniach barażowych dwumeczów o utrzymanie na najwyższym poziomie rozgrywek wygrały na wyjazdach ekipy broniące się przed spadkiem – Koto Blue Sharks ulegli 15:37 Urayasu D-Rocks (sporą rolę w wygranej gości odegrał Jasper Wiese), a Shuttles Aichi przegrali 14:36 z Sagamihara Dynaboars. Trudno wyobrazić sobie, aby w rewanżach ekipy z drugiego poziomu wywalczyły awans.

W barażach o grę na drugim poziomie drużyny broniące przed spadkiem zrobiły niewielkie kroki w stronę utrzymania: Hino Red Dolphins wygrali 20:17 ze Skyactivs Hiroshima, a Kamaishi Seawaves pokonali 19:17 Sayama Rugguts. Tu jednak wszystko jest otwarte.

W półfinałach hiszpańskiej División de Honor zwycięstwa dwóch ekip ze Starej Kastylii nad drużynami z aglomeracji Madrytu. Burgos pokonało Alcobendas 28:25 po bardzo zaciętym meczu, a Valladolid RAC ograł nieoczekiwanego półfinalistę (beniaminka rozgrywek), Liceo Frances, 36:26 (tu już do przerwy było 33:7). W kobiecych rozgrywkach (Liga Iberdrola) rozegrano już finał – w powtórce ubiegłorocznego starcia o złoto zawodniczki El Salvador obroniły złoto, pokonując 28:17 Majadahondę.

Półfinały także w holenderskiej Ereklasse. Pewnie wygrały drużyny wyżej notowane po fazie zasadniczej: broniący tytułu Haagsche RC pokonał 't Gooi 29:12, a najlepsza ekipa części ligowej, The Dukes, wygrali 40:14 z Eemlandem.

Do rozstrzygnięcia finału południowoafrykańskiego SA Cup nie wystarczyło 80 minut. Choć do przerwy Pumas prowadzili 28:7, mający atut własnego boiska Griquas doprowadzili do wyrównania na kilka minut przed upływem regulaminowego czasu gry. Potem obie drużyny próbowały kopów (Pumas z karnego, a Griquas w ostatniej akcji z drop goala), ale bez skutku. Mieliśmy zatem dogrywkę, a w jej pierwszej połowie znowu na prowadzenie wyszli goście – do przerwy było 28:38. W drugiej połowie Griquas znowu odrabiali straty, ale brakło im trzech punktów i przegrali 35:38. To był trzeci sezon tych rozgrywek, trzeci finał w tym samym składzie i drugie zwycięstwo Pumas.

W dwunastej kolejce Super Rugby Americas (do końca sezonu zasadniczego pozostały już tylko dwie) wygrywały ekipy argentyńskie. Pewnie prowadzący w tabeli Dogos ograli na wyjeździe obrońców tytułu, urugwajski Peñarol 33:31, co mocno komplikuje nadzieje Urugwajczyków na awans do play-off (są na szóstym miejscu i tracą do czwartego 5 punktów). Peñarol był blisko odwrócenia losów meczu, zdobywając w ostatnim kwadransie cztery przyłożenia, brakło mu jednak dwóch spudłowanych podwyższeń. Wicelider, Pampas, rozgromił brazylijskich Cobras (ostatnia ekipę tabeli) aż 59:0. Capibaras utrudniła życie czwartemu w tabeli chilijskiemu Selknamowi wygrywając z nim 34:17. W efekcie Chilijczyków za czwartym miejscu zastąpili Tarucas, którzy pokonali paragwajskie Yacaré 43:14 (Tarucas i Selknam mają identyczną liczbę punktów).

Powoli zbliża się do końca faza zasadnicza Major League Rugby – drużyny mają już na koncie po 8 spotkań i wyjdą na boisko jeszcze tylko dwukrotnie. Ósmą wygraną zaliczyli Chicago Hounds – 57:17 nad Seattle Seawolves. Wygrali też wiceliderzy – California Legion pokonał Old Glory DC 42:10. Porażkę Waszyngtończyków wykorzystali do wejścia do czołowej czwórki broniący tytułu New England Free Jacks, którzy pokonali na wyjeździe 20:7 najsłabszy w lidze Anthem RC.

A tydzień temu poznaliśmy kolejnego zdobywcę Siam Cup – Guernsey pokonało Jersey 35:28. Było ciekawie, bo na 10 minut przed końcem Jersey przegrywało 7:28, ale podjęło szaloną pogoń i niewiele brakło do sukcesu.

World Rugby ogłosiło globalną strategię na lata 2026–2031. Dokument w dużej mierze ogólny, zwraca jednak uwagę skoncentrowanie się przez światową federację na elice rugby. W dużym uproszczeniu program sprowadza się do zapowiedzi generowania zysków przez Puchary Świata, a następnie ich dystrybucji – czyli w zasadzie nic nowego. Biorąc pod uwagę fakt, że Puchar Świata w 2031 będzie organizowany w Stanach Zjednoczonych duży nacisk jest położony na rozwój rynku rugby w tym kraju. I to chyba jedyna konkretna dobra wiadomość dla krajów spoza tier 1. Owszem, pojawiają się w tej strategii ogólniki na temt rozwoju rugby na świecie, ale gdy przychodzi do konkretów to jest ich niewiele, a i te w moim odczuciu nieszczególnie zachęcające – owszem, powiązanie nakładów z efektami teoretycznie ma sens, ale może równie dobrze usprawiedliwiać przekazywanie pieniędzy do federacji elity. Na dodatek mam wrażenie, że hasło nacisku na kraje z największym potencjałem wzrostu oznacza w praktyce ograniczenie nakładów. Wsparcie o największym poziomie (whole sport plan) ma trafić zaledwie do maksymalnie pięciu związków (nie wiadomo czy będzie ich pięć, a przecież dotąd high performance funding obejmowało większą liczbę związków, nawet kilkanaście). Oczywiście będą w tej grupie Amerykanie, a czy ktoś jeszcze? Slajd z tą informacją ilustrowany jest zdjęciem zawodniczek z Japonii, co także jest symboliczne – w końcu ten kraj to przecież już w praktyce tier 1 (ma 3 głosy w Radzie WR).

Trwają rozmowy o formacie europejskich pucharów w przyszłości. M.in. na tapecie jest pomysł Anglików, aby zredukować liczbę drużyn w Champions Cup z 24 do 16 – w rywalizacji brałoby udział po pięć drużyn z każdej z trzech czołowych lig oraz obrońca tytułu. Zrezygnowanoby z fazy grupowej, a całość rozgrywana byłaby w formacie pucharowym. Mniej grania (5 zamiast 8 spotkań – dwumecze w 1/8 finału, a potem już pojedyncze starcia), ale za to wyeliminowanie fazy niebudzącej specjalnych emocji. Póki co jednak obecna formuła jest zaklepana na kilka najbliższych lat.

Nagrodę European Player of the Year, przyznawaną przez organizatorów europejskich pucharów, EPCR, zgarnął Louis Bielle-Biarrey. W jego karierze to pierwszy taki laur, ale warto zwrócić uwagę, że to czwarty z rzędu francuski zawodnik, który zgarnął tę nagrodę.

A doroczną nagrodę Rugby Union Writers’ Club dla rugbowej osobowości roku dostała za sezon 2025/26 czwarta kobieta w historii tej nagrody – mistrzyni świata Ellie Kildunne. Za jej plecami uplasowali się Finn Russell, ubiegłoroczny laureat Louis Bielle-Biarrey i koleżanka Kildunne z reprezentacji, Zoe Stratford.

W sprawie wielkiego pozwu ok. 1200 byłych rugbystów przeciwko World Rugby, RFU, federacji walijskiej oraz Rugby Football League związany z wynikającymi z gry schorzeniami mózgu są kłopoty – sąd wymagał dostarczenia pełnej dokumentacji medycznej powodów i okazuje się, że w przypadku większości z nich mimo upływu terminu akta nie wpłynęły.

Wciąż awantury w rugby południowokoreańskim – tym razem niezadowolenie byłego prezesa federacji wzbudzają przygotowania reprezentacji do rozpoczynających się mistrzostw Azji. Koreańczycy pierwszy swój mecz zagrają za dwa tygodnie, a tymczasem na obóz treningowy powołano kadrę złożoną z zaledwie 18 zawodników…

Z wieści transferowych:

  • nieoficjalnie: Joey Carbery wraca do Irlandii – po krótkim okresie spędzonym w Bordeaux przechodzi do Leinsteru, gdzie zaczynał swoją zawodową karierę;
  • także nieoficjalnie: odwrotny kierunek Jamesa Lowe’a – odchodzi z Leinsteru i być może będzie grać gdzieś we Francji;
  • Cheslin Kolbe wraca z Japonii do Kapsztadu i będzie grać dla Stormers;
  • ogromna rotacja w Sale Sharks – wśród odchodzących są Raffi Quirke (do Newcastle Red Bulls) czy bracia du Preezowie (Rob do Bajonny, Dan do Bath), wśród przychodzących Courtney Lawes, Joe Marchant czy Christ Tshiunza. Pod względem liczby zmian Manchesterczyków biją jednak Newcastle Red Bulls, z których składu ubędzie nie kilkunastu, ale 26 zawodników.

Zmarł Arthur Lewis, środkowy reprezentacji Walii z jej wspaniałego okresu na początku lat 70. XX w., wziął udział m.in. w zwycięskiej wyprawie British & Irish Lions do Nowej Zelandii w 1971.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Francja:

  • Andrzej Charlat (AS Monaco Rugby, Fédérale 2): wyszedł w podstawowym składzie w rewanżowym spotkaniu dwumeczu 1/16 finału fazy play-off – jego ekipa z nawiązką zrewanżowała się za czteropunktową porażkę z pierwszego spotkania, wygrywając z Saint Priest 34:6.

Zapowiedzi

Sporo rugby w kolejny weekend.

W kraju:

  • pierwsze spotkania dwumeczów półfinałowych Ekstraligi o miejsca 1–4: Life Style Catering Arka Gdynia – Pogoń Awenta Siedlce i Orlen Orkan Sochaczew – Energa Ogniwo Sopot,
  • półfinały Ekstraligi o miejsca 5–8: Juvenia Kraków – Lechia Gdańsk oraz Edach Budowlani Lublin – WizjaMed Grot Budowlani Łódź,
  • pierwsze spotkanie dwumeczu o utrzymanie w Ekstralidze: AZS AWF Warszawa – Budmex Rugby Białystok,
  • ostatnia kolejka fazy zasadniczej I ligi (RK Warszawa – Posnania, Rugby Wrocław – Hegemon Mysłowice, Sparta Jarocin – Arka Rumia i Legia Warszawa – Wataha Zielona Góra),
  • przedostatnia kolejka II ligi,
  • finały centralnej ligi kadetów,
  • pierwszy turniej mistrzostw Polski w rugby 7 juniorów w Lublinie.

Na świecie:

  • koniec mistrzostw Afryki kobiet (najpierw Południowa Afryka – Uganda i Kenia – Madagaskar, a potem Uganda – Madagaskar, Kenia – Południowa Afryka),
  • międzynarodowe mecze w Ameryce Północnej (St. Lucia – Jamajka oraz St. Vincent i Grenadyny – Bahamy),
  • ćwierćfinały United Rugby Championship,
  • przedostatnia kolejka Top 14 oraz półfinały i baraż o utrzymanie w Pro D2,
  • przedostatnia kolejka Prem i finał Champ w Anglii,
  • ostatnia kolejka Super Rugby Pacific,
  • półfinały Japan Rugby League One,
  • finał hiszpańskiej División de Honor,
  • finał belgijskiej D1,
  • finał szwajcarskiej LNA,
  • drugi turniej finałowej fazy SVNS w Valladolid.

2 komentarze do “Francuskie kluby rządzą w Europie”

Dodaj komentarz