Ogromne emocje w półfinale Ekstraligi – Ogniwo Sopot odrobiło w drugiej połowie meczu z Orkanem Sochaczew 22 punkty straty i awansowało do finału, gdzie spotka się z Pogonią Siedlce. Orkan tym razem nie przetrwał gry w czternastkę w drugiej połowie meczu. Na świecie zwracają uwagę zwycięstwa Południowej Afryki i Australii w SVNS Championship, awans Bulls do finału URC mimo 18-punktowej straty w pierwszej połowie i brak awansu Bordeaux do fazy pucharowej Top 14.
Ekstraliga
W rewanżach półfinałowych dwumeczów triumfowali gospodarze. Emocji nie zabrakło w Sopocie.
Energa Ogniwo Sopot – Orlen Orkan Sochaczew 42:26 (w dwumeczu: 56:50). Ogniwo musiało odrabiać 10-punktową stratę z pierwszego spotkania i już na start zaliczyło znakomitą akcję z własnej połowy zakończoną przez Mateusza Plichtę. Jednak zaraz potem sprawy kompletnie się odwróciły – przegrany na swojej połowie aut Ogniwa zaowocował błyskawicznym przyłożeniem Orkana, a chwilę potem było już 14:7 dla gości po szybkim ataku zakończonym przez Jonathana O’Neilla, który odnalazł dziurę w obronie gospodarzy. W kolejnych minutach mecz się wyrównał, Harrison Astley dwukrotnie nie wykorzystał szans z podstawki na podniesienie prowadzenia, ale Orkan jednocześnie nie pozwalał Ogniwu na jakiekolwiek przełamanie. Aż w końcu Artur Fursenko wykorzystał fatalny błąd gospodarzy we własnym polu punktowym po kopie Tomasza Gasika i zrobiło się 19:7 dla Sochaczewian (w dwumeczu mieli wtedy aż 22 punkty przewagi). Co prawda żółtą kartkę zobaczył Adrian Pętlak, ale pierwszy atak gospodarzy skończył się przegranym autem, a drugi karnym, który nie wyszedł w aut. Jednak sytuacja, po której karny został podyktowany, miała duży wpływ na spotkanie: sędzia pokazał żółtą kartkę Wojciechowi Piotrowiczowi, a czerwoną Cyprianowi Majcherowi (za uderzenie pięścią rywala w głowę). Orkan zatem całą drugą połowę miał grać w osłabieniu, i tym razem nie przetrwał tej sytuacji. Już zaraz po przerwie Ogniwo zaliczyło dwa przyłożenia po akcjach zapoczątkowanych maulem, chwilę potem kolejne po młynie i w bilansie dwumeczu Sopocianie tracili do rywali już tylko jeden punkt. Co prawda nie skorzystali z okazji na kopy z karnego, a na kwadrans przed końcem przy ataku gości stracili zawodnika z żółtą kartką, ale Orkan nie wykorzystał swojej szansy – kop Harrisona Astley’a z karnego nie doleciał do autu. Po tym zdarzeniu Ogniwo odzyskało przewagę na boisku i zaliczyło dwa przyłożenia po asystach Coopera Hansena. Dopiero w końcówce Orkan mocniej przycisnął, zdobył przyłożenie, ale do wyrównania stanu dwumeczu brakło mu 6 punktów.
Pogoń Awenta Siedlce – Life Style Catering Arka Gdynia 49:21 (w dwumeczu: 108:33). Drugie sobotnie spotkanie nie dostarczyło tak dużych emocji – będący jego gospodarzami gracze Pogoni mieli już po meczu sprzed tygodnia bezpieczną przewagę punktową nad rywalami, a i w tym meczu wywiązali się z roli faworyta. Pierwsza połowa mogła się podobać – drużyny wymieniały się atakami, raz jedna, raz druga była na połowie rywali, ale skuteczniejsi okazali się w tej grze Siedlczanie, którzy zdobyli cztery przyłożenia (z czego trzy po szybkich akcjach graczy ataku) wobec dwóch rywali. W drugiej połowie przewaga Pogoni wzrosła. Po kolejnych trzech przyłożeniach (w tym po kolejnym rajdzie Kacpra Bogusza) prowadziła 49:14, a wtedy na dodatek Arka została na boisku w czternastkę po bezsensownym zachowaniu Paei Fonoifuy, które skończyło się czerwoną kartką. Co prawda moment później Szymon Sirocki po przechwycie i rajdzie przez większą część boiska zdobył przyłożenie dla gości, ale to niewiele zmieniło.
Ostatecznie zatem w finale Ekstraligi zagrają Pogoń Awenta Siedlce z Energą Ogniwem Sopot (drugi finał Ekstraligi w Siedlcach), a o brąz zmierzą się Orlen Orkan Sochaczew z Life Style Cateringiem Arką Gdynia. Półfinały zaś zapamiętamy chyba także z powodu smutnej statystyki – trzech żółtych czerwonych kartek w czterech meczach.
A w zaległym mecz II ligi Miedziowi Lublin ulegli Rugby Ruda Śląska 29:60. W tabeli bez zmian. Do rozegrania na tym poziomie pozostała ostatnia kolejka.
Top 14
Faza zasadnicza Top 14 trzymała w napięciu do samego końca – w ostatniej kolejce w zdecydowanej większości spotkań była realna stawka na szali, a w kilku z nich obie drużyny miały o co walczyć. I w ostatniej kolejce doszło do nieoczekiwanych wyników i nieoczekiwanego przetasowania w tabeli.
Union Bordeaux-Bègles – ASM Clermont 31:34. Bordeaux przed tym meczem było szóste, a Clermont ósme w tabeli – obie drużyny potrzebowały zwycięstwa, aby awansować do ćwierćfinałów ligi. Ostatecznie padł wynik, który nie zadowolił nikogo – obie ekipy odpadły z rywalizacji, co jest szczególną niespodzianką w przypadku Bordeaux, aktualnego wicemistrza Francji i zdobywcy Champions Cup. Ta drużyna musiała jednak radzić sobie w tym meczu bez kilku swoich gwiazd, w tym kontuzjowanych Mathieu Jaliberta i Camerona Wokiego. Początkowo wszystko wydawało się iść po jej myśli – krótko przed przerwą prowadziła 24:7. Potem jednak losy meczu się odwróciły. Na kwadrans przed końcem to Clermont wyszło na prowadzenie, a na pięć minut przed końcowym gwizdkiem Maxime Lucu doprowadził do remisu. Ten wynik nie satysfakcjonował nikogo. Ostatecznie dzięki drop goalowi Harry’ego Plummera (19 punktów tego zawodnika) nieoczekiwanie wygrali goście, ale zwycięstwo nic im nie dało wobec wygranej La Rochelle.
Stade Rochelais – Stade Français 27:22. Do ostatniej chwili o awans do czołowej szóstki walczyła ekipa z La Rochelle – potrzebowała swojej wygranej i potknięcia Bordeaux (lub Racingu), a oba te warunki udało się spełnić dzięki wydarzeniom z końcówek obu meczów. Roszelczycy zaczęli od prowadzenia Nolanna le Garreca (17 punktów w meczu), ale z 7:0 zrobiło się po 50 minutach 10:19 i gospodarze musieli odrabiać straty. O ich zwycięstwie zadecydowały dwa przyłożenia w ostatnich 10 minutach – pierwsze wyprowadziło ich na jednopunktowe prowadzenie, a drugie, tuż przed końcem, zagwarantowało wygraną. 3 punkty Paryżan z karnego dały im tylko defensywny punkt bonusowy. La Rochelle powróciło do czołowej szóstki na sam koniec sezonu – poprzednio znajdowali się w niej jesienią.
Poza tym:
- Racing 92 – Stade Toulousain 31:20 (Racing 92 aby zapewnić sobie miejsce w czołowej szóstce potrzebował wygranej z mistrzem kraju; ten wyszedł na boisko w osłabionym składzie, jednak i Racing miał kłopoty – musiał wystawić więcej zawodników o statusie JIFF niż by chciał, a w drugiej połowie przez 20 minut grał w osłabieniu; mimo to przeważył, w tym okresie zdobywając dwa ze swoich czterech przyłożeń, a ponieważ Blair Kinghorn seryjnie pudłował z podstawki, choć w przyłożeniach był remis, Paryżanie zapewnili sobie wygraną);
- Castres Olympique – RC Toulonnais 38:21 (miły akcent na koniec sezonu w wykonaniu graczy Castres; na koniec meczu podwyższeniem potwierdzili zwycięstwo, ale zdobywca tych dwóch punktów był odrobinę nieoczekiwany – skutecznie kopnął Leone Nakarawa);
- Lyon OU – Montpellier Hérault 25:28 (ciężko wywalczona wygrana Montpellier, która zapewniła tej drużynie bezpośredni awans do półfinału ligi – po kwadransie przegrywali 0:12, zaliczyli też w pierwszej połowie pomarańczową kartkę);
- Section Paloise – US Montauban 71:35 (Montauban pożegnał się z ligą pięcioma przyłożeniami – najlepszy wynik w ataku w całym sezonie; mimo to wysoko przegrał – obie ekipy postawiły na ofensywę i w sumie w meczu padło aż 16 przyłożeń);
- Aviron Bayonnais – USA Perpignan 52:7 (to trochę nieoczekiwane, ale dla Bajończyków to było pierwsze domowe zwycięstwo w tym roku; Katalończycy ułatwili im sprawę przyjeżdżając w mocno rezerwowym składzie – myślą już o barażu o utrzymanie).
Cóż, wypadnięcie Bordeaux z czołowej szóstki to niewątpliwa sensacja. Awans w to miejsce La Rochelle to zwieńczenie świetnej końcówki sezonu. A warto zwrócić uwagę na ogromną rotację w lidze – z ubiegłorocznych sześciu uczestników fazy play-off w tym roku tylko jeden się powtarza (Tuluza). Skład ćwierćfinałów: Stade Français – Stade Rochelais (czyli powtórka z meczu z tego weekendu, tyle że na innym stadionie) i Section Paloise – Racing 92.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | Stade Toulousain | 26 | 86 |
| 2. | Montpellier Hérault | 26 | 82 |
| 3. | Stade Français | 26 | 79 |
| 4. | Section Paloise | 26 | 78 |
| 5. | Racing 92 | 26 | 74 |
| 6. ↑ | Stade Rochelais | 26 | 72 |
| 7. ↑ | ASM Clermont | 26 | 71 |
| 8. ↓↓ | Union Bordeaux-Bègles | 26 | 70 |
| 9. | RC Toulonnais | 26 | 59 |
| 10. ↑ | Castres Olympique | 26 | 55 |
| 11. ↓ | Lyon OU | 26 | 53 |
| 12. | Aviron Bayonnais | 26 | 51 |
| 13. | USA Perpignan | 26 | 29 |
| 14. | US Montauban | 26 | 7 |
W finale Pro D2 Vannes potwierdziło swój powrót do Top 14 po roku przerwy, ale w meczu z Provence nie miało łatwej przeprawy. Co prawda już w 5. minucie Bretończycy wyszli na prowadzenie, którego nie oddali do końca, ale wynik długo był na styku i jeszcze na pięć minut przed końcem Prowansalczycy zmniejszyli stratę do tylko czterech oczek. Skończyło się wygraną 18:14. Provence będzie mieć jeszcze drugą szansę na awans – baraż z Perpignan na swoim boisku.
United Rugby Championship
Przed półfinałami w stawce mieliśmy 50% drużyn z Europy i 50% z Południowej Afryki i po półfinałach ten bilans pozostał identyczny.
Glasgow Warriors – Bulls 21:22. Bulls wzięli rewanż na Szkotach za porażkę z finału sprzed dwóch lat – i to w sytuacji, gdy po półgodzinie nikt nie dawał im żadnej szansy na zwycięstwo. Gospodarze po 30 minutach gry, mimo rotacji tuż przed meczem spowodowanej kontuzją George’a Horne’a, prowadzili 21:3. Bezlitośnie wykorzystali 10 minut przewagi po żółtej kartce Handré Pollarda, a gdy przy trzecim przyłożeniu goście zostali na boisku drugi raz w czternastkę, trudno było wróżyć im sukces. Tymczasem błąd Rory’ego Darge’a dał gościom szansę, którą mimo osłabienia wykorzystali. A gdy na początku drugiej połowy to jeden ze Szkotów zobaczył żółtą kartkę, Bulls nie mieli litości i w ciągu 10 minut wyszli na jednopunktowe prowadzenie. Przez pozostałe 25 minut meczu wynik się już nie zmienił, ale to Bulls byli bliżsi zdobywania kolejnych punktów – Pollard w tym okresie trzykrotnie spudłował z podstawki. Jednak jego koledzy zmuszali gospodarzy do błędów i skromne prowadzenie zostało utrzymane, a goście trzeci sezon z rzędu awansowali do finału URC.
Leinster – Stormers 20:11. Kapsztadczycy pojechali do Dublina w osłabionym z powodu kontuzji składzie (brakowało przede wszystkim ich reżysera, uznanego wcześniej najlepszym graczem ligi, Sachy Feinberga-Mngomezulu). I kiepsko weszli w spotkanie – w ciągu pierwszych 25 minut gospodarze kilkakrotnie punktowali i wyszli na prowadzenie 13:0. Jednak jeszcze w pierwszej połowie Stormers zmniejszyli stratę do pięciu oczek. W drugiej połowie długo jedynymi punktami były te z karnego gości, które zredukowały dystans między drużynami do dwóch punktów. I kto wie, jakby mecz się skończył, gdyby nie katastrofa Stormers na na 10 minut przed końcem, chwilę po tym jak zmarnowali świetną szansę na wyjście na prowadzenie: najpierw kartkę zobaczył Ruan Ackerman (żółtą, podniesioną do czerwonej), moment później przyłożył dla Leinsteru Jamison Gibson-Park, a ostateczne nadzieje na powrót Stormers pogrzebały podwyższenie Harry’ego Byrne’a i żółta kartka Salmaana Moerata, po której goście zostali do końca meczu w trzynastu. Szkoda, że w przerwie meczu doszło do przepychanki w tunelu, w którą byli zaangażowani niemal wszyscy zawodnicy obu drużyn.
Finał zatem w Dublinie – Leinster zagrają z Bulls. Powtórka z poprzedniego sezonu
A swoją drogą, jeszcze przed półfinałami władze ligi ogłosiły zdobywców indywidualnych nagród za ten sezon. Najlepszym graczem uznano Sachę Feinberga-Mngomezulu ze Stormers, a najlepszym trenerem Ivana van Rooyena z Lions. Także w najlepszej piętnastce sezonu dominują gracze z Południowej Afryki – jest po trzech graczy z Bulls i Stormers (tu m.in. najskuteczniejsi w lidze Evan Roos i Feinberg-Mngomezulu) i dwójka z Lions. Poza tym mamy dwóch graczy ze Szkocji (obu z Glasgow Warriors) i pięciu z Irlandii (ale tu niespodzianka: po dwóch z Connachtu i Ulsteru, z tego ostatniego także jeden zawodnik rodem z RPA, i tylko jeden z Leinsteru). Jednak warto pamiętać, że Leinster w tych zestawieniach był zawsze kiepsko reprezentowany, głównie z powodu zbyt małej liczby występów jego gwiazd w meczach ligowych. A odkryciem sezonu został 20-letni walijski skrzydłowy z Cardiff, Tom Bowen.
Prem
Dwa spotkania ostatnie kolejki Prem miały szczególne znaczenie.
Exeter Chiefs – Saracens 32:12. Największy ciężar gatunkowy miał mecz zajmujących czwarte miejsce Exeter Chiefs z pragnącymi zająć ich miejsce w czołowej czwórce Saracens. Na dodatek mieliśmy podtekst wynikający z rywalizacji sprzed kilku lat tych dwóch klubów o tytuł najlepszej drużyny w Anglii, w której Saracens grali nieczysto. Sporo było zatem napięcia i wynikającego z niego błędów. To właśnie po błędach Chiefs Saracens wyszli na prowadzenie, ale potem z punktami było krucho – obie drużyny miały szanse i obie je marnowały. Aż do ostatniej akcji pierwszej połowy, gdy to Exeterczycy przyłożyli i zdobyli trzypunktową przewagę, a goście przy okazji zarobili żółtą kartkę. Dzięki liczebnej przewadze gospodarze na początku drugiej połowy podnieśli prowadzenie do stanu 18:5. Kolejne punkty padły w ostatnim kwadransie i niczego już nie zmieniły.
Poza tym:
- Bath – Leicester Tigers 24:22 (stawką tego meczu była możliwość rozegrania półfinału na swoim boisku; kluczową postacią meczu okazał się zdobywca trzech przyłożeń dla obrońców tytułu, Thomas du Toit);
- Gloucester – Newcastle Red Bulls 54:21 (Gloucester potrzebował bonusowego zwycięstwa aby mieć pewność utrzymania ósmego miejsca i zdecydowanie wygrał z najsłabszą drużyną ligi);
- Harlequins – Northampton Saints 38:31 (na koniec sezonu piękna wygrana Quins nad liderem ligowej tabeli, która jednak nie dała Londyńczykom nic poza satysfakcją – wygrana Gloucesteru odebrała im szansę na awans do Champions Cup; przegrana Saints też nie miała dla nich znaczenia, a zagrali rezerwowym składem);
- Sale Sharks – Bristol Bears 38:17 (Bears przed tygodniem stracili szansę na play-off i chyba razem z tym stracili energię – już po 25 minutach Sharks mieli na koncie cztery przyłożenia).
Zmian w składzie czołowej czwórki zatem nie ma, a efektem sobotnich spotkań jest tylko wymiana na trzecim i czwartym miejscu. Skład półfinałów: Northampton Saints – Leicester Tigers i Bath – Exeter Chiefs.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | Northampton Saints | 18 | 74 |
| 2. | Bath | 18 | 69 |
| 3. ↑ | Exeter Chiefs | 18 | 65 |
| 4. ↓ | Leicester Tigers | 18 | 63 |
| 5. | Saracens | 18 | 57 |
| 6. | Bristol Bears | 18 | 54 |
| 7. | Sale Sharks | 18 | 36 |
| 8. | Gloucester | 18 | 32 |
| 9. | Harlequins | 18 | 31 |
| 10. | Newcastle Red Bulls | 18 | 12 |
Super Rugby Pacific
Czysto nowozelandzkie pojedynki będziemy mieć w półfinałach Super Rugby Pacific – pierwszy raz w historii. Trzy nowozelandzkie drużyny wygrały swoje pojedynki w pierwszej rundzie play-off, a wśród trzech przegranych najwyżej notowanym po fazie zasadniczej zespołem był kolejny z tego kraju.
Crusaders – Blues 52:31. Nowozelandzki klasyk poszedł po myśli ekipy z Christchurch, która kontynuuje niesamowitą serię wygrywanych na swoim boisku spotkań w fazie pucharowej Super Rugby – trwającą od początku ligi. Zaczęło się co prawda od przyłożenia Blues po sprytnym (a może szczęśliwym?) rozegraniu autu, ale Crusaders wyrównali, a gdy czerwoną kartkę zobaczył jeden z rywali, wypracowali 19-punktową przewagę. Po przerwie, gdy siły się wyrównały, jeszcze zwiększyli swoją przewagę po znakomitym wejściu Davida Haviliego i przyłożeniu obrońcy Johnny’ego McNicholla (który zaliczył w tym meczu hat-tricka). Potem jeszcze trzykrotnie Blues przykładali, aby zmniejszyć straty, ale za pierwszym i drugim razem Crusaders odpowiadali swoimi punktami, a trzecie przyłożenie Aucklandczyków przyszło za późno, aby cokolwiek zmienić.
Poza tym:
- Hurricanes – Brumbies 66:12 (żadnych wątpliwości w meczu pierwszej i szóstej drużyny fazy zasadniczej – zanim goście z Canberry zdobyli pierwsze punkty, gospodarze mieli ich na koncie aż 31 po zaledwie półgodzinie gry, podczas której wchodzili imponującymi atakami w obronę Australijczyków jak w masło; sól w rany Brumbies posypał rezerwowy Ngane Punivai hat-trickiem przyłożeń w ostatnich 20 minutach);
- Chiefs – Reds 46:24 (ostatnią nadzieją Australijczyków byli Reds, ale i oni przegrali, choć po zaciętej walce; kluczowa rolę w meczu odegrał Damian McKenzie, który zdobył w tym meczu aż 26 punktów, w tym 2 przyłożenia w kluczowym okresie spotkania w drugiej połowie; do szpitala po meczu trafił Wallace Sititi w efekcie dwóch uderzeń w głowę otrzymanych w odstępie kilku sekund).
Pary półfinałowe: Hurricanes – Blues i Chiefs – Crusaders.
SVNS
W Bordeaux rozstrzygnęły się losy SVNS Championship, czyli w obecnym formacie najważniejszych siódemkowych rozgrywek w sezonie.
W klasyfikacji generalnej męskiej rywalizacji przed tym turniejem prowadziła Południowa Afryka z czterema punktami przewagi nad Argentyną i ośmioma nad Australią. I żadna z tych drużyn nie przeszła przez fazę grupową niepokonana, a dwie z nich miały poważne kłopoty. Blitzboks swój udział w turnieju zaczęli fatalnie – zmierzyli się z ostatnią drużyną sprzed tygodnia, Wielką Brytanią, i po dogrywce przegrali 14:19 (nie bez znaczenia było wejście do brytyjskiej drużyny szkockiego gwiazdora z piętnastkowego rugby, ostatnio grającego w siódemki w poprzedniej dekadzie, Darcy’ego Grahama, który w tym meczu zapunktował i uratował swój zespół w obronie). Co więcej, RPA wygrało też drugiego dnia z Fidżi 12:15, a walczący o utrzymanie się w cyklu Brytyjczycy pokonali jeszcze Kenię – w efekcie grupę wygrało niepokonane Fidżi, drudzy byli Brytyjczycy, a Południowa Afryka weszła do ćwierćfinału dopiero jako druga drużyna z trzecich miejsc. Jeszcze gorzej poszło Argentyńczykom – też dwukrotnie przegrali (14:22 z gospodarzami imprezy, Francuzami, mimo dwóch przyłożeń Marcosa Monety w pierwszej połowie, i 21:24 z Nową Zelandią) i skończyli jako najsłabsza ekipa z trzecich miejsc, w związku z czym nie awansowali do ćwierćfinałów i pożegnali się z marzeniami o podium. Grupę wygrała Nowa Zelandia przed Francją. Ciut lepiej poszło Australijczykom, którzy przegrali tylko z Amerykanami i zajęli w swojej grupie drugie miejsce, za swoimi pogromcami (stanowiącymi największą rewelację tej fazy – byli kwalifikantami z SVNS 2 i w klasyfikacji generalnej zajmowali przed tym turniejem przedostatnie miejsce).
W ćwierćfinałach sytuacja się zmieniła i tylko jedna z niepokonanych na wcześniejszym etapie drużyn wygrała – Nowa Zelandia pokonała Wielką Brytanię 24:5. Tymczasem Południowa Afryka wzięła rewanż na Fidżi zwyciężając 14:12 (mimo prowadzenia rywali 12:0 po trzech minutach), a Amerykanie ulegli Hiszpanom 5:17. Porażka na tym etapie Australii (aż 0:26 z Francją) oznaczała, że ćwierćfinałowa wygrana zapewniła Blitzbokom końcowy sukces w całym cyklu SVNS Championship. I nie przeszkodziły im w tym porażki w dwóch ostatnich meczach turnieju z europejskim drużynami – 12:21 z Francją w półfinale i aż 14-40 z Hiszpanią w meczu o brąz. Skład podium był w tym turnieju kompletnie inny niż w dwóch poprzednich – wygrali Francuzi, którzy w finale pokonali 14:5 Nową Zelandię.
Kiepskie występy Argentyny (9. miejsce) i Australii (7. miejsce) zepchnęły te ekipy z miejsc na podium cyklu. Ostatecznie drugie miejsce za plecami Południowej Afryki zajęła Nowa Zelandia, a trzecie Hiszpania, dla której to ogromny sukces. Francuzi, mimo wygranej w turnieju, w klasyfikacji ogólnej pozostali na siódmym miejscu. Dobry występ Amerykanów (5. lokata) oznaczał, że w przyszłym roku zagrają w SVNS 1. Gorzej poszło Brytyjczykom, którzy skończyli na ósmym miejscu w turnieju (a 10. w klasyfikacji cyklu) i jednak spadają do SVNS 2. Razem z nimi na drugim poziomie zobaczymy Kenię (była gorsza od Stanów o zaledwie jeden punkcik), Niemcy i Urugwaj.
Wśród pań walkę o pierwsze miejsce w cyklu toczyły Australia i Nowa Zelandia, a o trzecie – Stany Zjednoczone, Francja i Kanada. Faworytki nie zawodziły i wysoko wygrywały swoje grupowe spotkania (Australijki – mimo braku na boisku największej gwiazdy rywalizacji, Maddison Levi). Od zwycięstwa do zwycięstwa szły też pierwszego dnia trzy drużyny walczące o trzecie miejsca, a dopiero w sobotę Francuzki nie sprostały Nowozelandkom, a w amerykańskim starciu Stany Zjednoczone pokonały Kanadę.
W ćwierćfinałach nadal wygrywały Australia (14:0 z Hiszpanią po dwóch przyłożeniach z końcówki meczu – Hiszpanki i tak cieszyły się, bo udział w ćwierćfinale zagwarantował pozostanie w SVNS 1 po awansie z poziomu niżej) i Nowa Zelandia (35:22 z Japonią mimo braku kontuzjowanej Stacey Waaki – dorobek punktowy Japonii przeciw takim przeciwniczkom budzi wrażenie, choć jego większość pojawiła się na tablicy wyników, gdy mecz był już rozstrzygnięty). Do półfinału awansowały też Kanadyjki po wygranej 29:14 nad Fidżi, natomiast z marzeniami o podium całego cyklu musiały pożegnać się mające wsparcie swojej publiczności Francuzki – przegrały z USA 0:12. Ostatecznie w finale ósmy raz w tym sezonie zmierzyły się Australia i Nowa Zelandia (w półfinale pierwsza ograła Stany Zjednoczone 21:7, a druga pokonała Kanadę 24:17, po przyłożeniu Jorjy Miller przy zegarze świecącym się już na czerwono). I dopiero drugi raz w tych bezpośrednich finałowych starciach wygrała Australia, do której składu na ostatni dzień wróciła Maddison Levi – i zdobyła dwa przyłożenia w pojedynku wygranym 26:19. W meczu o trzecie miejsce Kanadyjki pokonały Amerykanki 19:17.
W klasyfikacji generalnej triumfowała Australia, o cztery punkty wyprzedzając Nową Zelandię (finał turnieju w Bordeaux był efektywnie finałem całego cyklu). Na trzecie miejsce awansowały Kanadyjki (dwupunktowe zwycięstwo w meczu o brąz dało im dwa punkty przewagi w klasyfikacji generalnej nad Amerykankami), poza podium pozostały Stany Zjednoczone i Francja. Spośród kwalifikantów z SVNS 2 grę na poziomie SVNS 1 za rok wywalczyła sobie Hiszpania – spada natomiast Wielka Brytania, a wraz z nią wracają nań Brazylia, Argentyna i Południowa Afryka….
Przy okazji wybrano najlepszych zawodników rozgrywek. Wśród pań nagroda ta ominęła Maddison Levi, a drugi raz z rzędu otrzymała ją znakomita Nowozelandka Jorja Miller. Wśród mężczyzn uhonorowano gracza z Południowej Afryki, Tristana Leydsa. Odkryciami sezonu są Nowozelandczyk Kele Lasaqa i Francuzka Anaick Konyi.
Z kraju
Posnania obroniła tytuł mistrza Polski w rugby 7 mężczyzn. Przed ósmym i zarazem ostatnim turnieju sezonu, którego Poznaniacy byli gospodarzami, Posnanię i RC Koszalin dzieliły w klasyfikacji generalnej cyklu symboliczne dwa punkty. W praktyce zatem o mistrzostwie kraju zadecydował finał poznańskiego turnieju, do którego awansowali obaj rywale. W tym pojedynku lepsi okazali się gospodarze (26:12) i to oni sięgnęli po złoto – siódmy w historii klubu. Dla Koszalinian srebro i tak jest najlepszym osiągnięciem w historii (rok temu był brąz). Trzecie miejsce w turnieju i zarazem w klasyfikacji ogólnej przypadło Tytanowi Gniezno – jego brąz był niezagrożony już wcześniej. W sumie w całym sezonie wzięło udział 10 drużyn, z czego tylko trójka medalistów wystąpiła we wszystkich ośmiu turniejach.
W drugim turnieju siódemkowych mistrzostw Polski juniorów, rozegranym w Sopocie, Budowlani Łódź wzięli rewanż za porażkę z finału pierwszych zawodów rozgrywanych przed tygodniem – tym razem pokonali Orkan Sochaczew 26:7. Trzecie miejsce podobnie jak tydzień temu przypadło w udziale Ogniwu Sopot.
Odbyły się dwa pierwsze turnieje siódemkowych mistrzostw Polski kadetów (pierwszy etap eliminacji do Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży). W grupie północnej w Sopocie najlepsi byli gospodarze – Ogniwo, dominujące na scenie młodzieżowej w piętnastkach, także i w siódemkach radzi sobie świetnie. W finale pokonało Rugby Białystok 40:10. Trzecie miejsce zajęli Budowlani Łódź. Także i w turnieju grupy południowej, rozegranym w Blachowni, gospodarze okazali się niegościnni – triumfowała ekipa RC Częstochowa, która w finale ograła Budowlanych Lublin 26:12. Trzecie miejsce zajęła Pogoń Siedlce.
Piąty (przedostatni) turniej siódemkowych mistrzostw Polski kadetek rozegrano w Gdańsku. Triumfujące w trzech poprzednich zawodach tego cyklu gospodynie, Biało-Zielone Ladies Gdańsk, tym razem uległy w finale Pogoni Siedlce 14:15. Robi się ciekawie – Gdańszczanki mają tylko dwa punkty przewagi nad Siedlczankami i prawdopodobne jest, że finał ostatniego turnieju, który ma odbyć się w Olsztynie, będzie w praktyce także finałem mistrzostw Polski.
Z wieści transferowych: Oskar Borkowski, wychowanek Rugby Białystok, ostatni rok grający w Ogniwie, rusza do Francji. Młody filar związał się z drużyną Espoirs w klubie Carcassonne.
Ze świata
Siódmy raz z rzędu Hongkong zwyciężył w mistrzostwach Azji. W drugim tegorocznym meczu odniósł drugie zwycięstwo, pokonując aż 45:9 Koreę Południową (znowu grając w praktyce rezerwami). Cóż, druzgocąca porażka Koreańczyków była możliwa do przewidzenia wobec ogromnych kłopotów organizacyjnych w tej federacji. Do rozegrania pozostał ostatni mecz mistrzostw pomiędzy Koreą Południową i Sri Lanką – stawką jest drugie miejsce w rywalizacji (przypomnijmy, że Zjednoczone Emiraty Arabskie wycofały się z niej przed startem).
W Ameryce Środkowej rozegrano kilka meczów międzynarodowych w ramach rywalizacji organizowanej przez Rugby America North (która jednak nie podała jasnych jej zasad). U panów Barbados pokonał 21:3 Gujana, a Trynidad i Tobago uległ Meksykowi 10:24. U pań także górą Meksyk – zawodniczki z tego kraju pokonały reprezentację Trynidadu i Tobago (dla odmiany – u siebie) 27:17. Miały grać także męskie reprezentacje wysp Turks i Caicos oraz Bahamów – ale wynikiem tego meczu jakoś nikt jeszcze się nie pochwalił.
Rozgrywki Rugby Europe Sevens rozpoczęły się od pierwszych turniejów na poziomie Trophy rozegranych w Makarskiej. Wśród pań triumfowały Ukrainki, które w finale pokonały 24:10 jednego ze spadkowiczów z Championship, Włochy. Brąz dla Moławii, czwarte miejsce dla Węgier. Wśród panów najlepsi byli Szwajcarzy, którzy w finale pokonali 29:0 ekipę z Monako, będącą tegorocznym beniaminkiem. Trzecie miejsce zajęli Rumuni, a czwarte Turcy. Spadkowicze z Championship, Szwedzi, dopiero na piątym miejscu.
Po raz pierwszy w historii Japan Rugby League One mistrzem tej ligi zostali Kobe Steelers (choć nie jest to ich pierwszy tytuł mistrzów Japonii – w poprzednich wcieleniach rywalizacji o ten tytuł triumfowali już jedenastokrotnie, ostatni raz w 2019 w Top League). W finale rozgrywek przed ponad 50 tys. widzów pokonali ekipę Spears Funabashi Tokyo-Bay 22:13. Kluczowymi postaciami dla wygranej był Seung Sin Lee, który sześciokrotnie trafił z podstawki, Brodie Retallick, który co prawda nie powiększył liczby zdobytych w tym sezonie przyłożeń (zdobył ich 17), ale został uznany najlepszym graczem meczu, a także młody Shunsuke Uenobo. Z ekipą mistrzów w wyśmienitym stylu pożegnał się jej trener Dave Rennie – po tym spotkaniu obejmuje funkcję selekcjonera All Blacks. W meczu o brąz Saitama Wild Knights pokonali Tokyo Sungoliath 26:19, wracając na podium ligi po krótkiej przerwie (rok temu w meczu o trzecie miejsce przegrali).
We włoskiej Serie A Elite historyczny moment – drużyna Valorugby Emilia nie tylko pierwszy raz w swojej historii zagrała w finale (po sześciu kolejnych sezonach, w których odpadała w półfinałach), ale i wygrała go zdobywając swoje pierwsze mistrzostwo Włoch. Pokonała w Padwie tamtejszą Petrarkę zdecydowanie – choć przegrywała 0:5, jeszcze w pierwszej połowie odpowiedziała trzema przyłożeniami i zwyciężyła 27:5.
14. raz w historii mistrzem hiszpańskiej División de Honor została ekipa Valladolid RAC, która odzyskała tytuł po rocznej przerwie (w okresie ostatnich 14 lat tylko trzykrotnie oddawała go w inne ręce). Jednak w kastylijskich derbach z Burgos zwycięstwo nie przyszło tej drużynie łatwo – wygrała 25:24, decydujące punkty zdobywając z dalekiego karnego (właściwie z połowy boiska) w ostatniej akcji meczu. Bohaterem był zdobywca tych punktów Baltazar Taibo (który moment wcześniej spudłował).
W czeskiej Extralidze tytuł mistrzowski odzyskała ekipa z Říčan, która w finale ograła broniącą złota sprzed roku Tatrę Smíchov 19:12. Brąz przypadł Slavii Praga, która pokonała austriacki Donau Wien 44:20. Z ligi spada Vyškov, a zastąpi go Praga. Przed spadkiem obronił się Dragon Brno.
W półfinałach Super Rugby Americas pierwszy raz w historii zobaczymy wyłącznie drużyny argentyńskie. Spośród nich niepewni awansu do półfinału byli tylko Tarucas, ale swój awans potwierdzili pokonując 42:15 w derbowym pojedynku pewnych już kwalifikacji krajowych rywali, Capibaras. W tej sytuacji rozegrany później pojedynek chilijskiego Selknamu z brazylijskimi Cobras był bez znaczenia – Selknam wygrał 40:5, ale pozostał piąty i może tylko żałować kiepskiego początku sezonu. Poza tym Dogos wygrali 48:20 z Yacaré, a broniący tytułu mistrzowskiego Peñarol uległ 14:47 Pampas, ostatecznie zajmując dopiero szóste miejsce w rywalizacji (pierwszy raz w historii nie załapał się do czołowej czwórki). Skład półfinałów: Dogos – Tarucas i Pampas – Capibaras.
Koniec fazy zasadniczej także w Major League Rugby. Na początek weekendu szansę na awans do półfinałów podtrzymała ekipa Old Glory DC, która wygrała z Anthem RC 29:21. To wystarczyło jej do awansu na czwarte miejsce – zajmująca przed tym weekendem tę lokatę ekipa obrońców tytułu New England Free Jacks przegrała na koniec rywalizacji z niepokonanymi dotąd Chicago Hounds 19:35 i skończyła sezon na piątym miejscu. A w ostatnim meczu mieliśmy próbę generalną półfinału: Seattle Seawolves pokonali California Legion 33:19, a zwycięstwo dało im prawo zorganizowania kolejnego pojedynku tych drużyn na swoim terenie. Skład półfinałów: Chicago Hounds – Old Glory DC i Seattle Seawolves – California Legion.
Kończy się powoli męska liga Super Rugby Pacific, natomiast do boju ruszyły na antypodach panie. W pierwszej kolejce australijskiej ligi Super W broniące tytułu Waratahs na start pokonały 42:29 Fijiana Drua, a wicemistrzynie, Reds, przegrały z Brumbies 12:15 (zdecydował karny po syrenie). Nowozelandzkie rozgrywki Super Rugby Aupiki ruszają za tydzień.
Sześć drużyn wzięło udział w meczach dorocznego Toyota Challenge organizowanego przez Cheetahs. Gospodarze turnieju na początek pokonali portugalskich Lusitanos 54:24. Poza tym Griquas ograli Rumunię A 35:20, natomiast Pumas (niedawni zwycięzcy SA Cup) ulegli gruzińskiej ekipie Black Lion 36:46.
Za tydzień poznamy mistrza Niemiec, tymczasem sporo dzieje się niżej. Podobno dwie najlepsze drużyny zaplecza Bundesligi, RK Heusenstamm i RC Leipzig, nie są zainteresowane awansem. To może ocalić ligowy byt ostatniego w lidze RC Luxembourg, ale i tu może dojść do zwrotu akcji, bo w niemieckiej federacji ma być rozważana decyzja o wykluczeniu zagranicznych drużyn z gry na najwyższym poziomie ligowym (co uderzy właśnie w Luksemburczyków – poza nimi w niemieckim systemie ligowym są na poziomie regionalnym kluby z zachodniej Austrii).
World Rugby odpowiedziało na prośbę federacji nowozelandzkiej o interpretację przepisów dotyczących gry w rucku – wskazując, że dopuszczalne jest przesuwanie przez łącznika młyna ręką/rękami piłki do tyłu rucka, jeśli walka o piłkę w tej formacji jest już skończona. Cóż, odpowiedź niespecjalnie idzie w parze z dosłownym brzmieniem przepisów – w imię przyspieszenia gry (przesuwanie piłki nogą do tyłu zajmuje więcej czasu).
Pojawiają się pierwsze doniesienia o składach na Nations Championship. Chyba jako pierwsi swój ogłosili Fidżyjczycy – gwiazd w nim nie brakuje, ale ostatecznie nie ma awizowanych wcześniej w szerokiej grupie treningowej Nathana Hughesa i Virimiego Vakatawy. Wraca po kilkuletniej przerwie Peceli Yato, a sporo uwagi przyciąga jedna z gwiazd Bordeaux Salesi Rayasi.
Kolejny wgląd w sytuację finansową klubowego rugby. Wyniki finansowe za ostatni rok obrotowy ogłosili walijscy Ospreys. Przychody klubu spadły o kilka procent, a na koniec sezonu zanotowali stratę 1,8 mln funtów (czyli ok. 20% przychodów). Z kolei likwidatorzy wyspiarskiej ekipy Moana Pasifika stwierdzili, że klub ma długi przekraczające 8 mln dolarów nowozelandzkich, co wielokrotnie przewyższa wartość klubowych aktywów.
Ospreys podpisali Professional Rugby Agreement (PRA25) z federacja walijską. W ubiegłym roku odmówili tego kroku z powodu ryzyka faworyzowania przez WRU ekipy Cardiff, ale ostatecznie nie mieli wyboru. Podpisu pod tym porozumieniem dotąd nie złożyła tylko jedna z czterech zawodowych drużyn, Scarlets.
Kilka wypowiedzi prezesa SARU Marka Alexandra przyciągnęło uwagę rugbowych mediów. Jedna z nich dotyczy nadchodzącej kolejnej tury rozmów nad stworzeniem wspólnego kalendarza dla federacji i klubów z krajów elity. Południowa Afryka jest spośród nich w najtrudniejszej sytuacji: kluby grają według kalendarz północy, reprezentacja według kalendarza południa, co zwiększa obciążenia zawodników. Alexander podniósł, że jeśli globalny kalendarz nie zostanie wprowadzony, może dojść do odpływu zawodników do rugby league lub nowych, nieusankcjonowanych rozgrywek (jak R360). Kluczowym krokiem byłoby przesunięcie The Rugby Championship na wiosnę i zgranie z Pucharem Sześciu Narodów. Drugim tematem była kwestia dopuszczenia Japonii i Fidżi do The Rugby Championship – ponoć taki temat istnieje, aczkolwiek jego zdaniem ten krok powinien być poprzedzony dopuszczeniem reprezentacji tych krajów do rywalizacji TRC U20. Summa summarum – nie ma co spodziewać się szybkiego poszerzenia seniorskiego TRC.
Z wieści transferowych:
- niekwestionowana gwiazda kobiecego rugby, Ellie Kildunne, odejdzie po tym sezonie z Harlequins – ponoć nie z własnej woli, bo jej stosunki z działaczami były ostatnio mocno napięte;
- 44-letni już Ma’a Nonu, odchodzi z Tulonu;
- po sześciu latach opuszcza Gloucester Argentyńczyk Matías Alemanno. Odchodzi z klubu także Rosjanin Kirył Gotowcew, który zdaje się kończy karierę;
- reprezentant Walii Jarrod Evans odchodzi z Harlequins i wraca do Cardiff;
- Nowozelandczyk Malakai Fekitoa opuszcza Benettona Treviso i w kolejnym sezonie zagra dla Béziers;
- wygląda na to, że Fehi Fineanganofo jednak wyjedzie z Nowej Zelandii do Newcastle Red Bulls, zgodnie z podpisanym wcześniej kontraktem;
- Andy Farrell, selekcjoner reprezentacji Irlandii, przedłużył swój kontrakt łączący go z tamtejszą federacją o kolejne cztery lata (do Pucharu Świata w 2031). Jeśli umowa zostanie wypełniona, będzie najdłużej urzędującym szkoleniowcem kadry w tym kraju w historii;
- po przyszłorocznym Pucharze Świata trener ataku Południowej Afryki, Tony Brown, przejdzie do sztabu szkoleniowego arcyrywali RPA – Nowej Zelandii;
- po trzech latach odchodzi z roli szkoleniowca reprezentacji Nowej Zelandii w rugby 7 Tomasi Cama.
Do poczytania: tekst Jamesa While’a w portalu planetrugby.com The 44 percent problem: what the Prem’s three artificial pitches are doing to the players who play on them. Dotyczy gry w rugby na sztucznych nawierzchniach – przywołano w nim różne statystyki, m.in. że kontuzje nóg zdarzają się na nich o blisko połowę częściej niż na powierzchniach naturalnych. Ponoć jednym z powodów odejścia Toma Willisa z Saracens miała być właśnie sztuczna murawa na ich stadionie StoneX.
Zapowiedzi
Za tydzień na rugbowych arenach w kraju:
- mecze o piąte i siódme miejsce w Ekstralidze (ten o piąte równocześnie o Puchar Ekstraligi), a do tego rewanż w dwumeczu o dziewiąte miejsce i utrzymanie na tym poziomie (Budmex Rugby Białystok – AZS AWF Warszawa),
- finał I ligi (Sparta Jarocin – Posnania),
- ostatnia kolejka II ligi,
- ostatni turniej mistrzostw Polski kobiet w rugby 7,
- drugie turnieje grupowe mistrzostw Polski kadetów w rugby 7.
A na świecie:
- ćwierćfinały Top 14 i mecz barażowy o utrzymanie w tej lidze,
- półfinały Prem,
- półfinały Super Rugby Pacific,
- ostatni mecz mistrzostw Azji (Korea Południowa – Sri Lanka),
- mecz pod egidą Rugby America North (Kajmany – Barbados),
- turnieje Rugby Europe Sevens na poziomie Conference 1 i 2,
- półfinały Super Rugby Americas i Major League Rugby,
- finał niemieckiej Bundesligi.