Orkan górą w czternastkę

Rozbudowa fazy pucharowej miała dodać smaczku w Ekstralidze, ale w pierwszy jej weekend prawdziwe emocje były tylko w jednym spotkaniu – za to spore, gdy Orkan grając większość meczu w czternastkę pokonał Ogniwo. Na świecie mamy m.in. australijskie wygrane w SVNS, starcia Europy z RPA w półfinałach URC, wygraną Newcastle Red Bulls, a także zdobycie przez Vientiane Tiger FC mistrzostwa Laosu.

Ekstraliga

Nasza Ekstraliga wkroczyła w decydującą fazę – rozpoczęły się pojedynki pucharowe. W strefie medalowej – na pierwszy ogień poszły pierwsze spotkania dwumeczów półfinałowych.

Life Style Catering Arka Gdynia – Pogoń Awenta Siedlce 12:59. W Gdyni zdecydowanym faworytem byli przyjezdni, ale miejscowi kibice po zwycięstwie swojej drużyny nad Orkanem w ostatniej kolejce rundy grupowej pewnie po cichutku liczyli na niespodziankę. Nic z tego. Gdynianie co prawda z animuszem zaczęli spotkanie, dwa razy wchodzili w pole 22 m gospodarzy, ale w obu przypadkach kończyli akcje przodami, a za trzecim razem przekopali karnego za chorągiewkę. Dopiero po kwadransie groźniej zaatakowali gospodarze, a pierwsze przyłożenie dla nich zdobył po szybkim rozegraniu karnego i indywidualnej akcji Vaha Halaifonua. Odtąd poszło Siedlczanom z górki – kolejne trzy ataki przyniosły im trzy przyłożenia i po 25 minutach było 28:0. Potem ponownie dłużej atakowała Arka, ale znów bez efektu – a w ostatniej akcji pierwszej połowy swoje prowadzenie podniosła Pogoń. W drugiej połowie dobrych okazji było mniej, ale ilekroć Pogoń zbliżyła się do pola punktowego rywali, tylekroć punktowała i na niespełna kwadrans przed końcem prowadziła 59:0. Dopiero w końcówce Arka przebiła się dwukrotnie na pole punktowe gości, ale te punkty nic nie zmieniły w tym spotkaniu i zapewne będą też bez znaczenia dla losów całego dwumeczu.

Orlen Orkan Sochaczew – Energa Ogniwo Sopot 24:14. Meczem, na który kibice czekali najbardziej, było starcie w Sochaczewie. Początek meczu należał do gości, grających bez zdyskwalifikowanego na trzy mecze kapitana, Piotra Zeszutka, ale zdobyte przez nich przyłożenie nie zostało uznane i jedynym dorobkiem z okresu przewagi były 3 punkty z karnego Wojciecha Piotrowicza. Chwilę potem Ogniwo straciło piłkę na własnej połowie, co bezlitośnie wykorzystał Dawid Plichta i Orkan wyszedł na prowadzenie, którego nie oddał do końca. Gra się wyrównała, było coraz bardziej nerwowo, a po 25 minutach czerwoną kartkę za atak na głowę Piotrowicza zobaczył drugoliniowiec Orkana, Patryk Stobiecki (swoją drogą, czy Piotrowicz także nie powinien być w tej sytuacji zdjęty z boiska, z powodu ryzyka urazu głowy?). Gra toczyła się niemal wyłącznie w środkowej strefie boiska, a obie drużyny wykorzystywały każdą okazję do kopów z karnych. Dopiero na koniec pierwszej połowy przyłożył Wiktor Wilczuk i do przerwy Orkan prowadził tylko 13:11. Od początku drugiej połowy przewagę na boisku wydawało się mieć Ogniwo, ale w jedynej naprawdę dobrej sytuacji straciło piłkę w maulu autowym. Tymczasem prowadzenie podniósł Orkan po kolejnym karnym, Ogniwo odpowiedziało kopem Coopera Hansena z własnej połowy, ale w końcówce to Sochaczewianie, mimo osłabienia, groźniej zaatakowali i z dwóch punktów przewagi zrobiło się dziesięć – najpierw kolejny karny, a niemal na sam koniec drugie w tym meczu przyłożenie gospodarzy. Bardzo cenna wygrana Orkana, przez niemal cały mecz grającego w osłabieniu – jednak 10 punktów to dystans możliwy do odrobienia przez Ogniwo w Sopocie, więc w rewanżu znowu będzie ciekawie.

Swoją drogą, przed weekendem sporo mówiło się o orzeczeniu KGiD, wydanym 18 maja, w którym orzeczono zawieszenie na 3 mecze Piotra Zeszutka w związku ze zdarzeniem mającym miejsce 18 kwietnia. Już nie po raz pierwszy dochodzi do sytuacji, gdy orzeczenie jest wydawane bardzo długo po ocenianym zdarzeniu. W efekcie ukarany zawodnik zdążył rozegrać trzy mecze fazy grupowej, natomiast zawieszenie obejmie spotkania decydujące o medalach. Czy naprawdę KGiD nie może załatwić takiej sprawy w ciągu tygodnia od meczu? Swoją drogą, kiedyś w podobnej sytuacji Komisja Odwoławcza uchyliła karę nałożoną przez KGiD właśnie z uwagi na zbyt długi czas od zdarzenia do orzeczenia – jednak i takie rozwiązanie budzi niesmak, bo oznacza w praktyce, że zawodnik w ogóle nie ponosi kary za boiskowe incydenty.

W zmaganiach o piąte miejsce w lidze awans do finału wywalczyli faworyci (tu dwumeczów nie było).

Edach Budowlani Lublin – WizjaMed Grot Budowlani Łódź 5:93. Absolutnie jednostronny okazał się pojedynek w Lublinie. Choć to gospodarze przeszli przez grupę mistrzowską i mieli atut swojego boiska, a łodzianie musieli bronić się przed spadkiem w grupie pucharowej, goście, napędzeni serią zwycięstw z ostatnich spotkań, rozgromili Lublinian, zdobywając aż 15 przyłożeń. Jednak trzeba zwrócić uwagę, że gospodarze przystąpili do tego meczu z ogromnymi kłopotami kadrowymi, niemal bez rezerwowych, a już w pierwszej minucie meczu stracili z kontuzją swojego najskuteczniejszego zawodnika, Sabę Nikolaszwiliego. Łodzianie raz po raz szybkimi atakami wchodzili jak w masło w obronę gospodarzy, a Lublinianie rzadko kiedy byli z piłką na połowie rywali (swoje honorowe punkty zdobyli w ostatniej akcji pierwszej połowy). Hat-tricka przyłożeń zaliczył Siaosi Vakapuna, ale przyćmił go Lucas Niedzwiecki – najskuteczniejszy gracz Ekstraligi zaliczył aż pięć przyłożeń i skończył mecz z imponującym dorobkiem 39 punktów.

Juvenia Kraków – Lechia Gdańsk 47:16. Mecz w Krakowie zaczął się odrobinę nieoczekiwanie – Gdańszczanie przeważali w młynach, wygrywali auty Juvenii i choć nie stwarzali sobie klarownych szans na przyłożenia, zarabiali karne, które na punkty skutecznymi kopami zamieniał Michael Koopman doprowadzając do prowadzenia gości 9:0. Dopiero wtedy Juvenia się pozbierała i zaczęła skuteczniej atakować, a na trzy karne Lechii odpowiedziała trzema siedmiopunktowymi akcjami. Jednak przewaga daleka była od bezpiecznej, zwłaszcza po przyłożeniu Lechii w ostatniej akcji przed przerwą – było 21:16. Po przerwie Gdańszczanie jednak nie mieli już specjalnie wiele do powiedzenia. Krakowianie dorzucali kolejne przyłożenia, a ich licznik zatrzymał się na siedmiu. Szalał zwłaszcza młynarz Michael Masindi, który kilkakrotnie przełamywał linię obrony indywidualnymi akcjami, a dwukrotnie, jeszcze przed przerwą, przyłożył piłkę w polu punktowym gości.

Oprócz tego rozegrano pierwsze spotkanie dwumeczu o dziewiąte miejsce i utrzymanie w Ekstralidze.

AZS AWF Warszawa – Budmex Rugby Białystok 12:34. Dwa tygodnie temu, w starciu tych dwóch drużyn, zdecydowane zwycięstwo odnieśli Białostocczanie i to oni stali się faworytami dwumeczu. Swoją wyższość udowodnili już w pierwszym spotkaniu. Co prawda pierwszy atak i pierwsze przyłożenie poszły na konto akademików, ale potem goście z Podlasia zdobyli przewagę i zaczęli powoli powiększać dorobek punktowy. Tempo zdobywania punktów wzrosło pod koniec pierwszej połowy, która skończyła się wynikiem 7:22. W drugiej części spotkania długo było bez punktów, aż wreszcie po 25 minutach prowadzenie podnieśli goście. Gospodarze w końcówce kilkakrotnie groźniej zaatakowali, czego efektem było drugie przyłożenie w meczu.

W I lidze mieliśmy ostatnią kolejkę rundy zasadniczej. Walka toczyła się o wolne miejsce w finale – Hegemon Mysłowice miał jeszcze szansę na dogonienie Posnanii. Jednak Poznaniacy przesądzili sprawę wygrywając z bonusem na wyjeździe z RK Warszawa 31:15. W tej sytuacji wygrana Hegemona nad Rugby Wrocław 36:19 (po świetnej drugiej połowie – do przerwy Mysłowiczanie przegrywali 5:19; niestety sporo było w tym meczu kartek) nic już im nie dała. Natomiast na koniec kolejki Sparta Jarocin pokonała Arkę Rumia 31:24 (wygrana z nadspodziewanymi problemami – Arka do przerwy prowadziła 11 punktami, jeszcze tuż przed końcem gospodarze mieli tylko dwa oczka przewagi). Dzięki tej wygranej Sparta będzie gospodarzem finału ligi, który będzie miał charakter wielkopolskich derbów. Zgodnie z oczekiwaniami nie doszedł do skutku mecz Legii Warszawa z Watahą Zielona Góra – ekipa z lubuskiego nie pojechała do Warszawy. Walkowery za dwa ostatnie mecze Watahy nie będą jednak miały już żadnego wpływu na tabelę ligową.

Z przedostatniej kolejki II ligi odbyło się tylko jedno spotkanie. W Lublinie rozegrały mecz nie tylko pierwsze ekipy Budowlanych, ale i rezerwy – i tu górą byli gospodarze, którzy wygrali 50:19. Mecz Miedziowych Lubin z Rugby Ruda Śląska przeniesiono na kolejny weekend, a mecz rezerw AZS AWF Warszawa z Koma RT Olsztyn nie odbył się (gospodarze nie wyznaczyli jego terminu, zapewne więc Olsztynianie zarobią bez gry pięć punktów).

Top 14

Za nami przedostatnia kolejka francuskiej Top 14 – walka o wejście do fazy play-off trwa na całego.

ASM Clermont – Racing 92 13:41. Największą stawkę w tej kolejce miało spotkanie w Clermont, gdzie broniący szóstego miejsca gospodarze podejmowali będących tylko dwa punkty za ich plecami Paryżan. Spotkanie nie przebiegło po myśli ekipy spod znaku Michelina – zaczęła je bardzo dobrze, prowadząc najpierw 3:0, a po kwadransie 13:7, ale na tym punktowanie skończyła. Gdy na boisko wrócił po 10 minutach nieobecności z powodu żółtej kartki Josua Tuisova, zdobywca pierwszego przyłożenia dla Racingu, jego koledzy przestali tracić punkty, a zaczęli z powrotem je zdobywać. Już do przerwy mieli na koncie cztery przyłożenia i prowadzili 26:13, a po przerwie dorzucili jeszcze dwie piątki i nie dość, że wygrali i wypchnęli Clermont z czołowej szóstki, to jeszcze zapisali na swoje konto ofensywny punkt bonusowy.

Poza tym:

  • US Montauban – Stade Rochelais 15:71 (smutno wypadło pożegnanie z Top 14 w Montauban – walczący o awans do play-off Roszelczycy zaaplikowali spadkowiczowi 11 przyłożeń; szaleli Nolann le Garrec, który zdobył 20 punktów, i niesamowity Jules Favre, który nie tylko zaliczył hat-tricka, ale także znakomite akcje w defensywie);
  • Stade Français – Aviron Bayonnais 38:21 (od początku meczu przewaga Paryżan, którzy do przerwy prowadzili 19:0, a chwilę po niej nawet 26:0; w drugiej połowie Baskowie próbowali gonić wynik, ale po dobrym początku w pościgu przeszkodziły im żółte kartki, po których zostali nawet na kilka minut w trzynastkę);
  • Stade Toulousain – Lyon OU 39:31 (Tuluza bez Antoine’a Duponta, ale z wygraną, która zapewniła jej ostatecznie bezpośredni awans do półfinału; w pierwszej połowie Lyon miał dobre momenty, nawet był na prowadzeniu, a na sam koniec przyłożeniem Jiuty Wainiqolo odebrał gospodarzom bonus ofensywny);
  • USA Perpignan – Castres Olympique 29:27 (przygotowujący się do barażu o utrzymanie Katalończycy ostatni mecz ligowy w swojej twierdzy kończą zwycięstwem po zaciętym spotkaniu, w którym trzykrotnie musieli odrabiać straty – ostatni raz w ostatniej akcji meczu, która przesądziła o ich wygranej);
  • Montpellier Hérault – Section Paloise 26:18 (mecz drużyn z drugiego i trzeciego miejsca w lidze – zwycięzca w praktyce zapewniał sobie awans do play-off i przybliżał się do bezpośredniej kwalifikacji do półfinału; niezwykle zacięte i wyrównane spotkanie; Pau zyskiwało dzięki kopom i walce w powietrzu, ale Montpellier odpowiadało dominacją w młynach i to ten element okazał się kluczowy);
  • RC Toulonnais – Union Bordeaux-Bègles 27:22 (Tulończycy już przed meczem wiedzieli, że nie mają szans na awans do play-off, ale i tak postanowili popsuć szyki świeżo upieczonym zdobywcom Champions Cup; porażkę gości tłumaczy w pewnym stopniu rezerwowy skład, w którym miejsce w wyjściowej piętnastce znalazł Adam Zapędowski; bohaterem zwycięskiej drużyny był Tomás Albornoz; swoją drogą, przed meczem Tulończycy poinformowali, że będą musieli sobie kilka miesięcy radzić bez świetnego skrzydłowego Gaëla Dréana, który musi przejść operację kardiologiczną).

W tabeli wciąż ciasno. Pewne awansu do play-off są Tuluza, Montpellier, Stade Français i Pau, ale wciąż toczy się walka o to, kto oprócz Tuluzy będzie mógł odpuścić sobie ćwierćfinał. Do tego cztery wielkie firmy walczą o dwa pozostałe miejsca w ćwierćfinałach – Racing 92, Bordeaux, La Rochelle i Clermont dzielą w tabeli jednopunktowe odstępy. W tej sytuacji za tydzień szczególnie ciekawie zapowiadają się mecze Bordeaux z Clermont, Stade Français z La Rochelle i Racingu 92 z Tuluzą.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Stade Toulousain2586
2.Montpellier Hérault2578
3. ↑Stade Français2578
4. ↓Section Paloise2573
5. ↑↑Racing 922570
6. ↓Union Bordeaux-Bègles2569
7. ↑Stade Rochelais2568
8. ↓↓ASM Clermont2567
9.RC Toulonnais2559
10.Lyon OU2552
11.Castres Olympique2550
12.Aviron Bayonnais2546
13.USA Perpignan2529
14.US Montauban257

Za nami dwa półfinały Pro D2. Najlepsze w fazie zasadniczej Vannes nie dało żadnych szans Oyonnax, wygrywają 48:7 (goście tylko przez moment w pierwszej połowie wyszli na jednopunktowe prowadzenie), natomiast Colomiers na półfinale skończyło swoją piękną przygodę, ulegając przed własną publicznością Provence 28:36 (w pierwszej połowie goście wypracowali 10-punktową przewagą, a na kilka minut przed końcem spotkania wygrywali nawet 22 punktami; gospodarzom niewiele pomogły dwa przyłożenia Rodrigo Marty).

Z Pro D2 w tym sezonie spadną dwie drużyny – oprócz Carcassonne degradacja spotka ekipę z Mont-de-Marsan, która w barażu o utrzymanie przegrała 26:31 z wicemistrzem ligi Nationale, Niceą.

United Rugby Championship

URC jako pierwsza z wielkich lig europejskich wkroczyła w fazę pucharową – rozegrano tu ćwierćfinały.

Bulls – Munster 45:14. Munster pojechał na drugi koniec świata mocno osłabiony – brakło w jego składzie nie tylko nieobecnego od dłuższego czasu Tadhga Beirne’a, ale także Jacka Crowley’a. W efekcie zdecydowanym faworytem tego meczu byli Bulls i nie zawiedli, a wątpliwości co do ich wygranej można było mieć tylko przez chwilę. Zaczęli od błyskawicznego prowadzenia 14:0, ale Munster odpowiedział dwoma przyłożeniami i skrócił dystans do trzech oczek. Jednak jeszcze przed przerwą Bulls ponownie odjechali gościom na 17 punktów, a po przerwie dopełnili formalności dwoma ostatnimi przyłożeniami. Rozczarowujący koniec sezonu irlandzkiej prowincji, całkowicie zdominowanej w tym meczu fizycznie przez gospodarzy, w których składzie wyróżnili się Cameron Hanekom czy grający pełne 80 minut młynarz Johan Grobelaar.

Poza tym:

  • Glasgow Warriors – Connacht 33:21 (Connacht w ostatniej chwili załapał się do czołowej ósemki i grając w Glasgow z najlepszą drużyną fazy zasadniczej nie zdołał sprawić niespodzianki; zaczęło się co prawda od prowadzenia Irlandczyków, a do przerwy był remis, ale na początku drugiej połowy Szkoci odskoczyli – zdobyli dwa przyłożenia, a niewiele brakło do trzeciego; i choć w końcówce dwukrotnie Irlandczycy zmniejszali stratę do 7 punktów, to Szkoci dwukrotnie im odskakiwali na dystans dwóch przyłożeń; błysnął Kyle Stein m.in. dwoma piątkami – jedną z nich po wykonanym także przez niego kopie 50:22 – i szarżą ratującą swoją drużynę);
  • Stormers – Cardiff 44:21 (w drugim pojedynku w RPA także zdecydowanym faworytem byli gospodarze i także oni poradzili sobie bez większych kłopotów z gośćmi z Europy; Walijczycy co prawda otworzyli wynik, ale już do przerwy przegrywali 7:21, a w drugiej połowie, choć dwukrotnie zmniejszyli stratę do odległości jednego przyłożenia, ostatecznie wysoko przegrali; kluczem do sukcesu gospodarzy była przewaga w młynach, w których zarabiali liczne karne; kłopotem gospodarzy jest kontuzja Sachy Feinberga-Mngomezulu);
  • Leinster – Lions 59:10 (Lions mieli świetną drugą część sezonu, ale mecze w Europie przynosiły im rozczarowanie, a w Dublinie ponieśli prawdziwą klęskę; z kolei Leinster odbudował się po bolesnej porażce z Bilbao; Irlandczycy imponowali zarówno w obronie, jak i w ataku; wrócił na pozycję łącznika ataku Sam Prendergast i zaliczył znakomity występ; James Lowe w swoim setnym występie dla prowincji – i być może jednym z ostatnich, bo póki co nie przedłużył kontraktu – zaliczył dwie piątki, ustanawiając rekord drużyny w liczbie przyłożeń w lidze – 71).

Pary półfinałowe: Glasgow Warriors – Bulls i Leinster – Stormers. Dwa pojedynki Europy z RPA i oba rozgrywane na starym kontynencie.

Prem

W przedostatniej kolejce najwięcej uwagi przyciągała korespondencyjna walka Exeter Chiefs, Saracens i Bristol Bears o miejsce w czołowej czwórce.

Bristol Bears – Bath 21:19. Z tych drużyn jako pierwsi na boisko wybiegli Bristolczycy, którzy w lokalnym klasyku o charakterze derbowym grali z broniącym tytułu Bath. Goście zagrali dobrą pierwszą połowę – po półgodzinie prowadzili 12:0, a na jej koniec 19:7. Dominowali, kontrolowali grę i wydawało się, że wygrają. Jednak w drugiej części spotkania Bath, grające bez Finna Russella, już nie zapunktowało ani razu – zaczęło ją od straty karnego przyłożenia (i Henry’ego Arundella z żółtą kartką), a na kwadrans przed końcem Bears przeprowadzili 7-punktową akcję, jak się okazało na wagę zwycięstwa. Na koniec jeszcze Santiago Carreras próbował karnym z własnej połowy zmienić losy meczu, ale nie podołał. Gospodarze odbudowali zatem morale po klęsce z Northamptonu sprzed dwóch tygodni, podtrzymali już 17-letnią serię zwycięstw nad Bath na swoim boisku, ale do pełni szczęścia brakło im bonusu ofensywnego i w efekcie z niecierpliwością oczekiwali na wyniki rywali. A te okazały się dla nich bezlitosne.

Poza tym:

  • Saracens – Harlequins 24:12 (Saracens w 80. minucie zwieńczyli swoją wygraną w londyńskich derbach bonusem ofensywnym; długo prowadzili w tym spotkaniu 12:0, 20 minut przed końcem Quins zdobyli pierwsze punkty, a przyłożeniami sypnęło w ostatnich chwilach meczu; zwycięzcy wciąż pozostają w grze o awans do play-off);
  • Northampton Saints – Gloucester 36:32 (nadspodziewanie wiele emocji w meczu lidera z przedostatnią drużyną tabeli ligowej; aż pięciokrotnie goście wychodzili na prowadzenie – na początku meczu nawet 12-punktowe, a ostatni raz kilka minut przed końcem, gdy zdobyli 2 punkty przewagi po rzucie karnym; gospodarze jednak zawsze odpowiadali i do nich należało ostatnie słowo w ostatniej akcji);
  • Newcastle Red Bulls – Sale Sharks 45:42 (w ostatnim domowym meczu sezonu ekipa z Newcastle, która w gruncie rzeczy będzie od fundamentów przebudowywana w przerwie między sezonami, odniosła drugie zwycięstwo; zaliczyła przy tym znakomity finisz – po kwadransie było 5:21, do przerwy 10:35, a jeszcze na kwadrans przed końcem 24:42; o wygranej w ostatniej akcji przesądził Alex Hearle, który zaliczył w tym meczu hat-tricka);
  • Leicester Tigers – Exeter Chiefs 26:35 (niezwykle cenne zwycięstwo Exeterczyków, umykających ścigającym ich drużynom, pragnącym zająć ich miejsce w czołowej czwórce – na dodatek na wyjeździe w Leicesterze, gdzie w tym sezonie nie wygrał jeszcze nikt; Tigers stracili okazję do awansu na pozycję wicelidera).

Czołowa czwórka bez zmian: Northampton Saints, Bath, Leicester Tigers i Exeter Chiefs. Niewiadome są tutaj dwie: mecz Bath z Leicester Tigers rozstrzygnie, która drużyna zagra w półfinale na swoim boisku, a spotkanie Exeter Chiefs z Saracens rozstrzygnie, która z tych drużyn zagra w fazie play-off. Do tego Gloucester wyprzedziło Harlequins w wyścigu do Champions Cup i ma spore szanse, aby to ósme miejsce utrzymać.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Northampton Saints1772
2.Bath1764
3.Leicester Tigers1762
4.Exeter Chiefs1760
5.Saracens1757
6.Bristol Bears1754
7.Sale Sharks1731
8. ↑Gloucester1727
9. ↓Harlequins1726
10.Newcastle Red Bulls1712

Na zapleczu Prem rozegrano finał Champ – i drugi raz w fazie play-off wygrali startujący w roli gości Worcester Warriors, zajmujący czwarte miejsce po fazie zasadniczej. Po sensacyjnym zwycięstwie nad Ealing Trailfinders w półfinale, tym razem pokonali 27:14 Bedford Blues. Świetny koniec pierwszego sezonu Warriors po powrocie do zawodowego rugby, ale ta wygrana nie oznacza ich powrotu do Prem.

Super Rugby Pacific

W Super Rugby Pacific rozegrano ostatnią kolejkę fazy zasadniczej i do Highlanders, którzy skończyli sezon przed tygodniem, dołączyły cztery kolejne drużyny.

Crusaders – Hurricanes 47:14. Crusaders dotąd wygrali wszystkie mecze na swoim nowym One NZ Stadium, ale w ten weekend miała czekać ich wyjątkowa próba – starcie z liderem ligi. Okazało się jednak, że mieliśmy do czynienia z jednostronnym pojedynkiem – Canes, pewni już pierwszego miejsca w fazie zasadniczej, przyjechali do Christchurch w składzie w dużej mierze rezerwowym, oszczędzając swoje gwiazdy. Jednak i w ekipie gospodarzy znalazł się debiutant, Cooper Roberts, który błysnął w swoim pierwszym meczu – choć nie tak jak Sevu Reece śrubujący swój rekord w liczbie przyłożeń w Super Rugby (dołożył w tym meczu, swoim setnym w barwach „Krzyżowców”, kolejne dwa i ma ich już na koncie 73). Crusaders wysoko wygrali, ale stracili kilku zawodników z kontuzjami, m.in. Riveza Reihanę, którzy nie przeszedł HIA.

Poza tym:

  • Reds – Fijian Drua 45:24 (Queenslandczycy grali o awans do play-off, mieli jednak kłopoty – choć zaczęli od prowadzenia 21:7, sytuacja zmieniła się na korzyść wyspiarzy po hat-tricku Manasy Mataelego i wygraną Reds zawdzięczają czterem przyłożeniom zdobytym w ostatniej półgodzinie; ceną wygranej była kontuzja Huntera Paisamiego);
  • Brumbies – Moana Pasifika 19:21 (prawdopodobne pożegnanie wyspiarskiej ekipy z Super Rugby wypadło nieoczekiwanie dobrze – odnieśli swoją drugą wygraną w sezonie; zaczęło się od 14:0 dla gospodarzy, ale jeszcze przed przerwą goście wyrównali po 14 punktach Patricka Pellegriniego; w drugiej połowie Brumbies ponownie wyszli na czoło, a gdy na 20 minut przed końcem Moana została w czternastkę po czerwonej kartce, jej los wydawał się przesądzony – tymczasem to ta ekipa zdobyła decydujące punkty w końcówce);
  • Chiefs – Blues 59:34 (Chiefs pozbawili rywali nadziei na domowy mecz w pierwszej rundzie play-off, pomimo świetnego wejścia Blues w ten mecz);
  • Western Force – Waratahs 31:25 (Waratahs już przed tym meczem wiedzieli, że ich nadzieje na udział w kolejnej fazie sezonu rozwiały się niczym dym; mimo to długo w tym meczu prowadzili, ostatni raz na 10 minut przed końcem, ale ostatecznie w deszczowym Perth wygrali gospodarze; dwie niepokojące kontuzje graczy gości i zarazem reprezentantów Australii – Pete’a Samu i Jake’a Gordona).

Skład pierwszej rundy play-off (z trzema meczami w Nowej Zelandii): Hurricanes – Brumbies, Chiefs – Reds i Crusaders – Blues. Awans do półfinałów, niezależnie od wyniku spotkania, zagwarantowany mają Hurricanes.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Hurricanes1455
2.Chiefs1451
3. ↑Crusaders1441
4. ↓Blues1438
5. ↑Reds1437
6. ↓Brumbies1434
7. ↑Western Force1430
8. ↓Waratahs1428
9.Highlanders1424
10.Fijian Drua1421
11.Moana Pasifika149

SVNS

W hiszpańskim Valladolid rozegrano drugi spośród trzech turniejów finałowej fazy SVNS – czyli SVNS Championship. Była to pierwsza wizyta siódemkowej elity w Europie w tym sezonie. Skończyło się odrobinę nieoczekiwanym dubletem Australii.

W kobiecym turnieju jak zwykle od początku dominowały Australijki i Nowozelandki. Pierwszego dnia pewnie wygrywały swoje spotkania, a na boisku szalała niesamowita Maddison Levi, która w dwóch pierwszych spotkaniach Australii na tym turnieju zaliczyła hat-tricki – przeciwko Południowej Afryce i Fidżi (w ten sposób podnosząc swój dorobek w tym sezonie do 61 przyłożeń). Jednak w sobotę, w ostatnim meczu grupowym, Australijki zaliczyły nieoczekiwane potknięcie, ponosząc pierwszą porażkę w tym sezonie z rywalem innym niż Nowa Zelandia – uległy 10:14 Stanom Zjednoczonym. Levi znowu zapunktowała, ale potem odniosła kontuzję, która wykluczyła ją z reszty turnieju. I chociaż mimo porażki Australijki wywalczyły pierwsze miejsce w grupie, rozstawienie w ćwierćfinałach skierowało je do tej samej połówki co Black Ferns. Nowozelandki natomiast dopełniły kompletu zwycięstw pokonując świetnie radzącą sobie wcześniej Japonię (wywalczyła drugie miejsce w grupie, m.in. dzięki świetnej postawie Michiyo Sudy). W ostatniej grupie 12-zespołowej stawki o miano niepokonanych walczyły dwie kolejne znakomite drużyny – Francja i Kanada. Ostatecznie górą wyszły z tej rywalizacji Kanadyjki, które na koniec fazy grupowej pokonały europejską ekipę 24:7. Wcześniej obie te drużyny ograły m.in. Hiszpanki, ale gospodynie turnieju, dzięki zwycięstwu na koniec 26:0 z Wielką Brytanią, jako jedyna ekipa z SVNS 2 awansowały do ćwierćfinału (a Brytyjki, drugi raz z rzędu, jako jedyna ekipa z SVNS 1 tego nie dokonały).

W ćwierćfinałach wygrywały faworytki. W najciekawszym Australijki pokonały Francję 21:5. Nowozelandki pozbawiły złudzeń gospodynie turnieju, gromiąc je 40:7, Kanadyjki podobnie wysoko (40:5) ograły Japonki, a postawione przed nieoczekiwaną szansą awansu do półfinału Amerykanki wykorzystały ją wygrywając 40:12 z Fidżi (dla pokonanych dwa przyłożenia zdobyła Reapi Ulunisau, pierwsza zawodniczka z tego kraju, która przekroczyła setkę przyłożeń w SVNS). W półfinale mieliśmy starcie, do którego byliśmy przyzwyczajeni, ale dopiero w turniejowych finałach – Australia grała z Nową Zelandią. I w siódmym starciu w tym sezonie po raz drugi wygrała – w ostatnich kilku minutach odrobiła 12-punktową stratę i triumfowała 28:26. Jej rywalem w finale została reprezentacja Stanów Zjednoczonych, która w równie niesamowitych okolicznościach odniosła drugie nieoczekiwane zwycięstwo w turnieju – pokonała Kanadę 14:12, jeszcze na 3 minuty przed końcem przegrywając 0:12. W finale amerykańska bajka się skończyła – Australijki mimo braku Maddison Levi i Tii Hinds (która grę skończyła na półfinale) pewnie wygrały 27:14. Trzecie miejsce zajęły Nowozelandki, które wygrały z Kanadą 50:14. Hiszpanki ostatecznie skończyły na ósmym miejscu, a Brytyjki na ostatnim.

W klasyfikacji generalnej Australia wyszła na prowadzenie z minimalną przewagą nad Nową Zelandią. O trzecie miejsce walczą Stany Zjednoczone, Francja i Kanada.

Wśród panów rywalizacja jak zwykle była bardziej zacięta – tu nie było aż tak zdecydowanych faworytów, tu już w grupie każdy mógł się potknąć. W grupie 1 o pierwsze miejsce rywalizowały Australia i Południowa Afryka – Wallabies zdołali pokonać liderów cyklu 24:14. Trzecie miejsce i awans do play-off jako jedyna drużyna z SVNS 2 wywalczyli Kenijczycy, którzy w decydującym spotkaniu wypchnęli z ćwierćfinałów Brytyjczyków, wygrywając z nimi 12:7. W drugiej grupie mieliśmy rywalizację Argentyny i Nowej Zelandii – górą była ekipa z Ameryki Południowej, która na koniec rywalizacji w tej grupie pokonała All Blacks po imponującym występie 24:0. W grupie 3 znakomicie pokazali się Hiszpanie, którzy po zwycięstwach nad Amerykanami oraz w ostatniej kolejce nad Fidżi 14:12 wywalczyli drugie miejsce w grupie (przed Francją, która ich pokonała).

W ćwierćfinale Hiszpanie byli blisko kolejnego świetnego wyniku – po znakomitej pierwszej połowie prowadzili 12:0 z Południową Afryką, ale po przerwie stracili dwa przyłożenia i ostatecznie przegrali 12:14. Podobnie wyglądał mecz Argentyny z Francją – „Pumy” zaczęły od prowadzenia 21:0 do przerwy, ale w końcówce Francuzi zaczęli odrabiać straty i brakło im do wyrównania jednego podwyższenia (skończyło się wynikiem 21:19). Dwa pozostałe ćwierćfinały mocno jednostronne – zwraca uwagę zwłaszcza uwagę pogrom 40:0 zgotowany przez Fidżyjczyków Nowozelandczykom. W ostatnim meczu Australijczycy pokonali 21:0 Kenię. W półfinałach Fidżyjczycy nie kontynuowali świetnej serii – trafili na Australię i przegrali 14:21. W drugim spotkaniu tej fazy Blitzboks ograli Argentynę 19:7. W efekcie w finale Australia zagrała z RPA i nieoczekiwanie to Wallabies wygrali 26:19. To było jednak dramatyczne spotkanie. Blitzboks zaczęli od szybkiego 14:0, ale potem punktowali Australijczycy, którzy do przerwy wyrównali, a potem zdobyli 12 punktów przewagi. Tuż przed końcem po dwóch kartkach (w tym czerwonej) zostali jednak na boisku w piątkę – rywale tuż przed upływem regulaminowego czasu zdobyli jedno przyłożenie, ale chwilę potem zmarnowali okazję na wyrównanie podaniem do przodu. Trzecie miejsce dla Argentyny, która ograła Fidżi 28:17. Gospodarze skończyli turniej na szóstym miejscu (w meczu o piąte ulegli All Blacks), a Brytyjczycy, podobnie jak ich koleżanki, na ostatnim miejscu.

Mimo pierwszego w tym sezonie turniejowego triumfu Australijczycy w klasyfikacji generalnej zajmują trzecie miejsce, z 8 punktami straty do liderującej Południowej Afryki i 4 punktami straty do Argentyny. Za Australią, 4 punkty dalej, trzy drużyny: Fidżi, Hiszpania i Nowa Zelandia.

Z kraju

Męska reprezentacja siódemkowa po Costa Blanca 7s rozjechała się do klubów (krajowi kadrowicze wrócili, aby uczestniczyć w półfinałach Ekstraligi), natomiast kobieca reprezentacja siódemkowa pozostała na zachodzie Europy i w nieco zmienionym składzie (m.in. z Julią Druzgałą i Katarzyną Paszczyk) przystąpiła do rywalizacji w turnieju we francuskim Haguenau – EAAST 7’s. Polki zaczęły od serii zwycięstw grupowych: 27:12 z R10 Selects oraz pogromy 40:5 nad reprezentacją Danii i 47:0 nad reprezentacją Gruzji. W półfinale też nie było problemów – nasze zawodniczki pokonały Niemki 27:5. Prawdziwym testem był dopiero finał przeciwko Czeszkom. Polki zaczęły z piłką w ręku, jednak długo nie mogły wyjść z własnej połowy. Impas przełamała Ilona Zaiszliuk po przełamaniu Natalii Pamięty. Chwilę później jednak to Czeszki zaatakowały, Katarzyna Paszczyk zobaczyła żółtą kartkę przy próbie ratowania przed punktami i zrobiło się 7:7. Drugą połowę Polki zaczęły od straty piłki na połowie rywalek i w konsekwencji straty przyłożenia. Odpowiedziała przyłożeniem po sprincie przez pół boiska Pamięty, ale ostatnie słowo należało do Czeszek, które po punktach w ostatniej akcji wygrały 19:12.

W Ekstralidze Orkan ograł Ogniwo, tymczasem w innym meczu o medale między drużynami z tych dwóch klubów padł wynik odwrotny. W finale centralnej ligi kadetów młodzi gracze z Ogniwa rozgromili rywali z Sochaczewa aż 46:5. Dzięki temu Ogniwo zgarnęło młodzieżowy dublet w piętnastkach (triumfowało także w kategorii juniorów, zresztą także po wygranej nad Orkanem) i zrównało się w liczbie mistrzostw juniorskich z Budowlanymi Łódź (obie ekipy mają ich po 10). Znakomity rok Sopocian, którzy po długim okresie posuchy młodzieżowej, zupełnie odmienili sytuację. Brąz dla Budowlanych Łódź, którzy wygrali z Budowlanymi Lublin 27:19 (trzecie w ten weekend starcie obu Budowlanych).

W pierwszym turnieju mistrzostw Polski w rugby 7 juniorów, rozegranym w Lublinie, wzięło udział 8 drużyn. Triumfowali zawodnicy Orkana Sochaczew, mistrza sprzed roku, którzy w finale pokonali Budowlanych Łódź 26:14. Trzecie miejsce dla Ogniwa Sopot, które w meczu o brąz wygrało z gospodarzami turnieju.

Ze świata

W Nairobi rozegrano dwie ostatnie kolejki mistrzostw Afryki kobiet. W środę nadal wygrywały faworytki, choć Południowej Afryce zwycięstwo nad Ugandą przyszło z nadspodziewanym trudem – zwyciężyły 47:20, ale to przerwy drużyny dzieliły zaledwie dwa oczka. Problemu nie miały za to gospodynie turnieju, Kenijki, które ograły Madagaskar 57:0. W tej sytuacji w ostatni weekend spotkanie Kenii z Południowej Afryki było meczem o złoto, a mecz Ugandy z Madagaskarem o brąz. Złoto piąty raz z rzędu zdobyły zawodniczki z RPA, które pokonały gospodynie turnieju 35:20. Z kolei brązowe medale trafiły na szyje zawodniczek z Ugandy, które rozgromiły Madagaskar 46:12. Malgaszki spadają z elity, a za rok ich miejsce zajmie w niej Tunezja.

Dwa międzynarodowe mecze rozegrano w Ameryce Środkowej, a w obu bardzo wysokie wygrane gości: St. Lucia uległa Jamajce 0:80, a St. Vincent i Grenadyny przegrało z Barbadosem 0:63. W tym drugim meczu ciekawostka – Barbados zastąpił pierwotnie mające grać w tym spotkaniu Bahamy, które nie były w stanie dotrzeć na Małe Antyle.

W Azji nieoczekiwany obrót rzeczy: po pogromie zgotowanym przed tygodniem przez Japonię C Hongkongowi, w ten weekend hongkońska ekipa zrewanżowała się rywalom i pokonała ich nieoczekiwanie 33:29.

Dwa towarzyskie mecze kobiet rozegrano w Brazylii – gospodynie mierzyły się w nich z Kolumbią. Brazylijki wygrały oba spotkania: we wtorek 32:20, a w sobotę 19:10.

W kolejnych meczach testowych reprezentacji U20 w RPA we wtorek Gruzja pokonała Chile 59:26, a Południowa Afryka zaaplikowała rywalom kolejny pogrom, tym razem wygrywając z Fidżi 82:25. A w sobotę zwycięski marsz skończyli młodzi Springboks, tym razem pokonując Gruzję 57:14, podczas gdy Fidżi ograło Chile 47:31.

Faza zasadnicza kończy się w Anglii nie tylko w męskiej lidze Prem, ale i także w żeńskiej Premiership Women. W przedostatniej kolejce zatrzymana została krocząca dotąd od wygranej do wygranej ekipa Gloucester-Hartpury, mająca na koncie trzy ostatnie tytuły mistrzowskie – przegrała 39:41 z Ealing Trailfinders, które dzięki temu zapewniły sobie wejście do czołowej czwórki i udział w półfinałach ligi.

W pierwszym półfinale Japan Rugby League One bardzo pewne zwycięstwo odnieśli liderzy po fazie zasadniczej, Kobe Steelers, którzy pokonali Tokyo Sungoliath 69:23. „Stalowcy” zaliczyli aż 11 przyłożeń, w tym dublet Ardiego Savei, znów szalał w ich barwach zaledwie 22-letni Shunsuke Uenobo. Drugi mecz był znacznie bardziej zacięty – Saitama Wild Knights ulegli w nim 24:26 Spears Funabashi Tokyo-Bay

W rewanżowych meczach barażów między ostatnimi drużynami pierwszego poziomu i najlepszymi drugiego drugie zwycięstwa zaliczyły ekipy dotąd grające w elicie, a to oznacza, że skład ligi pozostanie bez zmian. Urayasu D-Rocks pokonali pewnie Koto Blue Sharks 57:19 (aż cztery przyłożenia zaliczył skrzydłowy zwycięzców Kai Ishii), a Sagamihara Dynaboars ograli Shuttles Aichi 52:28 (dla przegranych to czwarta kolejna nieudana próba przejścia przez baraże).

Zmiany za to nastąpią na drugim poziomie rozgrywek – awans po zwycięstwie w barażowym dwumeczu wywalczyli Skyactivs Hiroshima (którzy z nawiązką odrobili trzypunktową stratę z pierwszego spotkania przeciwko Hino Red Dolphins – wygrali aż 40:13) i Sayama Rugguts (którzy także za pierwszym razem nieznacznie ulegli Kamaishi Seawaves, ale w rewanżu triumfowali 30:6).

Na początek trzynastej, przedostatniej kolejki fazy zasadniczej Super Rugby Americas dwa zacięte pojedynki, których losy ważyły się do samego końca: w argentyńskich derbach trzeci w lidze Capibaras ulegli liderom, Dogos, 25:26 (Dogos zapewnili sobie w ten sposób pierwsze miejsce na koniec rundy ligowej), natomiast drudzy w tabeli Pampas pokonali walczący o awans do play-off chilijski Selknam 30:28 (dramatyczna końcówka: w 79. minucie Chilijczycy prowadzą 28:27, wygrywają aut rywali, ale ich młynarz Augusto Böhme wymierza cios rywalowi w twarz, ogląda czerwoną kartkę, Pampas po rzucie karnym zbliżają się do pola punktowego gości, a z kolejnego karnego zdobywają zwycięskie punkty). Porażka Selknamu w takich okolicznościach okazała się niezwykle bolesna – wykorzystali ją Tarucas, którzy wrócili na czwarte miejsce w lidze po wyjazdowej wygranej 61:26 nad Cobras. W ostatnim meczu Yacaré przegrało z Peñarolem 22:36, ale Urugwajczycy mimo wygranej i tak stracili szansę na awans do fazy pucharowej. Dogos, Pampas i Capibaras są pewni awansu do play-off. Czwarte miejsce zajmują Tarucas – Selknam, aby przełamać monopol argentyńskich drużyn, musi w ostatniej kolejce wygrać z ostatnimi w lidze Cobras oraz liczyć na porażkę Tarucas z Capibaras.

Nie ma mocnych w tym sezonie w Major League Rugby na Chicago Hounds – dziewiąty mecz i dziewiąte zwycięstwo, tym razem 33:32 na wyjeździe nad Old Glory DC (jednak tak blisko porażki, jak w ten weekend, jeszcze nie byli). Ekipa z Waszyngtonu dzięki punktom bonusowym awansowała jednak do czołowej czwórki – przeskoczyła w tabeli New England Free Jacks, którzy na wyjeździe przegrali ze Seattle Seawolves 28:36. Na drugim miejscu pozostała drużyna California Legion, która na wschodnim wybrzeżu ograła Anthem RC 55:26 (po niezłym początku sezonu rozwojowa drużyna USA Rugby przegrywa i pozostaje na ostatnim miejscu w lidze).

W belgijskiej D1 po pierwszy tytuł mistrzowski w swojej historii sięgnęła ekipa Soignies, która w finale pokonała Boitsfort 30:22. Zwycięzcy w ostatniej dekadzie sześciokrotnie grali w finale ligi i sześciokrotnie przegrywali – jednak w tym sezonie wygrali wszystkie 20 spotkań, w tym również wreszcie to decydujące.

W holenderskiej Ereklasse mistrzowski tytuł obroniła ekipa Haagsche RC – pokonała drużynę The Dukes 32:24. Dla drużyny z Hagi to już piętnaste mistrzostwo kraju.

Mistrzem szwajcarskiej ligi LNA po dramatycznym finale została ekipa Stade Lausanne. Lozańczycy pokonali dzięki przyłożeniu z ostatniej akcji broniący tytuł Yverdon 40:39. Dla nich to siódmy tytuł w historii, ale od poprzedniego czekali na obecny aż 40 lat.

Pora play-off w czeskiej Extralidze. W półfinałach rozgrywek wysoko wygrywały dwie najlepsze drużyny fazy zasadniczej, które w finale powtórzą pojedynek sprzed roku: broniąca tytułu mistrzowskiego Tatra Smíchov pokonała 69:12 Slavię Praga, a wicemistrzowie z Říčan pokonali austriackiego beniaminka ligi, Donau Wien 74:0. Po pierwszych spotkaniach barażowych dwumeczów o utrzymanie w Extralidze zanosi się na jedną zmianę w lidze: broniący się przed spadkiem Dragon Brno pewnie pokonał drugoligowicza ze Zlina, ale ekipa z Vyškova wyraźnie przegrała z pragnącą wrócić do elity Pragą.

Dobiegł końca krótki sezon w lidze rugby w Laosie – Lao League 15s. Rozgrywki w tym kraju odbyły się dopiero drugi raz w historii, dwa lata po poprzednich. W całości zamknęły się w maju – uczestniczyły w nich trzy drużyny ze stolicy kraju, Wientianu, a sezon składał się z fazy grupowej (po 2 mecze każdej ekipy) i finału. W decydującym starciu Tiger RC pokonał Wild Hogs 21:0, rewanżując się za porażkę 10:13 z fazy grupowej.

W najlepszej piętnastce kobiecego Pucharu Sześciu Narodów znalazło się siedem zawodniczek ze zwycięskiej drużyny, Anglii, do tego cztery Francuzki, trzy Irlandki i Włoszka.

Trenerem pierwszej kobiecej drużyny British & Irish Lions będzie także kobieta – posadę tę obejmie Joanne Yapp, wieloletnia reprezentantka Anglii, kilka lat temu trenerka reprezentacji Australii.

Z wieści transferowych:

  • nowym klubem znakomitego włoskiego środkowego Tommaso Menoncello będzie Tuluza;
  • po tym sezonie z posady trenera Crusaders odejdzie Rob Penney, a obejmie ją Scott Hansen, były zawodnik i asystent trenera tej drużyny, a ostatnio asystent trenera All Blacks;
  • Santiago Grondona opuszcza Bristol Bears – w kolejnym sezonie Argentyńczyk zagra we francuskim Pau;
  • kapitanka drużyny mistrzyń świata, Zoe Stratford, po tym sezonie opuści Gloucester-Hartpury i przejdzie do Sale Sharks. Dołączy tam do swojego męża Luke’a, który jest szkoleniowcem kobiecej ekipy z Manchesteru,
  • najskuteczniejszy zawodnik Super Rugby Pacific w tym sezonie, Fehi Fineangangofo z Hurricanes, już kilka miesięcy temu podpisał kontrakt z Newcastle Red Bulls. Tymczasem Nowozelandczycy chcą go zatrzymać w kraju i dochodzą głosy, że im się to powiodło;
  • sporo poruszenia wzbudza plotka o możliwym odejściu ze sztabu reprezentacji Francji trenera obrony Shauna Edwardsa. Kolejka ponoć się już ustawia.

Zapowiedzi

Za tydzień na rugbowych arenach w kraju:

  • rewanżowe spotkania w ramach półfinałowych dwumeczów o mistrzostwo Ekstraligi (Pogoń Awenta Siedlce – Life Style Catering Arka Gdynia i Energa Ogniwo Sopot – Orlen Orkan Sochaczew),
  • zaległy mecz II ligi,
  • ostatni turniej mistrzostw Polski w rugby 7 mężczyzn,
  • turniej młodzieżowych mistrzostw Polski w rugby 7 kobiet,
  • drugi turniej siódemkowych mistrzostw Polski juniorów,
  • pierwszy turniej siódemkowych mistrzostw Polski kadetów,
  • piąty turniej siódemkowych mistrzostw Polski kadetek.

A na świecie:

  • ostatnia kolejka fazy zasadniczej Top 14 i finał Pro D2,
  • półfinały United Rugby Championship,
  • ostatnia kolejka fazy zasadniczej Prem,
  • pierwsza faza play-off Super Rugby Pacific,
  • drugi mecz mistrzostw Azji (Hongkong – Korea Południowa),
  • trzy mecze pod egidą Rugby America North: u panów Barbados – Gujana oraz Trynidad i Tobago – Meksyk, a u pań Meksyk – Trynidad i Tobago,
  • trzecie i zarazem ostatnie turnieje SVNS Championship w Bordeaux,
  • start Rugby Europe Sevens – na poziomie Trophy w Makarskiej,
  • finały Japan Rugby League One, włoskiej Serie A Elite (ten już we wtorek) i hiszpańskiej División de Honor,
  • ostatnie kolejki faz zasadniczych w Super Rugby Americas i Major League Rugby.

4 komentarze do “Orkan górą w czternastkę”

  1. Oglądałem SVNS z Valladolid i zadziwiły mnie stosunkowo puste trybuny jak na turniej takiej rangi. Choć Estadio José Zorilla ma być domem hiszpańskiego rugby to mam wrażenie, że nawet nie wypełnił się w połowie (a pojemność to jakieś 27k miejsc). Czy to wynik upałów, czy lokalizacji (na pewno dojazd dla nie-Hiszpanów trudniejszy niż gdy grano w Madrycie czy Maladze/Sewilli, które w 2022 gościły Sevens Series), czy mniejszej atrakcyjności dyscypliny w Hiszpanii. Żywiołowy doping właściwie tylko przy meczach Hiszpanii i Argentyny.

    Hongkoński Kai Tak w sobotę był nabity niemal na maksa (41,5k na 50k miejsc), zobaczymy jak będzie za tydzień we Francji. Na pewno lokalizacja turnieju daje jakiś potencjał zapełnienia trybun.

    Odpowiedz
    • Tak, frekwencja w Valladolid na tak dużym stadionie wyglądała bardzo kiepsko (podobnie jak w Krakowie na ostatnim Challangerze ;)). Rugby 7 ma w ogóle z tym problem, poza kilkoma miejscami. Może gdyby pojechali gdzieś w rejon Borders w Szkocji? Ale swoją drogą, „domem hiszpańskiego rugby” ma być w najbliższym czasie raczej Estadio Ontime Butarque w Leganés pod Madrytem – przez najbliższych parę lat tam ma grać reprezentacja piętnastkowa.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz