Weekend finałów

W weekend ligowych finałów nas najbardziej interesował ten najbliższy – w Siedlcach Pogoń obroniła tytuł mistrzów Polski, choć łatwo to jej nie przyszło. Tytuł mistrzowski obronił też Leinster w URC, odzyskali je Northampton Saints w Prem oraz Hurricanes w Super Rugby Pacific, a po raz pierwszy wywalczyli Pampas i Chicago Hounds. Poza tym zwyciężyły swoje mecze dwie reprezentacje Południowej Afryki.

Ekstraliga

Trzeci sezon z rzędu te same drużyny stanęły na podium Ekstraligi i trzeci raz w innym układzie. Niewiele brakło do tego, aby rotacja nastąpiła na najwyższym stopniu podium, ostatecznie jednak tutaj zmiany nie było.

Przed finałami nastąpiła wolta „zielonostolikowa”. Komisja Odwoławcza przywróciła uchylone przez Komisję Gier i Dyscypliny zawieszenia Wojciecha Piotrowicza i Cypriana Majchera, w związku z tym tych zawodników nie zobaczyliśmy w walce o medale.

Pogoń Awenta Siedlce – Energa Ogniwo Sopot 15:13. Siedleckie starcie o złoto było niezwykle zacięte i jego losy warzyły się do ostatniej chwili. Stawka spotkania chyba nie pomagała zawodnikom, bo błędów nie brakowało. Już po pierwszym kopie fatalnie zaczęli gospodarze, ale Sopocianie (którym brakowało Piotrowicza, ale po nieobecności w półfinałach wzmocnił ich Piotr Zeszutek) nie wykorzystali sytuacji, a pierwszy atak Sieldczan zakończył się przyłożeniem Giorgiego Maisuradze i prowadzeniem 5:0. W kolejnych minutach gra toczyła się na połowie gospodarzy, ale zmiany wyniku nie było. Kontuzja Wiktora Wilczuka już po kilkunastu minutach gry pozbawiła gości młynarza i siły napędowej mauli. W końcu jednak Adrian Seerane zaprezentował znakomity przebój, tuż przed polem punktowym oddał piłkę Marzuqowi Maarmanowi i zrobiło się 5:7. Na chwilę, bo Maisuradze znowu skończył walkę na linii bramkowej przyłożeniem, a Ogniwo przed przerwą zdołało tylko zmniejszyć stratę karnym Hansena Coopera (choć potem było jeszcze z atakiem w polu 22 m gospodarzy, ale zamiast punktów był przód, a potem przerzucony aut) – w połowie meczu Pogoń prowadziła 12:10.

Po przerwie punktów było jak na lekarstwo. Zaczęło się od wymiany ataków, obu zakończonych przodami. Kolejny błąd Ogniwa w aucie skutkował potężnym wejściem Maisuradze, ale atak Pogoni znów skończył się błędem. W odpowiedzi znakomicie pociągnął Dwayne Burrows, ale gdy podawał znajdującemu się w czystej pozycji Romanowi Żukowi, ten nie opanował piłki (tej sytuacji Sopocianie na pewno szczególnie żałują). Po zmianach Ogniwo opanowało kłopoty w młynie i atakowało, ale wciąż punktom na przeszkodzie stawały błędy. Na prowadzenie goście wrócili dopiero po 20 minutach gry dzięki dalekiemu karnemu Coopera. Kolejne minuty to okres zaciętej walki i błędów po obu stronach niweczących wszelkie wysiłki. Na kilka minut przed końcem Pogoń wreszcie groźniej zaatakowała, zbierała karne po zawalanych maulach, skończyło się jednak jak zwykle przodem. Cooper oddalił grę od pola punktowego kopem, ale po wrzucie z autu Siedlczanie dostali okazję z karnego i Nkululeko Ndlovu pewnie ją wykorzystał. Ogniwo liczyło na podobny obrót spraw po wznowieniu. Dwukrotnie walczyło w odległości 40 m od bramki rywali, ale zamiast zyskać karnego, najpierw zaliczyło przód, a potem zepsuło bodajże piąty już aut.

Walki mnóstwo, błędów także (naliczyłem 18 młynów, w zdecydowanej większości wykonywanych na własnych połowach, po błędach rywali w ataku). Niewiele płynnych akcji, świetni skrzydłowi Pogoni w tym meczu byli właściwie niewidoczni. Ogniwo zagrało najlepszy w tym sezonie mecz przeciwko Siedlczanom, miało optyczną przewagę przez większą część spotkania, imponowało w obronie, ale brakło mu dokładności i szczęścia. Kto wie, czy kluczowym momentem tego meczu nie była kontuzja Wilczuka, po której jego drużyna fatalnie radziła sobie w autach.

Orlen Orkan Sochaczew – Life Style Catering Arka Gdynia 45:29. Zupełnie inny obraz miał rozgrywany w Sochaczewie mecz o brąz – tu czego jak czego, ale skutecznych akcji nie brakowało, a przyłożeń padło aż 12. Wygrali faworyci, choć Gdynianie mogli mieć iskierkę nadziei po ostatnim meczu fazy zasadniczej, gdy Arka nieoczekiwanie wygrała u siebie z tym samym przeciwnikiem. Jednak w ten weekend już na starcie Orkan pokazał kto rządzi – w ciągu 20 minut zaliczył pięć przyłożeń (dwa z nich w wykonaniu Kacpra Wróbla, inne z rąk młodziutkiego Marcela Marczewskiego; Sochaczewianie bezlitośnie wykorzystywali przy tym błędy rywali – przechwycone podanie, dwóch zawodników patrzących na siebie i niełapiących piłki, brak asekuracji przy kopie z karnego, który nie wyszedł w aut, ale wleciał na pole punktowe…) i było 31:0. Dopiero w końcówce pierwszej połowy goście zaczęli się odgryzać, zdobyli dwa przyłożenia, a w drugiej połowie kontynuowali punktowanie, ale i gospodarze nie zasypiali gruszek w popiele i utrzymali do końca bezpieczną przewagę, gwarantując sobie szósty sezon z rzędu z medalem mistrzostw Polski. Arka w odrabianiu strat najbliżej była na 14 punktów. Cóż, gdyby chwilę potem jej groźny atak dosięgnął celu, może ten mecz potoczyłby się inaczej.

A kolejny sezon ma przebiegać w formacie analogicznym do obecnego. Wiadomo, że trzeba będzie dostosować rozgrywki do kalendarza Rugby Europe Championship. Już teraz zapowiedziano, że runda jesienna powinna zakończyć się jesienią, bez przenoszenia ostatnich rund na wiosnę.

United Rugby Championship

W finale URC zobaczyliśmy kolejne już w fazie play-off starcie dwóch półkul i zarazem rewanż za ubiegłoroczny pojedynek o mistrzostwo.

Leinster – Bulls 36:7. I podobnie jak przed rokiem zwycięsko wyszli z niego Irlandczycy, których dopingowało blisko 40 tys. widzów na Croke Park (liczba spora, ale ten stadion pomieści dwukrotnie więcej fanów). Już po półgodzinie prowadzili 22:0, a na początku drugiej połowy po przyłożeniu Sama Prendergasta, ich przewaga wzrosła do 29 punktów. Spora w tym rola samych Bulls, którzy nieraz oddawali piłkę za darmo (a Dublińczycy takie prezenty bezlitośnie wykorzystywali) i dwukrotnie zostawali na 10 minut w osłabieniu po zbiciach piłki do przodu. Prendergast powoli odzyskuje zaufanie kibiców coraz lepszymi występami (w tym zdobył nagrodę dla najlepszego zawodnika – nie tylko przyłożył i skutecznie kopał, ale też uratował drużynę przed stratą pięciu punktów). Tak jak na tle Prendergasta zawiódł Handré Pollard, tak i na tle Jamisona Gibsona-Parka niezwykle blado wypadł uznany wcześniej najlepszym graczem ligowym z RPA w tym sezonie Embrose Papier. Ceną wygranej Dublińczyków jest kontuzja z samego początku spotkania kapitana drużyny, Caelana Dorisa, która eliminuje go z wyjazdu reprezentacji na południową półkulę.

Dla Leinsteru to dziesiąty tytuł mistrzowski w URC.

Prem

W Anglii po tytuł sięgnęła drużyna, która zrobiła to trzeci raz w historii.

Northampton Saints – Exeter Chiefs 26:17. Saints byli faworytem tego spotkania, ale wygrana przeciwko podbudowanym półfinałowych triumfem Chiefs nie przyszła gospodarzom łatwo. Co prawda już w pierwszym ataku gospodarze zapunktowali, ale Exeterczycy wkrótce odpowiedzieli. Podobnie było w końcówce pierwszej połowy i tylko braku skuteczności gości z podwyższeń Saints zawdzięczali prowadzenie 14:10. Po przerwie je stracili – żółtą kartkę zobaczył Josh Kemeny, Chiefs wykorzystali liczebną przewagę i zdobyli przyłożenie, zrobiło się 14:17. Jednak nie poszli za ciosem, a zamiast tego sami stracili zawodnika z żółtą kartką. Końcówka należała już do gospodarzy, których boiskowa przewaga została przekuta na zwycięstwo – zadecydowały o nim 2 przyłożenia, które zdobył George Hendy (który także przed dwoma laty odegrał ważną rolę w końcówce meczu o mistrzostwo). Tym razem zawiodła znakomita w całym meczu obrona gości. Mogą oni też żałować przegrywanych autów. Graczem meczu wybrano Henry’ego Pollocka, imponowali też Alex Coles, Tommy Freeman czy Fin Smith (choć kilka razy spudłował z podstawki). Świetny mecz, znakomite widowisko, ponad 80 tys. widzów na Twickenham – imponujące zwieńczenie sezonu w angielskiej lidze.

Northampton powrócił na najwyższy stopień podium po rocznej przerwie.

Super Rugby Pacific

Decydujący mecz rozegrano także w czołowych rozgrywkach na antypodach.

Hurricanes – Chiefs 60:5. I chyba nie takiego widowiska się spodziewaliśmy. Owszem, kibice z Wellingtonu musieli być zadowoleni – ich drużyna po 10 latach wróciła do finału ligi i po 10 latach znowu go zwyciężyła, ale spotkanie było absolutnie jednostronne. Aż 9 przyłożeń gospodarzy, prowadzenie do przerwy 29:0, a na kilka minut przed końcem aż 53:0. Święto na trybunach zaczęło się na długo przed końcowym gwizdkiem. Chiefs stać było tylko na honorowe przyłożenie w końcówce meczu, ale swój czwarty finał z rzędu skończyło porażką i to najbardziej upokarzającą ze wszystkich. Fehi Fineanganofo zdobył swoje rekordowe 17. przyłożenie w sezonie, a dzięki dwóm piątkom zrównał się z nim jego kolega z drugiego skrzydła Josh Moorby. Ruben Love zapisał na swoje konto 25 punktów i zdecydowanie przyćmił katastrofalnego zwłaszcza w pierwszej połowie Damiana McKenziego.

A jeszcze przed finałem rozdano nagrody dla najlepszych zawodników sezonu. Tę najważniejszą dostał środkowy Chiefs, Quinn Tupaea (ciekawostka – tyle samo punktów zebrał inny środkowy, z Highlanders, Timoci Tavatavanawai), podczas gdy odkryciem roku został zawodnik Waratahs, Sid Harvey. W najlepszej piętnastce turnieju mamy po trzech zawodników Highlanders i Reds, po dwóch z Chiefs i Western Force, po jednym z Hurriacanes (a to przecież najlepsza drużyna fazy ligowej), Blues, Crusaders, Brumbies i Waratahs. Co ciekawe, obaj łącznicy pochodzą z ekip australijskich (Ryan Lonergan i Ben Donaldson). Nieco zaskoczył brak Fineanganofo.

Top 14

W obu ćwierćfinałach Top 14 wygrywały drużyny paryskie. W obu półfinałach – przegrały i w efekcie w finale rozgrywanym na przedmieściach stolicy kraju zagrają dwie ekipy z południa.

Stade Toulousain – Racing 92 71:17. W Tuluzie mieliśmy absolutny pogrom. Co prawda Paryżanie otworzyli wynik karnym Antoine’a Giberta, ale te 3 punkty pozostawały całym ich dorobkiem przez kolejne 70 minut, podczas gdy gospodarze przykładali piłkę raz za razem. Zaczął Teddy Thomas po świetnym kopie Antoine’a Duponta, po półgodzinie było 31:3, jeszcze przed przerwą dorzucił przyłożenie znakomity tego dnia Dupont, a po przerwie gospodarze zaliczyli drugą piątkę przyłożeń. Szalał Jack Willis. A Romain Ntamack miał stuprocentową skuteczność przy dziewięciu kopach z podstawki. Dość powiedzieć, że swoje pierwsze przyłożenie Racing zdobył w ostatnich minutach gry, gdy przegrywał już 63 punktami. Cóż, to nawet nie było na poprawę humoru.

Montpellier Hérault – Stade Français 25:15. Zupełnie inny przebieg miał drugi półfinał, w którym przyłożenia padały tylko w pierwszym kwadransie. Po wymianie karnych jako pierwsi przyłożyli gospodarze, ale w ciągu paru minut dwukrotnie ukąsili Paryżanie i zrobiło się 10:15. To były jednak ostatnie punkty gości w tym meczu. Jeszcze w pierwszej połowie ekipa z południa po dwóch karnych Domingo Miottiego zdobyła jednopunktową przewagę, a w drugiej połowie kolejne trzy trójki tego zawodnika (w sumie 20 punktów w meczu) zadecydowały o zwycięstwie jego drużyny – choć jeszcze na kilka minut przed końcem miała ona tylko 7 punktów przewagi.

W finale zmierzą się Tuluza i Montpellier. Dla Tuluzy to będzie czwarty finał z rzędu i szansa na 24. tytuł mistrzowski, dla jej rywali to będzie czwarty finał w historii.

Z kraju

Drugi raz w historii na boisko wybiegła kobieca piętnastkowa reprezentacja Polski. W sobotę w Mysłowicach zgrała z towarzysko z angielską drużyną Old Northamptonians Ladies. Polki wygrały 68:5 (jak napisały Angielki – sędzia miał stracić rachubę po 60). Rywalki występują na co dzień na przedostatnim poziomie ligowym w Anglii i sądząc z opisu Michała Dudka prezentowały rugby rekreacyjne. Mecz trwał 60 minut, nasze zawodniczki stopniowo coraz mocniej wzmacniały kadrowo ekipę przeciwniczek. Cóż, nasze dziewczyny potrzebują okazji do wspólnej gry, więc wartość dodana na pewno jest, ale chyba warto wybierać nieco mniej przypadkowych przeciwników.

Chris Davies ogłosił szeroką kadrę na nadchodzące zawody Rugby Europe Sevens – póki co męską. 20 zawodników, w tym 7 z zagranicy. Najliczniejsza grupa to 6 zawodników z Pogoni Siedlce z Vahą Halaifonuą na czele (poza tym z klubów krajowych reprezentowane są Juvenia Kraków, Orkan Sochaczew, Budowlani Łódź i Rugby Białystok). Zwraca uwagę Johan Janiec z Bordeaux, który tak świetnie wkroczył do piętnastkowej reprezentacji.

Z wieści transferowych:

  • na stanowisku trenera Budowlanych Lublin Andrzeja Kozaka zastąpi pochodzący z Południowej Afryki Hendrik Wentzel. Pełnił już tę funkcję przed kilkoma laty,
  • nie tylko Oskar Borkowski ma próbować w kolejnym roku sił we Francji – podobny kierunek obiera niezwykle utalentowany, młody gracz Orkana Sochaczew, Marcel Marczewski.

Ze świata

Zanim ruszy Nations Cup pojawiły się pierwsze przebłyski międzynarodowego okienka. W południowoafrykańskim mieście Gqeberha odbył się dwumecz z udziałem dwóch reprezentacji Południowej Afryki, pierwszej i drugiej (choć i ta pierwsza nie była optymalna, bo spora część reprezentantów walczyła w ten weekend w Dublinie o mistrzostwo URC). W starciu Południowej Afryki A z Zimbabwe południowoafrykańskie nadzieje zwyciężyły 40:0 (a mogły wygrać znacznie wyżej). Gospodarze zagrali ze sporą grupą młodzieży w składzie, m.in. braćmi Tshituka czy Haashimem Peadem. W składzie pokonanych zobaczyliśmy m.in. Kudakwashe Nyakufaringwę, wyróżniającego się w rozgrywkach uniwersyteckich Edwarda Sigauke czy Gary’ego Portera ze Stormers. A potem było prawdziwe święto – starcie pierwszej reprezentacji RPA z ekipą Barbarians, prowadzoną przez wielkie gwiazdy – Scotta Robertsona na ławce i TJ Perenarę na boisku. Rassie Erasmus zaskoczył wystawiając Quana Horna na pozycji 10 i kapitana juniorskiej reprezentacji Riley’a Nortona w drugiej linii. Jak zwykle w meczach Baabaas, było widowiskowo, a skończyło się na 17 przyłożeniach i wygranej gospodarzy 80:31. Po 10 minutach było 7:7, potem RPA zdobyło 28 punktów przewagi, m.in. wykorzystując dwie żółte kartki zaproszeniowej ekipy, ale pod koniec pierwszej połowy goście powrócili do meczu i zredukowali stratę do 9 oczek. Jednak potem, im dłużej trwał mecz, tym bardziej przewaga Południowej Afryki rosła.

W Europie mieliśmy pojedynek Francji XV z Anglią XV rozgrywany w Vannes. Rezerwy, ale jakie. Francja z Nicolasem Depoortèrem, Nolannem le Garrec’kiem, Théo Attissogbem czy Antoine’m Hastoy’em, Anglia z z George’m Fordem, Marcusem Smithem czy Theo Danem, ale i Noahem Caluorim, Adamem Radwanem i Benhardem Janse van Rensburgiem. Górą byli Francuzi, a angielskie gwiazdy zawiodły. Co prawda punktowanie zaczął Cadan Murley, a potem, gdy gospodarze wyszli na prowadzenie po dwóch przyłożeniach, tuż przed przerwą dzięki piątce Marcusa Smitha różnica między drużynami wynosiła tylko dwa punkty, ale w drugiej połowie Francuzi odjechali dzięki dwóm szybkim wizytom w polu punktowy m. Janse van Rensburg swój debiut w białej koszulce zaznaczył zmarnowaną stuprocentową okazją na przyłożenie, a Caluori zdobył swoją piątkę tylko po to, aby TMO je wymazało z tablicy wyników. Skończyło się 35:19 dla Francji.

W Singapurze towarzyski dwumecz. Druga reprezentacja tego kraju pokonała Hong Kong China Dragons 23:21 (rozczarowujący wynik dla Hongkończyków, nawet biorąc pod uwagę fakt, że to nie była reprezentacja kraju), podczas gdy w meczu pań zawodniczki z Hongkongu triumfowały 57:0.

W Super Rugby Americas po swój pierwszy tytuł mistrzowski sięgnęła ekipa Pampas z Buenos Aires (wcześniej, w inauguracyjnym sezonie tej ligi, wygrali ją raz mający siedzibę w tym samym mieście Jaguares). W meczu w Córdobie Pampas zrewanżowali się za porażkę z finału sprzed dwóch lat miejscowym Dogos i pokonali ich 26:17. Była to dopiero druga w historii ich wygrana w starciu z tym przeciwnikiem. Swoją droga, ze słów prezesa federacji chilijskiej wynika, że w przyszłym roku możemy mieć w lidze drugą franczyzę z tego kraju (a dalekosiężnym celem są aż cztery drużyny chilijskie).

We wtorek poznaliśmy drugiego finalistę Major League Rugby: niepokonani w tym sezonie Chicago Hounds pewnie wygrali z Old Glory DC 59:22. W finale rywalem ekipy z „Wietrznego Miasta” była drużyna California Legion – Hounds dopełnili kompletu wygranych w sezonie i zwyciężyli 35:17. Kto wie, czy to nie był ostatni mecz w historii MLR…

Tydzień temu odbyły się półfinały w rozgrykwach klubowych w Anglii, w ten weekend podobną fazę mieliśmy w rozgrywkach francuskich – Elite 1. W dramatycznym rewanżu za ubiegłoroczny finał Stade Toulousain uległo 25:27 broniącej tytułu mistrzowskiego ekipie Stade Bordelais (dopiero trzeciej w sezonie zasadniczym, po stracie trenera na rzecz kadry). Tuluzanki długo w tym meczu prowadziły, ale tuż przed końcem decydujące przyłożenie zdobyły mistrzynie kraju. W drugim półfinale zdecydowane zwycięstwo odniosła najlepsza w sezonie zasadniczym ekipa z Romagnat/Clermont, która pokonała Blagnac 37:23. W finale mamy zatem powtórkę sprzed dwóch lat. Niestety, kobiece rugby ma we Francji wciąż pod górkę – żaden z półfinałów nie był transmitowany w telewizji.

World Rugby ogłosiło bardzo istotną zmianę przepisów (poniekąd spodziewaną) – obniżenie w rozgrywkach amatorskich dopuszczalnej wysokości szarży. Krajowe związki będą mogły dokonać wyboru poziomu tego obniżenia – albo do podstawy mostka, albo do pasa. Zmiana będzie obowiązywać od 1 lipca. Analogiczny przepis będzie także testowany w rozpoczynających się za moment mistrzostwach świata U20. Rada World Rugby przegłosowała także kilka innych zmian w regułach, tym razem nie ograniczając ich stosowania. Wśród nich dwie zwracają uwagę: obowiązek wystawienia przez młynarza jednej stopy do przodu (do tunelu) podczas wiązania młyna – można ją cofnąć dopiero po komendzie „set”. Druga dotyczy nieszczęsnych 20-minutowych kartek i stanowi swego rodzaju kompromis – wskazano, że każdy organizator rozgrywek zawodowych będzie miał prawo do ich wprowadzenia (nie będzie o to musiał pytać WR).

Irak został członkiem stowarzyszonym World Rugby.

Sporo składów ogłoszono przed nadchodzącymi rozgrywkami Nations Championship i Nations Cup. Włosi muszą radzić sobie bez Ange Capuozzo (jego Tuluza wciąż w grze). Irlandczycy kontuzjowanych mają sporo, a w składzie znalazło się pięciu graczy bez reprezentacyjnego doświadczenia – trzech z Connachtu i dwóch z Ulsteru, tych ostatnich dołączonych po wypadnięciu Caelana Dorisa (nie ma za to już w kadrze wyjeżdżającego z tego kraju Jamesa Lowe’a). Do nieoczekiwanego powrotu do reprezentacji Australii szykuje się 37-letni James Slipper. W bardzo szerokim składzie RPA jest 6 potencjalnych debiutantów, w tym wspomniany wyżej Riley Norton. Czterech zawodników bez doświadczenia w reprezentacji powołał do swojego pierwszego składu Dave Rennie – czarne koszulki mają szansę założyć m.in. Fineanganofo (mimo planowanego wyjazdu do Europy) i Moorby, a także pochodzący z Niemiec Anton Segner. Gruzini zaskoczyli powołaniem gracza z ligi rumuńskiej (Kvicha Jgerenaia z Timișoary).

Z wieści transferowych:

  • Grant Williams, o którego odejściu z Sharks wiedzieliśmy już wcześniej, zagra w przyszłym roku dla mistrzów Japonii, Kobe Steelers. W tym samym zespole zagra Nowozelandczyk George Bridge (zastąpi Antona Lienerta-Browna);
  • Argentyńczyk Santiago Grondona związał się z Pau;
  • koniec kariery ogłosił 30-letni filar Munsteru Oli Jager, schodzący z boiska z powodów zdrowotnych;
  • wiadomo już, że Ellie Kildunne po odejściu z Harlequins będzie grać dla Bristol Bears;
  • reprezentant Rumunii Taylor Gontineac przechodzi z Pro D2 do Top 14 – podpisał kontrakt z Castres.

Zapowiedzi

W kraju grania przed wakacjami zostało już niewiele. W kolejny weekend zobaczymy ostatni turniej mistrzostw Polski kadetek w rugby 7 w Olsztynie.

A na świecie:

  • finał Top 14,
  • finały kobiecych lig w Anglii (Premiership Women’s Rugby) i Francji (Elite 1),
  • kolejne mecze międzynarodowe przed startem rozgrywek Nations Cup i Nations Championship – Barbarians – Walia (nie tylko męski, ale i kobiecy; w męskim pożegnanie George’a Northa, który wystąpi w koszulce w pasy), Japonia XV – Maori All Blacks, Namibia – Zambia, Chile XV – Samoa XV, planowany był też mecz Zimbabwe z Meksykiem;
  • drugie (i ostatnie) turnieje Rugby Europe Sevens na poziomie Trophy;
  • ruszają też mistrzostwa świata U20 w Gruzji.

Dodaj komentarz