SVNS 2 nie dla nas

Nie udało się naszym paniom zakwalifikować do przedsionka światowej elity, czyli SVNS 2. Grupowa porażka z Argentyną wepchnęła nas w półfinale na Południową Afrykę, a w tym starciu nie mieliśmy wiele do powiedzenia. Porażka z Czeszkami w meczu o brąz dopełniła czary goryczy. Poza tym toczyła się walka o europejskie puchary i znowu mieliśmy mieszankę prawdziwej walki z meczami, w których do boju stawały rezerwy.

Reprezentacja Polski kobiet w rugby 7 / SVNS

Polska kobieca siódemka walczyła w zawodach SVNS 3 w Dubaju (do którego wróciła po zaledwie kilkutygodniowej przerwie) o awans do rozgrywek SVNS 2. Wiadomo było, że łatwo nie będzie – o awansie decydował tylko jeden turniej, kwalifikację zdobywały tylko dwie najlepsze drużyny (finaliści), a w stawce były dwie drużyny, które w ostatnim czasie wyraźnie rosną w siłę – Południowa Afryka i Argentyna.

Na początek fazy grupowej Polki mierzyły się z Kolumbią – ekipą, z którą przegrały przed rokiem w Krakowie. Tym razem wzięły srogi rewanż, wygrywając 31:5. Bohaterką spotkania była kapitan drużyny, Natalia Pamięta, która zaliczyła hat-tricka przyłożeń. Zaczęła już w pierwszej minucie po znakomitym przełamaniu Katarzyny Paszczyk. Potem co prawda Polki stanęły, a na koniec pierwszej połowy rywalka wyrwała piłkę Paszczyk i Kolumbijki zmniejszyły stratę do dwóch oczek, ale w drugiej połowie nasze zawodniczki czterokrotnie zapunktowały i właściwie nie dały przeciwniczkom dojść do głosu. Zaczęło się od wykradzionego przez Martę Morus autu i imponującej akcji Pamięty skrzydłem (wyrwała się dwóm szarżującym przeciwniczkom i przebiegła ponad 50 m), potem punktowały Morus wykorzystująca zagapienie Kolumbijek, Sylwia Witkowska po odbiorze Paszczyk i ładnym rozrzuceniu piłki, a wreszcie znowu Pamięta (po walce Paszczyk o piłkę po wznowieniu).

Drugim rywalem Polski była Argentyna – zwycięstwo w tym meczu było niezwykle ważne, bo mogłoby pozwolić na uniknięcie RPA w półfinale. Nic z tego. Już w pierwszej minucie rywalki po szczęśliwym odbiciu piłki po kopie wyszły na prowadzenie, chwilę potem Anna Klichowska popełniła błąd przy wznowieniu. Nasze zawodniczki odzyskały piłkę, zaatakowały, a w efekcie żółtej kartki rywalek miały dwie minuty w przewadze. Długo próbowały ją wykorzystać, ale nie znajdowały wolnej przestrzeni i dopiero pod koniec pierwszej połowy udało się rozprowadzić Ilonę Zaiszliuk na skrzydle. Jednak wynik 5:7 nie przetrwał długo – zaraz potem Zaiszliuk puściła po wznowieniu piłkę do przodu, a rywalki znakomicie rozegrały naszą obronę i prowadziły 12:7. Po przerwie dominacja Argentynek nie podlegała dyskusji – choć nasze zawodniczki długo miały piłkę w rękach, nie mogły wyjść z własnej połowy. Udało się to tylko dwukrotnie, ale w obu przypadkach skończyło się stratami, rywalek i przyłożeniami Argentyny, która ostatecznie wygrała 24:7.

Mecz z Samoa był meczem o utrzymanie nadziei i wejście do półfinału, i cel udało się zrealizować – Polki wygrały dokładnie tym samym stosunkiem co z Kolumbią, 31:5. W pierwszej połowie Polki zdobyły trzy przyłożenia i prowadziły 19:0 – dwukrotnie zapunktowały po wygraniu własnych piłek po kopach ze środka (najpierw Pamięta na skrzydle, potem Druzgała po ładnym przełamaniu Zaiszliuk i asyście Pamięty), trzecie przyłożenie zaliczyła Zaiszliuk. W drugiej połowie nasze zawodniczki miały nadal przewagę, ale zdobywanie przyłożeń szło im nieco trudniej – zapunktowały tylko dwukrotnie, przy pierwszej naszej okazji przyłożyła Anna Klichowska, a potem po długim okresie naporu (a także strat piłki i jej odzysków) Tamara Czumer-Iwin. Samoanki miały coś do powiedzenia tylko w pierwszej minucie po przerwie oraz na sam koniec meczu, gdy Polki nie zmieściły się w czasie ze wznowieniem, Czumer-Iwin zobaczyła żółtą kartkę i ekipa z Oceanii zdobyła honorowe przyłożenie.

Półfinałowy mecz w niedzielny poranek przeciwko Południowej Afryce był meczem o awans – ale rywal był niezwykle trudny. Polki z RPA nigdy dotąd nie wygrały, rok temu poniosły w Challengerze bolesne porażki 0:43 w Stellenbosch i 10:29 w Krakowie, a kilka tygodni temu uległy rezerwom 12:19 (było tam tylko 5 spośród 12 zawodniczek, z którymi mierzyliśmy się w niedzielę). I tym razem niespodzianki nie było. Mecz zaczął się od wypuszczonej przez Pamiętę piłki we własnym polu 22 m (po wygranym kopie na start) i błyskawicznie straconego przyłożenia (punktowała kapitan rywalek, Nadine Roos). Potem Polki miały przewagę w posiadaniu piłki, ale nie mogły wyjść z nią z własnej połowy. Tylko raz, po wyjściu kopem i wygranym przez Paszczyk aucie przeciwniczek udało się groźniej zaatakować i przyłożenie zdobyła Martyna Wardaszka. Remisu nie udało się jednak dowieźć do przerwy, bo zderzenie Pamięty z Druzgałą oddało piłkę faworytkom w naszym polu 2 m i zrobiło się 5:12. Druga połowa to już popis zawodniczek z RPA, które bezlitośnie wykorzystywały powtarzające się straty piłki przez Polki w rejonie własnej linii 22 m i karały je rozgrywanymi na szybkim tempie skutecznymi akcjami – ekipa z RPA zdobyła w ten sposób cztery przyłożenia i skończyło się porażką 5:36.

Polkom pozostał zatem tylko mecz o brąz, który w zasadzie był meczem już tylko o pietruszkę. Przeciwniczkami były stare znajome, Czeszki. Już w pierwszej akcji Kristýna Riegertová uciekła naszym zawodniczkom skrzydłem, ale chwilę potem odpowiedziała Zaiszliuk szybko rozgrywając karnego na połowie boiska i niepowstrzymana mknąc po punkty. Niestety, błąd przy wznowieniu oznaczał grę ze środka rywalek i tu nastąpił dramat: Julie Doležilová podniosła piłkę i po prostu pobiegła między słupy, przez nikogo niezatrzymywana. Chwilę potem Druzgała urwała się skrzydłem, ale została wypchnięta w aut, a Doležilová tym razem zaatakowała z własnej połowy, zwodząc dwie Polki na starcie i do przerwy było już 7:19. Po przerwie nadzieję polskim kibicom dała Paszczyk, przechodząc przez dziurę w obronie – zmniejszyła dystans do 5 punktów, ale to był już koniec polskich zdobyczy. Co prawda Pamięta w imponujący sposób utrzymała rywalkę z piłką nad polem punktowym, ale chwilę potem i tak Czeszki punkty zdobyły, a nasze wysiłki skończyły się ostatecznie przodem. Wynik: 14:24, dokładnie odwrotny od tego w ostatnim starciu z Czeszkami, z Hamburga.

Cóż, szkoda straconej szansy na grę w SVNS 2. Oznacza to stratę trzech okazji do grania z mocnymi rywalkami i konieczność czekania aż do lata na kolejną szansę gry o punkty – dwa turnieje mistrzostw Europy. Szykuje się najspokojnieszy niestety sezon od dobrych kilku lat. Co zawiodło? Brak zdolności do wyjścia do ataku pod presją i brak tempa rozgrywania akcji – przy czym przeszkadzały nam problemy w podstawach czyli niedokładności w podaniach, mocno spowolniające grę i udaremniające wszelkie plany.

W finale RPA pokonało Argentynę 12:5. Ekipa z Ameryki Południowej zaczęła od prowadzenia 5:0 do przerwy, ale w drugiej połowie dwa okresy gry w osłabieniu oznaczały stratę dwóch przyłożeń. Rywalkami tych dwóch drużyn w cyklu SVNS 2 będą Chiny, Kenia, Hiszpania i Brazylia. Z tej szóstki cztery zespoły awansują do kończących sezon trzech turniejów Championship, w których zmierzą się ze stawką z SVNS 1.

W równolegle toczonym turnieju panów triumfowała Kanada, która w finale pokonała Belgię 28:10. Te ekipy dołączą w SVNS 2 do Kenii, Stanów Zjednoczonych, Niemiec i Urugwaju. Awans Belgów jest odrobinę nieoczekiwany – w grupie pokonali Kanadę i nawet porażka z Włochami nie odebrała im półfinału, a tam także trochę niespodziewanie pokonali Samoa. Warto podkreślić dobry występ Madagaskaru, który ukończył rywalizację na piątym miejscu.

Champions Cup

W europejskich pucharach kończyła się faza grupowa. Wielu odetchnęło z ulgą – w kolejnych rundach nie będzie już meczów o pietruszkę. A tymczasem w kilku spotkaniach decydowały się losy awansu.

Section Paloise – Bulls 24:26. Tak było m.in. w meczu w Pau. Obie drużyny potrzebowały zwycięstwa, aby mieć pewność kwalifikacji i walka była zacięta. Ekipa z Południowej Afryki nie przyjechała rezerwami i w starciu z drużyną z czołówki ligi francuskiej ostatecznie nieznacznie przeważyła. W pierwszej połowie dwukrotnie wychodziła po przyłożeniach na prowadzenie i dwukrotnie zaraz potem je traciła. W efekcie do przerwy to Pau prowadziło 21:12, a wkrótce po niej dorzuciło kolejne 3 punkty. To była jednak ostatnia zdobycz gospodarzy – odtąd punktowali tylko goście, którzy zaliczyli dwie 7-punktowe akcje, z których drugą, która kilka minut przed końcem zadecydowała o ich zwycięstwie, w okresie gry w przewadze po żółtej kartce. Dla Bulls to było pierwsze zwycięstwo w rozgrywkach – i paradoksalnie dało im ono awans do 1/8 finału. Gospodarze narzekają na sędziego Karla Dicksona, który chyba faktycznie odrobinę pomógł rywalom w zdobyciu punktów (filmiki z dwóch sytuacji: https://www.sportsjoe.ie/rugby/referee-involvement-sparks-chaos-in-wild-champions-cup-clash-354856).

Stormers – Leicester Tigers 39:26. Miały też o co się bić zespoły grające w Kapsztadzie, ale była to bitwa nie do końca na poważnie – Anglicy pozostawili swoje największe gwiazdy w domu i oszczędzili im dalekiej podróży. Mimo to byli bliscy zwycięstwa. Co prawda na samym początku spotkania gra w osłabieniu po żółtej kartce kosztowała ich stratę dwóch przyłożeń, ale gdy z powrotem byli w komplecie w krótkim czasie odpowiedzieli tym samym (zaczął znakomity tego dnia młody obrońca George Pearson) i wyszli na prowadzenie. W ciągu 10 minut po przerwie prowadzenie zmieniło się trzykrotnie, a gospodarze mieli zaledwie 1 punkt przewagi. Gdy Sacha Feinberg-Mngomezulu na 20 minut przed końcem zobaczył żółtą kartkę, wydawało się, że przed gośćmi otwarła się szansa na wygraną, tymczasem to gospodarze pierwsi zapunktowali. I choć Tigers zaliczyli jeszcze czwarte przyłożenie (dające im punkt bonusowy, który pozostawił resztkę nadziei na awans do 1/8 finału – i jak się potem okazało zaważył o ich kwalifikacji), wciąż byli z tyłu, a na koniec spotkania Stormers potwierdzili swoją wygraną kolejną piątką.

Munster – Castres Olympique 29:31. Godne europejskich pucharów starcie mieliśmy w Limericku. To nie tylko był europejski klasyk (to było już 20. spotkanie tych drużyn w pucharach), ale obie drużyny potrzebowały zwycięstwa do awansu i obie na serio o ten awans walczyły – a na koniec, trochę nieoczekiwanie, okazało się, że to irlandzkiej potęgi nie zobaczymy już w tym sezonie Champions Cup (pewnie niewielkim pocieszeniem będzie gra w 1/8 finału Challenge Cup). Po pierwszej połowie Castres prowadziło 17:12 – w przyłożeniach było 2:2 (obie piątki dla gospodarzy zdobył Craig Casey, który nieoczekiwanie wrócił na boisko po ubiegłotygodniowej kontuzji), a różnicę robiło to, co potem w praktyce zdecydowało o losach spotkania, czyli kiepska skuteczność Jacka Crowley’a z podstawki. W drugiej połowie Munster wrócił na prowadzenie po dwóch przyłożeniach, ale znowu – żadne z nich nie zostało podwyższone, więc dały tylko 5 punktów przewagi. A tymczasem Castres po żółtej kartce Toma Farrella (która nie wiedzieć czemu nie była czerwoną) zaliczyło dwie siedmiopunktowe akcje. I choć na koniec to Munster grał w przewadze, to zdobył już tylko jedno przyłożenie i nawet skuteczne tym razem podwyższenie Crowley’a niewiele zmieniło.

Gloucester – RC Toulonnais 14:31. Także i w innym pojedynku tej samej grupy gra szła o awans, a przegrany odpadał. I tu także zwyciężyli goście. Tulończycy zaczęli od prowadzenia 14:0 po niespełna kwadransie (a zdobywca pierwszego przyłożenia Gaël Dréan zaliczył jeszcze jedno, ale TMO go nie uznało) i to ustawiło spotkanie. Co prawda gospodarze po kolejnym kwadransie zmniejszyli stratę, ale po paru minutach Francuzi odskoczyli z powrotem na 14 punktów (przyłożenie zdobył jeden z Anglików z ekipy Tulonu, Lewis Ludlam). W drugiej połowie Tulończycy już w praktyce kontrolowali spotkanie, a tylko centymetrów brakło do przyłożenia innemu Anglikowi w drużynie przyjezdnych, niezbyt miło przyjętemu przez kibiców Zachowi Mercerowi.

Bristol Bears – Union Bordeaux-Bègles 15:27. To był mecz o pierwsze miejsce w grupie, w którym nikt nie oszczędzał najlepszych graczy. W iście angielskiej pogodzie pierwsze przyłożenie zdobyli gospodarze, ale przez resztę pierwszej połowy atakowali już tylko goście – najpierw Mathieu Jalibert pięknie przebił się i uruchomił Louisa Bielle’a-Biarrey’a, potem skrzydłowy wykończył kolejną akcję, za trzecim razem co prawda nieco za bardzo podkopnął sobie piłkę, ale przy kolejnej okazji, gdy wyjątkowo brakło go po lewej stronie, wyręczył go Nicolas Depoortère i do przerwy było 5:17. Drugą połowę gospodarze zaczęli z animuszem, ale najpierw przeszkodził im ochraniacz na słup, potem goniący za piłką po nakrytym kopie skrzydłowy przewrócił się, i dopiero na kwadrans przed końcem ich wysiłki zwieńczył sukces, a ich strata spadła do 5 punktów. Ekipy wymieniły się karnymi, ale na koniec wypuszczona przez Anglików piłka przy wznowieniu dała platformę do ataku gościom. I choć Jalibert spudłował z podstawki, to chwilę potem kolejny błąd Anglików przy chwycie piłki zaowocował trzecim przyłożeniem Bielle’a-Biarrey’a, pieczętującym zwycięstwo Francuzów.

Poza tym:

  • Bath – Edinburgh 63:10 (aż 9 przyłożeń mistrzów Anglii i pewne ich zwycięstwo nad osłabionym rywalem ze Szkocji; pojedynek był jednokierunkowy zwłaszcza w ostatnich 25 minutach, gdy gospodarze raz za razem przebijali się na pole punktowe rywali; znakomity mecz Alfiego Barbeary’ego i Maxa Ojomoh);
  • Sharks – ASM Clermont 50:12 (trudno było spodziewać się innego wyniku, skoro Francuzi nie walczyli o nic i przyjechali na drugi koniec świata rezerwami; raczej nieoczekiwanie pierwszą połowę przegrali tylko 12:14 mimo 20-minutowego osłabienia po czerwonej kartce, ale po przerwie Sharks wykorzystali kolejne 20 minut przewagi i zapakowali gościom aż 6 przyłożeń; wygrana jednak nie dała im awansu do 1/8 Champions Cup, a jedynie dalszą grę poziom niżej; w składzie zwycięzców także sporo młodości, m.in. uwagę przyciągnął środkowy Jurenzo Julius);
  • Aviron Bayonnais – Leinster 13:22 (Bajonna jest groźna na swoim terenie, ale w Champions Cup nie miała już szans na awans do fazy pucharowej; mimo to trochę nieoczekiwanie pierwszą połowę wygrała 10:3; w drugiej części spotkania Irlandczycy przejęli kontrolę nad spotkaniem, zdobyli trzy przyłożenia i zapewnili sobie czwarte zwycięstwo do kompletu w fazie grupowej; nie zachwycili jednak, a na dodatek z kontuzją opuścił boisko Tadhg Furlong);
  • Stade Toulousain – Sale Sharks 77:7 (porażka w tym spotkaniu mogłaby wyeliminować Tuluzę z Champions Cup, ale chyba nikt się jej nie spodziewał, tym bardziej, że pewni już awansu Sharks przyjechali w osłabionym składzie – i faktycznie, to był zdecydowanie jednostronny pojedynek, w którym Francuzi zdobyli aż 11 przyłożeń, a Thomas Ramos przy 100-procentowej skuteczności z podwyższeń uzbierał aż 27 punktów);
  • Northampton Saints – Scarlets 43:28 (na początku meczu Walijczycy kąsali, nawet prowadzili, ale hat-trick przyłożeń 19-letniego Edoardo Todaro, z czego dwa zaliczył tuż przed przerwą przy grze w przewadze, wyprowadził Saints na prowadzenie; Anglicy dominowali w młynach i właśnie ta dominacja kosztowała gości żółtą kartkę; w drugiej połowie gospodarze dorzucili kolejne trzy przyłożenia i choć Scarlets próbowali gonić i nawet zbliżyli się na 8 punktów, ostatecznie ponieśli czwartą porażkę w zawodach);
  • Stade Rochelais – Harlequins 17:27 (dla roszelczyków to był mecz o przetrwanie w Champions Cup i wydawało się, że na swoim terenie mają sporą szansę na zwycięstwo nad mającymi problemy londyńczykami; i choć pierwsze przyłożenie w meczu zaliczył Dawit Niniaszwili dla gospodarzy, to goście ostatecznie zwyciężyli, a karny Marcusa Smitha tuż przed końcem odebrał im defensywny punkt bonusowy, który dałby im awans – a tak uratowali się spod topora Leicester Tigers; Smith był architektem tego sukcesu, nie tylko w ataku, ale i obronie; La Rochelle nie będzie w fazie pucharowej Champions Cup pierwszy raz od sześciu lat);
  • Glasgow Warriors – Saracens 28:3 (Szkoci zaimponowali czwartym grupowym zwycięstwem i faktem, że nie zostawili nic do powiedzenia potężnym londyńskim rywalom, którzy przyjechali do Glasgow w najsilniejszym składzie; kluczowe były dwa przyłożenia zdobyte w bardzo krótkim odstępie czasu pod koniec pierwszej połowy podczas gry w przewadze – z 7:3 zrobiło się 21:3; w drugiej połowie to Saracens teoretycznie przeważali, ale ani razu nie przebili obrony gospodarzy).

W kolejnej rundzie Champions Cup mamy aż siedem drużyn angielskich, cztery francuskie, po dwie południowoafrykańskie i szkockie oraz jedną irlandzką. Z kompletem zwycięstw weszły do tego etapu tylko trzy drużyny: Bordeaux, Glasgow Warriors i Leinster. Z zaledwie jedną wygraną – Leicester Tigers i Bulls. Skład 1/8 finału: Bordeaux – Leicester Tigers, Glasgow Warriors – Bulls, Leinster – Edynburg, Bath – Saracens, Northampton Saints – Castres, Harlequins – Sale Sharks, Tulon – Stormers i Tuluza – Bristol Bears. W ćwierćfinale może dojść do starcia Bordeaux z Tuluzą.

Challenge Cup

Podobnie jak w Champions Cup było poziom niżej, w Challenge Cup, gdzie także nie każdy podszedł do spotkań zainteresowany zwycięstwem i awansem (ba, można raczej zakładać, że dla niektórych taki awans stanowiłby utrudnienie życia).

Black Lion – Zebre Parma 14:28. Jedną z dwóch drużyn, dla której Challenge Cup był głównym celem sezonu, był gruziński Black Lion – wszak wciąż nie może dobić się do bram URC, a w spekulacjach o uzupełnieniu tej ligi o nową drużynę zachodni komentatorzy gruzińskiej drużyny nawet nie wymieniają (choć kto wie, czy to się nie zmieni, po tym jak RFU miało podobno odmówić możliwości gry angielskich drużyn). Mecz z Włochami był meczem o awans do fazy pucharowej – jednak Gruzini potrzebowali zwycięstwa za 5 punktów i bez punktu bonusowego dla Włochów. Miał też dodatkowy smaczek, w końcu przez lata Włosi byli wymieniani jako ta ekipa z Pucharu Sześciu Narodów, która powinna grać o utrzymanie przeciwko Gruzji (teraz rolę Italii przejęli nieszczęśni Walijczycy). Niestety, Black Lionowi, który prezentuje się gorzej niż rok temu i chyba brakuje mu gry, nie udało się osiągnąć celu. Co więcej, przegrał spotkanie, tracąc dwa przyłożenia w ostatnim kwadransie, a w drugiej połowie nie zdobył ani jednego punktu mimo 20 minut gry w przewadze. Gruzińscy kibice narzekają na sporą liczbę zmarnowanych szans.

Poza tym:

  • Dragons – Newcastle Red Bulls 35:12 (pierwsza porażka Newcastle w tej rywalizacji i drugie zwycięstwo Dragons, które dało im awans do fazy pucharowej; goście mieli znakomity moment pod koniec pierwszej połowy, ale w drugiej zamiast punktów zbierali żółte kartki);
  • Ulster – Stade Français 26:19 (starcie o pierwsze miejsce w grupie 3 na korzyść gospodarzy, którzy zagrali znakomitą pierwszą połowę – zdobyli cztery przyłożenia i do przerwy prowadzili 26:0; w drugiej połowie nieoczekiwanie osłabieni paryżanie zaczęli odrabiać straty i zbliżyli się na dystans 7 punktów, choć i Ulster miał swoje okazje – raz przyłożenie wyeliminowało im TMO, drugi raz zmarnowali aut na 5 m);
  • USA Perpignan – Lions 20:20 (zastanawiam się, czy w tej parze ktokolwiek był na serio zainteresowany przejściem dalej, ostatecznie remis dał awans ekipie z Francji; do przerwy było 10:10, po przerwie znowu 10:10);
  • Connacht – Montauban 75:14 (niezwykle pewne zwycięstwo Irlandczyków nad beniaminkiem ligi francuskiej, z 11 zdobytymi przyłożeniami; gospodarze szczególnie bezlitośni byli pod koniec pierwszej połowy, gdy grali przez 10 minut z przewagą dwóch graczy i punktowali raz za razem);
  • Ospreys – Montpellier Hérault 26:31 (z 7:21 krótko przed przerwą zrobiło się 26:21 na 20 minut przed końcem, ale w ostatnich minutach punktowali już tylko goście; Montpellier skończyło fazę grupową z kompletem wygranych, jako jedna z zaledwie dwóch drużyn);
  • Lyon OU – Benetton Treviso 19:38 (drugą drużyną z kompletem zwycięstw jest włoski Benetton, który na koniec fazy grupowej wygrał na wyjeździe z Lyonem, dla odmiany zbierającym same porażki; i to pomimo faktu, że po zaledwie 8 minutach Lyon prowadził 14:0);
  • Exeter Chiefs – Cardiff 31:0 (na początku dwa przyłożenia zdobył Baczuki Czumbadze, potem jego koledzy dorzucili jeszcze trzy, natomiast osłabieni walijczycy nie mieli nic do powiedzenia);
  • Racing 92 – Cheetahs 31:28 (żadna z tych drużyn nie miała szans na awans, obie grały o pierwsze zwycięstwo; szalę na korzyść paryżan przechyliło przyłożenie Gaëla Fickou z samego końca spotkania).

Pary 1/8 finału: Montpellier – Perpignan, Benetton – Cardiff, Ulster – Ospreys, Stade Français – Dragons, Zebre – Pau, Newcastle Red Bulls – La Rochelle, Exeter Chiefs – Munster (hit tej rundy) i Connacht – Sharks.

Z kraju

Na stronie PZR pojawił się pierwszy od blisko dwóch lat protokół ze spotkania Zarządu. Zwiastun solidniejszego podejścia do publikowania dokumentów z prac organów statutowych czy jednorazowy wybryk? Trudno uwierzyć w to pierwsze. Niewiele w nim konkretów, ale warto zwrócić uwagę, że jako miejsca wiosennego meczu ze Szwecją brane są pod uwagę Gdynia i Sopot. Ponadto w ten weekend miało odbyć się walne zgromadzenie delegatów w sprawie zatwierdzenia sprawozdania finansowego za 2023 (rychło w czas) – ale dzień poinformowano o jego odwołaniu, tłumacząc to zmianą biegłego rewidenta (choć przecież nowy ma badać sprawozdanie za 2024, a nie 2023).

Ze świata

W Amsterdamie odbyły się półfinały Rugby Europe Super Cup. Nieoczekiwanie dużo emocji było w starciu gospodarzy z Iberians. Choć to Hiszpanie byli zdecydowanym faworytem, wygrali z kłopotami i tylko 24:19. Zarówno w pierwszej połowie, jak i w drugiej Delta doprowadzała do remisu, w tym drugi przypadku nawet wyszła na 7-punktowe prowadzenie, ale siła hiszpańskiego maula dała wygraną gościom. W drugim półfinale emocji było mniej – Portugalczycy z Lusitanos wysoko pokonali Brusssels Devils, aż 63:14, a już w pierwszej połowie hat-tricka uzbierał skrzydłowy Manuel Pinto. W finale za tydzień będziemy mieć zatem derby iberyjskie, a w meczu o brąz – niderlandzkie.

Meczem siedemnastej kolejki Pro D2 było rozgrywane nietypowo, bo w sobotni wieczór starcie Vannes z Brive. Wielkich emocji nie przyniosło – liderujący w tabeli gospodarze pewnie wygrali 35:7 i obie ekipy utrzymały swoje miejsca w tabeli (Vannes – pierwsze, ze sporą przewagą nad resztą stawki, a Brive – szóste, tej drużynie pomogły porażki ekip sąsiadujących z nią w tabeli). Spośród trójki zespołów goniących lidera dwie zwyciężyły, a jedna przegrała. Zwycięstwa odniosły ekipy Provence (45:10 na wyjeździe nad Nevers, które pierwszy raz w tym sezonie przegrało na swoim stadionie) i Colomiers (tu dla odmiany po pojedynku o niezwykle efektownym zakończeniu – pokonała zajmujące piąte miejsce Oyonnax 24:23 dzięki trzem przyłożeniom i 17 punktom zdobytym w ciągu ostatnich 10 minut, gdy grała z przewagą jednego gracza, a jej barwach błysnęli m.in. Ugo Seguela i Rodrigo Marta). Porażkę odniosło za to Valence Romans, które na wyjeździe przegrało 13:18 z przedostatnim w lidze Mont-de-Marsan (nie wykorzystując przewagi dwóch zawodników przez blisko 8 minut w samej końcówce meczu), utrzymało jednak czwartą pozycję w tabeli. Wygrała zresztą nie tylko przedostatnia, ale także ostatnia drużyna ligi – Carcassonne pokonało 20:15 także broniące się przed spadkiem Dax. Poza tym Béziers pokonało 22:7 Aurillac (po jednym przyłożeniu z obu stron, 14 punktów dla zwycięzców z kopów Samuela Marquesa; Béziers odskoczyło od strefy spadkowej), Biarritz wygrało 46:22 z Soyaux Angoulême (także niezwykle cenny wynik dla znajdujących się w dole tabeli gospodarzy), a Grenoble przypomniało o sobie i swoich ambicjach zwyciężając 45:36 Agen (z hat-trickiem przyłożeń Raffaele Stortiego, w tym jednym naprawdę imponującym, po 80-metrowej pogoni za kopniętą piłką: https://youtu.be/637_YZQRCfE?t=69).

W angielskiej drugiej lidze, Champ, zaległe spotkanie i niespodzianka – Chinnor pokonało wicelidera ligi, Bedford Blues 27:17.

W rozegranej w całości w sobotę piątej kolejce Japan Rugby League One solidarne zwycięstwa odniosły cztery zespoły prowadzące w tabeli. Na jej czele pozostały wciąż niepokonane drużyny Spears Funabashi-Tokyo Bay (którzy na własnym boisku pokonali sprawiającą srogi zawód swoim właścicielom ekipę Toyota Verblitz 39:10 – i była to porażka bolesna, bo w pierwszej połowie liderzy ligowej tabeli po prostu rozjechali gości, którzy przegrali czwarty mecz z rzędu) i Saitama Wild Knights (którzy na wyjeździe zwyciężyli 50:21 Yokohama Eagles). Na trzecim miejscu nadal Kobe Steelers (wygrana 67:21 nad Black Rams Tokyo; aż 4 przyłożenia Brodiego Retallicka i 27 punktów Bryna Gatlanda), a na czwartym broniący mistrzowskiego tytułu Brave Lupus Tokyo (38:27 na wyjeździe z Urayasu D-Rocks). Poza tym Shizuoka BlueRevs wygrali 47:36 z Sagamihara Dynaboars (najlepszym graczem meczu wybrano Semiego Radradrę), a Tokyo Sungoliath zwyciężyło 30:15 Mie Heat.

Rozegrano też półfinały mistrzostw Japonii kobiet. Do tego etapu nie awansowała ekipa Tokyo Sankyu Phoenix, która zdobywała tytułu mistrzowskie w trzech ostatnich latach – w rozgrywkach Kanto zajęła trzecie miejsce, podczas gdy do play-off z każdych z dwóch rozgrywek awansowały po dwie drużyny. W obu półfinałach wygrały drużyny z Kanto: ubiegłoroczny wicemistrz i zwycięzca rozgrywek Kansai, Pearls, uległ 17:36 Yokogawa Musashino Artemi-Stars, a Yokohama TKM wygrało 64:19 z Japan University of Economics Amateurs.

Nowe porozumienie pomiędzy federacją francuską a zarządzającą ligą Top 14 LNR pozwoli Fabienowi Galthié na powołanie do reprezentacji Francji tego lata uczestników finału ligi – co na pewno wzmocni kadrę na Nations Championship.

Oficjalnie potwierdzono, że kandydaturę do organizacji Pucharu Świata w 2035 zgłosiła Japonia.

Nieoficjalnie z kolei – pojawiła się informacja, że URC zgodziło się na zmniejszenie liczby walijskich drużyn w lidze do trzech. Po raz kolejny także mamy plotkę, że wypełnić lukę miałaby drużyna z Londynu – London Irish lub Ealing Trailfinders, co wymaga jednak dogadania się z RFU, a na to ponoć są nikłe szanse (z kolei plan na wciągnięcie ekipy ze Stanów Zjednoczonych miał nie wypalić z powodu sprzeciwu SARU). A Black Lion czy Hiszpanach póki co niestety nikt nie mówi…

Z wieści transferowych:

  • zaraz po tym jak po rugbowych mediach przetoczyła się plotka o niezadowoleniu Ardiego Savei z pracy ze Scottem Robertsonem w reprezentacji Nowej Zelandii (gwiazdor Moany ponoć miał rozważać pozostanie w Japonii dłużej niż na jeden sezon albo wyjazd do Europy, jeśli w sztabie trenerskim All Blacks nic się nie zmieni) gruchnęła informacja o zakończenia pracy Robertsona z kadrą. Kto będzie jego następcą – tego jeszcze nie wiemy;
  • Springbok Jean Kleyn przejdzie po tym sezonie z Munsteru do Gloucesteru;
  • kolejne znaczące nabytki Newcastle Red Bulls – latem pojawią się tam łącznik młyna z Sale Sharks, Raffi Quirke, a także reprezentant Szkocji, filar Millar Mills z Northampton Saints. Biorąc pod uwagę gwiazdy już sprowadzone i te, które mają się pojawić w północnej Anglii (Wade, Hodge, Molina czy Sotutu), zastanawiam się, jak Red Bulls zmieszczą się w salary cap;
  • inny reprezentant Szkocji, Huw Jones, po tym sezonie odejdzie z Glasgow Warriors do francuskiego Tulonu;
  • także do Tulonu został wypożyczony z Racingu 92 Junior Kpoku, mistrz świata U20 z 2024;
  • Montpellier oficjalnie potwierdziło, że do klubu dołączy Szkot Adam Hastings;
  • 36-letni już Rosko Specman, legenda siódemek z RPA, podpisał kontrakt z brazylijskimi Cobras, gdzie ma pełnić funkcję grającego asystenta trenera. Fajna sprawa dla całej ligi Super Rugby Americas.

Zmarł Grant Batty, wielokrotny reprezentant Nowej Zelandii w latach 70. XX w. Niewielki skrzydłowy, we wszystkich meczach w czarnej koszulce zdobył 45 przyłożeń. W 1977, grając z kontuzją nogi, zdobył słynne przyłożenie w meczu z British & Irish Lions (https://youtu.be/SGLn5UF3SxU) – swoim ostatnim teście (z powodu tej kontuzji po nim skończył karierę w wieku zaledwie 25 lat) .

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • Tomasz Pozniak (Esher RFC, National League 2 East): po kilku miesiącach nieobecności pojawił się na boisku w nowym klubie (albo starym, zależy jak na to spojrzeć – wrócił na wypożyczenie w miejsce, w którym już grał) – zagrał 80 minut w barwach Esher w meczu z Havant, przegranym 21:32. Esher zajmuje trzynaste, przedostatnie miejsce w grupie;
  • Ross Cooke (Oxford Harlequins II, Regional 2 Thames): wyszedł w podstawowym składzie drugiej drużyny swojego klubu w meczu z Beaconsfield, przegranym aż 21:80. Druga ekipa Quins jest ostatnia w swojej lidze, jeszcze bez ani jednej wygranej na koncie..

Francja:

  • Thomas Toevalu (US Marmandaise, Nationale 2 – grupa 1): zagrał ponad godzinę w meczu z Mauleon, wygranym 31:5. Marmande awansowało na siódme miejsce w lidze;
  • Mateusz Bartoszek (RC Bassin d’Arcachon, Fédérale 1 – grupa 1): na ławce rezerwowych zaczął mecz z Gujan Mestras, który zakończył się remisem 14:14. RCBA pozostało wiceliderem grupy;
  • Andrzej Charlat (AS Monaco Rugby, Fédérale 2 – grupa 3): zagrał cały mecz przeciwko Montélimar, wygrany 33:7. Monaco awansowało na pozycję lidera grupy.

Irlandia:

  • Jakub Wojtkowicz (Sligo RFC, All-Ireland League Division 2B): wyszedł w podstawowym składzie i zdobył przyłożenie w meczu z Navan, przegranym 29:30. Sligo pozostało czwarte w lidze;
  • Wiktor Wilczuk (Bruff RFC, All-Ireland League Division 2C): wyszedł w podstawowym składzie i zdobył przyłożenie w meczu z Thomond, przegranym 20:22. Bruff jest piąte na swoim poziomie.

Szkocja:

  • Zenon Szwagrzak (Melrose Rugby, Premiership): na ławce rezerwowych zaczął mecz z Currie Chieftains, przegrany 22:49. Melrose jest ósme w stawce dziesięciu drużyn.

Zapowiedzi

Za tydzień w kraju niecodzienny, zimowy akcent rugbowy: czwarty turniej mistrzostw Polski w rugby 7 mężczyzn, który zostanie rozegrany w Warszawie pod balonem, a przez to w nietypowej formule – bez kopów na słupy, wyłącznie na przyłożenia.

Poza granicami przede wszystkim wracają po pucharowej przerwie czołowe europejskie ligi. Odbędą się:

  • piętnasta kolejka Top 14 (tu m.in. starcie Bordeaux ze Stade Français oraz mecz na szczycie pomiędzy Tuluzą i Pau);
  • dziesiąta kolejka URC (z derbowymi pojedynkami Connachtu z Leinsterem i Stormers z Sharks),
  • dziesiąta kolejka Prem (m.in. spotkanie Exeter Chiefs z Bristol Bears).

Poza tym odbędą się finał i mecz o trzecie miejsce w Rugby Europe Super Cup.

2 komentarze do “SVNS 2 nie dla nas”

    • Nie ma śladu po tym, aby ktokolwiek wykupił prawa telewizyjne na Polskę.

      PS. Oczywiście, w facebookowych grupach pojawiają się informacje dla zapaleńców o możliwości wykupienia pakietu z dostępem do France 2 oraz o możliwości oglądania na stronie gruzińskiej telewizji.

      Odpowiedz

Skomentuj Llight Anuluj pisanie odpowiedzi