Z kłopotami zaczęli grę w Champions Cup francuscy faworyci rozgrywek: Bordeaux na wyjeździe zremisowało z Gloucesterem, a Tuluza u siebie z trudem pokonała Exeter Chiefs. Kłopotów nie miał za to irlandzki Leinster (w ogóle komplet zwycięstw irlandzkich ekip). W kraju turnieje mistrzostw siódemkowych – u pań znów górą Legia Warszawa, u panów wygrała Posnania.
Champions Cup
Nietypowo, bo już w październiku rozpoczęły się rozgrywki europejskich pucharów. Za tydzień nie będzie kontynuacji, drużyny drugi raz w tych turniejach pojawią się na boiskach dopiero w grudniu. Niestety, format fazy grupowej się nie zmienił.
Gloucester – Union Bordeaux-Bègles 36:36. Pierwszym starciem sezonu był mecz lidera Prem z obrońcą tytułu – i pojedynek nie zawiódł. Francuzi przyjechali do Anglii nieco przetrzebieni i z eksperymentami w składzie: Benem Tameifuną przesuniętym z pierwszej do drugiej linii i Maxime’m Lucu pierwszy raz od paru dobrych lat na pozycji łącznika ataku, a nie młyna (Jalibert wrócił do treningów, ale na pierwszym znowu miał kłopoty z udem; mogło być jeszcze gorzej – kilku graczy z Louisem Bielle-Biarrey’em na czele nie chciała wpuścić brytyjska straż graniczna z powodu braku ważnego ETA). Nie było żadnego odpuszczania, a drużyny na prowadzeniu zmieniały się sześciokrotnie. Zaczęło się od znakomitego przyłożenia zastępującego Lucu na dziewiątce Martina Page-Relo, do przerwy jednak to gospodarze mieli 7 punktów przewagi (mimo karnego Lucu z własnej połowy). W drugiej połowie skrzydłowi Bordeaux (najpierw Pablo Uberti, a potem dwukrotnie błyskotliwy Bielle-Biarrey) z łatwością zdobyli trzy przyłożenia, przy których ważne role odegrał najlepszy na boisku Lucu. Jednak i Will Trenholm dostał dwie okazje i na 20 minut przed ostatnim gwizdkiem na tablicy wyników był remis. Do końca obie ekipy walczyły o zwycięstwo, ale żadna już punktów nie zdobyła, a spotkanie zakończyło się serią młynów. Świetne widowisko, a efektem seria europejskich zwycięstw Bordeaux zatrzymana na 16. Gloucester częściej wchodził w obronę rywali, ale Bordeaux jak zwykle miało zabójczą skuteczność w ataku. Warto wspomnieć, że debiut w Champions Cup zaliczył Adam Zapędowski.
Stade Toulousain – Exeter Chiefs 43:40. O włos od remisu było w innym angielsko-francuskim starciu z udziałem giganta Top 14. Tuluza, zdecydowany faworyt, zaczęła je od straty przyłożenia w pierwszej akcji. Kilka minut później wszystko jednak zdawało się wracać na zaplanowane tory – najpierw przyłożył Ange Capuozzo, potem sędzia odgwizdał karne przyłożenie dla Francuzów i było 12:7, a rywale grali w osłabieniu. Jednak nieoczekiwanie to Chiefs w czternastkę byli w ataku i ich presja przyniosła efekt w postaci permanentnej czerwonej kartki filara gospodarzy Rodrigue Netiego, a potem drugiego przyłożenia Zacka Wambusha (na koniec meczu skompletował hat-tricka). I tak ten mecz się toczył – aż osiem zmian na prowadzeniu, cios wyprowadzany za cios. Do przerwy goście nieoczekiwanie wygrywali dwoma punktami, chwilę po przerwie nawet dziewięcioma (po nakrytym kopie Antoine’a Duponta), ale w drugiej połowie szarpnął gospodarzy do ataku młody belgijski obrońca Matias Remue – najpierw po świetnej dwójkowej akcji z Teddy’m Thomas zaliczył przyłożenie, moment później obsłużył asystą Romaina Ntamacka, a na kwadrans przed końcem kolejnym znakomitą akcją (https://x.com/eKoloKante/status/2111850163124015506/video/1) wyprowadził swoją drużynę na kolejne prowadzenie, jak się okazało – już ostateczne. Walka trwała do końca, a na sam koniec Henry Slade kopał dalekiego kopa na remis – jednak chybił. Obok Remue gwiazdą gospodarzy był inny reprezentant kraju z REC – Hiszpan Joel Merkler. Trochę Tuluzę tłumaczą absencje, a potem kontuzje w trakcie meczu (Santiago Chocobaresa i Tommaso Menoncello – w efekcie w drugiej połowie Ntamack grał jako środkowy, a Dupont, zresztą świetnie, jako łącznik ataku).
ASM Clermont – Leinster 23:48. Sam Prendergast pokazuje Andy’emu Farrellowi, że powinien znowu dostać szansę na pozycji łącznika ataku reprezentacji Irlandii – tym razem był najlepszym graczem spotkania inaugurującego kolejną kampanię Leinsteru w celu zdobycia wreszcie piątego triumfu w Champions Cup, wyczekiwanego od 2018 (od tego czasu 5 przegranych finałów, 2 półfinały i 1 ćwierćfinał). Wygrana nie przyszła łatwo – do przerwy to gospodarze prowadzili jednym punktem 16:15 (głównie dzięki kopom Harry’ego Plummera), ale zaraz po przerwie Irlandczyków wyprowadziło na czoło przyłożenie Prendergasta i zdobytego w ten sposób prowadzenia nie oddali już do końca. Szalał też Jack Conan, ale schodził z boiska z urazem ręki.
Poza tym:
- Bulls – Stade Français 56:20. Gospodarze zaczęli punktowanie już po pół minuty gry i zdecydowanie wygrali. Zdobywca pierwszej piątki, energetyzujący skrzydłowy Cheswill Jooste, skompletował w tym meczu hat-tricka, ale ozdobą meczu było przyłożenie rezerwowego trzecioliniowca Jeandre Rudolpha: https://x.com/ChampionsCup_FR/status/2111463216802877796/video/1.
- Sale Sharks – Glasgow Warriors 27:47. Mało kto spodziewał się takiego wyniku po dwóch przyłożeniach gospodarzy w pierwszych 8 minutach i prowadzeniu 12:0. Chwilę potem jednak stracili karne przyłożenie, dwóch zawodników z żółtymi kartkami niemal jednocześnie i Szkoci zdominowali spotkanie. Posłużyły im do tego przede wszystkim maule.
- Stormers – Bristol Bears 49:12. Wysoka wygrana Kapsztadczyków, ale przy prowadzeniu 21:7 zaliczyli moment trwogi – pod koniec pierwszej połowy jeden z graczy zobaczył czerwoną kartkę (20-minutową), na początku drugiej kolejny zaliczył żółtą i w efekcie zostali na boisku w trzynastkę. Ale choć Bears zdobyli przyłożenie, nie zdołali odwrócić losów meczu. Gdy gospodarze byli w komplecie, z powrotem odskoczyli, a w ostatnich 10 minutach wprost rozjechali Anglików. Młyn Stormers dominował nawet przy grze w osłabieniu.
- Connacht – Saracens 45:36. Efektowny mecz, w którym obie ekipy prezentowały efektowne ataki. Znakomity mecz Ciarana Frawley’a (po transferze do Connachtu wreszcie regularnie gra i podobnie jak Prendergast pretenduje do roli irlandzkiej dziesiątki) oraz Ciana Prendergasta, a objawieniem był 19-letni skrzydłowy Daniel Ryan, który z ławki wszedł już w 10. minucie.
- Stade Rochelais – Lions 31:14. Przed meczem gości spotkała tragedia – we francuskim hotelu zmarł jeden z ich zawodników, 31-letni Hyron Andrews. Mimo to zdecydowali się nie przekładać spotkania i stanęli do walki. Każdy mecz weekendu zaczynał się od minuty ciszy, a ten był absolutnie wyjątkowy. Lions zaczęli od prowadzenie, po półgodzinie remisowali 14:14, ale gospodarzy szarpnął Dawit Niniaszwili i ostatecznie wygrali z bonusem ofensywnym.
- Munster – Racing 92 33:25. Racing zaskoczył wystawiając na skrzydle 17-latka, Sione Tupou (nie zdążył nawet zagrać w drużynie Espoirs). Nie wyróżnił się jednak, w przeciwieństwie do zastępującego Jacka Crowley’a na dziesiątce gospodarzy młodego Charliego O’Shei. Munster wygrał, honorując w ten sposób rocznicę śmierci legendy klubu Anthony’ego Foley’a (który zmarł 10 lat temu w przededniu meczu z Racingiem).
- Bath – Montpellier Hérault 14:32. Dobry początek gospodarzy, ale druga połowa przegrana 0:22 (mimo 66% posiadania). Francuzi byli znakomici w obronie i odbiorze piłki.
- Section Paloise – Leicester Tigers 52:17. Pau wygrywa i znów szaleje na boisku najskuteczniejszy w tym sezonie Top 14 Portugalczyk Rodrigo Marta, który zdobył dwa z pięciu przyłożeń drużyny (w obu przypadkach po podaniach Fabiena Brau-Boirie). Dwa przyłożenia gospodarzy w ostatnich 10 minutach (w tym ostatnie, które zaliczył Brau-Boirie po przechwycie na środku boiska) zapewniły im bonus ofensywny.
- Northampton Saints – Cardiff 28:12. Po 20 minutach było 14:0, ale Walijczycy zaczęli odrabiać straty i dopiero finisz Saints zapewnił im zwycięstwo. Najlepszym graczem meczu był George Hendy.
Challenge Cup
Pierwsza kolejka także na drugim europejskim klubowym froncie, w Challenge Cup.
Edinburgh – RC Toulonnais 17:27. Lider URC pierwszy raz w tym sezonie został pokonany. Do przerwy po wymianie karnych przegrywał 3:6, w drugiej połowie dwukrotnie odpowiadał przyłożeniami na piątki Tulonu, ale za trzecim razem nie dał już rady. Gwiazdą meczu był obrońca gości, Melvyn Jaminet, który zdobył dla swojej drużyny aż 22 punkty (dwa przyłożenia i 13 punktów z kopów). Zasłużona wygrana zespołu z Lazurowego Wybrzeża.
Lyon OU – Sharks 33:40. Po świetnym początku ligowego sezonu, Lyon zaczął mieć kłopoty – najpierw seria trzech porażek w Top 14, a teraz niezwykle bolesna przegrana w Challenge Cup z gośćmi z południowej półkuli, którzy przecież wysłali do Europy skład mocno rezerwowy. Trzy razy w tym meczu Francuzi odrabiali straty – na początku meczu 12-punktową i na koniec identyczną. Tuż przed końcem po przyłożeniu Baptiste’a Couilloud (grającego po raz dwusetny w barwach gospodarzy) doprowadzili do remisu 33:33, ale gościom starczyło czasu na jeszcze jedną akcję, która na powrót wyprowadziła ich na czoło. A zwycięskie punkty zdobył ten sam zawodnik, który otworzył wynik w tym meczu – skrzydłowy Lili Bester.
Poza tym:
- Dragons – USA Perpignan 29:14. Długo wyrównany pojedynek, ale w ostatnim kwadransie Walijczycy zdobyli 17 punktów. Stracili jednak dwóch kontuzjowanych pierwszoliniowców.
- Black Lion – Ospreys 14:39. Pierwszy pojedynek Gruzinów był zarazem ich największą szansą na pierwszą wygraną w Challenge Cup. Nic z tego.
- Zebre Parma – Ulster 21:40. Starcie dwóch ekip z URC bez niespodzianki – goście z Irlandii po półgodzinie prowadzili 19:0 i tę przewagę dowieźli bezpiecznie do końca.
- Scarlets – Newcastle Red Bulls 47:14. Rok temu najjaśniejsze chwile sezonu ekipa z Newcastle miała właśnie w Challenge Cup, tym razem jednak zaczęła rozgrywki od bardzo bolesnej przegranej – swoje punkty zdobyła w końcówce, wcześniej przegrywając już 0:47. Kosztem zwycięstwa była dla Scarlets kontuzja Sama Costelowa.
- Aviron Bayonnais – Cheetahs 29:27. W pierwszej połowie najpierw było 0:10, ale do przerwy Baskowie prowadzili już 23:10. W drugiej połowie ponownie ekipa z RPA wyszła na prowadzenie, ale gospodarze przeprowadzili zwycięską, siedmiopunktową, prawie stumetrową akcję.
- Harlequins – RC Vannes 57:19. Pierwsza wygrana Quins w tym sezonie, a dużą rolę odegrał w niej Marcus Smith – w drugim meczu po kontuzji zaliczył 22 punkty. Goście stawiali opór do początku drugiej połowy – kolejne pięć przyłożeń Londyńczyków pozostało już bez odpowiedzi.
- Castres Olympique – Benetton Treviso 18:9. Mimo przebudowanego składu (a może właśnie dzięki niemu) – Francuzi górą. Mieli kłopoty między 50. a 60. minutą, gdy Włosi zdobyli wszystkie swoje punkty po serii karnych.
Z kraju
W Białymstoku odbył się czwarty i zarazem ostatni jesienią turniej mistrzostw Polski kobiet w rugby 7. Drugi raz z rzędu wygrały go zawodniczki Legii Warszawa, w których składzie kluczowe role ponownie odgrywały Ilona Zaiszliuk i Martyna Wardaszka – obie zapunktowały w finale wygranym 14:7 z Energą Biało-Zielonymi Ladies Gdańsk, a Wardaszka została uznana najlepszą zawodniczką turnieju. Dzięki temu Legia spędzi zimę jako lider klasyfikacji generalnej – z minimalną, dwupunktową przewagą nad Gdańszczankami. Trzecie miejsce dla Black Roses Posnanii, które w meczu o brąz pokonały Arkę Gdynia 19:12 i wróciły na turniejowe podium po trzech i pół roku przerwy. Z ekstraligi spadają Budowlani Łódź, a ich miejsce zajmie AZS AWF Warszawa (ta drużyna zajęła co prawda drugie miejsce w I lidze, ale w finale przegrała z rezerwami Biało-Zielonych, które awansować nie mogą). II ligę wygrały Diablice Ruda Śląska.
W drugim turnieju mistrzostw Polski w rugby 7 panów w Gnieźnie na starcie stanęło 11 drużyn z 10 klubów (dwie drużyny wystawili gospodarze). Podobnie jak przed miesiącem w finale zagrały ekipy Posnanii i RC Koszalin – tym razem lepsi byli Poznaniacy, którzy zwyciężyli 26:7, a najlepszym graczem turnieju wybrano grającego w ich barwach Łukasza Kornecia. Brąz ponownie wywalczył Tytan Gniezno, który w meczu o trzecie miejsce pokonał 28:19 Juvenię Kraków. Piąte miejsce dla AZS AWF Warszawa, a szóste dla Miedziowych Lubin. Ekipę z Lubina w ekstralidze zastąpią zwycięzcy I ligi – Rugby Biesal, które zakończyło rywalizację na tym poziomie z kompletem zwycięstw (decydujący był mecz z Arką Gdynia, wygrany 19:17).
Męskie reprezentacje U18 i U20 były w tym tygodniu w Anglii i rozegrały towarzyskie mecze z młodzieżą z klubu Wirral. Wyniku osiemnastolatków nie podano, natomiast ich dwa lata starsi koledzy zremisowali 10:10 (punktowali Oskar Borkowski, regularnie grający ostatnio w Espoirs w Carcassonne, oraz Tomasz Tkaczuk, występujący w tym sezonie w AZS AWF Warszawa i Orkanie Sochaczew).
W centralnej lidze juniorów Juvenia Kraków wygrała z Budowlanymi Lublin 52:19.
Do poczytania: nie ma w „szponach” w tym tygodniu „Polaków za granicą” (będą pewnie pod koniec miesiąca, za tydzień albo dwa), ale za to Robert Małolepszy napisał o pierwszych krokach Marcela Marczewskiego we Francji – 18-letni Polak marzy o podboju Francji. Gra w elitarnej lidze!
Piąty raz w historii reprezentacja Polski w rugby league zmierzyła się z Czechami. Dotąd bilans był remisowy (dwie wygrane naszych i dwie Czechów) i taki pozostał – w Kaliszu, gdzie Polacy przed rokiem wygrali 46:8, tym razem padł wynik nierozstrzygnięty – 22:22. Nasza reprezentacja do przerwy przegrywała 0:18, a kilka minut po przerwie nawet 0:22, ale przebudziła się na 25 minut przed końcem – pierwsze przyłożenie zdobywając przy grze w jedenastkę przeciwko dwunastu rywalom po serii żółtych kartek za przepychankę, a doprowadzając do remisu tuż przed końcem po przechwycie w obronie i błyskawicznej kontrze. Czesi od zeszłego roku grają w rozgrywkach europejskich na czwartym ich poziomie, nasi poprzestają na meczach towarzyskich.
Ze świata
W Sydney odbyło się rewanżowe spotkanie Australii i Nowej Zelandii w ramach rywalizacji o Bledisloe Cup. Obaj trenerzy byli oszczędni w zmianach składów – u gospodarzy zwracała uwagę wymuszona kontuzją Bena Donaldsona obecność Declana Mereditha na pozycji numer 10 (swoją drogą, też schodził z boiska przed czasem kulejąc), u gości natomiast powrót do składu Fabiena Hollanda. Losy pucharu były rozstrzygnięte już po pierwszym meczu, który All Blacks pewnie wygrali – w rewanżu Australijczycy nie poprawili sobie humorów i Leo Kiss zaliczył drugą porażkę kadry pod swoim kierunkiem. Nowozelandczycy rozstrzygnęli sprawę już w pierwszej połowie – po 25 minutach i 4 przyłożeniach prowadzili 22:0 (świetny poza tym Damian McKenzie nie miał dobrego dnia, jeśli chodzi o kopy z podstawki), do przerwy wygrywali 36:7, a zaraz po niej nawet 43:7. Dopiero potem Australijczycy ich zatrzymali i sami zdobyli dwa przyłożenia – już tylko na poprawę humoru (nie wykorzystali jednak przewagi dwóch zawodników w ostatnich kilku minutach, gdy jeden z rywali siedział na ławce kar, a drugi zszedł z kontuzją po wyczerpaniu limitu zmian). W gruncie rzeczy to nie był jednak jednostronny pokaz siły, ale interesujący pojedynek. Australijczycy atakowali, ale nie przebijali się przez obronę gości, natomiast Nowozelandczycy bezlitośnie wykorzystywali swoje szanse (przez pierwsze 50 minut 8 wizyt w polu 22 m rywali zamienili na 7 przyłożeń).
Niezwykle ciekawie było w międzynarodowych starciach w ramach WXV, w których w ten weekend mieliśmy dwa prawdziwe szlagiery. Drugi raz w tym sezonie starły się ekipy, które walczyły rok temu w finale Pucharu Świata – kilka tygodni temu w Exeterze padł remis, jednak teraz, w Toronto, w obecności prawie 20 tys. widzów, Kanadyjki wreszcie pokonały Angielki, przerywając ich serię bez porażki w meczach międzynarodowych trwającą od pięciu lat. Emocji nie brakowało – Angielki przed przerwą zyskały 9-punktową przewagę i zachowywały ją jeszcze kwadrans przed końcem. Wtedy jednak Kanadyjki zaczęły odrabiać stratę, a tuż przed końcem decydujące przyłożenie zdobyła rezerwowa Shoshanah Seumanutafa i gospodynie zwyciężyły 24:21. Drugi pojedynek był rewanżem za mecz o brąz z ostatniego Pucharu Świata – tutaj Nowozelandki nie dały żadnych szans Francuzkom i pokonały je 81:12 (pierwsze punkty ekipa z Europy zdobyła dopiero na 20 minut przed końcem, gdy przegrywała już 60:0). Cztery przyłożenia w tym meczu (wszystkie w drugiej połowie) zdobyła skrzydłowa Black Ferns Shyrah Tuliau Tua’a. Poza tym Australia pokonała pewnie Szkocję 56:12, a Stany Zjednoczone wygrały 36:27 z Włochami (hat-trick rwaczki Georgie Perris-Redding).
Odbył się też towarzyski mecz kobiet – Chile pokonało w nim Meksyk 39:10.
W Rugby Europe International Championships rozegrano kolejne cztery spotkania na poziomie Conference. W grupie A drugi raz grała Estonia i drugi raz przegrała – została rozgromiona przez Luksemburg aż 106:5. W grupie B rywalizację skończyła już Chorwacja – trzeci mecz i trzecia wygrana, tym razem 53:8 ze Słowenią. Ma już pewne pierwsze miejsce w grupie, ale nie wie, czy zagra w finale poziomu – jeśli zwycięzcy choć dwóch z pozostałych grup będą mieli komplet punktów z bonusami, nadzieje Chowatów na powrót do Trophy spełzną na niczym. W grupie D rozegrano za to dwa pierwsze spotkania – tutaj Izrael wygrał 33:20 z Andorą, a debiutujący w rozgrywkach europejskich Gibraltar uległ Cyprowi 17:48.
W Colombo na Sri Lance odbyły się drugie turnieje w cyklu Asia Rugby Sevens Series czyli mistrzostw Azji. Wśród panów w turniejowym finale Japonia ograła Hongkong 28:14, rewanżując się za porażkę z decydującego starcia z poprzedniego turnieju, ale w ostatecznym rozrachunku zwycięzcami serii zostali zawodnicy z Hongkongu. Trzecie miejsce w Colombo wywalczyły Chiny, które w meczu o brąz pokonały Tajlandię 21:12. U pań w poprzednim turnieju Japonki wygrały w finale z Chinkami i podobnie było teraz – Japonia wygrała w finale 14:7. Trzecie miejsce wywalczyły zawodniczki z Hongkongu po wygranej z Kazachstanem. W serii wygrała oczywiście Japonia.
W Chile dobiegła końca rywalizacja w ramach World Rugby U20 Challenger. W poniedziałek odbyły się ostatnie mecze grupowe. Status niepokonanych utrzymały w nich Chile i Belgia i te dwie drużyny awansowały do finału. Obie wysoko wygrały – Belgia z Namibią 47:22, a Chile z Brazylią aż 80:7. W pozostałych meczach wygrywały drużyny, które zajęły drugie miejsca w grupach – Portugalia po zaciętym spotkaniu pokonała 28:26 Kanadę, a Rumunia wygrała 29:22 z Hongkongiem.
W sobotę rozegrano mecze o miejsca. W finale gospodarze położyli kres serii wygranych Belgów i pokonali ich 30:17. Brąz przypadł Portugalii, która ograła Rumunię aż 67:13. W meczu o piąte miejsce Kanada wygrała z Brazylią 61:24, a w starciu o siódmą lokatę Namibia pokonała 53:5 Hongkong.
W siódmej kolejce Pro D2 siódme zwycięstwa dwóch drużyn: Oyonnax pokonało 51:25 Valence Romans (było w tym meczu już 21:0, ale potem goście doszli gospodarzy na 5 punktów, przetrwali 10 minut w trzynastkę, aż w ostatnich pięciu minutach Oyonnax zdobyli trzy przyłożenia; 26 punktów Luki Matkawy), a Provence na wyjeździe wygrało 34:24 z Niceą (głównie dzięki kopom Thomasa Sallesa). Za to siódmą porażkę poniósł jeden z najbogatszych klubów w stawce – Nevers przegrało przed własną publicznością z Agen i to aż 7:38 (i mimo pół godziny gry w przewadze – ale swoje zrobiły marnowane auty i przegrane młyny na 5 m gości). W starciu gigantów Brive uległo Grenoble 14:26 (kluczowe punkty zdobywał z kopów Sam Davies – aż 16). Poza tym Béziers uległo 24:25 z Aurillac (mimo szturmu gospodarzy w ostatnich 5 minutach, gdy zdobyli 14 punktów), Colomiers pokonało 49:28 Narbonę, Dax ograło 54:28 Montauban (spadkowicz z Top 14 mocno walczył w pierwszej połowie, ale zaszkodził mu brak dyscypliny i gra w osłabieniu przez większość meczu), a Biarritz zremisowało 27:27 z Soyaux Angoulême (pierwszy remis w lidze w tym sezonie i pierwsze stracone punkty Basków na swoim boisku). W tabeli Oyonnax i Provence mają sporą przewagę nad resztą stawki (trzecie Grenoble traci do Provence 7 oczek), na dnie Nevers odstające od peletonu o 5 punktów.
W piątej kolejce angielskiej drugiej ligi, Champ, piąta wygrana Worcester Warriors – tym razem 34:28 nad Hartpury. Cztery drużyny mają po cztery zwycięstwa: Coventry (w tym tygodniu 33:31 po zaciętym meczu z myślącymi o Prem Doncaster Knights), Ealing Trailfinders (59:22 z beniaminkiem, Blackheath), Ampthill (61:47 z Caldy) i beniaminek Rotherham Titans (29:14 z Richmond, które wciąż nie może doczekać się zwycięstwa).
W cieniu dwóch najgłośniejszych europejskich pucharów odbyła się druga kolejka Rugby Europe Super Cup. Drugą wygraną w drugim meczu odnieśli Romanian Wolves – na wyjeździe pokonali holenderską Deltę 32:23. Do gry weszli portugalscy Lusitanos i w pierwszym meczu w Smíchovie zwyciężyli Bohemia Rugby Warriors 74:12. Na czele tabeli Wolves, ale za tydzień grają z Lusitanos.
Sen Northlandu o pierwszym w historii triumfie w NPC wciąż trwa – w półfinale ligi drużyna z północnego krańca Nowej Zelandii pokonała 38:19 Otago (blisko połowa punktów zwycięzców, 18, była zasługą kopów Riveza Reihany). Finał zagra w Christchurch na One New Zealand Stadium – rywalem Northlandu będzie tamtejsza, broniąca tytułu drużyna Canterbury, która w ten weekend pokonała 38:28 Taranaki (mimo powrotu do gry u gości Josha Jacomba).
Także w Nowej Zelandii rozegrano finał Heartland Championship czyli rozgrywek dla prowincji nie łapiących się do NPC. Tu Mid-Canterbury prowadziło do przerwy, ale ostatecznie uległo 14:24 King Country 14:24. Zwycięzcy grali w finale pierwszy raz w historii i odebrali tytuł jego obrońcom.
W Baltic Top League drugi raz z rzędu po tytuł mistrzowski sięgnęła łotewska Livonia Garkalne – w finale pokonała szwedzkiego debiutanta w rozgrywkach, Stockholm Exiles, 41:38, wyszarpując zwycięstwo w końcówce (odrobiła sporą stratę). Z kolei w litewskim meczu o brąz stołeczna drużyna Geležinis Vilkas wygrała z Vairasem Szawle 43:30. To pierwszy przypadek od 1979, gdy na Litwie nie ma na podium żadnej drużyny z Szawli.
We Włoszech ruszyły rozgrywki Serie A Elite. Już na początek ciekawy wynik: Fiamme Oro pokonało broniącą tytułu Valorugby Emilię 10:7. Wygrał za to wicemistrz – Petrarca Padwa na wyjeździe ograła Vicenzę 21:17. Beniaminek, Parabiago (z czeskim skrzydłowym Adamem Koblicem w składzie) na start przegrał z Rugby Lyons 22:38. Najciekawiej było w meczu Mogliano Veneto z Biellą – goście wygrali jednym punktem, 32:31, po karnym z 80. minuty.
Zakończyły się rozgrywki ligi rosyjskiej. W finale mieliśmy ten sam skład, co rok temu, ale wynik odwrotny – Dinamo Moskwa sięgnęło po pierwsze mistrzostwo kraju w historii pokonując Striełę Kazań 26:20. W meczu zagrał Pieter Steenkamp – w Kazaniu jest zmiennikiem Kobusa Maraisa i także w finale wszedł z ławki i zdobył 2 punkty z podwyższenia. Mecz o brąz był jednocześnie derbami Krasnojarska – Jenisiej wygrał 52:24 z Krasnym Jarem.
World Rugby ogłosiło miejsca i terminu trzech turniejów w serii SVNS 2. Podobnie jak przed rokiem – najpierw Nairobi pod koniec stycznia, a potem w drugiej połowie lutego dwa turnieje w Ameryce Południowej (Montevideo i São Paulo).
Rugby 7 ponownie zagości na Igrzyskach Europejskich. Przyszłoroczna edycja tej imprezy, rozgrywana w czerwcu w Stambule, posłuży jako kwalifikacja do letnich igrzysk olimpijskich. Udział w niej wezmą obie nasze drużyny – zarówno panie, jak i panowie. Awans uzyskają zwycięzcy turniejów, a drugie drużyny (i być może trzecie) dostaną szansę walki o miejsce na igrzyskach w turnieju barażowym. Różnica w porównaniu z Krakowem jest taka, że na turnieju w Stambule powalczy po 16 drużyn, a nie po 12 (a rywalizacja potrwa 4, a nie 3 dni). A my już wcześniej, w SVNS Championship powinniśmy ściskać kciuki za największe rywalki naszych pań – jeśli zmieszczą się w najlepszej czwórce tej rywalizacji, zejdą ze ścieżki Polek na igrzyska.
W kolejnym sezonie Super Rugby Americas, który rozpocznie się w lutym, wystąpi te same osiem drużyn, co w tym roku. Z jednej strony to kiepska informacja – były plotki o ewentualnym poszerzeniu, z drugiej jest plus – nie zwija się paragwajskie Yacaré. Choć będzie mniej paragwajskie niż ostatnio – z siedmiu meczów fazy zasadniczej tylko dwa zagra w Paragwaju, resztę w Argentynie. Ciekawa zmiana też w Argentynie – mistrzowie ligi, Pampas, wychodzą spod skrzydeł tamtejszej federacji.
Pierwszy mecz w historii kobiecej drużyny British & Irish Lions odbędzie się 27 sierpnia w Cardiff, przed jej wyjazdem do Nowej Zelandii, a przeciwnikiem będzie reprezentacja Francji.
Hiszpańska kandydatura do organizacji Pucharu Świata w 2035 nabrała konkretów. Na liście stadionów są Santiago Bernabeu i Camp Nou, a ta ostatnia arena – wówczas już mająca być po rozbudowie, dzięki której liczba miejsc przekroczy 100 tysięcy – ma być miejscem rozegrania finału. Trudno nie kibicować tej propozycji, stanowiłaby dość symboliczny gest wobec europejskich federacji spoza elity.
Francuzi zaczynają działania w celu poradzenia sobie z problemem tendencyjnego dobierania powtórek dla TMO przez realizatorów transmisji telewizyjnych – mają oni przestać decydować o doborze ujęć prezentowanych sędziom TMO. Póki co w zawodowych rozgrywkach krajowych (Top 14 i Pro D2).
Po ostatniej kolejce Prem Louis Rees-Zammit pokazał w mediach społecznościowych otarcia/oparzenia swojej nogi doznane na sztucznej nawierzchni londyńskiego stadionu Saracens – z apelem o ich zakazanie. Zebrało to spory rozgłos w mediach. I ciekawostka – zgodnie z tym zestawieniem takie wynalazki w zawodowym rugby mamy tylko w Europie i Ameryce (z różnym natężeniem, najgęściej jest w krajach celtyckich i w Pro D2), żadnego natomiast na stadionach drużyn z Super Rugby Pacific, NPC, Japan Rugby League One, Currie Cup czy południowoafrykańskich ekip z URC.
Z wieści transferowych:
- trener Springboków z lat 2004–2007, zdobywca Pucharu Świata, Jake White, został nowym szkoleniowcem reprezentacji Fidżi;
- były reprezentant Anglii Jack Singleton, który nie grał cały poprzedni sezon z powodów zdrowotnych, podpisał krótkoterminowy kontrakt z Glasgow Warriors;
- niedawny debiutant z reprezentacji Samoa, Richie Asiata, podpisał umowę z Leicester Tigers (ostatni sezon spędził w Bajonnie – przerwała go kontuzja);
- Mark Nawaqanitawase wraca do rugby union (zagra w Japan Rugby League One), ale póki co zapowiedział, że nie zagra tej jesieni dla Australii. Kto wie, czy za rok nie zagra dla Fidżi. Swoją drogę, w NRL robił furorę, a ostatnio zdobył dwa przyłożenia w finale ligi, w którym jego Sydney Roosters pokonali 19:18 Newcastle Knights.
Do poczytania: tekst Roberta Kitsona o dominacji klubów francuskich w rozgrywkach europejskich (Champions Cup has a jeopardy problem: can anyone stop the Top 14 giants?). Swoją drogą, w ten kontekst wpisują się także doniesienia o dyskusjach w Prem na temat podniesienia limitu wynagrodzeń (który jest na poziomie sprzed niemal dekady) w celu nawiązania rywalizacji z Francuzami. Dyskutują też na temat nowych regulacji dotyczących pochodzenia kapitału w lidze – po skandalu z Manchester City i wobec planowanego rozszerzenia Prem, które może przyciągnąć nowych inwestorów.
Zapowiedzi
W nadchodzącym tygodniu w kraju powrót rozgrywek ligowych:
- siódma kolejka Ekstraligi (Life Style Catering Arka Gdynia – Sparta Jarocin, Wizjamed Grot Budowlani Łódź – Orkan Sochaczew, Juvenia Kraków – Energa Ogniwo Sopot, PGE Edach Budowlani Lublin – Pogoń Awenta Siedlce, Lechia Gdańsk – Budmex Rugby Białystok). Szczególnie ciekawie zapowiada się spotkanie w Łodzi, ale liczę także na emocje w Krakowie czy Gdańsku;
- szósta kolejka I ligi (Koma RT Olsztyn – Arka Rumia, AZS AWF Warszawa – Rugby Wrocław, Posnania – Legia Warszawa, Czas na Rugby Warszawa – Hegemon Mysłowice);
- czwarta kolejka II ligi (Pogoń II Siedlce – Ogniwo II Sopot, Wataha Zielona Góra – Biało-Czarni Nowy Sącz, Rugby Ruda Śląska – Miedziowi Lubin).
Do tego grać będzie młodzież (m.in. drugi turniej kadetek w siódemkach w Olsztynie i mecze centralnej ligi juniorów).
A na świecie:
- mecze kobiet w ramach WXV: Kanada – Anglia, Nowa Zelandia – Francja, Australia – Szkocja, Stany Zjednoczone – Włochy, Japonia – Walia, Południowa Afryka – Irlandia;
- dwa mecze w ramach rozgrywek pod egidą Rugby Europe – u panów na poziomie Conference Luksemburg – Norwegia, u pań na poziomie Trophy Finlandia – Niemcy;
- towarzyskie mecze panów Japonia – Fidżi i Stany Zjednoczone – Australia XV;
- towarzyski mecz pań Chile – Kolumbia;
- siódma kolejka Top 14 (m.in. atlantyckie derby La Rochelle z Bordeaux) i ósma kolejka Pro D2;
- czwarta kolejka URC (m.in. irlandzki klasyk – pojedynek Leinsteru z Munsterem);
- czwarta kolejka Prem (m.in. mecz Northampton Saints z Gloucesterem);
- trzecia runda Rugby Europe Super Cup;
- finał NPC (Canterbury – Northland).