Krótka historia Brytyjskich i Irlandzkich Lwów

Dzisiejszy tekst jest jednym z dwóch historycznych, którymi wspomogłem Tomasza Płosę w przygotowywaniu specjalnego „skarbu kibica” związanego z jednym z największych wydarzeń w świecie rugby: wyprawą British & Irish Lions, tym razem do Południowej Afryki. Całość materiału – już wkrótce, z góry zapraszam do lektury.

133 lata tradycji, ponad 650 meczów – niewiele jest w świecie rugby instytucji, które w takim stopniu łączyłyby romantyczne początki sportu ze współczesnością. Jednak te 133 lata łączą chyba tylko dwie rzeczy: gromadzenie w jednej drużynie zawodników z Wysp Brytyjskich i wyprawy na drugi koniec świata, aby rozegrać serię towarzyskich spotkań. Cała reszta zmieniała się. Irlandia oddzieliła się od Zjednoczonego Królestwa i rozpadło się imperium. W 1888 turyści rozegrali 53 spotkania, a wyprawa trwała ponad pół roku, natomiast w 2021 mamy imprezę trwającą miesiąc z tylko 9 meczami. Zmienił się też sposób selekcji – pierwsza wyprawa była przedsięwzięciem komercyjnym, ale zawodnicy byli amatorami i uczestniczyli w niej tylko tacy, którzy mogli sobie pozwolić na porzucenie pracy i rodzin, a dziś drużyna to największe gwiazdy brytyjskiego i irlandzkiego rugby. Dawniej często swoje wyprawy Lwy kończyły zdziesiątkowane kontuzjami, dziś w każdej chwili można ściągnąć zmienników.

Pierwsza wyprawa była swego rodzaju rewolucją. W 1888 Anglia została odcięta od gry z tradycyjnymi rywalami z Wysp Brytyjskich z powodu odmowy przystąpienia do International Rugby Football Board. Potrzeba gry z rywalami z zewnątrz doprowadziła do zorganizowania pierwszego zamorskiego touru – elementu, który będzie definiował światowe rugby równie mocno jak Puchar Pięciu Narodów przez następne sto lat (nie tylko w wykonaniu „Lwów”), bo tylko przy takich okazjach najlepsze reprezentacje będą miały okazję mierzyć się między sobą. Na dodatek było to w przesiąkniętym etosem amatorstwa świecie rugby chyba pierwsze przedsięwzięcie nastawione na zysk (choć ostatecznie go nie przyniosło).

Rugby Football Union z powodu komercyjnego charakteru nie patronowało wyprawie, ale też nie przeszkadzało – bo zawodnicy nie mieli zarabiać. Kilku graczy odmówiło wyjazdu, bo zaoferowano im pieniądze, inni jednak przyjęli jakieś pieniądze „pod stołem” (jedyny przyłapany został zdyskwalifikowany przed wyjazdem). W składzie znaleźli się w zdecydowanej większości Anglicy, zaledwie czterech zawodników miało doświadczenie międzynarodowe i nikt nie traktował ich jako oficjalnej reprezentacji – nazywano ich „The English footballers”. Było ich zaledwie 21, a rozegrali 53 spotkania – 35 według reguł rugby union i 18 według reguł futbolu australijskiego. Stracili też kapitana, Roberta Seddona, który utonął podczas pobytu w Australii. Pierwszy mecz rozegrali 28 kwietnia 1888 w Dunedin przeciwko drużynie Otago (wygrany 8:3). Międzykontynentalne starcie zaowocowało m.in. sporami o interpretację przepisów, które będą stanowić nieodłączny element wyjazdów przez kolejne kilkadziesiąt lat (w 1888 poszło o wykopywanie piłki piętą z młyna).

W 1891 kolejna brytyjska ekipa ruszyła do Południowej Afryki, tym razem na zaproszenie tamtejszej federacji oraz z błogosławieństwem Rugby Football Union (pod szyldem Wysp Brytyjskich – British Isles). Wśród dwudziestu meczów znalazły się trzy pierwsze oficjalne spotkania międzypaństwowe (testy). Lwy wygrały wszystkie mecze, tracąc zaledwie jeden punkt. Pierwszy w historii test Lwów rozegrano 30 lipca 1891 w Port Elisabeth i zakończył się wynikiem 4:0. Pierwszą porażkę w teście Lwy zanotowały podczas kolejnego wyjazdu w 1894, także do Południowej Afryki. Te pierwsze wyprawy dały duży impuls rozwojowi rugby zarówno w Nowej Zelandii (to u Lwów gospodarze zobaczyli jak grać podaniami i rozwinęli potem tę sztukę do poziomu mistrzowskiego), jak i w Południowej Afryce.

Przed pierwszą wojną światową drużyna Wysp Brytyjskich ruszała w świat dziewięciokrotnie. W 1903 pierwszy raz przegrała serię testów (ani jednego zwycięstwa z Południową Afryką). Jadąc w 1908 do Nowej Zelandii i Australii, wobec oskarżeń rzucanych na Nowozelandczyków o przyjmowanie pieniędzy na utrzymanie, Brytyjczycy chcieli udowodnić wyższość sportu amatorskiego i podczas podróży statkiem ani razu nie trenowali. W Nowej Zelandii w testach przeciwko gospodarzom ponieśli dwie upokarzające porażki oraz wywalczyli remis w morzu błota. Wrócili do domu zniesmaczeni podejściem Nowozelandczyków do sportu, a także ich sposobem gry.

W okresie międzywojennym wyprawy Wysp Brytyjskich zorganizowano pięciokrotnie, a wyniki Brytyjczyków były kiepskie: serie testów wygrali jedynie dwukrotnie w Argentynie (których zresztą nie traktowano jako oficjalne). Natomiast w trzech wyjazdach do silniejszych przeciwników ponieśli porażki: najboleśniejsze w 1924 w Południowej Afryce, gdzie nie wygrali ani jednego testu, oraz w 1930 w Nowej Zelandii i Australii, gdy wygrali tylko jeden (do historii przeszedł menedżer Lwów, James Baxter, obrażający gospodarzy – po powrocie do kraju doprowadził do zmiany zasad gry eliminując używany w Nowej Zelandii młyn z ustawieniem 2-3-2 i wing-forwardem).

Po drugiej wojnie światowej brytyjska drużyna wróciła w 1950 wyprawą do Nowej Zelandii i Australii, po raz pierwszy oficjalnie używając nazwy British Lions i występując w czerwonych koszulkach, za to po raz ostatni drogą morską. Poniosła porażkę w serii testów z Nową Zelandią (remis w pierwszym, potem trzy przegrane) i niewielkim pocieszeniem były zwycięstwa nad Australią. W kolejnych wyjazdach nie było lepiej – w latach 50. i 60. Lwy wygrywały serie testów tylko z Australijczykami. Przegrywały natomiast z Nowozelandczykami (m.in. porażka z 1959, gdy Lwy zdobyły cztery przyłożenia, a Nowozelandczycy ani jednego, a także prawdziwa katastrofa w 1966: cztery porażki, a na dodatek przegrana w drodze powrotnej z Kolumbią Brytyjską) i Południowoafrykańczykami (tu wyjątkiem był stanowiący spore osiągnięcie remis w serii 2:2 z 1955, natomiast podczas dwóch wypraw w latach 60. Lwy nie wygrały ani jednego testu). Choć po wojnie starano się wybierać do drużyny najlepszych graczy, wciąż wielu nie mogło sobie pozwolić na wyjazd z powodów finansowych. Ale serie porażek w Nowej Zelandii powodowały zmiany na Wyspach Brytyjskich – zaczęto stopniowo adaptować rozwiązania stosowane przez rywali, w tym zatrudniać trenerów.

Sukcesy przyszły w pierwszej połowie lat 70. W 1971 Brytyjskie Lwy pod przewodnictwem Walijczyka Johna Dawesa ruszyły do Nowej Zelandii. Po pierwszym meczu, przegranym z australijskiego Queenslandem, jego trener stwierdził, że to najsłabsze Lwy, jakie oglądał – ale w Nowej Zelandii Brytyjczycy zaprezentowali się imponująco. W pierwszym teście wygrali 9:3 i choć w drugim ulegli All Blacks 12:22 (tracąc aż pięć przyłożeń), zwyciężyli w trzecim. W ostatnim, decydującym starciu padł remis 14:14 (Lwy zawdzięczały go m.in. wykonanemu w końcówce z 45 m drop goalowi JPR Williamsa). Do dziś Lwy z 1971 pozostają jedynymi, którym udało się wygrać serię testów z Nową Zelandią. A w 1974 poszło im jeszcze lepiej. Zagrali w Południowej Afryce 22 spotkania, z których wygrali 21 (w tym trzy testy) i zremisowali dopiero w ostatnim (czwartym teście), zresztą w kontrowersyjnych okolicznościach. Te dwie wyprawy były szczytowym momentem w historii Lwów – Wyspy Brytyjskie udowadniały, że mają najlepszych rugbystów na świecie.

Potem jednak wróciły porażki. W 1977 w Nowej Zelandii Lwy wygrały jeden test, przegrały zaś trzy, a do tego bilansu dorzuciły jeszcze porażkę w drodze powrotnej z Fidżi. Podobny bilans miały w 1980 w Południowej Afryce (ta potem wypadła z cyklu na kilkanaście lat, bojkotowana z powodu apartheidu), a wyjazd z 1983 do Nowej Zelandii zakończył się upokarzającym wynikiem serii testów 0:4. Na zwycięstwo w serii Lwy czekały aż do 1989, gdy po 23 latach przerwy zawitały do Australii. Wówczas też radykalnie zmniejszono liczbę spotkań: dotąd rzadko zdarzało się mniej niż 20, teraz rozegrano zaledwie 12. Do rugby nieubłaganie nadciągał profesjonalizm (oficjalnie zaakceptowany w 1995), zawodnicy mieli coraz większe obciążenia, doszedł Puchar Świata i The Rugby Championship. Lwy dla niektórych jawiły się jako relikt przeszłości, który jest zbędnym obciążeniem najlepszych zawodników i z którego należy zrezygnować.

Mimo to przetrwały. Głównie dlatego, że stuletnia tradycja uczyniła z nich świetnie sprzedający się produkt, a ich znaczenie ekonomiczne zaczęło wykraczać poza świat sportu. Za Lwami zaczęły podróżować kilkudziesięciotysięczne rzesze brytyjskich i irlandzkich kibiców. A przychody gospodarzy z dni meczowych i praw telewizyjnych stanowiły jedną z głównych pozycji budżetów federacji. Od czasu uruchomienia rozgrywanego co cztery lata Pucharu Świata także i harmonogram wpraw Lwów stał się regularny. Wyjeżdżają co cztery lata w cyklu Australia – Nowa Zelandia – Południowa Afryka. Członkowie drużyny dostają wynagrodzenie i stanowią selekcję faktycznie najlepszych. Meczów jest coraz mniej (od poprzedniej wyprawy do Południowej Afryki nie ma ich więcej niż 10), czas trwania wypraw coraz krótszy.

Wyniki są zmienne, w Australii i Południowej Afryce raz przegrana, raz wygrana. Regułą jest jednak brak wygranej serii Lwów w Nowej Zelandii: w 1993 drużyna prowadzona przez Gavina Hastingsa przegrała serię testów 1:2; w 2005 (dwa lat po zdobyciu Pucharu Świata przez Anglię) nastąpił jedyny przypadek od 1983, gdy Lwy nie wygrały żadnego testu – jeden remis i dwie porażki, a na dodatek przegrana w rozgrzewkowym spotkaniu z Argentyną; w 2017 brakło naprawdę niewiele – jedno zwycięstwo, jeden remis i jedna porażka. O tej ostatniej wyprawie zresztą więcej w oddzielnym tekście Tomasza Płosy.

Przed nami trzydziesta czwarta wyprawa Lwów. Tak różna od pierwszej, sprzed 133 lat. A jednak dająca posmak wielkiej historii.

Dodaj komentarz