Przed nami Gruzja, Rumunia, Hiszpania…

Za nami sukces: zdecydowana wygrana z Litwą dała nam awans do Rugby Europe Championship. Przed nami wyzwanie: przeciwnicy, z jakimi nie mierzyliśmy się od bardzo dawna, od których na pewno poziomem odstajemy. Ale to jedyna droga z szansą na rozwój, nawet jeśli będzie bolesna (miejmy nadzieję, że tylko na początku). Poza tym w kraju ciąg dalszy nieciekawych pozaboiskowych wojen, a na świecie ciekawe wydarzenia w Heineken Champions Cup oraz singapurskim turnieju World Rugby Sevens Series.

Reprezentacja Polski/Rugby Europe International Championships

Po trzech zwycięstwach jesienią i porażce z Belgią przed paroma tygodniami nadszedł decydujący moment – potrzebowaliśmy pięciu punktów w ostatnim meczu z Litwą. Z tym przeciwnikiem dotąd zawsze wygrywaliśmy, ale presja była bardzo duża – wygrana z przewagą trzech przyłożeń nigdy nie jest oczywistością. Trener Chris Hitt zaskoczył składem: zobaczyliśmy trzecią linią młyna zestawioną z graczy, z których żaden nigdy nie grał w reprezentacji w tym miejscu (dwóch całkowitych debiutantów z Wysp Brytyjskich: Kay Minkiewicz z Anglii oraz Kacper Palamarczuk z Irlandii, a także Vaha Halaifonua, dotąd grający przecież na środku ataku). Kolejnym debiutantem był rezerwowy młynarz z Anglii, Ethan Sikorski. Na pozycji łącznika ataku znalazł się natomiast Dawid Banaszek – po trzech latach przerwy i zaledwie jednym rozegranym spotkaniu w lidze. Brakowało graczy z Francji (tam kończy się sezon ligowy, przyjechał tylko Quentin Cieslinski), cieszył pierwszy występ w reprezentacji za kadencji Chrisa Hitta Grzegorza Szczepańskiego. Skład zatem był zaskakujący, ustawienie nietypowe. W przeciwieństwie do rywali, którzy roszad w zestawieniu mieli niewiele (największe dotyczyły filarów).

Mecz musieliśmy wygrać z przewagą trzech przyłożeń i od początku walczyliśmy właśnie o nie – sporo było kopów na zyskanie terytorium, także z karnych nie kopaliśmy na słupy. Zmiany w młynach w obu reprezentacjach wyszły zdecydowanie na dobre naszej drużynie: zdecydowanie dominowaliśmy nad rywalami w tym elemencie gry, a trzy przyłożenia zdobyli gracze właśnie nowo zestawionej trzeciej linii. Zaczął debiutant Palamarczuk po zaciętej walce na linii. Na to przyłożenie Litwini odpowiedzieli jeszcze szybką akcją zakończoną przyłożeniem skrzydłowego Domantasa Bagužisa, ale na kolejne nasze zdobycze punktowe w tej połowie już nie: w 20. minucie żółtą kartkę zobaczył jeden z litewskich filarów (zaskakująco wcześnie, bo po drugim skręceniu młyna na 5 m), a moment później prowadziliśmy już 12:5 (trzeci błąd rywali w młynie dał nam karne przyłożenie). Potem, nadal w przewadze, przyłożenie zdobył dla nas Vaha Halaifonua (znów po walce na linii pola punktowego), a przed końcem pierwszej połowy kolejne dorzucił Michał Haznar po szybkiej akcji lewym skrzydłem (takich akcji po tej stronie było więcej, jednak dopiero ta skończyła się punktami). Do przerwy prowadziliśmy zatem 26:5 i mieliśmy wymarzoną przewagę trzech przyłożeń nad przeciwnikiem.

W drugiej połowie przewagę udało się nie tylko utrzymać, ale powiększyć. Litwini szybko zrobili zmiany w pierwszej linii młyna, jednak w niczym to nie poprawiło ich sytuacji w dyktowanych fragmentach gry. Już po paru minutach Michał Krużycki wykorzystał lukę w obronie Litwinów po aucie (którzy chcieli zastawić pułapkę na naszego maula), 10 minut później przyłożył Krystian Pogorzelski, którego nikt nawet nie próbował powstrzymywać po odwróceniu kierunku polskiej akcji przez Banaszka, a po niespełna 20 minutach było już 43:5 (a w przyłożeniach 7:1) po kolejnym błędzie Litwinów i przyłożeniu Halaifonuy, który przeszedł przez przegrupowanie. W ostatnich 20 minutach obraz gry nieco się wyrównał. Żółtą kartkę zobaczył Haznar, a kilka minut później Cieslinski (obaj zdaje się za nieszczęśliwe szarże). Grając w podwójnym osłabieniu straciliśmy przyłożenie, które znowu Litwini zdobyli na swoim prawym skrzydle. Jednak choć zawodnika brakowało nam do samego końca i zaczęliśmy mieć kłopoty w młynie, Litwini już nic więcej w tym meczu nie uzyskali i wygraliśmy 43:10.

Choć byliśmy faworytami tego meczu, obawialiśmy się go – cel był tak blisko i głupio było wypuścić awans z rąk. Na szczęście dominowaliśmy w młynie, wykorzystywaliśmy błędy rywali, a wysokie zwycięstwo dało nam drugie miejsce Rugby Europe Trophy i wymarzony awans do Rugby Europe Championship. Za rok czekają nas rozgrywki z drużynami z poziomu, na którym nie było nas ćwierć wieku. Niewątpliwie, za rok może być bardzo trudno, a nawet bardzo boleśnie. Jednak alternatywą było pozostanie na poziomie RET, który będzie znacznie słabszy niż obecnie. A od słabszych niczego się nie nauczymy.

Czekają nas mecze, jakich od dawna nie oglądaliśmy – z Hiszpanią nie graliśmy od 17 lat, z Rumunią od 24, a z Gruzją od dokładnie ćwierć wieku. Nie wiemy jeszcze, jak format REC będzie wyglądać, i czy z wszystkimi z nich się zmierzymy. Grzegorz Buczek w wywiadzie dla Interii wspomniał, że za rok z tego poziomu nie ma być spadku – i ponoć faktycznie RE wraca do rozwiązań sprzed lat, gdy awans i spadek odbywały się co dwa lata. Kłopot w tym, że liczyły się wtedy punkty z obu sezonów, a więc nie byłoby spokojnego roku na naukę, jaki mają teraz Holendrzy (ci mają nawet dwa takie lata). Cóż, poczekajmy na jakieś oficjalne wieści, ale RE wydziela je wyjątkowo skąpo.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Belgia521
2. ↑Polska517
3. ↓Niemcy517
4. Szwajcaria59
5. Ukraina55
6. Litwa55

Poza tym w REIC odbył się jeszcze mecz Izraela z Chorwacją w grupie południowej Conference 1. Wygrali Chorwaci, 27:19. To był ich ostatni mecz w tym sezonie – we wszystkich zwyciężyli i zajęli pewne pierwsze miejsce w swojej grupie. Ta wygrana nie przyszła im jednak łatwo: choć dominowali na boisku, popełniali zbyt wiele głupich błędów. Izraelczycy prowadzili najpierw 7:0, potem 19:15, a jeszcze na pięć minut przed końcem przegrywali tylko jednym punktem.

Ponadto przy zielonym stoliku rozstrzygnięto planowane za tydzień spotkanie grupy północnej Conference 2 – Mołdawianie bez walki zapisali na swoje konto pięć punktów za jedyny w tym sezonie planowany u siebie mecz, w którym ich rywalami mieli być Norwegowie. Federacja ze Skandynawii poinformowała RE, że nie będzie w stanie wysłać drużyny w podróż do Mołdawii.

Ekstraliga

Ekstraliga nie grała, ale w czołówce nieco się rozluźniło. Wszystko dzięki kolejnemu obrotowi zielonego stolika. Meczem Edachu Budowlanych Lublin z Ogniwem Sopot z końca jesieni, wygranym przez sopocian, rozstrzygniętym w wyniku protestu na rzecz lublinian przez Komisję Gier i Dyscypliny, zajęła się Komisja Odwoławcza i przywróciła rezultat z boiska. Przyczyna stricte proceduralna: protest Budowlanych wpłynął później niż 48 godzin po rozpoczęciu meczu, a zatem nie powinien być rozpatrzony.

I choć zapewne Komisja Odwoławcza miała rację co do terminu złożenia protestu, to niesmak pozostaje. Po pierwsze dlatego, że od orzeczenia KGiD podobno odwołanie nie przysługiwało, a Komisja Odwoławcza nie odniosła się do tego tematu choćby zdaniem. Po drugie dlatego, że merytoryczne argumenty Ogniwa znane z uzasadnienia orzeczenia (dotyczące polskiego obywatelstwa Władysława Grabowskiego) wydają się być bez związku z regulaminem Ekstraligi, w którym przepis wyraźnie mówi o zawodniku uprawnionym do gry w reprezentacji (a to zupełnie inna kategoria niż zawodnik o statusie zawodnika krajowego, przewidziany w innym miejscu przepisów – inna sprawa, że regulamin nie pomaga, skoro dwa punkty dalej zawodnika uprawnionego do gry w reprezentacji nazywa „zawodnikiem polskim”).

Cóż, nie wiem, co będzie dalej, pewne jest natomiast to, że zamieszania i niesnasek w lidze przybywa. I wygląda na to, że winni są wszyscy: organy orzekające – niekonsekwencji i być może przekraczania uprawnień, PZR – przepisów pisanych jak na kolanie, a także kluby i to po obu stronach sporu. Rozumiem tych, którzy twierdzą, że niespecjalnie licujące z etosem gry jest czepianie się drobiazgów, aby wygrać przy zielonym stoliku (albo brak pół godziny cierpliwości), ale równie nierugbowe jest naciąganie nawet niedoskonałych reguł, po to aby na tym boisku z nie do końca uczciwą przewagą wygrać. I im dalej będzie to wyglądać tak jak wygląda, tym trudniej będzie efekty dzisiejszych konfliktów zażegnać. A pierwszym krokiem powinno być chyba napisanie przepisów od nowa (byle nie w ukryciu i w pośpiechu).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Ogniwo Sopot1150
2. Orkan Sochaczew1144
3. Lechia Gdańsk1141
4. ↑Up Fitness Skra Warszawa1033
5. ↓Edach Budowlani Lublin1032
6. Master Pharm Rugby Łódź1131
7. Arka Gdynia1120
8. Juvenia Kraków1110
9. Awenta Pogoń Siedlce118
10. Posnania116

Heineken Champions Cup

1/8 Champions Cup nietypowa. Już samo rozgrywanie play-off w gronie aż 16 drużyn było nowością w tych rozgrywkach, ale jeszcze większą jest chyba fakt rozstrzygania ich w postaci dwumeczów (ale tylko na tym etapie). W ten weekend mieliśmy zatem pierwsze spotkania, za tydzień będą rewanże. Pary ułożyły się tak, że w połowie z nich mieliśmy krajowe derby.

I właśnie jednymi z nich, irlandzkimi, ta faza rywalizacji się rozpoczęła. W Galway Connacht zagrał z Leinsterem. Dwa tygodnie temu w ligowym starciu Connacht zdecydowanie przegrał, tym razem jednak nawiązał walkę i zobaczyliśmy ciekawe widowisko. Gospodarze świetnie zaczęli mecz, co prawda w końcu stracili piłkę, ale niemal natychmiast ją odzyskali dzięki nakrytemu kopowi i zdobyli pierwsze przyłożenie. Potem jednak przewagę miał Leinster, a dwa przyłożenia Jamesa Lowe’a (i wymiana karnych Sextona oraz Carty’ego) dały do przerwy prowadzenie dublińczykom 18:11. Po przerwie gospodarze znów zaczęli z impetem, ale starczyło go na kolejne trzy punkty i Leinster znów zaczął naciskać. Co prawda przyłożenie Lowe’a zostało unieważnione, ale punktował Keenan. Gdy jednak żółtą kartkę zobaczył Jamison Gibson-Park (a za uderzenie barkiem w twarz rywala mógł ujrzeć nawet czerwoną), Connacht odzyskał inicjatywę – po przyłożeniu Levy Fifity tracił już tylko dwa punkty, a chwilę potem był o włos od kolejnego przyłożenia. Ostatecznie nie zdołał jednak odrobić strat, stracił kolejne 3 punkty z karnego (a niewiele brakło do przyłożenia Caelanowi Dorisowi) i przegrał 21:26.

W angielskich derby (wyjątkowo brzydkich, jak się okazało) pomiędzy Sale Sharks i Bristol Bears w drużynie gości mieliśmy niezwykle silną ławkę – znaleźli się na niej Radradra, Piutau i Luatua. I właśnie ta ławka zdecydowała o wyniku meczu. Do przerwy po kilku karnych mieliśmy skromny wynik 6:3. Po przerwie długo było bez punktów, ale na boisku pojawili się zmiennicy i właśnie Semi Radradra na 10 minut przed końcem zdobył jedyne przyłożenie w meczu po znakomitej, indywidualnej, 40-metrowej akcji. Dzięki niemu Bristol wygrali na wyjeździe 10:9.

We Francji podwójne derby. W starciu ekip znad Atlantyku kiepskiej passy ligowej nie było w stanie przełamać Bordeaux. Nie pomogło im przyłożenie zdobyte w grze w osłabieniu – ulegli La Rochelle aż 13:31. Roszelczykom nie przeszkodził brak na ławce trenera Ronana O’Gary, ukaranego zawieszeniem na oba mecze 1/8 Champions Cup za zachowanie przy linii bocznej w ligowym spotkaniu tych samych drużyn sprzed tygodnia. Także w derbach Paryża zwycięstwo odnieśli goście: Stade Français nie zdołali postawić się faworyzowanemu Racingowi 92 i przegrali 9:22. Do przerwy co prawda przegrywali tylko 6:12, a po przerwie długo żadna drużyna nie zdołała zdobyć punktów. Kluczowe momenty nastąpiły na kwadrans przed końcem: wtedy jedyne przyłożenie w meczu zdobył dla Racingu Gaël Fickou, a dwie minuty później czerwoną kartkę zobaczył rezerwowy młynarz gospodarzy Tolu Latu (za paskudny atak na przeciwnika w powietrzu).

Obrońcy pucharu, Tuluza, uległa na swoim boisku irlandzkiemu Ulsterowi 20:26. Po paru minutach prowadziła 7:0, ale już w 10. minucie czerwoną kartkę zobaczył argentyński skrzydłowy Juan Cruz Mallía i odtąd Francuzi grali w osłabieniu. Mimo to do przerwy Tuluza utrzymała się na prowadzeniu 13:7. Po przerwie jednak belfastczycy zdobyli trzy kolejne przyłożenia (hat-trick w tym meczu skompletował skrzydłowy Robert Baloucoune – trzecie zaliczył po przechwycie podania Antoine’a Duponta we własnym polu 22 m: https://twitter.com/i/status/1512893577025708033). Pod sam koniec meczu rozmiary porażki zmniejszyło przyłożenie Romaina Ntamacka – niezmiernie istotne przed pojedynkiem rewanżowym. Mniej szczęścia miała inna irlandzka drużyna, także grająca na wyjeździe – Munster uległ Exeter Chiefs 8:13. Chiefs prowadzili 10:3, gdy na 20 minut przed końcem zostali na boisku w trzynastkę – mimo to w tym okresie zdobyli kolejne trzy punkty po niesamowitym drop goalu Stuarta Hogga z niemal połowy boiska (https://twitter.com/i/status/1512858329642680324 – tak się kończą czasami wykopy z linii bramkowej) i stracili tylko jedno przyłożenie. W końcówce obie drużyny były bardzo bliskie przyłożeń (jedna z tych akcji: https://twitter.com/i/status/1512860944023621643), jednak nic z tego nie wyszło.

Poza tym mieliśmy dwa pojedynki francusko-angielskie. W starciu liderów Top 14, Montpellier, z mistrzami Anglii, Harlequins, na pierwsze punkty czekaliśmy 20 minut, gdy Francuzi zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu. W 30 minucie na ławkę kar powędrował jeden z londyńczyków, Andre Esterhuizen, i Montpellier w okresie gry w przewagi zdobyło kolejne trzy przyłożenia. Do przerwy prowadziło 26:0, a zaraz po przerwie podniosło swoją przewagę do 34:0. Dopiero wtedy Quins zaczęli odpowiadać – zdobyli cztery przyłożenia, ale zdołali tylko zredukować straty i ostatecznie Montpellier wygrało 40:26. Natomiast w spotkaniu Clermont z Leicester Tigers pewne zwycięstwo odnieśli liderzy angielskiej Premiership. Co prawda przegrywali w tym spotkaniu 0:7 i 7:10, ale ostatecznie zdobyli pięć przyłożeń i wygrali 29:10. Francuzom nie pomogła nawet czerwona kartka dla jednego rywali, Guy’a Portera na 20 minut przed końcem – Anglicy swoje ostatnie przyłożenie zdobyli grając w osłabieniu.

Za tydzień rewanże. I na pewno najciekawiej zapowiadają się starcia Ulsteru z Tuluzą, Bristolu z Sale i Munsteru z Exeter. A kto wie, jeśli ktoś może odrobić 14 punktów straty, to są to tylko Quins.

European Rugby Challenge Cup

W Challenge Cup mieliśmy ostatnią rundę fazy grupowej. W grupie A awans do 1/8 finału zapewniło sobie Biarritz, które pokonało 20:17 Tulon. Tulończycy byli już przed meczem pewni pierwszego miejsca w grupie i dali odpocząć części swoich kluczowych graczy, a Baskowie już po kwadransie mieli na koncie dwa przyłożenia. W drugim meczu Newcastle Falcons pokonali pogrążone w kryzysie Zebre Parma, ale choć w przyłożeniach było 4:1, wynik meczu ważył się do samego końca. Włochów w grze trzymały karne Antonia Rizziego, do przerwy Falcons prowadzili tylko 13:12, a po przerwie to Zebre wyszło na prowadzenie i po kwadransie było 13:22. Włosi byli bliscy pierwszego zwycięstwa w sezonie, ale w ostatniej minucie stracili przyłożenie i przegrali 22:25.

W grupie B niepokonany Lyon pauzował w tej kolejce. W bezpośrednim starciu o awans spotkały się Benetton i Perpignan. Dzięki przyłożeniu tuż przed przerwą Francuzi prowadzili po pierwszej połowie 7:3, ale w drugiej połowie stracili dwa przyłożenia i przegrali 7:17. Kompletu porażek grupowych dopełnili walijscy Dragons, którzy przegrali z Gloucesterem 21:26, choć do przerwy prowadzili 21:12. W drugiej przerwie dobiły ich jednak dwa przyłożenia Santiago Socino (w sumie zaliczył w tym meczu hat-tricka).

W grupie C w bezpośrednim starciu o awans zmierzyli się Brive i Saracens. Niespodzianki nie było, londyńczycy wygrali 55:5, aplikując przeciwnikom 8 przyłożeń. Francuzi kończyli mecz w czternastkę, a w ekipie Saracens znów zagrał Owen Farrell, który zdobył z kopów 15 punktów. W drugim meczu, bez specjalnej stawki, także klęska Francuzów: Edynburg potwierdził swoje pierwsze miejsce w grupie gromiąc Pau 54:5. Jednak warto pamiętać, że dla ekip z Francji rozgrywki Challenge Cup mają drugorzędne znaczenie w stosunku do zmagań ligowych.

W 1/8 finału zobaczymy 10 najlepszych drużyn fazy grupowej i sześć ekip z Champions Cup, które nie dostały się tam do fazy pucharowej. Faworytami wydają się jednak drużyny, które grały w Challenge Cup: Saracens zmierzą się z Cardiff, Tulon z Benettonem, a Edynburg z Bath. Najciekawiej w pierwszej rundzie pucharowej zapowiada się jednak chyba starcie London Irish z Castres.

United Rugby Championship

W URC odbyły się trzy zaległe spotkania (do rozegrania pozostaje jeszcze pięć). Z pauzy w europejskich pucharach skorzystały walijskie drużyny Cardiff i Scarlets. Po 10 minutach było 14:0 dla drużyny stołecznej, która prowadziła jeszcze i na starcie drugiej połowy (w ostatniej akcji pierwszej straciła przyłożenie i było 14:7). Ale w drugiej połowie Scarlets szybko wyrównali, po 20 minutach wyszli na prowadzenie (dwa przyłożenia przy grze w przewadze), a w ciągu ostatnich 10 minut dobili gospodarzy trzema kolejnymi przyłożeniami i wygrali wysoko 49:14.

Dwa pozostałe mecze to kolejne, już ostatnie w tym sezonie derby Południowej Afryki (no, chyba że drużyny z tego kraju trafią na siebie w fazie play-off). Sharks bez problemu pokonali Lions 37:10 – po 10 minutach prowadzili 14:0, a na pięć minut przed końcem 35:3. Trzecie przyłożenie padło po 20-metrowym maulu. Więcej emocji było w meczu Stormers z Bulls, który gospodarze wygrali tylko dwoma punktami, 19:17. Do przerwy było tylko 3:3, po przerwie obie ekipy wymieniły się przyłożeniami, ale kapsztadczycy zbudowali przewagę karnymi i drop goalem. Pod koniec meczu Bulls zdobyli przyłożenie redukując większość strat i końcówka była nerwowa.

W tabeli Stormers i Sharks awansowali i ich strata do czołowej trójki zmniejszyła się do 3–4 punktów.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster1560
2. Ulster1550
3. Glasgow Warriors1550
4. Munster1547
5. ↑Stormers1547
6. ↑↑Sharks1546
7. ↓↓Edynburg1544
8. ↓Bulls1543
9. ↑Scarlets1437
10. ↓Connacht1532
11. Ospreys1430
12. Lions1530
13. Benetton Treviso1424
14. Cardiff1323
15. Dragons1211
16. Zebre Parma132

Południowoafrykańskie media donoszą, że w URC rozważany jest scenariusz organizacji finału ligi właśnie w Południowej Afryce. Miałoby to zwiększyć popularność rozgrywek w tym kraju.

Super Rugby Pacific

W ósmej kolejce Super Rugby pierwszego zwycięstwa doczekali się Highlanders, którzy pokonali ekipę Moana Pasifika. Wyspiarze do przerwy przegrywali tylko 7 punktami, ale koszmarnie zaczęli drugą połowę, seryjnie darując rywalom rzuty karne i ostatecznie Highlanders triumfowali 37:17 – ostatnie 15 punktów zdobyli w ciągu ostatniego kwadransa. Prawdziwy dreszczowiec zafundowali kibicom Hurricanes i Crusaders. W pierwszej połowie padło pięć przyłożeń, drużyny sześciokrotnie zmieniały się na prowadzeniu, a Canes prowadzili do przerwy 18:17. W drugiej połowie punkty padały tylko przez parę pierwszy minut: zrobiło się 21:24. I to trzypunktowe prowadzenie Crusaders dowieźli do końca. Co prawda w ostatniej minucie Hurricanes mieli karnego, który mógł dać im remis i doprowadzić do dogrywki, ale zdecydowali kopać piłkę w aut, a po aucie ją stracili, przegrywają spotkanie. Jednak sytuacja w tym aucie wzbudziła spore kontrowersje – sędzia zignorował atak Scotta Barretta na będącego w powietrzu kapitana Hurricanes Ardiego Savei. W trzecim nowozelandzkim meczu Blues upokorzyli Chiefs wygrywając 25:0 – brak punktów Chiefs jest tym bardziej bolesny, że gracze Blues zobaczyli w tym meczu trzy żółte kartki i przez dobrych parę minut grali nawet w trzynastkę.

W Australii znów widzieliśmy czerwoną kartkę i drużynę, która mimo to wygrała. Rebels do przerwy prowadzili 16:5, w drugiej połowie przez prawie 30 minut grali w osłabieniu i choć na początku stracili dwa przyłożenia i w chwili odesłania zawodnika prowadzili tylko jednym punktem, dokładnie taką samą przewagę mieli na końcu – wygrali 22:21. Z kolei Fijian Drua już na początku meczu zaliczyli żółtą kartkę i do przerwy przegrywali z Brumbies 0:12. Po przerwie próbowali odrabiać straty, ale bez skutku – przegrali 12:33.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Brumbies831
2. ↑↑Blues727
3. Crusaders727
4. ↓↓Reds726
5. Waratahs720
6. Chiefs718
7. Western Force713
8. Hurricanes611
9. Rebels710
10. ↑↑Highlanders78
11. ↓Fijian Drua86
12. ↓Moana Pasifika64

Wciąż trwa dyskusja o 20-minutowych czerwonych kartkach, zwłaszcza po ubiegłotygodniowym wysypie odesłań poza boisko (w niemal każdym meczu). Nowozelandczycy są zadowoleni i pokazują, że zwycięstwa ukaranych drużyn oznaczają, że 20-minutowe czerwone kartki „nie zabijają rywalizacji”. Cóż, do mnie znaczenie bardziej trafiają argumenty niektórych australijskich komentatorów, którzy wskazują, że w Super Rugby należałoby się nauczyć lepiej szarżować, a fakt, że ukarani notorycznie wygrywają oznacza, że czerwone kartki tracą swoje znaczenie. Nota bene, uznanie przez panel dyscyplinarny, że czerwona kartka Caleba Clarke’a sprzed tygodnia była pochopna i wystarczał rzut karny, oznacza, że południowa półkula wciąż nie do końca dostosowała się do wytycznych WR w sprawie ataków na głowę.

W kobiecym Super W covid w Melbourne spowodował odwołanie meczu Western Force z Rebels. Niepokonane nadal są Fidżyjki z Drua, które tym razem wygrały z Brumbies 17:7, a za ich plecami wciąż Waratahs, które rozgromiły Queensland aż 46:0.

World Rugby Sevens Series

Po kilkumiesięcznej przerwie wrócił cykl World Rugby Sevens Series – odbył się męski turniej w Singapurze. Pierwszy raz w tym sezonie w pełnej obsadzie, bo do stawki wróciły ekipy z Oceanii (Nowa Zelandia i Samoa, których reprezentacje dotąd ani razu nie zagrały, a także mistrzowie olimpijscy z Fidżi, których zabrakło na dwóch ostatnich hiszpańskich turniejach). I powrót cyklu był wyjątkowo emocjonujący.

Fidżi nie dość, że wróciło po przerwie, to jeszcze zwyciężyło w turnieju pierwszy raz w tym sezonie. Co prawda początek tego nie zapowiadał, bo w pierwszym meczu grupowym mistrzowie olimpijscy sensacyjnie ulegli Irlandii (12:21, do przerwy przegrywało 0:14, w drugiej połowie odrabiało straty, ale Irlandczycy skończyli spotkanie w takim stylu: https://twitter.com/i/status/1512635145932652551). Jednak potem wygrali wszystkie swoje spotkania. Szczególną wagę miało to w ćwierćfinale, w którym zmierzyli się z Południową Afryką, seryjnie zwyciężającą turnieje WRSS od wiosny 2020 – Fidżi zaczęło od prowadzenia 12:0 i ostatecznie wygrało 19:14. W finale gracze z Oceanii zmierzyli się w powtórce finału olimpijskiego z Tokio z wielkimi nieobecnymi poprzednich turniejów tego sezonu – Nową Zelandią – i pewnie wygrali 28:17 (po pierwszej połowie prowadząc 21:0). Debiutant Vuiviawa Naduvalo zdobył w turnieju 10 przyłożeń i został najlepszym graczem decydującego meczu.

Najtrudniejszą przeprawę w turnieju Fidżyjczycy mieli z Irlandią i właśnie Irlandia odniosła w drugim turnieju z rzędu piękny sukces, wchodząc do czołowej czwórki. W grupie co prawda przegrali z Francją, ale przeszli do ćwierćfinałów dzięki lepszemu stosunkowi małych punktów, a Jordana Conroy’a (zdobywcę dwóch przyłożeń z Fidżi) uznano za najlepszego gracza dnia. W play-off stoczyli trzy zacięte spotkania: pokonali Stany Zjednoczone 14:12, w półfinale ulegli Nowej Zelandii 19:22 będąc o włos od zwycięstwa, a w meczu o brąz przegrali z Australią tylko dwoma punktami, 19:21 (do remisu i dogrywki brakło im skutecznego podwyższenia po przyłożeniu na sam koniec spotkania – kop był trudny, spod linii bocznej, i bardzo bliski sukcesu – piłka trafiła w słupek). Napsuli krwi wielkim rywalom i wyraźnie widać, że stanowią nową ważną siłę w WRSS.

Blitzboks przegrali nie tylko z Fidżi w ćwierćfinale, ale już w grupie ze Stanami Zjednoczonymi – stracone w ostatnich sekundach przyłożenie Perry’ego Bakera oznaczało koniec serii 36 meczów bez porażki. Na dodatek potem w play-off przegrali z Argentyną (która zajęła piąte miejsce). Amerykanie, mimo zwycięstwa nad Południową Afryką, nie przeszli Irlandii i skończyli turniej na szóstym miejscu. Europejskie drużyny poza Irlandią słabiutko – żadna z pięciu nie awansowała do ćwierćfinału. W klasyfikacji generalnej na czele nadal Południowa Afryka, na drugim i trzecim miejscu zamiana (Australia przeskoczyła Argentynę).

A chyba najdziwniejsze przyłożenie padło w grupowym meczu Stanów Zjednoczonych z Kanadą: https://twitter.com/i/status/1512698808672600066 (Amerykanie i tak go wygrali, 33:12).

Z kraju

Z powodu meczu reprezentacji pauzowała Ekstraliga, ale toczyły się w Polsce mecze na niższych poziomach ligowych. W drugiej wiosennej kolejce I ligi mieliśmy niespodziankę: Budowlani Commercecon Łódź pokonali u siebie aspirujących do awansu poziom wyżej rugbystów z Białegostoku 33:20. Białostocczanie zdobyli co prawda bonus ofensywny, ale na pewno liczyli na więcej, tym bardziej, że prowadzili w tym meczu najpierw 10:0, a potem 15:5 – w drugiej połowie stracili jednak serię czterech przyłożeń. Nie było niespodzianki za to w Warszawie, gdzie Legia pokonała Arkę Rumia 46:24 (komplet porażek Arki w sezonie, w ten weekend nie pomogła jej nawet czerwona kartka dla jednego z gospodarzy, choć przynajmniej ekipa z wybrzeża zapisała na koncie bonus za cztery przyłożenia – swój trzeci punkt w tym sezonie), ani w Jarocinie, gdzie Sparta rozgromiła AZS AWF Warszawa 66:0 (aż 10 przyłożeń zwycięzców, w tym cztery Jana Krajki i trzy Piotra Matuszaka).

W II lidze w ten weekend zainaugurowano rozgrywki po zimie i zarazem rundę rewanżową sezonu zasadniczego. W ten weekend wygrywały drużyny beniaminków, które po tej kolejce zajmują dwa pierwsze miejsca w lidze. Miedziowi Lubin, niemal bez rezerwowych i dotąd z kompletem porażek, ponieśli kolejną – przegrali z niepokonanym dotąd Hegemonem Mysłowice aż 7:38. Trzy przyłożenia dla zwycięzców zdobył pochodzący z Fidżi Usaia Navia, choć mecz zaczął na ławce rezerwowych. Drugie spotkanie znacznie bardziej zacięte, ale także zwycięstwo gości: Rugby Ruda Śląska przegrało z Res Energy RT Olsztyn 13:17. Olsztynianie awansowali na drugie miejsce w tabeli, ale tu pomiędzy drugim i czwartym miejscem jest ciasno.

Po zimie wróciły mistrzostwa polski w rugby 7 kobiet. Piąty turniej rozegrano w Lublinie, gdzie gospodynie zaliczyły swój pierwszy start w tym sezonie. Niespodzianek na szczycie nie było. Biało-Zielone Ladies Gdańsk, wygrały wszystkie mecze bez straty punktu, a najniższy dorobek punktowy zanotowały w finale, w którym grały przeciwko Legii Warszawa i wygrały go „tylko” 38:0. Legia z kolei nie dała szans Black Roses Posnanii. Także w I lidze o zwycięstwie rozstrzygały między sobą Biało-Zielone i Legia (tyle że rezerwy) – gdańszczanki całkowicie zdominowały konkurencję i także nie straciły ani jednego punktu. Do Ekstraligi wrócą po turnieju przerwy Venol Atomówki Łódź (cóż, mamy do czynienia z nieco kuriozalną sytuacją od pewnego czasu: wygrany z meczu o trzecie miejsce w I lidze awansuje do Ekstraligi, a przegrany spada do II ligi). Gospodynie rozgrywki w II lidze skończyły z kompletem porażek i jednym przyłożeniem na koncie. Czołówka klasyfikacji generalnej identyczna jak czołówki wszystkich dotychczasowych turniejów: Biało-Zielone przed Legią i Black Roses.

W siódmym turnieju Polskiej Ligi Rugby 7 w Mińsku Mazowieckim wygrana ekipy z Wrocławia, która w finale pokonała liderów klasyfikacji generalnej, Tytana Gniezno, 19:7. W zawodach debiutowała drużyna Politechniki Gdańskiej – Ogniwa Sopot, która swoje starty zaczęła od miejsca na najniższym stopniu podium.

Grały piętnastki kadetów. Niepokonana jesienią Juvenia kontynuuje passę wiosną – pokonała Budowlanych Łódź 45:5. Na drugim miejscu Orkan, który wygrał na wyjeździe Budowlanych Lublin. W II lidze rozegrano turniej w Krakowie – wygrała go Nowa Huta RK i wraz z Master Pharm Rugby Łódź awansowała do turnieju finałowego.

Ze świata

W Pucharze Sześciu Narodów kobiet trzecia kolejka. Niepokonane pozostały Angielki i Francuzki. Angielki zaaplikowały aż 10 przyłożeń Walijkom i wygrały 58:5 (rekordowe w kobiecym rugby niemal 15 tys. widzów na Kingsholm; Walijki, po dwóch zwycięstwach, bezradne wobec najlepszej obecnie kobiecej drużyny na świecie; nastroje w Anglii popsuła złamana noga Abby Dow na początku meczu). Francuzki nieco skromniej pokonały Szkotki – 28:8 na wyjeździe (do przerwy było już 28:3, w drugiej połowy Szkotki intensywnie atakowały, ale zdołały zdobyć tylko jedno przyłożenie). Na koniec w starciu dwóch drużyn bez zwycięstwa Irlandki wygrały z Włoszkami 29:8.

Już tylko cztery mecze zostały do końca fazy zasadniczej francuskiej drugiej ligi – Pro D2. Pewnie wygrał lider z Mont-de-Marsan (jedyne zwycięstwo drużyny na wyjeździe w tej kolejce), na drugie miejsce wróciła zaś Bajonna, która wykorzystała potknięcie Oyonnax (remis 10:10 z wciąż walczącym o play-off Beziers). Ważną wygraną odniosło Nevers, które pokonało bezpośrednich rywali w walce o miejsce w czołowej szóstce, Carcassonne – 19:17 dzięki przyłożeniu w samej końcówce. Wpadkę zaliczyło Montauban, które przegrało 21:22 z walczącym o utrzymanie Grenoble – tu również zdecydowało przyłożenie z ostatnich minut.

W Japan Rugby League One w najciekawszym meczu wicelider ligi, Kubota Spears, przegrał z czwartymi Canon Eagles 21:30. Starły się też walczące o play-off drużyny Toyota Veblitz i Toshiba Brave Lupus – górą była drużyna Brave Lupus, która wygrała 53:31 (aż 11 przyłożeń w meczu). Na czele tabeli Tokyo Sungoliath (aż 42:3 z Red Hurricanes, 17 punktów Damiana McKenziego i dwa przyłożenia Samu Tereviego), a także obrońcy tytułu – Wild Knights (31:24 z Shining Arcs; dla wygranych przyłożenie zdobył m.in. Marika Koroibete, a dla pokonanych – znowu – Israel Folau). Wild Knights awansowali dzięki temu na drugie miejsce.

W północnoamerykańskiej Major League Rugby mieliśmy w ten weekend dwa spotkania pomiędzy ekipami z czołówek konferencji. Na zachodzie lider grał z wiceliderem: Austin Gilgronis – San Diego Legion. Do przerwy prowadził Legion, 18:10, ale w drugiej połowie na boisku dominowali gracze z Austin, którzy wygrali ostatecznie 35:21. Swoją drogą, być może już niedługo przestaną nosić swoją kuriozalną nazwę – Adam Gilchrist, który jest też właścicielem LA Giltinis, wystawił ekipę z Austin na sprzedaż i ponoć zainteresowany kupiec już się znalazł. Druga ekipa Gilchrista, z Los Angeles, zagrała nie tylko o ligowe punkty, ale także o Champagne Cup z Rugby New York. W wielkim starciu Zachodu z Wschodem górą okazała się także drużyna australijskiego potentata – Giltinis (po raz drugi w tym sezonie z Tomem Mitchellem w składzie) rozgromili rywali 43:0. Dzięki temu w konferencji zachodniej Giltinis wskoczyli na drugie miejsce, za plecami Gilgronis. Na wschodzie prowadzi ekipa z Bostonu przez Atlantą (obie w ten weekend zwycięskie), a Nowy Jork jest na trzecim miejscu. Nadal bez zwycięstwa w lidze Old Glory DC i Dallas Jackals.

W południowoafrykańskiej lidze SLAR w najciekawiej zapowiadającym się spotkaniu urugwajski Peñarol pokonał chilijski Selknam 31:3. Do przerwy ekipa z Montevideo prowadziła tylko czterema punktami, ale w drugiej połowie odrobinę całkowicie zdominowała rywali (ten okres gry wygrała 28:0). W Selknamie nie zagrało jednak sporo ważnych graczy przebywających na zgrupowaniu reprezentacji kraju przygotowującej się do lipcowych baraży o Puchar Świata. W pozostałych meczach Cobras postraszyli Jaguares XV w pierwszej połowie (było 11:10), ale ostatecznie przegrali 11:35, a w starciu dwóch drużyn wypełnionych Argentyńczykami, kolumbijscy Cafeteros Pro nieoczekiwanie pokonali paragwajskich Olimpia Lions 16:12.

W Currie Cup: Prime Division jak zwykle ostatnio w środku tygodnia. Bulls wykorzystali pauzę Cheetahs i po zwycięstwie nad Western Province (45:34 po meczu, w którym obrona nie była zdaje się najistotniejszą sprawą na boisku) awansowali na pierwsze miejsce. Kontrowersje wzbudziło jednak zachowanie ich młynarza Bismarcka du Plessisa, który prawdopodobnie uderzył przeciwnika pięścią (TMO nie dało jednoznacznego dowodu). Tylko jedno przyłożenie padło za to w meczu Griquas z Sharks, przegranym przez gospodarzy 6:13. A Pumas rozgromili Lions 45:10 (ekipa z Johannesburga wciąż z kompletem porażek).

Na drugim poziomie drugie zwycięstwo w drugim meczu odniósł gruziński Black Lion – w pierwszym starciu z ekipą z Południowej Afryki pokonał Eastern Province 25:22 (cały mecz do obejrzenia tutaj). Natomiast Goshawks z Zimbabwe przegrali 5:48 z Griffons, a kenijscy Simbas w swoim debiucie ulegli Valke 14:51. Griffons, Valke i Black Lion z kompletem dwóch zwycięstw na czele tabeli.

Zakończył się sezon zasadniczy All-Ireland League. Dopiero w ostatniej kolejce awans do półfinałów z czwartego miejsca zapewnili sobie obrońcy tytułu Cork Constitution – pokonali wyżej sklasyfikowaną ekipę Lansdowne 21:17, choć przegrywali już 7:17. W półfinałach pary: Clontarf – Cork Constitution i Terenure College – Lansdowne. Cork jest jedyną drużyną w play-off spoza Dublina (a na jego potknięcie już czyhał ostatecznie piąty Dublin University).

Koniec rundy zasadniczej także w portugalskiej Divisão de Honra. Bezpośrednio do półfinałów awansowały ekipy Belenenses i Cascais. W ćwierćfinałach walczyć będą Direito, Agronomia, obrońcy tytułu Técnico i CDUL. Tu jednak to rozstawienie było już rozstrzygnięte przed tygodniem. Dwie czołowe drużyny zdecydowanie dominowały w lidze i miały kilkunastopunktową przewagę nad resztą stawki – dość powiedzieć, że w ten weekend Belenenses pokonało Técnico aż 80:12.

A tydzień temu rozegrano mecz o Copa Ibérica (czyli Puchar Iberyjski) – tradycyjne starcie mistrzów Hiszpanii i Portugalii. Spóźnione, bo zwykle odbywało się pod koniec roku, tymczasem w 2021 nie zostało rozegrane. Tym razem grano w Lizbonie i Técnico przegrało z hiszpańskim VRAC 8:44. To w tym sezonie jedna z niewielu jasnych chwil ekipy z Valladolid – seryjni mistrzowie kraju i zdobywcy tego pucharu (właśnie sięgnęli po niego szósty raz, w tym piąty z rzędu) w lidze radzą sobie kiepsko i grozi im, że nie zakwalifikują się do czołowej ósemki walczącej o tytuł (obecnie są na dziewiątym miejscu).

Niedopuszczenie Ealing Trailfindes do Premiership budzi ogromne kontrowersje. Jedynym kryterium licencyjnym, którego zwycięzcy Championship nie spełniali, jest pojemność ich stadionu – na widowni nie ma wymaganych 10 tys. miejsc. Klub ma plan jego rozbudowy, choć nie zdobył jeszcze pozwolenia – ale po co miał zdobywać, jeśli nie był pewny gry w Premiership. Co więcej, gdy spojrzeć na popularniejszą przecież od rugby piłkę nożną, w Premier League wymogi licencyjne w tym zakresie są niższe – tylko 5000 miejsc… Cóż, Trailfinders odwołali się od decyzji organów licencyjnych i czekają na kolejny werdykt.

W Szkocji zmiana w półprofesjonalnej lidze Super6: po rozegraniu jednego sezonu uznano, że gier było za mało. W tym roku więc będzie coś w rodzaju przystawki: od połowy kwietnia do połowy czerwca ma odbyć się Super6 Sprint Series, w której każda drużyna rozegra 7 spotkań. Mają być transmitowane na FreeSports i BBC Sport.

Po dwóch latach przerwy wrócił najstarszy siódemkowy turniej na świecie: Melrose Sevens. Wygrała go drużyna British Army, która pokonała w finale zaproszeniową ekipę Samurai 26:14. W półfinale pokonały ekipy ze Szkocji – Melrose i Currie. W turnieju wzięło udział 26 drużyn, w tym m.in. reprezentacja Belgii (przegrała z gospodarzami w ćwierćfinale).

Coraz więcej wiadomo o lipcowych testach. Ciekawe wieści z Urugwaju: najpierw zagrają dwa mecze w Japonii, a potem rozegrają u siebie dwa spotkania z Rumunią. Prawdopodobnie Rumuni nie zagrają jednak z Włochami, ale nadal w planach jest mecz Włochów z Gruzją, a mówi się też o starciu z Hiszpanią. Z kolei Szkoci wybierają się do Argentyny i coraz więcej się mówi o tym, że pierwsze swoje spotkanie zagrają przeciwko Chile, co byłoby niesamowitym wydarzeniem dla ich rywali.

Niedawno pisałem o zakończeniu mistrzostw kraju w Sri Lance. Tym razem gorsze wieści z tego kraju: minister sportu Namal Rajapaksa zawiesił tamtejszą federację. A parę dni temu ogłoszono, że kolejny mecz mistrza kraju, Kandy, odbędzie się bez publiczności – prawdopodobnie dlatego, że wygwizdywała grającego tam najmłodszego syna premiera tego kraju, Rohithę Rajapaksę (młodszego brata ministra sportu; z klanu wywodzi się też prezydent kraju, który jest bratem premiera). Rajapaksowie budzą niechęć nie tylko wśród kibiców rugby – są obwiniani za ogromny kryzys gospodarczy w kraju, a opozycja zarzuca im szereg nadużyć i przestępstw.

Poznaliśmy kolejnych mistrzów azjatyckich krajów: w Jordanii wśród mężczyzn została nim Sosruka (rozgrywki trwały miesiąc i uczestniczyły w nich trzy drużyny, wszystkie trzy ze stolicy kraju, Ammanu), a wśród kobiet Citadel (też trzy drużyny i też ze stolicy). Z kolei w Katarze złożona z ekspatów drużyna Doha RFC wygrała w finale z Camels. Tu też podobno odbywają się rozgrywki kobiece, choć tylko w dziesiątkach.

Rugby Europe ogłosiło program rozgrywek siódemkowych – Rugby Europe Sevens Series. Nasze reprezentacje, zarówno kobieca, jak i męska, grające na poziomach Championship, zagrają po dwa turnieje – w ostatni weekend czerwca i pierwszy lipca. Pierwsze turnieje w Lizbonie, drugie miały być pierwotnie w Rosji. Warto zwrócić uwagę, że wśród mężczyzn na poziomie Championship Anglii, Walii i Irlandii – nie brały udziału w ubiegłorocznej edycji i w tej znalazły się poziom niżej. U kobiet podobny los spotkał Anglię (ale nie Francję). Dla tych ekip oznacza to brak szans awansu na Puchar Świata w Rugby 7. W obu turniejach Championship mamy po 10 drużyn, więc być może nie będzie spadków (co kolejny raz może uratować naszych mężczyzn), a awansować mogą po dwie drużyny z Trophy. Fajna wiadomość jest taka, że turnieje siódemkowe zobaczymy też w Polsce – w Ząbkach odbędą się mistrzostwa Europy juniorów – chłopców na poziomie Championship i dziewcząt na poziomie Trophy, oczywiście z udziałem naszych reprezentacji.

Z wieści transferowych:

  • reprezentant Irlandii James Ryan po tym sezonie opuści Munster i przeniesie się do Anglii – podpisał kontrakt z Wasps;
  • już wcześniej zapowiadano odejście Fafa de Klerka z Sale Sharks – okazuje się, że jego nowym celem jest Japonia i będzie grać w NTT Docomo Red Hurricanes;
  • London Irish podpisali kontrakt z filarem reprezentacji Włoch Giosuè Zilocchim, który z przejściem z Zebre nie będzie czekał do końca sezonu;
  • koniec sportowej kariery ogłosił zaledwie 27-letni Dan Leavy, reprezentant Irlandii i gracz Leinsteru. Powodem jest kontuzja nogi, z którą zmagał się od 2019. Podobną decyzję podjął jego kolega z reprezentacji i klubu (choć ostatnio w Irish, a nie Dublinie) Seán O’Brien – ten jednak pogra jeszcze do końca sezonu.

Zmarł na raka 50-letni Tom Smith, były reprezentant Szkocji i gracz British & Irish Lions.

Polacy za granicą

Wieści o naszych reprezentantach z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • Ross Cooke (Tynedale – National League 2): cały mecz przeciwko Wharfedale, wygrany 42:37. Cooke zdobył ostatnie przyłożenie swojej drużyny, tuż przed końcowym gwizdkiem (i tak wyglądał w tym momencie). Tynedale awansowało z ósmego na siódme miejsce w tabeli, ale na więcej liczyć raczej nie może – na cztery mecze przed końcem traci do szóstych Hull Ionians 13 punktów;
  • Sam Stelmaszek (Macclesfield – North Premier): od pierwszej minuty w meczu przeciwko Wirral, wygranym 53:21. Stelmaszek zdobył dwa przyłożenia – można je obejrzeć na tym skrócie (dwa kolejne od ok. 3:10). Macclesfield nadal jest siódme w tabeli;
  • Grzegorz Szczepański (Bridgnorth – Midlands Premier): od pierwszej minuty w meczu przeciwko Scunthorpe, przegranym 48:51, i z dwoma przyłożeniami na swoim koncie. Bridgnorth utrzymało czwartą lokatę w lidze.

Francja:

  • Mateusz Bartoszek (Bassin d’Arcachon – Fédérale 1, grupa 1): od pierwszej minuty w meczu przeciwko Langon, przegranym 7:19. RCBA zachowało siódme miejsce w tabeli i na dwa mecze przed końcem rundy zasadniczej ma pewne miejsce w ósemce gwarantujące udział w play-off o awans do nowo tworzonej Nationale 2;
  • Kamil Bobryk (Vienne – Fédérale 1, grupa 2): z ławki rezerwowych w meczu z Issoire, przegranym 22:26. Mimo porażki Vienne nie tylko zachowało czwarte miejsce, ale dzięki przegranym innych drużyn z czołówki zagwarantowało sobie lokatę w pierwszej czwórce i awans do play-off o mistrzostwo Fédérale 1 (ma więc szansę na Nationale 1, a w przypadku niepowodzenia – pewny udział w Nationale 2);
  • Aleksander Nowicki (Hyères-Carqueiranne-La Crau – Fédérale 1, grupa 2): od początku meczu przeciwko Bédarrides Châteauneuf, wygranego 61:24. Na mecz przed końcem rundy zasadniczej RCHCC jest pierwsze w grupie z 96 punktami na koncie (i 27 punktami przewagi nad drugą drużyną).

Szkocja:

  • Craig Bachurzewski (Biggar – National League Division 1): z ławki rezerwowych w meczu z Galą, przegranym 26:29. Biggar pozostało na trzecim miejscu w tabeli, a ta porażka oznacza, że praktycznie straciło szansę na pierwsze miejsce (zajmowane przez Galę z 7 punktami przewagi);
  • Daniel Tomanek (Stirling Wolves – National League Division 1): od pierwszej minuty w meczu przeciwko Highland, przegranym 21:47. Wolves pozostali na dziewiątym miejscu w lidze i niezależnie od wyniku ostatniego spotkania tej lokaty już nie zmienią.

Walia:

  • Jakub Małecki (Burry Port – National League 2 West): z ławki rezerwowych w meczu z Pontarddulais, wygranym 30:15. Burry Port wróciło na pierwsze miejsce w lidze.

Zapowiedzi

W następny weekend w kraju wraca Ekstraliga. W dwunastej kolejce najciekawiej zapowiada się starcie dwóch czołowych drużyn tabeli, Ogniwa Sopot z Orkanem Sochaczew. Poza tym Posnania gra z Łodzią, Arka ze Skrą, Budowlani Lublin z Pogonią i Juvenia z Lechią. Poza tym w kraju kolejne mecze piętnastek juniorów.

Na arenie międzynarodowej trzy spotkania w ramach Rugby Europe International Championships – na poziomie Conference zagrają Malta z Cyprem i Serbia z Andorą.

W rugby klubowym na pierwszy plan wysuwa się rewanżowa runda (swoją drogą, koszmarny pomysł z tymi dwumeczami) Champions Cup i pierwsza runda play-off w mniej prestiżowych rozgrywkach, Challenge Cup. Grają też oczywiście ekipy Super Rugby (już we wtorek tutaj nadrabianie zaległości), a w weekend normalna kolejka.

A latający cyrk World Rugby Sevens Series z Singapuru przenosi się do Vancouver – znów tylko turniej męski.

3 komentarze do “Przed nami Gruzja, Rumunia, Hiszpania…”

  1. To był cudowny weekend w Gdyni! Panie i Panowie: warto jeździć na mecze 🙂 Atmosfera genialna, ale wg mnie zbyt dużo wolnych miejsc jak na mecz o takim ciężarze gatunkowym.

    Mam mnóstwo pytań do RE, ale wiem że oni mi raczej nie odpowiedzą… Zastanawiam się jak będzie wyglądało REIC w przyszłym sezonie. Czy jedna grupa i mecze już od jesieni? Czy dwie grupy i następny mecz o punkty dopiero za rok? Czy PZR zorganizuje nam jakieś mecze sparingowe do tego czasu? Przydałoby się, bo jeśli zachowa się regulamin obowiązujący w REIC od kilku lat, to przez około 11 miesięcy nie zagramy żadnego meczu a to byłaby katastrofa.

    Ku pokrzepieniu serc powiem, że z Gruzją graliśmy dwa razy i dwa razy ich ograliśmy 😉 Niech sie nas boją 😉

    A tak całkiem serio to dowiedziałem się trochę o Minkiewiczu i Palamarczuku, a czy ktoś coś wie o Sikorskim. Ludzie na stadionie kompletnie nic nie wiedzieli. Może macie jakieś info?

    Odpowiedz
    • Do RE to wielu ma pytania, które pozostają bez odpowiedzi 🙂 A Ethan Sikorski tylko tyle na ten moment (sam nie miałem czasu się rozglądać, polegam na tym, co dostałem): gra w North Walsham jako młynarz lub rwacz, zdobywa sporo przyłożeń i studiuje medycynę 🙂

      Odpowiedz

Skomentuj Michał Dudek Anuluj pisanie odpowiedzi