Piękna sobota na Murrayfield i Stadio Olimpico

W Pucharze Sześciu Narodów tym razem aż dwóch faworytów podgryzionych: Szkoci znowu odarli z marzeń o wielkim szlemie Francuzów, a Włosi pierwszy raz w historii pokonali Anglików. Poza tym Niemcy spadają z Men’s Rugby Europe Championship (o mistrzostwo powalczą Gruzja z Portugalią), Brumbies zostali zatrzymani w Super Rugby Pacific, a Black Ferns i Blitzboks wygrywali w Vancouverze w SVNS 1.

Puchar Sześciu Narodów

Puchar Sześciu Narodów zbliża się do końca. W ten weekend rozegrano przedostatnią rundę spotkań, nie bez drobnych komplikacji spowodowanych koniecznością zmiany jednego z sędziów (kłopoty z połączeniami lotniczymi między Europą i antypodami).

Irlandia – Walia 27:17. Andy Farrell trochę poeksperymentował – do wyjściowego składu wprowadził trzech graczy Ulsteru (zatem łącznie było ich tam pięciu). Zmiany nie było na „dziesiątce”, gdzie znów postawił na Jacka Crowley’a, zwrócił też uwagę brak Bundee Akiego mimo końca jego zawieszenia. Trzy rotacje były u Walijczyków, gdzie m.in. do składu wrócił Dan Edwards; do tego na ławce pojawił się debiutant Louie Hennessey z Bath. Mimo eksperymentów Irlandczycy spotkanie wygrali, choć faworytom nie przyszło to tak łatwo, jak można było się przed meczem spodziewać. Zaczęli z impetem – pierwsze przyłożenie już po kilku minutach, zaraz potem kolejne, choć unieważnione przez TMO. Potem jednak ich presja została przełamana i to Walijczycy zaatakowali. Sygnał dał znakomitym 50:22 Louis Rees-Zammit, pierwsze punkty zaliczyli z kopu z karnego, potem w podobnych sytuacjach grali o pełną stawkę, jednak bez skutku. Irlandczycy dopiero tuż przed końcem pierwszej części spotkania dorzucili drugie przyłożenie, ale moment później lokalni kibice przeżyli spory szok – filar Rhys Carré przeszedł jak wiatr przez obronę gospodarzy (https://x.com/i/status/2030027391691599888) i zrobiło się tylko 12:10. Po przerwie Irlandczycy po kolejnej siedmiopunktowej akcji znowu odskoczyli na dystans 9 oczek (mimo pewnych kontrowersji związanych z przyłożeniem), ale nie potrafili pójść za ciosem. Zemściło się to na nich, gdy Walijczycy znów skutecznie zaatakowali i jeszcze zmniejszyli stratę do dwóch punkcików. Zawodnicy z „zielonej wyspy” co prawda zaliczyli kolejne, bonusowe przyłożenie, ale wobec braku skutecznego podwyższenia różnica 7 punktów dawała nadzieję Walijczykom co najmniej na remis. Końcówkę kontrolowali jednak Irlandczycy, którzy po karnym powiększyli prowadzenie, a po upływie 80 minut wykopali piłkę w aut. Walia nadspodziewanie uparta, wypadła lepiej niż oczekiwano, a Steve Tandy uznał ten mecz za najlepszy w wykonaniu swojej drużyny pod jego wodzą. Irlandczycy jednak zwycięzcy, choć chyba trzeba zacząć się zastanawiać, czy nie kończy się epoka Tadgha Furlonga.

Szkocja – Francja 50:40. Gregor Townsend zastąpił Duhana van der Merwe Darcym Grahamem (pierwszy raz w wyjściowym składzie), a na ławce posadził aż sześciu graczy młyna. Z kolei u Francuzów nastąpiło pięć zmian: Fabien Galthié wymienił wspieraczy i środkowych (niemal w komplecie zmienionych potem tuż po przerwie – wszyscy zawiedli), ponadto wrócił do składu Mathieu Jalibert. A na Murrayfield padło aż 13 przyłożeń. Pierwsze zaliczył Graham już po paru minutach gry, ale potem kontrolować mecz zaczęli Francuzi i gdy po dwóch przyłożeniach ich znakomitych skrzydłowych zrobiło się 7:14 wydawało się, że teraz już odjadą (pierwsze z nich, Louisa Bielle’a-Biarrey’a po świetnym odbiorze piłki przez Antoine’a Duponta, wyśrubowało osobisty rekord skrzydłowego – dziewiąty kolejny mecz 6N z przyłożeniem; przy drugim Bielle-Biarrey zaliczył asystę). Jednak gospodarze pokazali, że mają sposób na znakomity atak Francji, a kolejne dwa przyłożenia zdobyli właśnie oni i do przerwy prowadzili 19:14. Zaś po przerwie urządzili prawdziwy koncert gry – po 4 przyłożeniach w ciągu 25 minut zrobiło się 47:14 (imponował Kyle Steyn, który przed przerwą wszedł w obronę rywali jak w masło, a po przerwie przechwycił podanie Duponta i przebiegł pół boiska; swoje rekordowe 37. przyłożenie dla Szkocji zaliczył też Graham). Szkoci nie próbowali fizycznie zdominować rywali, ale odpowiadali szybkością na szybkość i tym bardzo zaskoczyli gości. Ci przebudzili się dopiero w ostatnim kwadransie – wtedy to oni zdobyli 4 przyłożenia (dwa z nich Thomasa Ramosa, który uzbierał 20 punktów; dwa po kolejnych asystach Bielle’a-Biarrey’a). I choć nie odwróciły losów meczu, mogą okazać się bezcenne dla losów turnieju i bolesne dla Szkotów: dały Francuzom ofensywny punkt bonusowy, przez co Szkoci nie znaleźli się na fotelu lidera, oraz zmniejszyły różnicę małych punktów, która jest decydująca w przypadku identycznego dorobku punktowego. Jednak jedno mają bezpowrotnie stracone – szansę na wielkiego szlema, a mecz boleśnie przypomniał wizytę Tuluzy w Glasgow w grudniu tego roku. Cóż, w ostatnich latach dwukrotnie Szkoci stawali Francuzom na drodze do zwycięstwa w turnieju. Czy tym razem ta porażka będzie miała podobny skutek? Z kolegi gospodarze tego meczu, po fatalnym starcie w Rzymie w kolejnych meczach spisują się znacznie lepiej.

Włochy – Anglia 23:18. Z kilku zmian w składzie gospodarzy najbardziej zwracał uwagę powrót Nacho Brexa i brak kontuzjowanego znowu Ange Capuozzo. Z kolei Steve Borthwick przeprowadził rewolucję, wymieniając aż dziewięciu zawodników z wyjściowej piętnastki. Niemal w całości zmienił atak (brakowało np. George’a Forda zastąpionego przez Fina Smitha), Henry Pollock wrócił na ławkę rezerwowych. Zmiany w młynie spowodowały neutralizację niezwykle groźnej włoskiej broni – ich młyna, w którym demolowali rywali we wcześniejszych meczach tego turnieju. Jednak jak nie młynem to w inny sposób – tym razem gwiazdą był środkowy Tommaso Menoncello, a kluczowa okazała się obrona (tu imponował m.in. drugi środkowy, Brex). Włosi przetrwali napór Anglików z początku spotkania, a po 20 minutach otworzyli wynik karnym. Strony zmieniały się na prowadzeniu w tej części meczu jeszcze trzykrotnie – Włosi zaliczyli znakomite przyłożenie Menoncello, ale do przerwy było 10:12 (dwa przyłożenia dla graczy z Albionu z udziałem Fina Smitha). Po przerwie Anglicy dzięki karnym Fina Smitha zwiększyli przewagę do 8 oczek, a po żółtej kartce Giacoma Nicotery wydawało się, że mają wygraną w ręku. Nic z tego – dyscyplina zawiodła po ich stronie i blisko 20 minut grali w osłabieniu (m.in. żółty kartonik za głupie zagranie obejrzał Itoje), a Włosi nabierali tempa. Paolo Garbisi zmniejszył stratę dwoma karnymi do 2 punktów. Mógł dać prowadzenie, ale przy kolejnym karnym, grając z podwójną przewagą, Włosi zagrali o pełną stawkę i skończyli z maulem wypchniętym w aut. Kilka minut później udało im się jednak zdobyć decydujące punkty – wyśmienicie ruszył skrzydłem Menoncello, który obsłużył rezerwowego Leandro Marina. A niemylący się z podstawki Garbisi dorzucił dwa oczka. Włosi odtąd kontrolowali spotkanie i ostatecznie wygraną dowieźli do końca – wygraną historyczną, bo pierwszą odniesioną nad Anglią. Czy nieoczekiwaną? Nie do końca, bo po znakomitych występach Włochów w poprzednich spotkaniach wielu widziało nadzieję na ich wygraną w Rzymie. Zaś dla Steve’a Borthwicka tegoroczny Puchar Sześciu Narodów zamienił się w koszmar – póki co jego drużyna zajmuje przedostatnie miejsce, a na koniec czeka ją mecz z Francją.

Trzy drużyny mają szansę na wygraną w turnieju. Prowadzą Francuzi i pięciopunktowa wygrana z Anglią zagwarantuje im końcowy sukces (przy równej liczbie punktów wyprzedzą Szkotów). Jednak jakiekolwiek potknięcie „trójkolorowych” może oznaczać spadek na drugą lokatę – wyprzedzić będą ich mogli Szkoci i Irlandczycy, którzy zagrają ze sobą. Z kolei głównym kandydatem do drewnianej łyżki są Walijczycy, ale gdyby im udało się za tydzień pokonać Włochów, kto wie, czy tego „trofeum” nie zdobędą Anglicy (który w razie wygranej nad Francją mogą liczyć co najwyżej na czwartą lokatę, choć przecież przed turniejem byli faworytem bukmacherów).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Francja416
2.Szkocja416
3.Irlandia414
4. ↑Włochy49
5. ↓Anglia45
6. Walia41

A czy jest o co w ogóle grać? Puchar od dekady lat wręczany zwycięzcom turnieju spłonął w samochodzie, którym przewożono go z Limericku do Dublina. Warto jednak pamiętać, że wręczanie jakiegokolwiek trofeum dla triumfatora tej rywalizacji to pomysł stosunkowo świeży – pierwszy raz zrobiono to dopiero w 1993, po ponad stu latach rozgrywania turnieju.

Rugby Europe International Championships

W Men’s Rugby Europe Championship zobaczyliśmy półfinały. Zadecydowały nie tylko o tym, kto powalczy o zwycięstwo w tegorocznym turnieju, ale także o tym, kto spadnie na poziom Trophy.

Szwajcaria – Niemcy 35:25. Właśnie po tym meczu okazało się, kto opuści MREC w przyszłym sezonie – ostatni przed rokiem Niemcy potrzebowali zwycięstwa, aby zachować szansę na utrzymanie. Ściągnęli na ten mecz m.in. swoją gwiazdę, zawodnika Vannes, Erica Marksa. Na próżno – Marks po kwadransie gry zobaczył żółtą kartkę, a chwilę potem jego drużyna została na boisku w trzynastkę po 20-minutowej czerwonej kartce kapitana Justina Renca. Gospodarze wyszli na prowadzenie i choć w drugiej połowie stracili je po dwóch przyłożeniach Niemców w krótkim odstępie czasu, na 10 minut przed końcem wrócili na czoło. W końcówce goście mieli jeszcze szansę, ale Szwajcarzy wybronili się i w ostatniej akcji meczu dobili rywali.

Belgia – Holandia 40:15. Drugi rok z rzędu ze zmagań niderlandzkich rywali górą wyszli Belgowie, którzy znakomicie zaczęli spotkanie. Ilekroć wchodzili w pole 22 m gości, tylekroć zaliczali punkty i po 25 minutach prowadzili 20:0. Potem w ich tryby wdarło się nieco piachu – Holendrzy wreszcie odpowiedzieli, a na koniec pierwszej połowy czerwoną kartkę zobaczył belgijski łącznik młyna Julien Berger i gospodarze całą drugą połowę grali w osłabieniu. Jednak mimo to utrzymywali przewagę dzięki karnym Floriana Remue (z podstawki zdobył w tym meczu 18 punktów, chybiając tylko raz). Na 10 minut przed końcem Belgowie zostali po żółtej kartce w trzynastkę, a Holendrzy natychmiast to wykorzystali i zmniejszyli stratę do 11 punktów. W ich sercach zaświtała nadzieja, jednak pozostały okres gry w podwójnej przewadze totalnie zawalili, tracąc dwa przyłożenia (drugie z nich po przechwycie Remue na środku boiska).

Gruzja – Rumunia 53:30. Będący faworytami spotkania Gruzini włączyli do kadry kilku zawodników dotąd niegrających, w tym ubiegłotygodniowego debiutanta z Top 14, Michaiła Szioszwiliego. Rumuni zagrali z urodzonym i wychowanym w Kanadzie Loganem Weidnerem (do którego zakusy robili też Amerykanie) i trzema kolejnymi debiutantami o korzeniach południowoafrykańskich. I do 20. minuty dzięki karnym prowadzili. Potem jednak Gruzini zaczęli zdobywać przyłożenia (m.in. Akaki Tabucadze) i do przerwy to oni wygrywali 15:9. Po przerwie gospodarze meczu wreszcie się rozpędzili – do swojego dorobku dorzucili 6 kolejnych przyłożeń (w tym kolejne Tabucadzego) i choć Rumuni się odgryzali, na zmianę rezultatu nie mieli szansy. Tym bardziej, że zawodziła ich dyscyplina – w drugiej odsłonie meczu zaliczyli aż cztery żółte kartki, przez 10 minut grając nawet w trzynastkę (przeciwko czternastu rywalom).

Portugalia – Hiszpania 26:7. Iberyjskie derby zapowiadały się bardzo ciekawie, tymczasem konsekwentna gra Portugalczyków dała im pewne zwycięstwo nad sąsiadami. Bardzo długo tylko gospodarze zdobywali punkty w tym spotkaniu, imponując w obronie, w której zatrzymywali naszpikowanych graczami z Top 14 i Pro D2 gości – pierwszą połowę po przyłożeniu grającego tym razem na pozycji środkowego Rodrigo Marty i kopach Domingosa Cabrala wygrali 13:0, a w ciągu pierwszych 20 minut drugiej połowy ci sami dwaj zawodnicy wyprowadzili ją na prowadzenie 23:0. Dopiero w 67. minucie Hiszpanie wpisali się na tablicę wyników, ale było zbyt późno, aby zmienić losy meczu.

Skład zaplanowanych na kolejny weekend madryckich finałów: o pierwsze miejsce Gruzja – Portugalia, o trzecie Hiszpania – Rumunia, o piąte Belgia – Szwajcaria, a o siódme Holandia – Niemcy.

Super Rugby Pacific

Na antypodach rozegrano czwartą kolejkę Super Rugby Pacific.

Brumbies – Reds 31:34. Australijskie derby zakończyły się pierwszą porażką w tym sezonie stołecznych Brumbies – po prawdziwym dreszczowcu, w którym ekipy sześciokrotnie zmieniały się na prowadzeniu i obu w pewnych momentach mogło się zdawać, że zdobyły kontrolę nad spotkaniem. Zaczęło się od 12:0 po zaledwie 10 minutach, ale kolejne 20 minut przyniosło 17 punktów dla Reds. W pierwszej połowie jeszcze dwukrotnie drużyny wymieniły się punktami, a goście schodzili do szatni z jednym punktem przewagi. Po przerwie kibice długo czekali na punkty, aż wreszcie gospodarze zdobyli dwa przyłożenia i na 5 minut przed końcem zrobiło się 31:20. Wydawało się, że tej przewagi nie można roztrwonić, ale w 79. minucie goście zdobyli jedno przyłożenie, a w doliczonym czasie gry kolejnym dał im zwycięstwo znakomity Carter Gordon (rozgrywający drugi mecz po powrocie z rugby league). Niesamowite spotkanie, z końcówką, której nie przewidziałby absolutnie nikt.

Poza tym:

  • Chiefs – Moana Pasifika 57:24 (do składu gospodarzy powrócił Damian McKenzie i mocno przyczynił się do wygranej; Chiefs zdobyli 9 przyłożeń, w tym trzy zapisał na swoje konto skrzydłowy Leroy Carter);
  • Waratahs – Hurricanes 19:59 (fatalny wieczór gospodarzy – już na rozgrzewce kontuzję złapał Joseph Aukuso Sua’ali’i, a potem stracili 9 przyłożeń, zdobytych przez gości mimo kłopotów z autami – w tym hat-trick środkowego Billy’ego Proctora; nie pomógł Waratahs kolejny już w tym sezonie dublet Maxa Jorgensena);
  • Highlanders – Western Force 39:31 (prawdziwy ofensywny festiwal – obie drużyny zdobyły po pięć przyłożeń; goście dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, na koniec pierwszej połowy i 10 minut przed końcem meczu, jednak nie udało im się sięgnąć po wygraną);
  • Blues – Crusaders 29:13 (nowozelandzki klasyk skończony pewnym zwycięstwem Blues, dla których pierwszy mecz w tym sezonie zagrał Beauden Barrett; hat-trick zaliczył skrzydłowy Caleb Clarke).

Mimo porażki Brumbies utrzymali się na pierwszym miejscu ligowej tabeli. Za ich plecami nowozelandzki peleton – Chiefs, Hurricanes i Blues (na piąte miejsce spadła druga australijska drużyna, Waratahs). Na końcu tabeli po jednym zwycięstwie na koncie mają obie ekipy wyspiarskie, Western Force i nieoczekiwanie Crusaders.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Brumbies415
2. ↑Chiefs413
3. ↑Hurricanes311
4. ↑Blues410
5. ↓↓↓Waratahs310
6.Reds39
7. ↑Highlanders49
8. ↓Crusaders45
9. ↑Fijian Drua34
10. ↓Western Force44
11.Moana Pasifika44

SVNS

W kanadyjskim Vancouverze rozegrano piątą (przedostatnią) rundę pierwszej fazy tegorocznych rozgrywek SVNS 1.

U panów niespodziankę mieliśmy już w fazie grupowej – do półfinałów nie awansowali reprezentanci Nowej Zelandii. Już w pierwszym swoim meczu, choć prowadzili do przerwy 10:0, przegrali z Hiszpanią (do której składu wrócił Pol Pla) 10:12. Nadzieję na awans mieli do końca, ale w ostatnim meczu tej rundy ulegli Południowej Afryce 12:17. W tej sytuacji to Blitzboks i Hiszpanie awansowali dalej. W drugiej grupie kwalifikację wywalczyły drużyny Fidżi (Viwa Naduvalo już w pierwszym meczu przekroczył barierę 100 przyłożeń w SVNS, a potem jeszcze ten licznik podbijał) i Australii, w pokonanym polu pozostawiając Francuzów i przyzwyczajających nas do ostatnich miejsc w grupie Argentyńczyków.

W półfinale kolejny raz błysnęli Hiszpanie, którzy pokonali Fidżyjczyków 24:17 (zaczęli od prowadzenia 17:0 po zaledwie 4 minutach, Fidżyjczycy wyrównali, ale na koniec jeszcze raz zapunktowała europejska drużyna). Ich rywalem w finale byli Blitzboks, którzy ograli Australijczyków 19:12. W finale jednak Hiszpania nie miała szans – Południowa Afryka zdecydowanie wygrała 38:12 i odniosła trzeci triumf w tym sezonie. Ale dla Europejczyków druga lokata to i tak sukces – to był ich dopiero trzeci turniejowy finał w historii. Trzecie miejsce na podium zajęło Fidżi – jedyna ekipa nieschodząca z niego od początku tego sezonu.

W klasyfikacji generalnej nadal na pierwszym miejscu Fidżi, ale z wyspiarzami punktami zrównała się Południowa Afryka. Już 16 punktów straty ma Nowa Zelandia, której deptają po piętach kolejne drużyny z Australią na czele.

U pań to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni: dominacja Australijek i Nowozelandek. Obie te ekipy pewnie wygrały swoje grupy z kompletem zwycięstw, a prawdziwą gwiazdą rywalizacji była Australijka Maddison Levi, która w trzech meczach zaliczyła aż osiem przyłożeń. Symboliczny próg osiągnęła Nowozelandka Jorja Miller, która dobiła do 100 przyłożeń zdobytych w cyklu (a ma dopiero 22 lata). Prawdziwa walka toczyła się o drugie miejsca w grupie, po które, podobnie jak w Perth i Kapsztadzie, sięgnęły Francuzki i Amerykanki.

W półfinałach faworytki także wygrywały: Nowozelandki z Amerykankami 19:12 (kolejne dwa przyłożenia Miller), a Australijki z Francuzkami 14:5. W finale trzeci raz z rzędu górą okazały się być Black Ferns – wygrały 24:17 mimo kolejnych dwóch przyłożeń Maddison Levi (po pięciu turniejach tego sezonu ma ich już na koncie 40!). W meczu o trzecie miejsce Amerykanki zrewanżowały się Francuzkom za porażkę z analogicznego starcia w poprzednim turnieju – wygrały 35:21.

W klasyfikacji cyklu bez zmian. Nowa Zelandia umocniła się na pierwszym miejscu zwiększając przewagę nad Australią do sześciu punktów. Kolejne drużyny już z bardzo dużą stratą – Amerykanki i Francuzki walczą o trzecie miejsce (póki co USA ma 4 punkty przewagi).

Z kraju

Pogoń Siedlce rozegrała kolejny zimowy sparing – tym razem z młodzieżówką francuskiego Lyonu. Porażka mistrzów Polski 17:104 dużo mówi o przepaści dzielących polskie rugby od tego w czołowych krajach. W kraju zmierzyły się Juvenia Kraków z PGE Edachem Budowlanymi Lublin.

Polska trafiła jednak do kobiecego rankingu World Rugby – wygląda na to, że mecz z Czeszkami uznano za mecz testowy. Polki zaczynają od 40. miejsca w stawce 70 drużyn – zawdzięczamy to 40 punktom przydzielonym z urzędu za pierwszy mecz, niezależnie od jego wyniku.

Mecz Polski ze Szwecją w ramach Rugby Europe Trophy ostatecznie odbędzie się w Gdyni. Start zaplanowano na niedzielę, 12 kwietnia, godz. 15:00. Cieszy fakt, że spotkanie ma być transmitowane w telewizji (na kanale Polsat Sport 2).

Lechia Gdańsk pożegnała się z dotychczasowym sponsorem tytularnym, firmą Drew Pal 2.

Z wieści transferowych: Orlen Orkan Sochaczew sprowadza zagranicznego obrońcę, Harrisona Astley’a, który poprzednie dwa sezony grał w Anglii na czwartym poziomie ligowym w barwach Hull.

Ze świata

Oprócz meczów Pucharu Sześciu Narodów mieliśmy też w piątek towarzyskie starcie włoskich rezerw (Włochy XV) z reprezentacją Chile. Wygrali Włosi 33:26, ale było ciekawie (na kwadrans przed końcem drużyny dzieliły 2 punkty, dopiero wtedy gospodarze odjechali).

W meczach czwartej kolejki Pucharu Sześciu Narodów U20 triumfowali faworyci: Szkoci przegrali 26:45 z Francuzami (młode „koguty” już do przerwy prowadziły 31:0), Włosi ulegli Anglikom 17:37 (tu dla odmiany zadecydowało ostatnie pół godziny – jeszcze w 50 minucie gospodarze zmniejszyli stratę do 3 punktów), a Irlandia wygrała z Walią 48:33 (choć Walijczycy zaliczyli zabójczy początek meczu, gdy w ciągu pierwszych 5 minut zdobyli dwa przyłożenia).

W 23. kolejce Pro D2 mieliśmy dwa starcia pomiędzy zespołami z czołowej szóstki. W pierwszym z nich, czwartkowym, wicelider z Colomiers przegrał 10:23 z Brive, które dzięki temu uratowało szóste miejsce w tabeli. Zadecydowało aż sześć skutecznych karnych Jamiego Shillcocka (który błysnął także imponującym 50:22, a raczej 5:22), a pod koniec meczu mieliśmy przerwę spowodowaną koniecznością interwencji strażaków na stadionie. W drugim z meczów między ekipami z czołówki, na koniec kolejki, czwarte dotąd Valence Romans uległo liderowi z Vannes 26:36. Dla Bretończyków to była już ósma wygrana z rzędu, a ich przewaga nad drugim Colomiers wzrosła do 17 punktów.

Szansę na zrzucenie Colomiers z drugiego miejsca mieli gracze Provence, ale ci nieoczekiwanie ulegli na wyjeździe broniącemu się przed spadkiem Biarritz 18:26 (swoją drogą, Provence już do końca sezonu będzie musiało radzić sobie bez trzecioliniowca Guillaume’a Piazzoliego, którzy za czerwoną kartkę sprzed tygodnia dostał aż 19-tygodniowe zawieszenie – zdecydowała brutalność w warunkach recydywy). Awans odnotowało natomiast Oyonnax (z piątego na czwarte miejsce) po pewnym zwycięstwie nad Dax 52:16.

Poza tym Agen pokonało Carcassonne 54:17 (wciąż brakuje mu dwóch oczek do szóstego miejsca; natomiast beniaminek, który już od 17. minuty grał w osłabieniu po czerwonej kartce, i w tym okresie dodatkowo zaliczył dwie żółte, pozostał ostatni), Aurillac wygrało z Nevers 41:35 (szalone spotkanie z dziewięcioma przyłożeniami, w którym goście mieli piłkę meczową w doliczonym czasie gry), Grenoble zwyciężyło Soyaux Angoulême 24:20 (dzięki 7-punktowej akcji z ostatniej minuty meczu – przyłożenie Hugo Trouilloud i podwyższenie jego brata Romaina), a Mont-de-Marsan wydobyło się ze strefy spadkowej wygrywając z Béziers 41:24 (pomógł hat-trick, który zaliczył Sam Tuifua; na przedostatnim miejscu tabeli zwycięzców z tego spotkania zmieniło Dax).

W Japan Rugby League One rozegrano zaległe spotkanie – czwarta drużyna ligi, Tokyo Sungoliath, nieoczekiwanie przegrała z przedostatnimi w tabeli Sagamihara Dynaboars 15:34. Głównym aktorem spotkania był Shun Miyake (w tym sezonie wrócił do Japonii z Nowej Zelandii, gdzie dwa sezony występował w rozgrywkach NPC) – zaliczył hat-tricka przyłożeń i do tego dorzucił trzy skuteczne kopy, w sumie 22 punkty. Dzięki temu Dynaboars awansowali na dziesiąte miejsce w lidze.

Trzecia kolejka Super Rugby Americas rozpoczęła się parą wewnętrznych starć drużyn z Argentyny – i oba były niezwykle zacięte. W pierwszym Pampas zwyciężyli niepokonanego dotąd beniaminka rozgrywek, Capibaras, 25:20 (w składzie zwycięzców zadebiutował reprezentant Argentyny Santiago Cordero). W tej sytuacji jedyną ekipą z kompletem zwycięstw pozostali Tarucas, którzy wygrali 29:26 z Dogos (choć goście długo prowadzili, a w pierwszej połowie jako jedyni zdobywali przyłożenia). Poza tym pierwsze zwycięstwo w sezonie odniósł broniący tytułu Peñarol, który pokonał Selknam 40:27 (jednak miał ułatwione zadanie – Chilijczycy grali rezerwami, bo aż 22 zawodników drużyny było we Włoszech z reprezentacją kraju). Pierwszy raz wygrali też Cobras – 21:19 po zaciętym pojedynku z Yacaré (Paragwajczykom brakło do remisu skutecznego podwyższenia po przyłożeniu w ostatniej akcji meczu).

W Hiszpanii rozpoczęła się druga część sezonu División de Honor – stawka ligowa została podzielona na grupę mistrzowską i spadkową. Już pierwsza część sezonu dostarczyła nam sporej niespodzianki: broniący tytułu zespół El Salvador z Valladolid, któremu w ciągu ostatnich 15 lat tylko raz zdarzyło się nie awansować do półfinałów rywalizacji, w pierwszej fazie rozgrywek zajął dopiero dziesiąte, przedostatnie miejsce (z bilansem 4 zwycięstw i 6 porażek), i teraz broni się przed spadkiem. Grupę mistrzowską wygrał lokalny rywal, VRAC, a do czołowej szóstki awansował m.in. także beniaminek, Liceo Frances. W pierwszych meczach grupy mistrzowskiej m.in. VRAC pokonało Liceo Frances 30:22, a Alcobendas zremisowało z Burgos 33:33. W grupie spadkowej El Salvador zaczął obronę ligowego bytu od wygranej 27:26 nad ekipą Santboiana.

W półfinałach Prem Rugby Cup pewnie wygrywali gospodarze. Exeter Chiefs pokonali Northampton Saints 31:14, a Leicester Tigers ograli Bath 46:21. Finał za tydzień na Welford Road.

W Południowej Afryce ruszyły rozgrywki SA Cup – zmagania 10 drużyn prowincjonalnych, z których cztery awansują do Currie Cup (gdzie dołączą do zespołów na co dzień grających w URC). Od zwycięstw zaczęli rywalizację ubiegłoroczni finaliści: Pumas wygrali 28:26 na wyjeździe z SWD Eagles, a Griquas rozgromili aż 101:7 Leopards. Od porażki rywalizację zaczęli Cheetahs – w starciu ubiegłorocznych półfinalistów ulegli 24:34 Boland Cavaliers.

Tydzień po zdobyciu mistrzostwa kraju ekipa CR&FC zgarnęła podwójną koronę zwyciężając rozgrywki pucharowe na Sri Lance i zgarniając Clifford Cup. W finałowym starciu dzięki czterem karnym Thenuki Nanayakkary pokonała zespół Havelock SC (który w półfinale nieoczekiwanie wygrał 41:38 z Kaldy SC). Teraz zaczyna się sezon reprezentacyjny, a w ramach przygotować do mistrzostw Azji Lankijczycy planują na przełomie kwietnia i maja dwa mecze z reprezentacją Nowej Zelandii do 85 kg (podobnie jak rok temu).

W Szkocji za tydzień miano rozegrać drugi półfinał tamtejszej Premiership – jednak nie dojdzie do skutku. Watsonians, którzy zyskali awans do niego przed tygodniem po porażce konkurentów w zaległym spotkaniu, ogłosili, że na spotkanie z Ayr nie pojadą. Termin półfinału pokrywa się bowiem z meczem Szkotów w Pucharze Sześciu Narodów, na który wyjeżdża część składu, do tego dochodzi wieczór kawalerski i kontuzje, w efekcie pozostało im tylko 19 zawodników. A ponieważ rywale nie zgodzili się na przełożenie spotkania, Edynburczycy zdecydowali się po prostu odstąpić od jego rozegrania.

Pojawiła się pierwsza informacja dotycząca kwalifikacji do Pucharu Świata w 2031. Dotyczy strefy afrykańskiej, a znaleźć ją można na facebookowym profilu federacji Lesotho. Przewidziano trzy etapy, na każdym wchodziłyby do gry kolejne drużyny, a całość miałaby trwać od 2026 do 2029.

Malcolm Marx został uznany najlepszym graczem Południowej Afryki w 2025 (nic dziwnego, w końcu uznano go też najlepszym rugbystą na świecie). Najlepszym młodym graczem został Ethan Hooker. U kobiet triumfowały odpowiednio Nadine Roos i Byrhandré Dolf. A najlepszym trenerem został Rassie Erasmus, choć wydaje się, że w tym roku każdy z trzech jego nominowanych konkurentów chyba odrobinę bardziej zasłużył na to wyróżnienie (Swys de Bruin – ogromny postęp reprezentacji kobiet, Kevin Foote – mistrzostwo świata U20, Philip Snyman – mistrzostwo SVNS).

Z wieści transferowych:

  • najbardziej chyba pożądany stołek trenerski na świecie, posadę szkoleniowca All Blacks, po odejściu Scotta Robertsona obejmuje Dave Rennie, były selekcjoner Australii, a także były trener Chiefs, Glasgow Warriors, ostatnio pracujący w Kobe Steelers. Pierwszy gorący temat po nominacji? Chciałby móc powoływać Nowozelandczyków grających za granicą, na czele z Brodiem Retallickiem (którego trenuje w Kobe);
  • Alfie Barbeary ponoć przejdzie z Bath do Saracens;
  • filar reprezentacji Argentyny Thomas Gallo, po tym sezonie przejdzie z Benettona do Lyonu.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • Max Łoboda (Caldy RFC, Champ): zagrał cały mecz z Bedford Blues, przegrany 19:23. Caldy jest dziesiąte w lidze;
  • Tomasz Poźniak (Esher RFC, National League 2 East): zagrał niemal całe spotkanie z Dorking, przegrane 5:30. Jego drużyna jest jedenasta w swojej grupie.

Belgia:

  • Paweł Bartoszewicz-Malicki (ASUB Waterloo, D1): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Dendermonde, przegranym 13:16. ASUB pozostało szóste w lidze.

Francja:

  • Quentin Cieslinski (Stade Métropolitain, Nationale 2 – grupa 2): zagrał drugą połowę meczu z Lannemezan, wygranego 37:15. Métro zajmuje ósme miejsce w grupie;
  • Mateusz Bartoszek (RC Bassin d’Arcachon, Fédérale 1 – grupa 1): zagrał 65 minut w meczu z Floirac, przegranym 16:18. RCBA jest trzecie w swojej grupie;
  • Andrzej Charlat (AS Monaco Rugby, Fédérale 2 – grupa 3): zagrał 80 minut i zdobył przyłożenie w meczu z RC Méditerranée, wygranym 37:27. Monaco pewnie przewodzi w tabeli swojej grupy.

Szkocja:

  • Ronan Seydak (Heriot’s RC, Premiership): wyszedł w podstawowym składzie w półfinale rozgrywek ligowych, przegranym z Currie Chieftains 7:36.

Walia:

  • Jake Wisniewski (Pontypool RFC, Super Rygbi Cymru): zagrał ostatni kwadrans półfinałowego pojedynku w pucharze ligi, przegranego z Llandovery 24:26.

Zapowiedzi

Kolejny weekend przyniesie mnóstwo emocji rugbowych. Po zimowej przerwie wracają rozgrywki krajowe. Na start wiosny zostaną rozegrane cztery mecze ósmej kolejki Ekstraligi przełożone z jesieni – w planie: AZS AWF Warszawa – Budmex Rugby Białystok, Orlen Orkan Sochaczew – PGE Edach Budowlani Lublin, Energa Ogniwo Sopot – Budowlani WizjaMed Łódź i najciekawsze Life Style Catering Arka Gdynia – Juvenia Kraków. Do tego zaplanowano czwartą kolejkę centralnej ligi juniorów.

Na świecie głównym punktem programu będą oczywiście mecze „supersoboty” czyli ostatnia kolejka zmagań w Pucharze Sześciu Narodów – i wszędzie zapowiada się ciekawie. Zagrają Francji z Anglią, Irlandia ze Szkocją i Walia z Włochami. A niedziela z europejskim rugby drugiego poziomu, czyli finały Men’s Rugby Europe Championship: o pierwsze miejsce Gruzja – Portugalia, o trzecie Hiszpania– Rumunia, o piąte Belgia – Szwajcaria i o siódme Holandia – Niemcy. Na forum międzynarodowym także mecz Rugby Europe Conference pomiędzy Cyprem i Andorą.

Oprócz tego szósty i ostatni turniej ligi SVNS 1, tym razem w Nowym Jorku (po nim zostaną nam trzy turnieje Championship w poszerzonym składzie), piąta kolejka Super Rugby Pacific (ciekaw jestem meczu Fijian Drua z Brumbies, odbędzie się też australijski klasyk Reds – Waratahs), a także trzy zaległe mecze United Rugby Championship (m.in. południowoafrykańskie derby Bulls – Stormers).

Dodaj komentarz