Triumf panów, debiut pań

Wygrana męskiej reprezentacji z Chorwacją była poniekąd obowiązkiem i zadanie zostało wykonane – Polacy mieli z początku trochę problemów, ale po przerwie rywali „rozjechali”. W stosunku do reprezentacji kobiet oczekiwania były inne: liczył się start, pierwszy kontakt z prawdziwym przeciwnikiem i nauka. Odniesiona z Czeszkami porażka nie boli.

Reprezentacja Polski mężczyzn / Rugby Europe International Championships

Po zimowej przerwie wróciło Rugby Europe Trophy. Kandydaci do awansu do REC grali z drużynami broniącymi się przed spadkiem i zaskoczeń nie było – byliśmy świadkami wysokich zwycięstw faworytów.

Chorwacja – Polska 3:73. Gospodarze byli w trudnej sytuacji: zmieniony trener (odszedł Antony Poša, tymczasowym szkoleniowcem został niedawny gracz kadry Luka Lerotić) i kłopot z zebraniem zawodników (w składzie było tylko 22 nazwisk – brak zmiennika w pierwszej linii, sporo ważnych graczy kontuzjowanych, karierę skończył nie tylko Lerotić, ale i wieloletni kapitan Nik Jurisić). Zagrali z wracającym do kadry po blisko dekadzie Tonim Grlem i dwoma debiutantami. Nie ukrywali, że dla nich ważniejszy jest mecz z Litwą, w którym wygrana da im pewność utrzymania w Trophy (swoją drogą, przełożony na kwiecień). W naszym składzie pojawiło się trzech debiutantów – w wyjściowej piętnastce skrzydłowy Eryk Święch, na co dzień grający na Wyspach Normandzkich, a w rezerwie dwóch młodziutkich filarów z Budowlanych Łódź, bracia Nikolas i Aleksander Lechowscy.

Zaczęło się średnio. Przez pierwszy kwadrans nasi zawodnicy tylko raz znaleźli się z piłką w polu 22 m rywali – tylko po to, aby popsuć wrzut z autu. Chorwaci spudłowali niezbyt trudnego karnego, z podobnej pozycji nie pomylił się za to Wojciech Piotrowicz. Pierwsza wizyta w polu 22 m skończyła się błędem w młynie na 5 m, ale kilka minut później Polacy wreszcie zdobyli pierwsze punkty po maulu autowym, w którym piłkę kontrolował Zenon Szwagrzak. Po karnym Chorwatów, dzięki któremu zdobyli swoje jedyne punkty, Polacy powtórzyli swoją akcję i znów zapunktował Szwagrzak. A gdy pod koniec to Chorwaci zagościli w naszej strefie obronnej, wybroniliśmy się i wyprowadziliśmy ostatni atak tej cżęści spotkania, wykończony na skrzydle przez Nicolasa Saborita – i do przerwy było 22:3.

Przewaga Polaków w pierwszej połowie stopniowo rosła, ale w drugiej była już niepodważalna. Do trzech przyłożeń z pierwszej połowy dorzucili kolejne dziewięć, punktując co kilka minut. Kolejno przykładali Matuesz Plichta (po ładnym wejściu debiutanta Eryka Święcha), sam Święch w narożniku, Wiktor Wilczuk (po kolejnym maulu autowym; warte uwagi było zablokowanie podwyższenia Wojciecha Piotrowicza przez wybiegającego Chorwata), Piotrowicz (po akcji, którą sam rozpoczął kopem), Kacper Wróbel (po asyście Piotrowicza; skrzydłowy Orkana przykładał w każdym meczu kadry w tym sezonie), Nicolas Saborit (po ładnej, szybkiej akcji skrzydłem z udziałem Vahy Halaifonuy i Wiktora Lisa), drugi raz Święch (po kopie Jędrzeja Nowickiego i odrobinie szczęścia przy koźle), Lis (w narożniku po podaniu Nowickiego), aż wreszcie kompletujący hat-tricka w pierwszym swoim występie w reprezentacji Święch (obsłużony przez Lisa). Chorwaci zagrozili nam w tej części spotkania tylko raz, pod sam koniec meczu, gdy naszą drużynę przed utratą przyłożenia uratował Patryk Reksulak utrzymujący rywala z piłką nad polem punktowym.

Koniec końców wysoka, bonusowa wygrana i plan wypełniony z nawiązką (niewiele brakło do pobicia rekordu w najwyższym zwycięstwie naszej reprezentacji). Ale gra w pierwszej połowie nie budziła zachwytu – owszem, Chorwaci głównie odkopywali piłkę, natomiast Polacy grali ręką i przeważali, jednak nie było płynności akcji i było sporo strat piłki po błędach. W drugiej połowie udało się jednak błędy ograniczyć i przeprowadzić kilka fantastycznych akcji (zwłaszcza te skończone przyłożeniami Piotrowicza i drugim Saborita). Bardzo aktywny był debiutant Eryk Święch – w pierwszej połowie co prawda wypychany w auty, jednak w drugiej już niezwykle skuteczny.

Czechy – Litwa 87:5. Także i Czesi pewnie wygrali w Pradze z outsiderami tabeli Trophy – jeszcze wyżej niż nasza ekipa z Chorwatami. Mimo obecności kilku młodych zawodników w składzie i wypadnięciem z niego w ostatniej chwili świetnego skrzydłowego Adama Miřácký’ego, absolutnie zdominowali mecz, świetnie zaczynając rządy nowego trenera, Francuza Davida Courteix. Już po 20 minutach było 28:0 – Litwini przysypiali w obronie i nie wyprowadzali żadnych ataków. Zastępujący Miřácký’ego Albert Froněk zaliczył hat-tricka, Martin Cimprich z podwyższeń uzbierał 20 punktów, ponownie zwrócił uwagę na siebie młody łącznik młyna Matěj Sehnal.

Tradycyjnie dwie tabele – ta sezonu 2025/2026:

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Czechy418
2.Polska416
3.Szwecja310
4.Chorwacja44
5.Dania34
6.Litwa41

I tabela łączona sezonów 2024/2025 i 2025/2026 (Czesi zapewne po meczu z Danią wyjdą w niej na prowadzenie i w takiej sytuacji będzie nam trzeba co najmniej remisu w meczu ze Szwecją aby wrócić na pierwsze miejsce):

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Polska938
2.Czechy934
3.Szwecja829
4.Chorwacja910
5.Litwa96
6.Dania34
7.Luksemburg52

Reprezentacja Polski kobiet

W niedzielne południe, w Rudzie Śląskiej, zabrzmiał pierwszy gwizdek historycznego meczu – pierwszego spotkania z udziałem polskiej reprezentacji narodowej kobiet w rugby piętnastkowym. Trochę to chyba nietypowe, że taki mecz odbył się zanim w kraju uruchomiliśmy choćby najskromniejsze rozgrywki w tej odmianie rugby, ale zasoby nie są wielkie i być może faktycznie tędy droga. Pierwsze spotkanie poprzedzone było kilkoma obozami w ubiegłym roku, a samo było naznaczone organizacyjnymi kłopotami (czego dowodem na przykład jakość internetowej transmisji). Nie wyszedł też plan, aby spotkanie było oficjalnym testem, co pozwoliłoby Polsce pojawić się w światowym rankingu. Niemniej zrobiliśmy pierwszy krok i to jest niezwykle ważne.

Polska – Czechy 7:26. Rywalkami Polek były reprezentantki Czech – mające bogatsze doświadczenie piętnastkowe od naszych zawodniczek, ale ostatnio budujące w pewnym stopniu reprezentację na nowo po dwuletniej przerwie w występach (miały też w składzie kilka reprezentantek kraju w rugby 7 – podczas gdy po naszej stronie trenerzy do kadry Chrisa Daviesa nie sięgali). I choć to rywalki były faworytkami spotkania zaczęło się ono od okresu przewagi naszych zawodniczek, której efektem było pierwsze przyłożenie w meczu (i historyczne, pierwsze przyłożenie naszej reprezentacji), zdobyte przez Dorotę Krawczyk (dwa punkty z podwyższenia dorzuciła Aleksandra Sulisz, grająca na pozycji młynarza). Potem jednak to Czeszki zaczęły punktować, zdobyły po dwa przyłożenia w każdej połowie i ostatecznie pewnie wygrały. Polki miały jeszcze dobre momenty, ale bez skutku – m.in. cieszyły się przyłożeniem na sam koniec pierwszej połowy, jednak akcja została przez sędziego cofnięta.

Cóż, mecz, w którym było sporo błędów (po obu stronach), sporo młynów, ale celem była nauka i mam nadzieję, że tej nauki jak najwięcej z tego spotkania wyniesiemy.

Top 14

W przerwie Pucharu Sześciu Narodów rozegrano osiemnastą kolejkę Top 14, jednak mimo braku meczu reprezentacji, francuscy kadrowicze w większości odpoczywali.

Section Paloise – Union Bordeaux-Bègles 39:17. W niedzielny wieczór zmierzyły się dwie ekipy z ligowego podium, a stawką było utrzymanie się na tym poziomie i miejsce za plecami Tuluzy. Co prawda obie pozbawione reprezentantów kraju (w większym stopniu bolało to gości, ale mimo to w ich drużynie pozostało sporo gwiazd – przyłożenia zdobywali m.in. Cameron Woki po akcji z udziałem Damiana Penauda i Maxime’a Lucu dla gości czy Aaron Grandinier-Nkanang dla gospodarzy), ale emocji nie zabrakło. Choć pierwsze przyłożenie gości anulowało TMO, to oni zaliczyli pierwszą siedmiopunktową akcję w meczu, ale gospodarze przed przeerwą wyszli na prowadzenie 17:12. Po przerwie Bordeaux doprowadziło do remisu, a jeszcze na 20 minut przed końcem Pau prowadziło tylko trzema oczkami. Jednak końcówka należała już wyłącznie do gospodarzy – Béarneńczycy zaliczyli w ostatniej kwarcie meczu trzy przyłożenia zapewniając sobie wygraną. Do końca walczyli o kolejne przyłożenie, aby zdobyć także bonus ofensywny – w efekcie po syrenie to goście wyekspediowali piłkę za boisko, nie walcząc już o poprawę kiepskiego dla nich wyniku.

Poza tym:

  • ASM Clermont – Aviron Bayonnais 38:15 (pewne i na dodatek bonusowe zwycięstwo ekipy spod znaku Michelina, którą znakomicie poprowadził łącznik ataku Harry Plummer, zdobywca 18 punktów);
  • Lyon OU – RC Toulonnais 13:13 (deszcze nie pomagał, kiepściutka była zwłaszcza pierwsza połowa zakończona wynikiem 0:3; na koniec trzeci w tym sezonie ligi remis; u gości debiut 19-letniego Gruzina Michaila Szioszwiliego – i to bardzo chwalony);
  • Montpellier Hérault – Racing 92 41:17 (wygrana Montpellier, które ofensywny punkt bonusowy zapewniło sobie w ostatniej akcji; jak zwykle skuteczny Domingo Miotti, który z podstawki uzbierał 19 punktów);
  • Stade Français – USA Perpignan 42:21 (pewna wygrana Paryżan, którzy prowadzili 28:0 po pierwszej połowie, w której całkowicie zdominowali rywali; po przerwie obraz gry się zmienił, Katalończycy zaczęli punktować, ale gospodarze obronili swój bonus ofensywny);
  • Stade Toulousain – US Montauban 68:13 (brak reprezentantów kraju w składzie mistrzów Francji nie pomógł beniaminkowi – Tuluzańczycy zdobyli 10 przyłożeń);
  • Castres Olympique – Stade Rochelais 26:31 (wyjątkowa okazja dla gospodarzy, świętujących przy tej okazji 120-lecie klubu, popsuta przez Roszelczyków, którzy po trzech porażkach z rzędu wreszcie wygrali; utrapieniem Castres były żółte kartki, po których zespół grał nawet przez kilka minut w trzynastkę)

Tuluza powiększyła swoją przewagę nad drugim Pau o kolejne oczko – dzieli je już dystans 12 punktów. Potknięcie Bordeaux do awansu do czołowej trójki wykorzystało Montpellier. Z czołowej szóstki wypadł Racing 92, zastąpiony przez drugą paryską drużynę, Stade Français. Na dole tabeli bez zmian.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Stade Toulousain1867
2.Section Paloise1855
3. ↑Montpellier Hérault1853
4. ↑ASM Clermont1851
5. ↓↓Union Bordeaux-Bègles1850
6. ↑Stade Français1849
7. ↑RC Toulonnais1845
8. ↓↓Racing 921845
9.Castres Olympique1842
10.Stade Rochelais1841
11.Lyon OU1839
12.Aviron Bayonnais1836
13.USA Perpignan1818
14.US Montauban187

W 22. kolejce Pro D2 mieliśmy mecz na szczycie ligowej tabeli, w którym lider z Vannes podejmował nieoczekiwanego wicelidera, Colomiers. Pewną wygraną 40:12 odnieśli Bretończycy, którzy już po kwadransie prowadzili 14:0 – i goście mogą się cieszyć, że zapobiegli zdobyciu przez liderów bonusu ofensywnego. Vannes powiększyło swoją przewagę nad rywalami do już 13 punktów.

Colomiers utrzymało mimo porażki pozycję wicelidera, bo przegrywały także kolejne drużyny z czołowych miejsc tabeli, przy czym w ich wypadku – z niżej notowanymi rywalami. Trzecie Provence uległo goniącemu czołową szóstkę Agen 22:24 (z gośćmi pierwszy raz na boisko w Aix-en-Provence wrócił niedawny trener gospodarzy, Mauricio Reggiardo – i to ze świetnym skutkiem; błysnął m.in. były Roszelczyk, Dorian Bellot), czwarte Valence Romans przegrało na wyjeździe 13:17 z Soyaux Angoulême (mimo prowadzenia 13:0 po półgodzinie; wygrana gospodarzy oddaliła ich od strefy spadkowej), a piąte Oyonnax także w gościach przegrało z walczącym o utrzymanie Béziers 15:16 (o wygranej gospodarzy zadecydował kop Portugalczyka Samuela Marquesa z karnego w doliczonym czasie gry).

Drugi raz z rzędu wygrał beniaminek z Carcassonne, tym razem 23:21 z Aurillac (po wymianie karnych w końcówce) – nie pozwoliło mu to jednak wydźwignąć się z ostatniego miejsca tabeli, bo wygrało także przedostatnie Mont-de-Marsan, 34:16 z Biarritz. Na dole tabeli zrobiło się jednak ciekawie, różnice punktowe zmalały. Poza tym szóste Brive pokonało 48:24 Dax (na pięć minut przed końcem było tylko 27:24, ale w tym krótkim czasie gospodarze wykorzystując liczebną przewagę zdobyli trzy przyłożenia, które też dały im ofensywny punkt bonusowy), a Grenoble wyszarpało kolejną wygraną, tym razem na wyjeździe pokonując Nevers 27:26 (znowu punktował Raffaele Storti, a o zwycięstwie gości przesądziła siedmiopunktowa akcja w doliczonym czasie gry; gospodarze nie wygrali jeszcze ani razu w 2026).

United Rugby Championship

Odbyła się także dwunasta kolejka URC, której głównym punktem były południowoafrykańskie derby (tam reprezentantów nie oszczędzano).

Lions – Stormers 24:10. Lions zrobili kolejny krok w górę ligowej tabeli kosztem lokalnych rywali, dotąd zajmujących miejsce w czołowej trójce, dla których była to dopiero trzecia porażka w sezonie. Lions pierwszą połowę wygrali 14:0 i dopiero po przerwie Sacha Feinberg-Mngomezulu wpisał Stormers na tablicę wyników. Lions jednak ponownie odskoczyli i nawet pierwsze (i jedyne) przyłożenie Kapsztadczyków niewiele zmieniło. Pod koniec goście mogli mieć nadzieję na dalsze odrabianie strat, po tym jak gospodarze zaczęli zbierać kartki i przez ostatni kwadrans grali w osłabieniu (spory jego kawałek – w podwójnym), jednak obrona Lions mimo tych przeciwności losu wytrzymała. Znakomity mecz zaliczył łącznik młyna gospodarzy Morne van der Berg, który wyśmienicie wykorzystywał kopy w kreowaniu gry, natomiast fatalny – Feinberg-Mngomezulu, który zaliczył serię wpadek i błędów. Lions, choć nie plasują się z południowoafrykańskich drużyn najwyżej w tabeli, zdobyli SA Shield – wygrali klasyfikację pojedynków ekip z RPA między sobą (pozostające do rozegrania derby Bulls ze Stormers już nie spowodują zmiany na pierwszym miejscu w tej rywalizacji).

Poza tym:

  • Cardiff – Leinster 8:7 (niezbyt porywający mecz toczony w ulewnym deszczu, skończony porażką irlandzkiej potęgi – odrobinę nieoczekiwaną nawet mimo rezerwowego składu; długo było 3:0, dopiero w drugiej połowie padły dwa przyłożenia; w końcówce Walijczycy grali w osłabieniu po żółtej kartce, ale jednopunktową przewagę obronili);
  • Edinburgh – Scarlets 24:19 (zaczęło się od 14:0 dla Walijczyków po półgodzinie, ale potem Szkoci odrobili straty);
  • Bulls – Sharks 41:12 (pokaz dominacji ekipy z Pretorii, której wygrana mogła być jeszcze wyższa, gdyby Handré Pollard lepiej kopał z podwyższeń);
  • Connacht – Glasgow Warriors 15:10 (przez godzinę nudy i tylko 3 punkty Connachtu z karnego; potem dobry moment Szkotów, dla których Kyle Rowe zdobył dwa przyłożenia, choć brakło im skutecznych podwyższeń; na koniec jednak mordercza odpowiedź gospodarzy, którzy zdobyli dwa przyłożenia – pierwszym wyrównali, a drugim, w doliczonym czasie gry, wyszarpali wygraną nad liderem ligowej tabeli; do gry wrócił po zawieszeniu Bundee Aki);
  • Dragons – Benetton Treviso 15:15 (Benetton prowadził 15:7 po zdobyciu trzech przyłożeń; nie wykorzystał jednak gry w podwójnej przewadze, a brak skuteczności z podwyższeń się zemścił na Włochach – przyłożenie w doliczonym czasie gry dało Walijczykom remis i z kolei oni mogli żałować, że kop z podwyższenia nie wszedł między słupy – gdyby był celny, dałby im wygraną);
  • Munster – Zebre Parma 21:7 (długo był remis, ale ławka Munsteru uratowała zwycięstwo dla tej drużyny, wnosząc duży wkład w dwa przyłożenia zdobyte w ostatnim kwadransie; mimo wszystko Włosi, których ubytki kadrowe były znacznie bardziej dotkliwe, pokazali się z dobrej strony);
  • Ospreys – Ulster 21:10 (w ciągu niespełna kwadransa kibice widzieli trzy przyłożenia, a Ulster prowadził po tym okresie 10:7; na kolejne punkty kibice czekali bardzo długo, ale dwa przyłożenia zdobyte w końcówce dały gospodarzom nieoczekiwaną wygraną).

Cztery czołowe zespoły ligi w ten weekend przegrały. Co prawda Glasgow Warriors i Leinster utrzymały się na dwóch pierwszych lokatach, ale kłopoty Stormers i Ulsteru wykorzystały Cardiff i Munster, które awansowały odpowiednio na trzecie i czwarte miejsce w tabeli.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Glasgow Warriors1245
2.Leinster1241
3. ↑↑Cardiff1240
4. ↑↑Munster1239
5. ↓↓Stormers1136
6. ↓↓Ulster1136
7.Lions1233
8.Bulls1130
9.Ospreys1229
10. ↑↑Connacht1125
11. ↓Sharks1224
12. ↑Edinburgh1123
13. ↓↓Benetton Treviso1223
14.Dragons1220
15.Scarlets1116
16.Zebre Parma1212

Super Rugby Pacific

Za nami trzecia kolejka Super Rugby Pacific.

Brumbies – Blues 30:27. Komplet zwycięstw na koncie australijskiej ekipy i kolejny nowozelandzki skalp, tym razem wywalczony na własnym terenie. Po wygranej nad Crusaders przed tygodniem, w ten weekend pokonali Blues, jednak nie było to łatwe zwycięstwo. Do przerwy drużyny szły łeb w łeb i do szatni schodziły przy remisie 15:15. W drugiej połowie pierwsze punkty zdobyli gospodarze, ale potem dwa przyłożenia pozwoliły wysforować się Blues na 9 punktów. I tak było na 10 minut przed końcem meczu. Wtedy żółtą kartkę zobaczył łącznik ataku gości Stephen Perofeta, a gospodarze liczebną przewagę wykorzystali zdobywając dwa przyłożenia – drugie z nich już w doliczonym czasie gry. Zwycięstwo Brumbies oznacza przerwanie trwającej od siedmiu lat serii zwycięstw Blues w Canberze.

Poza tym:

  • Moana Pasifika – Western Force 19:35 (pierwsza ligowa wygrana Australijczyków nie tylko w tym sezonie, ale od kwietnia ubiegłego roku; ciekawostka: Ben Donaldson musiał opuścić pierwsze minuty meczu wskutek HIA po sygnale z czujnika pod koniec rozgrzewki);
  • Reds – Highlanders 31:14 (powrót do rugby Cartera Gordona i bardzo cenne zwycięstwo jego drużyny nad nowozelandzkim rywalem; ozdobą meczu było pierwsze przyłożenie gospodarzy po imponującej akcji zakończonej przez kapitana Frasera McReighta – zdobytego wówczas prowadzenia Reds nie oddali już do końca);
  • Fijian Drua – Hurricanes 25:20 (pierwsza wygrana wyspiarzy w tym sezonie i to nad rywalem z Nowej Zelandii, ku radości publiczności w Lautoce, niemiłosiernie moknącej w ulewnym deszczu; Canes nie tylko przegrali, ale i stracili w tym meczu z kontuzją swoją dziesiątkę, Bretta Camerona);
  • Chiefs – Crusaders 33:43 (nie udał się Chiefs rewanż za ubiegłoroczny finał, i to pomimo świetnego początku spotkania – po 10 minutach prowadzili 14:0, po kolejnym kwadransie 21:7, ale wtedy na boisku zaczęli rządzić Crusaders; goście do tego stopnia dominowali, że 14-punktową stratę zamienili na 22-punktowe prowadzenie na krótko przed końcem).

Pauzowali Waratahs. W tabeli wciąż na czele dwie drużyny z Australii, w tym niepokonani Brumbies. Pierwsze zwycięstwa w tym sezonie Reds, Western Force, Crusaders i Fijian Drua oznaczają, że nie pozostał już nikt bez zwycięstwa, a na ostatnie miejsce osunęła się Moana Pasifika.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Brumbies314
2.Waratahs210
3.Chiefs38
4.Hurricanes26
5.Blues36
6. ↑↑↑Reds25
7. ↑Crusaders35
8. ↓↓Highlanders35
9. ↑↑Western Force34
10.Fijian Drua34
11. ↓↓↓↓Moana Pasifika34

Z kraju

Ogniwo Sopot wycofało swoją ofertę organizacji kwietniowego meczu ze Szwecją z powodu braku decyzji z odpowiednim wyprzedzeniem ze strony Polskiego Związku Rugby. Szkoda, biorąc pod uwagę jubileusz klubu i pożegnanie kapitana kadry. W tej sytuacji chyba ostatnim kandydatem pozostała Gdynia, niezwykle często goszcząca ostatnio reprezentację.

Ze świata

Zapomniana wiadomość sprzed tygodnia – w ramach kobiecego Rugby Europe Conference w Sinju odbył się mecz Chorwatek z Gruzinkami – triumfowała Gruzja 55:5. Dla zwyciężczyń tego spotkania to druga wygrana w krótkiej historii czterech meczów (najpierw dwie porażki z Kazachstanem, potem dwa zwycięstwa nad Rumunią i teraz Chorwacją). Chorwatki zagrały trzeci raz w historii, pierwszy raz przegrały, a w marcu planują kolejne spotkanie z Andorą.

A w ten weekend odbył się także jeden mecz kobiecego Rugby Europe Trophy – Niemki pokonały w nim Finki 68:0. W tej sytuacji o tym, kto zwycięży w rywalizacji na tym poziomie rozstrzygnie zaplanowane na kwiecień starcie Szwedek z Niemkami.

Po pierwszym meczu wygranym przed tygodniem 35:0, także i w drugim młodzieżowa reprezentacja Południowej Afryki triumfowała nad rówieśnikami z Gruzji – tym razem 35:5. Jedyne przyłożenie dla Gruzinów w drugiej połowie zdobył Nika Chwalaszi po ładnym przekopie.

Dziesiąta kolejka Japan Rugby League One zaczęła się od niespodzianki – w stołecznych derbach broniący tytułu mistrzowskiego Brave Lupus Tokyo ulegli 14:33 Black Rams Tokyo. Gospodarze szwankowali w dyscyplinie, co wykorzystywali Black Rams – Ichigo Nakakusu bezwzlędnie trafiał z podstawki i uzbierał z kopów 18 punktów. Zwycięzcy, dysponujący najniższym budżetem w lidze, awansowali na piąte miejsce, natomiast dla Brave Lupus to była czwarta porażka z rzędu. Solidarnie zwyciężały trzy ekipy prowadzące w tabeli: Kobe Steelers wygrali na wyjeździe z Urayasu D-Rocks aż 78:19 (m.in. swoje dziesiąte i jedenaste przyłożenie w sezonie zaliczył przeżywający chyba drugą młodość Brodie Retallick), Saitama Wild Knights ograli Mie Heat 66:19, a prowadzący w tabeli Spears Funabashi Tokyo-Bay na wyjeździe wygrali 28:10 z Yokohama Eagles. Poza tym Sagamihara Dynaboars przegrali 29:31 z Toyota Verblitz (druga wygrana z rzędu ekipy z Toyoty, choć z trudem wywalczona) a Shizuoka BlueRevs przegrali 24:27 z Tokyo Sungoliath.

W nocy z poniedziałku na wtorek (naszego czasu) kompletu argentyńskich zwycięstw w pierwszej kolejce Super Rugby Americas dopełnili Dogos, którzy pokonali brazylijskich Cobras 21:19. Jednak porządnie wzmocnieni goście (m.in. z Rosko Specmanem, który zdobył jedyne przyłożenie dla Cobras) stawili faworytom twardy opór i zmarnowali kilka szans na punkty. A w ostatni weekend rozegrano drugą kolejkę spotkań. Zaczęła się od kolejnej porażki broniącego tytułu mistrzowskiego Peñarolu, który uległ 18:28 argentyńskim Tarucas. Wygraną odniosła też inna argentyńska drużyna, beniaminek rozgrywek Capibaras, który pokonał Cobras 54:12 (Brazylijczycy tym razem całkowicie zawiedli – mimo obecności Specmana, który zdobył swoje drugie przyłożenie w ich barwach). Na styku było w dwóch pozostałych spotkaniach: w argentyńskich derbach Pampas przegrali z Dogos 34:36 (znakomite, dynamiczne spotkanie z przewagą Dogos, ale Pampas mieli szansę odebrać im zwycięstwo), natomiast chilijski Selknam pokonał paragwajskie Yacaré 34:32 (z 24:10 po pierwszej połowie zrobiło się na 10 minut przed końcem 24:32 i Chilijczycy uratowali zwycięstwo w ostatnich minutach).

Dziewiętnasta kolejka Champ zaczęła się od piątkowej niespodzianki: w wielkim błocie Nottingham pokonało 22:7 wicelidera Worcester Warriors. To oznaczało, że wygrana liderujących Ealing Trailfinders nad Doncaster Knights 29:7 pozwoliła londyńczykom zwiększyć przewagę nad drugą drużyną w tabeli do aż 22 punktów. A na drugie miejsce awansowali Bedford Blues, którzy wygrali na wyjeździe z Caldy 23:19. Poza tym Hartpury University zremisował 7:7 z Richmond, Ampthill uległ Coventry 36:40, Cambridge przegrało z Cornish Pirates 21:49, a London Scottish pokonali Chinnor 24:21.

Rozegrano ostatnią, dziesiątą kolejkę fazy grupowej Prem Rugby Cup – walka toczyła się o dwa pozostałe miejsca w półfinałach. W grupie A awans mieli zapewniony już pauzujący w ten weekend Exeter Chiefs, natomiast drugie miejsce w grupie zajęło Bath – zastąpiło na nim Gloucester po wygranej w bezpośrednim pojedynku 38:26. Mecz Bristol Bears z Sale Sharks (36:41) większego znaczenia już nie miał. W grupie B także pauzował niezagrożony lider (Leicester Tigers), a losy drugiego miejsca w półfinale rozstrzygały się bezpośrednim starciu dwóch pretendentów. Tu jednak zmiany nie było: Northampton Saints pokonali Saracens 35:33 (pojedynek był niezwykle zacięty, a Saints zapewnili sobie awans dopiero w ostatnich pięciu minutach). Poza tym Harlequins wygrali 35:14 z Newcastle Red Bulls. Pary półfinałowe: Exeter Chiefs – Northampton Saints i Leicester Tigers – Bath.

W szkockiej Premiership niecodzienna sytuacja: najpierw rozegrano jeden z półfinałów ligi, a potem mecz fazy ligowej, który decydował o awansie do drugiego półfinału. W meczu fazy play-off wyżej notowani po fazie zasadniczej Currie Chieftains pewnie pokonali Heriot’s 36:7. A w ostatnim, zaległym meczu fazy zasadniczej szansę na kwalifikację do fazy pucharowej zaprzepaściła drużyna GHA, która uległa Glasgow Hawks 19:29. W tej sytuacji czwarte miejsce zatrzymali Watsonians, którzy w drugim półfinale zagrają z najlepszą ekipą fazy ligowej, Ayr.

W Reggio Emilia rozegrano finałowy mecz Pucharu Włoch. Drugi raz w historii (poprzednio w 2019) po to trofeum sięgnęła ekipa Valorugby Emilia, która pokonała 26:10 drużynę Petrarca Padwa. Obaj uczestnicy finału to zespoły prowadzące obecnie w ligowej tabeli.

Na londyńskim stadionie StoneX odbyły się tegoroczne Varsity Matches czyli tradycyjne pojedynki między reprezentantami uniwersytetów z Oksfordu i Cambridge. W obu starciach wygrały reprezentacje Oksfordu: w 144. meczu panów było 37:25, natomiast w 39. meczu pań padł wynik 52:8.

Turniej Nations Championship krytykowałem już kilkakrotnie – za niemal całkowite odcięcie ekip z tier 2 od szans na grę z najlepszymi i utrwalanie obecnego status quo (podziału na elitę i resztę świata). Teraz doszły do tego absurdy rozkładu gier w tej rywalizacji – ponieważ Fidżi wszystkie „domowe” mecze zagra w Anglii, można się spodziewać, że zagra przeciwko rezerwowym składom gości, podróżujących wówczas po południowej półkuli (dotyczy to zwłaszcza Anglii, która tydzień przed meczem z Fidżi zagra w RPA, a tydzień po nim w Argentynie – zaiste, trudno oczekiwać, że najlepsi gracze zaliczą jeszcze w międzyczasie powrót do Europy). Będą zatem kolejne mecze na pół gwizdka, a tłumy z Suvy i Lautoki zasiądą tylko przed telewizorami (zapewne w jakiejś nieszczęśliwej dla nich porze) zamiast żywiołowo dopingować swoich na może niezbyt wielkich, ale bardzo barwnych stadionach.

Doroczna konferencja Shape of the Game przynosi odrobinę stabilizacji. Nie było nowych zmian w przepisach, choć w grze pozostają zmiany wprowadzone uprzednio do globalnych testów (w tym m.in. 20-minutowa czerwona kartka), których ostateczny los ma być rozstrzygnięty w czerwcu. Poza tym sporo pięknych słów (choć bez konkretów) – zaintrygował mnie zwłaszcza zamiar budowania „gwiazd” rugby, który z jednej strony jest odrobinę nie na bakier z etosem rugby, ale z drugiej jest nieuniknionym trendem w dzisiejszym sporcie. Przed spotkaniem dużo mówiło się o potencjalnym starciu między działaczami z antypodów, chcących modernizować grę, a działaczami z RPA i Francji broniącymi starych, dobrych młynów, ale Brett Robinson zapewnia, że o kontrowersyjnych tematach nie dyskutowano i decyzje były zgodne. A z naszego punktu widzenia – szkoda, że nie zajmowano się w ogóle rugbowym drugim i trzecim światem…

Potwierdziły się nieoficjalne doniesienia, o których pisałem w „szponach” przed tygodniem – angielska Prem zmienia oblicze i definitywnie przechodzi na model franczyzowy, wzorowany na ligach amerykańskich. Nie będzie spadków i awansów uzależnionych od sportowych wyników. Możliwość wejścia do ligi będzie zależeć od kilku aspektów, z których sportowy będzie tylko jednym (i wcale nie trzeba wygrać Champ aby wejść do Prem, choć wprowadzono wymóg co najmniej rocznej gry na tym poziomie). Liczyć się będą pieniądze (w tym konieczność wykupienia udziałów we franczyzowej lidze), infrastruktura, potencjał inwestycyjny, dopasowanie geograficzne zwiększające atrakcyjność ligi. Planowane jest poszerzenie ligi do 12 zespołów do sezonu 2029/2030, a w przyszłości – nawet do 20 drużyn. Cenny jest wymóg dotyczący prowadzenia drużyn kobiecych. Głosowanie w Radzie RFU dało zwolennikom zmian przygniatającą większość. Ponoć już pojawiło się zainteresowanie wejściem do ligi ze strony właścicieli piłkarskiego klubu Birmingham City (z drużyną ulokowaną w tym mieście). Ostatni sportowy awans/spadek może mieć miejsce po tym sezonie, ale to już tylko teoria i nikt nie wierzy, że PRL zgodzi się na grę Ealing Trailfinders w barażu, mimo absolutnej dominacji londyńskiego zespołu w Champ (po reformie ekipa z Londynu także będzie bez szans).

Co chyba jeszcze ważniejsze, Rada RFU zgodziła się oddać swoje władcze prerogatywy – odtąd będzie organem doradczym. Zmianę tę musi zatwierdzić jeszcze generalne zgromadzenie związku.

Wydawało się, że historia z przekroczeniem salary cap przez Saracens jest już zakończona – klub został ukarany wysoką grzywną (do każdego z pozostałych klubów Premiership trafiło wtedy po 350 tys. funtów z ponad 5-milionowej kary), zdegradowany i zdążył już wrócić do Premiership (jako ostatnia drużyna, która awansowała na ten poziom z Championship) i zostać kolejny raz mistrzem kraju. Tymczasem teraz, po ponad 6 latach od wybuchu skandalu, okazuje się, że niezależna firma audytorska zatrudniona przez Premiership do zbadania problemu współpracowała z innych ligowym klubem, Sale Sharks, a zatem zachodził tu pewien konflikt interesów. W efekcie czeka nas kolejne dochodzenie, tym razem w sprawie przejrzystości poprzedniego procesu, i kto wie, czy PRL nie stanie przed widmem roszczeń finansowych ze strony londyńskiego klubu.

Puchar Sześciu Narodów ma przerwę, ale dochodzą wieści z poszczególnych obozów. Zwykle niezbyt ciekawe. Okazuje się, że z powodu kontuzji resztę turnieju w telewizji obejrzą m.in. Taine Plumtree, Alex Mitchell oraz Ange Capuozzo (który przecież dopiero co wrócił po kontuzji i zagrał tylko jeden mecz). Są też inne ciekawostki – m.in. Mike Tindall za stratę przez Walijczyków przyłożenia po błyskawicznym wznowieniu gry ze środka obwinił walijskiego chłopca od podawania piłek, który zbyt szybko dostarczył „jajo” na środek boiska umożliwiając w ten sposób rozpoczęcie gry przez Szkotów przy nieprzygotowaniu gospodarzy.

Rassie Erasmus powołał na zgrupowanie szerokiej kadry Południowej Afryki aż 49 zawodników. Zwraca uwagę nieobecny od dawna Frans Mahlerbe, a także 11 zawodników bez doświadczenia w reprezentacji seniorów (w tym trzech ubiegłorocznych kadrowiczów U20 i dwóch U18).

EPCR ogłosiło, że miejscem finałów Champions Cup i Challenge Cup w przyszłym sezonie będzie francuski Lyon – po raz drugi w historii (poprzednio w 2016). Przy okazji opublikowało ramowy harmonogram i wygląda na to, że w systemie rozgrywek nic się nie zmieni – nadal są cztery kolejki w fazie grupowej oraz play-offy zaczynające się od 1/8 finału.

W ślad za decyzją Amerykańskiego Komitetu Olimpijskiego federacja rugby Stanów Zjednoczonych ogłosiła wprowadzenie trzeciej kategorii zawodów – obok kobiet i mężczyzn pojawić się ma kategoria „open”, dostępna dla każdego. Ma m.in. stanowić drogę do gry dla identyfikujących się niezgodnie z płcią biologiczną (co związane jest zakazem występów transpłciowych sportowców w kategoriach kobiet – w rugby obowiązującym już od kilku lat, a w Stanach wprowadzonym ostatnio ogólnie).

Z wieści transferowych:

  • do La Rochelle jako medical joker dołączył mistrz olimpijski z Paryża, Andy Timo (wypożyczony z Massy);
  • po tym sezonie Maxime Machenaud ma wrócić z Bajonny do Racingu 92, aby prawdopodobnie tam skończyć karierę;
  • Luke McGrath opuszcza Leinster i od przyszłego sezonu zagra dla Perpignan. Odejdzie stamtąd natomiast Gruzin Gela Aprasidze;
  • Kanadyjczyk Tyler Ardron opuści po tym sezonie Castres i prawdopodobnie dołączy do Biarritz;
  • Wayne Pivac po tym sezonie zostanie trenerem Benettona Treviso.

Zmarł Claude Lacaze, reprezentant Francji w latach 60., uczestnik pierwszej drużyny, która zdobyła dla trójkolorowych wielkiego szlema.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • Max Łoboda (Caldy RFC, Champ): zagrał godzinę w meczu z Worcester Warriors, przegranym 33:50. Caldy spadło na dziesiąte miejsce w lidze;
  • Tomasz Pozniak (Esher RFC, National League 2 East): zagrał ostatnie pół godziny w meczu z Henley, wygranym 22:17. Esher zajmuje jedenaste miejsce w stawce czternastu drużyn.

Belgia:

  • Paweł Bartoszewicz (ASUB Rugby Waterloo, D1): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Liége, wygranym 33:14. ASUB zajmuje szóste miejsce w lidze.

Szkocja:

  • Ronan Seydak (Heriot’s RC, Premiership): wszedł z ławki rezerwowych i zdobył przyłożenie w ostatnim meczu rundy ligowej, wygranym z Hawick 40:19. Heriot’s zajęli trzecie miejsce w lidze i awansowali do fazy pucharowej. Przyłożenie do obejrzenia w tej akcji: https://youtu.be/b8K_8lQOiqk?t=6199.

Walia:

  • Jake Wisniewski (Pontypool RFC, Super Rygbi Cymru Cup): w ostatniej kolejce fazy grupowej pucharu ligi dwukrotnie wchodził z ławki rezerwowych w meczu z Cardiff, wygranym 31:19. Pontypool zajęło drugie miejsce w grupie i awansowało do półfinału rozgrywek.

Zapowiedzi

Za tydzień wracają czołowe rozgrywki europejskie. W Pucharze Sześciu Narodów ciekawie może być w meczu Szkocji z Francją, ja liczę na emocje w starciu Włoch z Anglią, a do tego Irlandia gra z Walią. Z kolei w półfinałach Rugby Europe Championship zobaczymy starcia Portugalii z Hiszpanią i Gruzji z Rumunią, a w zmaganiach o miejsca 5–8 Szwajcaria z Niemcami i Belgia z Holandią.

Do tego czwarta kolejka Super Rugby Pacific (w tym nowozelandzki klasyk Blues – Crusaders) oraz piąta (przedostatnia) runda ligi SVNS 1.

1 komentarz do “Triumf panów, debiut pań”

  1. Chyba nie widziałem nigdzie na blogu informacji, więc wzmiankuję. Super Rugby Pacific można oglądać za darmo na oficjalnym kanale YouTube rozgrywek. Dostęp mają kraje w których nie ma wykupionych licencji na transmisję

    Odpowiedz

Dodaj komentarz