Próba generalna finału Ekstraligi?

Za nami świąteczny weekend z emocjami przede wszystkim w Ekstralidze i europejskich pucharach. W kraju Ogniwo przegrało drugi raz w sezonie, a zwycięstwo Orkana to dla sochaczewian dobry prognostyk na końcówkę rozgrywek. Niespodzianki sprawiły Posnania i Juvenia. W Europie bliscy wielkiego comebacku byli Harlequins, a zrealizowała go w pełni Tuluza. Dwa ciekawe spotkania zobaczyliśmy w półfinałach Super Cup, z kolei w Rumunii ruszyły zrewolucjonizowane rozgrywki ligowe.

Ekstraliga

W dwunastej kolejce Ekstraligi najwięcej uwagi przyciągało starcie na szczycie ligowej tabeli, w którym lider podejmował wicelidera: Ogniwo Sopot grało z Orkanem Sochaczew. Mistrzowie kraju źle zaczęli mecz: prezentowali rywalom karne i bardzo szybko było 0:6 po celnych kopach Pietera Steenkampa. Co prawda sopocianie byli bliscy przyłożenia grając w przewadze po żółtej kartce, ale przegrali pierwszą połowę 3:9 (kolejny karny Namibijczyka). Po przerwie Ogniwo zredukowało stratę do trzech punktów, ale pierwsze przyłożenie zdobyli goście – na pole punktowe mistrzów przedarł się Edwin Jansen. Orkan poszedł za ciosem, bo krótko potem Steenkamp świetnie obsłużył innego obcokrajowca, Danco Burgera i zrobiło się już 6:21. W ostatniej akcji przyłożenie dla Ogniwa zdobył wreszcie Mateusz Plichta, ale jego drużyna przegrała ten mecz 11:21, nie zdobywając nawet punktu bonusowego. Twarde, zacięte spotkanie, wygrane przez zdecydowanie lepszą drużynę.

O spore niespodzianki postarały się Posnania i Juvenia. Poznaniacy odnieśli dopiero drugie zwycięstwo w sezonie, za to nad wicemistrzami kraju, Master Pharmem Rugby Łódź. Goście przyjechali na mecz niestety tylko w siedemnastkę, co mocno ograniczało ich pole manewru (w protokole nie zaznaczono ani jednej zmiany). Tę słabość wykorzystali gospodarze, dla których 14 punktów zdobył Daniel Gdula. Jednak choć początek należał do gospodarzy (przyłożenie już po paru minutach gry), do przerwy przegrywali 7:12 – dwa przyłożenia dla gości po zaciętej walce przy linii pola punktowego zaliczył Michał Mirosz. Na początku drugiej połowy poznaniacy wrócili na prowadzenie po rajdzie przez niemal całe boisko Daniela Gduli, ale niemal natychmiast je stracili: dwa kolejne przyłożenia gości (w tym trzecie w tym meczu Mirosza) i było 17:22. Dopiero w ostatnim kwadransie poznaniacy zdobyli dwa przyłożenia, które dały im zwycięstwo 29:22, ale o losy meczu musieli drżeć niemal do końca – goście na dłużej zadomowili się pod ich polem punktowym i byli bliscy remisu. Musieli jednak zadowolić się jedynie punktem bonusowym.

Z kolei krakowianie, rozgromieni ostatnio w Siedlcach, podejmowali trzecią w tabeli Lechię Gdańsk. Tu szybko na prowadzenie 12:0 wyszli goście, a mogło być wyższe, gdyby nie fantastyczna szarża w obronie Riaana van Zyla, który już na własnym polu punktowym uratował zespół od utraty kolejnych pięciu punktów. Lechia znakomicie w tej fazie gry rozprowadzała obronę Juvenii i tworzyła miejsce dla skrzydłowych. To było jednak wszystko, na co mogli liczyć gdańszczanie prowadzeni po raz pierwszy przez Tomasza Rokickiego (zastąpił Jurija Buchało na stanowisku trenera drużyny). Jeszcze w pierwszej połowie gospodarze zmniejszyli straty do czterech punktów, a mogli nawet prowadzić. W drugiej połowie było sporo zaciętej walki, ale gdy dwóch zawodników gości (w tym Grzegorz Buczek) powędrowało na ławkę kar, krakowianie to bezlitośnie wykorzystali: najpierw karny van Zyla, a potem znakomite przyłożenie tego samego zawodnika, po akcji Radiona Jaworszczuka. Lechici mieli potem jeszcze szanse, ale obrona gospodarzy wytrzymała. Skończyło się wygraną Juvenii 16:12. Lechia nie potrafi wygrać pod Wawelem już od 5 lat.

W dwóch pozostałych meczach bez niespodzianek. Już na samym początku meczu Arki Gdynia z Up Fitness Skrą Warszawa wynik dla gości otworzył przyłożeniem jeden z bohaterów ostatniego meczu reprezentacji, Vaha Halaifonua. Wkrótce było 0:12, ale kontakt złapali gospodarze po świetnej akcji Antona Szaszero z Karolem Lipskim. Kolejne dwa przyłożenia padły jednak łupem Skry i choć ponownie Arka odpowiedziała, do przerwy było 12:24. A po przerwie Skra zaliczyła pierwsze przyłożenie jeszcze szybciej niż na początku meczu (po rajdzie przez pół boiska Martina Mangongo). Chwilę potem wyczyn ten powtórzył Bercho Botha. Co prawda Szaszero zdobył jeszcze przyłożenie, ale Skra wygrała bardzo pewnie i wysoko 45:19.

W Siedlcach Pogoń nie zdołała pójść za ciosem i wygrać drugiego meczu w sezonie. Zaczęła od szybkiego prowadzenia 3:0, ale już moment później przegrywała z Edachem Budowlanymi Lublin, którzy prowadzenia nie oddali do samego końca. Gra w pierwszej połowie toczyła się głównie na połowie gospodarzy i do przerwy lublinianie prowadzili 21:3. Po przerwie Pogoń zaczęła z impetem, ale okres przewagi dał jej tylko 5 punktów, a goście w swojej pierwszej groźniejszej akcji odpowiedzieli kolejnym przyłożeniem i później kontrolowali sytuację na boisku. Pogoń zdobyła drugie przyłożenie dopiero w ostatniej akcji meczu i przegrała 13:33.

I choć do końca rundy zasadniczej mamy jeszcze sześć kolejek (plus wciąż nierozstrzygnięte spotkanie Skry z Budowlanymi), kto wie, czy mecz Ogniwa z Orkanem nie był próbą generalną czerwcowego finału: porażka Lechii spowodowała, że Orkan ma już sześć punktów przewagi nad tym rywalem. Z kolei porażka Master Pharmu Rugby Łódź była dużym ciosem w nadzieje łodzian na medal. Na dnie tabeli z powrotem Pogoń, którą wyprzedziła Posnania i której na dodatek odskoczyła także Juvenia. Choć to wszystko mogą jeszcze zmienić decyzje przy „zielonym stoliku”…

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Ogniwo Sopot1250
2. Orkan Sochaczew1248
3. Lechia Gdańsk1242
4. Up Fitness Skra Warszawa1138
5. Edach Budowlani Lublin1137
6. Master Pharm Rugby Łódź1232
7. Arka Gdynia1220
8. Juvenia Kraków1214
9. ↑Posnania1211
10. ↓Awenta Pogoń Siedlce128

Heineken Champions Cup

Za nami rewanżowa runda 1/8 finału Champions Cup (kolejne rundy będą realizowane już w tradycyjnym, jednomeczowym trybie). Najwięcej oczekiwań budził pojedynek rewanżowy mistrzów Anglii i liderów Top 14: tydzień temu Harlequins przegrali z Montpellier 14 punktami, ale pod koniec meczu zredukowali znacznie wyższą stratę, a w ostatnim czasie wielokrotnie pokazali, że są mistrzami powrotów. Tym razem brakło im jednego punktu. Znakomicie zaczęli spotkanie – już w pierwszej akcji, po 30 sekundach gry, zdobyli przyłożenie po świetnym przełamaniu obrony rywali przez Alexa Dombrandta. I choć Montpellier nie odpuszczało, Quins do przerwy mieli na koncie cztery przyłożenia (w tym siódme w tym sezonie Dombrandta, który do dorobku dorzucił też kolejną asystę; przy jednym z nich fantastycznie błysnął też Marcus Smith) i prowadzili 28:17. Do wyrównania stanu rywalizacji brakowało im trzech punktów. Po przerwie nie mogli jednak zredukować tej straty, a gdy wreszcie ktoś zdobył trzy punkty, byli to Francuzi po karnym Handré Pollarda. Na kwadrans przed końcem goście zostali jednak na boisku w czternastkę po żółtej kartce i ataki Anglików zaczęły przynosić efekty: przyłożenie Marcusa Smitha zostało co prawda unieważnione, ale chwilę później Smith obsłużył Louisa Lynagha i mieliśmy wynik 33:20 (w dwumeczu 59:60). Do szczęścia brakło Quins podwyższenia Marcusa Smitha, który choć wcześniej z podstawki się nie mylił, tym razem zawiódł z nie najtrudniejszej pozycji. Do końca wynik się już nie zmienił i mistrzów Anglii braknie w ćwierćfinale Champions Cup.

Wielu emocji spodziewaliśmy się też w Belfaście, gdzie odrabiać sześciopunktową stratę z pierwszego meczu musieli mistrzowie Francji, Tuluza. Stawka meczu była wysoka i już po pięciu minutach mieliśmy pojedynek czternastu na czternastu (na szczęście tylko przez parę minut). Wkrótce potem Ulster prowadził już 7:3, ale wtedy dwie świetne akcje pokazał Romain Ntamack: w pierwszej otworzył drogę dla Thomasa Ramosa, w drugiej po przechwycie przyłożył samemu i po 30 minutach było 20:10. Jednak Ulster doprowadził do remisu, i jeszcze na pięć minut przed końcem było 23:23. Gospodarze grali wówczas już jednak w czternastkę – na kwadrans przed końcem czerwoną kartkę zobaczył rezerwowy Tom O’Toole. I przewagę liczebną wykorzystali goście: przyłożenie zdobył Antoine Dupont, skuteczne podwyższenie Thomasa Ramosa dało im zwycięstwo 30:23, a w dwumeczu jednopunktową przewagę 50:49.

Bristol Bears i Sale Sharks stworzyły znacznie ładniejsze spotkanie, niż przed tygodniem. Ekipa z Manchesteru miała do odrobienia jednopunktową stratę i swój plan zrealizowała: wygrała na wyjeździe 35:29. Pat Lam powtórzył swój manewr z posadzeniem na ławce wielkich gwiazd, ale tym razem, gdy wpuszczał na boisko Semiego Radradrę tuż po przerwie, jego ekipa przegrywała znacznie wyżej niż przed tygodniem: aż 3:24. Miała co prawda przewagę jednego zawodnika po czerwonej kartce Aarona Reeda z 33. minuty (a wcześniej też przez 10 minut grała z przewagą po żółtej kartce Fafa de Klerka), ale mimo to traciła przyłożenia. W 47. minucie Sharks zostali na boisku tylko w trzynastkę po kolejnej żółtej kartce i te 10 minut Bears wykorzystali do odrabiania strat: mając przewagę dwóch zawodników zredukowali je do 7 oczek, a chwilę potem wyrównali stan meczu. Wtedy jednak też na 10 minut wyrównał się stan liczebny ekip i wówczas Sharks wrócili na prowadzenie, którego nie oddali już do końca.

W sobotnich derbach Francji trzeci weekend z rzędu mierzyły się ekipy La Rochelle i Bordeaux-Bègles. Roszelczycy powtórzyli wynik sprzed tygodnia, gdy pokonali rywali zdobywając 31 punktów. Co prawda do przerwy przegrywali 3:6, ale mieli przewagę jednego zawodnika po czerwonej kartce, jaką na kwadrans przed końcem pierwszej połowy zobaczył Maama Vaipulu. I po przerwie tę przewagę liczebną zdyskontowali: cztery przyłożenia dały im zwycięstwo 31:23 i pewny awans do ćwierćfinału.

Stratę z poprzedniego tygodnia odrobił Munster. Pięć punktów straty sprzed tygodnia odrobił jednak komfortowo – wygrał z Exeter Chiefs 26:10. Architektem sukcesu był przede wszystkim Joey Carbery, który zdobył 21 punktów i zaliczył przyłożenie po oszukaniu obrony angielskiej drużyny. Pewną wygraną w dwumeczu zaliczyli też liderzy Premiership, Leicester Tigers – po raz drugi wygrali z francuskim Clermont, tym razem 27:17. Clermont niemal 10 minut grało w tym meczu w trzynastkę, choć Tigers nie do końca wykorzystali tę okazję – po zaledwie dwóch minutach czerwoną kartkę zobaczył Ollie Chessum i na boisku zostało tylko 27 zawodników. Nie było też wątpliwości w starciu Leinsteru z Connachtem: goście zanotowali niezłe pierwsze 10 minut, ale potem Leinster po pięknej zespołowej kontrze zdobył pierwsze przyłożenie i zaczął dominować na boisku. Ostatecznie pewnie wygrał 56:20. Zdobył aż osiem przyłożeń, a za połowę tego dorobku odpowiadał uznany za najlepszego gracza meczu James Lowe.

W niedzielę, na koniec pucharowego weekendu, mieliśmy derby Paryża pomiędzy Racingiem 92 i Stade Français. Tydzień temu górą byli biało-błękitni i także teraz byli faworytem. Nie zawiedli, choć zwycięstwo i awans nie przyszły im łatwo. Goście po 20 minutach prowadzili 15:3 i do wyrównania stanu dwumeczu brakowało im zaledwie jednego punktu. Zawodziła ich jednak dyscyplina: w pierwszej połowie dwóch ich zawodników zobaczyło żółte kartki, przy czym skrzydłowy Sefa Naivalu zobaczył dwie i w 34. minucie opuścił boisko definitywnie (przy okazji karne przyłożenie otrzymali rywale). I choć pierwszą połowę goście skończyli przyłożeniem dającym im prowadzenie 22:13, w drugiej połowie punktowali już tylko gospodarze, którzy wygrali mecz 33:22.

Połowę ćwierćfinalistów stanowią ekipy francuskie. Stawkę uzupełniają dwie drużyny z Irlandii i tylko dwie z Anglii. W najciekawszych parach Leicester Tigers zagra z Leinsterem, a Munster z Tuluzą (ciekawostka – mecz odbędzie się w Dublinie, bo w Limerick zaplanowano tuż przed weekendem ćwierćfinałów dwa koncerty Eda Sheerana i gospodarze Thomond Park będą mieli za mało czasu na przekonfigurowanie stadionu). Poza tym: Racing 92 – Sale Sharks i francuskie derby La Rochelle – Montpellier.

European Rugby Challenge Cup

W Challenge Cup 1/8 finału w normalnym, jednomeczowym formacie. Ciekawie miało być w meczu London Irish z Castres. Irish zaliczyli imponującą pierwszą połowę, po której prowadzili aż 40:3 mając na koncie sześć przyłożeń (połowę zdobytą w ostatnich pięciu minutach). W drugiej połowie Francuzi punktowali i odrabiali straty – na kwadrans przed końcem było 40:27. Gdy jednak po żółtej kartce zostali na boisku na ostatnie 10 minut w czternastkę, Irish powrócili do gry – w tym krótkim czasie zdemolowali rywali zdobywając kolejne cztery przyłożenia i wygrali 64:27.

Zacięty mecz stoczyły też angielskie ekipy Gloucester i Northampton Saints. Gospodarze zanotowali tutaj świetny początek i po 20 minutach prowadzili 21:0. Jeszcze jednak przed przerwą Saints zredukowali stratę do 7 punktów. Po przerwie ponownie Gloucester odskoczył na 14 oczek, a w 53 minucie zyskał przewagę liczebną po czerwonej kartce Dana Biggara. Mimo osłabienia Saints zdobyli przyłożenie, ale odrobili tylko część strat i ostatecznie Gloucester wygrał 31:21. Na koniec meczu zobaczyliśmy kolejną czerwoną kartkę, tym razem dla gracza gospodarzy.

Poza tym zwycięstwa faworytów: Biarritz, który jest skazany na spadek z Top 14, chciał powetować sobie ligowe porażki w Challenge Cup, ale choć postraszył gości z Coventry, ostatecznie przegrał z Wasps 29:39 (przegrywał już 3:29, ale na pięć minut przed końcem miał tylko trzy punkty straty; dla gości hat-trick przyłożeń zaliczył Alfie Barbeary); w innym starciu francusko-angielskim Lyon dość pewnie pokonał jedną ze słabszych drużyn Premiership, Worcester Warriors, 31:17; w meczu ekip poniekąd zza miedzy, choć z różnych lig, Newcastle Falcons ulegli Glasgow Warriors 17:27 (świetny początek Szkotów, którzy po pięciu minutach prowadzili 12:0 i bezpieczną przewagę utrzymali do końca meczu); Tulon nie dał żadnych szans Benettonowi i wygrał 36:17 (21 punktów z podstawki Louisa Carbonela, który po tym sezonie odchodzi z klubu z Lazurowego Wybrzeża); Edynburg pokonał ostatnią drużynę angielskiej ligi Bath 41:19 (choć stracił przyłożenie na samym początku meczu i do przerwy przegrywał 15:19); a Saracens pokonali Cardiff 40:33 (u gospodarzy powrócił do składu Maru Itoje, u gości Josh Navidi; emocjonujące spotkanie, w którym Walijczycy po przerwie nawet prowadzili, a o zwycięstwo walczyli do samego końca).

W Challenge Cup proporcje ćwierćfinalistów nieco inne niż w Champions Cup: cztery drużyny z Anglii, dwie z Francji oraz dwie ze Szkocji. Klęska Walijczyków, którzy nie mają żadnego reprezentanta w fazie ćwierćfinałowej europejskich pucharów (podobnie jak Włosi, ale to nie jest zaskoczeniem). Pary ćwierćfinałowe w Challenge Cup całkiem ciekawe: Lyon – Glasgow Warriors, Edynburg – Wasps, Tulon – London Irish oraz Gloucester – Saracens.

Super Rugby Pacific

Ubiegły tydzień zaczął się od odrabiania zaległości: Hurricanes zrewanżowali się Moanie za niedawną porażkę i przerwali serię trzech przegranych z rzędu. Wygrali zdecydowanie 53:12 (pierwsze przyłożenie zdobyli po półtorej minuty meczu, a w sumie zaliczyli ich aż osiem – na pierwsze wyspiarze jeszcze odpowiedzieli, ale potem było gorzej).

A w weekend prawdziwe święto rugby zafundowali kibicom w Nowej Zelandii gracze Crusaders i Blues. Blues po pierwszej połowie prowadzili 17:7 (dwa przyłożenia z dużym udziałem Beaudena Barretta) i mieli przewagę jednego zawodnika po żółtej kartce jednego z gospodarzy. Chwilę po rozpoczęciu drugiej połowy Crusaders zmniejszyli stratę o trzy punkty, ale moment później czerwoną kartkę zobaczył ich kapitan Scott Barrett. Parę minut gry z przewagę dwóch zawodników Blues wykorzystali do zdobycia przyłożenia i prowadzili 27:10. Co prawda Sevu Reece zdobył dla Crusaders potem dwa przyłożenia, ale ostatecznie Blues wygrali 27:23 – Crusaders byli o włos od kolejnego przyłożenia, które dałoby mu zwycięstwo, ale ekipę uratowali w ostatniej chwili Dalton Papalii i Rieko Ioane. To pierwsze zwycięstwo Blues w Christchurch od 18 lat. Emocje były też w drugim nowozelandzkim pojedynku, w którym Highlanders przegrali z Hurricanes zaledwie 21:22. Hurricanes (wśród których brylował skrzydłowy Julian Savea) prowadzili przez większość meczu, i choć na kwadrans przed końcem stracili przewagę, zdołali ją odzyskać. Po upływie 80 minut Highlanders byli jednak o włos od przyłożenia, które dałoby im wygraną – sędzia i TMO uznali jednak, że Saula Ma’u przyłożył piłkę przed linią bramkową. Niemiłym akcentem była kolejna czerwona kartka za wejście ramieniem w głowę przeciwnika. Poza tym Chiefs wygrali pewnie z Moaną 45:12.

W Australii ciekawe widowisko w wykonaniu Rebels i Reds. Goście dobrze zaczęli mecz, po 30 minutach prowadząc 17:3. Kolejne punkty zdobywali gospodarze, którzy na kwadrans przed końcem wyszli na jednopunktowe prowadzenie. Jednak wtedy dwa błyskawiczne przyłożenia dały Reds zwycięstwo 36:32. W drugim spotkaniu Waratahs zanotowali w meczu z Western Force znakomity pierwszy kwadrans, po którym prowadzili 24:0. I choć ostatnie minuty grali w trzynastkę, wygrali 41:24. W Western Force namieszał covid – w izolacji przed meczem z Waratahs znalazł się trener i dwóch zawodników (w tym Izack Rodda).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Blues831
2. ↓Brumbies831
3. ↑Reds830
4. ↓Crusaders828
5. Waratahs824
6. Chiefs823
7. ↑Hurricanes820
8. ↓Western Force813
9. Rebels811
10. Highlanders89
11. Fijian Drua86
12. Moana Pasifika84

W kobiecym Super W rozpoczęła się zaledwie dwumeczowa faza play-off. W półfinale (rozegranym między drugą i trzecią drużyną fazy zasadniczej) niespodzianki nie było: Waratahs rozgromiły Queensland 36:0. W finale Waratahs zmierzą się z niepokonaną w fazie zasadniczej drużyną Fijiana Drua.

Za tydzień w Super Rugby początek starć transtasmańskich – runda w całości rozgrywana w Melbourne, okraszona finałem Super W.

World Rugby Sevens Series

World Rugby Sevens Series przeniosło się z Azji do Ameryki Północnej – męskie drużyny spotkały się w Vancouver. I znowu sypnęło niespodziankami, z których największe miały miejsce w ćwierćfinałach imprezy. To na tym etapie odpadły z rywalizacji o końcowe zwycięstwo dwie ekipy stawiane w gronie największych faworytów, które na dodatek bez porażki przeszły fazę grupową: Południowa Afryka i Nowa Zelandia. Nowozelandczycy w fazie grupowej cięższą przeprawę mieli tylko z Samoa, ale i z tym przeciwnikiem sobie poradzili. Ale w ćwierćfinale trafili na innych rywali ze swoich stron świata, Australię, i tym razem ulegli – choć do przerwy prowadzili 12:0, w drugiej połowie stracili trzy przyłożenia, sami nie zdobyli ani jednego i przegrali 12:19. Z kolei Blitzboks w wyraźnym kryzysie: choć w grupie trzy razy wygrali, ich zwycięstwa nad Kanadą (19:14 dzięki przyłożeniu w końcówce) i Australią 22:19 (przegrywali już 10:19) nie były zbyt przekonujące. A w ćwierćfinale sensacyjnie przegrali 17:28 z Samoa – zawalili pierwszą połowę, którą Samoa wygrała 21:0.

W półfinale Samoa nie powtórzyła sukcesu – trafiła na niepokonane wcześniej Fidżi i została rozgromiona 45:5. W drugim półfinale także nie dali rady pogromcy faworytów – Australia przegrała 12:24 z Argentyną. W finale na boisku rządził Argentyńczyk Marcos Moneta (dwa przyłożenia, w sumie 10 w całym turnieju), a jego drużyna wzięła rewanż za przegraną w półfinale igrzysk z Tokio i wygrała 29:14. Argentyna ma świetny sezon, ale to pierwszy jej taki sukces od bardzo dawna (ostatni raz wygrali w takim turnieju w 2009). Blisko trzeciego miejsca była Samoa, ale w ostatniej chwili wygraną wyrwali jej z rąk Australijczycy.

Ponownie kiepskie wyniki ekip z Ameryki Północnej (ani Stany, ani Kanada nie awansowały do ćwierćfinałów), a także z Europy (Anglia i Francja odpadły w ćwierćfinałach, reszta zaś do nich nie awansowała – w tym świetna w dwóch ostatnich turniejach Irlandia). Ten turniej był ostatnim w karierze wybitnego angielskiego siódemkowicza, rekordzisty WRSS w liczbie zdobytych przyłożeń (aż 358), Dana Nortona.

W klasyfikacji generalnej wciąż na czele Połudnowa Afryka, ale jej przewaga nad rywalami ciągle się zmniejsza. Na drugie miejsce awansowała Argentyna, kosztem Australii. Te trzy ekipy mają dość dużą przewagę nad resztą stawki, ale trzeba pamiętać, że na koniec sezonu odejmowane będą z punktacji najgorsze turnieje, co na pewno wpłynie na tabelę.

Z kraju

Poza Ekstraligą w ubiegłym tygodni grali juniorzy. W Centralnej Lidze Juniorów pierwsze potknięcie zaliczyła Juvenia Kraków, która musiała uznać wyższość na wyjeździe Budowlanych Commercecon Łódź – łodzianie zrewanżowali się za porażkę z jesieni i u siebie wygrali 26:16. Wszystko wskazuje na to, że te dwie drużyny spotkają się w finale rozgrywek.

Turniejem w krakowskiej Nowej Hucie zakończyły się rozgrywki fazy zasadniczej II ligi juniorów. Spośród czterech ekip na tym poziomie niepokonana przez cały sezon była Skra Warszawa. Play-off za miesiąc w Warszawie.

Ze świata

W rugby międzynarodowym odbyły się tylko dwa spotkania Rugby Europe International Championships. W grupie południowej Conference 1 swoje rozgrywki skończyła Malta – wygrała z Cyprem 27:10 i zagwarantowała sobie drugie miejsce w rywalizacji. Ono jednak nic im nie daje – z Rugby Europe dochodzą wieści, że awans wywalczą tylko zwycięzcy obu grup Conference 1, a więc Rugby Europe Trophy pozostanie 6-zespołowe. Już wiadomo, że do Niemiec, Szwajcarii, Ukrainy i Litwy dołączy Chorwacja. W grupie północnej szansę na awans mają w praktyce trzy drużyny (Czechy, Szwecja i Łotwa). Z kolei poziom niżej, w grupie południowej Conference 2 Serbia ograła Andorę 24:18. Tuż przed końcem Andora zmniejszyła stratę do 6 punktów i miała jeszcze szansę na zwycięstwo: piłka na 5 m, rywale w czternastu – przegrała jednak własny wrzut z autu.

Swoją drogą, w ostatnim wydaniu podcastu Atak na młyn ciekawe wieści Bartosza Rysia na temat planowanego formatu Rugby Europe Championship. Dwie grupy po cztery drużyny, dwie lepsze ekipy z każdej grupy walczą o mistrzostwo w play-off, dwie gorsze rywalizują o miejsca 5–8 (prawdopodobnie w formacie grupowym). W pierwszym sezonie nie spada nikt (czy to nie gra pod Rosjan, aby dać im więcej czasu na powrót do rywalizacji bez ryzyka degradacji? jednak i dla nas to też będzie rok bez ryzyka), o spadku decydują dopiero wyniki drugiego sezonu. Spadek automatyczny, bez barażu. Naszymi grupowymi rywalami w pierwszym sezonie miałyby być Gruzja, Portugalia i Holandia (dziś można liczyć na nawiązanie walki przez naszą kadrę tylko z tą ostatnią). Trzeba jednak pamiętać, że to wszystko wciąż w fazie dyskusji i może jeszcze się zmienić.

W United Rugby Championship w ten weekend rozegrano jedno zaległe spotkanie – zmierzyły się dwie drużyny walijskie, które odpadły z europejskich pucharów, Scarlets i Dragons. Wynik okazał się sporą niespodzianką: Dragons wygrali swój drugi mecz w tym sezonie URC i zadali bolesny cios marzeniom Scarlets o awansie do play-off. Mecz długo był bardzo wyrównany. W pierwszej połowie Scarlets przez kilka minut grali w trzynastkę, ale prowadzili do przerwy 15:14 (dzięki świetnej akcji zakończonej przyłożeniem Liama Williamsa pod koniec tej części spotkania: https://twitter.com/i/status/1515414490317164546). Na osiem minut przed końcem wygrywali jeszcze 28:21. Wtedy jednak żółtą kartkę za zbicie piłki zobaczył Corey Baldwin, a Dragons tę przewagę bezlitośnie wykorzystali zdobywając dwa przyłożenia z podwyższeniami, dorzucając karnego i wygrywając 38:27. W tabeli żadna z drużyn nie zmieniła pozycji – Scarlets zmniejszyło tylko o punkt stratę do ósmego miejsca (z 6 do 5 oczek), a Dragons pozostali przedostatni bez realnych perspektyw na zmianę tej lokaty ju do końca sezonu.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster1560
2. Ulster1550
3. Glasgow Warriors1550
4. Munster1547
5. Stormers1547
6. Sharks1546
7. Edynburg1544
8. Bulls1543
9. Scarlets1538
10. Connacht1532
11. Ospreys1430
12. Lions1530
13. Benetton Treviso1424
14. Cardiff1323
15. Dragons1316
16. Zebre Parma132

We francuskiej Pro D2 w czwartej od końca kolejce fazy zasadniczej solidarne zwycięstwa odniosły zespoły zajmujące czołowe sześć miejsc. Najciekawiej (choć niestety nie tylko ze sportowych powodów) było w czwartkowym meczu Montauban z wiceliderami z Bajonny. Walczący o awans do play-off gospodarze przegrali 23:33, przez co ich strata do szóstego miejsca wzrosła do 7 punktów. Ale kończyli mecz w trzynastkę: już w 20. minucie, przy prowadzeniu Basków 17:0 sędzia pokazał dwie czerwone kartki graczom obu drużyn (wymienili się ciosami w twarz), a wkrótce po przerwie trzeci raz wyciągnął czerwony kartonik odsyłając z boiska jednego z graczy gospodarzy (w międzyczasie Bajonna zaliczyła dodatkowo dwie żółte kartki). Stratę do czołowej szóstki zwiększyli też gracze Provence, jednak ich porażka z Rouen Normandie była zaskoczeniem. Szanse na zmiany w gronie drużyn awansujących do play-off lub spadających z ligi są już niewielkie.

Rozegrano półfinałowe mecze pierwszego sezonu Rugby Europe Super Cup. Z obu zwycięsko wyszli gospodarze, którzy przewagę swojego boiska zawdzięczali pierwszym miejscom w grupach eliminacyjnych. W sobotę portugalscy Lusitanos pokonali pełną Południowoafrykańczyków ekipę Tel Aviv Heat (trzecią w grupie wschodniej, ale zakwalifikowaną do półfinałów dzięki wykluczeniu rosyjskiego STM-Jeniseja Krasnojarsk; przed tym meczem Heat odbył tournee po Południowej Afryce). Pierwsza połowa wyrównana, a do przerwy Heat, mimo straty na początku dwóch zawodników z kontuzjami, prowadził 19:17. Ostatecznie jednak Lusitanos wygrali mecz 42:26. Gwiazdą był młody reprezentant Portugalii Rodrigo Marta, który w pierwszej połowie zaliczył asystę, a w drugiej dwa przyłożenia (jedno z nich po po świetnym indywidualnym przeboju, podczas którego wyrwał się trzem przeciwnikom, a dwóm kolejnym uciekł: https://twitter.com/i/status/1515352423191269379).

Z kolei w niedzielę w Tbilisi Black Lion podejmował hiszpańskich Iberians. Górą byli gospodarze, którzy wygrali po dreszczowcu zaledwie 43:40. Drużyny kilkakrotnie zmieniały się tu na prowadzeniu. Od dwóch przyłożeń zaczęli gospodarze i było 14:3. Szybko jednak Hiszpanie zaczęli się odgryzać i z kolei oni zaliczyli dwa przyłożenia – było 14:20. Jeszcze w pierwszej połowie przewagę odzyskali gospodarze – kolejne dwa przyłożenia i do przerwy 26:20. Po przerwie ponownie huśtawka: Hiszpanie szybko zdobyli przyłożenie i prowadzili 30:26. Jednak Gruzini zaliczyli karne przyłożenie, potem drugi raz przyłożył piłkę ich młynarz Szalwa Mamukaszwili i gospodarze wygrywali 38:30. Co prawda goście dzięki karnemu zmniejszyli stratę do pięciu punktów i w końcówce liczyli na wyszarpanie zwycięstwa, zamiast tego jednak swój sukces przypieczętowali siódmym przyłożeniem gospodarze. W ostatniej akcji Iberians tylko zmniejszyli rozmiar porażki. Finał w maju w Lizbonie.

W trzynastej kolejce Japan Rugby League One (jeszcze tylko trzy do końca fazy zasadniczej) drużyny z górnej połówki tabeli wygrały solidarnie swoje mecze z ekipami z dolnej połowy. Liderzy, Tokyo Sungoliath, pokonali Blue Revs 56:27 (7 przyłożeń i 21 punktów z kopów Damiana McKenziego dla zwycięzców), a wiceliderzy, Wild Knights, pokonali 37:31 Kobelco Steelers. Aż 112 punktów (i 16 przyłożeń) padło w meczu ostatnich Green Rockets z trzecią drużyną ligowej tabeli, Kubota Spears: gospodarze przegrali 41:71.

W północnoamerykańskiej Major League Rugby ciekawie było na zachodzie. Seattle Seawolves pokonali San Diego Legion 34:32 mimo pogoni rywali w końcówce. Zmniejszyli w ten sposób stratę do trzeciego miejsca do jednego punktu – tu wciąż aż pięć drużyn liczy się w walce o trzy miejsca w play-offie. Poza tym LA Giltinis pokonali Houston SaberCats 17:12 (Houston także ciągle w grze, ma tyle samo punktów, co Seattle), a liderzy, Austin Gilgronis, rozgromili Dallas Jackals 55:3 (największa różnica punktów w historii meczów MLR). Beniaminek z Dallas wciąż z kompletem porażek, ale na wschodzie inna drużyna z podobnym bilansem wreszcie zaliczyła przełamanie: stołeczne Old Glory DC, choć przez większość meczu przegrywało z Utah Warriors, dzięki przyłożeniu w ostatnich minutach pokonało Utah Warriors 22:21.

W Currie Cup odwołano spotkanie Sharks z Bulls zaplanowane w ubiegłym tygodniu w Durbanie. Powodem były poważne powodzie w prowincji KwaZulu-Natal. Mecz uznano za remisowy. Bulls pozostali jednak na pierwszym miejscu w lidze – mimo siódmego do kompletu zwycięstwa Cheetahs (tym razem 28:21 nad Western Province). Na czwarte miejsce dające do półfinału wrócili Griquas po zwycięstwie nad Lions (ci z kompletem ośmiu porażek na koncie – tym razem zwycięstwo stracili w niemal ostatniej minucie).

W Szkocji rozgrywki zakończyła jedna z najstarszych lig na świecie – Border League. W finale rozgrywek Hawick pokonał Kelso 18:14 i sięgnął po tytuł mistrzowski po raz pięćdziesiąty w swojej historii (ostatni raz w 2015, potem w rozgrywkach dominowało Melrose). Kelso odrobinę postraszyło wyżej notowanych rywali, zdobywając kontaktowe przyłożenie tuż przed końcem.

We Włoszech powoli do końca zbliżają się rozgrywki Top10, ale zanim dojdzie do ligowych play-offów, rozegrano finał Pucharu Włoch. Fiamme Oro w lidze straciło już szanse na awans do półfinałów, ale rzutem na taśmę wygrało swoja pucharową grupę i w finale grało z liderami ligi, Petrarcą z Padwy. Zwycięsko wyszli z tego starcia gracze Petrarki, którzy wygrali 23:11 dzięki lepszej drugiej połowie. Sięgnęli po puchar kraju zaledwie trzeci raz w historii (poprzednio – 21 lat temu). A pierwszy raz w historii włoskich rugbowych finałów sędziowała mecz kobieta – Clara Munarini.

W Rumunii ruszyła błyskawicznie zorganizowana Liga Națională de Rugby. Niestety, potwierdziły się oczekiwania co do niezwykle wysokich wyników w starciach zespołów profesjonalnych z dotychczasowymi drugoligowcami: Dinamo Bukareszt pokonało Politehnikę Jassy 62:0, Timișoara wygrała z Alba Iulia 96:6, a Universitatea Kluż rozgromiła Bucovinę Suczawa aż 133:6 (19 przyłożeń zwycięzców, wszystkie podwyższone). Pauzowali ubiegłoroczny mistrz kraju Știința Baia Mare i wicemistrz Steaua Bukareszt.

W Kenii rozegrano turniej Barthès Trophy, w którym grały piętnastkowe reprezentacje U20 ośmiu krajów afrykańskich – młodzieżowe mistrzostwa kontynentu. W finale Zimbabwe pokonało Namibię 19:14 (zwycięzcy turnieju w swoim pierwszym meczu zaledwie jednym punktem wygrali z Tunezją). W półfinałach opadli gospodarze oraz Madagaskar – ostatecznie trzecie miejsce zajęła Kenia.

Federacja Hongkongu oficjalnie potwierdziła wycofanie się z mistrzostw Azji i kwalifikacji do Pucharu Świata mężczyzn. To już trzecia reprezentacja, która dostała szansę walki o miejsce we Francji i nie mogła z niego skorzystać (wcześniej Kolumbia i Tunezja). Powodem brak możliwości przygotowania się do turnieju z powodu covidowych obostrzeń.

Włoska federacja zaoferowała zawodowe kontrakty 25 rugbystkom. Umowy mają być roczne, odnawiane co rok. Celem tego kroku w tym momencie jest zapewnienie lepszych warunków przygotowania reprezentacji do jesiennego Pucharu Świata kobiet.

Natomiast w Nowej Zelandii na zaledwie pół roku przed tą imprezą z prowadzenia reprezentacji zrezygnował Glenn Moore. Pełnił tę rolę od 2015, wygrał 24 mecze z 31 (w tym zdobył Puchar Świata w 2017), ale przegrał komplet spotkań podczas ostatniej europejskiej wyprawy (po dwie porażki z Anglią i Francją), a na dodatek po powrocie został oskarżony o złe traktowanie zawodniczek. Głównym kandydatem do zajęcia jego miejsca jest Allan Bunting, trener reprezentacji siódemek, która zdobyła złoto w Tokio, oraz Chiefs Manawa, które wygrały w marcu kobiece Super Rugby Aupiki.

The Rugby Paper doniosło, że World Rugby rozważa rozszerzenie zakresu testowania 20-minutowych czerwonych kartek na cały świat. Powodem zapewne fakt, że bardziej rygorystyczne podejście do wysokich szarż skutkuje większą liczbą kartoników i większym ich wpływem na wyniki. Cóż, osobiście uważam, że zamiast łagodzić sankcje, należałoby jednak zmusić graczy do tego, aby niżej szarżowali. Jeśli sankcji nie będzie, choćby i najpiękniejsze słowa o trosce o zdrowie zawodników pozostaną warte tyle co papier, na którym je zapisano (choć oczywiście trudno uznać, aby eliminowanie wysokich szarż miało rozwiązać problem kontuzji głowy w większym stopniu). Za rewolucją opowiedział się m.in. trener Bristol Bears Pat Lam, zdecydowanie przeciwko natomiast Nigel Owens.

Ukarany przed tygodniem czerwoną kartką młynarz Stade Français Tolu Latu został zawieszony za swój paskudny faul do końca obecnego sezonu. Wkurzył też właściciela klubu, Hansa-Pietera Wilda, który w wywiadzie stwierdził, że oprócz kłopotów z dyscypliną na boisku, gracz ma też problem z alkoholem.

A tydzień temu w tajlandzkim Phuket odbyły się azjatyckie turnieje siódemkowe. W męskim (Asia Rugby Sevens Trophy, a zatem drugi poziom mistrzostw kontynentu) wygrały Zjednoczone Emiraty Arabskie, które w finale pokonały Singapur. Obył się też towarzyski turniej kobiet, gdzie w finale gospodynie wygrały z ZEA.

Z wieści transferowych:

  • potwierdziły się wcześniejsze nieoficjalne doniesienia: Melvyn Jaminet, jedna z nowych gwiazd reprezentacji Francji, po tym sezonie przejdzie z Perpignan do mistrzów kraju, Tuluzy;
  • były reprezentant Nowej Zelandii, Waisake Naholo, po tym jak wrócił z Europy i nie zdobył kontraktu w Super Rugby, wybrał MLR – podpisał umowę z Rugby New York;
  • nowym trenerem Munsteru będzie Graham Rowntree – dotychczasowy trener młyna tej drużyny (wcześniej wieloletni trener młyna reprezentacji Anglii, sam zresztą wielokrotnie reprezentujący ten kraj i uczestniczący w sumie w czterech wyprawach British & Irish Lions zarówno w roli zawodnika, jak i trenera).

Do poczytania: Carolyn Hitt o swoim bratanku Chrisie i jego pracy z reprezentacją Polski na łamach Wales Online.

Polacy za granicą

Wieści o naszych reprezentantach z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • Eryk Łuczka (Hornets II – Somerset Premier): od pierwszej minuty w meczu drugiej drużyny Hornets przeciwko Nailsea & Backwell, przegranym 21:29. To był mecz na szczycie – porażka oznaczała utratę szans przez Hornets na pierwsze miejsce w ligowej tabeli na jedno spotkanie przed zakończeniem rozgrywek.

Francja:

  • Mateusz Bartoszek (Bassin d’Arcachon – Fédérale 1, grupa 1): z ławki rezerwowych w meczu przeciwko Marcq en Baroeul, wygranym 35:16 (jeszcze w 60. minucie było 10:16, ale RCBA zdołało odwrócić losy spotkania w końcówce). Zwycięstwo zapewniło RCBA na mecz przed końcem siódme miejsce w tabeli na koniec rundy zasadniczej. W barażach o Nationale 2 zagrają przeciwko Anglet;
  • Kamil Bobryk (Vienne – Fédérale 1, grupa 2): od pierwszej minuty na boisku w meczu z Nuits Saint Georges, przegranym 33:37. Mimo porażki Vienne awansowało na trzecie miejsce na koniec sezonu zasadniczego. Teraz przed nim play-off o mistrzostwo Fédérale 1 i awans do Nationale 1 – w pierwszej rundzie rywalem będzie Pamiers;
  • Tomasz Hebda (Lourdes – Fédérale 2, grupa 6): od pierwszej minuty w zaległym meczu z Balma, przegranym 20:27. Lourdes zajmuje 10. miejsce w ligowej tabeli, bez szansy na awans do play-off;
  • Aleksander Nowicki (Hyères-Carqueiranne-La Crau – Fédérale 1, grupa 2): cały mecz przeciwko Mâcon, wygrany 34:23 (okraszony dwiema czerwonymi kartkami pod koniec). RCHCC już dawno zagwarantowało sobie zwycięstwo w grupie, a tym meczem na koniec rundy zasadniczej osiągnęło 100 punktów. Play-off o mistrzostwo kraju Fédérale 1 i awans do Nationale 1 rozpoczną od dwumeczu z Graulhet.

Szkocja:

  • Ronan Seydak (Heriot’s): od pierwszej minuty w towarzyskim meczu przedsezonowym z Newcastle Falcons A, przegranym 26:57. Seydak został wskazany do kadry drużyny na nadchodzące rozgrywki Super6;
  • Daniel Tomanek (Stirling County): w dwunastce, która wzięła udział w słynnym siódemkowym turnieju Melrose 7s. W pierwszej rundzie 40:7 z Hawick, w drugiej 14:43 z British Army (która później wygrała cały turniej). Tomanek zdobył przyłożenie na koniec tego drugiego spotkania.

Szwacjaria:

  • Kacper Ławski (Yverdon – LNA): od pierwszej minuty w meczu z Geneve PLO, wygranym 13:10. Yverdon jest na drugim miejscu ligowej tabeli, z równą liczbą punktów co liderujący Grasshopper – ale klub Ławskiego i Reksulaka ma jedno spotkanie rozegrane mniej.

Zapowiedzi

W kolejny weekend sporo grania krajowego. Odbędą się kolejne rundy wszystkich trzech poziomów ligowych piętnastek (w Ekstralidze: Orkan Sochaczew – Master Pharm Rugby Łódź, Up Fitness Skra Warszawa – Ogniwo Sopot, Lechia Gdańsk – Edach Budowlani Lublin, Awenta Pogoń Siedlce – Arka Gdynia i Juvenia Kraków – Posnania), szósty turniej mistrzostw Polski w rugby 7 kobiet oraz mecze centralnej ligi juniorów.

Na arenie międzynarodowej wraca Puchar Sześciu Narodów kobiet (przedostatnia kolejka gier) oraz odbędą się dwa mecze Rugby Europe International Championships – w Conference 1 Łotwa – Szwecja, a na najniższym poziomie Development (ostatnio dodanym do grafiku) Słowacja – Czarnogóra.

W rugby klubowym po przerwie pucharowej wracają dwie europejskie ligi. W 23. kolejce Top 14 m.in. Tulon gra z Tuluzą, a Montpellier z Bordeaux. 23. runda także w Premiership, a tam m.in. mecze Halrequins – Leicester Tigers i Saracens – Exeter Chiefs. W Super Rugby tzw. super-round, w całości rozgrywana w Melbourne i w końcu z meczami transtasmańskimi – a na dodatek finał australijskiej kobiecej ligi Super W.

6 komentarzy do “Próba generalna finału Ekstraligi?”

  1. Nie rozumiem zdania, ze dziś możemy tylko nawiązać walkę z Holandią… Czyli co? przed Gruzją i Portugalią mamy się położyć i błagać o litość? Przyglądać się jak oni grają i bić im brawo? Skazujemy ich na porażkę pół roku przed meczem? Nie róbmy tak… Wspierajmy, kibicujmy, trzymajmy za nich kciuki. Jestem przekonany że nasi zawodnicy nawet z Nową Zelandią wyszliby z wiarą w zwycięstwo, bo mają serducho do tej gry i ogromne ambicje. Nie niszczmy tego. Istota sportu polega na tym, że dopóki rywalizacja się nie zakończy nie można podawać wyniku. Spodziewam się trzech meczów grupowych, w których zostawimy serce na boisku i taka Gruzja czy Portugalia po spotkaniu z nami będzie nas długo pamiętać. Kibicujmy a nie skreślajmy.

    Jeszcze dwa słowa na temat finału Pucharu Włoch. To był całkiem niezły mecz, w którym zdecydowaną przewagę mieli zawodnicy z Rzymu. Wydawało się że kontrolują spotkanie i sięgną po zwycięstwo. O wyniku zadecydowało 10 minut (między 65 a 75), w których obraz meczu całkowicie się odmienił. Mecz można obejrzeć tutaj:

    https://www.youtube.com/watch?v=eyPFf5JpwW0

    Zastanawiam się jak wyglądałby mecz Orkana Sochaczew lub Ogniwa Sopot z takimi drużynami jak Jassy, Alba Iulia czy Suczawa. Czy byłyby to spotkania wyrównane czy któryś z zespołów miałby wyraźną przewagę? Jeśli tak to kto by dominował. Klub z Polski czy Rumunii?

    Co do czerwonych kartek, to uważam że jest to kiepski żart. Tak labidzą o te urazy głowy, tyle artykułów na ten temat powstaje, nie ma roku, aby gdzieś na świecie nie zmarł rugbista w wyniku urazu doznanego w czasie meczu po ostrym, a często nieprzepisowym ataku przeciwnika. Wprowadzenie dwudziestominitowych wykluczeń spowoduje, że wysokie szarże, ataki zawodnika w powietrzu, deptanie korkami po głowie, wzajemne bijatyki, niesportowe zachowania będą coraz częściej widoczne na rugbowych boiskach. Nie chcemy tego…

    A co z Edwardem Krawieckim? Ponoć nie został powołany na mecz z Belgią z powodu zobowiązań w klubie, a widzę, że nie znalazł się w protokole meczowym… Wiadomo coś na ten temat?

    Następna ligowa kolejka zapowiada się pasjonująco! Praktycznie każda para może dać wyrównany mecz. Nawet w Sochaczewie może być ciekawie. Oby tylko mecze się na siebie nie nakładały, to będzie co oglądać 🙂

    Mam nadzieję, że mecz Saracens z Chiefs będzie transmitowany na Viaplay!!! Halrequins też bardzo chętnie bym obejrzał 🙂

    Dziękuję ślicznie za kolejną porcję newsów 🙂 Tym razem można było poczytać ukradkiem przy świątecznym stole 😉

    Odpowiedz
    • „Nie rozumiem zdania, ze dziś możemy tylko nawiązać walkę z Holandią…” – to realna ocena naszych możliwości. Gruzja jest poza naszym zasięgiem, a w Portugalii zrobili świetną robotę. My tez możemy ją zrobić, ale to nie stanie się z dnia na dzień. I cieszę się, że jesteśmy w REC, bo grając z lepszymi może coś się nauczymy. Choć do trwałego i porządnego postępu potrzebujemy przede wszystkim profesjonalizacji i szerokiej bazy wśród młodzieży. Ps. A może nasz skład będzie znowu za rok wyglądał inaczej 🙂

      Co do Krawieckiego, to sądzę, że to raczej kontuzja, w składzie Bromsgrove nie ma go już zdaje się od ponad miesiąca…

      Odpowiedz
      • A Krawiecki grał jeszcze jakiś mecz po spotkaniu z Belgią?

        Co do składu, to jestem przekonany że będzie wyglądał inaczej, ale w REIC to reguła. Chyba tylko Gruzini i Rumuni mają w miarę ustabilizowany skład. Portugalia, Hiszpania, Holandia i Belgia w każdym meczu mocno się różnią. Gdyby te kraje wystawiały najmocniejsze możliwe składy w każdym meczu, to raczej ciężko myśleć o punktach, ale wiadomo, ze tak nie będzie, bo kluby nie chcą w rugby puszczać swoich zawodników na zgrupowania. Ja się bardzo obawiam, ze teraz pójdziemy po bandzie i nagle włączymy do składu kilkunastu zupełnie nowych zawodników z zagranicy, którzy dotąd w reprezentacji nie grali. Nie wiem czy o takie wzmocnienie chodzi… Zobaczmy na ostatni mecz kolejki Ogniwo-Orkan. W Sopocie roiło się od reprezentantów, a Sochaczewianie przyćmili kadrowiczów i nie mam na myśli tylko obcokrajowców grających w tym klubie. Ten mecz mi uświadomił, że niekoniecznie w kadrze Hitta grają nasi najlepsi zawodnicy. Myślę, że mamy jeszcze rezerwy. Powinniśmy grać mecze towarzyskie. Wiem, że to nie będzie łatwe, ale im więcej sparingów tym więcej zawodników można sprawdzić.

        Odpowiedz

Skomentuj Tomek Anuluj pisanie odpowiedzi