Pierwsza wygrana, pierwszy krok

Pierwszy krok oczywiście do celu, jakim jest zadomowienie się na poziomie Rugby Europe Championship. Wygraliśmy z Belgią zyskując lepszą pozycję wyjściową w półfinale zmagań o miejsca 5–8. To jednak nie koniec wyzwań i mecz z Niemcami będzie jeszcze ważniejszy – nie zmarnujemy więc sukcesu z sobotniego wieczoru i powtórzmy to, co widzieliśmy na boisku w Gdyni. Łatwo nie będzie, ale jest to w zasięgu możliwości naszej drużyny.

Reprezentacja Polski / Rugby Europe International Championships

W ostatnim meczu fazy grupowej Rugby Europe Championship Polska grała z Belgią. Trener Chris Hitt przed meczem znacznie powiększył kadrę – na zgrupowaniu pojawili się m.in. grający na co dzień we Francji Mateusz Bartoszek, Kamil Bobryk i Aleksander Nowicki (a także jego brat Jędrzej, który po meczu z Rumunią wrócił do Francji), a ponadto nowa, zaskakująca twarz z Australii – wspieracz Brandon Olow, na co dzień grający w Bayswater w najwyższej lidze Australii Zachodniej. Co cenne, szansę treningu z reprezentacją dostało też kilku bardzo młodych zawodników. Ostatecznie z tej grupy w wyjściowej piętnastce znaleźli się bracia Nowiccy i Mateusz Bartoszek (Olow był kontuzjowany, Bobryk siadł na ławce). Hitt mocno zaskoczył znajdując miejsce dla Wojciecha Piotrowicza na pozycji obrońcy. Postawił też na niezwykle doświadczony młyn – w wyjściowym zestawieniu nie było tam nikogo poniżej trzydziestki. Ale cóż, jeśli dzięki temu w tym sezonie wygramy i w kolejnym zyskamy nieco spokojniejszą głowę, być może jest to cena warta zapłacenia, aby za rok dać szansę młodzieży.

Faworytami spotkania byli Belgowie, ale Polacy bardzo dobrze mecz zaczęli: wygrana piłka po rozpoczęciu meczu, trzy punkty Piotrowicza z karnego. Co prawda po kolejnym wznowieniu piłkę dla odmiany Polacy stracili, ale to oni zdobyli też po paru minutach pierwsze przyłożenie w meczu – zapisał je na swoje konto Zenon Szwagrzak po świetnie zorganizowanym maulu autowym. Co prawda Piotrowicz nie zdobył punktów z podwyższenia, potem chybił z karnego, Alan Williams zmniejszył stratę Belgów do stanu 8:3, a potem wynik przed przerwą już się nie zmienił, ale polska drużyna schodząc na przerwę zostawiła po sobie dobre wrażenie – miała przewagę na boisku, kopy tym razem dawały szansę na przejęcie piłki (nasi zawodnicy próbowali także kopów na 50:22 i kilka razy im się ta sztuka udała), mieliśmy też wreszcie skuteczną obronę i dominację w młynie dyktowanym.

Druga połowa zaczęła się także bardzo dobrze – choć nie był to jednostronny pojedynek, to Polacy mieli więcej z gry, a efektem było przyłożenie między słupami Piotra Zeszutka (parę minut wcześniej zresztą też bardzo bliskiego podobnego dokonania), świetnie obsłużonego przez uznanego potem za najlepszego na boisku Dawida Plichtę (https://twitter.com/i/status/1627057866862624768). Było 15:3, parę minut później Piotrowicz jeszcze powiększył tę przewagę o trzy punkty. Jednak po zmianach nasz młyn zaczął mieć kłopoty i to Belgowie zaczęli dominować nad naszymi graczami. Kilka minut przed końcem po szerokim rozrzuceniu piłki zdobyli swoje pierwsze przyłożenie przy narożniku boiska i nasza przewaga zmalała do dziesięciu punktów. Piotrowicz co prawda znów dopisał „trójkę” do naszego rachunku, ale Belgowie cisnęli i tuż przed upływem regulaminowego czasu gry zdobyli swoje drugie przyłożenie, zmniejszając stratę do już tylko sześciu punktów. Mieli jeszcze piłkę w ręce, ale tym razem nie pozwoliliśmy im wyjść z ich połowy i ostatecznie wygraliśmy 21:15. Puchar Generała Maczka, ustanowiony przed rokiem, pozostał tym razem u nas.

Tym razem nasza reprezentacja zagrała z drużyną grającą na podobnym poziomie i ustrzegła się błędów z poprzednich meczów (a może to przeciwnik nas do nich nie zmusił, bo jednak mało było w jego grze przyspieszenia – grali podobnie do nas, też sporo kopiąc piłki). Przez większość meczu dominowaliśmy w stałych fragmentach gry, a i kopanie tym razem przynosiło realne korzyści. Brakowało nam czasami wykończenia akcji przez co przewaga w punktach nie do końca chyba oddawała przewagę na boisku. To zaowocowało nerwami w końcówce, gdy Belgowie zaczęli być naprawdę niebezpieczni. Ale ostatecznie odnieśliśmy zasłużone zwycięstwo. Dzięki temu czeka nas za dwa tygodnie kolejny mecz na swoim boisku, tym razem przeciwko Niemcom – a jego stawka będzie jeszcze większa niż w sobotę. Wszak po to chcieliśmy wygrać w sobotę, aby grać na swoim boisku i nie trafić na Holendrów. Gra z Niemcami na własnym podwórku zwiększa szansę na wymarzony przed tym sezonem wynik – grę o 5–6 miejsce.

Niemcy nie będą jednak łatwym przeciwnikiem. W meczu, którego stawką było trzecie miejsce w grupie A mierzyli się na swoim boisku z Holandią. Holendrzy, będący faworytami spotkania, już w pierwszej połowie zbudowali przewagę dzięki skuteczności z karnych, których było naprawdę sporo – obie drużyny zdobyły po dwa przyłożenia, ale to goście prowadzili schodząc na przerwę 26:15 (najlepszy gracz meczu, David Weersma, miał stuprocentową skuteczność z podstawki i zdobył pierwsze przyłożenie w meczu). Na początku drugiej połowy Holendrzy zdobyli trzecie przyłożenie i zwiększyli przewagę do 18 punktów. Wydawało się, że mogą być już stosunkowo spokojni, ale Niemcy (do których składu wrócił m.in. Raynor Parkinson) zanotowali jednak świetny come back. Zdominowali rywali, atakowali nawet grając w osłabieniu, seryjnie wygrywali auty i stopniowo odrabiali straty (Eduardo Stella trafiał z podstawki nawet z połowy boiska). Na dziesięć minut przed końcem brakowało im już tylko czterech oczek, ale wtedy Holendrzy odzyskali kontrolę nad meczem. Co prawda spudłowali karnego (Weersmy już nie było na boisku) i żadnych punktów już nie zaliczyli, ale wygrali 33:29.

O zwycięstwo w grupie A grali Hiszpanie z Gruzinami. Gospodarze już zaczynali sezon w składzie mocno osłabionym w porównaniem z zeszłym rokiem, a z każdym meczem było gorzej – stracili zdecydowaną większość pierwotnie powołanych zawodników grających na co dzień we Francji i Anglii, w ostatnim tygodniu m.in. kapitana drużyny Jona Zabalę oraz Joshuę Petersa z Newcastle Falcons. Efekty było widać na boisku: Gruzini już w pierwszej połowie mieli na koncie cztery przyłożenia (w tym dwa Akakiego Tabucadze) i prowadzili 22:3. W drugiej połowie dorzucili kolejne trzy i ostatecznie wygrali wysoko 41:3. Trudno się dziwić, skoro potrafili zdobywać punkty w taki sposób: https://twitter.com/i/status/1627026204543836161. Efektem ubocznym wysokiej wygranej jest awans Gruzji w rankingu World Rugby – i to awans szczególny, bo Gruzini przeskoczyli w nim Włochów.

W meczu decydującym o ostatecznym triumfie w naszej grupie Portugalia grała z Rumunią. Portugalczycy po meczu z Polską stracili kilku ważnych zawodników (m.in. świetnego łącznika młyna Samuela Marquesa czy kapitana Tomasa Appletona), natomiast do składu dołączyły dwie ich gwiazdy, Raffaele Storti (zaczął mecz na ławce rezerwowych) i Anthony Alves. Rumuni stracili kontuzjowanego Atilę Septara, a w czasie meczu także Taylora Gontineaca (mają poważny problem z kontuzjami łączników ataku i środkowych). Szalony pierwszy kwadrans spotkania: nim minęły dwie minuty świetny przebój Gontineaca (https://twitter.com/i/status/1627324508255432706) dał prowadzenie Rumunom, po kilkudziesięciu sekundach niesamowitym przyspieszeniem odpowiedział środkowy Portugalczyków Pedro Bettencourt, a w 12. minucie ten sam zawodnik szczęśliwie zapunktował po potężnym maulu gospodarzy. Było 14:10 i ten wynik pozostał niezmieniony do przerwy, choć obie ekipy miały szansę na dorzucenie punktów do swego dorobku – gra toczyła się głównie w środku boiska i obfitowała w karne. Druga połowa to dominacja gospodarzy: dwa przyłożenia (jedno po sprytnym rozegraniu autu, drugie po błyskawicznej akcji graczy ataku: https://twitter.com/i/status/1627344097991176192) dały im bezpieczną przewagę 31:13. Rumuni co prawda zmniejszyli straty, ale Portugalczycy na koniec zaliczyli jeszcze jedno przyłożenie po maulu autowym i wygrali 38:20.

Skład półfinałów: o miejsca 1–4 Gruzja zagra z Rumunią, a Portugalia z Hiszpanią – faworytami w obu przypadkach będą gospodarze. W 1/2 finału o miejsca 5–8 zobaczymy pojedynki Holandii z Belgią i Polski z Niemcami – i tu można spodziewać się zaciętych pojedynków.

Poz.DrużynaM.Pkt.Poz.DrużynaM.Pkt
1. Gruzja3151. Portugalia315
2. Hiszpania392. Rumunia310
3. Holandia343. ↑Polska34
4. Niemcy314. ↓Belgia31

A przy okazji – na stronie Rugby Europe pojawiła się informacja o walkowerach w aż czterech spotkaniach grupy północnej na poziomie Conference 1 (w sumie planowanych było 10 spotkań w tej grupie, a więc mowa o 40%). Walkowerem oddali oba mecze wyjazdowe Węgrzy (zagrają zatem w tym sezonie tylko dwa mecze w domu, a po jednym Luksemburg i Łotwa. Na walkowerach korzystają Mołdawianie (dwa zwycięstwa 28:0 – w efekcie nie rozegrają żadnego meczu w domu, podobno Węgrzy odmówili wyjazdu do Kiszyniowa z powodu obaw o bezpieczeństwo) oraz także Luksemburg i Łotwa (po jednym). W tabeli grupy i tak na czele pozostały Czechy z kompletem dwóch zwycięstw (obu wywalczonych na murawie). Co prawda Mołdawianie, którzy tylko raz wybiegli na boisku i przegrali, mają identyczną liczbę punktów, ale faworytami grupy wydają się nasi południowi sąsiedzi.

Top 14

Po raz osiemnasty w tym sezonie wyszły na boisko drużyny z francuskiej Top 14. Weekend rozpoczął mecz walczącej o awans do play-off Bajonny z wiceliderem tabeli z Paryża, Stade Français. Górą z tego starcia wyszli Baskowie, którzy dzięki temu wciąż mają komplet zwycięstw na swoim stadionie. Pierwsze przyłożenie w meczu zdobyli co prawda paryżanie, ale po pierwszej połowie gospodarze prowadzili sześcioma punktami. Na początku drugiej połowy zdobyli kolejne przyłożenie z podwyższeniem, ale potem Stade Français zaczęło odrabiać straty i na trzy minuty przed końcem doprowadziło do remisu 26:26. Do wyjścia paryżan na prowadzenie zabrakło wówczas skutecznego podwyższenia, ale ostatnie słowo w meczu i tak należało do gospodarzy – Camille Lopez trafił z karnego w ostatniej akcji meczu (w sumie 19 punktów z podstawki) i Bajonna wygrała 29:26.

Idący ostatnio w górę tabeli Lyon pokonał obrońców tytułu z Montpellier 31:21. Lyon zaczął ten mecz dwoma przyłożeniami i prowadzeniem po 20 minutach 17:3. Goście zaczęli odrabiać straty i krótko po przerwie zmniejszyli dystans do trzech tylko punktów, ale potem gospodarze znowu odskoczyli i pewnie wygrali spotkanie. Kończyli je jednak z gorzkim posmakiem w ustach – na pięć minut przed końcem zdobyli czwarte przyłożenie i liczyli na zwycięstwo z bonusem, jednak Montpellier odebrało im dodatkowy punkt przyłożeniem zdobytym w ostatniej akcji meczu. Za to mistrzowie kraju już na początku meczu stracili po zderzeniu głowami z przeciwnikiem Zacha Mercera – Anglik trafił prosto z boiska do szpitala.

Mnóstwo emocji (choć nie zawsze zdrowych) było w meczu Tulonu z Tuluzą. Po pierwszej połowie, w której padło tylko jedno przyłożenie, gospodarze byli na prowadzeniu 10:3. Pod koniec tej części spotkania stracili jednak po czerwonej kartce włoską podporę młyna, Sergio Parisse, który w paskudnej szarży postawił przeciwnika na głowie (swoją drogą, w ubiegłym tygodniu stracił ojca i nie wiadomo było, czy w ogóle zagra). Tuluza jednak nie potrafiła liczebnej przewagi wykorzystać. Po 25 minutach gry w drugiej połowie zdobyła tylko trzy oczka z karnego. Na kilka minut przed końcem starcie Jiuty Waniqolo z Tulonu z Rynhardtem Elstadtem z Tuluzy kosztowało ich obu kartki – przy czym Elstadt zobaczył czerwoną za uderzenie przeciwnika w twarz. Na boisku brakowało zatem w końcówce trzech graczy, a mimo podwójnego osłabienia swoje zwycięstwo drugim przyłożeniem przypieczętowali tulończycy. Tuluza mogła zdobyć jeszcze przyłożenie, które dałoby jej bonus defensywny, ale Arthur Retière został w ostatniej chwili wypchnięty w aut. Skończyło się wynikiem 17:6, a zaledwie sześć punktów i ani jednego przyłożenia to najgorszy dorobek Tuluzy w tym sezonie.

Poza tym:

  • Racing 92 pokonał broniące się przed spadkiem Brive 34:24 (niezwykle zacięty, fizyczny mecz);
  • w starciu ekip walczących o utrzymanie ostatnie w tabeli Perpignan pokonało Pau 49:29 (aż 10 przyłożeń, z czego sześć zdobyli zwycięzcy – wygraną zawdzięczają dobrej końcówce pierwszej połowy, gdy zdobyli 18 punktów bez odpowiedzi rywali – m.in. piękne przyłożenie Sadeka Deghmache’a);
  • wicemistrzowie z Castres przegrali z La Rochelle 17:32;
  • na koniec kolejki Bordeaux pokonało Clermont 18:9 (wszystkie punkty z karnych, nieudany rewanż trenera Christophe’a Uriosa na ekipie, która go niedawno zwolniła).

W tabeli bez wielkich zmian. Tuluza i Stade Français, prowadzące w lidze, co prawda przegrały, ale utrzymały swoje pozycji. Reszta stawki zaczęła zmniejszyła jednak dystans. Zmiana na ostatnim miejscu: Perpignan opuściło je i zepchnęło na nie Brive.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza1858
2. Stade Français1851
3. Lyon1848
4. La Rochelle1847
5. Racing 921846
6. Bajonna1845
7. Bordeaux Bègles1844
8. ↑Tulon1843
9. ↓Montpellier1839
10. Clermont1836
11. Castres1832
12. Pau1832
13. ↑Perpignan1830
14. ↓Brive1826

W Pro D2 zwycięstwa dwóch czołowych drużyn – zdecydowani liderzy, Oyonnax pierwszy raz w historii wygrali na wyjeździe z Montauban (34:21), a wiceliderzy, Mont-de-Marsan, pokonali zdecydowanie Vannes 30:3. Dwa mecze skończyły się remisami: trzecie w lidze Agen nie zdołało pokonać Provence (23:23; wydawało się, że Agen wygra dzięki karnemu Eltona Jantjiesa tuż przed upływem 80 minut, ale tym samym zdążył jeszcze odpowiedzieć Florent Massip), a Béziers zremisowało z Nevers 32:32. Warto zwrócić uwagę na wygraną Aurillac nad Massy – było 19:7 mimo tego, że zwycięzcy jeszcze w pierwszej połowie zobaczyli dwie żółte, a potem czerwoną kartkę.

Premiership

Siedemnasta kolejka Premiership zaczęła się niezwykle ciekawym spotkaniem Gloucesteru z Harlequins. Obie ekipy pozostawały przed nim tuż za miejscami dającymi awans do play-off i dla obu był to niezwykle ważny mecz. Już w pierwszym kwadransie padły trzy przyłożenia, po których na prowadzeniu 14:7 byli gospodarze. W pierwszej połowie więcej punktów nie było, a drugą lepiej zaczęli goście: dwa kolejne ich przyłożenia wyprowadziły z kolei ich na prowadzenie 19:14 (przy jednym z nich brakło skutecznego podwyższenia, co potem miało wielkie znaczenie). W końcówce Gloucester ponownie się zerwał, Santiago Carreras i Louis Rees Zammit (który pojawił się w drużynie pierwszy raz od kilku miesięcy i miał w tym meczu szansę na jeszcze jedno przyłożenie, ale w ostatniej chwili jego świetną akcję powstrzymał Tommaso Allan: https://twitter.com/i/status/1626690755749203980) zdobyli przyłożenia i na pięć minut przed końcem wyrobili sobie przewagę 28:19. W ostatniej akcji przyłożenie dla Quins zdobył Litwin Matas Juvevicius, ale tylko zapewnił w ten sposób dwa punkty bonusowe swojej drużynie – ostatecznie Gloucester wygrał 28:26. Przy okazji Danny Care pobił rekord Mike’a Browna w liczbie występów w barwach Harlequins – gra tu od 2006, a mecz z Gloucesterem był jego 352.

Mnóstwo emocji i 11 przyłożeń w meczu Northampton Saints z Sale Sharks, zakończonym zwycięstwem ekipy gospodarzy 38:34. Początek meczu należał do gości, którzy w ciągu 20 minut zdobyli 3 przyłożenia i wyszli na prowadzenie 19:0, ale już po pierwszym z tych przyłożeń stracili Manu Tuilagiego – zobaczył czerwoną kartkę za atak łokciem w gardło przeciwnika. Po przerwie, choć Sharks zostali na boisku w trzynastkę na 10 minut, nadal prowadzili – na kwadrans przed końcem 34:19. Wtedy jednak stracili karne przyłożenie, znów przez 10 minut musieli grać w podwójnym osłabieniu i dosłownie parę minut przed końcem stracili prowadzenie po dwóch kolejnych przyłożeniach gospodarzy. Niesamowity powrót Saints, choć niewątpliwie osłabienie rywali mocno im w nim pomogło.

Na koniec kolejki obrońcy tytułu mistrzowskiego, Leicester Tigers, grali ze zdecydowanymi liderami ligowej tabeli, Saracens – i zadali im drugą porażkę w sezonie. Mistrzowie znakomicie zaczęli spotkanie – po półgodzinie mieli na koncie trzy przyłożenia i prowadzili 21:3, a chwilę potem dorzucili jeszcze karnego (Pollard z bardzo dużego dystansu). Przyłożenia zdobywali dla nich m.in. Handrè Pollard po świetnej akcji Jaspera Wiese i debiutujący w barwach Tigers weteran Mike Brown (wcześniej zaś miał decydujący udział w drugim przyłożeniu swojej drużyny). Saracens jednak dość szybko zmniejszyli straty: przyłożenia na koniec pierwszej i na początku drugiej połowy, karny Alexa Goode’a doprowadziły do różnicy zaledwie 6 punktów. Przez ostatnie pół godziny jednak jej nie zniwelowali – choć mieli przewagę i naciskali gospodarzy, ci nie popełnili błędów w obronie i wynik pozostał niezmieniony – Tigers wygrali 24:18.

Poza tym:

  • Bristol Bears pokonali rywala z dolnych rejonów tabeli, Newcastle Falcons, 30:12;
  • Bath przegrało z London Irish 10:25 (ostatnie przyłożenie goście zdobyli, gdy gospodarze grali w trzynastkę po dwóch żółtych kartkach).

Przegrane prowadzących w tabeli Saracens i Sale Sharks pozwoliły rywalom nieco się zbliżyć reszcie stawki, ale różnice w czołówce nadal są duże (Saracens mają 7 punktów przewagi nad Sale Sharks, a ci – aż 12 nad Northampton Saints). Pauzujący w tej kolejce Exeter Chiefs wypadł z miejsc dających awans do play-off, a kolejny spadek (już na siódme miejsce) odnotowali Harlequins. Z nimi punktami zrównali się obrońcy tytułu. Na dnie tabeli znowu znalazło się Bath.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Saracens1457
2. Sale Sharks1450
3. ↑Northampton Saints1438
4. ↑Gloucester1437
5. ↑↑London Irish1435
6. ↓↓↓Exeter Chiefs1334
7. ↓Harlequins1434
8. Leicester Tigers1434
9. ↑↑Bristol Bears1327
10. ↓Newcastle Falcons1326
11. ↓Bath1324

Poważne kłopoty ma obrońca tytułu mistrzowskiego, Leicester Tigers. Klub potrzebuje i to szybko aż 13 mln funtów, aby nie trafić pod zarząd komisaryczny. Mają jednak szansę na pozyskanie takiego finansowania od swoich udziałowców. Jak długo jednak będzie się kręcić karuzela pożyczek z nadzieją na zwrot w przypadku sportowego sukcesu? Przecież wiadomo, że gra wielu, ale wygrywa tylko jeden…

Championship nie grało (odbywały się mecze w ramach rozgrywek pucharu ligi), ale mimo to rozstrzygały się sprawy ewentualnego awansu. Dwa kluby wystąpiły o licencję na rozgrywki w Premiership w przypadku zwycięstwa w lidze – Ealing Trailfinders i Doncaster Knights. Władze Premiership ponownie odrzuciły wniosek tej pierwszej drużyny, ponownie z powodu braku stadionu mieszczącego 10 001 widzów (mimo że takiego wymogu nie spełniają chociażby Saracens i mimo że tak naprawdę w przypadku tego beniaminka to awans jest potrzeby, aby zacząć pracować nad rozbudową stadionu). Pozytywnie oceniono natomiast wniosek Knights, ale ci póki co są na piątym miejscu w lidze i w tym sezonie dość mocno odstaje w tabeli od Ealing Trailfinders i Jersey Reds.

W efekcie Ealing Trailfinders podobno podjęło rozmowy z federacją walijską na temat połączenia z jednym z walijskich regionów i przystąpienia do URC, przy rozgrywaniu domowych meczów w Londynie. Co z tego wyniknie?

RFU potwierdziło także, że w przyszłym sezonie w Championship będą mogli zagrać Wasps, zabraknie natomiast miejsca dla Worcester Warriors – przede wszystkim z powodu odmowy spłaty wszystkich długów klubu przez jego nowych właścicieli (w gruncie rzeczy sami wycofali swój wniosek o grę na tym poziomie, wiedząc, że w tym zakresie nie dojdą z federacją do porozumienia). Właściciele Warriors ogłosili jednak, że wycofują się z rebrandingu drużyny (miała nosić nazwę Sixway Rugby). Oświadczyli też, że porozumieli się z Wasps, że ci ostatni będą grać w Championship na stadionie Sixway w Worcesterze – jednak Wasps bardzo szybko zdementowało tę informację. Komedia w Worcester (a dla niektórych tragedia).

United Rugby Championship

Czternasta kolejka ligi URC zaczęła się od starcia dwóch drużyn z czołówki tabeli – Glasgow Warriors grali z Ulsterem. Spotkanie niezwykle zacięte, choć graczom przeszkadzał deszcz – zaczęło się od prowadzenia Szkotów 5:0, ale przewagę przez większość pierwszej połowy mieli Irlandczycy i do przerwy było 5:8. Sytuacja zmieniła się w drugiej połowie, choć dość długo wynik ani drgnął. Na kwadrans przed końcem Warriors wrócili na prowadzenie, ale ich przewaga była bardzo mała. Dopiero na pięć minut przed upływem 80. minut przypieczętowali zwycięstwo przyłożeniem. Belfastczyków było stać tylko na karnego w ostatniej akcji, potrzebny do zdobycia punktu bonusowego – dzięki któremu w tabeli zachowali punkt przewagi nad swoimi rywalami.

Chyba najwięcej uwagi przyciągały jednak derby Południowej Afryki pomiędzy czwartymi w tabeli Bulls i drugimi Stormers. Mecz oglądało z trybun ponad 40 tys. widzów i na brak emocji nie mogli narzekać. Pierwsze minuty to pojedynek na karne Chrisa Smitha i Manniego Libboka: zdecydowanie więcej szans dostał od rywali ten pierwszy i Bulls po 25 minutach prowadzili 12:3. Jednak na przerwę to Stormers schodzili z jednopunktową przewagą po pierwszym przyłożeniu w tym meczu i kolejnym karnym Libboka. W drugiej połowie Stormers podnieśli prowadzenie do ośmiu punktów, ale na kwadrans przed końcem Bulls zmniejszyli je z powrotem do jednego oczka dzięki przyłożeniu wracającego do gry po załamaniu nerwowym Sbu Nkosiego (zdobytym mimo gry w osłabieniu po świetnej akcji: https://twitter.com/i/status/1626985821344497665). Ostatecznie jednak Stormers zwyciężyli 23:19, a wynik ustalił drop goalem Libbok.

Poza tym:

  • w drugich derbach Południowej Afryki Lions ulegli Sharks 7:29 (do przerwy remis, po przerwie trzy przyłożenia durbańczyków bez odpowiedzi gospodarzy);
  • prawdziwe odrodzenie przeżywa Munster, który rozgromił walijskich Ospreys aż 58:3 (trzy przyłożenia Gavina Coombesa, 15 punktów pominiętego w powołaniach do kadry irlandzkiej Joey’a Carbery’ego, powrót do gry Simona Zebo, który też zdobył przyłożenie – a dla Ospreys to rekordowa porażka w historii występów w URC);
  • bezlitosny dla walijskich rywali był także Leinster, który pokonał Dragons 43:13 (14. kolejne zwycięstwo ligowe Irlandczyków);
  • nieoczekiwane zwycięstwo 30:13 odniosło Cardiff nad włoskim Benettonem (szalony początek z trzema przyłożeniami w ciągu sześciu minut, z których dwa zdobył dla gospodarzy Owen Lane; do przerwy Waliczyjczycy prowadzili tylko siedmioma punktami, ale po przerwie rozstrzygnęli mecz dwoma przyłożeniami, wykorzystując m.in. czerwoną kartkę Tomasa Albornoza; rekord w ilości występów w barwach Cardiff – 256 – pobił Lloyd Williams);
  • cenne zwycięstwo 42:14 odnieśli Scarlets nad Edynburgiem;
  • aż 11 przyłożeń kibicom w Parmie zafundowali gracze miejscowego Zebre i irlandzkiego Connachtu – górą byli goście 57:34 (zaczęli mecz od hat-tricka przyłożeń po maulach autowych młynarza Dylana Tierney’a-Martina; gospodarzom na pocieszenie pozostał kolejny w tym sezonie defensywny punkt bonusowy za cztery przyłożenia).

W tabeli nadal na czele niepokonany Leinster z tuzinem punktów przewagi nad Stormers. Mimo porażki trzeci pozostał Ulster, a na kolejne miejsca awansowały Glasgow Warriors i Munster. W czołowej ósemce znalazły się już wszystkie cztery irlandzkie drużyny.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster1466
2. Stormers1454
3. Ulster1344
4. ↑Glasgow Warriors1343
5. ↑Munster1442
6. ↓↓Bulls1441
7. ↑Sharks1338
8. ↑↑Connacht1435
9. ↑↑Cardiff1434
10. ↓↓↓Benetton Treviso1434
11. ↓↓Edynburg1431
12. Ospreys1429
13. ↑Scarlets1427
14. ↓Lions1324
15. Dragons1418
16. Zebre Parma148

Z kraju

Kolejne wzmocnienie Juvenii Kraków z Namibii – do drużyny dołączył były gracz Welwitschias, trzecioliniowiec Denzil van Wyk.

Ze świata

W drugim meczu kobiecego Rugby Europe Championship do gry weszły faworytki turnieju, Hiszpanki. W meczu bez wielkiej historii zdobyły 12 przyłożeń i rozgromiły Holenderki aż 70:0.

Za nami pierwsza kolejka północnoamerykańskiej Major League Rubgy. W inauguracyjnym spotkaniu Rugby ATL pokonało kanadyjskiego rodzynka w stawce, Toronto Arrows 17:10. Debiutujący w stawce Chicago Hounds swój pierwszy mecz w lidze przegrali w Waszyngtonie z Old Glory DC 27:42. Aż 11,5 tys. widzów na Snapdragon Stadium (rekord MLR) oglądało mecz jednych z kandydatów do mistrzostwa, San Diego Legion, z Utah Warriors – gospodarze nie zawiedli publiczności i wygrali 33:17. W pierwszej kolejce mieliśmy też rewanż za ostatni finał: Seattle Seawolves tym razem pokonali New York Ironworkers 25:11.

Zaczęły się także rozgrywki ligi Super Rugby Americas (w poprzednich sezonach SLAR – Superliga Americana de Rugby). Na początek nowa ekipa w stawce, argentyńscy Dogos, pokonali w Córdobie paragwajskich Yacare 30:24 – ten mecz mógł się skończyć inaczej, ale Paragwajczyków drogo kosztował brak dyscypliny i żółte kartki. Podobnie w meczu brazylijskich Cobras z argentyńskimi Pampas – gospodarze przegrywali 0:14, nieoczekiwanie wyrównali, ale potem zaczęli zbierać kartki (trzy żółte i dwie czerwone) i ostatecznie przegrali 21:41. Beniaminek z Ameryki Półmocnej, American Raptors, zaczął startu od wyjazdowego meczu z chilijskim Selknamem i przegrał aż 10:45.

W Japan Rugby League One półmetek rundy zasadniczej i w gruncie rzeczy wszystko po staremu – znów zwycięstwa ekip z czołówki. Saitama Wild Knights pokonali Hanazono Kintetsu Liners 41:6 (najlepszym zawodnikiem meczu był Takuya Yamasawa – 17 punktów, w tym dwa przyłożenia, a jedno z nich po fantastycznym slalomie między graczami przeciwnika), Tokyo Sungoliath wygrali z BlackRams Tokyo 18:7 (dobry początek BlackRams, ale potem faworyci zapewnili sobie zwycięstwo), a Kubota Spears zwyciężyli Mitsubishi Sagamihara Dynaboars 60:22 (beniaminek po świetnym początku sezonu ma coraz słabsze wyniki). Mnóstwo przyłożeń w starciu Yokohama Canon Eagles z Toshiba Brave Lupus Tokyo, zakończonym rezultatem 59:48 (Eagles mieli w tym meczu nawet 37 punktów przewagi, w dużej mierze dzięki świetnej grze duetu Yu Tamura – Faf de Klerk, ale końcówka meczu należała do gości), z kolei emocje do samego końca w meczach Toyota Verblitz z Green Rockets Tokatsu, wygranym przez gospodarzy 21:18, oraz Kobelco Cobe Steelers z Shizuoka BlueRevs (tuż przed końcem BlueRevs wyrównali po przechwycie i akcji przez niemal całe boisko, ale ostatnie słowo należało do Steelers). W tabeli na czele nadal trójka medalistów sprzed roku: Wild Knights, Spears i Sungoliath, 6 punktów straty mają Canon Eagles.

Mistrzem Nepalu została drużyna Tribhuwan Army. W ostatnim meczu mierzyła się z ekipą Gorkhali RC i wynik tego meczu decydował o złotym medalu. Emocje do samego końca, a ostatecznie w decydującym meczu mieliśmy remis 19:19. Obie drużyny skończyły rywalizację z 12 punktami na końcu i o mistrzostwie Tribhuwan Army zdecydowały małe punkty. Wcześniejsze mecze z pozostałymi dwoma rywalami w stawce te dwie ekipy kończyły bonusowymi zwycięstwami.

W sobotę w Al-Ajn w Zjednoczonych Emiratach Arabskich rozegrano turniej Arab 7s. Na starcie stanęło dziewięć drużyn męskich oraz sześć kobiecych. Zwycięzcami okazały się ekipy Zjednoczonych Emiratów Arabskich wśród mężczyzn (pierwszy taki sukces, który zawdzięczają w dużej mierze zawodnikom pochodzącym z Fidżi; w finale ZEA pokonały Tunezję 15:5, a trzecie miejsce przypadło Libii) oraz Tunezji wśród kobiet (obroniły tytuł sprzed roku, wygrywając w finale 24:5 z ZEA, brąz dla Syrii). Z Tunezyjkami wkrótce mają trenować nasze dziewczyny.

Puchar Sześciu Narodów pauzował w ten weekend, ale nie oznacza to, że wokół tej imprezy zapadła cisza. Najgorętszym tematem była informacja o możliwym strajku walijskich reprezentantów, rozgoryczonych przeciągającymi się już od miesięcy rozmowami pomiędzy tamtejszą federacją i zawodowymi klubami co do poziomu finansowania. Nowy limit wynagrodzenia zawodowego gracza miałby wynosić 400 tys. funtów rocznie, a średni poziom – 100 tys. funtów. Ponadto federacja ma chcieć, aby regiony pokrywały straty federacji, jeśli ta nie osiągnie swoich planów finansowych. Chodzi zresztą nie tylko o pieniądze (a tu cięcia są spore) – także o zmiany w treści kontraktów, dające m.in. federacji prawo ich anulowania z powodu kiepskich występów i możliwość krótkoterminowych wypożyczeń między regionami bez konieczności uzyskiwania zgody graczy. Z kolei zawodnicy chcą zniesienia zasady zakazującej powoływania do reprezentacji graczy z klubów zagranicznych, jeśli ci nie mają na koncie minimum 60 występów w kadrze. Efektem braku porozumienia jest brak kontraktów na przyszły sezon, niepewność co do przyszłych losów (obcięte finansowanie może oznaczać zarówno obcinanie pensji, jak i kadr klubowych), jak też i prognozowany przez niektóre media odpływ najlepszych graczy za granice kraju. Póki co gracze wyznaczyli władzom federacji na środę termin na rozwiązanie problemów.

A przy okazji ciekawostka: za nami druga kolejka Pucharu Sześciu Narodów i drugi szkocki zawodnik wybrany najlepszym graczem kolejki. Po pierwszej zaszczyt ten spotkał Duhana van der Merwe, a po drugiej – Finna Russella. Doceniani są też Irlandczycy: po pierwszej kolejce w najlepszej piętnastce (według organizatorów turnieju) było ich sześciu, a po tej sprzed tygodnia – aż siedmiu. Aż dziesięciu graczy znalazło miejsca w obu tych piętnastkach.

Uini Atonio po ataku na Roba Herringa podczas meczu Francji z Irlandią zobaczył tylko żółtą kartkę, ale panel dyscyplinarny uznał, że był to faul wart czerwonej kartki i w efekcie został zawieszony na trzy tygodnie – opuści dwa najbliższe mecze reprezentacji Francji w turnieju, ze Szkocją i Anglią. Z kolei do reprezentacji Anglii powołania dostali pauzujący wcześniej z powodu kontuzji Courtney Lawes i George Ford.

Przed startem nowego sezonu Super Rugby Pacific jak zwykle informacje o zamierzanych w tych rozgrywkach zmianach przepisów. Część z nich to zmiany o miękkim charakterze, zgodne z tendencjami panującymi w rugby (bardziej restrykcyjne podejście do limitów czasu w stałych fragmentach gry włącznie z zegarem odmierzającym czas na kopy z podstawki, ograniczenie interwencji TMO do najbardziej poważnych i oczywistych przypadków, ograniczenie wchodzenia na boisko osób z wodą). Zachowana została reguła złotego punktu – w przypadku remisu będziemy mieli dodatkowy czas i drużyna, która zdobędzie pierwsze punkty, wygra mecz. Trwać to będzie jednak nie dłużej niż 10 minut. Ponadto zmieniono reguły dotyczące czerwonych kartek – wrócono do czerwonych kartek „permanentnych”, ale zachowano także te 20-minutowe. Te ostatnie będą stosowane w dwóch przypadkach: gdy zawodnik zobaczy drugą żółtą kartkę w jednym meczu oraz w wyniku decyzji TMO weryfikującej prawidłowość pokazanej żółtej kartki. Ma być też zmieniona linia spalonego dla łącznika młyna drużyny broniącej się podczas młyna dyktowanego – nie będzie mógł przejść na stronę drużyny przeciwnej.

RFU postanowiło, że specjalna zgoda dla Jacka Willisa na grę w reprezentacji Anglii (potrzebna, bo zawodnik ten obecnie występuje w klubie poza Anglią, i wydana tylko dlatego, że musiał podpisać nowy kontrakt w wyniku upadku Wasps), wygaśnie po Pucharze Świata we Francji.

Znamy pierwszych zawodników, którzy wystąpią w maju w starciu Barbarians z World XV. Eddie Jones do kadry Barbarians zaprosił dwóch weteranów z Harlequins – Danny’ego Care’a i Joe’go Marlera. Zagrają jeśli Quins nie awansuje do finału Premiership (który odbędzie się dzień wcześniej). Zanosi się na to, że będzie to nie tylko starcie gigantów na ławkach trenerskich (ekipę World XV poprowadzi Steve Hansen), ale i na boisku. Ponoć będzie szansa zobaczyć m.in. Aluna Wyna Jonesa (byłby to jego debiut dla Baabaas w wieku 37 lat), Rhysa Webba, Andre Esterhuizena czy Aarona Crudena.

Wielu znawców rugby krytykuje tolerancję sędziów rugbowych do wrzutów do młyna, którym daleko o wymaganych przepisami (przykładem choćby Ross Reyburn w książce Saving Rugby Union). Zanika sztuka „grzebania”, coraz trudniej przegrać własny młyn, coraz częściej jest on boleśnie przewidywalny. Tymczasem w Premiership Ian Tempest w meczu Northampton Saints z Sale Sharks uznał w pewnym momencie, że mocno przesadzono i podyktował rzut wolny: https://twitter.com/i/status/1626977045908541442. Może doczekamy się egzekwowania przepisów?

Z wieści transferowych:

  • ponad 60-krotny reprezentant Australii Reece Hodge po tym sezonie Super Rugby opuści Melbourne Rebels i przeniesie się do francuskiej Bajonny, gdzie ma spędzić trzy sezony;
  • Lyon potwierdził podpisanie dwuletniego kontraktu ze świetnym fidżyjskim środkowym Semim Radradrą, obecnie grającym w Bristol Bears (ponoć Lyon myśli też o ściągnięciu Josha Adamsa);
  • były reprezentant Nowej Zelandii (a ostatnio Tonga), Malakai Fekitoa, po tym sezonie odejdzie z Munsteru;
  • a na koniec tylko propozycja, ale za to jaka: federacja Fidżi złożyła ofertę objęcia stanowiska trenera kadry opróżnionego nieoczekiwanie przez Verna Cottera Scottowi Robertsonowi z Crusaders.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Anglia:

  • Ethan Sikorski (North Walsham, National League 2 East): znów zagrał cały mecz, tym razem przegrany 12:47 z Bury St Edmunds. Sikorski zdobył pod koniec pierwszej połowy pierwsze przyłożenie swojej drużyny. W tabeli North Walsham nadal jest przedostatnie.

Francja:

  • Andrzej Charlat (Nevers, Pro D2): cały mecz z byłym swoim klubem, Provence, przegrany 9:19. Nevers zajmuje dziewiąte miejsce w lidze;
  • Aleksander Nowicki (Hyères Carqueiranne La Crau, Nationale): na ławce rezerwowych zaczął mecz z Tarbes, przegrany 19:25. RCHCC jest na dwunastym miejscu w stawce czternastu drużyn;
  • Kamil Bobryk (Vienne, Nationale 2 – grupa 1): zagrał godzinę w meczu z Aubenas, przegranym 22:24. Vienne jest piąte w grupie;
  • Mateusz Bartoszek (Bassin d’Arcachon, Nationale 2 – grupa 2): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Floirac, wygranym 42:16. RCBA zajmuje 10 miejsce w stawce dwunastu ekip;
  • Jędrzej Nowicki (Pontarlier, Fédérale 2 – grupa 1): wszedł na ostatnie 25 minut meczu z Lons le Saunier, wygranym 37:7. CAP jest siódme w tabeli.

Zapowiedzi

W najbliższy weekend zarówno polska reprezentacja, jak i pozostali uczestnicy Rugby Europe Championship zbierają siły przed fazą play-off. Wraca za to Puchar Sześciu Narodów – chyba najciekawiej zapowiada się mecz Francji ze Szkocją, a poza tym Włochy grają z Irlandią, a Walia z Anglią.

Choć grają reprezentacje, kontynuują też swoje rozgrywki czołowe ligi europejskie. W 19. kolejce Top 14 zagrają m.in. Stade Français z Montpellier i Lyon z Racingiem 92. W Anglii 18. runda Premiership, a w niej m.in. spotkanie Exeter Chiefs z Sale Sharks. Więcej rozsądku mają w URC, gdzie nie zaplanowano kolejki – jednak ten weekend wybrano na nadrobienie zaległości (dwa mecze w Południowej Afryce, Sharks – Ulster i Lions – Glasgow Warriors). Na antypodach rusza Super Rugby.

Poza tym przed nami ostatni mecz kobiecego Rugby Europe Championship (Hiszpania – Szwecja). No i szósty w tym sezonie męski turniej World Rugby Sevens Series – tym razem w Los Angeles.

A na krajowym podwórku powrót Ekstraligi: zaległe spotkanie Ogniwa Sopot z Juvenią Kraków.

2 komentarze do “Pierwsza wygrana, pierwszy krok”

Dodaj komentarz