Ogniwo idzie na mistrza?

Niewiele zaskoczeń w Ekstralidze, a szlagier kolejki odrobinę zawiódł – Ogniwo zrobiło ważny krok do zapewnienia rozegrania finału w Sopocie wysoko wygrywając z Budo 2011. Niespodziankami sypnęło za to w II lidze. Na świecie Leinster pokonał kolejną przeszkodę w drodze po podwójną koronę, Dupont znów błysnął w barwach Tuluzy, Brive niespodziewanie odarło Montpellier z resztek złudzeń co do obrony tytułu mistrza Francji, a Fijian Drua drugi raz w tym sezonie pokonało rywali z Nowej Zelandii.

Ekstraliga

Hitem szesnastej kolejki Ekstraligi było starcie dwóch drużyn przewodzących ligowej stawce – Ogniwo Sopot grało z Budo 2011 Aleksandrów Łódzki, a stawką spotkania był przybliżenie się do rozegrania finału mistrzostw Polski na swoim stadionie. Po tym meczu bliżej tego celu są sopocianie, który od początku wypracowali sobie przewagę. Już po pierwszej akcji prowadzili 3:0, chwilę potem zdobyli pierwsze przyłożenie po maulu autowym, a po dziesięciu minutach było już 11:0. Dopiero wtedy większe zagrożenie stworzyli gracze Budo 2011, ale punktów nie zdobywali. Przeciwnie, Ogniwo po odzyskaniu piłek potrafiło organizować groźne ataki i po dwóch z nich przyłożenia zdobył Mateusz Plichta – zrobiło się 25:0 (w obu tych akcjach spory udział miał Dwayne Burrows, a podobać się mogło zwłaszcza drugie z nich). Dopiero pod koniec pierwszej połowy łodzianie odpowiedzieli przyłożeniem, ale schodząc na przerwę przegrywali już 30:5 (znów zaimponował Burrows). W drugiej połowie gracze Budo 2011 spędzili sporo czasu na połowie Ogniwa, ale pierwsze punkty znowu zdobyli gospodarze. Goście punktowali dopiero pod koniec spotkania, a i tak ostatnie słowo należało do sopocian, którzy zwyciężyli 42:17. Budo miało w tym meczu okresy przewagi, ale przez większość czasu biło głową w mur; z kolei Ogniwo wykazało się niesamowitą skutecznością. Na dodatek łodzianie musieli zmagać się z kontuzjami (m.in. z boiska musiał zejść Toma Mchedlidze). Cóż, wiele wskazuje na to, że finał mistrzostw znowu będzie rozegrany w Sopocie i miejmy nadzieję, że będzie w nim więcej emocji niż w niedzielnym spotkaniu.

Mecz Posnanii z Lechią toczył się w ulewnym deszczu. Pełno było w nim młynów, szczególnie na początku spotkania – w ciągu pierwszych 20 minut doliczyłem się ich ośmiu (z czego jednego powtarzanego). Mecz zaczął się zgodnie z przewidywaniami – od naporu gości, którzy po 7 minutach gry i po walce na linii bramkowej zdobyli pierwsze przyłożenie. Potem jednak spotkanie stało się bardziej wyrównane. Kilkakrotnie Posnania była bliska zdobycia punktów, ale nie wykorzystywała swoich szans, a akcja przenosiła się pod jej pole punktowe i Lechia powiększała prowadzenie. Tylko raz przez linie obronne gdańszczan przebił się Bartosz Kubalewski, natomiast Lechia konsekwentnie punktowała po przegrupowaniach pod polem punktowym gospodarzy. Do przerwy było 21:5 dla Lechii, po przerwie obraz gry się nie zmienił. Ostatecznie gdańszczanie dorzucili jeszcze dwa przyłożenia i zwyciężyli 35:5, ale wynik nie oddaje do końca niezłej postawy poznaniaków.

W drugim sobotnim spotkaniu Pogoń Awenta Siedlce liczyła na przełamanie kiepskiej passy i wygraną nad Juvenią Kraków. Nic z tego. Już w jednej z pierwszych akcji fatalny kop tuż po własnym polem punktowym nakrył Chemigan Beukes i Namibijczyk zdobył pierwsze przyłożenie dla krakowian. Kilkanaście minut później wypuszczoną na połowie boiska piłkę podniósł Arsenij Pastuchow i znakomicie przełamał linię obrony siedlczan. Było już 19:3 dla Juvenii, gdy siedlczanie poważniej zaatakowali. Na pole punktowe Juvenii świetnie przedarł się Kacper Skup, ale gdy wydawało się, że gospodarze pójdą za ciosem, ładną kontrę wyprowadził Riaan van Zyl i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 10:24. Drugą połowę siedlczanie zaczęli lepiej – po przyłożeniu Petelo Po’uhili mieli już tylko 7 punktów straty i bardzo długo właściwie nie schodzili z połowy rywali. Jednak nawet w okresie gry w przewadze po żółtej kartce Beukesa nie przebili się na pole punktowe krakowian. Dopiero po półgodzinie gry krakowianie wyszli spod presji i najpierw van Zyl podwyższył ich prowadzenie dwukrotnie trafiając z karnych, a potem obsłużył asystą Peeta Vorstera, co zniweczyło nadzieje gospodarzy na zwycięstwo. Do końca nic się już nie zmieniło – Pogoń przegrała 17:37.

A w niedzielę oprócz hitu kolejki mieliśmy jeszcze starcie Orkana Sochaczew z Arką Gdynia. Faworytem spotkania byli sochaczewianie i nie pozostawili rywalom żadnych złudzeń. W ciągu zaledwie kilkunastu minut zdobyli cztery przyłożenia i prowadzili 28:0, a przed przerwą dorzucili kolejne dwa i po pierwszej połowie wygrywali 42:7 – Arka dopiero na koniec tej części spotkania wykorzystała jedną z nielicznych swoich szans i pierwsze punkty dla niej zapisał na swoje konto Szymon Sirocki. Po przerwie gra gdynian wyglądała nieco lepiej – zdobyli trzy przyłożenia, które dały im ofensywny punkt bonusowy. Orkan jednak też się nie zatrzymywał (podobnie jak jego lider, Pieter Steenkamp, który oprócz kopów z podwyższeń zdobył dwa przyłożenia i w sumie zapisał na swoje konto 28 punktów) i ostatecznie wygrał mecz 68:28.

Jedyna zmiana w tabeli to ta na pierwszych dwóch miejscach. Na fotel lidera wskoczyło Ogniwo Sopot, wyprzedzając Budo 2011 Aleksandrów Łódzki. Obie ekipy czekają jeszcze wyjazdowe mecze, ale szanse na to, że ktoś z nich pogubi punktu, nie są wielkie.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Ogniwo Sopot1669
2. ↓Budo 2011 Aleksandrów Łódzki1667
3. Orkan Sochaczew1655
4. Edach Budowlani Lublin1655
5. Lechia Gdańsk1541
6. Juvenia Kraków1633
7. Arka Gdynia1520
8. Pogoń Awenta Siedlce1614
9. Posnania1610
10. Up Fitness Skra Warszawa16–52

W I lidze, na kolejkę przed końcem, fotel lidera na koniec fazy zasadniczej zagwarantowali sobie Budowlani Commercecon Łódź, którzy w sobotę pokonali Legię Warszawa 32:10 (dublet zaliczył Kacper Palamarczuk). Łodzianie w ostatniej rundzie będą pauzować, ale pierwszego miejsca nikt już im nie odbierze. Wiadomo też, że druga w lidze będzie Sparta Jarocin, która w sobotę pokonała na wyjeździe Hegemona Mysłowice 43:5. O miejsca od trzeciego do piątego toczy się zacięta walka pomiędzy Białymstokiem, Legią i Arką Rumia. W ten weekend awans mogło zapewnić sobie Rugby Białystok, ale w meczu z AZS AWF Warszawa wywalczyło tylko punkt bonusowy – stołeczna ekipa wygrała 31:29, a białostocczanie spotkanie kończyli w czternastkę po czerwonej kartce Andrei Cebotariego.

W także przedostatniej kolejce II ligi sypnęło niespodziankami. Najpierw Miedziowi Lubin pokonali Watahę Zielona Góra, drugą w ligowej tabeli 30:29 (zielonogórzanie po przerwie prowadzili nawet 24:3, ale lubinianie odrobili straty; Wataha straciła tuż przed końcem jednego z graczy po czerwonej kartce). Potem Gryfy z Rudy Śląskiej wygrały swój pierwszy mecz w sezonie – 27:20 nad Res Energy RT Olsztyn. A na koniec zdecydowany lider tabeli, rezerwy Budowlanych Lublin, pierwszy raz w sezonie przegrał na swoim boisku – 25:38 z Rugby Wrocław. Budowlani mimo swojej przegranej są już pewni pierwszego miejsca w sezonie – zawdzięczają to przegranej Watahy, która także pozwoliła zachować nadzieję na awans do finału rozgrywek trzeciemu w tabeli Rugby Wrocław.

United Rugby Championship

Jako pierwsza z czołowych europejskich lig w fazę play-off weszła międzynarodowa liga United Rugby Championship.

W pierwszym, piątkowym ćwierćfinale mieliśmy sporą niespodziankę: druga drużyna sezonu zasadniczego, Ulster, uległa na swoim boisku w derbowym pojedynku Connachtowi 10:15. To był niezwykle zacięty pojedynek, a prowadzący od 33. minuty goście do końca drżeli o zwycięstwo, choć mogli wcześniej wypracować sobie bezpieczniejszą przewagę. To Connacht miał w pierwszej połowie najlepszą sytuację do zdobycia przyłożenia, ale z nieznanych nikomu powodów Tom Farrell w sytuacji 2:1 nie oddał piłki koledze, tylko wpadł prosto w obrońcę. Także na początku drugiej połowy goście długo dominowali i kilka razy naprawdę niewiele dzieliło ich od pola punktowego gospodarzy. Jednak punkty zdobywali tylko z bezbłędnie egzekwowanych przez Jacka Carty’ego karnych (no, raz pomógł mu słupek), dzięki którym na początku drugiej połowy prowadzili 12:3. Ulster przebudził się na ostatnie 20 minut, ale udało mu się zdobyć tylko jedno przyłożenie, a więcej punktów, mimo dużej przewagi na boisku nie zaliczył. Tymczasem Carty dorzucił do swojego dorobku kolejne trzy punkty. Awans do półfinału to duży sukces Connachtu.

Kolejny pojedynek miał charakter nie tylko derbów (Południowej Afryki), ale także był rewanżem za ubiegłoroczny finał ligi – przyciągnął na stadion w Kapsztadzie aż 44 tys. widzów. Obrońcy tytułu mistrzowskiego podtrzymali świetną passę w starciu z innymi ekipami ze swojego kraju – Stormers wygrali z Bulls 33:21. W pierwszej połowie wyszli na prowadzenie 17:0 i choć Bulls tuż przed przerwą zmniejszyli straty, zaraz na starcie drugiej połowy zrobiło się 27:7. Bulls ponownie odpowiedzieli, ale kapsztadczycy dbali o to, aby rywale nie byli w stanie za bardzo zredukować straty – ich dorobek punktowy powiększał z karnych Mannie Libbok (w sumie 18 punktów z podstawki w tym spotkaniu, ale miał też duży udział w dwóch pierwszych przyłożeniach swojej drużyny).

Kolejny krok w drodze po podwójną koronę zrobił Leinster – na swoim boisku pokonał naszpikowaną Springbokami ekipę Sharks 35:5. Co prawda to ekipa z Durbanu otworzyła wynik tego spotkania po kilku minutach gry, ale potem dublińczycy pokazali, dlaczego celują tak wysoko. Wyrównał Caelan Doris, a przy okazji próbujący go powstrzymać Makazole Mapimpi zobaczył żółtą kartkę. 10 minut przewagi Leinster wykorzystał do zdobycia dwóch kolejnych przyłożeń i wyjścia na prowadzenie 21:5. Sharks przeważali w młynie (co na pewno niepokoi kibiców gospodarzy), ale nic z tego nie wynikało. W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił: to dublińczycy kontrolowali przebieg spotkania i jako jedyni punktowali, ostatecznie wygrywając 35:5.

Faworytem ostatniego starcia ćwierćfinałowego byli Glasgow Warriors, którzy na swoim boisku dotąd w tym sezonie wszystko wygrywali i właśnie w Glasgow mierzyli się z Munsterem. I zaczęli ten mecz z wielkim impetem, jednak mimo przewagi przez pierwsze 20 minut, do zdobycia punktów wciąż im czegoś brakowało. A po tych 20 minutach obraz meczu się zmienił – to Munster zdobył pierwsze przyłożenie w spotkaniu, a moment później dorzucił drugie, gdy gospodarze byli już na boisku w czternastkę po czerwonej kartce Toma Jordana za atak na głowę mknącego skrzydłem Conora Murray’a. Do przerwy było 14:0 i Szkoci mogli się cieszyć, że przegrywają tylko tyle. Od początku drugiej połowy rzucili się do ataków, ale choć dominowali, długo znowu byli bez punktów. Dopiero na 10 minut przed końcem zdobyli przyłożenie, ale wciąż przegrywali 5:14, a w ostatnich chwilach meczu już nie potrafili wyjść z własnej połowy – a było im tym trudniej, że po żółtej kartce zostali na boisku w trzynastkę.

Pary półfinałowe: Leinster – Munster i Stormers – Connacht. Oba starcia wydają się mieć pewnych faworytów, ale w najbardziej tradycyjnych irlandzkich derbach zdarzyć się może wszystko, a Connacht ma niezły koniec sezonu i już jednego faworyta z kwitkiem odprawił (choć konieczność przelotu na drugą półkulę na pewno sprawy nie ułatwi).

Top 14

We Francji rozegrano 24. kolejkę ligową ˜– do końca fazy zasadniczej pozostały zaledwie dwie, a w lidze jest niezwykle gorąco. Najwięcej dramaturgii miały chyba mecze między drużynami, które walczą o awans do play-off, a tymi z samego dołu tabeli, walczącymi o utrzymanie.

Na pewno nie tak wyobrażał sobie obronę mistrzowskiego tytułu właściciel Montpellier Mohed Altrad: jego drużyna, przed tą kolejka tracąca do szóstego miejsca siedem punktów w bardzo ciasnej stawce, potrzebowała zwycięstwa, aby zachować nadzieje na awans. A grała z Brive – najsłabszą ekipą ligi, wydawało się, że już skazaną na degradację. Po pierwszej połowie było co prawda tylko 5:0 dla mistrzów, ale wraz z jedynym przyłożeniem w tej części spotkania, czerwoną kartkę zobaczył Axel Muller Aranda i Brive musiało grać przez godzinę w czternastkę. Nie poddało się jednak – ilekroć Montepellier zdobywało przyłożenie, Brive odpowiadało tym samym i niwelowało stratę do 2 punktów. Na kilka minut przed końcem obrońcy tytułu powiększyli przewagę do sześciu punktów (tym razem Brive odpowiedziało karnym, a nie przyłożeniem z podwyższeniem), ale w ostatniej akcji meczu briwijczycy pokonali obronę gospodarzy i zaliczyli akcję wartą siedmiu punktów na miarę nieoczekiwanego zwycięstwa 27:26.

Na podobną niespodziankę liczyło Perpignan, przedostatnie w lidze i ścigane przez Brive. Tu przyłożenia padały od początku, Lyon prowadził 14:3, potem 24:10, a pierwsza połowa skończyła się wynikiem 24:16. Jednak po przerwie katalończycy zaczęli odrabiać straty – dwa przyłożenia i karny pozwoliły im na 10 minut przed końcem wyjść na nieoczekiwane prowadzenie 31:27. Lyon odzyskał przewagę na tablicy wyników dopiero na trzy minuty przed końcem – ostatnie akcje należały do gospodarzy, którzy ostatecznie wygrali mecz 41:31. A przyłożenia zdobywali m.in. w tak efektowny sposób: https://twitter.com/i/status/1655249650528534530.

Na koniec kolejki mieliśmy starcie lidera tabeli, Tuluzy, z wciąż niepewnym awansu do play-off Bordeaux. W pierwszej połowie gra toczyła się cios za cios: aż sześciokrotnie drużyny zmieniały się na prowadzeniu, a w nieco lepszych humorach połowę kończyła Tuluza, prowadząca 21:17 po przyłożeniu na koniec tej części spotkania Jacka Willisa, świetnie obsłużonego przez Antoine’a Duponta. W drugiej połowie emocji było mniej. Na początku sporo chaosu i żadnych punktów, aż po 20 minutach sprawy wziął w swoje ręce Dupont i po indywidualnej akcji zdobył decydujące przyłożenie: https://twitter.com/i/status/1655311146679664644. Chwilę potem jeden z rywali zobaczył żółtą kartkę i Tuluza kontrolowała spotkanie, wygrane ostatecznie 31:17. A jej łącznik młyna zaliczył kolejny znakomity występ.

Poza tym:

  • Clermont pokonało Stade Français 32:16 (zdecydowało 20 punktów bez żadnej odpowiedzi paryżan w drugiej połowie, a przyłożenie Damiana Penaud w ostatniej akcji dało Clermont punkt bonusowy; gospodarze wygrali piąty mecz z rzędu na swoim boisku);
  • także Pau odsunęło od siebie widmo spadku z ligi, wygrywając z Castres aż 40:3 (tu także bonus ofensywny, w przyłożeniach było 5:0);
  • w starciu bezpośrednich rywali o miejsca w czołowej szóstce Racing 92 pokonał Bajonnę aż 55:14 (po pierwszej połowie było tylko 13:7, a obie drużyny miały po jednym przyłożeniu na koncie – jednak w drugiej połowie paryżanie zdobyli aż sześć przyłożeń, z czego cztery w niesamowitych w ich wykonaniu ostatnich dziesięciu minutach);
  • swoją sytuację w tabeli skomplikował Tulon, który przegrał z La Rochelle 8:23 (mimo obecności na boisku Charlesa Ollivona, którego czerwona kartka z półfinału Challenge Cup została anulowana; dość długo spotkanie miało wynik na styku, a w Tulonie zawodził z kopów Ihaia West).

Tuluza zapewniła sobie już bezpośredni awans do półfinału, praktycznie pewne jest go także La Rochelle. Walka o pozostałe miejsca w play-off jest jednak wciąż zacięta, choć grono drużyn, które może liczyć na kwalifikację do tej fazy rozgrywek w praktyce nieco się zmniejszyło (Clermont czy Montpellier w zasadzie są już poza tą grą). Rumieńców nabrała walka o utrzymanie: skazane na degradację Brive traci do Perpignan już tylko cztery punkty, a obu drużynom do końca sezonu pozostali już ci sami rywale (Tuluza i Castres).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza2575
2. La Rochelle2574
3. Stade Français2564
4. ↑↑↑Racing 922561
5. ↑Lyon2560
6. ↓↓Bordeaux Bègles2558
7. ↓↓Tulon2557
8. Bajonna2554
9. ↑↑Clermont2551
10. Montpellier2550
11. ↓↓Castres2549
12. Pau2547
13. Perpignan2539
14. Brive2535

Przed ostatnią kolejką sezonu zasadniczego Pro D2 były tak naprawdę dwie niewiadome: która drużyna zajmie drugie miejsce, dające bezpośredni awans do półfinałów ligi, a która będzie przedostatnia i spadnie z ligi. W obu przypadkach zmian w tabeli nie było. Grenoble pokonało Vannes 27:17 i obroniło pozycję wicelidera, choć Mont-de-Marsan oraz Nevers do końca liczyły na potknięcie rywali i wysoko wygrały swoje mecze (pierwsi 47:17 z Rouen, drudzy 48:13 z Montauban – aż cztery przyłożenia niezwykle skutecznego ostatnio skrzydłowego Christiana Ambadianga). Z kolei trzeciej od końca lokaty broniło Angoulême, które jednak czekało niezwykle trudne zadanie – grało z najlepszą drużyną sezony, Oyonnax, i to na wyjeździe. Ostatecznie przegrało, ale stoczyło heroiczny bój, a przyłożenie zdobyte pod sam koniec meczu dał im bezcenny punkt bonusowy – przegrali tylko 31:33, a ten punkcik wystarczył, aby w tabeli pozostać ponad Carcassonne i to pomimo faktu, że ta ekipa 34:14 wygrała z Provence.

Skład ćwierćfinałów: Mont-de-Marsan – Agen i Nevers – Vannes. W półfinałach czekają Oyonnax i Grenoble.

Premiership

Ostatnia kolejka fazy zasadniczej Premiership była właściwie bez znaczenia. Jedynie dwa mecze miały realną stawkę – awans do Champions Cup. Co więcej, kolejkę zaplanowano na popołudnie w dzień koronacji Karola III, co dodatkowo obniżyło zainteresowanie tymi spotkaniami.

Tam, gdzie było o co walczyć, emocje jednak były. Bristol Bears i Bath miały przed tą kolejką identyczną liczbę punktów, a Bears byli wyżej w tabeli dzięki lepszemu stosunkowi małych punktów. W ostatniej kolejce, w korespondencyjnym pojedynku obie ekipy wygrały z bonusem, ale w ostatniej chwili małymi punktami Bath wyprzedziło Bears. Bristolczycy grali na koniec sezonu z Gloucesterem (także mogącym liczyć na awans, pod warunkiem jednak wygranej w tym meczu i porażki Bath z Saracens). Na pierwsze przyłożenia Bears goście jeszcze odpowiedzieli zmniejszając straty, ale potem gospodarze budowali przewagę i pewnie wygrali 36:21. Dwa przyłożenia zdobył dla zwycięzców Semi Radradra, z kolei gorzej pożegnał się z drużyną Charles Piutau, który w ostatniej akcji meczu popełnił przewinienie, które kosztowało jego ekipę karne przyłożenie.

To karne przyłożenie w połączeniu z przyłożeniem Olliego Lawrence’a (w takich okolicznościach: https://twitter.com/i/status/1654895346969870337) na koniec meczu Bath z Saracens, pozbawiło Bristol Bears awansu do Champions Cup. A w starciu w Bath działo się naprawdę wiele. Co prawda londyńczycy nie mieli już o co grać i wystawili mocno rezerwowy skład, ale do przerwy to oni prowadzili 24:21. Bo przerwie Saracens zdobyli już tylko jedno przyłożenie (za to jakie – akcja Manu Vunipoli przez ponad pół boiska z czterema pokonanymi przeciwnikami: https://twitter.com/i/status/1654887203732856832), natomiast Bath punktowało raz za razem – hat-tricka skompletował Tom Dunn, dublet ustrzelił Beno Obano. Wciąż było jednak za mało, aby przeskoczyć w tabeli Bristol Bears. W sumie jednak Bath zdobyło w tym meczu 9 przyłożeń, a ostatnie z nich, w ostatniej akcji meczu, zadecydowało o awansie na ósmą lokatę w lidze.

Na koniec rozgrywek pojawiła się też kolejna fatalna wieść z frontu finansowego: London Irish nie zapłacili wynagrodzeń personelowi za kwiecień. W klubie oczekują na nowego inwestora, ale póki co mają problemy finansowe, a zawodnicy bliscy są rozwiązania kontraktów. Klub początkowo tłumaczył się opóźnieniami związanymi z dniami wolnymi od pracy w bankach, ale było to zwykłe ściemnianie. Ostatecznie jednak zawodnicy wyszli na boisko w ostatnim meczu z Exeter Chiefs i nawet go wygrali 17:14.

Poza tym:

  • Sale Sharks wygrali z Newcastle Falcons 54:12;
  • Leicester Tigers przegrali z Harlequins 17:20 (całą drugą połowę grali w czternastkę po czerwonej kartce Christa Ashtona – kto wie, czy nie skończy ona rugbowej kariery tego zawodnika o dwa mecze przed planowanym czasem, bo zawieszenie może go pozbawić szansy na grę w fazie play-off).

Skład półfinałów ligi znany był już przed dwoma tygodniami: Saracens – Northampton Saints i Sale Sharks – Leicester Tigers. Ponadto do Champions Cup awansują London Irish, Harlequins, Exeter Chiefs i Bath. Fatalna końcówka sezonu Gloucesteru, który w ciągu kilku ostatnich kolejek spadł z miejsca premiowanego awansem do play-off na przedostatnią lokatę.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Saracens2074
2. Sale Sharks2069
3. Leicester Tigers2059
4. Northampton Saints2058
5. London Irish2055
6. ↑Harlequins2051
7. ↓Exeter Chiefs2048
8. ↑Bath2047
9. ↓Bristol Bears2047
10. Gloucester2041
11. Newcastle Falcons2031

Championship skończyła rozgrywki przed tygodniem, a teraz można poczytać jak to jest cieszyć się z wygranej w lidze i być sfrustrowanym, że nic to nie daje (a na dodatek wciąż nie wiadomo, jak będzie liga wyglądać za rok): tekst Charliego Morgana z The Telegraph, Jersey won the Championship but remain in a state of purgatory.

Super Rugby Pacific

Najciekawszymi meczami jedenastej kolejki Super Rugby Pacific okazały się te z udziałem drużyn wyspiarskich. Już przed weekendem najwięcej uwagi przyciągało starcie Drua z Hurricanes i czego, jak czego, ale emocji w nim nie zabrakło, a na koniec Fijian Drua zebrało kolejny kolejny nowozelandzki skalp w tej edycji rozgrywek. Pierwsza połowa toczyła się pod dyktando gospodarzy, którzy jednak prowadzili po niej tylko 7:5 – mogli wyżej, ale dwukrotnie stracili doskonałe szanse na przyłożenia, także dwukrotnie Frank Lomani spudłował karne z podstawki. A tymczasem zaraz po przerwie drugie przyłożenie zdobył Julien Savea (zrównał się w ten sposób w liczbie przyłożeń z rekordzistą Super Rugby, Israelem Folauem – obaj zdobyli ich po 60) i choć Jordie Barrett znów spudłował podwyższenie, to ekipa z Wellingtonu wyszła na prowadzenie. Co prawda Fidżyjczycy odpowiedzieli, ale do 60. minuty Hurricanes zbudowali 10-punktową przewagę. W ostatnich minutach gry jednak ją stracili – w 76. minucie Kemu Valetini dalekim karnym doprowadził do remisu, chwilę potem z boiska musiał zejść z drugą żółtą kartką jeden z graczy gości, a Valetini kolejnym kopem z karnego z trudnej pozycji dał Drua wygraną 27:24.

Bliscy pierwszej, prawdziwie sensacyjnej wygranej byli zawodnicy drugiej wyspiarskiej drużyny, Moana Pasifika. W Auckland (poniekąd pojedynek derbowy, bo Moana też tam rozgrywa większość domowych spotkań) grali z Blues i po niezwykle zaciętym pojedynku ulegli zaledwie jednym punktem 30:31. Pierwsze trzy przyłożenia w meczu zdobyli Nowozelandczycy, ale Harry Plummer zawodził z podstawki i pierwszą połowę wygrali zaledwie 17:15 – w końcówce wyspiarze odpowiedzieli dwoma przyłożeniami (przy pierwszym z nich sędzia poprosił TMO o sprawdzenie, czy przy szybko rozegranym karnym było dotknięcie piłki nogą przez zawodnika wznawiającego grę: https://twitter.com/i/status/1654762498262695936). W drugiej połowie Moana dwukrotnie wychodziła na prowadzenie. Gdy wybiła 80. minuta, prowadziła 30:24, grała jednak w czternastkę po żółtej kartce. Blues atakowali, kolejny gracz Moany zobaczył żółtą kartkę, aż wreszcie sędzia przyznał Nowozelandczykom karne przyłożenie, które rozstrzygnęło mecz na ich korzyść.

Poza tym:

  • niepokonani pozostają Chiefs, którzy pokonali najsłabszą w tym sezonie ekipę z Nowej Zelandii, Highlanders, 52:28 (paradoksalnie, Highlanders mieli długo przewagę, a większość przyłożeń Chiefs padło z kontrataków; świetnie pokazał się znowu Damian McKenzie, który nie tylko zdobył 17 punktów z kopów, ale miał spory udział w dużej części przyłożeń swojej ekipy);
  • Crusaders pokonali Western Force 48:13 (bardzo pewne zwycięstwo obrońców tytułu, dla których trzy przyłożenia zdobył Brodie McAlister, a dwóch kolejnych graczy zaliczyło po dwa przyłożenia; zawiódł natomiast odrobinę Richie Mo’unga, który spudłował połowę z ośmiu kopów z podwyższeń, choć zwykle z trudnych pozycji; w ekipie z Perth zadebiutował reprezentant Australii Isa Naisarani, natomiast w Crusaders po ośmiu miesiącach przerwy wywołanych chorobą na boisku pojawił się Will Jordan);
  • w australijskim klasyku Reds przegrali z Waratahs 24:32 (do przerwy remis, zaraz po niej świetne przyłożenie Tahs i stopniowe budowanie przewagi);
  • w innych australijskich derbach Rebels ulegli Brumbies 26:33 (błysnął Noah Lolesio, który na początku meczu zdobył dwa przyłożenia dla stołecznej ekipy; Rebels na początku meczu prowadzili, a potem kilkakrotnie zmniejszali stratę do 7 punktów – i pod koniec meczu byli bardzo bliscy doprowadzenia do nieoczekiwanego remisu; przy okazji – niecodzienna scena z tego meczu: https://twitter.com/i/status/1655088677318537216).

W tabeli nadal na czele niepokonani dotąd Chiefs, a za ich plecami utrzymała się najlepsza australijska ekipa, Brumbies. Wciąż ciasno między szóstym a jedenastym miejscem – z czołowej ósemki wypadli nowozelandzcy Highlanders, wróciło natomiast do niej Fijian Drua.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Chiefs1045
2. Brumbies1036
3. ↑Blues1034
4. ↑Crusaders1033
5. ↓↓Hurricanes1032
6. ↑Waratahs1021
7. ↓Reds1019
8. ↑↑↑Fijian Drua1017
9. Rebels1015
10. ↓↓Highlanders1015
11. ↓Western Force1013
12. Moana Pasifika103

Z kraju

Reprezentacja Polski w rugby 7 kobiet na turniej World Rugby Sevens Series w Tuluzie w najbliższy weekend ponownie jedzie bez Karoliny Jaszczyszyn w składzie. Jest natomiast obecna kontuzjowana w ostatnim turnieju Anna Klichowska, a miejsce Oliwii Strugińskiej zajęła Klaudia Respondek (trochę szkoda, że trener Urbanowicz nie powołał w miejsce Strugińskiej jakiejś innej młodej zawodniczki, aby „powąchała” takiego poziomu).

Niedzielny mecz Ekstraligi między Ogniwem i Budo 2011 poprzedził rozegrany w Sopocie ósmy turniej Polskiej Ligi Rugby 7. Osiem drużyn, a format nietypowy – w całości pucharowy. Wygrała wspólna drużyna Czarnych Pruszcz Gdański i Lechii Gdańsk (Zielono-Czarni), która w finale pokonała Kaskadę Szczecin. Liderzy cyklu, Tytan Gniezno, zajęli trzecie miejsce, a wiceliderzy i gospodarze zarazem, Politechnika Gdańska Ogniwo Sopot, zakończyli rywalizację z piątą lokatą. Na trzecie miejsce w łącznej klasyfikacji PLR po tym turnieju wskoczyło Rugby Biesal – do awansu wystarczyło ostatnie miejsce w Sopocie.

Ze świata

W ostatnim meczu grupy północnej na poziomie Conference 1 w Rugby Europe International Championships spotkały się Węgry i Łotwa. Węgrzy przegrali 21:22 po karnym zdobytym przez Łotyszy w ostatniej akcji meczu. W efekcie „bratankowie” zajęli ostatnie miejsce w grupie z kompletem porażek i zapewne spadną na poziom Conference 2 (polityka informacyjna Rugby Europe jest zaiste boska, ale to nic nowego).

W drugim meczu katarskiego turnieju Division 2 Asia Rugby Championship w Dosze Kazachstan pokonał Indie 29:22. O zwycięstwie w grupie decydował zatem ostatni mecz pomiędzy Katarem i Kazachstanem – ten wygrali gospodarze 35:10. Teoretycznie powinien awansować poziom wyżej, ale czy ma to sens w przypadku reprezentacji niemal bez rodzimych zawodników, której mecze nie przyciągają niemal żadnej publiczności (na trybunach ich meczów było coś około setki osób)?

W Apia, stolicy Samoa, ruszyły rozgrywki World Rugby Pacific Challenge (coroczny turniej dla drużyn z regionu Pacyfiku, złożonych z graczy występujących w swoich krajach, w tym roku organizowany jednak po trzyletniej przerwie). W pierwszych meczach Fiji Warriors pokonali Junior Japan 72:15 (młodzież z Japonii to obrońcy tytułu), a gospodarze, Manuma Samoa, pokonali Tonga A 69:7.

Rozegrano dwa towarzyskie międzynarodowe spotkania. Wśród mężczyzn Jordania przegrała z Libanem 5:29, a wśród kobiet Szwecja przegrała z Hongkongiem 17:22 (Szwedki przegrywały 0:17, zdołały wyrównać, ale ostatnie słowo należało do Azjatek; grano w Holandii).

W Japan Rugby League One rozegrano pierwsze spotkania dwumeczów barażowych o grę na najwyższym poziomie ligowym w nowym sezonie. Tylko w jednym spotkaniu zwycięstwo przypadło drugoligowcom – Mie Honda Heat wygrało 34:29 z Green Rockets Tokatsu (prowadziło do przerwy 27:5, ale w drugiej połowie pierwszoligowiec odrobił większość strat). W pozostałych dwóch meczach wysokie zwycięstwa ekip z elity – Mitsubishi Sagamihara Dynaboars pokonali 59:21 z Toyota Shuttles Aichi (tu losy dwumeczu są już chyba rozstrzygnięte), a Hanazono Kintetsu Liners wygrali 36:14 ze zwycięzcą drugiej dywizji, Urayasu D-Rocks (dla pokonanych przyłożenie zdobył Israel Folau, ale to już było za późno, by odwrócić losy spotkania).

W dziewiątej kolejce Currie Cup wygrywały czołowe drużyny: Cheetahs z Western Province 26:21 (decydujące przyłożenie zdobyli w ostatnich minutach, gdy kapsztadczycy zostali na boisku w trzynastkę), a Pumas z Griffons 45:25. Ubiegłoroczni finaliści, Griquas, pokonali Lions 25:21 i wskoczyli do czołowej czwórki. Wciąż w niej są też Sharks, którzy pokonali Bulls 41:27. W Mzansi Challenge, na drugim poziomie, spośród czterech drużyn zagranicznych trzy poniosły porażki (Welwitschias z Leopards, Rhinos z Boland Kavaliers, Goshawks z Valke). Wyjątek stanowili kenijscy Simbas, którzy w Kapsztadzie pokonali Border Bulldogs (najsłabszą drużynę południowoafrykańską) 30:26, odnosząc pierwsze zwycięstwo w sezonie.

W najciekawszych spotkaniach północnoamerykańskiej Major League Rugby na zachodzie Utah Warriors chyba już stracili szanse na awans do play-off, przegrywając 16:26 z liderem konferencji, San Diego Legion. Lider ze wschodu, New England Free Jacks pauzowali, ale za ich plecami toczyła się zacięta walka między NOLA Gold i New York Ironworkers – zdecydowanie wygrali ją nowojorczycy, 54:19, i wrócili do czołowej trójki konferencji. Poza tym Rugby ATL pokonało Chicago Hounds 27:12, a Old Glory DC pokonało Dallas Jackals 7:3 (to drugi mecz w tym sezonie MLR zakończony po pierwszej połowie – rozegranie drugiej uniemożliwiły warunki pogodowe).

W Super Rugby Americas najciekawszym spotkaniem weekendu były derby Argentyny: drudzy w ligowej tabeli Dogos powiększyli przewagę nad trzecimi Pampas dzięki wygranej 34:29 (w 50. minucie mieli 18 punktów przewagi, ale pozwolili Pampas wyjść na prowadzenie i dopiero na sam koniec meczu zdobyli decydujące o zwycięstwie 7 punktów). Dogos zostali zresztą liderami tabeli – prześcignęli pauzujący w ten weekend Peñarol, który towarzysko grał z gruzińską drużyną Black Lion i pokonał go 35:31. To już koniec południowoamerykańskiej wyprawy Gruzinów. Poza tym pasmo porażek przerwał chilijski Selknam, który pokonał brazylijskich Cobras 33:17, a Raptors przegrali z paragwajskimi Yacare 37:44 (ekipa z Glendale miała szansę na drugą wygraną w sezonie, a jeszcze chwilę przed końcowym gwizdkiem remisowała).

Dublińska drużyna Terenure College pierwszy raz w trwającej ćwierć wieku historii swoich występów na najwyższym poziomie All-Ireland League triumfowała i zdobyła mistrzostwo Irlandii. W finale, będącym rewanżem za decydujące spotkanie z poprzedniego roku, pokonała inną stołeczną ekipę, Clontarf, aż 50:24 (30 punktów zdobył 23-letni Caolan Dooley, który trafił 11 z 12 prób z podstawki, w tym kilka razy z trudnych pozycji; w jedyne nieudanej próbie był blisko – trafił w słupek).

Mistrzem gruzińskiej ligi Didi 10 została drużyna Charebi Rustawi, która w finale rozgrywek pokonała obrońców mistrzowskiego tytułu, Batumi, 24:22. Dla ekipy z położonego pod Tbilisi Rustawi to drugie mistrzostwo w historii – czekali na nie równe 30 lat (poprzednio wygrali rozgrywki w 1993).

We Włoszech rozegrano pierwsze spotkania półfinałowych dwumeczów ligi Top 10. W pierwszym spotkaniu atut swojego boiska wykorzystało Colorno, nieoczekiwanie wygrywając z najlepszą drużyną sezonu zasadniczego, Rovigo, 19:14. W drugim półfinale niżej notowany gospodarz nie podołał wyzwaniu – Emilia przegrała z Petrarcą 17:22. Swoją drogą, wszystko wskazuje na to, że po tym sezonie liga zmieni nazwę i zmniejszy liczbę drużyn z 10 do 9, a w kolejnym roku – do 8. Od sezonu 2024/2025 każda drużyna z Top 10 (jakkolwiek będzie się nazywać) będzie musiała też wystawić drugi skład w rozgrywanych równolegle zmaganiach rezerw (zasadniczo U25).

W finale pucharu Szkocji Hawick pokonało Watsonians 31:13 dzięki 28 punktom zdobytym w drugiej połowie. To ich drugie trofeum w tym roku, niedawno bowiem wygrali szkocką Premiership.

W meczach najsilniejszej grupy Liga Națională de Rugby Dinamo Bukareszt pokonało Timișoarę 20:17, a druga stołeczna ekipa, Steaua, wygrała z Universitateą Kluż 45:23 (Steaua ma komplet pięciu zwycięstw na koncie, a Universitatea – pięciu porażek).

W australijskich kobiecych rozgrywkach Super W drugi z rzędu triumf drużyny Fijiana Drua. Fidżyjki obroniły tytuł sprzed roku, pokonując w finale drużynę Queenslandu 38:30 (w fazie zasadniczej przegrały z nimi 22:45).

Warren Gatland jest chyba w najbardziej komfortowej sytuacji spośród trenerów wiodących rugbowych nacji przed Pucharem Świata – wszystkie drużyny z tego kraju skończyły już udział w ligowych rozgrywkach i mógł powołać pierwszy skład treningowy reprezentacji Walii na dobrych kilka miesięcy przed startem najważniejszej imprezy w roku. Póki co zresztą nie ma mowy o zgrupowaniu. Warto zwrócić uwagę na nieobecność kilku graczy: Wyna Jonesa, niezwykle chwalonego Thomasa Younga i wschodzącej gwiazdy Joe’go Hawkinsa (w jego przypadku to efekt podpisania kontraktu z Exeter Chiefs – to szczególny kłopot dla Gatlanda, bo wcześniej planował go jako istotne ogniwo ataku). Jest za to 10-osobowa grupka zawodników bez występów w kadrze Walii na koncie (m.in. Henry Thomas, który w przeszłości grał dla Anglii, a także Corey Domachowski).

Dyrektor wykonawczy federacji australijskiej, Andy Marinos, nieoczekiwanie ustąpił ze stanowiska. Podobno powodem jest brak jego zgody na niezwykle wysoki kontrakt młodziutkiej gwiazdy NRL, Josepha Suaalii – obawiał się, że doprowadzi to do żądań podwyżek wynagrodzeń od innych zawodników i wyższych oczekiwań kontraktowych. W tle pojawia się konflikt z przewodniczącym federacji Hamishem McLennanem (Marinos powinien był być kluczową postacią w podejmowaniu tej decyzji, tymczasem zdaje się tak nie było).

Z kolei w federacji fidżyjskiej ustąpił cały zarząd i powołano tymczasowego administratora. Powodem są nieprawidłowości przy rejestracji statutu federacji w 2018.

Kolejna południowa federacja ogłosiła wyniki finansowe za ostatni rok, tym razem południowoafrykańska. Tu minus, choć stosunkowo niewielki – ok. 2,6 mln randów. Odnotowano znaczący wzrost przychodów federacji, ale ponad 20% z nich (330 mln randów) zjadł udział czterech tamtejszych franszyz w URC. Cóż, ciekawe byłoby porównanie, ile kosztuje udział w URC, a ile kosztował w przeszłości udział w Super Rugby.

Kolejne „atrakcje” w sadze Worcester Warriors. Wreszcie, po kilku miesiącach oczekiwania, sfinalizowana została transakcja przejęcia ekipy z Worcester przez konsorcjum Atlas – to jednak nie koniec kłopotów nowych właścicieli, bo podobno aby tego dokonać, zaciągnęli krótkoterminową pożyczkę na ponad milion funtów u nowego właściciela Wasps. Jeśli jej nie spłacą, Wasps nie będą korzystać ze stadionu Sixways, co prawdopodobnie zmusi klub do sprzedaży obiektu.

Stanowisko wiceprzewodniczącego World Rugby, z którego musiał ustąpić Bernard Laporte, zajmie były szef szkockiej federacji, John Jeffrey. Podobno po zakończeniu kadencji Billa Beaumonta będzie chciał objąć najważniejsze stanowisko we władzach światowego rugby. Z kolei Augustin Pichot zaprzecza, aby po raz kolejny kandydował do objęcia tej funkcji.

EPCR dokonało tradycyjnej redukcji listy nominowanych do tytułu najlepszego gracza roku europejskich pucharów. W stawce pozostało pięciu graczy: Josh van der Flier, Caelan Doris i Garry Ringorse z Leinsteru, Grégory Alldritt z La Rochelle oraz Antoine Dupont z Tuluzy (jako jedyny z drużyny, która nie awansowała do finału Champions Cup). Van der Flier i Dupont są zdobywcami tej nagrody w dwóch poprzednich latach.

Krótką listę ogłoszono też w plebiscycie na najlepszego gracza Premiership. Czterech graczy: Rob du Preez, Owen Farrell, Ollie Lawrence i Jasper Wiese. Zwraca uwagę fakt, że mamy tu po dwóch Anglików i Południowoafrykańczyków. Zwraca też uwagę nominacja Lawrence’a, w przeciwieństwie do swych rywali grającego w jednej ze słabszych drużyn tego sezonu (Bath).

World Rugby ogłosiło trochę nowych szczegółów odnośnie nowego, ogólnoświatowego formatu rozgrywek kobiecych piętnastek – WXV, które ma ruszyć jesienią tego roku. Termin wybrano chyba kiepski – informacjom o tych rozgrywkach może być trudno przebić się w czasie rozgrywania męskiego Pucharu Świata. Gospodarzami pierwszych turniejów będą dla najwyższego poziomu Nowa Zelandia (dwa ostatnie weekendy października i pierwszy listopada), a dla drugiego Południowa Afryka (Kapsztad, druga połowa października). Znamy już część uczestników na pierwszych poziomach – przynajmniej europejskich. Na najwyższym zagrają Anglia, Francja i Walia, na drugim Szkocja, a na trzecim Irlandia. Wynik zmagań Włoch z Hiszpanią da odpowiedź, która z tych drużyn dołączy do drugiego, a która do trzeciego poziomu. W maju ruszą kontynentalne turnieje kwalifikacyjne, a w lipcu odbędą się decydujące starcia w Pacific Four Series, skąd trzy drużyny dopełnią składu pierwszego poziomu, a czwarta zagra na drugim.

Pojawiają się kolejne nazwiska graczy, którzy zagrają na Twickenham w starciu Barbarians – World XV. Do tej drugiej ekipy Steve Hansen włączył właśnie kontrowersyjnego byłego reprezentanta Australii, Israela Folaua. Charles Piutau był kuszony przez trenerów obu drużyn i też wybrał World XV.

Z wieści transferowych:

  • następcą Simona Middletona na stanowisku trenera kobiecej reprezentacji Anglii będzie John Mitchell, obecnie trener obrony męskiej reprezentacji Japonii, a jeszcze niedawno – trener obrony męskiej reprezentacji Anglii. Dołączy do drużyny po Pucharze Świata we Francji, a tymczasowo rządzić tam będzie Sarah Hunter;
  • Morgan Parra potwierdził, że po tym sezonie odchodzi na emeryturę. Wielokrotny reprezentant Francji dołączy do sztabu trenerskiego Stade Français, gdzie spędził ostatni sezon;
  • z Ulsterem żegna się reprezentant Południowej Afryki, Duane Vermeulen;
  • 37-letni reprezentant Argentyny Benjamín Urdapilleta przechodzi z Castres do Clermont;
  • Damian McKenzie podpisał nowy kontrakt z Chiefs i federacją nowozelandzką. To o tyle istotne, że po odejściu Beaudena Barretta i Richiego Mo’ungi do Japonii po Pucharze Świata, McKenzie może być głównym wyborem Scotta Robertsona na pozycji łącznika ataku All Blacks;
  • trenerem Sharks w przyszłym sezonie będzie John Plumtree;
  • Steve Borthwick zwabił kolejnego swojego byłego asystenta z Leicester Tigers – nowym trenerem młyna reprezentacji Anglii będzie Tom Harrison.

Zmarł Bernard Lapasset – w latach 90. XX w. i pierwszej dekadzie naszego stulecia zarządzał francuską federacją rugby, a w latach 2007–2016 International Rugby Board (obecnie World Rugby).

Ciekawa historia przed meczem Super League pomiędzy Catalan Dragons i St. Helens. W ramach przedmeczowego show na boisku pojawiły się byki (w końcu mówimy o drużynie katalońskiej) i jeden z nich wybrał wolność, płosząc z boiska rozgrzewających się graczy gospodarzy: https://twitter.com/i/status/1654557386621812737.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Anglia:

  • Ethan Sikorski (North Walsham RFC, National League 2 East): angielskie ligi skończyły rozgrywki w kwietniu (w ostatni weekend dogrywano skromne zaległości i odbyło się kilka meczów pucharowych), ale nadszedł czas podsumowań. Sikorski został jednym z czterech nominowanych do tytułu najlepszego gracza drużyny w ostatnim sezonie.

Australia:

  • Brandon Olow (Perth Bayswater RUC, Australia Zachodnia – FMG Premier Grade): grał 60 minut w meczu z Cottesloe, przegranym 29:38. Zdobył pierwsze przyłożenie swojej drużyny. Bayswater spadło na dziesiąte (przedostatnie) miejsce w lidze.

Francja:

  • Aleksander Nowicki (RC Hyères Carqueiranne La Crau, Nationale 1): zagrał do 56. minuty, a potem jeszcze wrócił na boisko w ostatnim meczu sezonu z Niceą, przegranym po przyłożeniu straconym w ostatniej minucie 28:31. RCHCC skończyło sezon na dwunastym miejscu, ostatnim gwarantującym pozostanie w lidze. Przy okazji odbyło się uroczyste pożegnanie Nowickiego, rozstającego się z klubem. Jak donosi Jarosław Nowicki, czeka go nie tylko zmiana barw, ale też początek zabawy w trenera;
  • Sean Cole (Stade Niçois – Espoirs, Espoirs Accession Challenge): zagrał 50 minut i zdobył przyłożenie w meczu z Bourgoin Jallieu, wygranym 18:14. To była pierwsza wygrana nadziei z Nicei w grupie, w której po rozegraniu ośmiu kolejek zajmują piąte miejsce (na sześć zespołów).

Szkocja:

  • Craig Bachurzewski (Southern Knights, Super Series Spring): na ławce rezerwowych zaczął mecz z Ayrshire Bulls, przegrany 24:45. Southern Knights nadal są jedyną drużyną bez zwycięstwa i zajmują ostatnie, szóste miejsce w serii;
  • Ronan Seydak (Heriot’s, Super Series Spring): zagrał cały mecz przeciwko Boroughmuir Bears, wygrany 28:19. Heriot’s awansowali na trzecie miejsce w stawce.

Szwajcaria:

  • Kacper Ławski (RC Yverdon, LNA): w podstawowym składzie i z przyłożeniem na koncie w meczu przedostatniej kolejki rundy zasadniczej przeciwko Avusy, wygranym 48:6. W tabeli bez zmian – drugie miejsce i nie ma ani szansy, ani ryzyka zmiany po ostatnim meczu.

Zapowiedzi

Nas za tydzień będzie interesować przede wszystkim siódemkowe granie na najwyższym poziomie – turnieje World Rugby Sevens Series w Tuluzie (dla kobiet finałowy, dla mężczyzn przedostatni w tym sezonie). W kobiecym turnieju jako drużyna zaproszona wystąpią Polki (trzeci raz w historii cyklu).

W rugby międzynarodowym za tydzień ostatnie mecze Rugby Europe Championship (trzy sztuki, na poziomie Conference 1 i 2). Z kolei federacja azjatycka ma w kalendarzu start rozgrywek drugiego poziomu Asia Rugby Championship (Division 1). Ponadto dwie ostatnie kolejki Pacific Challenge (w poniedziałek i sobotę).

W czołowych ligach europejskich przede wszystkim półfinały United Rugby Championship oraz angielskiej Premiership. We francuskiej Top 14 przedostatnia kolejka sezonu zasadniczego i tam również bardzo ciekawie (m.in. mecze Racing 92 – Tulon czy Stade Français – Lyon), a w Pro D2 już start fazy play-off – dwa ćwierćfinały.

W innych ligach na świecie m.in. dwunasta kolejka Super Rugby Pacific (m.in. mecz Crusaders z Blues), półfinały ligi japońskiej, włoskiej i belgijskiej oraz start play-off w Hiszpanii.

W kraju odpoczywa Ekstraliga, za to rozegrana zostanie ostatnia kolejka rundy zasadniczej I ligi (derby Warszawy, Białystok – Hegemon i Sparta – Arka Rumia). Poza tym ostatnie kolejki rundy zasadniczej centralnej ligi kadetów no i małe rugbowe święto – mistrzostwa Polski weteranów w Gdańsku.

2 komentarze do “Ogniwo idzie na mistrza?”

  1. Czy ktoś ma jakieś informacje, czy w przyszłym sezonie na boiskach będziemy mogli zobaczyć jeszcze Skrę Warszawa? Czy coś tam się jeszcze w ogóle dzieje, czy wszystko już zaorane i posypane solą?
    I czy są jakieś przymiarki do dołączenia nowych drużyn do II ligi na przyszły sezon, rezerw, albo nowych/starych klubów?

    Odpowiedz
    • Z „Okna na rugby” J. Nowickiego wynika, że zawodnicy Skry chcą odejść, tylko KGiD nie daje. Jeśli tak jest, to nie wygląda to optymistycznie, bo przecież tam młodzieży nie było.

      Odpowiedz

Skomentuj Incognito Anuluj pisanie odpowiedzi