Leinster pokonany

Kolejny raz oglądaliśmy naszą kobiecą reprezentację i to w zmaganiach z najlepszymi na świecie – trzeci raz zagrała w turnieju World Rugby Sevens Series. W półfinałach URC nieoczekiwane zwycięstwo Munsteru nad Leinsterem i imponujący mecz Manniego Libboka w barwach Stormers. W Premiership do finału awansowały ekipy Saracens i Sale Sharks. W Super Rugby pierwszą porażkę w sezonie odnieśli Chiefs i to na swoim boisku oraz z australijskim rywalem. Poznajemy pierwszych mistrzów krajów – ostatnio m.in. Chorwacji i Mongolii.

Reprezentacja Polski w rugby 7 kobiet / World Rugby Sevens Series

Turniej z cyklu World Rugby Sevens Series w Tuluzie miał dla nas szczególny smak – do zmagań kobiet zaproszono (trzeci raz w historii) reprezentację Polski. To była chyba ostatnia taka okazja (przynajmniej na dłuższy czas), bo przecież WRSS przechodzi zmiany i prawdopodobnie w kolejnym sezonie nie będzie już miejsca dla zapraszanych drużyn (przynajmniej tak będzie w męskim, a skoro format ma być ujednolicony…). Wiadomo było, że Polki jadą do Francji po naukę, po zbieranie doświadczenia związanego z grą z najlepszymi, a te najlepsze z najlepszych trafiły się już Polkom na samym starcie – ich rywalkami w pierwszym grupowym meczu były Nowozelandki. Na niespodziankę trudno było liczyć i jej nie było – wynik 0:50 dobrze oddaje różnicę poziomów. Z pierwszej połowy zapamiętamy szarżę Małgorzaty Kołdej na Portii Woodman na samym początku i akrobatyczne odzyskanie piłki po jednym ze wznowień. Na początku drugiej połowy, po kopie na start, Polki wreszcie weszły na połowę rywalek, ale te pięknie pokazały, jak wyjść spod presji i choć Kołdej dogoniła jedną z rywalek, ta zdołała oddać piłkę Sarze Hirini. Chwilę później Julia Druzgała przełamała linię obrony Nowozelandek, ale ta chyba jedyna ładnie zapowiadająca się kontra skończyła się po dwóch czy trzech podaniach. Kołdej potem jeszcze raz ratowała nas pod linią bramkową, ale Black Ferns do czterech przyłożeń w pierwszej połowie dorzuciły cztery w drugiej, a Polkom nie udało się zdobyć ani jednego punktu. Niemniej schodziły z boiska uśmiechnięte, bo starcie z Nowozelandkami było przecież dla nich wielkim świętem.

Drugą przeszkodą były Kanadyjki, sensacyjnie pokonane przez nas przed rokiem w debiucie w WRSS. W Maladze w drugim meczu z nimi już przegraliśmy, a w Tuluzie niestety powtórzyliśmy ten ostatni wynik. Co prawda Polki miały niezłe pierwsze kilka minut, gdy prowadziły wyrównaną walkę i świetnie walczyły w ruckach, a na dodatek po przełamaniu przez Julię Druzgały linii obrony Kanadyjek, pierwsze przyłożenie w meczu zdobyła Ilona Zaiszliuk. Niestety, przegrany na własnej połowie aut pozwolił Kanadyjkom wyrównać, a fatalna próba kopu piłki pod własną linią bramkową (być może za boisko aby skończyć pierwszą połowę?) – wyjść rywalkom na prowadzenie (piłka spadła na polu punktowym i to Kanadyjka pierwsza do niej dopadła). Druga połowa zaczęła się równie źle, jak skończyła pierwsza – po szybkiej akcji Kanadyjek, najpierw jednym skrzydłem, potem drugim zrobiło się 7:21. Potem Shalaya Valenzuela pokonała trzy szarże naszych zawodniczek, a Sophie de Goede skończyła świetną akcję całego zespołu i Polki przegrały 7:35.

W starciu z Amerykankami dobre było już tylko półtorej minuty na początku, a potem fatalna próba podkopnięcia na połowie rywalek dała rywalkom szansę na kontrę. A w ciągu paru następnych minut Amerykanki bezlitośnie rozmontowały obronę naszych zawodniczek – do przerwy zdobyły w sumie cztery przyłożenia i prowadziły 26:0. Druga połowa była bardziej wyrównana – choć Polkom nie udało się wyprowadzić punktowej akcji, to twardo grały w obronie i nie pozwalały Amerykankom zbliżyć się do swojego pola punktowego. Niemal do końca, bo w ostatniej minucie gry rywalki dorzuciły jednak przyłożenie i ostatecznie wygrały 31:0.

W półfinale zmagań o miejsca 9–12 nasze reprezentantki trafiły na Hiszpanki. Niestety, nasze reprezentantki od początku nie wytrzymywały presji rywalek. Piłki tracone zaraz po wznowieniach, przegrywane rucki, w efekcie dwa przyłożenia stracone na początku, potem kolejne dwa na koniec pierwszej połowy i do przerwy było 0:22. W drugiej połowie przez pewien czas gra toczyła się w środku boiska, ale w końcu to Hiszpanki zaczęły przełamywać naszą obronę. Dopiero przy stanie 0:34 Natalia Pamięta znalazła lukę w szykach przeciwniczek i po rajdzie przez pół boiska zdobyła przyłożenie – dopiero drugie naszej drużyny w całym turnieju. A na koniec Hiszpanka wyrwała się Małgorzacie Kołdej na skrzydle i mecz skończył się rezultatem 7:41. To był chyba najbardziej rozczarowujący występ Polek na tej imprezie, wysoka porażka z rywalkami, które przed rokiem przecież pokonaliśmy w kwalifikacjach do Pucharu Świata.

Polkom pozostał zatem mecz o 11. miejsce w turnieju, a ich rywalkami były Brazylijki. Tu dla odmiany los odwrócił się na naszą korzyść – przed rokiem z tymi rywalkami Polki dwukrotnie przegrały w Sewilli, a teraz wzięły rewanż. Na początku znów wyrównana gra. Pierwsze przyłożenie padło łupem rywalek, ale do przerwy Polki doprowadziły do remisu – świetnie odzyskały piłkę na połowie Brazylii, kilka podań i na polu punktowym zameldowała się Julia Druzgała (jedna z najbardziej widocznych spośród naszych zawodniczek na tym turnieju). W drugiej połowie Polkom zdarzało się tracić piłkę, ale i świetnie ją odzyskiwały, czego efektem były dwa przyłożenia – Natalii Pamięty i Julianny Schuster. Na koniec Tamara Czumer-Iwin świetnie powstrzymała atak Brazylijek i ostatecznie wygraliśmy z jedną ze stałych ekip cyrku WRSS 19:7.

Zwycięstwo w ostatnim meczu nad trudnymi przeciwniczkami nieco osłodziło nam występ w Tuluzie. Wynik był drugorzędny, ale niektóre porażki były chyba zbyt wysokie, zwłaszcza zabolała ta z Hiszpanią. Na szczęście było mniej niezdecydowania z piłką w rękach niż na nieudanych turniejach w Stellenbosch, ale w porównaniu z ubiegłorocznymi turniejami z Hiszpanii chyba było więcej błędów.

Nowozelandki już po dwóch meczach zapewniły sobie awans do ćwierćfinałów i triumf w końcowej klasyfikacji serii. My obserwowaliśmy przede wszystkim Brytyjki i Irlandki, licząc na to, że któraś z tych drużyn zajmie piąte miejsce w końcowej klasyfikacji serii i awansuje na igrzyska, ułatwiając drogę Polkom w kwalifikacjach europejskich. Brytyjki zaczęły turniej od dwóch zwycięstw, ale podobnie konkurujące z europejskimi drużynami Fidżyjki. W bezpośrednim starciu górą były zawodniczki z Oceanii, ale obie ekipy trafiły do ćwierćfinału. Irlandki natomiast trafiły na trudną grupę, z Francją i Australią, i mimo dwóch wygranych zajęły w niej tylko trzecie miejsce. Wszystkie te trzy ekipy przegrały swoje ćwierćfinały. W tej sytuacji losy awansu rozstrzygnęły się w półfinałach zmagań o miejsca 5–8 Irlandki pokonały tu Fidżi 10:5 i świętowały awans do Paryża. Potem przegrały w meczu o piąte miejsce z Japonią, ale to już nie miało dla nich znaczenia – natomiast dla Japonek oznaczało to najlepszy wynik w historii ich występów w WRSS.

A turniej wygrała Nowa Zelandia – po raz szósty z rzędu. W półfinale ograła gospodynie 31:7, a w finale pokonała Stany Zjednoczone 19:14. Amerykanki co prawda w finale prowadziły 14:0 po świetnym wykorzystaniu okresu gry w przewadze (żółtą kartkę na początku meczu zobaczyła Sarah Hirini), ale gdy Black Ferns były w komplecie, zawodniczki z USA nie zdobyły już ani jednego punktu, a gwiazdą na boisku była Stacey Waaka. Trzecie miejsce w turnieju zajęła Australia, która pewnie pokonała Francję (m.in. dzięki hat-trickowi najskuteczniejszej zawodniczki cyklu, Maddison Levi).

W męskiej rywalizacji (tu rozgrywano przedostatni turniej) zaproszoną ekipą byli Niemcy i zbierali ciężkie baty. W grupie zdobyli tylko jedno przyłożenie, potem ulegli Fidżi i Japonii. Już w pierwszej fazie mieliśmy tu grupę śmierci z udziałem gospodarzy, Fidżi, Południowej Afryki i Stanów Zjednoczonych. Mistrzowie olimpijscy z Fidżi zremisowali ze Amerykanami, przegrali z Południowoafrykańczami i stracili szansę na awans – a na dodatek na koniec przegrali z Francją i zajęli ostatnie miejsce w grupie. W kolejnej fazie, w ćwierćfinałach, odpadła Południowa Afryka, którą wyeliminowała Argentyna. W półfinałach znalazły się Nowa Zelandia, Argentyna, Francja i Kanada (po wygranej w ostatniej akcji z Australią, bardzo nieoczekiwaniej – ostatni raz ten etap turnieju gracze spod znaku klonowego liścia osiągnęli trzy lata temu, a w tym sezonie ani razu dotąd nie awansowali nawet do czołowej ósemki).

W finale turnieju Nowa Zelandia pokonała Argentynę 24:19 po dogrywce – tym zwycięstwem zapewniła sobie końcowy triumf w cyklu (ma aż 27 punktów przewagi nad Argentyńczykami w klasyfikacji generalnej). Dla Argentyny z kolei udział w finale oznaczał zaklepanie sobie miejsca na igrzyskach w Paryżu. Trzecie miejsce (czwarte podium w tym sezonie) zajęła Francja. Mimo kiepściutkiego występu w ostatnim turnieju raczej czwartego miejsca w klasyfikacji cyklu nie straci Fidżi, a po piąte zmierza Australia (w ten weekend piąta) – Południowa Afryka traci do niej 9 punktów i potrzebuje sporo szczęścia, aby awansować na igrzyska (swoją drogą, tamtejszy komitet olimpijski wyznaje zasadę, że uzyskanie kwalifikacji kontynentalnej to za mało, aby wysłać drużynę na najważniejszą sportową imprezę na świecie – choć kto wie, czy w takiej sytuacji nie odstąpi od tej reguły).

United Rugby Championship

W półfinałach United Rugby Championship spora niespodzianka: zdawałoby się pewnie kroczący po końcowy triumf Leinster został powstrzymany w derbowym pojedynku w Dublinie. Pogromcą faworytów został Munster, a finał ligi drugi raz z rzędu zostanie rozegrany na południowej półkuli, w Kapsztadzie (zresztą, na boisku, którego murawa już w tym tygodniu pozostawiała bardzo wiele do życzenia).

Munster musiał obejść się bez Conora Murray’a (znokautowanego tydzień temu przez Toma Jordana z Glasgow Warriors – Szkota ukarano pięcioma tygodniami zawieszenia, które jednak w praktyce będą oznaczać zaledwie jeden mecz o stawkę), natomiast w Leinsterze zabrakło większej liczby gwiazd, którym trener dał odpocząć przed finałem Champions Cup (m.in. Sheehana, Dorisa, Furlonga, Keenana czy Rossa Byrne’a). Potem zapewne tego żałował. Zacięte spotkanie od trzech punktów z karnego na samym początku zaczęli gospodarze, ale po dwudziestu minutach zrobiło się 3:6. Mecz był ciekawy, ale przyłożenia nie padały – blisko był m.in. Ryan Baird. Pierwsze zdobył Leinster dopiero tuż przed przerwą (fantastyczny offload Robbiego Henshawa do byłego Munsterczyka Jasona Jenkinsa) i schodząc do szatni prowadził 10:6. Zaraz po przerwie prowadzenie znów się zmieniło – punkty zaliczył Tadhg Beirne i było 10:13, ale po godzinie gry znów Leinster miał przewagę. Po przyłożeniu rezerwowego Nicka McCarthy’ego prowadził 15:13 i ten wynik utrzymał się niemal do końca. Niemal, po trzy minut przed upływem regulaminowego czasu młody Jack Crowley drop goalem zapewnił Munsterowi nieoczekiwane zwycięstwo – mecz skończył się wynikiem 15:16. Świetny mecz, z mnóstwem zaciętej walki.

W drugim półfinale, rozgrywanym w Kapsztadzie, Stormers pokonali irlandzki Connacht 43:25. Można powiedzieć, że dla gości już sam awans do tej fazy rozgrywek był wielkim sukcesem, ale wbrew pozorom również i w tym meczu walczyli o zwycięstwo – kto wie, czy po nie by nie sięgnęli, gdyby nie znakomita postawa młodego łącznika ataku gospodarzy Manniego Libboka. Irlandczycy zaczęli od ogromnej presji i po paru minutach prowadzili 8:0. Jednak choć atakowali cały mecz, zdecydowanie dominowali w statystykach posiadania i terytorium, pozwalali Stormers na wyprowadzanie zabójczych kontr. Już w pierwszej połowie z 0:8 zrobiło się 24:8, w czym ogromny wkład miał właśnie Libbok: świetna asysta kopem przy pierwszym przyłożeniu, wyprowadzenie i wykończenie akcji przy drugim, potem własnoręczne trzecie. Co prawda kilkakrotnie Connacht zmniejszał straty (pierwszy raz na sam koniec pierwszej połowy, o pięć punktów – Jackowi Carty’emu spadła piłka z podstawki przy podwyższeniu), ale za każdym razem tracił potem punkty po szybkich akcjach gospodarzy. Libbok zaliczył 23 punkty (w tym 2 przyłożenia) i na pewno był gwiazdą tego weekendu.

Swoją drogą, w lidze zaczynają wręczać pierwsze nagrody za ten sezon. Najlepszym młodym zawodnikiem ligi został młynarz Tom Stewart z Ulsteru, który w ciągu sezonu zdobył rekordowe 16 przyłożeń.

Pojawiają się także informacje na temat przyszłości rozgrywek. Szef ligi Martin Anayi stwierdził, że w związku z przyłączeniem ekip z Południowej Afryki liga raczej nie wróci do modelu wskazywania areny finału wcześniej, a pozostanie przy rozwiązaniu gry na boisku drużyny wyżej notowanej po sezonie zasadniczym (inaczej mogłoby się zdarzyć, że dwie drużyny europejskie grałyby finał na drugim końcu świata lub odwrotnie). Natomiast rozważane jest przyznanie awansu do Champions Cup po prostu ośmiu najlepszym drużynom. Władze ligi przemyśliwują też możliwość rozegrania jakiegoś meczu w Stanach Zjednoczonych (zapewne Bostonie). A kolejny sezon rozgrywek zacznie się późno, pod koniec października – władze ligi chcą zminimalizować kolizję z Pucharem Świata i liczbę meczów bez reprezentantów krajów.

Premiership

W angielskiej Premiership także rozegrano półfinały. W sobotę Saracens grali z Northampton Saints. Londyńczycy świetnie zaczęli spotkanie: trzy przyłożenia w pierwszej połowie (z czego pierwsze dwa zdobył znakomity w pierwszej połowie Sean Maitland, który jednak chyba tylko cudem umknął czerwonej kartki na samym początku meczu) dały im prowadzenie do przerwy 21:3. Na początku drugiej odsłony trzy punkty do ich dorobku dorzucił Owen Farrell, ale potem straty zaczęli zmniejszać Saints. Zdobyli dwa przyłożenia, zniwelowali różnicę do dziewięciu punktów, ale ostatnie minuty meczu należały znów do gospodarzy – najpierw zaliczyli karne przyłożenie, a potem rywali dobił Max Malins i ostatecznie Saracens wygrali 38:15.

W drugim półfinale Sale Sharks pokonali obrońców mistrzowskiego tytułu, Leicester Tigers 21:13. Tigers zagrali nie tylko bez Chrisa Ashtona (mimo że jego czerwona kartka sprzed tygodnia została anulowana; swoją drogą porażka Tigers oznacza koniec jego kariery), ale także bez wyeliminowanego w ostatniej chwili Handrè Pollarda. Sharks z kolei już w pierwszej połowie stracili kontuzjowanego kapitana, Bena Curry’ego. Różnicę w tym spotkaniu zrobił łącznik ataku Sharks George Ford (grający przeciwko swojemu niedawnemu klubowi), który zdobył 11 punktów, w tym kluczowe 3 rzuty karne w drugiej połowie (z których dwa były wykonywane z dużych odległości).

A już przed weekendem rozdano nagrody dla najlepszych graczy ligi. Tę najcenniejszą zdobył jedyny gracz spośród nominowanych, którego w półfinale nie było szansy zobaczyć –zaczął sezon w Worcester Warriors, którzy upadli, a skończył w Bath, które długo tkwiło na dnie tabeli, ale ostatecznie wydźwignęło się na ósme miejsce – Ollie Lawrence. Objawieniem ligi został Tom Pearson z London Irish, a najlepszym trenerem Mark McCall z Saracens.

W Championship sezon ligowy skończył się przed dwoma tygodniami, natomiast w ten weekend rozegrano finał pucharu ligi (Championship Cup). W decydującym spotkaniu Ealing Trailfinders wzięli rewanż na Jersey Reds za odebranie im na finiszu mistrzostwa ligi – wygrali 35:31.

Top 14

W Top 14 rozegrano przedostatnią kolejkę ligową. W walce o utrzymanie Brive rywalizowało z Perpignan. W ostatnich kolejkach briwijczycy zmniejszyli stratę do katalońskich rywali i w ten weekend mieli nadzieję ich przeskoczyć. Jednak plan się nie powiódł, Brive zostało skazane na spadek z ligi, za to Perpignan podtrzymało nadzieje na uniknięcie barażu.

Wszystko dzięki zwycięstwu Katalończyków nad liderem ligi, Tuluzą. Wygrana Perpignan na pewno była niespodzianką, zwłaszcza że liderzy, mimo nieobecności Ntamacka czy Duponta przyjechali pod Pireneje w dość mocnym składzie. Po wymianie karnych na początku meczu to gospodarze jako pierwsi poważniej uderzyli i po dwóch przyłożeniach wyszli na prowadzenie 17:3. W ostatnich minutach pierwszej połowy Tuluza zdołała odpowiedzieć także dwoma przyłożeniami i schodząc na przerwę Perpignan prowadziło tylko 17:15. W drugiej połowie nie padło już żadne przyłożenie i choć dwukrotnie po karnych Tuluza zyskiwała jednopunktową przewagę, za każdym razem gospodarze odpowiadali (w sumie 16 punktów z kopów Tristana Teddera) i ostatecznie wygrali 26:21. Tymczasem Brive, mierzący się z grającym już tylko o pietruszkę Castres, ale znający już fatalny dla niego wynik z Perpignan, przegrało 13:16.

Z kolei kwalifikację do play-off zapewnił sobie Racing 92, który dzięki imponującemu zwycięstwu 43:7 w praktyce rozwiał nadzieje Tulonu na awans do czołowej szóstki. Paryżanie już po 10 minutach prowadzili 14:0 i choć potem ekipa z Lazurowego Wybrzeża zmniejszyła straty, do końca meczu punktował już tylko Racing. W sumie gospodarze zdobyli w tym meczu sześć przyłożeń, tracąc tylko jedno, i zapisali na swoje konto nie tylko 4 punkty za zwycięstwo, ale także bonus ofensywny. I to wszystko pomimo przymusowej przeprowadzki z La Défense Arena na stadion w Hawrze (kolizja terminów z koncertem Bruce’a Springsteena). Awans wywalczyło także Bordeaux, które rozgromiło Pau 28:0 – pokonani wciąż muszą drżeć o utrzymanie, bo w ostatniej kolejce mogą jeszcze stracić 12. lokatę na rzecz Perpignan.

Wygraną w ostatnim domowym meczu odniosła Bajonna – pokonała 21:18 Clermont (dzięki karnemu Camille’a Lopeza tuż przed końcowym gwizdkiem) i zachowała szansę na awans do czołowej szóstki. Ciekawie było w starciu Montpellier z La Rochelle, które obrońcy tytułu wygrali 42:31. Tu jednak prawdziwej stawki nie było, a wygraną mistrzowie mogli tylko poprawić sobie humory po serii porażek z ostatnich tygodni.

A na koniec rugbowego weekendu mnóstwo emocji dostarczyli kibicom gracze Stade Français i Lyonu. Paryżanie już przed tym meczem byli pewni awansu, Lyon natomiast wciąż musiał o niego walczyć. Do przerwy Stade Français dało popis przed własną publicznością (gdzie uhonorowano m.in. graczy zespołu, który zdobył mistrzostwo Francji dla tego klubu przed 20 laty) – cztery przyłożenia i prowadzenie po pierwszej połowie 28:0 zwiastowało pewne zwycięstwo. Tymczasem po przerwie Lyon odrabiał straty z coraz większą determinacją i odpowiedział dokładnie tym samym – w 75. minucie doprowadził do remisu 28:28. I choć prowadzenie paryżan przywrócił karnym Joris Segonds, to w doliczonym czasie gry Lyon odpowiedział dokładnie tym samym – kop Limy Sopoagi ustalił wynik na remis 31:31.

Na kolejkę przed końcem wyjaśniły się już niemal wszystkie kluczowe sprawy. Bezpośredni awans do półfinałów wywalczyły Tuluza i La Rochelle. Do ćwierćfinałów awansowały obie paryskie drużyny oraz Bordeaux. O ostatnie miejsce bezpośredni bój za tydzień stoczą Lyon i Bajonna (teoretycznie szanse ma też Tulon, ale potrzebowałby wyjątkowo szczęśliwego wyniku w starciu Lyonu z Bajonną i bonusowego zwycięstwa nad Bordeaux). Spada Brive, a nadzieję na uniknięcie barażu na utrzymanie ma Perpignan, które traci cztery punkty do Pau.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza2476
2. La Rochelle2474
3. Stade Français2466
4. Racing 922466
5. ↑Bordeaux Bègles2463
6. ↓Lyon2462
7. ↑Bajonna2458
8. ↓Tulon2457
9. ↑Montpellier2454
10. ↑Castres2453
11. ↓↓Clermont2452
12. Pau2447
13. Perpignan2443
14. Brive2436

W pierwszym ćwierćfinale Pro D2 zacięty pojedynek stoczyły ekipy z Nevers i Vannes (chyba najmniej spodziewany przed sezonem uczestnik play-off). Drużyna Andrzeja Charlata (od dawna niewidzianego w składzie) mimo atutu własnego boiska i znakomitej passy 10 meczów bez porażki przegrała to spotkanie 17:20. W półfinale Vannes spotka się z najlepszą drużyną fazy zasadniczej, Oyonnax. W drugim ćwierćfinale dla odmiany triumfowali gospodarze – Mont-de-Marsan po piorunujące końcówce pierwszej połowy pokonało Agen 37:24. W półfinale zwycięzcy zagrają z Grenoble.

Super Rugby Pacific

Mało kto się spodziewał, że zwycięska passa liderów tabeli, Chiefs, niepokonanych w tym sezonie, znajdzie swój koniec akurat w ten weekend – w starciu rozgrywanym na własnym boisku w Hamiltonie przeciwko rywalowi z Australii. Tymczasem Reds sprawili niespodziankę (tym większą, że w Nowej Zelandii nie wygrali z nikim od 10 lat). Od początku było to zacięte spotkanie. Tuż przed przerwą ekipa z Queenslandu doprowadziła do remisu (nie wybrała kopu z karnego na bramkę i to się opłaciło), a mogłaby prowadzić, gdyby wcześniej Lawsonowi Creightonowi piłka nie spadła z podstawki przy prostym podwyższeniu. Po przerwie wyszła na prowadzenie, ale Chiefs kilka minut przed końcem wyrównali. Spotkanie rozstrzygnął na rzecz Reds z karnego Tom Lynagh, a mecz skończył się wynikiem 25:22 dla Australijczyków.

Hitem kolejki miało być spotkanie czwartej z trzecią drużyny ligowej tabeli – nowozelandzkie starcie Crusaders z Blues. Kibice zobaczyli niezwykle fizyczne widowisko, w którym niewiele było jednak przyłożeń. W pierwszej połowie padło tylko jedno, a gospodarze, mający przewagę w tej części spotkania, prowadzili 10:3. Po przerwie szybko podnieśli przewagę do stanu 15:3, a choć potem grali przez 20 minut z liczebną przewagą po czerwonej kartce kapitana Blues Daltona Papali’i, wynik do końca meczu się już nie zmienił.

Poza tym:

  • cenne zwycięstwo odniosło Western Force, które pokonało w Perth Fijian Drua 34:14 (do przerwy prowadziło tylko jednym punktem, ale drugą połowę wygrało 19:0);
  • Hurricanes rozgromili inną wyspiarską ekipę, Moana Pasifika, 71:22 (zdecydowało ostatnie 35 minut meczu, gdy Nowozelandczycy zdobyli 42 punkty bez żadnej odpowiedzi rywali; w tym okresie hat-trick przyłożeń skompletował kapitan gospodarzy, Ardie Savea);
  • Waratahs pokonali Rebels 38:20 (tu również decydowało ostatnie pół godziny meczu – jeszcze w 50. minucie to ekipa z Melbourne była na prowadzeniu 20:15);
  • a na koniec wiceliderzy z Canberry, Brumbies, pokonali najsłabszą nowozelandzką ekipę, Highlanders, 48:32 (jeszcze w 60. minucie Nowozelandczycy, zresztą nie pierwszy raz w tym meczu, wyszli na prowadzenie, ale końcówka meczu należała do Australijczyków; zwycięzców boli na pewno strata kontuzjowanego Nica White’a).

W tabeli na czele nadal (mimo porażki) Chiefs, a na drugim miejscu są Brumbies. Potem kolejne trzy nowozelandzkie drużyny. Na szóstym i siódmym miejscu umocniły się ekipy Waratahs i Reds, a zacięta walka toczy się o ósmą lokatę – w tym momencie wskoczyło na nią Western Force, ale przedostatni (!) Highlanders tracą tylko trzy punkty.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Chiefs1146
2. Brumbies1141
3. ↑↑Hurricanes1137
4. Crusaders1137
5. ↓↓Blues1134
6. Waratahs1126
7. Reds1123
8. ↑↑↑Western Force1118
9. ↓Fijian Drua1117
10. ↓Rebels1115
11. ↓Highlanders1115
12. Moana Pasifika113

Z kraju

Przed męską reprezentacją siódemkową stało znacznie mniejsze wyzwanie niż przed kobiecą: towarzyski turniej w Szawlach. Nowy trener Chris Davies zabrał sporą grupę zawodników, których podzielił na dwie drużyny. Na start turnieju przyszło im mierzyć się ze sobą, potem czekali na nich inni przeciwnicy, a wśród nich m.in. reprezentacja Ukrainy. Ostatecznie jedna z tych drużyn (Polska 2) wyjechała z turnieju z trzecim miejscem (po porażce w półfinale z kowieńskimi Ąžuolas, w meczu o brąz pokonała łotewską Livonię 19:17). Druga drużyna (Polska 1) zajęła ostatnie, ósme miejsce. Zwycięzcą turnieju zostali gospodarze, Baltrex z Szawli.

Ekstraliga odpoczywała, natomiast mieliśmy kolejny akord sprawy Skry Warszawa. Wiadomo już, dlaczego jej zawodnicy nie pojawili się (poza dwoma wyjątkami) w innych klubach – KGiD obradowała nad rozwiązaniem ich kontraktów ze Skrą i możliwością podpisania nowych z Tytanem Gniezno (obradowała zapewne dość długo, skoro od początku wiosny minęły dwa miesiące; swoją drogą, intrygujący kierunek potencjalnych przenosin). A wyrok (którego sentencja pojawiła się w mediach społecznościowych), jak się zdaje, nie przynosi żadnego przełomu: nakazuje zawrzeć porozumienia o rozwiązaniu kontraktów, jednak pozostawia stronom warunki do ustalenia. Cóż, ciekaw jestem, czy nakaz negocjowania w dobrej wierze będzie wystarczający do rozwiązania sprawy. Szanse, że tych graczy zobaczymy gdziekolwiek na boisku wiosną są już chyba zerowe.

Rozegrano ostatnią kolejkę rundy zasadniczej I ligi. W tej kolejce pauzował lider, pewni awansu do play-off z pierwszego miejsca Budowlani Commercecon Łódź. Awans do półfinałów w sobotę zapewniła sobie Arka Rumia, która nieoczekiwanie, zaledwie jednym punktem pokonała Spartę Jarocin (ta utrzymała drugie miejsce w lidze). Rumianie ze stanu 5:21 w ostatnich minutach potrafili doprowadzić do wyniku 22:21. O czwartą lokatę korespondencyjny pojedynek prowadziły Rugby Białystok i Legia Warszawa. W sobotę Legia zrobiła co mogła wygrywając 28:12 z AZS AWF Warszawa. W niedzielę białostocczanie jednak wyprzedzili legionistów w tym wyścigu gromiąc Hegemona Mysłowice aż 129:3 (41 punktów Igora Kocimskiego, w tym 18 podwyższeń, do tego hat-trick przyłożeń Aliaksandra Jakutowicza). Skład półfinałów: Budowlani Commercecon Łódź – Rugby Białystok oraz Sparta Jarocin – Arka Rumia.

Także ostatnie mecze rundy zasadniczej odbyły się w centralnej lidze kadetów. Do finału zmagań awansowały drużyny Orkana Sochaczew i Lechii Gdańsk, a o brąz zagrają Juvenia Kraków i Budowlani Łódź. Obie te pary zagrały mecze w takich zestawieniach także w ten weekend w Lublinie. Z próby generalnej finału górą wyszedł Orkan (komplet 10 zwycięstw w fazie zasadniczej), natomiast w starciu Juvenii z Budowlanymi lepsi byli łodzianie.

W Krakowie rozegrano czwarty turniej mistrzostw Polski kadetek w rugby 7. Niegościnne były gospodynie – Juvenia wygrała trzeci turniej z rzędu i pewnie zmierza po tytuł mistrza Polski.

W Gdańsku rozegrano trzynastą edycję mistrzostw Polski weteranów. Tytuł mistrzowski zdobyli gospodarze, Lechia Gdańsk. Na podium stanęli także Arka Gdynia i Orkan Sochaczew. Te rozgrywki są jednak jak igrzyska olimpijskie – nie o zwycięstwo chodzi, a o udział i wspólną zabawę.

Ze świata

W Rugby Europe International Championships rozegrano trzy spotkania. Największą stawkę miało to między Cyprem a Bułgarią w grupie południowej Conference 1 – zwycięstwo dawało Bułgarom pierwsze miejsce w grupie. Tego zwycięstwa jednak beniaminkowi na tym poziomie brakło, a Cypr wygrał spotkanie 35:17. Ten wynik zadecydował o końcowym triumfie w tej grupie Izraela. Właśnie Izrael dzięki temu 27 maja w Říčanach zmierzy się z Czechami w meczu, którego stawką będzie awans do grupy Trophy.

Ponadto rozegrano dwa ostatnie mecze na poziomie Conference 2. W grupie południowej starły się dwie drużyny, które dotąd poniosły po dwie porażki: Czarnogóra i Turcja. Górą byli Czarnogórcy, którzy wygrali 26:24. W grupie północnej Norwegia przegrała z Danią 10:22. Duńczykom starczyło to do awansu na drugie miejsce w grupie, a Norwegowie pozostali ostatni z kompletem porażek.

W Pacific Challenge rozegrano dwie ostatnie kolejki spotkań. Zwycięzcą tego turnieju została ekipa Fiji Warriors, która zebrała komplet zwycięstw – do zeszłotygodniowej wygranej nad Junior Japan dorzuciła zwycięstwa nad Manuma Samoa (50:25) i Tonga A (73:25). Drugie miejsce dla Samoańczyków, trzecie dla Japończyków.

W Japan Rugby League One rozegrano półfinały rozgrywek i zakończono walkę o utrzymanie/awans do najwyższej dywizji. W półfinałach solidarnie wygrały drużyny wyżej notowane po fazie zasadniczej. W sobotę najlepsza drużyna rundy ligowej, Saitama Wild Knights, pokonała Yokohama Canon Eagles 51:20. Co prawda do przerwy to Eagles prowadzili 17:15 (m.in. dzięki świetnej grze Fafa de Klerka), ale w drugiej połowie Wild Knights zdominowali spotkanie – zdobyli aż 36 punktów, w tym hat-trick przyłożeń w wykonaniu australijskiej gwiazdy, Mariki Koroibetego. Graczem meczu został zdobywca 24 punktów z kopów (w tym drop goala) Rikiya Matsuda, a mecz oglądało ponad 16 tys. widzów. W niedzielę zaś Kubota Spears wygrali z Tokyo Sungoliath 24:18, przerywając serię tej drużyny trzech finałów z rzędu (i samemu awansując do niego pierwszy raz w historii). Tu prym na boisku wiódł Bernard Foley, a przyłożeniem do protokołu wpisał się też Malcolm Marx (już jedenastym w tym sezonie). Ekipie Sungoliath na pewno nie pomogła gra w czternastkę przez niemal cały mecz. A na trybunach znów dużo publiczności – 13 tys. ludzi.

W najwyższej dywizji utrzymały się ekipy Mitsubishi Sagamihara Dynaboars (znów wysoka wygrana nad Toyotą Shuttles Aichi) i Hanazono Kintetsu Liners (nieoczekiwanie drugi raz pokonali najbogatszą drużynę drugiego poziomu i faworyta do awansu Urayasu D-Rocks – rywalom nie pomógł Israel Folau, natomiast dla zwycięzców przyłożenie zdobył m.in. Quade Cooper). Spadają Green Rockets Tokatsu, który drugi tydzień z rzędu ulegli (choć znów nieznacznie) Mie Honda Heat – tym razem tylko jednym punktem, choć do końca mieli szansę nadrobienia pięciopunktowej straty z pierwszego spotkania. Do drugiej dywizji z trzeciej awansowała drużyna Kyushudenryoku KyudenVoltex.

W finale walijskiej Premiership zobaczymy dwie najlepsze drużyny fazy ligowej: Cardiff i Llandovery. Stołeczna ekipa pokonała Newport 21:7, a Llandovery wygrało z Merthyrem 16:13.

We włoskiej lidze Top 10 w rewanżowych spotkaniach dwumeczów półfinałowych zwycięstwa faworytów. W sobotę Rovigo pokonało Colorno i odrobiło straty z pierwszego spotkania – przed tygodniem było 14:19, teraz zaś 21:15, czyli Rovigo, będące najlepszą drużyną fazy zasadniczej, wygrało dwumecz zaledwie jednym punktem. W drugim półfinale Petrarca potwierdziła dominację nad Emilią i wygrała 34:16. W efekcie będziemy mieli trzeci z kolei finał w tym samym składzie.

W belgijskiej pierwszej lidze także etap półfinałów. W rewanżu za ubiegłoroczny finał zwyciężyli obrońcy tytułu mistrzowskiego La Hulpe – pokonali Soignies 34:12 (mimo że to rywale byli wyżej klasyfikowani po sezonie zasadniczym i mieli przewagę własnego boiska). Rywalem La Hulpe w finale będzie Dendermondse RC (pokonało Royal Kituro aż 45:3). O złotym medalu zadecyduje więc starcie walońsko-flamandzkie.

W najciekawszym meczu Currie Cup w ten weekend wicelider, Pumas, przegrał z trzecią drużyną w stawce, Sharks, 22:24. Pumas mimo czerwonej kartki po 25 minutach gry, budowali prowadzenie, zdobyli przyłożenie nawet w okresie gry w trzynastkę, ale w ostatnich kilku minutach Sharks zapisali na swoje konto kluczowe 14 punktów i wyszarpali zwycięstwo. Pokonani zeszli z boiska także liderzy, Cheetahs, którzy na własnym boisku ulegli Lions 26:33. Poza tym Western Force pokonało Griffons 25:21 (mimo świetnego finiszu meczu najsłabszej drużyny w stawce), a Griquas przegrali z Bulls 20:40. Mimo odpadnięcia większości południowoafrykańskich ekip z rozgrywek URC, nie ma co liczyć na obecność w Currie Cup reprezentantów Południowej Afryki – już 17 maja zaczyna się pierwszy obóz przygotowawczy przed Pucharem Świata. Na niższym poziomie, Mzansi Challange, w namibijsko-kenijskim starciu Welwitschias pokonali Simbas 35:28. Zimbabwijscy Goshawks w ten weekend nie wybiegli na boisko, natomiast amerykańscy Rhinos przegrali z Leopards 22:41. W tabeli na pięciu pierwszych miejscach pięć drużyn z Południowej Afryki, z SWD Eagles na czele.

W Major League Rugby kilka wyników wartych uwagi. Toronto Arrows, które dotąd miało bilans 1:9, zremisowało z ekipą z Atlanty 34:34, mimo że dwukrotnie musiało odrabiać wysoką stratę. Blisko drugiego zwycięstwa w sezonie byli Chicago Hounds, który mocno postraszyli obrońców tytułu mistrzowskiego – na 20 minut przed końcem prowadzili z New York Ironworkers 20:7, ale przegrali ostatecznie 20:21. Nowojorczycy awansowali dzięki temu na drugie miejsce na wschodzie – wykorzystali porażkę Old Glory DC w meczu na szczycie z New England Free Jacks (bostończycy wygrali 42:24 i w tabeli mają już 11 punktów przewagi na Ironworkers). Lider konferencji zachodniej, San Diego Legion, wygrał z NOLA Gold 26:12. Tu na drugim miejscu umocnili się Seattle Seawolves, którzy pokonali trzecich Houston SaberCats 34:17 (choć na pół godziny przed końcem przegrywali 3:17 – imponujący finisz dwukrotnych mistrzów ligi).

Ciekawie było w Super Rugby Americas. Chilijski Selknam, po paśmie porażek, zaczął mieć lepsze wyniki. W ten weekend wygrał drugi raz z rzędu, tym razem na wyjeździe i nad ekipą z czołówki – argentyńskimi Pampas, 23:19. Fotel lidera odzyskał urugwajski Peñarol, który pokonał brazylijskich Cobras 38:15, podczas gdy argentyńscy Dogos nieoczekiwanie ulegli paragwajskiemu Yacare 29:45. Paragwajczycy są na czwartym miejscu i w tej sytuacji Selknam traci do nich wciąż siedem punktów – to może być za duża strata, biorąc pod uwagę, że do końca fazy zasadniczej obu ekipom pozostały dwa mecze.

W rumuńskiej Liga Națională de Rugby pierwszą porażkę w zmaganiach grupy obejmującej najlepsze drużyny ligi poniosła Steaua Bukareszt – przegrała 28:58 z obrońcami tytułu mistrzowskiego, Științą Baia Mare, którzy dotąd w rozgrywkach radzili sobie kiepsko. Wbrew pozorom był to długo wyrównany mecz (nawet mimo czerwonej kartki w ekipie stołecznej na początku drugiej połowy), a wysoki wynik to zasługa trzech przyłożeń zwycięzców w ostatnich minutach gry. Drugi mecz najlepszej grupy nie odbył się – Dinamo Bukareszt pokonało walkowerem Universitateę Kluż (goście nie mogli wystawić składu z powodu dużej liczby kontuzjowanych zawodników). W tabeli grupy nadal na czele Steaua, a na drugie miejsce wróciło Dinamo.

W Hiszpanii start ligowego play-off przed nami, tymczasem rozegrano finał Pucharu Króla. Był on wewnętrzną sprawą drużyn z Kastylii-Leónu. Niezwykle utytułowana drużyna Valladolid RAC pokonała Recoletas Burgas 29:25.

Rugbowym mistrzem Chorwacji została ekipa z niewielkiego Sinj, która pokonała w finale rozgrywek Mladost Zagrzeb 34:12. To pierwszy tytuł w historii klubu. W mistrzostwach brało udział pięć ekip, a Sinj wygrał fazę zasadniczą – zwyciężył we wszystkich meczach, z wyjątkiem ostatniego z Mladostią, w którym wystawił rezerwy, będąc już pewnym awansu do finału.

Zakończyły się rozgrywki o mistrzostwo Mongolii. Obrońcy tytułu mistrzowskiego, Khan Uul, mimo niezwykle wysokiego zwycięstwa w półfinale (80:24 nad Pioneer Wolves), w finale ulegli Hunt Lions. Lions prowadzili do przerwy 23:12, ale po przerwie mistrzowie sprzed roku odrabiali straty i wyszli na prowadzenie. O zwycięstwie Hunt Lions zdecydował karny z ostatniej akcji meczu – wygrali 40:38 i sięgnęli po tytuł mistrzowski po raz trzeci w historii (ostatni raz – w 2015, byli też pierwszymi mistrzami kraju w 2013).

World Rugby ogłosiło nazwiska sędziów, którzy będą prowadzić spotkania podczas Pucharu Świata we Francji. W grupie 26 arbitrów (12 sędziów głównych, 7 asystentów i 7 TMO) najwięcej nazwisk jest z Anglii (6, w tym 4 arbitrów głównych), zresztą Europa dominuje nad resztą świata (co z przekąsem skomentował Agustín Pichot dwoma słowami: Global game). Zaskoczeń jednak nie ma. Warto zwrócić uwagę na obecność w tej grupie Gruzina Niki Amaszukeliego (jedynego sędziego spoza krajów elity w tej edycji i pierwszego z Gruzji) oraz pierwszej kobiety, która znajdzie się wśród sędziów na męskim Pucharze Świata (Irlandka Joy Neville, która jest w gronie arbitrów TMO).

Szkoci powołali szeroki skład treningowy reprezentacji do przygotowań do Pucharu Świata. Gregor Townsend wybrał 41 zawodników, nie pomijając tym razem Finna Russella. Kapitanem będzie Jamie Richie, a w tak szerokim gronie jest tylko dwóch graczy nie mających występów w reprezentacji na koncie. Nie ma Johna Cooney’a z Ulsteru, którego zmiany barw niektórzy się spodziewali. Nie ma też Jonny’ego Grey’a – to skutek fatalnej kontuzji sprzed tygodnia, ale ponoć jest jeszcze nadzieja na wykurowanie się na czas. Początek zgrupowania w końcu maja.

Federacje japońska i nowozelandzka podpisały porozumienie o współpracy. Wśród konkretów m.in. zapowiedź regularnych wizyt w Japonii reprezentacji Nowej Zelandii, All Blacks XV i Maori All Blacks od 2024 do 2027, możliwość meczów nowozelandzkich franczyz Super Rugby z ekipami z Japan Rugby League One (poza sezonem Super Rugby), a także możliwość włączenia najlepszych japońskich zawodniczek do drużyn uczestniczących w nowozelandzkich rozgrywkach kobiecych.

Tydzień temu wspominałem o przypadku Kataru – reprezentacja zwyciężyła rozgrywki na najniższym poziomie Asia Rugby Championship, ale zastanawiałem się, czy jej awans poziom wyżej ma sens, skoro osiągnięto go siłami graczy pochodzących z innych stron świata i brak tam zainteresowania kibiców. Tymczasem jednak tamtejsza federacja została pełnoprawnym członkiem World Rugby, podobnie jak Nepal i Turcja. Pojawiły się także informacje o zrównaniu statusu Japonii z krajami z najwyższego poziomu i przyznaniu jej trzech głosów w radzie World Rugby. Dla odmiany Fidżi zostało wykluczone z rady World Rugby po odwołaniu tamtejszego walnego zgromadzenia, ustąpieniu całych władz tamtejszej federacji i powołaniu tymczasowych władz przez ministra sportu. To oznacza jednak tylko utratę prawa głosu, natomiast nie spowodowało wykluczenia reprezentacji z rozgrywek (poniekąd znowu podwójne standardy, łagodniejsze dla tych lepszych – w przypadku Nigerii przed dwoma laty takiej łaskawości nie było).

Rada World Rugby jednomyślnie przyjęła rekomendację dotyczącą obniżenia dopuszczalnej wysokości szarż w rugby amatorskim. Przepis testowy został wprowadzony globalnie, ale każda federacja może samodzielnie podjąć decyzję, czy wdroży takie rozwiązanie u siebie czy nie (a także – czy obniżenie będzie do poziomu mostka, czy niżej). Federacje dostały też prawo wprowadzania własnych rozwiązań dotyczących pick and go, podwójnych szarż czy pochylania się przez zawodników biegnących z piłką przed szarżą.

Następcą Bernarda Laporte’a na stanowisku wiceprzewodniczącego World Rugby został – jak zapowiadano – Szkot John Jeffrey, w przeszłości zawiadujący szkocką federacją, a także Six Nations. Teraz trzeba zapełnić dwa miejsca w zarządzie, to opróżniane przez Jeffrey’a oraz drugie, zwolnione przez odchodzącego na emeryturę Khaleda Babbou, szefa federacji afrykańskiej.

Wyrok w sprawie karnej Mohameda Haouas ma zostać wydany 30 czerwca. Prokurator zażądał ukarania zawodnika dwoma latami więzienia w zawieszeniu (to byłaby już druga taka kara tego gracza Montpellier). Sprawa dotyczy rozróby, w której wziął udział 1 stycznia 2014.

Z wieści transferowych:

  • poważne wzmocnienie w przyszłym sezonie drużyny Western Force – zagra dla nich reprezentacyjny łącznik młyna Nic White (obecnie w Brumbies);
  • Gregor Townsend przedłużył kontrakt ze szkocką federacją – będzie trenerem reprezentacji do wiosny 2026.

Australijska telewizja ABC w najbliższych tygodniach pokaże film dokumentalny o Israelu Folau – parę lat temu największej gwieździe australijskiego rugby union, potem bohatera wielkiej afery. Film ma opisywać pozaboiskową przemianę Folau, widzianą oczami jego trenerów, kolegów z boiska, współpracowników.

W wieku 71 lat zmarł Bruce Robertson, środkowy All Blacks właściwie przez całe lata 70. XX w. W 1981 odmówił gry w reprezentacji przeciwko podróżującym do Nowej Zelandii Springbokom, w ramach protestu przeciwko apartheidowi.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Australia:

  • Brandon Olow (Perth Bayswater RUC, Australia Zachodnia – Premier Grade): zagrał cały mecz z Wanneroo, wygrany 32:26. Bayswater awansowało o jedno miejsce w lidze, na dziewiąte.

Francja:

  • Kamil Bobryk (CS Vienne, Nationale 2): w pierwszym spotkaniu dwumeczu ćwierćfinałowego przeciwko Nîmes wyszedł w podstawowym składzie, zdobył przyłożenie, a jego drużyna wygrała w ulewnym deszczu 41:10 – i to mimo czerwonej kartki w pierwszej połowie.

Zapowiedzi

W kolejny weekend na świecie emocjonować się będziemy przede wszystkim finałami europejskich pucharów. Ponadto między innymi ostatni turniej World Rugby Sevens Series w tym sezonie (w Londynie), mecze mistrzostw kontynentu kobiet w Azji i Afryce, trzynasta kolejka Super Rugby Pacific (m.in. spotkanie Chiefs z Hurricanes), finał Japan Rugby League One, walijskiej Premiership i ligi belgijskiej, półfinały francuskiej ligi Pro D2, ligi portugalskiej, holenderskiej i czeskiej, start play-off w Hiszpanii (kilka razy już tu błędnie zapowiadany).

W kraju wraca Ekstraliga z przedostatnią kolejką rundy zasadniczej (aczkolwiek mecze bez wielkiego znaczenia: Arka – Ogniwo, Juvenia – Orkan, Budowlani – Lechia, Pogoń – Posnania) oraz mistrzostwa Polski kobiet w rugby 7 z ostatnim turniejem. Oprócz tego ostatnia kolejka fazy zasadniczej w II lidze, dziewiąty turniej Polskiej Ligi Rugby 7, finałowe mecze ligi piętnastek juniorów.

6 komentarzy do “Leinster pokonany”

  1. Dzięki za dobrą lekturę.
    W kwestii obsad na RWC 2023 warto zwrócić uwagę na następujące zmiany wobec poprzedniej imprezy:
    – Francuzi (-3) mieli 4, a mają 1 sędziego
    – Anglicy (+2) mieli 2, a mają 4 sędziów. Wayne Barnes będzie na piątym RWC!
    – Irlandczycy (+2) nie mieli nikogo, a mają de facto dwóch (bo Amashukeli z Gruzją ma wspólne tylko nazwisko)
    – Walia (-1), mieli Nigela, nie mają nikogo.
    – Australia (2), Nowa Zelandia (2) i RPA (1) bez zmian i…to te same osoby nawet.
    Myślę jednak, że największe kontrowersje wzbudzać będą francuscy realizatorzy transmisji i materiały, jakie będą dostarczać do ekipy TMO i kibicom na telebimach, co już zaprezentowali podczas jesiennych test meczów.

    Odpowiedz

Skomentuj Tomek Anuluj pisanie odpowiedzi