Za nami kolejny spokojny weekend w rugby, ale to cisza przed burzą – za tydzień ostatnia kolejka The Rugby Championship i rozkręcanie się testów przed Pucharem Świata. W ten weekend najwięcej uwagi przyciągnęła reprezentacja Samoa, która pokonała w Pacific Nations Cup Japonię i awansowała dzięki temu do czołowej dziesiątki rankingu World Rugby. U nas turniej siódemkowy młodzieży w Ząbkach i wieści organizacyjne z Ekstraligi.
Z kraju
W Ząbkach rozegrano turnieje mistrzostw Europy w rugby 7 juniorów na poziomie Trophy. Nas bardziej interesował ten męski, w którym wystąpiła nasza drużyna. Juniorzy, podobnie jak seniorzy, rok temu spadli na poziom Trophy z Championship. Jednak na drugim poziomie lepiej radzili sobie młodsi gracze. W fazie grupowej wygrali wszystkie mecze – zaczęli od pogromienia Bośni i Hercegowiny 51:0 (9 przyłożeń, rywale jednak przyjechali wąskim składem i już w meczu z Polakami stracili z kontuzją kolejnego gracza), a potem pokonali Węgry 31:14, Bułgarię aż 48:0 i Chorwację 19:7. Polacy wygrali swoją grupę i w półfinale turnieju zmierzyli się z Łotwą, jednak ten pojedynek przyniósł kres marzeniom o powrocie do Championship. Pierwsze punkty zdobyli rywale po akcji skrzydłem i dwóch przełamanych szarżach naszych graczy, ale w końcówce pierwszej połowie odpowiedzieliśmy dwoma przyłożeniami Wiktora Lisa i było 12:7. Drugą połowę zaczęliśmy od ataków, ale bez skutku, a pod koniec spotkania Łotysze zdobyli dwa przyłożenia i to oni nieoczekiwanie wygrali ten mecz 19:12. Polakom pozostał mecz o brąz ze Szwecją – zaczęli go od żółtej kartki i straconego przyłożenia, ale jeszcze w osłabieniu Wiktor Lis zakręcił obrońcą i odrobił straty. Tuż przed przerwą to Szwedzi ponownie wyszli na prowadzenie i było 7:10. Po przerwie przyłożenia Rusłana Konfedorata i Tomasza Tkaczuka dały Polakom przewagę 17:10, ale kolejna żółta kartka osłabiła nasz zespół i Szwedzi wyrównali. Chwilę potem wyrównały się też siły na boisku, a atak Polaków dał efekt w postaci przyłożenia Norberta Zastawnika – Polacy wygrali 24:17 i zajęli trzecie miejsce w turnieju.
Pierwsze miejsce i awans do Championship wywalczyli Rumuni, którzy w finale pokonali Łotwę. Wśród kobiet cały turniej rozgrywano w formule grupowej i o kolejności w pierwszej trójce decydowały małe punkty – spośród trzech drużyn z pięcioma wygranymi na koncie najwyżej uplasowała się Walia, przed Portugalią i Turcją.
Do startu Ekstraligi zostały już tylko trzy tygodnie – o rozpoczęciu rozgrywek w weekend 12/13 sierpnia poinformował PZR. Finał będzie rozegrany w pierwszy weekend czerwca. Jesienią ma być rozegrana nie tylko runda jesienna, ale i dwie kolejki rundy rewanżowej – zapewne po to, aby zrobić więcej miejsca dla reprezentacji zimą i siódemek pod koniec wiosny. Okienko transferowe ma być otwarte do końca sierpnia, a na niższych poziomach ligowych do 24 września, a zimą ma trwać przez cały luty i marzec). Potwierdzono też informację o wycofaniu się z rozgrywek Ekstraligi Posnanii, najsłabszej drużyny poprzedniego sezonu. Cóż, miejmy nadzieję, że poznaniaków w ogóle zobaczymy na boiskach.
Wprowadzono też nowy system wymagań licencyjnych dla trenerów (oparty o system World Rugby). Ma obowiązywać od 1 stycznia 2024, aczkolwiek dla trenerów Ekstraligi będzie okres przejściowy do końca nadchodzącego sezonu.
Trener Janusz Urbanowicz powołał reprezentację kobiet w rugby 7 na konsultację w Gdańsku za tydzień. Ciekawostką jest obecność nowego nazwiska – Louise Fournier. 21-letnia dziewczyna pochodząca z Francji, ale od lat mieszkająca w Wiedniu i grająca tam w związanym z francuską szkołą Stade RC. W 2020 miała wyjechać na studia do Paryża i grać w Stade Français.
Z wieści transferowych:
- Orkan Sochaczew poinformował, że w nowym sezonie zagrają dla niego trzej bracia Chainowie, ostatnio wypożyczeni ze Skry Warszawa do Budo 2011 Aleksandrów Łódzki;
- nasz reprezentant Mateusz Bartoszek zmienia klub we Francji – opuszcza RC Bassin d’Arcachon i przenosi się do US Salles. W sumie przeprowadzka symboliczna – ten sam poziom rozgrywek (Nationale 2, Salles właśnie awansowało na ten poziom) i tylko 25 km;
- kolejne wzmocnienie (kilka było pod koniec ubiegłego sezonu) beniaminka Ekstraligi, Budowlanych Commercecon Łódź – pochodzący z Argentyny (ale reprezentujący w przeszłości Paragwaj) filar Germán Aranda (ciekawostka: kilka lat temu zdaje się otarł się o Orkan).
Do poczytania: do poczytania oczywiście „Siwy i nasze rugby” czyli biografia Andrzeja Kopyta, ale także i recenzja do tej książki autorstwa Krzysztofa Jana Zuchory na stronach AZS: Rugby to więcej niż sport – to styl życia.
Ze świata
Najciekawsze rzeczy w ten weekend działy się w startującym właśnie Pacific Nations Cup. Odbyły się tam dwa mecze pomiędzy finalistami najbliższego Pucharu Świata. W Lautoce zagrały ze sobą reprezentacje Fidżi i Tonga. Górą byli gospodarze, którzy wygrali 36:20 mimo paru znanych nazwisk po stronie Tongijczyków. Fidżyjczycy zaczęli budować przewagę już na początku meczu – karne przyłożenie, a gdy po żółtej kartce rywale zostali w czternastkę, dwa kolejne i po niespełna kwadransie gry było 19:0. Tongijczycy zmniejszyli stratę do czterech oczek, Fidżi znowu odskoczyło, a potem Tonga po przyłożeniu ze sporym udziałem Charlesa Piutau znowu zmniejszyło dystans do sześciu punktów. Dzielił on drużyny długo w drugiej połowie i Tongijczycy mogli mieć nadzieję na zmianę wyniku. W końcówce jednak znów Fidżyjczycy zapunktowali i to oni zapewnili sobie wygraną 36:20 – jednak o wiele mniej pewną niż w poprzednim meczu tych drużyn na Fidżi, wygranym wtedy 36:0. W reprezentacji Fidżi zadebiutował młody łącznik ataku z Drua, Caleb Muntz, który zdobył 9 punktów z kopów. W drugim meczu, w Sapporo, Japonia grała z Samoa. Wyspiarze zanotowali kolejne ważne wzmocnienia – w tym meczu w ich barwach zadebiutowali 50-krotny reprezentant Nowej Zelandii Charlie Faumuina i były reprezentant Australii Christian Leali’ifano. Mecz lepiej zaczęli Japończycy, ale w 30. minucie, gdy prowadzili 10:3, czerwoną kartkę zobaczył były kapitan Michael Leitch. Samoańczycy jeszcze do przerwy wyrównali, a po przerwie drużyny kilkakrotnie zmieniały się na prowadzeniu. Na kwadrans przed końcem wyszli na nie Samoańczycy i ustalony wtedy wynik 22:24 już się nie zmienił do końca. Te dwie drużyny we Francji zmierzą się ze sobą w fazie grupowej i kiepski to był prognostyk dla Japończyków.
W ostatnim meczu, którego stawką było rozstawienie drużyn w nowo organizowanym formacie światowych rozgrywek kobiet WXV stały się reprezentacje Włoch i Hiszpanii. Pewnie wygrały na swoim terenie Włoszki 23:0 i to one awansowały na drugi poziom tej rywalizacji, podczas gdy Hiszpanki zagrają na trzecim. W ten sposób poznaliśmy już komplet uczestników na poszczególnych poziomach:
- na pierwszym w Nowej Zelandii zagrają gospodynie, a także Anglia, Francja, Kanada, Australia i Walia;
- na drugim w Kapsztadzie zmierzą się oprócz Południowej Afryki także Stany Zjednoczone, Włochy, Szkocja, Japonia i Samoa;
- na trzecim rozgrywanym w Dubaju zobaczymy Irlandię, Hiszpanię, Kazachstan, Fidżi, Kenię i Kolumbię.
W sumie bez niespodzianek – na pierwszym poziomie mamy sześć czołowych drużyn kobiecego rankingu World Rugby, a z najlepszej dwudziestki czwórki w całym formacie braknie tylko Trynidadu i Tobago (zajmuje obecnie 24. miejsce, w gronie uczestników turnieju mamy natomiast 25. Kolumbię). Rozgrywki odbędą się w drugiej połowie października.
W Kenii rozegrano drugą kolejkę fazy grupowej mistrzostw świata U20 w grupie Trophy. Drugie zwycięstwa odniosły w nich ekipy wygrywające także w pierwszej kolejce, a to oznacza, że ich dwa bezpośrednie starcia w ostatniej, trzeciej kolejce fazy grupowej, zadecydują o tym, kto będzie grać w finale, a kto w meczu o trzecie miejsce – reszta stawki straciła już szanse na medale.
W grupie A w walce o medale liczą się już tylko Szkocja i Urugwaj – obie te ekipy dość pewnie wygrały swoje czwartkowe spotkania. Jednak w pierwszych połowach tych meczów ich kibice mogli przeżywać chwile niepewności. W meczu Szkotów ze Stanami Zjednoczonymi pierwsze przyłożenie zdobyła drużyna europejska, ale potem zrobiło się 7:13, a do przerwy Szkoci prowadzili tylko jednym punktem. Drugą połowę wygrali jednak zdecydowanie i ostatecznie zwyciężyli 40:13. Bardzo podobnie było w meczu Urugwaju z Zimbabwe – drużyna z Ameryki straciła przyłożenie już w jednej z pierwszych akcji, a potem przegrywała nawet 0:14. Jednak jeszcze w pierwszej połowie wyszła na prowadzenie 17:14, a w drugiej dominowała już całkowicie i wygrała 51:14.
Z grupy B o medale będą walczyć Hiszpania i Samoa. Hiszpanie grali z gospodarzami turnieju i tutaj znowu – to Hiszpanie stracili pierwsze punkty w meczu, a choć do przerwy prowadzili, było to prowadzenie bardzo skromne (17:15). Przeważali jednak i w drugiej połowie wyraźnie to wykazali, a ostatecznie wygrali 48:18. Najwięcej emocji było w meczu Samoa z Hongkongiem. Ekipa z Azji, która w poprzedni weekend wysoko przegrała z Hiszpanami, wyspiarzom napsuła zdrowia. Było to w dużej mierze efektem braku dyscypliny po stronie zawodników Samoa – na początku drugiej połowy grali nawet przez kilka minut zaledwie w dwunastu (dwie żółte kartki dla młynarza i jego zastępcy, a ponieważ w efekcie młyny były symulowane, musiał opuścić boisko także trzeci gracz). W efekcie Hongkończycy, którzy do przerwy wygrywali 8:5, w okresie tak dużej przewagi liczebnej powiększyli prowadzenie do stanu 15:5. Co prawda jeszcze w czternastkę Samoańczycy wyrównali, ale gdy tylko z powrotem byli w komplecie, spotkał ich kolejny kłopot – tym razem czerwona kartka. I znów Hongkong wyszedł na prowadzenie 22:15. W końcówce jednak Samoa odzyskała kontrolę nad meczem – na kilka minut przed końcem wyrównała, potem dorzuciła drop goala i kolejne przyłożenie i choć na sam koniec Hongkong odpowiedział swoim czwartym przyłożeniem, to Samoa wygrała ten zacięty mecz 30:27.
British & Irish Lions ogłosili harmonogram wyprawy do Australii, która odbędzie się latem 2025. W planie dziewięć spotkań: pięć z australijskimi franczyzami Super Rugby (zaczynając od Western Force), do tego trzy testy z Australią (w Brisbane, Melbourne – gdzie jest możliwość zgromadzenia 100-tysięcznej publiczności – i Sydney) oraz absolutnie wyjątkowe spotkanie w Adelajdzie – mecz z „Invitional AU & NZ” (albo ANZAC XV, jak nazwano taką drużynę w 1989) czyli kombinowaną reprezentacją Australii i Nowej Zelandii. To będzie bardzo ciekawe starcie Europy z antypodami. A może północy z południem? Hamish McLennan stwierdził, że jest otwarty także na obecność graczy z Południowej Afryki. Niestety w harmonogramie Lions zabrakło miejsca dla meczu z drużyną z wysp Pacyfiku, na co wielu liczyło.
World Rugby ogłosiło szczegóły kalendarza nowego sezonu World Rugby Sevens Series, a także nową nazwę cyklu – HSBC SVNS. Cóż, faktycznie brzmi nowocześnie, współgra też z obecnym sponsorem tytularnym, ale nie wszystkim się podoba (np. jeden z autorów americasrugbynews.com poinformował, że serwis ten zmienia nazwę na Mrcs Rgb Nws). Turniejów zgodnie z zapowiedziami jest osiem i finałowy jest w Madrycie. Dziwią długie przerwy pomiędzy nimi (zwykle miesięczne), jedynie dwukrotnie turnieje są skumulowane tydzień po tygodniu. Start na początku grudnia, finał na początku czerwca, a po drodze kolejno: Dubaj, Kapsztad, Perth (jedyny przystanek w Australii i Oceanii, zapewne pieniądze Forresta wygryzły Sydney), Vancouver, Los Angeles, Hongkong, Singapur i Madryt (dla odmiany – jedyny przystanek w Europie, swoje turnieje utraciły zarówno Francja, jak i Anglia).
SANZAAR poinformował o uruchomieniu rozgrywek U20 dla reprezentacji z krajów The Rugby Championship. Idą w ślad za Pucharem Sześciu Narodów, którego analogiczna edycja przynosi pozytywne efekty (patrząc po lokatach z mistrzostw świata w tej kategorii wiekowej). Pierwsza edycja ma być rozegrana w przyszłym roku w Gold Coast. Wygląda na to, że zastąpi ubiegłoroczne zawody Oceania U20, rozgrywane w tej kategorii wiekowej, a ta zmiana oznacza jedno – odebranie szansy Fidżi i zastąpienie go przez Południową Afrykę. W efekcie poza rozgrywkami U20 w najlepszym regionalnym wydaniu pozostaną niestety dwie reprezentacje z najwyższego poziomu mistrzostw świata – Gruzja i Fidżi – którym wielcy tego świata nie chcą dać prawdziwej szansy na rozwój.
Ogłoszono harmonogram nowego sezonu angielskiej Premiership. Zmniejszenie liczby drużyn do dziesięciu (cóż, niechciane) ma jedną zaletę – mniej weekendów, więc liga nie będzie nakładać się z Pucharem Sześciu Narodów (będzie aż ośmiotygodniowa przerwa w lutym i marcu). Wzorem URC pojawił się weekend derbowy, coraz więcej drużyn myśli też o umieszczaniu wyjątkowych meczów na wielkich stadionach (idąc w ślad za Harlequins i ich Big Game, a ostatnio także Big Summer Kick-Off).
Opisane tydzień temu zawieszenie Jonathana Sextona na trzy mecze wywołało burzę w rugbowym środowisku. Wywoływane są przykłady podobnych przewinień, za które karano 11-tygodniowymi zawieszeniami. Podobna kara wykluczyłaby Sextona z ostatniej imprezy jego kariery, czyli Pucharu Świata. Kto wie, czy gdyby nie nadchodzący Puchar Świata, kara nie byłaby dłuższa. A takie rzeczy chyba nie powinny mieć wpływu na decyzje paneli dyscyplinarnych. Ta kara to też fatalna informacja dla sędziów – sygnał, że szacunek dla nich nie jest już absolutnie podstawową wartością w rugby.
Japończycy odnotowali kolejny bardzo znaczący moment – po podpisaniu porozumienia z federacją nowozelandzką, gwarantującą występy drużyn z tego kraju w Japonii, teraz podpisali podobne porozumienie z Rugby Australia. Ma obowiązywać do 2029 i pośród różnych postanowień przewidywać wyjazdy Australii i Australii A do Japonii w 2024 i 2025, a także spotkania kobiecych reprezentacji tych krajów. Ciekawie zapowiadają się też zapowiadane przedsezonowe pojedynki australijskich drużyn Super Rugby z drużynami z Japan Rugby League One.
W Nowej Zelandii rozpoczęły się kobiece rozgrywki Farah Palmer Cup. Istotną innowacją jest wprowadzenie w nich nowej procedury HIA, uwzględniającej testy na wstrząśnienie mózgu wykonywane ze śliny. Informacje o wymyśleniu takich badań pojawiły się ponad dwa lata temu, a w „szponach” wspominałem o nich w tym tekście.
Nowym dyrektorem wykonawczym walijskiej federacji został Nigel Walker. Nowy, ale już wcześniej obecny we władzach federacji, a także tymczasowy (na pół roku). Jednak nawet w tym czasie może dojść do istotnych zmian w walijskim rugby, m.in. możliwe jest ogłoszenie w te wakacje powstania nowych, półzawodowych rozgrywek ligowych w tym kraju (od 2024).
Różne ruchy w szerokich składach przed Pucharem Świata. Fidżi poniosło bolesną stratę – Peceli Yato zrezygnował z występu. To mogła być jego trzecia taka impreza (pamiętamy zwłaszcza znakomity występ w meczu z Australią przed czterema laty, przerwany brutalnym faulem, za który rywal został ukarany dopiero po spotkaniu). Cieszą się za to w Clermont. Z kolei Steve Borthwick wykluczył z reprezentacji Anglii świetnie radzącego sobie w tym sezonie w lidze Cadana Murley’a (wrócili do składu za to ozdrowieńcy – Billy Vunipola i Ollie Lawrence).
Niezwykle ważna decyzja dla fanów rugby w Nowej Zelandii. Ponieważ Puchar Świata będzie rozgrywany w niezbyt sprzyjających dla nich porach, rząd dopuścił możliwość przedłużania godzin sprzedawania alkoholu w tamtejszych pubach.
Z wieści transferowych:
- były reprezentant Anglii Jack Nowell podpisał kontrakt z La Rochelle (przez ponad dekadę grał w Exeter Chiefs);
- jedna z najlepszych drużyn ligi japońskiej, Tokyo Sungoliath, zakontraktowała reprezentanta Walii Garetha Anscombe’a, w ostatnim sezonie grającego dla Ospreys;
- były reprezentant Nowej Zelandii Owen Franks podpisał kontrakt na początek sezonu z Tuluzą (na zastępstwo w czasie nieobecności graczy powołanych na Puchar Świata);
- po dwóch latach przerwy do Saracens wraca kanadyjska świetna rugbystka Sophie de Goede;
- wiadomo gdzie powędruje Kieran Crawley po zakończeniu Pucharu Świata – zostanie trenerem beniaminka Japan Rugby League One, Mie Honda Heat;
- trenerem Edynburga został Sean Everitt, kiedyś trener Sharks, ostatnio konsultant w sztabie trenerskim Bulls;
- z kolei były trener London Irish Less Kiss będzie trenował australijskich Reds;
- po miesiącach spekulacji poznaliśmy przyszłość Marcusa Smitha – przedłużył kontrakt z Harlequins. Inny „gorący” łącznik ataku postąpił podobnie – Mannie Libbok pozostanie w kapsztadzkich Stormers;
- kontrakt z Leicester Tigers (a zatem swoim dotychczasowym klubem) ma podpisać skrzydłowy Anthony Watson. To sprawa tym ciekawsza, że Watson przymierzał się do wyjazdu z Anglii i RFU zawarło z nim pierwszy w swojej historii bezpośredni kontrakt dla mężczyzny – na okres Pucharu Świata.
Eddie Jones oszalał. Co prawda głównym tematem z nim na tapecie są porażki reprezentacji Australii, ale znalazł też czas na wywiad, w którym proponował stworzenie nowego formatu rugby, dwunastkowego, który jego zdaniem uatrakcyjniłby rugby, tak jak T20 zrobiło z krykietem.
Viaplay, platforma streamingowa, która oferuje ostatnio dostęp dla polskich kibiców dla sporej dawki rugby na najwyższym poziomie, zamierza wycofać się z Polski. Wśród krajów, z których platforma ma odejść jest też Wielka Brytania, co oznacza problem dla ligi URC (Viaplay ma prawa do pokazywania URC w tym kraju). Nie wiemy, jak to będzie wyglądać w szczegółach. Viaplay swoje prawa chce odsprzedać, ale czy prawa do pokazywania rugby w Polsce kogokolwiek skuszą?
Polacy za granicą
Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:
Australia:
- Brandon Olow (Perth Bayswater RUC, Premier Grade w Zachodniej Australii): zagrał cały mecz z Cottesloe (nie wiem, jak się to ma do czerwonej kartki sprzed tygodnia), wygrany 44:39. Wystawiony na pozycji wiązacza, w roli kapitana, w końcówce spotkania zdobył przyłożenie. Cenne zwycięstwo nad wyżej notowanym bezpośrednim rywalem w walce o awans do play-off. Bayswater nadal jednak szóste w ligowej tabeli.
O innych ligach: Mołdawia
Cóż, cykl „O innych ligach” mocno utknął, a winne temu jest rugby mołdawskie. A raczej brak dostępnych informacji o ich krajowej scenie. Nic to, w świecie rugby niewiele się dzieje, pora więc tę przeszkodę pokonać.
Wydawałoby się, że rugby w Mołdawii powinno mieć coś wspólnego z Rumunią, z którą przecież to państwo ma dość odległe, ale wspólne korzenie. W okresie międzywojennym Besarabia (w dużej mierze pokrywająca się z obecną niepodległą Mołdawią) stanowiła wręcz część Rumunii – wtedy jednak rugby rumuńskie koncentrowało się w stolicy, raczkowało w największych miastach poza nią i jest bardzo mało prawdopodobne, aby postawiło krok w prowincjonalnym wówczas Kiszyniowie lub jego okolicach, a z całą pewnością nie zapuściło tam żadnych korzeni.
Początek rugby w Mołdawii to lata 60. XX w., podobnie zresztą jak w całym Związku Radzieckim, którego Mołdawia stanowiła wówczas jedną z republik związkowych. W drugiej połowie tej dekady zawody zaczęła rozgrywać ekipa Politehnic z Kiszyniowa. Początkowo były to mecze z drużynami z ukraińskiej Odessy, a w latach 1970–1974 uczestnictwo w ukraińskiej lidze. Także w 1970 przystąpiła do rozgrywek centralnych w ZSRR (w pierwszym sezonie komplet porażek z drużynami z Kijowa, Chimki i Baku). W 1973 powstał klub Electromaşina w Tyraspolu, który od 1975 także brał udział w rozgrywkach ukraińskich. W latach 80. do tych dwóch zespołów dołączyła drużyna z miasta Bielce, a w 1989 powstała kolejna kiszyniowska ekipa, związana z tamtejszą uczelnią sportową – INEFS (obecnie USEFS).
W 1991 Mołdawia ogłosiła niepodległość, a jej reprezentacja rozegrała swoje pierwsze nieoficjalne spotkanie (przeciwko Litwie, wygrane 22:6). W 1993 przystąpiła do rozgrywek o FIRA Trophy – w pierwszym sezonie wygrała grupę B w trzeciej dywizji (zaczęła swoją przygodę od pokonania Bułgarii 42:3). W European Nations Cup w 2004 z kompletem zwycięstw awansowała do drugiej dywizji. Popularność rugby rosła. Pojawiali się świetni zawodnicy (dość wspomnieć braci Cobîlaşów, pierwszych profesjonalnych rugbystów z tego kraju, grających kiedyś dla Sale Sharks, z których jeden potem przeniósł się do Bordeaux, a drugi do Rosji, czy grającego obecnie dla Cardiff Dmitri Arhipa lub dla Clermont Cristiana Ojovana). Po kilku latach w drugiej dywizji (przemianowanej potem na 1B) Mołdawia zaczęła odnosić poważne sukcesy: w 2014 od awansu do elity odgrodziły ją tylko Niemcy, dobre występy notowała też w kolejnych sezonach. Kryzys zaczął się w pierwszym sezonie REIC (2016/17), gdy zajęła przedostatnie miejsce w Rugby Europe Trophy. Następne dwa sezony to dwa kolejne spadki, dopiero ostatnio powrót na poziom Conference 1 (na którym w tym sezonie udało się Mołdawianom rozegrać tylko jeden mecz).
Kryzys widoczny w wynikach reprezentacji, sparaliżował także właściwie krajowe rozgrywki. Wziął się z konfliktu w federacji pomiędzy grupami związanymi z dwoma klubami. Gdy jeden z nich zdobywał kontrolę nad federacją, drugi wyłamywał się, nie wysyłał graczy na kadrę i nie występował w krajowych rozgrywkach. Wojna domowa narastała, sprawa dotarła do sądu najwyższego, nie było pieniędzy, zawodnicy grający za granicami nie chcieli mieć z tym nic wspólnego.
Niestety, zasoby informacji w internecie o rozgrywkach krajowych są bardzo przypadkowe i w ogóle trudno mówić o „zasobach”. Próby zasięgnięcia języka też dały skromne efekty. Mistrzostwa kraju zainaugurowano w 1992 i z przerwami prowadzono, ale z niewielką liczbą drużyn. Wśród nazw klubów przez te lata dominują głównie te z Kiszyniowa (drużyny uczelniane: Sporting ASEM, UTM i USEFS Lupii Albi/Blumarine, a ostatnio także Concept, który zdaje się ma coś wspólnego z policją), ale trafiały się także ekipy z naddniestrzańskiego Tyraspola (kiedyś Dinamo, potem Hawks) i miasta Soroki (Sergus). W żadnych rozgrywkach, na które natrafiłem, nie zagrało jednak więcej niż cztery ekipy (np. w 2012 w stawce były tylko trzy). W ostatnich latach trudno znaleźć ślady piętnastkowych rozgrywek pod hasłem mistrzostw Mołdawii. Rolę najważniejszych rozgrywek klubowych w piętnastkach pełni Cupa Chișinăului (czyli Puchar Kiszyniowa). Ostatnią edycję, na temat której da się znaleźć jakieś informacje, rozegrano wiosną 2022 – wzięły w niej udział cztery drużyny. Triumfowało UTM (ekipa kiszyniowskiej politechniki) z kompletem zwycięstw, przed Sportingiem ASEM, Conceptem i Blumarine (wyniki zdają się wskazywać, że z trzech meczów ta ostatnia ekipa zagrała tylko jeden, a kolejne oddała walkowerem).
Kluby mołdawskie przez pewien czas tworzyły wspólne rozgrywki z ekipami z południowej Ukrainy – w szczycie trzy drużyny z Kiszyniowa, trzy z Odessy. Wschodnio-Europejska Liga Rugby pierwszy raz odbyła się w 2015, a ostatni sezon rozegrała w 2018 (w tej edycji zagrały cztery drużyny). W turnieju regularnie triumfowało odeskie Kredo-1963, a najlepsze wyniki z mołdawskich ekip osiągali Lupii Albi, którzy w 2015 i 2016 zajmowali w tych rozgrywkach drugie miejsce. Pojawiały się też plany wystawienia mołdawskiej drużyny w lidze rumuńskiej, jednak nie przyniosły żadnego realnego efektu.
Zapowiedzi
W nadchodzącym tygodniu rozpędza się powoli międzynarodowe rugby:
- ostatnia kolejka The Rugby Championship z meczami Australii z Nową Zelandią w Melbourne o Bledisloe Cup i Argentyny z Południową Afryką w Johannesburgu;
- drugą kolejkę zagrają reprezentacje uczestniczące w Pacific Nations Cup – Samoa zagra z Fidżi, a Japonia z Tonga;
- towarzyskie testowe mecze innych reprezentacji przygotowujących się do Pucharu Świata – Szkocji z Włochami, Urugwaju z Chile i Namibii z Argentyną XV.
Oprócz tego zakończą się mistrzostwa świata U20 na poziomie Trophy – we wtorek ostatnie mecze grupowe, a w niedzielę mecze finałowe.
Poza tym startuje ligowe granie w niektórych zakątkach Europy – szkocka liga Super6, litewska (a właściwie litewsko-łotewska) Baltic Top League i liga rosyjska.
Super że wrócił cykl „O innych ligach”!!! Będą kolejne odcinki ?
Można mieć nadzieję 🙂 Ale na pewno nie w wakacje.
Wiadomo cos więcej o Louise Fournier? Ma jakieś polskie korzenie? Na jakiej gra pozycji? Kto ją wyłowił dla polskiej kadry?
Ile wiedziałem, tyle napisałem 🙂